Czy marginal gains to bzdura? Jak legalnie przyspieszyć do tempa Pantaniego i Armstronga? Czym faktycznie grzeszy Team Sky?

Wokół Teamu Sky unosi się nieprzyjemny zapach pomówień o systematyczny i zorganizowany doping. Realnie, wszystko co wiemy, wskazuje na umiejętne lawirowanie i naginanie zasad do granic możliwości i co najwyżej przebywanie w „szarej strefie”. W sprawie jest więcej opinii niż faktów, zatem tym bardziej warto je usystematyzować.

Fakty

Po pierwsze, po publikacji dokumentów WADA (światowej agencji antydopingowej) wykradzionych przez “rosyjskich hakerów” jesienią 2016 wiemy, że Bradley Wiggins stosował triamcynolon i inne leki w latach 2008-2013 a Chris Froome w latach 2013-14 prednizolon. Legalnie, na podstawie “wykluczenia dla celów terapeutycznych”, czyli TUE, w związku ze schorzeniami dróg oddechowych (astma, alergie, zapalenie oskrzeli). Dodatkowo, w 2011r podczas Criterium du Dauphine, za pośrednictwem Simona Cope’a (trenera w Brytyjskim Związku Kolarskim) team Sky odebrał paczkę dla Wigginsa, w której znajdował się kolejny lek na podobne dolegliwości, fluimcil.

Po drugie, Chris Froome podczas Vuelta a Espana 2017 zaliczył pozytywny wynik testu antydopingowego, wyraźnie przekraczając normę dopuszczonego do stosowania w ilościach leczniczych salbutamolu. Również w związku ze zbliżonymi problemami.

Po trzecie, w 2011 Team Sky (lub Brytyjski Związek Kolarski) otrzymał od firmy Fit 4 Sport przesyłkę, w której znajdowały się plastry z testosteronem. Oficjalnie była to pomyłka i Brytyjska Agencja Antydopingowa z braku dowodów sprawę umorzyła.

Po czwarte, w sezonie 2014 Sergio Henao został odsunięty na osiem tygodni od startów przez samą grupę Sky w celu wyjaśnienia nieprawidłowości zauważonych w parametrach jego krwi. Po korzystnym dla zawodnika wyjaśnieniu sprawy, Kolumbijczyk wrócił do ścigania (z dokładnością rekonwalescencji po potrąceniu przez samochód).

Embed from Getty Images

Opinie

Patrząc na listę wykroczeń czy nadużyć, jakie na co dzień obserwujemy w wyczynowym sporcie, trzeba przyznać, że Team Sky nagrzeszył nieznacznie. Co więcej, nie licząc bałaganu (celowego lub przypadkowego) w dokumentacji medycznej na początku istnienia zespołu, trudno zarzucić Brytyjczykom coś więcej. Nie ma dowodów na “twardy” doping a poza pozytywnym wynikiem testu Froome’a nie ma naruszeń przepisów antydopingowych.

Wszystko inne to tylko opinie.

Tyle tylko, że opinie te są dość istotne. Np. ta, Shane’a Suttona, byłego trenera ekipy, który powiedział wprost, że korzystanie z procedury TUE było częścią filozofii “marginal gains”, szczytem piramidy złożonej z kolejnych elementów doprowadzenia kolarza do najwyższej dyspozycji i sukcesu.

Sutton zwraca uwagę, że stosowanie wymagających zgody leków na astmę ogranicza ryzyko błędu i porażki w razie problemów zdrowotnych.

Komisja brytyjskiego parlamentu badająca kontrowersje wokół teamu Sky poszła jednak o krok dalej, stwierdzając, że triamcynolon był przepisywany Wigginsowi nie tylko ze względu na problemy z oddychaniem, ale by wykorzystać jego dodatkowe działanie: odchudzające.

Twardy doping vs szary doping

Prowadzący “Science of Sport” dr Ross Tucker w swoim wideo stawia ciekawą hipotezę, która, podobnie jak opinia brytyjskich parlamentarzystów daje szerszy kontekst sprawie Teamu Sky.

Embed from Getty Images

By ją zrozumieć, warto spojrzeć w niedaleką przeszłość, do pierwszej dekady XXIw, gdy stosowanie dopingu krwi, ale także testosteronu i hormonu wzrostu było nie tylko popularne, ale też niemal niezbędne do osiągnięcia sukcesu w zawodowym kolarstwie.

Kluczowy dla zwycięstwa stosunek generowanej przez zawodnika mocy do masy jego ciała osiągano w pierwszej kolejności poszukując monstrualnej mocy a następnie realizując zapotrzebowanie na tlen zbudowanej hormonami “góry mięśni” przy pomocy EPO lub transfuzji krwi. Nie znaczy to, że Armstrong czy Ullrich byli “grubi”. Tak jak każdy inny kolarz redukowali tkankę tłuszczową (także przy pomocy “astmatycznych kortykosteroidów”, a jakże), ale byli zdecydowanie bardziej muskularni niż ich następcy, rywalizujący w erze systemu ADAMs, wzmożonych kontroli poza wyścigami oraz paszportów biologicznych.

Team Sky nie był pierwszy, który zaczął wystawiać do startu w wielkich tourach “jeżdżące szkielety”, ale zdecydowanie był tym, u którego było to najbardziej widoczne.

Embed from Getty Images

Warto w tym miejscu podkreślić, że Bradley Wiggins, były specjalista jazdy na torze sporą część niepotrzebnego balastu zrzucił jeszcze przed dołączeniem do Sky, gdy w 2009r zadziwił świat skuteczną jazdą w górach, zdobywając przy tym czwarte miejsce w Tour de France.

O nadużyciach TUE dla poprawy wyników jako jednym z poważniejszych problemów czasów “post epo” informacje znajdziemy też w raporcie Niezależnej Komisji ds. Reformy Kolarstwa (czyli CIRC).

Ponieważ utrata masy wiąże się zazwyczaj z równoczesną utratą siły, bardzo prawdopodobne jest, że to właśnie dzięki wykorzystaniu procedury TUE i odchudzających “skutków ubocznych” leków na astmę możliwe było bezstratne przekształcenie charakteryzujących się wysoką mocą (ale też i masą) torowców jak Wiggins czy Geraint Thomas w skutecznych kolarzy etapowych, mogących poszczycić się imponującym stosunkiem W/kg.Sięgnąć po „świętego graala” treningu, spadek masy bez spadku mocy.

Kluczowy dla potępienia lub rozgrzeszenia zarówno kierownictwa jak i kolarzy zespołu Sky (jak i zapewne wielu innych, podążających podobną drogą) jest fakt, że, w przeciwieństwie do peletonu przełomu XX i XXIw stosunek mocy do masy przekraczający 6W/kg osiągnięto zgodnie z obowiązującymi przepisami antydopingowymi.

To naruszenie etyki, ale nie złamanie oficjalnych reguł, a jeśli ktoś powinien być pociągnięty do odpowiedzialności (głównie dyscyplinarnej przez swoją grupę zawodową), to lekarz przepisujący leki. Nawet, jeśli z jego braku jego sumienia ochoczo korzystają sami sportowcy.

Casusowi Sky jest więc bardzo blisko do systemu inhalacji wdrożonego przez norweską kadrę biegaczy narciarskich. Gdzie również raz na jakiś czas pojawia się błąd skutkujący dyskwalifikacją zawodnika.

Embed from Getty Images

Taki urok chodzenia na linie

Chowanie się w cieniu, balansowanie na linie, sięganie granic wiąże się z tym, że wcześniej czy później zostanie się złapanym i z tejże liny spadnie.

To zabawne o tyle, że Team Sky początkowo w swojej komunikacji bazował na “cienkiej, linii oddzielającej zwycięstwo od porażki”. Linii wyrażającej “filozofię marginal gains”, a która przy okazji okazuje się być linią oddzielającą pełną etyczność od niebezpiecznego balansowania na granicy legalnego i nielegalnego wspomagania zawodników.

Embed from Getty Images

Marginal gains to bzdura?

Ponieważ obecnie mamy o wiele większą wiedzę, lub przynajmniej możemy przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, co stoi za sukcesami zespołu Sky, zaczynamy powszechnie deprecjonować ideę propagowaną przez Brytyjczyków, czyli “marginal gains”.

Trzeba jednak powiedzieć wprost: poszukiwanie “zysków granicznych” zmieniło kolarstwo, być może bardziej niż EPO, testosteron i hormon wzrostu razem wzięte.

Kolarskie: aerodynamika, ergonomia, odżywianie, regeneracja, metody treningowe w ostatnich latach zostały popchnięte o lata do przodu.

Na tle zawodowych ekip kolarskich, ich dbałości o detale i naukowego wyścigu zbrojeń przedstawiciele innych dyscyplin sportu wyglądają jak amatorzy. Ba, wyglądają jak amatorzy nawet na tle entuzjastów kolarstwa, mastersów czy zawodników nielicencjonowanch.

Gdy usłyszałem, że podczas Igrzysk w Pjongczangu Adam Małysz naprędce organizował wygodne materace do spania dla kadry naszych skoczków pomyślałem, że zawodowy peleton wozi swoje, sprawdzone i ułatwiające regenerację po całym świecie od dobrych kilku lat.

I tak, Bradley Wiggins pewnie z torowca stał się specjalistą wielkich tourów również dzięki utracie masy na skutek stosowania “astmatycznych kortykosteroidów”, ale nie zmienia to faktu, że do upałów na trasie Tour de France przygotowywał się trenując na trenażerze, w namiocie, podczas zgrupowania na gorącej Teneryfie.

O takich “drobiazgach” jak powszechne mierniki mocy, bike fitting i testy aerodynamiki w roku 2018 wspominać po prostu nie warto, bo jak wspomniałem wcześniej, obecnie już nawet nie “czy” tylko “za ile” decydują się na nie nawet amatorzy.

Embed from Getty Images

Salbutamol otwiera oczy

Gdyby nie przypadek Froome’a z września 2017, wszystkie zarzuty wobec Team Sky można by uznać za przykrą przeszłość. Przeszłością jest Wiggins, przeszłością jest Sutton, przeszłością jest nawet ówczesny, jak się okazuje pełen hipokryzji marketing, “cienka linia” i wizerunek rycerzy czystego kolarstwa.

O tym, że Froome od czasu do czasu weźmie coś na drogi oddechowe wszyscy dobrze wiemy. Brytyjczyk potrafił korzystać z inhalatora nawet podczas transmitowanych na żywo etapów Criterium du Dauphine, zatem fakt, że po deszczowym dniu na Vuelcie zażył salbutamol nikogo nie dziwi.

Tyle tylko, że wziął go bardzo, bardzo dużo, przekraczając dwukrotnie dopuszczalne – i tak liberalne – normy.

Biorąc pod uwagę, że stało się to w momencie, gdy zwycięstwo w całej Vuelta a Espana zaczynało wymykać mu się z rąk, należy zapytać, czy, mimo zapewnień i zawodnika i kierownictwa, stosowanie legalnych, lecz wątpliwych etycznie, za to poprawiających wydolność metod nadal nie jest elementem budowania sukcesu w tym zespole.

A jeśli tak, to czy dotyczy tylko Froome’a czy może części zespołu pracującej na sukcesy w wielkich tourach. A może systemowo całej ekipy? Wszak Sky słynie z tego, że “odmienia” czy też “wyciąga to, co najlepsze” z zawodników, przyspieszając ich zarówno pod górę jak i podczas etapów jazdy na czas.

Czy fakt, że kolarze dotychczas uznawani za specjalistów wyścigów klasycznych a czasem i sprinterzy są w stanie w Alpach i Pirenejach gubić typowych “górali” to efekt aerodynamiki, diety i nowatorskiego treningu czy poza tym Sky swoją, całkowicie betonującą peleton, drużynę buduje dzięki TUE na leki na astmę, nadużywaniu leków nasennych i przeciwbólowych? A jeśli tak, i grupa, choć legalnie, potrafi systemowo postępować nieetycznie, jakie inne reguły są naginane, by osiągnąć sukces?

To pytania, na które nie odpowie ani szef ekipy Dave Brailsford (który rozmawia tylko z tymi, którzy piszą o nim dobrze), ani Chris Froome (który szuka fizjologicznych powodów jak niewydolność nerek by usprawiedliwić nadmierną obecność salbutamolu w pobranej od niego próbce). A o to “czy korzystasz z procedury TUE”, “czy widziałeś, by twoim kolegom z grupy przepisywano leki przeciwastmatyczne, przeciwbólowe lub nasenne bez wyraźnych powodów medycznych” i “czy uważasz, że Team Sky powinien należeć do MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa” nikt też nie zapyta Polaków jeżdżących w brytyjskiej ekipie. Bo po co.

TUE – zabronić czy tylko monitorować

Tę kwestię specjalnie zostawiłem na koniec. Zapewne część z Was od razu pomyśli: “Skoro są chorzy, niech nie startują”. “Wykluczyć astmatyków”. “Na paraolimpiadę ich”. I tym podobne hasła, które pojawiają się zawsze przy okazji Froome’a, Wigginsa i norweskich biegaczy narciarskich.

Ten temat jest złożony i dużo bardziej skomplikowany. Po pierwsze, nie można odmawiać osobom z problemami zdrowotnymi ani prawa do leczenia ani prawa do pracy. Owszem, zawsze można użyć argumentu, że osoba z artretyzmem nie powinna zajmować się mikrochirurgią a przecież jest wiele innych dziedzin medycyny, w których drżenie rąk nie jest ograniczeniem, zatem zawodnik z astmą mógłby wybrać inną dyscyplinę sportu, w której będzie się realizować. Tyle tylko, że problemy z drogami oddechowymi to często choroba zawodowa, która dopiero później jest wykorzystywana (lub nie) jako wymówka do poprawy wyników sportowych.

Zatem zakaz korzystania z leków, podobnie jak zakaz startów byłby nadużyciem, być może jeszcze poważniejszym niż nadużywanie przez sportowców procedury TUE, bo godzącym w prawa człowieka.

Do tego dochodzi kwestia prawa do prywatności (to w kwestii jawności danych o tym, kto na co choruje i jakie przyjmuje leki), tajemnica lekarska i wiele innych kwestii, które poza światem wyczynowego sportu wydają się być oczywiste.

Procedura TUE niewątpliwie wymaga monitorowania i być może usprawnienia, ale, podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia fakt, że jest nadużywana do oszustwa nie oznacza, że należy jej się pozbyć. Federacje sportowe jak UCI czy agencje antydopingowe jak WADA cechuje niestety spora bezwładność, zatem zanim cokolwiek się wydarzy upłynie pewnie jeszcze wiele miesięcy, w trakcie których ta i inne luki będą wykorzystywane do tego by jeździć, biegać i pływać szybciej.

Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr, CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments