Tag: Film

  • Slalom

    Slalom

    Historia młodej narciarki uwikłanej w toksyczny związek z trenerem. Francuski film “Slalom” to kolejny ważny głos w dyskusji o molestowaniu i nadużyciach w świecie sportu. 

    Pełnometrażowy debiut Charlène Favier zyskał na tyle uznania, by zostać wyselekcjonowanym do pokazów w kategorii “First Features” podczas ubiegłorocznego (odwołanego) festiwalu w Cannes. 

    Mimo pewnych wad scenariusza, broni się nie tylko jako znak czasów i głos w dyskusji #metoo, tym razem ze świata sportu. 

    W trudnej, głównej roli nastoletniej Lyz dobrze radzi sobie Noée Abita, do tego mamy piękne zdjęcia oraz sporo obserwacji dotyczących treningu, motywacji i kosztów sukcesu.

    Na drodze do niego towarzyszymy utalentowanej zawodniczce uprawiającej narciarstwo alpejskie. Choć w teorii ma łączyć szkołę z treningami w klubie, w praktyce jej życie skupione jest na sporcie. 

    Będąc w trudnej sytuacji rodzinnej, odrzuca relacje zarówno z matką jak i z rówieśnikami i wchodzi w romans z dwukrotnie starszym od siebie trenerem. 

    Fred jest szkoleniowcem wymagającym, szorstkim i brutalnym. Jego podopieczni osiągają jednak sukcesy a mimo początkowych trudności Lyz staje się jego ulubienicą. Od wsparcia i szczególnej uwagi jest już tylko krok do wątpliwego moralnie związku i nadużyć seksualnych.

    “Jak zawsze” bowiem w takiej relacji strony nie są równe. Różnica wieku to jedno, ale równie istotne są trudna sytuacja emocjonalna zawodniczki, typowe dla sportu hierarchia i autorytet, obietnice sukcesu, świetlanej przyszłości, wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie czy bardziej pragmatyczne dostęp do sprzętu czy sponsorów.

    Bez względu na to, czy mówimy o szkole artystycznej czy klubie sportowym, zasady są podobne. Nawet biorąc pod uwagę, że początkowo fascynacja może być obustronna, ostatecznie to mentor zawłaszcza świat młodej, wchodzącej w dorosłość adeptki, zdobywa nad nią władzę i doprowadza do sytuacji, gdy ta jest od niego całkowicie zależna. 

    Jako obraz patologicznej relacji zawodniczki z trenerem lepiej sprawdza się “Mała Królowa”, bazujący na historii kanadyjskiej kolarki Geneviève Jeanson. “Slalom” mimo pewnych niedociągnięć scenariusza ma za to nieco większe ambicje stricte filmowe. Jest lepiej sfotografowany, lepiej zagrany i bliżej mu do bardziej uniwersalnego dramatu niż paradokumentu dla społeczności rowerowej. 

    Polecam zatem nie tylko czekającym na rozstrzygnięcie procesu Andrzeja P., śledzącym nadużycia w brytyjskim kolarstwie czy na polskich uczelniach artystycznych. 

    “Slalom”
    reż. Charlène Favier
    92’, Francja 2020

    W kwietniu 2021 “Slalom” obejrzałem na platformie VOD krakowskiego Kina pod Baranami

  • Brittany Runs a Marathon

    Brittany Runs a Marathon

    Motywy, by zająć się sportem są różne. To banał, ale tak, każda z tysięcy osób biorących udział w imprezach masowych ma swoją historię. Dla tytułowej Brittany start w maratonie nowojorskim to, a jakże, szansa na doprowadzenie własnego życia do porządku.

    Uprzedzając fakty: to oczywiste, że Brittany w końcu pobiegnie w maratonie i “ogarnie się”. 

    Skoro zaczyna swoją drogę jako wyraźnie otyła imprezowiczka, tuż przed “trzydziestką”, meandrująca bez celu przez kolejne wieczory u boku bardziej atrakcyjnej i popularnej koleżanki, happy end jest po prostu obowiązkowy. 

    Nie w tym jednak rzecz, gdzie docieramy, ale co dzieje się po drodze. A po drodze oglądamy sprawnie napisany i dobrze zagrany (główne role grają Jillian Bell, Michaela Watkins i Utkarsh Ambudkar) komediodramat, w którym akcję do przodu popychają kolejne etapy zaangażowania w sport. 

    Plakat filmu Brittany Runs a Marathon

    Mamy więc małe zwycięstwa i porażki Brittany “z samą sobą”. Bo Brittany ma trudny charakter i zaburzone poczucie własnej wartości, które odbudowuje uczestnicząc w mitycznym wydarzeniu, jakim jest słynny bieg ulicami Nowego Jorku. 

    Samotna przez większość życia poznaje biegaczy, którzy stają się jej przyjaciółmi, stabilizuje masę ciała na normalnym, zdrowym poziomie, mniej pije i lepiej je. Spotyka się z przy tym z brakiem zrozumienia czy szyderstwami, lecz nie przeszkadza jej to w dążeniu do celu. Jak w wielu przypadkach zaczyna nawet obsesyjnie trenować, ale i z tej opresji wychodzi zwycięsko. 

    Choć udział w wymarzonym biegu jest oczywiście momentem kulminacyjnym, na plus całej historii (inspirowanej postacią znajomej reżysera) należy zapisać, że nie samo bieganie odmienia życie Brittany. Ostatecznie “ogarnia się” nie przez sport sam w sobie a dzięki otwarciu na rodzinę i przyjaciół. 

    Przez to zamiast prymitywnej, inspirującej do znudzenia, patetycznej historii oglądamy momentami zabawny “indie-filmik” o życiu nowojorskich trzydziestolatków. Tyle, że zamiast sztuki, reklamy czy kawiarni w tle mamy bieganie. 

    “Brittany Runs a Marathon” to zatem niegłupia i lekkostrawna rozrywka, która przy okazji odpowiada na pytanie, po co setki tysięcy ludzi na całym świecie każdego dnia wciskają się w lycrę i idą na trening. A raczej, dlaczego zrobiła to jedna z 50 tysięcy osób, które wystartowały w maratonie nowojorskim. 

    Brittany Runs a Marathon

    Reż. Paul Downs Colaizzo
    Amazon Studios, 2019
    103 minuty.

    Film obejrzałem na Amazonie, przy okazji subskrybcji Amazon Prime. Kolejna korzyść z drugiego sezonu The Boys ;)

  • Rising Phoenix. Jak Feniks.

    Rising Phoenix. Jak Feniks.

    Z premierą w terminie (przełożonych) Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio nowy dokument Netflixa, “Jak Fenix” nie tylko przybliża historię ruchu paraolimpijskiego lecz przede wszystkim inspiruje i wzrusza przedstawiając losy najsprawniejszych ze sportowców. 

    Netflix znowu to zrobił. Po znakomitym “Ikarze” czy kontrowersyjnych “The Game Changers” przygotował kolejny film, który dzięki swojej formie chce zmieniać świat.

    Sport paraolimpijski walczy o miejsce w masowej świadomości. Kolejne Igrzyska, gromadzą publiczność zafascynowaną wyjątkową sprawnością niepełnosprawnych atletów. 

    Choć szczególną rolę odegrały te z Londynu, największy do tej pory sukces całego ruchu, ważniejsze prawdopodobnie były ostatnie z rozegranych, czyli Rio 2016. Trudności finansowe i groźba odwołania imprezy mogła zakończyć sport paraolimpijski, budowany od lat ‘40 XXw przez Ludwiga Guttmanna. 

    Plakat filmu "Jak Fenix" przedstawia ujęcia paraolimpijczyków z lotu ptaka.

    Historia to jedno, ale w dobrym dokumencie najważniejsi są ludzie. 

    “Jak Fenix” daje nam szansę poznania dziewięciorga sportowców: florecistki, rugbysty, łucznika, pływaczki, lekkoatletów oraz przedstawicielki podnoszenia ciężarów, którzy mimo niepełnosprawności, nabytych lub wrodzonych, są bardziej sprawni niż większość z nas.

    Mimo różnego rodzaju trudności każdy z nich jest wybitnym atletą a każda z opowieści jest fascynująca. 

    Imponuje też sfera wizualna dokumentu Iana Bonhôte’a i Petera Ettedgui. Tradycyjne dla tego typu obrazów wypowiedzi oraz materiały archiwalne zmontowane są z ujęciami nakręconymi specjalnie na potrzeby filmu. Dodano bowiem szereg kadrów, prezentujących sportowców w szczególny sposób.

    Siła, szybkość, gracja i koordynacja, odwzorowujące sceny z zawodów w wyizolowanym otoczeniu, pokazujące muskulaturę i dosłownie olimpijski poziom wytrenowania sprawiają, że trudno myśleć o bohaterach filmu jako o “niepełnosprawnych”. 

    Piękno i elegancja zdjęć stoją w służbie upodmiotowienia paraolimpijczyków jako pełnoprawnych członków sportowej społeczności. 

    Ich historie, losy naznaczone chorobami, wojną, ubóstwem czy dyskryminacją pokazują nie tylko zwycięstwo ducha nad materią, ale przede wszystkim siłę, jaką niesie za sobą sport. 

    “Rising Phoenix” (pol. “Jak Feniks”)
    reż. Ian Bonhôte, Peter Ettedgui
    106′
    Netflix 2020

  • Rower z Pekinu

    Rower z Pekinu

    Azjatyckie kino pokazujące trudne życie najniższych warstw społecznych tamtejszych wielkich miast, tym razem z punktu widzenia kuriera rowerowego. 

    Zwiastun filmu „Rower z Pekinu”

    Pekin z roku 2001, gdy powstawał film Xiaoshuai Wang to zupełnie inne miasto niż współcześnie. Choćby z tego powodu, że w pogoni za modernizacją i statusem społecznym Chińczycy przesiedli się do samochodów do tego stopnia, że niektóre miasta europejskie są bardziej zroweryzowane niż niegdysiejsza stolica roweru. 

    Oglądając najnowsze azjatyckie obrazy, które przebiły się do mainstreamu: koreański “Parasite” czy japoński “Złodziejaszki” wiele wskazuje na to, że rozwarstwienie społeczne wciąż ma się tam świetnie a zaangażowani społecznie artyści chętnie sięgają po nie jako temat swoich wypowiedzi. 

    “Rower z Pekinu” to historia chłopaka z prowincji, który przyjeżdża do Pekinu do pracy. Pełen odwagi i zapału zostaje kurierem rowerowym, wykonując pracę nieudolnie, lecz z pełnym poświęceniem. 

    Na swojej drodze spotyka rówieśnika, z którym wchodzi w konflikt o tytułowy rower. Jednoślad jest dla jednego narzędziem pracy i szansą na awans społeczny, dla drugiego spełnieniem dziecięcych marzeń i aspiracji.

    Brud, biedę i upokorzenie oglądamy w niemal każdym ujęciu a choć problemy bohaterów wiążą się z popularnym motywem jakim jest wchodzenie w dorosłość, eskalacja młodzieńczego konfliktu może być metaforą problemów toczących społeczeństwa szybko rozwijających się gospodarek.

    Nawiązania do klasycznych “Złodziei Rowerów” De Siki nasuwają się same a przykry realizm historii zasłużył na Grand Prix jury festiwalu filmowego w Berlinie w 2001r. 

    Dla tych, których mniej interesuje aspekt społeczny historii a po prostu śledzą rowerowe akcenty w kulturze, smaczkiem będzie product placement Meridy. Na rowerach tej firmy jeżdżą zarówno kurierzy przedsiębiorstwa, w którym zatrudnia się nasz bohater jak i lokalny “gang” modnych chłopaków imponujących głównemu antagoniście. 

    “Rower z Pekinu”

    Reż. Wang Xiaoshuai
    109’
    Francja/Chiny/Tajwan 2001


    Film w sierpniu 2001 obejrzałem w TVP Kultura. Śledźcie program, by trafić na ewentualne powtórki.

    Przeczytaj recenzje filmów i książek kolarskich.

  • Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Jeśli śledząc wielkie toury poddajecie w wątpliwość taktykę poszczególnych zespołów lub krytykujecie dyspozycję zawodników, “Zaskakujący dzień” to pozycja obowiązkowa do obejrzenia. Po trzech godzinach z dyrektorami sportowymi i kolarzami Movistaru kolarstwo zawodowe nie będzie już dla was takie samo. 

    Sześć półgodzinnych odcinków prowadzi nas przez najważniejsze momenty sezonu 2019 w wykonaniu hiszpańskiego zespołu. Dla Movistaru, drużyny z czterdziestoletnią tradycją, zawsze najważniejsze były wielkie toury. 

    W każdym z nich podopieczni Eusebio Unzue rywalizowali nie tylko z konkurencyjnymi zespołami, ale też wewnątrz własnego teamu. 

    Obserwujemy więc nie tylko pojedynki na szosie, ale też starcia charakterów: Mikela Landy, Richarda Carapaza, Nairo Quintany, Alejandro Valverde i Marca Solera a także dyrektorów sportowych, którzy są równoprawnymi bohaterami tej opowieści. Wspomniany Unzue, Jose Vicente Garcia Acosta, Jose Luis Arieta, Pablo Lastras i Max Sciandri dają możliwość zrozumienia niektórych wydarzeń, których świadkami byliśmy śledząc wyścigi w relacjach Eurosportu. 

    Movistar jest bowiem zespołem, który często jest krytykowany za złą taktykę, niezrozumiałe decyzje personalne czy kontrowersyjne zachowania w peletonie z łamaniem niektórych ważnych, acz niepisanych zasad włącznie. 

    Wielu zarówno kibiców jak i zawodowych czy pół zawodowych komentatorów kolarstwa w swoich ocenach kieruje się trudnym do zrozumienia przeświadczeniem o nieomylności menadżerów drużyn oraz nadludzkich możliwościach samych sportowców. 

    Tymczasem “Niespodziewany dzień” pokazuje, że mimo doświadczenia i profesjonalizmu błędy zdarzają się każdemu, wahania formy przytrafiają się niezależnie od wcześniejszych planów i przygotowań a przedsięwzięcie, jakim jest wielki tour to niemal żywy, dynamiczny organizm, który potrafi zaskoczyć największych wyjadaczy. 

    Mnogość zmiennych: od trudnych do przewidzenia ludzkich emocji po niezależne siebie siły natury powodują, że wiele kwestii trzeba rozwiązywać w ciągu kilku chwil, równocześnie patrząc w ekran monitora, prowadząc samochód w zatłoczonej kolumnie wyścigu i podając bidony.

    Krótko mówiąc ten serial, choć mocno niszowy i pozornie przeznaczony dla najbardziej zaangażowanych fanów kolarstwa powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto poświęca godziny przed ekranem na śledzenie sportu rowerowego. A zwłaszcza dla tych, którzy następnie na ten temat publicznie się wypowiadają. 

    “Zaskakujący dzień” 
    Reż. Jose Larraza, Marc Pons
    6 odcinków (22-39’)
    Serial w marcu 2020 jest dostępny na platformie Netflix

    PS “Zaskakujący dzień” dostępny jest po hiszpańsku z polskimi napisami. Niestety napisy są na poziomie tłumaczenia przez niezbyt zaawansowany, automatyczny translator. Poza tym drobnym mankamentem to świetna sprawa. Obraz jest znakomicie sfotografowany i zmontowany a zarówno twórcom jak i samej ekipie Movistar należą się gratulacje za bezkompromisowe podejście do tematu. To mogła być niewiele wnosząca hagiografia Eusebio Unzue czy Alejandro Valverde a dostaliśmy nieunikający kontrowersji, szczery obraz dynamiczny niczym najlepsze etapy wielkich tourów.

    A teraz jeszcze mały SPOILER
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Nigdy wcześniej nie widzieliście Nairo Quintany, który tak często by się uśmiechał. Serio!

  • Der Läufer. Biegacz.

    Der Läufer. Biegacz.

    Historia mocno zaburzonego człowieka, który równocześnie jest wyczynowym biegaczem z nadziejami na udział w Igrzyskach Olimpijskich to przykład filmu sportowego, który odchodzi od utartych schematów tego typu kina.

    Pełnometrażowy debiut szwajcarskiego reżysera, Hannesa Baumgartnera jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. W przeciwieństwie do większości gatunkowych filmów o tematyce sportowej nie jest schematyczną produkcją „klasy B” lecz aspiruje do nagród na prestiżowych festiwalach.

    Ze zwiastunów i zapowiedzi możemy dowiedzieć się, że „Biegacz” opowiada o losach Jonasa Widmera. To utalentowany zawodnik, idol lokalnej społeczności w Bernie, zwycięzca imprezy, w której startuje się w stroju wojskowym. Jonas trenuje w klubie, wyniki kolejnych sprawdzianów i badań wskazują, że ma szansę awansować do Igrzysk Olimpijskich, gdzie chce wystartować w maratonie.

    Choć zarówno w sporcie jak i w życiu osobistym odnosi kolejne sukcesy (ma ciekawą pracę, jest w stałym związku), równocześnie zmaga się z poważnymi traumami. Wychowywał się w rodzinie zastępczej a jego brat popełnił samobójstwo.

    Nie radząc sobie z problemami, wieczorami zaczyna napadać na kobiety, co ułatwia mu umiejętność szybkiej ucieczki z miejsca rabunku.

    W filmie Baumgartnera dostajemy nieco retrospekcji, znajdziemy w nich także sekwencje snów głównego bohatera. Całość jest jednak prostą historią pokazującą kolejne etapy eskalacji jego problemów.

    Obserwujemy kilka poziomów dramatu. Trudne są zarówno treningi, porażki, kontuzje Jonasa, jego bezradność związana z wydarzeniami z przeszłości jak i wreszcie popełniane przez niego kolejne przestępstwa.

    Wszystko jest jednak zagrane na niskim poziomie intensywności co podkreślają zdjęcia w charakterystycznych, pozbawionych nasycenia kolorach i brak ścieżki dźwiękowej (mając w pamięci tradycyjne filmy sportowe wyobraźcie sobie sceny treningu bez inspirującej muzyki).

    Nie jest to może wielkie kino, za to kolejny przykład na to, że można opowiedzieć historię biegacza w sposób autorski, unikając utartych schematów. Dzięki odejściu od kina gatunkowego, sport wyczynowy staje się pełnoprawną częścią kultury, pretekstem do dyskusji nad rolą wychowania, socjalizacji, toksyczną męskością, militaryzacją społeczeństwa czy zaburzeniami psychicznymi. Jest tłem solidnego, europejskiego dramatu, jedną ze składowych kameralnej historii, która, zależnie od wrażliwości odbiorcy, mniej lub bardziej będzie oddziaływać na jego emocje.

    Hannes Baumgartner
    „Der Laufer”. Polski tytuł „Biegacz”, można go też spotkać pod angielskim „Midnight Runner”
    Szwajcaria, 88 minut.
    Film był prezentowany np. podczas festiwalu Off Camera, obecnie (październik 2019) jest dostępny w HBO Go i tam też go obejrzałem.

  • Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Zamiast triumfalnego pożegnania na Polach Elizejskich, David Millar w swoim ostatnim sezonie doświadczył kumulacji trudności, z jakimi na co dzień zmaga się zawodowy kolarz. Dokument ?Time Trial? pokazuje wszystko, co zazwyczaj jest pomijane w telewizyjnych relacjach z kolejnych wyścigów.

    Bardzo chciałem obejrzeć ten film. David Millar jest jedną z moich ulubionych postaci w profesjonalnym kolarstwie. To jeden z tych zawodników, którzy w obliczu dopingowej wpadki zamiast chować głowę w piasek lub opowiadać głodne kawałki postanowili coś zmienić.

    Szkot był jednym z cudownych dzieci ?ery EPO?. Podczas czasówki na Tour de France pokonał samego Armstronga, zdobył też tęczową koszulkę mistrza świata w jeździe indywidualnej. ?Afera Cofidisu? odmieniła jego karierę. Po powrocie z dwuletniej dyskwalifikacji Millar nie tylko stał się orędownikiem czystego kolarstwa, ale też odnalazł się w nowej rzeczywistości odnosząc kolejne, choć już nie tak spektakularne sukcesy.

    W sezonie 2014 postanowił zakończyć wyczynową karierę i właśnie w tym, trudnym dla każdego sportowca czasie, towarzyszy mu autor filmu ?Time Trial?, Finlay Pretsell.

    Plan był taki, by wraz z Millarem odbyć ostatnie tournee, zwieńczone trzynastym uczestnictwem w Tour de France. Sam kolarz planował celebrować swoje pożegnanie. M.in. sponsorująca go firma Fi?z:k na każdy z wyścigów przygotowała specjalne buty, unikatową grafiką nawiązujące do kolejnych imprez.

    Niestety życie bywa brutalne a sport bywa okrutny jeszcze bardziej. Zamiast cieszyć się sławą, Millar przeżywał trudne chwile niemiłosiernie męcząc się podczas następujących po sobie wyścigów. Mimo problemów, zdołał jeszcze przejechać hiszpańską Vueltę i jesienią zakończył karierę podczas organizowanego przez lokalny klub uphillu.

    ?Time Trial? wbrew polskiemu tytułowi nie opisuje specjalizacji Millara, czyli jazdy indywidualnej na czas. Jest za to historią, która jak żadna inna do tej pory odkrywa kulisy zawodowego kolarstwa. Mamy więc nieocenzurowane rozmowy dyrektorów sportowych w teamowym samochodzie, wymiany zdań przed snem w hotelowych pokojach czy smalltalki w peletonie.

    Film Pretsella jest obrazem o kolarzu, o kolarstwie i niemal wyłącznie dla kolarzy. Nie znajdziemy w nim właściwie żadnej ekspozycji. Bardziej niż słowem operuje obrazem, często skupiając się na brutalnej i bolesnej stronie tego sportu. Gdy sam Millar mówi wprost do kamery, jego wypowiedzi najczęściej są dosadne lub przepełnione goryczą.

    Tak jak odwagi wymagała antydopingowa krucjata ?skruszonego? kolarza, tak i występ w poruszającym filmie musiał wiązać się z pewnego rodzaju heroizmem. Kolejny raz szkocki zawodnik złamał liczne, obowiązujące w peletonie tabu, wprowadzając fanów tam, gdzie zazwyczaj nie mają wstępu.

    Nie wiem, co o takim podejściu sądzą byli czy obecni kolarze zawodowi. Wiem natomiast, że choć ?Time Trial? nie jest pozbawiony wad, ale ponieważ zamiast hagiografii, okrągłych słów napisanych przez ghostwritera czy specjalistę od wizerunku dostaliśmy bombę prawdziwych emocji, jest po prostu bezcenny.

    Time Trial (polski tytuł ?Czasówka. Próba charakteru?)
    reż. Finlay Pretsell
    Wielka Brytania 2017
    Film obejrzałem podczas festiwalu Off Camera, w legalnej dystrybucji dostępny jest np. na Amazon Prime na itunes.

  • ICA?US. „Ikar”. Przed Igrzyskami i Oscarami.

    ICA?US. „Ikar”. Przed Igrzyskami i Oscarami.

    Od sportowego eksperymentu-prowokacji do afery na skalę międzynarodową. Od hedonistycznego pościgu za wynikiem w amatorskich zawodach po program ochrony świadków i ingerencję służb specjalnych. „Ikar” Bryana Fogela to przykład na to, że dziennikarstwo jeszcze ma sens.

    Choć to „Ikar” jest filmem głośniejszym, nagrodzony Oscarem w kategorii dokumentów, trzeba pamiętać, że najpierw powstał materiał niemieckiej telewizji ARD.

    Hajo Seppelt ujawnił w nim sporą część procederu, o którym również opowiada Fogel: zinstytucjonalizowanego, zorganizowanego i bezkompromisowego systemu dopingu wśród rosyjskich kadr dyscyplin olimpijskich.

    Działalność zarówno Seppelta jak i Vogela przyczyniła się do poważnego naruszenia pozycji reprezentacji Rosji podczas letnich Igrzysk w Rio de Janeiro jak i realnego wykluczenia jej z zimowych Igrzysk w Pjongczang, gdzie 168 zawodników będzie startowało nie w barwach swojego kraju a jako sportowcy niezależni. Czterdziestu pięciu do ostatniego dnia starało się o prawo startu i choć nie zostali zdyskwalifikowani, międzynarodowy trybunał uznał prawo organizatora do wykluczenia ich z imprezy.

    Wracając do meritum, sam „Ikar” stawia kilka ciekawych tez. Po pierwsze, nawet jeśli sportowiec indywidualny, grupa zawodowa czy kraj opracuje, dzięki wybitnym umysłom (tu poznajemy byłego kierownika moskiewskiego laboratorium, Grigorija Rodczenkowa) sposób na równoczesne wspomaganie sportowców i unikanie pozytywnego wyniku kontroli, ostatecznie niezbędne są metody najbardziej prymitywne.

    W tym przypadku, by osiągnąć sukces podczas Igrzysk w Soczi, Rosjanie użyli służb specjalnych, które wykradły pobrane próbki, otwierały zablokowane pojemniki z moczem i podmieniały ich zawartość.

    To najważniejszy morał z tej, jak również z innych około dopingowych historii. Nielegalne wspomaganie zawsze wiąże się z korupcją, przemytem, czarnym rynkiem, zastraszaniem, mobbingiem i wieloma innymi przestępstwami.

    Ponieważ w tym, konkretnym przypadku mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją prowadzoną przez kraj o de facto autorytarnym ustroju, stawka jest większa niż zazwyczaj. W grę wchodzi wolność a nawet życie zaangażowanych w proceder osób.

    Po drugie, jako wstęp do całej historii dostajemy ciekawą anegdotę na temat dopingu w sporcie amatorskim. Twórca filmu, sfrustrowanym brakiem wyników i pchany ciekawością zawodową postanawia, na potrzeby swoje i dziennikarskiego eksperymentu, odwzorować system, jakim posiłkował się Lance Armstrong.

    Efektem tego jest wyraźny wzrost parametrów fizjologicznych, który jednak nie całkiem przekłada się na wynik sportowy. Mimo wszystko w dyscyplinie takiej jak kolarstwo mamy do czynienia z wieloma, innymi składnikami sukcesu niż tylko odpowiedni stosunek mocy do masy zawodnika.

    Dzięki tej próbie Fogel nawiązuje relację z Rodczenkowem a reszta, cóż, reszta jest historią, której efektem jest m.in. „Raport McLarena” oraz wykluczenie rosyjskich sportowców z Igrzysk w Pjongczang.

    Jeśli dołączymy do tego szerszy, polityczny kontekst, który rysują autorzy „Ikara” oraz dynamiczną narrację, dostajemy klasyk współczesnego dokumentu i jeden z lepszych filmów o mechanizmach rządzących sportem. Nawet, jeśli już wcześniej go widzieliście, polecam obejrzenie przynajmniej jeszcze raz!

    Na koniec dodam jeszcze jedną obserwację. Grigorij Rodczenkow, podobnie jak Michele Ferrari i kilku innych dopingowych magików jawi się jako postać sympatyczna, pasjonat nauki i przesuwania granic ludzkich możliwości. Mając świadomość, że to, czym się zajmuje jest nie tylko nielegalne, ale wręcz obrzydliwe, równocześnie nie sposób go nie lubić, nie doceniać zaangażowania a przede wszystkim profesjonalizmu, wiedzy i inteligencji. Ot paradoks.

    „Icarus”
    Reż. Bryan Fogel
    121 minut
    Netflix 2017

    PS
    Osiem lat od Soczi, Rosjanie na kolejnych, zimowych Igrzyskach, tym razem w Pekinie wciąż w ramach konsekwencji afery nagłośnionej przez Hajo Seppelta startują jako „niezrzeszeni” i w teorii nie mogą reprezentować swojego kraju.

  • Najlepszy

    Najlepszy

    „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego broni się siłą opowiadanej historii. Inspirującej, dramatycznej i absolutnie niezwykłej. Czy ma do zaoferowania coś więcej?

    Właśnie ta historia: byłego narkomana Jerzego Górskiego który po terapii w Monarze wyrósł na mistrza triathlonu do pewnego stopnia zamyka dyskusję, nasuwa porównania z hollywoodzkimi super produkcjami i sprawia, że „Najlepszy” jest obrazem nie tylko głośnym, ale i powszechnie docenianym. Plus może pełnić rolę narzędzia motywacyjnego i wychowawczego.

    Nawet, jeżeli weźmiemy poprawkę na język filmu, zarówno postać głównego bohatera jak i droga, którą przeszedł zasługują na uznanie. Podobnie jak twórcy, dzięki którym Górski i jego życiowe perypetie trafili do szerszej publiczności.

    Jeśli dodamy do tego niezłe aktorstwo (Gajos, Gierszał, Kamińska, Jakubik) oraz fakt, że rodzima kinematografia mierzy się z filmem sportowym, „Najlepszy” zasługuje na uwagę. Niestety plusów wystarczyło mi zaledwie na cztery gwiazdki w dziesięciogwiazdkowej skali Filmwebu.

    Pierwszy cios pada już w sekwencji rozpoczynającej historię Górskiego. Jeżeli bowiem w 2017r za ilustrację renegackiego stosunku do życia głównego bohatera służy „Born to be wild”, wiedzmy, że coś poszło nie tak. Nie licząc oryginalnej ścieżki dźwiękowej z „Easy Ridera” ten utwór od niemal pół wieku używany jest w konwencji pastiszu a tymczasem w „Najlepszym” otwiera, w zamyśle, najbardziej dramatyczną, mroczną i trudną część filmu.

    Bo choć kulminacją historii jest zwycięstwo w morderczych zawodach „Podwójnego Iron Mana”, spora jej część dotyczy uzależnienia od narkotyków, fatalnych konsekwencji nałogu oraz stopniowego odbijania się od dna.

    Całość faktycznie miałaby zadatki na coś więcej niż tylko komercyjny sukces gdyby nie liczne mankamenty, które niebezpiecznie zbliżają „Najlepszego” do kina klasy „B”. A nie ukrywajmy spora część kina sportowego to właśnie takie produkcje w których, niestety, ślad idzie Palkowski.

    Zamiast pogłębienia postaci: ich motywacji, uzasadnienia wyborów, przemian i wysiłku dostajemy oglądany wielokrotnie zestaw ujęć, schematów i wyeksploatowanych do cna zagrań narracyjnych oraz formalnych. A gdyby tego było mało, całości brak choćby odrobiny finezji.

    Za przykład niech posłuży quasi metaforyczna scena w której bohater, by ostatecznie wygrać „walkę ze sobą” musi zwyczajnie „staremu sobie” dać w pysk. Dosłownie. Tak, to boli, tyle, że głównie widza.

    Niemal wszyscy: od tytułowego Jerzego Górskiego, przez jego kolejne kobiety, mentorów, przyjaciół czy rodzinę sprowadzeni są do schematycznych wydmuszek, które można opisać w trzech słowach. Za narkomanię potomka odpowiedzialny jest ojciec-kat. Uciemiężona Matka Polka bezwarunkowo trwa przy synu degeneracie. Niemal-teść z milicjanta-oprawcy i mimo niewątpliwego udziału protagonisty w śmierci córki, zmienia się w przychylającego nieba przyjaciela. Bo tak. A klub w którym Górski trenuje triathlon (swoją drogą: jakim cudem? z czego żyje? czy dojście do mistrzowskiej formy wiąże się z jakimiś wyrzeczeniami?) mógłby bez problemu nazywać się „Tęcza” a trener „Jarząbek”.

    Fakt, że sport – nowe, za to społecznie akceptowalne – uzależnienie głównego bohatera de facto zastępuje to stare, destrukcyjne, jest jedynie zasugerowany. A szkoda, bo byłby to ciekawy motyw, wokół którego można by poprowadzić całą historię.

    Mamy więc kiepski film o narkomanach połączony z wtórnym filmem sportowym. Tyle tylko, że, jak wspomniałem na wstępie, sama historia jest wyjątkowa. Magiczna. Cudowna. I na tym trzeba zakończyć.

    Najlepszy
    Polska, 2017
    110 minut
    Reżyseria: Łukasz Palkowski
    Scenariusz: Agatha Dominik, Łukasz Karpiński

    PS

    Polecam obszerny wywiad z Jerzym Górskim, który wyjaśnia więcej niż film (klik) a równocześnie i dla kontrastu rozmowę z aktualnym rekordzistą świata na dystansie podwójnego Iron Mana, również Polakiem, Robertem Karasiem (klik).

    Natomiast jeżeli macie ochotę na film sportowy, w którym bohaterowie to coś więcej niż postaci z komiksu, do tego również osadzony w realiach schyłku „demokracji ludowej”, ciekawą propozycją będzie czeski obraz „Fair Play” (pisałem o nim TUTAJ).