Tag: Kolarstwo torowe

  • Pumptrack przy każdym orliku?

    Pumptrack przy każdym orliku?

    Bez względu na to, jak poradzą sobie polscy torowcy na Igrzyskach w Tokio, można śmiało powiedzieć już teraz. Kolarsko drugą Wielką Brytanią nie jesteśmy. I nie będziemy. Czy zatem to pora na zmianę koncepcji i zwrot w stronę kolarstwa bardziej dostępnego, tańszego, atrakcyjnego i przynoszącego więcej korzyści?

    Sport = polityka

    Igrzyska Olimpijskie to polityka. Element budowania wizerunku kraju, pozycji na arenie międzynarodowej. Dla niektórych tak ważny, że w osiągnięcie sukcesu angażują tajne służby wspierające narodowy program dopingowy. Inni budują systemy szkoleniowe łamiące prawa człowieka. Jeszcze inni organizują największe imprezy bez liczenia się z kosztami, społecznymi czy ekonomicznymi.

    Tak jak postzimnowojenne zmiany sprawiły, że nie rywalizuje już tylko “wschód z zachodem” tak i w sporcie mamy konkurecję na wielu frontach. Co więcej, istotną rolę odgrywają w niej nie tylko państwa, ale i korporacje, często bogatsze od wielu krajów, de facto decydujące o zwycięstwie lub porażce atletów przez dostęp do finansowania, technologii, ośrodków treningowych. 

    Implikacje takiej sytuacji są poważne i sięgają od medalistów Igrzysk Olimpijskich do pozalekcyjnych zajęć sportowych w małych gminach, gdzieś na “końcu Polski”. 

    Fakt, że w danej dyscyplinie ktoś zdobył medal lub słynne “miejsce punktowane” powoduje finansowanie (lub jego brak) sportu na każdym z poziomów. Ba, nawet potencjalna liczba medali, zależna od decyzji komitetu olimpijskiego powoduje, kto zasługuje na więcej a kto na mniej. 

    Choć miejsce w klasyfikacji medalowej to element polityki międzynarodowej a sukcesy sportowców potrafią przekładać się na wzrost PKB (zadowoleni z sukcesów obywatele pracują efektywniej i kupują więcej), to warto zastanowić się nad korzyściami, jakie płyną z faktu zwycięstw w danej dyscyplinie sportu. 

    By nie szukać daleko skoki narciarskie przynoszą dochód kilku gminom przy okazji organizowania zawodów międzynarodowych i wprowadzają na kilka chwil do świata sportu w porywach kilkuset młodych ludzi. Czy zatem powinny być promowane, dotowane (budowa i utrzymanie obiektów kosztuje miliony) bardziej niż biegi narciarskie? Właściwie, to… nie. 

    Stoch, Kubacki i Żyła to nasi idole, natomiast w skali kraju korzyść z ich sukcesów odnoszą głównie producenci chipsów, piwa a ostatnio też firma oferująca chwilówki. Stwierdzenie, że skoki są nikomu niepotrzebne jest oczywiście pewnym nadużyciem, bo każda dyscyplina ma w sobie piękno, wymaga wysiłku, pracy i talentu, ale…

    Sport to również polityka wewnętrzna i ekonomia. Uprawiając sport jesteśmy zdrowsi. Nie obciążamy służby zdrowia, pracujemy więcej, żyjemy dłużej (doprowadzając system emerytalny do ruiny, ale to inny temat ;) ). Nawiązujemy relacje, więzi, przyjaźnie. Nabywamy nowych umiejętności. Kupujemy sprzęt i usługi. Przemieszczamy się. Stajemy się lepsi i dajemy sobie szansę, by być bogatsi. 

    Aktywne społeczeństwo to szczęśliwe społeczeństwo. A to oznacza, że być może należy odejść od zimnowojennego paradygmatu liczenia medali i sprawdzania, czy w klasyfikacji pokonaliśmy Rosjan i Niemców, tylko skupić się na tym, co faktycznie ważne. 

    Porażka systemu

    Po trzynastu latach funkcjonowania pruszkowskiego toru można już śmiało powiedzieć. Nie powtórzyliśmy sukcesu Brytyjczyków. 

    Bez względu na punktowane czy medalowe szanse na Igrzyskach w Tokio, na niewątpliwe zaangażowanie i wysiłek nielicznej grupy zawodników, którzy robią co mogą w niełatwych warunkach, cel nie został osiągnięty. 

    British Cycling, na którym chcieliśmy się wzorować, zgromadziło ponad 150 tysięcy członków, skutecznie wykorzystując sukcesy najpierw torowców, potem szosowców. W Tokio, zanim jeszcze przystąpią do swojej koronnej dyscypliny, czyli właśnie toru, mają już medale zarówno w kolarstwie górskim jak i w BMX. 

    Aby oddać sprawiedliwość, choć na Igrzyskach póki co nam nie idzie, polscy torowcy regularnie osiągają sukcesy na mistrzostwach świata, pucharach świata czy w imprezach komercyjnych. 

    Niestety sukcesy ani torowców, ani szosowców ani Mai Włoszczowskiej nie przełożyły się na zauważalne zwiększenie liczby licencjonowanych zawodników, członków pzkol, przyciągnięcie sponsorów czy kibiców na wyścigi.

    Fakt, że w Tokio na torze brakuje naszych drużyn na 4km, w BMXach nie mieliśmy nikogo, w mtb po jednej osobie a na szosie po trzy pokazuje, że bazujemy na jednostkach a nie na systemie. Czyli: jednostkach-trenerach, jednostkach-klubach, jednostkach-sponsorach i jednostkach-zawodnikach. 

    Zatem, nie chcąc więc niczego nikomu zabierać, może warto rozważyć zmianę perspektywy. 

    Skoro nie udało się osiągnąć celu przez konstrukcję i utrzymanie kosztownego obiektu oraz trenowanie elitarnej grupy atletów, może czas zwrócić się w stronę budowy siły naszego kolarstwa w inny sposób. 

    Prostszy, tańszy, dostępny, atrakcyjny i co ważne podobnie skuteczny z punktu widzenia “szkoleniowego”. 

    Pumptrack przy każdym orliku

    Krótko mówiąc chodzi o to, by przy każdym “orliku” wybudować pumptrack i skatepark. Dać młodym (i nie tylko ;) ) ludziom dostęp do atrakcyjnej i niedrogiej rozrywki, która może stać się początkiem sportowej pasji, zdrowego trybu życia a także zawodowej kariery w każdej z odmian kolarstwa wyczynowego, której zwieńczeniem może być upragniony medal olimpijski.

    Zalet BMX z punktu widzenia szkoleniowego jest wiele. Dziecko czy wczesny nastolatek zaczynający przygodę z rowerem w taki sposób nie tylko nabywa techniki czy szybkości, ale też bawi się sportem. Jest więc szansa, że zostanie w nim na dłużej a wiele przykładów pokazuje, że może później pójść w dowolnym, kolarskim kierunku. A co najważniejsze, obiekty będące w najbliższej okolicy, przy szkole, sprawiają, że możemy “selekcjonować” z wyraźnie większej grupy niż dotychczas. 

    Ponieważ obecnie większość tego typu obiektów powstaje całkowicie oddolnie, często korzystając z funduszy budżetów obywatelskich, skala jest niewielka a dostępność średnia.

    A pamiętajmy, że zarówno deskorolka jak i BMX to konkurencje olimpijskie. Same BMXy dostarczają tyle samo kompletów medali co “królowa szosa”. Nie tylko więc mogłyby, ale wręcz powinny być finansowane z budżetu ministerstwa sportu (chwilowo połączonego z kulturą, ale to detal). 

    Trudno oczekiwać, aby będący w ciągłym stanie – w porywach –  trwania polski związek kolarski mógł zaprojektować i zrealizować projekt “pumptracku przy każdym orliku”, jednak trzeba przyznać, że w przedstawionej w styczniu 2020r przed ministerstwem kultury fizycznej i sportu “strategii rozwoju” zbliżony pomysł się pojawił. 

    Nie sądzę jednak, by znaleźli się odważni na radykalną zmianę kierunku. W optymistycznej wersji oznaczałoby to konieczność zmierzenia się z tysiącami dzieciaków, dziesiątkami a może i setkami nowych klubów, rodziców, kto wie, może nawet sponsorów. Zaburzenie status quo na poziomie zarówno regionów a co gorsza centralnym. 

    Być może jednak w ciągu dekady, czyli krócej niż działa tor w Pruszkowie, efektem byłby brak problemu z kwalifikacjami pełnej kadry na Igrzyska, finansowaniem kolarstwa z jego najdroższą i najbardziej elitarną odmianą, czyli torem, na czele, sponsorami dla kadry i klubów. 

    A do tego mielibyśmy po prostu zdrowsze, chętniej ruszające się, mniej obciążone chorobami cywilizacyjnymi i zwyczajnie szczęśliwsze społeczeństwo. 

    Zdjęcie na okładce: Jules D. on Unsplash

  • Torowy PŚ w Pruszkowie. Owacja na siedząco

    Torowy PŚ w Pruszkowie. Owacja na siedząco

    Polskie kolarstwo torem stoi. Mamy liczną, młodą i utalentowaną kadrę. Mamy światowej klasy obiekt. I mamy zawody najwyższej rangi.

    Pewnie sobie myślicie: nie odzywał się przez parę tygodni a teraz wylazł ze swojej nory, żeby przypierdolić zdeprecjonować PZKol. Cóż, trochę tak, ale nie do końca.

    W ostatnich tygodniach zarówno Związek, jego Prezes jak i zawodnicy torowi zaskakująco często gościli w poza kolarskich mediach. Po pierwsze z powodu Pucharu Świata w Pruszkowie oraz przyznaniu Polsce organizacji mistrzostw świata w 2019r. Po drugie, Prezesowi, Dariuszowi Banaszkowi kilka razy puściły nerwy i chlapnął parę głupstw a to na facebooku a to w jakimś wywiadzie. Po trzecie, ustami Adriana Teklińskiego torowcy zwrócili uwagę na brak sponsorów i zainteresowania mediów. A na koniec powrócił temat długu PZKol względem Mostostalu Puławy powstałego przy budowie obiektu w Pruszkowie. Krótko mówiąc Związek, nie pierwszy raz, zdeprecjonował się sam.

    Teoretycznie mamy święto, imprezę i festiwal polskiego kolarstwa. W praktyce jednak nie ma fiesty: krem w podanym torcie jest nieświeży, daleki wujek spił się wcześniej niż przewidywaliśmy i zaczyna obmacywać kuzynki a w całym zamieszaniu ktoś narzygał do umywalki.

    Mimo to jest szansa, że do Pruszkowa na Puchar Świata przyjadą jacyś kibice. PZKol trochę biletów sprzedał, trochę rozdał, zaprosił działaczy i kluby. Do tego kolarstwo jako takie jest na fali, zatem można się spodziewać, że w ?czynie patriotycznym? okoliczni entuzjaści sportu rowerowego wpadną na chwilę rzucić okiem na to, jak w rzeczywistości wygląda mocno promowana przez Związek odmiana ich ulubionej dyscypliny.

    W 2009r, tuż po otwarciu ?BGŻ Areny? na nowym torze zorganizowano mistrzostwa świata. Do Polski przyjechało kilka gwiazd: już znanych albo dopiero wschodzących: Victoria Pendleton, Lizzie Deignan (wówczas Armitstead), Gregory Bauge, Jason Kenny, Taylor Phinney czy Rohan Dennis.

    Byłem tam, widziałem. To była stypa, którą mogli znieść tylko najwytrwalsi fani. Nawet, jeśli w kobiecym sprincie oraz na 500m ze startu zatrzymanego padły rekordy świata.

    Prawda jest taka, że jeśli nie przyjedziesz na tor z grupą przyjaciół, nie sprzedają tam sensownego piwa i nie masz nic lepszego do roboty, ta odmiana kolarstwa jest męcząca i trudna w obserwowaniu.

    Sesje są długie, z licznymi przerwami a przepisy w kolejnych konkurencjach skomplikowane i niejasne nawet dla specjalistów (czego dowód mieliśmy w finale olimpijskiego keirinu w Rio). Do tego gros ścigających się o wyniki, kwalifikacje, punkty i medale atletów to postaci całkowicie anonimowe. Co więcej, trudno się z nimi utożsamiać, ponieważ kolarstwo torowe ma bardzo wysoko postawioną barierę wejścia, jest sportem kosztownym i elitarnym. A równocześnie jakoś szczególnie nie pobudza wyobraźni.

    Jasne, jeśli interesujesz się kolarstwem, docenienie muskularnych, szybkich i wytrzymałych kobiet i mężczyzn oraz ich dokonań przyjdzie ci łatwiej. Jeśli jeździsz, trenujesz i masz jakieś pojęcie o jeździe na rowerze, wiesz, co to znaczy rozpędzić się do 60km/h, wiesz też, że utrzymanie takiej prędkości przez kilka okrążeń wymaga nie lada dyspozycji. Wiesz też, że sprint bark w bark przy jeszcze większej prędkości to gigantyczne wyzwanie, że walka ?na kreskę? jest ciężka nawet na amatorskiej ?ustawce? a co dopiero na drewnianym torze na rowerze z ostrym kołem.

    Kolarstwo torowe to sport w czystej postaci. Wymierny, z możliwością bicia kolejnych rekordów, zależnie od konkurencji kontaktowy i wymagający sprytu, stalowych nerwów i doświadczenie taktycznego lub żelaznych płuc, ekstremalnej odporności na ból i zakwaszenie.

    Dodatkowo to ?kuźnia talentów?, z której wychodzą multimedaliści toru i szosy czy nawet zwycięzcy zarówno klasyków, etapówek jak i wielkich tourów.

    Co więcej, w naszym przypadku to ?złote dziecko? Polskiego Związku Kolarskiego, nieustająca nadzieja na worek medali olimpijskich w Tokio a już teraz regularne sukcesy na imprezach mistrzowskich na kontynencie i poza nim.

    To wszystko wiemy.

    Tyle tylko, że tor to totalna nisza. Gdy przez niemal tysiąc dni codziennie zamieszczałem co rano fajne wideo, galerie zdjęć, relacje, wywiady i ciekawostki z kolarskiego światka, newsy z toru wciskałem do ?loverove? niemal na siłę.

    Trochę z szacunku dla naszych zawodników, trochę by zachować proporcje między poszczególnymi odmianami kolarstwa, trochę z nadzieją, że choćby w niewielkim zakresie przyczynię się do zainteresowania torem. Prawda jest jednak taka, że najciekawsze, co dotyczyło jazdy na ostrym kole, to nie był tor i olimpijska walka o medale a Red Hook Crit, uliczne wyścigi dla hipsterów.

    Tor to skoki narciarskie kolarstwa. Wymaga budowy drogich obiektów, dostępnych tylko dla nielicznych oraz użycia specyficznego, trudno dostępnego, drogiego sprzętu. Swoje pięć minut dostaje de facto tylko na Igrzyskach Olimpijskich, które kreują jedyne gwiazdy znane szerszej publiczności. Poza Igrzyskami to sport dla koneserów. Coś jak curling, tylko droższy.

    To sztuka dla sztuki, iluzja podtrzymywana przez Komitet Olimpijski wraz z UCI przez nieproporcjonalnie dużą liczbę możliwych do zdobycia medali. Na 22 komplety aż 12 przypada na tor. Szosa ma 4, mtb 2 a od Tokio BMX będzie miał również 4.

    Przy systemie kwalifikacji już samo dostanie się na Igrzyska jest dla torowców sukcesem. Później do słynnego ?miejsca punktowanego? (czyli w top 8), dającego szansę na dofinansowanie dla związku czy stypendium dla zawodnika jest już tylko krok. Równocześnie, wyśrubowany poziom czołówki powoduje, że medal to prawdziwy sukces.

    Budowa toru w Pruszkowie pochłonęła ok. 90mln zł. Jego roczne utrzymanie to ok. 1,5mln. Ośmiomilionowy dług PZKol względem jednego z wykonawców, Mostostalu Puławy, przez wiele lat powstrzymywał Związek przed aktywnościami na innych polach. Specyfika kolarstwa torowego powoduje, że w przeciwieństwie do pozostałych odmian tego sportu, bazuje ono na szkoleniu centralnym a nie de facto wolnorynkowym funkcjonowaniu grup zawodowych na szosie czy w mtb.

    Żeby nie było wątpliwości, nikomu nie żałuję. Choć po 1989r olimpijskie medale w kolarstwie zdobywali tylko Maja Włoszczowska (dwa srebra) i Rafał Majka (brąz), biorąc pod uwagę realia, trudno racjonalnie podważyć zaangażowanie Związku w kolarstwo torowe.

    Szanse na zwrot z inwestycji są tam największe a wychowywana właśnie młoda kadra daje nadzieję na sukces.

    Tyle tylko, że dysproporcja w zaangażowaniu Związku jest ogromna. Imprezy w innych odmianach kolarstwa są organizowane oddolnie i prywatnie. Dla odmiany tor to właściwie jedyna rowerowa dyscyplina, w której PZKol funkcjonuje jako organizator, animator i fundator.

    Roczne koszty utrzymania pruszkowskiego toru wystarczyłyby na wybudowanie, renowację lub dostosowanie do międzynarodowych standardów wszystkich tras cross country będących w kalendarzu Pucharu Polski, które zazwyczaj powstają z pieniędzy sponsorów, ?w czynie społecznym? a w najlepszym przypadku z crowdfundingu.

    PZKol jest organizatorem na swoim obiekcie zawodów rangi mistrzowskiej oraz międzynarodowej (w tym Pucharu Świata), a równocześnie imprezy szosowe, mtb i przełajowe są robione przez kluby, regionalne związki kolarskie, samorządy lub firmy komercyjne. W efekcie na szosie mamy Tour de Pologne Lang Teamu, który na dobre zadomowił się w World Tourze a za nim przepaść imprez półamatorskich (większość rankingów i statystyków jak np. procyclingstats nie zalicza zawodnikom zwycięstw w imprezach kategorii .2, czy to jednodniowych jako sukcesów zawodowych), z których raz na jakiś czas, efemerycznie, któraś pojawi się w kategorii .1. O ?.HC? nie mamy co marzyć, bo nie ma komu za to zapłacić.

    W mtb imprezy rangi międzynarodowej są organizowane dla Mai Włoszczowskiej przez Grabek Promotion a ?Górale na Start? to dzieło klubu KKW Superior Wałbrzych. Szosowe mistrzostwa Polski zorganizował Lang Team, mistrzostwa Polski XCO komercyjny organizator Poland Bike w kooperacji z Warszawskim Klubem Kolarskim. Tymczasem w 2017r w Pruszkowie PZKol, jako ?centrala?, zorganizował zarówno MP, Puchar Świata, Grand Prix Polski z kategorią UCI, w sumie dziesięć imprez, zazwyczaj kilkudniowych.

    To ciekawe o tyle, że mtb i szosa przez to, że nie mają bariery wejścia takiej jak tor, przy choćby części zaangażowania, jakie Związek przeznacza na tor, mogłyby przynosić nie dziesiątki czy setki, ale tysiące nowych dusz, przyszłych mistrzów, rocznie.

    No ale jest jak jest. Związek widzi przyszłość polskiego kolarstwa na torze, wierząc, że wystarczy do tego jeden, spełniający jakiekolwiek standardy (kryty, drewniany) obiekt (Pruszków) oraz betonowe w Szczecinie i Łodzi, kilku trenerów i parę klubów.

    Zatem skoro tak, to nie pozostaje nic innego, jak wybrać się do Pruszkowa, albo chociaż kupić nie za mocnego stouta i usiąść przed ekranem (TVP Sport lub Eurosport) i zobaczyć, jak wygląda torowy Puchar Świata w Pruszkowie. Może Was wciągnie.

  • Polskie Kolarstwo Torowe między Rio 2016 a Tokio 2020

    Polskie Kolarstwo Torowe między Rio 2016 a Tokio 2020

    Polskie Kolarstwo stoi torem. Taka jest przynajmniej oficjalna wykładnia prezentowana przez PZKol. W tym miejscu możecie śledzić postępy naszych torowców między Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro 2016 a Tokio 2020.

    Po co to zestawienie? Już tłumaczę!

    Kolarstwo jako takie ma istotny wpływ na klasyfikację medalową Igrzysk Olimpijskich. Obecnie w programie IO znajduje się dziewięć konkurencji kolarskich: dwie na szosie, po jednej w MTB i BMX i aż pięć na torze. To oznacza, że kobiety i mężczyźni uprawiający wyczynową jazdę na rowerze walczą o osiemnaście kompletów medali.

    Spora część finansowania polskiego sportu opiera się o dotacje przyznawane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki a te zależą od wyników uzyskiwanych na Igrzyskach Olimpijskich: medali oraz tak zwanych ?miejsc punktowanych? (czyli w pierwszej ósemce).

    Polski Związek Kolarski został przez jednego z poprzednich prezesów ?obciążony? posagiem w postaci obiektu w Pruszkowie. Nowoczesny, drewniany tor znajdujący się w hali ze stosownym zapleczem zadłużył Związek na wiele lat. Równocześnie cała infrastruktura jest bazą, na której odbudowywane jest nasze kolarstwo torowe.

    Przynajmniej kilka nacji stworzyło systemy szkolenia oparte właśnie o tor. Z toru wywodzą się zarówno znakomici, co oczywiste, torowcy, ale też kolarze szosowi wszelkich specjalizacji: od sprinterów przez ?czasowców? po faworytów wielkich tourów.

    Do Rio de Janeiro wysłaliśmy reprezentację na przyzwoitym poziomie. Nasi kolarze rywalizowali w sprincie drużynowym, indywidualnym i keirinie (mężczyźni) oraz wyścigu na 4000m oraz omnium (kobiety). Najlepszym wynikiem była szósta lokata Damiana Zielińskiego w keirnie.

    Brytyjczycy, na których teoretycznie się wzorujemy zdobyli na torze w Rio 11 medali. To 16,4% wszystkich krążków, jakie przywieźli z Brazylii. Sześć złotych medali zdobytych przez torowców to 22,2% tego, co poddani Królowej ugrali na ostatnich Igrzyskach.

    Polskie kolarstwo torowe budowane jest w oparciu o obiekt w Pruszkowie oraz Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa. Efekty kilkuletniej pracy mają być widoczne na następnych Igrzyskach Olimpijskich, czyli w Tokio w 2020r.

    Poniżej znajdziecie zestawienie wyników naszych kolarzy na mistrzostwach świata 2015,2016 oraz Igrzyskach w Rio a także na Pucharach Świata od sezonu 2016/17.

    Podczas Pucharów i Mistrzostw Świata rozgrywanych jest więcej konkurencji niż podczas Igrzysk. Ponieważ w polskim sporcie liczą się ?tylko igrzyska?, skupiamy się na konkurencjach olimpijskich.

    W przypadku imprez mistrzowskich znajdziecie nazwiska i rezultaty zwycięzców oraz najlepsze rezultaty uzyskane przez Polaków. W przypadku Pucharu Świata zapisane zostają tylko rezultaty najlepszych reprezentantów naszego kraju.

    W tych konkurencjach, w których o wyniku decyduje pomiar czasu (4000m w drużynie, sprint, sprint drużynowy) znajdziecie czasy, które będzie można porównywać między kolejnymi imprezami i latami (wraz z dokładaniem kolejnych danych pojawią się wykresy). To najlepszy sposób, by monitorować postępy.

    Należy w tym miejscu wspomnieć, że choć kolarstwo torowe jest bardzo wymierne, poszczególne obiekty różnią się między sobą, znajdują się na różnej wysokości nad poziomem morza a na wyniki ma wpływ też pogoda na zewnątrz hali (ciśnienie atmosferyczne).

    W keirnie i omnium znajdziecie tylko zapisane miejsca.

    Zatem miłej analizy i zachęcam Was do wspólnego wyciągania wniosków.

    4000m drużynowo

    Komentarz: Drużyna, która potrafiła zajmować dobre miejsca w wyścigach przed Igrzyskami w Rio na imprezie docelowej niestety nie wspięła się na wyżyny swoich możliwości. Warto jednak zaznaczyć, że w Brazylii w składzie nie znalazła się Katarzyna Pawłowska, z którą zespół wcześniej notował najlepsze wyniki. Po IO drużyna kobiet została znacząco odmłodzona, zbudowaliśmy też perspektywiczny zespół męski.

    Sprint Indywidualny

    Komentarz: W Rio naszym sprinterom nie poszło, zarówno indywidualnie jak i w drużynie. Jesienią 2016 znakomite rezultaty na Pucharze Świata notuje Kamil Kuczyński. Uzyskiwane przez niego rezultaty są jednak póki słabsze od tych, które dają medale na imprezach mistrzowskich. Póki co w elicie nie mamy kobiet, które byłyby w stanie rywalizować na poziomie międzynarodowym.

    Sprint drużynowy

    Komentarz: W drużynie sytuacja jest podobna jak indywidualnie. Dodatkowo po Rio skład odmłodzono, będziemy się więc przyglądali postępom naszych sprinterów. Póki co w elicie nie mamy kobiet, które byłyby w stanie rywalizować na poziomie międzynarodowym.

    Keirin

    Komentarz: Damian Zieliński w finale keirinu w Rio walczył dzielnie i po dwóch powtórzonych startach zajął szóste miejsce. Zobaczymy, czy z grupy sprinterów uda się wyłonić zawodnika, który będzie w stanie nawiązać do tego rezultatu. Póki co w elicie nie mamy kobiet, które byłyby w stanie rywalizować na poziomie międzynarodowym.

    Omnium

    Komentarz: W Rio w torowym wieloboju rywalizowały gwiazdy kolarstwa szosowego: Elia Viviani, Mark Cavendish czy Fernando Gaviria. W reprezentacji Polski obserwowaliśmy ?dramę? związaną z odsunięciem od startu Małgorzaty Wojtyry i zastąpienie jej przez młodszą Darię Pikulik.

    Po Igrzyskach zmieniono formułę Omnium, usunięto z programu 1km/500m (mężczyźni/kobiety) ze startu zatrzymanego, 4000m/3000m (m/k) indywidualnie oraz ?okrążenie na czas?, wprowadzono za to ?Wyścig Tempo?. Oznacza to, że w programie wieloboju są teraz wyłącznie wyścigi wytrzymałościowe, preferujące zawodników przypominających charakterystyką szosowych sprinterów:

    – Scratch
    – Wyścig eliminacyjny (?australijski?)
    – Wyścig tempo
    – Wyścig punktowy

    PS. W tabelkach raczej nie powinno być błędów, ale jesteśmy tylko ludźmi, więc jakby co, to dawajcie znać :)

  • Loverove 15.11.2016

    Loverove 15.11.2016

    Loverove na wtorek z zacnym zestawem: sukcesy Polaków na torze, nowy rower Alberto Contadora oraz pożegnanie Fabiana Cancellary. Enjoy!

    1. Apeldoorn w skrócie

    Czyli krótki klip z torowego Pucharu Świata, gdzie Szymon Sajnok i Kamil Kuczyński zaliczyli znakomity występ:

    2. Alberto Contador hamuje tarczówkami!

    Choć w przyszłym roku Alberto Contador wraca do rowerów Treka, do końca sezonu 2016 obowiązuje go umowa z grupą Tinkoff a co za tym idzie ze Specializedem. W offseasonie i na pierwszych treningach przygotowujących go do nowych wyzwań, hiszpański mistrz używa modelu Tarmac wyposażonego w hamulce tarczowe. Więcej detali roweru Contadora znajdziecie tutaj.

    3. Emeryci dnia, czyli Cancellara vs Sir Wiggo

    Fabian Cancellara definitywnie kończy karierę, Bradley Wiggins być może okazjonalnie pojawi się jeszcze tu i tam. Tak czy inaczej, w ramach pożegnalnego tournee obaj mistrzowie jazdy na czas spotkali się podczas torowych zawodów w Gandawie. Zmierzyli się w pokazowym wyścigu na dochodzenie:

    A mały „tribute” na twitterze przygotowali dla Szwajcara wierni fani:

    Galerię z pożegnania Cancellary znajdziecie TUTAJ.

     

  • Loverove 14.11.2016

    Loverove 14.11.2016

    Loverove na dobry początek tygodnia, specjalnie dla Was:

    1. Dobre newsy z toru


    Szymon Sajnok wygrał Omnium a Kamil Kuczyński był drugi w sprincie podczas drugiej eliminacji torowego Pucharu Świata. Tym razem kolarze rywalizowali w holenderskiej miejscowości Apeldoorn.

    Informacją weekendu jest ta, że Sajnok to zaledwie dziewiętnastolatek, zatem wygrana w prestiżowych zawodach u progu kariery sugeruje, że możemy mieć do czynienia z postacią wybitną. Póki co wychowanek klubu Cartusia Kartuzy będzie w przyszłym roku reprezentował barwy kontynentalnej grupy Attaque Team Gusto, która jest zarejestrowana na Tajwanie i jeżdzą w niej głównie Australijczycy oraz zawodnicy z Tajwanu.

    Drugi dobry news to ten, że Kamil Kuczyński dzięki drugiemu miejscy w Apeldoornie i pierwszemu tydzień wcześniej w Glasgow jest liderem Pucharu Świata w sprincie.

    Torowych emocji póki co wystarczy, na drewnianych owalach kolarze pojawią się po przerwie, w lutym. I zobaczymy, jak wtedy będzie szło naszym reprezentantom.

    2. Tam jest więcej rowerów niż samochodów!

    Bikes vs Cars Entering Copenhagen City Centre

    Tam, czyli w Kopenhadze. Duńczycy monitorują ruch od lat 70-tych XXw. Ostatnie pomiary wskazują, że w mieście porusza się 265,700 rowerów a samochodów jest tam 252,600. 41% podróży do pracy lub szkoły odbywa się tam na rowerze. Rocznie tamtejsi rowierzyści pokonują prawie 1,4mln kilometrów. A klimat? Cóż, klimat nie jest lepszy niż u nas.

    3. Rozgrzej się na rowerze

    Przejażdżka MTB okiem kamery termowizyjnej. Tym razem nie w celu poszukiwania ukrytych silniczków a po prostu dla zabawy. Zobaczcie sami jak to wygląda:

  • Loverove 07.11.2016

    Loverove 07.11.2016

    Loverove na nowy tydzień. Sukcesy torowców i trochę rowerowej rozrywki. Enjoy :()

    1. Torowcy kontynuują dobrą passę

    Kamil Kuczyński wygrał sprint, Justyna Kaczkowska wyścig indywidualny na 3000m, Daniel Staniszewski był drugi na 4000m, drużyna sprinterów była trzecia, drużyna pań na 4000m zajęła czwarte miejsce a panów szóste. Do tego Alan Banaszek i Daniel Staniszewski zajęli szóste miejsce w madisonie, Daria Pikulik była ósma w omnium a Justyna Kaczkowska ósma w scratchu. To bilans pierwszej eliminacji Pucharu Świata w kolarstwie torowym. Zarząd Polskiego Związku Kolarskiego ewidentnie jest w ekstazie, obiektywnie trzeba też powiedzieć, że zestaw wyników jest imponujący. Miejmy nadzieję, że to tylko preludium do dobrego występu na mistrzostwach świata, które rozegrane zostaną w kwietniu w Hong Kongu.

    Kolejne eliminacje Pucharu Świata zaplanowano na 11-13 listopada w holenderskim Apeldoornie, 17-19 lutego w wenezuelskim Cali i 25-26 lutego w Los Angeles. Trzymamy kciuki!

    2. Sroka dnia

    Kolarz zostaje kilkukrotnie zaatakowany przez srokę. Musiało boleć. Jedyna pociecha to ta, że w sumie to nie był kolarz, tylko triathlonista:

    3. Koszulka dnia

    Po nieco nudnej koszulce Castelli dla teamu Sky przyszedł czas na POCa dla Cannondale-Drapac. Szczerze mówiąc myślałem, że po wymianie dostawcy koszulek zobaczymy całkiem nowy design a nie „lifting” , ale i tak soczysta zieleń prezentuje się całkiem nieźle:

     

  • Dwie strony medali

    Dwie strony medali

    By ekscytować się mistrzostwami Europy w kolarstwie torowym, trzeba być nie lada koneserem tego sportu. By równocześnie nie doceniać zdobytych tam przez Polaków medali, trzeba wykazać się pewną dozą ignorancji.

    Sukces w Saint-Quentin-en-Yvelines

    Torowe Mistrzostwa Europy rozegrano w tym roku w drugiej połowie października we Francji. Dla wielu zawodników były one rozgrzewką przed rozpoczynającym się sezonem torowym: Pucharem Świata czy popularnym ?sześciodniówkami?.

    Polska reprezentacja przywiozła z nich pięć medali: złoty drużyny sprinterów, trzy srebrne: Adriana Teklińskiego w scratchu, Justyny Kaczkowskiej na 3km oraz drużyny kobiet na 4km a także brązowy Katarzyny Pawłowskiej w wyścigu punktowym.

    W klasyfikacji medalowej dało nam to 9. miejsce. Zamiana jednego srebra na złoto spowodowałaby awans na miejsce 5.

    Krótko mówiąc sukces. Tyle, że?

    W tym roku liczyły się Igrzyska

    I w zasadzie tylko Igrzyska. To w Rio de Janeiro bito rekordy świata, to w Rio kolarze i kolarki przechodzili do historii. Dla reprezentacji Polski start w Brazylii był średnio udany. Nie tylko nie obyło się bez kontrowersji (sprawa startu Małgorzaty Wojtyry w omnium, nerwowy finał keirinu, wykluczenie drużyny kobiet i emocjonalny post na blogu Katarzyny Pawłowskiej), to jeszcze sportowo nasi torowcy wypadli poniżej oczekiwań.

    Owszem, porównując dane historyczne spisali się nieźle, ale do Rio pojechali zbierać punkty lub nawet medale niezbędne Polskiemu Związkowi Kolarskiemu i naszemu kolarstwu jako takiemu by zapewnić wysoki poziom finansowania dyscypliny z Ministerstwa Sportu i Turystyki.

    Paradoksalnie dwa medale dla kolarstwa, czyli 18% wszystkich medali zdobytych przez Polaków w Rio przywieźli szosowiec Rafał Majka i kolarka górska, Maja Włoszczowska. Do tego Maciej Bodnar i Katarzyna Niewiadoma dołożyli dwa szóste miejsca na szosie. Ten wynik z torowców wyrównał tylko Damian Zieliński w keirnie.

    Biorąc pod uwagę nacisk, jaki PZKol kładzie na tor: zarówno komunikacyjnie, emocjonalnie czy (co najważniejsze) finansowo, zdecydowanie coś poszło nie tak. Tym bardziej, że zarówno sprinterzy jak i drużyna kobiet byli szybsi na jesiennych ME niż na ?najważniejszym starcie czterolecia?.

    Przypomina się casus polskich lekkoatletów, którzy zmietli konkurencję podczas tegorocznych mistrzostw Europy a na Igrzyskach nie zawiedli tylko przedstawiciele rzutów.

    ME to nie jest ogórek

    By wystartować w mistrzostwach kontynentu, trzeba być w ścisłej czołówce swojego kraju w swojej dyscyplinie. By zakwalifikować się tam do finału, trzeba być znakomitym sportowcem. By wygrać medal, wybitnym.

    Nawet, jeśli część największych gwiazd jest po sezonie, zakończyło karierę po Igrzyskach, zbiera siły lub też zalicza obowiązkowe tourne po krajowych i światowych mediach.

    Nazwijmy sprawę po imieniu: bez względu na to, czy to judo, biegi na średnim dystansie, kolarstwo torowe lub zaklinanie robaków, na imprezy mistrzowskie jeździ elita. Jasne, czasem, jak w tym roku na ME, swoją szansę mogą dostać młodsi lub mniej utytułowani zawodnicy, ale podium mistrzostw kontynentu nie czeka na ludzi z ulicy.

    Co więcej, jak słusznie zauważył Tomasz Jaroński, nasza kadra była młoda, dzięki czemu można śmiało powiedzieć, że nawet przy nie najlepszej obsadzie ME jako takich, mamy solidne ?zaplecze? dla Olimpijczyków.

    Ze swojej strony dodam też, że doświadczenie zwycięstwa jest cennym elementem budowania kariery przyszłego mistrza tak samo jak dla ciągłości szkolenia jako takiego. Nawet, jeśli dla części medalistów podium ME to szczyt możliwości, to jest to osiągnięcie dostępne dla nielicznych, pokazuje cel, do którego można dążyć i traktować jako element budowania sportowej kariery.

    Skąd zatem niechęć do toru

    Cóż, kolarstwo torowe to sport elitarny. Obiektów jest niewiele, sprzęt drogi, możliwości doświadczenia przez amatorów i pasjonatów niewiele.

    W naszych realiach proporcje między popularnością i powszechnością poszczególnych konkurencji a zaangażowaniem ze strony Polskiego Związku Kolarskiego są niewątpliwie zaburzone.

    Z jednej strony przyczyną jest Ustawa o Sporcie i realia finansowania dyscyplin związane z wynikami na Igrzyskach Olimpijskich. Dziesięć kompletów medali czeka na torowców podczas IO. Na szosie są 4, w mtb tylko 2.

    Równocześnie Związek został niemal dekadę temu obarczony prezentem-pomnikiem jednego z poprzednich prezesów, czyli obiektem w Pruszkowie.

    Połączenie tych dwóch elementów powoduje, że głupio byłoby nie inwestować w tor i torowców. Tym bardziej, że ze względu na charakter dyscypliny w tym wypadku łatwo wskazać ojca, lub ojców sukcesu.

    O ile medale Włoszczowskiej i Majki czy inne sukcesy na szosie to dzieło zawodowców, częściowo lub niemal całkowicie niezależne od Związku, o tyle w wynikach torowców, w tym medalach ME, udział ?centrali? jest wyraźnie większy.

    Oczywiście szkoda, że pozostałe konkurencje kolarskie, w tym te nieolimpijskie, nie mają takiego wsparcia jak tor. Związek, choć mógłby, de facto nie angażuje się w organizację innych imprez niż torowe. Gros budżetu przeznaczany jest na kadrę i sprzęt torowców w sytuacji, gdy zawodnicy i organizatorzy mtb lub cyclocrossu funkcjonują w zupełnie innych realiach.

    Tyle tylko, że sami kolarze nie są temu winni. Zatem, gratulacje dla naszych medalistów i powodzenia na Pucharze Świata!

    Zdjęcie okładkowe: ICMA Photos, CC BY SA 2.0, flickr

  • Loverove 21.10.2016

    Loverove 21.10.2016

    Loverove na piątek a w nim sukcesy polskich torowców, proste wytłumaczenie, czym jest rower przełajowy, dobra informacja dla fanów „Purito Rodrigueza” i coś dla ortodoksyjnych wyznawców klasycznej „euro pro stylówy”.

    1. Medale, ale…
    me-tor-2016

    Jest dobrze. Adrian Tekliński zdobył srebrny medal, tak jak drużyna kobiet w wyścigu na dochodzenie a w sprincie drużynowym mężczyzn mamy złoto na Mistrzostwach Europy w Kolarstwie Torowym. Medale i tytuły to zawsze medale i tytuły. Jest tylko jeden problem. W tym roku imprezą docelową dla torowców były Igrzyska Olimpijskie w Rio. Polski Związek Kolarski od wielu miesięcy stawiał właśnie na IO, podczas których, cóż, było momentami co najwyżej przyzwoicie.

    Zatem sukcesy na ME rozgrywanych dwa miesiące po IO trzeba przyjąć z pewną rezerwą, tym bardziej, że czasy zarówno drużyny kobieta jak i sprinterów choć lepsze niż w Rio, to nie dawałyby tam ani medali ani nawet do strefy medalowej.

    2. Czym się różni przełajówka?

    Na pierwszy rzut oka rower szosowy i przełajowy wyglądają podobnie. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Global Cycling Network jak zawsze w takich sytuacjach przychodzi z pomocą:

    3. Powrót dnia

    Niby zakończył karierę, ale gdzieś tam pojawiały się pogłoski, że może całkiem roweru nie porzuci. Joaquim „Purito” Rodriguez, jeden z najlepszych kolarzy etapowych i klasycznych bez zwycięstwa w wielkim tourze powróci w sezonie 20187 w barwach ekipy Bahrain – Merida. Tym, co skusiło go do pozostania w zawodowym peletonie jest perspektywa przejścia na pozycję dyrektora sportowego w kolejnych latach. Co więcej, zespół z Bahrainu, którego gwiazdami, poza „Purito” będą Vincenzo Nibali, Ion Izagirre i Giovanni Visconti podobno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa na rynku transferowym.

    4. Najbrzydsi mistrzowie świata

    Strój Petera Sagana w barwach Bora-Hansgrohe będzie jednym z najbardziej wyczekiwanych w sezonie 2016. Ku przestrodze mistrza świata, Cycling Weekly prezentuje zestawienie „jak się nie ubierać” będąc kolarskim mistrzem świata.

  • Loverove 03.03.2016

    Loverove 03.03.2016

    Medalowe loverove a z każdym kolejnym punktem atmosfera jest coraz weselsza :)

    1. Srebrna Małgorzata Wojtyra

    Wicemistrzostwo świata w wyścigu indywidualnym na dochodzenie to wielkie osiągnięcie reprezentantki Polski. Małgorzata Wojtyra zasłużyła sobie nawet na wzmiankę na stronie głównej gazeta.pl
    malgorzata-wojtyra-srebro

    Finał z Australijką Rebeką Wiasak wyglądał tak:

    2. Piwny wynalazek dnia

    Kibicowanie kolarzom torowym bez piwka? Czemu nie. Ale czemu nie z piwkiem. Podczas mistrzostw świata w Londynie można łatwo przenieść więcej kufli, dzięki innowacyjnym uchwytom. Genialne w swojej prostocie!

    3. Fryzura dnia

    Peter Sagan pozbył się połowy włosów z głowy:

    Nie do końca wiadomo, co mistrz świata miał na myśli. Więcej zdjęć z wizyty Petera Sagana u bratysławskiego  fryzjera znajdziecie tutaj.