Tag: TUE

  • Team Sky: innowacje i szary doping

    Team Sky: innowacje i szary doping

    Czy marginal gains to bzdura? Jak legalnie przyspieszyć do tempa Pantaniego i Armstronga? Czym faktycznie grzeszy Team Sky?

    Wokół Teamu Sky unosi się nieprzyjemny zapach pomówień o systematyczny i zorganizowany doping. Realnie, wszystko co wiemy, wskazuje na umiejętne lawirowanie i naginanie zasad do granic możliwości i co najwyżej przebywanie w „szarej strefie”. W sprawie jest więcej opinii niż faktów, zatem tym bardziej warto je usystematyzować.

    Fakty

    Po pierwsze, po publikacji dokumentów WADA (światowej agencji antydopingowej) wykradzionych przez ?rosyjskich hakerów? jesienią 2016 wiemy, że Bradley Wiggins stosował triamcynolon i inne leki w latach 2008-2013 a Chris Froome w latach 2013-14 prednizolon. Legalnie, na podstawie ?wykluczenia dla celów terapeutycznych?, czyli TUE, w związku ze schorzeniami dróg oddechowych (astma, alergie, zapalenie oskrzeli). Dodatkowo, w 2011r podczas Criterium du Dauphine, za pośrednictwem Simona Cope?a (trenera w Brytyjskim Związku Kolarskim) team Sky odebrał paczkę dla Wigginsa, w której znajdował się kolejny lek na podobne dolegliwości, fluimcil.

    Po drugie, Chris Froome podczas Vuelta a Espana 2017 zaliczył pozytywny wynik testu antydopingowego, wyraźnie przekraczając normę dopuszczonego do stosowania w ilościach leczniczych salbutamolu. Również w związku ze zbliżonymi problemami.

    Po trzecie, w 2011 Team Sky (lub Brytyjski Związek Kolarski) otrzymał od firmy Fit 4 Sport przesyłkę, w której znajdowały się plastry z testosteronem. Oficjalnie była to pomyłka i Brytyjska Agencja Antydopingowa z braku dowodów sprawę umorzyła.

    Po czwarte, w sezonie 2014 Sergio Henao został odsunięty na osiem tygodni od startów przez samą grupę Sky w celu wyjaśnienia nieprawidłowości zauważonych w parametrach jego krwi. Po korzystnym dla zawodnika wyjaśnieniu sprawy, Kolumbijczyk wrócił do ścigania (z dokładnością rekonwalescencji po potrąceniu przez samochód).

    Embed from Getty Images

    Opinie

    Patrząc na listę wykroczeń czy nadużyć, jakie na co dzień obserwujemy w wyczynowym sporcie, trzeba przyznać, że Team Sky nagrzeszył nieznacznie. Co więcej, nie licząc bałaganu (celowego lub przypadkowego) w dokumentacji medycznej na początku istnienia zespołu, trudno zarzucić Brytyjczykom coś więcej. Nie ma dowodów na ?twardy? doping a poza pozytywnym wynikiem testu Froome?a nie ma naruszeń przepisów antydopingowych.

    Wszystko inne to tylko opinie.

    Tyle tylko, że opinie te są dość istotne. Np. ta, Shane?a Suttona, byłego trenera ekipy, który powiedział wprost, że korzystanie z procedury TUE było częścią filozofii ?marginal gains?, szczytem piramidy złożonej z kolejnych elementów doprowadzenia kolarza do najwyższej dyspozycji i sukcesu.

    Sutton zwraca uwagę, że stosowanie wymagających zgody leków na astmę ogranicza ryzyko błędu i porażki w razie problemów zdrowotnych.

    Komisja brytyjskiego parlamentu badająca kontrowersje wokół teamu Sky poszła jednak o krok dalej, stwierdzając, że triamcynolon był przepisywany Wigginsowi nie tylko ze względu na problemy z oddychaniem, ale by wykorzystać jego dodatkowe działanie: odchudzające.

    Twardy doping vs szary doping

    Prowadzący ?Science of Sport? dr Ross Tucker w swoim wideo stawia ciekawą hipotezę, która, podobnie jak opinia brytyjskich parlamentarzystów daje szerszy kontekst sprawie Teamu Sky.

    Embed from Getty Images

    By ją zrozumieć, warto spojrzeć w niedaleką przeszłość, do pierwszej dekady XXIw, gdy stosowanie dopingu krwi, ale także testosteronu i hormonu wzrostu było nie tylko popularne, ale też niemal niezbędne do osiągnięcia sukcesu w zawodowym kolarstwie.

    Kluczowy dla zwycięstwa stosunek generowanej przez zawodnika mocy do masy jego ciała osiągano w pierwszej kolejności poszukując monstrualnej mocy a następnie realizując zapotrzebowanie na tlen zbudowanej hormonami ?góry mięśni? przy pomocy EPO lub transfuzji krwi. Nie znaczy to, że Armstrong czy Ullrich byli ?grubi?. Tak jak każdy inny kolarz redukowali tkankę tłuszczową (także przy pomocy ?astmatycznych kortykosteroidów?, a jakże), ale byli zdecydowanie bardziej muskularni niż ich następcy, rywalizujący w erze systemu ADAMs, wzmożonych kontroli poza wyścigami oraz paszportów biologicznych.

    Team Sky nie był pierwszy, który zaczął wystawiać do startu w wielkich tourach ?jeżdżące szkielety?, ale zdecydowanie był tym, u którego było to najbardziej widoczne.

    Embed from Getty Images

    Warto w tym miejscu podkreślić, że Bradley Wiggins, były specjalista jazdy na torze sporą część niepotrzebnego balastu zrzucił jeszcze przed dołączeniem do Sky, gdy w 2009r zadziwił świat skuteczną jazdą w górach, zdobywając przy tym czwarte miejsce w Tour de France.

    O nadużyciach TUE dla poprawy wyników jako jednym z poważniejszych problemów czasów ?post epo? informacje znajdziemy też w raporcie Niezależnej Komisji ds. Reformy Kolarstwa (czyli CIRC).

    Ponieważ utrata masy wiąże się zazwyczaj z równoczesną utratą siły, bardzo prawdopodobne jest, że to właśnie dzięki wykorzystaniu procedury TUE i odchudzających ?skutków ubocznych? leków na astmę możliwe było bezstratne przekształcenie charakteryzujących się wysoką mocą (ale też i masą) torowców jak Wiggins czy Geraint Thomas w skutecznych kolarzy etapowych, mogących poszczycić się imponującym stosunkiem W/kg.Sięgnąć po „świętego graala” treningu, spadek masy bez spadku mocy.

    Kluczowy dla potępienia lub rozgrzeszenia zarówno kierownictwa jak i kolarzy zespołu Sky (jak i zapewne wielu innych, podążających podobną drogą) jest fakt, że, w przeciwieństwie do peletonu przełomu XX i XXIw stosunek mocy do masy przekraczający 6W/kg osiągnięto zgodnie z obowiązującymi przepisami antydopingowymi.

    To naruszenie etyki, ale nie złamanie oficjalnych reguł, a jeśli ktoś powinien być pociągnięty do odpowiedzialności (głównie dyscyplinarnej przez swoją grupę zawodową), to lekarz przepisujący leki. Nawet, jeśli z jego braku jego sumienia ochoczo korzystają sami sportowcy.

    Casusowi Sky jest więc bardzo blisko do systemu inhalacji wdrożonego przez norweską kadrę biegaczy narciarskich. Gdzie również raz na jakiś czas pojawia się błąd skutkujący dyskwalifikacją zawodnika.

    Embed from Getty Images

    Taki urok chodzenia na linie

    Chowanie się w cieniu, balansowanie na linie, sięganie granic wiąże się z tym, że wcześniej czy później zostanie się złapanym i z tejże liny spadnie.

    To zabawne o tyle, że Team Sky początkowo w swojej komunikacji bazował na ?cienkiej, linii oddzielającej zwycięstwo od porażki?. Linii wyrażającej ?filozofię marginal gains?, a która przy okazji okazuje się być linią oddzielającą pełną etyczność od niebezpiecznego balansowania na granicy legalnego i nielegalnego wspomagania zawodników.

    Embed from Getty Images

    Marginal gains to bzdura?

    Ponieważ obecnie mamy o wiele większą wiedzę, lub przynajmniej możemy przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, co stoi za sukcesami zespołu Sky, zaczynamy powszechnie deprecjonować ideę propagowaną przez Brytyjczyków, czyli ?marginal gains?.

    Trzeba jednak powiedzieć wprost: poszukiwanie ?zysków granicznych? zmieniło kolarstwo, być może bardziej niż EPO, testosteron i hormon wzrostu razem wzięte.

    Kolarskie: aerodynamika, ergonomia, odżywianie, regeneracja, metody treningowe w ostatnich latach zostały popchnięte o lata do przodu.

    Na tle zawodowych ekip kolarskich, ich dbałości o detale i naukowego wyścigu zbrojeń przedstawiciele innych dyscyplin sportu wyglądają jak amatorzy. Ba, wyglądają jak amatorzy nawet na tle entuzjastów kolarstwa, mastersów czy zawodników nielicencjonowanch.

    Gdy usłyszałem, że podczas Igrzysk w Pjongczangu Adam Małysz naprędce organizował wygodne materace do spania dla kadry naszych skoczków pomyślałem, że zawodowy peleton wozi swoje, sprawdzone i ułatwiające regenerację po całym świecie od dobrych kilku lat.

    I tak, Bradley Wiggins pewnie z torowca stał się specjalistą wielkich tourów również dzięki utracie masy na skutek stosowania ?astmatycznych kortykosteroidów?, ale nie zmienia to faktu, że do upałów na trasie Tour de France przygotowywał się trenując na trenażerze, w namiocie, podczas zgrupowania na gorącej Teneryfie.

    O takich ?drobiazgach? jak powszechne mierniki mocy, bike fitting i testy aerodynamiki w roku 2018 wspominać po prostu nie warto, bo jak wspomniałem wcześniej, obecnie już nawet nie ?czy? tylko ?za ile? decydują się na nie nawet amatorzy.

    Embed from Getty Images

    Salbutamol otwiera oczy

    Gdyby nie przypadek Froome?a z września 2017, wszystkie zarzuty wobec Team Sky można by uznać za przykrą przeszłość. Przeszłością jest Wiggins, przeszłością jest Sutton, przeszłością jest nawet ówczesny, jak się okazuje pełen hipokryzji marketing, ?cienka linia? i wizerunek rycerzy czystego kolarstwa.

    O tym, że Froome od czasu do czasu weźmie coś na drogi oddechowe wszyscy dobrze wiemy. Brytyjczyk potrafił korzystać z inhalatora nawet podczas transmitowanych na żywo etapów Criterium du Dauphine, zatem fakt, że po deszczowym dniu na Vuelcie zażył salbutamol nikogo nie dziwi.

    Tyle tylko, że wziął go bardzo, bardzo dużo, przekraczając dwukrotnie dopuszczalne – i tak liberalne – normy.

    Biorąc pod uwagę, że stało się to w momencie, gdy zwycięstwo w całej Vuelta a Espana zaczynało wymykać mu się z rąk, należy zapytać, czy, mimo zapewnień i zawodnika i kierownictwa, stosowanie legalnych, lecz wątpliwych etycznie, za to poprawiających wydolność metod nadal nie jest elementem budowania sukcesu w tym zespole.

    A jeśli tak, to czy dotyczy tylko Froome?a czy może części zespołu pracującej na sukcesy w wielkich tourach. A może systemowo całej ekipy? Wszak Sky słynie z tego, że ?odmienia? czy też ?wyciąga to, co najlepsze? z zawodników, przyspieszając ich zarówno pod górę jak i podczas etapów jazdy na czas.

    Czy fakt, że kolarze dotychczas uznawani za specjalistów wyścigów klasycznych a czasem i sprinterzy są w stanie w Alpach i Pirenejach gubić typowych ?górali? to efekt aerodynamiki, diety i nowatorskiego treningu czy poza tym Sky swoją, całkowicie betonującą peleton, drużynę buduje dzięki TUE na leki na astmę, nadużywaniu leków nasennych i przeciwbólowych? A jeśli tak, i grupa, choć legalnie, potrafi systemowo postępować nieetycznie, jakie inne reguły są naginane, by osiągnąć sukces?

    To pytania, na które nie odpowie ani szef ekipy Dave Brailsford (który rozmawia tylko z tymi, którzy piszą o nim dobrze), ani Chris Froome (który szuka fizjologicznych powodów jak niewydolność nerek by usprawiedliwić nadmierną obecność salbutamolu w pobranej od niego próbce). A o to ?czy korzystasz z procedury TUE?, ?czy widziałeś, by twoim kolegom z grupy przepisywano leki przeciwastmatyczne, przeciwbólowe lub nasenne bez wyraźnych powodów medycznych? i ?czy uważasz, że Team Sky powinien należeć do MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa? nikt też nie zapyta Polaków jeżdżących w brytyjskiej ekipie. Bo po co.

    TUE – zabronić czy tylko monitorować

    Tę kwestię specjalnie zostawiłem na koniec. Zapewne część z Was od razu pomyśli: ?Skoro są chorzy, niech nie startują?. ?Wykluczyć astmatyków?. ?Na paraolimpiadę ich?. I tym podobne hasła, które pojawiają się zawsze przy okazji Froome?a, Wigginsa i norweskich biegaczy narciarskich.

    Ten temat jest złożony i dużo bardziej skomplikowany. Po pierwsze, nie można odmawiać osobom z problemami zdrowotnymi ani prawa do leczenia ani prawa do pracy. Owszem, zawsze można użyć argumentu, że osoba z artretyzmem nie powinna zajmować się mikrochirurgią a przecież jest wiele innych dziedzin medycyny, w których drżenie rąk nie jest ograniczeniem, zatem zawodnik z astmą mógłby wybrać inną dyscyplinę sportu, w której będzie się realizować. Tyle tylko, że problemy z drogami oddechowymi to często choroba zawodowa, która dopiero później jest wykorzystywana (lub nie) jako wymówka do poprawy wyników sportowych.

    Zatem zakaz korzystania z leków, podobnie jak zakaz startów byłby nadużyciem, być może jeszcze poważniejszym niż nadużywanie przez sportowców procedury TUE, bo godzącym w prawa człowieka.

    Do tego dochodzi kwestia prawa do prywatności (to w kwestii jawności danych o tym, kto na co choruje i jakie przyjmuje leki), tajemnica lekarska i wiele innych kwestii, które poza światem wyczynowego sportu wydają się być oczywiste.

    Procedura TUE niewątpliwie wymaga monitorowania i być może usprawnienia, ale, podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia fakt, że jest nadużywana do oszustwa nie oznacza, że należy jej się pozbyć. Federacje sportowe jak UCI czy agencje antydopingowe jak WADA cechuje niestety spora bezwładność, zatem zanim cokolwiek się wydarzy upłynie pewnie jeszcze wiele miesięcy, w trakcie których ta i inne luki będą wykorzystywane do tego by jeździć, biegać i pływać szybciej.

    Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr, CC BY 2.0

  • O jeden wdech za daleko

    O jeden wdech za daleko

    Wynik badania próbek moczu pobranych od Chrisa Froome?a podczas Vuelta a Espana 2017 jest pozytywny. Znajduje się w nich dwukrotnie większa niż dozwolona ilość salbutamolu. Zwycięzcy wyścigu grozi odebranie tytułu oraz przynajmniej kilkumiesięczna dyskwalifikacja.

    Zanim wydacie wyrok

    Zakładam, że interesujecie się kolarstwem. Jest też spora szansa, że sami uprawiacie sport, startujecie w zawodach, trenujecie. Zakładam też, że skoro czytacie akurat ten, konkretny blog o kolarstwie – myślicie. Zatem, zanim przyjdzie wam do głowy komentarz w rodzaju: ?wszyscy biorą?, ?zalegalizować doping?, ?astmatycy na paraolimpiadę? lub jeden z wielu podobnych rzućcie okiem na szerszy kontekst sprawy. Dziękuję :)

    Co, gdzie, kiedy

    Próbkę, w której znaleziono ok. 2000ng/ml salbutamolu pobrano do Froome?a 07.09, po 18. etapie Vuelta a Espana. Odcinek z Suances do Santo Toribio de Liébana miał 169km i kończyć się niewielkim podjazdem. Zwycięstwo etapowe po skutecznej ucieczce odniósł Sander Armee z Lotto Soudal, ale za jego plecami, w peletonie, Team Sky rozprawiał się z Vincenzo Nibalim i innymi, ważnymi dla siebie rywalami. Na mecie Froome stracił nieco czasu do Fabio Aru, ale nadrobił 21 sekund nad Vincenzo Nibalim.

    Ważna informacja to ta, że dzień wcześniej, na ciężkim podjeździe Los Machuchos Froome został zepchnięty do defensywy. Nibali pokonał go tam o 42 sekundy a sam Brytyjczyk wyraźnie zaczynał tracić dobrą dyspozycję. Mimo to, w Santo Toribio de Liébana wyraźnie odżył a podczas decydującego starcia na Angliru (trzy dni po kryzysie na Los Machuchos) mocniejszy od niego był już tylko Alberto Contador.

    Znany problem

    Chris Froome ma problemy z układem oddechowym. To wiemy przynajmniej od 2013r, gdy na trasie Criterium du Dauphine używał inhalatora. Przed kamerami TV, w trakcie rywalizacji, całkowicie publicznie. Gdy ?rosyjscy hakerzy?, czyli ?Fancy Bear? opublikowali w 2016r informacje o ?TUE?, czyli zezwoleniach na terapeutyczne użycie zabronionych substancji, w aktach znalazły się informacje o stosowaniu przez Froome?a prednizolonu.

    Brytyjczyk prezentuje się jako zwolennik ?czystego kolarstwa?, wypowiada się przeciwko używaniu leków na astmę i alergie poza absolutną koniecznością. W 2013 i 2014r korzystał jednak z pomocy medycznej podczas wiosennych etapówek, gdy zmagał się z zapaleniem oskrzeli. Dla odmiany, wiedząc, że jest na cenzurowanym, w 2015r odmówił przyjęcia środków wymagających zezwolenia podczas Tour de France.

    TUE częścią strategii

    ?Wyłączenie dla celów terapeutycznych? to jeden z problemów współczesnego sportu. Z jednej strony trudno odmówić zawodnikom z niewielkimi (drobna kontuzja, przeziębienie) prawa do trenowania czy startu w zawodach. Kto nigdy nie przyszedł do pracy nafaszerowany efedryną na katar, niech pierwszy rzuci kamieniem. Stwierdzenie, że astma czy alergia kwalifikuje sportowca do udziału w paraolimpiadzie jest równie obraźliwa dla niego jak i dla sportowców niepełnosprawnych. Biorąc pod uwagę rozmaite schorzenia i dysfunkcje, z jakimi atleci zdobywają medale i tytuły na największych imprezach, warto powstrzymać inkwizycyjne zapędy.

    Z drugiej strony, procedura ta jest często nadużywana w celu poprawy wyników sportowych.

    Shane Sutton, były trener Team Sky i Brytyjskiego Związku Kolarskiego wprost stwierdził, że ?TUE? było częścią głośnej filozofii ?marginal gains?. Wykorzystaniem istniejącego systemu do granic jego możliwości. W podobnym tonie wypowiadają się działacze norweskiej federacji biegów narciarskich, którzy z inhalacji uczynili istotny element przygotowania do startu w zawodach.

    Co więcej, są substancje o zbliżonym działaniu, na które nie potrzeba nawet zaświadczenia a jedynym ograniczeniem jest ilość przyjęta przez zawodnika. W przypadku problemów z drogami oddechowymi takim lekiem jest właśnie Salbutamol przyjmowany wziewnie w ilości nie większej niż 1600?g dziennie. Również wiele np. leków przeciwbólowych czy przeciwzapalnych można brać bez ograniczeń. Co zresztą sportowcy chętnie wykorzystują.

    Błędy nowicjuszy?

    Za to, co trafia do jego organizmu odpowiada zawodnik. Chris Froome nie ukrywa, że w związku z nasilającymi się problemami z astmą, w końcówce Vuelty przyjął większą dawkę salbutamolu. Tak zalecił mu lekarz drużyny. Czy zalecił mu więcej, niż wolno, czy Froome pomylił się w dawkowaniu czy zmęczony organizm nie zmetabolizował substancji dostatecznie szybko, pewnie się nie dowiemy. Natomiast fakt jest niepodważalny: obie próbki, zarówno A jak i B potwierdziły przekroczenie normy 1000 ng/ml.

    Krótko mówiąc: Froome złamał przepisy antydopingowe. Tak jak wielu zawodników przed nim: Diego Ulissi, Alessandro Petacchi a także wielu przedstawicieli innych dyscyplin sportu. I powinien za to odpowiedzieć: odebraniem zwycięstwa w Vuelta a Espana oraz dyskwalifikacją stosownej długości (prawdopodobnie rocznej). Co ciekawe, Vincenzo Nibali, któremu w takiej sytuacji przypadnie zwycięstwo również jest astmatykiem a przepisów nie złamał.

    Bez względu na to, co sądzicie o Froomie, teamie Sky, brytyjskim kolarstwie czy kolarza w ogóle, ta konkretna sprawa wydaje się być dość prosta. TUE jest zarówno nadużywane w niecnych celach jak i bywa powodem problemów sportowców winnych jedynie nieuwagi.

    Intrygujące jest, że tego typu błąd przytrafił się akurat w najbogatszej i programowo najbardziej zwracającej uwagę na najmniejsze detale drużynie. Bez względu na to, czy Froome brał Salbutamol by poprawić osiągi (co w przypadku salbutamolu jest naukowo wątpliwe) czy by zwalczyć chorobę, tak czy inaczej wziął go za dużo. O wdech, dwa lub dziesięć. A jeśli uważa, że to wina lekarza, niech go pozwie. Co nie zmienia faktu, że za dużo leku przyjął on sam.

  • Cienka, szara linia Teamu Sky

    Cienka, szara linia Teamu Sky

    Po przesłuchaniu przez komisję parlamentarną Simona Cope?a, ujawnieniu danych przez Fancy Bears oraz śledztwach dziennikarskich wiemy, że przynajmniej przez kilka sezonów Team Sky nie łamał przepisów i procedur antydopingowych, ale funkcjonował w szarej strefie, daleko od deklarowanych standardów etycznych

    Osoby dramatu:

    • Sir David John „Dave” Brailsford, Manager Team Sky od 2010r oraz Manager British Cycling w latach 1997-2014
    • Sir Bradley Wiggins, multimedalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata na torze oraz szosie, zwycięzca Tour de France 2012
    • Simon Cope, były trener w British Cycling, dyrektor sportowy grupy WIGGINS, a wcześniej Madison Genesis czy Wiggle-Honda

    Najważniejsze wydarzenia:

    • Sierpień 2016: rosyjscy hakerzy z grupy ?Fancy Bear? ujawniają dane Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o sportowcach korzystających z procedury TUE (wykluczenie dla celów terapeutycznych). Jest wśród nich Bradley Wiggins, który przez wiele lat korzystał z kortykosterydów na astmę
    • Październik 2016: Daily Mail odkrywa, że w 2011r Simon Cope dostarcza zespołowi Sky tajemniczą paczkę. Odbiera ją z Manchesteru i leci w Alpy, gdzie Wiggins startuje w Criterium du Dauphine. W przesyłce ma znajdować się fluimucil, lek na kaszel, który za grosze można kupić w całej Europie.
    • Jesień i zima 2016/17: Kolejne komisje dyscyplinarne, parlamentarne oraz dziennikarze indagują Bailsforda, Cope?a i Wigginsa by dowiedzieć się, dlaczego w Teamie Sky stosowano TUE na kortykosterydy, co było w paczce dla Wigginsa, oraz kto, jak, ile i jakich leków przepisywał kolarzom.

    Zanim rzucicie się na Bradleya Wigginsa i Dave?a Brailsforda ważna informacja. Choć wiele kwestii jest wątpliwych moralnie, de facto wszyscy zainteresowani poruszali się w granicach dopuszczalnych przez sportowe regulaminy.

    Czy zatem wszystko jest w porządku? Oczywiście, że nie!

    Po pierwsze w wątpliwość poddawana jest zasadność stosowania przez Wigginsa tak silnych środków na astmę i górne drogi oddechowe. Dyskusyjne są dawki, rodzaj użytych leków oraz terminy ich podawania, ?dziwnie? zbieżne ze startami docelowymi Brytyjczyka.

    Sir Wiggo, miał na to TUE, czyli ?wykluczenie dla celów terapeutycznych?, czyli mógł zgodnie ze sportowym prawem stosować kortykosteroidy: salbutamol wziewnie oraz Triamcinolone acetonide acetonid triamcinolonu w zastrzykach, i choć wielu sportowców nadużywa tej procedury, równocześnie nie można odmawiać wielu z nim prawa do leczenia astmy, alergii czy też zapaleń. W tym Wigginsowi.

    Co więcej, nawet, jeśli jest to podejrzane a zespół ma do pracy swoich ludzi, Simon Cope, zatrudniony w brytyjskim związku kolarskim i w owym czasie de facto zależny od Brailsforda mógł, czy też raczej musiał ją przywieźć. I choć plącze się w zeznaniach, idea, że oskarżeni, obojętne czy sportowcy czy ktokolwiek inni są winni z automatu i to ich zadaniem jest udowodnienie swojej niewinności jest podważeniem podstawowych praw, na których bazuje nasza cywilizacja.

    Ba, choć jest to źle widziane przez MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa), wypowiedzi byłego kolarza Sky, Michaela Barry?ego, które wskazują na używanie i nadużywanie tramadolu oraz innych leków przeciwbólowych oraz leków nasennych również nie wiążą się z żadnymi, poza wizerunkowymi, konsekwencjami. Zarówno tramadol jak i tabletki na sen nie są zabronione.

    Ponieważ ilości tych leków zamawianych przez Sky były niemal hurtowe, tak jak i kortykosteroidów na astmę, których było o wiele więcej niż na potrzeby Wigginsa, można stwierdzić, że zespół, powtórzmy, obracając się w granicach przepisów, systemowo dbał o jak najlepsze wyniki swoich kolarzy przy pomocy farmakologii. Prawdopodobnie w podobny sposób, co Norwescy lekarze opiekujący się swoimi biegaczami narciarskimi, gdzie inhalacje salbutamolem stosowano profilaktycznie także u całkowicie zdrowych zawodników.

    W czym więc tkwi problem?

    Otóż w tym, że Team Sky stał w awangardzie ?nowego kolarstwa?. Dave Brailsford sukces swoich kolarzy, w tym wygranej Wigginsa w Tour de France przypisywał filozofii ?marginal gains?, czyli poszukiwania zysków w najmniejszych elementach funkcjonowania zawodnika i zespołu. Do tego wprowadzono zasadę „zera tolerancji”, rezygnując z usług postaci, które w przeszłości były zamieszane w afery dopingowe. Na tej podstawie rozwiązano współpracę z Seanem Yatesem, Bobbym Julichem oraz najbardziej kontrowersyjną postacią, lekarzem Geertem Leindersem.

    Co więcej, być może tak właśnie było. Być może Wiggins wygrał Tour dzięki temu, że trenował w namiocie podczas upałów na Teneryfie, katował się dietą, miał najlepszą pozycję na rowerze a do tego Tour, w którym zwyciężył prowadził po trasie dla niego stworzonej (stosunkowo dużo czasówek, stosunkowo mało gór).

    Tyle tylko, że kolarze przez przynajmniej dwie dekady poprzedzające jego sukces, właściwie robili, co chcieli w kwestii niedozwolonego wspomagania. Odsądzony od czci i wiary Lance Armstrong, dla którego kortykosterydy były tylko drobnym elementem całego systemu dopingowego, który latami kłamał sportowemu światu prosto w oczy, tak samo jak Wiggins i Brailsford korzystał z pomocy umyślnych posłańców dostarczających mu tajemnicze przesyłki w kluczowych momentach sezonu. Tak samo jak Wiggins i Brailsford stosował ?TUE?, choć głównie po to, by zamaskować swoje wpadki. Ponieważ zmieniły się realia, Brytyjczycy po prostu wykorzystali luki w systemie by legalnie poprawiać wydolność swoich gwiazd.

    Czy to jest to samo? Cóż, raczej nie. Kaliber sprawy (póki co) jest zupełnie inny. Ale i inne są czasy oraz okoliczności. Kryteria dopingu, tego co zabronione i tego, co dozwolone są jasno określone przepisami i corocznie aktualizowaną listą WADA. Mimo to, nawet działając w ramach tych regulacji można zachowywać się nieetycznie. I, co można teraz powiedzieć z bardzo dużym prawdopodobieństwem, funkcjonowało jako codzienność w teamie Sky.

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: TUE

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: TUE

    Najpierw Międzynarodowa Agencja Antydopingowa udowodniła poważny udział organów państwowych w organizowaniu dopingu w Rosji. Następnie, w ramach rewanżu (prawdopodobnie) rosyjscy hakerzy włamali się do systemów WADA i zaczęli publikować dokumentację medyczną co bardziej znanych sportowców ?z zachodu?. Wśród zawodników, którzy nadużywali TUE, czyli wykluczenia do celów terapeutycznych, znaleźli się brytyjscy kolarze: Chris Froome i Bradley Wiggins.

    Sprawa, jak zawsze w takiej sytuacji, ma kilka stron. Po pierwsze, nadużywanie TUE jest jednym z poważniejszych problemów we współczesnym sporcie w ogóle. W sytuacji, gdy organy antydopingowe są coraz skuteczniejsze, sportowcy, ich trenerzy i lekarze, szukają legalnych sposobów poprawy wydolności.

    Niezależnie od wycieku dokumentów WADA, podawaniem nadmiernych ilości leków na astmę, właściwie bez uzasadnienia, całkiem zdrowym zawodnikom zajmują się norweskie media. Dotyczy to, Justyna Kowalczyk musi odczuwać sporą satysfakcję, kadry tamtejszych biegaczy narciarskich.

    Na liście ?Fancy Bear?, jak tytułują się hakerzy, znalazły się m.in Siostry Williams, wspomnieni Wiggins i Froome, ale także Nino Schurter i Fabian Cancellara, Stephen Cummings, Jacob Fuglsang oraz Catherine Pendrel. Najczęściej, tak jak w przypadku norweskich narciarzy, dokumenty dotyczyły korzystania z TUE na leki na astmę lub alergię.

    Co ciekawe, o ile w przypadku np. Wigginsa ujawnienie danych WADA przyniosło sporo kontrowersji, o tyle dane części sportowców zostały zaprezentowane zupełnie bez sensu. W przypadku Catharine Pendrel TUE na leki przeciwbólowe było bowiem wydane w terminie, gdy kolarka przechodziła operację.

    Tak czy inaczej, temat leków na astmę stosowanych przez kolarzy Teamu Sky był jedną z poważniejszych afer okołodopingowych w kolarstwie AD 2016.

    Nie w tym rzecz, że Froome czy Wiggins brali środki na astmę bez uzasadnienia. Sam Froome zresztą zmagał się z opinią publiczną już wcześniej, gdy w czasie Tour de Romandie i Criterium du Dauphine używał kortykosterydów.

    Sęk w tym, że grupa Sky właściwie od początku swojego istnienia prezentowała się jako ?czysta? i ?transparentna?. Przy okazji wycieku danych z WADA okazało się, że, niestety, taka nie jest.

    Z dyscyplinarnego punktu widzenia ani Froome inhalujący się na trasie górskiego etapu, ani Wiggins, przyjmujący domięśniowo Triamcinolone acetonide przed Tourem i przed Giro nie zrobili nic nielegalnego.

    O ile jednak inhalator trudno uznać za złamanie zasad etycznych, o tyle zastrzyk z substancji, która od lat uznawana jest za ?legalny? (o ile zawodnika prowadzi solidny lekarz pilnujący procedur i zgłaszający przepisanie takiego leku sportowym władzom) środek dopingujący to już poważne wejście w szarą strefę, czemu daleko jest do, prezentowanego jako krystaliczny, wizerunku grupy Sky. Zwłaszcza, że Brytyjczycy są (byli?) orędownikami polityki ?zero igieł? a swoje sukcesy przypisywali słynnej filozofii ?marginal gains” a nie farmakologii.

    Wraz z rozwojem wydarzeń, brytyjskie media znalazły na, kończącego karierę, Wigginsa, kolejnego ?haka?. Pod koniec Criterium du Dauphine 2011 Sir Wiggo otrzymał tajemniczą paczkę, co do zawartości której zarówno on jak i jego ówczesny szef, Dave Brailsford, nabrali wody w usta.

    Nawet jeśli, dzięki ustaleniom prasy a także komisji parlamentarnej, która wezwała do siebie Brailsforda, okazało się, że w przesyłce znajdował się ?tylko? kolejny lek na drogi oddechowe, całość jest poważną wpadką i naruszeniem zasad transparentności, których Sky, Brailsford i Wiggins byli orędownikami.

    Gdy wydawało się, że kolarstwo faktycznie się oczyszcza lub wręcz w dużej mierze jest już oczyszczone z problemu niedozwolonego wspomagania w zawodowym peletonie większość kolarzy to już nowe pokolenie, wychowane poza kulturą dopingu, dostajemy bombę, być może nie takich rozmiarów jak kolejne afery: Festiny, Operation Puerto czy Lance?a Armstronga, ale sugerującą, że mimo wielu lat starań i trudu nie zmieniło się tak wiele, jak sądziliśmy.

    Zdjęcie okładkowe: NIAID, flickr, CC BY 2.0

  • O co chodzi z TUE i hakerskim atakiem na WADA?

    O co chodzi z TUE i hakerskim atakiem na WADA?

    Spora część najlepszych sportowców cierpi na astmę. ?Rosyjscy hakerzy? udostępnili dokumenty Światowej Agencji Antydopingowej świadczące o przyjmowaniu zabronionych leków w majestacie prawa. Media grzmią, fani są przerażeni. Justyna Kowalczyk uśmiecha się z satysfakcją.

    Trudno powiedzieć, czy ?rosyjscy hakerzy? są faktycznie hakerami i czy pochodzą z Rosji. Idea, by osoby ukrywające się pod pseudonimem ?Fancy Bears? robiły zamieszanie w rewanżu za wykluczenie z Igrzysk w Rio sporej części olimpijczyków i paraolimpijczyków jest kusząca.

    Nazwiska Sereny i Venus Williams, Chrisa Froome?a i Bradleya Wigginsa, Bethanie Mattek, Roberta Hartinga w połączeniu z substancjami, których nazwy kończą się na ?zon? czy ?on? budzą trwogę i przerażenie.

    No bo przecież wszystko, co z apteki to doping a skoro WADA dopuszcza, by ktoś ?brał? w majestacie prawa, to gdzieś musi być przekręt.

    Co to jest TUE

    Therapeutic Use Exemption to ?wykluczenie dla celów terapeutycznych?. Oznacza dokładnie tyle, że po przedstawieniu stosownego zaświadczenia sportowiec, w drodze wyjątku, może użyć substancji znajdującej się na liście środków zabronionych.

    Co do zasady idea jest słuszna. Kontuzjowany czy też niedysponowany zawodnik lub zawodniczka, tak jak każdy inny człowiek może neutralizować skutki urazu, leczyć zapalenie czy też walczyć z przewlekłą chorobę. Wiele leków ma w składzie substancje, które równocześnie mogą wspomagać osiąganie lepszych wyników, ale w tej, nietypowej sytuacji, może przyjąć zabroniony środek, by tak jak każdy inny obywatel wrócić do zdrowia.

    Jeśli ktoś chce być 100% fair, może próbować leczyć się omijając takie leki, ale zazwyczaj nie ma wyboru.

    Często ?TUE? stosuje się w przypadku leków na astmę, alergię czy leków przeciwzapalnych.

    Doping z zaniedbania

    Zdarza się, że na skutek zaniedbań administracyjnych lub zwykłego gapiostwa co jakiś czas ?na dopingu? wpada zawodnik, który nie dopilnował procedur związanych z TUE. Kontrolowany sportowiec albo nie wie, co znajduje się w składzie zapisanego mu leku, albo zapomina zgłosić, że taką substancję przyjmuje albo też błędy popełnia klub, trener lub nawet lekarz.

    By nie szukać daleko, w tym roku pozytywny test na terbutalinę, lek na astmę, zaliczył Simon Yates. Jego grupa, Orica-BikeExchange nie dostarczyła stosownych dokumentów (choć zawodnik na astmę leczy się od dłuższego czasu), czego skutkiem było czteromiesięczne zawieszenie za ?niezamierzone stosowanie dopingu?.

    Takich przypadków, także w polskim sporcie i kolarstwie było wiele, można nawet wskazać je na imprezach rangi półwyczynowej.

    Astma czy alegrie we współczesnym świecie nie są niczym niezwykłym a sport bywa katalizatorem stanu patologicznego. Trudno też odmówić ludziom prawa do uprawiania ulubionej dyscypliny czy też, cierpiących na w sumie drobny problem, wysyłać na paraolimpiadę.

    Paradoping zamiast paraolimpiady

    Z drugiej strony, dobra procedura i słuszna idea, jak wiele innych jest nadużywana by zyskać przewagę nad konkurentami.

    Sztandarowym przykładem takiego działania jest kadra norweskich biegaczy narciarskich. Od lat krucjatę przeciwko ?astmatycznym? rywalkom prowadzi Justyna Kowalczyk, która uważa, że jej konkurentki stosują sterydy bez potrzeby i w nadmiernych ilościach.

    Niedawne informacje norweskiej telewizji wskazują, że po np. symbicort sięgają zdrowi sportowcy. Lekarz reprezentacji mówi wprost, że zapisuje preparaty prewencyjnie. Wszak uprawianie biegów narciarskich, gdy wdycha się spore ilości zimnego powietrza jest szkodliwe dla płuc i oskrzeli. Sprawę ma zbadać stosowna komisja.

    Wygląda więc na to, że wielokrotnie dyskredytowana za otwartą wojnę przeciwko nadużywaniu TUE Justyna Kowalczyk miała rację.

    Tego typu praktyki to bowiem nic innego jak wspomaganie wydolności przy użyciu zabronionych substancji, w granicach dopuszczonych przepisami.

    W skrócie, gdy paszporty biologiczne i nowe testy ograniczyły możliwości stosowania dopingu krwi, więcej tlenu można dostarczyć ?mechanicznie?, stosując leki na astmę rozszerzające oskrzela.

    Proste, skuteczne, legalne i znane od lat.

    Co więcej, w zasadzie nieskomplikowane do ?załatwienia? bo problemy z układem oddychania nietrudno znaleźć u sporej części sportowców.

    Czy jest o co kruszyć kopie?

    Przede wszystkim ?atak? Fancy Bear nie dostarczył nam żadnych nowych informacji. O tym, że Chris Froome stosuje leki na alergię wiemy przynajmniej od 2014r. Brytyjczyk posunął się nawet do tego, by użyć inhalatora na jednym z etapów Criterium du Dauphine. Dane udostępnione przez Fancy Bear są dokładnie tymi, o których wiedzieliśmy wcześniej.

    Jak sam kolarz twierdzi, Tour de Romandie i Criterium du Dauphine były jedynymi okazjami, gdy korzystał z TUE, zmagając się z wyjątkowo silnym atakiem alergii. Zrobił to dwa razy w czasie całej profesjonalnej kariery.

    Pewnym zaskoczeniem są podobne problemy Bradleya Wigginsa, choć tak naprawdę nie jest to żadna niespodzianka.
    Co więcej, trudno szukać w, nawet nadużywanej, procedurze TUE, przyczyny przewagi teamu Sky czy też norweskich biegaczy, choć z pewnością tego typu praktyki wchodzą w ?szarą strefę? a nazywanie sportowca korzystającego z tej procedury ?100% czystym? staje się dyskusyjne.

    O tym, że nadużycia TUE są problemem w wyczynowym kolarstwie napisano już w raporcie CIRC, zimą 2015r. CIRC to ?Niezależna Komisja ds Reformy Kolarstwa?, która m.in. miała zbadać aktualną sytuację związaną z dopingiem.

    Jeden ze świadków miał zasugerować, że 90% TUE ma tak naprawdę na celu poprawę wydolności a nie realne zwalczanie problemów zdrowotnych. Substancje, z których w majestacie prawa korzystają kolarze mają m.in. umożliwiać lepsze zbicie masy ciała, ekstremalne ?wycieniowanie? organizmu przed kluczowymi startami.

    Podanym przykładem była utrata 4kg w 4 tygodnie przy użyciu kortykosterydów użytych dzięki TUE, co dało 7% wzrost stosunku mocy do masy. A to już robi różnicę np. między 5,6 a prawie 6W/kg, czyli różnicę między miejscem w top10 a miejscem na podium wielkiego touru.

    Tyle tylko, że to wszystko wiemy – my, jako opinia publiczna – od niemal dwóch lat.

    Wymuszona dyskusja

    Sprawa norweskich biegaczy – znana od dawna, teraz podniesiona przez tamtejsze media czy też ?wyciek? danych WADA zmusza do dyskusji.

    Media lubią takie tematy. Łatwo przyszyć sportowcom łatkę oszustów. Zawodzili nas już przecież tak wiele razy, że z łatwością możemy przyjąć, że robią to znowu.

    Tak czy inaczej, ograniczenia czy też większe restrykcje związane z TUE prawdopodobnie wcześniej niż później zostaną wprowadzone. Sprawa jest o tyle trudna, że często nawet najbardziej radykalni, andydopingowi neofici również będą musieli z ?prawdziwego? TUE skorzystać.

    Sama Justyna Kowalczyk u progu wielkiej kariery zaliczyła wpadką związaną z niezgłoszonym użyciem deksametazonu. Z kolei Jonathan Vaughters użądlony przez osę nie zastosował sterydów i musiał opuchnięty wycofać się z Tour de France, choć w tym samym peletonie większość jego rywali radośnie stosowała EPO, testosteron i hormon wzrostu.

    Patrząc na zamieszanie wokół TUE, może ono faktycznie śmieszyć herosów z przełomu XX i XXIw, którzy o współczesnych atletach i ich rozterkach mogą spokojnie powiedzieć ?amatorzy?.