Dokument z 2015r pokazuje jak światowe aglomeracje radzą sobie z zanieczyszczeniem powietrza, korkami i wypadkami w ruchu drogowym. Odpowiedzią na te problemy ma być (oczywiście) rower.
Zwiastun filmu „Bikes vs Cars”, reż. Fredrik Gertten
Fredrik Gertten jest szwedzkim reżyserem, producentem i dziennikarzem, w swojej karierze skupiającym się głównie na kwestiach społecznych.
W “Bikes vs Cars” opowiada przede wszystkim o dwóch wielkich aglomeracjach: Los Angeles i São Paulo. Pokazuje, jak zaburzona równowaga i preferencje, które w procesie rozwoju tych miast dostali kierowcy samochodów, doprowadziły do licznych problemów, zagrożeń i absurdów.
Możemy więc zobaczyć, że “samochodoza” trawi w równym stopniu zarówno tę najbardziej rozwiniętą jak i dopiero rozwijającą się część świata. Dla kontrastu dostajemy obrazki z Kopenhagi, która z kolei przedstawiana jest jako rodzaj ziemi obiecanej, gdzie stroną “poszkodowaną” są kierowcy.
Śledząc losy aktywistów z LA i São Paulo obserwujemy, że mimo oporu ze strony konserwatywnych władz czy wpływów koncernów naftowych oraz przemysłu samochodowego zmiana jest możliwa.
Jej celem nie jest jednak udowodnienie swoich racji czy poglądów politycznych a coś tak oczywistego jak poprawa jakości życia.
Zniszczenia w sferze społecznej, kulturowej i zdrowotnej, jakie niesie ze sobą niezrównoważony rozwój miast, są bowiem poważne i trudne do odwrócenia.
Z tego powodu to ważny film również z naszej perspektywy. Choć “Bikes vs Cars” to film z 2015r, bardzo łatwo znaleźć w nim analogie do sytuacji, w której obecnie znajdują się polskie samorządy, zarówno te większe jak i mniejsze.
Będąc wciąż na dorobku i mając przed sobą sporo inwestycji, możemy wybierać, czy nasze miasta mają być betonowymi monstrami, czy przyjaznymi dla ludzi miejscami do życia.
Wbrew tytułowi to nie jest film o sporze rowerzystów z kierowcami, tylko o odzyskiwaniu miast dla ludzi. Dla nas.
Film w grudniu 2021 obejrzałem na Netflixie.
Bikes vs Cars Reż. Fredrik Gertten Szwecja, 2015 87’
W obliczu pandemii koronawirusa ludzie na całym świecie masowo przesiadają się na rowery. Kolejne miasta wprowadzają rozwiązania ułatwiające przemieszczanie się przy pomocy tego nie tylko ekologicznego, ale też zdrowego środka transportu. O tym, że Światowy Dzień Roweru 3. czerwca ma szansę stać się naszą codziennością, rozmawiałem z jego pomysłodawcą, profesorem Leszkiem Sibilskim.
Logo Światowego Dnia Roweru zaprojektował Isaac Feld
Zbliża się Międzynarodowy Dzień Roweru, którego jest Pan inicjatorem. A równocześnie, w związku z pandemią dzieją się w kontekście jazdy na rowerze bardzo ciekawe rzeczy i o tym chciałem dzisiaj porozmawiać. Zatem pierwsze moje pytanie jest takie, czy te wszystkie działania prorowerowe, które obserwujemy Pana zaskoczyły?
Właściwie nie. Kiedykolwiek na świecie wydarza się jakiś kryzys, ekonomiczny lub związany ze środowiskiem czy z klimatem albo z innymi zjawiskami, których człowiek nie może kontrolować, rower pojawia się jako pierwszy środek lokomocji. Zwycięzcami są wtedy ci, którzy mają rower w garażu czy na balkonie lub w piwnicy. Ten, kto go ma, jest zabezpieczony na te najtrudniejsze chwile.
W tym momencie musimy wszyscy przestrzegać dystansu społecznego. I okazuje się, że rower jest idealnym sposobem, żeby przemieszczając się zachowywać ten wymagany dystans około dwóch metrów.
Np. w Mediolanie (i w wielu innych miastach na całym świecie) wyznaczane są tymczasowe drogi dla rowerów, tzw. “Pop-up lanes”, które prowadzą równolegle do linii metra. Dzięki temu ludzie mogą przemieszczać się po swoich trasach zamiast komunikacją zbiorową – rowerem.
Transport publiczny jest teraz jednym z nośników koronawirusa a rower staje się sposobem podróżowania, także rodzinnie, np. rowerami cargo.
Rower stał się środkiem lokomocji, który jest wszędzie. A ostatnie dodatki w postaci silnika elektrycznego pozwoliły uruchomić ludzi, którzy np. już mieli mniej siły do jazdy lub mieszkają w warunkach, gdy jest ona mocno utrudniona ze względu na ukształtowanie terenu czy klimat.
W czasie pandemii ta przesiadka na rower wydarzyła się bardzo szybko. W sklepach rowerowych sprzęt został wykupiony, ludzie stoją w kolejkach do serwisów.
Tutaj w Waszyngtonie, gdzie jest piękna trasa wzdłuż Potomaku, pojawiło się bardzo dużo ludzi na rowerach. Według mnie przeżywamy teraz trzecią światową rewolucję rowerową.
Pierwsza była w XIXw, gdy rower został zaprezentowany światu. Zwyciężczyniami wówczas były kobiety, które wykorzystały rower w ruchach emancypacyjnych. Następnie bardzo długo nic się nie działo aż do 1973r, gdy wydarzył się kryzys paliwowy i wówczas rowery znowu wróciły do łask.
W tej chwili obserwujemy trzecią “rewolucję” czy też renesans. Sytuacja jest o tyle nietypowa, że ludzie pamiętają, co działo się poprzednio, gdy dla rowerzystów brakowało przestrzeni.
Teraz mam nadzieję, że te “pop-up lanes” zostaną przekształcona w stałą infrastrukturę, która jest kluczowa. Jest takie powiedzenie, “gdy zbuduje się drogę, to oni się pojawią” i według tego trzeba zacząć funkcjonować.
Natomiast trzeba do tych tymczasowych linii podejść ostrożnie, ponieważ one zwiększą ruch rowerowy, co z kolei spowoduje brak miejsc do parkowania i to może niektóre osoby zniechęcić. A potem najważniejsze będzie przekształcenie dróg tymczasowych w stałe, które będą bezpieczniejsze.
“Dzień bez samochodu” wnosi negatywne myślenie. “Światowy Dzień Roweru” jest promocją a nie negacją.
Konferencja w Banku Światowym w 2019 w Waszyngtonie.
2016 Trailblazer Award w Chicago.
Wyklad w Waszyngtonie na temat ważnosci roweru w życiu codziennym dla PechaKucha series.
Złoty medal na Spartakiadzie Młodzieży w Łodzi w sprincie 1977.
Wystawa i konferencja Velo-City 2016 w Taipei, Taiwan.
Ten trend możemy obserwować na całym świecie. Pan mówi o Mediolanie, mieszka w Waszyngtonie, u mnie w Krakowie czy także w innych polskich miastach też powstają takie tymczasowe drogi dla rowerów. Na wiele z nich musieliśmy czekać latami a tymczasem wystarczyło kilka tygodni epidemii, by te procesy bardzo przyspieszyły i to jest rzecz niezwykła.
Natomiast mam pytanie, czy poza tym, że doświadczamy kryzysu a kryzysy często wymuszają zmiany, czy jedną z przyczyn tej rewolucji rowerowej może być fakt, że zachód już się nasycił konsumpcją związaną z samochodami czy innymi rodzajami atrakcyjnych dóbr i może się teraz zwrócić w stronę szeroko pojętego bycia lepszym: bardziej ekologicznym, wrażliwszym, z większą ilością czasu dla siebie i bliskich, ponieważ rower bardzo skraca czas dojazdu? Bo zanim to się wydarzyło, kojarzył się z tym, że jest środkiem lokomocji albo biednych, albo już tych na tyle bogatych, że mogą wybierać.
To jest bardzo ciekawe pytanie i faktycznie to jest jeden z argumentów, który wywołał tę kolejną rewolucję rowerową. Koronawirus tylko przyspiesza pewne procesy. Ciekawostką jest to, że spadły ceny paliw, w Stanach benzyna jest tańsza o prawie 40% a ludzie mimo to wybierają rower.
Jeśli chodzi o pewną stygmę, w krajach rozwijających się rower jest faktycznie kojarzony jako środek transportu ludzi biednych. I to przeszkadza rozwojowi roweru w tych krajach. Natomiast w krajach rozwiniętych jest drugi typ stygmy, ponieważ kojarzony jest ze sportem wyczynowym, z Tour de France. I to są takie dwa elementy, które nie pomagają zarówno na tzw. “globalnym południu” jak i na “globalnej północy”.
Czy świat sam dochodzi do tego, że rower jest najlepszym środkiem transportu?
Niewątpliwie tak a przyczynami jest automatyzacja, związanie nas z internetem, praca zdalna, biurowa, brak ruchu. To są pierwsze elementy, które wyzwalają w ludziach potrzebę aktywności. Zaczynają biegać, spacerować, jeździć na rowerze.
Dla ludzi, którzy są zainteresowani szybkością, rower jest bardzo dobrym rozwiązaniem, pomaga na w miarę sprawną komunikację a równocześnie chroni nas przed tym, by nasze ciała po prostu nie zwiędły.
Duże znaczenie będą miały rowery cargo, ułatwiające dowóz towarów na tzw. “ostatniej mili”.
Bardzo wiele dzieje w tym temacie, świat niewątpliwie dojrzewa, chociaż nierównomiernie.
Obserwuję ciekawą tendencję, jeśli chodzi o zainteresowanie rowerami. Wiadomo, że liderami są oczywiście Holandia i Dania. Oni są jednak tak daleko z przodu, że podczas konferencji ich opinie i doświadczenia często są trudne do wdrożenia w innych krajach.
W tym roku w wyniku pandemii Brytyjczycy i Francuzi wychodzą na czoło, jeśli chodzi o implementację nowych rozwiązań, następnie ciekawie działają też Niemcy i Belgowie. Rower staje się też bardzo popularny również w krajach takich jak Kolumbia czy Peru. W Bogocie w niedziele główne ulice są zamykane dla samochodów i ludzie tam biegają, spacerują i jeżdżą na rowerach.
Gdy tworzyłem Światowy Dzień Roweru miałem nieco wątpliwości, ale koledzy ze środowiska naukowego zajmującego się aktywnym transportem zwrócili uwagę na pewien fakt. “Dzień bez samochodu” wnosi negatywne myślenie. “Światowy Dzień Roweru” jest promocją a nie negacją.
Rower wraca i nawet Chińczycy znów zwracają się ku rowerom. Gdy byłem tam po raz pierwszy 30 lat temu, na ulicach poruszały się fale rowerów. Teraz tam stoją fale samochodów. W powrocie roweru mają im pomóc rowery elektryczne.
Musimy mieć świadomość tego, że mamy 2 miliardy rowerów na świecie a ponad połowa ludzkości potrafi jeździć. Jest to więc nieprawdopodobna siła wyborcza, która może bardzo wiele zmienić.
Czy w takim razie jesteśmy skazani na rower?
Jesteśmy skazani na rowery, bo na samochody zwyczajnie nie mamy już miejsca. Szczególnie w starych miastach Europy czy Ameryki południowej, gdzie architektura nie daje miejsca na budowę nowych dróg.
Świat bardzo przytył. Rower pozwoli nam się wyzwolić i z tego.
Obserwujemy ruch klimatyczny, gdzie wytyczone są określone cele do zrealizowania i zmiana środków komunikacji własnie na rower będzie w tym niezbędna
Stała się jedna niedobra rzecz, że wśród 17 celów zrównoważonego rozwoju ONZ transport został pominięty. Co za tym idzie nie ma tam roweru. Natomiast jeśli przyjrzymy się tym celom uważnie, rower można zaadaptować do każdego z nich.
Zastanawiam się, dlaczego, choć rower z nami, w sensie ludzkości, jest już tak długo, wielokrotnie jest pomijany przy powstawaniu nowych rozwiązań urbanistycznych.
Być może dlatego, że w naturze roweru jest pewna wolność. Jeśli mamy ochotę skręcić w lewo, skręcamy w lewo, jeśli w prawo, skręcamy w prawo. I większość ludzi wraca po jeździe do domu nie tylko zmęczona, ale przede wszystkim zrealizowana. Odstawiają rower i przechodzą do dalszych czynności.
Potrzebujemy więc aktywistów, którzy dodatkowo coś zrobią, napiszą, zagłosują.
Musimy mieć świadomość tego, że mamy 2 miliardy rowerów na świecie a ponad połowa ludzkości potrafi jeździć. Jest to więc nieprawdopodobna siła wyborcza, która może bardzo wiele zmienić.
Wydaje się, że powinno być do tej pory zrobione więcej, ale takie wstrząsy jak koronawirus przyspieszają pewne decyzje, które powinny być podjęte znacznie wcześniej.
A ta obecna rewolucja, jak długo ona potrwa?
Wielu ludzi wciąż pamięta kryzys paliwowy z lat ‘70. Myślę, że to wszystko będzie się rozwijało w dobrym kierunku. Zwłaszcza w obliczu globalnej dyskusji na temat klimatu i zdrowia.
Ze względu na swoją przeszłość w sporcie wyczynowym i obecną działalność społeczną i naukową jest Pan dobrą osobą do odpowiedzi na kolejne pytanie. Mam wrażenie, że w dyskursie publicznym jest duży rozdźwięk między rowerem jako środkiem transportu, formą rekreacji i sportem, co powoduje wiele konfliktów czy złych skojarzeń. Są konflikty z kierowcami, jest obawa przed wysiłkiem lub zmęczeniem. Jak zatem powinno się mówić o czymś tak różnorodnych, by takich sytuacji uniknąć?
Po pierwsze trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Musimy się nauczyć dzielić przestrzenią. Kierowcy z rowerzystami, rowerzyści z ludźmi na rolkach i innych urządzeniach. Mamy coraz mniej przestrzeni, jesteśmy wszyscy uzależnieni od istniejących reguł.
Jeśli chodzi o sport wyczynowy, najmniej problemów mają oczywiście kolarze torowi, ale też kolarze górscy czy bmx, którzy korzystają ze swoich, niezależnych tras. Statystycznie w najgorszej sytuacji są kolarze szosowi, którzy nie tylko poruszają się po drogach publicznych, ale spędzają tam bardzo wiele czasu, więc ryzyko kolizji rośnie.
Trening na szosie jest coraz trudniejszy przez zwiększający się ruch samochodowy, problem jest skomplikowany. Jeśli ktoś jeździ lata bez wypadku, musi niestety wziąć pod uwagę, że po prostu ma wiele szczęścia.
Przemówienie podczas obchodów Światowego Dnia Roweru (SDR) w 2019 w ONZ.
Przemówienie podczas obchodów Światowego Dnia Roweru (SDR) w 2019 w ONZ.
Spotkanie z dyplomatami Afganistanu na temat promocji jazdy na rowerze w ich kraju po zakończeniu wojny.
Kilka minut po zaakceptowaniu Rezolucji SDR w Great Hall podczas Zgromadzenia Narodów ONZ, 12. kwietnia, 2018 w Nowym Jorku.
Jedno z pięciu spotkań konsultacyjnych z członkami-krajami ONZ przed głosowaniem nad rezolucją.
Pewnym nieszczęściem jest, że przeciętny rower wytrzymuje bardzo długo, więc producenci niekoniecznie zarabiają bardzo duże pieniądze. To jest doskonała maszyna, która została wymyślona ponad 200 lat temu i ciągle nam służy w stosunkowo niezmienionej formie.
Wracając do samego Światowego Dnia Roweru, całość zaczęła się od artykułu i projektu dla studentów a teraz przez sytuację, której doświadczamy, ten “dzień roweru” faktycznie mamy nie tylko trzeciego czerwca, ale codziennie. Czy w związku z tym czuje się Pan prekursorem?
Ja to ujmę inaczej. W pewnym momencie znalazłem się we właściwym momencie otoczony właściwymi ludźmi i podjąłem właściwą decyzję. Z perspektywy czasu wygląda na to, że nie miałem innego wyjścia.
Napisałem artykuł dla Banku Światowego, który był zatytułowany “Kolarstwo to interes nas wszystkich”. Zostałem zaproszony na konferencję do Seulu, gdzie wygłosiłem wykład, co pozwoliło mi uczestniczyć w kolejnej tym razem w Taipei.
Uznałem, że brakuje jednego elementu, który by spajał wszystkich tych, których łączy rower. Choćby producentów z użytkownikami rowerów. Każdy działa w swojej wąskiej przestrzeni a światowy dzień roweru ma nam pomóc lepiej wspólnie funkcjonować.
Głównym celem Światowego Dnia Roweru jest, by każdy na świecie potrafił jeździć na rowerze. Druga rzecz, chcielibyśmy, by ten symboliczny trzeci czerwca faktycznie dział się codziennie. Czy przez dojazdy do pracy, do szkoły, czy przez weekendową jazdę rekreacyjną. To przecież jest znakomita forma utrzymywania nie tylko kondycji fizycznej, ale też psychicznej, emocjonalnej dla całych rodzin.
Rower jednoczy. I to należy bardzo wykorzystywać. Ma to do siebie, że jest bardzo prosty w obsłudze.
Pewnym nieszczęściem jest, że przeciętny rower wytrzymuje bardzo długo, więc producenci niekoniecznie zarabiają bardzo duże pieniądze. To jest doskonała maszyna, która została wymyślona ponad 200 lat temu i ciągle nam służy w stosunkowo niezmienionej formie.
Jest niewiele takich urządzeń wymyślonych przez człowieka, które służą nam tak długo a równocześnie pozwalają na tak wiele, w tym na kontakt z naturą.
Ta maszyna staje się coraz lepsza. Jeśli chodzi o sport wyczynowy wygląda na to, że rower prześcignął człowieka, który jest już na granicy swoich możliwości.
Mam też wrażenie, że coraz więcej ludzi będzie jeździło na rowerze. Tych którzy będa zmęczeni czy wręcz zniszczeni siedzeniem przy komputerze a będą szukali aby szybko i tanio doświadczyć czegoś przyjemnego, spotkać się z innymi.
Niewątpliwie infrastruktura jest tu kluczem, chociaż trzeba pamiętać, że można też pojechać do lasu.
Nasz Peter Sagan, mówię “nasz”, bo robi to po raz trzeci, promuje Światowy Dzień Roweru. UCI z tej okazji przygotowuje na Zwifcie zawody, w których wezmą udział Chris Foome, Victor Campenaerts, Chloe Dygert i Jolanda Neff.
Krajem, który wiedzie prym w światowym dniu roweru są niespodziewanie Indie, gdzie rower bardzo zyskuje na popularności. Zaangażowane są też Australia i Japonia. Czekamy tylko na naukowców z Antarktyki, którzy wsiądą na rower stacjonarny.
Chodzi przecież o wspólną zabawę, spędzanie wolnego czasu i promowanie roweru. Filozofia tego święta pokazuje nam, co można robić na rowerze.
Pomaga nam Światowa Organizacja Zdrowia, która wydała oświadczenie, że rower jest najlepszym środkiem transportu, który pozwala dbać o zdrowie. A firma konsultingowa Deloitte wskazuje, że już wkrótce bez roweru nie będzie można się obyć. Na samym końcu wsparł nas też premier Wiekiej Brytanii, Boris Johnson, który zrobił wiele dla ruchu rowerowego będąc burmistrzem Londynu zapowiedział, że nadchodzi złote stulecie roweru. Ministrowie z Danii i Holandii są też oczywiście z nami, podobnie jak pani burmistrz Bogoty, Claudia López Hernández czy Anne Hidalgo z Paryża.
Nie wiem, czy w najbliższych latach będziemy operowali w głównie obrębie rowerów elektrycznych. Z pewnością pomagają one producentom rowerów, zachęcając ludzi do wymiany sprzętu. Są też bardzo użyteczne dla osób starszych, do tej pory często wykluczonych z jazdy na rowerze.
Ze strony sportowej powinniśmy też pamiętać, że kolarstwo od samego początku było wśród założycieli współczesnego ruchu olimpijskiego.
Z kolei dla Polaków rower jest jedną z najchętniej uprawianych dyscyplin.
Ja jestem optymistą. Nie ma w tym momencie rozwiązań urbanistycznych bez roweru. Kto się w tym najlepiej odnajdzie, będzie wielkim zwycięzcą.
Leszek Sibilski jest profesorem socjologii na Montgomery College w Rockville, w stanie Maryland, USA. W latach ‘70 wyczynowo uprawiał kolarstwo torowe na poziomie reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery sportowej zajął się działalnością społeczną i naukową. Jest konsultantem Banku Światowego oraz Organizacji Narodów Zjednoczonych. Z jego inicjatywy ONZ w 2018r. ustanowiła 3. czerwca “Światowym Dniem Roweru”.
Wykorzystane zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum prof. Sibilskiego.
Organizacja Narodów Zjednoczonych pochyla się nad różnymi, ważnymi tematami. Wśród licznych gestów, jakie wyraża społeczność międzynarodowa znalazło się miejsce dla roweru. 3 czerwca został ustanowiony ?światowym dniem roweru? i choć to święto nowe, rezolucja ONZ, która je ustanawia może mieć spore znaczenie i konsekwencje.
Polski trop
Jeśli lubicie szukać „polskich akcentów”, to w przypadku Światowego Dnia Roweru sprawa jest dość prosta. Inicjatywę ustanowienia tego święta podjął profesor Leszek Sibilski, socjolog na co dzień pracujący w USA, były kolarz reprezentacji naszego kraju.
Droga od pomysłu do rezolucji ONZ była dość wyboista, rozpoczęła się od projektu dla studentów, dla zachowania bezstronności finansowanego ze środków własnych. Ostatecznie za pośrednictwem reprezentantów idea trafiła pod obrady Narodów Zjednoczonych i została jednogłośnie przyjęta przez 193 państwa członkowskie na 72. posiedzeniu zgromadzenia ogólnego.
Jest oficjalny hasztag #June3WorldBicycleDay, logo i wideo. W niektórych krajach zorganizowano z tej okazji specjalne przejazdy rowerowe. Startujemy dość skromnie, ale to ważne, by zacząć.
Być może rezolucja ONZ ustanawiająca Światowy Dzień Roweru może się wam wydać czczym gestem, ale dzięki niej szeroki temat poruszania się pojazdami napędzanymi siłą mięśni trafia do dyskursu publicznego.
A jest o czym mówić, bo rower to dla wielu ludzi pierwszy kontakt z uczestnictwem w ruchu drogowym, poznawanie znaków i zasad koegzystowania z innymi prowadzącymi pojazdy i pieszymi rzutuje na dalsze zachowania w dorosłym życiu.
Rower jest często pierwszym, najbardziej dostępnym środkiem transportu, który nie tylko skraca czas dojazdu i otwiera na nowe możliwości, ale po prostu daje szansę na dojazd do pracy czy szkoły: w wielu przypadkach jakiejkolwiek lub lepszej niż ta najbliżej domu.
W czasach gdy Elon Musk wystrzeliwuje elektryczne samochody na orbitę wydaje się to mało istotne, ale niewykluczone, że większe znaczenie dla komfortu życia tysięcy ludzi na świecie mają proste rowery bez przerzutek niż pozorne innowacje cudownych dzieci z doliny krzemowej.
Rower jest też w wielu krajach i kulturach elementem emancypacji, filmy takie jak „Dziewczynka w trampkach” pokazujące sytuację kobiet w Arabii Saudyjskiej czy projekt „Rebel on Wheels” z Afganistanu przesuwają granice i robią wyłom w najbardziej konserwatywnych i patriarchalnych kulturach.
Jeśli dołożymy do tego problemy współczesnych miast: przeludnionych, stojących w korkach, duszących się w smogu i zmianę w jakości życia jaka może dokonać się przez odejście od powszechnego transportu samochodowego okazuje się, że idea „światowego dnia roweru” sięga o wiele dalej, niż początkowo sądziliśmy.
Najpiękniejszy sport
Tak, kolarstwo wyczynowe ma na swoim sumieniu bardzo wiele grzechów. Równocześnie jest sportem, który na żywo, na samej „arenie” czyli szosach całego świata ogląda najwięcej ludzi na świecie.
By zaledwie rzucić okiem na peleton Tour de France, którego przejazd przez dany punkt to zaledwie kilkadziesiąt sekund, co roku przy francuskich drogach ustawia się 10-12 milionów kibiców!
Sport rowerowy to również jedna z nielicznych dyscyplin, która daje niezwykły dostęp nie tylko bezpośredni dostęp do gwiazd peletonu, ale też do emocji, doznań i doświadczenia wysiłku dzięki swojemu masowemu charakterowi.
Bez większych nakładów finansowych niemal każdy może wsiąść na rower i spróbować, czym jest pokonanie etapu, podjazdu czy legendarnego bruku. Sprawdzić swoje możliwości, poczuć wiatr we włosach, ból mięśni i emocje związane z pokonywaniem zjazdów i zakrętów.
Szansa, że fan Messiego strzeli bramkę na Camp Nou są nikłe, wielbiciel Kamila Stocha prawdopodobnie nie skoczy z Wielkiej Krokwi, krytyk Roberta Kubicy nie udowodni mu, że lepiej poradzi sobie na torze Monza. A kolarz amator? Proszę bardzo, może w każdej chwili zmierzyć się z Gliczarowem, Alpe d’Huez czy Kwaremontem.
Doliczmy do tego zasady fair play, połączenie indywidualnych sukcesów z pracą drużynową, kontakt z naturą, możliwość ciągłej eksploracji i poznawania nowych tras i miejsc oraz cały aspekt społeczno-kulturowy i dostajemy sport niemal idealny.
Krótko mówiąc, kolarstwo jest super. Rowery są fajne. I pożyteczne. I czyste. I dobre :) A Światowy Dzień Roweru? Niech się święci!
Kolarz też człowiek. Spraw mu lub jej przyjemność i przygotuj idealny prezent, który da odrobinę radości. Zobacz, co Mikołaj, Aniołek czy inne Dzieciątko powinno przynieść zapalonemu rowerzyście w tym świątecznym czasie.
T-shirt bez napisów
Twój kolarz/kolarka na co dzień żyje w świecie logotypów. Wychodzi na trening, jest ?obrandowany? a to własnymi sponsorami a to swojej ulubionej grupy zawodowej. Jedzie na wyścig a tam w ramach gratisu dostaje ?pamiątkową koszulkę?. Ma ich już całą szafę, po kilku użyciach są tak sprane, że kończą jako szmaty do łańcucha. Rowerowe slogany towarzyszą mu/jej na każdym kroku. Zamiast dokładać następny kamyczek do tej, wątpliwej wartości, kolekcji, pokuś się o coś dyskretnego, wysokiej jakości, miłego w dotyku. Z ekologicznej bawełny, najlepiej uszyte u nas w kraju albo gdzieś nieopodal.
Jeśli już musisz, rowerowa alternatywa jest oczywista: koszulka z rowerem, logo ulubionej firmy czy też napisem ?JESTEM KOLARZEM?. Uszyta przez małe dzieci w Bangladeszu.
Współczesna literatura doceniona przez krytykę
Jeśli ktoś cały rok się spieszy między pracą, szkołą, treningiem a zawodami, czyta głównie rowerowe portale, przegląda kolarskie zdjęcia a jeszcze niedawno dzień zaczynał od zestawu newsów w loverove, dobrym pomysłem będzie chwila oddechu. Z książką. O ludziach. W sensie, nie o kolarzach. Nie o sportowcach. Taką, w której można się zanurzyć na więcej niż kilka chwil. Wywiad z Andrzejem Stasiukiem? Zadie Smith lub Hanya Yanagihara? Zobacz, co jest wysoko na listach sprzedaży, ale nie jest poradnikiem, teen fantasy lub popem o wampirach. Kolarz też człowiek, często dość inteligentny. Doceń to!
Koniecznie chcesz kupić coś rowerowego? Wybierz bezpiecznie: biografię Czesława Langa, Eddy?ego Merckxa lub Mai Włoszczowskiej albo coś w tym stylu. Po jednym przeczytaniu wyleci z Kindle?a
Wizyta u golibrody. Albo inna przyjemność dla ciała
Smar za paznokciami, siniaki, podrapane ręce? Cóż, może chociaż w ?czasie świątecznym? warto na moment od tego odejść. Chwila przyjemności należy się każdemu. Także kolarzowi. Jeśli to mężczyzna, zajmij mu kolejkę w jednym z tych modnych salonów, gdzie brodaci i wytatuowani ?barberzy? zabraniają wstępu ?lepszym połowom? swoich klientów. Już tydzień później będzie mógł przystrzyc swój zarost. Jeśli to kobieta, zapytaj jej koleżanek. I tak nie masz pojęcia o tych wszystkich, drogich i wyrafinowanych zabiegach, którym poddają się chadzające w garsonkach pracownice korporacji finansowych.
Nadal chcesz w to brnąć? Zafunduj swojemu kolarzowi/kolarce badania wydolnościowe, bikefitting lub masaż.
Gustowna filiżanka do kawy
Mamy ten sam casus, co w przypadku ciuchów. Kolarze uwielbiają kawę, więc szansa sukcesu jest spora. Każdy chce być ?euro pro? i pić espresso z ładnej filiżanki. Dobra porcelana uznanej marki albo coś z rękodzieła sprawi sporo przyjemności. Do tego paczka wysokiej jakości ziaren z lokalnej palarni a jeśli masz większy budżet, aeropress, chemex lub włoska kawiarka. Prezent niemal idealny!
Serio? No dobra, zawsze możesz kupić chiński kubas ?I <3 my bike?. I do tego słoik kawy rozpuszczalnej.
Dobre jedzenie
Takie, na które sam/a się nie zdecyduje. Ładnie podane, może być zdrowe, może być niezdrowe, co tam uważasz za stosowne. Pamiętaj tylko, żeby to nie był ani makaron ani owsianka. Bo ile można. Słowo na dziś: „comfort food”.
https://www.instagram.com/p/BNJmpetj1w4/
Wiaderko z białkiem, słoik witamin albo pudełko żeli energetycznych pod choinką nie będzie prezentować się zbyt dobrze, ale cóż. Tak też się da.
Sylwester w kinie/teatrze
Po pierwsze po takiej imprezie kolarz następnego dnia może iść na noworoczny trening. Nie zapije a sam ?event? skończy się koło pierwszej, maksymalnie drugiej w nocy. Po drugie, dostanie szansę spędzić wieczór w sposób, na który w ciągu sezonu nie ma czasu. Po trzecie wreszcie, będzie to miła odmiana od relacji z wyścigów, filmików Global Cycling Network i testów rowerów. Do tego na taką okazję warto się ubrać w coś innego niż tenisówki i dres. Same zalety!
A jeśli wiesz, że kolarz/kolarka nie wysiedzi w miejscu tych kilku godzin, nie ma sponsora i chcesz mu/jej nieco ulżyć, zamiast biletu na ?trochę kultury? możesz się szarpnąć na wpisowe na maraton czy etapówkę.
Mycie roweru w warunkach miejskich to spore wyzwanie. Jak sprawnie i względnie schludnie poradzić sobie z tą niezbędną czynnością nie narażając się na straty moralne i gniew bliskich?
Wynieś dywanik, schowaj kosmetyki żony, przewieś ręczniki. Serio. Nawet, jeśli myjesz rower żony, nie zachlap jej rzeczy błotem i smarem. Nawet, jeśli mieszkasz z rodzicami, nie zrób tego samego rzeczom matki. Jasne, miłość matki jest bezwarunkowa, ale są pewne granice. Jeśli masz siostrę?
Wyjmij przednie koło
Zarówno szosówka jak i rower górski, nawet 29er na szerokich oponach zmieści się zarówno pod prysznic jak i do wanny. Pod prysznicem rower stawiasz w pionie na tylnym kole ze skręconą kierownicą.
Do większości wanien rower zmieści się w normalnej pozycji. Aby nie porysować wanny, włóż w haki widelca plastikową rozpórkę, która używana jest przy transporcie roweru.
Zależnie od rozmiaru roweru pod prysznicem będziesz musiał wyjąć sztycę. Rower ustawiasz bowiem górą do ściany/bardziej oddalonego rogu. W ten sposób będziesz mieć dostęp do napędu. Łańcuch zostaw na dużej tarczy z przodu i na środku kasety. Ustaw rower tak, by móc obracać pedałami do tyłu.
Narzędzia i kosmetyki
Przed kabiną/obok wanny rozłóż stary ręcznik. Będziesz mieć potem mniej podłogi do umycia ;).
Przygotuj sobie odtłuszczacz. Ja używam samochodowego, nieżrącego aluminium, gumy i plastiku, częściowo biodegradowalnego. Jeśli cię stać, używaj cytrusowych preparatów rowerowych. Ważne, żeby odtłuszczacz nie był szkodliwy dla sprzętu, twoich rąk i środowiska.
Do tego płyn do mycia naczyń, koniecznie gąbka i dwie szczotki. Najlepiej ?z recyklingu?, przy myciu roweru dostają swoje drugie życie.
Nie więcej niż 10l wody?
Rower w tak przygotowanym terenie da się umyć szybko i sprawnie. Jeśli masz utopionego w błocie ?górala?, zrzuć największe grudy ziemi zaraz po zakończeniu jazdy, nie zapchasz wtedy odpływu.
Spłucz/namocz rower prysznicem. Nie trzeba lać hektolitrów wody, wystarczy parę ruchów i gotowe. Napęd spryskaj odtłuszczaczem zanim zabierzesz się za właściwe mycie.
Namocz gąbkę, weź trochę detergentu i zrób pianę. Piana to podstawa. Dostanie się wszędzie, gdzie potrzeba, zmiękczy brud, rozpuści zaschnięte dżdżownice ;). Zobacz, jak myją rowery mechanicy grup zawodowych. Gąbka+piana i robota z głowy. Pamiętaj o hamulcach i zakamarkach obok nich oraz okolicach suportu i przedniej przerzutki. W tych miejscach pomóż sobie mniejszą szczotką.
Teraz pora na napęd. Weź szczoteczkę, spryskaj odtłuszczaczem, wyczyść ok. 20cm łańcucha. Obróć korbę. Czynność powtarzaj na całej długości łańcucha. Pamiętaj o kółeczkach przerzutek. Większą szczotką oczyść kasetę i blaty. Odtłuszczacz, nawet dobry, sam nie zrobi roboty, musisz włożyć w to trochę energii.
Tak czy inaczej po jednej rundce wszystko będzie lśniące.
Na koniec gąbką przetrzyj obręcze usuwając osad ze startych klocków. Jeśli masz terenowe opony, resztki błota z bieżnika usuń twardszą szczotką.
Spłucz wszystko ciepłą wodą. Zajmie to tylko chwilę. Wymyj resztki piany i odtłuszczacza z napędu i hamulców.
Daj rowerowi odcieknąć, ale i tak nie unikniesz zachlapania podłogi, gdy będzie się wylewała z różnych otworów. Przenieś rower na stojak, ale zanim go wytrzesz zrób jeszcze jedną, ważną rzecz. Umyj przednie koło a przy okazji spłucz z brodzika/wanny pozostałości smaru i brudu.
Potem wytrzyj rower, naoliw łańcuch, psiknij gdzie uważasz za słuszne stosownymi preparatami a następnie wróć do łazienki i…
Usuń ślady walki
Bez solidnej szczotki i mleczka do czyszczenia się nie obędzie. Nawet, jeśli rower nie był bardzo brudny, cała kabina czy też wanna i otaczające kafelki będą w ciemne kropki a na brodziku znajdziesz osad ze smaru.
Pamiętaj o żonie. O matce. O siostrze. O tym, co ci zrobią, gdy nie zrobisz tego dokładnie. Dwa rowery spokojnie umyjesz w pół godziny. Doprowadzenie do porządku łazienki po tym procederze zajmie kolejnych 20 ;). Ale cóż, gdy się nie ma ogródka, trzeba sobie jakoś radzić.
Po przecieku emocje nieco opadły, ale oficjalne materiały promocyjne włoskiego touru zawsze prezentują wysoki poziom. Zatem, voila, Giro d’Italia 2017:
2. Tak się robi carbonowe ramy
Wycieczka po amerykańskiej manufakturze Hia Velo. Fajna, ale tak sobie myślę, że nasze firmy „robiące w carbonie” mogłyby pokazać o wiele więcej!
I to trzy razy. Przynajmniej tak obecnie wyglądają kroniki. Greg LeMond właśnie doczekał się biografii zatytułowanej „Greg LeMond: Yellow Jersey Racer”. Z tej okazji przyjrzyjcie się galerii zdjęć wybitnego kolarza, które są ilustracjami jego historii. Jest szansa, że przynajmniej części z nich nie znacie.
2. Ciężkie życie mistrza świata
Jeśli na imię masz „Wout”, koledzy z pracy mogą mieć problem z tym, jak się do ciebie zwracać. Mistrzowski viral przygotowany przez SRAMa:
3. Otwórz drzwi rowerzyście
A raczej sobie tak, by nie „zdjąć” rowerzysty z roweru gdy twoje szanowne Ty wysiada z auta. Jak? „Po holendersku”. Ma to jakiś sens:
W życiu nie sądziłem, że okażę się taki postępowy. A jednak! Po obradach komisji konkursowej Bike-Expo wiem, że wcześniej czy później wszyscy będziemy mieli rowery elektryczne.
Tak jak rok temu, tak i przed tegorocznymi targami w Kielcach uczestniczyłem w obradach komisji konkursowej. Tym razem producenci i dystrybutorzy sprzętu dostarczyli nam okazji do zdecydowanie bardziej wytężonej pracy.
W pracach w komisji najciekawsze jest to, że grono jurorów jest bardzo różnorodne, zawiera w sobie użytkowników i entuzjastów niemal każdej odmiany jazdy na rowerze.
Nie spodziewałem się, że znajdę się w tej, bardziej postępowej części jury. Ba, nie spodziewałem się też, że po kilku dyskusjach przekonam się do sensowności nie tylko istnienia, co nawet posiadania roweru elektrycznego.
W międzyczasie i zupełnie niezależnie dostałem prasówkę agencji obsługującej Shimano, zawierającą wyniki badania dotyczącego właśnie ?elektryków?. Są one zaprezentowane w modnej i popularnej formie infografiki, którą możecie zobaczyć poniżej:
Jak zapewne słusznie zauważy większość z Was, ta infografika to klasyczny przykład ?content marketingu?. Co więcej, z kilkoma stwierdzeniami w niej zawartymi zwyczajnie się nie zgadzam.
E-bike nie jest ekologiczny. Jasne, jest bardziej ?czysty? od motocykla, skuteru czy auta, ale mimo wszystko w stosunku do klasycznego roweru produkcja silnika a przede wszystkim akumulatora oraz ich późniejsza utylizacja to spore obciążenie dla środowiska.
Co więcej, ?commuting?, czyli jazda do pracy czy na zakupy, którą większość ankietowanych wskazuje jako cel użytkowania roweru nie ma zbyt wiele wspólnego z poprawą kondycji fizycznej.
Ostatnio, chcąc oszczędzić nieco czasu i korzystając z dobrej pogody kilka razy dojeżdżałem do pracy moją szosówką, zamiast ?mieszczuchem?. Z ciekawości włączyłem licznik, by sprawdzić odczyty z miernika mocy. Wydatek energetyczny wyrażony w kcal jak i obciążenie treningowe wyrażone w TSS były absolutnie zaniedbywalne. Ok, do pracy mam blisko (niespełna 3km), ale nawet, gdybym miał dwa i pół raza więcej (czyli wciąż mieściłbym się w granicach opłacalności dojazdu rowerem), nie spaliłbym więcej niż 150kcal a TSS nie wyniósłby więcej niż 10. Czyli tyle co nic. Dla poprawy kondycji dużo lepszym rozwiązaniem byłby marsz.
Mimo wszystko jestem kolarzem, do tego przychodząc do pracy mogę się ubrać jak chcę. Gdy pomyślałem o osobie, która z powodu organizacyjnych regulaminów musi się trzymać ?dress-code?u?, do tego np. wiezie ze sobą komputer i pudełka z jedzeniem stało się jasne, że e-bike może być dla niej idealnym rozwiązaniem.
Szansa na zapocenie wyjściowej koszuli zdecydowanie spada, podobnie jak czas przejazdu. Wspomaganie przy pokonywaniu niewielkich, miejskich wzniesień jak np. wiadukty nie podnosi tętna, dzięki czemu pozbywamy się jednej z popularnych barier wejścia odstręczających od wybrania roweru jako środka komunikacji miejskiej.
Sam też chętnie przygarnąłbym ?elektryka?, tyle, że w jakiejś niewielkiej wersji ?cargo?. Zakupy robię na trzech placach targowych w centrum miasta, oddalonych od siebie o ok. 2km każdy. Wspomagany elektrycznie cargo-bike rozwiązałby spory problem z parkowaniem auta i umożliwił kupno warzyw, owoców, ekologicznego nabiału czy ?swojskich? wędlin na cały tydzień, oszczędzając mi sporo czasu i energii przed treningiem czy zawodami. Jazda z plecakiem, siatką i wyładowanym koszykiem na kierownicy nie jest, mimo wszystko ani przyjemna, ani szybka, ani przyjemna, gdy trzeba rozpędzić ?mieszczucha? ruszając ze świateł.
Idąc dalej, zdarzało mi się widywać w krakowskim Lasku Wolskim ojca z synem. Ojciec na uniwersalnym fullu wyższej klasy a za nim dziarsko pomykająca na doładowanym mtb wczesno-nastoletnia pociecha. W ten sposób mogą spędzić więcej czasu razem, dojeżdżając w miejsca, gdzie nie byliby w stanie wspólnie dojechać a wycieczka ma większą szansę na to, by zapaść w pamięć jako przyjemne doświadczenie. Ten sam casus można spokojnie zastosować do osób nieco starszych czy też prezentujących większą różnicę wytrenowania. Tu, tak samo jak w przypadku ?commutingu? kluczem jest: obniżenie bariery wejścia.
To właśnie w ostatnich sezonach robi cała branża rowerowa. Fatbike?i, koła w rozmiarach ?plus?, kolejne odmiany rowerów szosowych: gravele, ?endurance?, ?adventure?. To wszystko powoduje, że na rower może wsiąść większa grupa użytkowników. Dojechać dalej, wyżej, wygodniej.
Tu właśnie przyszło dla mnie największe, osobiste zaskoczenie. Przestałem się zastanawiać czy ?gravel? lub inny ?endurance? to ?prawdziwa szosówka?. Tak jak przestałem rozważać, czy ?ebike? to jeszcze rower czy już skuter. Jeśli jest zbudowany na nowoczesnym systemie takim jak właśnie Steps, Bosch czy Yamaha, i faktycznie wyłącznie wspomaga, ma ?odcięcie? w odpowiednim momencie i nie napędza roweru ?od zera?, fajnie rozwija ideę, zamiast ją wypaczać.
Co więcej, w określonych ramach widzę też i elektrykę w wydaniu sportowym. To ciekawe, że każdy z tych ?nowych?, prezentowanych początkowo jako zabawowy czy też rekreacyjny sprzęt rowerowy dość szybko znajduje entuzjastów chcących się na nim ścigać.
Biorąc pod uwagę co powyższe, widzę tylko dwie wady e-bike?ów (tak jak i innych, nowych koncepcji roweru).
Po pierwsze, nie mam takiego sprzętu w wersji np. mtb gdzie przechowywać. Na ?model nieskończonej liczby rowerów + 1? trudno sobie pozwolić w normalnych warunkach lokalowych.
Po drugie, w wydaniu miejskim nie trzymałbym roweru wartego kilka tysięcy, przypiętego do słupa na ulicy. Narażonego na kradzież i ulegającego stopniowej biodegradacji (poza akumulatorem ;).
Loverove na piąteczek: w oczekiwaniu na „górską masakrę” w Giro d’Italia trochę fajnych newsów do przejrzenia :)
1. Rowerem na Kilimandżaro?
Rebecca Rusch i Patrick Sweeney wtaszczyli swoje rowery na Kilimandżaro a następnie zjechali z najwyższej góry Afryki. Wszystko po to, by zwrócić uwagę na akcję World Bicycle Relief, która skupia się na dostarczaniu i udostępnianiu rowerów najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym środka transportu ludziom na świecie.
2. Jak zebrać milion w jeden dzień?
Projektanci „cargo bike’a” nazwanego Taga chcieli zebrać finansowanie w wysokości 100tys. USD by rozpocząć produkcję. W ciągu jednego dnia zdobyli… milion dolarów! Co jest tak unikatowego w Tadze reklamowanej jako idealny „rower rodzinny”? Jest lekki, uniwersalny, może służyć zarówno za rowerowy wózek dla dzieci jak i sprzęt do przewożenia bagażu (do 70kg, więc całkiem sporo). Trójkołowa konstrukcja daje stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Wygląda na to, że to może być hit, przynajmniej w krajach, gdzie rodziców stać na $700 za taki wynalazek, ewentualnie na $1200 za rower z doładowaniem elektrycznym:
Poza pieniędzmi ważny jest też element kulturowy. Taki elektryczny wózko-cargo-bike ma spory potencjał by zachęcić do rowerowego „commutingu” tych, którzy do tej pory drogę: dom-przedszkole-praca pokonywali swoim SUVem. Bez względu na przyszłość projektu, pierwszy sukces, czyli błyskawiczną karierę medialną już osiągnął.
Dwa ostatnie górskie odcinki czekają na kolarzy jadących w Giro d’Italia dziś (w piątek) i jutro (w sobotę). Steven Kruijswijk nie chce odpuścić rywalom i planuje forsować tempo w poszukiwaniu etapowego zwycięstwa. Ktoś z czołówki z pewnością dostanie zadyszki na takich wysokościach i stromiznach, teoretycznie ułożona klasyfikacja generalna może ulec korektom. My trzymamy kciuki za Rafała Majkę, który ma dobre wspomnienia z Risoul, gdzie triumfował w czasie Tour de France 2014.
Pierwsza piętnastka klasyfikacji generalnej przed górskim finałem prezentuje się następująco:
1 Steven Kruijswijk (Ned) Team LottoNl-Jumbo 73:50:37
2 Esteban Chaves (Col) Orica-GreenEdge 03:00
3 Alejandro Valverde (Spa) Movistar Team 03:23
4 Vincenzo Nibali (Ita) Astana Pro Team 04:43
5 Ilnur Zakarin (Rus) Team Katusha 04:50 6 Rafał Majka (Pol) Tinkoff Team 05:34
7 Bob Jungels (Lux) Etixx – Quick-Step 07:57
8 Andrey Amador (CRc) Movistar Team 08:53
9 Domenico Pozzovivo (Ita) AG2R La Mondiale 10:05
10 Kanstantsin Siutsou (Blr) Dimension Data 11:15
11 Rigoberto Uran (Col) Cannondale 13:53
12 Jakob Fuglsang (Den) Astana Pro Team 16:08
13 Darwin Atapuma (Col) BMC Racing Team 21:04
14 Hubert Dupont (Fra) AG2R La Mondiale 22:30
15 Sebastian Henao (Col) Team Sky 24:41