Tag: Team Sky

  • Team Sky: innowacje i szary doping

    Team Sky: innowacje i szary doping

    Czy marginal gains to bzdura? Jak legalnie przyspieszyć do tempa Pantaniego i Armstronga? Czym faktycznie grzeszy Team Sky?

    Wokół Teamu Sky unosi się nieprzyjemny zapach pomówień o systematyczny i zorganizowany doping. Realnie, wszystko co wiemy, wskazuje na umiejętne lawirowanie i naginanie zasad do granic możliwości i co najwyżej przebywanie w „szarej strefie”. W sprawie jest więcej opinii niż faktów, zatem tym bardziej warto je usystematyzować.

    Fakty

    Po pierwsze, po publikacji dokumentów WADA (światowej agencji antydopingowej) wykradzionych przez ?rosyjskich hakerów? jesienią 2016 wiemy, że Bradley Wiggins stosował triamcynolon i inne leki w latach 2008-2013 a Chris Froome w latach 2013-14 prednizolon. Legalnie, na podstawie ?wykluczenia dla celów terapeutycznych?, czyli TUE, w związku ze schorzeniami dróg oddechowych (astma, alergie, zapalenie oskrzeli). Dodatkowo, w 2011r podczas Criterium du Dauphine, za pośrednictwem Simona Cope?a (trenera w Brytyjskim Związku Kolarskim) team Sky odebrał paczkę dla Wigginsa, w której znajdował się kolejny lek na podobne dolegliwości, fluimcil.

    Po drugie, Chris Froome podczas Vuelta a Espana 2017 zaliczył pozytywny wynik testu antydopingowego, wyraźnie przekraczając normę dopuszczonego do stosowania w ilościach leczniczych salbutamolu. Również w związku ze zbliżonymi problemami.

    Po trzecie, w 2011 Team Sky (lub Brytyjski Związek Kolarski) otrzymał od firmy Fit 4 Sport przesyłkę, w której znajdowały się plastry z testosteronem. Oficjalnie była to pomyłka i Brytyjska Agencja Antydopingowa z braku dowodów sprawę umorzyła.

    Po czwarte, w sezonie 2014 Sergio Henao został odsunięty na osiem tygodni od startów przez samą grupę Sky w celu wyjaśnienia nieprawidłowości zauważonych w parametrach jego krwi. Po korzystnym dla zawodnika wyjaśnieniu sprawy, Kolumbijczyk wrócił do ścigania (z dokładnością rekonwalescencji po potrąceniu przez samochód).

    Embed from Getty Images

    Opinie

    Patrząc na listę wykroczeń czy nadużyć, jakie na co dzień obserwujemy w wyczynowym sporcie, trzeba przyznać, że Team Sky nagrzeszył nieznacznie. Co więcej, nie licząc bałaganu (celowego lub przypadkowego) w dokumentacji medycznej na początku istnienia zespołu, trudno zarzucić Brytyjczykom coś więcej. Nie ma dowodów na ?twardy? doping a poza pozytywnym wynikiem testu Froome?a nie ma naruszeń przepisów antydopingowych.

    Wszystko inne to tylko opinie.

    Tyle tylko, że opinie te są dość istotne. Np. ta, Shane?a Suttona, byłego trenera ekipy, który powiedział wprost, że korzystanie z procedury TUE było częścią filozofii ?marginal gains?, szczytem piramidy złożonej z kolejnych elementów doprowadzenia kolarza do najwyższej dyspozycji i sukcesu.

    Sutton zwraca uwagę, że stosowanie wymagających zgody leków na astmę ogranicza ryzyko błędu i porażki w razie problemów zdrowotnych.

    Komisja brytyjskiego parlamentu badająca kontrowersje wokół teamu Sky poszła jednak o krok dalej, stwierdzając, że triamcynolon był przepisywany Wigginsowi nie tylko ze względu na problemy z oddychaniem, ale by wykorzystać jego dodatkowe działanie: odchudzające.

    Twardy doping vs szary doping

    Prowadzący ?Science of Sport? dr Ross Tucker w swoim wideo stawia ciekawą hipotezę, która, podobnie jak opinia brytyjskich parlamentarzystów daje szerszy kontekst sprawie Teamu Sky.

    Embed from Getty Images

    By ją zrozumieć, warto spojrzeć w niedaleką przeszłość, do pierwszej dekady XXIw, gdy stosowanie dopingu krwi, ale także testosteronu i hormonu wzrostu było nie tylko popularne, ale też niemal niezbędne do osiągnięcia sukcesu w zawodowym kolarstwie.

    Kluczowy dla zwycięstwa stosunek generowanej przez zawodnika mocy do masy jego ciała osiągano w pierwszej kolejności poszukując monstrualnej mocy a następnie realizując zapotrzebowanie na tlen zbudowanej hormonami ?góry mięśni? przy pomocy EPO lub transfuzji krwi. Nie znaczy to, że Armstrong czy Ullrich byli ?grubi?. Tak jak każdy inny kolarz redukowali tkankę tłuszczową (także przy pomocy ?astmatycznych kortykosteroidów?, a jakże), ale byli zdecydowanie bardziej muskularni niż ich następcy, rywalizujący w erze systemu ADAMs, wzmożonych kontroli poza wyścigami oraz paszportów biologicznych.

    Team Sky nie był pierwszy, który zaczął wystawiać do startu w wielkich tourach ?jeżdżące szkielety?, ale zdecydowanie był tym, u którego było to najbardziej widoczne.

    Embed from Getty Images

    Warto w tym miejscu podkreślić, że Bradley Wiggins, były specjalista jazdy na torze sporą część niepotrzebnego balastu zrzucił jeszcze przed dołączeniem do Sky, gdy w 2009r zadziwił świat skuteczną jazdą w górach, zdobywając przy tym czwarte miejsce w Tour de France.

    O nadużyciach TUE dla poprawy wyników jako jednym z poważniejszych problemów czasów ?post epo? informacje znajdziemy też w raporcie Niezależnej Komisji ds. Reformy Kolarstwa (czyli CIRC).

    Ponieważ utrata masy wiąże się zazwyczaj z równoczesną utratą siły, bardzo prawdopodobne jest, że to właśnie dzięki wykorzystaniu procedury TUE i odchudzających ?skutków ubocznych? leków na astmę możliwe było bezstratne przekształcenie charakteryzujących się wysoką mocą (ale też i masą) torowców jak Wiggins czy Geraint Thomas w skutecznych kolarzy etapowych, mogących poszczycić się imponującym stosunkiem W/kg.Sięgnąć po „świętego graala” treningu, spadek masy bez spadku mocy.

    Kluczowy dla potępienia lub rozgrzeszenia zarówno kierownictwa jak i kolarzy zespołu Sky (jak i zapewne wielu innych, podążających podobną drogą) jest fakt, że, w przeciwieństwie do peletonu przełomu XX i XXIw stosunek mocy do masy przekraczający 6W/kg osiągnięto zgodnie z obowiązującymi przepisami antydopingowymi.

    To naruszenie etyki, ale nie złamanie oficjalnych reguł, a jeśli ktoś powinien być pociągnięty do odpowiedzialności (głównie dyscyplinarnej przez swoją grupę zawodową), to lekarz przepisujący leki. Nawet, jeśli z jego braku jego sumienia ochoczo korzystają sami sportowcy.

    Casusowi Sky jest więc bardzo blisko do systemu inhalacji wdrożonego przez norweską kadrę biegaczy narciarskich. Gdzie również raz na jakiś czas pojawia się błąd skutkujący dyskwalifikacją zawodnika.

    Embed from Getty Images

    Taki urok chodzenia na linie

    Chowanie się w cieniu, balansowanie na linie, sięganie granic wiąże się z tym, że wcześniej czy później zostanie się złapanym i z tejże liny spadnie.

    To zabawne o tyle, że Team Sky początkowo w swojej komunikacji bazował na ?cienkiej, linii oddzielającej zwycięstwo od porażki?. Linii wyrażającej ?filozofię marginal gains?, a która przy okazji okazuje się być linią oddzielającą pełną etyczność od niebezpiecznego balansowania na granicy legalnego i nielegalnego wspomagania zawodników.

    Embed from Getty Images

    Marginal gains to bzdura?

    Ponieważ obecnie mamy o wiele większą wiedzę, lub przynajmniej możemy przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, co stoi za sukcesami zespołu Sky, zaczynamy powszechnie deprecjonować ideę propagowaną przez Brytyjczyków, czyli ?marginal gains?.

    Trzeba jednak powiedzieć wprost: poszukiwanie ?zysków granicznych? zmieniło kolarstwo, być może bardziej niż EPO, testosteron i hormon wzrostu razem wzięte.

    Kolarskie: aerodynamika, ergonomia, odżywianie, regeneracja, metody treningowe w ostatnich latach zostały popchnięte o lata do przodu.

    Na tle zawodowych ekip kolarskich, ich dbałości o detale i naukowego wyścigu zbrojeń przedstawiciele innych dyscyplin sportu wyglądają jak amatorzy. Ba, wyglądają jak amatorzy nawet na tle entuzjastów kolarstwa, mastersów czy zawodników nielicencjonowanch.

    Gdy usłyszałem, że podczas Igrzysk w Pjongczangu Adam Małysz naprędce organizował wygodne materace do spania dla kadry naszych skoczków pomyślałem, że zawodowy peleton wozi swoje, sprawdzone i ułatwiające regenerację po całym świecie od dobrych kilku lat.

    I tak, Bradley Wiggins pewnie z torowca stał się specjalistą wielkich tourów również dzięki utracie masy na skutek stosowania ?astmatycznych kortykosteroidów?, ale nie zmienia to faktu, że do upałów na trasie Tour de France przygotowywał się trenując na trenażerze, w namiocie, podczas zgrupowania na gorącej Teneryfie.

    O takich ?drobiazgach? jak powszechne mierniki mocy, bike fitting i testy aerodynamiki w roku 2018 wspominać po prostu nie warto, bo jak wspomniałem wcześniej, obecnie już nawet nie ?czy? tylko ?za ile? decydują się na nie nawet amatorzy.

    Embed from Getty Images

    Salbutamol otwiera oczy

    Gdyby nie przypadek Froome?a z września 2017, wszystkie zarzuty wobec Team Sky można by uznać za przykrą przeszłość. Przeszłością jest Wiggins, przeszłością jest Sutton, przeszłością jest nawet ówczesny, jak się okazuje pełen hipokryzji marketing, ?cienka linia? i wizerunek rycerzy czystego kolarstwa.

    O tym, że Froome od czasu do czasu weźmie coś na drogi oddechowe wszyscy dobrze wiemy. Brytyjczyk potrafił korzystać z inhalatora nawet podczas transmitowanych na żywo etapów Criterium du Dauphine, zatem fakt, że po deszczowym dniu na Vuelcie zażył salbutamol nikogo nie dziwi.

    Tyle tylko, że wziął go bardzo, bardzo dużo, przekraczając dwukrotnie dopuszczalne – i tak liberalne – normy.

    Biorąc pod uwagę, że stało się to w momencie, gdy zwycięstwo w całej Vuelta a Espana zaczynało wymykać mu się z rąk, należy zapytać, czy, mimo zapewnień i zawodnika i kierownictwa, stosowanie legalnych, lecz wątpliwych etycznie, za to poprawiających wydolność metod nadal nie jest elementem budowania sukcesu w tym zespole.

    A jeśli tak, to czy dotyczy tylko Froome?a czy może części zespołu pracującej na sukcesy w wielkich tourach. A może systemowo całej ekipy? Wszak Sky słynie z tego, że ?odmienia? czy też ?wyciąga to, co najlepsze? z zawodników, przyspieszając ich zarówno pod górę jak i podczas etapów jazdy na czas.

    Czy fakt, że kolarze dotychczas uznawani za specjalistów wyścigów klasycznych a czasem i sprinterzy są w stanie w Alpach i Pirenejach gubić typowych ?górali? to efekt aerodynamiki, diety i nowatorskiego treningu czy poza tym Sky swoją, całkowicie betonującą peleton, drużynę buduje dzięki TUE na leki na astmę, nadużywaniu leków nasennych i przeciwbólowych? A jeśli tak, i grupa, choć legalnie, potrafi systemowo postępować nieetycznie, jakie inne reguły są naginane, by osiągnąć sukces?

    To pytania, na które nie odpowie ani szef ekipy Dave Brailsford (który rozmawia tylko z tymi, którzy piszą o nim dobrze), ani Chris Froome (który szuka fizjologicznych powodów jak niewydolność nerek by usprawiedliwić nadmierną obecność salbutamolu w pobranej od niego próbce). A o to ?czy korzystasz z procedury TUE?, ?czy widziałeś, by twoim kolegom z grupy przepisywano leki przeciwastmatyczne, przeciwbólowe lub nasenne bez wyraźnych powodów medycznych? i ?czy uważasz, że Team Sky powinien należeć do MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa? nikt też nie zapyta Polaków jeżdżących w brytyjskiej ekipie. Bo po co.

    TUE – zabronić czy tylko monitorować

    Tę kwestię specjalnie zostawiłem na koniec. Zapewne część z Was od razu pomyśli: ?Skoro są chorzy, niech nie startują?. ?Wykluczyć astmatyków?. ?Na paraolimpiadę ich?. I tym podobne hasła, które pojawiają się zawsze przy okazji Froome?a, Wigginsa i norweskich biegaczy narciarskich.

    Ten temat jest złożony i dużo bardziej skomplikowany. Po pierwsze, nie można odmawiać osobom z problemami zdrowotnymi ani prawa do leczenia ani prawa do pracy. Owszem, zawsze można użyć argumentu, że osoba z artretyzmem nie powinna zajmować się mikrochirurgią a przecież jest wiele innych dziedzin medycyny, w których drżenie rąk nie jest ograniczeniem, zatem zawodnik z astmą mógłby wybrać inną dyscyplinę sportu, w której będzie się realizować. Tyle tylko, że problemy z drogami oddechowymi to często choroba zawodowa, która dopiero później jest wykorzystywana (lub nie) jako wymówka do poprawy wyników sportowych.

    Zatem zakaz korzystania z leków, podobnie jak zakaz startów byłby nadużyciem, być może jeszcze poważniejszym niż nadużywanie przez sportowców procedury TUE, bo godzącym w prawa człowieka.

    Do tego dochodzi kwestia prawa do prywatności (to w kwestii jawności danych o tym, kto na co choruje i jakie przyjmuje leki), tajemnica lekarska i wiele innych kwestii, które poza światem wyczynowego sportu wydają się być oczywiste.

    Procedura TUE niewątpliwie wymaga monitorowania i być może usprawnienia, ale, podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia fakt, że jest nadużywana do oszustwa nie oznacza, że należy jej się pozbyć. Federacje sportowe jak UCI czy agencje antydopingowe jak WADA cechuje niestety spora bezwładność, zatem zanim cokolwiek się wydarzy upłynie pewnie jeszcze wiele miesięcy, w trakcie których ta i inne luki będą wykorzystywane do tego by jeździć, biegać i pływać szybciej.

    Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr, CC BY 2.0

  • Cienka, szara linia Teamu Sky

    Cienka, szara linia Teamu Sky

    Po przesłuchaniu przez komisję parlamentarną Simona Cope?a, ujawnieniu danych przez Fancy Bears oraz śledztwach dziennikarskich wiemy, że przynajmniej przez kilka sezonów Team Sky nie łamał przepisów i procedur antydopingowych, ale funkcjonował w szarej strefie, daleko od deklarowanych standardów etycznych

    Osoby dramatu:

    • Sir David John „Dave” Brailsford, Manager Team Sky od 2010r oraz Manager British Cycling w latach 1997-2014
    • Sir Bradley Wiggins, multimedalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata na torze oraz szosie, zwycięzca Tour de France 2012
    • Simon Cope, były trener w British Cycling, dyrektor sportowy grupy WIGGINS, a wcześniej Madison Genesis czy Wiggle-Honda

    Najważniejsze wydarzenia:

    • Sierpień 2016: rosyjscy hakerzy z grupy ?Fancy Bear? ujawniają dane Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o sportowcach korzystających z procedury TUE (wykluczenie dla celów terapeutycznych). Jest wśród nich Bradley Wiggins, który przez wiele lat korzystał z kortykosterydów na astmę
    • Październik 2016: Daily Mail odkrywa, że w 2011r Simon Cope dostarcza zespołowi Sky tajemniczą paczkę. Odbiera ją z Manchesteru i leci w Alpy, gdzie Wiggins startuje w Criterium du Dauphine. W przesyłce ma znajdować się fluimucil, lek na kaszel, który za grosze można kupić w całej Europie.
    • Jesień i zima 2016/17: Kolejne komisje dyscyplinarne, parlamentarne oraz dziennikarze indagują Bailsforda, Cope?a i Wigginsa by dowiedzieć się, dlaczego w Teamie Sky stosowano TUE na kortykosterydy, co było w paczce dla Wigginsa, oraz kto, jak, ile i jakich leków przepisywał kolarzom.

    Zanim rzucicie się na Bradleya Wigginsa i Dave?a Brailsforda ważna informacja. Choć wiele kwestii jest wątpliwych moralnie, de facto wszyscy zainteresowani poruszali się w granicach dopuszczalnych przez sportowe regulaminy.

    Czy zatem wszystko jest w porządku? Oczywiście, że nie!

    Po pierwsze w wątpliwość poddawana jest zasadność stosowania przez Wigginsa tak silnych środków na astmę i górne drogi oddechowe. Dyskusyjne są dawki, rodzaj użytych leków oraz terminy ich podawania, ?dziwnie? zbieżne ze startami docelowymi Brytyjczyka.

    Sir Wiggo, miał na to TUE, czyli ?wykluczenie dla celów terapeutycznych?, czyli mógł zgodnie ze sportowym prawem stosować kortykosteroidy: salbutamol wziewnie oraz Triamcinolone acetonide acetonid triamcinolonu w zastrzykach, i choć wielu sportowców nadużywa tej procedury, równocześnie nie można odmawiać wielu z nim prawa do leczenia astmy, alergii czy też zapaleń. W tym Wigginsowi.

    Co więcej, nawet, jeśli jest to podejrzane a zespół ma do pracy swoich ludzi, Simon Cope, zatrudniony w brytyjskim związku kolarskim i w owym czasie de facto zależny od Brailsforda mógł, czy też raczej musiał ją przywieźć. I choć plącze się w zeznaniach, idea, że oskarżeni, obojętne czy sportowcy czy ktokolwiek inni są winni z automatu i to ich zadaniem jest udowodnienie swojej niewinności jest podważeniem podstawowych praw, na których bazuje nasza cywilizacja.

    Ba, choć jest to źle widziane przez MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa), wypowiedzi byłego kolarza Sky, Michaela Barry?ego, które wskazują na używanie i nadużywanie tramadolu oraz innych leków przeciwbólowych oraz leków nasennych również nie wiążą się z żadnymi, poza wizerunkowymi, konsekwencjami. Zarówno tramadol jak i tabletki na sen nie są zabronione.

    Ponieważ ilości tych leków zamawianych przez Sky były niemal hurtowe, tak jak i kortykosteroidów na astmę, których było o wiele więcej niż na potrzeby Wigginsa, można stwierdzić, że zespół, powtórzmy, obracając się w granicach przepisów, systemowo dbał o jak najlepsze wyniki swoich kolarzy przy pomocy farmakologii. Prawdopodobnie w podobny sposób, co Norwescy lekarze opiekujący się swoimi biegaczami narciarskimi, gdzie inhalacje salbutamolem stosowano profilaktycznie także u całkowicie zdrowych zawodników.

    W czym więc tkwi problem?

    Otóż w tym, że Team Sky stał w awangardzie ?nowego kolarstwa?. Dave Brailsford sukces swoich kolarzy, w tym wygranej Wigginsa w Tour de France przypisywał filozofii ?marginal gains?, czyli poszukiwania zysków w najmniejszych elementach funkcjonowania zawodnika i zespołu. Do tego wprowadzono zasadę „zera tolerancji”, rezygnując z usług postaci, które w przeszłości były zamieszane w afery dopingowe. Na tej podstawie rozwiązano współpracę z Seanem Yatesem, Bobbym Julichem oraz najbardziej kontrowersyjną postacią, lekarzem Geertem Leindersem.

    Co więcej, być może tak właśnie było. Być może Wiggins wygrał Tour dzięki temu, że trenował w namiocie podczas upałów na Teneryfie, katował się dietą, miał najlepszą pozycję na rowerze a do tego Tour, w którym zwyciężył prowadził po trasie dla niego stworzonej (stosunkowo dużo czasówek, stosunkowo mało gór).

    Tyle tylko, że kolarze przez przynajmniej dwie dekady poprzedzające jego sukces, właściwie robili, co chcieli w kwestii niedozwolonego wspomagania. Odsądzony od czci i wiary Lance Armstrong, dla którego kortykosterydy były tylko drobnym elementem całego systemu dopingowego, który latami kłamał sportowemu światu prosto w oczy, tak samo jak Wiggins i Brailsford korzystał z pomocy umyślnych posłańców dostarczających mu tajemnicze przesyłki w kluczowych momentach sezonu. Tak samo jak Wiggins i Brailsford stosował ?TUE?, choć głównie po to, by zamaskować swoje wpadki. Ponieważ zmieniły się realia, Brytyjczycy po prostu wykorzystali luki w systemie by legalnie poprawiać wydolność swoich gwiazd.

    Czy to jest to samo? Cóż, raczej nie. Kaliber sprawy (póki co) jest zupełnie inny. Ale i inne są czasy oraz okoliczności. Kryteria dopingu, tego co zabronione i tego, co dozwolone są jasno określone przepisami i corocznie aktualizowaną listą WADA. Mimo to, nawet działając w ramach tych regulacji można zachowywać się nieetycznie. I, co można teraz powiedzieć z bardzo dużym prawdopodobieństwem, funkcjonowało jako codzienność w teamie Sky.

  • Jak Team Sky zabija Tour de France

    Jak Team Sky zabija Tour de France

    Jesteście zaskoczeni brakiem ataków na górskich etapach tegorocznej ?Wielkiej Pętli?? Uważacie, że rywale Chrisa Froome?a są słabi, źle przygotowani i bojaźliwi? Myślicie, że Team Sky, i ich lider jadą na wycieczkę a Quintana czy Aru po prostu pokpili sprawę? Cóż, jesteście w błędzie. Już tłumaczę, dlaczego.

    Piekielnie mocne tempo

    W tym roku mamy nieco mniej dostępnych pomiarów. Jedna z kluczowych postaci na twitterze, fiński entuzjasta kolarstwa w czasie Tour de France pojechał na wakacje. Mimo to, mamy Stravę a część zawodników albo udostępnia swoje pełne dane (Steven Kruijswijk podczas Giro d?Italia, czy wycofany już z TdF Thibaut Pinot), część tylko czasy przejazdu i prędkość, ale to wystarczy, by mieć pogląd na sytuację w peletonie Wielkiej Pętli 2016. Zawodnikiem, którego warto obserwować jest Romain Bardet, Francuz z ekipy Ag2r, który zajmuje 6. miejsce w klasyfikacji generalnej a na górskich etapach przyjeżdża w ścisłej czołówce*.

    *ostatecznie, po odważnej i skutecznej jeździe w ostatnim tygodniu wyścigu Bardet wygrał etap do Saint Gervais les Bains

    VAM, Moc, Masa

    Aby móc ocenić, czy kolarze ?jadą w trupa? czy się obijają, potrzebne są jakieś obiektywne wartości, do których można się odnieść. Idealną sytuacją byłaby ta, gdybyśmy mieli dostęp do aktualnej wagi zawodników oraz wartości mocy, jaką generują. Dzięki temu znalibyśmy stosunek mocy do masy, który odpowiada na bardzo wiele pytań.

    Ponieważ takie dane są bardzo cenne, niewielu sportowców je udostępnia. Okazuje się, że szacunki specjalistów z twittera są zazwyczaj bardzo dokładne i bliskie wartościom rzeczywistym.

    Oprócz mocy i masy jest jeszcze jeden parametr, będący de facto pochodną stosunku W/kg. Jest to ?VAM?, czyli średnia prędkość podjeżdżania. Wyrażana jest w metrach (w pionie) na godzinę. Dzięki niej możemy porównać tempo jazdy na różnych wzniesieniach, mając do dyspozycji tylko informację o przewyższeniu (dostępną na profilach trasy czy mapach) oraz czasie jazdy (ze Stravy lub ze stopera).

    Pewną wadą ?VAM? jest zaburzenie, które powstaje przy szczególnie stromych podjazdach (wartość jest wtedy wyższa).

    Co potrzeba, by wygrać Tour?

    Regularne obserwacje i pomiary wskazują, że aby zwyciężyć w Tour de France trzeba móc na najważniejszych podjazdach w Alpach i Pirenejach (czyli takich, które trwają między 20 a 60 minut) generować 5,9-6,2W/kg i wspinać się z prędkością 1600-1750m/h.

    To są wartości, które zarówno specjaliści od podawania dopingu (Michele Ferrari) jak i antydopingowi krzyżowcy (nieco nawiedzony Antoine Vayer) uznają za możliwe do osiągnięcia ?na czysto?. Potwierdzane są również przez uznawanych za rzetelnych zawodników, takich jak wspomnieni Bardet, Pinot czy Kruijswijk.

    Ważne jest, by takie tempo trzymać na 3-6 (zależnie od trasy) wzniesieniach, bez słabszego dnia a przy tym dobrze pojechać na czas i nie zaplątać się w kraksę czy inne zamieszanie na płaskim, wietrze czy w terenie pagórkowatym.

    Piekielnie mocne tempo

    Wspomniany Romain Bardet w tegorocznym Tourze jedzie dobrze, równo i mocno. W górach jest w ścisłej czołówce. Jeśli traci do Froome?a, to są to straty minimalne, próbuje również atakować.

    Spójrzmy zatem na jego osiągnięcia na najważniejszych podjazdach tegorocznej Wielkiej Pętli:

    Arcalis:

    Chalet Reynard (Ventoux):

    Lacest Grand Colombier:

    Forclaz:

    Finhaut-Emosson:

    St Gervais

    Mimo braku informacji o mocy, patrząc na VAM wiadomo, że Bardet jest w mistrzowskiej formie. Dokładnie takiej, jaką trzeba, by wspiąć się na podium ?Wielkiej Pętli?.

    Potwierdzają to również estymacje specjalistów z twittera. Na podjeździe Finhaut-Emosson Richie Porte osiągnął 6,1W/kg, na poprzedzającej przełęczy, czyli Forclaz grupa liderów wspinała się z szacowanymi 6W/kg. Tak samo było na Lacest Grand Colombier, gdzie atakował – i został ?skasowany? przez Team Sky – właśnie Romain Bardet.

    Na nic się zdają najmocniejsze nogi w peletonie

    Jeśli ktoś twierdzi, że rywale oddają tegoroczny Tour teamowi Sky bez walki jest w całkowitym błędzie. Fabio Aru, Dan Martin czy Bardet próbują indywidualnymi atakami zyskać przewagę, co kończy się dla nich w najlepszym wypadku szybkim złapaniem przez grupę a w najgorszym stratą kilkudziesięciu sekund.

    Równocześnie kolarze Astany i Movistaru starają się przejąć inicjatywę, samemu nadając tempo by odizolować Froome?a od jego pomocników.

    Do pracy zabierają się najmocniejsi kolarze zawodowego peletonu. Zmiany, jakie dają Alejandro Valverde, Vincenzo Nibali, Winner Anacona czy Diego Rosa powinny w teorii ?zerwać z koła? każdego rywala.

    Nawet, jeśli Nibali czy Valverde odczuwają zmęczenie po Giro, grupa liderów pozostaje nienaruszona. Tempo w granicach VAM 1600-1700 i 6W/kg wytrzymuje przynajmniej dziesiątka kolarzy.

    Tegoroczny Tour de France jest obsadzony niezwykle mocno i jest niezmiernie wyrównany. Do tej pory zawiodło zaledwie trzech kolarzy: Alberto Contador (kontuzja), Thibaut Pinot (brak formy i choroba) oraz Warren Barguil. W trzecim tygodniu zaczął słabnąć Tejay van Garderen, ale przez pierwszych kilkanaście dni był w stanie trzymać się z czołówką. Cóż, takie rzeczy się zdarzają.

    Na poziomie, zarezerwowanym do tej pory dla Froome?a, Contadora, Nibalego i Quintany jest w tym roku jeszcze kilka nazwisk.

    Froome, poza jazdą na czas, jeśli wygrywa, wygrywa o sekundy a nie o minuty. Póki co nie obserwowaliśmy nokautu jak na Mont Ventoux, Ax3 Domaines czy La Pierre Saint Martin. Mimo niewielkiej przewagi, nie ma chętnych, którzy chcieliby zmierzyć się z Brytyjczykiem a jeśli atak na koszulkę lidera jest poza ich zasięgiem, powalczyć o drugie miejsce.

    Kenijska analogia

    Odpowiedź na pytanie dotyczące ?zabetonowanej? sytuacji w czołówce Touru i – pozornie – pasywnej jazdy zarówno Froome?a jak i jego rywali jest dość prosta.

    Posłużę się analogią do maratonów biegowych o tyle dobrą, że Chris Froome urodził się Kenii, czyli kraju, którego reprezentanci dominują w ulicznych biegach długodystansowych.

    By pobić rekord świata w maratonie zwycięzca musi pobiec poniżej 2h3?, czyli w tempie 2?55?/km. Znakomity wynik 2h8? sprowadza się do tempa 3?2?/km.

    Aby to osiągnąć zwycięzca prawdopodobnie kilka razy musi ?szarpnąć? zwiększając tempo np. do 2?47?/km, jednak sporą część dystansu biegnie w okolicach tych 3?/km. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, takie tempo jest bliskie granicy ludzkich możliwości. Podobnie jak 6-6,2W/kg masy ciała na pięciu, kilkudziesięciominutowych podjazdach w czasie kolarskiego wielkiego touru.

    Chcąc przebiec maraton w tempie gwarantującym wygraną, przez sporą część dystansu stawkę prowadzą ?zające?, opłaceni pomocnicy, znakomici biegacze, którzy sami mogą pokusić się o podium prestiżowych, ale nieco słabiej obsadzonych maraotnów. Być może 3?/km na całym dystansie to dla nich za szybko, gdyby biegli na swój wynik, by dotrzeć do mety musieliby poruszać się z prędkością np 3?7?/km (co daje czas 2h11?30?), ale w tempie ?na rekord? mogą prowadzić stawkę przez, dajmy na to pół godziny. A kolejny zawodnik zmieniający ich na prowadzeniu może dołożyć kolejne 10 minut i tak dalej, by na ostatnich kilometrach do głosu mógł dojść najbardziej wytrzymały przy tym tempie biegacz.

    Czy ktoś atakuje tak prowadzoną stawkę? Oczywiście nie. To sportowe samobójstwo. Wyjście powyżej możliwego do uzyskania tempa kończy się kryzysem, często nawet koniecznością zejścia z trasy. W najlepszym wypadku koniecznością zwolnienia na kilka, kilkanaście minut.

    Fizjologii nie oszukamy, chyba, że? dopingiem!

    Za plecami lidera toczy się jednak zacięta walka: o rekordy życiowe, o miejsca, o przetrwanie. Nawet, jeśli nie widzimy jej wprost na ekranie telewizora. Często bywa, że drugi czy nawet trzeci zawodnik na mecie, choć ani razu nie ?zaatakował? zwycięzcy, również ustanawia najlepszy wynik na świecie. Z tą poprawką, że parę, paręnaście sekund wcześniej do mety dobiegł kto inny.

    Dokładnie taką sytuację oglądamy na tegorocznym Tourze. Wokół Chrisa Froome?a zgromadzono pomocników w wybornej dyspozycji. Tempo, jakie nadają Mikel Landa, Sergio Henao, Mikel Nieve a przede wszystkim Wout Poels jest absurdalnie wysokie.

    Siarczyście mocne zmiany, jakie dawali Valverde czy Rosa nie były w stanie ?odczepić? pomocników Froome?a. Jadąca 6W/kg grupa to nie jest twór, z którego można bezkarnie się oderwać. Próbowali i Aru i Valverde i Bardet i Daniel Martin. Bez skutku. Jedynym, któremu z jakimkolwiek skutkiem się to udało był póki co Richie Porte. Nad Froomem nie zyskał nic, nad Adamem Yatesem 8 sekund, nad Bardtetem 9. To było na ostatnim podjeździe 17 etapu, de facto pod koniec Tour de France, gdy teoretycznie wszyscy powinni być zmęczeni.

    Nairo Quintana, który na Finhaut-Emosson w powszechnej opinii ?zawiódł? był za Porte niespełna 30 sekund. To minimalna różnica. Kolumbijczyk być może faktycznie nie miał najlepszego dnia, ale wciąż wspiął się do malowniczo położonej tamy w mistrzowskim tempie.

    Ba, nawet Daniel Martin, który zapłacił srogą cenę za wcześniejszy atak, był w stanie utrzymać tempo, choć z pewnością szarża ponad stan spowodowała, że do Quintany stracił 20sek.

    Jeśli więc chcecie ataków, ułańskiej fantazji i ?fruwających? pod górę kolarzy mam dla Was jedną propozycję. Kupcie na czarnym rynku dużo epo i wyślijcie im je w prezencie kolarzom. Może wezmą, może nie. Jeśli wezmą, zobaczycie jazdę w stylu Ricardo Ricco, Lance?a Armstronga czy Marco Pantaniego. VAM rzędu 1850 i moc 7W/kg na godzinnych podjazdach.

    Póki co, trzymając się jakkolwiek w choćby ogólnie nakreślonych regułach gry szybciej pojechać się nie da. Nie zrobiłby tego również Alberto Contador, przynajmniej ten, którego znamy w formie po powrocie z dopingowej banicji.

    Ważne pytania są tutaj

    • Kwestia numer jeden to ta, dlaczego akurat Team Sky jest w stanie narzucić tak mocne tempo i kontrolować sytuację niemal do ostatnich metrów każdego, górskiego etapu.

    Cóż, odpowiedź jest stosunkowo prosta. To absolutnie najbogatsza z drużyn kolarskich, której budżet wynosi 29 milionów Euro, dwa razy więcej niż ekipy Ag2r. Brytyjczycy mogą więc zatrudnić właściwie dowolnie uzdolnionego kolarza i wydać wiele na jego pensję, zaspokojenie ambicji, potrzeb a także na rozwój.

    O filozofii ?marginal gains? było głośno, ale to tak naprawdę olbrzymia różnica w budżecie daje największy zysk w postaci składu który potrafi skutecznie zabić możliwość jakiejkolwiek rywalizacji w górach.

    • Pytanie numer dwa jest bardziej drażliwe i należy je zadać.

    Wout Poels to niewątpliwie utalentowany kolarz, który w tym roku osiąga najlepsze wyniki w karierze. Jednak całkiem niedawno nikt nie spodziewał się po nim, że będzie w stanie kasować ataki Valverde, Rosy czy Porte?a w końcówkach długich podjazdów w trzecim tygodniu Touru. Szczytową dyspozycję osiągają na tym Tourze także Sergio Henao czy Mikel Nieve, choć należy pamiętać, że Nieve był w stanie wygrać np. morderczy etap Giro d?Italia z metą w Gardecchia di Fassa. Mimo to postęp, jaki osiągnęli w jeździe po górach jest niemal tak samo zaskakujący jak nagły wystrzał formy samego Froome?a latem 2011r.

    O tym, jak mocne tempo dyktują niech świadczy postawa Gerainta Thomasa. Walijczyk na początku sezonu przebąkiwał, że może ukończyć Tour tuż za Froomem. Tymczasem zadane tempo jest w stanie dyktować raczej we wcześniejszej fazie kluczowych podjazdów.

    • Najważniejszą kwestię zostawiłem na koniec.

    Czy nie dziwi Was, że Team Sky jest tak bardzo skuteczny w zasadzie wyłącznie podczas Tour de France? Podejścia liderów brytyjskiej ekipy do Giro d?Italia i Vuelta a Espana kończą się porażkami.

    Tour jest stworzony do takiej jazdy, jaką prezentuje Sky. Na Giro i Vuelcie podjazdy są bardziej nieregularne a warunki trudniejsze. Vuelta to krótsze, ale często absurdalnie strome ?ścianki? sięgające 25% i więcej. Do tego koszmarne upały, bywa też, że nie najlepsza nawierzchnia. Giro to z kolei nie tylko stromizny, ale też wysokość. W tym roku we Włoszech peleton spędził kilka ładnych godzin grubo powyżej 2000m n.p.m. W zimnie, deszczu, w otoczeniu topiącego się lodu.

    Tegoroczna ?Wielka Pętla? jest górzysta, to fakt, ale unika podjazdów nieregularnych, szczególnie stromych czy nawet wąskich. Szerokie drogi do stacji narciarskich są idealne do tego, by odpowiednio wytrenowani, opłaceni i zmotywowani kolarze ciągnęli na zmianę lidera w tempie, które uniemożliwi akcję rywali.

    Jeśli cokolwiek w tym tourze jeszcze się wydarzy, będzie to raczej efekt przeforsowania samego Froome?a przez jego pomocników niż jakiejkolwiek akcji ze strony rywali. Tour de France 2016 jest bowiem jednym z najmocniej przejechanych wyścigów, jakie obserwowałem w czasach ?Post-Armstrongowych?.

    Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr CC BY 2.0.

  • Bezchmurne niebo

    Bezchmurne niebo

    Chris Froome i drużyna Sky wracają na dobre tory. Zespół, który w ostatnich dwóch sezonach dominował w większości wyścigów etapowych, które postawił sobie za cel, w tym roku mocno się pogubił. Dopiero Tour de Romandie przyniósł zwycięstwo w ważnych zawodach i porcję pewności siebie dla Dave?a Braisfolda i jego zawodników.

    Po sukcesie Bradleya Wigginsa w Tour de France 2012, nie tylko ze względów sportowych, ale też biznesowych interesów głównego sponsora, pojawił się pomysł, by kolarze Sky podbili oprócz szos we Francji, także te we Włoszech. Start w zeszłorocznym Giro d?Italia zakończył się porażką ?Sir Wiggo?, dla drużyny został uratowany przez Rigoberto Urana, który zajął drugie miejsce. Po sezonie Kolumbijczyk zmienił barwy klubowe na Omega Pharma Quick Step, ale ponieważ w Sky zakontraktowany jest cały zastęp potencjalnych gwiazd, z roli super pomocnika szybko zaczął wyrastać Richie Porte. Tasmańczyk, niemal tak samo mocny co Chris Froome, miał wygrać tegoroczne Giro a następnie pomóc w obronie tytułu w Tourze.

    Plan całkowitej dominacji w kolarskim świecie zaczął się jednak sypać. Po dobrym początku  sezonu w Australii i Omanie, zaczęły się problemy. Froome rezygnował z kolejnych startów, co zaburzyło też plany Porte. Zamiast w Paryż-Nicea, Tasmańczyk wystartował w Tirreno-Adriatico. Infekcja sprawiła, że nie ukończył tego wyścigu, podobnie jak Volta a Catalunya. Froome w tym czasie pauzował, lecząc kontuzję pleców. W Paryż-Nicea honoru Sky miał bronić Gerraint Thomas, ale poległ w kraksie. Tyle dobrze, że wykurował się na klasyki, kończąc Dookoła Flandrii oraz Paryż-Roubaix w pierwszej dziesiątce. W ?Piekle Północy? znakomicie pojechał również Wiggins. Morderczy sezon 2012 oraz porażka w Giro d?Italia wypaliły Brytyjczyka i musiało minąć kilka miesięcy by ten przewartościował swoje podejście do kolarstwa i wytyczył nowe cele.

    W międzyczasie na ?Niebie? zaczęły gromadzić się kolejne chmury. Po aferze z Johnatanem Tiernanem Lockiem (po zatrudnieniu w Sky okazało się, że jego wcześniejsze dane z paszportu biologicznego sugerują manipulacje krwią), jeden z filarów drużyny, Sergio Henao został zmuszony do odpoczynku, również z powodu nieprawidłowości w parametrach płynów ustrojowych. Zespół został więc bez lidera na ardeńskie klasyki, a z powodu wiosennych perypetii zdrowotnych ze startu w Giro d?Italia zrezygnował Porte. Froome, choć zaleczył problemy z plecami również nie tryskał wigorem: pojawiły się problemy z oskrzelami.

    Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn (domniemany konflikt z organizatorem) Sky nie pojechał w Criterium International, zatem ostatnim sprawdzianem formy, zanim przygotowania do Tour de France wkroczą w decydującą fazę, musiał być Tour de Romandie. Froome ekspresowo wyleczył oskrzela (raptem kilka dni przed startem w Szwajcarii wycofał się, tak jak większość drużyny z Liege-Bastogne-Liege) i stanął na starcie z numerem jeden na plecach. Obrońca tytułu przegrał jednak pierwszą czasówkę, m.in. z Michałem Kwiatkowskim. Mistrz Polski okazał się jednak zmęczony utrzymywaniem wysokiej dyspozycji od lutego i po przejeździe przez góry wycofał się z wyścigu. Froome najtrudniejsze etapy pokonał z Simonem Spilakiem, gubiąc pozostałych rywali, w tym Vincezno Nibalego. Kropkę nad i postawił w finałowej czasówce. Tour de Romandie wygrał drugi rok z rzędu, twierdzi, że jest mocniejszy niż w poprzednim sezonie, teoretycznie więc w końcu wrócił na właściwą drogę prowadzącą do wygranej w Paryżu. Tym bardziej, że Richie Porte ma jeszcze dwa miesiące na trening, niestety dla niego znów będzie tylko pomocnikiem. Na funkcję lidera drużyny w wielkim tourze musi poczekać przynajmniej do hiszpańskiej Vuelty.