Tag: Alberto Contador

  • O czym nie pisałem w styczniu?

    O czym nie pisałem w styczniu?

    Początek roku to od kilku lat początek sezonu. Tak naprawdę angażuje nas tylko częściowo. Postanowiłem więc, razem z kolarzami kumulować siły i zebrać najważniejsze wydarzenia w jedną całość. Zatem przed Wami kolarskie wydarzenia stycznia, o których wcześniej nie napisałem.

    O ministerstwie i prezesie

    Po grudniowym, nadzwyczajnym zjeździe delegatów Dariusz Banaszek obronił swoje stanowisko prezesa PZKol, za to cały zarząd został zmieniony. To było jednak za mało dla ministra sportu, Witolda Bańki, który postanowił finansować najlepszych, polskich kolarzy przez komitet olimpijski, zostawiając Związek de facto bez żadnych środków.

    Krótko mówiąc, w próbie sił minister wygrał z prezesem, który podał się do dymisji.

    Równocześnie warszawska prokuratura zaczęła badać sprawę nieprawidłowości w PZKol w latach 2010-2017. Jak długo to potrwa – nie wiadomo.

    Na koniec zwrócę tylko uwagę na pewną ciekawostkę: kolarstwo finansowane ma być teraz przez transfery z PKOl. Tymczasem w ?komisji sportu? tegoż PKOl od września zasiada były dyrektor sportowy, zwolniony dyscyplinarnie z PZKol w lipcu, wokół postaci którego jest najwięcej kontrowersji. Cóż, życie…

    O przyszłości Chrisa Froome?a

    Wspominałem o tej kwestii w zapowiedzi sezonu 2018. Czas jednak płynie, kolejni kolarze, dyrektorzy sportowi i działacze wypowiadają się na temat konieczności jak najszybszego rozwiązania sprawy przekroczenia przez Froome?a dopuszczalnego poziomu przyjętego salbutamolu.

    Wszyscy: prezydent UCI, dyrektor Giro d?Italia, rywale (m.in Romain Bardet) a nawet koledzy z grupy (Wout Poels) zwracają uwagę, że nie może dojść do takiej sytuacji jak w przypadku Alberto Contadora w 2011r.

    Obecnie Froome rozważa zmianę strategii i zamiast ?iść w zaparte? może dać sobie odebrać zwycięstwo we Vuelcie i przyjąć kilkumiesięczną dyskwalifikację liczoną od września zeszłego roku. Dzięki temu mógłby wystartować jeśli nie już w Giro, to przynajmniej w Tourze.

    A póki co trenuje jak szalony w RPA.

    O Alberto Contadorze w roli eksperta Eurosportu

    Z kolarstwem zawodowym ewidentnie niechętnie żegna się Alberto Contador. W tym sezonie będzie on pełnił funkcję eksperta hiszpańskiego Eurosportu.

    ?Pistolero? cieszy się wyjątkową sympatią fanów na całym świecie. Nie zmienia to faktu, że ma na swoim koncie i dyskwalifikację za doping, jak również w ciągu całej kariery wokół jego postaci można wyśledzić wiele kontrowersyjnych faktów.

    Niewykluczone, że nad tą sprawą pochylę się nieco bardziej. Nie chodzi bowiem o zasadę ?zera tolerancji?, za to bardziej o przejrzystość. Owszem, możemy niechętnie patrzeć na brylującego przed kamerami Richarda Virenque?a, ale przynajmniej mniej więcej wiemy, co robił i jak sięgał po swoje największe triumfy. Jest więc, choćby częściowo, wiarygodny jako komentator.

    Owszem, Contador ma bardzo wiele do stracenia, gdyby opisał kulisy swojej współpracy z postacią taką jak Pepe Marti, albo wyjaśnił temat jednej z najszybszych wspinaczek w historii kolarstwa, czyli Verbier w 2009r. A być może nawet przyznał się do tego, że clenbuterol oraz plastyfikatory w próbkach z Touru 2010 nie pochodziły z ?zatrutego mięsa?.

    Tak czy inaczej, komentatorzy czy eksperci, którzy dwuznacznie milkną, gdy w czasie relacji pojawia się nawiązanie do dopingu z przeszłości to temat wart głębszego omówienia.

    O spotkaniu Petera Sagana z papieżem Franciszkiem

    Jesteś potrójnym mistrzem świata. Nie masz nawet trzydziestki a już wygrałeś tyle, ile spora część peletonu razem wzięta. Fani niemal cię czczą. Pierworodnemu synowi dałeś na imię Marlon a przed wizytą u papieża zastanawiasz się, że może mógłby on osobiście ochrzcić twoje dziecko.

    Sportowcy czy gwiazdy kultury popularnej często spotykają się z przywódcami duchownymi i Sagan nie jest tu wyjątkiem. Słowak sprezentował Franciszkowi specjalnie przygotowany rower a przypomnijmy, że Bono ofiarował kiedyś Janowi Pawłowi II swoje okulary.

    Przy okazji wydarzeniami stycznia były również: nowa fryzura Sagana oraz jego autotematyczny tatuaż.

    O przełajach

    Cóż, na uważne śledzenie cyclocrossu tej zimy zwyczajnie brakło mi czasu. A do tego odczuwam pewien przesyt, związany z tym, że przełaje stały się wypełniaczem dla mediów, które walczą o ruch i reklamodawców. Mnogość imprez o podobnym znaczeniu połączona z regularną rywalizacją tych samych, kilku postaci na dłuższą metę jest nużąca.

    Dominacja Mathieu van der Poela zachęca do zastanowienia się, czy utrzyma on koncentrację do mistrzostw świata w Valkenburgu, które zostaną rozegrane już w weekend 3-4 lutego.

    Wyjazd Polaków na wspomniane mistrzostwa długo stał pod znakiem zapytania, ostatecznie rzutem na taśmę do Holandii pojedzie niewielka grupa naszych reprezentantów.

    Na rodzimym podwórku przełaje niby mają się dobrze, natomiast trzeba zauważyć porażkę projektu sponsorowania Pucharu Polski przez Orlen oraz ewidentną dyskryminację kobiet. Pula nagród dla pań jest często wyraźnie niższa niż dla mężczyzn a podczas mistrzostw kraju z rywalizacji o tytuł mistrzowski wyłączono juniorki, mętnie tłumacząc się przepisami UCI (w sytuacji, gdy w wielu krajach medale dla nastoletnich dziewczyn przyznano).

    Muszę też wspomnieć o nieszczęśliwym zderzeniu Jolandy Neff z Pauline Ferrand-Prevot. Szwajcarka z Francuzką miały kolizję podczas finałowych zawodów Pucharu Świata. Prevot wyszła z tej sytuacji bez szwanku, za to Neff ma złamany obojczyk i i łokieć.

    O wyścigach w Australii i Argentynie

    W inauguracji World Touru, czyli Tour Down Under formę oraz wysoką klasę sportową potwierdził Richie Porte, który w swoim stylu zapewnił sobie zwycięstwo na ?Willunga Hill?, klasycznym punkcie trasy australijskiej etapówki.

    Tasmańczyk był jednak wyraźnie wolniejszy od swoich najlepszych osiągnięć w tym miejscu. Może to dobrze w kontekście jego planów na zbudowanie najwyższej dyspozycji dopiero w lipcu.

    Na trasie TdU warta zauważenia jest też dobra postawa jednej z nadziei kolumbijskiego kolarstwa, Egana Bernala, który w barwach drużyny Sky zajął bardzo dobre, szóste miejsce w klasyfikacji generalnej.

    Z kolei na płaskich etapach świetnie zaprezentowały się gwiazdy sprintu. Swoje zwycięstwa zaliczyli: Andre Greipel, Caleb Ewan, Peter Sagan i Elia Viviani. Tym samym w Tour Down Under nie wygrywał nikt z drugiego szeregu.

    Kilka dni później, w Argentynie bardzo solidny trening wykonał Rafał Majka, gdzie pojechał dobrze zarówno na czas jak i w górach, co dało mu piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, drugie wśród zawodników World Touru. O zwycięstwo walczyli zawodnicy z lokalnych zespołów, w tym weteran Oscar Sevilla. Triumfatorem całego wyścigu został reprezentant gospodarzy, Gonzalo Najar.

    Prawda jest taka, że prawdziwe, szosowe emocje rozpoczną się dopiero za cztery tygodnie, podczas Omloop Het Nieuwsblad, 24.02.

    I to by było na tyle :) Przed nami kolejny, przejściowy miesiąc. Co przyniesie? Zobaczymy!

  • Mam problem z Contadorem

    Mam problem z Contadorem

    Alberto Contador w dobrym stylu żegna się z hiszpańską Vueltą i z zawodowym peletonem. Pokazując przebłyski formy sprzed kilku sezonów zmienia wyścig w swoje ostatnie tournee jako ulubieniec kibiców. Historia hiszpańskiego kolarza jest jednak skomplikowana i trudna do jednoznacznej oceny.

    Najlepszy z pokolenia

    Po pierwsze wyniki. Alberto Contador wygrał siedem wielkich tourów: po dwa razy Tour de France i Giro d?Italia oraz trzykrotnie Vuelta a Espana. To daje mu czwarte miejsce na liście wszech czasów, ex aequo z Miguelem Indurainem oraz Fausto Coppim. Dodatkowo był najszybszy na trasie jeszcze jednego Touru i Giro, tyle, że zwycięstwo w Wielkiej Pętli 2010 zostało mu odebrane po tym, gdy jedna z pobranych w czasie wyścigu próbek dała pozytywny wynik podczas kontroli antydopingowej a tytuł z Giro 2011 stracił, gdy po długiej batalii sądowej stwierdzono, że w ogóle nie powinien w nim jechać z powodu wcześniejszej wpadki i związanej z nią dyskwalifikacji. Jeśli dodamy to właśnie Giro, Contador awansuje na trzecie miejsce, z ośmioma wygranymi wielkimi tourami i zrównuje się z Jacquesem Anquetliem.

    Co więcej, Contador jest ostatnim, póki co zawodnikiem, który wygrał dwa wielkie wielkie toury w jednym sezonie (2008r, Giro i Vuelta).

    Jeśli dodamy do wielkich tourów wygrane w wyścigach tygodniowych: dwa w Paryż-Nicea, cztery w Dookoła Kraju Basków (rekord) i jedno w Tirreno-Adriatico a także szereg triumfów w mniejszych imprezach, otrzymujemy obraz najskuteczniejszego zawodnika etapowego w XXIw a tak naprawdę nawet więcej, bo od czasów Bernarda Hinault, czyli od lat ?80 XXw.

    Odwaga, strategia, styl i odrobina szaleństwa

    Wielkich zwycięzców było w historii sportu wielu, ale prawdziwych mistrzów można policzyć na palcach jednej ręki. Alberto Contador zaskarbił sobie serca kibiców nie tylko osiąganymi przez siebie wynikami, ale przede wszystkim stylem, w jakim po nie sięgał. W 2009r zdobył żółtą koszulkę Tour de France jadąc właściwie samotnie nie tylko przeciwko braciom Schleck czy Bradleyowi Wigginsowi, ale też zmagając się z opozycją we własnej ekipie Astana, która była podporządkowana interesom Lance?a Armstronga.

    W 2008r, choć bez zwycięstwa etapowego, różową koszulkę Giro d?Italia wygrał zupełnie niespodziewanie, gdy jego drużyna a co za tym idzie sam zawodnik, nie byli pewni udziału w wyścigu niemal do dnia startu a podczas Vuelty w tym samym roku musiał się dzielić pozycją lidera w grupie z Levim Leipheimerem.

    Z kolei w sezonie 2011, gdy podjął próbę zdobycia ?dubletu? Giro-Tour Contador zaprezentował się nie tylko jako skuteczny dominator na trasie włoskiego wyścigu, ale też jako dojrzały taktyk i prawdziwy mistrz. Oddając zwycięstwa etapowe zyskał sobie wsparcie podczas kolejnych sezonów ze strony kolarzy innych ekip, którzy dzięki hojności Hiszpana mogli doświadczyć swoich chwil sławy.

    Wróciło to do niego kilkukrotnie: podczas pojedynków z rywalami na trasie zdominowanego w późniejszych latach przez ekipę Sky Tour de France, a także podczas Vuelty 2014 i Giro 2015, gdzie Contador nie był już w stanie gubić rywali jak kilka lat wcześniej i musiał polegać na odważnych atakach wiele kilometrów przed metą.

    Również jego zmagania z kontuzjami: spektakularny powrót na Vueltę po złamaniu kości piszczelowej na Tourze 2014 czy jazda z kontuzjowanym barkiem na Giro rok później sprawiły, że kibice patrzyli na niego z większą sympatią.

    Tej przysporzyła mu również niemożność pokonania Chrisa Froome?a na trasie Tour de France. Gdy Hiszpanowi brakowało mocy, atakował na płaskich, wietrznych etapach. Gdy to było za mało, swojej szansy szukał na zjazdach. I choć ostatecznie i tak przegrywał, swoją postawą dawał nadzieję na bardziej otwartą rywalizację i dłuższe utrzymanie suspensu w ?zabetonowanej? przez Brytyjczyków ?Wielkiej Pętli?.

    Co właściwie o nim wiemy?

    Alberto Contador = kolarstwo. Jego jazda, jego styl, jego pozycja na rowerze i charakterystyczny ?taniec? gdy na podjazdach wstaje z pedałów. Jego moc, jego niemoc, jego wpadka dopingowa. Wreszcie jego fundacja, która wspiera młodych kolarzy, i która będzie oficjalnym zapleczem teamu Trek-Segafredo. Co jeszcze? Gest strzału z pistoletu, od którego wziął się przydomek ?Pistolero?. I właściwie tyle.

    Interesami Alberto zajmuje się jego brat, Fran a zawodnikiem, który jak cień podąża za nim z grupy do grupy jest niespektakularny, ale niezmiernie pomocy Jesus Hernandez. Hiszpan przejechał w karierze 14 wielkich tourów, wiele w nich w służbie Contadora, samemu przez te wszystkie lata nie zwyciężając ani razu.

    Informacji o życiu prywatnym naszego bohatera praktycznie nie ma. Alberto Contador, niczym znany ze skrytości Miguel Indurain nie mówi za wiele o sobie, zarówno w kontekście kolarstwa jak i w kwestiach pozasportowych.

    A mimo to jest idolem wielu z nas.

    Plama na honorze? A może wielki, czarny cień?

    To ciekawe o tyle, że przy postaci hiszpańskiego mistrza i przy jego dokonaniach powinniśmy postawić o wiele więcej znaków zapytania.

    Zacząć trzeba od feralnego dla Contadora ?steku?, który rzekomo miał zjeść podczas dnia odpoczynku w trakcie Tour de France 2010 w Pau. Mięso z baskijskiej krowy miało być skażone klenbuterolem, który następnie w minimalnej (ze sportowego punktu widzenia pomijalnej) ilości 50 pikogramów został wykryty w pobranej do badania antydopingowego próbce. Po długiej batalii sądowo-dyscyplinarnej zatwierdzono dyskwalifikację zawodnika, odebranie mu nie tylko tytułu z Francji z 2010r i przekazanie go drugiemu na mecie Andy?emu Schleckowi (z którym stoczył ciężką i będącą na granicy fair play batalię podczas której atakował w momencie, gdy Luksemburczykowi spadł łańcuch), ale i w Giro d?Italia niemal rok później. Ostatecznie uznano go winnym ?przypadkowego przyjęcia substancji dopingowej? i ukarano aż dwuletnim zawieszeniem.

    Biorąc pod uwagę błahość przewinienia, kara była iście drakońska i trudno się dziwić, że Alberto uznaje sam siebie przynajmniej za trzykrotnego zwycięzcę Giro (które zgodnie z wynikami testów przejechał ?na czysto?), a może i trzykrotnego zwycięzcę Tour de France.

    Tyle tylko, że w feralnej próbce poza klenbuterolem znaleziono coś jeszcze. ?Plastyfikatory?, które mogą wskazywać na fakt transfuzji krwi przez jakiś czas przechowywanej w przeznaczonej do tego torebce. To również tłumaczy, skąd w organizmie Contadora mógł wziąć się klenbuterol. Zawodnik dokonując w czasie wyścigu transfuzji niewielkiej porcji krwi wprowadził do organizmu tkankę zanieczyszczoną środkiem, który przyjmował w czasie przygotowań do wyścigu.

    W teorii więc, surowa kara za ?błąd? była karą za poważny doping i ostrzeżeniem dla kolarza, by zszedł z drogi, na którą musiał wstąpić u progu swojej kariery.

    Alarm zadziałał skutecznie. Po powrocie z banicji Contador był w stanie wygrywać, ale nie tak przekonująco, jak za swoich najlepszych lat, czyli właśnie 2007-2011. By sięgać po zwycięstwa w wielkich tourach musiał zmienić styl jazdy i nie polegać wyłącznie na dynamicznych atakach, z których słynął wcześniej.

    Z nimi wiąże się prawdopodobnie największa kontrowersja w karierze Hiszpana, czyli Tour de France 2009 i podjazd do Verbier, gdzie podczas 20? wysiłku osiągnął VAM (średnią prędkość podjeżdżania) przekraczającą 1900m/h. Przypomnijmy, że obecnie podczas hiszpańskiej Vuelty specjaliści przecierają oczy ze zdziwienia, gdy kolarze wspinają się o 100m/h wolniej na podjazdach o połowę krótszych, uznając to za wynik mocno podejrzany.

    Wiele wskazuje na to, że podjazd do Verbier był najszybszym w historii Tour de France, gdzie kolarze wspinali się żwawiej niż najbardziej niesławni herosi ?ery EPO?.

    Co więcej, warto też w tym miejscu wspomnieć o wygranym przez Contadora Tourze 2007. Dostał on go de facto w prezencie od ekipy Rabobank, której lider, Michael Rasmussen prowadził z wyraźną przewagą, a która po wyjściu na jaw unikania przez niego kontrolerów antydopingowych w czasie przygotowań do imprezy wycofała Duńczyka z Wielkiej Pętli, oddając żółtą koszulkę walkowerem.

    Ze ?spowiedzi? samego Rasmussena jak i innych (anty)bohaterów tamtych czasów wiemy, że przed wprowadzeniem paszportów biologicznych, mimo powoli zacieśniającej się pętli kontroli andydopingowych, czołówka zawodowego peletonu skutecznie oszukiwała system. Biorąc pod uwagę, kiedy i pod czyimi skrzydłami kariera Alberto Contadora nabrała rozpędu, z perspektywy czasu trudno szukać innych źródeł sukcesu niż uczestnictwo w zorganizowanym procesie niedozowolonego wspomagania. Tym bardziej, że kolejnymi dyrektorami sportowymi Hiszpana byli Manolo Saiz, Johann Bruynell i Bjarne Riis a trenerem Pepe Marti.

    Z drugiej strony Contador potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie doping, nawet jeśli wciąż funkcjonuje, jest o wiele trudniejszy do zastosowania a zwycięstwa zawodników jednoznacznie odżegnujących się od niedozwolonego wspomagania pokazują, że można ścigać się na innych warunkach.

    Kolejne wielkie toury: Vuelta 2012, 2014 i Giro 2015 były rywalom wydarte często wbrew rozsądkowi, przewidywaniom ekspertów czy bukmacherów. A tempo i styl zdecydowanie bliższe były osiągnięciom kolarzy o dekadę młodszych, prowadzących swoje kariery już wedle innego etosu.

    Zatem, tak czy inaczej, pożegnalne tournee na kole Chrisa Froome?a, w dobrym stylu, ku uciesze własnej i nas wszystkich Contadorowi się należy. Co nie zmienia faktu, że choć to postać fascynująca, jej barwa jest zdecydowanie bardziej szara niż żółć, róż, złoto i czerwień wygranych w kolejnych tourach koszulek.

  • Loverove 16.09.2016

    Loverove 16.09.2016

    Piątkowe loverove z przeglądem kolarskich newsów, specjalnie dla Was:

    1. Drugi medal Rafała Wilka

    Polski paraolimpijczyk startujący w Rio na handbike’u dołożył kolejny medal do swojej kolekcji. Po złocie w jeździe na czas, zdobył srebro w wyścigu ze startu wspólnego. Tym samym polscy parakolarze mają już w Rio trzy „krążki”: dwa Wilka i srebro Anny Harkowskiej.

    Zachęcam Was do bliższego zapoznania się z sylwetkami naszych medalistów. Stronę Anny Harkowskiej znajdziecie tutaj: http://annaharkowska.pl/
    A tu jest jej facebookowy fanpage:

    Strona Rafała Wilka to: http://www.rafalwilk.com/

    A jego oficjalny facebook jest tutaj:

    2. Paraolimpijczycy i ich niezwykły sprzęt

    Jeśli fascynuje Was technologia i kręcą Was „superrowery”, to rzućcie okiem na sprzęt, jakiego używają paraolimpiczycy. W dwóch galeriach od UCI znajdziecie przegląd kompozytowych handbike’ów, tandemów, wózków oraz rowerów do jazdy na czas. Imponujące konstrukcje!


    3. Zaskakujące fakty o kolarstwie

    Wiedzieliście, że Donald Trump sponsorował kiedyś wyścig kolarski? Albo, że kobieta ukończyła Giro d’Italia? Oto pięć zaskakujących faktów, których prawdopodobnie nie znaliście, czyli ekipa GCN znów w dobrej formie:

    4. Transfer tygodnia

    https://www.instagram.com/p/BKYYYCejoUP/
    To było tylko kwestią czasu. Pogłoski zostały potwierdzone. Alberto Contador nie tylko nie kończy kariery, ale też, po zakończeniu działalności przez ekipę Tinkoff, wiąże się, przynajmniej na sezon 2017, z zespołem Trek-Segafredo. Contador nadal chce się ścigać na najwyższym poziomie i walczyć o zwycięstwa w wielkich tourach. Z marką Trek ma dobre wspomnienia, ponieważ w czasie swojej kariery, w barwach zespołów Discovery Channel oraz Astana, właśnie na rowerach tego producenta wygrał dwa razy Tour de France (2007, 2009), Giro d’Italia oraz Vuelta a Espana (2008).

    Hiszpański kolarz urodził się 6. grudnia 1982r, zatem w sezonie 2017 „rocznikowo” będzie miał 35 lat (a gdy Wielka Pętla będzie się rozpoczynała 34 i 7 miesięcy). Najstarszy zwycięzca Tour de France miał 36 lat i 4 miesiące (Firmin Lambot w 1922r) a w erze powojennej 34 lata i 5 miesięcy (Cadel Evans w 2011r). Co więcej, tylko Gino Bartali wygrywał swoją pierwszą i ostatnią „Wielką Petlę” w odstępie 10 lat (1938-48, z przerwą na II Wojnę Światową).

    Z pewnością poczynania „starego mistrza” będą jednym z wydarzeń kolarstwa AD 2017. Wraz z nim do Trek-Segafredo przechodzą: pomocnik-przyjaciel Jesus Hernandez, trener Steven de Jongh oraz „mechanik-magik”, Faustino Mu?oz.

  • Lider w opałach

    Lider w opałach

    Poobijany i cierpiący Alberto Contador to wyzwanie dla jego pomocników i całej ekipy Tinkoff. Cel, na osiągnięcie którego wszyscy pracowali przez wiele miesięcy ucieka. Jak sobie poradzić w takiej sytuacji?

    Po piątym etapie Touru i pierwszych poważniejszych podjazdach hiszpański mistrz traci do głównych rywali: Chrisa Froome?a czy Nairo Quintany 1?21?. To nie jest strata nie do odrobienia, ale stawia Contadora w trudnej sytuacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że konkurenci jadą aktywnie, są mocni i poza Richiem Porte uniknęli jakichkolwiek problemów.

    To oznacza, że Alberto Contador, jeśli obrażenia, których doznał podczas kraks w dwóch pierwszych dniach Wielkiej Pętli nie są dość poważne, będzie musiał, mając 34 lata, pojechać najlepszy wyścig w życiu by te straty odrobić.

    Podczas końcówki etapu prowadzącego przez Masyw Centralny, Rafał Majka znalazł się w ucieczce, pozostali pomocnicy, poza Romanem Kreuzigerem odpadli z peletonu, gdy tempo zaczęła nadawać ekipa Movistar a Czech, drugi obok Majki kluczowy ?gregario? Contadora nie oglądając się na swojego lidera trzymał koło Froome?a i Quintany.

    Efekt był taki, że Hiszpan drugi raz w tym wyścigu stracił cenne sekundy, co stawia go w trudnej sytuacji, jeśli nadal myśli o wygraniu żółtej koszulki.

    Owszem, rok temu podczas Giro d?Italia Contador również leżał, co więcej, nie tylko się poobcierał, ale doznał kontuzji barku a mimo to był w stanie pokonać kolarzy Astany i wygrać cały wyścig, ale mimo wszystko trudno dziś sobie wyobrazić, by miał taki wyczyn powtórzyć.

    Kolejnym elementem układanki jest fakt, że ekipa Tinkoff po sezonie 2016 przestaje istnieć, w związku i wygląda na to, że morale w ekipie nie jest na najwyższym poziomie.

    W tym momencie warto przypomnieć sytuacje, w których lider drużyny z jakiś powodów niedomagał a mimo to drużyna wspierała go do samego końca.

    By nie szukać daleko, część kariery Sylwestra Szmyda przebiegła pod znakiem jazdy dla Damiano Cunego, który zawodził oczekiwania i fanów i drużyny a polski pomocnik pozostawał przy nim w najtrudniejszych chwilach.

    Mam też w pamięci Alexa Zulle, który podczas hiszpańskiej Vuelty nie trafił z formą i choć jego szanse dawno przepadły, do końca był asekurowany przez Piotra Brożynę.

    Mający problemy z dojściem do dawnej dyspozycji Marco Pantani, pod koniec swojej kariery (a zarazem życia), zawsze miał przy sobie grupę wiernych i oddanych pomocników i przyjaciół, eskortujących go nawet wtedy, gdy ?Pirat? nie był w stanie utrzymać się w grupie, ewidentnie niedomagał a w tunelu porażki nie było widać jakiegokolwiek światełka nadzieci.

    Tym bardziej dziwi fakt, że Contador, który mimo wszystko wyścigu jeszcze nie przegrał został sam. Czy to oznacza, że Roman Kreuziger, który w 2013r mimo przegranej sprawy wspierał go do samego końca postanowił jechać na własne konto? A może sam Contador wie, że z planów wygrania tegorocznego Touru nic już nie zostało i uwolnił swoich kolegów z obowiązku pomocy?

    Wierzę, że ktoś taki jak Alberto Contador nie złoży broni i jeśli tylko będzie w stanie, spróbuje powalczyć a jeśli zwycięstwo nie będzie możliwe, wprowadzi nieco dynamiki i zamieszania w czołówce. Sytuacja w grupie Tinkoff jest więc tym bardziej ciekawa do obserwowania i jest interesującym przypadkiem do zapamiętania.

  • Poniedziałkowy skrót#40

    Poniedziałkowy skrót#40

    Contador w formie. Majka w formie. Konwa w formie. Włoszczowska w formie. Niewiadoma w formie. Tylko francuskie szosy daleko od szczytowej dyspozycji. Poniedziałkowy skrót, czyli przegląd najciekawszych wydarzeń ostatnich dni.

    Contador przed Tour de France

    Alberto Contador w poszukiwaniu rytmu wyścigowego między Giro d?Italia a Wielką Pętlą wybrał czterodniową imprezę Route du Sud. To niewielka impreza kategorii 2.1 rozgrywana w Pirenejach. W 2009r zwyciężył tam Przemysław Niemiec, czasami startują w niej kolarze testujący formę przed Tour de France.

    W tym roku głównych rywalem Contadora był Nairo Quintana. Obaj zawodnicy najszybciej wspięli się na najważniejszy podjazd wyścigu, znany z TDF Port de Bales, ale Kolumbiczyk gorzej poradził sobie ze zjazdami. Dzięki temu to kolarz Tinkoff-Saxo, celujący w dublet Giro-Tour został liderem a w konsekwencji wygrał cały Route du Sud.

    Wygrana z Quintaną z pewnością dobrze wpływa na morale, ale warto zauważyć, że tempo jazdy na Port de Bales było dalekie od wymaganego od faworytów Tour de France. Contador jest kolarzem, z którym zawsze trzeba się liczyć, ale trzeba pamiętać, że by wygrać Wielką Pętlę będzie musiał pojechać nie tylko mocniej niż podczas Route du Sud, ale i wyraźnie lepiej niż podczas Giro d?Italia.

    Majka mocny na czas

    Na francuskich szosach Contadorowi pomagał będzie Rafał Majka. Polak sprawdzał swoją dyspozycję na trasie Tour de Suisse. Dobrze spisał się w górach, na podjeździe Rattenbach finiszował 11. Jeszcze lepiej pojechał podczas finałowej jazdy na czas, którą ukończył na 9. pozycji, co dało mu awans na 10. miejsce w klasyfikacji generalnej.

    Taktyka spokojnego budowania formy wydaje się sprawdzać. Majka zajął w tym roku 15. miejsce w Kraju Basków, 9. w Tour de Romandie i 10. w Tour de Suisse. W obu szwajcarskich etapówkach bardzo dobrze spisał się w jeździe indywidualnej na czas, co w przypadku górala świadczy o stabilnej i wysokiej dyspozycji. Z pewnością więc Contador będzie mógł na niego liczyć podczas kluczowych momentów Tour de France.

    Cały wyścig, również dzięki jeździe na czas, wygrał Simon Spilak z Katiuszy a podczas ?etapu prawdy? Tour de Suisse przegrał najlepszy w górach Thibaut Pinot.

    Konwa wygrywa z Gigerem

    Najtrudniejszy technicznie fragment trasy. Piąte okrążenie. Tak robi to Marek Konwa, a taki jest Turbo Doping!!! Posted by Maratony MTB / XC on Saturday, 20 June 2015
    Wyścigi najwyższej kategorii HC to rzadkość w kalendarzu kolarstwa górskiego. W tym roku awans do elitarnego grona zaliczyła impreza firmowana przez Maję Włoszczowską, rozgrywana w parku Paulinum w Jeleniej Górze. Na technicznej, wymagającej trasie gospodyni nie była zbyt uprzejma dla licznie zaproszonych rywalek i pewnie wygrała swoje zawody. O ile wygranej Włoszczowskiej można było się spodziewać (choć pokonanie Tanjiją Zaklej, która była 3. świadczy o dobrej formie Polki), o tyle pierwsze miejsce Marka Konwy to spore zaskoczenie. Mistrz Polski w tym roku ściga się ze zmiennym szczęściem a w Jeleniej Górze zwyciężł z nie byle kim, bo z Fabiane Gigerem. To nie tylko spora porcja punktów do rankingu UCI, ale też, miejmy nadzieję, punkt zwrotny w poddawanej rozmaitym fluktuacjom karierze najlepszego obecnie zawodnika XC w kraju.

    Niewiadoma z medalem w Baku

    Igrzyska Europejskie to twór nowy i sztuczny, tym bardziej, jeśli rozgrywane są w Azerbejdżanie. Dla części zawodników i działaczy mają jednak spore znaczenie. Bez względu na wątpliwą proweniencję, medal imprezy mistrzowskiej zawsze będzie medalem imprezy mistrzowskiej. Sądząc po zaangażowaniu ze strony Polskiego Związku Kolarskiego, w naszym przypadku zawody w Baku miały dość wysoki priorytet. Tym bardziej cieszą medale przywiezione przez Maję Włoszczowską (brąz w XCO) oraz Katarzynę Niewiadomą (srebro w wyścigu szosowym). W przypadku Niewiadomej wynik na Igrzyskach Europejskich to raczej potwierdzenie jej wielkiego talentu. W ciągu kilku dni wygrała bowiem wyścig etapowy w Kraju Basków, do którego dołożyła drugie miejsce w jednodniówce w Baku. Warto zauważyć, że medalistka z Baku jest wychowanką Zbigniewa Klęka i klubu WLKS Krakus, podobnie jak m.in. Rafał Majka czy Tomasz Marczyński.

    Problemy z trasą Tour de France

    https://twitter.com/ProCyclingNow/status/612477598199848960 Zaplanowany jako decydujący, 20. etap Wielkiej Pętli prowadzący przez przełęcz Galibier i z metą na Alpe d?Huez stoi pod znakiem zapytania. W ostatniej chwili organizatorzy zmuszeni są do zmian i improwizacji, ponieważ z powodu groźby lawin i osuwisk część trasy może być nieprzejezdna. Kłopotliwy jest tunel na zjazdach z Galibier. W związku z tym możliwy jest objazd przez przełęcz Glandon lub Croix de Fer. Oznacza to również, że najwyższy punkt wyścigu będzie niemal 500m niżej niż pierwotnie planowano. To kolejny przypadek, gdy stan dróg sprawia problemy organizatorom wyścigów. Osuwiska sprawiły, że odłożony został projekt utrudnienia końcowych kilometrów Mediolan-Sanremo. Remont szosy prowadzącej przez Pompeianę spowodował, że w tym roku "Primavera" wróciła do możliwie najbardziej klasycznego kształtu.

  • Giro ostrzeżenia

    Alberto Contador, choć wciąż bez wygranego etapu, odzyskał różową koszulkę a następnie umocnił się na prowadzeniu w Giro d?Italia. Wiele wskazuje na to, że jedzie po kolejne w karierze zwycięstwo w wielkim tourze. Pojawia się jednak pytanie, czy nie jedzie za szybko?

    Drużyna Astany wydaje się rządzić i dzielić, kontrolując peleton, pewnie prowadząc w klasyfikacji zespołowej i mając na koncie dwa zwycięstwa etapowe, koszulkę najlepszego młodzieżowca i chwilowe liderowanie w wyścigu.

    Mimo to, Contador, który w pierwszym tygodniu Giro zwichnął bark a w drugim pechowo stracił czas podczas kraksy kilka kilometrów przed metą jest poza zasięgiem kolarzy reklamujących kazachskie spółki skarbu państwa.

    Szaleńcze tempo, jakie Astana nadaje od pierwszego dnia włoskiego touru na nic się nie zdało. Dzień radości w postaci przejęcia prowadzenia przez Fabio Aru odbił się przykrą czkawką. Contador znokautował i Aru i Mikela Landę podczas etapu jazdy indywidualnej na czas.

    Z kolei na górskim odcinku prowadzącym do Madonna di Campiglio Astana, mimo dominującej, liczebnej przewagi, odizolowania Contadora od pomocników i naprzemiennych ataków obu swoich liderów nie była w stanie zgubić doświadczonego ?Pistolero?.

    Efektem tak prowadzonego wyścigu są jedynie bardzo duże różnice w klasyfikacji generalnej z plecami Contadora. Kolejni kolarze nie wytrzymują narzuconej intensywności. Polegli już Richie Porte (wycofał się), Rigoberto Uran (traci ponad 12 minut), Van den Broeck właściwie nie istnieje (11. miejsce i 10 minut straty), Hesjedal jedzie swój wyścig ukradkiem próbując wejść do top10.

    Niespodzianką jest obecność w czołówce Andreja Amadora (póki co trzecie miejsce) czy Jurija Trofimowa (szóste miejsce). Realnie rzecz ujmując wyścig z zapowiadanego, fascynującego starcia gigantów stał się pokazem taktyki i mocy Contadora, bezsensownego spalania się Astany i walki kilku kolarzy drugiego szeregu o najlepszy wynik w osobistej karierze.

    W tym kontekście interesująco przedstawiają się nie tylko suche dane, ale i wrażenia niektórych kolarzy. Czołówka niemal każdy ważniejszy podjazd pokonuje ze średnią, szacowaną mocą ponad 6W/kg. Na metę w Madonna di Campiglio grupa Contadora wspięła się o 2?26? wolniej niż stosujący EPO Marco Pantani w 1999r.

    To obecny standard. Liderzy jeżdżą nieco wolniej niż najważniejsze postaci ?ery epo?, i w zasadzie porównywalnie do najmocniejszych gwiazd ?ery Armstronga?. Trzeba jednak pamiętać, że od pierwszego okresu minęło 20 a od drugiego 10 lat, zatem naturalny rozwój metod treningowych oraz postęp technologiczny dają rodzaj alibi współczesnym sportowcom.

    Niepokojące są za to głosy, choćby Michaela Rogersa, który wspomina o najwyższych osiąganych wskazaniach od kiedy używa miernika mocy czy Przemysława Niemca, który wprost mówi, że nie nadąża za czołówką. Podobne przesłanki pojawiały się, gdy popularnym określeniem  był ?wyścig dwóch prędkości?. Co więcej, o ile niedługo po wprowadzeniu systemu paszportów biologicznych kolarze ewidentnie cierpieli, teraz czołówka znów pędzi pod górę bez większego grymasu bólu na twarzy.

    Poważne wątpliwości budzi również fakt, że spora grupa zawodników, którzy systematycznie przyjeżdżali w szpicy ważnych wyścigów nagle ustąpiła kolarzom, którzy wystrzelili z formą w ostatnich tygodniach bez większego powodu.

    To nie są udokumentowane faktami argumenty ani dowód na kolejną falę zaawansowanego i bezkompromisowego dopingu w zawodowym peletonie. To raczej przesłanki, które powinny wzmóc czujność.

    Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Alberto Contador przed wyścigiem stawiany był jako najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa. Jest doświadczony, tempo podjazdów nadawane przez Astanę nie jest dla niego niczym nowym. Również w porównaniu ze swoimi przeszłymi dokonaniami hiszpański kolarz nie zaskakuje. Co więcej, próby jego ataków są kasowane przez rywali a wyraźne prowadzenie zawdzięcza dobrej (choć nie rewelacyjnej) jeździe na czas i umiejętnemu korzystaniu z niemocy kolejnych konkurentów.

    Tak czy inaczej, skoro wielkie toury miewały już różne przydomki. Był ?Tour Dopingu?, ?Hańby?, ?Odnowy?, tegoroczny wyścig dookoła Włoch zasługuje na nazwanie go ?Giro Ostrzeżenia?.

     

  • Contador jedzie po dublet

    Contador jedzie po dublet

    Za cztery dni rusza Giro d?Italia. Alberto Contador jako pierwszy od wielu lat kolarz stawia jasny cel. Chce w jednym roku wygrać zarówno wyścig dookoła Włoch jak i Tour de France. To bez znaczenia, czy osiągnie swój cel. Ważna jest sama próba.

    Contador to jeden z najbardziej utytułowanych kolarzy w historii. Ma na swoim koncie sześć zaliczonych jako zwycięskie wielkich tourów, jeden tytuł, który został mu odebrany za pozytywny wynik testu antydopingowego oraz jeden, którego został pozbawiony przez działającą wstecz dyskwalifikację. Jeśli wygra Giro, w klasyfikacji wszechczasów zrówna się z Miguelem Indurainem i Fausto Coppim na pozycji numer cztery, jeśli dołoży do tego Tour de France będzie trzeci wraz z Jacquesem Anquetilem.

    Z perspekywy czasu sprawa z dopingiem jest jasna. Nawet, jeśli w próbce pobranej podczas Tour de France 2010 znajdowało się jedynie 50 pikogramów klenbuterolu, dyskwalifikacja i odebranie zwycięstwa jest zasadne. Zgodnie z przepisami taka substancja nie powinna się znaleźć w organizmie kolarza a linia obrony związana ze spożyciem skażonego sterydem mięsa została obalona. Takie sytuacje mogą zdarzyć się w Chinach, ale nie w opisującej każdy element rzeczywistości przepisami Unii Europejskiej.

    Kwestia odebrania triumfu w Giro d?Italia 2011 jest już mocno dyskusyjna. Zgodnie z wynikami rozlicznych testów, Contador wygrał wyścig ?na czysto? (podobnie jak kilka tygodni później zajął piąte miejsce w Tour de France). Fakt, że w tabelach jako zwycięzca widnieje Michele Scarponi to zasługa przeciągającego się postępowania dyscyplinarnego w związku z próbką pobraną podczas Touru 2010.

    https://twitter.com/stephycontador/status/552856675456417792

    Interesująco wygląda również sytuacja, jeśli prześledzić karierę hiszpańskiego kolarza przed i po okresie dyskwalifikacji. Wyraźnie zauważalny jest spadek dyspozycji trwający kilkanaście miesięcy od wznowienia startów. W nowej rzeczywistości Contador zwyciężył w hiszpańskiej Vuelcie 2012 dzięki bezkompromisowemu zagraniu taktycznemu, będąc realnie nieco słabszym od głównych rywali. Tour de France 2013 to z kolei niemoc nie tylko w stosunku do Chrisa Frooma i ekipy Sky, ale także Nairo Quintany wraz z jego Movistarem oraz Joaquima Rodrigueza. Sezon 2014 to dla odmiany genialne odrodzenie, zarówno we wczesnej fazie sezonu jak i po dramatycznie wyglądającej kontuzji, której doznał na trasie Wielkiej Pętli.

    https://twitter.com/BobVOguy/status/489230598884831233

    Bez względu na uczucia, jakimi darzycie Hiszpana, dopingową wpadkę, podejrzenia o manipulację krwią czy współpracę z dożywotnio pozbawionym prawa wykonywania zawodu trenera Pepe Marti, Contador wpada do szczególnej kategorii sportowców. Choć wiemy, że Marco Pantani był sportowym oszustem, trudno odmówić mu duszy artysty. W tej kategorii Contador jest kimś więcej. Nie tyle himerycznym, targanym emocjami twórcą, co profesorem akademii sztuk pięknych.

    Gdy jest w formie, potrafi z zimną krwią wypunktować rywali. Gdy brakuje mu mocy, by pokonać ich w bezpośrednim pojedynyku, zaskakuje szalonym rozwiązaniem. W charakterystyczny sposób ?tańczy? na rowerze atakując na wymagających podjazdach lub zaprzęga do pracy całą drużynę szukając sekund na wietrznym, płaskim etapie byle tylko zyskać przewagę nad rywalami.

    Jazdę po dublet traktuję więc bardziej w kategoriach sportowego performance?u niż walki o wynik jako taki. Contador po raz kolejny w karierze sprawi, że wyścigi kolarskie zostaną dodakowo doprawione w szczególny sposób. Do standadrowej rozgrywki dojdzie fakt walki o jedno z najcięższych do osiągnięcia w sporcie trofeów. Nieformalny ?wielki szlem?, dublet Giro i Tour de France wyjątkowo pobudza wyobraźnię. Czego by nie mówić o hiszpańskim kolarzu, to właśnie w tym jest mistrzem. W pobudzaniu wyobraźni.

    Zdjęcie okładkowe: www.instants-cyclistes.fr, CC BY SA 2.0, flickr

  • Kolarski rok 2014: Wrzesień

    Od wygranej Przemysława Niemca na Lagos da Covadonga po tęczową koszulkę Michała Kwiatkowskiego w Ponferradzie. Wrzesień był zdecydowanie polskim miesiącem w zawodowym kolarstwie.

    Trzeba zacząć od Vuelty. Pod wieloma względami trzeci wielki tour sezonu był wyjątkowy. Po pierwsze, obsada była wyjątkowa. Chris Froome, Alberto Contador, Nairo Quintana, ?Purito? Rodriguez, Alejandro Valverde i Fabio Aru to tylko krótka lista najważniejszych postaci. Dołączając do tego trasę pełną górskich trudności można było spodziewać się wielu niespodzianek. Początkowo wszystko działo się zgodnie z przewidywaniami. Na stromych ?ściankach? w pierwszej części wyścigu dobrze spisywał się Rodriguez, jednak prowadzenie w wyścigu objął, uchodzący za genialnego ?górala? Quintana. Froome i Contador szukali wyścigowego rytmu – ich sezon został przecież przerwany w nagły sposób upadkami na trasie Tour de France.

    Kolarstwo lubi jednak dramaty. Podczas jazdy na czas, której trasa zawierała w sobie wymagające uwagi zjazdy, Quintana popełnił błąd, uderzył w barierkę i w ten sposób wyeliminował się z wyścigu. Niemal równocześnie, do formy zaczęli dochodzić Contador i Froome i to oni przejęli inicjatywę w drugiej części rywalizacji. Podrygi błyskotliwego, choć nierównego Fabio Aru nie przeszkodziły im sprowadzenia Vuelty do klasycznego pojedynku dwóch wielkich osobowości. Choć Froome i ekipa Sky robili to, co potrafią najlepiej: nadawali tempo, kontrolowali tempo i wreszcie atakowali, Contador był w stanie to wszystko wytrzymać i ?poprawiać? Brytyjczykowi w końcówkach najcięższych etapów. W ten sposób Hiszpan po raz trzeci wygrał swój narodowy wyścig, co biorąc pod uwagę ostatnie kilkanaście miesięcy, nienajlepszych w jego wykonaniu, zakończone złamaną nogą na trasie Wielkiej Pętli jest osiągnięciem wyjątkowym.

    Vuelta a Espana 2014 była szczególna z jeszcze jednego powodu. Czołówka klasyfikacji generalnej sięgnęła ekstremalnie wysokiego poziomu sportowego. Obecnie najlepsi górale generują na podjazdach moc zbliżoną do tej, jaką prezentowali kolarze przed wprowadzeniem paszportów biologicznych. Trudno sobie wyobrazić, kto i co może zrobić, by w przyszłym sezonie być jeszcze szybszym.

    Hiszpański tour miał poza tym jeszcze jeden, bardzo miły dla nas akcent. Przemysław Niemiec, wygrał królewski etap z metą na ?kultowym? podjeździe prowadzącym do Lagos da Covadonga. Polak spędził cały dzień w ucieczce a w końcówce obronił się przed kontratakującym z grupy liderów Alberto Contadorem. W ten sposób zapisał się jako w kronikach jako pierwszy kolarz z naszego kraju, który wygrał etap Vuelty i to od razu w tak wyjątkowym miejscu.

    Równolegle z Vueltą, inny polski bohater, Michał Kwiatkowski budował formę na mistrzostwa świata. Na trasie Tour of Britain działo się wiele. Małe, sześcioosobowe składy drużyn i brak radia sprawiły, że kontrolowanie sytuacji było bardzo trudne. Nie pomogło mu więc wygranie etapu, dobra postawa na pagórkach i świetna jazda na czas (przegrał tylko z Sir Bradleyem Wigginsem). Jedna z ucieczek zdobyła na tyle dużą przewagę, że Dylan van Baarle zdołał wygrać wyścig mimo determinacji ?Kwiato? i jego kolegów z drużyny

    https://twitter.com/telegraafticker/status/511443207524470784

    Z kontrolą peletonu nie mieli za to problemu kolarze Orica-Greenedge podczas dwóch worldtourowych klasyków w Quebeku. Oba miały niemal ten sam przebieg. Rewelacyjnie rozprowadzony Simon Gerrans wygrywał z grupy mocnych specjalistów wyścigów klasycznych. Ta dominacja sprawiła, że Australijczyk był typowany jako jeden z głównych pretendentów do wygrania mistrzostw świata.

    Zanim jednak szosowcy walczyli o swoje tęczowe koszulki, na początku miesiąca pięć minut uwagi mieli kolarze górscy. Wyjątkowego wyczynu dokonał Julien Absalon, który niespełna trzy miesiące od operacji poważnie kontuzjowanego kolana zdołał wygrać piąty w karierze tytuł. Wyjątkowo wymagająca i techniczna trasa zawodów w Norwegii sprzyjała zastosowaniu rowerów w pełni amortyzowanych. Jeżdżący cały sezon na hardtailu Francuz tym razem sięgnął właśnie po ?fulla? co z pewnością pomogło mu w uzyskaniu przewagi nad rywalami, nad którymi do tej pory górował wyłącznie fizycznie. Po amortyzowany sprzęt sięgnęła również Catherine Pendrel. Kanadyjka dość pewnie pojechała po mistrzostwo. Maja Włoszczowska jadąca na „sztywniaku” zużywała sporo energii na nadrabianie różnic ze zjazdów a w końcu złapała gumę.

    Z dala od szosy miało miejsce jeszcze jedno, doniosłe wydarzenie. Korzystając z nowych przepisów dopuszczających bardziej aerodynamiczne rowery, kolarski emeryt, Jens Voigt rozpoczął nową erę w historii rekordu godzinnego. Jego rezultat: 51,115 km wytrzymał tylko kilka tygodni, ale i tak popularny Niemiec, na koniec swojej przygody z wyczynowym sportem znalazł sposób, by jeszcze raz pobudzić emocje kibiców.

    https://twitter.com/piiter88/status/516241607931486208

    Nie może się to równać z tym, co spowodował u polskich fanów Michał Kwiatkowski. Owszem, obserwując jego dyspozycję w ostatnich tygodniach przed mistrzostwami świata można było spodziewać się, że będzie w dobrej formie. Owszem, wiedząc, jak dobrze spisywał się w ardeńskich klasykach tej wiosny, można było wnioskować, że na górzystej trasie w hiszpańskiej Ponferradzie poradzi sobie co najmniej dobrze. Nikt jednak nie spodziewał się, że polska drużyna weźmie na swoje barki odpowiedzialność za przebieg wyścigu. ?Biało-czerwoni? nadawali tempo, kasowali ucieczki a w końcówce wyprowadzili ?Kwiato? na pierwszą pozycję przystępując do przedostatniego zjazdu na finałowej rundzie. Tam polski kolarz zdobył kilkanaście metrów przewagi nad wyselekcjonowaną grupą faworytów, przeskoczył do ucieczki, ?poprawił? przed szczytem ostatniej górki i pomknął samotnie do mety. Gerrans, Gilber, Van Avermaet i Valverde musieli zadowolić się walką o drugie miejsce. Michał Kwiatkowski został mistrzem świata w wielkim stylu i przez kolejne 12 miesięcy będzie dumnie jeździł w tęczowej koszulce.

    Bohaterami mistrzostw w Ponferradzie zostali też z pewnością Bradley Wiggins i Pauline Ferrand-Prevot. ?Wiggo? do swojej bogatej kolekcji medali i zwycięstw dołożył w końcu tęczową koszulkę w jeździe indywidualnej na czas. Z kolei Prevot pokazała, że jest obecnie najbardziej wszechstronną kolarką na świecie. Nie tylko wygrała dwie eliminacje pucharu świata mtb, to jeszcze zdobyła mistrzostwo świata na szosie ze startu wspólnego!

    Wygrana Michała Kwiatkowskiego była zdecydowanie kolarskim wydarzeniem numer jeden w naszych mediach w mijającym roku. Nie wiem jednak, czy etapowe wygrane Rafała Majki podczas Tour de France i jego zwycięstwo w Tour de Pologne nie ustępują innemu, mniej znaczącemu, ale bardzo głośnemu wydarzeniu. Mało znana, kolumbijska ekipa kobieca stała się sławna za sprawą swoich nietypowych strojów, o których wspomniał chyba każdy portal a nawet dziennik telewizyjny.

    Wideo okładkowe przedstawia najważniejsze wydarzenia wyścigu elity mężczyzn podczas mistrzostw świata w Ponferradzie

  • Kolarski rok 2014: Czerwiec

    W kolarskim kalendarzu czerwiec dzieli sezon na pół. Za nami są już wiosenne Klasyki oraz Giro d?Italia. Bohaterowie wiosny odpoczywają, herosi Tour de France czekają przyczajeni.

    Przegląd wydarzeń zacznę od dwóch kluczowych etapówek. Criterium du Dauphine niemal co roku jest sprawdzianem dyspozycji dla pretendentów do wygrania Wielkiej Pętli. W tym roku na alpejskich szosach pojawili się właściwie wszyscy najważniejsi. Napięcie  było ogromne: Chris Froome i Alberto Contador szukali przewagi psychicznej jeden nad drugim. Choć wyścig, nieco niespodziewanie, wygrał Andrew Talanski, mentalnym zwycięzcą został Contador. Nie tylko wytrzymał ataki Froome?a, to jeszcze zachował zimną krew, w przeciwieństwie do Brytyjczyka, który na jednym z etapów mocno się poobijał. O ile na początku sezonu Contador był skazywany na pożarcie, o tyle na przełomie czerwca i lipca szanse obu, najważniejszych rywali szacowane niemal równo. Za Froomem dodatkowo ciągnęła się sprawa stosowania leków na astmę i przeziębienie, co powodowało dodatkowy stres w szeregach ekipy Sky. W cieniu pozostawał Vincenzo Nibali, którego dyspozycja zaczynała rosnąć, ale nie na tyle, by przewidzieć, co się wydarzy kilka tygodni później.

    Równolegle w Szwajcarii Rui Costa, jadąc w koszulce mistrza świata, znalazł swoje miejsce w kronikach kolarstwa, po raz trzeci z rzędu wygrywając Tour de Suisse. Fakt, że obsada tej etapówki była wyraźnie słabsza niż Criterium du Dauphine nie umniejsza zasług Portugalczyka. Co więcej, sukces ten sprawił, że w ostatecznym rozrachunku Costa sezon może zaliczyć do udanych i jest jednym z tych mistrzów świata, który obronił się przed ?klątwą tęczowej koszulki?.

    Jeśli już mowa o strojach, w czerwcu sporo zamieszania wywołały nowe stroje mistrzów krajowych. W Polsce Michał Kwiatkowski przekazał tytuł Bartłomiejowi Matysiakowi. Imponująca koszulka z orłem została zastąpiona skromnym, biało-czerwonym pasem na stroju CCC Polsat Polkowice, słabo widocznym na pomarańczowym tle barw sponsora. Podobna krytyka spadła na Vincenzo Nibalego. W przeciwieństwie do wielu poprzednich mistrzów Włoch, jego koszulkę, podobnie jak Matysiaka, zdobił pas w kolorach flagi, gdy tradycyjna koszulka powinna być w całości czerwono-biało-zielona.

    Tak czy inaczej, Nibali wygrywając krajowy czempionat zdjął z siebie odrobinę presji przed Tour de France. Uwagi o niedostatecznie dobrych wynikach zaczęło do niego kierować szefostwo drużyny Astana, ale włoski kolarz nic sobie z nich jednak nie robił, konsekwentnie realizując plan przygotowań do Tour de France.

    W czerwcu spory sukces odniosła Katarzyna Niewiadoma, która wygrała Grand Prix Gippingen, drugie miejsce w tej imprezie zajęła Eugenia Bujak. Z kolei na mistrzostwach świata w maratonie mtb Bartłomiej Wawak zajął świetną, szóstą lokatę.

    Jeśli już jesteśmy w temacie kolarstwa górskiego, to Maja Włoszczowska zdobyła brąz mistrzostw Europy. Wśród mężczyzn triumfował Julien Absalon, jednak czerwiec nie był dla niego zbyt szczęśliwym miesiącem. Francuz na wyścigu Bundesligi pechowo upadł i złamał sobie rzepkę, co sugerowało koniec jego sezonu.

    Wideo okładkowe przedstawia nieudane próby „zerwania z koła” Alberto Contadora przez Chrisa Froome’a