Tag: MTB

  • Czy Pidcock i MVDP zbawią kolarstwo górskie?

    Czy Pidcock i MVDP zbawią kolarstwo górskie?

    Rywalizacja Mathieu van der Poela i Toma Pidcocka ze sobą nawzajem, z Nino Schurterem, z Francuzami i Szwajcarami specjalizującymi się w XCO sprawia, że serca fanów cross country biją szybciej. Ale czy jest odpowiedzią na wyzwania, przed którymi stoi olimpijska odmiana kolarstwa górskiego?

    Gwiazdy poza kategorią

    Holender i Brytyjczyk wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Niewątpliwie wywodzą się z przełajów, ale od dziecka ścigają się i w cyclocrossie i na szosie i na rowerach górskich. Mają imponującą wydolność, znakomitą technikę, jeżdżą dynamicznie i widowiskowo niemal w każdym wyścigu, w którym biorą udział. 

    Łączy ich również fakt osiągnięcia najwyższego poziomu sportowego w nominalnym wieku młodzieżowca. Choć do MVDP trzeba tu już stosować czas przeszły, ponieważ w międzyczasie “postarzał się” (teraz ma 26 lat), to z dwudziestodwuletnim Pidcockiem ma wiele wspólnego. 

    Sukcesy w cyclocrossie czy mtb miałyby jednak znaczenie wyłącznie dla koneserów gdyby nie przebojowe wejście do szosowego peletonu (co łączy ich również z inną gwiazdą cyclocrossu, Woutem van Aertem). 

    Embed from Getty Images

    Co ciekawe, istotną rolę w ich karierach odgrywa wyścig Amstel Gold Race. Spektakularny pościg i zwycięstwo van der Poela w 2019r a także kilkumilimetrowa porażka Pidcocka z van Aertem w tym roku to jedne z najważniejszych wydarzeń w kolarstwie w danym sezonie. 

    Kontekstu sprawie nadaje również podpisanie przez Pidcocka kontraktu z najbogatszą szosową grupą, Ineos-Grenadiers.

    Choć to na szosie są pieniądze i sława, obaj myślą o olimpijskim złocie w Tokio a w ich przypadku zdobycie medalu wydaje się całkiem prawdopodobne, w przeciwieństwie do próby Petera Sagana w Rio de Janeiro. 

    Wszystkie oczy na mtb

    Trzeba jednak przyznać, że start będącego u szczytu sławy Słowaka w olimpijskim XCO podczas wspomnianych Igrzysk w Rio zwrócił uwagę na tę, nieco zmarginalizowaną, odmianę kolarstwa. 

    Sagan, który swoją charyzmą, osobowością i sposobem jazdy przyciąga na trasy tłumy widzów podniósł zainteresowanie cross country i wyniósł olimpijski wyścig do rangi prawdziwego wydarzenia. 

    MTB, zarówno XCO jak i jego wersje “grawitacyjne” od lat znajduje się bowiem w dziwnej niszy. Z jednej strony mamy patronat Redbulla czy Mercedesa, z drugiej obecność na igrzyskach a równocześnie stygmę czegoś nie do końca poważnego. A z pewnością nie tak prestiżowego jak jej wysokość szosa. 

    Embed from Getty Images

    Szosowa  gorączka

    Kolarstwo jako takie ma w swojej rodzinie jedno z najważniejszych wydarzeń sportowych na świecie. Tour de France to marka ustępująca nielicznym: Igrzyskom Olimpijskim, piłkarskiemu mundialowi czy Super Bowl. 

    Wielka Pętla przyciąga na trasy i przed ekrany nie tylko fanów sportu rowerowego. Jest globalnym wydarzeniem społecznym i kulturowym, zawłaszczającym na trzy tygodnie anteny stacji telewizyjnych czy okładki wydawnictw.

    Także Giro d’Italia, “monumenty” a także szereg innych wyścigów jest zakorzeniona w świadomości Europejczyków i pobudza wyobraźnię wciąż uczących się kolarstwa Anglosasów. 

    Choć UCI jest często krytykowana za indolencję i konserwatyzm, reformy kalendarza, jego globalizacja wraz z kolejnymi iteracjami World Touru oraz rozciągnięcie sezonu od stycznia do października sprawiły, że z “szosą” obcujemy niemal cały rok. 

    Zmiana podejścia największych gwiazd, które zamiast spędzać czas w ukryciu na zgrupowaniach z otwartą przyłbicą rywalizują w kolejnych wyścigach powoduje, że zawodowy peleton dostarcza nam rozrywki niemal non stop. 

    Mniejsze wyścigi mają problem by przebić się przez rozmach Tour de France o czym przekonuje się co kilka lat Czesław Lang gdy jego wyścig pokrywa się teminem z Wielką Pętlą. Kolarstwo kobiece z trudem walczy o swoją pozycję a nawet gdy “monumenty” dostały w ostatnich latach damskie wersje, ich śledzenie jest utrudnione. Bo ciężko spędzić przed ekranem cały dzień, najpierw oglądając panie a zaraz potem panów. Po głowie wkrótce zapewnie dostanie też kolarstwo torowe, które z komfortowego terminu zimowego zostało przerzucone na lato. Kto będzie kibicował w hali, gdy na Alpe d’Huez czy Tourmalet będzie działa się historia?

    Embed from Getty Images

    Na wzór i podobieństwo przełajów

    Sukces i popularność kolarstwa przełajowego, z którego wywodzą się i van der Poel i Pidcock ma wiele źródeł. Cyclocross wykorzystuje ten jeden moment w sezonie, gdy widzowie mają chwilę oddechu od szosy.

    Co więcej, wykorzystuje swoje okienko do maksimum. Puchar Świata oraz serie komercyjne: Superprestige czy [nazwa sponsora, obecnie X²O Badkamers, wcześniej DVA, GVA czy BPost] Trophy wypełniają jesień i zimę po brzegi.

    Oznacza to, że z gwiazdami przełajów “widzimy się” co weekend a nawet częściej. Cały sezon CX ma swoją narrację a kolejne pojedynki wielkich mistrzów dostajemy w odstępie kilku dni. 

    Tymczasem mtb swój puchar ma rozrzucony często na pół roku a liczba eliminacji jest niewielka. Do tego niżej punktowane wyścigi są niezależne i choć puchary Włoch, Szwajcarii czy Niemiec gromadzą często na starcie śmietankę cross country, są rozrywką wyłącznie dla koneserów. 

    Co więcej, mimo wysokiego i wyrównanego poziomu sportowego, wieloletnia dominacja niewielkiej grupy zawodników spowodowała stagnację. W rzeczonych przełajach co kilka sezonów obesrwujemy wymianę pokoleń. Zatem nie tylko obcujemy z gwiazdami co tydzień, ale też cały czas coś się dzieje.

    Idąc dalej, mający potencjał na “Górski Tour de France” Cape Epic, być może najmocniejsza marka w mtb jako takim, nie jest imprezą docelową dla kluczowych nazwisk i największych gwiazd. Owszem, przyjeżdżają, trenują, ścigają się. Ale zawsze myślą a to o Pucharze Świata a to o Igrzyskach a to o tęczowej koszulce. 

    Choć lokalizacje kluczowych imprez od pewnego czasu są w miarę stałe, trudno po pierwsze wskazać między nimi jakieś różnice a po drugie nie wiążą się z nimi żadne specjalne historie. A przynajmniej nie takie, które zapamiętałaby szersza publiczność. 

    Owszem, zawodnicy i część polskich fanów kochają Nove Mesto, ale sekcje techniczne ze swoimi nazwami nie są ani Laskiem Arenberg, ani Alpe d’Huez, ani Murem d’Huy ani nawet narciarskim Alpe Cermis z Tour de Ski. 

    Mimo kilkudziesięciu lat historii i ćwierćwiecza obecności na Igrzyskach Olimpijskich mtb nie zbudowało dość legend i kultu. Pokuszę się o stwierdzenie, że więcej osób słyszało o Finale Ligure, gdzie można samemu pojeździć i przeżyć swoje własne wspomnienia niż o tym, co wydarzyło się w Albstadt. 

    Kolarze na start

    Van der Poela i Pidcocka z całym ich talentem i wszechstronnością trzeba nazwać po prostu “kolarzami”. Bez przypisywania do odmiany czy konkurencji. Wraz z Van Aertem, który jest prawdopodobnie najwszechstronniejszym kolarzem na szosie robią rzecz becenną. 

    Pobudzają wyobraźnię. 

    Sprawiają, że zastanawiamy się, gdzie są ich granice możliwości. Albo gdzie są granice ludzkich możliwości w ogóle. Dyskutujemy, ile jeszcze są w stanie wygrać. Albo nie tylko “ile” a “co jeszcze”. A także “w jakim stylu”. Czy po atomowym ataku, długiej, solowej ucieczce. A może po spektakularnym finiszu?

    W czasach, gdy wszystko jest policzone, “zyski graniczne” odnalezione w najmniejszych możliwych detalach, budżety ogromne a sprzęt kosmiczny, element charyzmy, który wnoszą do bikebiznesu jest bezcenny.

    Na szosie kontynuują dziedzictwo Sagana. A w mtb? Cóż, olimpijskiemu cross country dają nadzieję na nowe otwarcie pod koniec ery Nino Schurtera.

    Tyle tylko, że Sagan, którego wkład w poszerzenie fanbazy kolarstwa szosowego jest tak istotny, funkcjonował w bardziej komfortowych warunkach. Będąc fenomenem, który na podium staje niemal równie często co Eddy Merckx a na starcie pojawia się 70 dni w roku mógł porwać serca tłumów. 

    Van der Poel i Pidcock nie tylko dzielą uwagę między trzy odmiany kolarstwa, to jeszcze samo cross country najpierw musi się zreformować, skomercjalizować, zglobalizować i wymyślić na nowo. 

    Obawiam się, że mimo fascynacji MVDP startami na rowerze górskim, Holender zdąży albo wygrać wszystkie monumenty na szosie albo zakończy karierę nim w XCO, czy też czymkolwiek co zajmie kiedyś jego miejsce, coś się zmieni. 

    Cóż. Szkoda. 

  • Nowy kompleks szlaków rowerowych – Babia Góra Trails

    Nowy kompleks szlaków rowerowych – Babia Góra Trails

    Zakończ sezon w jesiennej scenerii Beskidów i sprawdź nowe szlaki rowerowe u podnóża Babiej Góry. 13.10 Zawoja zaprasza na otwarcie nowego kompleksu tras dla fanów kolarstwa górskiego.

    ?Babia Góra Trails? to 20,5km ścieżek typu ?single track? o zróżnicowanym stopniu trudności: od dostępnych dla dzieci oraz początkujących przez najbardziej lubianą trasę typu ?flow? po wymagające odcinki przeznaczone dla doświadczonych zawodników enduro i zjazdu. Do dyspozycji rowerzystów będzie również pump track, dodatkowa ścieżka treningowa oraz linia łatwych skoczni a także długi na prawie 25km szlak łączący Zawoję ze słowacką miejscowością Oravska Polhora.

    W sumie ?Babia Góra Trails? oferuje wybór spośród pięciu tras w rejonie Mosornego Gronia oraz centrum górskiego ?Korona Ziemi? w Zawoi a także dojazd do Oravskiej Polhory, gdzie z łatwością można włączyć się w tamtejszy system turystycznych szlaków rowerowych.

    Cały kompleks powstawał od 2016r dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności kolarskiej. Głównym pomysłodawcą był Mariusz Gaweł, który przez wiele lat wytyczał trasy zawodów mtb w Zawoi i okolicach. Projekt samych tras jest autorstwa doświadczonego Jakuba Jonkisza z Enduro Trails, a przy całym przedsięwzięciu zaangażowani byli również zawodnicy klubu UKS Zawojak.

    Ścieżki ?Babia Góra Trails? mogły powstać dzięki finansowaniu z programu Interreg Polska – Słowacja, współpracy gmin Zawoja oraz Oravska Polhora, a także Lasów Państwowych Nadleśnictwa Sucha Beskidzka i Wydziału Promocji Starostwa Powiatowego w Suchej Beskidzkiej.

    Prace budowlane zostały zakończone jesienią 2018 i jeszcze przed zakończeniem sezonu szlaki zostaną oddane do użytku pasjonatom kolarstwa górskiego.

    Na oficjalne otwarcie kompleksu ?Babia Góra Trails? zapraszamy w weekend 12-13 października do Zawoi.

    W piątek 12.10 o godz. 17 w pensjonacie ?Beskid? (lokalizacja https://goo.gl/maps/3VTgNPJteUE2) zaprezentujemy trasy podczas konferencji ?Górskie Trasy Rowerowe typu singletrack ? inwestycja w przyszłość?, gdzie będziecie mogli zapoznać się z detalami projektu.

    W sobotę 13.10 o godz. 11 kompleks przy centrum górskim Korona Ziemi (lokalizacja https://goo.gl/maps/TnydJndpXET2), ?Babia Góra Trails? zostaną oficjalnie otwarte, poświęcone i oddane rowerzystom. A od 11.15 czeka na Was to co najlepsze, czyli testowanie nowych szlaków w towarzystwie twórców tras i doświadczonych przewodników.

    Równocześnie przewidzieliśmy zabawy dla najmłodszych a także koncert zespołu ?Okovita? i kapeli ?Body Mind Relation?.

    Babia Góra Trails – najważniejsze informacje:

    Łączna długość: 20,5km + 25km

    5 tras mtb w tym:

    Trasa zjazdowa dla początkujących (?zielona?) – ?Rydzowy?
    Trasa zjazdowa typu ?flow? (?niebieska?) – ?Sokolica?
    Trasa zjazdowa dla zaawansowanych (?czerwona?) – ?Wilcza Łapa?
    Trasa zjazdowa trudna (?czarna?) – ?Diablak?
    Ścieżka podjazdowa
    1 trasa turyustyczna – ?Tabakowy? łącząca Zawoję z Oravską Polhorą
    1 Pump track, ścieżka treningowa oraz linia skoczni

    Odległość z:

    Krakowa 90km
    Katowic 114km
    Rzeszowa 238km
    Bratysławy 327km
    Warszawy 390km

    Łączna wartość projektu: 2mln złotych

    Facebook: https://www.facebook.com/BabiaGoraTrails

    Przyjedź do Zawoi 13.10 i zakończ z nami sezon na nowych trasach ?Babia Góra Trails?.

  • Gwiazda Południa – to ma sens

    Gwiazda Południa – to ma sens

    Górska etapówka, która będzie wyzwaniem, ale was nie „zabije”? Ciekawe szlaki w nie do końca wyeksploatowanym rowerowo terenie? Mocno zaakcentowany charakter regionu i dogodny, wakacyjny termin. Przygoda z Gwiazdą Południa to bardzo pozytywne doświadczenie i chętnie jeszcze ją powtórzę.

    Start czasówki w Stryszawie. Dla wielu uczestników indywidualny uphill to całkiem nowe doświadczenie.

    Improwizacja

    Dla wielu osób start w etapówce to cel sezonu, ukierunkowane przygotowania i pełna mobilizacja. Tymczasem my zdecydowaliśmy się na start w Gwieździe Południa na trzy tygodnie przed jej rozpoczęciem.

    Trenując na co dzień do różnorakich wyścigów mtb dystanse i przewyższenia, jakie oferuje beskidzka impreza Cezarego Zamany są w zasięgu zarówno maratończyka jak i zawodnika xc.

    Kompaktowy charakter trasy, który stał się w ostatnich latach standardem na tego typu zawodach, ułatwia logistykę, baza noclegowa w okolicznych miejscowościach jest różnorodna i pojemna, można więc zaoszczędzić sporo czasu i ograniczyć koszty uczestnictwa.

    W Beskidach miejscami jest stromo. Na szczęście odcinków „z buta” w ciągu czterech dni było niewiele.

    Szlaki

    To, co przekonuje do startów w etapówkach mtb to często atrakcyjna trasa. W przypadku Gwiazdy Południa ?zwiedzaliśmy? Beskid Makowski i Beskid Żywiecki (czy też Pasmo Jałowieckie), kolejne dni zaczynając i kończąc w Stryszawie, Makowie Podhalańskim i Zawoi.

    Na dłuższym dystansie ?Pro? do pokonania było 145km i 5700m przewyższenia. ?? Pro? to 95km i 3500m w pionie. Na papierze niewiele, ale trzeba wziąć pod uwagę, że etapy nie były sztucznie wydłużane o zbędne odcinki ?przelotowe?.

    Tereny w tym rejonie mają oczywiście potencjał na zaprojektowanie etapówki w wersji ?hardcore?, ale koncepcja Gwiazdy Południa jest nieco inna. To uczciwa porcja jazdy w górach, która jest do przyjęcia dla średniodoświadczonego maratończyka. A stromizny i wymagająca nawierzchnia sprawiają, że stopień trudności rośnie wraz z tempem jazdy.

    Symboliczne są też kilkukrotne wspinaczki na szczyty powyżej 1000m n.p.m., co w polskich warunkach wyróżnia imprezy o wyraźnie zaznaczonym, górskim charakterze.

    Choć codziennie wieczorem i w nocy solidnie padał deszcz a szlaki były błotniste, nie doświadczyliśmy ?masakry? lecz po prostu uczciwą jazdę w terenie.

    Zwycięzca ?Pro? spędził na trasie niespełna 9 godzin, 10 godzin jechał zawodnik na dwudziestej pozycji a pięćdziesiąty 12h20?. ?Połówka? Gwiazdy to niespełna pięć godzin dla najszybszego, 5h45? dla dwudziestego i 6h20? dla pięćdziesiątego uczestnika.

    Zawodniczki, które ukończyły Gwiazdę Południa zostały udekorowane charakterystycznymi, drewnianymi koralami.

    Regionalne akcenty

    Gwiazdę Południa organizuje Cezary Zamana, który przywozi swoją imprezę w Beskidy, gdzie współpracuje z lokalnymi organizatorami: samorządami, klubami, kolarzami. Choć jego imprezy są kojarzone z Mazowszem, dzięki lokalnemu zaangażowaniu wyścig ma silny, regionalny charakter.

    Upominki na podium wykonane przez lokalnych rzemieślników, regionalne potrawy w miasteczku zawodów, czy ludowe występy być może nie mają znaczenia dla zawodników, którzy po wyścigu chcą umyć rower, siebie, zjeść makaron i się wyspać, ale całej imprezie dodają uroku i wyróżniają ?Gwiazdę? spośród tłumu innych maratonów mtb.

    Biały obrus, domowe ciasta, kompot… bufet na mecie w Beskidzkim Raju

    Jeśli dodamy do tego codzienne zawody dla dzieci, dostajemy sensowną propozycję nie tylko dla ścigantów, ale też dla całych rodzin na spędzenie sportowego, wydłużonego weekendu w górach.

    Rywalizacja

    Jak wspomniałem na wstępie, w beskidzkiej etapówce wzięliśmy udział de facto z marszu. Większość zawodników z naszego klubu, UKS Zawojak, jako stałych bywalców zawodów cross country, wybrała dystans ???, sam pojechałem ?całość?.

    Do prologu-podjazdowej czasówki w Stryszawie podszedłem z entuzjazmem, co przełożyło się na dobry wynik w pierwszej dziesiątce open. Ów entuzjazm skończył się gdzieś w połowie pierwszego etapu ze startu wspólnego, gdzie odzwyczajony od jeżdżenia maratonów solidnie się uszarpałem i jeszcze przed Jałowcem musiałem wyraźnie zwolnić by dojechać do mety.

    Etap numer dwa, rozpoczynający się z malowniczego rynku w Makowie prowadził od początku zachęcającym do ataku podjazdem po serpentynach. Licząc na to, że nawet, jeśli mi ?zabraknie?, to wypracowana przewaga umożliwi odrobienie strat przystąpiłem do akcji, jednak jak się okazało znów pojechałem za mało ekonomicznie.

    Przejście od trybu „jedź co masz” do trybu „nie wygłupiaj się tylko jedź po wynik” zajęło mi dwa dni ;)

    Dopiero ostatniego dnia, dodatkowo zmotywowany faktem, że ?Gwiazda? kończy się w Zawoi pojechałem jak należy, najwięcej energii zostawiając na najdłuższy i najbardziej wymagający podjazd całego wyścigu, czyli Mędralową (1169m) oraz na ciekawe zjazdy poprowadzone singletrackami. Podejście ?ekonomiczne? umożliwiło mi odrobienie większości strat z dwóch poprzednich dni i zakończyło się 13. miejscem open i 6. w kategorii wiekowej w klasyfikacji generalnej całego wyścigu.

    Moja szanowna małżonka, Marianna, dojechała do mety ?połówki? na czwartym miejscu wśród kobiet (i pierwszym w kategorii wiekowej) a najlepszy zawodnik Zawojaka, Mateusz Maciążka był drugi open i pierwszy w swojej kategorii.

    Dodatkowy plus do oceny całej imprezy to wpisanie jej do kalendarza PZKol, dzięki czemu na starcie bez obaw mogli stanąć posiadacze licencji elity.

    Dzięki wspomnianej, kompaktowej konfiguracji trasy (dojazd na start kolejnych etapów nie zajmował więcej niż pół godziny), nie mieliśmy problemów z regeneracją czy ogarnięciem rowerów. Logistyka jest bardzo ważna na etapówkach, start o godzinie 10 i stosunkowo wczesne dekoracje dawały szansę na spokojne ogarnięcie siebie, sprzętu i dłuższą chwilę relaksu w ogródku.

    Tradycyjne dla etapówek wspólne zdjęcie zawodników, którzy dotarli do mety czterodniowych zmagań

    Etapówka z sensem

    Gwiazda Południa to etapówka ?w sam raz?. Choć rozgrywana jest w górach, bariera wejścia dla niedoświadczonych nie jest za wysoka. Choć jest niezbyt długa, dla poszukujących mocniejszych wrażeń dostarcza ich dość.

    Całość przeprowadzona jest sprawnie i w dobrej atmosferze. Można się solidnie pościgać na zacnych, górskich trasach, nie zarżnąć się całkowicie a po podsumowaniu kosztów startu w portfelu coś jeszcze zostanie.

    Mogłem pojechać ją lepiej, ale mimo rozczarowania związanego z niezbyt rozsądną taktyką na dwóch etapach ogarnąłem się na tyle szybko, by zakończyć ściganie w Zawoi dobrym akcentem. Jeśli Cezary Zamana będzie kontynuował ten projekt (a taki ma plan), to chętnie za rok przyjadę tam znowu.

    Pełne wyniki klasyfikacji generalnej oraz poszczególnych etapów znajdziecie TUTAJ 

    Użyłem zdjęć udostępnionych przez organizatora. Pełną galerię oraz więcej informacji znajdziecie na http://www.gory.zamanagroup.pl

  • Gwiazda Południa 2018, czyli jadę etapówkę

    Gwiazda Południa 2018, czyli jadę etapówkę

    Po dziesięciu latach przerwy wystartuję w swoim dziesiątym wyścigu etapowym mtb. Gwiazda Południa to dobra propozycja, żeby przypomnieć sobie o co chodziło w tej zabawie. Nie za długa, do tego w ciekawym terenie. I blisko od domu.

    Mówią, że jazda w wielkim tourze zmienia i rozwija kolarza. Po ukończeniu trzytygodniowego wyścigu do domu wraca nowy, lepszy sportowiec. Awans do składu na Giro czy Tour to cel i marzenie młodych zawodników. Sukces tam, choćby niewielki, to zapisanie się w kronikach kolarstwa i szansa na lepszy kontrakt, zmianę drużyny lub poprawę pozycji w obecnej. To także bardzo silny bodziec treningowy, po którym nic już nie jest tak samo.

    Dla amatora etapówka to często wyzwanie: ukończenia, przejechania, sięgnięcia do własnych zasobów głębiej niż podczas jednodniowej imprezy. Z zachowaniem skali efekt może być ten sam z tą różnicą, że o uczestnictwie decyduje zdrowy rozsądek i czasami refleks przy zgłoszeniach, ponieważ niektóre wydarzenia tego typu cieszą się wielką popularnością wśród rowerzystów na całym świecie.

    Był taki czas, gdy co sezon brałem udział w wyścigach etapowych mtb. Jeśli dobrze liczę, w latach 2005-2008 miałem do nich dziewięć podejść, w tym dwa nieukończone.

    W ostatnich latach unikałem tematu wielodniowych zawodów, choć w różnych konfiguracjach startowałem dzień po dniu. A to uphill-maraton, a to maraton-xc a to uphill-xc albo jeszcze coś innego.

    Tym razem decyzję podjąłem dość późno, właściwie pod koniec czerwca. Gdy okazało się, że mistrzostwa kraju cross country organizowane są na drugim końcu Polski, po analizie zysków i strat stwierdziłem, że cóż szkodzi zamiast jechać na Mazury przypomnieć sobie, jak to jest ścigać się cztery dni z rzędu.

    Istotnymi argumentami była niewielka odległość od domu: Stryszawa, Maków Podhalański i Zawoja, gdzie rozgrywana jest organizowana przez Cezarego Zamanę ?Gwiazda Południa? leżą zaledwie kilkadziesiąt kilometrów z Krakowa.

    Nie bez znaczenia jest też fakt, że od dwóch lat reprezentuję lokalny klub UKS Zawojak, zatem to dodatkowa motywacja by na szlakach Beskidu Makowskiego zostawić trochę zdrowia.

    Na koniec wreszcie przypomnę, że od pewnego czasu w ramach ?patronatu medialnego? wspieram dobrym słowem imprezy Zamana Group.

    Zdaję sobie sprawę, że ?Gwiazda Południa? to etapówka początkująca, zatem jeszcze nie tak popularna jak imprezy w Beskidzie Śląskim czy w Sudetach. Na papierze nie jest również przesadnie ciężka, choć w przypadku tych, konkretnych gór dystanse ok. 50km wcale nie muszą być łatwiejsze niż 80km w okolicach Szklarskiej. Tak czy inaczej trzy, trzygodzinne maratony dzień po dniu poprzedzone czasówką-uphillem są czymś, co teoretycznie powinienem nie tylko móc przejechać w sensownym tempie, to jeszcze liczę na to, że zaprocentuje na dalszą część sezonu. A może i na dłużej.

    Faktycznie było bowiem tak, że wraz z kolejnymi etapówkami jeździłem coraz szybciej. Nie jest to jednak takie oczywiste, ponieważ na wielodniowych zawodach można popełnić kilka błędów. Jednym z nich jest przeszacowanie swoich sił, w efekcie czego jest wyczerpanie, uszkodzenie sprzętu lub kontuzja. Drugą jest, cóż, zwyczajna strata czasu polegająca na zbyt zachowawczej jeździe.

    Tym, co różni amatorskie etapówki mtb od szosowych wyścigów zawodowców, poza kwestiami oczywistymi, jest jeden, dodatkowy element, który zmienia wszystko. To konieczność samowystarczalności: serwisu sprzętu, wyżywienia, regeneracji, szeroko pojętej logistyki.

    Można świetnie radzić sobie na trasie, ale przegrać zawody przez rozpraszanie się na niepotrzebnych czynnościach, zaniedbaniu roweru, problemach z noclegiem czy pominięciu w emocjach jakiegoś posiłku.

    Jak we wszystkim liczy się więc opanowanie i doświadczenie. Ciekawe więc, jak sobie poradzę nie tylko z kolejnymi etapami, ale właśnie z całą resztą.

    Więcej informacji o Gwieździe Południa znajdziecie tutaj: http://www.gory.zamanagroup.pl/, jak dam radę będę wrzucał jakieś krótkie aktualizacje po etapach na blogowego facebooka i instagrama. No chyba, że będzie padać, wtedy czas zajmie mi serwisowanie rowerów.

    Zachęcam też do polubienia profilu naszego klubu: https://www.facebook.com/zawojak/

  • Pod znakiem cross country

    Pod znakiem cross country

    Patrząc na frekwencję można by rzec ?szału nie ma?. Jeśli jednak w jednym województwie w ciągu sezonu rozgrywanych jest 11 imprez cross country, to znaczy, że ta odmiana mtb, przynajmniej lokalnie, jest daleka od wieszczonego przez lata upadku.

    Rzut oka

    Cztery eliminacje Pucharu Szlaku Solnego. Trzy Małopolskiej Ligi Kolarskiej i trzy Pucharu Tarnowa. Do tego niezależny ?Puchar Chochołowskich Term?. Od połowy kwietnia do końca września w Małopolsce rozegrano 11 oficjalnych wyścigów cross country. W dziesięciu z nich wziąłem udział i mam nadzieję, że sezon 2018 będzie pod tym względem równie owocny.

    ?Oficjalne? oznacza tyle, że każde z tych wydarzeń było wpisane do kalendarza, albo PZKol albo MZKol, zatem docelowo były one adresowane do zawodników z licencjami. W przypadku Pucharu Szlaku Solnego w kategoriach ?nieamatorskich? taki dokument był wymagany, mastersi mogą się ścigać bez konieczności wykupienia członkostwa w Związku. Puchar Tarnowa i Małopolska Liga Kolarska dopuszczały zawodników bez licencji. Charakterystycznym i nieodłącznym elementem wszystkich tych wyścigów jest organizowanie wyścigów dla dzieci, które mogą uczestniczyć po podpisaniu przez rodziców stosownych oświadczeń.

    W Pucharze Szlaku Solnego startowały 343 osoby, reprezentujące 54 kluby. W Małopolskiej Lidze Kolarskiej sklasyfikowano 73 zawodników i zawodniczek z 37 zespołów (ale do ?generalki? liczono tylko tych, którzy startowali we wszystkich eliminacjach), na pojedynczych wyścigach frekwencja wynosiła, podobnie jak na PSS ok. 150 osób, łączna liczba startujących była zbliżona do tej na PSS. W Pucharze Tarnowa, najstarszej serii imprez mtb w kraju wzięło udział w sumie 166 kolarzy. Puchar Chochołowskich Term to 105 uczestników.

    To dość typowe liczby dla wyścigów XC w kraju. Mimo wszystko cross country to spore wyzwanie, ta bardziej kwalifikowana odmiana wytrzymałościowego kolarstwa górskiego. Stąd też nie przyciąga na start tłumów.

    Ciekawostką jest, że na MLK nie było opłaty startowej dla wszystkich kategorii wiekowych, oprócz regulaminowych nagród finansowych ?kasę? na podium dostawali także mastersi a na koniec rozlosowano dwie nagrody specjalne: 2000zł dla zawodnika indywidualnego oraz 3000zł dla jednego z klubów, które regularnie brały udział w tej serii (zastrzyk gotówki dotarł do UKS ?Four Bike?). ?Kasa? zgodna z przepisami była również na PSS, natomiast na Pucharze Tarnowa od lat są przyzwoite nagrody rzeczowe.

    https://www.instagram.com/p/BYblzPeAJOE/

    Naturalnie, nie znaczy łatwo

    Na małopolskich XC tras nie buduje się koparkami, wywrotkami z gruzem i nie wozi się drewna do lasu. Co najwyżej tu i ówdzie autorzy rund dokonują niewielkiej korekty istniejących ścieżek lub prowadzą nową przecinkę przez las.

    Najciekawsze, klasyczne orkążenia można odnaleźć na Pucharze Szlaku Solnego. To typowe ?xc w stylu vintage?, wykorzystujące ukształtowanie terenu, który na Podhalu oferuje spore trudności. Dodany w tym roku do menu PSS Tuchów, w poprzednich sezonach goszczący Puchar Polski XCO, również nie odbiega od tego standardu, choć akurat w tej lokalizacji organizatorzy chętnie sięgają po łopatę i deski, dodatkowo urozmaicając trasę. By poradzić sobie na PSS, trzeba mieć już pewne doświadczenie w jeździe na rowerze mtb a na korzeniach, kamieniach, zakrętach i stromiznach można wykazać się dobrą techniką i kondycją.

    Małopolska Liga Kolarska to z kolei rundy składające się z jednego, stromego podjazdu oraz naturalnego zjazdu. Momentami jest ciężko, ale okrążeń jest mniej niż na PSS a co za tym idzie w najmocniej obsadzonych kategoriach początkującym łatwiej utrzymać się bez ?dubla?.

    Najbardziej przyjazny dla początkujących i z najmniejszą barierą wejścia jest Puchar Tarnowa. Tam poradzi sobie właściwie każdy, nawet początkujący maratończyk, o stopniu trudności decyduje tempo jazdy. Wymiana jednej z eliminacji na klasycznej trasie na Górze Świętego Marcina na nową lokalizację w podtarnowskiej Zbylitowskiej Górze dała nowy oddech tej zasłużonej, choć nieco ?zużytej? serii wyścigów.

    https://www.instagram.com/p/BYVUo4CAmEs/

    Dobre miejsce na start?

    Dzieci, żacy, młodzicy i juniorzy młodsi to główny adresat małopolskich xc. To oni ?robią frekwencję?, to oni uczą się kolarstwa górskiego i to oni później idą w świat. Wielu kadrowiczów, zawodowców lub po prostu bardzo solidnych kolarzy zaczynało swoją przygodę z wyczynowym mtb właśnie tutaj. Lokalne kluby, gminne, powiatowe, UKSy oraz rodziny są zapleczem nie tylko wojewódzkiego, ale i krajowego kolarstwa górskiego.

    Nieco gorzej jest wśród juniorów i elity. Tam albo, w poszukiwaniu rozwoju i perspektyw zawodnicy podpisują kontrakty z grupami zawodowymi, albo zostają na poziomie regionalnym, z czasem wykruszają się i zostają tylko najwytrwalsi. Wracają po kilku latach przerwy w kategorii Masters, która od lat składa się z lojalnej grupy kilkudziesięciu uczestników regularnie jeżdżących z wyścigu na wyścig.

    Czy to jest dobre miejsce, żeby ?zacząć swoją przygodę z xc?? Cóż, i tak i nie. Jeśli jesteś nastolatkiem, z pewnością tak. Jeśli jesteś mastersem i dajesz sobie radę na maratonach, również. Jeśli masz 19-29 lat i na imprezach masowych, tracisz więcej niż 10-15% do zwycięzcy, na klasycznym, górskim maratonie, pojawiając się na xc solidnie dostaniesz po tyłku.

    Trzykilometrowa pętla, na której znajduje się tyle elementów ?pure mtb? co na pięćdziesięcio kilometrowym maratonie weryfikuje i formę i technikę jazdy. Jeśli się nie zniechęcisz, po jednym sezonie chcąc czy nie chcąc będziesz lepszym kolarzem.

    https://www.instagram.com/p/BYQ_hl4ARw2/

    W telewizji raczej cię nie zobaczą

    PSS, MLK i PT mają charakterystyczną atmosferę. Tu wszyscy się znają od lat: zawodnicy, sędziowie, organizatorzy, trenerzy klubów. Wspólnie spędzony na zawodach czas w każdym sezonie sumuje się do kilku, solidnych dniówek.

    Jest więc po prostu sympatycznie i miło każdej wiosny po kilkumiesięcznej przerwie spotkać swoich wyścigowych znajomych.
    Lokalne imprezy prowadzone przez lokalnych pasjonatów dla lokalnych pasjonatów, nawet, jeśli oferują całkiem wysoki poziom sportowy (o czym świadczą wyniki Mistrzostw Polski, gdzie w czołówce a nawet z ?koszulkami z orłem? znajdziemy spore grono reprezentantów małopolskich klubów) w pewnym sensie stoją w miejscu. Ani nie szukają rozgłosu, ani nie walczą o frekwencję.

    Skoro jednak wszystko działa: jest sprawnie, bezpiecznie, przewidywalnie i solidnie, trudno szukać argumentów ?przeciw? takiej postawie. Z drugiej strony, jeśli popatrzeć za południową granicę, czyli na Słowację, imprezy w zasadzie na takim samym poziomie co nasze mają międzynarodową kategorię UCI. Niską, bo niską, ale zawsze.

    Być może więc tu i ówdzie można by podziałać z trochę większym rozmachem, ale nie będę narzekał. Zamiast tego podziękuję organizatorom, lokalnym sponsorom, działaczom, sędziom, trenerom, zawodnikom i kolegom, z którymi kolejny rok się ścigałem na małopolskich wyścigach xc. Dobra robota. I do zobaczenia wkrótce, przynajmniej w takim samym lub trochę większym gronie!

    PS. Szczególne podziękowania dla klubu i ekipy UKS Zawojak Zawoja, w barwach którego startowaliśmy z żoną we wszystkich wymienionych w tekście wyścigach.

  • Rower do XC wymyślony od nowa

    Rower do XC wymyślony od nowa

    To nie jest test. To raczej krótka historia o tym, jak bardzo zmienia się sprzęt i jak wiele możliwości daje teraz najprostszy z rowerów górskich: klasyczny hardtail.

    Wiosną 2013, czyli ?pięć sezonów temu?, kupiłem nowego ?górala?. Stary, na kołach 26? był na tyle zużyty, że regeneracja przestała być opłacalna. Trochę na zasadzie randki w ciemno, trochę po głębszym researchu, zdecydowałem się wówczas na aluminiowego Canyona, model Grand AL 8.9.

    Założenie było dość proste: chciałem możliwie nowoczesny sprzęt, wyposażony we w miarę rozwojowe komponenty i rozwiązania. Stąd też przednia przerzutka była mocowana w systemie ?direct mount?, oba koła miały sztywne osie a łożyska sterów różną średnicę. Jedyne, czego brakowało, to kół tubeless, ale jakoś to przeżyłem. Osprzęt był mieszanką grup Srama od X7 do X9, w komplecie znalazł się Sid Rock Shoxa oraz Mavic Crossride.

    https://www.instagram.com/p/9Qvhe-kcpz/

    Ścigałem się na nim przez dwa sezony w lokalnych zawodach xc i maratonach. Byłem na tyle zadowolony, że robiąc ?upgrade? do lepiej wyposażonego, karbonowego roweru bez wahania wybrałem model tego samego producenta.

    Po pierwsze, już w wersji aluminiowej pasowała mi geometria, która w węglowym następcy została nieco udoskonalona (m.in. skrócono i tak krótki tył). Po drugie w sensownej cenie kupowałem sprzęt całkowicie ?race ready?, na pełnej grupie X.0, bardzo szybkich kołach DT i z topowym widelcem World Cup z hydrauliczną blokadą. Po trzecie, stary rower mógł zacząć pełnić funkcję pełnoprawnej treningówki a w razie problemów, dzięki kompatybilności stać się dawcą organów.

    https://www.instagram.com/p/BKbMwifBv_-/

    Dwa sezony na karbonowym Grand Canyonie SLX to doświadczenie obcowania z zaawansowanym, nowoczesnym rowerem, gdzie jedynym ograniczeniem jest tak naprawdę moja moc. Bo tego typu sprzęt umożliwia rywalizację właściwie na każdym poziomie zaawansowania i rodzaju trasy.

    https://www.instagram.com/p/BGO0-vHkckI/

    Tej wiosny (czyli 2017) miałem okazję pojeździć na następcy ?Grand Canyona?, czyli modelu Exceed (CF SL 6.9). To zaprojektowana od nowa rama: lżejsza, sztywniejsza i w ogóle naj. A do tego z drobnymi zmianami w geometrii.

    Jedyny szkopuł, to że model, do którego miałem dostęp, wyposażony był analogicznie do mojego pierwszego 29era, tyle, że zamiast Srama ma Shimano XT/SLX i Rebę w miejsce Sida. Za to, co ważne, przystosowaną do osi typu Boost. Gdyby miał to, co mój rower ?właściwy? pewnie właśnie brałbym kredyt ;).

    https://www.instagram.com/p/BRQb7QSDjRR/

    Dlaczego? Cóż…

    Wsiadłem, pojechałem i? doznałem szoku. Jasne, to zupełnie inna rama: w rozmiarze M, w porównaniu do poprzednika ma o 10mm dłuższą, górną rurę (600mm), niższą o tyle samo główkę ramy (90mm) a jej kąt jest o 0,5 stopnia bardziej skierowany w stronę poziomu (69,5). Tylny trójkąt skrócono o 5mm, uzyskując imponujące 427mm, czyli w zasadzie tyle, co w wielu, niezłych rowerach 26?. Baza kół jest krótsza o niespełna 7mm. Do tego przekroje rur mają odmienny kształt, podobnie jak mufa suportu i główka ramy.
    Nie spodziewałem, się, że, w teorii kosmetyczne zmiany dadzą tak wielką różnicę.

    To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z kolejnym pokoleniem roweru do XC.

    Co ciekawe, nawet mój aluminiowy 29er z 2013r wciąż sprawdza się w trudnym terenie i właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by po gruntownym serwisie części eksploatacyjnych z powodzeniem brać na nim udział w amatorskich zawodach. Pięć sezonów temu była to na tyle fajna konstrukcja, że zasadniczo się nie zestarzała.

    Podobnie carbon z sezonu 2015 jest wciąż konkurencyjną maszyną, na której, jeśli nie wygram w totolotka lub nie dam się uwieść pieniądzom jakieś korporacji, będę jeździł jeszcze ze dwa lata. A może i więcej. Jest lekki, szybki a przeszkody pokonuje się na nim z łatwością.

    Ale.

    Exceed to nowa jakość. Prostota prowadzenia, wchodzenia w zakręty, skakania i przejeżdżania przez nierówności czy progi jest niesamowita. Postęp, jaki obserwuję na przykładzie ewolucji sprzętu do cross-country projektowanych przez inżynierów Canyona jest niesamowity.

    https://www.instagram.com/p/BRDPyDVDCHN/

    Zastanawiam się nawet, jak potoczyłby się rozwój mtb, gdyby takie rowery pojawiły się na rynku wcześniej: 7, 10, 12 lat temu. Gdzie byłoby współczesne cross country, czy w ogóle moglibyśmy mówić o czymś takim jak ?enduro?, skoro ?zwykły? (no dobra, całkiem zaawansowany i nie tani) hardtail ma takie możliwości.

    Carbon robi swoje, przemyślana geometria robi swoje a nowe standardy (precyzja sterowania, jaką daje Boost jest super!) choć powodują, że domowy park maszyn traci zaletę kompatybilności, tworzą razem niezwykłe połączenie.

    Trzeba pamiętać, że jeździłem na najniższym modelu serii Exceed, który, jak każdy tego typu rower miał pewne mankamenty.

    Jedyną zaletą tanich kół systemowych jest to, że w ogóle są założone, dzięki czemu możemy na takim rowerze jeździć. O ile nie czuć ich ułomności w przypadku sprzętu na ramie alu, to zaawansowany carbon zwyczajnie upośledzają.

    Shimano napęd z dwiema zębatkami produkuje chyba tylko po to, by pokazać, że w przeciwieństwie do swojego konkurenta potrafi produkować działające przednie przerzutki.

    Brak tubelessów w sprzęcie za prawie 10 tysięcy jest przykry, bo brak dętek to kolejna zdobycz cywilizacyjna, która powinna zostać wpisana przez ONZ do katalogu praw podstawowych.

    Tyle tylko, że takie wady znajdziecie w analogicznym rowerze dowolnej marki. Za wersję ?race ready? trzeba zapłacić ok. 3 tysięcy złotych więcej.

    W całej sprawie istotne jest jedno: kupując w sezonie 2017 hardtaila takiego jak Canyon Exceed doświadczacie jazdy na rowerze xc na nowo. Bariera wejścia do tej, z pozoru elitarnej, dyscypliny jest mniejsza niż kiedykolwiek. I tak, na trasy maratońskie też się nadaje.

    PS Tekst nie jest sponsorowany.

  • MTB 2016 – gdzie było najfajniej

    MTB 2016 – gdzie było najfajniej

    Spośród dwudziestu imprez rowerowych, w których startowaliśmy w sezonie 2016 wybrałem te najciekawsze. Nasycony rynek daje wiele możliwości wyboru, o tym, co zapada w pamięć i dobrze się kojarzy często decydują detale.

    Na wstępie mam dwie uwagi. Po pierwsze, kalendarz startów ułożyliśmy nieco chaotycznie, po drodze wprowadzając zmiany ?w locie?, zmieniając plany i spontanicznie reagując na pojawiające się możliwości. To niekoniecznie sprawdza się pod względem sportowym, ale daje więcej szans na nowe przygody.

    Sezon 2016 był też pierwszym, w którym oficjalnie współpracowałem z dwoma organizatorami imprez rowerowych: z Lang Teamem oraz z Zamana Group. Myślę jednak, że wystarczająco długo działam w tej branży, by potrafić wznieść się poza zobowiązania wynikające z tego typu umów i rzetelnie ocenić wybrane wyścigi.

    Od przełomu lutego i marca do przełomu września i października razem z moją szanowną małżonką pojawiliśmy się na: przełajach, cross country, maratonach oraz uphillach. To trochę zbyt wiele srok złapanych za ogon, co szczególnie odbiło się na mojej formie. Marianna poradziła sobie nieco lepiej. Ale nie w tym rzecz, ponieważ wrażenia związane z własną jazdą sobie a imprezy sobie.

    A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

    Dlatego też, za najfajniejszy wyścig, w którym startowałem w sezonie 2016 uważam?

    Cyklokarpaty w Wierchomli

    Rozgrywana pod koniec sezonu na górskiej, klasycznie maratonowej trasie, finałowa eliminacja Cyklokarpat zdobyła moje serce na tyle, że jeśli znajdzie się w programie na sezon 2017, z miłą chęcią tam wrócę.

    Były to jedyne ?Cyklokarpaty?, na których startowałem w tym roku, wiem też, że poszczególne eliminacje różnią się między sobą poziomem. Atmosfera uzdrowiska, solidne przewyższenie, poziom sportowy i bardzo sprawna organizacja powodują, że mimo przeciętnej jazdy z Wierchomli wracałem z uśmiechem na ustach. Cieszy też rozwój tej serii, który obserwuję w każdym kolejnym sezonie. Jeśli miałbym wskazać maraton, któremu najbliżej jest do słowackich standardów, które stawiam wyżej niż nasze, byłby to właśnie ten.

    Drugie miejsce przyznaję

    Maratonowi Lang Teamu w Bukowinie Tatrzańskiej

    Szczerze mówiąc zapomniałem, jak bardzo profesjonalny potrafi być Czesław Lang i jego ekipa. Fakt, te imprezy są ?przywożone w ciężarówce? a nie organizowane przez lokalnych pasjonatów, ale doświadczenie World Touru przekładane jest na wyścig dla amatorów. Do tego w Bukowinie przygotowano wymagającą rundę, która dla wielu uczestników regularnie startujących ?u Langa? była niemałym szokiem.

    Mimo paskudnej pogody zawody przeprowadzono sprawnie a eliminacja Pucharu Polski sprawiła, że na starcie pojawiły się zacne nazwiska. I znów, jeśli Lang Team w przyszłym roku wpisze Bukowinę do swojego kalendarza, to chętnie się tam pojawię.

    A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

    Trzecie miejsce, nieco sentymentalnie wędruje do

    Pucharu Szlaku Solnego

    Od mojego powrotu na rower co roku staram się startować we wszystkich eliminacjach tej małopolskiej serii wyścigów XC. Po pierwsze dlatego, że mam blisko, po drugie, że jest to ?cross country w starym stylu?: ciężkie fizycznie, na naturalnych trasach, organizowane według sprawdzonego regulaminu i harmonogramu. Niestety w tym sezonie ominąłem najciekawszą eliminację, będącą równocześnie Pucharem Polski w Skomielnej Białej, rozgrywaną na jednej z najbardziej wymagających tras w kraju. Sprawdzone Spytkowice, Orawka i Rabka wystarczyły mi do tego, by trochę się pościgać z mocnymi rywalami z regionu.

    Szlak Solny to stosunkowo kameralne imprezy, na które przyjeżdżają właściwie tylko zawodnicy zainteresowani ściganiem jako takim. Na Podhale przybywają jednak kluby z innych województw, bo mimo wszystko góry to góry, i to tu można zdobyć pierwsze doświadczenia w sensownym xc, solidnie potrenować czy sprawdzić formę przed ważniejszymi imprezami.

    Jasne, można się zżymać, że całość stoi w miejscu i się nie rozwija, z drugiej strony trzeba postawić pytanie, czy wszyscy muszą ulegać paradygmatowi ciągłego wzrostu.

    A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

    A teraz przechodzimy do części najciekawszej, czyli

    Wyróżnienia

    Po pierwsze Cezary Zamana, który oswaja Warszawiaków z Górami. Weekend na przedmieściach Nowego Targu, z kilkukrotnym wjazdem na Turbacz: podczas uphillu oraz maratonu to ciekawa propozycja na początek wakacji. Nie jestem przekonany, jak można ogarnąć taką mnogość imprez w ciągu roku, jak to robi Zamana Group, ale jakoś im się udaje. Tak czy inaczej, pomysł, by zaprosić ścigantów z Mazowsza w Gorce wydaje mi się ciekawy, zatem Uphill na Turbacz oraz Mazovia MTB Marathon w Łopusznej lądują na mojej liście.

    Po drugie Uphill MTB Beskidy. W poprzednich sezonach zaglądaliśmy tam gościnnie, na jedne zawody, tym razem przejechaliśmy tę mikro serię w całości. Pięć wyścigów rozegranych w trzy tygodnie na Śląsku Cieszyńskim to ekspresowe wycieczki na Ostry, Czantorię, Wielki Połom, Tyniok i Równicę. Trochę czuć, że to zawody robione ?przez lokalesów dla lokalesów?, ale jak ci lokalesi cisną po znanych sobie ścieżkach, można dowiedzieć się tylko przyjeżdżając na beskidzkie uphille. A do tego docenić, czym jest Unia Europejska i Strefa Schengen.

    Na koniec i nieco poza kategorią zostawiłem temat, który powraca co roku, czyli

    Słowacja

    Tym razem odwiedziliśmy trzy maratony: w Udicy, Dolnym Kubinie oraz miejscowości Granc Petrovce. Trzy różne regiony Słowacji, trzej różni organizatorzy, ale dbałość o uczestnika jest wszędzie taka sama. Trochę mi smutno, że tak niewiele osób jest chętnych na nowe doznania i nie wychyla nosa poza znane ścieżki i schematy organizatorów, do których jeździ przez lata, ale cóż? Wasza strata.

    Co jeszcze mogę dodać? Pozytywne jest to, że w sezonie 2016 nie trafiliśmy na żadną imprezę, która byłaby ewidentną wtopą organizatora. Wiadomo, jakieś drobne potknięcia trafiają się każdemu, ale ogólnie mam wrażenie, że w kwestii jakości imprez rowerowych jest lepiej. Inna sprawa, że konsekwentnie wybieramy te starty, które mają w sobie spory potencjał ?fajności?. Taka już zaleta jazdy wyłącznie dla siebie i bez większych zobowiązań.

    A jakie były Wasze najlepsze doświadczenia z imprez kolarskich w sezonie 2016?

  • Enduro Trails na rowerze XC

    Enduro Trails na rowerze XC

    Nie do końca rozumiem ideę, która stoi za odmianą kolarstwa nazwaną ?enduro?. Nie jestem też fanem sztucznych tras budowanych na potrzeby rowerzystów mtb. Mimo wszystko do kompleksu singletracków w Bielsku-Białej, czyli Enduro Trails mam tak niedaleko, że i tak w końcu tam trafiłem.

    Wizytę na zboczach Koziej Góry zaliczyliśmy, co jest dość symptomatyczne, przy okazji weekendu podczas którego startowaliśmy w beskidzkiej serii Uphilli. Mimo to, wiedząc mniej więcej, czym powinno się ?jeść? przygotowane singletracki nie miałem obaw o sprzęt. W końcu na rundach wyścigów XC ostatnio dość często spotyka się różne ekstrema, z którymi nasze klasyczne hardtaile dają sobie radę.

    Siąpiący deszcz sprawił, że Enduro Trails świeciły pustkami, w związku z czym nie musieliśmy się ani spieszyć ani stresować faktem, że będziemy przeszkadzać komuś oswojonemu z terenem, w związku z czym jadącemu o wiele szybciej.

    https://www.instagram.com/p/BIb3Q31Bg5o/

    Trafienie na miejsce nie stanowi problemu, podobnie jak odnalezienie szlaków. Na dole przy parkingu znajdziecie pumptrack, centrum informacyjne czy możliwość pożyczenia roweru, ale to pewnie już wiecie z innych relacji. Nie mieliśmy za wiele czasu no i mimo wszystko pogoda nie rozpieszczała, więc czym prędzej wjechaliśmy do lasu.

    Na dzień dobry pojechaliśmy na koniec kompleksu, by zjechać ?Stefanką?, najłatwiejszą z tras, krótką i niezbyt stromą. W kontekście całości jest to taki ?Twister? w wersji mini. Dobry na rozgrzewkę, ścieżka jest w całości szutrowa, wyprofilowana i odwodniona. To taki prosty pumptrack, prowadzący lekko w dół, dający szansę ćwiczyć płynność jazdy. Fajny. Tym bardziej, że ma 600m długości a z mety na start podjeżdża się jakieś trzy minutki.

    By dostać się do rzeczonego ?Twistera?, czyli prawdopodobnie głównej atrakcji Enduro Trails trzeba włożyć więcej wysiłku. Fajny, szutrowy podjazd ma ponad 2km i 11% stromizny. W tempie ?noga za nogą? to 20 minut jazdy, autorem najszybszego czasu na Stravie jest tam Bogdan Czarnota, który wspinał się 10 i pół minuty.

    Sam ?Twister to prawie 4km podobnego do opisywanego wcześniej, szutrowego pumptracku. Górna część (nazwana ?ABC Line?) jest odrobinę bardziej stroma a zakręty są ciaśniejsze. Dolna (?Beskidia Flow?) trawersuje zbocze szerszymi agrafkami, oferuje za to więcej możliwości interpretacji kolejnych muld, stolików i band.

    W celu pokojowej koegzystencji ze spacerującymi na Koziej Górze pieszymi co jakiś czas trasa jest przerwana, trzeba zmieścić się między drewniane barierki i na moment zwolnić.

    Kluczową informacją jest ta, że im szybciej jedziemy tym jest ciekawiej i jest więcej możliwości: a to można z czegoś się wybić a to spróbować bardziej się pochylić a to bardziej intensywnie ?pompować? na kolejnych muldach.

    endurotrails-2

    Po zapoznaniu z „Twisterem” mojej małżonce spodobało się na tyle, że przejechała go jeszcze raz, kończąc zabawę z wyraźnym uśmiechem na twarzy. Tymczasem ja postanowiłem sprawdzić, czym faktycznie jest owo ?enduro? i wybrałem się na trasę nazwaną ?Stary Zielony? (dla niepoznaki oznaczoną kolorem czerwonym ;) ), która podobno ma być typowym przedstawicielem swojego gatunku.

    Dostałem tam klasyczny, beskidzki zjazd leśną ścieżką z odrobiną kamieni, dwoma ciekawymi ?dywanami? z korzeni, kilkoma hopami (oznaczone jako ?gap?, ale każda z nich stanowi całość, więc można jechać) i niewielkim, sztucznym rockgardenem.

    https://www.instagram.com/p/BIb2R4vBRQO/

    Najciekawszy element to wspomniane, korzenne dywaniki, których główną trudnością jest umiejscowienie na lekkim trawersie. Gdy jest mokro, są nieco zdradliwe, ale powiedzmy sobie szczerze, współczesne rowery, nawet te XC dają sobie radę z takimi przeszkodami bez najmniejszego problemu. Właściwa część ?Starego Zielonego? kończy się dość szybko i, cóż, rozczarowuje.

    Zapewne konkretnie upalając daje sporo emocji, ale po ścieżce opisywanej jako ?enduro? mimo wszystko spodziewałem się czegoś innego niż zjazd, jaki można spotkać na typowym, górskim maratonie.

    Do przetestowania został mi jeszcze ?DH+?, ciekawe, co można spotkać na nim?

    Tak czy inaczej, Enduro Trails są fajne, choć wyjeżdżaliśmy z Bielska z zupełnie innymi wrażeniami. Mariannie bardzo spodobała się idea kilku oznaczonych, zmieszczonych na niewielkim terenie szlaków, na których można w bezpieczny i kontrolowany sposób trenować technikę, oswajać się z prędkością czy poznawać możliwości roweru.

    Ja z kolei nie ukrywam, że zamiast kręcić się po tego typu parku wolałbym po prostu pojechać na wycieczkę w Beskidy, natomiast widzę dla nich fajne zastosowanie scricte treningowe. Szutrowy podjazd aż się prosi, by zabrać na niego miernik mocy, zaś ?Twister? jeżdżony na zmianę ze ?Starym Zielonym? może być niezłym ćwiczeniem szybkości, płynności i techniki.

    Póki co na Stravie (stan na 01.08.2016) ?Twistera? przejechało prawie 750 osób, ?Stary Zielony? 357 a ?Stefankę? 345. To chyba nieźle, więcej niż na niejednej masowej imprezie mtb.

    https://www.instagram.com/p/BIb2oK6BcoM/

    Pewnie będziemy tam co jakiś czas zaglądać, głównie w celach treningowych, i korzystając z tego, że mamy niedaleko. Z drugiej zupełnie nie mam ochoty na wizytowanie kolejnych tego typu miejscówek, chyba, że całkowicie przy okazji.

    Sztuczne trasy kompletnie mnie nie bawią, choć równocześnie zdaję sobie sprawę, ze dla wielu osób takie zapoznanie z górami w wersji ?soft?, czyli oznaczonej, zaprojektowanej i dającej poczucie kontroli oraz bezpieczeństwa jest dokładnie tym, co sprawi im najwięcej satysfakcji.

    Na zapoznanie się z Enduro Trails nie trzeba wiele czasu:przejazd trzema trasami: Stefanką, Twisterem i Starym Zielonym to niespełna 600m w pionie i 1h45? jazdy w bardzo wycieczkowym tempie. Można to więc zrobić albo, tak jak my, ?w przelocie i przy okazji? albo zaplanować jako rozgrzewkę przed dłuższym pobytem w tym, tradycyjnym dla kolarzy mtb, regionie.

    Niezbędne informacjie o całym kompleksie znajdziecie na http://endurotrails.pl/

  • Weź rower mtb i pojedź do Trentino

    Weź rower mtb i pojedź do Trentino

    Pierwsze skojarzenie, jakie mam z włoskim regionem Trentino to oczywiście szosa. Pnące się pod niebo serpentyny, na których co roku rozgrywane są decydujące etapy Giro d?Italia. Tymczasem Trentino, czy też po polsku Trydent ma również wiele ciekawych propozycji dla kolarzy górskich.

    Dolomity, czyli wschodnia część Alp ze swoim najwyższym szczytem, Marmoladą zimą są chętnie odwiedzane przez narciarzy: zjazdowych i biegaczy, latem to mekka szosowców, ale przyjrzyjmy się co można zrobić w Trentino na rowerze mtb.

    Najbardziej znaną imprezą w regionie jest oczywiście majowy Bike Festiwal Garda Trentino, który nieprzerwanie od 1994r jest organizowany nad słynnym jeziorem Garda. Co roku rozgrywany jest tam maraton, jego najdłuższy dystans, ?Ronda Extrema? to jeden z wzorców dla długodystansowych wyścigów mtb. Co roku nad Gardę przyjeżdża światowa czołówka, która ściga się w tych prestiżowych zawodach, ale również wielu amatorów, w tym zawodnicy z Polski. Ostatnio maraton nad Gardą jest jednym z pierwszych wiosennych celów Michaliny Ziółkowskiej, która w 2015r wygrała 74km dystans ?Ronda Grande? liczący 3000m przewyższenia.

    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Pietro Masturzo?
    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Pietro Masturzo?

    Z kolei dla szosowców – amatorów propozycją jest słynne ?gran fondo? o nazwie ?Maratona?. W tym troku trasa morderczego, 14. etapu Giro d?Italia na którym zabłysnął Steven Kruijswijk była de facto tożsama z ?Maratoną?, zatem biorąc udział w tym maratonie można samemu zmierzyć się z wyzwaniem, z jakimi zmagali się zawodowcy.

    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Michele Mondini?
    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Michele Mondini?

    Fani ekstremy mogą się wybrać na przełomie sierpnia i września (29.08-11.09) na mistrzostwa świata w konkurencjach grawitacyjnych, które zostaną rozegrane w Val di Sole. Miejscowość tę możecie kojarzyć z sukcesów Mai Włoszczowskiej w Pucharze Świata XCO (była tam pierwsza w 2010 i druga w 2011r), ale tym razem Val di Sole zaprasza fanów downhillu, 4X oraz trialu. O tęczowe koszulki będą walczyli najlepsi zjazdowcy. Natomiast, i to być może bardziej Was zainteresuje, w tym roku w Val di Sole tytuły mistrzowskie zostaną przyznane także w kategoriach masters, zarówno w DH jak i XCO.

    Val di Sole Bikeland, na terenie którego rozegrane zostaną mistrzostwa będzie również gościł maraton (27-28.08), który choć niezbyt długi (60,8km za to o przewyższeniu 2700m) uznawany jest za najbardziej techniczny maraton we Włoszech.

    Jeśli jednak myślicie niekoniecznie o sporcie a raczej o rowerowych wakacjach, niezłym pomysłem jest eksploracja regionu Trentino na rowerze typu enduro. Okolica ta oferuje setki kilometrów oznakowanych szlaków mtb o zróżnicowanym stopniu trudności.

    Najciekawsze z nich to ?Bear Trails?. W sumie 56km, 1000m w górę i 4000m w dół, po drodze trzy wyciągi i wiele wspaniałych widoków. Cały obszar ?Paganella Bike Area? to 400km tras rowerowych, dwa bike parki dla fanów dh i freeride?u oraz pumptracki .

    Z kolei w okolicach Val di Fassa przygotowano 21km wymagającego szlaku, na którym można zaplanować nawet trzygodzinną wycieczkę.

    Ciekawą propozycją może być też ?Szlak górskich serowarni? (Tour delle Malghe), startujący ze znanej miejscowości Madonna di Campiglio. W przerwach między kolejnymi odcinkami jazdy mtb można zatrzymać się przy kolejnych chat, w których lokalni górale produkują najlepsze, alpejskie sery.

    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Daniele Lira?
    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Daniele Lira?

    Dla szukających mocniejszych wrażeń odpowiednie będą szlaki w rejonie San Martino di Castrozza, natomiast bardziej uniwersalne, dostępne także dla początkujących ścieżki znajdziecie w dolinie Valsugana.

    Fajnym pomysłem jest też zapoznanie się z choćby fragmentami szlaku Dolomiti Lagorai Bike, np. z Campelle do Cenon do Levico Terme: 59km i 1964m przewyższenia.

    29128_enduro_Daniele Lira
    Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Daniele Lira?

    W regionie Trentino szlaki i trasy rowerowe są oczywiście odpowiednio oznaczone, znajdziecie przy nich serwisy i ?centra mtb?, możliwe jest też wybranie się na przejażdżkę lub wycieczkę z wykwalifikowanym przewodnikiem znakomicie znającym specyfikę lokalnych ścieżek.

    Trentino to zatem nie tylko ?szosa?, kraina Giro d?Italia, Francesco Mosera i Gilberto Simoniego, ale też świetne miejsce na wyjazd na maraton albo rowerowe wakacje z rowerem mtb. Więcei informacji o rowerowych możliwościach w Trentino znajdziecie na  https://www.visittrentino.it/pl/co-robic/rowery

    Wpis powstał przy współpracy z regionem Trentino, zdjęcie okładkowe: Trentino Marketing Photoarchive, Photo ?Daniele Lira?