Tag: Mistrzostwa Świata

  • Mistrz na trudne czasy

    Mistrz na trudne czasy

    Julian Alaphilippe, Anna van der Breggen i Wout van Aert to największe gwiazdy pandemicznych mistrzostw świata w kolarstwie szosowym. W tle mieliśmy nie tylko genialne widoki, ale też bardzo dobrą jazdę Michała Kwiatkowskiego i Katarzyny Niewiadomej. 

    Cud w Imoli

    Wygląda na to, że zorganizowane rzutem na taśmę szosowe mistrzostwa świata we włoskiej miejscowości Imola były kolejnym elementem ratującym kolarstwo w roku pandemii.

    Zrestartowany po lockdownie sezon oferuje ściganie na najwyższym poziomie i przynajmniej ze sportowego punktu widzenia jest sukcesem. Czy drużyny, organizatorzy, media a nawet sama Międzynarodowa Unia Kolarska wytrzymają go finansowo to temat na inną dyskusję. 

    Gdyby nie odbył się, lub co gorsza, przerwany został Tour de France, z dużym prawdopodobieństwem pożegnaliśmy kilka drużyn zawodowych a pracę straciłoby przynajmniej kilkaset osób. Gdyby nie odbyły się mistrzostwa świata, pogłębiłyby się kłopoty UCI. 

    Przesunięty na późne lato i jesień, maksymalnie intensywny i skoncentrowany sezon 2020 rozgrywany jest mimo licznych przeszkód i niemal codziennie oferuje sportowe widowisko na najwyższym poziomie. 

    Mistrzostwa Świata miały być rozegrane na górzystej trasie nieopodal siedziby UCI w Szwajcarii, ostatecznie ciężar organizacji wzięli na siebie Włosi. Ci sami Włosi, których wczesną wiosną pandemia dotknęła najbardziej w Europie, których gospodarka od lat się chwieje i których kolarstwo, choć wciąż popularne, nie jest w stanie nawiązać do dawnej świetności. 

    Tymczasem, przynajmniej z perspektywy transmisji w Eurosporcie, choć okrojone wyłącznie do wyścigów elity, mistrzostwa w Imoli były sporym sukcesem, czego istotnym elementem była właśnie lokalizacja zawodów. Selektywna trasa i genialne widoki były scenerią znakomitej rywalizacji. W przeciwieństwie do wielu poprzednich czempionatów, ten zapamiętamy na długo. 

    Podwójni medaliści

    Zwycięzcy są na mecie, powinna każdemu powtarzać Anna van der Breggen. Giro Rosa wygrała, owszem, z Katarzyną Niewiadomą, ale po tym, gdy ze złamanym nadgarstkiem wyścig opuściła Annemiek van Vleuten. Tęczową koszulkę w jeździe indywidualnej na czas zdobyła, ponieważ jadąca z wyraźną przewagę Chloe Dygert w fatalny sposób upadła i omal nie złamała kości udowej.

    Być może mając to w głowie, van der Breggen postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce podczas wyścigu ze startu wspólnego, gdzie popisała się znakomitym rajdem i samotnie przez ponad czterdzieści kilometrów powiększała przewagę nad próbującymi zorganizować pościg rywalkami. Dwa złote medale na jednej imprezie mistrzowskiej to wielka rzecz!

    Dwa srebrne medale zdobył z kolei Wout van Aert. Choć oczywiście nowy mistrz świata ze startu wspólnego, Alaphilippe, może dokonać jeszcze w tym dziwnym sezonie rzeczy wielkich, zwłaszcza podczas wyścigów jednodniowych, to Belg jest zdecydowanym kandydatem do “Velo d’Or”, tytułu kolarza roku.

    Wygrane w Mediolan-San Remo, Strade Bianche, na dwóch etapach Tour de France, jednym odcinki Criterium du Dauphine, rewelacyjna praca dla Primoza Roglica na Wielkiej Pętli i wreszcie znakomite występy w Imoli. 

    Owszem, w walce o tęczowe koszulki byli od niego lepsi: Filippo Ganna, który specjalnie przygotowywał się do walki o tytuł w jeździe na czas i Julian Alaphilippe, który, cóż, pojechał tak jak Julian Alaphilippe potrafi pojechać najlepiej górzysty klasyk. 

    Nie zmienia to faktu, że Van Aert jest bohaterem mistrzostw w Imoli niemal równym Annie van der Breggen. Kobiece kolarstwo wciąż umożliwia dominację wybitnych jednostek jak Vos, van Vleuten czy van der Breggen. W męskim tak wielka wszechstronność jaką prezentuje van Aert jest współcześnie fenomenem. 

    Nowy, wielki mistrz

    Wydawałoby się, że Julian Alaphilippe jest z nami “od zawsze”. Tymczasem nowy mistrz świata elity mężczyzn w wyścigu ze startu wspólnego ma wciąż tylko 28 lat i to zaledwie jego trzeci sezon, gdy odnosi realnie wielkie zwycięstwa. 

    Owszem, wcześniej stawał na podium i ogólnie “dobrze się zapowiadał”, natomiast to nie tak, że był (i jest) dominatorem światowego kolarstwa. 

    Wygrane w Walońskiej Strzale, Mediolan – San Remo, Clasica San Sebastian, Strade Bianche, na etapach i w klasyfikacji górskiej Tour de France czy wreszcie czwarte miejsce w Wielkiej Pętli poprzedzone heroiczną obroną żółtej koszulki to imponujące dokonania. 

    Równocześnie, lista celów, po które Francuz może jeszcze sięgnąć jest równie bogata, zaczynając od Liege-Bastogne-Liege, Lombardii, Amstel Gold Race, idąc przez Paryż-Nicea a kończąc albo na jednym z wielkich tourów (przy sprzyjającej trasie) albo, dla odmiany, Ronde van Vlaanderen pod koniec kariery. 

    Poza wymienianiem osiągnięć Alaphilippe’a, tych zaliczonych jak i potencjalnych, istotny jest także inny czynnik, jak najbardziej o charakterze sportowym, lecz mniej wymiernym. Jest to wpływ, jaki jego jazda wywiera na przebieg poszczególnych wyścigów, konsekwencja, z jaką wygrywa kolejne ważne imprezy i wreszcie styl, w jakim to robi. 

    Nowy właściciel tęczowej koszulki jeździ bowiem odważnie, bezkompromisowo, szukając okazji do wypracowania przewagi nad rywalami. Potrafi sięgnąć niezmiernie głęboko do swoich rezerw, wykorzystać talent i potencjał a przy tym wszystkim ma wielką charyzmę i radosny wizerunek. 

    Krótko mówiąc, to mistrz, jakiego kolarstwo w tym momencie najbardziej potrzebowało. 

    Imola a sprawa polska

    Reprezentacja Polski wraca z Włoch z czwartym miejscem Michała Kwiatkowskiego i siódmym Katarzyny Niewiadomej. 

    Nasze gwiazdy były stawiane wśród pretendentów nie tylko do medali, ale wręcz do złota przez ekspertów na całym świecie. Dobre występy w poprzedzających mistrzostwa Tour de France i Giro Rosa, udokumentowany dorobek w ciężkich wyścigach jednodniowych, może nienajmocniejsze, ale solidne drużyny. Nawet bez nuty patologicznego, polskiego patriotyzmu za obojgiem stało dość argumentów, by nie tyle mieć nadzieję, co móc racjonalnie stawiać na ich dobry rezultat. 

    I takie rezultaty odnieśli. 

    Zarówno Michał jak i Kasia dojechali do mety w czołowych grupach. Gdy następowała decydująca selekcja, byli tam, gdzie mieli być. Kwiatkowski jechał bardziej agresywnie, Niewiadoma bardziej podążała za rywalkami, ale kto wie, dzień wcześniej lub dzień później może to oni ubieraliby na podium tęczową koszulkę. 

    To frazes, ale zwycięzcę nie tylko poznajemy na mecie, ale zwyczajnie zwycięzca może być tylko jeden. Dlatego mistrzostwo świata jest sprawą tak wyjątkową, ponieważ zdobywa się je raz w roku, a raczej raz w życiu. Ba, większość nie zdobywa go nigdy. 

    Doświadczenia nie tylko Kwiatkowskiego, ale i Alaphilippe’a z wyścigiem nazywanym “wiosennymi mistrzostwami świata”, czyli Mediolan-San Remo idealnie pokazują, jak niewiele dzieli zwycięstwo od porażki. 

    W 2017 po genialnym finiszu na Via Roma Kwiatkowski wystawił koło i o milimetry pokonał Sagana i Alaphilippe’a. W 2019 to Alaphilippe zaimponował w sprincie, pokonując Naessena i właśnie Kwiatkowskiego. A w pandemicznym 2020, ten sam Alaphilippe uległ van Aertowi po dwójkowym finiszu by kilka tygodni później na mistrzostwach świata odpalić swój rakietowy atak na ostatnim podjeździe dnia, wykorzystać kilka chwil zawahania rywali, pojechać “a bloc” do samej mety i spowodować, że rywale z San Remo musieli obejść się smakiem.

    A jeśli myślicie o Niewiadomej jako o przegranej faworytce, to, cóż, tak, niewątpliwie taką jest. Tyle tylko, że jak pokazuje Alaphilippe, kolarstwo premiuje cierpliwość i konsekwencję. Owszem, przykłady Bernala, Evenepoela czy Pogacara a wcześniej Sagana uczą nas, że można sięgać po wielkie cele już od początku zawodowej kariery. Równocześnie szereg wybitnych kolarzy na swój przełom czekało latami, by wspomnieć choćby Grega Van Avermaeta. 

    Nie ma szczególnego sensu udowadniać, że ich jazda w Imoli była genialna, bo fakty są proste: i Michał Kwiatkowski i Katarzyna Niewiadoma przegrali. Bo taki był dzień, bo tak ułożył się wyścig, bo tak układa się ten sezon. Z wielu różnych powodów. 

    A równocześnie ich postawa była znakomita, wpływali na przebieg wyścigu, ich obecność w ścisłej czołówce w decydujących momentach rywalizacji sprawiła, że obserwowaliśmy takie a nie inne rozstrzygnięcia na mecie. I to należy zarówno docenić jak i wprost nazwać jako bardzo dobrą jazdę.

    Wiadomo, że każdy sportowiec, czy to indywidualny czy drużyna, jest tak dobry jak jego ostatni wynik. Ale równocześnie jest szersza perspektywa, tych konkretnych zawodów, całego sezonu czy całej kariery. I z niej, zarówno Kwiatkowski, Niewiadoma, ale też ich pomocnicy i pomocniczki, za występ w Imoli zasłużyli na wielkie gratulacje. 

  • Ranking mistrzów świata, edycja 2019

    Ranking mistrzów świata, edycja 2019

    Alejandro Valverde kończy sezon w tęczowej koszulce z kilkoma wartościowymi wynikami na koncie. Choć nie było mu łatwo jako zawodnikowi pod specjalnym nadzorem, ostatecznie nie dał się pokonać ?klątwie? i jest jednym z najlepszych championów w XXIw.

    Jak radzą sobie kolejni mistrzowie świata zacząłem sprawdzać, gdy w ogniu krytyki znalazł się w sezonie 2015 Michał Kwiatkowski. W ramach rozwoju tego niewielkiego projektu przyjąłem, że skupię się na mistrzach świata w XXIw a za miarę sukcesu przyjmę liczbę zwycięstw oraz punkty w ?CQ Ranking?, odpornym na zawirowania przepisów i reform UCI.

    Najwięcej zwycięstw w tęczowej koszulce odniósł Tom Boonen, natomiast najlepszy sezon jako urzędujący mistrz zaliczył Peter Sagan.

    Na podsumowanie swojej kadencji doczekał się więc Alejandro Valverde. Hiszpan swoje panowanie w sezonie 2019 rozpoczął od zwycięstwa na etapie w Emiratach Arabskich. Potem było jednak gorzej. ?Klątwa tęczowej koszulki? to bowiem nie tylko wyraz umiejętności jej właściciela, ale też szereg obowiązków sportowych, na których nadmiar uskarżał się doświadczony lider Movistaru.

    Choć regularnie pojawiał się w czołówce, zarówno w górzystych etapówkach jak i w klasykach rywale byli od niego mocniejsi. Dopiero w czerwcu znów stanął na najwyższym stopniu podium podczas Route d’Occitanie, imprezy zaledwie kategorii 2.1. Chwilę później został też mistrzem Hiszpanii w wyścigu ze startu wspólnego. Na Tour de France chciał polować na etapy, ale, jak wiosną, za każdym razem czegoś brakowało by mógł otworzyć szampana.

    Aż przyszła Vuelta. Wyścig, który bezapelacyjnie wygrał Primoz Roglic, ale gdzie Valverde nie tylko w imponującym stylu zwyciężył na etapie z metą na Mas de la Costa, ale przede wszystkim pewnie zajął drugie miejsce, prezentując bardzo równą dyspozycję przez całe trzy tygodnie.

    Dzięki temu jego dorobek punktowy w sezonie 2019 jest czwartym najlepszym wśród mistrzów świata w XXIw. Warto zaznaczyć, że pierwsze i trzecie miejsce należy do Sagana.

    Choć przed rywalizacją w Harrogate większe szanse daje się kolarzom takim jak Alaphilippe, Van der Poel, Van Avermaet czy Matthews, zapewne Valverde tanio skóry nie sprzeda.

    Osobiście uważam, że z wielu względów Hiszpan jeżdżąc w tęczowej koszulce nie był ambasadorem kolarstwa odpowiednim do współczesnych czasów, m.in. ze względu na jego brak stanowiska względem dopingu w tym sporcie i własnego uczestnictwa w nielegalnym procederze w przeszłości.

    Jednak obiektywnie rzecz ujmując, z czysto kronikarskiego punktu widzenia, sezon 2019 był w jego wykonaniu udany, zwłaszcza biorąc pod uwagę szczególne warunki, w których funkcjonuje każdy kolejny mistrz świata.

    Ranking kolarskich mistrzów świata, edycja 2019:

    Ranking kolarskich mistrzów świata

  • Piękny dzień dla Valverde, średni dzień dla kolarstwa.

    Piękny dzień dla Valverde, średni dzień dla kolarstwa.

    Po piętnastu sezonach od zdobycia pierwszego medalu szosowych mistrzostw świata Alejandro Valverde, w wieku 38 lat w końcu wygrał wyścig o tęczową koszulkę. Gdyby nie kilka detali byłaby to inspirująca historia o talencie, wytrwałości i sile woli. I jest. Ale nie tylko o tym.

    Raj dla dziennikarzy

    Ponad sto zawodowych zwycięstw, niezliczone rekordy, bezprecedensowa wytrzymałość połączona z niespotykaną we współczesnym sporcie uniwersalnością. Valverde to kolarz renesansu, niczym najwięksi herosi z przeszłości potrafiący świetnie jeździć w górach, finiszować a nawet okazjonalnie dobrze spisujący się w czasówkach.

    Był ?złotym dzieckiem? hiszpańskiego peletonu, odnoszącym sukcesy już w młodszych kategoriach wiekowych. W 2002r przeszedł na zawodowstwo podpisując kontrakt z grupą Vicente Beldy, Kelme-Costa Blanca. Już rok później wygrał dwa etapy Vuelta a Espana, zdobył swój pierwszy (srebrny) medal mistrzostw świata by w kolejnych sezonach stać się pogromcą ardeńskich klasyków, łowcą etapów i pretendentem do podium niemal każdego wyścigu etapowego, w którym brał udział.

    W międzyczasie zmienił barwy klubowe i związał się z Eusebio Unzue, którego zespół działa nieprzerwanie od lat ?80 XXw a obecnie jest sponsorowany przez Movistar. Po kilku próbach zwyciężył w Vuelta a Espana a gdy w końcu dopadła go sprawiedliwość za współpracę z dopingowym magikiem, Eufemiano Fuentesem zniknął na dwa lata dyskwalifikacji by powrócić w praktycznie niezmienionej dyspozycji.

    Od 2012r ściga się na nieprzerwanie wysokim poziomie, utrzymując świetną formę od wczesnej wiosny do pełni jesieni. Walczy w klasykach, etapówkach, wielkich tourach. Jeździ dla siebie, pomaga kolegom-rywalom z drużyny. Staje na wymarzonym podium Tour de France, wybacza Włochom, którzy wysłali go na dopingową banicję i zajmuje trzecie miejsce w Giro d?Italia. Seryjnie wygrywa Walońską Strzałę i dominuje w Liege-Bastogne-Liege.

    Gdy wydaje się, że paskudny upadek podczas otwierającej Tour de France 2017 czasówki skutkujący strzaskaną rzepką może zakończyć jego karierę, Valverde powraca w następnym sezonie.

    Wciąż jest skuteczny, wciąż jeździ w stylu, z którego słynie, ale kolejne starty sugerują, że kontuzja i wiek zrobiły swoje, bo w najważniejszych startach w końcu znajdują się mocniejsi od niego.

    Do mistrzostw świata w Innsbrucku kompletuje aż 13 zwycięstw, czyli drugi najlepszy wynik wśród zawodowców w sezonie 2018. Na Tour de France pomaga Quintanie i Landzie, na Vuelcie jest najszybszy podczas dwóch etapów i niemal do końca gra o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Pod koniec wyścigu jednak gaśnie i wyraźnie zmęczony spada z podium. Potrzebuje zaledwie dwóch tygodni, by odzyskać świeżość i przy wydatnym wsparciu drużyny zwyciężyć w mistrzostwach świata ze startu wspólnego. Marzenie staje się faktem i Alejandro Valverde będzie w kolejnym sezonie ścigał się w tęczowej koszulce.

    Siła umysłu?

    Zanim wytoczę najcięższe działa, muszę docenić hiszpańskiego kolarza. Czego by nie brał w przeszłości, i jak źle nie oceniałbym jego postawy trzeba mu przyznać jedno. Poza mocą, wytrzymałością i dynamiką Alejandro Valverde wykazuje się niebywałą odpornością psychiczną i niegasnącą wolą walki.

    Już sama umiejętność utrzymania koncentracji od lutego do października jest wyjątkowa. Owszem, by wygrywać w zawodowym peletonie trzeba być właściwie przygotowanym fizycznie, ale w grupie, gdzie, zależnie od wyścigu, od kilkunastu do ponad stu zawodników każdego dnia chce walczyć o zwycięstwo regularne sukcesy przez ? roku kalendarzowego są ewenementem.

    Jeśli mielibyśmy rozliczać sportowców tylko z tego, co prezentują w trakcie zawodów, Valverde niewątpliwie jest geniuszem. W jednym z wywiadów swoją skuteczność w ?podeszłym? jak na kolarza wyczynowego wieku tłumaczy brakiem presji. W swojej karierze wygrał już tyle, że nic już nie musi, tylko może.

    Zwraca też uwagę na silną i naturalną dla siebie chęć ciągłej rywalizacji oraz fakt, że ?jest w tym po prostu cholernie dobry?.

    I wygląda na to, że ma rację.

    Kiepski ambasador

    Mistrz świata to ambasador kolarstwa. Jest wyróżniony nie tylko tytułem i medalem, ale też specjalnym strojem, który prezentuje na wszystkich wyścigach przez kolejnych 12 miesięcy. Przez to każdy jego ruch zwraca szczególną uwagę a każde słowo nabiera wyjątkowego znaczenia.

    Gdy na ostatnich kilometrach wyścigu w Innsbrucku stało się jasne, że po tęczową koszulkę sięgnie ktoś z czwórki: Valverde, Bardet, Woods, Dumoulin, scenariusz inny niż zwycięstwo Hiszpana był trudny do przyjęcia. A równocześnie był on najgorszym z możliwych.

    Nie chodzi nawet o to, że Valverde znany jest nie tylko jako ?Bala? ale też jako ?Pitii?, który to pseudonim w swoich notatkach nadał mu Eufemiano Fuentes.

    Nie chodzi też o to, że Valverde przynajmniej przez pierwszych kilka lat swojej kariery, jak zdecydowana większość herosów z pierwszej dekady XXIw chcąc rywalizować o najważniejsze trofea musiał przejść na ciemną stronę mocy.

    Co więcej, nawet jeśli weźmiemy poprawkę na fakt, że stosowanie dopingu w latach, gdy kształtuje się ?silnik? sportowca wytrzymałościowego może mieć wieloletnie, pozytywne skutki nawet po odstawieniu ?koksu? wciąż nie jest to powód, by skreślać dokonania Hiszpana po powrocie z banicji.

    Trzeba jednak postawić sprawę dość jasno. Jego wiarygodność, podobnie jak wiarygodność drużyny Movistar oraz innych hiszpańskich kolarzy, rówieśników Valverde, jest niewielka.

    Sprawę ?operacji puerto? systemowo zamieciono pod dywan, chroniąc największe gwiazdy tamtejszego sportu przed przykrymi konsekwencjami: utratą kontraktów, niesławą i odebraniem osiągnięć sportowych.

    Gdy Valverde przyskrzynili Włosi ten toczył długotrwałą batalię proceduralną zanim ostatecznie został skazany na dwuletnią dyskwalifikację. Ta realnie była krótsza, ponieważ na jej część zaliczono czas, w którym jeszcze się ścigał, wygrywając m.in, Tour de Romandie czy zajmując drugie miejsca w Paryż-Nicea czy Dookoła Kraju Basków.

    Podczas okresu zawieszenia normalnie trenował (choć w ?prywatnym? stroju bez logotypów sponsora) a nawet dla utrzymania dyspozycji, poza klasyfikacją brał udział w wyścigach dla amatorów.

    Do zawodowego peletonu powrócił z przytupem, bez (przynajmniej publicznego) najmniejszego mrugnięcia okiem przez szefostwo ekipy Movistar. Szefostwa, które, nie bójmy się tego powiedzieć, musiało wiedzieć, co, dlaczego i z kim robił Valverde w latach przed przymusową przerwą.

    Mimo nowych realiów: paszportów biologicznych, systemu ADAMS, współpracy WADA z koncernami farmakologicznymi oraz nowych, coraz doskonalszych testów, Valverde nigdy (podobnie jak przed dyskwalifikacją) nie miał pozytywnego wyniku testu antydopingowego a wkrótce po wznowieniu startów zaczął jeździć jeszcze szybciej.

    Sprawę współpracy z Fuentesem całkowicie pomija, jak gdyby 1,5 roku zawieszenia spędził w sanatorium a nie pokutując za dopingowe grzechy. Gdy David Millar, Jorg Jaksche czy Tyler Hamilton opowiadali o mechanizmach związanych z niedozwolonym wspomaganiem w ?erze epo?, Valverde milczał i po prostu się ścigał bijąc kolejne rekordy zwycięstw.

    Można więc postawić tezę, że albo faktycznie jest jednym z najbardziej utalentowanych kolarzy w historii tego sportu i ?koks? nie był mu do niczego potrzebny i jedynie wyrównywał szanse w mrocznych czasach, albo stworzył dopingowy kamień filozoficzny dający mu nieograniczoną moc i wieczną młodość dzięki któremu może rywalizować z zawodnikami młodszego pokolenia.

    Najgorsze jest więc to, że tego po prostu nie wiemy. Valverde bronią wyniki, postawa na szosie i w peletonie, w którym cieszy się estymą i poważaniem. Obciąża natomiast milczenie i brak deklaracji co do przeszłości i teraźniejszości.

    Jako kolarz zrobił w swojej karierze wiele, by kibice go uwielbiali i hołubli. Nie jest jednak juniorem, by skupiać się jedynie na tym, co pokazuje na szosie, bez poprawki na historyczny i kulturowy kontekst.

    A ów kontekst nie jest w tym wypadku szczególnie ciekawy.

    Doping: farmakologiczny, mechaniczny czy ?etyczny? w postaci np. naginania zasad związanych z procedurą TUE wciąż istnieje w kolarstwie zawodowym. Został w sporym stopniu ograniczony, m.in. dzięki nowej generacji atletów, która otwarcie deklaruje, że nie stosuje nielegalnego wspomagania, od początku do końca gra fair, jest transparentna i przestrzega obowiązujących reguł.

    Alejandro Valverde nie jest jej częścią, jest za to jeżdżącą skamieliną, symbolem zmowy milczenia i hipokryzji, które niemal zniszczyły ten sport. Jednym z ostatnich, wciąż aktywnych rywali Armstronga i klientów Fuentesa, który ze łzami wzruszenia założył tęczową koszulkę i będzie reprezentował całe kolarstwo przez najbliższych 12 miesięcy.

    Cóż, każdy ma mistrza, na jakiego sobie zasłużył.

  • Ranking Kolarskich Mistrzów Świata, edycja 2018

    Ranking Kolarskich Mistrzów Świata, edycja 2018

    Peter Sagan trzeci rok z rzędu jeździł w tęczowej koszulce. Dla każdego zawodnika to wielkie wyzwanie. Słowak znakomicie sprostał temu wyzwaniu, choć nie poprawił wyników z sezonu 2016, gdy był najbardziej skutecznym mistrzem świata w XXIw.

    Pomysł na podsumowanie sezonu ustępującego mistrza świata pojawił się, gdy z anegdotyczną ?klątwą? mierzył się Michał Kwiatkowski.

    Niewątpliwie zawodnik prezentujący przez cały rok insygnia zwycięzcy mistrzostw świata zwraca szczególną uwagę. Presja ze strony kibiców, atencja mediów, dodatkowe obowiązki względem sponsorów i zwiększona widoczność w peletonie. To wszystko w efekcie powoduje, że nie każdy kolarz sezon w tęczowej koszulce może zaliczyć do udanych.

    Embed from Getty Images

    Trzyletnia seria Petera Sagana: od Richmond przez Dohę po Bergen jest bezprecedensowa. Słowak dołączył do Eddy?ego Merckxa, Alfredo Bindy, Rika van Steenbergena i Oscara Freire, którzy również wygrywali mistrzostwa trzykrotnie, ale tylko on zrobił to rok po roku.

    W sezonie 2018 lider zespołu Bora-Hansgrohe do imponującej kolekcji swoich sukcesów dodał drugi ?monument? w karierze. W koszulce mistrza świata zwyciężył w Paryż-Roubaix, co w połączeniu z triumfem w Ronde van Vlaanderen w 2016r jest pięknym zestawem godnym największych kolarzy w historii. Wyrównał również rekord (trzech) zwycięstw w Gandawa-Wevelgem oraz (sześciu) w klasyfikacji punktowej Tour de France, gdzie po roku przerwy znów założył na podium zieloną koszulkę najbardziej regularnego sprintera. Sukces w Paryżu okrasił trzema wygranymi etapami a w World Tourze dodatkowo był najszybszy na odcinkach Tour de Suisse i Tour Down Under.

    Sagan ewidentnie nie chce jeździć w standardowej, klubowej koszulce, zatem zdając sobie sprawę, że szanse na obronę tytułu na dziesiątej, najbardziej górzystej w historii mistrzostw świata trasie w Innsbrucku są właściwie żadne, w czerwcu zdobył tytuł mistrza swojego kraju. Właśnie w stroju mistrza Słowacji będzie prezentował się przynajmniej do końca wiosny.

    W sumie daje to osiem zwycięstw, najmniej w czasie trzech lat panowania Sagana na kolarskim tronie. Równocześnie w punktacji ?CQ Ranking? (możliwie obiektywny ranking uwzględniający wyścigi zawodowe bez względu na reformy kalendarza UCI) przekładają się one na trzeci najlepszy rezultat uzyskany przez mistrza świata w XXIw. Lepszy sezon miał tylko Tom Boonen (2006) oraz sam Sagan w swoim pierwszym sezonie w tęczowych barwach (2016).

    Embed from Getty Images

    Przy okazji przedłużania kontraktu z Bora-Hansgrohe wspomniał, że to dobry czas na lekką zmianę priorytetów. Do wygrania zostało mu jeszcze kilka ?monumentów? oraz etapy Giro d?Italia. W nadchodzących sezonach Sagan może też pobić kilka ciekawych rekordów. Nie licząc tegorocznego Innsbrucka mistrzostwa świata w kolejnych sezonach wydają się być idealne dla niego, trasa Liege-Bastogne-Liege będzie kończyła się w innym miejscu, zatem jego szanse tam rosną a siódma zielona koszulka Tour de France wydaje się być tylko kwestią czasu.

    Bo pamiętajmy, że Peter Sagan wciąż jest przed ?trzydziestką?!

    Co nie zmienia faktu, że w ?rankingu mistrzów świata? w przyszłym roku podsumuję sezon kogoś innego.

    Ranking Kolarskich Mistrzów Świata, edycja 2018

  • Wielkim kolarzem jest

    Wielkim kolarzem jest

    Mówi, że cieszy się jazdą na rowerze. Że trzeci z rzędu tytuł mistrza świata zdobył bez planu, bez zapoznania z trasą i niemal mimochodem, bo w końcówce pojawiła się taka okazja. A tymczasem Peter Sagan budzi w nas zachwyt i miłość. Bo robi rzeczy wielkie.

    Mistrz wszechwag

    Czy Peter Sagan mógł nie zostać mistrzem świata? Oczywiście, że tak. Czy był najlepszym sprinterem z grupy, która wspólnie jechała w stronę linii mety w Bergen? Oczywiście, że nie! Ba, Słowak mógł w ogóle nie liczyć się w rozgrywce o tęczową koszulkę, ale górę wziął jego zmysł taktyczny, zimna krew, skłonność do ryzyka a może po prostu szczęście.

    Sagan po raz kolejny w karierze wymknął się wszelkim próbom przypisania go do określonej kategorii kolarza. Teoretycznie był faworytem wyścigu i nawet przeziębienie na kilka dni przed mistrzostwami nie zmniejszało jego szans na obronę tytułu.

    Jest na tyle szybki, wytrzymały i dynamiczny, że poza nielicznymi wyjątkami (krótkie, pozbawione najmniejszych pagórków etapy z płaską prostą do ?kreski?) zawsze liczy się w sprincie z peletonu. Równocześnie potrafi nie tylko skutecznie przetrwać nawet średniej wielkości podjazdy, co nawet na nich zaatakować i zdobyć przewagę nad rywalami. Nie bez powodu wygrywa klasyki rozgrywane w trudnych warunkach i pofałdowanym terenie czy też, często jako jedyny z zainteresowanych wytrzymuje selekcję na górzystych odcinkach wielkich tourów i w ten sposób zbiera punkty w walce o miejsce w klasyfikacji sprinterskiej.

    To kolarz właściwie kompletny, o wielu talentach, z ?darem od boga?. To ograna fraza, ale ktoś taki faktycznie pojawia się raz na pokolenie.

    Ryzykant

    Mimo tego trudno uwierzyć w trzeci z rzędu tytuł mistrza świata dla zawodnika, który w wyścigu, gdzie tak bardzo liczy się taktyka i siła drużyny, jedzie w ekipie zapewniającej mu minimalne wsparcie.

    Owszem, nie wolno podważać pracy, jaką dla Petera wykonują jego brat Juraj, Michael Kolar czy Erik Baska, ale na tle większości reprezentacji, Słowacka kadra prezentuje się mizernie.

    Sagan jest więc skazany na swój instynkt, uważne śledzenie tego, co dzieje się w peletonie i wykorzystywanie pracy innych zespołów.

    W Bergen część tęczowej koszulki i złotego medalu nowy-stary mistrz zawdzięcza Polakom i Francuzom. Gdy sam jechał schowany w peletonie, to ?biało-czerwoni? i ?trójkolorowi? kasowali ucieczkę Tima Wellensa. A gdy, w pogoni za Julianem Alaphilippem grupa popękała i Sagan został nieco z tyłu, Słowak nie rzucił się w pogoń tylko wyczekał aż na zjazdach i płaskim dojeździe do mety w naturalny dla takich sytuacjach sposób wszystko znów się połączy i dotrwa do finiszu.

    Trzeba mieć stalowe nerwy i wiele wyczucia, by w takiej sytuacji nie ?spalić się? i nie dać ponieść emocjom. Sagan właściwą pozycję, na kole Alexandra Kristoffa zajął zaledwie kilkaset metrów przed metą a gdy Norweg rozpoczął sprint, wyszedł mu z koła, wyrzucając rower na linię mety i zdobywając trzecią z rzędu tęczową koszulkę.

    Karma?

    Przez cały sezon, ba przez kilkadziesiąt ostatnich miesięcy rywale Słowaka patrzyli na niego, pilnowali, często kolegialnie jeździli przeciwko niemu. Choć i tak przed Bergen triumfował 11 razy (w tym sezonie więcej zwycięstw ma tylko Marcel Kittel), to bywało, że będąc najmocniejszym kolarzem wyścigu musiał uznawać wyższość konkurentów.

    Tym razem oni wszyscy: Van Avermaet, Gilbert, Kristoff, Matthews, Kwiatkowski rozegrali zawody tak, jakby zapomnieli o umiejętnościach Sagana. Trudno oczekiwać, że po, jakby na to nie patrzeć, długim i ciężkim wyścigu na finiszu z kilkunastoosobowej grupy nie włączył się on do walki o zwycięstwo. Jedyne, poważniejsze poszukiwania innego rozwiązania podejmowali de facto tylko Tom Dumoulin i Julian Alaphilippe, ale przy braku chętnych do współpracy przegrali z rozpędzonym peletonem, w którym ukryty Sagan dojechał do ostatniego kilometra przed metą.

    A tam zrobił to, co umie najlepiej, przy okazji przechodząc do historii kolarstwa.

    Co dalej?

    Czwartego tytułu z rzędu raczej nie będzie. Za rok, w Innsbrucku trasa jest zaprojektowana z myślą o ?góralach?. A to oznacza, że Peter Sagan będzie mógł zmienić akcenty w czasie sezonu, inaczej się przygotować i powalczyć o nowe cele.

    Niewątpliwie wciąż ma wiele do udowodnienia w wiosennych klasykach. Zwycięstwa w Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix wciąż wymykają mu się z rąk. Słowak nie ma również ani jednego wygranego etapu w Giro d?Italia, więc kto wie, jeśli już na chwilę nasycił się tęczowymi koszulkami, może pomyśleć o starcie we Włoszech.

    W lipcu czeka na niego Tour de France i zielona koszulka klasyfikacji punktowej. W sezonie 2017 nie mógł o nią walczyć z powodu wykluczenia z wyścigu po dyskwalifikacji za (wciąż nieudowodniony) faul podczas jednego z finiszy. By zostać samotnym rekordzistą w tej kategorii i pobić Erika Zabela musi być skuteczny w zbieraniu punktów jeszcze podczas dwóch ?Wielkich Pętli?.

    A potem? Cóż, Sagan w styczniu będzie miał zaledwie 28 lat. Trasy mistrzostw świata w latach 2019 i 2020 w Harrogate i Vicenzie powinny mu pasować. Do tej pory nikt, nawet Eddy Merckx nie zdobył ?tęczy? czterokrotnie, zatem można przypuszczać, że obecny, trzykrotny zwycięzca po chwili przerwy rozpocznie polowanie na kolejny tytuł.

  • Bergen 2017: Kto zostanie mistrzem świata?

    Bergen 2017: Kto zostanie mistrzem świata?

    Sagan? ?Kwiato?? Dumoulin? A może któryś ze sprinterów? Tu nie chodzi tylko o typowanie. Wiadomo, wygra najlepszy, ale przy okazji może powstać ciekawa historia.

    Czy prawie 270km w lekko pofałdowanym terenie może w mistrzowskim peletonie pełnym sprzecznych interesów wprowadzić wystarczającą selekcję, by o tęczowej koszulce nie rozstrzygnął finisz z dużej grupy? Czy ?Łososiowe wzgórze?, którego parametry nie wyglądają imponująco: zaledwie 1,5km o średniej stromiźnie 6,7%, do tego ze szczytem przed połową właściwego, pokonywanego 11 razy okrążenia to dogodne miejsce do ataku?

    Cóż, wiele wskazuje na to, że będziemy oglądali wyścig, gdzie będzie liczyła się siła drużyn oraz taktyka. W związku z tym, choć kilku kolarzy należy traktować jako poważnych pretendentów, możliwa jest także niespodziewana wygrana kogoś z ?drugiego szeregu?.

    Tak czy inaczej faworytem jest Peter Sagan, który potrafi zarówno zaatakować na podjeździe, znaleźć się w odpowiedniej akcji jak również skutecznie zafiniszować z peletonu, o ile nie ma w nim jakiegoś super-sprintera. A do tego jest bardzo wytrzymały, więc dystans wyścigu o mistrzostwo świata raczej nie zrobi na nim wrażenia.

    Choć Słowak w ostatnich dniach zmagał się z przeziębieniem, stoi przed szansą zdobycia trzeciego tytułu z rzędu. Do tej pory nikomu taka sztuka się nie udała. Sagan jest jednym z zaledwie sześciu kolarzy, którzy byli w stanie obronić tęczową koszulkę. Ale ani Paolo Bettini, ani Gianni Bugno, Rik Van Looy, Rik van Steenbergen ani Georges Ronsse nie byli w stanie sięgnąć po złoto trzykrotnie, rok po roku.

    Portfolio Sagana już teraz jest imponujące i z pewnością ma on swoje miejsce w historii sportu rowerowego, ale jeśli wygra w Bergen, faktycznie stanie się legendą.

    Przed ciekawym wyzwaniem stoi Michał Kwiatkowski. Polak ma w tym sezonie dobrą zaliczkę w postaci zwycięstwa w ?wiosennych mistrzostwach świata?, czyli klasyku-monumencie, Mediolan-San Remo. Wygranie zarówno ?Primavery? jak i tęczowej koszulki w jednym sezonie to rzadka sztuka, której ostatnio dokonał w 2004r Oscar Freire.

    ?Kwiato? to fenomen: potrafi ograć w sprincie Sagana a w górach gubić najlepszych górali. Do tego znakomicie odnajduje się w skomplikowanych rozgrywkach taktycznych i często zabiera do decydujących o zwycięstwie akcji.

    Rywalizację w Bergen można by więc łatwo sprowadzić do rywalizacji słowacko-polskiej, ale na tęczową koszulkę czyhają też Belgowie, z których niemal każdy ma potencjał, by po nią sięgnąć.

    Tak jak Kwiatkowski może połączyć MŚ z Mediolan-San Remo, tak Greg Van Avermaet z Paryż-Roubaix a Philippe Gilbert z Ronde Van Vlaanderen, co również świadczyłoby o mistrzostwie najwyższej próby. Belgowie mogą jednak paść ofiarą klęski urodzaju. Stuyven. Benoot, Keukeleire, Teuns, Naesen, Vermote czy Wellens również mogą po wcześniejszym ataku pokusić się o złoto. Jeśli przy takim składzie Belgowie wygrają ten wyścig, będzie to równie ważne co sam fakt zwycięstwa.

    Trudno powiedzieć, jak w Bergen poradzą sobie Włosi. Teoretycznie skuteczniejszy w wyścigu klasycznym powinien być Sonny Colbrelli, ale lepszym sprinterem jest Elia Viviani. Jeśli dojdzie do finiszu z większej grupy, mistrz olimpijski w torowym omnium może zostać szosowym mistrzem świata.

    Dla fanów toru i potwierdzeniem, że jazda po drewnianym owalu ma przełożenie na wyniki w zawodowym peletonie dobrym typem jest też Fernando Gaviria, który był już mistrzem świata w wieloboju, czyli omnium. Co ważne, może on zostać pierwszym medalistą z Kolumbii i jeśli tak się stanie, będzie to swoiste kuriozum, ponieważ kraj ten słynie głównie z ?górali? a nie ze sprinterów. Ich równorzędnym liderem jest Rigoberto Uran, dobrze radzący sobie zarówno w wielkich tourach, klasykach i imprezach mistrzowskich, by przypomnieć jego srebro z Igrzysk w Londynie.

    Możliwość faktycznego przejścia do historii kolarstwa ma Tom Dumoulin. Już sam fakt zwycięstwa w wielkim tourze i zdobycia tęczowej koszulki w jeździe na czas jest rzadko zdobywanym trofeum, ale nikomu jeszcze nie udało się zgromadzić dwóch tytułów: w czasówce i ze startu wspólnego w jednym roku. Jeśli dołączymy do tego triumf w Giro, robi się z tego kumulacja godna antycznego herosa.

    Czy Dumoulin jako specjalista jazdy na czas i równocześnie dobry ?góral? jest w Bergen bez szans? Niekoniecznie! Gdy jest w formie, potrafi dobrze pojechać w wyścigu jednodniowym, o czym świadczy czwarte miejsce w Classica San Sebastian czy piąte w Strade Bianche. Biorąc pod uwagę jego charakterystykę, można sobie wyobrazić śmiały atak Dumoulina na kilometr lub dwa przed metą i samotną jazdę ?w trupa? przed rozpędzającym się peletonem w stylu, jaki w latach swojej świetności prezentował Fabian Cancellara.

    Na samą myśl o takim rozstrzygnięciu przechodzi dreszcz emocji, podobnie jak w przypadku potrójnej korony Sagana.

    Biorąc pod uwagę nie tylko samą tęczową koszulkę, ale i liczne konteksty, może zatem tak być, że do głosu dojdą kolarze z drugiego szeregu. Edvald Boasson Hagen, świetny zawodnik choć bez wielkich zwycięstw na koncie może sięgnąć po największy sukces w karierze. Alexander Kristoff wygrywając w Bergen powróci do gry o najważniejsze trofea po kilkunastu miesiącach posuchy. Michael Matthews wejdzie do ekstraklasy gwiazd zawodowego peletonu a kariery Juliana Alaphilippe?a czy Zdenka Stybara nabiorą dodatkowego rozpędu.

    Krótko mówiąc, do wygrania jest nie tylko tytuł, medal i koszulka, ale o wiele więcej. O tym, kto przejdzie do historii kolarstwa dowiemy się już w niedzielę, ok. 17.30.

  • Loverove 18.10.2016

    Loverove 18.10.2016

    Codzienna porcja rozrywki dla fanów kolarstwa, specjalnie dla Was:

    1. Tak bardzo gorąco, czyli galeria z mistrzostw świata

    Upał, omdlenia i tysiące zużytych bidonów. Wszystko, co najlepsze z właśnie zakończonej walki o tęczowe koszulki w tej galerii.

    2. Czym się różni Katar od Belgii

    Czyli dwa zdjęcia, które pokazują, dlaczego organizacja wydarzeń sportowych gdy jedynym kryterium wyboru lokalizacji są finanse nie jest najlepszym pomysłem:

    https://twitter.com/bikecomesfirst/status/788086007673548800

    3. Rozpoznaj, czyj to rower

    Czyli dość prosty quiz z okazji prezentacji trasy Tour de France. 12/12 jest całkowicie do zrobienia, zwłaszcza, że każdy z tych sprzętów to charakterystyczny „custom”.

  • (pół)Bóg jest Słowakiem

    (pół)Bóg jest Słowakiem

    W koszulce mistrza świata zaliczył najlepszy sezon w karierze tylko po to by? zdobyć kolejną. Po drodze eksperymentował, nie stronił od żartów, wygrywał i pomagał. Peter Sagan jest wielki.

    Czego by nie mówić, jakkolwiek nie doceniać utalentowanych, dobrze zapowiadających się i ambitnych zawodników, wyobraźnię fanów najbardziej pobudzają zwycięzcy. A najbardziej wielcy zwycięzcy.

    Peter Sagan jest jednym z nich. Portfolio ma bogate, 89 zwycięstw to sporo a biorąc pod uwagę jego wiek (urodził się 26.01.1990r) to wyjątkowo dużo. Tym bardziej, że w zasadzie nie znajdziecie w nim osiągnięć z mało ważnych imprez. Właściwie od początku zawodowej kariery Sagan wygrywa w najwyżej punktowanych wyścigach.

    Ostatnim kolarzem, który obronił tytuł mistrza świata ze startu wspólnego był Paolo Bettini w 2007r. Włoch wkrótce potem zakończył karierę, tymczasem Sagan nie jest nawet w połowie drogi do emerytury. Oczywiście wiele może się wydarzyć w najbliższych latach, ale z zadatkiem, jaki zdobył, ma szansę stać się jednym z najbardziej utytułowanych specjalistów wyścigów klasycznych w historii.

    Nie w tym jednak rzecz, by przewidywać jego przyszłe wyniki. Najważniejsze jest to, że Peter Sagan nas obchodzi. Jest jednym z tych sportowców, którzy intrygują. Których jazda, zachowanie, wygrane i przegrane poruszają serca fanów.

    Bywali mistrzowie równie utytułowani. Bywali kolarze skuteczni, zwyciężający w monumentach, mistrzostwach i wielkich tourach. Tych, na których jazdę czekaliśmy wcale tak wielu nie było. Tymczasem Peter Sagan już teraz jest jednym z nich.

    Słowak łączy niebywały talent sportowy z charyzmą, dorasta na naszych oczach, jest wyrazisty a przy tym wciąż ?ludzki? zarówno ze względu na przytrafiające mu się porażki na finiszach i wpadki w wypowiedziach przed kamerami TV.

    Takiej postaci dawno nie mieliśmy i bez względu na to, czy go darzycie sympatią czy też nie, uzyskiwane wyniki uznajecie już za wielkie czy też ?zaledwie? bardzo dobre, a kolejne stylizacje zwracają waszą uwagę lub też celowo je ignorujecie pewne jest jedno: to najbardziej wyrazisty kolarz w zawodowym peletonie XXIw. Szkoda tylko, że ku czci herosów nie piszemy już pieśni, lecz co najwyżej tweety.

     

  • Peter Sagan najlepszym mistrzem świata

    Peter Sagan najlepszym mistrzem świata

    W ciągu ostatnich 12 miesięcy Peter Sagan spisał się lepiej niż jakikolwiek, inny, współczesny mistrz świata w kolarstwie szosowym. Nie tylko uniknął „klątwy tęczowej koszulki”, ale też wygrał więcej niż jego poprzednicy w ostatniej dekadzie.

    Cezurą, od której prowadzę swój „ranking mistrzów świata” jest rok 2006. To wtedy rewelacyjny sezon na pozycji mistrza świata zaliczył Tom Boonen. Belg, który „tęczę” zdobył jesienią 2005 w Madrycie zwyciężył na trzech etapach Paryż-Nicea, wygrał E3 Harelbeke oraz Ronde van Vlaanderen i Scheldeprijs a w Paryż-Roubaix był drugi. Po kampanii wiosennych klasyków było już nieco gorzej, ale Boonen triumfował np. na jednym z etapów Tour de Suisse.

    Niestety „Wielkiej Pętli” nie zaliczył do udanych. Etapy w Eneco Tour oraz Tour of Britian w połączeniu z mniej istotnymi zwycięstwami wczesną wiosną dały mu imponującą liczbę 21 wygranych, największą ze wszystkich kolarzy w sezonie 2006. Liczba zdobytych przez niego punktów CQ Rankingu, sumującego osiągnięcia we wszystkich imprezach kalendarza UCI bez względu na rangę to o niemal 1000 więcej niż drugi, najbardziej skuteczny mistrz świata ostatniej dekady, Cadel Evans.

    Kolejni mistrzowie mieli mniej lub bardziej udane sezony, ale nikt nie był w stanie nawiązać do osiągnięć Boonena.

    I teraz na scenę wchodzi Peter Sagan. Cały na biało ;) A raczej na biało-tęczowo. Słowak, od wczesnej młodości uważany za wielki talent z wielkim potencjałem, wygrywający dużo i jeszcze więcej stający na podium.

    Oczekiwania, z którymi się mierzył spowodowały, że w pewnym momencie został uznany za kolarza „niespełnionego”. Jego „blokada” związana z brakiem zwycięstw w najważniejszych klasykach i na etapach Tour de France musiała zadziałać jako motywator. Sagan w pięknym stylu wygrał mistrzostwo świata w Richmond 2015 a do sezonu 2016 przystąpił niezwykle skupiony.

    Licznik jego zwycięstw zatrzymał się na liczbie 13, drugiej największej w tym roku. Co ważne, w zasadzie nie ma wśród nich imprez słabo obsadzonych czy mniej prestiżowych. O ile Boonen wygrywał w Katarze czy Andaluzji w lutym i marcu (jeśli je odliczyć, będzie tylko o 1. lepszy od Sagana), o tyle słowacki mistrz  swoje tournee rozpoczął na Tirreno-Adriatico gdzie najlepszy był raz a w klasyfikacji generalnej przegrał tylko z Gregiem Van Avermaetem.

    W E3 Harelbeke przegrał tylko z Michłem Kwiatkowskim, ale już w Ronde Van Vlaanderen był najlepszy, notując w ten sposób swój pierwszy triumf w kolarskim „monumencie”. Na brukach wygrał jeszcze Gandawa-Wevelgem, następnie pojeździł trochę na rowerze mtb, pojechał do Kaliforni (2 etapy) i Szwajcarii (kolejne 2 etapy) by zbudować formę na Tour de France. Tam, w imponującym stylu wygrał trzy etapy, pomagał Rafałowi Majce w walce o koszulkę w grochy i Romanowi Kreuzigerowi o „top 10” generalki a sam po raz piąty z rzędu wygrał klasyfikację punktową.

    Po przerwie związanej z nieudanym startem w wyścigu cross country na Igrzyskach w Rio (to swoista ekstrawagancja) wrócił na szosę, pojechał świetnie w klasykach w Kanadzie (2. i 1. miejsce) a na koniec był najszybszy na dwóch etapach Eneco Tour.

    Na płaskiej trasie mistrzostw w Katarze, nieliczną drużyną i bardzo zdeterminowanymi rywalami-sprinterami jest raczej czarnym koniem niż faworytem, ale kto wie, co się tam wydarzy. Tak czy inaczej, Peter Sagan zapisuje się w historii kolarstwa jako jeden z najbardziej skutecznych mistrzów świata!

    Ranking Mistrzów Świata XXIw:

    Sezon Zawodnik Punkty
    2016 Peter Sagan 2907 (I)
    2015 Michał Kwiatkowski 1016
    2014 Rui Costa 1067
    2013 Philippe Gilbert 829
    2012 Mark Cavendish 1150
    2011 Thor Hushovd 794
    2010 Cadel Evans 1596 (III)
    2009 Alessandro Ballan 500
    2008 Paolo Bettini 866
    2007 Paolo Bettini 847
    2006 Tom Boonen 2463 (II)
    2005 Oscar Freire 947
    2004 Igor Astarloa 579
    2003 Mario Cipollini 488
    2002 Oscar Freire 891

     

    W rankingu ujęci są punkty zbierane według zasad CQ Ranking od 1. stycznia do dnia poprzedzającego kolejne mistrzostwa świata.