Tag: Michał Kwiatkowski

  • Top 12 zwycięstw Michała Kwiatkowskiego

    Top 12 zwycięstw Michała Kwiatkowskiego

    Michał Kwiatkowski to znakomity specjalista wyścigów klasycznych, oddany pomocnik zwycięzców Tour de France, niezastapiony w trudnych chwilach. Potrafi także wygrywać wymagające etapówki. Jego portfolio zawiera same cenne triumfy. Przeżyjmy to jeszcze raz i obejrzyjmy najważniejsze sukcesy „Kwiato”.

    Strade Bianche 2014

    „Kwiato” w koszulce mistrza Polski ogrywa Petera Sagana w końcówce zdobywającego prestiż wyścigu po toskańskich „Białych Drogach”. Obaj mieli wtedy zaledwie 24 lata. Tak nadchodziła zmiana warty wśród gwiazd wyścigów klasycznych.

    Mistrzostwa Świata 2014

    Po świetnej pracy całej drużyny i odważnym ataku na ostatnich kilometrach wyścigu Kwiatkowski pomknął do mety w Ponferradzie wykorzystując swoje umiejętności zjazdowe. Pokonani to Simon Gerrans i Alejandro Valverde.

    Amstel Gold Race 2015

    Rok w koszulce mistrza świata nie był łatwy dla Michała Kwiatkowskiego. Mimo to przygotował wysoką formę na ardeńskie klasyki. Podczas Amstel Gold Race wytrzymał popisowy atak Gilberta na Caubergu i skutecznie zafiniszował z niewielkiej grupy asów.

    E3 Harelbeke 2016

    Zmiana barw klubowych na Team Sky przyniosła nowe wyzwania. Choć zapowiadał walkę w etapówkach, Kwiatkowski najlepiej spisał się na brukach Flandrii. Po dwójkowej akcji z Peterem Saganem zachował więcej sił w końcówce i wygrał ze sporą przewagą nad Słowakiem w wyścigu E3 Harelbeke.

    Strade Bianche 2017

    Na początku sezonu 2017 Kwiatkowski wraca do najwyższej dyspozycji. W stylu znanym z mistrzostw świata atakuje na kilkanaście kilometrów przed metą i samotnie mija linię mety na słynnym Piazza del Campo w Sienie.

    Mediolan-Sanremo 2017

    Po ataku Petera Sagana na podjeździe Poggio, Kwiatkowski, Sagan i Julian Alaphilippe pomknęli w dół wprost do mety na Via Roma. W walce o zwycięstwo o „błysk szprychy” lepszy był Polak, dzięki czemu wygrał swój pierwszy w karierze kolarski „monument”.

    Clasica San Sebastian 2017

    Po aktywnej jeździe całej drużyny Sky Michał Kwiatkowski dał najpierw popis swoich umiejętności zjazdowych, goniąc trójkę uciekinierów: Tony’ego Gallopina, Bauke Mollemę oraz klubowego kolegę, Michela Landę. Gdy po mistrzowskim pościgu ich dopadł, finisz z pięcioosobowej grupy rozprowadzanej przez wspomnianego Landę rozegrał jak profesor, zapisując na swoje konto zwycięstwo w kolejnym, cennym klasyku.

    Tirreno-Adriatico 2018

    Dobra, drużynowa czasówka w wykonaniu Teamu Sky, aktywność na finiszach etapów płaskich i skuteczna jazda w górach, pomoc kolegom z drużyny a na koniec świetna czasówka indywidualna. „Kwiato” na trasie Tirreno-Adriatico było po postu pełno. Choć start jego ekipy w tym wyścigu znajdował się w cieniu uczestnictwa Chrisa Froome’a mającego niejasną sytuację związaną z pozytywnym wynikiem testu na salbutamol podczas Vuelty 2017, Kwiatkowski skutecznie odwrócił uwagę od swojego lidera i wygrał najważniejszą, tygodniową etapówkę, jaka kiedykolwiek padła łupem polskiego kolarza.

    Tour de Pologne 2018

    Po świetnie przejechanym Tour de France w służbie Gerainta Thomasa i Chrisa Froome’a Michał Kwiatkowski po kilku dniach oddechu przyjechał do Polski, gdzie w sprzyjającym sobie terenie pokazał prawdziwą klasę. Wygrał dwa etapy: z metą na stromym podjeździe w Szczyrku oraz na pagórkowatej rundzie w Bielsku a następnie obronił się przed szarżującym Simonem Yatesem podczas finału w Bukowinie Tatrzańskiej. Po raz kolejny w karierze „Kwiato” wykazał się nie tylko wszechstronnością, ale też odpornością psychiczną i dojrzałością taktyczną. Wygranie dwóch tygodniowych wyścigów World Touru w jednym sezonie to naprawdę spora rzecz, potwierdzająca ambicje naszego kolarza w kwestii rozwoju w stronę zawodnika etapowego.

    18. Etap Tour de France 2020

    Po wielu latach pracy i pomocy dla Froome’a, Thomasa i Bernala Michał Kwiatkowski wykorzystał swoją szansę na 18. etapie Tour de France 2020. Po wycofaniu się z wyścigu Egana Bernala kolejni zawodnicy Ineos Grenadiers szukali sposobu by zaznaczyć swoją obecność w wyścigu. W ucieczce dnia Kwiatkowski i Richard Carapaz byli najmocniejsi, zgubili pozostałych śmiałków i z Plateau des Glières, przez ok. 30km  jechali razem do mety. Carapaz wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji górskiej a Polak wygrał upragniony etap Tour de France.

    Amstel Gold Race 2022

    Po pełnym problemów początku sezonu, przechorowanym covidzie, przerwanych lub odwołanych startach, Michał Kwiatkowski wrócił w wielkim stylu. O losach Amstel Gold Race kolejny rok z rzędu zadecydował fotofinisz z udziałem kolarza Ineos-Grenadiers. O ile jednak rok wcześniej Tom Pidcock przegrał z Woutem van Aertem, o tyle tym razem Kwiatkowski pokonał Benoit Cosnefroy. Dla Polaka to pierwsza wygrana od niemal dwóch lat i piękny powrót. Dla takich chwil warto śledzić wyczynowe kolarstwo.

    13. etap Tour de France 2023

    https://twitter.com/Eurosport_PL/status/1679878055433588740

    W dniu święta narodowego Francji Michał Kwiatkowski w imponującym stylu rozegrał finałowy podjazd Grand Colombier. Jechał nie tylko bardzo równo, ale też bardzo szybko, opierając się pogoni grupy liderów napędzanej przez kolarzy UAE Team Emirates. Atomowy finisz Tadeja Pogacara wydarzył się za późno – kilkadziesiąt sekund wcześniej „Kwiato” minął linię mety jako pierwszy notując jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w swojej karierze.

    https://twitter.com/LeTour/status/1679871823427563521

    Obecnie lista zwycięstw Michała Kwiatkowskiego w oficjalnych wyścigach zawodowców prezentuje się następująco:

    Co jeszcze „Kwiato” dopisze do tego zestawu?

    ZOBACZ TAKŻE:

    Top Zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    Top Zwycięstw Rafała Majki

  • Mistrz na trudne czasy

    Mistrz na trudne czasy

    Julian Alaphilippe, Anna van der Breggen i Wout van Aert to największe gwiazdy pandemicznych mistrzostw świata w kolarstwie szosowym. W tle mieliśmy nie tylko genialne widoki, ale też bardzo dobrą jazdę Michała Kwiatkowskiego i Katarzyny Niewiadomej. 

    Cud w Imoli

    Wygląda na to, że zorganizowane rzutem na taśmę szosowe mistrzostwa świata we włoskiej miejscowości Imola były kolejnym elementem ratującym kolarstwo w roku pandemii.

    Zrestartowany po lockdownie sezon oferuje ściganie na najwyższym poziomie i przynajmniej ze sportowego punktu widzenia jest sukcesem. Czy drużyny, organizatorzy, media a nawet sama Międzynarodowa Unia Kolarska wytrzymają go finansowo to temat na inną dyskusję. 

    Gdyby nie odbył się, lub co gorsza, przerwany został Tour de France, z dużym prawdopodobieństwem pożegnaliśmy kilka drużyn zawodowych a pracę straciłoby przynajmniej kilkaset osób. Gdyby nie odbyły się mistrzostwa świata, pogłębiłyby się kłopoty UCI. 

    Przesunięty na późne lato i jesień, maksymalnie intensywny i skoncentrowany sezon 2020 rozgrywany jest mimo licznych przeszkód i niemal codziennie oferuje sportowe widowisko na najwyższym poziomie. 

    Mistrzostwa Świata miały być rozegrane na górzystej trasie nieopodal siedziby UCI w Szwajcarii, ostatecznie ciężar organizacji wzięli na siebie Włosi. Ci sami Włosi, których wczesną wiosną pandemia dotknęła najbardziej w Europie, których gospodarka od lat się chwieje i których kolarstwo, choć wciąż popularne, nie jest w stanie nawiązać do dawnej świetności. 

    Tymczasem, przynajmniej z perspektywy transmisji w Eurosporcie, choć okrojone wyłącznie do wyścigów elity, mistrzostwa w Imoli były sporym sukcesem, czego istotnym elementem była właśnie lokalizacja zawodów. Selektywna trasa i genialne widoki były scenerią znakomitej rywalizacji. W przeciwieństwie do wielu poprzednich czempionatów, ten zapamiętamy na długo. 

    Podwójni medaliści

    Zwycięzcy są na mecie, powinna każdemu powtarzać Anna van der Breggen. Giro Rosa wygrała, owszem, z Katarzyną Niewiadomą, ale po tym, gdy ze złamanym nadgarstkiem wyścig opuściła Annemiek van Vleuten. Tęczową koszulkę w jeździe indywidualnej na czas zdobyła, ponieważ jadąca z wyraźną przewagę Chloe Dygert w fatalny sposób upadła i omal nie złamała kości udowej.

    Być może mając to w głowie, van der Breggen postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce podczas wyścigu ze startu wspólnego, gdzie popisała się znakomitym rajdem i samotnie przez ponad czterdzieści kilometrów powiększała przewagę nad próbującymi zorganizować pościg rywalkami. Dwa złote medale na jednej imprezie mistrzowskiej to wielka rzecz!

    Dwa srebrne medale zdobył z kolei Wout van Aert. Choć oczywiście nowy mistrz świata ze startu wspólnego, Alaphilippe, może dokonać jeszcze w tym dziwnym sezonie rzeczy wielkich, zwłaszcza podczas wyścigów jednodniowych, to Belg jest zdecydowanym kandydatem do “Velo d’Or”, tytułu kolarza roku.

    Wygrane w Mediolan-San Remo, Strade Bianche, na dwóch etapach Tour de France, jednym odcinki Criterium du Dauphine, rewelacyjna praca dla Primoza Roglica na Wielkiej Pętli i wreszcie znakomite występy w Imoli. 

    Owszem, w walce o tęczowe koszulki byli od niego lepsi: Filippo Ganna, który specjalnie przygotowywał się do walki o tytuł w jeździe na czas i Julian Alaphilippe, który, cóż, pojechał tak jak Julian Alaphilippe potrafi pojechać najlepiej górzysty klasyk. 

    Nie zmienia to faktu, że Van Aert jest bohaterem mistrzostw w Imoli niemal równym Annie van der Breggen. Kobiece kolarstwo wciąż umożliwia dominację wybitnych jednostek jak Vos, van Vleuten czy van der Breggen. W męskim tak wielka wszechstronność jaką prezentuje van Aert jest współcześnie fenomenem. 

    Nowy, wielki mistrz

    Wydawałoby się, że Julian Alaphilippe jest z nami “od zawsze”. Tymczasem nowy mistrz świata elity mężczyzn w wyścigu ze startu wspólnego ma wciąż tylko 28 lat i to zaledwie jego trzeci sezon, gdy odnosi realnie wielkie zwycięstwa. 

    Owszem, wcześniej stawał na podium i ogólnie “dobrze się zapowiadał”, natomiast to nie tak, że był (i jest) dominatorem światowego kolarstwa. 

    Wygrane w Walońskiej Strzale, Mediolan – San Remo, Clasica San Sebastian, Strade Bianche, na etapach i w klasyfikacji górskiej Tour de France czy wreszcie czwarte miejsce w Wielkiej Pętli poprzedzone heroiczną obroną żółtej koszulki to imponujące dokonania. 

    Równocześnie, lista celów, po które Francuz może jeszcze sięgnąć jest równie bogata, zaczynając od Liege-Bastogne-Liege, Lombardii, Amstel Gold Race, idąc przez Paryż-Nicea a kończąc albo na jednym z wielkich tourów (przy sprzyjającej trasie) albo, dla odmiany, Ronde van Vlaanderen pod koniec kariery. 

    Poza wymienianiem osiągnięć Alaphilippe’a, tych zaliczonych jak i potencjalnych, istotny jest także inny czynnik, jak najbardziej o charakterze sportowym, lecz mniej wymiernym. Jest to wpływ, jaki jego jazda wywiera na przebieg poszczególnych wyścigów, konsekwencja, z jaką wygrywa kolejne ważne imprezy i wreszcie styl, w jakim to robi. 

    Nowy właściciel tęczowej koszulki jeździ bowiem odważnie, bezkompromisowo, szukając okazji do wypracowania przewagi nad rywalami. Potrafi sięgnąć niezmiernie głęboko do swoich rezerw, wykorzystać talent i potencjał a przy tym wszystkim ma wielką charyzmę i radosny wizerunek. 

    Krótko mówiąc, to mistrz, jakiego kolarstwo w tym momencie najbardziej potrzebowało. 

    Imola a sprawa polska

    Reprezentacja Polski wraca z Włoch z czwartym miejscem Michała Kwiatkowskiego i siódmym Katarzyny Niewiadomej. 

    Nasze gwiazdy były stawiane wśród pretendentów nie tylko do medali, ale wręcz do złota przez ekspertów na całym świecie. Dobre występy w poprzedzających mistrzostwa Tour de France i Giro Rosa, udokumentowany dorobek w ciężkich wyścigach jednodniowych, może nienajmocniejsze, ale solidne drużyny. Nawet bez nuty patologicznego, polskiego patriotyzmu za obojgiem stało dość argumentów, by nie tyle mieć nadzieję, co móc racjonalnie stawiać na ich dobry rezultat. 

    I takie rezultaty odnieśli. 

    Zarówno Michał jak i Kasia dojechali do mety w czołowych grupach. Gdy następowała decydująca selekcja, byli tam, gdzie mieli być. Kwiatkowski jechał bardziej agresywnie, Niewiadoma bardziej podążała za rywalkami, ale kto wie, dzień wcześniej lub dzień później może to oni ubieraliby na podium tęczową koszulkę. 

    To frazes, ale zwycięzcę nie tylko poznajemy na mecie, ale zwyczajnie zwycięzca może być tylko jeden. Dlatego mistrzostwo świata jest sprawą tak wyjątkową, ponieważ zdobywa się je raz w roku, a raczej raz w życiu. Ba, większość nie zdobywa go nigdy. 

    Doświadczenia nie tylko Kwiatkowskiego, ale i Alaphilippe’a z wyścigiem nazywanym “wiosennymi mistrzostwami świata”, czyli Mediolan-San Remo idealnie pokazują, jak niewiele dzieli zwycięstwo od porażki. 

    W 2017 po genialnym finiszu na Via Roma Kwiatkowski wystawił koło i o milimetry pokonał Sagana i Alaphilippe’a. W 2019 to Alaphilippe zaimponował w sprincie, pokonując Naessena i właśnie Kwiatkowskiego. A w pandemicznym 2020, ten sam Alaphilippe uległ van Aertowi po dwójkowym finiszu by kilka tygodni później na mistrzostwach świata odpalić swój rakietowy atak na ostatnim podjeździe dnia, wykorzystać kilka chwil zawahania rywali, pojechać “a bloc” do samej mety i spowodować, że rywale z San Remo musieli obejść się smakiem.

    A jeśli myślicie o Niewiadomej jako o przegranej faworytce, to, cóż, tak, niewątpliwie taką jest. Tyle tylko, że jak pokazuje Alaphilippe, kolarstwo premiuje cierpliwość i konsekwencję. Owszem, przykłady Bernala, Evenepoela czy Pogacara a wcześniej Sagana uczą nas, że można sięgać po wielkie cele już od początku zawodowej kariery. Równocześnie szereg wybitnych kolarzy na swój przełom czekało latami, by wspomnieć choćby Grega Van Avermaeta. 

    Nie ma szczególnego sensu udowadniać, że ich jazda w Imoli była genialna, bo fakty są proste: i Michał Kwiatkowski i Katarzyna Niewiadoma przegrali. Bo taki był dzień, bo tak ułożył się wyścig, bo tak układa się ten sezon. Z wielu różnych powodów. 

    A równocześnie ich postawa była znakomita, wpływali na przebieg wyścigu, ich obecność w ścisłej czołówce w decydujących momentach rywalizacji sprawiła, że obserwowaliśmy takie a nie inne rozstrzygnięcia na mecie. I to należy zarówno docenić jak i wprost nazwać jako bardzo dobrą jazdę.

    Wiadomo, że każdy sportowiec, czy to indywidualny czy drużyna, jest tak dobry jak jego ostatni wynik. Ale równocześnie jest szersza perspektywa, tych konkretnych zawodów, całego sezonu czy całej kariery. I z niej, zarówno Kwiatkowski, Niewiadoma, ale też ich pomocnicy i pomocniczki, za występ w Imoli zasłużyli na wielkie gratulacje. 

  • Bergen 2017: Kto zostanie mistrzem świata?

    Bergen 2017: Kto zostanie mistrzem świata?

    Sagan? ?Kwiato?? Dumoulin? A może któryś ze sprinterów? Tu nie chodzi tylko o typowanie. Wiadomo, wygra najlepszy, ale przy okazji może powstać ciekawa historia.

    Czy prawie 270km w lekko pofałdowanym terenie może w mistrzowskim peletonie pełnym sprzecznych interesów wprowadzić wystarczającą selekcję, by o tęczowej koszulce nie rozstrzygnął finisz z dużej grupy? Czy ?Łososiowe wzgórze?, którego parametry nie wyglądają imponująco: zaledwie 1,5km o średniej stromiźnie 6,7%, do tego ze szczytem przed połową właściwego, pokonywanego 11 razy okrążenia to dogodne miejsce do ataku?

    Cóż, wiele wskazuje na to, że będziemy oglądali wyścig, gdzie będzie liczyła się siła drużyn oraz taktyka. W związku z tym, choć kilku kolarzy należy traktować jako poważnych pretendentów, możliwa jest także niespodziewana wygrana kogoś z ?drugiego szeregu?.

    Tak czy inaczej faworytem jest Peter Sagan, który potrafi zarówno zaatakować na podjeździe, znaleźć się w odpowiedniej akcji jak również skutecznie zafiniszować z peletonu, o ile nie ma w nim jakiegoś super-sprintera. A do tego jest bardzo wytrzymały, więc dystans wyścigu o mistrzostwo świata raczej nie zrobi na nim wrażenia.

    Choć Słowak w ostatnich dniach zmagał się z przeziębieniem, stoi przed szansą zdobycia trzeciego tytułu z rzędu. Do tej pory nikomu taka sztuka się nie udała. Sagan jest jednym z zaledwie sześciu kolarzy, którzy byli w stanie obronić tęczową koszulkę. Ale ani Paolo Bettini, ani Gianni Bugno, Rik Van Looy, Rik van Steenbergen ani Georges Ronsse nie byli w stanie sięgnąć po złoto trzykrotnie, rok po roku.

    Portfolio Sagana już teraz jest imponujące i z pewnością ma on swoje miejsce w historii sportu rowerowego, ale jeśli wygra w Bergen, faktycznie stanie się legendą.

    Przed ciekawym wyzwaniem stoi Michał Kwiatkowski. Polak ma w tym sezonie dobrą zaliczkę w postaci zwycięstwa w ?wiosennych mistrzostwach świata?, czyli klasyku-monumencie, Mediolan-San Remo. Wygranie zarówno ?Primavery? jak i tęczowej koszulki w jednym sezonie to rzadka sztuka, której ostatnio dokonał w 2004r Oscar Freire.

    ?Kwiato? to fenomen: potrafi ograć w sprincie Sagana a w górach gubić najlepszych górali. Do tego znakomicie odnajduje się w skomplikowanych rozgrywkach taktycznych i często zabiera do decydujących o zwycięstwie akcji.

    Rywalizację w Bergen można by więc łatwo sprowadzić do rywalizacji słowacko-polskiej, ale na tęczową koszulkę czyhają też Belgowie, z których niemal każdy ma potencjał, by po nią sięgnąć.

    Tak jak Kwiatkowski może połączyć MŚ z Mediolan-San Remo, tak Greg Van Avermaet z Paryż-Roubaix a Philippe Gilbert z Ronde Van Vlaanderen, co również świadczyłoby o mistrzostwie najwyższej próby. Belgowie mogą jednak paść ofiarą klęski urodzaju. Stuyven. Benoot, Keukeleire, Teuns, Naesen, Vermote czy Wellens również mogą po wcześniejszym ataku pokusić się o złoto. Jeśli przy takim składzie Belgowie wygrają ten wyścig, będzie to równie ważne co sam fakt zwycięstwa.

    Trudno powiedzieć, jak w Bergen poradzą sobie Włosi. Teoretycznie skuteczniejszy w wyścigu klasycznym powinien być Sonny Colbrelli, ale lepszym sprinterem jest Elia Viviani. Jeśli dojdzie do finiszu z większej grupy, mistrz olimpijski w torowym omnium może zostać szosowym mistrzem świata.

    Dla fanów toru i potwierdzeniem, że jazda po drewnianym owalu ma przełożenie na wyniki w zawodowym peletonie dobrym typem jest też Fernando Gaviria, który był już mistrzem świata w wieloboju, czyli omnium. Co ważne, może on zostać pierwszym medalistą z Kolumbii i jeśli tak się stanie, będzie to swoiste kuriozum, ponieważ kraj ten słynie głównie z ?górali? a nie ze sprinterów. Ich równorzędnym liderem jest Rigoberto Uran, dobrze radzący sobie zarówno w wielkich tourach, klasykach i imprezach mistrzowskich, by przypomnieć jego srebro z Igrzysk w Londynie.

    Możliwość faktycznego przejścia do historii kolarstwa ma Tom Dumoulin. Już sam fakt zwycięstwa w wielkim tourze i zdobycia tęczowej koszulki w jeździe na czas jest rzadko zdobywanym trofeum, ale nikomu jeszcze nie udało się zgromadzić dwóch tytułów: w czasówce i ze startu wspólnego w jednym roku. Jeśli dołączymy do tego triumf w Giro, robi się z tego kumulacja godna antycznego herosa.

    Czy Dumoulin jako specjalista jazdy na czas i równocześnie dobry ?góral? jest w Bergen bez szans? Niekoniecznie! Gdy jest w formie, potrafi dobrze pojechać w wyścigu jednodniowym, o czym świadczy czwarte miejsce w Classica San Sebastian czy piąte w Strade Bianche. Biorąc pod uwagę jego charakterystykę, można sobie wyobrazić śmiały atak Dumoulina na kilometr lub dwa przed metą i samotną jazdę ?w trupa? przed rozpędzającym się peletonem w stylu, jaki w latach swojej świetności prezentował Fabian Cancellara.

    Na samą myśl o takim rozstrzygnięciu przechodzi dreszcz emocji, podobnie jak w przypadku potrójnej korony Sagana.

    Biorąc pod uwagę nie tylko samą tęczową koszulkę, ale i liczne konteksty, może zatem tak być, że do głosu dojdą kolarze z drugiego szeregu. Edvald Boasson Hagen, świetny zawodnik choć bez wielkich zwycięstw na koncie może sięgnąć po największy sukces w karierze. Alexander Kristoff wygrywając w Bergen powróci do gry o najważniejsze trofea po kilkunastu miesiącach posuchy. Michael Matthews wejdzie do ekstraklasy gwiazd zawodowego peletonu a kariery Juliana Alaphilippe?a czy Zdenka Stybara nabiorą dodatkowego rozpędu.

    Krótko mówiąc, do wygrania jest nie tylko tytuł, medal i koszulka, ale o wiele więcej. O tym, kto przejdzie do historii kolarstwa dowiemy się już w niedzielę, ok. 17.30.

  • Kwiatkowski ma sezon życia i wygrywa w San Sebastian

    Kwiatkowski ma sezon życia i wygrywa w San Sebastian

    Po rewelacyjnej wiośnie i po świetnie przejechanym Tour de France Michał Kwiatkowski wykorzystał kolejną szansę na znakomity wynik. Wykorzystując formę z ?Wielkiej Pętli? oraz pracę kolegów z drużyny Sky w dobrym stylu wygrał ważny wyścig jednodniowy – rozgrywany w Kraju Basków Clasica San Sebastian.

    Choć kolarskie ?klasyki? nieodłącznie kojarzą się z wiosną, ściganie w jednodniówkach nie kończy się wraz z wjazdem ostatniego zawodnika na welodrom w Roubaix. W dalszej części sezonu, zdominowanej przez imprezy etapowe i wielkie toury również jest sporo ciekawych jednodniówek.

    O ile przy wielu wyścigach pojawia się wątpliwość, czy nazywać je ?klasykami?, Clasica San Sebastian ma ?klasyk? nie tylko w nazwie, ale jest też tradycyjnym elementem kolarskiego kalendarza od wczesnych lat ?80 XXw.

    Kraj Basków to ważny region dla naszego sportu, skąd pochodzi wielu wielkich mistrzów, gdzie rozgrywane są prestiżowe imprezy oraz gdzie siedziby ma wiele firm z branży rowerowej. Dla samych Basków kolarstwo to element wyrażania dumy narodowej, ważnej ze względu na ich niepodległościowe ambicje.

    Podobnie jak wiosenna etapówka, ?Dookoła Kraju Basków? tak i Clasica San Sebastian to zawody dla dobrze jeżdżących po górach a przy tym dynamicznych, potrafiących nie tylko przetrwać tempo na stromych wzniesieniach, ale też dysponujących dobrym finiszem. Nie bez znaczenia jest też umiejętność sprawnego zjeżdżania. Z opisu wygląda więc jak wyścig niemal zaprojektowany z myślą o Michale Kwiatkowskim.

    W przeszłości wygrywali tam albo kolarze specjalizujący się w górzystych klasykach: np. Paolo Bettini, Philippe Gilbert czy Alejandro Valverde. To także impreza, w której jeden z nielicznych triumfów w jednodniówkach zaliczył Lance Armstrong.

    W ostatnich latach Clasica San Sebastian to konfrontacja kolarzy, którzy wracają do ścigania na najwyższym poziomie po chwili oddechu niezbędnym po intensywnej wiośnie oraz tymi, którzy mają w nogach dopiero co zakończoną ?Wielką Pętlę?.

    https://twitter.com/TeamSky/status/891354172238557184

    Kwiatkowski w tym roku zaliczył świetną, długą wiosnę, okraszoną wygranymi w Strade Bianche, ?monumencie? Mediolan-Sanremo oraz podiami w Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege. Następnie odsapnął tylko przez moment, by pokazać rosnącą dyspozycję na trasie Criteirum du Dauphine i wygrać mistrzostwo Polski w jeździe indywidualnej na czas.

    W trakcie Tour de France był kluczowym pomocnikiem Chrisa Froome?a, budzącym uznanie fanów i ekspertów na całym świecie nie tylko swoją mocą, tempem, które nadawał w najtrudniejszych momentach wyścigu, ale też spokojem, taktyczną dojrzałością i pełnym poświęceniem dla swojego lidera. Tylko jednej sekundy zabrakło mu do etapowego zwycięstwa podczas czasówki w Marsylii, gdzie ubiegł go Maciej Bodnar, ale, tak jak wtedy napisałem, dla Bodnara było to piękne ukoronowanie kariery i najpiękniejszy jej moment a na Kwiatkowskiego wciąż czekało wiele zwycięstw.

    Kolejne przyszło zaledwie kilka dni później podczas prestiżowego klasyku w Kraju Basków. Polak z ekipy Sky pokazał na nim wszystkie swoje atuty. W górach trzymał się z najlepszymi a nawet, jeśli na chwilę odstał, potrafił odrobić stratę dzięki brawurowo pokonywanym zjazdom. A na finiszu nie pierwszy raz zachował zimną krew, skorzystał z pracy Mikela Landy (nota bene Baska), wyczekał do odpowiedniego momentu z atakiem i linię mety minął z wyraźną przewagą nad Tonym Gallopinem.

    Dzięki wygranej w San Sebastian portfolio zwycięstw Kwiatkowskiego w wyścigach klasycznych już teraz wygląda imponująco: mistrzostwo świata, Mediolan-Sanremo, Amstel Gold Race, E3 Harlbeke, dwa razy Strade Bianche i teraz Clasica San Sebastian. Co będzie następne?

  • Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kolejny świetny klasyk pełen emocji. Amstel Gold Race 2017 był wyścigiem, w którym gwiazdy zaczęły ostre ściganie na wiele kilometrów przed metą. Michał Kwiatkowski nieznacznie przegrał z Philippem Gilbertem a nowa trasa sprawdziła się znakomicie.

    Gra w otwarte karty

    Strade Bianche Michał Kwiatkowski wygrał ?na solo? odjeżdżając kilkanaście kilometrów przed finiszem. W Mediolan-Sanremo Peter Sagan skutecznie przełamał schemat ostatnich lat z powodzeniem atakując na Poggio (no dobrze, prawie z powodzeniem, bo na kresce ubiegł go Kwiato, ale ważne jest to, że do mety dojechała ucieczka). We Flandrii Philippe Gilbert samotnie uciekał przez ponad 50km a w Paryż-Roubaix Greg van Avermaet również w czołówce znalazł się dość daleko od słynnego velodromu, na którym kolarze ścigają się o zwycięstwo.

    Nie inaczej było w Amstel Gold Race, gdzie niespełna 40km przed metą selekcji dokonał m.in. właśnie Gilbert.

    Tej wiosny mamy więc festiwal otwartego ścigania, gry w otwarte karty, ofensywnej jazdy, śmiałych akcji i sporego ryzyka. Nawet, jeśli Walońska Strzała czy Liege-Bastogne-Liege zostaną rozegrane bardziej konserwatywnie, tegoroczny sezon klasyków już teraz można podsumować jako jeden z najciekawszych w tej dekadzie.

    Najmocniejsi przegrywają?

    Taki przebieg wyścigów powoduje z kolei, że często pierwszy linię mety mija nie zawodnik robiący wrażenie najmocniejszego na trasie, a ten, który w odpowiednim momencie zachował się najlepiej. Sagan, ze swoją zwierzęcą mocą został ograny przez ?Kwiato? w San Remo, ten sam Sagan i Greg van Avermaet musieli uznać wyższość bardziej zdeterminowanego Gilberta we Flandrii.

    W Paryż-Roubaix najwięcej ?pod nogą? miał chyba faktycznie Van Avermaet, ale nie brakowało wiele, by i tam przegrał z taktyczną jazdą kolarzy Etixx-Quick Step.

    Na trasie Amstel Gold Race najlepiej prezentował się z kolei Kwiatkowski, który mimo chwili zawahania zdołał dołączyć do decydującej ucieczki a następnie miał istotny udział w zdobyciu przez nią bezpiecznej przewagi. W końcówce wraz z Gilbertem odjechał rywalom, na finiszu przyspieszył, już witał się z gąską i? przegrał z Belgiem, który lepiej ocenił i swoje możliwości i kierunek wiatru.

    Pan Cauberg najlepszy na nowej trasie

    Znakiem firmowym Philippe?a Gilberta zawsze były niezwykle dynamiczne ataki na krótkich podjazdach. Na Caubergu, gdzie rozgrywał się Amstel Gold Race w ten sposób wygrał wyścig trzy razy, po takiej samej akcji zwyciężył również w mistrzostwach świata rozgrywanych w tym samym miejscu.

    Podobne przyspieszenie, choć na wiele kilometrów przed metą, dało mu przewagę we Flandrii a w tegorocznym AGR, na zmienionej trasie, pojechał niczym na Caubergu, tylko kilka wzniesień wcześniej.

    Cztery wygrane ?piwne wyścigi? to co prawda jeszcze nie rekord (pięć triumfów ma na swoim koncie Holender Jan Raas, który dominował w tej imprezie w latach 1977-82), ale i tak imponujący wyczyn, zwłaszcza w połączeniu ze zwycięstwem we Flandrii w jednym sezonie (tak jak Raas w ?79 i Merckx w ?75) oraz wcześniejszą serią czterech triumfów w górzystych klasykach (Brabancka Strzała, AGR, Walońska Strzała i Liege-Bastogne-Liege w 11 dni w 2011r).

    Gilbert to jeden z moich ulubionych kolarzy i choć plotka głosi, że tym, co go napędza są głównie pieniądze (największe sukcesy ma odnosić w latach, gdy nie ma jeszcze zapewnionego kontraktu na kolejny sezon), jest niewątpliwie jednym z najlepszych, najbardziej wszechstronnych i skutecznych specjalistów wyścigów klasycznych w historii.

    A śledzenie wyczynów herosów zawsze jest pasjonujące.

    https://twitter.com/WM3ProCycling/status/853614106775105536

    Dobry wyścig kobiet

    Kilka godzin przed ?Kwiato? na podium Amstel Gold Race stanęła Katarzyna Niewiadoma. Ściganie kobiet było równie ciekawe, co mężczyzn i mogliśmy je śledzić, przynajmniej online, w Eurosporcie.

    Zawody pań zdecydowanie dojrzewają, choć trzeba przyznać, że, głównie ze względów finansowych, jeszcze bardziej niż w męskim peletonie, przewaga najbogatszych grup jest wyraźnie widoczna.

    Na szczęście nasza gwiazda jeździ w jednym z najlepszych zespołów (WM3 Pro Cycling), który śmiało na nią stawia w prestiżowych wyścigach. Ten sezon ma świetny: była już druga w Strade Bianche, siódma w Ronde van Drenthe, ósma w Trofeo Alfredo Binda i Ronde van Vlaanderen a teraz trzecia w Amstel Gold Race. Na Walońską Strzałą i Liege-Bastogne-Liege patrzymy więc z nadzieją, bo choć rywalki ma mocne a w końcówkach ewidentnie jeszcze brakuje jej skuteczności, to i tak jeździ świetnie.

    Dać się ograć dwóm, bardziej doświadczonym i utytułowanym konkurentkom z jednej ekipy (Van Der Breggen i Deignan – dawniej Armitstead) to żaden wstyd, za to wywalczyć miejsce na podium po finiszu z wyselekcjonowanej grupki na koniec ważnego klasyku to sukces.

    Trzeba pamiętać, że w ostatnich latach nasi kolarze mocno nas rozpuścili swoimi wynikami, a przecież regularne stawanie na podium wyścigów World Touru to naprawdę spora rzecz!

  • Loverove 20.03.2017

    Loverove 20.03.2017

    Loverove na poniedziałek, specjalnie dla Was:

    1. Jak Świat przyjął wygraną „Kwiato”?

    Kamil Stoch trochę przyćmił sukces Michała Kwiatkowskiego, ale i tak kolarz znalazł miejsce na dzisiejszej okładce „Przeglądu Sportowego”

    Obecność piłkarza Ekstraklasy należy przemilczeć ;)

    Bardzo dobrą robotę (jak zawsze) wykonała ekipa rowery.org, przygotowując zestawienie „jedynek” sportowych gazet oraz portali kolarskich komentujących wygraną „Kwiato” w Mediolan-Sanremo.

    2. Plakat dnia, czyli rusza Volta a Catalunya

    Froome, Valverde, Yates, Bardet, Contador a do tego Rafał Majka i ekipa CCC Sprandi Polkowice z Maciejem Paterskim. Siedem etapów, w zasadzie każdy z nich mniej lub bardziej górzysty. Dwa finisze na podjazdach i jedna, dość długa (41km) jazda drużynowa na czas. Oto Volta a Catalunya 2017. Transmisje codziennie na żywo w Eurosporcie około 15.30 a jak co roku Katalończycy mają dla nas wyjątkowy plakat:

    3. Co mają zawodowcy, czego nie będziesz mieć Ty?

    Profesjonalny peleton w większości jeździ na sprzęcie, który każdy, odpowiednio zamożny rowerzysta może kupić w swoim, ulubionym sklepie. Są jednak wyjątki, które dostępne są wyłącznie dla zawodowców. Oto niektóre z nich:

    4. Polki wysoko w Trofeo Alfredo Binda

    Eugenia Bujak siódma a Katarzyna Niewiadoma ósma – taki jest bilans polskich zawodniczek w trzeciej eliminacji kobiecego World Touru, czyli Trofeo Alfredo Binda. Wygrała Amerykanka Coryn Rivera z teamu Sunweb. Skrót wyścigu możecie obejrzeć poniżej:

    Liderką World Touru jest Elisa Longo-Borghini, Katarzyna Niewiadoma zajmuje piątą lokatę. A Coryn Riverę możecie śledzić na twitterze:

    W zawodach juniorek siódme miejsce zajęła Marta Jaskulska.

    5. Dzięki za ten weekend!

    Podziękowania należą się przede wszystkim Michałowi Kwiatkowskiemu, który dostarczył nam wielkich emocji wygrywając Mediolan-Sanremo. A ja przy tej okazji dziękuję Wam za sporą atencję, którą obdarzyliście wpisy na blogu, które wyprodukowałem po tym wydarzeniu. Mam nadzieję, że się Wam podobały :) Oby więcej takich okazji!

    Jeśli przegapiliście, możecie przeczytać je tutaj:

     

  • Michał Kwiatkowski wygrywa Mediolan-Sanremo. I ma sposób na Sagana!

    Michał Kwiatkowski wygrywa Mediolan-Sanremo. I ma sposób na Sagana!

    Po siedmiu godzinach jazdy o zwycięstwie w pierwszym ?monumencie? sezonu 2017 zadecydowały centymetry. Michał Kwiatkowski, dosłownym rzutem na taśmę pokonał mistrza świata, Petera Sagana.

    Sagan – showman, Kwiato – zwycięzca

    Nazwijmy rzecz po imieniu. Wyścig otworzył właśnie Sagan, który imponującym atakiem oderwał się od peletonu na ostatnim wzniesieniu dnia, czyli Poggio. Wydawało się, że czołowa grupa zostanie doprowadzona do mety na Via Roma przez mocne ekipy sprinterów, które, niczym team Sky w Tour de France ?zabetonowały? rywalizację.

    Tymczasem Sagan rzucił na szalę wszystkie siły, zrobił kilka metrów różnicy a gdy dołączyli do niego Michał Kwiatkowski i Julian Alaphilippe, przewaga nad peletonem zaczęła rosnąć.

    Ponieważ trzej panowie potrafią znakomicie zjeżdżać, pędząc z Poggio zyskali kolejne sekundy, co wystarczyło do rozegrania finiszu we własnym gronie. Choć to Sagan wydawał się być najmocniejszy, Kwiatkowski zdołał go doścignąć a na ostatnich metrach ?wystawić koło? i sięgnąć po zwycięstwo w jednym z najbardziej prestiżowych wyścigów sezonu, nie bez powodu nazywanym ?wiosennymi mistrzostwami świata”.

    https://twitter.com/TeamSky/status/843142022898864134

    Generacja herosów

    Zdjęcie z finiszu, na którym Kwiatkowski, Sagan i Alaphilippe walczą o wygraną w Mediolan-Sanremo już teraz trzeba uznać za jednego z faworytów w plebiscytach na najlepszą, kolarską fotografię sezonu.

    Nie tylko ze względu na sam, rewelacyjny kadr przedstawiający walczących bark w bark gladiatorów szosy, ale przede wszystkim na jego symboliczny wymiar.

    Kolarze, którzy tej wiosny stanęli na podium ?Primavery? należą do tego samego, ekstremalnie utalentowanego pokolenia, które przejmuje dowodzenie w zawodowym peletonie. Sagan i ?Kwiato? to rocznik 1990, Alaphilippe 1992. Są dynamiczni, są skuteczni i dzięki nim nie musimy się martwić o to, kto zastąpi odchodzących na emeryturę mistrzów wyścigów klasycznych.

    Portfolio Kwiatkowskiego

    Polak z teamu Sky był już mistrzem świata ze startu wspólnego a także w drużynowej jeździe na czas. Dwukrotnie wygrał Strade Bianche, i po razie E3 Harelbeke oraz Amstel Gold Race. Stał na podium Walońskiej Strzały i Liege-Bastogne-Liege. Jest szybki, dobrze jeździ na czas, potrafi sobie poradzić w terenie górzystym. Do tego świetnie radzi sobie na zjazdach i w terenie wymagającym ponadprzeciętnych umiejętności: na bruku i szutrze.

    Kolarz kompletny? A jakże! Tacy właśnie wygrywają w najważniejszych Klasykach, co ?Kwiato? raz za razem potwierdza.

    Czy to znaczy, że marzenia o dobrym wyniku w wielkim tourze należy odłożyć na półkę? Po 11. lokacie w Tour de France (2013) opcji dobrej jazdy w trzytygodniówce nie można wykluczyć, pytanie tylko, czy warto i czy trzeba, skoro już teraz dorobek Kwiatkowskiego w Klasykach jest tak imponujący. Być może to właśnie jest jego powołanie, dar od Boga, którego nie warto trwonić na górskie etapówki.

    https://twitter.com/bikeworldnews/status/713500803483348993

    Co więcej, Kwiatkowski ewidentnie znalazł sposób na pokonanie Petera Sagana. Był już od niego lepszy w Strade Bianche, w E3 Harelbeke i teraz w Mediolan-Sanremo. Kto wie, może po erze pojedynków Boonen-Cancellara kolejna dekada będzie pamiętana jako czas potyczek Kwiatkowskiego z Saganem?

    https://twitter.com/oufeh/status/843160556978757633

    Sagan pod presją

    Na koniec jeszcze kilka słów o drugim na mecie, Peterze Saganie. Słowak, który kolejny rok z rzędu jeździ w koszulce mistrza świata, nie pierwszy raz w tym sezonie pokazał wielką moc.

    Jest godnym następcą czempionów z przeszłości. Ma charyzmę, nie boi się brać spraw w swoje ręce ryzykować i? przegrywać. Można śmiało stwierdzić, że na trasie Mediolan-Sanremo był najmocniejszy, i tak jak wielokrotnie w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach wziął ciężar otworzenia rywalizacji na swoje barki. Tym razem się nie udało, zapewne uda się w przyszłości. Najbliższy cel to Ronde Van Vlaanderen, gdzie znów oczy całego, kolarskiego świata będą zwrócone na pochodzącego z Żyliny mistrza świata.

    PS Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale właściwie na samej linii mety, łańcuch w rowerze Sagana zaczął opuszczać należne mu miejsce na dużej zębatce. To niesamowite, że na tym poziomie wyczynu, w erze ?marginal gains?, w sprzęcie wartym grube tysiące euro zdarzają się takie rzeczy!

    Zdjęcie okładkowe: Photo LaPresse/ Gian Mattia D’Alberto March 18, 2017 Sanremo (Italy) Sport Cycling Race Milano – Sanremo

  • Kwiato na huśtawce

    Kwiato na huśtawce

    Jeśli klasę Michała Kwiatkowskiego mierzyć skalą oczekiwań, jakie mają względem niego kibice, nasz mistrz jest w top5 najlepszych kolarzy na świecie. Wygrana w Strade Bianche, poprzedzona kilkoma miesiącami posuchy to znakomita lekcja kolarstwa dla polskich fanów.

    Peter Sagan bez triumfu we Flandrii, nawet z zielonymi koszulkami Tour de France, mistrzostwem świata i wieloma innymi klasykami na koncie był kolarzem niespełnionym. Tom Boonen i Fabian Cancellara ?kończyli się? w oczach kibiców wielokrotnie a i tak wkrótce wracali, by przypominać o swoim mistrzostwie.

    Są tacy sportowcy, którzy nawet, jeśli są w dobrej formie i zajmują czołowe lokaty, ich występy oceniane są negatywnie. Michał Kwiatkowski niewątpliwie jest jednym z nich, zwłaszcza wśród swoich kibiców-rodaków.

    Do pewnego momentu zarówno fani jak i dziennikarze patrzą na taką postać przychylnie, bez względu na okoliczności. W przypadku młodej, wschodzącej gwiazdy można ekscytować się każdym przebłyskiem przyszłego mistrzostwa.

    O talencie ?Kwiato? mówiło się sporo, wyniki w młodszych kategoriach wiekowych sugerowały, że mamy do czynienia z wyjątkowym talentem.

    Zanim jeszcze polscy kolarze na dobre zagościli w światowej czołówce a w czasie transmisji w Eurosporcie ekscytowaliśmy się głównie pracą Sylwestra Szmyda na kolejnych, włoskich liderów, wyniki Kwiatkowskiego w Belgii czy w Tour de Pologne były tymi, które zwracały na siebie uwagę.

    Huśtawkę nastrojów rozbujał już w 2013r, gdy świetnie zaczął sezon w Algarve i znakomicie radził sobie w Ardenach. Następnie przyszedł Tour de France i walka o zwycięstwo etapowe, białą koszulkę oraz miejsce w top10 klasyfikacji generalnej.

    Mało kto pamięta, ale pirenejski etap był bardzo blisko, miejsce w klasyfikacji młodzieżowej Polak przegrał tylko z Nairo Quintaną i Andrew Talanskim a 11 lokata wciąż jest jedną z najlepszą w historii występów Polaków w wielkich tourach. Mimo to już samo ?spływanie? w klasyfikacji było widziane przez niedzielnych fanów jako oznaka słabości.

    Następnie przyszła kolejna wiosna (2014), wygrana z Saganem w Strade Bianche i miejsca na podium ardeńskich klasyków oraz w Kraju Basków, ale w oczach wielu fanów Kwiatkowski ?skończył się? na Tour de France, gdzie ani na chwilę nie zdobył żółtej koszulki lidera, nie triumfował też na żadnym z etapów mimo kilku, usilnych prób.

    Mistrzostwo świata zdobyte w wielkim stylu w Ponferradzie tylko rozbudziło apetyty, które urosły do rozmiarów na miarę ?nowego Merckxa?. Wygrana w Amstel Gold Race na tle tych apetytów jawiła się wielu quasi ekspertom niczym porażka a trzeba pamiętać, że nieliczni kolarze potrafili wygrać ważny klasyk w tęczowej koszulce. Z kolei latem występ w rodzimym Tour de Pologne został sprowadzony głównie do około toaletowej anegdoty chętnie przetwarzanej przez wszystkie media.

    Po przejściu do Teamu Sky nadzieje na nowe otwarcie i kolejne sukcesy znów urosły do niezwykłych rozmiarów, wygrana w E3 Harelbeke poprzedziła kolejne miesiące niemocy. Mimo to, wielu zawodowców zamieniłoby swój sezon na taki, jaki był udziałem ?Kwiato? w 2016r.

    Strade Bianche 2017 nasz mistrz wygrał w wielkim stylu, po samotnym ataku, kilkanaście kilometrów przed metą. Do tego zawody rozgrywano w trudnych warunkach, deszczu i błocie.

    Dzięki temu Kwiatkowskiemu brakuje tylko jednego triumfu by zasłużyć sobie, tak jak Fabian Cancellara, na pamiątkową tablicę i nazwanie własnym nazwiskiem jedno z odcinków toskańskich ?białych dróg?. Biorąc pod uwagę, że ma 27 lat, szansa na to jest całkiem spora, choć trzeba pamiętać, że Cancellarze zgromadzenie trzech zwycięstw zajęło dziewięć sezonów. ?Kwiato? póki co dwa ugrał w cztery lata.

    Tak czy inaczej, w karierze zawodowca trwającej np. 15 lat zawsze trafiają się okresy lepsze lub gorsze. Niektórzy na wielki sukces czekają do jej schyłku, inni gasną po pierwszym wystrzale formy.

    Michał Kwiatkowski póki co, choć zdarzają mu się pewne wpadki i wahnięcia dyspozycji, co roku zalicza kilka cennych rezultatów oraz prestiżowe zwycięstwo. To poziom, od którego, owszem, można jeszcze się odbić, ale na który zawsze będą zdarzały się niepowodzenia.

    Trzeba pamiętać, że na każdy klasyk, każdy etap i każdą etapówkę czyha wielu chętnych. W kolarstwie nawet największe gwiazdy i najwybitniejsi mistrzowie startują w roku kilkadziesiąt razy, kilkanaście zwycięstw w sezonie zalicza tylko kilku, często ikoną tego sportu zostają zawodnicy, którzy triumfują tylko kilka razy w roku, za to w najbardziej prestiżowych imprezach.

    Licznik zwycięstw Michała Kwiatkowskiego póki co osiągnął liczbę 15. Być może mogłoby być więcej, ale przyglądając się dokładniej, to same cenne skalpy. Jakkolwiek nie ułoży się dla niego ten sezon, w jego CV pojawił się kolejny, ważny wpis. Jeśli będą następne, to świetnie, jeśli zamiast nich ?wpadnie? kilka miejsc na podium w klasykach, też będzie super.

    Zdjęcie okładkowe: Foto LaPresse/ Gian Mattia D’Alberto, materiały prasowe RCS

  • Sagan jednak gorszy od Boonena

    Sagan jednak gorszy od Boonena

    Choć Peter Sagan poskromił ?klątwę tęczowej koszulki? i ma najlepszą wiosnę ze wszystkich mistrzów świata ostatniej dekady, wciąż nie dorównuje Tomowi Boonenowi, który jako czempion zdobył więcej punktów i wygrał więcej wyścigów niż Słowak.

    Rok temu zacząłem analizować sytuację kolejnych mistrzów świata po tym, gdy wielu kibiców marudziło na, według nich, przeciętnie udaną wiosnę Michała Kwiatkowskiego. Tymczasem polski mistrz świata miał najbardziej udaną pierwszą część sezonu od czas Toma Boonena, który w tęczowej koszulce dokonywał rzeczy niezwykłych.

    Dla przypomnienia: w sezonie 2006 Boonen wygrywał etapy w Katarze, Andaluzji oraz na trasie Paryż-Nicea. Był czwarty w Mediolan-Sanremo, zwyciężył w Ronde Van Vlaanderen, E3 Harelbeke oraz Scheldeprijs a do tego był drugi w Paryż-Roubaix. Dało mu to imponującą liczbę 1451 punktów w CQ Rankingu (uniwersalnym rankingu zliczającym punkty ze wszystkich wyścigów). Wygląda na to, że jest to otwarcie sezonu, które trudno będzie poprawić jakiemukolwiek, kolejnemu mistrzowi świata.

    Rok temu o tej porze najlepszy po Boonenie był ?Kwiato?. Polak wygrał prolog Paryż-Nicea a w całym wyścigu był drugi. Drugą lokatę zaliczył również w Algarve a na brukach zajął czwarte miejsce w Dwars Door Vlaanderen. Wystarczyło to na 664 punkty i wyraźne zdystansowanie konkurentów, przynajmniej na tym etapie sezonu.

    Peterowi Saganowi bliżej jest do Boonena i prawie dogonił Belga w wyścigu po punkty. Zwycięstw ma mniej: wygrywał w Gandawa-Wevelgem oraz Ronde Van Vlaanderen a w E3 Harelbeke był drugi. Do tego zaliczył drugą lokatę w Tirreno-Adriatico i Omloop Het Nieuwsblad. Daje mu to imponującą sumę 1246 punktów, niemal dwukrotnie większą niż Kwiatkowskiego, ale wciąż nie tak dobrą jak Boonena.

    Sezon 2006 był dla Boonena bardzo udany. Zaliczył w nim aż 21 zwycięstw i ugrał 2559 punktów. Peter Sagan być może nie wygra aż tyle razy, ale kto wie, może dzięki swojej regularności okaże się równie dobrym mistrzem świata co ?Tornado Tom?

    Zdjęcie okładkowe: Tomas-ko0, wikimedia commons, CC BY SA 4.0