Tag: życie

  • Trzecia rewolucja rowerowa dzieje się teraz.

    Trzecia rewolucja rowerowa dzieje się teraz.

    W obliczu pandemii koronawirusa ludzie na całym świecie masowo przesiadają się na rowery. Kolejne miasta wprowadzają rozwiązania ułatwiające przemieszczanie się przy pomocy tego nie tylko ekologicznego, ale też zdrowego środka transportu. O tym, że Światowy Dzień Roweru 3. czerwca ma szansę stać się naszą codziennością, rozmawiałem z jego pomysłodawcą, profesorem Leszkiem Sibilskim. 

    Logo Światowego Dnia Roweru zaprojektował Isaac Feld

    Zbliża się Międzynarodowy Dzień Roweru, którego jest Pan inicjatorem. A równocześnie, w związku z pandemią dzieją się w kontekście jazdy na rowerze bardzo ciekawe rzeczy i o tym chciałem dzisiaj porozmawiać. Zatem pierwsze moje pytanie jest takie, czy te wszystkie działania prorowerowe, które obserwujemy Pana zaskoczyły?

    Właściwie nie. Kiedykolwiek na świecie wydarza się jakiś kryzys, ekonomiczny lub związany ze środowiskiem czy z klimatem albo z innymi zjawiskami, których człowiek nie może kontrolować, rower pojawia się jako pierwszy środek lokomocji. Zwycięzcami są wtedy ci, którzy mają rower w garażu czy na balkonie lub w piwnicy. Ten, kto go ma, jest zabezpieczony na te najtrudniejsze chwile. 

    W tym momencie musimy wszyscy przestrzegać dystansu społecznego. I okazuje się, że rower jest idealnym sposobem, żeby przemieszczając się zachowywać ten wymagany dystans około dwóch metrów. 

    Np. w Mediolanie (i w wielu innych miastach na całym świecie) wyznaczane są tymczasowe drogi dla rowerów, tzw. “Pop-up lanes”, które prowadzą równolegle do linii metra. Dzięki temu ludzie mogą przemieszczać się po swoich trasach zamiast komunikacją zbiorową – rowerem.

    Transport publiczny jest teraz jednym z nośników koronawirusa a rower staje się sposobem podróżowania, także rodzinnie, np. rowerami cargo. 

    Rower stał się środkiem lokomocji, który jest wszędzie. A ostatnie dodatki w postaci silnika elektrycznego pozwoliły uruchomić ludzi, którzy np. już mieli mniej siły do jazdy lub mieszkają w warunkach, gdy jest ona mocno utrudniona ze względu na ukształtowanie terenu czy klimat. 

    W czasie pandemii ta przesiadka na rower wydarzyła się bardzo szybko. W sklepach rowerowych sprzęt został wykupiony, ludzie stoją w kolejkach do serwisów. 

    Tutaj w Waszyngtonie, gdzie jest piękna trasa wzdłuż Potomaku, pojawiło się bardzo dużo ludzi na rowerach. Według mnie przeżywamy teraz trzecią światową rewolucję rowerową. 

    Pierwsza była w XIXw, gdy rower został zaprezentowany światu. Zwyciężczyniami wówczas były kobiety, które wykorzystały rower w ruchach emancypacyjnych. Następnie bardzo długo nic się nie działo aż do 1973r, gdy wydarzył się kryzys paliwowy i wówczas rowery znowu wróciły do łask. 

    W tej chwili obserwujemy trzecią “rewolucję” czy też renesans. Sytuacja jest o tyle nietypowa, że ludzie pamiętają, co działo się poprzednio, gdy dla rowerzystów brakowało przestrzeni. 

    Teraz mam nadzieję, że te “pop-up lanes” zostaną przekształcona w stałą infrastrukturę, która jest kluczowa. Jest takie powiedzenie, “gdy zbuduje się drogę, to oni się pojawią” i według tego trzeba zacząć funkcjonować. 

    Natomiast trzeba do tych tymczasowych linii podejść ostrożnie, ponieważ one zwiększą ruch rowerowy, co z kolei spowoduje brak miejsc do parkowania i to może niektóre osoby zniechęcić. A potem najważniejsze będzie przekształcenie dróg tymczasowych w stałe, które będą bezpieczniejsze. 

    “Dzień bez samochodu” wnosi negatywne myślenie. “Światowy Dzień Roweru” jest promocją a nie negacją. 

    Ten trend możemy obserwować na całym świecie. Pan mówi o Mediolanie, mieszka w Waszyngtonie, u mnie w Krakowie czy także w innych polskich miastach też powstają takie tymczasowe drogi dla rowerów. Na wiele z nich musieliśmy czekać latami a tymczasem wystarczyło kilka tygodni epidemii, by te procesy bardzo przyspieszyły i to jest rzecz niezwykła. 

    Natomiast mam pytanie, czy poza tym, że doświadczamy kryzysu a kryzysy często wymuszają zmiany, czy jedną z przyczyn tej rewolucji rowerowej może być fakt, że zachód już się nasycił konsumpcją związaną z samochodami czy innymi rodzajami atrakcyjnych dóbr i może się teraz zwrócić w stronę szeroko pojętego bycia lepszym: bardziej ekologicznym, wrażliwszym, z większą ilością czasu dla siebie i bliskich, ponieważ rower bardzo skraca czas dojazdu? Bo zanim to się wydarzyło, kojarzył się z tym, że jest środkiem lokomocji albo biednych, albo już tych na tyle bogatych, że mogą wybierać.

    To jest bardzo ciekawe pytanie i faktycznie to jest jeden z argumentów, który wywołał tę kolejną rewolucję rowerową. Koronawirus tylko przyspiesza pewne procesy. Ciekawostką jest to, że spadły ceny paliw, w Stanach benzyna jest tańsza o prawie 40% a ludzie mimo to wybierają rower. 

    Jeśli chodzi o pewną stygmę, w krajach rozwijających się rower jest faktycznie kojarzony jako środek transportu ludzi biednych. I to przeszkadza rozwojowi roweru w tych krajach. Natomiast w krajach rozwiniętych jest drugi typ stygmy, ponieważ kojarzony jest ze sportem wyczynowym, z Tour de France. I to są takie dwa elementy, które nie pomagają zarówno na tzw. “globalnym południu” jak i na “globalnej północy”.

    Czy świat sam dochodzi do tego, że rower jest najlepszym środkiem transportu? 

    Niewątpliwie tak a przyczynami jest automatyzacja, związanie nas z internetem, praca zdalna, biurowa, brak ruchu. To są pierwsze elementy, które wyzwalają w ludziach potrzebę aktywności. Zaczynają biegać, spacerować, jeździć na rowerze. 

    Dla ludzi, którzy są zainteresowani szybkością, rower jest bardzo dobrym rozwiązaniem, pomaga na w miarę sprawną komunikację a równocześnie chroni nas przed tym, by nasze ciała po prostu nie zwiędły. 

    Duże znaczenie będą miały rowery cargo, ułatwiające dowóz towarów na tzw. “ostatniej mili”. 

    Bardzo wiele dzieje w tym temacie, świat niewątpliwie dojrzewa, chociaż nierównomiernie. 

    Obserwuję ciekawą tendencję, jeśli chodzi o zainteresowanie rowerami. Wiadomo, że liderami są oczywiście Holandia i Dania. Oni są jednak tak daleko z przodu, że podczas konferencji ich opinie i doświadczenia często są trudne do wdrożenia w innych krajach. 

    W tym roku w wyniku pandemii Brytyjczycy i Francuzi wychodzą na czoło, jeśli chodzi o implementację nowych rozwiązań, następnie ciekawie działają też Niemcy i Belgowie. Rower staje się też bardzo popularny również w krajach takich jak Kolumbia czy Peru. W Bogocie w niedziele główne ulice są zamykane dla samochodów i ludzie tam biegają, spacerują i jeżdżą na rowerach. 

    Gdy tworzyłem Światowy Dzień Roweru miałem nieco wątpliwości, ale koledzy ze środowiska naukowego zajmującego się aktywnym transportem zwrócili uwagę na pewien fakt. “Dzień bez samochodu” wnosi negatywne myślenie. “Światowy Dzień Roweru” jest promocją a nie negacją. 

    Rower wraca i nawet Chińczycy znów zwracają się ku rowerom. Gdy byłem tam po raz pierwszy 30 lat temu, na ulicach poruszały się fale rowerów. Teraz tam stoją fale samochodów. W powrocie roweru mają im pomóc rowery elektryczne.

    Musimy mieć świadomość tego, że mamy 2 miliardy rowerów na świecie a ponad połowa ludzkości potrafi jeździć. Jest to więc nieprawdopodobna siła wyborcza, która może bardzo wiele zmienić. 

    Czy w takim razie jesteśmy skazani na rower?

    Jesteśmy skazani na rowery, bo na samochody zwyczajnie nie mamy już miejsca. Szczególnie w starych miastach Europy czy Ameryki południowej, gdzie architektura nie daje miejsca na budowę nowych dróg. 

    Świat bardzo przytył. Rower pozwoli nam się wyzwolić i z tego.

    Obserwujemy ruch klimatyczny, gdzie wytyczone są określone cele do zrealizowania i zmiana środków komunikacji własnie na rower będzie w tym niezbędna 

    Stała się jedna niedobra rzecz, że wśród 17 celów zrównoważonego rozwoju ONZ transport został pominięty. Co za tym idzie nie ma tam roweru. Natomiast jeśli przyjrzymy się tym celom uważnie, rower można zaadaptować do każdego z nich. 

    Zastanawiam się, dlaczego, choć rower z nami, w sensie ludzkości, jest już tak długo, wielokrotnie jest pomijany przy powstawaniu nowych rozwiązań urbanistycznych. 

    Być może dlatego, że w naturze roweru jest pewna wolność. Jeśli mamy ochotę skręcić w lewo, skręcamy w lewo, jeśli w prawo, skręcamy w prawo. I większość ludzi wraca po jeździe do domu nie tylko zmęczona, ale przede wszystkim zrealizowana. Odstawiają rower i przechodzą do dalszych czynności. 

    Potrzebujemy więc aktywistów, którzy dodatkowo coś zrobią, napiszą, zagłosują. 

    Musimy mieć świadomość tego, że mamy 2 miliardy rowerów na świecie a ponad połowa ludzkości potrafi jeździć. Jest to więc nieprawdopodobna siła wyborcza, która może bardzo wiele zmienić. 

    Wydaje się, że powinno być do tej pory zrobione więcej, ale takie wstrząsy jak koronawirus przyspieszają pewne decyzje, które powinny być podjęte znacznie wcześniej. 

    A ta obecna rewolucja, jak długo ona potrwa?

    Wielu ludzi wciąż pamięta kryzys paliwowy z lat ‘70. Myślę, że to wszystko będzie się rozwijało w dobrym kierunku. Zwłaszcza w obliczu globalnej dyskusji na temat klimatu i zdrowia. 

    Ze względu na swoją przeszłość w sporcie wyczynowym i obecną działalność społeczną i naukową jest Pan dobrą osobą do odpowiedzi na kolejne pytanie. Mam wrażenie, że w dyskursie publicznym jest duży rozdźwięk między rowerem jako środkiem transportu, formą rekreacji i sportem, co powoduje wiele konfliktów czy złych skojarzeń. Są konflikty z kierowcami, jest obawa przed wysiłkiem lub zmęczeniem. Jak zatem powinno się mówić o czymś tak różnorodnych, by takich sytuacji uniknąć?

    Po pierwsze trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Musimy się nauczyć dzielić przestrzenią. Kierowcy z rowerzystami, rowerzyści z ludźmi na rolkach i innych urządzeniach. Mamy coraz mniej przestrzeni, jesteśmy wszyscy uzależnieni od istniejących reguł. 

    Jeśli chodzi o sport wyczynowy, najmniej problemów mają oczywiście kolarze torowi, ale też kolarze górscy czy bmx, którzy korzystają ze swoich, niezależnych tras. Statystycznie w najgorszej sytuacji są kolarze szosowi, którzy nie tylko poruszają się po drogach publicznych, ale spędzają tam bardzo wiele czasu, więc ryzyko kolizji rośnie. 

    Trening na szosie jest coraz trudniejszy przez zwiększający się ruch samochodowy, problem jest skomplikowany. Jeśli ktoś jeździ lata bez wypadku, musi niestety wziąć pod uwagę, że po prostu ma wiele szczęścia. 

    Pewnym nieszczęściem jest, że przeciętny rower wytrzymuje bardzo długo, więc producenci niekoniecznie zarabiają bardzo duże pieniądze. To jest doskonała maszyna, która została wymyślona ponad 200 lat temu i ciągle nam służy w stosunkowo niezmienionej formie. 

    Wracając do samego Światowego Dnia Roweru, całość zaczęła się od artykułu i projektu dla studentów a teraz przez sytuację, której doświadczamy, ten “dzień roweru” faktycznie mamy nie tylko trzeciego czerwca, ale codziennie. Czy w związku z tym czuje się Pan prekursorem?

    Ja to ujmę inaczej. W pewnym momencie znalazłem się we właściwym momencie otoczony właściwymi ludźmi i podjąłem właściwą decyzję. Z perspektywy czasu wygląda na to, że nie miałem innego wyjścia. 

    Napisałem artykuł dla Banku Światowego, który był zatytułowany “Kolarstwo to interes nas wszystkich”. Zostałem zaproszony na konferencję do Seulu, gdzie wygłosiłem wykład, co pozwoliło mi uczestniczyć w kolejnej tym razem w Taipei. 

    Uznałem, że brakuje jednego elementu, który by spajał wszystkich tych, których łączy rower. Choćby producentów z użytkownikami rowerów. Każdy działa w swojej wąskiej przestrzeni a światowy dzień roweru ma nam pomóc lepiej wspólnie funkcjonować. 

    Głównym celem Światowego Dnia Roweru jest, by każdy na świecie potrafił jeździć na rowerze. Druga rzecz, chcielibyśmy, by ten symboliczny trzeci czerwca faktycznie dział się codziennie. Czy przez dojazdy do pracy, do szkoły, czy przez weekendową jazdę rekreacyjną. To przecież jest znakomita forma utrzymywania nie tylko kondycji fizycznej, ale też psychicznej, emocjonalnej dla całych rodzin. 

    Rower jednoczy. I to należy bardzo wykorzystywać. Ma to do siebie, że jest bardzo prosty w obsłudze. 

    Pewnym nieszczęściem jest, że przeciętny rower wytrzymuje bardzo długo, więc producenci niekoniecznie zarabiają bardzo duże pieniądze. To jest doskonała maszyna, która została wymyślona ponad 200 lat temu i ciągle nam służy w stosunkowo niezmienionej formie. 

    Jest niewiele takich urządzeń wymyślonych przez człowieka, które służą nam tak długo a równocześnie pozwalają na tak wiele, w tym na kontakt z naturą. 

    Ta maszyna staje się coraz lepsza. Jeśli chodzi o sport wyczynowy wygląda na to, że rower prześcignął człowieka, który jest już na granicy swoich możliwości. 

    Mam też wrażenie, że coraz więcej ludzi będzie jeździło na rowerze. Tych którzy będa zmęczeni czy wręcz zniszczeni siedzeniem przy komputerze a będą szukali aby szybko i tanio doświadczyć czegoś przyjemnego, spotkać się z innymi. 

    Niewątpliwie infrastruktura jest tu kluczem, chociaż trzeba pamiętać, że można też pojechać do lasu. 

    Nasz Peter Sagan, mówię “nasz”, bo robi to po raz trzeci,  promuje Światowy Dzień Roweru. UCI z tej okazji przygotowuje na Zwifcie zawody, w których wezmą udział Chris Foome, Victor Campenaerts, Chloe Dygert i Jolanda Neff. 

    Krajem, który wiedzie prym w światowym dniu roweru są niespodziewanie Indie, gdzie rower bardzo zyskuje na popularności. Zaangażowane są też Australia i Japonia. Czekamy tylko na naukowców z Antarktyki, którzy wsiądą na rower stacjonarny. 

    Chodzi przecież o wspólną zabawę, spędzanie wolnego czasu i promowanie roweru. Filozofia tego święta pokazuje nam, co można robić na rowerze. 

    Pomaga nam Światowa Organizacja Zdrowia, która wydała oświadczenie, że rower jest najlepszym środkiem transportu, który pozwala dbać o zdrowie. A firma konsultingowa Deloitte wskazuje, że już wkrótce bez roweru nie będzie można się obyć. Na samym końcu wsparł nas też premier Wiekiej Brytanii, Boris Johnson, który zrobił wiele dla ruchu rowerowego będąc burmistrzem Londynu zapowiedział, że nadchodzi złote stulecie roweru. Ministrowie z Danii i Holandii są też oczywiście z nami, podobnie jak pani burmistrz Bogoty, Claudia López Hernández czy Anne Hidalgo z Paryża. 

    Nie wiem, czy w najbliższych latach będziemy operowali w głównie obrębie rowerów elektrycznych. Z pewnością pomagają one producentom rowerów, zachęcając ludzi do wymiany sprzętu. Są też bardzo użyteczne dla osób starszych, do tej pory często wykluczonych z jazdy na rowerze. 

    Ze strony sportowej powinniśmy też pamiętać, że kolarstwo od samego początku było wśród założycieli współczesnego ruchu olimpijskiego. 

    Z kolei dla Polaków rower jest jedną z najchętniej uprawianych dyscyplin. 

    Ja jestem optymistą. Nie ma w tym momencie rozwiązań urbanistycznych bez roweru. Kto się w tym najlepiej odnajdzie, będzie wielkim zwycięzcą. 

    Leszek Sibilski jest profesorem socjologii na Montgomery College w Rockville, w stanie Maryland, USA. W latach ‘70 wyczynowo uprawiał kolarstwo torowe na poziomie reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery sportowej zajął się działalnością społeczną i naukową. Jest konsultantem Banku Światowego oraz Organizacji Narodów Zjednoczonych. Z jego inicjatywy ONZ w 2018r. ustanowiła 3. czerwca “Światowym Dniem Roweru”. 

    Wykorzystane zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum prof. Sibilskiego.

  • Gdy to się skończy… będę oglądał wyścigi

    Gdy to się skończy… będę oglądał wyścigi

    W niepewnej, ale zaczynającej majaczyć na horyzoncie przyszłości widać szansę na rozegranie najważniejszych wyścigów. Bezprecedensowy, krótki i niezmiernie skondensowany sezon będzie wyjątkowy. I zdecydowanie nie mogę się go doczekać!

    Jak to właściwie się zaczęło?

    Widzę pewien paradoks w tym, że samemu od dziecka jestem związany z kolarstwem górskim, natomiast sportem, który śledzę z uwagą od ponad trzydziestu lat jest kolarstwo szosowe. 

    Niewykluczone, że powodem tego jest Wyścig Pokoju, którego łabędzi śpiew obserwowałem mając zaledwie kilka lat. Ze wszystkich dyscyplin dostępnych w telewizji późnych lat osiemdziesiątych największą moją uwagę przykuwali właśnie kolarze.

    W sumie to nawet nie paradoks a pewne kuriozum, że mając niespełna pięć lat z zapartym tchem oglądałem drużynową jazdę na czas na dystansie 100km w czasie Igrzysk w Seulu. Bo wiecie… widać było nie za wiele, jak to wtedy w telewizji a poza tym, hej, to drużynowa jazda na czas, nie polecałbym jej na początek przygody z oglądaniem kolarstwa nawet teraz.

    Tak czy inaczej, gdy Wyścig Pokoju ustąpił miejsca Tour de Pologne a Eurosport stał się na dobre dostępny, nawet nie chcę zliczać liczby godzin, które spędziłem przed ekranem śledząc poczynania zawodowych szosowców. 

    Teraz jest wygodniej. Nie jesteśmy skazani na telewizor, kolarstwo można śledzić praktycznie wszędzie tam, gdzie jest wifi albo LTE. W wysokiej rozdzielczości, widząc i wiedząc często więcej i szybciej niż komentatorzy w studio a każdy kolejny sezon to więcej godzin transmisji z wyścigów na całym świecie. 

    I mimo regularnej pracy, aktywnego uprawiania kolarstwa i wielu innych spraw wciąż staram się wygospodarować trochę czasu na relacje z wyścigów. 

    Jedyny taki sport

    Szansa, że zagrasz mecz na Camp Nou jest minimalna. To, czy podjedziesz na Mt Ventoux zależy właściwie tylko od ciebie. 

    No dobrze, nie jedyny, podobnych wrażeń dostarczają jeszcze masowe imprezy biegowe, ale mimo wszystko to właśnie kolarstwo jest unikatowe pozwalając na doświadczanie niemal tego samego co herosi szos rywalizujący o najważniejsze laury. 

    Oglądając klasyki możesz dzień lub dwa wcześniej zmierzyć się ze słynnymi brukami Flandrii czy Paryż-Roubaix, śledząc wielkie toury sprawdzić się podczas jednego z wielu oficjalnych “gran fondo” prowadzących przez najbardziej legendarne przełęcze. Lub zwyczajnie porównać swoją moc i „waty na kilogram” z tymi, które prosi publikują na Stravie.

    Szansa, że zagrasz mecz na Camp Nou jest minimalna. To, czy podjedziesz na Mt Ventoux zależy właściwie tylko od ciebie. 

    Możesz próbować żyć jak zawodowiec, trenować jak zawodowiec, mieć rower jak zawodowiec. A przynajmniej jak zawodowiec się ubrać i pojechać z kumplami na kawkę.

    To wszystko sprawia, że przy trasach wyścigów na całym świecie stoją nie tylko bierni kibice, ale realni pasjonaci. Oczywiście nie tylko, bo dla większości widzów to wciąż po prostu wydarzenie, festyn, tym ważniejszy im lepsze wyniki osiągają na nim lokalni zawodnicy, ale wciąż więź i zrozumienie między fanem a sportowcem jest niewspółmierna do innych dyscyplin. 

    To samo, a jednak nie…

    Kolarstwo jest schematyczne, chyba, że nagle zawieje wiatr, ktoś przebije oponę, spadnie deszcz, dwóch wspóliderów jednej z drużyn przestanie ze sobą współpracować, w ucieczkę zabierze się kluczowy pomocnik rywala, albo wystąpi jeszcze jeden z setek czynników, które decydują o losach wyścigów rowerowych. 

    Wiele najważniejszych wyścigów ma w teorii z góry zaplanowany przebieg. Mediolan – San Remo choć liczy 300km sprowadza się do rozgrywki na ostatnich dwóch górkach i prostej prowadzącej do mety. Podobnie jest podczas Walońskiej Strzały, gdzie cały dzień czekamy na ostatnie trzy minuty podjazdu na Mur de Huy. 

    Wielkie toury często rozgrywają się w zaprojektowanych przez organizatorów miejscach. Owszem, przy układaniu tras spore znaczenie mają kwestie finansowe. Nie tylko pojedyncze stacje narciarskie, ale całe regiony czy nawet państwa wpisują ekspozycję w transmisjach z wyścigów kolarskich w swoją strategię promocji. 

    Mimo to w kolejnych latach patrząc na mapę wyścigu jeszcze przed startem można obstawiać, w których miejscach nastąpią decydujące ataki i powstaną różnice między kluczowymi graczami. 

    Chyba, że nagle zawieje wiatr, ktoś przebije oponę, spadnie deszcz, dwóch wspóliderów jednej z drużyn przestanie ze sobą współpracować, w ucieczkę zabierze się kluczowy pomocnik rywala, albo wystąpi jeszcze jeden z setek czynników, które decydują o losach wyścigów rowerowych. 

    Jeśli dodamy do tego celowe zabiegi mające na celu rozruszanie rywalizacji: skracanie dystansu wybranych etapów, zmniejszenie liczby zawodników w drużynie, poszukiwanie bardzo stromych podjazdów lub sekcji szutrowych czy brukowanych, za każdym razem dostajemy, mimo pewnych, znanych ram, zaskakujące widowisko. 

    Dzięki temu możemy obserwować takie perełki jak zwycięstwo “górala” Nibalego w Mediolan – San Remo, niespotykane rajdy Contadora czy Froome’a przechodzące do historii kolarstwa, triumfy weterana Gilberta na brukach i wiele, wiele innych historii, których pełen jest każdy, kolejny sezon. 

    Owszem, Tour de France bywa określany wyścigiem przewidywalnym i nudnym, szczególnie w czasach dominacji jednego zawodnika czy drużyny. W tym konkretnym przypadku łatwo przyklasnąć takiemu argumentowi, ale gdy rozłożymy trzytygodniową imprezę na mniejsze segmenty, znów, emocji będzie co niemiara a suspensu aż nadto. 

    Radość komentowania

    Etapy pozornie nieciekawe, te płaskie z zaplanowanym z góry finiszem całego peletonu czy znajdujące się w połowie wyścigu, podczas których swoją szansę dostają uciekinierzy to nieodzowna część całego spektaklu. 

    Jasne, zdarzają się dni, kiedy nie dzieje się totalnie nic i nawet krajobraz (dla wielu kibiców walory widokowo-krajoznawcze są równie a często nawet ważniejsze od samych kolarzy) nie dostarcza za wielu wrażeń.

    Na szczęście w skali całego sezonu jest ich bardzo niewiele a wystarczy trochę obycia, by każdego dnia, w trakcie każdej relacji widzieć wystarczająco dużo “kolarstwa w kolarstwie” by całość zyskała na atrakcyjności. 

    Dla mnie ciekawym doświadczeniem był zeszłoroczny Tour de France, w trakcie którego każdego wieczora nagrywałem krótki komentarz, następnie publikowany na youtube. 

    Nie ukrywam, że w pewnym momencie zacząłem odczuwać przesyt. Kolarskie treści otaczają nas z każdej strony, w normalnym sezonie można oglądać wyścigi w zasadzie 24/7, do tego dochodzą social media, newsy, wywiady, reportaże i trudno za tym wszystkim nadążyć, 

    Motywacja w postaci skupienia się na etapie, by skomentować go w sposób jakkolwiek bardziej pogłębiony niż tylko podanie kto uciekał, kto wygrał i kto zdobył przewagę daje szansę dalszego rozwoju, szukania dodatkowych źródeł, analiz, jest spora. 

    Tym bardziej postpandemiczny restart ścigania zapowiada się ekscytująco, ponieważ trudno będzie ocenić, w jakiej dyspozycji są kolarze, kto i jak zareagował na lockdown i jakie ma priorytety. 

    W sytuacji, gdy sezon będzie krótszy i bardziej skondensowany, część drużyn zmaga się z problemami finansowymi a walczący o kontrakty kolarze będą mieli mniej czasu, by przekonać do siebie menadżerów, my dostaniemy więcej sportu w stanie czystym. Bez sporej części kulturowej nadbudowy, oczekiwań czy schematów. Bardziej nieprzewidywalne i pełne zaskakujących zwrotów akcji.

    Najgorszy scenariusz

    Europa zaczyna żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło. Krzywo patrzymy się na Szwedów, ale w imię “gospodarka głupcze” przywracamy kolejne aktywności. Nawarstwiające, często sprzeczne (nie tylko w Polsce) regulacje powodują rozmycie podstawowych zasad, w związku z czym od mniej do bardziej ścisłego lock-downu przechodzimy do mniej lub bardziej entuzjastycznego #yolo. 

    Grają piłkarze, będą się ścigali i kolarze. 

    Skondensowany sezon zawierający najważniejsze wyścigi ma się rozegrać od sierpnia do listopada, wliczając w to wielkie toury, monumenty oraz szereg mniejszych wyścigów. 

    Zakładamy, że granice będą otwarte a kilka tysięcy osób z kolarskiego światka będzie mogło się swobodnie przemieszczać po kontynencie w czasie, gdy, przynajmniej teoretycznie, będziemy przygotowtywali się do zapowiadanej, drugiej fali pandemii. 

    Z obecnością wirusa zdążyliśmy się oswoić, kolejne śmierci powszednieją, ale czy to oznacza, że możemy spokojnie planować sezon narażając się na traumę następnych, przerwanych wyścigów, zatrzymywania drużyn i dziennikarzy w objętych kwarantanną hotelach, tygodni w izolacji gdzieś na drugim końcu świata, bo loty zostały odwołane a granie z dnia na dzień zamknięte?

    Jasne, kolarze to twardzi ludzie, jednak stres i niepewność związane z zagrożeniem powrotu epidemii mogą również mieć wpływ na przebieg rywalizacji a ostatnie, czego wszystkim potrzeba to kolejne komplikacje. 

    Osłabione treningiem i wyścigowym wysiłkiem organizmy zawodników są zawsze bardziej podatne na rozmaite infekcje. Ileż to razy w ciągu sezonu całe drużyny notowały gorsze występy, z powodu różnego rodzaju wirusów: pokarmowych czy przeziębień. 

    Jak zachowają się UCI, ASO, RCS czy mniejsi organizatorzy w przypadku wykrycia w kolumnie wyścigu zakażenia koronawirusem? Co zrobią goszczące kolarzy samorządy, gdy na ich terenie pojawi się nowe ognisko zarażeń?

    Zapowiedziany, wyjątkowy sezon 2020 wciąż pozostaje tylko w sferze życzeń. Ale i tak na niego czekam. 

  • Całe kolarstwo w jednej tabeli

    Całe kolarstwo w jednej tabeli

    Całkiem możliwe, że kolarstwo zawodowe to najbardziej niewdzięczna z najcięższych dyscyplin sportu. Możesz być wielkim talentem, możesz być wyjątkowo pracowity a i tak na sukces będziesz czekać latami. A prawdopodobieństwo, że go odniesiesz jest nikłe. 

    Zniechęcające statystyki

    W sezonie olimpijskim 2012 (Londyn) Usain Bolt startował w jedenastu zawodach podczas których rywalizował na dystansie 100m. Jamajczyk, który przez wiele lat był “najszybszym człowiekiem na ziemi” przegrał wtedy tylko raz, podczas finału mistrzostw swojego kraju. Cztery lata wcześniej, w roku Igrzysk w Pekinie triumfował 13 na 14 razy. U schyłku swojej kariery, w 2016 (Rio) podczas ośmiu wyścigów zaprezentował 100% skuteczność. 

    W skokach narciarskich Peter Prevc podczas zimy 2015/2016 wygrywał w 15/29 konkursów, Adam Małysz w swoim najlepszym sezonie 11/21 a Kamil Stoch 9/22.

    W piłce nożnej zwycięzcy lig zazwyczaj zwyciężają w ponad 30 na niespełna 40 spotkań. 

    Statystyki Rogera Federera to 1242 zwycięstwa i 271 porażek a Sereny Williams odpowiednio 834 i 144.

    Tymczasem Peter Sagan w 2013r wygrywał 22 razy na 85 startów a w 2009 Mark Cavendish 23 na 84. 

    Chris Froome, który w 2017r dokonał wyjątkowego czynu, czyli zwyciężył w dwóch wielkich tourach w sezonie (Tour de France plus Vuelta) otwierał szampana całe cztery razy. No dobrze, pięć, ponieważ wygrał też klasyfikację punktową na Vuelcie. Stawał wówczas na starcie 71 razy w ciągu całego roku. 

    Kolarstwo jest w ogóle okrutnym sportem, ze statystycznego punktu widzenia jest dodatkowo niezwykle niewdzięcznym. 

    Czekając na sukces

    Kilka dni temu znalazłem i podałem dalej na twitterze ciekawą tabelę. Oto ona:

    https://twitter.com/cycling_visual/status/1257945721543831553

    Znajdziecie w niej nazwiska kolarzy zarówno znanych jak Steven Kruijswijk, Damiano Caruso, Domenico Pozzovivo czy Rafał Majka jak i mniej eksponowanych, którzy czekają na zwycięstwo od wielu lat, równocześnie notując wiele wyników w top10 zawodowych wyścigów. 

    Kolarstwo jako sport łączący indywidualne sukcesy z pracą całej drużyny jest o tyle nietypowe, że faktycznie nawet uzdolniony czy pracowity zawodnik może długo nie mieć szansy by pojechać na własne konto. A gdy tę otrzyma, np. podczas ucieczki w trakcie wyścigu etapowego, będzie musiał zmierzyć się z kilkoma, kilkunastoma a bywa, że i kilkudziesięcioma rywalami w tej samej sytuacji co on.

    Śmiem twierdzić, że nawet obrońca drużyny piłkarskiej ma większą szansę na strzelenie gola w lidze mistrzów niż kluczowy pomocnik przez kolejne sezony rozprowadzający gwiazdę-sprintera.

    Co więcej, nawet lider drużyny, jednostka wybitnie utalentowana może przez długi czas zmagać się z brakiem sukcesów. Wspomniany Kruijswijk jest tego znakomitym przykładem. 

    Holedner przez lata rozwijał się jako kolarz etapowy, był o krok od wygrania Giro 2016, by już “witając się z gąską” rozbić się na zjeździe i stracić szansę na puchar i szampana na mecie w Turynie. Dopiero trzy lata i wiele prób później zdołał stanąć, pierwszy raz w karierze na podium trzytygodniowej imprezy, podczas ubiegłorocznego Tour de France. 

    Oczekiwania vs rzeczywistość

    Owszem, w kolarstwie zdarzają się dominatorzy. Sprinterzy w szczycie formy potrafią wygrać kilka etapów w trakcie jednego wielkiego touru. Wybitne jednostki korzystające z dyspozycji życia i licznych zbiegów okoliczności są w stanie zwyciężyć w dwóch monumentach sezonu. Ci, którzy zaliczyli nietypowe serie triumfów: dwa wielkie toury, więcej niż jeden brukowany klasyk, kilkukrotne mistrzostwo świata, przechodzą do historii tego sportu.

    Często bywa, że wielka gwiazda borykająca się z nieskutecznością, lub niedostateczną skutecznością jest odsądzana od czci i wiary. Słynna “klątwa tęczowej koszulki”, czyli sytuacja, gdy mistrz świata w następujących po zdobyciu tytułu miesiącach nie jest w stanie wygrać wyścigu to najbardziej spektakularny przykład tego zjawiska. 

    Peter Sagan, Michał Kwiatkowski czy Alejandro Valverde musieli regularnie odpowiadać na uciążliwe pytania w sytuacji, gdy z tęczą na plecach ponosili kolejne porażki. Albo po prostu zamiast seryjnie wygrywać “tylko” stawali na podium. 

    Samo “podium” w kolarstwie też jest sprawą dość dyskusyjną. Często bowiem jest na nim miejsce tylko dla zwycięzcy, który faktycznie bierze niemal wszystko. Drugi, trzeci, nie wspominając o piątym zawodniku na mecie, owszem, otrzymuje nagrodę finansową (którą później dzieli się z drużyną, ale to jeszcze inna sprawa), natomiast jego osiągnięcie nie tylko docenią, co w ogóle zauważą tylko najbardziej wnikliwi obserwatorzy.

    To okrutne o tyle, że fizjologicznie rzecz ujmując kolarze dysponują jednymi z najbardziej imponujących parametrów w świecie sportu. VO2 Max czy stosunek mocy do masy jest na poziomie budzącym respekt nie tylko u tego, jedynego zwycięzcy Tour de France, ale u całej czołówki. 

    Słynna “linia oddzielająca zwycięstwo od porażki” symbolizująca poszukiwania “marginal gains” rozpropagowane przez Team Sky w kolarstwie jest naprawdę cienka. Wybierając karierę kolarza zawodowego musisz nie tylko spodziewać się potu, bólu i łez, ale też w większości przypadków tego, że twój tytaniczny wysiłek nie przełoży się na wymierny, zapisany w kronikach sukces. 

    Okazuje się jednak, że ten sport ma o wiele więcej zalet niż sława i pieniądze, ponieważ o zawodowstwie wciąż marzą tysiące młodych ludzi na całym świecie. 

    Zdjęcie okładkowe: louis tricot on Unsplash

  • #WorldBicycleDay – Światowy Dzień Roweru

    #WorldBicycleDay – Światowy Dzień Roweru

    Organizacja Narodów Zjednoczonych pochyla się nad różnymi, ważnymi tematami. Wśród licznych gestów, jakie wyraża społeczność międzynarodowa znalazło się miejsce dla roweru. 3 czerwca został ustanowiony ?światowym dniem roweru? i choć to święto nowe, rezolucja ONZ, która je ustanawia może mieć spore znaczenie i konsekwencje.

    Polski trop

    Jeśli lubicie szukać „polskich akcentów”, to w przypadku Światowego Dnia Roweru sprawa jest dość prosta. Inicjatywę ustanowienia tego święta podjął profesor Leszek Sibilski, socjolog na co dzień pracujący w USA, były kolarz reprezentacji naszego kraju.

    Droga od pomysłu do rezolucji ONZ była dość wyboista, rozpoczęła się od projektu dla studentów, dla zachowania bezstronności finansowanego ze środków własnych. Ostatecznie za pośrednictwem reprezentantów idea trafiła pod obrady Narodów Zjednoczonych i została jednogłośnie przyjęta przez 193 państwa członkowskie na 72. posiedzeniu zgromadzenia ogólnego.

    Jest oficjalny hasztag #June3WorldBicycleDay, logo i wideo. W niektórych krajach zorganizowano z tej okazji specjalne przejazdy rowerowe. Startujemy dość skromnie, ale to ważne, by zacząć.

    https://twitter.com/Leszek33/status/985473091982721024

    Czy to tylko gest?

    Być może rezolucja ONZ ustanawiająca Światowy Dzień Roweru może się wam wydać czczym gestem, ale dzięki niej szeroki temat poruszania się pojazdami napędzanymi siłą mięśni trafia do dyskursu publicznego.

    A jest o czym mówić, bo rower to dla wielu ludzi pierwszy kontakt z uczestnictwem w ruchu drogowym, poznawanie znaków i zasad koegzystowania z innymi prowadzącymi pojazdy i pieszymi rzutuje na dalsze zachowania w dorosłym życiu.

    Rower jest często pierwszym, najbardziej dostępnym środkiem transportu, który nie tylko skraca czas dojazdu i otwiera na nowe możliwości, ale po prostu daje szansę na dojazd do pracy czy szkoły: w wielu przypadkach jakiejkolwiek lub lepszej niż ta najbliżej domu.

    W czasach gdy Elon Musk wystrzeliwuje elektryczne samochody na orbitę wydaje się to mało istotne, ale niewykluczone, że większe znaczenie dla komfortu życia tysięcy ludzi na świecie mają proste rowery bez przerzutek niż pozorne innowacje cudownych dzieci z doliny krzemowej.

    Rower jest też w wielu krajach i kulturach elementem emancypacji, filmy takie jak „Dziewczynka w trampkach” pokazujące sytuację kobiet w Arabii Saudyjskiej czy projekt „Rebel on Wheels” z Afganistanu przesuwają granice i robią wyłom w najbardziej konserwatywnych i patriarchalnych kulturach.

    Jeśli dołożymy do tego problemy współczesnych miast: przeludnionych, stojących w korkach, duszących się w smogu i zmianę w jakości życia jaka może dokonać się przez odejście od powszechnego transportu samochodowego okazuje się, że idea „światowego dnia roweru” sięga o wiele dalej, niż początkowo sądziliśmy.

    Najpiękniejszy sport

    Tak, kolarstwo wyczynowe ma na swoim sumieniu bardzo wiele grzechów. Równocześnie jest sportem, który na żywo, na samej „arenie” czyli szosach całego świata ogląda najwięcej ludzi na świecie.

    By zaledwie rzucić okiem na peleton Tour de France, którego przejazd przez dany punkt to zaledwie kilkadziesiąt sekund, co roku przy francuskich drogach ustawia się 10-12 milionów kibiców!

    Sport rowerowy to również jedna z nielicznych dyscyplin, która daje niezwykły dostęp nie tylko bezpośredni dostęp do gwiazd peletonu, ale też do emocji, doznań i doświadczenia wysiłku dzięki swojemu masowemu charakterowi.

    Bez większych nakładów finansowych niemal każdy może wsiąść na rower i spróbować, czym jest pokonanie etapu, podjazdu czy legendarnego bruku. Sprawdzić swoje możliwości, poczuć wiatr we włosach, ból mięśni i emocje związane z pokonywaniem zjazdów i zakrętów.

    Szansa, że fan Messiego strzeli bramkę na Camp Nou są nikłe, wielbiciel Kamila Stocha prawdopodobnie nie skoczy z Wielkiej Krokwi, krytyk Roberta Kubicy nie udowodni mu, że lepiej poradzi sobie na torze Monza. A kolarz amator? Proszę bardzo, może w każdej chwili zmierzyć się z Gliczarowem, Alpe d’Huez czy Kwaremontem.

    Doliczmy do tego zasady fair play, połączenie indywidualnych sukcesów z pracą drużynową, kontakt z naturą, możliwość ciągłej eksploracji i poznawania nowych tras i miejsc oraz cały aspekt społeczno-kulturowy i dostajemy sport niemal idealny.

    Krótko mówiąc, kolarstwo jest super. Rowery są fajne. I pożyteczne. I czyste. I dobre :) A Światowy Dzień Roweru? Niech się święci!

  • Jak mocny jest mocny amator?

    Jak mocny jest mocny amator?

    Mistrzostwa Polski XCO były okazją by pochylić się nad poziomem sportowym polskich amatorów. Wniosek jest prosty: jeśli chcesz się ścigać z amatorami, musisz być zwierzęciem.

    Trasa na Kazurze

    Jak to mawiają ?warunki są takie same dla wszystkich?. Ponieważ Mistrzostwa Polski zostaną rozegrane w tej lokalizacji również za rok, pozostaje się z nią pogodzić. Wielu zawodników ocenia ją jako bardzo trudną a sam wyścig jako jeden z najcięższych, jaki jechali.

    Cóż, nie będę polemizował z lepszymi od siebie, jednak mam swoje zdanie. Trasa na Kazurze jest brutalna i niewyrafinowana. Oczywiście, można się na niej ujechać w trupa i nie było tam przypadkowych zwycięzców. Jednak nie jest ona ani ciekawa, ani przyjemna, co do widowiskowości też bym polemizował. Sprowadza się do tego, że trzeba cisnąć, cisnąć i cisnąć, przy okazji uważając by nie popełnić błędu na jednej z przeszkód gdy ma się ciemno w oczach.

    Jasne, wiele więcej pewnie tam się zrobić nie da, zatem pozostaje liczyć, że do przyszłego roku przynajmniej podjazdy zostaną utwardzone, aby nie było problemu z odbiorem trasy i przepisem 4.2.017 (cała ma być przejezdna na rowerze) i w przypadku deszczu zmianą rywalizacji sportowej w jej karykaturę.

    Z punktu widzenia pobieżnej analizy warto zauważyć, że ze względu na charakter trasy i odcinki bez pedałowania średnia moc uzyskiwana przez zawodników nie jest porażająca, jednak by na niej się liczyć trzeba być bardzo wytrzymałym i silnym fizycznie.

    Amatorzy i oldboye

    Podczas Mistrzostw Polski XCO swoje pięć minut mieli kolarze ?amatorzy?. Zgodnie z przepisami PZKol, amatorami są Mastersi, zatem zawodnicy po 30 roku życia (podzieleni na grupy 30-39, 40-49, 50-59, 60 i więcej lat dla mężczyzn i 30 i więcej dla kobiet), którzy wybierają rywalizację w kategorii wiekowej oraz Cyklosport, czyli licencjonowani amatorzy przed ?trzydziestką? (kobiety i mężczyźni). Mastersi i Cyklosport rywalizowali o tytuły i medale w piątek, 14.07.2017.

    W sobotę 15.07 rozegrano również, na skróconej rundzie ?Mistrzostwa Polski Amatorów?, czyli zawody dla zawodników nielicencjonowanych. Zgodnie z przepisami w zasadzie nie był to wyścig kolarski, ale to temat na inną okazję.

    Skupmy się jednak na kolarzach z licencjami, jako – w teorii – uprawiających ?sport wyczynowy? (choć nie zawodowo).

    Strava prawdę ci powie

    Na 83 zawodników przynajmniej sześciu udostępniło na Stravie swoje pliki zawierające dane z mierników mocy. Dzięki temu możemy zobaczyć, że średnia moc najlepszych z około godzinnego wyścigu to 260-290W, średnia moc ważona 290-320W i moc znormalizowana ok. 305-350W.

    Pierwszy podjazd na rundzie, dość stromy i ?duszący? najlepsi pokonywali w około pół minuty, generując na nim ponad 700W.

    Bartłomiej Oleszczuk, mistrz Polski Cyklosport.
    Średnia moc: 292W
    Pierwszy podjazd 24?: 734W
    Strava w 2017r: 6140km, 247h
    https://www.strava.com/activities/1082793298

    Jonasz Stelmaszyk, 16. miejsce Masters I, strata do zwycięzcy: 10?12?
    Średnia moc: 257W
    Pierwszy podjazd 32?: 587W
    Strava w 2017r: 5992km, 273h
    https://www.strava.com/activities/1083335254

    Michał Ficek, 2. miejsce Cyklosport, strata do zwycięzcy: 15?
    Średnia moc: 263W
    Pierwszy podjazd 27?: 609W
    Strava w 2017r: 9935km, 358h
    https://www.strava.com/activities/1082841810

    Michał Bogdziewicz, mistrz Polski Masters II
    Średnia moc: 258W
    Pierwszy podjazd 24?: 719W
    Strava w 2017r: 8940km, 353h
    https://www.strava.com/activities/1082839344

    Piotr Dziedzic, 3. miejsce Masters III, strata do zwycięzcy: 5?10?
    Średnia moc: 208W
    Pierwszy podjazd 38?: 442W
    Strava w 2017r: niekompletne dane
    https://www.strava.com/activities/1083486323

    Tomasz Kaczorowski, 17. miejsce Masters II, -1okr
    Średnia moc: 184W
    Pierwszy podjazd 32?: 501W
    Strava w 2017r: 4900km, 186h
    https://www.strava.com/activities/1082828593

    Porównując czasy okrążeń mastersów i cyklosportu z juniorem i elitą (mężczyzn i kobiet z ważnym zastrzeżeniem, że elita miała dłuższe wyścigi), pierwsza dziesiątka Masters I, pierwsza piątka Cyklosportu i ósemka Masters II jeździ szybciej niż juniorzy. Najlepsi (powiedzmy top 3) kategorii amatorskich poruszają się po trasie w tempie Mai Włoszczowskiej i w okolicach top 10 elity mężczyzn.

    Bez 5W/kg na progu nie podchodź!

    Wśród amatorów, jak to wśród amatorów, różnice w poziomie sportowym między kolejnymi zawodnikami potrafią być spore i wynikają często z pozasportowych czynników. Tak czy inaczej, aby móc przejechać tego typu wyścig względnie godnie i nie ?robić ogonów? trzeba być bardzo, bardzo mocnym.

    Jeśli tak jak ja potraficie pojechać przyzwoity wyścig na szczeblu ?regionalnym?, jesteście w stanie ukończyć w czołowej grupie trening na ?szosowej ustawce? a prowadzone przez was pomiary wskazują, że jest ?całkiem nieźle? to? w zasadzie nie macie czego szukać na mistrzostwach kraju.

    W znanej tabelce prezentującej stosunek mocy do masy znajduję się mniej więcej tak:

    Od stycznia przejechałem 6300km (bez trenażera), na rowerze siedząc (wraz z trenażerem ;) ) 309h.

    Czyli ogólnie rzecz ujmując w miarę przyzwoicie. I co? I nic ;) Nie dostałem dubla, ale byłem w gronie zawodników (miejsca 20-23), których czołówka niemal doścignęła przed wjazdem na piątą rundę (nieco krótką, to fakt, ale strata jest stratą) i zgodnie z zasadą ?80%? podziękowano nam za zabawę.

    Jasne, możecie powiedzieć, że na trasie takiej jak Kazura lepiej byłoby mieć lepsze parametry w zakresie 30? – 2?, ale zarówno Michał Bogdziewicz, zwycięzca Masters II jak i Albert Głowa, zwycięzca Masters I czy Michał Ficek, srebrny w cyklosporcie potrafią, może nawet lepiej niż w brutalnym XCO, pojechać wielogodzinny maraton czy cross country ?w prawdziwych górach?.

    W tym roku Bogdziewicz ukończył trzeci open czterogodzinny, liczący 3200m przewyższenia Tatra Road Race. Głowa zwyciężył na dużym dystansie maratonu Gorce Champion a niedawno w podobnym stosunku co w Warszawie pokonał Adriana Rzeszutko (3. miejsce Masters I) podczas eliminacji Małopolskiej Ligi Kolarskiej, gdzie było 270m przewyższenia na jednym okrążeniu (więcej niż na wszystkich w Warszawie). Z kolei Ficek był w maju najszybszy podczas pięciogodzinnego ?Ronda Extrema? podczas festiwalu nad Gardą.

    Krótko mówiąc, niuanse w profilu mocy liczą się może na najwyższym poziomie. Jednak by w ogóle zaistnieć w kolarstwie amatorskim czy masters trzeba być po prostu? piekielnie mocnym.

    Zatem nie dajcie się zwieść tabelce Coggana, wedle której ?kategoria 2? to ?dobrze?. Jasne, to dobrze, ale za mało, by decydować o przebiegu nawet amatorskiego wyścigu kolarskich emerytów.

    Chcąc móc powalczyć o godne ukończenie wyścigu wśród oldbojów i amatorów, czy to w XC, na maratonie a pewnie i na szosie, wasz próg FTP powinien znajdować się przynajmniej w okolicach 4,8W/kg.

    Z kolei na trasie Mistrzostw Polski na Kazurze musicie się przygotować do wykonywania powtarzalnych (ponad dwadzieścia razy), kilkunasto-kilkudziesięcio sekundowych wysiłków na poziomie 8,5W/kg i więcej.

    A i to nie gwarantuje sukcesu, bo trzeba jeszcze radzić sobie z rock gardenami, zjazdami po belkach, dropami, bandami i czymś co wygląda jak tor dla BMXów.

    Jeśli nie macie miernika mocy, to, przekładając na bardziej zrozumiały język trzeba powiedzieć: dobry amator, by nie skompromitować się podczas ważnych zawodów musi srogo zapieprzać.

    Jeśli macie swoje obserwacje lub dane, chcielibyście dokonać jakiejś korekty lub macie ochotę podzielić się swoim doświadczeniem – komentarze czekają :)

  • Czy sezon MTB powinien zaczynać się w maju?

    Czy sezon MTB powinien zaczynać się w maju?

    Śnieg pod koniec kwietnia zaskoczył nie tylko kierowców na letnich oponach, utrudnia też życie kolarzom i organizatorom imprez rowerowych. Tym razem ochłodzenie jest drastyczne, ale to nie pierwszy raz, gdy kilkudniowy nawrót zimy komplikuje rozpoczęcie sezonu.

    Podobna sytuacja dotknęła maratończyków mtb wiosną 2013r. Zalegający śnieg wymusił zmiany w kalendarzu, o ściganiu 14.04 musieli zapomnieć chętni do startu w Murowanej Goślinie. Bywało też tak, że lód rozmarazł zaledwie kilkadziesiąt godzin przed startem, załamania pogody torpedowały również imprezy rozgrywane późniejszą wiosną a nawet w środku lata.

    Tym razem z zimową aurą zmagać się będą organizatorzy i uczestnicy m.in Bikemaratonu w Zdzieszowicach oraz Cyklokarpat w Jaśle a także wielu, mniejszych i większych imprez.

    W regulaminach wyścigów zazwyczaj znajdziemy punkt o przeprowadzeniu rywalizacji bez względu na warunki atmosferyczne. I ma to sens, ponieważ pogoda jest taka sama dla wszystkich, kolarstwo górskie należy do rodziny sportów ?outdoorowych? i zmagania z naturą są jednym z ważnych elementów gry.

    Co więcej, kolarze sami siebie uznają za twardzieli, w myśl znanego powiedzenia pogoda na rower może być tylko bardzo dobra lub dobra a do tego wyścig rozgrywany w szczególnie trudnych okolicznościach przyrody ?przechodzi do historii? (no dobra, bez przesady, ale zapada w pamięć zdecydowanie na dłużej).

    Z drugiej strony, oficjalne przepisy (choć nie dotyczą one wielu imprez mtb nie wpisanych do kalendarza PZKol) wskazują (4.2.017) jasno, że ?Trasa wyścigu musi być w całości przejezdna na rowerze bez względu na warunki pogodowe.?, co tak naprawdę nie jest respektowane nawet na najważniejszych imprezach, gdzie gdy solidnie popada, ?dają z buta? nawet Schurter, Absalon i Włoszczowska.

    Tak czy inaczej bywa, że faktycznie spora część trasy jest nieprzejezdna, a zawody zmieniają się w farsę.

    Cierpi na tym zdrowie, portfele, a ?dobra zabawa? i ?pure mtb? to tak naprawdę potraumatyczna redukcja dysonansu poznawczego. Kto leczył zapalenia, kontuzje i serwisował sprzęt po kilkugodzinnym maratonie w ulewie, ten wie?

    Do całości trzeba też doliczyć aspekt finansowy po stronie organizatora. Jakkolwiek lojalnych nie miałby klientów, deszcz i zimno odstrasza sporą część uczestników (bo – patrz akapit wyżej), przez co impreza może przynieść stratę, niezadowoleni będą też samorządowcy i sponsorzy.

    Równocześnie głód ścigania w kwietniu jest już w narodzie tak duży, że pierwsze zawody często i tak gromadzą tłum chętnych, bez względu na pogodę. Podmęczeni sezonem amatorzy (i ich rowery) raczej rezygnują ze startów w kolejnych miesiącach niż odpuszczają na samym początku.

    Biorąc pod uwagę, że ranga większości imprez mtb w kraju jest czysto umowna, można by się pokusić o przesunięcie rozpoczęcia sezonu o dwa-trzy tygodnie. Ale i w maju potrafi przyjść drastyczne ochłodzenie, zatem tak naprawdę nie rozwiązałoby to problemu.

    O bezpieczeństwie jako takim celowo nie wspomniałem. Amatorzy zazwyczaj są na tyle rozsądni, że w hardcore tylko się bawią, pamiętając, że po weekendzie trzeba iść do pracy. Z kolei o zdrowie i życie zawodowców zadbano wprowadzając „Protokół Ekstremalnych Warunków Pogodowych”, umożliwiający skrócenie, zmianę trasy lub odwołanie wyścigu, gdy sytuacja robi się drastyczna.

    Pozostaje więc trzymać się ciepło, zabrać ze sobą sporo ciuchów na przebranie i termos z herbatą i liczyć na to, że nie będzie tak źle. Albo zostać w domu i oglądać Liege-Bastogne-Liege. W końcu poza paroma osobami związanymi kontraktem sponsorskim, wszyscy jeździmy głównie dla przyjemności.

  • Top 15 najbardziej wyeksploatowanych cytatów o kolarstwie

    Top 15 najbardziej wyeksploatowanych cytatów o kolarstwie

    Kolarze to twardziele. Kolarze to herosi. Kolarze to wojownicy. Uwielbiamy pławić się we własnej zajebistości i utwierdzać w niej cytując sławnych ludzi. Oto 15 wypowiedzi o kolarstwie, które są już tak zgrane, że aż zęby bolą!

    15. Za każdym razem, gdy widzę dorosłego na rowerze, nie martwię się o przyszłość ludzkości (H.G. Welles)

    14. Każdy wyścig to wojna. Każdy wyścig to walka (Fabian Cancellara)

    13. Gdybym nie był zawodowym kolarzem, zostałbym gwiazdą porno (Mario Cipollini)

    12. Cudowne dziecko dwóch pedałów (Bohdan Tomaszewski o Ryszardzie Szurkowskim)

    11. Wyścigi wygrywa ten, kto potrafi najbardziej cierpieć (Eddy Merckx)

    10. Kolarstwo to nie jest gra. Kolarstwo to jest sport. Twardy, ciężki, który wymaga wiele wyrzeczeń. Można grać w piłkę, tenisa lub hokeja. Ale nie można grać w kolarstwo. (Jean de Gribaldi)

    9. To bez znaczenia czy świeci słońce, czy pada deszcz. Gdy jadę na rowerze jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie (Mark Cavendish)

    8. Nigdy nie robi się łatwiej. Po prostu zaczynasz jechać szybciej (Greg LeMond)

    7. Nic nie jest porównywalne z prostą przyjemnością, jaką daje jazda na rowerze (JFK)

    6. Naucz się jeździć na rowerze. Nigdy tego nie pożałujesz (Mark Twain)

    5. Tak długo jak oddycham, atakuję (Bernard Hinault)

    4. Shut up, legs! (Jens Voigt)

    3. Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę musisz się poruszać naprzód (Albert Einstein)

    2. Ból jest tymczasowy. Skutki wycofania się pozostają na zawsze. (Lance Armstrong)

    1. Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu. Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem. (Przypisywane Marco Pantaniemu)

    0. Nigdy nie miałem pozytywnego wyniku testu antydopingowego (Lance Armstrong)

    Paolo Coelho by się nie powstydził takiej listy!

    Podobało się? Sprawdź listę najlepszych wymówek kolarzy przyłapanych na dopingu.

  • Marginal gains dla amatora?

    Marginal gains dla amatora?

    Aerodynamika, pozycja, liczenie gramów, sekund, ułamków kątów? Tak, to wszystko ma niezaprzeczalny sens, ale w piramidzie potrzeb ważniejsze są podstawy. Czy ?marginal gains? dla amatora może być czymś więcej, niż tylko zabawą?

    Rozłóż, popraw, złóż

    ?Filozofia marginal gains?, została upowszechniona a raczej wypromowana przez Team Sky. To nie tak, że wcześniej nikt jej nie stosował. Wielu perfekcjonistów w każdej dziedzinie sportu, życia czy nawet przemysłu od lat działa w ten sposób.

    W skrócie ta ?filozofia? polega na rozłożeniu maszyny czy też procesu na czynniki pierwsze, usprawnieniu każdego z nich z osobna o choćby 1% by po złożeniu całości cieszyć się z wyraźnie poprawionych osiągów.

    Jeśli weźmiemy pod lupę życie kolarza zawodowego, bez zaburzania cennej homeostazy i, w teorii, bez łamania przepisów: zarówno antydopingowych jak i tych ograniczających modyfikacje sprzętu można, stosując ?zyski marginalne? zbudować całkiem pokaźną przewagę.

    Poprawić można niemal wszystko: od klamerki w bucie, przez materac, na którym zawodnik śpi po wyścigu, umiejscowienie mocowania hamulców, obciążenie w czasie treningu po tak widoczne elementy jak kształt kasku, materiał i krój koszulki czy typ użytego na danym etapie koła.

    Gwałtowne przyspieszenie

    Patrząc na to, jak bardzo zmienił się zawodowy peleton w ostatnich latach, trudno podważyć skuteczność takich działań.

    Postęp w dziedzinie aerodynamiki jest gigantyczny. Dzięki powszechnemu życiu kompozytów, kolarze jeżdżą na sprzęcie stawiającym minimalny opór powietrzu nie tylko podczas etapów jazdy na czas, ale nawet w górach, gdzie również daje im to przewagę.

    W sytuacji, gdy dopuszczalna masa roweru jest regulowana przepisami, zamiast dociążać sprzęt odważnikami, stosuje się bardziej ergonomiczne siodła, nie ma też obaw przed użyciem cięższych elementów umożliwiających dodatkową analitykę. Zysków wagowych szuka się za to w stroju, kasku czy butach, które również muszą być ?aero?.

    Kolarze szukają też różnicy w oporach toczenia. Standardem stały się szersze, paradoksalnie nie tylko bardziej komfortowe, ale i szybsze opony. Najlepsi stosują cermiaczne łożyska, zyski dają również preparaty do smarowania łańcucha (na specjalne okazje stosuje się odpowiednio ?impregnowane?).

    Za kilkaset euro można na takich – dosłownie – drobiazgach oszczędzić kilkanaście watów. Dokładając do tego udowodnione w tunelu aerodynamicznym zyski związane z aerodynamiką okazuje się, że kolarz ery ?marginal gains? na czasówce czy podjeździe jest szybszy o kilkadziesiąt a bywa, że i kilkaset sekund a do kluczowych momentów wyścigu dojeżdża mniej zmęczony.

    Słynna ?linia oddzielająca zwycięstwo od przegranej? jest bardziej wyraźna niż można by się spodziewać.

    https://twitter.com/PinarelloTravel/status/817495335245414401

    Nowy kask? A może więcej snu?

    A jak to wygląda ?w normalnym życiu?? Czy sportowiec trenujący i startujący w zawodach, jednak łączący to z pracą na etacie lub choćby na jego połówce powinien skupiać się na takich samych ?zyskach marginalnych? co zawodowcy?

    Czy kupno nowego kasku za tysiąc złotych, na który trzeba zapracować biorąc nadgodziny da lepszy wynik na niedzielnym wyścigu niż poświęcenie tychże godzin na sen?

    Co lepiej się sprawdzi? Sesja bikefittingu czy może proste siedzenie przed komputerem w celu unikania zbędnego napięcia mięśni, kontuzji stawów i zmęczenia?

    Nowe suplementy poprawiające transport tlenu zapewne poprawią stosunek mocy do masy, ale czy w taki sam sposób jak dwa, trzy kilogramy mniej zyskane dzięki odstawieniu przynajmniej części słodyczy?

    Skutkiem kosztownego zgrupowania w ciepłych krajach bardziej niż zwyżka formy może być przetrenowanie a główną korzyścią nie przejechane kilometry a oddech od codziennych trosk, czyli nic innego, jak klasyczne wakacje. O ile oczywiście ?obóz treningowy? nie zostanie zmieniony w ?obóz koncentracyjny?, ponieważ skłonność do przesady to kolejny kawałek układanki, który bardziej niż brak ceramicznych łożysk bruździ amatorowi kolarstwa.

    Rolą wynajętego trenera bywa więc często nie tylko wyznaczenie właściwych stref obciążenia i prawidłowe ułożenie planu kolejnych ćwiczeń, ale też powstrzymywanie skłonnego do autodestrukcji pasjonata przed wykonywaniem nadmiernej ilości niedostosowanych do możliwości sesji.

    Serce i rozum

    Prawda jest taka, że choć nie można negować ?marginal gains?, których poszukują zawodowcy, dla amatora zestaw usprawnień nad którymi powinien się pochylić jest zupełnie inny. Nawet dla tego, który trenuje kilkanaście a może i dwadzieścia kilka godzin w tygodniu.

    Czy to oznacza, że należy odrzucić wszystkie zdobycze techniki, aerodynamiki i ergonomii, skupić się wyłącznie na podstawach a dopiero po ich zoptymalizowaniu zająć się detalami?

    Skoro poprawiając podstawy i to nie o 1% a kilkadziesiąt procent możemy stanąć na podium, może nie warto zawracać sobie głowę takimi bzdurami jak nowy kask, obcisła koszulka czy bardziej dopasowane siodło?

    Cóż? nie do końca tak jest. Po pierwsze, jeśli mamy możliwość, to czemu nie zająć się wszystkimi elementami, zachowując oczywiście rozsądne proporcje między wagą każdego z nich. Po drugie, jakby na to nie patrzeć i jakkolwiek poważnie do sprawy nie podchodzić, to przecież jest nasze hobby, pasja, sposób na spędzanie ?wolnego? czasu. Nawet, jeśli dla wielu z nas to bardzo ważny element codziennego życia. Zatem odbieranie sobie przyjemności, radości i satysfakcji związanej z  ?zabawą w zawodowca? i życie w ascezie wyłącznie dla zasad to spory błąd.

    Być może 5W zysku które daje nowy kask i 15W zdobyte po bike fittingu nie zmienią zera w bohatera, ale świadomość, że jest to ?bardziej pro? i związany z tym entuzjazm mogą dać większy zastrzyk energii niż tabletka z kofeiną.

    A poza tym, przecież i tak chodzi o zabawę, czyż nie?

    Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr, CC BY 2.0

  • XOUTED na Patronite – ten blog może być lepszy. Dzięki Tobie!

    XOUTED na Patronite – ten blog może być lepszy. Dzięki Tobie!

    Pisanie o kolarzach, ich dokonaniach, kolejnych pojedynkach herosów, rywalizacji charakterów i zmaganiach indywidualności ma swoją, unikatową dynamikę. W porównaniu do publikowania kolejnych testów sprzętu ma same zalety i tylko jedną wadę: nie działa komercyjnie.

    Od kiedy w 2011r zacząłem, po przerwie, znów pisać o kolarstwie miałem w głowie jedną myśl: robić treść, na którą nie ma miejsca w tradycyjnych portalach. I planuję robić ją nadal, lepiej i ciekawiej.

    O tym, że wytrwałości i kreatywności mi nie brakuje już wiecie. Teraz pora na kolejny krok. Dlatego proszę Was o wsparcie.

    Co to jest Patronite?

    To crowdfundingowy portal umożliwiający wsparcie pracy autorów, których pracę cenimy. Polega na zadeklarowaniu wypłacanej co miesiąc, niewielkiej kwoty, pozwalającej autorowi realizowanie i rozwijanie swojego projektu.

    Zebrane w ten sposób mikropłatności, portal przekazuje autorowi a ten, po odprowadzeniu podatków jedzie za hajs z bloga w ciepłe kraje i tyle go widzieli. A tak całkiem serio, to w tym, konkretnym, czyli moim przypadku, kupuje stabilniejszy, szybszy i lepiej sobie radzący z ruchem serwer (pamiętacie zeszłoroczny Tour de France?), dostęp do bazy aktualnych zdjęć, mikrofon, kamerę i tym podobne gadżety, po to, by dostarczana dla Was treść była coraz wyższej jakości.

    No dobrze, powiecie, ale co w zamian?

    ?Co ja będę z tego miał, że przeleję co miesiąc Tyńcowi dyszkę??.

    Po pierwsze, na profilu Patronite zadeklarowałem kolejne cele. Zależnie od przekazanych środków, będę profesjonalizował bloga. Mniej szarpania się ze sprzętem, internetem i hostingiem to więcej czasu na przygotowanie dobrej treści. Dostęp do zdjęć to mniej straconego czasu na wyszukiwanie materiałów na licencji Creative Commons. Wolne środki to możliwość wyjazdu na ciekawy wyścig i zrobienia materiału na miejscu.

    To wszystko oznacza jedno: lepsze artykuły o kolarstwie. A z tego co wiem, to lubicie dobre artykuły o kolarstwie!

    Ok, niech będzie. Ale tak prywatnie? Wpłacę tę dyszkę, przeczytam teksty i co dalej?

    Dalej? Będzie podziękowanie dla patronów na blogu i na facebooku, co miesiąc. Możliwość spotkania się i porozmawiania o kolarstwie, wspólnej przejażdżki, życzeń urodzinowych w loverove a nawet dedykowanego artykułu.

    Na dziś to tyle :) Więcej szczegółów znajdziecie na moim profilu w Patronite. Jeśli zdecydujecie się wesprzeć ten projekt, będę Wam wdzięczny. I oczywiście dostaniecie dobre, bardzo dobre i jeszcze lepsze, kolarskie treści!