Tag: kolarstwo kobiet

  • Top zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    Top zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    Po wygraniu klasyfikacji generalnej Tour de France Femmes Katarzyna Niewiadoma wchodzi na zawsze do panteonu polskiego kolarstwa.

    Zawodniczka z Ochotnicy ma wielki talent, który w każdym kolejnych sezonach nie tylko potwierdza, ale i rozwija. Urodzona w 1994r Niewiadoma od dwudziestego roku życia reprezentuje najlepsze grupy zawodowe: najpierw Rabo-Liv, następnie po zmianie przez ten zespół sponsora WM3 Pro Cycling a obecnie Canyon-SRAM.

    Specjalizuje się w jeździe w górach, ale nie raz pokazała, że dobrze radzi sobie także na bruku czy szutrze. Niemal z równą skutecznością spisuje się w wyścigach etapowych jak i w klasykach.

    Licznik jej zwycięstw w profesjonalnym peletonie obecnie wskazuje liczbę „20” a ich lista jest imponująca. Oczywiście w życiu zawodowego sportowca różne rzeczy się zdarzają, ale Niewiadoma jest jedną z tych atletek, które konsekwentnie dokładają kolejne sukcesy do swojego CV. 

    Lista zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    By móc w dowolnej chwili przywoływać najważniejsze z nich, przygotowałem poniższe zestawienie.

    Emakumeen Euskal Bira (2015)

    Czyli tam wszystko się zaczęło, przynajmniej w kwestii sukcesów na wyścigach wyższej kategorii. Ta etapówka w Kraju Basków rozgrywana jest od 1988r a wśród triumfatorek znajdziecie same sławy kobiecego peletonu. W 2015r pięciodniową imprezę młodziutka Polka wygrała minimalnie, zaledwie o jedną sekundę przed Ashleigh Moolman. Choć nie była najszybsza na żadnym z etapów, solidnie zaprezentowała się w krótkiej czasówce a w kolejnych sprawdzianach dojeżdżała do mety wraz z najgroźniejszymi rywalkami, co dało jej pierwsze zwycięstwo w zawodowej karierze.

    Podwójne mistrzostwo Polski (2016)

    W sezonie 2016 Niewiadoma miała już nie tylko wielki talent i potencjał, ale de facto była jedną z najjaśniejszych, wschodzących gwiazd kobiecego kolarstwa. Na rozgrywanych wokół Świdnicy trasach mistrzostw Polski najpierw pokonała w czasówce swoją imienniczkę, doświadczona Pawłowską a następnie w wyścigu ze startu wspólnego była wyraźnie szybsza od Anny Plichty i pozostałych rywalek. Podwójna korona to zawsze wydarzenie wyjątkowe a dzięki jej zdobyciu mogliśmy oglądać „koszulkę z orłem” w każdym wyścigu, w którym startowała Niewiadoma przez kolejnych 12 miesięcy.

    Giro del Trentino (2016)

    Chronologicznie jeszcze przed mistrzostwami kraju nasza bohaterka wygrała wymagający, choć krótki (trzy etapy, w tym jazda drużynowa na czas) wyścig w górzystym Trydencie. Po zwycięstwo sięgnęła dzięki solowemu atakowi na pierwszym etapie. Prowadzenia nie oddała do końca imprezy.

    Ovo Energy Women’s Tour (2017)

    Samotny, prawie 50km rajd dający pierwsze zwycięstwo Niewiadomej w wyścigu World Touru.  Gdyby była mężczyzną, z pewnością czytalibyśmy o epickiej akcji a tymczasem, cóż, kolarstwo kobiet wciąż musi zabiegać o atencję widzów. Polka śmiałym atakiem rozstrzygnęła losy Ovo Energy Women’s Tour już pierwszego dnia pięciodniowej rywalizacji. Przy okazji zyskała też sympatię widzów na całym świecie. Naprawdę chciałbym, żeby triumfatorzy wyścigów szosowych udzielali tak fajnych wywiadów jak Kasia Niewiadoma na tej imprezie.

    Trofeo Alfredo Binda (2018)

    Póki co nasza zawodniczka bezskutecznie poluje na wygraną w Strade Bianche, ale na wiosnę 2018 wygrała w innym włoskim klasyku, mającym ponad dwudziestoletnią historię Trofeo Alfredo Binda. W trudnych, deszczowych warunkach znów popisała się atakiem na podjeździe w decydującej fazie wyścigu, gubiąc rywalki i dojeżdżając do mety samotnie przed nimi.

    Amstel Gold Race (2019)

    https://twitter.com/Eurosport_IT/status/1119942489102852098

    Takie ataki na Caubergu przeprowadzał tylko Philippe Gilbert w szczycie swoich możliwości. Niewiadoma zdemolowała rywalki dynamicznym przyspieszeniem, utrzymała tempo i w samej końcówce obroniła się przed ścigającą ją Annemiek van Vleuten. W ten sposób po raz pierwszy wygrała w klasyku zaliczanym do „ardeńskiego tryptyku” i choć to bardzo prestiżowy sukces, oprócz punktów i sławy ważny jest też styl, w jakim po niego sięgnęła. Klasa, czapki z głów i… czekamy na więcej!

    Brązowy medal mistrzostw świata (2021)

    Choć mistrzostwa świata we Flandrii wygrała Włoszka Elisa Balsamo, trzecie miejsce Kasi Niewiadomej trafia na listę najważniejszych sukcesów. Medal w wyścigu o tęczową koszulkę to kolejny kamień milowy zarówno w historii polskiego kolarstwa jak i w karierze samej zawodniczki. Tym bardziej, że w tych mistrzostwach jechała znakomicie, prezentując niezmiernie wysoką dyspozycję a jej kolejne ataki miały istotny wpływ na przebieg rywalizacji. Choć w końcówce jechała sama przeciwko rywalkom z liczniejszych reprezentacji, zdołała wydrzeć trzecie miejsce i stanąć na podium. 

    Walońska Strzała (2024)

    W wyjątkowo trudnych warunkach, w zimnie i deszczu nasza bohaterka sięgnęła po długo wyczekiwany sukces. To symboliczny wynik pokazujący, jak bardzo w wyczynowym sporcie liczą się cierpliwość i konsekwencja. W Top 5 Walońskiej Strzały Niewiadoma była po raz pierwszy w 2015r, wielokrotnie była blisko podium (w sumie stała na nim 3 razy) a nawet zwycięstwa. Podjazd na Mur de Huy wymaga nie tylko znakomitego przygotowania fizycznego, ale właśnie cierpliwości i wyczucia odpowiedniego momentu do ataku. Wiosną 2024 Katarzyna Niewiadoma prezentowała znakomitą dyspozycję, w najważniejszych wyścigach jeżdżąc ofensywnie i zabierając się do decydujących akcji. Kropkę nad „i” postawiła podczas Walońskiej Strzały, gdzie kontrolowała Demi Vollering, nie dała się ponieść emocjom przy ataku Longo Borghini by z wyraźną przewagą minąć linię mety na pierwszej pozycji. 

    Tour de France Femmes avec Zwift (2024)

    Po pechowym wyścigu na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu kilka dni później Katarzyna Niewiadoma stanęła na starcie kobiecego Tour de France. To trzecia edycja damskiej „Wielkiej Pętli”, reaktywowanej po latach przerwy, tym razem oficjalnie organizowana przez ASO, czyli właściciela najważniejszej marki w kolarstwie w ogóle, czyli TdF właśnie.

    Niewiadoma zaczęła wyścig nie najlepiej – dość słabo pojechała na czas w Rotterdamie, natomiast na kolejnych etapach była nie tylko mocna, ale i czujna.

    Kluczowy dla rywalizacji był etap numer 5, gdzie w kraksie leżała obrończyni tytułu, Demi Vollering a Niewiadoma jadąc wyżej w grupie uniknęła perypetii i zyskała przewagę. Trzeba jednak podkreślić, że zarówno na odcinkach w Ardenach jak i górzystych w Burgundii i w Jurze pokonywała była bardzo aktywna i współdecydowała o przebiegu rywalizacji.

    Katarzyna Niewiadoma wygrywa Tour de France Femmes

    Ostateczny test: alpejski etap z przejazdem przez Glandon i z metą na Alpe d’Huez pojechała wyjątkowo mądrze. Po trudnych chwilach na Glandon, gdzie przyspieszyła Vollering, utrzymała równe tempo a na Alpe d’Huez kontrolowała sytuację docierając do mety na czwartej pozycji wygrywając cały wyścig o cztery sekundy.

    Bonus – gravelowe mistrzostwo świata (2023)

    Nawet, jeśli gravel racing to wciąż pewne novum, tęcza to tęcza. Zwłaszcza, gdy wygrywa się ją po liczącym 25km, solowym ataku a za sobą zostawia rywalki z szosy: Silvię Persico i Demi Vollering. Choć wygrane gravelowe mistrzostwo świata nie przebiło się do świadomości szerszej publiki w kraju (Niewiadoma nie została nominowana w Plebiscycie Przeglądu Sportowego), należy docenić ten sukces. Biorąc pod uwagę, że jazda po szutrze w oficjalnym, uznanym przez UCI wydaniu funkcjonuje od niedawna, Polka w ten sposób zapisała się na kartach historii kolarstwa. 

    ZOBACZ TAKŻE:

    Top Zwycięstw Michała Kwiatkowksiego

    Top Zwycięstw Rafała Majki

    Zdjęcie na okładce: materiały prasowe ASO

  • Kolarskie szowinistyczne świnie

    Kolarskie szowinistyczne świnie

    Reakcje na każdą, najmniejszą nawet kontrowersję związaną z traktowaniem kobiet w kolarstwie pokazuje, jak bardzo jesteśmy konserwatywnym i patriarchalnym środowiskiem.

    Bieżące wydarzenia: kryzysik w mediach społecznościowych z udziałem lokalnego blogera i spora afera związana z prostackim zachowaniem Iljo Keisse na Tour de San Luis przypominają, że kolarze postrzegani jako całość mentalnie znajdują się w czasach sporo przed wynalezieniem szybkozamykacza przez Tullio Campagnolo.

    O tym, że kobiety w kolarstwie nie mają lekko wiadomo nie od dziś. To nie będzie jednak kolejny tekst o tym, że mało zarabiają i nikt się nimi nie interesuje. Zbyt wiele jest bowiem materiałów, które skupiają się nie na kobiecym kolarstwie jako takim a na komentowaniu bolączek je trapiących, bez podmiotowego traktowania samego sportu i jego bohaterek.

    Przy okazji skorzystam z szansy by złożyć samokrytykę, ponieważ w podsumowaniu sezonu 2018 skupiłem się głównie na kolarstwie szosowym i tylko na jego męskiej odmianie. Tymczasem z perspektywy czasu należałoby wspomnieć, że na tytuł „kolarza roku” moim zdaniem zasługuje nie kto inny jak Anna van der Breggen. Zatem wybaczcie i przejdźmy do rzeczy.

    To będzie tekst o nas. O kolarzach, o kibicach kolarstwa, o kolarskich mediach. I o naszym stosunku do kobiet, mniejszości, odmienności.

    Jesteśmy, en masse, prymitywnymi redneckami. Konserwatywnymi szowinistami. Ferdynandami Kiepskimi z osmarkanym wąsem i brzuszyskiem wystającym z poplamionych gaci. Nawet, jeśli odzianymi w modne ciuszki włoskich projektantów, ze skarpetkami o idealnej długości, elegancką fryzurą a na instagramie śledzi nas kilkanaście setek fanów.

    Sagan, Sutton i Andrzej P.

    Skandali i afer obyczajowych w kolarstwie jest wiele. Choć nie podsycają uwagi opinii publicznej tak bardzo jak oskarżenia Christano Ronaldo o gwałt czy ekscesy seksualne np. tenisistów, zachowań wulgarnych, prostackich czy nawet karalnych można spotkać sporo.

    By nie szukać daleko, największy gwiazdor współczesnego sportu rowerowego, Peter Sagan u progu swojej kariery podszczypywał hostessę na podium a niedługo po tym organizatorzy wyścigu na którym to się stało wykorzystali zajście do promocji kolejnej edycji. Gianni Moscon nie stroni od rasistowskich uwag. Brytyjczycy (a konkretnie trener kadry, Shane Sutton), których krajowy związek jest stawiany za wzór nie ustrzegli się mobbingu i seksizmu. W Polsce były trener kadry, Andrzej P. przynajmniej pół roku spędza w areszcie z oskarżeniami o gwałt i inne nadużycia na tle seksualnym.

    https://twitter.com/sporza_koers/status/1090703339627704321

    Gdy Iljo Keisse wulgarnie potraktował robiącą sobie z nim zdjęcie fankę (lub po prostu ją molestował), menadżer jego drużyny, Patrick Lefevere, geniusz brukowanych klasyków, zaczął brnąć w bzdurne tłumaczenia zamiast nie tylko przyjąć sankcję relegowania swojego zawodnika z Vuelta a San Juan, ale też wykonać serię gestów czy to względem poszkodowanej czy kobiet w kolarstwie w ogóle. A przypomnijmy, że ten sam Lefevere miał poważne problemy by na sezon 2019 zgromadzić budżet na funkcjonowanie zespołu znanego obecnie jako Deceuninck Quickstep. Nie zdziwię się, jeśli za rok czy dwa, z powodu swojego podejścia szczęście go ominie i będzie musiał zlikwidować najbardziej skuteczny zespół w peletonie World Touru.

    To ciężka artyleria, można jednak ją po części zbagatelizować zauważając, że przecież „takie rzeczy” zdarzają się w każdym środowisku.

    Gwiazdy, mastersi, chłopaki z ustawki

    Gorzej jest, gdy rzucimy światło na okołorowerową codzienność. Na miłych kolegów, którzy z rubasznym rechotem wykorzystają każdą okazję, by rzucić żart o jeździe bez siodełka. Na mastersów, którzy komentując figurę nielicznych koleżanek przyjeżdżających na coniedzielną zbiórkę nie omieszkają wspomnieć, że kobieta kolarz, to w sumie jest jak świnka morska, ani świnka, ani morska. Na komentatorów spikerów podczas wyścigów, którzy zawsze będą wspominać o płci pięknej, pytać o to, jak to jest być kobietą i trenować kolarstwo, równocześnie na podium wręczając przygotowany przez organizatorów zestaw lampek z zakurzonego magazynu gdy za podobny wysiłek mężczyźni dostają kopertę z gotówką.

    Właśnie, wysiłek. Właściwie każda dyskusja o tym, że nagrody na wyścigach, czy to amatorskich, wyczynowych, zawodowych, szosowych czy mtb powinny być równe kończy się odkrywczymi stwierdzeniami, że w sumie dziewczyny jadą mniejszy dystans, więc właściwie jakim prawem roszczą sobie prawo do wyższych wygranych.

    Do tego przecież jest ich mniej, więc może w ogóle ich nie nagradzać? A organizacja oddzielnych wyścigów tylko dla pań jest bez sensu, niech wszyscy jadą open.

    „Zamiast jeździć niech lepiej rodzi dzieci”

    Nie wiem tylko czy zdajecie sobie sprawę, że jako najpierw chłopcy, następnie dorośli mężczyźni i wreszcie jako darzeni estymą mastersi najstarszych kategorii mamy to szczęście, że przez całe nasze kolarskie życie mamy się z kim ścigać na równych warunkach. Gdzieś mniej więcej od żaka do końca sportowej przygody. Na różne sposoby jesteśmy do tego zachęcani lub przynajmniej możemy korzystać z istniejących możliwości.

    Tymczasem zainteresowana kolarstwem dziewczynka w młodziczkach i juniorkach młodszych poznaje koleżanki, które następnie rezygnują z kolarstwa. Bo są piątym kołem u wozu w klubach (chyba, że przywożą punkty z olimpiady młodzieży), bo są traktowane po macoszemu przez organizatorów wyścigów, bo regularnie spotykają się z chamstwem lub agresją. W orliczkach zostaje już garstka.

    Bywa, że już w juniorkach podium imprez na szczeblu regionalnym nie jest pełne. Te, które nie kontynuują przygody w elicie rezygnują ze sportu i zakładają rodzinę, wracają bardzo rzadko, bo w przeciwieństwie do swoich życiowych partnerów, którzy w kategoriach masters przeżywają drugą młodość, zwyczajnie nie mają gdzie. Jedyne, co zostaje to imprezy masowe, gdzie dla odmiany muszą zmagać się z kolejnym zestawem utrudnień: tłokiem, kompleksami męskich rywali, marginalizacją, niedostępnością dystansów czy innymi niż u mężczyzn kategoriami wiekowymi.

    Tu warto wspomnieć wymienionego wyżej Shane’a Suttona, który do zawodniczki niespełniającej jego oczekiwań (Jess Varnish) powiedział, że zamiast jazdą na rowerze lepiej, by zajęła się rodzeniem dzieci. Być może jeszcze kilkadziesiąt lat temu coś takiego by przeszło. Teraz – niekoniecznie.

    Słowo na dziś – reprezentacja

    Z problemem reprezentacji, czy to kobiet, czy ludności nie-białej czy różnego rodzaju mniejszości boryka się np. kino popularne a wraz z nim jego publiczność. Być może „Black Panther” nie jest najlepszym filmem superbohaterskim i z pewnością nie jest jednym z lepszych filmów roku 2018, lecz ze względu na swoje znaczenie właśnie w temacie reprezentacji afroamerykanów w mainstreamowym filmie zyskał uznanie w postaci kilku nominacji do Nagród Akademii. Czego zupełnie nie jest w stanie pojąć część widzów, w tym widzów z Polski tocząc pianę w mediach społecznościowych.

    I właśnie z problemem reprezentacji kobiet (bo o innych mniejszościach, po burzy, jaką wywołał medal transpłciowej zawodniczki w torowych mistrzostwach masters lub fakt zmiany płci przez Roberta Millara tylko wspomnę) kolarstwo będzie się zmagać przez lata.

    Rozważania na temat tego, czy przyczyną tego, że startuje ich mało jest to, jak są traktowane, czy są traktowane tak jak są, bo startuje ich mało jest całkowicie czcze. Zwyczajnie trzeba pracować nad tym, by startowało ich więcej i doprowadzić do równego traktowania. Do uczciwych i równych nagród, do docenienia wysiłku nie „jak na kobietę”, tylko docenienia go po prostu. Do zrezygnowania z uwag odnośnie płci w kontekście ubioru, życia codziennego, wyglądu. Tak jak to dzieje się (lub powinno się dziać) we w miarę neutralnych środowiskach typu praca, urząd czy sklep.

    I jasne, mogę nie kupować motywacyjnego charakteru, jakim cechują się kierowane do kobiet jeżdżących na rowerze artykuły, reklamy czy profile w mediach społecznościowych, ale cóż, nie muszę, bo nie jestem ich odbiorcą. Ale są o niebo lepsze niż popularne „szczucie cycem” uprawiane zarówno przez duże marki, domorosłych influencerów czy szukające klientów lokalne firmy handlujące sprzętem.

    Szczucie cycem, poziom podwórkowy

    Paradoksalnie jestem w stanie zrozumieć (choć nie usprawiedliwić) strategię nawet światowych marek, które grają w ten sposób. Bo cóż, zakładając, że opracowując strategię komunikacji odrobiły zadanie domowe, przygotowały „persony”, czyli modelowe postaci swoich klientów z pewnością zauważyły, że reklama przedmiotowo traktująca kobiety sprawdzi się znakomicie.

    Nie tylko dlatego, że po prostu „seks sprzedaje”, ale właśnie dlatego, jacy tak naprawdę w dużej części są sami rowerzyści, stojący zarówno po jednej jak i po drugiej stronie sklepowej lady. Może i ponarzekają, że tak mało dziewczyn pojawia się w weekendowym peletonie, ale gdy już przyjadą, to na odziane dokładnie tak jak ich własne, czyli w kolarską lycrę, pośladki popatrzą z miną lubieżnych oblechów. Albo rzucą żarcikiem, jak nie przymierzając daleko, antybohater ostatnich dni, o problemach z nadwagą czy motywacją. Bo sami jak wiadomo są wycieniowani jak Froome i przestrzegają drakońskiej diety (tylko dlaczego po maratonach najciekawsze rozmowy toczą się na parkingach przy McDrive, no naprawdę nie wiem).

    Co samo w sobie jest dość absurdalne, bo przez lata najlepszym polskim kolarzem była Maja Włoszczowska a obecnie będące na topie pokolenie z Niewiadomą, Pawłowską czy Jasińską jest właściwie równie utytułowane i utalentowane co to reprezentowane przez Kwiatkowskiego, Majkę czy Sajnoka. A mimo tego wciąż kobiety na rowerach traktujemy z góry.

    Protekcjonalnie do tematu użytkowania roweru podchodzą nawet najwięksi. By nie szukać daleko Pinarello, choć nie „szczuło cycem”, za to uznało, że dziewczyna z chłopakiem owszem, może wyjść razem na rower, ale by za nim nadążyć potrzebuje elektrycznego wspomagania.

    Całus od najpiękniejszej

    Zmierzając do końca podejmę jeszcze jeden temat, czyli tradycyjnej obecności hostess na podium wyścigów. Gdy tylko pojawiają się pomysły, że być może należy z tego zrezygnować, ponieważ, hej, jest koniec drugiej dekady XXIw i nie traktujemy kobiet przedmiotowo, od razu odzywają się obrońcy tej świętej tradycji.

    Jasne, lokalne miss w garsonkach to nie to samo co prezentujące kolejne rundy bokserskiego pojedynku modelki w bikini, ale jakby na to nie patrzeć chwilę po wprowadzeniu na podium zwycięzcy ich zadaniem jest ucałowanie obcego, śmierdzącego i zaledwie przetartego na twarzy mokrym ręcznikiem faceta w chwili jego triumfu.

    Dajmy mu puchar wykonany przez naszych rzemieślników, niech napije się lokalnego wina musującego. I koniecznie niech dostanie buziaka od tej, którą zrodziła ta ziemia. No spoko, ale, jest 2019. Nie zauważyliście, że świat dookoła trochę się zmienił?

    Naprawdę chcemy bronić tej tradycji? I tego, by równocześnie zawodniczki dostawały w nagrodę jakieś ochłapy (pula nagród w kobiecy „wielkim tourze” czyli Giro Rosa woła o pomstę do nieba)? I kumpli-oblechów też chcemy bronić? Chamskich zawodowców? Działaczy-troglodytów, dziennikarzy-seksistów, molestujących trenerów? Bo co? Bo tradycja? Bo to męski sport?

    Cóż, może jednak nie.

    Zdjęcie okładkowe, Ray Rogers, flickr, CC BY 2.0

  • La Course? Fajne to ściganie kobiet

    La Course? Fajne to ściganie kobiet

    Jeśli oglądaliście La Course z metą na przełęczy Izoard to wiecie. Jeśli nie, to Wam powiem. Kobiece wyścigi są całkiem ciekawe, o ile interesuje Was kolarstwo jako takie a nie tylko sportowi celebryci.

    Kilka słów wyjaśnienia. W ramach rozwoju i promocji kobiecego kolarstwa, ASO, czyli organizator Tour de France w 2014r powołał do życia wyścig ?La Course by Le Tour de France?.

    Przez pierwsze trzy lata organizowano go w formie, de facto, kryterium na Polach Elizejskich w ostatnim dniu Wielkiej Pętli, kilka godzin przed ostatnim etapem TdF.

    Głównymi zaletami imprezy są wysokie nagrody finansowe (za wygranie obu części tegorocznej imprezy można wygrać ?9000, kwota niebagatelna jak na wyścigi kobiet) oraz, co chyba ważniejsze, ekspozycja w mediach.

    W tym sezonie zmieniono formułę, planując dwa etapy: pierwszy górski oraz drugi w formie jazdy pościgowej.

    Odcinek z metą na przełęczy Izoard to jeden z najciekawszych wyścigów w kobiecym kolarstwie ostatnich lat. Owszem, np. rok temu zawodniczki ścigały się na Mont Ventoux podczas wyścigu Tour Cycliste Féminin International de l’Ard?che, ale była to impreza wyraźnie niższej rangi niż La Course.

    Niby przygotowany odcinek miał zaledwie 67,5km, ale niemal w połowie składał się z finałowej wspinaczki na Izoard. Właściwy podjazd, zwyciężczyni, Annemiek van Vleuten pokonała w 47 minut. To bardzo dobry rezultat, biorąc pod uwagę, że było pod wiatr. W 41 minut pokonał ten podjazd np. szarżujący w 2011r Andy Schleck.

    By poprawić osiągane rezultaty, sporo zawodniczek wystartowała w aerodynamicznych kombinezonach, część z nich pozbyła się również numerów startowych tradycyjnie umieszczanych na plecach. Krótko mówiąc, marginal gains na całego.

    Jednak nie rzecz w czasach, watach czy wietrze.

    https://twitter.com/OricaScott/status/888031396102623232

    Ścigające się na Izoard panie pokazały niezłe ściganie. Najpierw dość długo tempo nadawały zawodniczki Boels-Dolmans, robiąc selekcję w peletonie i ścigając uciekającą Lindę Villumsen. Następnie grupkę przetrzebiła sama Lizzie Deignan a 5km, czyli dość daleko przed metą, zaatakowała Van Vleuten. Za jej plecami oddech odzyskała Longo Borghini, wcześniej zgubiona dojechała do trzeciego miejsca.

    Trudne chwile przeżywała Katarzyna Niewiadoma, ale i tak wystarczyło jej sił, by zająć niezłe, 9. miejsce.

    Działo się sporo i jeśli jesteście fanami kolarstwa (a skoro czytacie tego bloga, to zakładam, że jesteście :) ), to górski etap La Course mógł się podobać.

    Jasne, to nie ten poziom tempa, siły i emocji co w przypadku walki o żółtą koszulkę Tour de France, ale powiedzmy sobie szczerze, niewiele jest wydarzeń, które mogą się z tym równać.

    Jeśli któryś z męskich gwiazdorów atakuje na 5km przed metą finałowego wzniesienia (jak van Vleuten), fani są wniebowzięci z powodu śmiałej, bezkompromisowej akcji. Jeśli po kryzysie inny gwiazdor odzyskuje wigor i odrabia straty (jak Borghini), wszyscy są pod wrażeniem wytrwałości i dobrej taktyki.

    Wrażenia z La Course porównałbym do mniej eksponowanych, ale wciąż ważnych, worldtourowych imprez męskich: Tour of California, Eneco Tour, nasz Tour de Pologne czy nowość jakimi są imprezy Hammer Series. Czyli może niekoniecznie dla ?casualowych? widzów, ale z pewnością dla zainteresowanych wyścigami rowerowymi entuzjastów było to niezłe widowisko.

    Dodatkowo na plus należy zaliczyć relację live w Eurosporcie oraz komentarz Adama Probosza i Pauliny Brzeźnej-Bentkowskiej.

    Krótko mówiąc: dobra robota!

    Wyniki 1. etapu La Course 2017:

    1. Annemiek van Vleuten (Orica – Scott) 2:07:18
    2. Elizabeth Deignan (Boels – Dolmans) 00:43
    3. Elisa Longo Borghini (Wiggle High5) 01:23
    4. Megan Guarnier (Boels – Dolmans) 01:28
    5. Shara Gillow (FDJ) 01:33
    6. Amanda Spratt (Orica – Scott) 01:41
    7. Lauren Stephens (Team TIBCO -SVB) 01:51
    8. Ana Sanabria (Servetto Giusta) 02:24
    9. Katarzyna Niewiadoma (WM3 Pro Cycling) 02:52
    10. Hanna Nilsson (BTC City Ljubljana) 03:04

    Drugi etap, wyścig pościgowy na trasie 20. dnia Tour de France, czasówki ulicami Marsylii w sobotę przed południem.

  • To oni wygrali wiosnę 2017

    To oni wygrali wiosnę 2017

    Wraz z Liege-Bastogne-Liege kończy się kolarska wiosna. Wyścigi klasyczne ustępują etapówkom. Żegnamy bruki, żegnamy Ardeny, szutry i tym podobne wynalazki. Kilka postaci zalicza tę część sezonu jako wyjątkowo udaną. Kto? Zobaczcie sami.

    Greg van Avermaet

    To był zdecydowanie czas mistrza olimpijskiego. Belg, który do tej pory odnosił sukcesy głównie w mniej prestiżowych wyścigach, po zdobyciu złota w Rio nabrał apetytu na więcej. Wygrał Omloop Het Nieuwsblad, E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem i upragniony monument, Paryż-Roubaix. Co ważne dla budowania własnej legendy, w „Piekle Północy” triumfował po defekcie i spektakularnym pościgu za czołówką.

    Do tego był blisko podium w Dookoła Flandrii a także utrzymał dyspozycję (choć już nie skuteczność) w ?ardeńskim tryptyku?, jak mało który zwycięzca z bruków, podjął próbę walki na bardziej górzystych trasach. Wiosna 2017 stała bez dwóch zdań pod znakiem GvA.

    Philippe Gilbert

    Wielka forma i przełamanie passy budzą emocje podobne jak powrót do mistrzostwa po dłuższej przerwie. Philippe Gilbert nie tylko nawiązał do swoich największych sukcesów, wygrywając po raz czwarty Amstel Gold Race, ale też zrealizował swoje wielkie marzenie, czyli triumf w Ronde Van Vlaanderen.

    Co ważne, obie wygrane odniósł po śmiałych atakach na wiele kilometrów przed metą. Jego rajd na trasie RVV jest jednym z najjaśniejszych punktów tego sezonu. Być może, mając świadomość, że Van Avermaet jest od niego szybszy na finiszu (pokonał go w bezpośredniej walce na mecie E3), Gilbert decydował się na ryzyko, które nie tylko jemu się opłaciło, ale też przyniosło nam wielu emocji.

    Szkoda, że kontuzja doznana na trasie Amstel Gold Race wykluczyła go ze startu w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege. Być może utrudniłby życie Alejandro Valverde i jego pomocnikom.

    Michał Kwiatkowski

    ?Kwiato? to połączenie historii GvA i Gilberta, choć polski kolarz jest od nich o dobrych kilka lat młodszy. Po nienajlepszych kilkunastu miesiącach reprezentant teamu Sky w pięknym stylu, po raz drugi w karierze, wygrał Strade Bianche. Następnie ograł Petera Sagana na finiszu Mediolan-Sanremo, co jest, obok mistrzostwa świata największym sukcesem w jego karierze. Po przerwie odbudował dyspozycję i błyszczał w Ardenach, choć do pełnego spełnienia zabrakło trochę szczęścia i trochę innych, niż podejmowane na trasie decyzji.

    Tak czy inaczej, drugie miejsce w Amstel Gold Race, siódme w Walońskiej Strzale i trzecie w Liege-Bastogne-Liege, to w połączeniu z marcowymi wygranymi piękne podsumowanie wiosny w wykonaniu Kwiatkowskiego i najlepsze otwarcie sezonu.

    Alejandro Valverde

    Hiszpan, którego śmiało można nazywać ?weteranem szos? (w wieku 37 lat mógłby bez przeszkód startować w kategorii ?masters?) wygrał trzy, górzyste etapówki: w Andaluzji, Katalonii i Kraju Basków, co było tylko krokiem do sukcesów w Ardenach.

    Piąta (i czwarta z rzędu!) wygrana w Walońskiej Strzale (jest samotnym rekordzistą z wynikiem, którego pobicie trudno sobie wyobrazić) oraz czwarta w Liege-Bastogne-Liege (ma ich tyle samo co Moreno Argentin, do wyrównania osiągnięcia Merckxa brakuje mu ?tylko? jednego zwycięstwa) to wielki sukces nie tylko ze względu na same statystyki, ale i na styl.

    W preferowanym przez siebie terenie Valverde wydaje się być nie do zatrzymania. Wszyscy wiedzą, jak rozegra wyścig, jak szybko pojedzie w końcówce i co trzeba zrobić, by go pokonać a mimo to linię mety w Huy i w Ans jako pierwszy mija właśnie on.

    Quick Step Floors – praca zbiorowa

    Kolarze grupy kierowanej przez Patricka Lefevere?a nie zeszli z podium wyścigów klasycznych od Mediolan-Sanremo. Gdyby nie Philippe Gilbert, zapewne ta wiosna zostałaby uznana za porażkę w ich wykonaniu (pierwsze miejsce Kittela i rekord – 5- zwycięstw w Scheldeprijs oraz Lampaerta w Dwars door Vlaanderen to za mało dla grupy o tak wielkiej specjalizacji i ambicjach), ale na szczęście dzięki jego, wspomnianym już, śmiałym akcjom kończą wiosnę z monumentem w postaci Ronde van Vlaanderen oraz cennym Amstel Gold Race.

    Co prawda Daniel Martin nie znalazł sposobu na Valverde w Ardenach, ale trzeba pamiętać, że kontuzje wykluczyły z udziału w górzystych klasykach i Gilberta i, trzeciego w Sanremo, Juliana Alaphillipe?a.

    Do tego spory udział w sukcesach kolegów miał Tom Boonen, którego pożegnalne tournee zakończyło się na velodromie w Roubaix, gdzie o włos z van Avermaetem przegrał Zdenek Stybar.

    O ile w poprzednich sezonach kolarze Quick Stepu często gubili się w najtrudniejszych momentach wiosennych klasyków, o tyle sezon 2017 rozegrali wyśmienicie, zatem należy im się wyróżnienie za pracę zespołową.

    Van der Breggen, Deignan i Niewiadoma

    W tym roku kobiety dostały swój, pełnowymiarowy ?ardeński tryptyk?. Co ciekawe, podium każdego z wyścigów: Amstel Gold Race, Walońskiej Strzały i, zorganizowanego po raz pierwszy, 125 lat po inauguracyjnej, męskiej edycji, Liege-Bastogne-Liege wyglądało dokładnie tak samo: Anna van der Breggen przed Lizzie Deignan i Katarzyną Niewiadomą.

    Polka, niczym Dan Martin na Alejandro Valverde, nie znalazła sposobu, by samotnie pokonać dwie rywalki z grupy Boels-Dolmans, ale warto pamiętać, że wcześniej stała jeszcze na drugim stopniu podium Strade Bianche.

    Na wyróżnienie w damskim peletonie zasługuje też Coryn Rivera, która wygrała Trofeo Alfredo Binda i Ronde Van Vlaanderen (gdzie Niewiadoma była ósma).

    Ponieważ mogliśmy oglądać głównie skróty kobiecych wyścigów i musimy bazować bardziej na relacjach tekstowych, trudno na jednoznaczną ocenę, ale wygląda na to, że zawody pań były tej wiosny nie tylko ciekawe, ale i na wysokim poziomie sportowym.

    Kto wygrał kolarską wiosnę 2017?

    View Results

    Loading ... Loading …

  • Loverove 27.03.2017

    Loverove 27.03.2017

    Poweekendowy przegląd kolarskich newsów: wideo, newsy, komentarze… Działo się, oj działo!

    1. Dwa razy van Avermaet

    W piątek ograł Gilberta, w niedzielę zgubił Sagana. Greg Van Avermaet długo czekał na eksplozję formy na trasach brukowanych klasyków i w końcu się doczekał. Mistrz Olimpijski będzie miał w tym roku w maju 32 lata i choć często był stawiany w roli faworyta, często trafiał na rywali silniejszych od siebie.

    Tej wiosny jest wyjątkowo skuteczny. Wygrał Omloop Het Nieuwsblad, był drugi w Strade Bianche a w ostatni weekend w znakomitym stylu triumfował na trasie E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem. Za tydzień podczas Ronde van Vlaanderen oczy wszystkich i fanów i konkurentów będą skierowane właśnie na niego.

    Na galerie z brukowanego weekendu czekamy. Gdy tylko się pojawią, to dobrze wiecie, że je Wam podlinkuję :)

    2. Bartek Wawak w top formie

    https://www.instagram.com/p/BSImrD0gqA5

    Otwarcie sezonu XCO w „europie środkowej”, czyli Kamptall Klassik dla Bartka Wawaka! Mistrz Polski reprezentujący Kross Racing Team znakomicie otwiera sezon, wygrywając wyścig kategorii 1 (czyli jednej z najwyższych, o kategoriach wyścigów mtb będzie wkrótce na blogu). W wyścigu elity mężczyzn wystartowało ponad 80 zawodników. Klubowy kolega Wawaka, Fabian Giger był ósmy, a pozostali Polacy zajęli odpowiednio: Marek Konwa 10, Adrian Brzózka 16, Jakub Zamroźniak 24 (i 5 w U23), Mariusz Kozak 30, Bartosz Janowski 34, Filip Helta 38, Wojtek Halejak 40, Marceli Bogusławski 41, Krzysztof Łukasik 42, Maciek Jeziorski 45, Bogdan Czarnota 49, Mikołaj Dziewa 59, Szymon Biel 62 i Łukasz Klimaszewski 63 miejsce. Bogactwo :)

    Wśród pań najszybsza z Polek była Aleksandra Podgórska (7. miejsce, wygrała Barbara Benko z Węgier), 9. była Paula Gorycka, 13. Katarzyna Solus – Miśkowicz, 16. Gabriela Wojtyła, 17. Rita Malinkiewicz, 18. Michalina Ziółkowska, 19. Iwona Kurczab, 23. Małgorzata Mazurek, 24. Patrycja Piotrowska i 25. Marlena Droździok.

    Najlepszy z polskich juniorów to zwycięzca swojej kategorii Mateusz Nieboras a wśród juniorek Patrycja Świerczyńska była szósta. Ufff… :)

    3. Cape Epic 2017, czyli osiem dni w osiem minut

    Nino Schurter i Matthias Stirnemann z wyraźną przewagą (ponad 8′) wygrali z Christophem Sauserem i Jaroslavem Kulhavym najważniejszą etapówkę mtb w sezonie i równocześnie ważny element przygotowań do pucharu świata XCO. Wśród mastersów zwyciężyli „emeryci z szosy”, czyli Cadel Evans i George Hincapie a wśród pań Esther Suss i Jennie Stenerhag. W etapówkach, zwłaszcza tych rozgrywanych w egzotycznych lokalizacjach, na równi z rywalizacją sportową liczy się też sceneria. Zatem warto rzucić okiem na wideo podsumowujące całą imprezę. Jest spektakularne!

    4. Żale Sagana

    Mistrz Świata zaczyna mieć dość sytuacji, w której rywale nie chcą z nim współpracować. O ile po Mediolan-Sanremo tylko wspomniał, że Michał Kwiatkowski jest mu winny kilka piw, o tyle po Gandawa-Wevelgem nie owijał w bawełnę i wprost skrytykował Nikiego Terpstrę i pozostałych kolarzy Quick Stepu za brak kooperacji. Owszem, Greg Van Avermaet jest w genialnej dyspozycji, ale fakt, że wszyscy patrzą się na to, co zrobi Słowak nieco ułatwia mu zadanie. Tak czy inaczej, sukcesy Van Avermaeta trochę odwracają uwagę od postaci Sagana, zatem w najbliższą niedzielę, na trasie Ronde Van Vlaanderen szanse powinny się nieco wyrównać.

    5. Indolencja Teamu Sky

    Kolejny raz ekipa Movistar i Alberto Contador zgubili Chrisa Froome’a i Team Sky. Rok temu na Vuelta a Espana, Brytyjczyk przegapiając wczesny atak rywali przegrał cały wyścig z Nairo Quintaną. Tym razem na trasie Volta a Catalunya była jeszcze gorzej. Na sobotnim, górskim etapie Froome i Geraint Thomas, który miał być liderem Sky na tej imprezie przespali sprawę na zjazdach z pierwszej premii i zostali z tyłu za ponad pięćdziesięcioosobową czołówką, do mety docierając 26 minut za zwycięzcą, Darylem Impeyem.

    https://twitter.com/Movistar_Team/status/846004786709311488

    Cały wyścig pewnie wygrał Alejandro Valverde, Rafał Majka, jeszcze bez błysku, ale dość równo i pewnie (a przede wszystkim bez takiej wpadki jak Froome) ukończył zmagania na 11. miejscu.

    https://twitter.com/TeamSky/status/845708581248929792

    Filozfia marginal gains, zaświadczenia o wykluczeniu terapeutycznym na stosowanie leków na astmę i najnowszy sprzęt nie pomogą, gdy ekipa regularnie gubi się w kluczowych momentach.

    6. Solidne ściganie w Gandawa-Wevelgem kobiet

    Lotta Lepistö po finiszu z dużej grupy wygrała Gandawa-Wevelgem pań. Zawodniczki miały do pokonania 145km z elementami brukowanych dróg. Po drodze wspinały się m.in. na Kemmelberg, dzięki czemu było sporo ścigania i ataków. Mimo to, żadnej nie udało się osiągnąć przewagi, jak w wyścigu mężczyzn. Lepistö wygrała dosłownie o „błysk szprychy” a skrót rywalizacji możecie zobaczyć poniżej:

    A zwyciężczynię możecie bliżej poznać dzięki śledzeniu jej profilu na twitterze:

  • Loverove 20.03.2017

    Loverove 20.03.2017

    Loverove na poniedziałek, specjalnie dla Was:

    1. Jak Świat przyjął wygraną „Kwiato”?

    Kamil Stoch trochę przyćmił sukces Michała Kwiatkowskiego, ale i tak kolarz znalazł miejsce na dzisiejszej okładce „Przeglądu Sportowego”

    Obecność piłkarza Ekstraklasy należy przemilczeć ;)

    Bardzo dobrą robotę (jak zawsze) wykonała ekipa rowery.org, przygotowując zestawienie „jedynek” sportowych gazet oraz portali kolarskich komentujących wygraną „Kwiato” w Mediolan-Sanremo.

    2. Plakat dnia, czyli rusza Volta a Catalunya

    Froome, Valverde, Yates, Bardet, Contador a do tego Rafał Majka i ekipa CCC Sprandi Polkowice z Maciejem Paterskim. Siedem etapów, w zasadzie każdy z nich mniej lub bardziej górzysty. Dwa finisze na podjazdach i jedna, dość długa (41km) jazda drużynowa na czas. Oto Volta a Catalunya 2017. Transmisje codziennie na żywo w Eurosporcie około 15.30 a jak co roku Katalończycy mają dla nas wyjątkowy plakat:

    3. Co mają zawodowcy, czego nie będziesz mieć Ty?

    Profesjonalny peleton w większości jeździ na sprzęcie, który każdy, odpowiednio zamożny rowerzysta może kupić w swoim, ulubionym sklepie. Są jednak wyjątki, które dostępne są wyłącznie dla zawodowców. Oto niektóre z nich:

    4. Polki wysoko w Trofeo Alfredo Binda

    Eugenia Bujak siódma a Katarzyna Niewiadoma ósma – taki jest bilans polskich zawodniczek w trzeciej eliminacji kobiecego World Touru, czyli Trofeo Alfredo Binda. Wygrała Amerykanka Coryn Rivera z teamu Sunweb. Skrót wyścigu możecie obejrzeć poniżej:

    Liderką World Touru jest Elisa Longo-Borghini, Katarzyna Niewiadoma zajmuje piątą lokatę. A Coryn Riverę możecie śledzić na twitterze:

    W zawodach juniorek siódme miejsce zajęła Marta Jaskulska.

    5. Dzięki za ten weekend!

    Podziękowania należą się przede wszystkim Michałowi Kwiatkowskiemu, który dostarczył nam wielkich emocji wygrywając Mediolan-Sanremo. A ja przy tej okazji dziękuję Wam za sporą atencję, którą obdarzyliście wpisy na blogu, które wyprodukowałem po tym wydarzeniu. Mam nadzieję, że się Wam podobały :) Oby więcej takich okazji!

    Jeśli przegapiliście, możecie przeczytać je tutaj:

     

  • Loverove 08.03.2017

    Loverove 08.03.2017

    Loverove na dzień kobiet, specjalnie dla Was:

    1. Czy znasz te sławne zawodniczki?

    Niełatwy  (miałem zaledwie 67%) quiz, w którym należy wskazać znakomite przedstawicielki kobiecego kolarstwa. Zabawę przygotowała ekipa cyclingnews:

    2. Zdjęcie dnia

    Jeszcze raz Strade Bianche, jeszcze raz Katarzyna Niewiadoma. Ostatnie metry włoskiego klasyku i zacięta walka o zwycięstwo:

    3. Kobiece blogi rowerowe i kolarskie

    W polskich internetach mamy całkiem sporo kobiet, które dzielą się swoją pasją w formie bloga. Wyróżnianie ich akurat dziś jest dość sztampowe, ale każda okazja jest dobra. Ja polecam te. Kolejność jest alfabetyczna:

    Baba na rowerze

    Mamba on bike

    Mother Biker

    Kamila i jej rower

    Przygoda i rower

    Szosa jest kobietą

    25/7

    4. Zaproszenie na Finał Northtec MTB Zimą w Długosiodle

    Cezary Zamana robi to dobrze. A przynajmniej nieźle. Kolejny vlog szefa Mazovii to równocześnie zaproszenie na finał zimowej serii maratonów mtb, który rozegrany zostanie 12.03, czyli w tę niedzielę. Kluczowa informacja: będzie bruk. Zatem będziecie mogli doznać podobnych wrażeń co wasi ulubieni herosi ścigający się we Flandrii i północnej Francji.

     

  • Tour de Gender

    Tour de Gender

    Zawieszenie projektu ?Kobiecego Tour de Pologne? pokazuje, gdzie jest miejsce kobiecego kolarstwa, a może i kolarstwa jako takiego. Przynajmniej u nas w kraju.

    To bardzo przykra informacja. Czesław Lang wprost mówi: ?Brakuje chętnych miast i wsparcia mediów. Sami nie damy rady?.

    Żeby nie było wątpliwości. Tour de Pologne kobiet nie jest pierwszym nieudanym projektem Lang Teamu. ?Pomorski Klasyk?, jednodniówka rozgrywana w rodzinnych stronach Czesława Langa po ośmiu latach i kilku próbach zbudowania marki ciekawej imprezy kolarskiej, w sezonie 2010 zniknął z kalendarza, nigdy nie mając kategorii UCI wyższej niż 1.2.

    Tyle tylko, że to było w nieco innych czasach, polskie kolarstwo, w tym kolarstwo kobiece nie miało w swoich szeregach gwiazd światowego formatu a po drodze globalną gospodarkę dotykały różnego rodzaju kryzysy.

    Teraz mamy nie tylko Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majkę, ale też grupę niezmiernie zdolnych i utytułowanych zawodniczek na szosie i torze, które z powodzeniem reprezentują najlepsze, profesjonalne grupy na świecie.

    Katarzyna Niewiadoma to wschodząca gwiazda zawodowego kolarstwa, którą media branżowe wymieniają wśród największych nadziei tego sportu. Mamy też Katarzynę Pawłowską, która skutecznie łączy występy na torze (jest multimedalistką mistrzostw świata) z jazdą w topowym zespole Boels Dolmans. Jest też Eugenia Bujak, która wygrała jeden z wyścigów World Touru a do tego trzeba pamiętać o np. Małgorzacie Jasińskiej jeżdżącej w grupie sponsorowanej przez markę Mario Cipolliniego.

    Co więcej, w sezonie 2017 do Mai Włoszczowskiej w polskiej grupie zawodowej mtb, Kross Racing Team dołączy Jolanda Neff, zwyciężczyni Tour de Pologne kobiet 2016. Postawmy sprawę jasno, gdyby jakikolwiek mężczyzna wygrał wyścig w takim stylu jak Neff wygrała deszczowe TdP, ekscytowalibyśmy się tym wszyscy a sama zawodniczka byłaby bohaterką.

    Już same te nazwiska powinny wystarczyć do wzbudzenia wystarczającego zainteresowania i mediów i kibiców. Mimo to, coś idzie nie tak.

    Niestety kobiece kolarstwo szosowe, mimo podejmowanych prób, wciąż nie jest się w stanie przebić do świadomości większej ilości fanów.

    Być może w tym miejscu pogniewają się na mnie entuzjastki i entuzjaści całkowitego równouprawnienia, ale trzeba postawić sprawę jasno: kobiece kolarstwo nie jest tak ekscytujące jak męskie.

    Przejeżdżane dystanse nie pobudzają wyobraźni, podobnie jak rozwijane prędkości, poza nielicznymi przypadkami peleton nie wspina się na najbardziej znane przełęcze a sama rywalizacja jest zdecydowanie mniej dynamiczna.

    Ale to bez znaczenia!

    Mamy swoje gwiazdy i już samo to powinno wyciągnąć kobiece kolarstwo do mainstreamu. Damskie biegi narciarskie są o wiele mniej interesujące niż ich męskie wydanie. W ostatnich latach, w sytuacji, gdy o zwycięstwie decyduje brutalna, zwierzęca siła, nawet kadra Norweżek przyssana od inhalatorów dostarcza mniejsze show niż peleton rosłych wikingów ścigających się bark w bark na takiej intensywności, że testosteron aż wylewa się z ekranu telewizora. A mimo to, gdy podczas sprintów panie mają przerwę, widzowie oglądają gadające głowy w studio a nie wyścigi panów.

    Idąc dalej, owszem, skoki narciarskie są do pewnego stopnia fascynujące ze względu na marzenie człowieka o swobodnym poruszaniu się w powietrzu, ale gdyby nie Małysz, Stoch, Kot czy Żyła ich obserwowanie byłoby równie porywające co? snookera, w którego przez lata inwestuje Eurosport, dzięki czemu kilku panów w kamizelkach stało się idolami tłumów. A tak naprawdę dowolnie wybrane wydarzenie sponsorowane przez RedBulla jest o kilka wielkości bardziej widowiskowe niż puchar świata w skokach.

    Ciekawą kwestią są również koszty, których nie chcą ponosić sponsorzy oraz samorządy. Jak wiadomo, opłaty ze strony miast czy gmin są istotną składową wyścigu kolarskiego. W obecnym modelu wiele wyścigów jest zależnych od ich pieniędzy. Umowy na goszczenie najważniejszych imprez opiewają na miliony, wyrażane w różnych walutach.

    Kobiecy Tour de Pologne miał być rozgrywany w Bukowinie Tatrzańskiej, zatem w Małopolsce. Tej samej Małopolsce, z której pochodzi Katarzyna Niewiadoma i której ?domowy? wyścig mógł to być a sama zawodniczka mogłaby z powodzeniem stać się sportową twarzą regionu.

    Wspomniana wcześniej Eugenia Bujak jeździ w zespole BTC City Lubljana, sponsorowanym przez miasto-stolicę Słowenii. Mimo niewielkiego zwrotu związanego z marną obecnością kobiecego kolarstwa w telewizji, jakoś musi im się to opłacać. Z pewnością bardziej niż miastu Kraków, które nie tak przecież dawno lekką ręką wydało kilka milionów złotych na zgłoszenie i promocję swojej kandydatury do Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

    Ponieważ kolarstwo kobiet właśnie zaczyna budować swoją markę, długoterminowe partnerstwo z damskim wyścigiem to wciąż sprawa o wiele mniej kosztowna niż inwestycja w imprezę dla mężczyzn, o innych, bardziej eksponowanych dyscyplinach nie wspominając.

    Mimo tego chętnych zabrakło a trudno dziwić się Czesławowi Langowi, że do sprawy nie chce dopłacać. W swojej karierze organizatora dźwignął Tour de Pologne na poziom World Touru, dawał szansę polskim kolarzom i grupom dostępu do rywalizacji ze światową czołówką, wcześniej przez wiele lat budował i de facto finansował kolarstwo górskie: przy pomocy Grand Prix MTB a później wypłacając nagrody w gotówce podczas maratonów. Być może w tym momencie nie może sobie pozwolić na kolejne takie wyzwanie. Jego prawo, choć jest to przykre, że nie znalazł partnerów gotowych wesprzeć jego pomysł.

    Idea ?przedłużonego? Tour de Pologne w postaci tygodnia rywalizacji mężczyzn i dwóch-trzech dni zawodów dla kobiet wydawała się sensowna i atrakcyjna. Okazało się jednak, że nazwisko Jolandy Neff to za mało, podobnie jak perspektywa udziału naszych gwiazd. Cóż, Niewiadoma, Bujak czy Pawłowska nie gościły jeszcze na Pudelku, może więc nie są tak naprawdę gwiazdami i nie warto w nie inwestować?

    Użyte zdjęcia autorstwa Szymona Gruchalskiego z Tour de Pologne Kobiet 2016, materiały prasowe Lang Team

  • Przed kobiecym World Tourem jeszcze długa droga

    Przed kobiecym World Tourem jeszcze długa droga

    Gdyby nie dobra jazda Polek, pewnie w ogólnie nie wiedzielibyście o kobiecym World Tourze. Choć UCI zrobiła sporo, by cokolwiek ruszyło się w damskim kolarstwie, przed wyścigami pań jeszcze długa droga to zdobycia popularności wśród szerszej publiki.

    Kolarstwo kobiet domaga się równouprawnienia i słusznie. Mam wiele szacunku dla każdego zawodnika, mężczyzny, kobiety, mastersa, juniora, elity czy niepełnosprawnego. Bez względu na dystans (wyścigi pań są zazwyczaj krótsze niż panów) czy przewyższenie (rzadko kiedy kobiety wspinają się na najwyższe przełęcze, by zawody były ciekawe wystarczą nieco mniejsze góry), wysiłek, zaangażowanie i umiejętności, które trzeba włożyć w zwycięstwo są często na podobnym poziomie w każdej kategorii.

    Równocześnie kolarstwo to, w szerszej świadomości de facto ?szosa? mężczyzn na poziomie zawodowym. MTB, odmiany ekstremalne, tor czy szosa kobiet to wciąż nisza.

    W ramach poprawy sytuacji kobiecego kolarstwa, przed sezonem 2016 UCI po raz pierwszy ustanowiła ?Kobiecy World Tour?, którego zadaniem jest zwiększenie prestiżu i ekspozycji damskich wyścigów.

    Do World Touru weszło 17 imprez: 12 klasyków, 4 etapówki oraz jazda drużynowa na czas.

    W ramach globalizacji, damski peleton ścigał się nie tylko w tradycyjnych, kolarskich krajach: Niderlandach, Francji, Hiszpanii czy Włoszech, ale też w Szwecji, USA, Wielkiej Brytanii oraz Chinach.

    W programie znalazły się takie klasyki jak kobieca wersja Walońskiej Strzały, Ronde van Vlaanderen czy jednodniówka w Plouay lub Strade Bianche. Oprócz tego swoje trzy grosze dorzucili Anglosasi, którzy nie tylko stawiają na równouprawnienie w sporcie, ale też jako neofici przejawiają większy entuzjazm do wszelkich nowinek i kolarstwa jako takiego. Stąd też Tour of California, Ride London i The Women?s Tour.

    Najważniejszą etapówką sezonu, tak jak w rzeczywistości ?przed World Tourem? było kobiece Giro d?Italia. Tyleż wymagające i górzyste co oferujące żenująco niski poziom nagród finansowych.

    Dla kontrastu ASO, czyli właściciel Tour de France i Vuelta a Espana, dał szansę ogrzania się w świetle kamer przy okazji finału francuskiego i hiszpańskiego touru, organizując kobiece kryteria na Polach Elizejskich oraz na ulicach Madrytu.

    To właśnie te imprezy, obok brytyjskiego The Women?s Tour przyciągnęły największą uwagę mediów. La Course i Madrid Challenge załapały się na transmisję w Eurosporcie, choć powiedzmy sobie szczerze: zarówno finały TdF i Vuelty jak i kobiece kryteria to rozrywka wyłącznie dla koneserów kolarstwa. Główną atrakcją jest tam ostatnie okrążenie i walka ?na kresce?, choć realnie większą uwagę przyciąga sceneria, architektura europejskich metropolii.

    Najciekawsze imprezy znamy jedynie ze skrótów zamieszczanych na youtubowym kanale UCI.

    Symptomatyczne jest, że w czasie, gdy panie ścigały się na Mur de Huy, realizatorzy nie raczyli przełączyć się na finisz, choć w tym czasie w męskim peletonie niewiele się działo.

    Paradoksalnie sama UCI robi całkiem sporo, by kobiece kolarstwo ruszyło do przodu. Dostarcza treści: wideo, galerie zdjęć, wywiady z gwiazdami. To naprawdę niezły początek.

    Niestety wyraźne z tyłu są wciąż organizatorzy wyścigów. Poza nielicznymi wyjątkami, kluczowe, kobiece wyścigi (zazwyczaj te, które rozgrywane są niezależnie od męskich odpowiedników) nie różnią się zasadniczo od imprez amatorskich. Próżno szukać nie tylko relacji TV, ale też aktualnej, poprawnie wyświetlającej się na urządzeniach mobilnych strony www, galerii zdjęć a bywa, że i wyników.

    Przez to, gdy od święta damski peleton zagości w mainstreamie, tak naprawdę nie do końca wiadomo, kogo i w jakiej sytuacji oglądamy. Z imienia i nazwiska w świadomości i tak dość zaangażowanych kibiców kolarstwa znanych jest kilka, może kilkanaście zawodniczek. Z sylwetki, nie obcując z nimi przez kilkadziesiąt godzin relacji TV w sezonie, trudno rozpoznać nawet najbardziej utytułowane postaci.

    Metoda małych kroków mimo wszystko przynosi jakieś efekty. Eurosport pokazał w tym roku kilka wyścigów. W Polsce, ze względu na grupę utalentowanych i skutecznych zawodniczek o kobiecym kolarstwie ?cośtam się mówi?.

    W samym World Tourze prestiżowe zwycięstwo podczas GP de Plouay-Bretagne odniosła Eugenia Bujak. W Strade Bianche druga była Katarzyna Niewiadoma, która wygrała klasyfikację generalną w kategorii U23.

    Dzięki zwycięstwom w etapówkach: Giro Rosa oraz Tour of California a także w klasyku w Filadelfii i równej, mocnej postawie w czasie całego sezonu, koszulkę najlepszej zawodniczki kobiecego World Touru wygrała Amerykanka Megan Guarnier. Drugie miejsce zajęła Kanadyjka Leah Kirchmann a trzecie mistrzyni świata, Lizzie Armistead, o której głośno było nie tylko ze względu na wyniki, ale też na opuszczone kontrole antydopingowe.

    Warto zauważyć, że sama koszulka jest skądinąd bardzo gustowna i przypomina czasy świetności Pucharu Świata sprzed reformy kalendarza UCI i powołania ?Pro Touru?. Jednak zamiast ładnej koszulki damskiemu peletonowi przydały by się po prostu pieniądze. Na początek jakieś kilkadziesiąt milionów Euro.

    Klasyfikacja generalna kobiecego UCI World Tour 2016:

    1 Megan Guarnier (USA) Boels?Dolmans 946
    2 Leah Kirchmann (CAN) Team Liv?Plantur 624
    3 Lizzie Armitstead (GBR) Boels?Dolmans 545
    4 Chantal Blaak (NED) Boels?Dolmans 541
    5 Elisa Longo Borghini (ITA) Wiggle High5 523
    6 Evelyn Stevens (USA) Boels?Dolmans 519
    7 Anna van der Breggen (NED) Rabo?Liv 492
    8 Emma Johansson (SWE) Wiggle High5 463
    9 Chloe Hosking (AUS) Wiggle High5 450
    10 Marianne Vos (NED) Rabo?Liv 442
    11 Katarzyna Niewiadoma (POL) Rabo?Liv 421

    17 Eugenia Bujak (POL) BTC City Ljubljana 245

    Klasyfikacja drużynowa:

    1 Boels?Dolmans 2894
    2 Wiggle High5 2245
    3 Rabo?Liv 1853
    4 Canyon?SRAM 1031
    5 Team Liv?Plantur 840

    A reportaż z całego sezonu możecie obejrzeć poniżej:

    Zdjęcie okładkowe: Strade Bianche Kobiet, materiały prasowe RCS ANSA/DANIEL DAL ZENNARO