Tag: Tour de Pologne

  • Sponsor ma znaczenie

    Sponsor ma znaczenie

    Wprowadzany stopniowo ostracyzm względem rosyjskich sponsorów, wydarzeń, drużyn czy imprez pojawia się dopiero, gdy doszło do ostateczności. Tymczasem świat sportu od dekad akceptuje brudne pieniądze w imię… no właśnie, w imię czego?

    Jasna deklaracja organizatorów wyścigów F1, UCI kasująca z kalendarza kolarskie wyścigi w Rosji i Białorusi czy gest rosyjskiego tenisisty Andrieja Rublowa stoją w opozycji do mętnych wypowiedzi przewodniczącego międzynarodowej federacji piłkarskiej, Gianniego Infantino. 

    Bezprawna i nieuzasadniona agresja Rosji na Ukrainę gwałci podstawowe prawa człowieka, liczne konwencje międzynarodowe i zwyczajnie nie mieści się w głowie wywołując strach, przerażenie oraz ogromny smutek. 

    Świat sportu od lat akceptuje takie zachowania przymykając oczy, zależnie od miejsca, czasu i kontekstu, dla zarobku, dla rozwoju albo dla przetrwania. 

    Aby nie było wątpliwości, tak, to jest temat, który poruszam dość regularnie i na który, mimo wszystko na co dzień nie ma jasnej odpowiedzi. A ponieważ zajmuję się komentowaniem kolarstwa, co do zasady skupię się na sytuacji w kolarstwie, pomijając inne dyscypliny sportu. 

    W zawodowym peletonie mamy więc, jako sponsorów tytularnych Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kazachstan, Izrael, czyli kraje wprost łamiące prawa człowieka. 

    Komercyjnymi sponsorami eksponowanych grup zawodowych są będące na bakier z ekologią koncerny Ineos czy Total a także rosyjski Gazprom, którego obecnie komentować raczej nie trzeba. 

    Mieliśmy też worldtourowy zespół nazywający się po prostu “Katiusza”. Nazwę rosyjskich wyrzutni rakietowych przez dziesięć lat wszyscy przetwarzaliśmy bez mrugnięcia okiem. 

    Wyścigi rozgrywane są na półwyspie arabskim, gdzie prawa kobiet czy mniejszości są albo oficjalnie nieludzkie albo “tylko” regularnie łamane. Zawodnicy i dziennikarze chętnie też chwalą hotele podczas Tour of Turkey w kraju rządzonym przez autokratę Erdogana. 

    Wymieniać można by długo. 

    Owszem, w idealnym świecie nie musielibyśmy zastanawiać się nad tym, czy dla zachowania ciągłości funkcjonowania drużyny przyjmować pieniądze z kraju łamiącego prawa człowieka lub firmy wykorzystującej pracowników czy niszczącej środowisko naturalne. 

    Realnie i uczciwie obecności tych mecenasów kolarstwa nie powinniśmy akceptować. Ich codzienna polityka jest bowiem zaprzeczeniem wszystkich wartości, które niesie ze sobą sport. Przyjaźni, braterstwa, uczciwej rywalizacji, znoszenia granic, podziałów, wyrównywania szans. 

    Niewątpliwie też więcej wymagać powinno się od bogatszych i bardziej wpływowych niż na co dzień zmagających się z deficytami. Godnie potrafią się jednak zachować zarówno krezusi jak wyścigowa F1, średniacy, czyli zawodowe kolarstwo czy będący absolutnie w niszy przedstawiciele Polskiego Związku Rugby na Wózkach. A przedstawicielom międzynarodowej federacji piłkarskiej pozostaje, cóż, życzyć, by rozliczyła ich historia. 

    Na temat hipokryzji FIFA czy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego napisano już jednak tomy opracowań, nie jest to więc miejsce na powtarzanie oczywistości, natomiast co cesarskie cesarzom sprzedajności oddać w tym miejscu muszę. 

    Sprawa zaczyna się komplikować w momencie, gdy z jednej strony setki milionów euro służą wybielaniu wizerunku zbrodniarzy czy trucicieli a z drugiej, mimo wszystko, dają pracę, inspirują, dają szansę na lepsze życie. 

    By zerwać kontrakt z Aerofłotem stać Manchester United, klub bogatszy niż małe, ale jednak państwa. Dla równowagi, Giuseppe Saronni po tym, gdy zakończył wieloletnią współpracę z włoskim producentem blachy, firmą Lampre, pomocy szukał u kapitału z Chin a ostatecznie jego zespół uratowali przedstawiciele Emiratów Arabskich.

    Z kolei wielu znakomitych kolarzy czy dyrektorów sportowych przyjęło ofertę księcia Bahrajnu, który osobiście pacyfikował opozycję w swoim kraju (będąc równocześnie pasjonatem kolarstwa i zapalonym triathlonistą).

    Trudno powiedzieć czy Saronni, Nibali czy Landa (ale i np. Rafał Majka jeżdżący w UAE) mieli wyjście i mogli np. zejść z oczekiwań finansowych tak jak od lat robi to kierownictwo i zawodnicy drużyn EF, Lotto, Ag2r lub FDJ czy może brak pójścia na kompromis oznaczałby dla nich koniec kariery i pracy zawodowej.

    Prawdopodobnie wchodzenie w indywidualne wybory i potępianie za nie nawet w sytuacji kryzysowej to o krok za daleko. 

    Natomiast zdecydowanie zwycięstwo zawodnika Gazpromu podczas UAE Tour w drugim dniu rosyjskiej inwazji na Ukrainę to chichot losu. Niewykluczone zresztą, że drużynę spotka ostracyzm. Ponieważ to zespół Pro Team, czyli drugiej dywizji, musi zabiegać o prawo startu w wybranych imprezach. Cofnięcie takiego zaproszenia dość szybko zaczęli rozważać np. organizatorzy Tour of Norway. 

    W ubiegłych latach na Tour de Pologne Gazprom często zapraszał Czesław Lang. W tym roku start w naszym wyścigu ma zapewniona drużyna Alpecin-Fenix, tradycyjnie powinna z “dziką kartą” pojechać reprezentacja Polski. Z dwóch pozostałych miejsc jedno przyznane zostało już ekipie Novo Nordisk. Teoretycznie zostało jeszcze jedno, z którego Arkea-Samsic raczej nie skorzysta…

    Wiele wskazuje na to, że kolarstwa zawodowego póki co nie stać, by uwolnić się od brudnych, węglowych, naftowych czy zbrodniczych pieniędzy. Wymaga to głębszej reformy sportu rowerowego, zmiany modelu finansowania, licencjonowania, być może nawet niektórych zasad rywalizacji. 

    Co więcej, choć powszechne staje się potępienie dla Rosjan en masse, należy po pierwsze szanować sportowców z tego kraju (co nie wyklucza niestety odpowiedzialności zbiorowej związanej np. z czasowym wykluczeniem z rywalizacji na podstawie oficjalnych lub uznaniowych sankcji) ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy odważają się wyrażać głosy sprzeciwu dla agresji (jak wspomniany na wstępie tenisista Rublow czy kolarz Ineos-Grenadiers Paweł Siwakow). W przypadku obywateli tego kraju każdy symbol czy gest sprzeciwu jest wyrazem determinacji i swoistego bohaterstwa.

    Kluczowe wydaje się po pierwsze informowanie o istniejących problemach etycznych związanych ze sponsoringiem przez określone firmy, organizacje czy państwa oraz wywieranie presji na UCI jako federację (która w obliczu rosyjskiej agresji jako jedna z pierwszych w świecie sportu zachowała się właściwie), organizatorów imprez i media. 

    Na koniec wreszcie warto pamiętać o tym, że są kolarze, drużyny czy firmy, którzy mają odwagę, energię i chęć by być ambasadorami spraw ważnych. Angażują się w pomoc w krajach rozwijających się (np. promując wyrównywanie szans przez sport w Afryce), w wywiadach rozmawiają nie tylko o wynikach, ale o prawach człowieka czy ekologii. I to im warto poświęcać więcej uwagi i czasu. Nie tylko w czasach kryzysu lecz na co dzień. 

    Zdjęcie na okładce: LaPresse – Fabio Ferrari, materiały prasowe RCS z UAE Tour 2022

  • Tour de Pologne 2022: nowa trasa, stare problemy.

    Tour de Pologne 2022: nowa trasa, stare problemy.

    Tour de Pologne porzuca Śląsk i Beskidy by przenieść się na wschód kraju. Jak zawsze prezentacja trasy wzbudza spore emocje kibiców, pytanie brzmi, czy są one w ogóle uzasadnione?

    Z Kielc do Krakowa, z czterema etapami o dystansie ponad 200km, bez większych podjazdów za to ze sporą ilością mniejszych, czasem dość stromych górek. Do tego 15km jazdy indywidualnej na czas na Podhalu i, co najważniejsze, powrót do terminu między Tour de France a hiszpańską Vueltą. 

    W worldourowej historii wyścigu, bez względu na to, czy losy imprezy rozstrzygały się w Karkonoszach, Beskidach czy w Tatrach, co do zasady o zwycięstwie w Tour de Pologne decydują sekundy. 

    Po pierwsze taka jest charakterystyka tygodniowych etapówek, po drugie na zawodowcach nawet powtarzane wielokrotnie podjazdy trwające kilka minut nie robią większego wrażenia. A jeśli robią, to wciąż są zbyt krótkie, by spowodować widoczną selekcję. 

    Teoretycznie peleton TdP mógłby zajrzeć na Przełęcz Karkonoską lub Przehybę, ale po pierwsze, dobrze wiemy, że tylko teoretycznie a po drugie wciąż jeden taki podjazd nie byłby gwarancją “wielkich kolarskich emocji”. 

    Tour de Pologne ograniczany jest bowiem przez dwa elementy: bezwzględną geografię naszego kraju oraz swoje miejsce i rangę w kalendarzu. 

    Krótką mówiąc, bez względu na kumulację podjazdów i czasówek, trasa nie będzie nigdy dość ciężka by dorównać oczekiwaniom kibiców pragnących “prawdziwego touru” a o zwycięstwo walczyć będą raczej kolarze na dorobku niż największe gwiazdy. 

    O tym jak trudno znaleźć miejsce w kalendarzu dla tygodniowej etapówki, która miałaby odpowiedni prestiż niech świadczy przykład wielokrotnie zmieniającego termin Volta a Catalunya, zlikwidowanego Tour of California czy zorganizowanego w ciągu 110 lat zaledwie 36 razy Deutschlnad Tour.

    Przy zaproponowanej trasie edycji 2022 wiele wskazuje na to, że Tour de Pologne mógłby być propozycją dla specjalistów wyścigów klasycznych. I w sumie to nie jest zła opcja, ponieważ dynamiczne ściganie każdego dnia, zbieranie bonifikat i budowanie przewagi przed czasówką to niezły scenariusz dla takiej imprezy. 

    Tyle tylko, że dwa dni po zakończeniu TdP startuje Benelux Tour. Jeśli więc można zdobywać doświadczenie w kolebce kolarstwa w miejscach gdzie każdej wiosny pisana jest historia tego sportu, po co przyjeżdżać na “najgorszy wyścig sezonu” (jak nazwano Tour de Pologne w rubryce “The Secret Pro” popularnego magazynu Cyclingtips)?

    Równocześnie jeśli ktoś myśli o sprawdzeniu formy przed Vuelta a Espana, prawdopodobnie wybierze start w Vuelta a Burgos, kończącym się dzień przed rozpoczęciem Tour de Pologne. 

    A to oznacza, że po raz kolejny możemy mieć problem z obsadą polskiej, worldtourowej etapówki. 

    Szkoda, ponieważ mantra Czesława Langa o “pokazywaniu piękna Polski” na ekranach telewizorów ma w tym wypadku potwierdzenie w praktyce. Lubelszczyzna, Podkarpacie i Małopolska wyglądają dość malowniczo. Zwłaszcza w szerokich ujęciach, poniekąd przywołując tytuł projektu Wilhelma Sasnala “Z daleka widok jest piękny”.

    Z własnego, krakowsko-małopolskiego podwórka wiem, że im więcej detali znajduje się w obiektywie operatorów, tym bardziej mi wstyd, bo wciąż jakość dróg, mała architektura, powszechna przy drogach reklamoza wspierana dodatkowo przez Lang Teamową balonozę sprawiają, że Tour de Pologne a zatem i Polska wyglądają jak z pocztówki tylko momentami. 

    Mimo to, o ile jeszcze Kraków ma wieloletnią umowę z TdP a i ugoszczenie wyścigu jest zaledwie jednym z punktów w sporym budżecie miasta, o tyle Chełm, Zamość, Przemyśl, Kraśnik, Lesko, Sanok czy Łańcut chętnie skorzystałyby z promocji, jaką daje obecność najlepszych drużyn kolarskich świata. 

    Skorzystałyby, gdyby wyścig był dostępny w szerszej dystrybucji. Ze względu na umowę z TVP i Polsatem, Tour de Pologne staje się de facto, przynajmniej do 2024r, produktem na rynek wewnętrzny. Zatem o odnowionych zabytkach, niezłej jakości drogach i malowniczej przyrodzie dowiedzą się głównie kibice krajowi. 

    Mamy więc, jak co roku, do czynienia z mieszanką aspiracji i kompleksów, oczekiwań i zawiedzionych nadziei a równocześnie czystego entuzjazmu i chęci współtworzenia kolarskiego święta przez dumnych z goszczenia World Touru fanów. 

    Bo gdyby wyścig taki jak TdP rozgrywany był w poza granicami naszego kraju, ze swoją charakterystyką, obsadą i terminem obchodziłby garstkę najwierniejszych entuzjastów. Ponieważ jest jednak najlepszym co mamy, trudno się dziwić, że emocje, które budzi są tak silne. 

    Koniec końców to jest “Nasz Wyścig”. Organizowany za  (głównie) nasze pieniądze, pokazywany w publicznej telewizji i jakby na to nie patrzeć będący kawałem historii naszego sportu. Więc wbrew pozorom wszystkim nam na nim zależy. 

    Trasa 79. Tour de Pologne

    Etap 1. KIELCE – LUBLIN,  220.9km
    Etap 2. CHEŁM – ZAMOŚĆ, 203.9km
    Etap 3. KRAŚNIK, POWIAT KRAŚNICKI – PRZEMYŚL, 229.7km
    Etap 4. LESKO, POWIAT LESKI – SANOK, 176.8km
    Etap 5. ŁAŃCUT – RZESZÓW, 205km
    Etap 6. SZAFLARY – BUKOVINA RESORT, 15.4km, jazda indywidualna na czas
    Etap 7. VALSIR, SKAWINA – KRAKÓW, 175km 

  • Czy Tour de Pologne 2021 to może być dobry wyścig?

    Czy Tour de Pologne 2021 to może być dobry wyścig?

    W cieniu Igrzysk w Tokio, w terminie pokrywającym się z hiszpańską Vueltą, z trasą bez większych gór, ale z solidną czasówką i z listą startową która powoduje wzruszenie ramion. Tour de Pologne 2021 nie ma lekko.

    Czy domagający się od lat zmiany trasy kibice spodziewali się takiego zwrotu akcji? 

    Cóż, wizyta na wschodzie kraju (Lublin, Chełm, Zamość, Przemyśl, Sanok, Rzeszów) to może nie jakaś super nowość, ale pewien powiew świeżości. Rezygnacja z rozgrywania (ze sportowego punktu widzenia) rywalizacji na Podhalu to także odmiana. 

    Zostaje jednak kręcenie się po średniej urody drogach na Śląsku i w zachodniej Małopolsce, rekompensowane odejściem od absurdalnego finiszu w Katowicach.

    Ten zastąpiony będzie 19km jazdą indywidualną na czas, która zaburza balans całości i po raz kolejny przybliża Tour de Pologne do Binck Bank Tour, czyli wyścigu w Niderlandach bez własnej nazwy, za to ze zmieniającymi się sponsorami tytularnymi. 

    Mimo schematyczności i wbrew ostatnim perturbacjom: fatalnej pogodzie w 2016, śmierci Bjorga Lambrechta w 2019 i dramatycznej kraksie w Katowicach w 2020 zyskiwał na atrakcyjności i mam wrażenie, że TdP budował swoją pozycję w kalendarzu.

    Zmiana trasy w połączeniu z trudnym marketingowo terminem powoduje, że, przynajmniej w tym roku ciężko ten wyścig zarówno zapowiedzieć jak i się nim na serio ekscytować.

    Będą to bowiem zmagania mniej znanych specjalistów wyścigów klasycznych z drugim garniturem czasowców na długich, nużących etapach.

    W tym momencie nie tyle muszę, co chcę być konsekwentny. 

    Regularnie zarówno tutaj jak i w podcastach przekonuję Was, że nie tylko należy, ale wręcz warto doceniać wysiłek sportowców. Tour de Pologne to może i jeden z najmniej ważnych wyścigów w World Tourze, ale to wciąż World Tour. 

    Kontraktu w World Tourze nie dostaje się za nic. Nawet młodsi czy mniej znani kolarze w tym elitarnym gronie wciąż są wybitnymi atletami i w żadnym razie nie jest to kpina czy nawiązanie do zgranego cytatu przypisywanemu Marco Pantaniemu. 

    A to oznacza, że zwycięzcą Tour de Pologne 2021 nie będzie kolarz przypadkowy albo słaby. Po prostu gdzieś trzeba odnieść swoje pierwsze zwycięstwo, wrócić do formy albo odbudować swoją pozycję w peletonie. I często dzieje się to u nas.

    Prawdą jest, że na TdP sukcesy odnoszą debiutanci, których kariery później nabierają rozpędu. To jednak raczej skutek uboczny obecnej pozycji naszego wyścigu niż zasługa Czesława Langa i jego ekipy. Gdyby bowiem faktycznie ich założeniem było “kreowanie młodych talentów”, robiliby pół charytatywnie wyścig dla młodzieżowców. 

    Czy jest jednak coś, co może nas zachwycić lub ekscytować w Tour de Pologne 2021?

    Przede wszystkim mamy ostatni występ w TdP Michała Gołasia i Tomasza Marczyńskiego. Po drugie startuje Michał Kwiatkowski. Po trzecie interesująco zapowiada się test Stanisława Aniołkowskiego. 

    Końcówka etapu w Przemyślu zapowiada się więcej niż nieźle. Na ostatnich 50km jest kilka górek o przewyższeniu ok 200m każda a meta usytuowana jest na liczącej 1500m “ściance”. Brzmi jak trasa fajnego klasyku, zatem to może być najciekawszy etap na trasie tegorocznego wyścigu.

    Wreszcie 19,1km czasówka w Katowicach zmusi “klasykowców” chcących obronić się przed “czasowcami” do maksymalnego wysiłku.

    Całkiem realnie, TdP 2021 to jednak wyścig dla koneserów kolarstwa, którzy będą mieli o tyle utrudnione zadanie, że wyścig na kilka lat znika z “Home of Cycling” czyli Eurosportu.

    Transmisje z kolejnych etapów będą dostępne tylko w TVP, TVP Sport i Polsacie Sport. A to oznacza m.in. dalsze utrwalanie szkodliwych mitów zarówno o kolarstwie jako takim jak i samym Tour de Pologne przez komentatorów w transmisjach jak i w licznych materiałach wokół wyścigu. 

    Nasz wyścig ma bowiem sporo zalet, potrafi być ciekawym sportowym widowiskiem i niewątpliwie wnosi pewną wartość zarówno do kalendarza World Touru jak i polskiego sportu. Są one jednak mniej spektakularne, zatem mocno rozbieżne z oficjalną komunikacją marketingową imprezy przetwarzaną przez jej partnerów.

    A szkoda, bo to wbrew pozorom solidny, sportowy “produkt”. I na oglądanie właśnie takiego, także w tym roku, się nastawiam.

    Trasa Tour de Pologne 2021:

    Największe gwiazdy:

    Pełną listę startową znajdziecie w procyclingstats.

    Mniej publicystyczne a bardziej merytoryczne zapowiedzi, listę etapów oraz faworytów znajdziecie np. w rowery.org i naszosie.pl.

  • Po TdP, MSR a przed CDD ;)

    Po TdP, MSR a przed CDD ;)

    Kolarski sezon post-lockdownowy na całego. Mam więc dla Was garść ciekawych materiałów z ostatnich dni.

    Najlepsza galeria z Mediolan – San Remo

    Zabandażowany Matthews na podium, Alaphilippe przegrany, ale zadowolony i genialny Van Aert. 300km na kilkunastu świetnych zdjęciach od uznanych fotografów w niezawodnej galerii Cyclingtips czeka na Was tutaj.

    Zegarek tygodnia

    https://www.instagram.com/p/CDqUpZPjeW9/

    Jeśli przyjrzycie się uważnie, Julian Alaphilippe jeździ z zegarkiem na ręce. Nie jest to żaden Garmin, tylko ekskluzywny sprzęt marki Richard Mille. Sam twórca tych czasomierzy jest Francuzem, firma oczywiście znajduje się w Szwajcarii. Wcześniej współpracowała z Markiem Cavendishem, przygotowując dla niego specjalnie wyprofilowaną kopertę, która nie uciska nadgarstka w czasie sprintu. Ciekawostką jest, że zegarki Richarda Mille kosztują przynajmniej sto tysięcy euro. Są wyznacznikiem statusu społecznego m.in. kierowców F1, marka współpracuje też z teamem Bahrain – McLaren.

    Rozbiory CCC Team

    Sezon transferowy w kolarstwie zawodowym nabiera tempa. Pierwszy sierpnia to tradycyjny termin po którym oficjalnie można rozmawiać o zmianie drużyny. Zazwyczaj pierwsze „dżentelmeńskie” porozumienia osiągane są podczas Giro d’Italia. Ze względu na lockdown samo ściganie zaczęło się właśnie z początkiem sierpnia, zatem informacje o transferach dostajemy, owszem, w sierpniu, ale w układzie sezonu odpowiadającym marcowi.

    Póki co tylko na papierze, drużyna CCC powoli przestaje istnieć. Opuszczą ją Greg van Avermaet (do Ag2r). Patrick Bevin (do Israel Startup Nation) i prawdopodobnie Matteo Trentin (do Emiratów). Wiele wskazuje na to, że Jim Ochowicz jeśli myśli o przyszłości w World Tourze, będzie musiał posiłkować się fuzją, tak jak kilka razy Jonathan Vaughters (zanim sprzedał udziały Szwedom z Education First). Aktualną listę transferów przed sezonem 2021 znajdziecie np. w rowery.org.

    Absurdalnie ciężkie Criterium du Dauphine

    Wyścig tradycyjnie sprawdzający formę przed Tour de France, rozgrywany w Alpach będzie pełnił taką rolę również w sezonie pandemicznym. Pokryje się terminem nie, jak to często bywa z Tour de Suisse, a nietypowo z Giro di Lombardia. Przerwa między „Delfinatem” a Tour de France będzie symboliczna. Wielka Pętla rozpocznie się niespełna dwa tygodnie po nim, zazwyczaj zawodnicy mieli przynajmniej trzy tygodnie przerwy na doszlifowanie dyspozycji i kompensację. Dobra forma w Dauphine może bardziej niż w przeszłości zwiastować szczyt podczas TdF.

    https://twitter.com/JumboVismaRoad/status/1293082520872005633

    Problem w tym, że w tym roku skrócona wersja wyścigu oznacza wyłącznie jazdę po górach. Każdy z pięciu etapów kończy się na podjeździe, sprinterzy nie mają ani jednej szansy na sprawdzenie swoich możliwości, brakuje też jazdy na czas. Bardzo prawdopodobne, że faworyci z teamów Ineos i Jumbo-Visma (oba zespoły to prawdziwe dream teamy z Bernalem, Thomasem, Froomem, Roglicem, Dumoulinem, Kruisjwijkiem) a także pretendenci tacy jak Thibaut Pinot, Rigoberto Uran, Emanuel Buchmann, Romain Bardet, Tadej Pogacar, Adam Yates, Alejandro Valverde, Enric Mas, Richie Porte, Nairo Quintana, Warren Barguil, Mikel Landa, Dan Martin i inni skupią się na poszczególnych etapach a nie na klasyfikacji generalnej.

    To będzie więc impreza dla koneserów górskiego ścigania, transmisje z kolejnych etapów znajdziecie codziennie od środy do niedzieli w Eurosporcie od ok. 14.30 do ok. 17.00. Po przekroje i opis etapów zapraszam znów do rowery.org.

    W środę w programie znajdziemy również Gran Piemonte, sprawdzian przed Giro di Lombardia a sam „wyścig spadających liści”, który w tym roku musi znaleźć sobie inny przydomek (bo rozgrywany jest w środku lata, tydzień po „Primaverze”, czyli „wiośnie”, Mediolan – San Remo) czeka na nas w sobotę.

    Wyścig „na sekundy”

    Imponujący atak 50km przed metą etapu w Bukowinie w wykonaniu Remco Evenepoela sprawił, że powróciła dyskusja o tym, jakie wyścigi są ciekawsze. Czy te, gdy zawodnicy ścigają się o sekundy, czy te, które rozstrzygają się po takich spektakularnych akcjach. Dla entuzjastów przygotowałem zestawienie różnic, jakie dzieliły od zwycięzcy drugiego i dziesiątego kolarza wszystkich Tour de Pologne z ery World Touru i Pro Touru.

    https://twitter.com/xouted/status/1292778405839212549

    A więcej takich ciekawostek znajdziecie na moim Twitterze.

    Nieprzemakalny Czesław Lang

    Zacznę od dobrej wiadomości. Fabio Jakobsen, poszkodowany w kraksie na pierwszym etapie Tour de Pologne jest już w tak dobrym stanie, że w środę 12.08 został wypisany ze szpitala. Zależnie od tego, w co wierzycie, całą sprawę należy traktować w kategoriach cudu lub wyjątkowego zbiegu okoliczności.

    Tyle dobrego. W sytuacji, gdy kolarski świat, w tym bardzo doświadczeni zawodnicy, dyrektorzy sportowi i CPA, czyli związek zawody kolarzy zwrócił uwagę, że być może z finiszem w Katowicach, barierkami i innymi elementami trasy było coś nie tak, Czesław Lang jest głuchy na te argumenty. W zamian odbija piłeczkę mówiąc, że przecież kolarze finiszowali tam tyle razy i nic się nie działo a jego wyścig od lat dostaje najwyższe oceny od UCI. Krytyków nazywa amatorami i hejterami.

    Nie mogę tego pozostawić bez komentarza. Czesław Lang i Lang Team zawsze bardzo zabiegali o przychylność mediów. I te media ową przychylność nieustająco wyrażają. Od lat tłumaczymy, wyjaśniamy i bronimy Tour de Pologne. Wszystkie rozwiązania, które na tle świata wydają się egzotyczne, trudne do zrozumienia i mają mocny, „autorski” charakter odbiegający od praktyk znanych z innych imprez. Przymykamy oko na ekstremalną komercjalizację czy ciężki do przyjęcia patos. Nadajemy Tour de Pologne większe znaczenie niż te zawody realnie mają i szukamy pozytywów często tam, gdzie trudno je dostrzec. Wszystko to w imię wyższego dobra, bo wszyscy gramy do jednej bramki. Dobry Tour de Pologne, może pomagać polskiemu kolarstwu. Pozytywna energia i dobre słowo są pewnego rodzaju obowiązkiem tych, którym na wspólnym interesie zależy. Nie znaczy to jednak, że jesteśmy zobligowani by na wyścig Czesława Langa i kolejne jego wybryki patrzeć całkowicie bezkrytycznie. Tak doświadczony zarówno sportowiec jak i biznesmen nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem tych zależności.

    Jeśli przegapiliście…

    To zapraszam na mój kanał youtube, gdzie zamieszczam komentarze po najważniejszych wyścigach oraz gdy w naszym sporcie dzieje się coś istotnego. Zasubskrybować można Tutaj a poniżej znajdziecie podsumowanie Tour de Pologne i Mediolan-San Remo.

    Jeszcze lepsze super rowery

    Zapewne większość tych premier była zaplanowana na Tour de France, ale Wielka Pętla jest przesunięta a żyć i promować trzeba. W związku z tym już na Tour de Pologne i Mediolan – San Remo mogliśmy obserować nowe Specialized:

    https://twitter.com/iamspecialized/status/1288255451352760325

    i BMC:

    https://www.facebook.com/bmcswitzerland/posts/10158369511079424

    a swoją submarkę, zazdroszcząc S-Worksa, Lexusa, czy Infinity pokazał też Canyon. Topowa linia niemieckiego producenta będzie się nazywała CFR.

    Który z nich jest najbardziej hot?

  • Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

    Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

    Pierwszy etap Tour de Pologne 2020 zakończony drastyczną kraksą z udziałem Dylana Groenewegena, Fabio Jakobsena i innych kolarzy pokazał, jak bardzo nie potrafimy rozmawiać o takich sytuacjach. 

    Przeklęte rundy

    Finisz w Katowicach jest specyficzny. Stosunkowo wąski, na drodze prowadzącej lekko w dół, usytuowany ok. 900m po nawrocie na rondzie. Przez “kreskę” kolarze wcześniej przejeżdżają kilka razy, ponieważ, jak to na Tour de Pologne, etap kończy się rundami w mieście. Kilkunastokilometrowe okrążenie jest pełne pułapek: skrzyżowań, wysepek, robót drogowych, przejazdów przez tory czy nawet ciągiem pieszo-rowerowym. 

    Rundy na trasach etapów TdP nie biorą się znikąd. Ułatwiają organizację oraz realizację transmisji TV a także zapewniają dłuższą ekspozycję samorządu częściowo finansującego wyścig w tejże TV.

    Z wielu powodów są zmorą imprez kolarskich, nie tylko w Polsce. Tego typu quasi kryterium na koniec długiego etapu często powoduje problemy. Peleton goni ucieczkę lub rozpędza się przed finiszem na wąskich ulicach miasta, pokonując zakręty i liczne przeszkody. Stopień trudności rośnie, gdy dodatkowo spadnie deszcz, wypełniając dziury i koleiny kałużami.

    Tour de Pologne, będąc ciągle imprezą na dorobku chętnie korzysta rund, nie do końca licząc się z konsekwencjami, nie ucząc się z błędów nie tylko swoich, ale i większych wyścigów. Gdy podobne rozwiązanie pojawia się na trasach bardziej eksponowanych imprez, nawet wielkich tourów, sytuacja jest podobna. Zazwyczaj ściganie w takich warunkach kończy się kraksami. 

    Żeby nie było wątpliwości, są one przykrą, lecz nieodzowną częścią kolarstwa. Jasne, nieprzyjemnie się je ogląda i chcielibyśmy, by było ich jak najmniej, ale się zdarzają i zdarzać się będą. 

    Sprinter musi być choć trochę szalony

    Nawet jeśli wykluczymy patologiczne przypadki zawodników jeżdżących szczególnie niebezpiecznie, bywa, że i najlepszym zdarza się popełnić faul. Peleton wywracany jest też przez nieuwagę lub zdarzenia losowe, wpadające pod koła zwierzę, plamę oleju lub nieroztropnego kibica robiącego selfie. 

    Choć Groenewegen został odsądzony od czci i wiary trzeba pamiętać, że w większości sportów by wygrać, agresja, zdecydowanie i chęć pokonania rywali są niezbędne. Wyjątkiem są niektóre indywidualne dyscypliny techniczne, gdzie kluczowe jest skupienie na własnym ciele i umyśle (by przywołać choćby słynne “Chcę tylko oddać dwa dobre skoki” Adama Małysza). Poza nimi sport to wojna, co dodatkowo podkreślają słowa używane przez dziennikarzy relacjonujących kolejne wydarzenia. 

    Granice, których nie wolno przekraczać opisują stosowne przepisy. Dzięki temu dochodzimy do ważnej kwestii, czyli ich respektowania i egzekwowania. 

    Trzeba przyznać, że od czasów Dżamolidina Abdużaparowa przeszliśmy długą drogę. Obecnie nie trzeba kraksy, by zajeżdżający drogę zawodnik został pozbawiony zwycięstwa. Doświadczył tego choćby Jakobsen rok temu w Zabrzu, gdzie linię mety minął jako pierwszy, ale zwycięstwo, przez faul na Ackermanie, mu odebrano. 

    By odnosić sukcesy jako sprinter trzeba jeździć bezkompromisowo, często ryzykować może nawet przekraczać granice rozsądku. Konsekwencje bywają poważne, ale z drugiej strony po części takie są reguły gry. Zajeżdżanie drogi czy wystawianie łokcia jest zabronione, ale legalne wciskanie się w ledwo widoczne luki i szukanie sobie najmniejszej dostępnej przestrzeni do sprintu to proszenie się o guza. Bez ryzyka trudno o sukces, chyba, że zostanie się dowiezionym do mety przez całą drużynę z kilkukilometrowego rozprowadzenia. Przy wyrównanym poziomie i okrojonych składach to jednak zdarza się coraz rzadziej.

    Tak czy inaczej należy oczekiwać od UCI (czy na rodzimym podwórku PZKol) większej konsekwencji w pilnowaniu porządku, zarówno na finiszach jak i na trasie. Bo jak pokazał przypadek z Katowic, obrażeń mogą doznać nie tylko sami zainteresowani, ale też kibice czy obsługa wyścigu.

    O ile sposób jazdy jest od zawodników zależny, to już warunki, w jakich się ścigają nie są. I tu pole do popisu ma, znów, kolarska federacja, ale też organizatorzy wyścigów. 

    Każdy może się pomylić

    Czesław Lang co roku chwali się, że jego wyścig dostaje najwyższe oceny od UCI. Czy to jednak oznacza, że prowadząc kolarzy przez rundy takie jak ta w Katowicach, czy po ulicach tak dziurawych jak te w Krakowie robi wszystko, by zapewnić sportowcom odpowiednie warunki pracy?

    Nie zrozumcie mnie źle. Wpadki zdarzają się wszystkim, by przypomnieć choćby feralny słupek na trasie Vuelty 2016, który wyeliminował z wyścigu Stevena Kruiswijka. Lub, również na Vuelcie (2019), kurizoalną sytuację z pękniętym basenem ogrodowym, który sprawił, że podczas drużynowej czasówki kolejni kolarze wywracali się na śliskiej jezdni. 

    Jednak planowe i systemowe prowadzenie wyścigu w terenie, który sam z siebie sprzyja kraksom, jak dziurawe, pełne krawężników, pasów, torów rundy lub organizowanie finiszu na zjeździe i ekscytowanie się prędkością rozwijaną tam przez zawodników są mocno dyskusyjne. 

    Rozważanie, czy barierki w Katowicach były spięte zipami czy zamocowane na sztywno do siebie jest bezcelowe. To, że ustąpiły pod naporem rozpędzonego do 80km/h zawodnika mogło być przypadkiem, bo dodatkowo nie opierali się o nie kibice, albo efektem zaniedbania osoby je ustawiającej. 

    Kwestią nadrzędną jest, że samo umiejscowienie linii mety, jak i droga do niej doprowadzająca od lat prosiły się o tragedię. Podobnie jak innych finiszy na trasie TdP, czy rund do nich prowadzących. Żeby nie było, że “czepiam się” Śląska, w moim rodzinnym Krakowie dojazd do finałowej rundy również jest skandaliczny, jedną z najbardziej dziurawych ulic w mieście a samo okrążenie wokół Błoń jest powodem do wstydu (choć w tle widać Wawel i Kopiec Kościuszki), pełne zwężeń, malowanek na jezdni i kolein.

    Mała architektura przeciwko kolarzom

    Rok temu kolarski świat był wstrząśnięty śmiercią Bjorga Lambrechta, która akurat wydarzyła się na prostej drodze. Nie pociągnęliśmy niestety dyskusji o elemencie infrastruktury drogowej, który przyczynił się do tej tragedii, czyli o przymocowanym do nawierzchni odblasku. Teoretycznie ma on zwiększać bezpieczeństwo i z pewnością każdy kierowca docenia go podczas jazdy w nocy, jednak jak okazało się podczas wyścigu kolarskiego był on zabójczy.

    Z drugiej strony uznany klasyk, część “ardeńskiego tryptyku”, Amstel Gold Race nie tylko prowadzi w dużej części wąskimi uliczkami limburskich przedmieść, droga cały czas skręca i zmienia nachylenie, to jeszcze pełna wysepek, progów zwalniających i innych części małej architektury, która na co dzień ma dbać o bezpieczeństwo ruchu drogowego (w tym rowerzystów). 

    Chcemy igrzysk

    Co więcej, trasy wyścigów wciąż są ekstremalizowane. Organizatorzy wyszukują ekstremalnych stromizn, szutrów czy bruków. Ba, nawet na tak konserwatywnym wyścigu jak Tour de France zdarzają się takie przykłady jak jurajski etap w 2017, który zebrał żniwo wśród zawodników ścigających się na zjazdach. Porte, Thomas czy Majka doznali poważnych kontuzji, ale prawda jest brutalna: wszyscy oczekiwaliśmy ostrego ścigania na zjazdach. I takie było, czego efektem były dotkliwe kraksy. 

    Dlaczego więc gdy oglądałem fruwające barierki i Jakobsena wypadającego z drogi na mecie w Katowicach największy mój największy gniew wzbudził nie faul Groenewegena a Czesław Lang i jego koncepcja trasy Tour de Pologne?

    Cóż, dyrektor TdP umiejętnie od lat narzuca nam swoją narrację, dorabiając do swoich, wyłącznie merkantylnych, wyborów chwytliwe nazwy. Idiotyczny i niebezpieczny finisz na zjeździe poprzedzony jazdą po dziurach ochrzcił “świątynią sprintu”, nadając brzydkiemu, nieatrakcyjnemu sportowo i niebezpiecznemu etapowi fałszywe znaczenie. Od lat prosił się o wypadek, który o mały włos nie skończył się fatalnie a wtórowali mu komisarze UCI przyznając wyścigowi wysokie oceny. 

    Sęk w tym, że sami kolarze jak również organizacja w założeniu broniąca ich interesów (CPA – związek kolarzy zawodowych) są zbyt słabi. Wyścigi zależne są od sponsorów i samorządów, które często dyktują układ tras, umiejscowienie finiszy czy premii. O harmonogramie decyduje ramówka telewizji. W sytuacji, gdy można zamknąć budżet dzięki milionowi (obojętne: złotówek czy euro) lub dwóm lub doprowadzić imprezę do bankructwa w imię “ciekawej trasy”, kompromisy stają się koniecznością. 

    Jeśli cierpi na tym atrakcyjność imprezy, bo zawodnicy ścigają się w nieciekawym, zurbanizowanym terenie zamiast po górskich przełęczy, jeszcze można to przeboleć. Gorzej, jeśli w imię zarobku (bezpośrednio w postaci umów z mecenasami lub pośrednio przez np. zbytnie radykalizowanie trasy i poszukiwanie widowni przez wzbudzanie kontrowersji) cierpią kolarze. 

    I żeby nie było wątpliwości, to nie jest problem tylko Langa i jego Tour de Pologne. Nie bez powodu etapy Tour de France potrafią prowadzić przez “kultowe” pirenejskie wzniesienia by następnie prowadzić peleton kilkadziesiąt kilometrów po płaskim do Pau. I nie bez przyczyny włoskie Giro co roku pcha się na potencjalnie oblodzone przełęcze i zjazdy w śnieżycy. 

    Nie zmienia to faktu, że oglądając TdP wielokrotnie przeklinam pod nosem Langa i Piaseckiego, którzy fundują i kolarzom i nam to co fundują. Bo wbrew temu, co sami deklarują pod wieloma względami do “Ligi Mistrzów” jest im bardzo daleko. A chciałbym, żeby było bliżej. No ale to już problem mój i moich oczekiwań. 

    Zdjęcie okładkowe: RAYMOND Wong on Unsplash

  • Jedyna szansa Czesława Langa

    Jedyna szansa Czesława Langa

    Będąc pierwszą etapówką w zrestartowanym po lockdownie World Tourze Tour de Pologne 2020 ma w końcu szansę, by przyciągnąć uwagę międzynarodowej publiczności.

    77. TdP będzie krótszy, pięciodniowy w miejsce tradycyjnego tygodnia. Rozgrywany w “reżimie sanitarnym”, z ograniczoną publicznością w strefach startu i mety. Z bardzo mocną obsadą kolarzy wygłodniałych ścigania, szukających pierwszych w sezonie sukcesów, które pomogą im negocjować kontrakty na kolejny rok. 

    W ostatnich latach Tour de Pologne zaczął się sprawdzać jako impreza wykorzystywana przez zawodników budujących formę na hiszpańską Vueltę. Dzięki temu, choć rozgrywany tuż po Tour de France, gromadził na starcie ciekawą obsadę i oferował całkiem niezłe, sportowe emocje. 

    Nazywając rzecz po imieniu, TdP w końcu można było oglądać jako solidną propozycję w kalendarzu, o ile oczywiście ktoś interesuje się kolarstwem szosowym na takim poziomie, że śledzi tygodniowe etapówki. 

    To opinia “nieco” sprzeczna z tym, co wciąż próbuje nam sprzedać Lang Team i wspierające go media, ale myślę, że stosunkowo bliska stanowi faktycznemu. 

    Przez lata, mimo francuskiej nazwy czy kuriozalnej wizyty we włoskich alpach był i jest wyścigiem na wskroś polskim. Kierowanym do polskiego widza, w dużej części finansowanym z kieszeni podatników (za pieniądze nie tylko samorządów, co jest charakterystyczne dla modelu organizowania imprez kolarskich, ale też spółek skarbu państwa) i istniejącym dzięki partnerstwu z telewizją publiczną.

    Oceniam, że było to działanie w dużej mierze celowe, ponieważ wciąż nie przebił się jako wartościowy punkt programu do świadomości kolarskich kibiców na świecie. Za to w Polsce jest jedną z najważniejszych cyklicznych imprez sportowych, której dorównuje może tylko żużlowe GP. 

    Z kolei z perspektywy zagranicznej, wciąż jest to impreza mniej istotna i poniekąd egzotyczna. Zanim kolarstwo zaczęło się na dobre globalizować, włączenie do World Touru (wcześniej Pro Touru) zawodów choć starych i zasłużonych, to jednak spoza status quo, było pewną nowością. 

    Mimo że Tour de Pologne nie zrobił może takiej kariery jak Strade Bianche, stał się stałą pozycją w europejskim kalendarzu i wyrabia sobie markę. Nawet jeśli nie jest spektakularny, ma dziwną specyfikę trasy z jazdą po rundach, quasi-kryteriami na ulicach miast i ze stopniem trudności górskich etapów porównywalnym z ardeńskimi klasykami. 

    Dodatkowo, choć narzekamy na poziom realizacji sygnału TV, obrazki z Podhala, Beskidów czy przynajmniej kilku miast etapowych wyglądają na ekranach całkiem atrakcyjnie. Dzięki transmisji nie tylko w TVP, ale i w Eurosporcie w końcu wyścig może faktycznie pełnić rolę promocji turystycznej regionów goszczących cyrk Czesława Langa. 

    W tym roku TdP miał być rozgrywany w trakcie Tour de France i być dla niektórych zawodników sprawdzianem dyspozycji przed Igrzyskami w Tokio. 

    Z powodu pandemii jest pierwszą etapówką w World Tourze i okazją do wejścia w wyścigowy rytm czy to przed Wielką Pętlą czy też przed klasykami. Uwagę światowej publiki odciągnie jedynie Mediolan-San Remo, ale w sytuacji, gdy wszyscy są spragnieni ścigania, nie powinno to być problemem. 

    Lista startowa 77. Tour de Pologne obfituje w świetne nazwiska. Znajdziemy na niej takich zawodników jak Richard Carapaz, Rohan Dennis, Jakob Fuglsang, Ion Izagirre, Mark Cavendish, Wout Poels, Pascal Ackerman, Rafał Majka, Max Schachmann, Ilnur Zakarin, Remco Evenpoel, Fabio Jakobsen, Esteban Chavez, Luka Mezgec, Simon Yates, Enrico Gasparotto, John Degenkolb, Thomas de Gendt, Dylan Groenewegen, Wilco Kelderman, Mads Pedersen, Jasper Stuyven, Rui Costa, Diego Ulissi a także spore grono młodych kolarzy szukających pierwszych sukcesów w zawodowym peletonie. 

    Dodatkowo jest to początek pożegnalnego tournee marki CCC i “polskiej grupy w World Tourze”. Jim Ochowicz walczy o nowych sponsorów a jego zawodnicy, podobnie jak przedstawiciele wielu innych zespołów o zapewnienie sobie przyszłości w kryzysowych czasach. 

    Ponieważ, jak to zazwyczaj bywa w tego typu wyścigach, zawodnicy przyjeżdżają na start z różnymi założeniami i w różnej dyspozycji, można spodziewać się ciekawych rozstrzygnięć. Intrygująco zapowiadają się finisze z peletonu a o zwycięstwie w klasyfikacji generalnej zapewne zdecydują sekundy.

    Z powodu pandemii kolarze mają mniej okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami, zatem każde zwycięstwo jest na wagę złota. Oczekuję więc, że każdy z etapów będzie rozgrywany w dobrym tempie i z pełnym zaangażowaniem. Miejmy nadzieję, że na rundach ulicami miast nie dojdzie do zbyt wielu kraks. Kolarze są bowiem po przerwie i choć to doświadczeni profesjonaliści, nie są jeszcze w 100% wyścigowym rytmie. 

    Zapowiada się dobry wyścig, który będzie warto śledzić nie tylko dlatego, że jest “nasz”. Dzięki niespodziewanym okolicznościom pierwszy raz oczy sporej części kolarskiego świata będą skierowane na Tour de Pologne. To co Lang Team pokaże jako organizator, TVP jako dostawca sygnału telewizyjnego a kolarze jako jego treść może zadecydować o pozycji i kondycji imprezy w kolejnych latach. Takiej szansy jeszcze nie było a. 

    Trasa 77. Tour de Pologne: 

    • Etap 1: Stadion Śląski Chorzów – Katowice (195,8 km), środa 05.08
    • Etap 2: Opole – Zabrze (151,5 km), czwartek 06.08
    • Etap 3: Wadowice – Bielsko-Biała (203,1 km), piątek 07.08
    • Etap 4: Bukovina Resort – Bukowina Tatrzańska (152,9 km), sobota 08.08
    • Etap 5: Zakopane – Kraków (188 km), niedziela 09.08

    Transmisje w Eurosporcie codziennie (poza piątkiem) od 17.15 do ok. 19.00, w TVP i TVP sport w podobnych godzinach. W piątek etap kończy się wcześniej, bo o 17, zatem transmisja zacznie się o 15.30. Szczegółowy plan znajdziecie tutaj.

  • TdP 2020: Pięć dni na rozruch

    TdP 2020: Pięć dni na rozruch

    Jako pierwsza, worldtourowa etapówka po lockdownie, krótszy, pięciodniowy Tour de Pologne ma niepowtarzalną szansę, by w końcu zwrócić na siebie uwagę kibiców kolarskich spoza Polski. 

    Mały tour dla sprinterów?

    Zaprezentowana pierwszego lipca trasa nie zaskakuje. Kolarze przejadą przez trzy, południowe województwa: opolskie, śląskie i małopolskie. Dwa etapy będą górzyste, trzy prawdopodobnie zakończą się finiszem z dużej grupy. 

    Rozstrzygający powinien być klasyczny odcinek spisko-podhalański z metą w Bukowinie. Ciekawie zapowiada się też dzień w Beskidach: Małym i Żywieckim z podjazdami na przełęcze: Kocierską i Przegibek, zakończony rundami w Bielsku-Białej (co realnie sugeruje, że może nie mieć znaczenia w walce o zwycięstwo w całej imprezie). 

    Gdyby na ulicach Krakowa rozegrano, jak niegdyś, czasówkę, byłaby to kompletna, krótka etapówka. Trzy etapy płaskie (góra Św. Anny na początku drugiego dnia nie dokona poważnej selekcji) sprawiają za to, że możemy spodziewać się niezłej obsady chcących “rozkręcić nogę” sprinterów (chyba, że wybiorą Mediolan – San Remo). 

    Choć chęć startu zgłaszają kolejne gwiazdy, trudno stwierdzić, kto, w jakim celu i w jakiej dyspozycji przyjedzie do Polski. Przez pandemię sezon 2020 jest wyjątkowy, zawodnicy zmuszeni do przerwy w ściganiu dostali nadprogramowy “offseason”, następnie wielu z nich trenowało w domu (ze względu na długi i restrykcyjny lockdown w Hiszpanii i Włoszech) by w końcu udać się na wysokogórskie zgrupowania. 

    https://www.youtube.com/watch?v=t4DIwT6N200
    Na otwarcie World Touru po lockdownie, Tour de Pologne oferuje sprawdzone rozwiązania i wyeksploatowane slogany.

    Pandemiczne reperkusje

    Sytuacja jest o tyle trudna, że wraz z wywołanym zawirowaniami kryzysem gospodarczym w kolarstwie jest mniej pieniędzy. Wycofują się sponsorzy, przyszłość przynajmniej kilku zespołów jest niepewna a czasu by powalczyć o kontrakty na sezon 2021 niewiele. 

    Należy spodziewać się więc sporej nerwowości i niespodziewanych rozstrzygnięć, zarówno ze względów sportowych jak i finansowych, ale też przez podniesiony poziom stresu związany z pandemią. 

    Trzeba bowiem postawić sprawę dość jasno. Choć wygląda na to, że Europejczycy wyraźnie rezygnują z restrykcji związanych z wirusem, zarówno na poziomie prawnym jak i podejmując indywidualne wybory, trudno stwierdzić, co się wydarzy, gdy w kolumnie wyścigu zostaną stwierdzone przypadki Covid-19. 

    UCI oczywiście przygotowała szereg regulacji i zaleceń sanitarnych, ale koszmar znany z UAE Tour, czyli kwarantanna całych hoteli wciąż jest możliwym scenariuszem. 

    Co więcej, mimo rezygnacji z “miasteczek startowych”, ograniczeń przy tradycyjnych ceremoniach podpisywania listy startowej oraz dekoracji czy oficjalnego braku kibiców przy trasach (w zorganizowanej formie np. na trybunach) wyścig to wciąż spore zgromadzenie.

    Ponieważ Tour de Pologne startuje niemal miesiąc po kampanii wyborczej w Polsce, w temacie higienicznym na nikim ani kolumna wyścigu ani kibice przy trasie wrażenia nie zrobią. Trzeba jednak pamiętać że impreza odbędzie się w dwóch województwach poważnie dotkniętych pandemią. Na Śląsku i w Małopolsce wciąż notowane są nowe przypadki choroby, zależnie od dnia w dziesiątkach lub w setkach.

    Można mieć nadzieję, że wszystko przebiegnie bez zakłóceń, ale tak czy inaczej pandemia będzie miała poważny wpływa na przebieg rywalizacji. 

    Szansa!

    Nawet uwzględniając wszystkie te zastrzeżenia, wygląda na to, że pierwszy raz od dłuższego czasu albo pierwszy raz w ogóle, Tour de Pologne zwróci uwagę fanów oraz światowych mediów, być może nawet nie tylko kolarskich.

    Wszyscy jesteśmy wygłodniali sportowych emocji, każda “otwierająca się” po lockdownie dyscyplina dostaje swoje pięć minut w najważniejszych serwisach informacyjnych. 

    Pewnym problemem jest pokrycie się terminu z Mediolan – San Remo, który z pewnością przyćmi nasz tour. Nie tylko z powodu, że to monument, ale również dlatego, że wraz z rozgrywanym tydzień wcześniej Strade Bianche będzie pełnił symboliczną rolę w odradzaniu się północnych Włoch szczególnie dotkniętych przez pandemię.

    Tak czy inaczej, choć nie wiem, czy Czesławowi Langowi realnie zależy na międzynarodowym rozgłosie (wiele dotychczasowych działań sugeruje, że Tour de Pologne jest tak naprawdę nastawiony na polskich widzów), ale czy tego chce czy nie, w tym wyjątkowym sezonie 2020 międzynarodową atencję dostanie niemal gratis. 

    Biorąc pod uwagę, że “w zaistniałej sytuacji”, tak jak wiele innych imprez, TdP ma i będzie miał problemy z pozyskiwaniem sponsorów, układ kalendarza jest dla organizatorów niezwykle korzystny i można go traktować jak dar od losu. I miejmy nadzieję, że mimo okrojonej trasy i wielu elementów, które dla zachodnich widzów są pewnego rodzaju folklorem, dar ten tak czy inaczej Lang Team wykorzysta. 

    Trasa Tour de Pologne 2020:

    • Etap 1: 5. sierpnia, środa, Stadion Śląski Chorzów – Katowice (195,8 km)
    • Etap 2: 6. sierpnia, czwartek, Opole – Zabrze (151,5 km)
    • Etap 3: 7. sierpnia, piątek, Wadowice – Bielsko-Biała (203,1 km)
    • Etap 4: 8. sierpnia, sobota, Bukovina Resort – Bukowina Tatrzańska (152,9 km)
    • Etap 5. 9 sierpnia, niedziela, Zakopane – Kraków (188 km)
  • TdP 2018 – to był całkiem fajny wyścig

    TdP 2018 – to był całkiem fajny wyścig

    Niewykluczone, że Tour de Pologne 2018 był najciekawszym i najbardziej udanym wyścigiem dookoła Polski pod kierownictwem Czesława Langa. I nie, nie ze względu na dominację Michała Kwiatkowskiego.

    Odwieczny problem TdP rozwiązany?

    Choćby nie wiem jak rzecznik prasowy Lang Teamu się wytężał i choćby zjadł i tysiąc żeli energetycznych, do zeszłego roku każda z opowieści o ?Kolarskiej Lidze Mistrzów? była nadużyciem. Co sezon trzeba było szukać argumentów, by przedstawiać nasz wyścig jako realnie ważny, w którym rywalizacja o zwycięstwo jest pasjonująca dla kogokolwiek poza największymi fanami kolarstwa.

    Na przełom lipca i sierpnia wyścig został przeniesiony dość dawno, bo w 2009r, ale, jeśli trend utrzyma się w kolejnych latach, dopiero od 2017r czołówka ?generalki? wygląda naprawdę godnie.

    W tym roku każdy zawodnik top10 to postać, o której śmiało można powiedzieć, że ma znaczący wpływ na przebieg najważniejszych imprez, również druga i trzecia dziesiątka to kolarze o bardzo uznanych nazwiskach.

    Mówicie, że to nie ma znaczenia, że przecież liczy się rywalizacja na trasie i idące za nią emocje? Cóż, być może jest w tym trochę racji, ale impreza jest tym ważniejsza, im więksi graczej traktują ją poważnie.

    Pojedynek Kwiatkowski – Yates w asyście Thibaut Pinot? To brzmi jak naprawdę solidna impreza i właśnie jako taka TdP 2018 zostanie zapamiętany.

    Ścianki przed Vueltą – klucz do sukcesu?

    Zeszłoroczne włączenie finiszu na stromym podjeździe w Szczyrku sprawiło, że peleton ma dodatkowe miejsce, gdzie można spróbować selekcji. Zarówno rok temu (zwycięstwo Dylana Teunsa) jak i teraz (triumf Michała Kwiatkowskiego) był to strzał w dziesiątkę.

    Kto wie, jak wyglądałby Tour de Pologne 2018, gdyby nie wycofanie się w ostatniej chwili Popradu jako miasta etapowego. Niewykluczone, że rywalizacja byłaby bardziej schematyczna (choć teoretycznie prowadzony w terenie górzystym miał to być raczej odcinek dla sprinterów). Tymczasem zaproponowany w zastępstwie etap po wąskich, krętych i stromych szosach na Spiszu był zaskakująco ciekawy, z licznymi atakami i napięciem trzymającym do ostatnich metrów.

    Klasyczny finał z powtarzaną rundą przez Gliczarów i Bukowinę, choć krótszy niż zazwyczaj również przyniósł sporo emocji za sprawą szarży Simona Yatesa i pogoni teamu Sky a w końcówce Michała Kwiatkowskiego osobiście.

    Zakładając, że część bohaterów TdP sprawdza u nas formę przed hiszpańską Vueltą, kumulacja niewielkich, ale stromych wzniesień może być dobrym sposobem na przygotowanie do trzeciego, wielkiego touru sezonu, który w ostatnich latach specjalizuje się w serwowaniu kolarzom tego typu atrakcji. Może więc pora zamienić kręcenie się wokół krakowskich Błoń na coś bardziej ciekawego, wykorzystując okoliczne pagórki? Albo zamiast robić kryterium po torowiskach na Śląsku, sięgnąć po możliwości, jakie daje Jura Krakowsko-Częstochowska?

    Oczywiście zawsze może zdarzyć się tak, że za rok o zwycięstwo w Tour de Pologne znów będą się ścigać etatowi pomocnicy Movistaru i Lotto, ale miejmy nadzieję, że ten etap rozwoju wyścigu mamy już za sobą.

    Nowe gwiazdy sprintu?

    Choć pierwsze trzy etapy to znakomity teren dla sprinterów, Tour de Pologne wciąż przyciąga raczej szybkich kolarzy na dorobku niż największe gwiazdy tej specjalności.

    Pascal Ackerman i Alvaro Jose Hodeg to, miejmy nadzieję, przyszłość walki ?na kresce? najważniejszych wyścigów na świecie. Choć w tym roku pokazali się już w kilku prestiżowych imprezach (Ackerman jest mistrzem Niemiec, wygrywał etapy na Criterium du Dauphine, Tour de Romandie, był drugi w Scheldeprijs i wygrał Ride London; Hodeg był najszybszy na jednym z etapów Volta a Catalunya), to wciąż nie jest sprinterska ekstraklasa.

    W tym kontekście tym bardziej szkoda, że wśród polskich kolarzy nie mamy na stanie takiego, który mógłby skutecznie walczyć na płaskich etapach Tour de Pologne w inny sposób niż zabierając się w straceńcze ucieczki.

    Tak czy inaczej, w przeszłości na swoją pozycję w peletonie pracowali u nas Kittel, Degenkolb, Sagan czy Gaviria. Być może dla Ackermana i Hodega wygrane etapy u Langa będą kolejnym krokiem w karierze. Jeśli się wybiją i za rok czy dwa zaczną zwyciężać na etapach wielkich tourów, szef wyścigu znów będzie mógł mówić, że ?kreuje gwiazdy?. Z punktu widzenia kibica stojącego przy trasie TdP brak zarówno sprinterów o uznanych nazwiskach jak i wieloletnie oczekiwanie na sprintera-Polaka to mimo wszystko pewnego rodzaju rozczarowanie.

    Piękny gest mistrza

    Michał Kwiatkowski miał zdecydowanie niezałatwione interesy z Tour de Pologne. W 2011 nie znalazł się w składzie ekipy RadioShack po tym, gdy zdecydował się zmienić barwy klubowe na Quick Step.

    W zespole Patricka Lefevere?a spisał się świetnie, zajmując w 2012r drugie miejsce, pięć sekund za Moreno Moserem (kto go dziś pamięta jako ?nadzieję włoskiego kolarstwa??).

    W 2015r jadąc w koszulce mistrza świata zmagał się z problemem płatnej toalety przy trasie jednego z etapów.
    Rok temu gdy doprowadził Chrisa Froome?a do czwartego zwycięstwa w Tour de France kilka dni po ?Wielkiej Pętli? pojechał po wygraną w Clasica San Sebastian a teraz, po imponującej pracy, jaką wykonał i dla Froome?a i dla nowego triumfatora TdF, Gerainta Thomasa znów wybrał się na swój ?domowy? wyścig.

    To dość częsta historia, że gwiazdy sportu mają przez lata spory problem z imprezą w swoim kraju czy mieście. Bywa, że mają w swoim CV już niemal wszystko, co można zdobyć a wciąż nie wygrali wyścigu czy turnieju rozgrywanego na ?własnych śmieciach?.

    Biorąc pod uwagę, jak niewiele polska publiczność masowa wie o kolarstwie, jak niewielu zawodników rozpoznaje i mimo to jak dużym świętem jest dla niej Tour de Pologne dobra postawa rodaków w tym wyścigu jest niezmiernie istotna. Zarówno dla stojących przy szosach fanów, tych przed telewizorami i tych najmłodszych, biorących udział w ?Mini Tour de Pologne?.

    ?Kwiato? nie tylko utrzymał formę z Touru w konfrontacji ze zbierającymi siły na drugą część sezonu kolarzami, wygrał w dobrym stylu dwa etapy i obronił zwycięstwo w ?generalce? przed szarżującym w Bukowinie Yatesem, ale też miał pełne wsparcie drużyny Sky. Niewątpliwie były to miłe chwile dla polskich kibiców, którzy w czasie Tour de France cierpieli katusze nie rozumiejąc, dlaczego ?nasz mistrz? nie jedzie na własne konto.

    Ze statystycznego punktu widzenia znaczenie ma z pewnością fakt wygrania przez Kwiatkowskiego drugiej, worldtourowej etapówki w sezonie będący potwierdzeniem jego ambicji jako kolarza celującego w poważne imprezy wielodniowe.

    W porównaniu z innymi jego sukcesami, jak mistrzostwo świata, Mediolan-Sanremo, Tirreno-Adriatico czy Amstel Gold Race wygrana w Tour de Pologne jest mniej istotna, natomiast nie można deprecjonować emocjonalnego ładunku, jaki niesie ze sobą sukces przed własną publicznością. Zarówno dla samego zawodnika jak i dla rzeczonej publiczności.

    Cena sukcesu

    Całość składa się na najbardziej spektakularny, najciekawszy i najlepszy pod względem sportowym Tour de Pologne w jego współczesnej historii a być może w ogóle.

    Jak zawsze jest trochę mankamentów, największy z nich to brak realnego zaplecza dla Michała Kwiatkowskiego. Zarówno grupa CCC (mimo niezłego miejsca Pawła Cieślika) jak i reprezentacja Polski były nieistotnym tłem dla rywalizacji gwiazd world touru.

    Niestety tak jak w krajowym kalendarzu za wyścigiem Langa zionie pustka, tak i poza kilkoma ?eksportowymi? kolarzami ścigającymi się w najlepszych ekipach świata rodzimy peleton en masse prezentuje się nieciekawie.

    Najgorszy jest fakt, że w tej dziedzinie od lat nic się nie zmienia i choć na szczeblu regionalnym wykonywanej jest sporo solidnej ?pracy u podstaw? nie jesteśmy w stanie zaproponować ani solidnej drużyny opierającej się na wychowankach polskich klubów ani zaoferować tymże wychowankom startów w całkowicie zawodowych wyścigach w kraju.

    Obecność Tour de Pologne w World Tourze oraz sukcesy naszych gwiazd w najważniejszych wyścigach trwają już wiele lat a w kraju nic się nie zmienia. Cóż, widać taki nasz los.

    Z kolei jeśli chodzi o sam TdP, to choć przyzwyczailiśmy się do jego ekstremalnej komercjalizacji i pogodziliśmy się z tym, że jest ona wymagana do przetrwania i ewentualnego rozwoju imprezy, obecnie musimy zmierzyć się z drugim czynnikiem odwracającym uwagę od sedna sportowej rywalizacji, czyli polityką.

    Finansowanie przez spółki skarbu państwa i prymitywna gra na nucie narodowo-niepodległościowej rażą i pokazują, że choć Tour de Pologne oraz Czesław Lang osiągnęli sukces, być może cena, jaką trzeba za niego zapłacić jest naprawdę słona.

    Zdjęcie okładkowe: Szymon Gruchalski, materiały prasowe Lang Team

  • Czy Tour de Pologne to dobro narodowe?

    Czy Tour de Pologne to dobro narodowe?

    Najważniejszy wyścig kolarski w kraju. Synonim sukcesu i profesjonalizmu. Okno na świat a dzięki ?Mini Tour de Pologne? także inkubator przyszłych gwiazd. Tour de Pologne to nasze dobro narodowe!

    Szarganie świętości?

    Czy wolno podnosić rękę na tak cenny skarb nie będąc nazwanym hejterem? Czy można pokusić się o ocenę naszego wyścigu wychodzącą poza utarte schematy, zarówno te pozytywne, bazujące na oficjalnej komunikacji Lang Teamu, jak i te zgrane i nic nie wnoszące o balonach, rundach i kurczowym trzymaniu się szos małopolski i górnego śląska?

    Gdy zbliża się wyścig, obracamy się w kuriozalnej mieszance ?memów? generowanych przez obie strony. Efekt? Nie tylko trudno rzetelnie ocenić Tour de Pologne. Trudno nawet o nim poważnie porozmawiać.

    Dorosłość

    Historii Tour de Pologne jest bardzo blisko do historii polskiej transformacji. Od 1993 gdy Czesław Lang przejął organizację tej imprezy zarówno wyścig jak i nasz kraj zmieniły się nie do poznania. Jesteśmy dorośli, pod wieloma względami.

    Choć wciąż tu i ówdzie widać ślady po czasach PRL, tłumaczenie się ?latami niewoli? z obecnej perspektywy jawi się jako absurd. W tym roku nawet najstarsi rocznikowo młodzicy stający na starcie ?Mini Tour de Pologne?, imprezy towarzyszącej TdP, której celem jest poszukiwanie nowych, kolarskich talentów, urodzili się już w Unii Europejskiej. Nie znają innego świata niż ten bez granic, z dobrymi drogami czy interaktywnymi muzeami.

    Nie znają też Tour de Pologne poza World Tourem: regularnie awansujący w hierarchii wyścig w 2005r został włączony do grona najwyżej punktowanych imprez tygodniowych i z minimalną korektą punktacji w sezonie 2017 pozostaje w nim do dziś.

    Do Polski wciąż obligatoryjnie przyjeżdżają wszystkie zespoły z najbardziej prestiżową licencją a po latach poszukiwania właściwego miejsca w kalendarzu obecnie TdP wpisuje się w czas między Tour de France a Vuelta a Espana jako dogodny sprawdzian formy przed trzecim wielkim tourem sezonu.

    Tour de Pologne nie jest więc już dzieckiem. Zasługuje zatem na poważne traktowanie, uczciwe i pozbawione kompleksów.

    Tak jak Polska należy do grona tych wyraźnie bogatszych, by nie powiedzieć najbogatszych krajów świata (a w porównaniu z nimi jest jednym z najbiedniejszych), tak i Tour de Pologne jest jednym z najmniej istotnych, jednak wśród najważniejszych wyścigów kolarskich.

    Oba fakty są więc niewątpliwymi powodami do dumy, także dumy narodowej w tym najzdrowszym wydaniu: dotyczącym realnych sukcesów i mierzalnych osiągnięć a nie mrzonek o szklanych domach.

    Embed from Getty Images

    Świat bez Tour de Pologne?

    TdP jest jednym z nielicznych wyścigów organizowanych niezależnie. Lang Team to firma rodzinna, tymczasem ASO czy RCS, które posiadają większość imprez w kalendarzu World Tour to korporacje z branży mediów.

    Czesi nie podołali utrzymaniu przy życiu Wyścigu Pokoju (pozostał w kalendarzu jako zawody dla juniorów), Niemcy do swojego Deutschland Tour powrócą po kilku latach przerwy od zwinięcia interesu. Wiele imprez we Francji, Hiszpanii czy Włoszech upadło z powodów finansowych w czasie, gdy Tour de Pologne budował swoją markę.

    Mimo tego wydaje się, że gdyby, hipotetycznie, nasz wyścig wypadł z kalendarza, mało kto zwróciłby na to uwagę.

    Choć sytuacja poprawia się z roku na rok, wciąż spora część zespołów przywozi do Polski trzecie składy a nawet, gdy pojawiają się zawodnicy o znanych nazwiskach, nigdy nie wiadomo, z jakim nastawieniem i z jakim celem będą pokonywać kilometry po małopolskich i śląskich szosach.

    Co więcej, również z punktu widzenia rodzimego kolarstwa sprawa nie jest taka oczywista. TdP ma niewątpliwie aspekt popularyzujący sport rowerowy, zapewnia kilkudziesięciogodzinną obecność peletonu w najlepszym czasie antenowym. To nie jest fakt bez znaczenia, ponieważ nawet w latach największej posuchy przynajmniej przez ten jeden tydzień w roku masowa widownia miała szansę przyjrzeć się bliżej wysokiej klasy zawodowcom.

    Czy przełożyło się to na poziom kolarstwa w kraju? Cóż, w sytuacji, gdy Dariusz Miłek przerzuca budżet na sponsorowanie worldtourowej grupy Jima Ochowicza, w kraju nie pozostanie żadna ekipa w pełni zawodowa (czyli na poziomie Pro Continental). Podobnie jest z wyścigami. Nie licząc ?Szlakiem Walk Majora Hubala? (kategoria 2.1), za Tour de Pologne zionie straszliwa pustka.

    Anonsowane jako gest Lang Teamu uczestnictwo w roli drużyny z ?dziką karta? reprezentacji Polski jest wydarzeniem egzotycznym, które długoterminowo nie przełożyło się np. na regularny awans naszych kolarzy do grup World Touru.

    Intrygujące jest również, że choć nie mamy w kraju wysokich gór, sporo wyścigów rozgrywanych jest w terenie płaskim a zawsze przynajmniej pół Tour de Pologne przeznaczone jest dla sprinterów, nie doczekaliśmy się specjalisty potrafiącego skutecznie zafiniszować z peletonu choćby na poziomie Pro Continental.

    Wydaje się więc, że największą wartością, jaką wnosi TdP jest impreza towarzysząca wyścigowi, czyli ?Mini Tour de Pologne?, zawody dla młodzików i żaków, którzy nie tylko mogą zmierzyć się w sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim poczuć atmosferę wielkiego wyścigu. W tym wieku taki zastrzyk motywacji jest zwyczajnie nie do przecenienia.

    Embed from Getty Images

    Prywatna firma – wyścig narodowy

    Panuje przeświadczenie, że skoro Tour de Pologne osiągnął sukces a Lang Team jest prywatną firmą, wszystko zależy od Czesława Langa i jego ekipy.

    W przeszłości bywało różnie, jednak od kilku lat lista sponsorów TdP opiera się w sporej części na spółkach skarbu państwa lub podobnych im podmiotach. W tym roku wśród najważniejszych partnerów wyścigu mamy Tauron, Lotos i Lotto.

    Nie bez znaczenia jest też wkład finansowy samorządów goszczących starty i mety etapowe czy premie ulokowane na trasie (to akurat wspólne dla wszystkich zawodów kolarskich na świecie).

    Wieloletnie partnerstwo z telewizją publiczną, która – co ciekawe – relacjonuje Tour de Pologne bez względu na zmiany prezesów i opcji politycznych z których pochodzą to fundament sukcesu Lang Teamu.

    Ciekawostką jest też, że Ministerstwo Sportu i Turystyki dofinansowało za pośrednictwem ?KS Lider? kwotą 300 tys. zł element kampanii reklamowej TdP, czyli mobilne ?Muzeum Wyścigu Niepodległości?. Inne projekty Lang Teamu, jak choćby Puchar Szkółek (impreza towarzysząca maratonom) również są dotowane przez MSiT.

    Idąc dalej, tak jak Tour de Pologne 2018, uśmiechając się do obecnej władzy czci stulecie niepodległości Polski i gra na popularnych nutach patriotycznych, dla kontrastu w 2014r romansował z Lechem Wałęsą, który ku pamięci Solidarności był honorowym starterem wyścigu.

    Krótko mówiąc, wszystko dla dobra kolarstwa, natomiast zauważę, że zarówno świętowanie ?Solidarności? jak i ?Stulecia Niepodległości? jedynie bardzo luźno nawiązują do kontekstu, czy to historycznego czy to kulturowego.

    Choć osobiście takie koneksje bardziej mnie mierżą niż wzruszają, chętnie widziałbym więcej symboliki, jednak wykorzystywanej z większym wyczuciem i smakiem niż robi to Lang Team.

    Trasy etapów poprowadzone bliżej miejsc pamięci, monumentów, dóbr kultury. Finisze w charakterystycznych miejscach, unikatowych na skalę region, kontynentu czy nawet świata (by nie szukać daleko, zamiast kręcić się wokół krakowskich Błoń czemu by nie usytuować ?kreski? u podnóża Kopca Kościuszki?). Zejście z wysokiego poziomu ogólności na bardziej konkretny, wzorem Gandawa-Wevelgem upamiętniającego ofiary bitew ?Na Polach Flandrii?.

    Embed from Getty Images

    Tour de Pologne jak Dama z Łasiczką?

    Mimo wszystko choć Tour de Pologne ma wiele mankamentów, za jego pośrednictwem dzieje się sporo dobrego. Od czasu gdy TdP pokazywany jest w Eurosporcie, międzynarodowa widownia może nie tylko śledzić losy rywalizacji i unikatowy puchar z wielickiej soli wręczany zwycięzcy, ale też zobaczyć, że Polska to całkiem ładny kraj.

    Bo nawet gdy peleton przejeżdża przez industrialny śląsk, na ekranie oglądamy ciekawą architekturę i sporo zieleni a podczas każdego z etapów kamery pokazują kolejne zabytki i atrakcyjne krajobrazy. Gdy w na początku XXIw Czesław Lang powtarzał swoją mantrę o tym, że jego wyścig ?pokazuje najpiękniejsze miejsca w Polsce? było w tym sporo ściemy. Teraz, po czternastu latach w Unii, milionach Euro, które ?ciocia Angela? pchała tu wagonami i ciężkiej pracy nas wszystkich faktycznie mamy tu całkiem ładnie.

    Cóż z tego, że nie jest to ?Kolarska Liga Mistrzów?, a ?Ściana Bukovina? i ?Świątynia Sprintu? nie tylko wywołują mdłości u zorientowanych fanów kolarstwa, ale też wprowadzają w błąd masowego odbiorcę.

    Z szacunku dla pracy Czesława Langa i przez wzgląd na ?dobro polskiego kolarstwa? szukamy raczej zalet niż wad Tour de Pologne. Przywykliśmy do wad, część z nich obracając nawet w zalety.

    Bo cóż z tego, że ?wyścig dookoła Polski? rozgrywany jest w de facto dwóch województwach, skoro, poza aspektem finansowym, impreza, by miała jakikolwiek, sportowy sens, musi być rozgrywana w ciekawym terenie.

    Cóż z tego, że nie ma w Europie drugich zawodów tak szczelnie pokrytych logotypami sponsorów, że ledwo spod spodu widać kolarzy, skoro dzięki temu w ogóle się odbywają.

    Schematyczna trasa? To nieważne, że realnie rzecz ujmując to impreza kameralna z biurem prasowym mieszczącym się w dwóch kontenerach. Jako jedno z największych wyzwań logistycznych w kraju, Tour de Pologne jest za duży by eksplorować mniejsze drogi czy kończyć etapy na niedostępnych przełęczach czy szczytach.

    Publiczne pieniądze? To na rozwój młodzieży, promocję kraju, szansę dla zawodników.

    A jeśli mamy wątpliwości co do efektu końcowego, zawsze można usłyszeć nieśmiertelną formułę, ?jeśli jesteś taki mądry, sam zorganizuj to wszystko lepiej?.

    Skoro to nasze dobro narodowe, powinniśmy je czcić i szanować. Niczym ?Damę z Łasiczką? za którą chętną ręką zapłaciliśmy rodzinie Czartoryskich 100 milionów Euro. Cóż, przynajmniej teraz jest już faktycznie nasza. Własna, wspólna, komunalna. Pardon, narodowa.