Tag: Poniedziałkowy Skrót

  • Poniedziałkowy skrót#15

    Pretendenci do wygrania Tour de France zaczęli najważniejszy sprawdzian przed Wielką Pętlą: Criterium du Dauphine. Froome jest mocny, Contador podobno spokojny a Nibali szczupły jak nigdy. Z kolei ?górale? rywalizowali o mistrzostwo Europy. Wydarzenia weekendu w możliwie największym skrócie:

    Criterium du Dauphine

    Dynamiczna czasówka otwierająca wyścig w Delfinacie poprowadziła kolarzy proekologicznym, rowerowym tunelem w Lyonie. Samochody zazwyczaj nie mają tam wstępu, tymczasem podczas wyścigu przejechała ich cała kolumna, ot paradoks.

    Kolarze, którzy wkrótce będą walczyli o żółtą koszulkę lidera Tour de France już teraz są w wysokiej formie. Krótkie sprawdziany w typie prologu często sygnalizują dyspozycję w nadchodzących tygodniach. Z szeroko pojętej czołówki nie zawiódł prawie nikt. Zobaczymy, jak będzie to wyglądało w górach, ale póki co szanse zarówno najważniejszej trójki: Froome-Nibali-Contador jak i ich zaplecza są wyrównane. Michał Kwiatkowski dopiero się rozkręca po dłuższym okresie bez startów, zobaczymy więc, jak mu pójdzie w górach. Po czasówce liderem wyścigu jest Froome, ale bądźmy szczerzy: na wygranej w Delfinacie raczej mu nie zależy. Liczy się tylko Tour.

    Mistrzostwa Europy XC

    Maja Włoszczowska po kilku słabszych wynikach odbudowała morale i zdobyła brązowy medal, przyjeżdżając na metę za dwiema Słowenkami: młodą Zakelj i doświadczoną Klemencic a przed Sabine Spitz. Cenny rezultat uzyskała Katarzyna Solus-Miśkowicz zajmując dziewiątą lokatę przed Elisabeth Osl a Anna Szafraniec była piętnasta, między Gunn Ritą Dahle a Iriną Kalentiewą. W Elicie mężczyzn triumfował Julien Absalon (ma naprawdę udany sezon) a Marek Konwa był 14. Wśród orliczek najmocniejsze były - co nie dziwne - zawodniczyki teamu Liv, czyli młodsze koleżanki Włoszczowskiej: Prevot i Neff a Monika Żur była dziewiąta. W wyścigu młodzieżowców nieźle jechał Bartłomiej Wawak, ale nie ukończył zawodów, pozostali, polscy zawodnicy w młodszych kategoriach wiekowych zajęli dalsze miejsca. Cieszy nie tylko solidny występ większości kadry, ale też powrót sztafety. Ósme miejsce nie jest spełnieniem marzeń, ale dobrym przetarciem przed mistrzostwami świata.
    Na koniec jeszcze uwaga demograficzna. Choć młodzież wyraźnie jest w natarciu, zwraca uwagę bardzo dobra postawa weterenów: trzydziestosiedmioletni przełajowiec Sven Nys przyjechał w w swoim wyścigu piąty, czterdziestodwuletnia Sabine Spitz - czwarta.

    Bikemaraton Wisła

    Pierwsza uwaga to frekwencja. Tydzień wcześniej na łatwej, krakowskiej trasie Skandii, w mieście, gdzie maratony zawsze cieszyły się popularnością, wystartowało ok. 1200 zawodników. W Wiśle, gdzie zapowiadane przewyższenie sugerowałoby spore trudności dostępne tylko dla wybranych, uczestników było ok. 1050. De facto tyle samo. Satysfakcjonująco wyglądała też obsada: zawody zdominowali kolarze teamu JBG2, ale poza nimi na listach wyników znajdziecie wiele zacnych nazwisk.

    Żółta gorączka

    Wracając jeszcze do szosy i wielkiego świata, powoli wchodzimy w czas, gdy nie tylko rowerowe media padają ofiarą choroby Tour de France. Kolarze publikują swoje memuary, plotki i pogłoski wychodzą poza media rowerowe. Na topie obecnie są dwie sprawy. Pierwsza to nienajlepsza atmosfera w grupie Sky, gdzie Bradley Wiggins czuje się odsunięty na boczny tor a jako niedawny zwycięzca Touru uważa, że zasługuje na więcej. Karty rozdaje jednak kto inny: Chris Froome. Tymczasem Vincenzo Nibali dostał solidną reprymendę od zwierzchnika drużyny Astana, Aleksandra Winokurowa. Możliwe więc, że już w trakcie Touru kilku osobom puszczą nerwy, rozpocznie się sezon spekulacji transferowych a przyszłoroczny zawodowy peleton będzie jeździł w zupełnie innym układzie persolnalnym.

  • Poniedziałkowy skrót #14

    Nairo Quintana wygrał 97. Giro d?Italia i został drugim Kolumbijczykiem, który triumfował w jednym z wielkich tourów. Tymczasem Rafał Majka wyrównał polski rekord we Włoszech: szóste miejsce to awans o jedno w stosunku do zeszłego roku i powtórzenie wyczynu Przemysława Niemca. Z kolei w Albstadt Julien Absalon został samotnym liderem pod względem zwycięstw w Pucharze Świata mtb: ma ich na koncie już 29!

     

    #Giro

    Rok temu Quintana był rewelacją Tour de France. Z przytupem wszedł do elity kolarzy etapowych, wygrał finałowy, górski etap, białą koszulkę młodzieżowca, drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i solidnie postraszył Chrisa Froome?a na Alpe d?Huez oraz w Semnoz. Automatycznie stał się faworytem Giro d?Italia, wyścigu, który z racji największej ilości gór na trasie najbardziej pasuje dynamicznemu wspinaczowi. Przed startem w Irlandii, gdzie tym razem zawitało Giro, Quintana przyjął sprawdzoną przez siebie taktykę. Sprawdziwszy nogę na kilku europejskich wyścigach, zaszył się u siebie w domu, spokojnie trenował (właściwie to nikt nie wie, jak trenował) i przygotował szczyt formy na koniec trzytygodniowego, włoskiego touru.
    Niestety na jego jeździe, radości i sukcesie cieniem kładą się kontrowersje z niesławnego, 16. etapu. Gavia-Stelvio-Val Martello zamiast piękna sportu i wielkich emocji dały posmak skandalu i liczne niejasności. Atak, po którym Nairo Quintana zbudował przewagę nad najgroźniejszymi rywalami: rodakiem Rigoberto Uranem i nadzieją Włochów, Fabio Aru został przeprowadzony w niejasnych okolicznościach. Gros czterominutowego zysku, który wtedy zdobył Kolumbijczyk, faktycznie pochodzi z kończącego etap podjazdu, jednak realnie rzecz ujmując nie była to wygrana w duchu fair play. Zamieszanie związane z neutralizacjąi zjazdów z przełęczy Stelvio i wynik Quintany ustawiły klasyfikację generalną, odzierając końcową część wyścigu ze spodziewanych emocji. Prawdopodobnie lider Movistaru rzeczywiście był najmocniejszym góralem wyścigu, ale w równych warunkach udowodnił to tylko raz: podczas indywidualnej jazdy na czas pod górę na Monte Grappa. Ataki Fabio Aru na pozostałych etapach (piękna wygrana na Montecampione) i zyski Rigoberto Urana w bardziej płaskich próbach na czas pozostawiają wiele niedopowiedzeń co do pozycji i przewagi Quintany na mecie w Trieście.
    Tak czy inaczej kolumbijski kolarz o twarzy rzadko przejawiającej emocje został zwycięzcą Giro, do tego łącząc triumf w klasyfikacji generalnej ze zwycięstwem w klasyfikacji młodzieżowej. Tym razem stawka kolarzy mających mniej niż 25 lat była mocna i wyrównana. W top10 wyścigu znalazło się ich 4: Quintana, Aru, Rafał Majka i Wilco Kelderman. Trzeci wśród nich i szósty w ogólnym zestawieniu Polak w ostatnim, najtrudniejszym tygodniu wyścigu zmagał się z problemami żołądkowymi. Najgorszy dzień przytrafił mu się podczas decydującej czasówki na Monte Grappa, gdzie wypadł z pierwszej piątki. Z drugiej strony poprawił końcowy rezultat sprzed roku o jedno miejsce a podczas finału na Monte Zoncolan pojechał naprawdę dobrze dając nadzieję, że w kolejnych latach jego postawa może nam przynieść jeszcze więcej pozytywnych emocji. Trzeba przyznać, że zupełnie inaczej ogląda się wielki wyścig, gdy o czołowe lokaty do końca walczy polski kolarz a szóste miejsce w wielkim tourze, choć deprecjonowane przez niektórych quasi ekspertów, jest naprawdę cennym dokonaniem. Więcej o tegorocznym Giro napiszę jutro, a póki co pora na:
     

    Puchar Świata MTB w Albstadt

    Rafał Majka jest w grupie kolarzy, którzy dopiero budują formę i portfolio rezultatów. Maja Włoszczowska to jedna z najbardziej utytułowanych zawodniczek kolarstwa górskiego, doświadczona i będąca w najlepszym wieku do odnoszenia najlepszych wyników. Po zawahaniu formy w Novym Mescie, w niemieckim Albstadt wróciła do pierwszej dziesiątki, zajmując siódme miejsce. Po raz drugi z rzędu najszybsza była młoda Francuzka, Pauline Ferrand Prevot (z tego samego teamu, Liv Pro XC, co Włoszczowska i liderka klasyfikacji generalnej, Jolanda Naef). To niesamowite, że po zaledwie dwudziestopięcioletniej Julie Bresset, mistrzyni olimpijskiej, Francuzi tak szybko wprowadzili do elity kolejną gwiazdę. Prevot ma zeledwie 22 lata, (na Igrzyskach w Londynie była najmłodszą kolarką w szosowym peletonie), jeździ wszędzie (szosa, mtb, przełaj) i jest niesamowicie mocna. W tym roku, poza dwiema wygranymi w Pucharze Świata mtb zwyciężyła też w Walońskiej Strzale dla kobiet, najszybciej finiszując na słynnym Mur de Huy!
    Niemieckie Albstadt w ogóle było szczęścliwe dla Francuzów. Julien Absalon, na rowerze wyposażonym w najnowszy wynalazek Shimano: elektryczną grupę XTR, wyraźnie pokonał Szwajcara Nino Schurtera i kolejnego reprezentanta ?trójkolorowych? Stephane?a Tempiera. Po raz kolejny w tym sezonie kontuzji kolana dostał Jaroslav Kulhavy. Z licznej grupy Polek i Polaków najlepiej spisała się oczywiście wspomniana Maja Włoszczowska, ale niezłe, 21. miejsce zajęła Katarzyna Solus-Miśkowicz. Paula Gorycka i Aleksandra Dawidowicz zostały zdublowane. W wyścigu eility mężczyzn Marek Konwa był 41. W młodszych kategoriach ?nasi? zaprezentowali się następująco: U-23 mężczyzn: Bartłomiej Wawak: 10, Maciej Jeziorski, Patryk Adamkiewicz, Łukasz Szymczuk - zdublowani U-23 kobiet: Aleksandra Podgórska: 26, Karolina Cierluk - zdublowana Juniorzy: Jakub Zamroźniak: 71 Adrian Siarka: 84 Filip Helta, Mateusz Banaś, Łukasz Winiarski, Paweł Chochołek, Krzysztof Bujalski - zdublowani Juniorki: Marlena Drozdziok: 43, Patrycja Piotrowska - zdublowana Eliminator mężczyzn: Borys Góral: 16 Patryk Adamkiewicz: 29 Eliminator kobiet: Iwona Kurczab: 18 Biorąc pod uwagę, że polskie mtb raczej cały czas szuka drogi na wyjście z kryzysu, trzeba powiedzieć: dobrze, że młodzi startują, jeżdżą i zdobywają doświadczenie a ich kluby podejmują wysiłek związany z wyprawami zagranicznymi. Bez tego wyników nie będzie.
     

    Puchary w Polsce

    Ruszył krajowy puchar w maratonie mtb. Krakowska Skandia nie zaszokowała frekwencją (gdzie te czasy, gdy to w Krakowie bito maratonowe rekordy), ale na starcie stanęło wielu bardzo dobrych zawodników. Zawody obserwowałem w kilku punktach przy trasie, głównym źródłem ambiwalentnych uczuć jest dziwny start sektorowy. Czołówka poszczególnych dystansów musi przeciskać się między amatorami czy wręcz niedzielnymi rowerzystami, którzy przyjechali przeżyć swoją weekendową przygodę. To nie wygląda dobrze i nie sprzyja równej rywalizacji. Tak czy inaczej, przynajmniej dobrze, że inauguracja Pucharu Polski 2014 została rozgerana w choć odrobinę górzystym terenie, nazwiska zwycięzców: Mariusza Kowala i Anny Szafraniec nie zostawiają wątpliwości, że było to poważne ściganie.
    W niedzielę w podwielickich Golkowicach ruszył też Puchar Szlaku Solnego. To najważniejsza seria wyścigów cross country w Małopolsce. Trasa nie powalała stopniem trudności, ale była wystarczająca do rozgerania pełnowymiarowych zawodów. Na starcie stanęła czołówka regionu, było więc solidne ściganie. Szkoda, że w tym roku cykl został okrojony do 4 eliminacji. Wyniki poszczególnych kategorii znajdują się tutaj. Zdjęcia ze Skandii i PSS znajdziecie na moim facebookowym fanpage. Jeśli je lubicie, to dobrze, choć możliwe, że ze względu na braki sprzętowe: rowerowo-fotograficzne wkrótce ich zabraknie. Na koniec muszę też wspomnieć o Hołda Race w Chorzowie. Rok temu tam startowałem, tym razem wybrałem kibicowanie w Krakowie i start w Golkowicach. Po pozytywnych opiniach z sezonu 2014, na zawody przyjechało 250 osób. To bardzo dużo jak na lokalny wyścig XC. Uwagę zwraca też bardzo uczciwy czas poszczególnych wyścigów. 1h40? dla elity w obecnych czasach to rzadkość!

  • Poniedziałkowy skrót#13

    Poniedziałkowy skrót#13

    Kto wygra Giro? Nie wiadomo. Różnice się zacieśniają, kolejni kolarze dochodzą do wysokiej formy. Rafał Majka jedzie równo i nadal jest trzeci. Tymczasem w Novym Mescie Puchar Świata XC nie poszedł po myśli polskich zawodników. Przegląd wydarzeń ostatnich dni, czyli ?poniedziałkowy skrót?:

    #Giro

    Zwycięzcą weekendu w Piemoncie i Lombardii jest Fabio Aru. Młody Włoch z ekipy Astana wygrał ciężki, niedzielny etap na Montecampione, w sobotę atakował na metę przy sanktuarium Oropa i to on zyskał najwięcej czasu nad rywalami. Po początkowych problemach do formy dochodzi też Nairo Quintana (Movistar). Ta dwójka, oraz Pierre Rolland z Europcaru najlepiej zaprezentowała się na – jak do tej pory – najdłuższych podjazdach wyścigu.

    Różnice między najważniejszymi kolarzami klasyfikacji generalnej zmniejszyły się wyraźnie. Lider, Rigoberto Uran (Omega Pharma Quick Step) ma nad szóstym, Domenico Pozzovivo (Ag2r), zaledwie 2?42? przewagi. Co ważne, na kolejnych etapach atakują różni zawodnicy i trudno wskazać zdecydowanie najmocniejszego z szeroko pojętej czołówki. Najrówniej jedzie lider oraz Rafał Majka (Tinkoff Saxo). Zarówno Polak jak i Kolumbijczyk nie dali rady pojechać za Aru, Quintaną i Rollandem podczas wspinaczki na Montecampione, z drugiej strony równym mocnym tempem zyskali przewagę nad słabnącymi Evansem i Pozzovivo. Taka jazda może przynieść zarówno zwycięstwo i podium jak i wypadnięcie z czołowej trójki wyścigu.
    Istotne jest jednak, że Giro d?Italia 2014 dopiero teraz wchodzi w decydującą fazę. Ekonomiczna jazda może się zwrócić. Po dzisiejszym dniu przerwy do końca rozstrzygnięć pozostanie tylko jeden łatwiejszy (choć długi) etap - we środę. Wtorek to monstrualne przełęcze Gavia i Stelvio a etap kończy się podjazdem do Val Martello. W czwartek na zawodników nie tylko czekają trudne wspinaczki, ale i przejazdy przez doliny - istotna będzie dyspozycja nie tylko liderów, ale ich pomocników. Piątek to czasówka pod górę na Monte Grappa a w sobotę wielki finał na ultra stromym Zoncolanie. Powiedzmy sobie szczerze - w tej perspektywie niespełna trzy minuty róniżicy między Uranem a Pozzovivo to niewiele, choć akurat to nie Włoch jest największym kandydatem do zwycięstwa.
    W kontekście możliwości Rafała Majki, ważne, że Polak tam gdzie może, nadrabia sekundy nad ważnymi rywalami. Podczas czasówki pokonał Quintanę i Aru, w górach zgubił Evansa (28 sekund), Urana (2 sekundy), Kiserlovskiego i Keldermana. Nadal jest trzeci, prowadzi w klasyfikacji młodzieżowej i każdy rezultat z zakresu 1-6 miejsce jest możliwy. W tym kontekście nieco przykry wydaje się skromy entuzjazm, by nie powiedzieć jego brak, wyrażany przez większość komentatorów kolarstwa w kraju. Panowie, tu dzieje się historia!
    Ta uwaga dotyczy w ogóle percepcji współczesnego kolarstwa. Fabio Aru, na którego nie było mocnych na podjeźdie Montecampione pokonał to wzniesienie 3,5 minuty wolniej niż Marco Pantani ze sztucznie podniesionym hematorkytem. W przeciwieństwie do zeszłego sezonu, gdy zawodnicy zbliżali się do osiągnięć ?Ery EPO? (zwłaszcza podczas Tour de France), póki co na Giro jadą w stylu podobnym do do osiągnięć kolarzy uchodzących za czystych. Sportowy spektakl ma więc inny wymiar, do którego trzeba się przyzwyczaić.

    Tour of Norway

    Słyszeliście o takim wyścigu? Cóż, nie zdziwię się, jeśli nie. Wyścig Dookoła Norwegii został zorganizowany dopiero po raz czwarty, nie przeszkadza mu to w posiadaniu kategorii 2.HC (najwyższa poza World Tour). W tym roku cztery z pięciu etapów wygrali zawodnicy Pro Teams: dwa razy zwycięzca Mediolan-Sanremo, Alexander Kristoff z Katiuszy, po razie Sep Vanmarcke i Bauke Mollema z Belkinu - zacne nazwiska, czyż nie? Klasyfikacja generlna zaś, dzięki dobrej jeździe w ucieczce i czujnej pracy całej drużyny padła łupem Macieja Paterskiego z CCC Polsat Polkowice. To świetna sprawa: polski kolarz zdobył punkty dla siebie i dla zespołu. Co więcej, wygląda na to, że polityka zatrudnienia ?spadkowiczów? z Pro Teams zaczyna się zwracać i ekipa nie musi już polegać głównie na Davide Rebellinie. Dodatkowo Paterski, który w Liquigasie/Cannondale był pomocnikiem, tu sprawdził się jako lider. To dobry znak w kontekście jego dalszej kariery: albo powrotu do najwyższej ligi albo rozwoju drużyny CCC.

    Puchar Świata MTB

    To nie tak miało być, przynajmniej nie do końca. Maja Włoszczowska ewidentnie jest w innej fazie sezonu niż jej główne rywalki. Piąte miejsce w zawodach Bundesligi odzwierciedlało jej rzeczywistą dyspozycję i w Nowym Mieście na Pucharze Świata zdołała dojechać do mety jako dwunasta. Wygrała jej młoda koleżanka z teamu Liv Giant: Pauline Ferrand Prevot, wyraźnie odjeżdżając pozostałym rywalkom: doświadczone Catherine Pendrell i Gunn-Rita Dahle straiły do Francuzki około trzech minut! O ile miejsce Mai może rozczarowywać (choć trzeba przyznać, że nie tylko ona pojechała słabiej, dziesiąte miejsce i również sporą stratę zanotowała Tanja Zakelj), siedemnastą lokatę Katarzyny Solus-Miśkowicz można dla odmiany uznać za sukces. Zawodniczka Krossa straciła do Mai Włoszczowskiej dwie minuty, niedaleko przed nią była Katerina Nash a tuż za nią Emily Batty. Z mieszanymi uczuciami musi z Novego Mesta wracać Marek Konwa. Dobra postawa w eliminatorze (półfinał i klasyfikacja na piątym miejscu!) została zrównoważona słabą jazdą w niedzielnym wyścigu głównym (73 miejsce i 10 minut straty). Konwa był jedynym polskim zawodnikiem, który nie został zdublowany.Triumfował, po solidnym przetarciu w szosowym Tour de Romandie, Nino Schurter. Szwajcar ma przed sobą kolejny start w ?górskim? Pucharze Świata a następnie znów zagości w szosowym peletonie podczas Tour de Suisse. Trzeba podkreślić, że w przeciwieństwie do wyścigu kobiet, grono mężczyzn walczących o zwycięstwo było zdecydowanie szersze. Julien Absalon tym razem ukończył szósty, ale do Schurtera stracił mniej niż pół minuty! Zebrane wyniki Polaków i Polek, w tym z młodszych kategorii wiekowych znajdziecie w tym wpisie na mtb-xc. Mimo braku budzących entuzjazm wyników, tak jak napisałem w zapowiedzi tego weekendu, ważny jest fakt, że do Czech na jedne z najważniejszych zawodów w sezonie wybrała się naprawdę spora grupa naszych zawodników. Doświadczenie startu w takiej imprezie jest bezcenne i w przyszłości zaprocentuje.

    Maratony mtb

    Bohaterem weekendu w kraju był z pewnością Bartosz Janowski. Zawodnik teamu Romet zaliczył dwa maratony na dystansie Giga. W sobotę był trzeci w Wałbrzychu by w niedzielę triumfować w Karpaczu. Bikemaraton był wyraźnie górą nad MTB Marathonem, gromadząc na starcie mniej więcej dwa razy więcej uczestników (~ponad 1000 vs ~ponad 500). Obecność wałbrzyskiej imprezy w oficjalnym kalendarzu umożliwiła również start zawodnikom licencjonowanym. Triumfował Adrian Brzózka (JBG2) przed Dariuszem Batkiem (Sante BSA), czwarty był Bogdan Czarnota a piąty Radosław Rękawek (obaj Kross) Zdjęcie okładkowe: "Fabio Aru", fot. Manfred Werner, wikimedia Commons CC BY SA 3.0

  • Poniedziałkowy skrót#12

    Solidna postawa Rafała Majki dała mu awans na trzecią pozycję w Giro d?Italia po pierwszej części wyścigu. Z kolei Maja Włoszczowska zajęła piąte miejsce w zawodach Bundesligi, a Piotr Brzózka ósme miejsce w hiszpańskiej etapówce MTB. W Jeleniej Górze akademickimi mistrzami Polski zostali Marek Konwa i Sabina Zamroźniak.

    #Giro

    Pierwsza, najbardziej nerwowa część włoskiego wielkiego touru za nami. Odpadło kilka zacnych nazwisk, kilka kolejnych jest poobijanych. Cadel Evans jeden z najstarszych kolarzy w peletonie Giro korzysta ze swojego doświadczenia, prowadzi o niemal minutę z Rigoberto Uranem i prawie o dwie z Nairo Quintaną. Tam gdzie mógł, zyskiwał sekundy, tam gdzie trzeba nie stracił. Jego drużyna jedzie bardzo dobre, sam Australijczyk również jest wyjątkowo czujny. Przez Apeniny przebrnął bez problemów, w najbliższy czwartek będzie starał się powiększyć przewagę podczas jazdy na czas a następnie podejmie próbę obrony w wysokich górach. Może pozwolić sobie na puszczanie pojedynczych ataków, jak Domenico Pozzovivo w niedzielę na etapie do Sestoli, i ekonomicznie kontrolować resztę rywali. Wspomniany Nairo Quintana, stawiany przed wyścigiem w roli najważniejszego pretendenta, skarży się na liczne stłuczenia, których doznał na etapie do Monte Cassino i póki co nie wychylił nosa z peletonu. Inny poszkodowany, Rafał Majka, na sobotnim etapie do Montecopiolo, jako jeden z nielicznych liderów spróbował krótkiego ataku, poza nim większość liczących się postaci jechała spokojnie.

    Ponieważ zgodnie z przewidywaniami w Apeninach koszulkę lidera oddał na rzecz Evansa Michael Matthews z Orica-Greenedge i spadł na dalsze miejsce w klasyfikacji, na tymczasowe podium awansował właśnie Majka. Co więcej, Polak z Tinkoff-Saxo objął prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej. Rywali ma jednak zacnych: Quintana, będący w świetnej dyspozycji Diego Ulissi z Lampre czy Fabio Aru z Astany, który po porażce Scarponiego (na Montecopiolo stracił osiem minut), jest numerem jeden w swojej ekipie. Nie wiedzie się natomiast Przemysławowi Niemcowi. Kraksy i defekty zepchnęły go na dalsze miejsce, powtórzenie ubiegłorocznego rezultatu w ?generalce? jest już raczej niemożliwe. Trzymajmy więc kciuki za udaną akcję na którymś z górskich odcinków i walkę o zwycięstwo etapowe. Warto podkreślić równą jazdę Pawła Poljańskiego - w swoim grandtourowym debiucie jest póki co na 40 miejscu.
    Poza Evansem, Uranem i Majką, największymi wygranymi pierwszego tygodnia Giro są zdecydowanie kolarze Orica-Greenedge. Wygrana drużynówka, koszulka lidera a do tego dwa indywidualnie wygrane etapy (Matthews i Weening). Na pochwałę zasługuje również Nacer Bouhanni. Gdy Wycofał się Marcel Kittel, Francuz z FDJ został sprinterem numer jeden wyścigu, wygrywając dwa finisze z peletonu. Dwa etapy, dla odmiany górzyste, zapisał na swoje konto Diego Ulissi. Młody Włoch jest w świetnej formie i choć nie wiadomo jak spisze się w wysokich górach, już uratował Giro dla swojej drużyny (Lampre Merida).

    Tour of California

    Ściganie w Stanach ciągle jest w cieniu zawodów w Europie. Mimo wszystko Tour of California to ciekawy wyścig. W tym roku tym ciekawszy, że stał się kolejnym krokiem w odbudowie formy Bradleya Wigginsa. "Sir Wiggo" pobił rywali na czas, obronił się w górach i wygrał klasyfikacje generalną. Po ubiegłorocznej serii porażek, gdy najwyraźniej płacił cenę za fenomenalny sezon 2012, Brytyjczyk znów dobrze czuje się w skórze kolarza. Jak na specjalistę etapowego, rewelacyjnie spisał się w Paryż-Roubaix (9. miejsce) a wygrana w Kalifornii sugeruje, że może być istotnym elementem drużyny Sky broniącej zwycięstwa w Tour de France. 

    MTB

    Ulewne deszcze skutecznie utrudniały zmagania kolarzom mtb. W Jeleniej Górze podczas Akademickich Mistrzostw Polski było naprawdę ciężko. Marek Konwa i Sabina Zamroźniak byli wyraźnie lepsi od reszty swoich rywali i rywalek. Dość powiedzieć, że na niemal 120 zawodników, podczas wyścigu trwającego 1,5h Konwa nie zdublował zaledwie 24. Wśród 44 kobiet 20 pokonało mniej okrążeń niż zwyciężczyni jadąca godzinę i dziesięć minut.
    Trzeba przyznać, że obsada w Jeleniej Górze była znakomita i aż żal, że taki zestaw na starcie można oglądać zaledwie dwa-trzy razy w roku. Zobaczymy, jak rozwinie się próba reaktywacji Pucharu Polski, więcej wyścigów z wyrównaną, mocną stawką zawodników zrobi dobrze wszystkim.
    Nie licząc Marka Konwy, który będąc zawodnikiem grupy zawodowej jednak wybrał imprezę akademicką, reszta naszych ?eksportowych? kolarzy górskich ścigała się za granicą. Maja Włoszczowska zajęła piąte miejsce na wyścigu Budnesligi. W Heubach imponująco wyglądała obsada w rywalizacji mężczyzn: pierwsza czwórka to Absalon, Milatz, Gieger, Hermida! Z kolei Anna Szafraniec triumfowała w Pucharze Czech a Katarzyna Solus-Miśkowiec w Pucharze Włoch (w ramach zgrupowania kadry narodowej, Paula Gorycka zajęła tam 4. miejsce). Do tego ekipa JBG2 dobrze pojechała w etapówce La Rjioja: Piotr Brzózka był 8, jego brat Adrian 9., Patryk Piasecki 14. a Tomasz Drożdż 33. Brzmi jak #renesanspolskiegokolarstwa. Dla równowagi, zagrożenie powodziowe spowodowało odwołanie maratonu Cyklokarpat w Wojniczu. Ja z kolei czynnie, choć z defektem, przyglądałem się Mistrzostwom Słowacji w maratonie. Zawody w Dolnej Marikovej były dla mnie kolejnym dowodem, że nasi południowi sąsiedzi znają się na rzeczy. Obszerną relację wrzucę jutro, gdy tylko dostanę zdjęcia.

  • Poniedziałkowy Skrót#11

    Poniedziałkowy Skrót#11

    Trzy dni w Irlandii sprawiły, że kolejne etapy Giro d?Italia będą jeszcze ciekawsze niż się spodziewałem Wśród wygranych weekendu są m.in. Rigoberto Uran, Cadel Evans, Nairo Quintana i Rafał Majka. Dla odmiany, w domu ze złamanym obojczykiem zostaje Dan Martin a straty zanotowali m.in Joaquin Rodriguez i Przemysław Niemiec.

    Opady, wiatr i chłód sprawiły kolarzom sporo kłopotów. Podczas piątkowej jazdy drużynowej na czas zespoły startowały w zmiennych warunkach. Skorzystali na tym m.in zawodnicy Orica Greenedge. Australijski team sprintetów i czasowców na Giro pojechał nastawiając się właśnie na pierwsze dni wyścigu. Plan zrealizowali w 100% - wygrali ?drużynówkę? i po trzech dniach w Irlandii Micheal Matthews przywozi do Włoch różową koszulkę lidera. Będą jej bronili jeszcze przez kilka etapów a potem ich rola się zakończy. Są rozliczeni i odnieśli sukces - gratulacje. Na drugim biegunie szczęścia znajduje się Daniel Martin. Irlandczyk miał być jednym z czarnych koni wyścigu, tymczasem drugi raz w ciągu ostatnich tygodni stracił szansę przez banalny upadek. Podczas Liege-Bastogne-Liege poślizg na (prawdowododbnej) plamie oleju odebrał mu miejsce na podium (wygrał, co ciekawe, kolarz Orica-Greenedge), podczas czasówki w Belfaście wywrócił się najeżdżając na śliską studzienkę kanalizacyjną. Tym razem skończyło się poważniej - Irlandczyk złamał obojczyk i musi teraz myśleć nie tylko o rehabilitacji i budowaniu formy na dalszą część sezonu, ale też o przyczynach swoich niepowodzeń.
    Choć wyścig jest długi a trudności będą narastały z dnia na dzień, by zakończyć się wielkim finałem na Monte Zoncolan za niespełna trzy tygodnie, straty poniesione w Irlandii mogą mieć znaczący wpływ na przebieg dalszej rywalizacji. Wszak, jak mawiał klasyk, liczy się każda sekunda. Tymczasem Nairo Quintana traci do Urana, Evansa i Majki około 40 sekund, Przemysław Niemiec 1?10? a Joaquin ?Purito? Rodriguez 1?20?. Choć w kontekście górskich trudności są to niewielkie różnice, możliwe do odrobienia na jednym podjeździe, tak czy inaczej, myśląc o dobrym rezultacie na mecie wyścigu, będą musieli atakować. Drużynówkę i pierwsze etapy czujnie przejechał za to Michele Scarponi i pozostaje w gronie pretendentów do podium.
    Bohaterem irlandzkich etapów jest z pewnością Marcel Kittel. Niemiec z ekipy Giant-Shimano, tak jak kolarze Orica-Greenedge póki co wykonuje swój plan maksimum. Wygrał dwa odcinki i przed wjazdem w góry będzie faworytem każdego kolejnego sprintu. Z niecierpliwością czekam jednak, czy we włoskim słońcu błyśnie weteran, Alessandro Petacchi.
    Wielki Tour rządzi się swoimi prawami, tymczasem na Dolnym Śląsku w ekspresowym tempie zakończył się wyścig Szlakiem Grodów Piastowskich. Zgodnie z przewidywaniami, ton rywalizacji nadawała ekipa CCC Polsat Polkowice. Zwyciężył Mateusz Taciak, drugi był Marek Rutkiewicz, piąty Davide Rebellin, ósmy Tomasz Marczyński a dziewiąty Jarosław Marycz. Wyścig rozegrano w ciekawej formule, przypominającej Criterium International. Trzy etapy: górzysty, sprinerski i czasówka, do tego kategoria 2.1. I tu pewna uwaga. To nie jest oczywiście ten sam prestiż, mimo tej samej kategorii, ale statystycznie rzecz ujmując, wygrana Taciaka warta jest tyle samo, co Michała Kwiatkowskiego w Volta a Algarve. Mam jeszcze jedną myśl w tym temacie, w związku z wypadnięciem z kalendarza wyścigu Dookoła Asturii. To szasna dla ?Grodów? na budowanie marki, skoro na początku maja zabrakło jednej, trudnej, krótkiej etapówki. O to może być jednak trudno - wyścig nie ma nawet swojej strony na facebooku. W kwestii różnego rodzaju deficytów poruszę jeszcze jedną kwestię. Z braku wyścigów na wysokim poziomie w kraju, po raz kolejny czołowi zawodnicy polskiego mtb wybrali się za granicę. Sukcesem zakończyły się starty Marka Konwy i Anny Szafraniec, którzy zajęli odpowiednio drugie miejsca na XC w Grazu. Gdzie te czasy, gdy zamiast ?my do nich?, zawodnicy z ościennych krajów przyjeżdżali na polskie Grand Prix w poszukiwaniu punktów, doświadczenia i nagród? Dla równowagi, amatorskie imprezy masowe i wyczynowe mają się lepiej niż dobrze: same tylko maratony w Zdzieszowicach, Złotym Stoku i Rembertowie zgromadziły na starcie ponad 2600 uczestników. Cross country w Będzinie, gdzie startowałem w niedzielę kolejnych dwustu. Jest siła w narodzie ;)   Fot. okładkowe "Shamrocks" by jmcarthy99/flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#10

    Michał Kwiatkowski zakończył ardeński tryptyk podium w monumencie Liege-Bastogne-Liege. Simon Gerrans zwyciężył w tym wyścigu notując drugi wielki wynik swojej kariery: dwa lata temu wygrał Mediolan-Sanremo. Australijczyk to jeden z bardziej niedocenianych specjalistów klasyków ostatnich lat!

    Kolarze z podium ?staruszki?: Gerrans, Alejandro Valverde i Kwiatkowski to bohaterowie ostatniego tygodnia. Australijczyk wygrał najbardziej prestiżowy z tych wyścigów a w Amstel Gold Race tydzień wcześniej był trzeci. Valverde był trzeci w AGR, wygrał Walońską strzałę, w Liege finiszował drugi. ?Kwiato? również ani razu nie wypadł z top5 będąc kolejno: 5. w AGR, trzeci w Walońskiej Strzale i zajmując to samo miejsce w L-B-L. Skupiając się na liczbach, ważna jest jeszcze jedna: Polak jest 14 (czternaście!) 10 (dziesięć!) lat młodszy od obu rywali.

    Trzeba przyznać, że w niedzielę okoliczności były sprzyjające i dla niego i dla Gerransa. Nie przypominam sobie, by w ostatnich sezonach w końcówce Liege-Bastogne-Liege jechała tak duża grupa kolarzy, co więcej, bez zdecydyowanych ataków faworytów. Szybcy zawodnicy, jak Polak i Australijczyk mogli więc popisać się swoimi umiejętnościami sprinterskimi, choć trzeba pamiętać, że mając w nogach ponad 4500m w pionie trzeba być po prostu świetnym i kompletnym kolarzem, by dynamicznie pojechać finisz.
    O ile Kwiatkowski to przyszłość kolarstwa, Gerransowi bliżej do końca kariery. Kolarz ekipy Orica nieco ?po cichu? zgromadził na swoim koncie dwa zwycięstwa w wiosennych monumentach, notując przy tym jeszcze kilka innych, wartościowych rezultatów. Jego wygrane nie były spektakularne, ale w takich wyścigach wyniki mówią za siebie. Za kilka lat stastycy sportu będą wymieniali go w gronie najlepszych kolarzy drugiej dekady XXIw. Historię pisze też Julien Absalon. Francuski kolarz górski po raz dwudziesty ósmy w karierze zwyciężył w zawodach Pucharu Świata. W ten sposób zrównał się z Julie Furtado - gwiazdą początków mtb - i stoi przed szansą objęcia samotnego prowadzenia w statystykach. Tego osiągnięcia nie umniejsza fakt nieobecności kilku ważnych rywali, w tym Nino Schurtera, który szykuje się do startu w szosowym Tour de Romandie. Wśród kobiet najszybsza była Eva Lechner a Mai Włoszczowskiej tym razem wyścig się nie udał: defekt sprzętu połączony z niedyspozycją zaowocował dalszą lokatą i spadkiem na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu.
    Trzymając się statystyk, w miniony weekend w różnych imprezach rowerowych w Polsce startowało, szacując tylko, przynajmniej 3500 osób. Sporym sukcesem zarówno frekwencyjnym (ok 800 osób) jak i sportowym (wiele uznanych nazwisk w wynikach) zakończył się maraton serii Kaczmarek Electric w Olejnicy. Ta regionalna seria wygrała z liderem medialnej promocji, warszawską Skandią. Ja za to wybrałem lokalną serię cross country, czyli Puchar Tarnowa. Kilka zdjęć znajdziecie na moim facebookowym fanpage. Zawody były ?takie jak zawsze?, co biorąc pod uwagę 20-letnią tradycję tego cyklu traktuję jako wyraz uznania dla solidnej jakości oferowanego uczestnikom produktu. Martwi jedynie fakt, że najliczniejsze na starcie były kategorie Masters, wśród juniorów i juniorów młodszych bieda. Biorąc dodatkowo pod uwagę popularność maratonów, teoria o tym, że sport staje się rozrywką klasy średniej w tym wypadku niestety się potwierdza.

  • Poniedziałkowy skrót#9

    Tegoroczną przygodę z brukami kończymy pięknym akcentem. Niespodziewana, ale bardzo zasłużona wygrana kolarza z drugiego szeregu cieszy bardziej niż kolejny rekord pobity przez kolejną gwiazdę. W końcu na tym właśnie polega sport!

    Paryż-Roubaix

    Niki Terpstra od dłuższego czasu znakomicie prezentował się w północnych klasykach. Od 2012 roku regularnie był w czołówce brukowanych monumentów, grając rolę dżokera wysyłanego do taktycznych akcji w końcówkach wyścigów. Zeszłoroczne podium w Paryż-Roubaix tylko potwierdziło wielki potencjał Holendra.

    ?Piekło Północy? 2014, pełne ataków faworytów, wyniosło Terpstrę do kolarskiego panteonu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy pojechał po wygraną jak profesor, wykorzystując właściwy moment do ataku, gdy wszystkie najważniejsze postaci zdążyły już wystrzelić, czy też jednak jego wygrana to efekt taktyki zespołu Omega Pharma Quick Step. Na myśl przychodzi Servais Knaven i jego zaskakujący triumf w 2001r.

      Dla kolarzy Patricka Lefevre?a wiosna bez ważnego zwycięstwa na brukach jest porażką. We Flandrii polegli, stawiając na nie w pełni dysponowanego Boonena. W E3 oraz Gandawa-Wevelgem również byli na nich mocniejsi. Terpstra, który jest najjaśniejszym punktem Omegi tej wiosny (wybaczcie fani Michała Kwiatkowskiego) prezentował się znakomicie już w tygodniach poprzedzających Paryż-Roubaix. W niedzielę wykorzystał swoją szansę jak prawdziwy mistrz i właściwie już w kwietniu jest rozliczony z tego sezonu. Ciekawe, jak dalej potoczy się jego kariera. Ta wygrana może być punktem zwrotnym dla niego, jego drużyny, Toma Boonena i wielu innych kolarzy. Przyszłoroczne brukowane klasyki będziemy oglądać z zupełnie innym układem sił.

    Wiele pytań będzie bowiem czekało na rozstrzygnięcie: co dalej z karierami młodych, zdolnych: Petera Sagana i Sepa Vanmarcke, którzy czekają na największe sukcesy? Czy Tom Boonen odrodzi się po raz kolejny, czy też będzie powoli zmierzał ku sportowej emeryturze? Jak długo Fabian Cancellara będzie utrzymywał fenomenalną passę podiów w monumentach. Co ze Zdenkiem Stybarem, który ze swoim dorobkiem może iść śladami Terpstry oraz czy Bradley Wiggins postawi sobie za cel wygraną w Roubaix? Dziesiąte miejsce Brytyjczyka który jeszcze dwa lata temu dyktował zabójcze tempo na podjazdach Tour de France jest swoistą sensacją, na której konsekwencje warto będzie czekać!

     

    Dookoła Kraju Basków

    Dzieje się tyle, że czuję, jakby sobota była tydzień temu. A to raptem dwa dni dzielą nas od rewelacyjnego zakończenia Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Alberto Contador rozpoczął z wysokiego C wygrywając pierwszy etap, później mógł skupić się na kontrolowaniu sytuacji i ?poprawił? rywalom podczas jazdy na czas (w finałowej próbie ustąpił jedynie Tonemu Martinowi). W międzyczasie Michał Kwiatkowski kolekcjonował trzecie miejsca na kolejnych etapach, niewielką stratę notując jedynie na czwartym odcinku, gdzie triumfował jego kolega z drużyny, Wout Poels. Polak jednak z nawiązką odrobił straty podczas czasówki, gdzie – a jakże – był trzeci, co pomogło mu zająć drugie miejsce w klasyfikacji generalnej całego wyścigu. Biorąc pod uwagę prestiż ?Vuelta al Pais Vasco?, który teoretycznie ma tę samą rangę co Tour de Pologne, ale jednak dłużej znajduje się na liście najwyżej punktowanych wyścigów, to najcenniejszy wynik Kwiatkowskiego w karierze. Z formą, którą prezentuje pozostaje z ekscytacją czekać na ardeńskie klasyki – będzie w nich jednym z najważniejszych kandydatów do zwycięstwa!

     

    Puchar Świata XC

    Julien Absalon po raz dwudziesty siódmy (!) wygrał zawody Pucharu Świata cross country. Francuz staje się żywą ikoną kolarstwa górskiego, tym bardziej, że podczas jego kariery charakter tej dycypliny zmienił się diamteralnie. Obecnie trasy olimpijskiego xc są techniczne, widowiskowe, z elementami znanymi z bardziej ekstremalnych odmian kolarstwa. Poziom sportowy zawodowego mtb jest kosmicznie wysoki, tym większe uznanie dla dokonania Francuza. Polskich kibiców cieszy znakomita postawa Mai Włoszczowskiej, która sezon rozpoczęła od najniższego stopnia podium. Wygrała jej klubowa koleżanka, Jolanda Neff. Damski team Gianta jest więc w tym momencie najmocniejszą ekipą w kobiecym XC!

    Na właściwy układ sił w mtb trzeba jednak poczekać ponad miesiąc, kiedy Puchar Świata przyjedzie do Europy (najbliższe zawody, 27.04 rozegrane zostaną w Australii). Część zespołów i zawodników, w tym większość z Polski, odpuszcza starty w dalekich lokalizacjach.

     

     

    Circuit de Ardennes

    Ligę niżej, ale nadal w gronie znakomitych zawodowców wysoką formę tej wiosny prezentuje Łukasz Wiśniowski. Niedawno o mało co wygrał Tour de Normandie, w miniony weekend postawił już na swoim i zwyciężył w krótkiej, cenionej etapówce Circuit de Ardennes. W 2012r wygrywał tam Marek Rutkiewicz, wyścig ma kategorię 2.2, a na liście triumfatorów znajdują się nazwiska wielu dobrych kolarzy. To z pewnością dobry krok w rozwoju kariery Wiśniowskiego (rocznik 1991), reprezentującego barwy grupy Etixx, ?młodzieżówki? Omega Pharma Quick Step

    I na koniec?

    Polska się rusza

    Maraton Warszawski: 20tysięcy uczestników. Bikemaraton w Miękinii: ponad 1800 startujących. Mazovia w Legionowie: 1000. Liga Świętkorzyska w Daleszycach: 600. Do tego szereg mniejszych imprez biegowych oraz rowerowych i wygląda na to, że aktywnie rusza się sporych rozmiarów miasto. Cieszy też relacja z maratonu w TVP.

  • Poniedziałkowy skrót#7

    Rafał Majka czwarty w Criterium Internationl, to główny polski akcent weekendu. Peter Sagan pokonany w Gandawa – Wevelgem, to główne wydarzenie międzynarodowe.

    Zacznę właśnie od Criterium International – relację z tego wyścigu wybrałem do oglądania w niedzielne popołudnie. Po sobotniej czasówce sytuacja w klasyfikacji generalnej była otwarta – różnice czasu w czołówce pozostawały niewielkie, natomiast faworytem wydawał się być J.C. Peraud. Były kolarz górski dobrze radzi sobie w próbach indywidualnych a przy tym potrafi zaatakować na finałowych podjazdach. Col de l’Ospedale, którym kończył się cały wyścig to długi i wymagający finisz pod górę, zatem liczyłem, ze Rafał Majka, który do Peraud tracił niewiele pokaże się z dobrej strony i ugra cenny wynik. Tak też było. Kolarze Tinkoff – Saxo nadawali tempo u podnóża podjazdu, grupa liderów topniała w gdy na około 5km przed metą na czele zostało zaledwie kilku kolarzy rozpoczęły się ataki.

    Polak ruszał w pogoń za Frankiem Schleckiem i Tiago Machado, sam jednak nie zaryzykował ani razu. Szkoda, jak sam wspomniał w wywiadzie był to błąd taktyczny. Na wypłaszczeniu w końcówce odjechali Mathias Frank i Peraud: Frank po etap, Peraud po wyścig. Rafał Majka dojechał piąty a w klasyfikacji generalnej zajął czwarte miejsce. Mimo niedawnej kontuzji na Paryż-Nicea (nadal jechał z taśmami na łokciu) pokazał dobrą formę. Czwarte miejsce w Criterium International, wyścigu bardzo prestiżowym i cenionym jako sprawdzian formy dla kolarzy etapowych, to świetny wynik i znakomita prognoza przed Giro d?Italia. Błędy taktyczne to cenna nauka – lepiej teraz niż w maju!

    W Katalonii zakończyła się tamtejsza ?Volta?, jeden z najstarszych, nadal organizowanych wyścigów kolarskich. Przez cały tydzień zawodnicy zmagali się ze złą pogodą, z pewnością nie pozostało to bez wpływu na wyniki i przebieg rywalizacji. Całość wygrał Joaquim ?Purito? Rodriguez, potencjał w wyścigach etapowych potwierdził Tejay van Garderen (trzecie miejsce), jak zawsze ambicją popisał się Contador (druga lokata) a Chris Froome i Nairo Quintana nie prezenentują jeszcze równej formy. Ten drugi ma ewidentnie problem z jazdą w trudniejszych warunkach atmosferycznych, biorąc pod uwagę, że na Giro, które ma być jego głównym celem, często zdarzają się zimne i deszczowe dni, wyścig dookoła Włoch będzie dla niego wyjątkowym wyzwaniem. W Katalonii startowali też kolarze CCC Polsat Pokolwice. W klasyfikacji generalnej zajęli niskie lokaty, natomiast zabierali się do ucieczek na niemal każdym etapie. Tomasz Marczyński uzbierał nieco punktów w klasyfikacji górskiej a w sobotę i niedzielę Marek Rutkiewicz i Maciej Paterski finiszowali odpowiednio na piątej i czwartej pozycji. Można sarkać, że słabo, z drugiej strony, skoro nie jechali na ?generalkę?, walka w ucieczkach z niezłym wynikiem na wyścigu klasy World Tour jest cenną sprawą i tego będę się trzymał.

    Na północy Europy na dobre rozpoczął się sezon zawodów w jeździe po bruku. Peter Sagan, wciąż młoda, wschodząca gwiazda klasyków w piątek rozbił rywali na wyścigu E3 Harelbeke. Ze względu na podobieństwo trasy, to ważny sprawdzian przed Ronde Van Vlaanderen. Triumf tym cenniejszy, że w końcówce Słowak jechał przeciwko dwóm rywalom z drużyny Omega Pharma Quick Step i obu ograł na finiszu! Zaledwie dwa dni później na trasie z Gandawy do Wevelgem Sagan musiał uznać wyższość Johna Dagenkolba i Arnauda Demare. Spora grupa znakomitych sprinterów przetrwała Kemmelberg, Sagan zdołał więc zająć ?tylko? trzecie miejsce. Trzeba pamiętać, że wciąż jest bardzo młodym kolarzem (24 lata). Liczne zwycięstwa przyzywczaiły nas do stawiania go w roli faworyta. Wielu zawodników, nawet świetnie się zapowiadających, musiało jednak czekać na sukcesy w najważniejszych klasykach do bardziej dojrzałego wieku.

    A propos młodych kolarzy, Łukasz Wiśniowski, jeżdżący w ?młodzieżówce? Omega Pharma Quick Step, czyli Ettix narobił nam apetytu na wygranie Tour de Normandie. To wyścig niższej kategorii, ale w przeszłości triumfowali tam m.in tacy kolarze jak Thor Hushovd czy Thomas Dekker. Wiśniowski wygrał etap, do niedzielnego odcinka przystąpił w koszulce lidera, ale ani on, ani jego koledzy z drużyny nie byli w stanie przeciwstawić się licznej ucieczce. Polak ostatecznie zajął 15 miejsce w klasyfikacji generalnej, ale pokazał spory potencjał.

     

    Swoje pięć minut w miniony weekend miały także kobiety. Do Pucharu Świata zaliczany był włoski wyścig Trofeo Alfredo Binda. Szwedka Emma Johansson była najszybsza na finiszu, z licznej (10!) grupy Polek, Eugenia Bujak była najlepsza, zajmując dobre, dwunaste miejsce.

    Gdyby tego było mało, do Austrii na pierwszy ważny wyścig MTB w Europie Środkowej, Kamptal Klassic pojechał cały autokar naszych ?górali?. To wyścig pierwszej kategorii w klasyfikacji UCI, tradycyjnie wybierany jako rozpoczęcie sezonu przez Niemców, Austriaków, Czechów a także Polaków. Dobrze pojechały zawodniczki Krossa: Anna Szafraniec była druga (za Blazą Klemencic) a Katarzyna Solus-Miśkowiec czwarta (za Terezą Hurikovą), a Aleksandra Dawidowicz (SGR) ósma. W elicie mężczyzn Marek Konwa był ósmy. W zawodach, poza zawodnikami Krossa i SGR Srebrna Góra startowali także kolarze i kolarki Sante BSA Whistle, KS Luboń Skomielna Biała, JBG2, Integral Collections i kilku innych. Słowem, większość polskiej czołówki. Z jednej strony to dobrze, że startują za granicą, z drugiej pojawia się pytanie, czy np. za tydzień wyścig podobnej klasy, gdzie z ?naszymi? ścigałaby się czołówka sąsiadów nie mógłby a nawet nie powinien cyklicznie odbywać się w Polsce? Na koniec, by ?poniedziałkowy skrót? był kompletny kilka słów o Cape Epic. Ten znakomity wyścig etapowy padł łupem niemiecko-czeskiego zespołu Robert Mennen-Kristian Hynek. Sauser, Schurter i inne wielkie gwiazdy światowego mtb nie dały rady ekipie Topeak Ergon. Marcin Piecuch i Dariusz Mirosław (Vimar Martombike Eska) ostatecznie na 53. miejscu open i 42. w swojej kategorii

  • Poniedziałkowy skrót#6 – Niespodzianka nie jest niespodzianką

    W karierze zawodowego sportowca, który ?dobrze się zapowiada? przychodzi czasami taki dzień, że po kilku obiecujących rezultatach osiąga spektakularny sukces. Norweski kolarz, Alexander Kristoff wygrywał niewiele aż do wczoraj. Zwycięstwo w Mediolan-Sanremo w jego przypadku zmienia wszystko.

    Ubiegłoroczne wyniki Kristoffa w najważniejszych wyścigach jednodniowych sugerowały, że w kolejnym sezonie trzeba go będzie poważnie zwrócić na niego uwagę. Wierzyli w niego koledzy z drużyny oraz kierownictwo zespołu (Katiusza) – do pomocy dostał doświadczonego specjalistę, Lukę Paoliniego, który znakomicie przeprowadził Norwega przez ostatnie, wymagające i nerwowe kilometry.

    Finisz ?Primavery? nie jest nigdy klasycznym sprintem. Kolarze mają w nogach 300km, ostatni odcinek to dwa podjazdy pokonywane w zawrotnym tempie oraz kręty zjazd, na którym trwa walka o pozycje w niewielkiej, maksymalnie kilkudziesięcioosobowej grupie. Gdyby to był zwykły etap, Mark Cavendish powinien wygrać w cuglach a Peter Sagan nie byłby na straconej pozycji. Po takim dystansie w deszczu i zimnie przedwyścigowe prognozy można włożyć między bajki: liczy się dyspozycja w tym konkretnym momencie. Mocno zbudowany Kristoff wytrzymał morderczy finisz, pokonał samego Fabiana Cancellarę, eksperta od takich sytuacji, Cavendisha zwyczajnie ?odcięło? a przemarznięty Sagan w ogóle nie nawiązał walki o podium. Jeśli ktoś myśli, że przy braku pomocników, linii mety usytuowanej tuż po zjeździe i ogólnie w trudnych warunkach rozstrzygnięcie jest dziełem przypadku, wątpliwości rozwiewa sam Eddy Merckx: „Mówią, że to loteria, ale czy znacie wielu (takich jak ja), którzy wygrywali na loterii siedem razy?”

    Skoro tak, Alexander Kristoff jest czwartym z rzędu niespodziewanym zwycięzcą, którego sukces nie zaskakuje. Goss, Gerrans i Ciolek wygrywali w San Remo i nikt nie podważa ich sukcesów, natomiast nadal, gdy stają na starcie kolejnych imprez, inni kolarze notowani są wyżej w przedwyścigowych typowaniach. Czy tak samo będzie z Kristoffem? Dla niektórych kolarzy wygranie jednego z Monumentów było bowiem motorem napędowym do dalszych triumfów, dla innych przekleństwem, momentem, do którego przez kolejne lata nie byli w stanie nawiązać (by wspomnieć choćby Filippo Pozzato). Zatem póki co, brawa dla Norwega i z niecierpliwością czekam na jego dalszy rozwój: ważny sprawdzian już za dwa tygodnie na flandryjskich brukach.

    Co jeszcze? Ruszył Cape Epic, najbardziej prestiżowy wyścig etapowy na rowerach górskich. Na starcie większość światowej elity a uparty Marcin Piecuch po raz kolejny próbuje swoich sił w konfrontacji z najlepszymi góralami, tym razem w parze z Dariuszem Mirosławem. Do tego wyścig jest znakomicie prezentowany na żywo w sieci. Mam nadzieję napisać więcej na ten temat w nadchodzącym tygodniu :)

     

    Dziś startuje również Volta a Cataluna. Niestety Rafał Majka nie jedzie: kontuzja łokcia, której doznał podczas Paryż – Nicea wykluczyła go z rywalizacji. A szkoda, ponieważ w Katalonii zmierzą się wybitni górale i specjaliści najtrudniejszych etapówek.


    Na koniec jeszcze uwaga dotycząca „Primavery”. Zapewne chłód i deszcz dodatkowo sprzyjały takiemu rozwiązaniu (nie trzeba było zmagać się z upałem), ale spora część peletonu i większość kolarzy, których w końcówce pokazywano w relacji TV wybrała aerodynamiczne, „deskorolkowe” kaski. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, ciekawe, kiedy taki widok nam spowszednieje.