Tag: Poniedziałkowy Skrót

  • Poniedziałkowy skrót#12

    Solidna postawa Rafała Majki dała mu awans na trzecią pozycję w Giro d?Italia po pierwszej części wyścigu. Z kolei Maja Włoszczowska zajęła piąte miejsce w zawodach Bundesligi, a Piotr Brzózka ósme miejsce w hiszpańskiej etapówce MTB. W Jeleniej Górze akademickimi mistrzami Polski zostali Marek Konwa i Sabina Zamroźniak.

    #Giro

    Pierwsza, najbardziej nerwowa część włoskiego wielkiego touru za nami. Odpadło kilka zacnych nazwisk, kilka kolejnych jest poobijanych. Cadel Evans jeden z najstarszych kolarzy w peletonie Giro korzysta ze swojego doświadczenia, prowadzi o niemal minutę z Rigoberto Uranem i prawie o dwie z Nairo Quintaną. Tam gdzie mógł, zyskiwał sekundy, tam gdzie trzeba nie stracił. Jego drużyna jedzie bardzo dobre, sam Australijczyk również jest wyjątkowo czujny. Przez Apeniny przebrnął bez problemów, w najbliższy czwartek będzie starał się powiększyć przewagę podczas jazdy na czas a następnie podejmie próbę obrony w wysokich górach. Może pozwolić sobie na puszczanie pojedynczych ataków, jak Domenico Pozzovivo w niedzielę na etapie do Sestoli, i ekonomicznie kontrolować resztę rywali. Wspomniany Nairo Quintana, stawiany przed wyścigiem w roli najważniejszego pretendenta, skarży się na liczne stłuczenia, których doznał na etapie do Monte Cassino i póki co nie wychylił nosa z peletonu. Inny poszkodowany, Rafał Majka, na sobotnim etapie do Montecopiolo, jako jeden z nielicznych liderów spróbował krótkiego ataku, poza nim większość liczących się postaci jechała spokojnie.

    Ponieważ zgodnie z przewidywaniami w Apeninach koszulkę lidera oddał na rzecz Evansa Michael Matthews z Orica-Greenedge i spadł na dalsze miejsce w klasyfikacji, na tymczasowe podium awansował właśnie Majka. Co więcej, Polak z Tinkoff-Saxo objął prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej. Rywali ma jednak zacnych: Quintana, będący w świetnej dyspozycji Diego Ulissi z Lampre czy Fabio Aru z Astany, który po porażce Scarponiego (na Montecopiolo stracił osiem minut), jest numerem jeden w swojej ekipie. Nie wiedzie się natomiast Przemysławowi Niemcowi. Kraksy i defekty zepchnęły go na dalsze miejsce, powtórzenie ubiegłorocznego rezultatu w ?generalce? jest już raczej niemożliwe. Trzymajmy więc kciuki za udaną akcję na którymś z górskich odcinków i walkę o zwycięstwo etapowe. Warto podkreślić równą jazdę Pawła Poljańskiego - w swoim grandtourowym debiucie jest póki co na 40 miejscu.
    Poza Evansem, Uranem i Majką, największymi wygranymi pierwszego tygodnia Giro są zdecydowanie kolarze Orica-Greenedge. Wygrana drużynówka, koszulka lidera a do tego dwa indywidualnie wygrane etapy (Matthews i Weening). Na pochwałę zasługuje również Nacer Bouhanni. Gdy Wycofał się Marcel Kittel, Francuz z FDJ został sprinterem numer jeden wyścigu, wygrywając dwa finisze z peletonu. Dwa etapy, dla odmiany górzyste, zapisał na swoje konto Diego Ulissi. Młody Włoch jest w świetnej formie i choć nie wiadomo jak spisze się w wysokich górach, już uratował Giro dla swojej drużyny (Lampre Merida).

    Tour of California

    Ściganie w Stanach ciągle jest w cieniu zawodów w Europie. Mimo wszystko Tour of California to ciekawy wyścig. W tym roku tym ciekawszy, że stał się kolejnym krokiem w odbudowie formy Bradleya Wigginsa. "Sir Wiggo" pobił rywali na czas, obronił się w górach i wygrał klasyfikacje generalną. Po ubiegłorocznej serii porażek, gdy najwyraźniej płacił cenę za fenomenalny sezon 2012, Brytyjczyk znów dobrze czuje się w skórze kolarza. Jak na specjalistę etapowego, rewelacyjnie spisał się w Paryż-Roubaix (9. miejsce) a wygrana w Kalifornii sugeruje, że może być istotnym elementem drużyny Sky broniącej zwycięstwa w Tour de France. 

    MTB

    Ulewne deszcze skutecznie utrudniały zmagania kolarzom mtb. W Jeleniej Górze podczas Akademickich Mistrzostw Polski było naprawdę ciężko. Marek Konwa i Sabina Zamroźniak byli wyraźnie lepsi od reszty swoich rywali i rywalek. Dość powiedzieć, że na niemal 120 zawodników, podczas wyścigu trwającego 1,5h Konwa nie zdublował zaledwie 24. Wśród 44 kobiet 20 pokonało mniej okrążeń niż zwyciężczyni jadąca godzinę i dziesięć minut.
    Trzeba przyznać, że obsada w Jeleniej Górze była znakomita i aż żal, że taki zestaw na starcie można oglądać zaledwie dwa-trzy razy w roku. Zobaczymy, jak rozwinie się próba reaktywacji Pucharu Polski, więcej wyścigów z wyrównaną, mocną stawką zawodników zrobi dobrze wszystkim.
    Nie licząc Marka Konwy, który będąc zawodnikiem grupy zawodowej jednak wybrał imprezę akademicką, reszta naszych ?eksportowych? kolarzy górskich ścigała się za granicą. Maja Włoszczowska zajęła piąte miejsce na wyścigu Budnesligi. W Heubach imponująco wyglądała obsada w rywalizacji mężczyzn: pierwsza czwórka to Absalon, Milatz, Gieger, Hermida! Z kolei Anna Szafraniec triumfowała w Pucharze Czech a Katarzyna Solus-Miśkowiec w Pucharze Włoch (w ramach zgrupowania kadry narodowej, Paula Gorycka zajęła tam 4. miejsce). Do tego ekipa JBG2 dobrze pojechała w etapówce La Rjioja: Piotr Brzózka był 8, jego brat Adrian 9., Patryk Piasecki 14. a Tomasz Drożdż 33. Brzmi jak #renesanspolskiegokolarstwa. Dla równowagi, zagrożenie powodziowe spowodowało odwołanie maratonu Cyklokarpat w Wojniczu. Ja z kolei czynnie, choć z defektem, przyglądałem się Mistrzostwom Słowacji w maratonie. Zawody w Dolnej Marikovej były dla mnie kolejnym dowodem, że nasi południowi sąsiedzi znają się na rzeczy. Obszerną relację wrzucę jutro, gdy tylko dostanę zdjęcia.

  • Poniedziałkowy Skrót#11

    Poniedziałkowy Skrót#11

    Trzy dni w Irlandii sprawiły, że kolejne etapy Giro d?Italia będą jeszcze ciekawsze niż się spodziewałem Wśród wygranych weekendu są m.in. Rigoberto Uran, Cadel Evans, Nairo Quintana i Rafał Majka. Dla odmiany, w domu ze złamanym obojczykiem zostaje Dan Martin a straty zanotowali m.in Joaquin Rodriguez i Przemysław Niemiec.

    Opady, wiatr i chłód sprawiły kolarzom sporo kłopotów. Podczas piątkowej jazdy drużynowej na czas zespoły startowały w zmiennych warunkach. Skorzystali na tym m.in zawodnicy Orica Greenedge. Australijski team sprintetów i czasowców na Giro pojechał nastawiając się właśnie na pierwsze dni wyścigu. Plan zrealizowali w 100% - wygrali ?drużynówkę? i po trzech dniach w Irlandii Micheal Matthews przywozi do Włoch różową koszulkę lidera. Będą jej bronili jeszcze przez kilka etapów a potem ich rola się zakończy. Są rozliczeni i odnieśli sukces - gratulacje. Na drugim biegunie szczęścia znajduje się Daniel Martin. Irlandczyk miał być jednym z czarnych koni wyścigu, tymczasem drugi raz w ciągu ostatnich tygodni stracił szansę przez banalny upadek. Podczas Liege-Bastogne-Liege poślizg na (prawdowododbnej) plamie oleju odebrał mu miejsce na podium (wygrał, co ciekawe, kolarz Orica-Greenedge), podczas czasówki w Belfaście wywrócił się najeżdżając na śliską studzienkę kanalizacyjną. Tym razem skończyło się poważniej - Irlandczyk złamał obojczyk i musi teraz myśleć nie tylko o rehabilitacji i budowaniu formy na dalszą część sezonu, ale też o przyczynach swoich niepowodzeń.
    Choć wyścig jest długi a trudności będą narastały z dnia na dzień, by zakończyć się wielkim finałem na Monte Zoncolan za niespełna trzy tygodnie, straty poniesione w Irlandii mogą mieć znaczący wpływ na przebieg dalszej rywalizacji. Wszak, jak mawiał klasyk, liczy się każda sekunda. Tymczasem Nairo Quintana traci do Urana, Evansa i Majki około 40 sekund, Przemysław Niemiec 1?10? a Joaquin ?Purito? Rodriguez 1?20?. Choć w kontekście górskich trudności są to niewielkie różnice, możliwe do odrobienia na jednym podjeździe, tak czy inaczej, myśląc o dobrym rezultacie na mecie wyścigu, będą musieli atakować. Drużynówkę i pierwsze etapy czujnie przejechał za to Michele Scarponi i pozostaje w gronie pretendentów do podium.
    Bohaterem irlandzkich etapów jest z pewnością Marcel Kittel. Niemiec z ekipy Giant-Shimano, tak jak kolarze Orica-Greenedge póki co wykonuje swój plan maksimum. Wygrał dwa odcinki i przed wjazdem w góry będzie faworytem każdego kolejnego sprintu. Z niecierpliwością czekam jednak, czy we włoskim słońcu błyśnie weteran, Alessandro Petacchi.
    Wielki Tour rządzi się swoimi prawami, tymczasem na Dolnym Śląsku w ekspresowym tempie zakończył się wyścig Szlakiem Grodów Piastowskich. Zgodnie z przewidywaniami, ton rywalizacji nadawała ekipa CCC Polsat Polkowice. Zwyciężył Mateusz Taciak, drugi był Marek Rutkiewicz, piąty Davide Rebellin, ósmy Tomasz Marczyński a dziewiąty Jarosław Marycz. Wyścig rozegrano w ciekawej formule, przypominającej Criterium International. Trzy etapy: górzysty, sprinerski i czasówka, do tego kategoria 2.1. I tu pewna uwaga. To nie jest oczywiście ten sam prestiż, mimo tej samej kategorii, ale statystycznie rzecz ujmując, wygrana Taciaka warta jest tyle samo, co Michała Kwiatkowskiego w Volta a Algarve. Mam jeszcze jedną myśl w tym temacie, w związku z wypadnięciem z kalendarza wyścigu Dookoła Asturii. To szasna dla ?Grodów? na budowanie marki, skoro na początku maja zabrakło jednej, trudnej, krótkiej etapówki. O to może być jednak trudno - wyścig nie ma nawet swojej strony na facebooku. W kwestii różnego rodzaju deficytów poruszę jeszcze jedną kwestię. Z braku wyścigów na wysokim poziomie w kraju, po raz kolejny czołowi zawodnicy polskiego mtb wybrali się za granicę. Sukcesem zakończyły się starty Marka Konwy i Anny Szafraniec, którzy zajęli odpowiednio drugie miejsca na XC w Grazu. Gdzie te czasy, gdy zamiast ?my do nich?, zawodnicy z ościennych krajów przyjeżdżali na polskie Grand Prix w poszukiwaniu punktów, doświadczenia i nagród? Dla równowagi, amatorskie imprezy masowe i wyczynowe mają się lepiej niż dobrze: same tylko maratony w Zdzieszowicach, Złotym Stoku i Rembertowie zgromadziły na starcie ponad 2600 uczestników. Cross country w Będzinie, gdzie startowałem w niedzielę kolejnych dwustu. Jest siła w narodzie ;)   Fot. okładkowe "Shamrocks" by jmcarthy99/flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#10

    Michał Kwiatkowski zakończył ardeński tryptyk podium w monumencie Liege-Bastogne-Liege. Simon Gerrans zwyciężył w tym wyścigu notując drugi wielki wynik swojej kariery: dwa lata temu wygrał Mediolan-Sanremo. Australijczyk to jeden z bardziej niedocenianych specjalistów klasyków ostatnich lat!

    Kolarze z podium ?staruszki?: Gerrans, Alejandro Valverde i Kwiatkowski to bohaterowie ostatniego tygodnia. Australijczyk wygrał najbardziej prestiżowy z tych wyścigów a w Amstel Gold Race tydzień wcześniej był trzeci. Valverde był trzeci w AGR, wygrał Walońską strzałę, w Liege finiszował drugi. ?Kwiato? również ani razu nie wypadł z top5 będąc kolejno: 5. w AGR, trzeci w Walońskiej Strzale i zajmując to samo miejsce w L-B-L. Skupiając się na liczbach, ważna jest jeszcze jedna: Polak jest 14 (czternaście!) 10 (dziesięć!) lat młodszy od obu rywali.

    Trzeba przyznać, że w niedzielę okoliczności były sprzyjające i dla niego i dla Gerransa. Nie przypominam sobie, by w ostatnich sezonach w końcówce Liege-Bastogne-Liege jechała tak duża grupa kolarzy, co więcej, bez zdecydyowanych ataków faworytów. Szybcy zawodnicy, jak Polak i Australijczyk mogli więc popisać się swoimi umiejętnościami sprinterskimi, choć trzeba pamiętać, że mając w nogach ponad 4500m w pionie trzeba być po prostu świetnym i kompletnym kolarzem, by dynamicznie pojechać finisz.
    O ile Kwiatkowski to przyszłość kolarstwa, Gerransowi bliżej do końca kariery. Kolarz ekipy Orica nieco ?po cichu? zgromadził na swoim koncie dwa zwycięstwa w wiosennych monumentach, notując przy tym jeszcze kilka innych, wartościowych rezultatów. Jego wygrane nie były spektakularne, ale w takich wyścigach wyniki mówią za siebie. Za kilka lat stastycy sportu będą wymieniali go w gronie najlepszych kolarzy drugiej dekady XXIw. Historię pisze też Julien Absalon. Francuski kolarz górski po raz dwudziesty ósmy w karierze zwyciężył w zawodach Pucharu Świata. W ten sposób zrównał się z Julie Furtado - gwiazdą początków mtb - i stoi przed szansą objęcia samotnego prowadzenia w statystykach. Tego osiągnięcia nie umniejsza fakt nieobecności kilku ważnych rywali, w tym Nino Schurtera, który szykuje się do startu w szosowym Tour de Romandie. Wśród kobiet najszybsza była Eva Lechner a Mai Włoszczowskiej tym razem wyścig się nie udał: defekt sprzętu połączony z niedyspozycją zaowocował dalszą lokatą i spadkiem na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu.
    Trzymając się statystyk, w miniony weekend w różnych imprezach rowerowych w Polsce startowało, szacując tylko, przynajmniej 3500 osób. Sporym sukcesem zarówno frekwencyjnym (ok 800 osób) jak i sportowym (wiele uznanych nazwisk w wynikach) zakończył się maraton serii Kaczmarek Electric w Olejnicy. Ta regionalna seria wygrała z liderem medialnej promocji, warszawską Skandią. Ja za to wybrałem lokalną serię cross country, czyli Puchar Tarnowa. Kilka zdjęć znajdziecie na moim facebookowym fanpage. Zawody były ?takie jak zawsze?, co biorąc pod uwagę 20-letnią tradycję tego cyklu traktuję jako wyraz uznania dla solidnej jakości oferowanego uczestnikom produktu. Martwi jedynie fakt, że najliczniejsze na starcie były kategorie Masters, wśród juniorów i juniorów młodszych bieda. Biorąc dodatkowo pod uwagę popularność maratonów, teoria o tym, że sport staje się rozrywką klasy średniej w tym wypadku niestety się potwierdza.

  • Poniedziałkowy skrót#9

    Tegoroczną przygodę z brukami kończymy pięknym akcentem. Niespodziewana, ale bardzo zasłużona wygrana kolarza z drugiego szeregu cieszy bardziej niż kolejny rekord pobity przez kolejną gwiazdę. W końcu na tym właśnie polega sport!

    Paryż-Roubaix

    Niki Terpstra od dłuższego czasu znakomicie prezentował się w północnych klasykach. Od 2012 roku regularnie był w czołówce brukowanych monumentów, grając rolę dżokera wysyłanego do taktycznych akcji w końcówkach wyścigów. Zeszłoroczne podium w Paryż-Roubaix tylko potwierdziło wielki potencjał Holendra.

    ?Piekło Północy? 2014, pełne ataków faworytów, wyniosło Terpstrę do kolarskiego panteonu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy pojechał po wygraną jak profesor, wykorzystując właściwy moment do ataku, gdy wszystkie najważniejsze postaci zdążyły już wystrzelić, czy też jednak jego wygrana to efekt taktyki zespołu Omega Pharma Quick Step. Na myśl przychodzi Servais Knaven i jego zaskakujący triumf w 2001r.

      Dla kolarzy Patricka Lefevre?a wiosna bez ważnego zwycięstwa na brukach jest porażką. We Flandrii polegli, stawiając na nie w pełni dysponowanego Boonena. W E3 oraz Gandawa-Wevelgem również byli na nich mocniejsi. Terpstra, który jest najjaśniejszym punktem Omegi tej wiosny (wybaczcie fani Michała Kwiatkowskiego) prezentował się znakomicie już w tygodniach poprzedzających Paryż-Roubaix. W niedzielę wykorzystał swoją szansę jak prawdziwy mistrz i właściwie już w kwietniu jest rozliczony z tego sezonu. Ciekawe, jak dalej potoczy się jego kariera. Ta wygrana może być punktem zwrotnym dla niego, jego drużyny, Toma Boonena i wielu innych kolarzy. Przyszłoroczne brukowane klasyki będziemy oglądać z zupełnie innym układem sił.

    Wiele pytań będzie bowiem czekało na rozstrzygnięcie: co dalej z karierami młodych, zdolnych: Petera Sagana i Sepa Vanmarcke, którzy czekają na największe sukcesy? Czy Tom Boonen odrodzi się po raz kolejny, czy też będzie powoli zmierzał ku sportowej emeryturze? Jak długo Fabian Cancellara będzie utrzymywał fenomenalną passę podiów w monumentach. Co ze Zdenkiem Stybarem, który ze swoim dorobkiem może iść śladami Terpstry oraz czy Bradley Wiggins postawi sobie za cel wygraną w Roubaix? Dziesiąte miejsce Brytyjczyka który jeszcze dwa lata temu dyktował zabójcze tempo na podjazdach Tour de France jest swoistą sensacją, na której konsekwencje warto będzie czekać!

     

    Dookoła Kraju Basków

    Dzieje się tyle, że czuję, jakby sobota była tydzień temu. A to raptem dwa dni dzielą nas od rewelacyjnego zakończenia Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Alberto Contador rozpoczął z wysokiego C wygrywając pierwszy etap, później mógł skupić się na kontrolowaniu sytuacji i ?poprawił? rywalom podczas jazdy na czas (w finałowej próbie ustąpił jedynie Tonemu Martinowi). W międzyczasie Michał Kwiatkowski kolekcjonował trzecie miejsca na kolejnych etapach, niewielką stratę notując jedynie na czwartym odcinku, gdzie triumfował jego kolega z drużyny, Wout Poels. Polak jednak z nawiązką odrobił straty podczas czasówki, gdzie – a jakże – był trzeci, co pomogło mu zająć drugie miejsce w klasyfikacji generalnej całego wyścigu. Biorąc pod uwagę prestiż ?Vuelta al Pais Vasco?, który teoretycznie ma tę samą rangę co Tour de Pologne, ale jednak dłużej znajduje się na liście najwyżej punktowanych wyścigów, to najcenniejszy wynik Kwiatkowskiego w karierze. Z formą, którą prezentuje pozostaje z ekscytacją czekać na ardeńskie klasyki – będzie w nich jednym z najważniejszych kandydatów do zwycięstwa!

     

    Puchar Świata XC

    Julien Absalon po raz dwudziesty siódmy (!) wygrał zawody Pucharu Świata cross country. Francuz staje się żywą ikoną kolarstwa górskiego, tym bardziej, że podczas jego kariery charakter tej dycypliny zmienił się diamteralnie. Obecnie trasy olimpijskiego xc są techniczne, widowiskowe, z elementami znanymi z bardziej ekstremalnych odmian kolarstwa. Poziom sportowy zawodowego mtb jest kosmicznie wysoki, tym większe uznanie dla dokonania Francuza. Polskich kibiców cieszy znakomita postawa Mai Włoszczowskiej, która sezon rozpoczęła od najniższego stopnia podium. Wygrała jej klubowa koleżanka, Jolanda Neff. Damski team Gianta jest więc w tym momencie najmocniejszą ekipą w kobiecym XC!

    Na właściwy układ sił w mtb trzeba jednak poczekać ponad miesiąc, kiedy Puchar Świata przyjedzie do Europy (najbliższe zawody, 27.04 rozegrane zostaną w Australii). Część zespołów i zawodników, w tym większość z Polski, odpuszcza starty w dalekich lokalizacjach.

     

     

    Circuit de Ardennes

    Ligę niżej, ale nadal w gronie znakomitych zawodowców wysoką formę tej wiosny prezentuje Łukasz Wiśniowski. Niedawno o mało co wygrał Tour de Normandie, w miniony weekend postawił już na swoim i zwyciężył w krótkiej, cenionej etapówce Circuit de Ardennes. W 2012r wygrywał tam Marek Rutkiewicz, wyścig ma kategorię 2.2, a na liście triumfatorów znajdują się nazwiska wielu dobrych kolarzy. To z pewnością dobry krok w rozwoju kariery Wiśniowskiego (rocznik 1991), reprezentującego barwy grupy Etixx, ?młodzieżówki? Omega Pharma Quick Step

    I na koniec?

    Polska się rusza

    Maraton Warszawski: 20tysięcy uczestników. Bikemaraton w Miękinii: ponad 1800 startujących. Mazovia w Legionowie: 1000. Liga Świętkorzyska w Daleszycach: 600. Do tego szereg mniejszych imprez biegowych oraz rowerowych i wygląda na to, że aktywnie rusza się sporych rozmiarów miasto. Cieszy też relacja z maratonu w TVP.

  • Poniedziałkowy skrót#7

    Rafał Majka czwarty w Criterium Internationl, to główny polski akcent weekendu. Peter Sagan pokonany w Gandawa – Wevelgem, to główne wydarzenie międzynarodowe.

    Zacznę właśnie od Criterium International – relację z tego wyścigu wybrałem do oglądania w niedzielne popołudnie. Po sobotniej czasówce sytuacja w klasyfikacji generalnej była otwarta – różnice czasu w czołówce pozostawały niewielkie, natomiast faworytem wydawał się być J.C. Peraud. Były kolarz górski dobrze radzi sobie w próbach indywidualnych a przy tym potrafi zaatakować na finałowych podjazdach. Col de l’Ospedale, którym kończył się cały wyścig to długi i wymagający finisz pod górę, zatem liczyłem, ze Rafał Majka, który do Peraud tracił niewiele pokaże się z dobrej strony i ugra cenny wynik. Tak też było. Kolarze Tinkoff – Saxo nadawali tempo u podnóża podjazdu, grupa liderów topniała w gdy na około 5km przed metą na czele zostało zaledwie kilku kolarzy rozpoczęły się ataki.

    Polak ruszał w pogoń za Frankiem Schleckiem i Tiago Machado, sam jednak nie zaryzykował ani razu. Szkoda, jak sam wspomniał w wywiadzie był to błąd taktyczny. Na wypłaszczeniu w końcówce odjechali Mathias Frank i Peraud: Frank po etap, Peraud po wyścig. Rafał Majka dojechał piąty a w klasyfikacji generalnej zajął czwarte miejsce. Mimo niedawnej kontuzji na Paryż-Nicea (nadal jechał z taśmami na łokciu) pokazał dobrą formę. Czwarte miejsce w Criterium International, wyścigu bardzo prestiżowym i cenionym jako sprawdzian formy dla kolarzy etapowych, to świetny wynik i znakomita prognoza przed Giro d?Italia. Błędy taktyczne to cenna nauka – lepiej teraz niż w maju!

    W Katalonii zakończyła się tamtejsza ?Volta?, jeden z najstarszych, nadal organizowanych wyścigów kolarskich. Przez cały tydzień zawodnicy zmagali się ze złą pogodą, z pewnością nie pozostało to bez wpływu na wyniki i przebieg rywalizacji. Całość wygrał Joaquim ?Purito? Rodriguez, potencjał w wyścigach etapowych potwierdził Tejay van Garderen (trzecie miejsce), jak zawsze ambicją popisał się Contador (druga lokata) a Chris Froome i Nairo Quintana nie prezenentują jeszcze równej formy. Ten drugi ma ewidentnie problem z jazdą w trudniejszych warunkach atmosferycznych, biorąc pod uwagę, że na Giro, które ma być jego głównym celem, często zdarzają się zimne i deszczowe dni, wyścig dookoła Włoch będzie dla niego wyjątkowym wyzwaniem. W Katalonii startowali też kolarze CCC Polsat Pokolwice. W klasyfikacji generalnej zajęli niskie lokaty, natomiast zabierali się do ucieczek na niemal każdym etapie. Tomasz Marczyński uzbierał nieco punktów w klasyfikacji górskiej a w sobotę i niedzielę Marek Rutkiewicz i Maciej Paterski finiszowali odpowiednio na piątej i czwartej pozycji. Można sarkać, że słabo, z drugiej strony, skoro nie jechali na ?generalkę?, walka w ucieczkach z niezłym wynikiem na wyścigu klasy World Tour jest cenną sprawą i tego będę się trzymał.

    Na północy Europy na dobre rozpoczął się sezon zawodów w jeździe po bruku. Peter Sagan, wciąż młoda, wschodząca gwiazda klasyków w piątek rozbił rywali na wyścigu E3 Harelbeke. Ze względu na podobieństwo trasy, to ważny sprawdzian przed Ronde Van Vlaanderen. Triumf tym cenniejszy, że w końcówce Słowak jechał przeciwko dwóm rywalom z drużyny Omega Pharma Quick Step i obu ograł na finiszu! Zaledwie dwa dni później na trasie z Gandawy do Wevelgem Sagan musiał uznać wyższość Johna Dagenkolba i Arnauda Demare. Spora grupa znakomitych sprinterów przetrwała Kemmelberg, Sagan zdołał więc zająć ?tylko? trzecie miejsce. Trzeba pamiętać, że wciąż jest bardzo młodym kolarzem (24 lata). Liczne zwycięstwa przyzywczaiły nas do stawiania go w roli faworyta. Wielu zawodników, nawet świetnie się zapowiadających, musiało jednak czekać na sukcesy w najważniejszych klasykach do bardziej dojrzałego wieku.

    A propos młodych kolarzy, Łukasz Wiśniowski, jeżdżący w ?młodzieżówce? Omega Pharma Quick Step, czyli Ettix narobił nam apetytu na wygranie Tour de Normandie. To wyścig niższej kategorii, ale w przeszłości triumfowali tam m.in tacy kolarze jak Thor Hushovd czy Thomas Dekker. Wiśniowski wygrał etap, do niedzielnego odcinka przystąpił w koszulce lidera, ale ani on, ani jego koledzy z drużyny nie byli w stanie przeciwstawić się licznej ucieczce. Polak ostatecznie zajął 15 miejsce w klasyfikacji generalnej, ale pokazał spory potencjał.

     

    Swoje pięć minut w miniony weekend miały także kobiety. Do Pucharu Świata zaliczany był włoski wyścig Trofeo Alfredo Binda. Szwedka Emma Johansson była najszybsza na finiszu, z licznej (10!) grupy Polek, Eugenia Bujak była najlepsza, zajmując dobre, dwunaste miejsce.

    Gdyby tego było mało, do Austrii na pierwszy ważny wyścig MTB w Europie Środkowej, Kamptal Klassic pojechał cały autokar naszych ?górali?. To wyścig pierwszej kategorii w klasyfikacji UCI, tradycyjnie wybierany jako rozpoczęcie sezonu przez Niemców, Austriaków, Czechów a także Polaków. Dobrze pojechały zawodniczki Krossa: Anna Szafraniec była druga (za Blazą Klemencic) a Katarzyna Solus-Miśkowiec czwarta (za Terezą Hurikovą), a Aleksandra Dawidowicz (SGR) ósma. W elicie mężczyzn Marek Konwa był ósmy. W zawodach, poza zawodnikami Krossa i SGR Srebrna Góra startowali także kolarze i kolarki Sante BSA Whistle, KS Luboń Skomielna Biała, JBG2, Integral Collections i kilku innych. Słowem, większość polskiej czołówki. Z jednej strony to dobrze, że startują za granicą, z drugiej pojawia się pytanie, czy np. za tydzień wyścig podobnej klasy, gdzie z ?naszymi? ścigałaby się czołówka sąsiadów nie mógłby a nawet nie powinien cyklicznie odbywać się w Polsce? Na koniec, by ?poniedziałkowy skrót? był kompletny kilka słów o Cape Epic. Ten znakomity wyścig etapowy padł łupem niemiecko-czeskiego zespołu Robert Mennen-Kristian Hynek. Sauser, Schurter i inne wielkie gwiazdy światowego mtb nie dały rady ekipie Topeak Ergon. Marcin Piecuch i Dariusz Mirosław (Vimar Martombike Eska) ostatecznie na 53. miejscu open i 42. w swojej kategorii

  • Poniedziałkowy skrót#6 – Niespodzianka nie jest niespodzianką

    W karierze zawodowego sportowca, który ?dobrze się zapowiada? przychodzi czasami taki dzień, że po kilku obiecujących rezultatach osiąga spektakularny sukces. Norweski kolarz, Alexander Kristoff wygrywał niewiele aż do wczoraj. Zwycięstwo w Mediolan-Sanremo w jego przypadku zmienia wszystko.

    Ubiegłoroczne wyniki Kristoffa w najważniejszych wyścigach jednodniowych sugerowały, że w kolejnym sezonie trzeba go będzie poważnie zwrócić na niego uwagę. Wierzyli w niego koledzy z drużyny oraz kierownictwo zespołu (Katiusza) – do pomocy dostał doświadczonego specjalistę, Lukę Paoliniego, który znakomicie przeprowadził Norwega przez ostatnie, wymagające i nerwowe kilometry.

    Finisz ?Primavery? nie jest nigdy klasycznym sprintem. Kolarze mają w nogach 300km, ostatni odcinek to dwa podjazdy pokonywane w zawrotnym tempie oraz kręty zjazd, na którym trwa walka o pozycje w niewielkiej, maksymalnie kilkudziesięcioosobowej grupie. Gdyby to był zwykły etap, Mark Cavendish powinien wygrać w cuglach a Peter Sagan nie byłby na straconej pozycji. Po takim dystansie w deszczu i zimnie przedwyścigowe prognozy można włożyć między bajki: liczy się dyspozycja w tym konkretnym momencie. Mocno zbudowany Kristoff wytrzymał morderczy finisz, pokonał samego Fabiana Cancellarę, eksperta od takich sytuacji, Cavendisha zwyczajnie ?odcięło? a przemarznięty Sagan w ogóle nie nawiązał walki o podium. Jeśli ktoś myśli, że przy braku pomocników, linii mety usytuowanej tuż po zjeździe i ogólnie w trudnych warunkach rozstrzygnięcie jest dziełem przypadku, wątpliwości rozwiewa sam Eddy Merckx: „Mówią, że to loteria, ale czy znacie wielu (takich jak ja), którzy wygrywali na loterii siedem razy?”

    Skoro tak, Alexander Kristoff jest czwartym z rzędu niespodziewanym zwycięzcą, którego sukces nie zaskakuje. Goss, Gerrans i Ciolek wygrywali w San Remo i nikt nie podważa ich sukcesów, natomiast nadal, gdy stają na starcie kolejnych imprez, inni kolarze notowani są wyżej w przedwyścigowych typowaniach. Czy tak samo będzie z Kristoffem? Dla niektórych kolarzy wygranie jednego z Monumentów było bowiem motorem napędowym do dalszych triumfów, dla innych przekleństwem, momentem, do którego przez kolejne lata nie byli w stanie nawiązać (by wspomnieć choćby Filippo Pozzato). Zatem póki co, brawa dla Norwega i z niecierpliwością czekam na jego dalszy rozwój: ważny sprawdzian już za dwa tygodnie na flandryjskich brukach.

    Co jeszcze? Ruszył Cape Epic, najbardziej prestiżowy wyścig etapowy na rowerach górskich. Na starcie większość światowej elity a uparty Marcin Piecuch po raz kolejny próbuje swoich sił w konfrontacji z najlepszymi góralami, tym razem w parze z Dariuszem Mirosławem. Do tego wyścig jest znakomicie prezentowany na żywo w sieci. Mam nadzieję napisać więcej na ten temat w nadchodzącym tygodniu :)

     

    Dziś startuje również Volta a Cataluna. Niestety Rafał Majka nie jedzie: kontuzja łokcia, której doznał podczas Paryż – Nicea wykluczyła go z rywalizacji. A szkoda, ponieważ w Katalonii zmierzą się wybitni górale i specjaliści najtrudniejszych etapówek.


    Na koniec jeszcze uwaga dotycząca „Primavery”. Zapewne chłód i deszcz dodatkowo sprzyjały takiemu rozwiązaniu (nie trzeba było zmagać się z upałem), ale spora część peletonu i większość kolarzy, których w końcówce pokazywano w relacji TV wybrała aerodynamiczne, „deskorolkowe” kaski. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, ciekawe, kiedy taki widok nam spowszednieje.

  • Wtorek na skróty: bez kompromisów

    Jest tylko jeden kolarz, który potrafi pojechać w 100% bez kompromisów. To Alberto Contador, który śmiałym atakiem rozbił rywali w ?wyścigu dwóch mórz?.

    Nie wiem, czy Alberto Contador będzie w stanie sprzeciwić się Chrisowi Froome?owi w lipcu na trasie Tour de France. Wiem natomiast, że w miniony weekend po raz kolejny zrobił to, za co go wszyscy podziwiamy: pojechał bez najmniejszych kompromisów. Oczywiście powinno być nam żal, że atak Contadora na Passo Lanciano zniweczył plany Michała Kwiatkowskiego na utrzymanie koszulki lidera Tirreno-Adriatico. Tyle, że Polak został ?trafiony? bronią, przed którą niewielu kolarzy na świecie potrafi się ustrzec. Dynamiczny atak z zaskoczenia to firmowy znak ?Pistolero?. W ten sposób wygrywał Giro d?Italia (ten tytuł stracił przez działającą wstecznie decyzję o dyskwalifikacji), odebrał ?Purito? Rodriguezowi wygraną w hiszpańskiej Vuelcie i przyczynił się do porażki Andy?ego Schlecka w Tour de France 2011.

    Nie znalazłem jeszcze danych o mocy, jaką generował Contador na Lanciano oraz finałowym Murze Guardiagrele, ale nie tylko tempo jazdy zadecydowało o zwycięstwie. Kluczowa była brawurowa taktyka. Michałowi Kwiatkowskiemu pozostają na pocieszenie dni w koszulce lidera, wygrany etap oraz dobra jazda w finałowej czasówce (siódme miejsce, z niewielką stratą do najlepszych specjalistów). Godny odnotowania jest również cenny rezultat, jaki uzyskał Bartosz Huzarski. 15. miejsce w tak dobrze obsadzonym wyścigu to zwiastun wysokiej formy.

    W wiosennym kalendarzu widoczna jest pewna zamiana ról. Zazwyczaj to Paryż-Nicea był wyścigiem, który skupiał uwagę faworytów wielkich tourów. Tirreno-Adriatico raczej wzbudzało zainteresowanie sprinterów czy też specjalistów klasyków. Tymczasem gwiazdy Sky i Tinkoff-Saxo wybrały się do Włoch a we Francji rywalizowali inni. Brytyjski zespół być może wygrałby wyścig ?ku słońcu? za sprawą Gerainta Thomasa, ale ten musiał się wycofać z powodu kontuzji odniesionej po kraksie. Statystycznie istotne zwycięstwo przypadło więc Carlosowi Betancurowi: to pierwszy Kolumbijczyk, który wygrał Paryż-Nicea oraz pierwszy od 1991r triumfator jeżdżący we francuskiej drużynie (Ag2r). Rywal Rafała Majki z ubiegłorocznego Giro d?Italia po drodze do Nicei był najszybszy na dwóch etapach, na żółtą koszulkę zapracował więc uczciwie. Rafał Majka jechał pechowo, defekt i kraksa kosztowały go straty i ostatecznie uplasował się na początku czwartej dziesiątki. Przemysław Niemiec był dwa miejsca za nim a Sylwester Szmyd treningowo zajął setną lokatę.

    Przy takiej konfiguracji trasy obu wyścigów pojawiają się pytania, czy kolarze przygotowujący się do pierwszego monumentu sezonu, Mediolan-Sanremo (w najbliższą niedzielę) dobrze wybrali. Peter Sagan niewątpliwie jest w wysokiej formie, ale jeszcze nie błyszczy, Fabian Cancellara również nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji. Czy ciężkie góry na trasie ?wyścigu dwóch mórz? to nie było za wiele? Być może wyjątkowo lepiej spiszą się ci, którzy wybrali ściganie ?ku słońcu? we Francji? Może więc nie Sagan i Cavendish a Tom Boonen, Zdenek Stybar lub Rui Costa będą głównymi postaciami ?wiosennych mistrzostw świata??

  • Poniedziałkowy skrót#5 – alfa i omega

    Michał Kwiatkowski wygrał Strade Bianche! To zdecydowanie wiadomość weekendu. Polak ma rewelacyjny początek sezonu, zagraniczni eksperci zastanawiają się, gdzie są granice jego możliwości.

    Mistrz naszego kraju w tym roku ma już na koncie: wygraną w jednym z wyścigów Trofeo Mallorca, dwa etapy (w tym jazdę indywidualną na czas) oraz klasyfikację generalną Volta a Algarve oraz Strade Bianche. Każdy kolejny triumf jest cenniejszy. Na Majorce zawodnicy ścigają się w poszukiwaniu formy. W Algarve kolarze, którzy dobrze jeżdżą na czas często są w czołowce, ale utrzymanie się w górach z Contadorem i pokonanie Tonego Martina w jeździe indywidualnej było sporym wyczynem, cennym dla każdego profesjonalisty. Dopiero w Toskanii, na słynnych ?białych drogach? zrobił coś naprawdę wyjątkowego. Pokonał kolarza, który od kilkunastu miesięcy jest murowanym faworytem w takich warunkach.

    Trasa wymagająca od zawodników świetnej techniki, taktyki i dynamiki: wymarzone warunki dla Petera Sagana. W większości przypadków Słowak wtedy jest górą. Tymczasem to Kwiatkowski nie tylko pojechał rozsądniej, ale jeszcze w najważniejszym momencie zaatakował z taką siłą, że jego rywal nie był w stanie odpowiedzieć. Zwycięstwo w Sienie w takim stylu jest cennym wpisem w portfolio, który mógłby niejednego zawodnika rozliczyć z całego sezonu.

    Paradoksalnie pięć wygranych Kwiatkowskiego na początku roku? komplikuje sprawę! Jeszcze bardziej nie wiemy, do czego ten kolarz jest zdolny, w czym będzie się specjalizował i gdzie może odnosić największe sukcesy. Bo że jest do tego predestynowany, przekonani są niemal wszyscy eksperci.

     

    Trzeba też zwrócić uwagę na świetną dyspozycję całej ekipy Omega-Pharma Quick Step. Zdenek Sybar zwyciężył w przełajowych mistrzostwach świata. Następnie Niki Terpstra i Tom Boonen zdominowali wyścig w Katarze. Ten sam Boonen zasygnalizował odrodzenie w klasykach wygrywając Kuurne-Bruksela-Kuurne. W wysokiej dyspozycji jest też Gianni Meersmans. Tak jak w latach ubiegłych, kierownictwo zespołu będzie musiało wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności by pogodzić interesy poszczególnych kolarzy, ustalić składy i taktykę na kolejne wyścigi. W obecnej sytuacji wydaje się, że wiosną mogliby wygrać wszystko!

     

    Z drugiej strony nie tylko oni mają znakomity początek sezonu. Alejandro Valverde także jest z tygodnia na tydzień coraz mocniejszy. W sobotnim Strade Bianche spóźniony kontratakował próbując gonić Kwiatkowskiego z Saganem, ale w niedzielę na trasie Roma Maxima nie było już na niego mocnych. Tak jak ?Kwiato? wygrywał w Alagrve, tak Valerde triumfował w Andaluzji, zwyciężył także w Murcii a miniony weekend przejechał dwa ciężkie klasyki dzień po dniu, pierwszy kończąc na podium a drugi wygrywając. Kto wie, może Michał Kwiatkowski mógłby być następcą-lepszą wersją Hiszpana? Tak jak on jest szybki na finiszach, dynamicznie atakuje, dobrze radzi sobie w trudnym terenie i w górach ale lepiej jeździ na czas.

  • Poniedziałkowy skrót#4 – weekend pełen niespodzianek

    Sezon kolarski w Europie odpalił. Wyścigów było tyle, że drużyny muszą dysponować naprawdę szerokim składem, by rywalizować na kilku frontach równocześnie. Pozytywnym zaskoczeniem była postawa Polaków.

    1. Porażka i rewanż Boonena

    W sobotę w prawdziwie ?klasycznych? warunkach peleton rozpoczął zmagania na północy Europy. Omloop Het Nieuswbald to deszcz, wiatr, błoto, bruk i podjazdy. Faworyci pogubili się w tych okolicznościach przyrody, wyścig był dynamiczny i zaskakujący. Porażkę poniosła drużyna Omega Pharma Quick Step, karty rozdawali zawodnicy BMC, Belkinu czy Sky. Ian Stannard, etatowy koń pociągowy brytyjskiego dream teamu, w końcówce znalazł się na czele stawki a na finiszu pokonał Grega van Avermaeta. To spore zaskoczenie, Van Avermaet uznawany jest za specjalistę wyścigów jednodniowych. Stannard to raczej pomocnik lub spritner. Czyżby Brytyjczycy doczekali się następcy Rogera Hammonda, kolarza, który kilka lat temu regularnie utrudniał życie Belgom podczas brukowanych klasyków?

    Finałowe kilometry Omloop Het Nieuwsbald

    Dzień później, czyli w niedzielę, chmury zostały przewiane przez silny wiatr, który nie tylko odsłonił niebo, ale też pomógł zespołom Belkin i Omega Pharma Quick Step rozerwać peleton w strzępy. Tom Boonen z kolegami zrobili to, co potrafią najlepiej: zdobyli liczebną przewagę w niewielkiej grupie i w końcówce ich lider wykończył akcję całego zespołu. Boonen, który miał nieudany ubiegły sezon, wygrał w Kuurne po raz trzeci w karierze, ustanawiając rekord zwycięstw. Nie przypominam sobie, by Belg był kiedykolwiek tak szczupły jak tej wiosny, w wywiadzie po wyścigu wyglądał na szczególnie umotywowanego. Czyżby planował kolejny wybitny rok?

    2. Gołaś, Matysiak i inni

    Oczy większości kibiców skierowane były na Flandrię, tymczasem na południu działo się całkiem sporo. W sobotę w Murcji Alejandro Valverde odniósł piąte (!) zwycięstwo w tym sezonie. Nieźle pojechali Polacy z Active Jet, m.in Paweł Franczak ukończył wyścig na 20 lokacie. Lider ekipy CCC, Davide Rebellin był trzeci. Równolegle we Francji, w rejonie Ardeche, Michał Gołaś (Omega Pharma Quick Step) finiszował na drugim miejscu w tamtejszej jednodniówce. W niedzielę w hiszpańskiej Alemerii rozegrano klasyk, niestety obsada nie należała do najlepszych. Na starcie stanęli kolarze CCC oraz Active Jet i wykorzystali nadarzającą się okazję na zdobycie punktów w rankingu Europe Tour. Bartłomiej Matysiak (CCC) był siódmy (tuż za JJ Rojasem, powtórzył wynik z ubiegłego roku) a Łukasz Bodnar (Active Jet) dwunasty. Davide Rebellin finiszował dziesiąty a większość pozostałych kolarzy z naszych ekip (m.in. Tomasz Marczyński, Marek Rutkiewicz) dotarli do mety z niewielkimi stratami. Warto też odnotować, że w sobotnim Omloop Het Nieuswald w Belgii szansy w ucieczce szukał Maciej Paterski.

    Michał Gołaś finiszuje po drugie miejsce

    Po co piszę tego typu raport? Chyba czas odsunąć na bok często pojawiającą się ironię, towarzyszącą występom Polaków w zagranicznych startach. Zawodnicy naszych ?eksportowych? ekip nie trenują z zawodowcami z innych państw do krajowych wyścigów, ale solidnie ścigają się z zachodnią elitą i mają wpływ na przebieg prestiżowych imprez o sporych tradycjach. Mało? Przypomnijcie sobie posuchę sprzed kilku sezonów!

     3. To już naprawdę początek

    Oman, Katar, Australia… kto się tym przejmuje? Realnie sezon zaczął się w miniony weekend. Czy jako kibice jesteśmy tak konserwatywni, czy po prostu wiemy lepiej, co jest ważniejsze? Nie wierzysz? Przyjrzyj się poniższemu wykresowi aktywności społeczności rowerowej na twitterze:

     

  • Poniedziałkowy skrót – studium przypadku

    Medale panczenistów, wygrana Michała Kwiatkowskiego i nieukończony bieg Justyny Kowalczyk. Do tego Chris Froome, Alejandro Valverde i Alberto Contador pokazali wysoką formę. To był bardzo intensywny weekend.

    Volta a Algarve ma zaledwie kategorię 2.1, ale to dość prestiżowa impreza. Późniejsi faworyci wielkich tourów często właśnie w Portugalii rozpoczynają sezon. W tym roku na starcie stanęli m.in. Alberto Contador, Rui Costa czy Chirs Horner. Pogodził ich Michał Kwiatkowski, który wygrał dwa etapy, w tym krótką jazdę indywidualną na czas oraz klasyfikację generalną. To nie jest wynik, który przyprawiłby przeciętnego Kowalskiego o paliptację serca, ale kibic kolarstwa musi być zadowolony. Tym bardziej, że faworyci wzięli to ściganie na poważnie, rywalizując z Polakiem w końcówkach (Contador urwał ?Kwiato? jeden etap kończący się podjazdem).

     

    Tymczasem w niedalekiej Andaluzji nogę sprawdzali kolarze CCC oraz Active Jet. Bez błysku, ale zabierali się w ucieczki i próbowali walczyć. Jeśli chodzi o gwiazdy, to w formie jest już Alejandro Valverde a po piętach depcze mu Richie Porte. Jego klubowy kolega i lider, Chris Froome powtórzył ubiegłoroczny sukces z Omanu i wygrał tamtejszą etapówkę kończącą poważne ściganie na półwyspie arabskim. Niespodzianką in minus była postawa Vincenzo Nibalego. Tyle tylko, że wyniki wyścigów w tak wczesnej fazie sezonu nie świadczą jeszcze o niczym poza dyspozycją w tym konkretnym momencie. Tak czy inaczej wygrana Kwiatkowskiego z utytułowanymi rywalami cieszy, podobnie jak inne wyniki i plany polskich kolarzy, o czym napisałem wczoraj w tekście dla rowery.org.

      Wracając jeszcze na chwilę do Igrzysk Olimpijskich w Soczi nie mogę nie wspomnieć o świetnej postawie łyżwiarzy szybkich. Dwa medale: srebrny kadry kobiet i brązowy mężczyzn w drużynowych wyścigach na dochodzenie budzą radość i szacunek zarazem. Nie tylko trafili z formą, ale też wykorzystali podobno nienajłatwiejszy lód wymagający odpowiedniej taktyki. Ta permanentnie niedoinwestowana u nas w kraju dyscyplina ma niepowtarzalną szansę na rewitalizację. Czy sukcesy olimpijskie przekują się na wzrost popularności, czy zadaszone zostaną tory i czy kadra dostanie więcej pieniędzy? Entuzjazm jest spory, czy zostanie wykorzystany? Kilka lat zwycięstw i medale Justyny Kowalczyk (z ostatniego biegu musiała się wycofać - kontuzjowana stopa nie wytrzymała obciążenia) póki co nie wywołały boomu na biegi narciarskie. To będzie ciekawe studium przypadku do obserwowania w najbliższych latach.   Na koniec odrobina prywaty, ale z kontekstem. Wysłałem wniosek o licencję na sezon 2014. Niemal równolegle dość wiarygodne źródło podało, że w minionym roku we francuskiej federacji kolarskiej zrzeszonych było 119218 cyklistów. Chcąc uzyskać podobną skuteczność, licencję PZKol musiałoby mieć ponad 70tyś ludzi!