Tag: Klasyki

  • Ten wyjątkowy dzień

    Ten wyjątkowy dzień

    W kolarskim sezonie jest kilka dni, które są szczególne. Najbliższa niedziela, 22.03 to właśnie jeden z nich. Mediolan-Sanremo jest wyścigiem absolutnie wyjątkowym: wyjętym z przeszłości, choć ciągle żywym.

    Każdy z kolarskich ?Monumentów?, pięciu najważniejszych wyścigów jednodniowych ma swój unikatowy charakter. Mediolan-Sanremo posiada wiele przydomków. Najważniejsze z nich to ?Primavera? oraz ?Wiosenne mistrzostwa świata?. To pierwszy prawdziwy klasyk w sezonie, który w swojej niemal stuletniej historii (po raz pierwszy został zorganizowany w 1907r) był świadkiem wielu wspaniałych historii.

    Jeśli popatrzymy na przekrój trasy, nie ma w niej nic szczególnego. Nie jest płaska jak stół, ale powiedzmy sobie szczerze: ani przełęcz Truchino ani znajdujące się w końcówce niewielkie podjazdy same w sobie nie zrobiłyby wrażenia nawet na amatorze. Suma metrów w pionie, jaką kolarze muszą pokonać sięga zaledwie liczby 1900 i to nie ona jest kluczową trudnością wyścigu. Mediolan-Sanremo niszczy bowiem nie przewyższeniem a dystansem.

    Około 300km (w tym roku 293) to odległość rzadko widywana we współczesnym kolarstwie. Tak jak bruki Paryż-Roubaix czy Ronde van Vlaanderen są żywym reliktem przeszłości, tak właśnie monstrualny jak na obecną chwilę dystans Mediolan-Sanremo jest bezpośrednim nawiązaniem do historii kolarstwa. W zależności od tempa, jakie nada peleton, zawodnicy spędzają na rowerach między 6,5 a 7 godzin. Jeśli w dniu rozgrywania imprezy pogoda sprawi psikusa i zamiast miłej, śródziemnomorskiej wiosny będzie padał deszcz, śnieg i wiał zimny wiatr, ?Primavera? z bardzo ciężkiego i wymagającego wyścigu zmienia się w prawdziwą ekstremę.

    Tak jak mistrzostwa świata, Mediolan-Sanremo to zawody, gdzie szansę na wygraną mają zawodnicy różnych specjalizacji. Cipressa i Poggio, dwa niewielkie podjazdy na ostatnich 20km trasy są miejscem rywalizacji o pozycję w peletonie, okazją do ataku kolarzy o słabszym finiszu, za to lepszych w terenie górzystym. Ze szczytu Poggio na Via Roma, reprezentacyjną ulicę w San Remo (w tym roku to wyjątkowe miejsce wraca na trasę po siedmioletniej przerwie) prowadzi kręty i szybki zjazd, zatem sprinterzy, którzy wytrzymają tempo pod górę mają niewiele czasu na oddech, przegrupowanie i walkę na ostatnich metrach prowadzących do kreski.

    Ze względu na dystans i wykonaną wcześniej pracę, do mety dociera niewielka grupa kolarzy. Nawet, jeśli nie jest to ucieczka, trudno mówić o klasycznym finiszu z peletonu. Bywa więc, że wygrywa nie tyle zawodnik najszybszy, co wytrzymały i mocny, który zachował jeszcze pewną porcję swojej naturalnej dynamiki. Zatem z jednej strony wygrywali tam tacy kolarze jak Mark Cavendish, Oscar Freire, Erik Zabel czy Mario Cipollini, z drugiej Paolo Bettini, Fabian Cancellara czy Simnon Gerrans. Mowa oczywiście o czasach współczesnych. Lista zwycięzców ?Primavery? to bowiem przegląd największych gwiazd kolarstwa każdej kolejnej epoki: od Girardengo i Bindy, przez Coppiego, Bartalego, Merckxa, Mosera czy Kelly?ego.

    Szczegółową analizę trasy, listę pretendentów do podium oraz rys historyczny znajdziecie w tym opracowaniu w rowery.org. Transmisja na żywo z wyścigu planowana jest na 14.30 na antenie Eurosportu.

  • Kolarskie przedwiośnie – jedyny przewodnik

    Kolarskie przedwiośnie – jedyny przewodnik

    Zawodowcy wracają do Europy. Po pierwszym przetarciu w ciepłych krajach, właściwy sezon rozpoczyna się teraz. Dlaczego tak? Odpowiedź jest prosta: tradycja!

    Od przełomu lutego i marca wkraczamy w czas prawdziwego ścigania. Oczywiście jeszcze nie wszystkie gwiazdy są w najwyższej formie i część imprez traktują jako przetarcie lub trening.  Mimo to, niemal każde zawody mają na tyle duży prestiż, że o zwycięstwo walczy duża grupa zainteresowanych.

    Do wyboru są jednodniówki oraz wyścigi etapowe. Jeszcze kilka lat temu, podział jednodniówek był skomplikowany i niejednoznaczny. Mianem ?Klasyku? można było określać tylko część imprez o największym prestiżu i tradycji. Te mniej istotne określane były jako ?semi klasyki? a do reszty używało się nazwy ?jednodniówki?. Od czasów reformy Pro Tour, pięć najważniejszych i najstarszych wyścigów: Mediolan-Sanremo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia zostało nazwanych ?Monumentami?. Cała reszta to klasyki.

    Wyścigi jednodniowe na przełomie lutego i marca oraz w kolejnych tygodniach często rozgrywane są na trasach zawierających dodatkowe utrudnienia. Zazwyczaj chodzi o bruk. Jazda po kocich łbach to szczególny element kolarskiego rzemiosła, popularny przede wszystkim w Niderlandach i północnej Francji. Bruk, nazywany przez użytkowników języka flamandzkiego ?kasseien? sprawia, że płaskie lub prowadzące po niewielkich pagórkach wyścigi stają się dużo trudniejsze, nieprzewidywalne i wymagające od zawodników wyjątkowych umiejętności. Swoje trzy grosze w tym temacie dołożyli kilka lat temu Włosi, którzy w ramach powrotu do korzeni zaproponowali zawody na ?białych drogach?, czyli szutrowych duktach prowadzących przez wzgórza Toskanii.

    Wiosenne wyścigi etapowe to z kolei pierwsze, poważne sprawdziany dla tych zawodników, którzy w dalszej części sezonu myślą o startach w wielkich tourach. W ramach jednej imprezy do dyspozycji są zawsze etapy sprinterskie, górskie lub górzyste oraz jazda na czas. Oprócz największych gwiazd, swoje aspiracje mogą tam realizować zawodnicy młodsi, którzy zdobywają doświadczenie w wielodniowej rywalizacji oraz bardziej wytrzymali specjaliści klasyków. Dzięki temu zmagania są bardzo urozmaicone a o zwycięstwie często decydują minimalne różnice.

    Czego zatem możemy się spodziewać w najbliższych tygodniach? Poniżej przedstawiam krótką charakterystykę poszczególnych imprez. Pogrupowałem je tematycznie, by ułatwić rozeznanie. Szczegółowe zapowiedzi z analizą trasy i głównymi postaciami możecie zawsze na kilka dni przed startem znaleźć np. w rowery.org.

    Pierwszy bruk

    Weekend 28.02 – 01.03 to otwarcie sezonu brukowanych klasyków w Belgii. Omloop Het Nieuwsbald (28.02) jest przygotowaniem przed Dookoła Flandrii. Trasa zawiera odcinki brukowane oraz brukowane pagórki. Dla odmiany Kuurne-Bruksela-Kuurne (01.03) oferuje nieco szybszą trasę i zdarza się, że zwycięzcą jest sprinter. Można więc założyć, że jest to etap przygotowania do imprezy Gandawa-Wevelgem, która rozgrywana jest pod koniec marca. Charakterystyczne dla obu rozpoczynających brukowany sezon wyścigów jest to, że często są one celem dla młodych zawodników. Zwycięzcy często potrzebują jeszcze kilku sezonów, by okrzepnąć i móc w pełni rozwinąć swoje możliwości w najważniejszych imprezach jednodniowych. Wczesny termin powoduje również, że w niektórych latach zawody są odwoływane lub skracane ze względu na złą pogodę. Warto też zwrócić uwagę na krótką etapówkę ?Trzy Dni Zachodniej Flandrii? (06.03-08.03) z podobnego powodu co na Omloop i Kuurne: zawodnicy czołówki, często członkowie mniej znanych, ?drugoligowych? zespołów mogą za rok lub dwa, już z kontraktami w World Tourze decydować o obliczu brukowanych Monumentów.

    Włochy vs Francja vs Hiszpania

    Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico oraz Volta a Catalunya to tygodniowe wyścigi, które w marcu skupiają uwagę specjalistów etapówek. Paryż-Nicea do niedawna był najbardziej prestiżowym z nich, od kilku sezonów mocno na jego pozycję naciska Tirreno-Adriatico. Co ciekawe, oba wyścigi mają najwyższą z możliwych kategorię a mimo to ich terminy częściowo się pokrywają. W tym roku Paryż-Nicea rozgrywany jest w terminie 8-15.03 a Tirreno-Adriatico miedzy 11 a 17.03. Dla Paryż-Nicea charakterystyczne są ostatnie etapy, górzyste, wykorzystujące przełęcz Eze niedaleko Nicei. W tym roku powrócono do sprawdzonego rozwiązania i zawody zakończą się jazdą na czas z metą właśnie na Col d?Eze. Z kolei organizatorzy Tirreno-Adriatico  stawiają na element zaskoczenia, szukając mniej popularnych i często ekstremalnie stromych podjazdów.

    Paryż-Nicea będzie dla nas o tyle ciekawy, że wystartują w nim Michał Kwiatkowski i Rafał Majka (obaj ze sporymi szansami na dobre miejsca). Świat będzie raczej patrzył na Tirreno-Adriatico, gdzie formę sprawdzą Alberto Contador, Chris Froome, Vincenzo Nibali i Nairo Quintana. Obie imprezy warto śledzić uważnie również z tego powodu, że formę szlifują tam pretendenci do wygrania Mediolan-Sanremo.

    Jeśli zaś chodzi o Volta a Cataluyna, to choć jest to trzeci najstarszy wyścig etapowy na świecie, obecnie nieco ustępuje prestiżem imprezom we Włoszech i Francji. W tym roku ?Katalonia? rozegrana zostanie w dniach 23-29.03 i będzie kolejnym, istotnym etapem budowania formy, głównie dla hiszpańskich specjalistów wyścigów etapowych. Będzie to również szansa dla kolarzy CCC Sprandi Polkowice by pościgać się na najwyższym poziomie w ramach przygotowań do Giro d?Italia.

    Coś specjalnego – Strade Bianche

    Wyjątkowy wyścig w kalendarzu, który choć ma zaledwie 9 lat historii, szybko zdobywa popularność i już teraz można spokojnie nazywać go Klasykiem. Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Przywraca pamięć o dawnym kolarstwie, lecz w nowoczesnym stylu. Co więcej, meta usytuowana jest na zabytkowym rynku w Sienie, miejscu znanym ze średniowiecznych festynów, gonitw końskich i scenerii wielu filmów. Trasa ?Strade Bianche? jest górzystą rundą drogami Toskanii, z których część to charakterystyczne szutrowe odcinki, od których wzięła się nazwa wyścigu. Rok temu na finiszu Strade Bianche Michał Kwiatkowski po profesorsku ograł Petera Sagana, co było początkiem genialnego sezonu zakończonego zdobyciem mistrzostwa świata. Choć w tym roku ?białe drogi? nie znajdują się w kalendarzu Kwiato, warto 07.03 włączyć relację z tego wyścigu. Emocje są niemal gwarantowane.

    Wiosenne Mistrzostwa Świata

    Mediolan-Sanremo to jeden z pięciu ?Monumentów? kolarstwa, pierwszy w kalendarzu i zarazem najdłuższy. Trasa icząca około 300km to w obecnych czasach coś niespotykanego. Dystans jest zatem jednym z głównych czynników decydujących o trudności tej imprezy. Znajdujące się w końcówce, niewielkie podjazdy: Cipressa oraz Poggio, po niemal sześciu godzinach jazdy nabierają szczególnego znaczenia. To jedyna szansa, by lepsi w górach zawodnicy zdobyli przewagę nad sprinterami. Ci z kolei liczą na pomoc swoich drużyn, które próbują doprowadzić ich na szczyt usytuowanego raptem kilka kilometrów przed metą Poggio na możliwie wysokiej pozycji. W tym roku po kilku latach przerwy meta ?Primavery?, jak nazywany jest ten klasyk, powraca na Via Roma, szeroką arterię w Sanremo, mocno związaną z historią wyścigu. Mediolan-Sanremo zostanie w tym roku rozegrany 22.03. W peletonie zobaczymy również kolarzy CCC Sprandi Polkowice. Ze względu na wieloletnią tradycję (wyścig rozgrywany jest od 1907r), dystans i „uniwersalny” charakter trasy dający niemal równe szanse zawodnikom różnych specjalności, Mediolan-Sanremo nazywany jest często „wiosennymi mistrzostwami świata”.

    Na Mediolan-Sanremo kończy się pierwsza część europejskiego sezonu. ?Primavera? zamyka przedwiośnie, rozpoczyna się wiosna pełną gębą. Klasyk następuje po klasyku, etapówka, po etapówce. Przedstawienie kolarskiej wiosny będzie więc kolejnym artykułem, gdy nadejdzie na to stosowna pora.

    Zdjęcie okładkowe: kadr z Paryż-Nicea 2014, Mike Slone, flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#27 – ostatnie podrygi na szosie

    Słońce niżej, spora część kolarzy podsumowuje już sezon, ale w kalendarzu zostało jeszcze kilka startów, gdzie można wykorzystać resztki formy. Miniony weekend to kilka ciekawych imprez. Najbardziej prestiżowa z nich, Paryż-Tours zakończyła się sporą niespodzianką. Co jeszcze wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni? W poniedziałkowym skrócie przedstawiam komentarz do najważniejszych, wyścigowych chwil.

    Paryż-Tours to piękny klasyk z wielkimi tradycjami, ostatnio nieco mniej eksponowany, ale wciąż prestiżowy. Choć teoretycznie przypisany sprinterom, daje też szansę odważnym śmiałkom próbującym ucieczek. Tym razem dość nieudany sezon próbował z klasą zakończyć Thomas Voeckler. Co więcej, dojechał do mety przed peletonem, ale nie był sam. Mimo szczerych chęci i sporych umiejętności w tej dziedzinie, nie rozegrał dwójkowego finiszu z rezultatem korzystnym dla siebie. Doświadczonemu Francuzowi ewidentnie zabrakło sił i musiał uznać wyższość dwudziestopięcioletniego Belga z grupy drugiej dywizji (Topsport Vlaanderen), Jelle Wallaysa. Co ciekawe, dla utytułowanego Voecklera, drugie miejsce w Paryż-Tours to najlepszy rezultat w tym roku. Z kolei Wallaysa trudno nazwać wschodzącą gwiazdą belgijskiego kolarstwa. To solidny kolarz z kilkoma niezłymi rezultatami na koncie, ale Paryż-Tours to największe osiągnięcie w jego karierze. Co ciekawe i warte zauważenia, cztery lata temu triumfował w młodzieżowej wersji tego wyścigu, zatem i trasa i pora roku muszą mu wyjątkowo pasować.

    Francuski klasyk był jednym z ostatnich, ważnych akcentów sezonu 2014. W Pekinie kolarze World Touru muszą jeszcze dokończyć tamtejszą etapówkę, w Europie czołowi czasowcy zmierzą się w Chrono des Nations a jeszcze na moment uwagę najwierniejszych fanów przykuje Japan Cup i ewentulnie Tour of Hainan. I to by było na tyle. Nadchodzi czas odpoczynku, zawodnicy zaczną wrzucać na twittera zdjęcia z hamburgerami oraz na plażach z drinkami z palemką.

    Pięknie sezon zakończył Davide Rebellin. Czterdziestotrzyletni Włoch, reprezentujący barwy CCC Polsat Polkowice zwyciężył w prestiżowym Giro dell?Emilia. To drugi raz w jego wieloletniej karierze, gdy triumfował w tym wyścigu. Ostatni raz zdarzyło mu się to w 2006r. Tym samym polska ekipa zanotowała szesnaste zwycięstwo w tym roku. Plasuje ją to na 20. miejscu wśród wszystkich ekip zawodowych, jeśli wziąć pod uwagę parametr skuteczności.

    https://twitter.com/DaniBondanini/status/520973005267435520

    Trzeba też wspomnieć o rozgrywanym w Chinach Tour of Beijing. To jeden z projektów w ramach idei globalizacji kolarstwa, który póki co zostanie odłożony na półkę. Zmęczeni zawodnicy najlepszych ekip zobligowanych do startu niechętnie lecą do kraju, gdzie muszą zmagać się ze smogiem oraz zanieczyszczonym klenbuterolem mięsem. Na brak popularności nie pomagają maskotki misiów panda. Choć część zawodników wykazuje jeszcze oznaki energii, to nie jest dla nikogo najważniejszy wyścig w sezonie. Mimo to warto odnotować, że na dwa etapy przed końcem koszulkę najlepszego ?górala? przejął Michał Gołaś.

    Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Mario Cipollini, największy gwiazdor, jakiego znało kolarstwo musi zmierzyć się z duchami przeszłości. La Gazzetta dello Sport postanowiła poszukać jego związków z Eufemiano Fuentesem. Nazwisko super-sprintera kilkukrotnie miało pojawiać się na listach klientów znanego z dopingowego doradztwa hematologa. Cipollini dominował i wygrywał w latach największej popularności różnego rodzaju metod wspomagania wyników przez manipulację krwią i hormonami. Nigdy nie był złapany, ale trudno spodziewać się, by kontrowersyjny i równocześnie uwielbiany przez kibiców ?Super Mario? był czysty. W rewelacjach La Gazzetty można znaleźć m.in. informację o 25 torebkach krwi, które miał sobie przetoczyć w jednym ze swoich najlepszych sezonów (2002), rozpoczętym od spektakularnych zwycięstw w Mediolan-Sanremo i Gandawa-Wevelgem a zakończonym zdobyciem tęczowej koszulki mistrza świata w Zolder.

  • Co wiemy po sezonie wiosennych klasyków?

    Co wiemy po sezonie wiosennych klasyków?

    Dwa miesiące minęły bardzo szybko. Od Omloop Het Nieuwsbald do Liege-Bastogne-Liege wydarzenia następowały po sobie w takim tempie, że łatwo było niektóre przeoczyć. Nadciągająca zmiana pokoleń, wymagana cierpliwość i spora dawka konserwatyzmu dominowały tej wiosny na trasach wyścigów jednodniowych.

    Presja

    Aptetyt rośnie w miarę jedzenia. To truizm, często powtarzany w przypadku sportowców, którzy zaczynają odnosić duże sukcesy a ich wyniki potwierdzają przewidywany potencjał. Słowacy czekają na wygraną Petera Sagana w jednym z monumentów. Belgowie liczą na szybki rozwój talentu Sepa Vanmarcke. Polacy na ciągłe poprawianie wyników przez Michała Kwiatkowskiego. Ci młodzi kolarze u progu swoich karier błysnęli talentem, przez co nie mają łatwego życia. Urodzeni na przełomie lat ?80 i ?90 zawodnicy wygrali tej wiosny naprawdę sporo ważnych wyścigów. Kibice są jednak nienasyceni i chcieliby więcej. Peter Sagan wygrywający Gandawa-Wevelgem, za to nie stając na podium Dookoła Flandriii czy Paryż-Roubaix oceniany jest negatywnie. Po serii świetnych wyników wspomnieni Kwiatkowski i Vanmarcke a także Ian Stannard, John Degenkolb, Marcel Kittel czy Alexander Kristoff kolejnej wiosny będa w równie trudnej sytuacji co Słowak. Problem w tym, że młodych pretendentów jest więcej niż miejsc na podium!

    Cierpliwość

    Philippe Gilbert i drużyna BMC długo czekali na włączenie się do gry o najważniejsze cele w wyścigach klasycznych. W końcu im się udało. Dream team został nieco przebudowany i w końcu zagrał jak należy. Gilbert zwyciężył w Amstel Gold Race i Brabanckiej Strzale, w Strzale Walońskiej i Liege-Bastogne-Liege nieco mu zabrakło do podium, ale nadal był w czołówce. Samuel Sanchez i Greg Van Avermaet wystąpili w roli super pomocników. Ten sam ?GVA? był liderem drużyny na brukach i zaliczył dwa podia (Flandria i Omloop Het Nieuwsbald). Właściciel drużyny, Andy Rhis, wykazał się sporą cierpliwością. Mam wizję menadżera drużyny piłkarskiej, który po czasie posuchy rozpędza skład przepłacanych gwiazd. Tymczasem w BMC poczekano, zawodnicy odbudowali i formę i morale, dzięki czemu wyniki w końcu przyszły. Simon Gerrans z drużyny Orica to również kolarz cierpliwy. Choć zeszły sezon miał udany - zdobył na chwilę koszulkę lidera Tour de France i kilka etapów prestiżowych wyścigów - zwycięzca Mediolan Sanremo 2012 stawia tylko na wybrane cele. Jego portfolio w wieku 33 lat jest dość krótkie, za to pełne doniosłych rezultatów. Wygrywając Liege-Bastogne-Liege zapisał na swoim koncie drugi ?monument?. Sporo, jak na kolarza tak niespektakularnego.
    Trzecim z cierpliwych jest Niki Terpstra. Ten znakomity, holenderski zawodnik w końcu dostał swoją szansę. W minionych latach często był równie mocny co jego liderzy, ale dopiero tegoroczne Paryż-Roubaix i korzystny dla zespołu Omega Pharma-Quick Step układ taktyczny dały mu wymarzone zwycięstwo w brukowanym monumencie.

    Klasa

    Fabian Cancellara nie musi już nikomu nic udowadniać, poza sobą samym. Stąd pewnie pomysł na pobicie rekordu w jeździe godzinnej. Zanim późnym latem dojdzie do tej próby, Szwajcar skupia się na corocznej wiosennej kampanii wyścigów klasycznych. Po raz kolejny zaliczył imponującą serię: był drugi w Mediolan-Sanremo, zwycięski we Flandrii i trzeci w Paryż - Roubaix. Co więcej, każdy z tych wyników osiągnął w świetnym stylu, dodatkowo po raz dwunasty z rzędu stając na podium kolarskich monumentów. Dodatek złotych medali mistrzostw olimpijskich oraz mistrzostw świata w jeździe na czas w połączeniu z elokwencją, kulturą osobistą i szeroko pojętą klasą, czyni z niego żywy pomnik kolarstwa początku XXIw. Dla odmiany jego rywal z tras brukowanych klasyków, Tom Boonen, choć wygrał Kuurne-Bruksela-Kuurne niekoniecznie będzie miał jeszcze szansę zapisania kart historii. Teoretycznie ciągle ma szansę, nadal niewiele brakuje by ustanowił rekord zwycięstw w Paryż-Roubaix czy Flandrii. Biorąc pod uwagę nadciągające zastępy ?młodych - zdolnych - z presją wyniku?, zarówno jemu jak i Cancellarze będzie o to coraz trudniej.

    Konserwatyzm

    Mimo szczerego entuzjazmu, jakim darzę wiosenne klasyki, muszę przyznać, że bywały bardziej emocjonujące. W tym roku zawodnicy często czekali do ostatnich chwil z decydującymi atakami. W Mediolan-Sanremo, Amstel Gold Race, Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege niemal do końca jechała duża grupa zawodników. Najważniejsi kandydaci do zwycięstwa nie wychylali się, oszczędzając siły na decydujący atak. Ten powiódł się Gilbertowi na Caubergu i Valverde na Mur de Huy. Z kolei wygrane mocnych sprinterów: Kristoffa i Gerransa to ?kara? dla peletonu za zachowawczą jazdę. Gdzie upatrywać przyczyn takiej sytuacji? Z pewnością poziom czołówki jest wyjątkowo wyrównany. Być może odpowiada za to pęd za zyskami aerodynamicznymi. Wszak nawet po przejechaniu szalonych bruków Paryż-Roubaix Niki Terpstra odjechał z aż dziesięcioosobowej czołówki! Zdjęcie okładkowe: ucieczka podczas Mediolan-Sanremo, fot. Martin Myst?re, wikimedia commons CC BY SA 3.0

  • Poniedziałkowy skrót#10

    Michał Kwiatkowski zakończył ardeński tryptyk podium w monumencie Liege-Bastogne-Liege. Simon Gerrans zwyciężył w tym wyścigu notując drugi wielki wynik swojej kariery: dwa lata temu wygrał Mediolan-Sanremo. Australijczyk to jeden z bardziej niedocenianych specjalistów klasyków ostatnich lat!

    Kolarze z podium ?staruszki?: Gerrans, Alejandro Valverde i Kwiatkowski to bohaterowie ostatniego tygodnia. Australijczyk wygrał najbardziej prestiżowy z tych wyścigów a w Amstel Gold Race tydzień wcześniej był trzeci. Valverde był trzeci w AGR, wygrał Walońską strzałę, w Liege finiszował drugi. ?Kwiato? również ani razu nie wypadł z top5 będąc kolejno: 5. w AGR, trzeci w Walońskiej Strzale i zajmując to samo miejsce w L-B-L. Skupiając się na liczbach, ważna jest jeszcze jedna: Polak jest 14 (czternaście!) 10 (dziesięć!) lat młodszy od obu rywali.

    Trzeba przyznać, że w niedzielę okoliczności były sprzyjające i dla niego i dla Gerransa. Nie przypominam sobie, by w ostatnich sezonach w końcówce Liege-Bastogne-Liege jechała tak duża grupa kolarzy, co więcej, bez zdecydyowanych ataków faworytów. Szybcy zawodnicy, jak Polak i Australijczyk mogli więc popisać się swoimi umiejętnościami sprinterskimi, choć trzeba pamiętać, że mając w nogach ponad 4500m w pionie trzeba być po prostu świetnym i kompletnym kolarzem, by dynamicznie pojechać finisz.
    O ile Kwiatkowski to przyszłość kolarstwa, Gerransowi bliżej do końca kariery. Kolarz ekipy Orica nieco ?po cichu? zgromadził na swoim koncie dwa zwycięstwa w wiosennych monumentach, notując przy tym jeszcze kilka innych, wartościowych rezultatów. Jego wygrane nie były spektakularne, ale w takich wyścigach wyniki mówią za siebie. Za kilka lat stastycy sportu będą wymieniali go w gronie najlepszych kolarzy drugiej dekady XXIw. Historię pisze też Julien Absalon. Francuski kolarz górski po raz dwudziesty ósmy w karierze zwyciężył w zawodach Pucharu Świata. W ten sposób zrównał się z Julie Furtado - gwiazdą początków mtb - i stoi przed szansą objęcia samotnego prowadzenia w statystykach. Tego osiągnięcia nie umniejsza fakt nieobecności kilku ważnych rywali, w tym Nino Schurtera, który szykuje się do startu w szosowym Tour de Romandie. Wśród kobiet najszybsza była Eva Lechner a Mai Włoszczowskiej tym razem wyścig się nie udał: defekt sprzętu połączony z niedyspozycją zaowocował dalszą lokatą i spadkiem na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu.
    Trzymając się statystyk, w miniony weekend w różnych imprezach rowerowych w Polsce startowało, szacując tylko, przynajmniej 3500 osób. Sporym sukcesem zarówno frekwencyjnym (ok 800 osób) jak i sportowym (wiele uznanych nazwisk w wynikach) zakończył się maraton serii Kaczmarek Electric w Olejnicy. Ta regionalna seria wygrała z liderem medialnej promocji, warszawską Skandią. Ja za to wybrałem lokalną serię cross country, czyli Puchar Tarnowa. Kilka zdjęć znajdziecie na moim facebookowym fanpage. Zawody były ?takie jak zawsze?, co biorąc pod uwagę 20-letnią tradycję tego cyklu traktuję jako wyraz uznania dla solidnej jakości oferowanego uczestnikom produktu. Martwi jedynie fakt, że najliczniejsze na starcie były kategorie Masters, wśród juniorów i juniorów młodszych bieda. Biorąc dodatkowo pod uwagę popularność maratonów, teoria o tym, że sport staje się rozrywką klasy średniej w tym wypadku niestety się potwierdza.

  • Nie przegap w ten weekend – powtórki

    Sezon na powtórki czas zacząć. Liege-Bastogne-Liege to pasjonujący klasyk, ale lepiej samemu się upodlić na wyścigu niż ślęczeć przed telewizorem.

    Ze wszystkich wydarzeń nadchodzącego weekendu, ardeński monument jest z pewnością najważniejszy. Na starcie same tuzy, po drodze wiele pięknych i wymagających podjazdów. Wśród kandydatów do czołowych lokat Michał Kwiatkowski. Do tego Alejandro Valverde stoi przed szansą trzeciego zwycięstwa w tym prestiżowym wyścigu. Kolejny argument, by obejrzeć relację to okrągły jubileusz. Organizowana od 1892r ?Staruszka? rozegrana będzie po raz setny.

      Cóż z tego, skoro spora część z nas w niedzielne popołudnie będzie z dala od ekranów. Natłok zawodów w ten weekend powoduje, że oglądanie czegokolwiek w TV nieco mija się z celem. Szansę mają więc tylko ci, którzy wybiorą start w sobotę a niedzielę poświęcą na poranny rozjazd po wyścigu.
      Do wyboru jest m.in warszawska Skandia, otwocki Poland Bike, wielkopolskie Kaczmarek Electric oraz Volvo Powerade MTB Marathon. Szczegóły w ?kalendarzowym updejcie? na mtb-xc.pl. Ja zwrócę tylko uwagę na ciekawy fakt: mtb marathon został wypisany z kalendarza PZKol, zatem, przynajmniej w teorii, zawodnicy z licencjami nie mogą tam startować. Szansa na większą zdobycz punktową dla amatorów rośnie, zobaczymy też, jak w praktyce respektowane są przepisy.
      Prawdziwi zawodowcy w ten weekend będą ścigać się nie na maratonach a na Pucharze Świata XC. Ci, którym zależy na punktach zmuszeni zostali do podróży aż na Antypody. Australijskie Cairns to wbrew pozorom miejscówka mocno zakorzeniona w tradycji mtb. Już w 1996r rozegrano tam mistrzostwa świata. Ciekawostką jest, że wyścig wygrał wtedy Jerome Chiotti, jednak Francuz w wydanej nieco później autobiografii przyznał się do dopingu i złoto po latach przypadło Thomasowi Frischknechtowi. Legendarny Szwajcar nigdy bezpośrednio nie wygrał tytułu w XC, za to pod koniec kariery dwukrotnie wygywał tęczową koszulkę w maratonie. To były złote czasy mtb, teraz w tak dalekie zakątki świata wybierają się tylko najbardziej zdeterminowani zawodnicy. Mamy szczęście, że Maja Włoszczowska jeździ w jednym z najlepszych teamów na świecie, dzięki czemu ma pełny program startów. Polska zawodniczka jest aktualnym numerem 2 w rankingu UCI a w inaugurującej pucharowe zmagania eliminacji w Pietermaritzburgu zajęła trzecie miejsce. Trzymamy więc kciuki, relację na żywo będzie można zobaczyć na redbull.tv. Niestety różnica czasu (8 godzin do przodu) nie ułatwia sprawy. [caption id="attachment_3271" align="aligncenter" width="212"]Puchar Tarnowa MTB 2014 Puchar Tarnowa MTB 2014[/caption] Na tle Pucharu Świata i innych, ważnych wydarzeń, lokalne ściganie niekoniecznie zasługuje na uwagę, ale wspomnę też o wyścigu, w którym startuję w niedzielę. Puchar Tarnowa jest dobrze znany sporej grupie fanów mtb, z praktyki lub choćby ze słyszenia. Zawody mają charakter regionalny, przez co pierwsze doświadczenia zdobywało tam wielu dobrych kolarzy. Trasy zawodów są średnio trudne, na tle imprez z kalendarza UCI nawet łatwe. Dzięki temu spróbować swoich sił może niemal każdy, czołówka robi swoje tempo, początkujący mogą szlifować technikę i motywację. Całość jest przewidywalna, organizowana na solidnym poziomie, co ważne, z myślą o uczestnikach. Niezmienny harmonogram, losowanie drobnych, ale przydatnych upominków, posiłek regeneracyjny itd. Swoisty ewenement: ten skromny i często marginalizowany cykl zawodów zostanie w tym roku rozegrany po raz dwudziesty. Niewiele jest w kraju imprez sportowych z taką tradycją!

  • Fajne staruszki, które pamiętam

    Fajne staruszki, które pamiętam

    Liege-Bastogne-Liege kończy wiosenny sezon wyścigów klasycznych. Wkrótce liczyć będą się jedynie wielkie toury. Ten najstarszy z monumentów był świadkiem wielu imponujących chwil. Z tych, które śledziłem, zapamiętałem kilka.

    Rozgrywana od 1892 impreza, słusznie nazywana ?staruszką? to najbardziej górzysty element ?ardeńskiego tryptyku?. Dzięki temu jest często celem nie tylko kolarzy klasycznych, ale też tych, którzy kilka tygodni później walczą o czołowe lokaty w Giro lub Tourze. Takie połączenie daje znakomity obraz, jakie zmiany następują w kolarstwie na przestrzeni lat. W tym roku wyścig rozegrany zostanie po raz setny. Oglądałem większość w ciągu ostatnich 20 lat. Za najciekawsze uważam te:

    1998 Imponujący Bartoli

    Michele Bartoli to jeden z najwybitniejszych kolarzy klasycznych przełomu wieków. Zdobywał Puchar Świata, wygrywał na brukach Flandrii, wzgórzach Ardenów i górach Lombardii. Przewodził też w rankingu UCI. W 1998r jeździł dla efemerydy, teamu Asics. 15km przed metą samotnie zaatakował, zostawiając z tyłu pościg pełen znakomitych rywali. Metę w Liege minął ze sporą przewagą, o ponad minutę wyprzedził Laurenta Jalaberta. Tym samym Bartoli obronił tytuł – zwycięstwo z numerem jeden na plecach musiało smakować wyjątkowo. Na wideo warto zwrócić uwagę na niepowtarzalny styl, jaki towarzyszył kolarzom końca lat dziewięćdziesiątych: wzorzyste koszulki, dziwne okulary (moda jak widać co jakiś czas wraca) oraz kaski, które wtedy były obowiązkowe jedynie w Niderlandach.

    2002 Początkujący Bettini


    Liege Bastogne Liege 2002 przez super_hugo

    Następcą Bartolego, jak się później okazało, mniej uniwersalnym, ale bardziej utytułowanym, był Paolo Bettini. Późniejszy mistrz olimpijski i podwójny mistrz świata, zwany Świerszczem, ?Staruszkę? wygrywał dwa razy. W drużynie Mapei, gdzie obaj kolarze się spotkali, było im nie po drodze i Bartoli odszedł do Fassa Bortolo. Zwycięstwo Bettiniego w 2000r z pewnością nadało rozpędu jego karierze, natomiast dużo lepiej zapamiętałem sezon 2002. W tamtym roku to właśnie kolarze Mapei dwukrotnie triumfowali w Liege. W kwietniu, podczas Klasyku, Paolo Bettiniemu pomógł Stefano Garzelli. Kolarze w charakterystycznych, kolorowych strojach zaliczyli piękny dublet. Dwa tygodnie później Świerszcz odwdzięczył się koledze, gdy na podobnej trasie kończył się etap Giro d?Italia. Garzelli zwyciężył i zdobył koszulkę lidera. Kilka etapów dalej został wyrzucony z wyścigu za doping.

    2003 Apogeum epoki dopingu

    Lance Armstrong bardzo chciał wygrać Liege-Bastogne-Liege. To jedyny monument, w którym miał realne szanse na zwycięstwo. W 2003 roku na starcie stanęła cała czołówka późniejszego Tour de France. Ullrich, Vinokourow, Mayo, wszyscy pełni sił, ze świeżo przetoczoną krwią w żyłach. Przygotowania jak i sam wyścig świetnie relacjonuje Tyler Hamilton w swojej książce ?Wyścig Tajemnic?. Armstrong jechał agresywnie, atakował, jednak nie był w stanie zgubić głównych rywali. Konkurenci, nad którymi dominował w Wielkiej Pętli nadrobili dopingową różnicę i byli gotowi, by stawić czoła ?Bossowi?. Liege-Bastogne-Liege był dowodem, że w lipcu będą groźni. Hamilton wygrał wyścig w pięknym stylu (dramaturgii dodała nagła ulewa w końcówce) a wielki potencjał zaprezentował Iban Mayo. Z oboma kolarzami Armstrong miał sporo problemów podczas Touru i choć ostatecznie się obronił, był to rok, gdy sprawy niemal wymknęły mu się spod kontroli.

    2009 Schleck na fali

    Bracia Schleck byli na właściwej drodze, by na dobre zdominować najważniejsze wyścigi rozgrywane w górach. Czołowy zespół (prowadzony przez Bjarne Riisa), wielki talent a do tego łącząca ich więź. Liege-Bastogne-Liege było połączeniem wszystkich tych elementów. Stosunkowo wczesny atak młodszego z braci, Andy?ego okazał się strzałem w dziesiątkę. Rywale szachowani przez starszego Franka nie podjęli walki. Tak to miało wyglądać przez kolejne lata. Niestety dla Schleków, fala na której się znajdowali szybko opadła.

    2011 Gilbert z rekordem

    Andy Schleck jeszcze nie wiedział, że zostanie uznany zwycięzcą Tour de France 2010. Sprawa o użycie klenbuterolu przez Alberto Contadora ciągnęła się w nieskończoność. Bracia Schlek byli więc póki co przegranymi a Liege-Bastogne-Liege 2011 najlepiej wyraża ich bezsilność. Luksemburczycy zostali kompletnie rozbici przez będącego w formie życia Philipe?a Gilberta. Walończyk w końcówce jechał sam przeciwko obu braciom i mimo ich przewagi taktycznej zdołał bez większych problemów zwyciężyć. W ten sposób skompletował cztery triumfy w ciągu 10 dni: Dwie strzały: Brabancką i Walońską, Amstel Gold Race oraz Liege-Bastogne-Liege. Sparaliżowani Schleckowie jedynie przyglądali się jeździe Gilberta w końcówce ?Staruszki?, następnie w lipcu przegrali Tour de France z Evansem i od tego czasu nie powrócili na wcześniej prezentowany poziom.

  • Wielkanocny skrót

    Wypoczęci? Najedzeni? Jeśli tak, to po świątecznej przerwie znowu ruszamy.

    Powrót Gilberta

    Lubię takie come backi. To zawsze daje nadzieję, że po chudszych latach nadchodzi lepszy czas. Dla kogoś, kto przez kilkanaście miesięcy rządzi i dzieli w swojej specjalności, jak Philippe Gilbert w górzystych klasykach a następnie ?ratuje? kolejny sezon mistrzostwem świata, rok bez ważnego zwycięstwa można uznać za stracony. Waloński kolarz miał spore problemy z odnalezieniem dyspozycji z czasów, gdy jeździł w ekipie Lotto. Dream team BMC, budowany w dużej mierze z myślą o klasykach często zawodził w najważniejszych próbach. Tym razem wszystko zagrało. Przede wszystkim forma Gilberta, który powtórzył swój manewr z mistrzostw świata 2012. Końcówka tamtego wyścigu jak i Amstel Gold Race była identyczna, zatem Belg pojechał niemal w ten sam sposób. Co więcej, przygotowanie do decydującej akcji znakomicie przeprowadzili jego koledzy z drużyny, Greg van Avermaet i Samuel Sanchez. W najbardziej stromym miejscu na Caubergu Gilbert przyspieszył, a na dojeździe do mety obronił się przed pogonią, m.in. kontratakującym Michałem Kwiatkowskim. Wydaje się, że powtórzenie niezwykłej serii sprzed trzech lat, gdy wygrał cztery wyścigu z rzędu, od Brabanckiej Strzały po Liege-Bastogne-Liege jest niemożliwe, ale połowa planu została już wykonana. Kolejny etap to ważniejsza ze ?Strzał?, tym razem Walońska. Co ciekawe, mimo zaprezentowanej podczas Amstel Gold Race mocy, Gilbert nie jest postrzegany jako główny kandydat to zwycięstwa.

    ?Porażka? Kwiatkowskiego

    Michał Kwiatkowski ma 24 lata. Tyle, co Peter Sagan. Słowak jest bardziej utytułowany, ale obaj kolarze zaczynają być w podobnej sytuacji. Tej wiosny Kwiatkowski spisuje się świetnie, zanotował kilka wygranych, w tym pokonał m.in właśnie Sagana, w aspirującym do miana klasyku wyścigu Strade Bianche. Świetnie spisał się też w Wyścigu Dookoła Kraju Basków, gdzie ustąpił jedynie Alberto Contadorowi. Po tym występie został zaliczony do ścisłego grona najważniejszych postaci ardeńskich klasyków.

    W niedzielę podczas Amstel Gold Race był liderem swojej drużyny, jednej z najmocniejszych ekip świata, Omega Pharma  Quick Step. Na Caubergu na chwilę przejął inicjatywę i choć, tak jak pozostali kolarze z czołówki, nie dał rady ruszyć w pogoń za Gilbertem, na wypłaszczeniu spróbował solową akcją doścignąć Belga. Nie udało się, przyjechał na piątym miejscu. W wielu komentarz pojawia się opinia, że był? ostatni z grona faworytów. Tymczasem, mimo ryzyka, które podjął, de facto utrzymał stan posiadania sprzed roku. Dla porównania, w wieku 24 lat, bohater z niedzieli, czyli Gilbert, choć wygrał lutowy Omloop Het Volk (obecnie pod nazwą Het Nieuwsbald), w ardeńskich klasykach w ogóle się nie liczył. Kwiatkowski nie dość, że już jest liderem w swojej drużynie, to jeszcze decyduje o obliczu wyścigu. Narzekania części kibiców są podobne do głosów płynących ze Słowacji. Nasi południowi sąsiedzi też najchętniej widzieliby już Sagana wyrgywającego monumenty. W tych wyścigach jednak nie liczy się tylko moc, ale też doświadczenie a to zdobywa się z czasem. Między innymi dzięki nieudanym szarżom, jaką podczas Amstel Gold Race przeprowadził Michał Kwiatkowski.

    Czyste szaleństwo

    Końcowe kilometry „Piwnego Wyścigu” oglądałem z oczami wielkości pięciozłotówek. Może i jest to jeden z mniej prestiżowych klasyków, zwłaszcza z racji na swój wiek (niespełna 60 lat historii, w porównaniu z innymi, wielkimi jednodniówkami „Amstel” jest młodzieniaszkiem). Trudno jednak nie docenić formy i kunsztu, jakie prezentują kolarze jadąc rollercoasterem dróg prowadzących przez Limburgię. Ciągle góra-dół, zakręty, na pełnym gazie, to naprawdę imponujące. Tempo w jakim zbliżali się do ostatniego podjazdu na Cauberg było wprost absurdalne, możliwe do wykonania tylko dla absolutnej elity zawodowego peletonu. Wystarczy odrobina wyobraźni przestrzennej, by uświadomić sobie, że uznawane za ostoję konserwatyzmu kolarstwo szosowe jest w rzeczywistości sportem ekstremalnym!

  • Nie przegap w święta – Wielkanocny festiwal pagórków

    Nie przegap w święta – Wielkanocny festiwal pagórków

    Święta to chwila oddechu dla wszystkich, poza profesjonalnymi sportowcami. Gdy my będziemy szukali chwili na rower między rodzinnymi spotkaniami, zawodowcy będą jechali po zwycięstwo w holenderskim klasyku Amstel Gold Race.

    To wyścig, który nie ma ani takiej legendy jak inne klasyki (organizowany jest zaledwie od 1966r) ani takich trudności (powiedzmy sobie szczerze, najważniejsze wzniesienie, czyli Cauberg, nawet jak na polskie warunki jest zaledwie pagórkiem), ale ścigają się tam praktycznie wszyscy i wszyscy są w świetnej dyspozycji.

    Ponad 30 krótkich podjazdów upchniętych na 250 kilometrach daje łącznie 4000m wspinaczki. To wystarczy, by liczący 1,5km długości i niecałe 5% nastromienia Cuberg mógł przesądzić o zwycięstwie. Trasa, prowadząca jak rollercoaster ciągle w górę i w dół po wąskich drogach i uliczkach pełnych progów zwalniających, zatoczek, skrzyżowań i rond wymaga ciągłej koncentracji nawet od największych asów. Brak ekstremalnie stromych ścian, jak choćby Mur de Huy, na który kolarze będą wjeżdżać za kilka dni w Walońskiej Strzale powoduje, że szanse mają wszyscy: od górali po mocnych sprinterów. To powoduje, że Amstel Gold Race zasługuje na miano prawdziwego Klasyku.

    Lance Armstrong i Erik Dekker - finisz jak na torze w 2001r

    Tak jak wiele innych wyścigów, także ten ?Piwny? (sponsorem jest browar Amstel, należący obecnie do grupy Heinekena) ciągle ewoluuje. Kilkanaście lat temu linia mety była usytuowana w Maastricht, często o zwycięstwie decydował finisz z niewielkiej grupy mocnych sprinterów. Z tamtych czasów najlepiej pamiętam jeden wyścig, z 2001r, gdy Amstel Gold Race był wiosennym celem Lance?a Armstronga. Teksańczyk znalazł się w decydującej akcji dnia, wraz z faworytem gospodarzy, Erikiem Dekkerem. Uzyskali na tyle bezpieczną przewagę nad pogonią, że mogli sobie pozwolić na finisz rodem z kolarskiego toru. Armstrong, choć był lepiej ustawiony, na kole Holendra, nie był w stanie na tyle przyspieszyć by wygrać.

    To było ostatnie zwycięstwo gospodarzy w tym wyścigu. Dla Holendrów, zwłaszcza tych z grupy Rabobank, ważniejszy był chyba tylko Tour de France. Mimo maksymalnych wysiłków, programu dopingowego, wyjątkowo mocnego składu, przez kolejnych 13 lat nie byli w stanie wygrać Amstel Gold Race. Nawet na zmienionej trasie: metę przeniesiono do Valkenburga na wspomniany Cauberg, holenderscy specjaliści jak Michael Boogerd nie byli w stanie pokonać rywali.

    Belgowie robią rzeźnię na Caubergu podczas mistrzostw świata 2012

    Kolejny raz zmiany wprowadzono dwa lata temu. Eksperyment na mistrzostwach świata się powiódł, finisz przesunięto nieco za szczyt Caubergu. Dzięki temu szansę na zwycięstwo w teorii mogą mieć nie tylko górale, ale też szybsi zawodnicy. Cóż z tego, skoro zarówno podczas mistrzostw jak i rok temu w samym Amstel Gold Race triumfowali kolarze po solowych akcjach.
    Jeśli ktoś myśli, że pięcioprocentowy podjazd, jakim jest Cauberg to ?pryszcz?, trzeba przypomnieć ?rzeźnię?, jaką zrobili tam Belgowie podczas wspomnianych mistrzostw świata, wygranych przez Philippe?a Gilberta. Zabójcze tempo może rozbić w pył taktykę najmocniejszych zespołów. Tego też można spodziewać się w Niedzielę Wielkanocną.

    Babka wielkanocna

    Tym samym przechodząc do Świąt, życzę Wam, Tobie, miłych chwil, czasu dla siebie i najbliższych. A jeśli się uda, to fajnej przejażdżki między żurkiem a mazurkiem i dostępu do telewizora w czasie transmisji z Amstel Gold Race. Wszystkiego Dobrego!

     

    Zdjęcie okładkowe – Philipper Gilbert na Caubergu, fot. Michiel Jelijs, flickr, CC BY 2.0