Tag: Klasyki

  • Co zostanie z sezonu klasyków 2015?

    Kończymy kolarską wiosnę. W kalendarzu ciągle znajdują się jednodniówki, ale na dłuższy czas żegnamy się z brukami i wiatrem na rzecz gór i wyścigów etapowych. Wycisnąłem esencję z tegorocznego sezonu wiosennych klasyków. Co z nich pozostało?

    Dwa dublety

    John Degenkolb, zwyciężający w Mediolan-Sanremo oraz Paryż-Roubaix oraz Alejandro Valverde, który na swoje konto zapisał Walońską Strzałę i Liege-Bastogne-Liege to dwa wydarzenia, które najdłużej zostaną w statystykach. Wygranie ważnego klasyku samo w sobie jest istotnym punktem w CV zawodowego kolarza, wygranie dwóch w krótkim okresie to zapisanie się na kartach kronik jako jednostka wybitna. Degenkolb wykazał się cierpliwością na trasie Mediolan-Sanremo i popisał się skutecznym finiszem. W Paryż-Roubaix swój sukces również oparł na defensywie i sprincie, ale po drodze w odważny sposób ?przeskoczył? z grupy faworytów do uciekającej czołówki. Podobnie w Ardenach jechał Valverde. W Walońskiej Strzale zmiażdżył rywali na ostatnich metrach Mur de Huy, z kolei na trasie Liege-Bastogne-Liege gdy trzeba było wziął sprawy w swoje ręce i praktycznie sam zadbał o wypracowanie zwycięskiego dla siebie układu.

    Triumfujący mistrz świata

    Można kręcić nosem na postawę Michała Kwiatkowskiego w Ardenach, ale w rozpoczynającym górzysty tryptyk klasyków Amstel Gold Race dokonał rzeczy rzadko spotykanej. W koszulce mistrza świata wygrał ważną jednodniówkę. Trochę szkoda, że ?Piwny Wyścig? nie jest zaliczany do grona ?monumentów?, ale i tak jest to spory sukces. To właściwie kończy temat rozliczenia „Kwiato” z pierwszej części sezonu, którą jako właściciel tęczowej koszulki miał najlepszą od czasów Toma Boonena i jako taka będzie rozpatrywana z perspektywy czasu.

    Wielki Norweg wielką gwiazdą

    Dookoła Flandrii, Scheldeprijs, Trzy Dni De Panne a do tego drugie miejsce w Mediolan-Sanremo, czwarte w E3 Harelbeke, dziewiąte w Gandawa-Wevelgem oraz dziesiąte w Paryż-Roubaix. Alexander Kristoff jest nową, wielką gwiazdą brukowanych klasyków. Biorąc pod uwagę fakt, że ma zaledwie niespełna 28 lat, prawdopodobnie przez najbliższych kilka sezonów będzie główną postacią każdej kolejnej kolarskiej wiosny. Szczyt formy ustawił dokładnie tam, gdzie chciał. Mimo sporej wagi oraz ?sprinterskiego dziedzictwa? początków swojej kariery, Kristoff lepiej czuje się na wzgórzach Flandrii niż między płaskimi polami Paryż-Roubaix. Mam tylko nadzieję, że najbliższe sezony nie będą czasem pojedynków dwóch sprinterów: Kristoffa i Degenkolba. Dla równowagi i pełni piękna sportowego spektaklu konieczny jest kolarz o nieco innej, bardziej ofensywnej charakterystyce.

    Najlepszą obroną jest obrona

    Kontrataki Valverde i Degenkolba, aktywna jazda Paoliniego czy Thomasa to nieco zbyt mało, by porwać serca kibiców. Defensywna taktyka w zawodowym peletonie wydaje się zdobywać coraz większe uznanie. Mocne, wyrównane zespoły gwiazd są w stanie kontrolować sytuację niemal do ostatnich metrów wyścigu. Śmiałe akcje bardziej niż kiedykolwiek skazane są na niepowodzenie i mają character stricte samobójczy. Co z tego, że Bradley Wiggins miał ?nogę? na wygranie Paryż-Roubaix, skoro sam nie był w stanie uciec kilkudziesięcioosobowej grupie. Być może Greg Van Avermaet był w formie na choćby jedno zwycięstwo, ale w sytuacji, gdy każdy raczej patrzy by nie przegrać niż szuka szansy na zwycięstwo, samemu ciężko jest cokolwiek ugrać. Z pewnością organiczenie dopingu ma swój udział w takim obrocie spraw, ja stawiam dodatkowo na kwestie aerodynamiki. Podnoszące średnią prędkość ramy, koła, kaski i stroje ułatwiają jazdę równocześnie powodując, że zdobycie przewagi indywidualnym atakiem jest coraz trudniejsze. Cóż, takie czasy, być może wkrótce, jak w Formule 1 lub skokach narciarskich wyścig zbrojeń sprzętowych zacznie przekraczać kolejne granice.

    Weterani się nie poddają

    Nazwiska takie jak Degenkolb, Kristoff, Alaphilippe, Benoot czy Kwiatkowski są dowodem na kolejną zmianę pokoleń w kolarstwie. Mimo to weterani trzymają się dzielnie. Nie byłoby zwycięstw Kristoffa bez Luki Paoliniego. Brodaty Włoch (38 lat) nie tylko pilotował Norwega na trasach wiosennych klasyków, ale też sam, w storpedowanym przez pogodę Gandawa-Wevelgem wygrał w pięknym stylu. Z kolei Alejandro Valverde, który ma ?dopiero? 35 lat to klasyczny przykład kolarza, który jest w stanie utrzymywać bardzo wysoką dyspozycję przez wiele tygodni. Po raz kolejny w swojej karierze przygotował rewelacyjną dyspozycję na ardeńskie klasyki a nie wątpię, że będzie kluczową postacią ekipy Movistaru zarówno podczas Tour de France, Vuelta Espana, Classica San Sebastian a sezon zakończy kolejną próbą zdobycia tęczowej koszulki mistrza świata.

    Wideo okładkowe: Dookoła Flandrii, najbardziej ofensywnie rozegrany klasyk wiosny 2015

  • Wyjątkowy Valverde

    Alejadnro Valverde nigdy nie był moim ulubionym kolarzem. W ?Erze EPO? nie rozumiałem jego wszechstronności, która często odbierała mu skuteczność. W czasie zawieszenia w związku z aferą Puerto uznałem, że sukcesy odnosił dzięki niedozwolonego wspomaganiu. Dopiero po powrocie z dyskwalifikacji, z każdym kolejnym sezonem doceniałem jego klasę.

    Wielka Nadzieja Hiszpanów z początków XXIw. Szybki, dynamiczny, świetny w górach i skuteczny na finiszach. Mimo śmiałego wejścia do świata zawodowców Valverde przegrywał w górach z najlepszymi góralami, brakowało mu mocy w jeździe na czas a finisze z grupy padały jego łupem, gdy klasyczni sprinterzy odpadali wcześniej na jakimś pagórku. Można by powiedzieć, że to idealna charakterystyka dla kolarza klasycznego i w takiej roli Alejdandro spełniał się znakomicie.

    Wchodząc w kolarski ?wiek męski?, jako dwudziestosześciolatek podbił Ardeny wygrywając Walońską Strzałę i Liege-Bastogne-Liege. Było mu jednak mało. Hiszpanie ciągle pamiętali o Miguelu Indurainie i oczekiwali, że wkrótce będą mogli pochwalić się jego następcą. Na szczęście dla Valverde wkrótce rozbłysła gwiazda Alberto Contadora, mimo to marzenie o wygranej w wielkim tourze pozostało.

    Swój cel osiągnął w 2009r, wygrywając przed własną publicznością na trasie Vuelta a Espana. Dzięki temu mógł poczuć się spełniony i pozbyć statusu ?wiecznie drugiego?, który przylgnął do niego mimo całego wachlarza zwycięstw w krótszych wyścigach.

    Radość nie trwała długo. Imię psa kolarza, ?Piti?, było pseudonimem, jakiego Valverde używał przy kontaktach z Eufemiano Fuentesem, co udowodnili dzięki podstępnie przeprowadzonemu testowi DNA Włosi (skorzystali z próbki pobranej podczas jednego z etapów Tour de France przebiegających przez ich teren). Po długiej batalii dyscyplinarno-administracyjnej hiszpańskiemu kolarzowi zabrano rezulataty uzyskane w 2010r, a w 2011 przymusowo pauzował.

    Wieloletni pracodawca, ekipa Movistar poczekał na niego, umożliwił trenowanie w okresie zawieszenia i zaufał po powrocie na szosę. Od tego momentu Valverde stał się nieco innym kolarzem. Doświadczony przez sport i życie nie zrezygnował ze swoich ambicji, równocześnie potrafiąc odpuścić gdy trzeba lub pomóc kolegom z drużyny.

    Nie przeszkodziło mu nawet pojawienie się młodszego rywala wewnątrz własnej grupy. Nairo Quintana, jeden z najlepszych górali we współczesnym peletonie pokojowo koegzystuje z Valverde, który gdy jadą razem potrafi znaleźć miejsce dla siebie a gdy trzeba zastąpić Kolumbijczyka w roli jedynego lidera zespołu. To ciekawy przykład współpracy dwóch różnych, świetnych sportowców z wielkim potencjałem i ambicjami.

    Co więcej, poza wszechstronnością, znakiem charakterystycznym naszego bohatera stała się wyjątkowa wytrzymałość i odporność. Potrafi wygrywać od wczesnej wiosny do pełnej jesieni, co zapewniło mu nie tylko liczne triumfy w klasykach i etapówkach, ale też wygraną w klasyfikacji generalnej World Tour 2014.

    W najbliższy piątek, 25 kwietnia Alejandro Valverde będzie obchodził 35 urodziny. Mimo to, od początku sezonu był w stanie wygrać wyścig na Majorce, trzy etapy Volta a Catalunya (dało mu to drugie miejsce w klasyfikacji generalnej), był trzeci w Strade Bianche, drugi w Amstel Gold Race a wczoraj, po raz trzeci w karierze zwyciężył w Walońskiej Strzale (za rok będzie mógł zostać samodzielnym liderem z czterema triumfami na koncie). Jest więc faworytem Liege-Bastogne-Liege a patrząc na łatwość, z jaką ograł rywali na Mur de Huy trudno wskazać kogoś, kto mógłby go pokonać na trasie niedzielnego ?monumentu?.

    Wideo okładkowe przedstawia wygraną Valverde w tegorocznej Walońskiej Strzale

  • 4000m to za mało

    4000m to za mało

    Michał Kwiatkowski po finiszu z grupy faworytów zwyciężył w prestiżowym Amstel Gold Race. Piękna rzecz, biorąc pod uwagę fakt, że zrobił to jako urzędujący mistrz świata. Tylko czy wyścig o przewyższeniu ponad 4000m powinien się kończyć de facto masowym sprintem?

    Najpierw komplementy

    Zacznijmy od najważniejszej informacji. ?Kwiato? jest czwartym w historii mistrzem świata, który wygrał Amstel Gold Race w tęczowej koszulce. Jego poprzednicy to Eddy Merckx, Jan Raas i Bernard Hinault. Już samo w sobie to bardzo cenne dokonanie. Dodatkowo, to pierwsza wygrana w ważnym klasyku dla grupy Etixx-Quickstep w tym roku. Kolarze Patricka Lefevere?a zawsze byli blisko, ale czegoś brakowało do postawienia ?kropki nad i?. Tym razem nie pogubili się w – jak zawsze podczas Astel Gold Race – nerwowej końcówce a ich lider, Kwiatkowski był jednym z najsilniejszych na Caubergu a do tego najszybszy na finiszu. Był jednym z tych zawodników, którzy nie dopuścili, by Gilbert odjechał w swoim stylu a następnie, gdy grupa zjechała się na ostatnich dwóch kilometrach, odpoczął i poprawił rywalom pewnie wygrywając prestiżowy wyścig.

     

    Później wątpliwości

    Gdy kolarz w tęczowej koszulce wygrywa ważną imprezę, sam ten fakt jest wydarzeniem doniosłym. Ostatnio zrobił to Tom Boonen w 2006r, gdy jako mistrz świata zwyciężył na trasie Dookoła Flandrii. Zobaczymy, co ?Kwiato? będzie w stanie jeszcze ugrać w tym sezonie, ale z pewnością jego finisz z Amstel Gold Race wejdzie do kanonu wydarzeń sezonu 2015.

    Tyle entuzjazmy, teraz czas na wątpliwości. Nie bójcie się, nie będą dotyczyły naszego mistrza, ale wyścigu jako takiego. A może nawet szerzej, wszystkich tegorocznych klasyków. Trasa Amstel Gold Race to 250km i ponad 4000m przewyższenia. Kręte, w większości wąskie szosy prowadzące ciągle w górę i w dół. Tuż przed metą usytuowany jest niezbyt długi, ale jednak wymagający podjazd Cauberg (1,2km, średnia stromizna niemal 6%). Mimo kilku soczystych ataków do mety dojechała grupa 18. kolarzy, raptem ośmiu mniej niż w uznawanym za sprinterski Mediolan-Sanremo.

    Bardzo wyrównany poziom, zarówno gwiazd jak i ich pomocników, po raz kolejny powoduje rodzaj klinczu. Trudno o skuteczny atak czy ucieczkę. Wyczekiwanie do samego końca zaczyna być standardem. Co więcej, im bardziej wymagająca trasa, tym chęć podejmowania ryzyka mniejsza. Potrzeba wyjątkowo nietypowych warunków, by śmiały rajd miał szansę na powodzenie.

    https://twitter.com/BMCProTeam/status/589944323501883392

    Podobnie jak tegoroczny Amstel Gold Race, rok temu rozegrany został Liege-Bastogne-Liege. Z dokładnością do osoby zwycięzcy ?Staruszki?, czyli Simona Gerransa, którego w tym roku zastąpił młodszy kolega z Orica-Greenedge – Michael Matthews, czołówka była tożsama. ?Kwiato?, Australijczyk i Alejandro Valverde. Z punktu widzenia statystyk polskiego kolarstwa nie mam nic przeciwko (tym bardziej, że rewelacyjne, 9. miejsce mimo nabrania się na podpuchę teamu BMC zajął Maciej Paterski). Z punktu widzenia kibica czekającego na wielki spektakl wolałbym jednak coś innego. Ponieważ wierzę, że ?Kwiato? w obecnej formie poradziłby sobie w każdej sytuacji, może to więc pora na powrót do dyskusji o zasadności stosowania łączności radiowej w zawodowym peletonie? Skoro poziom jest tak wysoki i wyrównany, odrobina niepewności wprowadzonej przez brak pełnej informacji o przebiegu rywalizacji mogłaby wywołać pożądany efekt.

  • Bez krwi

    Na trasie z Paryża do Roubaix tym razem zabrakło wielkich dramatów. Było przeciętnie intrygująco, dość sentymentalnie a ostatecznie zwyciężył jeden z faworytów. Na tle innych wyścigów ?Piekło Północy? zawsze jest wyjątkowe, ale na tle własnej historii tegoroczny wyścig nie wybija się przed szereg.

    Odważne rajdy na ostatnich kilometrach: Grega Van Avermaeta, Johna Degenkolba oraz śmiały kontratak Zdenka Stybara uratowały wyścig, który przez wyrównany poziom zarówno liderów jak i ich drużyn przebiegał w mocno defensywnej atmosferze. Niby było wszystko: wiatr, ataki na ?rantach?, próby tempa na bruku, ale mimo chwilowych zawirowań nie dochodziło do poważniejszej selekcji. Sucha jak pieprz nawierzchnia umożliwiła omijanie najbardziej dziurawych odcinków wydeptanymi poboczami, co dodatkowo utrudniało zdobycie przewagi przez specjalistów jazdy po kocich łbach.

    Najważniejsze akcje następowały więc nie na bruku a na asfalcie. Cóż, trzeba pamiętać, że niemal ? trasy to właśnie gładka szosa i choć jazda po kostce męczy i eliminuje kolejnych graczy, statystycznie szansa, by rozstrzygnięcia zapadły na równiejszej nawierzchni jest większa.

    Ataki Wigginsa, Sagana czy kolarzy Etixx-Quickstep na tle dużej grupy, w której było przynajmniej kilku przedstawicieli najsiliniszych ekip były skazane na porażkę. Dopiero ostatni ?pięciogwiazdkowy? odcinek, Carrefour de l?Arbre wprowadził selekcję, która umożliwiła bardziej otwartą rywalizację. W obliczu ewidentnie słabszej dyspozycji Alexandra Kristoffa ryzyko podjął Greg Van Avermaet a John Degenkolb nie oglądał się na konkurentów, tylko przy pomocy Berta de Backera dołączył do czołówki. Mimo ambitnej jazdy kolarzy Etixx-Quickstep, w siedmioosbowej grupie, która wjechała na tor kolarski w Roubaix, Degenkolb był najlepszym sprinterem i w tej sytuacji zwycięstwo stało się dla niego formalnością.

    Dzięki temu, niemiecki zawodnik osiągnął niebywały sukces, wygrywając dwa ?monumenty? jednej wiosny. Mediolan-Sanremo oraz Paryż-Roubaix to wyjątkowy rodzaj dubletu, który skompletowało zaledwie trzech kolarzy w historii (ostatni raz był to Sean Kelly w 1986r).

    W kontekście najbliższej przyszłości mamy więc dwóch wielkich rywali: Kristoffa i Degenkolba. Obaj mają na koncie wygraną ?Primaverę?, Degenkolb ma ?Piekło Północy? a Kristoff ?Flandryjską Piękność?. Niemiec ma Gandawa-Wevelgem a Kristoff Scheldeprijs. W tej sytuacji panowie stają się naturalymi następcami Boonena i Cancellary, tyle tylko, że są kolarzami o bardzo podobnej charakterystyce. To silni sprinterzy, dobrzy na niewielkich pagórkach i bruku. Dla równowagi i podniesienia jakości spektaklu potrzeba kogoś o nieco innych umiejętnościach i temperamencie. Kogoś, kto będzie nie tylko profesjonalny, świetnie przygotowany, wyrachowany i ze wsparciem znakomitej drużyny, ale też bardziej szalony i bezkompromisowy. Wiosenne klasyki kochamy przecież nie za generowaną przez kolarzy moc a za spektakl w antycznym stylu. By były igrzyska, musi być krew.

  • Kto wygra Paryż-Roubaix?

    Kto wygra Paryż-Roubaix?

    W niedzielę na północy Francji będzie sucho i słonecznie. To oznacza tumany kurzu i  nieco mniej ryzyka i loterii na brukowanych odcinkach, za to więcej brutalnej siły: indywidualnej oraz drużynowej. Czy będzie to wyścig sprinterów? Wiele na to wskazuje, choć jak zawsze w ?Piekle północy? możliwe są mniej spodziewane rozstrzygnięcia.

    Alexander Kristoff już nic nie musi

    Norweg z zespołu Katiusza to najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa. Jest w rewelacyjnej formie, zdominował 3 dni de Panne, wygrał w Dookoła Flandrii i dał popis siły w Scheldeprijs. W teorii nikt nie może się z nim równać, zwłaszcza, że Kristoff ma za plecami anioła stróża, doświadczonego Lukę Paoliniego. Pamiętajcie jednak, że norweski sprinter jest w szczytowej formie od kilkunastu dni, startuje niemal non stop i może się okazać, że do postawienia kropki nad ?i? w klasyku klasyków zabraknie mu energii. Co więcej, kilkukrotnie wspominał, że mimo swojej masywnej budowy bardziej pasują mu wzgórza Flandrii niż kocie łby w okolicach Roubaix, gdzie podobno jest dla niego zbyt nierówno. Mimo to pozostaje faworytem 113. ?Piekła Północy?.

    Degenkolb przed życiową szansą?

    Pod nieobecność kontuzjowanego Marcela Kittela, John Degenkolb mógłby poczuć się sprinterem numer jeden w drużynie Giant – Alpecin. Wygląda na to, że niemiecki kolarz postanowił postawić na specjalizację klasyczną, czego wyrazem jest utrata szybkości jako takiej na rzecz większej odporności i wytrzymałości. Dało mu to wygraną w Mediolan-Sanremo i tylko jedno zwycięstwo etapowe podczas finiszu z grupy, do tego podczas mało istotnego z dzisiejszej perspektywy Tour of Oman. Po perfekcyjnej dla siebie ?Primaverze?, Degenkolb nieco ucichł na brukach. Jeśli jego szczyt formy przypadł na koniec marca, w niedzielę nie będzie się liczył. Jeśli na trasie Flandrii i pozostałych klasyków budował formę na Paryż-Roubaix, będzie równorzędnym rywalem Kristoffa.

    Etixx-Quickstep pod presją

    Patrick Lefevere ma opinię najlepszego menadżera, gdy rozmawiamy o temacie wyścigów klasycznych. W tym roku powodzi się mu gorzej, jedynie Mark Cavendish, na przełomie lutego i marca był w stanie wygrać Kuurne-Bruksela-Kuurne. Niki Terpstra obronił honor drużyny we Flandrii, gdzie zajął drugie miejsce, ale mimo wszystko to nie satysfakcjonuje ani Lefevere’a ani fanów jego drużyny. Ponieważ Tom Boonen jest kontuzjowany a i światło jego gwiazdy ewidentnie zaczyna blaknąć, nadzieja Etixx-Quickstep to brawurowa jazda dwójki liderów i jakieś niespodziewane zagranie taktyczne. Niki Terpstra i Zdenek Stybar muszą próbować ucieczek, do czego jak najbardziej są zdolni. Jeśli na słynny tor kolarski w Roubaix dojedzie większa grupa ze sprinterami, zawodnicy Lefevere’a będą bez szans na zwycięstwo.

    Najpiękniejsze rozstrzygnięcie?

    Możecie lubić lub nie Bradleya Wigginsa, ale jego ewolucja od torowca przez zwycięzcę Tour de France do poważnego pretendenta na brukach Paryż-Roubaix jest fascynująca. Wygrana w Piekle Północy byłaby pięknym zwieńczeniem jego kariery i wspaniałą historią jako taką. Zespół Sky jak zawsze ma wszystko policzone i przetestowane. Wiggins twierdzi, że mimo niewielkiego niewielkiego doświadczenia w wyścigu, zna każdy kamień na trasie oraz wie, jaką moc musi wygenerować na najtrudniejszych odcinkach, by zgubić rywali. Może też szachować konkurentów świetnie dysponowanym Geraintem Thomasem, na korzyść Brytyjczyków przemawiają również prognozy pogody. Rozgrywany w deszczu wyścig byłby bardziej chaotyczny i trudniejszy do kontrolowania.

    A co z Saganem?

    Słowacka gwiazda Tinkoff-Saxo po raz kolejny zawodzi. Brukowana kampania jest dla niego przegrana, jeśli nie wygra Paryż-Roubaix, raczej nic się nie stanie, poza kilkoma złośliwymi twittami autorstwa jego szefa, Olega Tinkowa. Sagan, jak w latach ubiegłych, przez Kalifornię i kilka mniejszych wyścigów zbuduje formę na Tour de France i będzie tam walczył o czwartą z rzędu zieloną koszulkę zwycięzcy klasyfikacji punktowej. Paradoksalnie taki brak presji może mu tym razem pomóc. Oczy wszystkich będą skierowane na Kristoffa, Degenkolba, Team Sky oraz Etixx-Quickstep. Niedoceniani i mniej skuteczni w ostatnich dniach Sagan, ale też Van Avermaet (BMC) i Vanmarcke (LottoNL Jumbo) mogą na tym skorzystać. Niewykluczony jest też scenariusz z 2011r, gdy faworytów pogodził Johan Vansummeren. Kolarzy, którzy mogliby pójść w jego ślady jest wielu, zaczynając od weterana Stijna Devoldera przez debiutanta i ?nową nadzieję Belgów?, Tjesja Benoota a kończąc na sprinterach: Arnaud Demare a może nawet Andre Greipelu.

    Szczegółowej zapowiedzi wyścigu wraz z analizą trasy szukajcie wkrótce w rowery.org. Poniżej znajdziecie moje typowanie. Ciekawe, czy trafię :)

    fav3fav3fav3fav3fav3Alexander Kristoff, John Degenkolb

     

    fav3fav3fav3fav3Peter Sagan, Geraint Thomas, Bradley Wiggins, Sep Vanmarcke, Niki Terpstra, Zdenek Stybar

     

    fav3fav3fav3Jurgen Roelands, Greg Van Avermaet, Lars Boom

     

    fav3fav3Arnaud Demare, Stijn Devolder, Andre Greipel

     

    Zdjęcie okładkowe: tetedelacourse, flickr, CC BY SA 2.0

  • Ciężki los superbohatera

    Ciężki los superbohatera

    Sagan, Van Avermaet, Vanmarcke i wielu innych. Tak jak co roku: przegrani, niespełnieni, bez błysku. Wyścigi klasyczne to brutalne współzawodnictwo, jednak to nic w porównaniu z bezkompromisową oceną, jaka spotyka kolarzy tuż za linią mety.

    To pewnie nie będzie popularny tekst, ale jakoś muszę z tym żyć. Nie będzie w nim łatwych stwierdzeń i krytycznych ocen. Nikt się nie skończył, nikt nie zawiódł a wszyscy zmieścili się w oczekiwaniach.

    Największy problem ma z pewnością Peter Sagan. Urodzony w 1990r już u progu zawodowej kariery zanotował wiele znakomitych wyników. Mistrz Słowacji łączy w sobie cechy sprintera z umiejętnościami jazdy po bruku oraz pagórkach. Jest zatem niemal archetypicznym kolarzem klasycznym. Do tego posiada świetną technikę jazdy a w pierwszych latach wśród profesjonalistów prezentował się jako zdecydowany i bezkompromisowy indywidualista. Trzy zwycięstwa w klasyfikacji punktowej Tour de France, wygrane klasyki: E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem, Brabancka Strzała i GP Montrealu oraz niezliczone etapy i klasyfikacje wyścigów wielodniowych to jednak mało. Oczekiwania wobec Sagana są o wiele większe: kolarz z takim potencjałem powinien przecież seryjnie wygrywać ?Monumenty?, przynajmniej trzy pierwsze w sezonie: Mediolan-Sanremo, Flandrię i Paryż-Roubaix. Miejsce na podium rozlicza go ze startu, ale nie budzi entuzjazmu, lokata poza ?pudłem? traktowana jest jako porażka.

    https://twitter.com/BMCProTeam/status/584051442924814336

    Dla odmiany Greg Van Avermaet to zawodnik bardziej doświadczony. W tym roku dobije do ?trzydziestki? a od kilkunastu miesięcy jest niemal równorzędnym liderem w zespole BMC, obok Philippe?a Gilberta. Jego jedynym, ważnym zwycięstwem jest póki co Paryż-Tours w 2013r, za to od lat znajduje się w czołówce większości istotnych klasyków. W tym sezonie świetnie pokazał się na trasie Ronde van Vlaanderen, ale przegapił kluczową ucieczkę Kristoffa i Terpstry.  Na finiszu był za to w stanie ograć Sagana, co dało mu trzeci stopień podium. Van Avermaet często jest chwalony za prezentowaną dyspozycję. Zwłaszcza anglojęzyczne media są w stanie docenić zawodnika w dobrej formie, równocześnie jednak nie zostawiając suchej nitki na kimś, kto po raz kolejny otarł się o zwycięstwo, nie będąc w stanie wykonać decydującego o wygranej ruchu.

    Zarówno Sagan jak i Van Avermaet będą wymieniani w gronie pretendentów Paryż-Roubaix, tyle, że z wyraźnym naciskiem na ich porażki a nie imponujące portfolio. W nieco innej sytuacji jest Sep Vanmarcke, który jest kolarzem zdecydowanie mniej uniwersalnym niż wspomniana wcześniej dwójka. To typowy, lokalny bohater, którego sezon de facto kończy się w najbliższą niedzielę. Dwudziestosześcioletni Belg oczywiście nie przestanie się ścigać w połowie kwietnia, ale jego żywiołem zdecydowanie są flamandzkie bruki: tam czuje się najlepiej i właściwie tylko tam znajduje największą motywację do walki o laury. Cóż z tego, skoro tak jak w przypadku Van Avermaeta i Sagana jego portfolio pełne jest pięknych rezultatów, w których niestety brakuje takich, gdzie obok nazwy wyścigu widnieje cyfra ?1?. To kolarz z olbrzymim potencjałem, ale jak długo można ?dobrze się zapowiadać?? Przecież w końcu trzeba udowodnić, że pokładane nadzieje, wyrażane m.in. wysokością kontraktu i zaufaniem kibiców nie są na wyrost! Być może już wkrótce presja z Vanmarcke?a zostanie zdjęta. Belgijscy psychofani mają na celowniku kolejną, wschodzącą gwiazdę. Tiesj Benoot mając zaledwie dwadzieścia jeden lat ukończył ?Flandrię? na piątym miejscu. Ktoś taki wkrótce powinien ją wygrać!

    Nie lepiej mają też zwycięzcy. Niki Terpstra po wygranej w zeszłorocznym Paryż-Roubaix będzie stawiany jako faworyt ?Piekła Północy? do końca swojej kariery. Tegoroczne, drugie miejsce w Dookoła Flandrii to w jego wykonaniu zaledwie minimum przyzwoitości, wobec niemożliwego do pokonania Kristoffa. Drużna, której przewodzi, Etixx-Quickstep, jak na swoje standardy ma fatalną wiosnę, presja spoczywająca na Terpstrze i jego kolegach przed startem w Paryż-Roubaix będzie ogromna. Kuurne-Bruksela-Kuurne wygrany przez Marka Cavendisha i Strade Bianche, który padł łupem Zdenka Stybara to dla ?cesarza bruków?, menadżera Patricka Lefevre?a zdecydowanie zbyt mało. A może nie tyle dla niego, co dla kibiców jego drużyny. Seryjni zwycięzcy klasyków północy w sezonach, gdy nie są w stanie wygrać choćby jednego, ważnego wyścigu na brukach, są poddawani miażdżącej krytyce.

    Myślicie, że Alexander Kristoff, nowo kreowana gwiazda jednodniówek będzie miał łatwiej? Jeśli przegra Paryż-Roubaix, nic się nie stanie – wiosnę ma więcej niż rozliczoną. Flandria, Scheldeprijs i 3 Dni De Panne oraz etap Paryż-Nicea a także drugie miejsce w Mediolan-Sanremo czynią z niego zwycięzcę kolarskiej wiosny. Niech tylko norweski zawodnik nie trafi z formą na Tour de France, gdzie nie będzie w stanie wygrać choćby jednego etapu a kolejny sezon zakończy z kilkoma miejscami na podium w miejsce prestiżowych triumfów, wtedy miano herosa zostanie mu szybko odebrane.

    Pamiętacie jeszcze genialny rok Philippe?a Gilberta? Od jesieni 2010 do lata 2011 niemal wszystko, czego dotknął zamieniało się złoto. Po seryjnie wygrywanych klasykach i etapach najważniejszych wyścigów, nawet mistrzostwo świata w 2012r zostało potraktowane jedynie jako ?uratowanie sezonu?. W podobnej sytuacji był nie raz Tom Boonen, by przywołać również 2011r i jego wygraną w Gandawa-Wevelgem, za którą nie poszły ani Paryż-Roubaix ani Flandria. Nawet w tym roku, rewelacyjnie dysponowany Geraint Thomas po spektakularnej jeździe w E3 Harelbeke i niemal równie dobrym występie w Gandawa-Wevelgem, przyjeżdżając do mety Flandrii w drugiej grupie został okrzyknięty przegranym, wraz z całą drużyną Sky.

    Sęk w tym, że kolarzy na najwyższym poziomie jest więcej niż najbardziej prestiżowych wyścigów. Nawet biorąc pod uwagę ilość zmiennych: pogody, sprzętu czy dni startowych w sezonie, nie dla wszystkich starczy miejsc na podium, o zwycięstwach nie wspominając.

    Zdjęcie okładkowe: Mark Anderson, flickr CC BY 2.0

  • Anatomia kolarza klasycznego

    Anatomia kolarza klasycznego

    Pełnia sezonu brukowanych klasyków. Kolarstwo w stylu vintage prezentowane przez prawdziwych herosów. Co charakteryzuje perfekcyjnego faworyta klasyków północy?

    anatomia-kolarza-klasycznego

    Jeśli przyjrzycie się zawodnikom, którzy walczą o wygraną w Ronde Van Vlaanderen czy Paryż-Roubaix, zauważycie, że w wielu kwestiach są wyjątkowi. Muszą łączyć w sobie elementy wielu kolarskich specjalności: siłę, szybkość, wytrzymałość, technikę. Doskonały sprinter sensu stricto raczej nie wygra we „Flandrii”, zwycięzca górzystych zawodów w Ardenach zostanie pokonany przez silnych i wysokich Belgów gdy ci nadadzą szaleńcze tempo na mokrym bruku.

    Nawet, jeśli posiada odpowiednie cechy fizyczne, potrzebuje jeszcze wieloletniego doświadczenia. Aby sprawnie poruszać się po flandryjskich kocich łbach, trzeba albo się tam urodzić albo spędzić wiele sezonów poznając specyfikę jazdy w takich warunkach. Do tego dochodzi umiejętność „czytania wyścigu”, podejmowania ryzyka gdy trzeba z równoczesnym oszczędzaniem energii gdzie tylko się da.

    Co więcej, nigdzie indziej tak ważna nie będzie dobrze przygotowana i wyrównana drużyna. Liderowi potrzebny jest partner, który będzie przy nim w kluczowych momentach gotowy oddać koło a nawet cały rower, gdy gwiazda złapie defekt. Kilka „koni pociągowych” do nadawania tempa i gonienia ucieczek gdy peleton rozerwie się na wietrze oraz ktoś, kto odciąży kolegów, samemu udając się w straceńczą akcję zmuszając rywali do pracy. W takim układzie nawet prawdziwy heros samemu nic nie ugra.

    Na koniec pozostaje kwestia sprzętu. Rowery na brukowane klasyki różnią się od tych używanych przez resztę sezonu. Najważniejsze są koła: mocne, ostatnio także aerodynamiczne, ale przede wszystkim odporne na uszkodzenia. Stąd też potrzeba stosowania specjalnego ogumienia: ręcznie robionych, najwyższej klasy szytek, które kosztują krocie i są dostępne wyłącznie na specjalne zamówienie. Do tego dochodzą detale, takie jak lepiej amortyzująca owijka czy siodło. Bywa, że niektóre zespoły w porozumieniu z producentami sprzętu przygotowują specjalne ramy: nieco dłuższe z większą przestrzenią dla ubłoconych opon. Wszystko po to, by przez kilka tygodni w roku specjaliści jazdy po bruku mieli o kilka procent większą szansę na przejście do historii.

     

  • Poniedziałkowy skrót #37 – siła cierpliwości

    Poniedziałkowy skrót #37 – siła cierpliwości

    Niezwykle intensywny w kolarskie wydarzenia weekend za nami. Zwycięzcami są zawodnicy, których charakteryzuje spokój i cierpliwość. W tak wytrzymałościowym sporcie to zdecydowanie jeden z kluczy do sukcesu.

    Odrodzony Porte

    Dwa lata temu Richie Porte, pochodzący z Tasmanii kolarz ekipy Sky był typowany do roli jednego z liderów swojej drużyny. Pojawiały się nawet głosy, że Chris Froome, który kilka chwil wcześniej obalił panowanie Bradleya Wigginsa, wkrótce sam stanie się celem kolejnego uzurpatora. Tymczasem Porte po świetnym sezonie 2013 i znakomicie przejechanym Tour de France zaliczył ewidentnie słabszy czas. Trapiony chorobami nie ukończył kolejno: Tirreno-Adriatico, Volta a Catalunya, Liege-Bastogne-Liege i Tour de Romandie a w Criterium du Dauphine był zaledwie 22. Musiało minąć ponad pół roku, by jego kariera wróciła na właściwe tory. Uporał się z problemami zdrowotnymi, zmodyfikował nieco przygotowania (jako były triathlonista zimą sporo pływał), co zaowocowało zwycięstwem w tegorocznym Paryż-Nicea a zaledwie trzy tygodnie później w Volta a Catalunya. Choć w Katalonii błyszczeli inni: trzy etapy wygrał Valverde, gwiazdką stał się Maciej Paterski a oczy fanów zwrócone były bardziej w stronę Alberto Contadora, to Porte był zawsze tam, gdzie trzeba, jechał równo, zawsze z najlepszymi, co dało mu kolejną, prestiżową wygraną w tym sezonie. Dzięki temu Tasmańczyk może ze sporą pewnością siebie patrzeć w stronę Giro d?Italia, gdzie będzie numerem jeden w drużynie Sky.

    Niestrudzony Paolini

    Luca Paolini ma 38 lat, na koncie niewiele zwycięstw, kilka cennych wyników w monumentach oraz udział w kilku spektakularnych wygranych swoich kolegów. W niedzielnym klasyku Gandawa-Wevelgem, który stał pod znakiem ciężkich warunków atmosferycznych i niezwykle silnego wiatru, Paolini jechał tak, jak przystało na weterana. Potrafił przetrzymać chwile słabości czy też nieuwagi, złapać koło tego, kogo trzeba i zaatakować w odpowiednim momencie. 6km przed metą rywale nie zdecydowali od razu ruszyć w pogoń, kilkanaście metrów różnicy wystarczyło, by zyskać stabilną przewagę. Paolini, który w ostatnich latach znany był głównie z roli ?super-pomocnika? oraz imponującej brody pokazał, że jest rewelacyjnym kolarzem: bardzo mocnym, walecznym i niezmiernie wytrwałym. Prawdopodobnie w peletonie Gandawa-Wevelgem byli w tym roku zawodnicy silniejsi, szybsi a może nawet lepiej przygotowani od Włocha z teamu Katiusza, jednak to on jako pierwszy minął linię mety.

    Pewną ciekawostką jest fakt, że wyścig o którego przebiegu w dużej mierze zadecydowała pogoda, ukończyło zaledwie 39 kolarzy.

    Solidny Peraud

    Kolejnym trzydziestoośmiolatkiem, który w ten weekend stanął na najwyższym stopniu podium jest Jean-Christophe Peraud. Były kolarz górski (jest srebrnym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Pekinie) dość późno na stałe związał się z kolarstwem szosowym. Uznawany jest za solidnego czasowca i bardzo dobrego ?górala?. W zawodowym peletonie na najwyższym poziomie regularnie ściga się jednak od zaledwie pięciu lat i w tym czasie uzyskał wiele cennych rezultatów, z których najważniejszym jest ubiegłoroczne, drugie miejsce w Tour de France. Criterium International to ?Tour w miniaturze?. W dwa dni rozgrywane są trzy etapy: sprinterski, czasówka i górski. W 2010r zawody zostały przeniesione z Ardenów na Korsykę, w ostatnich sezonach notuje się spadek zainteresowania tą imprezą, choć ciągle pozostaje jednym ze sprawdzianów dla kolarzy przygotowujących się do ?Wielkiej Pętli?. Tym razem głównymi bohaterami byli francuscy pretendenci do żółtej koszulki: Peraud i Thibaut Pinot. Co ciekawe, siedmiokiloetrową czasówkę lepiej pojechał właśnie Pinot, uznawany raczej za ?górala?. Peraud nie było nawet w pierwszej dziesiątce, ale ostatni odcinek wyścigu z metą na podjeździe Col de l’Ospédale padł łupem jednego z najstarszych kolarzy w peletonie a nie młodej gwiazdy francuskiego kolarstwa. W ten sposób Peraud zaliczył drugie z rzędu zwycięstwo w Criterium International i jego funkcja współlidera zespołu Ag2r (wraz z młodym Romainem Bardetem) pozostaje niepodważalna.

    https://www.youtube.com/watch?v=6g-oQROalmo

    Czas Thomasa

    Zespół Sky sukcesywnie buduje swoją siłę w brukowanych klasykach. Najwięcej zamieszania będzie wokół nich zapewne  podczas Paryż-Roubaix, który to wyścig za cel obrał sobie Bradley Wiggins. Tymczasem, nieco za plecami ?Sir Wiggo?, w cieniu rywalizacji Toma Boonena z Fabianem Cancellarą i z dala od spekulacji wokół ciągle niespełnionych nadziei Petera Sagana, Grega Van Avermaeta i Sepa Vanmarcke urósł wybitny specjalista jazdy po kocich łbach. Walijczyk Geraint Thomas, zdobył już stosowne doświadczenie: jako trzydziestolatek swoje kilometry ma już wyjeżdżone. Tak jak wielu innych Brytyjczyków, swoją przygodę z zawodowym kolarstwem zaczynał na torze. W 2007r był, wraz z Bradleyem Wigginsem byłczęścią drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata w wyścigu na dochodzenie, co powtórzył jeszcze dwa razy. Jest również dwukrotnym mistrzem olimpijskim w tej specjalności. Choć wywodzi się z toru, potrafi również całkiem nieźle jeździć w górach, ale chyba najlepiej spisuje się na bruku. Siódme miejsce w Paryż-Roubaix i ósme w Ronde Van Vlaanderen rok temu to wystarczający argument, by zaliczyć go do ścisłej czołówki specjalistów klasyków północy. Tę wiosnę ma póki co rewelacyjną a miniony weekend był jednym z najlepszych w jego całej karierze szosowca. W piątek w świetnym stylu wygrał prestiżowy klasyk E3 Harelbeke, atakując w końcówce z niewielkiej grupki. W niedzielę również w decydujących momentach jechał w szpicy wyścigu Gandawa-Wevelgem, ale nie pogonił za Lucą Paolinim, przez co musiał zadowolić się ?tylko? trzecim miejscem. W ten sposób dopisał do swojego portfolio dwa piękne rezultaty. Jak więc widać, nawet w tak naszpikowanej gwiazdami drużynie jak Team Sky, można cierpliwie rozwiać się i doczekać się swojej szansy.

    Zdjęcie okładkowe: Luca Paolini na trasie Gandawa-Wevelgem. fot. Ciclismo Italia, flickr CC BY 2.0

  • Kolarska wiosna – jedyny przewodnik

    Kolarska wiosna – jedyny przewodnik

    Druga odsłona przewodnika po kolarskim kalendarzu. Wyjaśniam co, gdzie, po co i dlaczego. Kolarska wiosna to najpiękniejszy i najbardziej różnorodny czas w całym sezonie. Dzieje się bardzo wiele, zatem specjalnie dla Was, krótkie wprowadzenie do najważniejszych wydarzeń nadchodzących tygodni.

    Zanim przejdziemy do prezentacji poszczególnych wyścigów, potrzeba kilka zdań wprowadzenia. Od kwietnia sezon jest już w pełnym rozkwicie, ważne wyścigi rozgrywane są niemal codziennie. O prestiżu danej imprezy świadczy z jednej strony tradycja, z drugiej kategoria w kalendarzu Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Aby sprawę utrudnić, nie ma jednego kalendarza, lecz kilka. Tyle dobrze, że wiosną interesują nas właściwie wyłącznie zawody organizowane w Europie.

    W Kwietniu mamy wyścigi etapowe i jednodniowe. Najważniejsze z nich są zaliczane do klasyfikacji World Tour i w tej kategorii podzielone są tylko na etapówki i klasyki (jednodniówki). Oprócz tego kolarze mają do dyspozycji Europe Tour, gdzie zarówno kilku jak i jednodniowe zawody mają różną rangę. Najważniejszym z nich nadano kategorię .HC, niżej jest .1 a jeszcze niżej .2. Po co kropka przed oznaczeniem kategorii? Poprzedza ją cyfra 1 lub 2, która świadczy o tym, czy wyścig jest jedno (1) czy wielo (2) dniowy. Zatem dla przykładu Scheldeprijs to 1.HC, to bardzo prestiżowy klasyk a Szlakiem Grodów Piastowskich to 2.2, zatem mało znacząca etapówka.

    Dobrymi chęciami wybrukowane

    Najbardziej charakterystycznym elementem wiosennych wyścigów jest jazda po bruku. To nieodłączny element zawodów w Belgii i północnej Francji. Choć tego typu imprez o wysokiej kategorii jest raptem kilka, dla lokalnych zawodników to chleb codzienny, zatem właśnie oni są główną siłą w peletonie ?Klasyków Północy?. Sezon na bruki, nazywane z flamandzka ?kasseien? rozpoczyna się już w lutym od Omloop Het Nieuwsbald i Kuurne-Bruksela-Kuurne, ale jego apogeum nadchodzi na przełomie marca i kwietnia. Kulminacją są dwa, zaliczane do World Touru ?Monumenty?: Dookoła Flandrii (od oryginalnej nazwy Ronde Van Vlaanderen skracane często do RVV, zwany także ?Flandryjską Pięknością?) oraz Paryż-Roubaix, czyli ?Piekło Północy?. We Flandrii kolarze jeżdżą nie tylko po bruku, ale i po tamtejszych pagórkach: krótkich, ale okrutnie stromych. Na trasie z Paryża do Roubaix jest niemal całkowicie płasko, za to odcinki kocich łbów są jeszcze bardziej wymagające.

    Wszystkie inne, brukowane wyścigi to tak naprawdę nawiązanie, przygotowanie lub wariacja na temat dwóch monumentów. Scheldeprijs (1.HC, 08.04) to okazja dla wytrzymałych na ból jazdy po kostce sprinterów, E3 Harelbeke (World Tour, 27.03), Dwars Door Vlaanderen (1.HC 25.03) i Gandawa-Wevelgem (World Tour, 30 29.03) są nieco krótszymi wariantami ?Flandryjskiej Piękności? (05.04, niedziela wielkanocna) a etapówka 3 dni De Panne (2.HC, 31.03-02.04) to dobre przetarcie przed RVV i Paryż-Roubaix (11.04).

    W każdej z tych imprez niezmiernie ważna jest jazda drużynowa, właściwa rozgrywka taktyczna oraz doświadczenie. Wiele zależy również od pogody, ponieważ mokry, zabłoconny bruk jest czymś zupełnie innym niż suchy, za to spowity tumanami kurzu.

    Choć każda wygrana na ?kasseien? jest cenna, wszyscy tak naprawdę czekają na ?Flandryjską Piękność? i Paryż-Roubaix. Szczególnym wydarzeniem jest wygranie obu tych wyścigów w jednym sezonie. Do tej pory udało się to zaledwie 12 zawodnikom w okołostuletniej historii, z czego wyłącznie Tom Boonen i Fabian Cancellara zrobili to dwa razy. Na szczególną uwagę zasługuje również dokonanie Boonena z 2012r, który do królewskiego dubletu dołożył jeszcze E3 Harelbeke oraz Gandawa-Wevelgem. W tym roku Belg nie ma szans na powtórkę, ponieważ jest kontuzjowany. Oczy fanów będą skierowane m.in. na doświadczonego Fabiana Cancellarę oraz wciąż młodego Petera Sagana. Zwłaszcza Słowacki sprinter ma wiele do udowodnienia, ponieważ wciąż czeka na wygraną w jednym z monumentów.

    W góry miły bracie

    Niemal równocześnie z potężnie zbudowanymi specjalistami klasyków, na południu Europy swoje igrzyska mają ?wycieniowani? górale. Pretendenci do wygrania Giro d?Italia oraz Tour de France budują formę startami w prestiżowych etapówkach w Hiszpanii, Szwajcarii i Włoszech. Oprócz największych nazwisk jak Contador, Froome, Quintana i Nibali, doświadczenie zdobywają tam ich następcy, ?czarne konie? lub dublerzy.

    Trzeba pamiętać, że wczesna wiosna, nawet na południu naszego kontynentu charakteryzuje się niskimi temperaturami i zmienną pogodą. W związku z tym, nawet w słonecznej Hiszpanii kolarze często zmagają się z deszczem a czasem nawet śniegiem. W związku z tym na Volta a Catalunya, trzecim najstarszym wyścigu etapowy na świecie (World Tour, 23.03-29.03) Contador, Froome, Porte oraz nasz Maciej Paterski marzną i mokną. Mimo to, gdy trzeba, pod górę sprawdzają nogę i następuje brutalna selekcja.

    Ciekawszą propozycją jest impreza w kolejnym, autonomicznym regionie Hiszpanii, czyli w Kraju Basków. Wyścig Dookoła Kraju Basków (World Tour, 06.04-11.04) łączy w sobie sprawdzian dla ?tourowców? z ostatnim szlifem formy dla kolarzy celujących z formą w górzyste jednodniówki. Dzięki temu rywalizacja jest jeszcze bardziej wyrównana a różnice w klasyfikacji generalnej mniejsze. Całość, jak na klasyczną etapówkę przystało, kończy się jazdą indywidualną na czas. M.in. dzięki temu w zeszłym roku rewelacyjne, drugie miejsce w Kraju Basków zajął Michał Kwiatkowski.

    Dla zawodników i drużyn spoza ścisłej elity World Touru również nie brak ciekawych propozycji. To np. krótsze, choć posiadające sporą tradycję i prestiż wyścigi we Włoszech: Settimana Coppi e Bartali (2.1. 26-29.03), Giro del Trentino (2.HC, 21-24.04), Francji: Circuit Cycliste Sarthe (2.1 07-10.04), Criterium International (2.HC 28-29.03) czy Hiszpanii: Vuelta a Catilla y Leon (17-19.04). Na szczególną uwagę zasługuje Criterium International, które jest nazywane ?Tour de France w miniaturze?. To zaledwie dwa dni, ale zawierają w sobie aż trzy etapy: czasówkę, sprinterski i górzysty. Dwa słowa należą się też imprezie w Trydencie. Giro del Trentino to jeden z głównych sprawdzianów przed Giro d?Italia.

    Jeśli jesteśmy już w temacie pierwszego wielkiego touru sezonu, imprezą, która symbolicznie zamyka kolarską wiosnę jest Tour de Romandie (World Tour, 28.04-3.05). Etapówka we francuskojęzycznym regionie Szwajcarii często jest wykorzystywana przez kolarzy, którzy kilka dni później rozpoczną walkę o różową koszulkę lidera włoskiego Giro. Ze względu na górskie, choć nie przesadzone trudności oraz obecność jazdy na czas, jest to start treningowy gwiazd celujących w Tour de France. Jeśli w Romandii ktoś jest ewidentnie bez formy, bywa, że później zawodzi w wielkich tourach.

    Wszyscy spotykają się w Ardenach

    O ile każdy z omawianych wyżej wyścigów ma swoją wyraźną grupę docelową, o tyle w połowie kwietnia niemal wszyscy spotykają się na kilku wyścigach w Belgii i Holandii. Tamtejsze klasyki, choć górzyste, są okazją do konfrontacji kolarzy różnych specjalności. Trasa holenderskiego Amstel Gold Race (World Tour, 19.04) ma łączne przewyższenie niemal 4000m, ale w końcówce często walczą ze sobą sprinterzy (ostatnio np. Simon Gerrans a w przeszłości choćby Oscar Freire) z góralami (np. Daniel Moreno czy Frank Schleck) a w to wszystko mieszają się zawodnicy, którzy dobrze radzą sobie także na bruku. Kluczowym punktem trasy jest niewielkie wzniesienie Cauberg w Valkenburgu, którego największym mistrzem jest Belg, Philippe Gilbert.

    Wyścigiem ?jednego podjazdu? jest także Walońska Strzała (World Tour, 22.04). Słynny Mur de Huy, to ?ściana? o długości 1300m i przewyższeniu niemal 130m. Poza nazwą miejscowości, która jest utrapieniem polskich komentatorów, Huy słynie z ciekawych rozstrzygnięć na ostatnich metrach. Kto atakuje zbyt wcześnie, nie wytrzymuje nadanego tempa i przegrywa z kretesem. Kto zaśpi, nie jest w stanie na 17% stromiźnie nadrobić straconych metrów.

    Największy prestiż czeka jednak na kolarzy w Liege. Czwarty z ?Monumentów? to ostatni, najważniejszy wiosenny klasyk. Liege-Bastogne-Liege (World Tour, 26.04) zwany jest ?Staruszką?, ponieważ jego historia sięga 1892r. Trasa zawodów prowadzi przez kolejne podjazdy w belgijskich Ardenach, by doprowadzić najwytrwalszych do mety w poprzemysłowej scenerii przedmieść Liege. Wygrywając L-B-L, zapisujesz się w kronikach kolarstwa obok takich nazwisk jak Anquetil, Merckx, Hinault, Kelly czy Bettini. Oczywiście, jak wszędzie tak i tam zdarzają się niespodzianki, ale co do zasady w ?Staruszce? zwyciężają niemal wyłącznie wybitne jednostki. W ostatnich latach liczne próby ugrania czegoś w Liege podejmował Vincenzo Nibali, wielokrotnie był to też jeden z celów Lance?a Armstronga. Realnie rzecz ujmując, L-B-L jest jednak Świętym Graalem dla specjalistów wyścigów jednodniowych.

    Z mniej istotnych, choć ciekawych, wiosennych imprez trzeba jeszcze wymienić Brabancką Strzałę (1.HC, 15.04), poprzedzającą ściganie w ?Ardeńskim Tryptyku? (czyli Amstel Gold Race, Walońskiej Strzale i L-B-L). Jedynym kolarzem, któremu udało się wygrać wszystkie cztery klasyki był w 2011r. Philippe Gilbert. Ciekawą propozycją jest również Rund um Finanzplatz we Frankfurcie (1.HC, 01.05) oraz Giro dell?Appenino we Włoszech (1.1, 26.04). Pewnym ?wybrykiem natury? pozostaje francuski Tro Bro Leon (1.1, 19.04), który ideą jest zbliżony do Strade Bianche czy Paryż-Roubaix. Z tą różnicą, że kolarze zamiast na romantycznie wijących się ?białych drogach? Toskanii czy owianych legendą brukach ?Piekła Północy? ścigają się na polnych duktach Bretanii.

    To oczywiście nie wszystko. W kwietniu sezon zaczyna się także w Polsce, swoje wyścigi mają również kobiety oraz specjaliści mtb, ale dla nich miejsce znajdzie się w innych artykułach.

    Zdjęcie okładkowe: tetedelacourse, CC BY SA 2.0