Tag: Giro d’Italia

  • Piękne Giro będzie piękne?

    Piękne Giro będzie piękne?

    Zaledwie kilka dni zostało do startu 99. Giro d?Italia. Inauguracja w Holandii nikogo nie dziwi. Odważnie poprowadzona trasa zwiedzająca alpejskie przełęcze powyżej granicy 2500m n.p.m. już tak. Największą niewiadomą będzie postawa Vincenzo Nibalego a polskim kibicom tętno przed telewizorami będzie podnosił Rafał Majka.

    Włochy to kraj, gdzie kolarstwo jest jednym ze sportów narodowych. Giro d?Italia to najważniejsze wydarzenie zarówno dla lokalnych fanów jak i zawodników. Włosi to jedna z nielicznych nacji, którzy bez skrępowania potrafią zignorować Tour de France. Dla wielu tamtejszych zawodowców sezon rozliczany jest pod koniec maja. To wtedy dogrywane są kontrakty na kolejny rok, zarówno te klubowe jak i reklamowe.

    Mimo 107 lat historii i ciężaru, jaki niesie ze sobą presja krajowych mediów oraz fanatycznych kibiców, Giro d?Italia jest wyścigiem, który wciąż poszukuje nowych trendów, rozwija się dynamicznie a przy tym rozsądnie, w przeciwieństwie do hiszpańskiej Vuelty.

    Ekstrema, które rokrocznie serwowane są kolarzom równoważone są przez inny styl jazdy peletonu, bywa też, że łaskawa dla zawodników jest aura. Wiosna we Włoszech jest po prostu piękna, dopiero co obudzona z zimowego snu przyroda zapewnia różnorodność i pełnię doznań estetycznych.

    O ile Francuzi przy okazji Wielkiej Pętli chętnie wizytują ościenne państwa, o tyle włoski tour rozwinął ideę gościnnych występów. W tym roku Giro d?Italia rozpocznie się w Holandii, by po trzech dniach przetransportować peleton 2000km na południe, niemal na czubek ?buta? półwyspu apenińskiego.

    W nieodległej przeszłości włoski Tour startował też z Danii, Belgii i Irlandii Północnej a w 2002r pierwszy tydzień Giro d?Italia był de facto ?Giro d?Europa?: peleton przejechał z Holandii przez Niemcy, Francję do Belgi i dopiero stamtąd do Włoch.

    Giro d?Italia to także ciągła eksploracja w poszukiwaniu nowych szos i ciekawych możliwości poprowadzenia trasy w samej Italii. To właśnie Włosi rozpoczęli trendy włączania do planu wyścigu bardzo stromych, wręcz ekstremalnych podjazdów. Mortirolo, Zoncolan czy Plan de Corones weszły do klasyki i uznawane są za jedne z najcięższych kolarsko wzniesień, na których ścigają się zawodowcy. Giro chętnie włącza do swojego programu również innowacje w postaci toskańskich ?białych dróg?, nie stroni też od szutrowych odcinków w górach.

    Mimo niebezpieczeństwa odwołania etapów, Giro odważnie sięga też po drogi, które nawet pod koniec maja mogą być nieprzejezdne. Dwa lata temu peleton zmagał się ze śniegiem na przełęczach Gavia i Stelvio, w tym roku w planach jest m.in. Col d?Agnel wznosząca się na 2744m n.p.m, trzecia najwyższa, przejezdna przełęcz Europy.

    Pięć finiszy na podjazdach równoważą trzy etapy jazdy indywidualnej na czas (jeden z nich to czasówka górska).

    Choć trasa wydaje się zrównoważona i zapowiada ciekawą rywalizację właściwie od startu w holenderskim Apeldoornie, nie ma się co oszukiwać: wyścig, zgodnie z tradycją rozstrzygnie się w ostatnich dniach, które oferują morderczą kumulację trudności.

    To zapewne z tego powodu doświadczeni pretendenci jak Vincenzo Nibali celują z formą w końcówkę Giro. W związku z tym przedstartowe sprawdziany, takie jak Giro del Trentino czy Tour de Romandie trzeba traktować raczej jak wykończenie zgrupowań treningowych niż wyznacznik aktualnej dyspozycji.

    Owszem, najmocniejszy ?góral? edycji 2015, Mikel Landa błyszczał już właśnie wTrentino a Nibali zarówno tam jak i w Liege-Bastogne-Liege był ewidentnie słabszy, jednak to wcale nie znaczy, że gdy trzeba będzie walczyć o różową koszulkę lidera Giro d?Italia sytuacja się nie odwróci.

    Pojedynek Landy z Nibalim to najciekawsza rywalizacja tegorocznego Giro. Włoch wygrał już wszystkie wielkie toury, w tym roku chce po raz drugu wygrać swój domowy wyścig. Z kolei Landa po uwolnieniu się z roli pomocnika w Astanie chce przebojem wejść do ścisłej czołówki specjalistów wielkich tourów. Z pewnością ma taki potencjał, te konkretne zawody mają go potwierdzić.

    My będzie z zapartym tchem śledzić poczynania Rafała Majki. Polak po trzecim miejscu w zeszłorocznej Vuelta a Espana pokazał, że należy się z nim liczyć w planowaniu miejsc na podium. Jest mocny, doświadczony, wciąż młody i choć część krytyków wskazuje, że brak mu wyraźnych atutów, w kontekście wyścigów etapowych trzeba go uznać za kolarza kompletnego.

    Giro d?Italia, jak co roku jest najbardziej wyczekiwanym przeze mnie wielkim tourem. Zróżnicowana trasa, faworyci jadący często z bardziej zróżnicowanymi motywacjami niż tylko ?obsesja żółtej koszulki Tour de France? i chyba najpiękniejsze ze wszystkich wyścigów krajobrazy. To wszystko powoduje, że włoski tour śledzę ze szczególną uwagą. Mam nadzieję, że i w tym roku się nie zawiodę.

    Zdjęcie okładkowe: Materiały Prasowe RCS

  • Kolarski 2015: Maj

    Kolarski 2015: Maj

    Ekscytujące Giro d?Italia, gdzie Alberto Contador przeciwstawiał się ekipie Astany to tylko część kolarskiego maja. W tle rozgrywały się równie ciekawe wydarzenia. Jakie? Sprawdźcie sami.

    Pół planu wykonane

    Oleg Tinkow w z różową czupryną, Alberto Contador pokiereszowany, ale szczęśliwy, Fabio Aru nieco niespełniony i najmocniejszy, ale bez szansy na wygraną Mikel Landa. Giro d?Italia 2015 obfitowało w wiele dramatycznych chwil, lecz koniec końców rozstrzygnięcie było planowe. Alberto Contador zwyciężył w wyścigu i uczynił pierwszy krok do mitycznego ?dubletu?.

    Niestety dla Hiszpana, włoski tour był bardziej energochłonny niż sam się tego spodziewał. Od pierwszych etapów kolarze ścigali się na najwyższych obrotach. Już dawno początkowe dni trzytygodniowych zawodów nie były tak intensywne. Zaowocowało to wczesnym ustawieniem stawki w klasyfikacji generalnej, ale też poważnymi problemami wielu kolarzy w dalszej fazie rywalizacji.

    Fabio Aru zmagał się z licznymi kryzysami, dzień słabości dopadł też samego Contadora. Kolarz Olega Tinkowa i tak musi się cieszyć, ponieważ doznał kontuzji barku i po szóstym etapie na podium wchodził z ręką na temblaku.

    Giro 2015 zapamiętamy też z powodu kontrowersji wokół pojęcia fair play. Najpierw Richie Porte został ukarany dodatkowymi dwoma minutami za przyjęcie koła od swojego rodaka Simona Clarke?a. Problem w tym, że Clarke jeździ w Orica-Greendege a Porte w Sky a sędziowie bezwzględnie wyegzekwowali obowiązujące przepisy.

    Z kolei na królewskim etapie prowadzącym przez przełęcz Mortirolo Alberto Contador w podobnej sytuacji skorzystał z pomocy klubowego kolegi, Ivana Basso, co jest dozwolone, ale z krytyką spotkało się zachowanie zespołu Astana. Fabio Aru i Mikel Landa postanowili w tym momencie uciec rywalowi, za co zostali przez niego srogo skarceni. Contador doścignął grających nie do końca fair konkurentów a następnie Aru za zbyt wczesną akcję zapłacił poważnym kryzysem.

    Co więcej, lider jeszcze raz utarł nosa Aru i Landzie na etapie osiemnastym, gdzie w swoim stylu przeskoczył z grupy liderów do ucieczki wykorzystując kolejny dzień słabości Fabio Aru. Za przymusową pogoń na Mortirolo i za harce w Verbanii zapłacił jednak na ostatnich dwóch etapach, gdzie niby to planowo, ale jednak tracił cenny czas. Ostatecznie Contador wygrał Giro z przewagą dwóch minut nad Aru i trzech nad Landą. Patrząc na cały wyścig, o zwycięstwie zadecydowała jazda indywidualna na czas.

    Contador stracił we Włoszech wiele sił i energii, co nie pozostało bez wpływu na jego postawę podczas Tour de France w lipcu. Jazda kolarzy Astany wzbudziła wiele kontrowersji. Fabio Aru sygnalizował problemy zdrowotne przed wyścigiem a w jego trakcie kilkukrotnie to słabł to cudownie się odradzał. Z kolei Mikel Landa był ewidentnie najmocniejszym kolarzem w górach, ale mimo wszystko jego zadaniem było pilotowanie Aru a do tego fatalnie pojechał na czas. Czasy osiągane przez czołówkę na kluczowych podjazdach nie były rekordowe, ale wariackie tempo całego wyścigu w połączeniu z dominacją Astany jako całej drużyny wzbudziły poważne podejrzenia co do czystości kolarzy sponsorowanych przez Kazachstan i tamtejsze spółki.

    Alex Dowsett ze świetnym rekordem

    Świat czekał na Bradleya Wigginsa a tymczasem jego rodak, Alex Dowsett w ciągu godziny przejechał 52,937km na torze w Manchesterze, czyli o prawie pół kilometra więcej niż Rohan Dennis zimą w szwajcarskim Grenchen. To znakomity rezultat i choć nikt nie wątpił, że Wiggins go poprawi, to nadal budzi respekt i pokazuje olbrzymi potencjał Dowesetta. Kolarz Movistaru miał do próby podejść wcześniej, jednak kontuzja opóźniła przygotowania. Biorąc pod uwagę wiek Dowsetta (27 lat) niewykluczone, że zawodnik ten jeszcze kiedyś postara się o poprawienie swojego rezultatu a kto wie, może zostanie rekordzistą świata.

    Odradzający się Rafał Majka

    Przez pierwsze miesiące sezonu część kolarzy Tinkoff-Saxo zmagała się z przetrenowaniem. Jednym z nich był Rafał Majka, który od wczesnej wiosny nie mógł znaleźć właściwego rytmu wyścigowego. W prestiżowym Tour de Romandie, gdzie ścierają się ze sobą kolarze szlifujący formę i przed Giro d?Italia i przed Tour de France, Majka jechał bardzo solidnie w górach a do tego dobrze poradził sobie z czasówką, dzięki czemu cały wyścig zakończył na siódmym miejscu. ?Romandię? wygrali kolarze Katiuszy: Ilnur Zakarin przed Simonem Spilakiem. Chris Froome był trzeci, po drodze pokazując, że jego przygotowania do ?Wielkiej Pętli? idą zgodnie z planem.

    Sagan waleczny jak nigdy

    W Kaliforni, gdy oczy Olega Tinkowa śledziły, co dzieje się na trasie Giro d?Italia, z nieco mniejszą presją na karku o zwycięstwo postarał się Peter Sagan. Słowaka raczej nie kojarzyliśmy wcześniej z jazdą w górach ani z czasówkami, a tymczasem w Tour of California walczył niczym lew z Jullianem Alaphilippem. Choć sprawę nieco ułatwiła mu pogoda (z powodu opadów śniegu zmieniono trasę), na zboczach Mount Baldy Sagan sięgnął granic swoich możliwości, również podczas czasówki pojechał powyżej oczekiwań by cały wyścig wygrać dzięki bonifikatom uzyskanym na ostatnim etapie. Mistrzostwo na trasie nie przeszkodziło mu jednak, by w swoim stylu błaznować na dekoracji, ale cóż, Słowak po prostu był sobą.

    Maratony trafiły na pierwsze strony gazet

    Może trochę przesadzam, ale trasa krakowskiego Skandia Maratonu po liście jednego z oburzonych uczestników do ?Gazety Wyborczej? stała się tematem burzliwej dyskusji. Szlaki Lasku Wolskiego nie są niczym szczególnym, choć wymagają podstawowych umiejętności jazdy na rowerze górskim. Rozdźwięk między masowym uczestnikiem a jakkolwiek doświadczonym użytkownikiem sprzętu nazywanego mtb wydaje się pogłębiać. Taka jest cena za coraz bardziej powszechny charakter maratonów rowerowych a równocześnie za, nie aż tak szybko, ale jednak rosnącą popularność kolarstwa jako sportu wyczynowego. Wcześniej czy później nasz rynek będzie musiał pójść krok dalej, ale obstawiam, że sytuacje takie jak ta w Krakowie będą się powtarzały.

    Tomasz Marczyński na drodze do World Touru

    Podpisanie kontraktu z turecką drużyną Torku Sekerspor wydawało się przed sezonem dziwnym krokiem. Teraz już wiemy, że był to krok słuszny. Po nienajlepszym czasie w drużynie CCC, Tomasz Marczyński odzyskał wiarę w siebie. Ósme miejsce w imprezie kategorii HC, czyli Tour of Turkey oraz zwycięstwo w mniej prestiżowym Tour of Black Sea dały mu pewność siebie, którą wykorzystał później w czasie mistrzostw Polski a ostatecznie zaprowadziła go z powrotem do World Touru. Od sezonu 2016 ?Maniek? będzie jeździł w barwach Lotto Soudal.

    Zdjęcie okładkowe: filip bossuyt, flickr, CC BY 2.0

  • Czwartek na skróty

    Czwartek na skróty

    Mimo końca sezonu w kolarstwie dzieje się sporo. Transfery, wyścigi, przecieki i pomówienia. Tematów tyle, że zadowoliłby się nimi niejeden tabloid. Czwartkowy skrót, czyli komentarz do najważniejszych wydarzeń ostatnich dni.

    Wymiana sprinterów

    Mark Cavendish wraz ze swoim przybocznym, Markiem Renshawem odchodzą z Etixx-Quickstep i dołączają do drużyny Dimension Data. Co to za team? Południowoafrykańska drużyna, która w ostatnich sezonach była znana jako MTN Qhubeka. Biorąc pod uwagę, że z zespołu jeżdżącego w pasiastych, biało-czarnych strojach, odchodzi do Lampre-Merida najlepszy góral ekipy, Denis Mentjens, Dimension Data będzie zespołem skupionym na sprinterach. Do ?pociągu? Cavendisha dołączy jego stary znajomy, Bernhard Eisel z Team Sky. Oprócz tego w ekipie pozostanie doświadczony Tyler Farrar, Theo Bos oraz Edvald Boasson Hagen.

    Miejsce po Cavendishu w Etixx-Quickstep wypełni Marcel Kittel. Niemiec, który miał rewelacyjne sezony 2013 i 2014 w 2015 borykał się z wieloma problemami. Zespół Giant-Alpecin wydaje się koncentrować nie tylko na sprintach, ale też na klasykach (Degenkolb) i wyścigach etapowych (Barguil, Dumoulin), zatem Kittel szuka nowego otwarcia w innych barwach.

    W ten sposób Etixx-Quickstep wypełnia lukę po Cavendishu, nie musząc poddawać presji młodego kolarza z Kolumbii, Rendona Gavirii. Co ciekawe, wraz z Kittelem w ekipie pojawia się nowy sponsor, sieć niemieckich dyskontów Lidl. Interesująco zapowiadają się potencjalne kampanie reklamowe z udziałem kolarzy.

    Potwierdzone plotki

    Michał Kwiatkowski i Michał Gołaś wzmocnili Team Sky. W czasie Mistrzostw Świata w Richmond brytyjska ekipa zamknęła swoją listę transferową i potwierdziła wcześniejsze pogłoski.

    Zobaczymy, w którą stronę będzie rozwijał się były mistrz świata. David Brailsford chciałby wygrać choć jeden monument. Gerraint Thomas zapewne zaatakuje we Flandrii lub podczas Paryż-Roubaix. Dla ?Kwiato? zostaje więc Mediolan-Sanremo lub Liege-Bastogne-Liege. Pytanie, jak potoczą się losy Polaka w wyścigach etapowych, w których Sky się specjalizuje. Czy uniknie charakterystycznego spadku formy podczas Tour de France? Jak odnajdzie się w zespole mimo wszystko podporządkowanym jednemu celowi: żółtej koszulce lidera Wielkiej Pętli?

    Takich problemów nie powinien mieć za to Tomasz Marczyński. Mistrz Polski wraca do World Touru podpisując kontrakt z Lotto Soudal. To dobry ruch, zespół ten daje wiele możliwości uniwersalnym kolarzom takim jak Marczyński. Cieszy też fakt, że po raz kolejny w najważniejszych wyścigach będziemy oglądali białą koszulkę z orłem. W tym miejscu warto podkreślić rolę, jaką odegrało przejście Marczyńskiego do tureckiej drużyny Torku Sekerspor. W tej kontynentalnej ekipie spędził sezon 2015, był liderem na kluczowych wyścigach, sporo wygrał i dobrze spisał się w imprezie kategorii HC, czyli Tour of Turkey. Dzięki temu do World Touru wraca z zapasem pewności siebie, tak potrzebnej w rywalizacji na najwyższym poziomie.

    Wyciek trasy Giro 2016

    Wygląda na to, że na kilka dni przed oficjalną premierą, poznaliśmy trasę Giro d?Italia 2016. Kluczową informacją jest, że w planie wyścigu są trzy indywidualne czasówki o łącznej długości 61km. Dobra wiadomość dla górali to 10,8km próby prowadzącej wyłącznie pod górę. Całość wygląda na zrównoważoną trasę, która daje sporo okazji zawodnikom każdej specjalności. Początkowe etapy w Holandii powinny preferować sprinterów, po transferze na południe Włoch swoje szanse będą mieli uciekinierzy. Losy klasyfikacji generalnej, poza czasówkami, mają się rozstrzygnąć w Alpach, na granicy z Francją.

    Ostatni Monument Sezonu

    W ten weekend Giro di Lombardia. Piękny Klasyk prowadzący malowniczymi szosami w okolicach jeziora Como. W tym roku trasa wyścigu została utrudniona, poza tradycyjnym podjazdem do sanktuarium Madonna del Ghisallo dodano Muro di Sormano. W końcówce 245km dystansu znajduje się jeszcze jadowite wzniesienie Civiglio oraz ostatnia szansa na atak, czyli San Fermo Della Battaglia. Faworytem wyścigu jest Vincenzo Nibali. Mistrz Włoch po niezbyt udanym sezonie prezentuje wysoką formę w ostatnich dniach wygrał Tre Valli Varesine i z pewnością będzie szukał triumfu w monumencie – trofeum, którego brakuje w jego imponującym portfolio.

    https://twitter.com/CodcastChannel/status/522036105764286466

    W realizacji tego celu przeszkodzić mu spróbują Alejandro Valverde i Rafał Majka, ale trzeba pamiętać, że obaj kolarze mają w tym sezonie aż 86 dni startowych. Niewykluczone więc, że swoje trzy grosze dołożą zawodnicy Ag2r lub FDJ. Ambitne plany na Lombardię ma m.in. Thibaut Pinot.

    W Lombardii nie zobaczymy za to Fabio Aru. Zwycięzca Vuelta a Espana będzie reprezentował interesy swoich sponsorów w kazachskim Tour of Almaty. Astanie z pewnością przyda się wsparcie, ponieważ twarz i pomysłodawca zespołu, Aleksander Winokurow po raz kolejny będzie musiał tłumaczyć się z zarzutów kupienia od swojego imiennika, Rosjanina Kołobniewa zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege 2010.

    O ile postać Winokurowa była intrygująca, choć niesławna, jako kolarza, zarówno jego zespół: Astana jak i on sam budzi coraz więcej negatywnych skojarzeń. Gdyby nie fakt, że kolarstwo chronicznie cierpi na brak sponsorów, powinno już dawno pożegnać się z pieniędzmi kazachskich oligarchów i skazać cały ten radosny cyrk na infamię.

  • Giro jedną nogą?

    Giro jedną nogą?

    Alberto Contador wygrał Giro d?Italia. To jego siódmy, oficjalnie wygrany wielki tour. Ponieważ włoski wyścig był tylko częścią większego planu, można założyć, że kolarz Tinkof-Saxo zwyciężył mając zapas sił.

    Pięć bezwartościowych etapów

    Paolo Tiralongo, dwukrotnie Mikel Landa i dwukrotnie Fabio Aru jako pierwsi przekraczali linię mety. Cały wyścig Astany kończy jako zwycięzca klasyfikacji drużynowej a Aru jako najlepszy młodzieżowiec. Sponsorowana przez Kazachów ekipa teoretycznie kontrolowała wyścig, zadała wiele bólu rywalom dyktując bardzo mocne tempo przez wiele dni. Mimo licznych ataków, to było za mało na Alberto Contadora. Hiszpan pojechał jak profesor, zyskał przewagę podczas jazdy na czas, w górach efektywnie się bronił a gdy jego duma została podrażniona skutecznie skarcił swoich oponentów.

    Pytania o tempo

    W opinii wielu zawodników, Giro d?Italia było wyścigiem bardzo wymagającym i szybkim. Z pewnością odpowiada za to wojna Astany z Tinkoff-Saxo. Niewiele chwil pozostawiono na wytchnienie, od pierwszych etapów tempo peletonu było wyjątkowo szybkie. Średnia prędkość zwycięzcy wyniosła 39.615km/h. Szybszy był tylko Ivan Basso w 2010r (39.628) i Denis Menchov w 2009 (40.057), ale warto też podkreślić, że Vincenzo Nibali w 2013r uzyskał 39.360, zatem wynik Contadora to raczej wyraz pewnej tendencji niż nagły wyskok ponad normę.

    Z drugiej strony tempo na kluczowych podjazdach było niższe, niż można by oczekiwać. Mortirolo czołówka przejechała wolniej niż w 2008 oraz 2005r. W Cervinii Aru jako jedyny był szybszy niż Hesjedal w 2012, zaś reszta stawki była wyraźnie odstała od rezultatu Kanadyjczyka. Również na Finestre nie pokonano szybciej niż Jose Rujano w 2011r.

    Na wolniejszą jazdę pod górę może mieć wpływ bardzo intensywny pierwszy tydzień oraz, paradoksalnie, wyższa średnia prędkość całego wyścigu (kolarze byli bardziej zmęczeni w końcówkach etapów). Na najważniejszych podjazdach szacowany średni stosunek mocy do masy najlepszych górali wynosił 5,8-6,2 W/kg a nie, jak np. rok temu na Vuelta a Espana 6-6,4W/kg.

    Pamiętając, że, przynajmniej w teorii Contador rozkłada siły w kontekście zbliżającego się Tour de France a Aru, Landa i Hesjedal to nie Froome i Quintana i co do zasady nigdy nie jeździli szybciej, wszystkie te szacunki i statystyki mają spory sens.

    Czy można się oszczędzać na wielkim tourze?

    Alberto Contador miał dobrze pojechać czasówkę, co zrobił, a resztę wyścigu potraktować defensywnie. Niestety dla niego (i naszczęście dla kibiców) już w pierwszym tygodniu musiał kilka razy generować moc wyższą niż zakładał (Abetone, Campitello). Co więcej, kraksa zakończona kontuzją barku musiała kosztować go sporo energii, podobnie jak pogoń po defekcie u podnóża Mortirolo.

    Czas zsykany nad mającymi przewagę liczebną rywalami sprawił, że w końcówce Hiszpan nie musiał się szarpać. W Cervinii i Sestriere mógł odpuścić ataki astanowców. Warto też wspomnieć, że choć sam przyznał się do odwodnienia i kryzysu na przełęczy Finestre, ten szutrowy podjazd wyjątkowo nie pasuje do jego stylu jazdy. Contador, często stający na pedałach musiał zadbać o przyczepność na sypkiej nawierzchni, co dodatkowo go spowolniło.

    Tak czy inaczej, Giro d?Italia jest jego. Oficjalnie drugie, praktycznie trzecie. Mimo kilku nieprzewidzianych wydarzeń jest całkiem możliwe, że w pięć tygodni zdąży się nie tylko zregenerować, ale i podnieść swoją dyspozycję na tyle, by generować 0,2W/kg więcej, co sprawi, że będzie równorzędnym rywalem dla Nibalego, Froome?a i Quintany podczas Tour de France.

    Wielki tour bez sprinterów

    Powiedzmy sobie szczerze. Giro d?Italia 2015 stało na bardzo niskim poziomie, jeśli chodzi o pojedynki sprinterów. Zwycięzca klasyfikacji punktowej, Giacomo Nizzolo nie wygrał żadnego etapu, dwa zwycięstwa Sachy Modolo wynikają raczej z braku groźniejszych konkurentów a wycofanie się Andre Greipela tym bardziej nie wpłynęło na ożywienie finiszów z grupy. Na tym tle ciekawiej wygląda jazda Philippe?a Gilberta, który po niezbyt dla siebie udanej wiośnie dwa wygrane etapy (?klasyczny? i górski) może potraktować jako spory sukces.

    Dzielni Francuzi

    Niestety tym razem mieliśmy wielki tour bez polskich emocji. Owszem, w peletonie jechała ekipa CCC Sprandi Polkowice a także Przemysław Niemiec z Lampre-Merida. Owszem, próbowali zabierać się w ucieczki i podejmowali próby walki o etapowe zwycięstwa, ale na tym się kończyło. Wysokie tempo całego wyścigu oraz ciągła rywalizacja Astany z Tinkoff-Saxo sprawiła, że szukający takich okazji mieli tym razem ciężkie życie. Nie udało się Ryderowi Hesjedalowi (choć jest jednym z bohaterów wyścigu), nie udało się Stevenowi Kruijswijkowi, zeszłoroczne gwiazdy, młodzi Włosi z Bardiani tylko raz zaistnieli za sprawą Nicoli Boema. Miejmy nadzieję, że start kolarzy CCC Sprandi Polkowice nie był ich ostatnią obecnością na trasie wielkiego touru a przejechane kilometry i doświadczenie zaprocentują wkrótce.

    Giro d’Italia 2015 za nami. Ja z niego zapamiętałem mniej więcej tyle, co napisałem powyżej. A Wy?

  • Czy liczy się tylko zwycięzca?

    Ryder Hesjedal, zajmuje dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej Giro d?Italia. Do Alberto Contadora traci 13 minut, a mimo to jest jednym z bohaterów wyścigu.

    Wydawałoby się, że we współczesnym sporcie liczy się tylko zwycięzca. Kolarze Astany, choć z dużym prawdopodobieństwem zajmą dwa miejsca na podium, będą traktowani jak przegrani, nawet mimo etapowych triumfów Mikela Landy i białej koszulki najlepszego młodzieżowca Fabio Aru.

    Celowali jednak wyżej, od początku prowadząc bezkompromisową grę, której celem była różowa koszulka i wygrana w całym wyścigu.

    Po ?aferze kołowej?, kolejnych stratach i ostatecznym wycofaniu się Richiego Porte, niedyspozycji Rigoberto Urana a następnie miażdżącej przewadze Contadora w jeździe na czas, różnice w klasyfikacji generalnej urosły do de facto nieodrabialnych.

    Zawodnicy typowani przed wyścigiem do roli cichych faworytów wywiązują się jedynie z połowy swojego zadania. Są cisi. Van den Broeck nie istnieje, Atapuma jest daleko, podobnie jak Chavez i inni Kolumbijczycy. Zakarin się nie liczy a Trofimow, poza tym, że jest niewątpliwą niespodzianką, nie jest ani zagrożeniem dla Contadora ani nie musi się raczej obawiać kolarzy za swoimi plecami.

    Przebłysk formy na Mortirolo miał Kruijswijk, z kolei Geniez zapisał się głównie ekwilibrystyką na jednym z mokrych zjazdów. Dubler Richiego Porte, Leoplold Konig, gdyby nie to, że notuje kolejny, świetny rezultat w swojej karierze (jest szósty w ?generalce?) i z pewnością uzasadnia to jego kontrakt z ekipą Sky, byłby trudny do zauważenia. Gdy peleton rozbija Astana lub Contador, czeski kolarz ginie z ekranu a o jego istnieniu dowiadujemy się dopiero na mecie, przeglądając drugą lub trzecią stronę wyników.

    Krótko mówiąc nuda.

    I wtedy pojawia się on. Ryder Hesjedal. Doświadczony Kanadyjczyk, zwycięzca Giro d?Italia z 2012 roku.

    Jak typowy kolarz ekipy Cannodnale-Garmin na początkowych etapach zaliczył poważne straty. Od połowy Giro jedzie po prostu swój wyścig, jakby kompletnie nie zważał na swoją pozycję w klasyfikacji generalnej czy utarczki między Astaną a Tinkoff-Saxo. Zabiera się w ucieczki, atakuje a w kluczowych momentach jedzie tempem zbliżonym do Contadora czy Landy.

    Być może wysoki i chudy Kanadyjczyk nie wygląda na rowerze zbyt elegancko, ale i tak zasługuje na najwyższą (po Contadorze) ocenę za ?wrażenie artystyczne?. Nie pierwszy raz pokazuje, że liczy się nie tylko zwycięstwo, ale i udział, o ile zostawi się na trasie wystarczająco dużo zdrowia, by zauważył to ktoś poza samym zainteresowanym.

    Bez względu na to, jak zakończy się Giro d?Italia dla Rydera Hesjedala, zapamiętam jego odważną, bezkompromisową postawę. Przynajmniej przez jakiś czas.

  • Karma wraca

    Znakomity pod względem dramaturgii etap prowadzący przez przełęcz Mortirolo obnażył zanikający brak poszanowania zasad we współczesnym peletonie.

    W teorii zawodnik jadący w koszulce lidera cieszy się szczególnymi względami. Jednym z nich jest powstrzymanie się od ataków w momencie, gdy z przyczyn obiektywnych ponosi stratę. Na 16. etapie Giro d?Italia 2015 ekipa Astany przyspieszyła, gdy prowadzący w klasyfikacji generalnej Alberto Contador złapał gumę.

    Swoją drogą 16. etep włoskiego touru drugi rok z rzędu przynosi kontrowersje. Rok temu Nairo Quintana zignorował czerwone flagi na zjeździe z zaśnieżonej przełęczy Stelvio i zyskał decydującą o zwycięstwie przewagę. W tym roku między przełęczami Tonale a Mortirolo pogwałcono niepisaną zasadę szacunku dla koszulki lidera.

    O ile jeszcze Quintana a raczej jego przełożeni tłumaczyli się chaosem informacyjnym, sprzecznymi komunikatami na twitterze i w radiu wyścigu, o tyle tym razem ekipa Astany ustami Mikela Landy wyraziła się wprost: przyspieszyliśmy w momencie awarii Contadora, by zmusić go do większego wysiłku na podjeździe Mortirolo.

    Zarówno Contador jak i los zagrali Astanie na nosie. Hiszpan dogonił uciekających mu kolarzy w błękitnych strojach, a następnie zyskał przewagę nad najgroźniejszym rywalem, czyli Fabio Aru. Włoch nie tylko poważnie osłabł i kolejny raz w tym wyścigu zmagał się z brakiem energii na końcowych kilometrach etapu, to jeszcze u podnóża finałowego podjazdu sam miał defekt. Karma wróciła do grających nie fair . Co prawda szybka wymiana roweru sprawiła, że różnica nie urosła ponad to, co Aru i tak stracił przez swój kryzys, ale wierzącym w nadnaturalne siły sprawcze daje to spory argument za ich istnieniem.

    Niesympatycznie zachował się również Mikel Landa, który w końcówce dynamicznie przyspieszył, gubiąc Contadora i Stevena Kruijswijka. O ile jeszcze atak na lidera w tym momencie można zrozumieć, o tyle względem Holendra z LottoNL Jumbo było to nie do końca w porządku. Kruijswijk bowiem wykonał gros pracy na ostatnich kilometrach Mortirolo, następnie w dolinie oraz na większości podjazdu do mety w miejscowości Aprica. Landa w tym czasie bez słowa wiózł się z tyłu, dając de facto tylko jedną, najmocniejszą zmianę po etapowe zwycięstwo.

    O ile we współczesnym świecie można dyskutować o istnieniu zasad etycznych, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą sława i pieniądze, to nawet trzymając się wyłącznie merkantylnego podejścia warto być choć odrobinę sympatycznym dla rywali. Po raz kolejny w karierze doświadczył tego Alberto Contador, który w pogoni za Aru i Landą na stromiznach Mortirolo dostał odrobinę pomocy od kolarzy, których sam kiedyś w przeszłości w ten czy inny sposób uszanował.

    Wracając do tematu tytułowej karmy i wspomnianego już Nairo Quintany, Kolumbijczyka za kontrowersyjne zachowanie również spotkała kara. Niespełna pół roku po niesportowym ataku na Stelvio, gdy jechał w koszulce lidera Vuelta a Espana i był typowany do zwycięstwa w całym tourze, pechowo upadł podczas jazdy na czas, solidnie się poobijał i wycofał z wyścigu.

  • Giro ostrzeżenia

    Alberto Contador, choć wciąż bez wygranego etapu, odzyskał różową koszulkę a następnie umocnił się na prowadzeniu w Giro d?Italia. Wiele wskazuje na to, że jedzie po kolejne w karierze zwycięstwo w wielkim tourze. Pojawia się jednak pytanie, czy nie jedzie za szybko?

    Drużyna Astany wydaje się rządzić i dzielić, kontrolując peleton, pewnie prowadząc w klasyfikacji zespołowej i mając na koncie dwa zwycięstwa etapowe, koszulkę najlepszego młodzieżowca i chwilowe liderowanie w wyścigu.

    Mimo to, Contador, który w pierwszym tygodniu Giro zwichnął bark a w drugim pechowo stracił czas podczas kraksy kilka kilometrów przed metą jest poza zasięgiem kolarzy reklamujących kazachskie spółki skarbu państwa.

    Szaleńcze tempo, jakie Astana nadaje od pierwszego dnia włoskiego touru na nic się nie zdało. Dzień radości w postaci przejęcia prowadzenia przez Fabio Aru odbił się przykrą czkawką. Contador znokautował i Aru i Mikela Landę podczas etapu jazdy indywidualnej na czas.

    Z kolei na górskim odcinku prowadzącym do Madonna di Campiglio Astana, mimo dominującej, liczebnej przewagi, odizolowania Contadora od pomocników i naprzemiennych ataków obu swoich liderów nie była w stanie zgubić doświadczonego ?Pistolero?.

    Efektem tak prowadzonego wyścigu są jedynie bardzo duże różnice w klasyfikacji generalnej z plecami Contadora. Kolejni kolarze nie wytrzymują narzuconej intensywności. Polegli już Richie Porte (wycofał się), Rigoberto Uran (traci ponad 12 minut), Van den Broeck właściwie nie istnieje (11. miejsce i 10 minut straty), Hesjedal jedzie swój wyścig ukradkiem próbując wejść do top10.

    Niespodzianką jest obecność w czołówce Andreja Amadora (póki co trzecie miejsce) czy Jurija Trofimowa (szóste miejsce). Realnie rzecz ujmując wyścig z zapowiadanego, fascynującego starcia gigantów stał się pokazem taktyki i mocy Contadora, bezsensownego spalania się Astany i walki kilku kolarzy drugiego szeregu o najlepszy wynik w osobistej karierze.

    W tym kontekście interesująco przedstawiają się nie tylko suche dane, ale i wrażenia niektórych kolarzy. Czołówka niemal każdy ważniejszy podjazd pokonuje ze średnią, szacowaną mocą ponad 6W/kg. Na metę w Madonna di Campiglio grupa Contadora wspięła się o 2?26? wolniej niż stosujący EPO Marco Pantani w 1999r.

    To obecny standard. Liderzy jeżdżą nieco wolniej niż najważniejsze postaci ?ery epo?, i w zasadzie porównywalnie do najmocniejszych gwiazd ?ery Armstronga?. Trzeba jednak pamiętać, że od pierwszego okresu minęło 20 a od drugiego 10 lat, zatem naturalny rozwój metod treningowych oraz postęp technologiczny dają rodzaj alibi współczesnym sportowcom.

    Niepokojące są za to głosy, choćby Michaela Rogersa, który wspomina o najwyższych osiąganych wskazaniach od kiedy używa miernika mocy czy Przemysława Niemca, który wprost mówi, że nie nadąża za czołówką. Podobne przesłanki pojawiały się, gdy popularnym określeniem  był ?wyścig dwóch prędkości?. Co więcej, o ile niedługo po wprowadzeniu systemu paszportów biologicznych kolarze ewidentnie cierpieli, teraz czołówka znów pędzi pod górę bez większego grymasu bólu na twarzy.

    Poważne wątpliwości budzi również fakt, że spora grupa zawodników, którzy systematycznie przyjeżdżali w szpicy ważnych wyścigów nagle ustąpiła kolarzom, którzy wystrzelili z formą w ostatnich tygodniach bez większego powodu.

    To nie są udokumentowane faktami argumenty ani dowód na kolejną falę zaawansowanego i bezkompromisowego dopingu w zawodowym peletonie. To raczej przesłanki, które powinny wzmóc czujność.

    Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Alberto Contador przed wyścigiem stawiany był jako najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa. Jest doświadczony, tempo podjazdów nadawane przez Astanę nie jest dla niego niczym nowym. Również w porównaniu ze swoimi przeszłymi dokonaniami hiszpański kolarz nie zaskakuje. Co więcej, próby jego ataków są kasowane przez rywali a wyraźne prowadzenie zawdzięcza dobrej (choć nie rewelacyjnej) jeździe na czas i umiejętnemu korzystaniu z niemocy kolejnych konkurentów.

    Tak czy inaczej, skoro wielkie toury miewały już różne przydomki. Był ?Tour Dopingu?, ?Hańby?, ?Odnowy?, tegoroczny wyścig dookoła Włoch zasługuje na nazwanie go ?Giro Ostrzeżenia?.

     

  • Giro d?Italia właśnie się zaczyna

    Jeśli myśleliście, że ostatnie dwa tygodnie coś znaczyły, to błąd. Mimo zwichniętego barku Alberto Contadora, kary dla Richiego Porte, kryzysu Fabio Aru i ciągłej wymiany ciosów między Astaną a Tinkoff-Saxo, włoski wielki tour dopiero się zaczyna.

    W obliczu trudności najbliższego tygodnia, dotychczasowe etapy były wyłącznie wstępem do właściwej rywalizacji. Owszem, wielu kolarzy którym wieszczono szanse na dobry wynik poniosło spore starty. Niektórzy do tego są poobijani, przeziębieni lub niedysponowani w inny sposób a jedna z kluczowych postaci, Domenico Pozzovivo po paskudnie wyglądającym upadku już nie jedzie w wyścigu.

    Wzgórza Toskanii czy podjazdy w Apeninach rzadko kiedy wprowadzają poważne różnice w klasyfikacji generalnej. Tak było i tym razem. Co najwyżej przekonaliśmy się, kto raczej nie będzie liczył się w walce o różową koszulkę.

    Nie chodzi nawet o czas. Zajmujący 16. miejsce Jurgen Van Den Broeck, póki co kompletnie niewidoczny, traci do Alberto Contadora zaledwie 3?42?. W sprzyjających okolicznościach mógłby, podobnie jak większość znajdujących się przed nim kolarzy, myśleć nawet o miejscu na podium. Tyle tylko, że różnica w formie między ścisłą czołówką a resztą stawki jest zbyt duża.

    Gdy tylko przyspiesza Alberto Contador, Fabio Aru, Mikel Landa lub jadący wraz z nimi Richie Porte, nikt nie jest w stanie utrzymać koła. Rigoberto Uran tłumaczył się chorobą, pozostali kolarze nie mają zbyt wielu wymówek. Po prostu są słabsi.

    Ważnym elementem całej układanki jest właśnie tempo jazdy najmocniejszych postaci tegorocznego Giro. Pisałem o tym już wcześniej, ale warto to podkreślać. Podjazdy w pierwszej części wyścigu były pokonywane w zawrotnym tempie.

    W sobotę na zawodników czeka jedna z najważniejszych prób w całym, trzytygodniowym tourze. 59,4km jazdy indywidualnej na czas, z której pół jest płaskie a pół górzyste powinno wprowadzić poważne różnice w klasyfikacji generalnej. To szansa dla Richiego Porte na odrobienie części strat związanych z defektem i karą nałożoną za przyjęcie pomocy od Simon?a Clarke?a. Dla Rigoberto Urana, który po zmianie fryzury i podleczeniu zapalenia oskrzeli zaczął przejawiać lepszą dyspozycję, na powrót na pozycję kolarza walczącego o podium wyścigu. Dla Fabio Aru i Mikela Landy to walka o przetrwanie i zminimalizowanie strat a dla Alberto Contadora kolejna okazja do kontroli całej sytuacji.

    Dzień później, w niedzielę zawodnicy sprawdzą formę w prawdziwych górach. Madonna di Campiglio, gdzie usytuowana jest meta to 15,5km wspinaczki o średniej stromiźnie 5,9%. Wcześniej na zawodników czeka brutalna przełęcz Daone: 8,4km i stromizna 9,4%.

    Co prawda na poniedziałek zaplanowano odpoczynek, ale już we wtorek na peleton czeka najcięższy etap całego Giro. Przełęcze Tonale oraz jeden z najcięższych podjazdów w Europie czyli Mortirolo powinny wprowadzić kluczową selekcję w grupie faworytów. Straty na tym etapie mogą być jeszcze większe niż podczas sobotniej czasówki!

    Czwartkowy etap do Verbanii to teoretycznie szansa dla ucieczki (mile widziana akcja kolarzy CCC Sprandi Polkowice), ale niewykluczone, że również tam któryś z kolarzy czołówki klasyfikacji generalnej może poszukać szansy na zdobycie przewagi nad rywalami.

    Piątek i sobota to dwa ostatnie, górskie testy. Odcinek do Cervinii jest długi (236km) a w końcówce oferuje trzy podjazdy, w tym finałowy. Z kolei etap do Sestriere to nie tyle wspinaczka do stacji narciarskiej, gdzie znajduje się meta, co przełęcz Finestre, ?dach? wyścigu z drogą w sporej części szutrową w miejsce asfaltowej.

    Obiektywnie rzecz ujmując, trudno spodziewać się innego rozstrzygnięcia niż zwycięstwo Alberto Contadora. Po kontuzji barku wydaje się już nie być śladu a i dyspozycją na podjazdach nie ustępuje kolarzom Astany a w ostatnich dwóch dniach nawet ich przewyższa. Podczas jazdy inddywidualnej na czas powinien uzyskać taktyczną przewagę nad Aru i Landą. Strata Richiego Porte spowodowana defektem i karą jest już dość duża, z kolei nawet, jeśli Rigoberto Uran nadrobi nad Contadorem na czas, trudno spodziewać się, by nie stracił czasu na jednym z alpejskich etapów.

    Czy zatem oznacza to, że ostatni tydzień będzie nudny? Zdecydowanie nie! Spodziewajmy się wielu ciekawych rozwiązań taktycznych, dobrej rywalizacji nie tylko o różową koszulkę, ale i o etapy.

  • Niczym dzielni Francuzi

    Niczym dzielni Francuzi

    CCC Sprandi Polkowice jedzie w Giro d?Italia. Kolejni kolarze drużyny próbują swoich szans w ucieczkach. Póki co bezskutecznie.

    Niemal na każdym etapie włoskiego touru zawodnik w pomarańczowym stroju znajduje się w odjeździe dnia. Swoich sił próbowali już: Maciej Paterski, Sylwester Szmyd, Branislau Samoilau, Marek Rutkiewicz, Nikolay Myhaylov i Łukasz Owsian.

    Niestety akcje, w których uczestniczą albo są dościgane przed metą albo inni śmiałkowie zachowują więcej sił i mkną po zwycięstwo bez towarzystwa ?pomarańczowych?.

    Polska ekipa jedzie wyścig typowy dla zespołów zaproszonych do wielkiego touru z tzw. ?dziką kartą?. Choć w składzie ma kilku mocnych i doświadczonych zawodników, nie bez powodu nie znajduje się wśród grup ?drugiej?, a nie „pierwszej dywizji” (World Touru). Jednym z kryteriów są punkty posiadane przez poszczególnych kolarzy a te zdobywane są poprzez dobre wyniki w prestiżowych imprezach.

    Ten sezon dla CCC Sprandi Polkowice jest bardzo udany. Maciej Paterski wygrał etap w worldtourowym Dookoła Katalonii oraz był ósmy w Amstel Gold Race a do tego dołożył pierwsze miejsce na etapówce w Chorwacji (zaliczając po drodze dwa etapy a Grega Bole jeden). Davide Rebellin zwyciężył na etapie Tour of Turkey zaś cała drużyna była najszybsza podczas czasówki otwierającej Settimana Coppi e Bartali.

    W rankingu CQ, liczącym punkty zdobyte w imprezach wszystkich kategorii, CCC Sprandi Polkowice zajmuje 22. miejsce. 21. lokatę daje im siedem zwycięstw w klasyfikacji rozpatrującej najbardziej skuteczne zespoły świata.

    Udana wiosna zaostrzyła apetyty. Po cichu wszyscy liczyliśmy na dobrą postawę Sylwestra Szmyda w klasyfikacji generalnej i wygraną etapową Macieja Paterskiego. Tymczasem jazda w stylu przysłowiowych ?Dzielnych Francuzów? (ekip gospodarzy zapraszanych do startu w Tour de France ze względu na narodowość a nie poziom sportowy) może być nieco rozczarowująca.

    Żaden z kolarzy CCC nie ma już szans na wysokie miejsce w końcowej klasyfikacji wyścigu, pozostała tylko walka o wygraną etapową, ewentualnie włączenie się do rywalizacji o koszulkę najlepszego górala.

    Z drugiej strony regularne poszukiwanie szansy na etapowy sukces, dużo bardziej eksponowane osiągnięcie niż np. 16. miejsce w ?generalce?, zasługuje na uwagę. Kto nie próbuje, nie ma szans na wygraną i choć póki co efekt jest podobny, zawodnicy Piotra Wadeckiego są przynajmniej bardziej widoczni niż worldtourowcy z Treka czy Gianta.

    Tegoroczne Giro d?Italia dopiero przekroczyło półmetek. Owszem, w wysokich górach kolarzom polskiej ekipy trudniej będzie powalczyć o etap, ale kto wie, szans by zapisać się na kartach historii naszego sportu mają jeszcze kilka. A nawet, jeśli się nie uda, pozostanie poczucie, że wyścigu nie oddali walkowerem.

  • Po co komu fair play?

    Po co komu fair play?

    Richie Porte za przyjęcie koleżeńskiej pomocy przed finiszem 10. etapu Giro d?Italia otrzymał dwuminutową karę. To wyraźnie utrudnia mu walkę w klasyfikacji generalnej wyścigu. Zachowanie fair play, choć niezgodne z przepisami doczekało się więc nagany w sytuacji, gdy dużo poważniejsze sprawy pozostają bez konsekwencji.

    Jeden z faworytów wyścigu na kilka kilometrów przed metą (ale jeszcze poza zneutralizowaną strefą trzech kilometrów) łapie gumę. Rozpędzony peleton nie czeka, ponieważ ściga ucieczkę. Poszkodowanemu pomaga kolega, rodak reprezentujący jednak inną drużynę. Zgodnie z przepisami jest to ?niedozwolona obca pomoc techniczna? karana grzywną i dodaniem dwóch minut do całkowitego czasu zawodnika.

    Richie Porte, trzeci kolarz klasyfikacji generalnej Giro d?Italia znalazł się w takiej właśnie sytuacji. Szybko wspomógł go Simon Clarke z Orica Green Edge a następnie Michael Matthews oraz koledzy z własnej ekipy (Team Sky). Mimo szybkiej akcji Porte stracił kilkadziesiąt sekund do peletonu, w którym jechali Alberto Contador i Fabio Aru. Zdjęcia z gestu Clarke?a szybko obiegły internet spotykając się z jednoznacznie entuzjastycznym odzewem.

    Tymczasem sędziowie przynali Porte regulaminową karę, gasząc tym samym ducha fair play.

    Przepis o obcej pomocy wbrew pozorom ma sens. Służy wyrównaniu szans między drużynami, każda z nich jedzie na własne konto. Trzeba jednak pamiętać, że zespoły często ze sobą współpracują dzieląc się pracą a to w ucieczkach a to w nadawaniu tempa peletonu a także w wielu innych, mniej widocznych sytuacjach.

    W czasie tegorocznego Giro, na jednym z pierwszych etapów Philippe Gilbert dzielił się piciem z towarzyszami ucieczki a z samochodu drużyny BMC podawano bidony wszystkim zawodnikom w czołówce.

    Kilka lat temu Alberto Contador był chwalony za ?piękne gesty?, gdy po mistrzowsku oddawał etapy włoskiego Touru a to kolarzom Euskaltel Euskadi a to Paolo Tiralongo z Astany. W zamian za to Baskowie i Włoch wiele razy pomagali mu w trudnych chwilach, gdy osamotniony Hiszpan potrzebował wsparcia na górskich etapach.

    Kolarstwo wciąż boryka się z problemami wizerunkowymi. Jest postrzegane jako sport, gdzie trudno coś osiągnąć bez łamania reguł, głównie dopingowych. Z prostego gestu można by uszyć piękną historię o pomocy i zasadach fair play. Wygląda jednak na to, że komisja sędziowska Giro d?Italia ma ewidentny problem z tym, co jest etyczne a co nie.

    Przypomnę, że rok temu Nairo Quintana decydującą o zwycięstwie w całym wyścigu przewagę zdobył podczas zamieszania związanego z neutralizacją fragmentu etapu rozgrywanego w trudnych warunkch atmosferycznych. Bez względu na to, czy złamał przepisy czy nie jadąc przed motocyklem z czerwoną flagą, było to dalekie od fair play.

    Idąc dalej, znane są przypadki handlowania nie tak małymi wyścigami (Liege Bastogne Liege czy etapów Tour de France), które to sprawy ciągną się latami i właściwie są zamiatane pod dywan.

    O korupcji związanej ze współpracą Lance?a Armstronga z zarządem Międzynarodowej Unii Kolarskiej nawet nie ma co wspominać.

    Naprawdę są dużo poważniejsze wykroczenia niż koleżeńska pomoc, które trzeba wykrywać, ścigać i penalizować. Sędziowie Giro mogliby np. zająć się dyscyplinowaniem kibiców, którzy póki co doprowadzili do kilku poważnych kontuzji zawodników, ale by to zrobić, trzeba wykonać sporą pracę. Mając gotowe zdjęcia, które obiegły cały świat dużo prościej wykluczyć z rywalizacji jednego z faworytów za nieistotne przewinienie. Po wygaśnięciu licencji, komisarzom z tegorocznego Giro proponuję zatrudnić się w straży miejskiej. Znajdą tam spełnienie.