Tag: Giro d’Italia

  • Karma wraca

    Znakomity pod względem dramaturgii etap prowadzący przez przełęcz Mortirolo obnażył zanikający brak poszanowania zasad we współczesnym peletonie.

    W teorii zawodnik jadący w koszulce lidera cieszy się szczególnymi względami. Jednym z nich jest powstrzymanie się od ataków w momencie, gdy z przyczyn obiektywnych ponosi stratę. Na 16. etapie Giro d?Italia 2015 ekipa Astany przyspieszyła, gdy prowadzący w klasyfikacji generalnej Alberto Contador złapał gumę.

    Swoją drogą 16. etep włoskiego touru drugi rok z rzędu przynosi kontrowersje. Rok temu Nairo Quintana zignorował czerwone flagi na zjeździe z zaśnieżonej przełęczy Stelvio i zyskał decydującą o zwycięstwie przewagę. W tym roku między przełęczami Tonale a Mortirolo pogwałcono niepisaną zasadę szacunku dla koszulki lidera.

    O ile jeszcze Quintana a raczej jego przełożeni tłumaczyli się chaosem informacyjnym, sprzecznymi komunikatami na twitterze i w radiu wyścigu, o tyle tym razem ekipa Astany ustami Mikela Landy wyraziła się wprost: przyspieszyliśmy w momencie awarii Contadora, by zmusić go do większego wysiłku na podjeździe Mortirolo.

    Zarówno Contador jak i los zagrali Astanie na nosie. Hiszpan dogonił uciekających mu kolarzy w błękitnych strojach, a następnie zyskał przewagę nad najgroźniejszym rywalem, czyli Fabio Aru. Włoch nie tylko poważnie osłabł i kolejny raz w tym wyścigu zmagał się z brakiem energii na końcowych kilometrach etapu, to jeszcze u podnóża finałowego podjazdu sam miał defekt. Karma wróciła do grających nie fair . Co prawda szybka wymiana roweru sprawiła, że różnica nie urosła ponad to, co Aru i tak stracił przez swój kryzys, ale wierzącym w nadnaturalne siły sprawcze daje to spory argument za ich istnieniem.

    Niesympatycznie zachował się również Mikel Landa, który w końcówce dynamicznie przyspieszył, gubiąc Contadora i Stevena Kruijswijka. O ile jeszcze atak na lidera w tym momencie można zrozumieć, o tyle względem Holendra z LottoNL Jumbo było to nie do końca w porządku. Kruijswijk bowiem wykonał gros pracy na ostatnich kilometrach Mortirolo, następnie w dolinie oraz na większości podjazdu do mety w miejscowości Aprica. Landa w tym czasie bez słowa wiózł się z tyłu, dając de facto tylko jedną, najmocniejszą zmianę po etapowe zwycięstwo.

    O ile we współczesnym świecie można dyskutować o istnieniu zasad etycznych, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą sława i pieniądze, to nawet trzymając się wyłącznie merkantylnego podejścia warto być choć odrobinę sympatycznym dla rywali. Po raz kolejny w karierze doświadczył tego Alberto Contador, który w pogoni za Aru i Landą na stromiznach Mortirolo dostał odrobinę pomocy od kolarzy, których sam kiedyś w przeszłości w ten czy inny sposób uszanował.

    Wracając do tematu tytułowej karmy i wspomnianego już Nairo Quintany, Kolumbijczyka za kontrowersyjne zachowanie również spotkała kara. Niespełna pół roku po niesportowym ataku na Stelvio, gdy jechał w koszulce lidera Vuelta a Espana i był typowany do zwycięstwa w całym tourze, pechowo upadł podczas jazdy na czas, solidnie się poobijał i wycofał z wyścigu.

  • Giro ostrzeżenia

    Alberto Contador, choć wciąż bez wygranego etapu, odzyskał różową koszulkę a następnie umocnił się na prowadzeniu w Giro d?Italia. Wiele wskazuje na to, że jedzie po kolejne w karierze zwycięstwo w wielkim tourze. Pojawia się jednak pytanie, czy nie jedzie za szybko?

    Drużyna Astany wydaje się rządzić i dzielić, kontrolując peleton, pewnie prowadząc w klasyfikacji zespołowej i mając na koncie dwa zwycięstwa etapowe, koszulkę najlepszego młodzieżowca i chwilowe liderowanie w wyścigu.

    Mimo to, Contador, który w pierwszym tygodniu Giro zwichnął bark a w drugim pechowo stracił czas podczas kraksy kilka kilometrów przed metą jest poza zasięgiem kolarzy reklamujących kazachskie spółki skarbu państwa.

    Szaleńcze tempo, jakie Astana nadaje od pierwszego dnia włoskiego touru na nic się nie zdało. Dzień radości w postaci przejęcia prowadzenia przez Fabio Aru odbił się przykrą czkawką. Contador znokautował i Aru i Mikela Landę podczas etapu jazdy indywidualnej na czas.

    Z kolei na górskim odcinku prowadzącym do Madonna di Campiglio Astana, mimo dominującej, liczebnej przewagi, odizolowania Contadora od pomocników i naprzemiennych ataków obu swoich liderów nie była w stanie zgubić doświadczonego ?Pistolero?.

    Efektem tak prowadzonego wyścigu są jedynie bardzo duże różnice w klasyfikacji generalnej z plecami Contadora. Kolejni kolarze nie wytrzymują narzuconej intensywności. Polegli już Richie Porte (wycofał się), Rigoberto Uran (traci ponad 12 minut), Van den Broeck właściwie nie istnieje (11. miejsce i 10 minut straty), Hesjedal jedzie swój wyścig ukradkiem próbując wejść do top10.

    Niespodzianką jest obecność w czołówce Andreja Amadora (póki co trzecie miejsce) czy Jurija Trofimowa (szóste miejsce). Realnie rzecz ujmując wyścig z zapowiadanego, fascynującego starcia gigantów stał się pokazem taktyki i mocy Contadora, bezsensownego spalania się Astany i walki kilku kolarzy drugiego szeregu o najlepszy wynik w osobistej karierze.

    W tym kontekście interesująco przedstawiają się nie tylko suche dane, ale i wrażenia niektórych kolarzy. Czołówka niemal każdy ważniejszy podjazd pokonuje ze średnią, szacowaną mocą ponad 6W/kg. Na metę w Madonna di Campiglio grupa Contadora wspięła się o 2?26? wolniej niż stosujący EPO Marco Pantani w 1999r.

    To obecny standard. Liderzy jeżdżą nieco wolniej niż najważniejsze postaci ?ery epo?, i w zasadzie porównywalnie do najmocniejszych gwiazd ?ery Armstronga?. Trzeba jednak pamiętać, że od pierwszego okresu minęło 20 a od drugiego 10 lat, zatem naturalny rozwój metod treningowych oraz postęp technologiczny dają rodzaj alibi współczesnym sportowcom.

    Niepokojące są za to głosy, choćby Michaela Rogersa, który wspomina o najwyższych osiąganych wskazaniach od kiedy używa miernika mocy czy Przemysława Niemca, który wprost mówi, że nie nadąża za czołówką. Podobne przesłanki pojawiały się, gdy popularnym określeniem  był ?wyścig dwóch prędkości?. Co więcej, o ile niedługo po wprowadzeniu systemu paszportów biologicznych kolarze ewidentnie cierpieli, teraz czołówka znów pędzi pod górę bez większego grymasu bólu na twarzy.

    Poważne wątpliwości budzi również fakt, że spora grupa zawodników, którzy systematycznie przyjeżdżali w szpicy ważnych wyścigów nagle ustąpiła kolarzom, którzy wystrzelili z formą w ostatnich tygodniach bez większego powodu.

    To nie są udokumentowane faktami argumenty ani dowód na kolejną falę zaawansowanego i bezkompromisowego dopingu w zawodowym peletonie. To raczej przesłanki, które powinny wzmóc czujność.

    Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Alberto Contador przed wyścigiem stawiany był jako najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa. Jest doświadczony, tempo podjazdów nadawane przez Astanę nie jest dla niego niczym nowym. Również w porównaniu ze swoimi przeszłymi dokonaniami hiszpański kolarz nie zaskakuje. Co więcej, próby jego ataków są kasowane przez rywali a wyraźne prowadzenie zawdzięcza dobrej (choć nie rewelacyjnej) jeździe na czas i umiejętnemu korzystaniu z niemocy kolejnych konkurentów.

    Tak czy inaczej, skoro wielkie toury miewały już różne przydomki. Był ?Tour Dopingu?, ?Hańby?, ?Odnowy?, tegoroczny wyścig dookoła Włoch zasługuje na nazwanie go ?Giro Ostrzeżenia?.

     

  • Giro d?Italia właśnie się zaczyna

    Jeśli myśleliście, że ostatnie dwa tygodnie coś znaczyły, to błąd. Mimo zwichniętego barku Alberto Contadora, kary dla Richiego Porte, kryzysu Fabio Aru i ciągłej wymiany ciosów między Astaną a Tinkoff-Saxo, włoski wielki tour dopiero się zaczyna.

    W obliczu trudności najbliższego tygodnia, dotychczasowe etapy były wyłącznie wstępem do właściwej rywalizacji. Owszem, wielu kolarzy którym wieszczono szanse na dobry wynik poniosło spore starty. Niektórzy do tego są poobijani, przeziębieni lub niedysponowani w inny sposób a jedna z kluczowych postaci, Domenico Pozzovivo po paskudnie wyglądającym upadku już nie jedzie w wyścigu.

    Wzgórza Toskanii czy podjazdy w Apeninach rzadko kiedy wprowadzają poważne różnice w klasyfikacji generalnej. Tak było i tym razem. Co najwyżej przekonaliśmy się, kto raczej nie będzie liczył się w walce o różową koszulkę.

    Nie chodzi nawet o czas. Zajmujący 16. miejsce Jurgen Van Den Broeck, póki co kompletnie niewidoczny, traci do Alberto Contadora zaledwie 3?42?. W sprzyjających okolicznościach mógłby, podobnie jak większość znajdujących się przed nim kolarzy, myśleć nawet o miejscu na podium. Tyle tylko, że różnica w formie między ścisłą czołówką a resztą stawki jest zbyt duża.

    Gdy tylko przyspiesza Alberto Contador, Fabio Aru, Mikel Landa lub jadący wraz z nimi Richie Porte, nikt nie jest w stanie utrzymać koła. Rigoberto Uran tłumaczył się chorobą, pozostali kolarze nie mają zbyt wielu wymówek. Po prostu są słabsi.

    Ważnym elementem całej układanki jest właśnie tempo jazdy najmocniejszych postaci tegorocznego Giro. Pisałem o tym już wcześniej, ale warto to podkreślać. Podjazdy w pierwszej części wyścigu były pokonywane w zawrotnym tempie.

    W sobotę na zawodników czeka jedna z najważniejszych prób w całym, trzytygodniowym tourze. 59,4km jazdy indywidualnej na czas, z której pół jest płaskie a pół górzyste powinno wprowadzić poważne różnice w klasyfikacji generalnej. To szansa dla Richiego Porte na odrobienie części strat związanych z defektem i karą nałożoną za przyjęcie pomocy od Simon?a Clarke?a. Dla Rigoberto Urana, który po zmianie fryzury i podleczeniu zapalenia oskrzeli zaczął przejawiać lepszą dyspozycję, na powrót na pozycję kolarza walczącego o podium wyścigu. Dla Fabio Aru i Mikela Landy to walka o przetrwanie i zminimalizowanie strat a dla Alberto Contadora kolejna okazja do kontroli całej sytuacji.

    Dzień później, w niedzielę zawodnicy sprawdzą formę w prawdziwych górach. Madonna di Campiglio, gdzie usytuowana jest meta to 15,5km wspinaczki o średniej stromiźnie 5,9%. Wcześniej na zawodników czeka brutalna przełęcz Daone: 8,4km i stromizna 9,4%.

    Co prawda na poniedziałek zaplanowano odpoczynek, ale już we wtorek na peleton czeka najcięższy etap całego Giro. Przełęcze Tonale oraz jeden z najcięższych podjazdów w Europie czyli Mortirolo powinny wprowadzić kluczową selekcję w grupie faworytów. Straty na tym etapie mogą być jeszcze większe niż podczas sobotniej czasówki!

    Czwartkowy etap do Verbanii to teoretycznie szansa dla ucieczki (mile widziana akcja kolarzy CCC Sprandi Polkowice), ale niewykluczone, że również tam któryś z kolarzy czołówki klasyfikacji generalnej może poszukać szansy na zdobycie przewagi nad rywalami.

    Piątek i sobota to dwa ostatnie, górskie testy. Odcinek do Cervinii jest długi (236km) a w końcówce oferuje trzy podjazdy, w tym finałowy. Z kolei etap do Sestriere to nie tyle wspinaczka do stacji narciarskiej, gdzie znajduje się meta, co przełęcz Finestre, ?dach? wyścigu z drogą w sporej części szutrową w miejsce asfaltowej.

    Obiektywnie rzecz ujmując, trudno spodziewać się innego rozstrzygnięcia niż zwycięstwo Alberto Contadora. Po kontuzji barku wydaje się już nie być śladu a i dyspozycją na podjazdach nie ustępuje kolarzom Astany a w ostatnich dwóch dniach nawet ich przewyższa. Podczas jazdy inddywidualnej na czas powinien uzyskać taktyczną przewagę nad Aru i Landą. Strata Richiego Porte spowodowana defektem i karą jest już dość duża, z kolei nawet, jeśli Rigoberto Uran nadrobi nad Contadorem na czas, trudno spodziewać się, by nie stracił czasu na jednym z alpejskich etapów.

    Czy zatem oznacza to, że ostatni tydzień będzie nudny? Zdecydowanie nie! Spodziewajmy się wielu ciekawych rozwiązań taktycznych, dobrej rywalizacji nie tylko o różową koszulkę, ale i o etapy.

  • Niczym dzielni Francuzi

    Niczym dzielni Francuzi

    CCC Sprandi Polkowice jedzie w Giro d?Italia. Kolejni kolarze drużyny próbują swoich szans w ucieczkach. Póki co bezskutecznie.

    Niemal na każdym etapie włoskiego touru zawodnik w pomarańczowym stroju znajduje się w odjeździe dnia. Swoich sił próbowali już: Maciej Paterski, Sylwester Szmyd, Branislau Samoilau, Marek Rutkiewicz, Nikolay Myhaylov i Łukasz Owsian.

    Niestety akcje, w których uczestniczą albo są dościgane przed metą albo inni śmiałkowie zachowują więcej sił i mkną po zwycięstwo bez towarzystwa ?pomarańczowych?.

    Polska ekipa jedzie wyścig typowy dla zespołów zaproszonych do wielkiego touru z tzw. ?dziką kartą?. Choć w składzie ma kilku mocnych i doświadczonych zawodników, nie bez powodu nie znajduje się wśród grup ?drugiej?, a nie „pierwszej dywizji” (World Touru). Jednym z kryteriów są punkty posiadane przez poszczególnych kolarzy a te zdobywane są poprzez dobre wyniki w prestiżowych imprezach.

    Ten sezon dla CCC Sprandi Polkowice jest bardzo udany. Maciej Paterski wygrał etap w worldtourowym Dookoła Katalonii oraz był ósmy w Amstel Gold Race a do tego dołożył pierwsze miejsce na etapówce w Chorwacji (zaliczając po drodze dwa etapy a Grega Bole jeden). Davide Rebellin zwyciężył na etapie Tour of Turkey zaś cała drużyna była najszybsza podczas czasówki otwierającej Settimana Coppi e Bartali.

    W rankingu CQ, liczącym punkty zdobyte w imprezach wszystkich kategorii, CCC Sprandi Polkowice zajmuje 22. miejsce. 21. lokatę daje im siedem zwycięstw w klasyfikacji rozpatrującej najbardziej skuteczne zespoły świata.

    Udana wiosna zaostrzyła apetyty. Po cichu wszyscy liczyliśmy na dobrą postawę Sylwestra Szmyda w klasyfikacji generalnej i wygraną etapową Macieja Paterskiego. Tymczasem jazda w stylu przysłowiowych ?Dzielnych Francuzów? (ekip gospodarzy zapraszanych do startu w Tour de France ze względu na narodowość a nie poziom sportowy) może być nieco rozczarowująca.

    Żaden z kolarzy CCC nie ma już szans na wysokie miejsce w końcowej klasyfikacji wyścigu, pozostała tylko walka o wygraną etapową, ewentualnie włączenie się do rywalizacji o koszulkę najlepszego górala.

    Z drugiej strony regularne poszukiwanie szansy na etapowy sukces, dużo bardziej eksponowane osiągnięcie niż np. 16. miejsce w ?generalce?, zasługuje na uwagę. Kto nie próbuje, nie ma szans na wygraną i choć póki co efekt jest podobny, zawodnicy Piotra Wadeckiego są przynajmniej bardziej widoczni niż worldtourowcy z Treka czy Gianta.

    Tegoroczne Giro d?Italia dopiero przekroczyło półmetek. Owszem, w wysokich górach kolarzom polskiej ekipy trudniej będzie powalczyć o etap, ale kto wie, szans by zapisać się na kartach historii naszego sportu mają jeszcze kilka. A nawet, jeśli się nie uda, pozostanie poczucie, że wyścigu nie oddali walkowerem.

  • Po co komu fair play?

    Po co komu fair play?

    Richie Porte za przyjęcie koleżeńskiej pomocy przed finiszem 10. etapu Giro d?Italia otrzymał dwuminutową karę. To wyraźnie utrudnia mu walkę w klasyfikacji generalnej wyścigu. Zachowanie fair play, choć niezgodne z przepisami doczekało się więc nagany w sytuacji, gdy dużo poważniejsze sprawy pozostają bez konsekwencji.

    Jeden z faworytów wyścigu na kilka kilometrów przed metą (ale jeszcze poza zneutralizowaną strefą trzech kilometrów) łapie gumę. Rozpędzony peleton nie czeka, ponieważ ściga ucieczkę. Poszkodowanemu pomaga kolega, rodak reprezentujący jednak inną drużynę. Zgodnie z przepisami jest to ?niedozwolona obca pomoc techniczna? karana grzywną i dodaniem dwóch minut do całkowitego czasu zawodnika.

    Richie Porte, trzeci kolarz klasyfikacji generalnej Giro d?Italia znalazł się w takiej właśnie sytuacji. Szybko wspomógł go Simon Clarke z Orica Green Edge a następnie Michael Matthews oraz koledzy z własnej ekipy (Team Sky). Mimo szybkiej akcji Porte stracił kilkadziesiąt sekund do peletonu, w którym jechali Alberto Contador i Fabio Aru. Zdjęcia z gestu Clarke?a szybko obiegły internet spotykając się z jednoznacznie entuzjastycznym odzewem.

    Tymczasem sędziowie przynali Porte regulaminową karę, gasząc tym samym ducha fair play.

    Przepis o obcej pomocy wbrew pozorom ma sens. Służy wyrównaniu szans między drużynami, każda z nich jedzie na własne konto. Trzeba jednak pamiętać, że zespoły często ze sobą współpracują dzieląc się pracą a to w ucieczkach a to w nadawaniu tempa peletonu a także w wielu innych, mniej widocznych sytuacjach.

    W czasie tegorocznego Giro, na jednym z pierwszych etapów Philippe Gilbert dzielił się piciem z towarzyszami ucieczki a z samochodu drużyny BMC podawano bidony wszystkim zawodnikom w czołówce.

    Kilka lat temu Alberto Contador był chwalony za ?piękne gesty?, gdy po mistrzowsku oddawał etapy włoskiego Touru a to kolarzom Euskaltel Euskadi a to Paolo Tiralongo z Astany. W zamian za to Baskowie i Włoch wiele razy pomagali mu w trudnych chwilach, gdy osamotniony Hiszpan potrzebował wsparcia na górskich etapach.

    Kolarstwo wciąż boryka się z problemami wizerunkowymi. Jest postrzegane jako sport, gdzie trudno coś osiągnąć bez łamania reguł, głównie dopingowych. Z prostego gestu można by uszyć piękną historię o pomocy i zasadach fair play. Wygląda jednak na to, że komisja sędziowska Giro d?Italia ma ewidentny problem z tym, co jest etyczne a co nie.

    Przypomnę, że rok temu Nairo Quintana decydującą o zwycięstwie w całym wyścigu przewagę zdobył podczas zamieszania związanego z neutralizacją fragmentu etapu rozgrywanego w trudnych warunkch atmosferycznych. Bez względu na to, czy złamał przepisy czy nie jadąc przed motocyklem z czerwoną flagą, było to dalekie od fair play.

    Idąc dalej, znane są przypadki handlowania nie tak małymi wyścigami (Liege Bastogne Liege czy etapów Tour de France), które to sprawy ciągną się latami i właściwie są zamiatane pod dywan.

    O korupcji związanej ze współpracą Lance?a Armstronga z zarządem Międzynarodowej Unii Kolarskiej nawet nie ma co wspominać.

    Naprawdę są dużo poważniejsze wykroczenia niż koleżeńska pomoc, które trzeba wykrywać, ścigać i penalizować. Sędziowie Giro mogliby np. zająć się dyscyplinowaniem kibiców, którzy póki co doprowadzili do kilku poważnych kontuzji zawodników, ale by to zrobić, trzeba wykonać sporą pracę. Mając gotowe zdjęcia, które obiegły cały świat dużo prościej wykluczyć z rywalizacji jednego z faworytów za nieistotne przewinienie. Po wygaśnięciu licencji, komisarzom z tegorocznego Giro proponuję zatrudnić się w straży miejskiej. Znajdą tam spełnienie.

  • Kilka dni spokoju

    Niezmiernie intensywna, pierwsza część Giro d?Italia zakończyła się remisem między trójką faworytów, którzy uciekli reszcie stawki. Astana i Tinkoff-Saxo rządzą peletonem, za ich plecami czeka drużyna Sky. Przed kolarzami kilka dni wytchnienia.

    Dzień przerwy podczas wielkiego touru naturalnie skłania do podsumowań. Tak naprawdę wolne będzie trwało nieco dłużej, przynajmniej dla kolarzy walczących w klasyfikacji generalnej. Najbliższe cztery etapy powinny być wyraźnie spokojniejsze w stosunku do całego pierwszego tygodnia rywalizacji.

    Od startu w San Remo kolarze wzięli się ostro do pracy. Poza typowym dla początku wielkiego touru rozgardiaszem czy wręcz chaosem, już czwartego dnia do głosu doszli faworyci klasyfikacji generalnej.

    Nazywanie etapu z Chiavari do La Spezia najciekawszym dniem w wielkich tourach jest oczywiście nadużyciem, ale trzeba przyznać, że otwarta wojna między drużynami najważniejszych postaci wyścigu w tak wczesnej jego fazie jest zjawiskiem nietypowym.

    Dzień później na podjeździe Abetone do ataku przystąpił Alberto Contador, co skutecznie oddzieliło ?chłopców od mężczyzn?, zawężając grono faworytów do trzech. Fabio Aru i Richie Porte utrzymali koło Hiszpana, straty ponieśli za to pozostali kolarze typowani przed wyścigiem na właścicieli różowej koszulki lidera.

    Koszmarna kraksa spowodowana przez jednego z kibiców na mecie etapu numer sześć sprawiła, że kolejne dwa dni ci bardziej rozgarnięci fani drżeli nie tylko o stan zwichniętego barku Alberto Contadora, co o dalsze losy całego wyścigu. Wiadomo bowiem, że to obecność Hiszpan robi z tegorocznego Giro wyjątkowe wydarzenie. Bez lidera Tinkoff-Saxo byłby to wyścig dublerów i kolarzy na dorobku.

    Contador test z odporności na ból zdał popisowo (podobno posiłkując się wyłącznie ibuprofenem!). Musiało być mu ciężko, dzień po kraksie peleton musiał się uporać z trasą najdłuższego, 260km etapu. Co więcej, na kolejnym odcinku czekała meta na podjeździe, gdzie do ofensywy przeszedł Fabio Aru wraz ze swoimi przybocznymi: Mikelem Landą i Dario Cataldo.

    https://instagram.com/p/2wSeu_Nhf7/

    Efektem harców Astany stały się jednak tylko straty tych kolarzy, którzy już wcześniej nie wytrzymywali tempa ścisłej czołówki. Rigoberto Uran tłumaczy się przeziębieniem, Jurgen Van den Broeck wyraźnie odstaje od formy, którą prezentował kilka lat temu na Tour de France.

    Fakt faktem, że Contador, Froome, Aru i Landa gdy zaczynają swoje gry i zabawy na świeżym powietrzu, generują moc osiągalną jedynie dla najwęższego grona kolarzy na świecie. Rok temu wydawało się, że Rigoberto Uran może do niego dołączyć, jednak z pewnością nie wtedy, gdy jest chory. Pozostali gracze zwyczajnie nie nadążają, gdy czołówka zaczyna pędzić pod górę.

    Szacowane 6W/kg i obiektywna średnia prędkość podjeżdżania (VAM) 1684m/h na wzniesieniu Campitello Matese (12.03 km, 7.34 %) to niezmiernie wysokie wartości, które zostały powielone niemal za każdym razem, gdy atakowali Contador lub Aru.

    Pytanie, w jaki sposób tak intensywny pierwszy tydzień Giro wpłynie na dalszy przebieg rywalizacji. Z pewnością płaskie etapy: wtorkowy i środowy dadzą faworytom kilka chwil oddechu. Mimo pojawiających się w drugiej połowie tygodnia pagórków, wszyscy czekają już na sobotnią, 60km czasówkę. To tam Porte będzie chciał zdystansować Contadora a ten z kolei Fabio Aru.

  • Krew na szosie

    Krew na szosie

    Na trasie trzeciego etapu Giro d?Italia mocno poturbował się Domenico Pozzovivo. Przez dłuższą chwilę oglądaliśmy zakrwawionego zawodnika leżącego na asfalcie. Kolejne etapy akcji ratunkowej również były pokazywane na żywo w oficjalnej relacji. To nie pierwszy taki przypadek gdy ciężko ranny kolarz odzierany jest z jakiejkolwiek intymności.

    Kraksa włoskiego kolarza była dość trywialna. Ot, uślizg przedniego koła, jakich wiele. Skutki na szczęście nie były poważne. Skończyło się na poważnych potłuczeniach i ?szlifach?.

    Zanim dotarł do nas raport ze szpitala, sprawa wyglądała poważnie. Zawodnik przez dłuższą chwilę leżał na asfalcie. Przykryty folią NRC i przenoszony do karetki wyglądał na poważnie poszkodowanego.

    Operatorzy kamer byli na miejscu, śledzili każdy ruch ratowników. Kolejne portale zamieszczały wideo i zdjęcia. Część z nich kupiła od agencji zdjęcia zakrwawionego sportowca i umieściła na swoich stronach głównych.

    Tak samo było zaraz po tragicznym wypadku Woutera Weylandta cztery lata temu (Belgijski kolarz zmarł po upadku na trasie etapu Giro kończącego się w Rapallo, nieopodal miejsca, gdzie wywrócił się Pozzovivo). Oba zdarzenia wyglądały podobnie, całe szczęście Włoch z grupy Ag2r być może już niedługo wróci na rower.

    Mimo wielu deklaracji cztery lata temu, w sposobie prowadzenia relacji z upadku kolarza nic się nie zmieniło. Realizatorzy transmisji zapracowali na solidną naganę, na co uwagę zwrócił uwagę Chris Froome. Jego twitt został posłany dalej przez ponad 1500 użytkowników, co mam nadzieję jakkolwiek wpłynie na procedury w przypadku kolejnych kraks w peletonie. Albo przynajmniej stanie się początkiem dyskusji o traktowaniu kolarzy przez ekipy telewizyjne, które często zapominają o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, o dobrych manierach nie wspominając.

     

    Kolarstwo to bezkompromisowy i ?szalony? sport. Mimo ciągłej poprawy warunków pracy zawodników mniej lub bardziej poważne wypadki będą się w nim zdarzać. Nie oznacza to jednak, że trzeba pokazywać każdy jego element, nie zostawiając atletom ani kawałka przestrzeni. Mam nadzieję, że upadek Pozzovivo przynajmniej nie trafi do ?WATTS?, przeglądu zabawnych obrazków ze sportowych aren, wśród których jednak zbyt często pojawiają się kolarskie kraksy.

    Zdjęcie okładkowe: Piotr Drabik, Wikimedia Commons, CC BY 2.0

  • Wariactwo pierwszego tygodnia

    Co roku jest tak samo. Zmotywowani, wytrenowani, zdeterminowani kolarze walczą o wszystko w pierwszych dniach wielkiego touru. Chaos, tłok, upadki kończą nadzieje a czasem nawet kariery!

    Zaczęło się. Pierwszy etap ze startu wspólnego Giro d?Italia 2015 i pierwsze kraksy. Rowerzysta-idiota wjechał na swoim modnym jednośladzie wprost pod koła rozpędzonego peletonu. Efekt? Kilku faworytów (Pozzovivo, Atapuma, Szmyd, Niemiec) straciło minutę, polała się krew, złamał się obojczyk, założono szwy. Peleton jedzie dalej.

    https://www.youtube.com/watch?v=NT_-cosyvqQ

    Bez względu na to, jak ułożona jest trasa, czy wyścig zaczyna się od czasówki, czy na metach etapów czekają sekundy bonifikat, w początkowej fazie wielkiego touru zawsze ktoś polegnie.

    Przetrwać pierwsze dni trzytygodniowego wyścigu to równie wielka sztuka, co poradzić sobie z alpejskimi przełęczami i narastającym zmęczeniem. By do gór dojechać bez szwanku trzeba być fizycznie mocnym, do tego uważnym i mieć wsparcie równie mocnych i skoncentrowanych kolegów z drużyny.

    Zanim sytuacja ulegnie poprawie i poważniejsze wzniesienia wprowadzą wyraźne różnice w klasyfikacji generalnej, swojej szansy na zaistnienie szukają wszyscy. Sprinterzy czują świeżość i są żądni etapowych zwycięstw. Kolarze ekip z dziką kartą chcą by zaistnieć przed wielomilionową publicznością i dzięki śmiałej akcji odmienić losy swojej kariery. Faworyci klasyfikacji generalnej pilnują miejsca w grupie i starają się uniknąć problemów.

    Krótko mówiąc, każdy chce być z przodu. A szosa ma przecież tylko kilka metrów szerokości.

    Do tego dochodzą kibice. Podekscytowani, wręcz w amoku. Przecież wielki tour to prawdziwe święto. Można dotknąć swoich idoli, poczuć pęd powietrza, zapach potu i maści rozgrzewających, zrobić selfie z peletonem w tle i zabłysnąć w telewizji dzięki nietypowemu przebraniu.

    Zaślepieni fani wpadają więc pod koła pędzących kolarzy. Łamią się kości, carbon lata w powietrzu. Stawka faworytów przerzedza się. Problemów w pierwszym tygodniu wielkiego touru doświadczali niemal wszyscy najwięksi zawodnicy. W ostatnich latach kraksy pierwszego tygodnia eliminowały z walki o wygraną w Giro czy Tourze m.in. Bradleya Wigginsa, Aleksandra Winokurowa, braci Schleck (trapiony kontuzjami Andy musiał nawet zakończyć karierę!), ?Purito? Rodrigueza i wielu, wielu innych.

    Unikanie problemów było ważnym elementem taktyki Lance?a Armstronga. Cadel Evans, który w 2011 wygrał Tour de France pierwsze, nerwowe dni wyścigu przejechał niczym profesor, nie bez powodu eksploatując swoich pomocników pilotujących go w końcówkach pozornie nieistotnych etapów. Alberto Contador potrafił zaplątać się w chaotyczną sytuację, gdy nie był pewny swojej dyspozycji, ale dla odmiany trzymał się z przodu stawki, gdy wiedział, że może walczyć o wygraną. Czy jego postawa w chaotycznej końcówce drugiego etapu Giro świadczy o tym, że wygra cały wyścig? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że z pewnością zależy mu na tym jak za najlepszych dni kariery.

  • Kto wygra Giro d?Italia 2015?

    Od jakiegoś czasu moje typowania faworytów, choć nieco ryzykowane, są trafne. Czy tym razem właściwie przewidzę zwycięzcę Giro d?Italia?

    Jeśli nie on, to kto?

    Alberto Contador wygrał ten wyścig dwa razy. Oficjalnie w statystykach widnieje raz, ale w 2011 był najszybszy na trasie i przejechał Giro ?na czysto?. Z wyników został usunięty za przewinienie podczas Tour de France 2010. Hiszpan ma doświadczenie (sześć oficjalnie wygranych wielkich tourów), mocną i wyrównaną drużynę oraz szczególny dar, iskrę bożą, która sprawia, że nawet w trudnej sytuacji nie opuszcza go nadzieja i wszędzie szuka szansy na zwycięstwo.

    W tym roku postawił przed sobą szczególny cel: chce wygrać zarówno Giro d?Italia jak i Tour de France. Dlatego też w sezon wchodził spokojnie a testowe starty: w Tirreno Adriatico oraz Volta a Catalunya należy traktować jako element treningu i niekoniecznie przejmować się uzyskanymi rezultatami. Z takiego założenia wychodzą też bukmacherzy, którzy widzą Contadora jako pewniaka.

    Tasmańczyk numerem dwa?

    Wydaje się, że kolarzy teamu Sky nie dotyczy zbyt wczesny szczyt formy. Zarówno Bradley Wiggins jak i Chris Froome w latach, gdy wygrywali Tour de France wygrywali niemal wszystko, co ich interesowało jeszcze przed startem docelowym. Stąd też pierwsze miejsce w Paryż-Nicea, Volta a Cataluyna i Giro del Trentino, które na swoje konto w tym roku zapisał Richie Porte nie powinny budzić wątpliwości a tylko potwierdzić jego aspiracje do różowej koszulki. Jest tylko jedno ?ale?. Porte nigdy wcześniej nie był jednoznacznym liderem podczas wielkiego touru, nigdy wcześniej nie przejechał też takiego wyścigu w równej dyspozycji. Teoretycznie na jego korzyść przemawiają kilometry jazdy na czas, zarówno drużynowej jak i indywidualnej, i mimo wszystko brak ekstremalnych, typowych dla Giro górskich trudności.

    Do trzech razy sztuka

    W notowaniach bukmacherów Rigoberto Uran zajmuje trzecie miejsce, ale osobiście stawiam go wyżej niż Richego Porte. Zaryzykuję nawet i Kolumbijczyka z ekipy Etixx-Quick Step zrównam z Contadorem. W Giro był już siódmy i dwa razy drugi. Rok temu przegapił kontrowersyjną akcję Nairo Quintany na zjazdach z przełęczy Stelvio, poza tym niemal dorównywał mu w górach. Wydaje się też, że z grona faworytów obecnie najlepiej jeździ na czas. Choć na szosie jest postacią mało spektakularną, równą dyspozycją może sprawić spore kłopoty i Contadorowi i Porte i Fabio Aru. Jeśli jego ekipa dobrze pojedzie drużynową czasówkę a sam Uran potwierdzi swoje aspiracje w próbie indywidualnej, może się okazać, że w Alpach wystarczy mu defensywna jazda, w której czuje się całkiem dobrze. Co więcej, kolumbijski kolarz potrafi też jeździć w wyścigach klasycznych, o czym świadczą wygrana w Giro del Piemonte i srebrny medal Igrzysk w Londynie. O jego dyspozycję nie ma się co martwić. W poprzednich sezonach pokazał, że jest jednym z tych kolarzy, którzy szczyt formy budują spokojnie i systematycznie. Brak błysku w tegorocznych etapówkach równoważy solidna postawa (piąte miejsca w Romandii i Katalonii, trzecie w Tirreno-Adriatico) z której Uran jest w stanie odbić się w stronę poziomu absolutnie mistrzowskiego.

    Nieco mniej przewidywalni gospodarze

    Fabio Aru jest przygotowywany na następcę Vincenzo Nibalego i innych wielkich, włoskich mistrzów z przeszłości. Jest dynamicznym, odważnym góralem, który wygrał etap na zeszłorocznym Giro d?Italia, dwa na Vuelta a Espana. Na bardziej górzystej trasie można by go stawiać jako faworyta, ale spora ilość jazdy na czas oraz problemy zdrowotne w ostatnich tygodniach stawiają pod znakiem zapytania jego szanse w walce o podium. Trzeba też pamiętać, że nagła absencja w startach testowych przed Giro wzbudziła poważne wątpliwości dotyczące ich prawdziwej przyczyny.

    Dla odmiany Domenico Pozzovivo ma doświadczenie, prezentuje wysoką, równą formę, ale tak jak w przypadku Aru jego piętą achillesową jest jazda na czas. Podczas indywidualnej próby w Treviso może stracić do Urana nawet kilka minut.

    Giovanni Battaglin, Francesco Bongiorno, Stefano Pirazzi, Franco Pelizotti, Diego Ulissi czy Damiano Cunego to raczej kandydaci do zwycięstw etapowych ewentualnie miejsca w końcówce pierwszej dziesiątki.

    Pozostali Stranieri

    Zastęp mocnych obcokrajowców jest spory, choć trudno wszystkich traktować tak samo. Steven Kruijsvijk z Lotto NL Jumbo rok temu był 15. w Tour de France, jednak trudno stwierdzić, czy top10 Giro d?Italia jest w jego zasięgu. Mikel Landa z Astany ma potencjał na dobry wynik, ale liderem jego grupy jest Fabio Aru, nie wiadomo więc, ile w takim układzie Bask będzie miał przestrzeni dla własnych ambicji. Przemysław Niemiec z Lampre-Merida teoretycznie będzie walczył o klasyfikację generalną, ale może też zadowolić się etapem, jak podczas ubiegłorocznej Vuelty. Interesująco zapowiada się start Jurgena Van Den Broecka. Belg, lider Lotto-Soudal do tej pory był kolarzem zarażonym obsesją Tour de France, ale po gorszym okresie szuka szansy na podium wielkiego wyścigu we Włoszech. To potencjalnie najmocniejszy ?czarny koń?, o ile w swoim stylu nie ulegnie kontuzji we wczesnej fazie rywalizacji. Szansy na odrodzenie będzie na Giro szukał też Igor Anton z Movistaru (w 2011r wygrał etap na słynnym Zoncolanie), niewiadomą jest sensacyjny zwycięzca Tour de Romandie, Ilnur Zakarin z Katiuszy. W razie problemów Contadora może go zastąpić Roman Kreuziger a w ekipie Sky dublerem Richiego Porte będzie Leopold Konig. Równą jazdą po kolejny dobry wynik w karierze może pojechać zwycięzca z 2012r, Ryder Hesjedal (Cannondale) a nieco ożywienia może wprowadzić Darwin Atapuma z BMC.

    Bardzo chciałbym, aby miejsce w pierwszej dziesiątce zajął Sylwester Szmyd, choć długa czasówka nie działa na jego korzyść. Zarówno miejsce w top10 jak i wygrana etapowa byłaby dla lidera CCC Spradni Polkowice pięknym zwieńczeniem kariery.

    Pełną listę startową Giro d?Italia 2015 znajdziecie np. w rowery.org

    Faworyci Giro d’Italia 2015:

    fav3fav3fav3fav3fav3
    Alberto Contador, Rigoberto Uran

    fav3fav3fav3fav3

     

    Richie Porte

    fav3fav3fav3

     

    Fabio Aru, Jurgen Van Den Broeck, Domenico Pozzovivo

    fav3fav3

     

    Roman Kreuziger, Leopold Konig, Ryder Hesjedal, Przemysław Niemiec, Benat Intxausi

    fav3

     

    Mikel Landa, Sylwester Szmyd, Franco Pelizotti, Alexandre Geniez, Enrico Battaglin, Francesco Bongiorno, Darwin Atapuma, Igor Anton, Esteban Chaves, Damiano Cunego, Steven Kruijsvijk