Tag: Vincenzo Nibali

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: fani stylu vintage

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: fani stylu vintage

    Podium dwóch wielkich tourów w sezonie to osiągnięcie, do którego zdolni byli tylko wielcy mistrzowie z przeszłości? Nic bardziej mylnego! W tym roku tego czynu dokonało aż trzech zawodników: Chris Froome, Nairo Quintana i Esteban Chaves.

    Merckx, Hinault, później Indurain potrafili walczyć na trasie Giro d?Italia i Tour de France w jednym roku. Następnie taki dublet zapisał na swoim koncie Marco Pantani w 1998r.

    Przeniesienie Vuelta a Espana na poźne lato i tym samym wyrównanie odstępów między kolejnymi tourami otworzyło więcej możliwości dobrego występu w dwóch trzytygodniówkach w ciągu jednego sezonu. Dzięki temu Alberto Contador w 2008r triumfował w Giro d?Italia i Vuelta a Espana a Fabio Aru w 2015r był drugi w Giro i wygrał Vueltę.

    Ten sam Contador próbował porywać się na klasyczny zestaw: Giro-Tour dwukrotnie i za każdym razem zarówno on jak i jego pomocnicy po włoskim wyścigu byli zbyt zmęczeni by móc powalczyć o podium w Paryżu.

    Wygląda więc na to, że współcześnie bardziej możliwa do połączenia z innym wielkim tourem jest hiszpańska Vuelta. W kombinacji z Giro d?Italia daje to szansę zbudowania dwóch szczytów formy a w przypadku Touru, oferując nieco inny typ ścigania, przy odpowiednim zbiegu okoliczności pozwala na przetrwanie kolejnych trzech tygodni i również walkę o zwycięstwo.

    Poza wspomnianym wcześniej Alejejandro Valverde, który spróbował zmieścić się w top10 każdego z tych wyścigów oraz Adamem Hansenem, który przejeżdża kolejne wielkie toury, w sezonie 2016 aż trzech kolarzy stanęło na podium dwóch wielkich wyścigów.

    Najlepiej z nich zaprezentował się Chris Froome, który wygrał Tour de France, następnie startował w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie zdobył brąz w jeździe na czas by na trasie hiszpańskiej Vuelty przegrać z Nairo Quintaną, który w lipcu, na szosach Francji był trzeci.

    To jednak dwie, zupełnie inne historie. Wygląda na to, że Froome, choć nie zapowiadał tego wcześniej, całkiem poważnie bierze sobie do serca wyzwanie dwóch tourów w sezonie. Na Tour de France jechał, jak na siebie, zachowawczo i konserwatywnie, być może mając w pamięci i Rio i Vueltę. Choć trzeba pamiętać, że dwukrotnie był zamieszany w kraksy na górskich etapach, zarówno w Alpach jak i w Pirenejach przyjeżdżał z rywalami de facto na remis. Wyścig wygrał dzięki znakomitej jeździe na czas, podobnie, jak wygrałby Vueltę, gdzie pod górę nieznacznie lepszy był Quintana, jednak Kolumbijczyk wyraźnie odstawał od Brytyjczyka w jeździe indywidualnej. Niestety dla Froome?a, odważna jazda Alberto Contadora, który rozbił peleton na etapie 15 do Formigal, sprawiła, że to Quintana wygrał wyścig.

    Być może i fani i eksperci dość nisko ocenili jazdę lidera Movistaru na Tour de France, ale mimo wszystko Quintana zdołał zająć tam trzecie miejsce. W połączeniu z wygraną Vueltą daje to imponujący zestaw!

    Kolumbijczyk znany jest z wytrzymałości i równej jazdy przez całe trzy tygodnie, nie dziwi więc, że po doświadczeniu z sezonu 2016, deklaruje, że w 2017r powróci na Giro d?Italia, by miesiąc później spróbować swoich sił na trasie Wielkiej Pętli.

    Trzecim kolarzem, który w tym roku postawił na dwa wielkie toury był Esteban Chaves. Choć drugie miejsce w Giro d?Italia i trzecie w hiszpańskiej Vuelcie to nieco słabszy wynik niż te, które były udziałem Froome?a i Quintany i gorzej niż dokonanie Fabio Aru rok wcześniej, mimo to Kolumbijczyk zaliczył świetny i długi sezon.

    Co ciekawe, zarówno na Giro jak i na Vuelcie miejsce na podium zapewniał sobie w samej końcówce rywalizacji, pokazując, że jest dojrzałym, utalentowanym i konsekwentnym specjalistą wyścigów wieloetapowych. Równocześnie zachował wiele ze swojej dynamiki, ponieważ na koniec sezonu zdołał jeszcze wygrać ?monument?, czyli Giro di Lombardia. Podium dwóch wielkich tourów plus klasyczna jednodniówka? Jeszcze nie tak dawno o kolarzu, który osiąga takie wyniki moglibyśmy tylko pomarzyć!

    Na koniec warto też wspomnieć o Vincenzo Nibalim. Włoch w tym roku postawił na Igrzyska w Rio de Janeiro. Swój sezon zbudował wokół walki o olimpijskie złoto, a ponieważ jest specjalistą wielkich tourów, by utrzymać się w odpowiednim rytmie, wiosną wygrał Giro d?Italia. Co prawda początkowo nie był w stanie nadążyć za rywalami, to jednak w końcówce wytrzymał trudności i jazdę na dużej wysokości i dość pewnie, choć w ostatnim momencie, zwyciężył w swoim narodowym wyścigu.

    Następnie wystartował w Tour de France, gdzie oficjalnie pomagał Fabio Aru a praktycznie trenował przed Rio. W Brazylii był o krok od złota, ale na ostatnim zjeździe, jadąc w ucieczce z Rafałem Majką i Sergio Henao, pechowo upadł, co zakończyło jego sezon. Tak czy inaczej, również Nibali pokazał, że we współczesnym kolarstwie można podejmować urozmaicone i niezmiernie ciężkie wyzwania z dużą szansą powodzenia.

    Dzięki temu kolejni zawodnicy będą w nadchodzących sezonach raczej szukali ciekawych celów niż skupiali się wyłącznie na jednej imprezie sezonu, jak jeszcze niedawno robił to np. Lance Armstrong.

  • Kolarski 2015: Październik

    Kolarski 2015: Październik

    Niby już offseason, ale jeszcze niektórzy ścigają się na wysokim poziomie. Oficjalnie otwarte okno transferowe potwierdza wcześniejsze przecieki, ale i zaskakuje intrygującymi rozstrzygnięciami. W tle ścigają się przedstawiciele mniej eksponowanych konkurencji kolarskich, np. torowcy.

    Nibali uratował swój sezon

    Czwarte miejsce w Tour de France i obroniony tytuł mistrza Włoch to nieco mało dla kolarza formatu Vincenzo Nibalego. Co więcej, próba odbudowy formy i wizerunku na trasie Vuelta a Espana zakończyła się skandalem. Nibali został wykluczony z wyścigu po tym, gdy był nielegalnie holowany przez samochód serwisowy swojej drużyny. W związku z brakiem dni startowych, lider Astany budował formę na mistrzostwa świata na klasykach w swojej ojczyźnie. Jak już wiemy nowym właścicielem tęczowej koszulki został Peter Sagan, Nibalemu zaś została tylko jedna szansa na uratowanie sezonu.

    Giro di Lombardia to ostatni ?monument? i przedostatnie ważne wydarzenie w kolarskim kalendarzu. W tym roku na trasie wyścigu znów znalazł się wymagający podjazd Muro di Sormano a przed metą w Como znalazło się wiele ciężkich podjazdów. To jednak nie one zadecydowały o losach ?Lombardii?. Nibali, słynący ze znakomitych umiejętności zjazdowych w popisowym stylu zaatakował prezentując właśnie ten, być może swój największy, atut. Do mety dotarł samotnie a gdy przecinał ?kreskę?, do jego koszulki mistrza Włoch niespodziewanie przykleiła się chorągiewka w narodowych barwach.

    Nibali, który w przeszłości kilkukrotnie próbował wygrać jeden z ?monumentów? (Liege-Bastogne-Liege lub Mediolan-Sanremo) zamknął niezbyt udany sezon wzruszającą wygraną. W ten sposób znalazł się w gronie wybitnych kolarzy, którzy na swoim koncie mają trzy wielkie toury oraz tradycyjny klasyk. Jedyne, co ratuje tę imprezę, to transmisja w Eurosporcie, ale brak gwiazd na starcie.

    Paryż-Tours na równi pochyłej

    Bez obecności w World Tourze i na ostatnim miejscu w europejskim kalendarzu, jeden z najbardziej zasłużonych dla kolarstwa klasyków, czyli Paryż-Tours z roku na rok traci na znaczeniu. Szkoda, bo to piękna impreza o ciekawej trasie, która choć płaska, często daje szansę ambitnym uciekinierom. W przeszłości wydarzyło się tam wiele fascynujących historii. Tegoroczna wygrana Matteo Tosatto, cóż, jest ważna chyba tylko dla niego samego.

    ?Worek medali?

    Torowe mistrzostwa Europy interesują jeszcze mniejszą grupę kibiców niż zwycięstwo Tosatto w Paryż-Tours. Były jednak ważne dla naszej kadry narodowej, która szykuje się do podboju Rio de Janeiro w czasie przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich. Z Grenchen (tak, to ten tor na którym rekordy godzinne bili Jens Voigt i Rohan Dennis) Polacy przywieźli pięć medali: złote Katarzyny Pawłowskiej i Wojciecha Pszczolarskiego w wyścigu punktowym, srebrny męskiej drużyny sprinterów (Drejgier, Sarnecki, Maksel) oraz brązowe Damiana Zielińskiego w sprincie indywidualnym i Adriana Teklińskiego w Scratchu. Miejmy nadzieję, że rzucenie niemal wszystkich sił właśnie na tor zwróci się w Rio, skąd nasi reprezentanci przywiozą kilka krążków. Byłoby szkoda, gdyby przy takim zaangażowaniu coś poszło nie tak.

    Najgłośniejsze transfery

    Marcel Kittel przechodzi z Gianta do Etixx-Quickstep, którą w związku z tym dodatkowo wesprze niemiecka sieć dyskontów Lidl. Spod skrzydeł Patricka Lefevere?a odchodzi z kolei Michał Kwiatkowski wraz ze swoim wiernym giermkiem i imiennikiem, Gołasiem. Na rynku sprinterskim w ogóle panuje spory ruch, ponieważ Mark Cavendish i jego główny rozprowadzający, Mark Renshaw przechodzą do MTN Qhubecka, a dzięki ich punktom oraz nowemu sponsorowi, Dimension Data, zespół awansuje do World Touru. Ze Sky do BMC odchodzi Richie Porte, gdzie uzupełni lukę po Cadelu Evansie, z kolei z Astany do Sky wędruje Mikel Landa. W związku z licznymi przetasowaniami, sezon 2016 prezentuje się intrygująco.

    Giro czy Tour?

    Zaprezentowane trasy dwóch najważniejszych wyścigów trzytygodniowych dają spore pole do taktycznego przygotowania całego sezonu. 2016 to bowiem rok olimpijski, zatem niektórzy zawodnicy, którzy będą chcieli powalczyć o medal na górzystej trasie w Rio wyjątkowo potraktują Tour treningowo, pierwszy szczyt formy przygotowując na Giro. Tak chce postąpić Vincenzo Nibali. Z kolei Chris Froome wierzy, że wystarczy mu sił, by po ciężkim Tourze zachować dyspozycję na Igrzyska. Ciekawostką jest dawno nie widziana w Wielkiej Pętli stricte górska czasówka.

    Wielka Pętla w sezonie 2016 będzie bez brukowanych niespodzianek, zobaczymy za to Mont Ventoux, bardzo ciężki etap w Pirenejach i kilka nowości w Alpach. Z kolei Giro kusi bardziej uniwersalnych kolarzy większą ilością kilometrów jazdy na czas a organizatorzy znów liczą na szczęście, planując prowadzić peleton w maju na wysokości ponad 2500m (choćby przez przełęcze Bonette, Lombarda czy Agnello).

  • Nibali kompletuje imponujące portfolio

    Vincenzo Nibali być może nie jest najlepszym kolarzem drugiej dekady XXIw, ale z pewnością jest jednym z najbardziej skutecznych. Do imponującej listy osiągnięć w wielkich tourach dołożył długo wyczekiwaną wygraną w jednym z klasycznych ?Monumentów?. Do kompletu brakuje mu jedynie mistrzostwa świata i wtedy Sycylijczyk jako sportowiec całkowicie spełniony będzie mógł przejść na emeryturę.

    Można Włocha lubić lub nie lubić, jego zwycięstwa uznawać za mniej lub bardziej wartościowe. Za kilka lat mało kto będzie pamiętał okoliczności, w jakich sięgał po najważniejsze wyniki a po Nibalim pozostanie imponująca lista oraz wspomnienia kilku, spektakularnych akcji.

    Fakt faktem, Włoch swoje imponujące portfolio uzupełnia powoli i dość mozolnie. Gdy pierwszy raz wygrywał hiszpańską Vueltę, miał 26 lat, w Giro zwyciężył w wieku 29 lat a w Tourze gdy miał na karku ?trzydziestkę?. Monument, czyli Giro di Lombardia padł jego łupem nieco ponad rok po Tourze.

    Choć bywa, że Nibali jest stawiany nieco niżej w hierarchii najlepszych kolarzy etapowych świata niż Alberto Contador czy Chris Froome, jego jazda pokazuje coś zgoła innego. Tempo na kluczowych podjazdach, solidna postawa w próbach indywidualnych na czas oraz fenomenalna technika są na najwyższym, światowym poziomie.

    Największym problemem, z którym musi zmagać się Włoch jest niedocenianie jego zwycięstw ze względu na brak, teoretycznie równorzędnych rywali. W wygranym przez niego Tourze na mecie zabrakło Contadora i Froome?a, z Giro wycofał się m.in Wiggins a trasę nieco ?wypłaszczył? atak zimy a Vueltę ocenia się jako jedną z najsłabiej obsadzonych w ostatniej dekadzie. Mimo to, wielkich tourów nie wygrywa się przypadkiem.

    Nibali, nazywany również ?Rekinem z Messyny? na swoim koncie ma jeszcze dwa mistrzostwa Włoch, jednodniówkę w Plouay, Tre Valli Varesine, etapówkę Tirreno-Adriatico i Giro del Trentino. Do tego pięć wygranych etapów Touru oraz cztery odcinki Giro di Italia.

    Co ważne, poza samymi sukcesami ważny jest styl, w jakim włoski kolarz sięga po kolejne triumfy. Nie unika ataków i choć, w przeciwieństwie do Alberto Contadora, nie jest mistrzem budowania napięcia, często szuka swojej szansy a przez nadmierne ryzyko zdarza mu się ponieść porażkę. By potwierdzić swoje moralne prawo do noszenia żółtej koszulki pod nieobecność dwóch głównych rywali, Nibali zdominował górskie etapy Touru 2014. Chcąc uratować sezon 2015, w Giro di Lombardia popisał się swoim znakiem rozpoznawczym, fantastycznymi umiejętnościami zjazdowymi. Z kolei w Liege-Bastogne-Liege i Mediolan-Sanremo jego ataki były nietrafione i najwyżej, na co zapracował to drugie miejsce w L-B-L 2012.

    W tym kontekście istotne jest jednak, że nie licząc Alejandro Valverde (zwycięzca Vuelty 2009), Nibali jest jedynym, aktywnym specjalistą wielkich tourów, który stając na starcie klasyku zaliczany jest do grona faworytów. Włoch nie tylko traktuje jednodniówki jako etap przygotowań do Tour de France, ale też chce je wygrywać. Giro di Lombardia 2015, choć jest ?tylko? pocieszeniem po porażce w Tour de France i wykluczeniu z hiszpańskiej Vuelty to rodzaj ukoronowania drogi i starań, jakie Nibali podejmował przez wiele sezonów.

    W przeciwieństwie do np. ?Purito? Rodrigueza, kolarza być może bardziej spektakularnego i prawdopodobnie bardziej lubianego przez fanów za dynamiczne ataki, Nibali ma i trzy wygrane wielkie toury i swój upragniony ?monument?. Tymczasem, chwilami rozmieniający się na drobne ?Purito?, choć regularnie staje na podiach najważniejszych wyścigów, trzytygodniówki raczej już nigdy nie wygra.

    Zdjęcie okładkowe: Jérémy-Günther-Heinz Jähnick, wikimedia commons, CC BY SA 3.0

  • Lipiec 2014: kolarz roku

    Pełnia lata to żółta gorączka Tour de France. W tym roku wyścig obfitował w liczne dramaty, ale i polskie emocje. Zwycięzca, Vincenzo Nibali zasługuje według mnie na tytuł najlepszego kolarze sezonu. Nie, nie dlatego, że wygrał Wielką Pętlę jako taką a za to, jak do tego doszło.

    Dopiero-co zdobyte mistrzostwo Włoch nie zmieniło faktu, że Nibali pojechał do Leeds, gdzie zaczynał się wyścig, z przyklejoną etykietką outsidera. Owszem, na papierze mógł równać się z Froomem i Contadorem, ale postawienie na niego wiązało się ze sporym ryzykiem. Przebieg sezonu nie wskazywał na to, by ?Enzo? mógł równać się największym rywalom.

    Mimo to, sam zainteresowany nie przejmował się zanadto takimi opiniami i konsekwentnie robił swoje. Jednym z kluczowych elementów przygotowań był obóz treningowy na Etnie, gdzie jego trener, Paolo Slongo na skuterze symulował przyspieszenia konkurentów. Na szalony ?młynek? Froome?a rok wcześniej nie było mocnych, imponujący ?taniec? Contadora to również broń, której należało się obawiać.

    Największa presja, z którą Nibali musiał się mierzyć pochodziła nie z zewnątrz a z jego własnego obozu. Aleksander Winokurow oficjalnie wyrażał niezadowolenie z wyników swojego pracownika, wyraźnie udzieliła mu się atmosfera rywalizacji między Contadorem i Froomem, sprowadzająca, po raz kolejny w historii, walkę o wygraną w wyścigu do ekscytującego pojedynku. Mało kto pamiętał, że rok wcześniej, zanim jeszcze team Sky zdominował Tour de France, Nibali podczas Giro d?Italia zaprezentował moc równą tej, która dała Brytyjczykom wygraną w Wielkiej Pętli.

    Edycja 2014 rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii i tak jak Giro, startujące z Irlandii, spotkała się z wyjątkowym entuzjazmem lokalnej publiczności. Kolarze byli fetowani przez niezliczone tłumy na każdym metrze trasy, nowym zjawiskiem stało się ?selfie? robione z pędzącym peletonem w tle. Doprowadziło to do kilku groźnych kraks, upadek w takiej sytuacji zaliczył m.in Andy Schleck.

    Już na ziemiach Królowej Nibali pokazał klasę. Jego doświadczenie (choć póki co nie zwieńczone sukcesem) w klasykach zaowocowało wygraną i objęciem prowadzenia w klasyfikacji generalnej już na drugim etapie. Tak wczesne przechwycenie żółtej koszulki można było interpretować na wiele sposobów, ale włoski kolarz szybko zamknął usta wszystkim, którzy podejrzewali, że może to być próba rozliczenia się ze startu wczesnym sukcesem. Piąty etap nie dość, że poprowadzono brukowanymi odcinkami znanymi z Paryż-Roubaix, to jeszcze tego dnia zadanie kolarzom utrudniła pogoda. Ulewny deszcz zmienił trasę w prawdziwe ?piekło północy? a Nibali, wspomagany przez Jakoba Fuglsanga i Lieuwe Westrę przemknął po zabłoconych kocich łbach niczym największy specjalista wiosennych klasyków. Umocnił się na prowadzeniu, pozbył się groźnego rywala (jadący nerwowo Froome po serii upadków wycofał się z grymasem bólu na twarzy) i właściwie rozstrzygnął wyścig na swoją korzyść jeszcze przed wjazdem w góry. Gdy podczas etapu w Wogezach odpadł Contador (złamał nogę na jednym ze zjazdów) stało się jasne, że Nibalemu wystarczy tylko kontrolowanie sytuacji i pilnowanie swojego prowadzenia. Wbrew temu, ?Enzo? pojechał tak, jakby miał na plecach próbujących dobrać się mu do skóry Froome?a i Contadora. Wygrał trzy górskie etapy, do tego podczas jazdy indywidualnej na czas zajął czwarte miejsce i był najlepszy wśród czołówki klasyfikacji generalnej. Nie dawał prezentów a moc, jaką zaprezentował zarówno w Alpach jak i w Pirenejach była równa najlepszym osiągnięciom od czasów wprowadzenia paszportów biologicznych.

    Oleg Tinkow, właściciel drużyny, w której jeździ Contador, co prawda wspominał na twitterze, że mając dane z miernika mocy Rafała Majki, jednego z nielicznych kolarzy, którzy dorównywali Nibalemu w górach, jego lider wygrałby z Nibalim o dwie minuty, ale nie zapominajmy o przewadze, jaką Włoch uzyskał nad rywalami w pierwszej fazie wyścigu. Z resztą, w opozycji do twitterowej, słownej biegunki Tinkowa trudno sobie wyobrazić, by ktoś był w stanie pojechać lepiej niż tegoroczny zwycięzca wyścigu.

    Oczywiście tegoroczny Tour de France to o wiele więcej aspektów, niż tylko wygrana Nibalego. Odpadnięcie dwójki faworytów, renesans francuskiego kolarstwa, brak wygranej etapowej Petera Sagana, rewelacyjna forma Alexandra Kristoffa i Marcela Kittela czy wreszcie dwa triumfy i koszulka najlepszego ?górala? dla Rafała Majki to tylko niektóre z nich. Z perspektywy czasu bledną jednak przed formą i treścią, którą uraczył nas Vincezno Nibali, który zanotował jedno z najbardziej przekonywających zwycięstw we współczesnym kolarstwie.

    Wideo na okładce wpisu przedstawia najważniejsze wydarzenia decydującego, 5. etapu Tour de France 2014

     

  • Majka wygrał Alpy

    Majka wygrał Alpy

    Historia historią, dwie dekady oczekiwania zakończone spektakularnym sukcesem Rafała Majki w Risoul to jedno. Drugie to nieco niezauważony fakt: Polak był najszybszym kolarzem obu alpejskich etapów!

    Najpierw Nibali

    Rozgrywany w upale alpejski dyptyk był z pewnością popisem Vincezno Nibalego. Lider wyścigu umocnił swoje prowadzenie w klasyfikacji generalnej, każdego dnia atakując na finałowych podjazdach kilka kilometrów przed metą. Zgodnie z przewidywaniami, Włoch udowadnia, że mimo braku Froome?a i Contadora jest godzien żółtej koszulki. Zarówno suche dane wyrażane w tempie podjeżdżania czy szacowanej mocy W/kg jak i styl, w jakim jedzie Nibali legitymizują jego pozycję. Co więcej, trudno sobie wyobrazić, by w erze paszportów biologicznych ktoś mógł pokonać wspinaczki Chamrousse i Risoul wyraźnie szybciej. Tym bardziej, że choć przewaga lidera jest już wyraźna, zdobywana jest raczej mniejszymi krokami. Nibali, poza etapem na brukach, systematycznie ją powiększa niewielkimi porcjami. Rywale nie śpią, również są bardzo mocni i choć nie są w stanie odegrać się na Włochu, za każdym razem są tuż za jego plecami. Ponieważ jednak dzieje się tak regularnie, lider prowadzi już z drugim w klasyfikacji Valverde o 4?37?, trzeci Bardetem o 4?50?, Pinotem o 5?6?, Van Garderenem 5?49? i Peraudem o 6?8?. Gdyby finałowa czasówka miała odbyć się jutro, na podium postawiłbym, za Włochem Van Garderena i Peraud, dlatego też Valverde i młodzi Francuzi muszą dać z siebie wszystko w Pirenejach i zbudować jeszcze kilka minuta przewagi by myśleć pierwszej trójce na mecie w Paryżu.

    Nibali wygrywa w Chamrousse

    Mocniejszy od Włocha?

    Rafał Majka pojechał na Tour z zadaniem pomagania Contadorowi. Był zmęczony po ciężkim Giro d?Italia i niedotrenowany po przerwie. Jego zadaniem miało być wsparcie dla Hiszpana na najważniejszych, górskich etapach. Pierwszy tydzień Polak pojechał spokojnie, szukając dyspozycji. W międzyczasie jego lider złamał nogę i wycofał się z wyścigu, ale Majce nie przeszkodziło to w uzyskaniu wysokiej dyspozycji. Po dwóch tygodniach, gdy Tour wjechał w Alpy, kolarz Tinkoff-Saxo ruszył do ataku. Najpierw w piątek, na etapie do Chamrousse wraz z Leopoldem Konigiem z Netapp Endura odjechali grupie faworytów. Żądny sławy Nibali nadał jednak tak mocne tempo, że przegonił ich niedaleko przed metą. Jadący większość podjazdu na kole Czecha Majka zdołał dotrzeć na kreskę na drugim miejscu, dziesięć sekund za Włochem, za to czterdzieści sekund przez Alejandro Valverde. Dzień później Majka przyjął inną taktykę i zabrał się do wczesnej ucieczki mocnych zawodników, po drodze punktując do klasyfikacji górskiej wraz z ?Purito? Rodriguezem. Nie był to jednak jeden z odjazdów outsiderów ignorowanych przez peleton. Grupa zasadnicza trzymała śmiałków na dość krótkiej smyczy, nie pozwalając zdobyć za dużej przewagi. Gdy wydawało się, że po całym dniu pracy w czołówce Majka będzie skazany na porażkę, Polak zdecydował się na atak. Tym razem okazało się, że nie tylko obronił się przed, po raz kolejny kontratakującym Nibalim, to jeszcze wykręcił jeden z najlepszych czasów finałowego podjazdu! To niespotykane, by kolarz z ucieczki takim tempem wspinał się w końcówce etapu. Na metę dotarł z przewagą 24 sekund nad Włochem, tym samym wygrywając alpejskie odcinki o 14 sekund z liderem wyścigu i miażdżąc pozostałych kolarzy czołówki.
    Majka i Konig na etapie do Chamrousse
     

    Wielki potencjał

    Kolarz, który rok po roku zajmuje wysokie lokaty w Giro d?Italia (7 w 2013, 6. w 2014) automatycznie jest brany pod uwagę w rozważaniach szans przed każdym kolejnym wielkim tourem. Jazda na alpejskich etapach Tour de France nie tylko potwierdziła jego wielki potencjał, ale też postawiła go w gronie najlepszych górali świata. Można śmiało stwierdzić, że przez najbliższe kilka lat, Rafał Majka będzie wymieniany w gronie faworytów każdego większego wyścigu, na starcie którego się pojawi. Oczywiście trzeba pamiętać, że podczas tegorocznej Wielkiej Pętli jedzie w innej roli, zatem nie jest tak pilnowany przez rywali, jednak już sam fakt znakomitej formy, jaką zaprezentował dzień po dniu budzi najwyższe uznanie. Ciekawe, jak podejdzie do dalszej części wyścigu: czy spróbuje wykorzystać znakomitą dyspozycję i powalczy w Pirenejach o kolejny etap lub pozycję najlepszego górala wyścigu? Pojawiają się też pytania o dalszą część sezonu. Wszak Majka ma ciągle tylko 24 lata, w nogach będzie miał już dwa wielkie toury a przed sobą całą karierę. Jego obecny szef, Oleg Tińkow po sukcesie Majki w Risoul najpierw uronił łzę przed kamerami by następnie wspomnieć o Polaku jako zwycięzcy Giro d?Italia 2015. O ile w tym roku pozycja Majki w drużynie mogła być jeszcze kwestionowana przez Roche?a czy Kreuzigera, o tyle po alpejskich sukcesie będzie już niezagrożona a dalsze plany zostaną uzależnione tylko od jednego elementu: postępów rekonwalescencji Alberto Contadora.

  • TdF: Nic nie jest przesądzone

    Vincenzo Nibali ma otwartą drogę do wygrania Tour de France. Upadki najgroźniejszych rywali: Froome?a i Contadora sprawiły, że poza komfortem prowadzenia w wyścigu spoczywa na nim presja udowodnienia, że jest godzien żółtej koszulki.

    Wogezy to tylko wstęp

    Pierwsze dziesięć dni ścigania były wyjątkowo ciężkie. Wymagające etapy w Wielkiej Brytanii poprzedziły, bez dnia przerwy, wypad na bruki północnej Francji, które płynnie przeszły w rywalizację na podjazdach Wogezów. Vincenzo Nibali zdołał już wygrać dwa odcinki oraz pokazać siłę na trasie ?małego Paryż-Roubaix?. Mimo wielkich emocji pamiętajmy, że zakończyła się dopiero pierwsza część Wielkiej Pęli. W teorii dopiero teraz zaczną się największe trudności.

     Contador i Nibali na podjeździe Gerardmer

    Otwarta droga na podium

    Nieco ponad dwie i pół minuty przewagi, jaką Włoch ma nad Richiem Porte i Alejandro Valverde to sporo. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę klasę kolarza, jakim jest Nibali. To zwycięzca hiszpańskiej Vuelty, włoskiego Giro i trzeci zawodnik Touru 2012. Może nie jednym tchem z Contadorem i Froomem, ale był wymieniany w gronie głównych pretendentów do tytułu. W sobotę na etapie do Gerardmer pokazał, że jest w stanie oprzeć się atakowi ?Pistolero? i jego drużyny. Wytrzymał przyspieszenia Hiszpana i choć do mety dojechał z trzysekundową stratą, udowodnił, że jest w stanie bronić prowadzenia w wyścigu. Pozostali konkurenci znów zgubili sekundy, narracja Touru zaczęła się toczyć wokół pojedynku Nibali-Contador. Scenarzysta zaplanował jednak zaskakujący zwrot akcji. Na poniedziałkowym etapie przez Wogezy Contador upadł na jednym ze zjazdów i, choć z – jak się później okazało – złamaną nogą, próbował kontynuować jazdę, musiał wycofać się z wyścigu. Po chwili konsternacji Nibali zrobił to, co w tym momencie powinien uczynić lider. Uprawomocnił swoją pozycję znakomitym atakiem na finałowym podjeździe. Jak prawdziwy samiec alfa ryknął na pozostałych członków stada i ustalił hierarchię. Przed wjazdem w Alpy ma już 2?23? przewagi nad Richiem Porte, 2?47? nad Alejandro Valverde 3?01? nad Romainem Bardet, 3?47? nad Thibaut Pinot i 3?56 nad Tejayem Van Garderenem.

    Na Nibalim i Astanie ciąży obowiązek kontrolowania sytuacji

    Moc to nie wszystko

    Analizy czasów podjazdu na La Planche des Belle Filles pokazują,  że Nibali jedzie na poziomie najlepszych kolarzy ostatnich lat. Co prawda finałowe wzniesienie dziesiątego etapu pokonał o 26 sekund wolniej niż Froome dwa lata temu, ale trzeba wziąć pod uwagę, że tegoroczny wyścig do tej pory był trudniejszy. Również sam etap w Wogezach bardziej wymagający (ponad 4000m przewyższenia na 160km) niż w 2012r. Rezultat Włocha jest przez ekspertów oceniany jako nadzywczaj dobry, ale wciąż w granicach ludzkich możliwości. Tym bardziej, że Pinot, Valverde, Van Garderen czy Peraud nie byli daleko w tyle. Trzeba też zauważyć jeszcze jeden element. Nibali od początku jedzie jak kolarz, który chce wygrać wyścig. Unika kłopotów, zachowuje najwyższą czujność, jest zawsze tam gdzie trzeba: najbezpieczniej i najszybciej. Przypomina tym choćby Evansa z 2011r. Nie bez znaczenia jest oczywiście pomoc drużyny, dzięki której zdobył przewagę na brukach Roubaix.
    Thibaut Pinot ma szansę na podium - kto się tego spodziewał jeszcze tydzień temu?

    Rywale nie odpuszczą?

    Brak Contadora i Froome?a to okazja dla kilku kolarzy na wynik życia. Alejandro Valverde może w końcu zająć upragnione miejsce na podium Wielkiej Pętli. Szansę na to, po wielu latach posuchy, dostają też gospodarze. Również Tejay Van Garderen chętnie pokusi się o taką niespodziankę. Jeśli Richie Porte utrzyma formę odniesie życiowy sukces, ale też przyprawi o ból głowy kierownictwo Sky.  Co więcej, choć mimo wielu trudnych etapów niełatwo wyobrazić sobie porażkę Nibalego, grono kolarzy czyhających na jego potknięcie jest na tyle spore, że należy zachować uwagę do końcowych metrów ostatniego etapu. Sława i chwała są na wyciągnięcie ręki, zwycięzcy są rozliczani na mecie a nie podczas pierwszego dnia przerwy.
    Czy Michał Kwiatkowsi będzie wybierać - etapy albo klasyfikacja generalna?

    Co z tym Kwiato?

    Omega Pharma Quick Step poradziła sobie z wycofaniem się Marka Cavendisha. Wygrali dwa etapy (Trentin i Martin) a Michał Kwiatkowski na kilka dni objął prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej. Zapowiedział walkę o dobre miejsce w klasyfikacji generalnej, ale wiele wskazuje na to, że może to być cel poza jego zasięgiem. Na dziesiątym etapie prowadzącym przez Wogezy, Polak ruszył do akcji prowadzony przez Tonego Martina. Intrygujące zagranie, biorąc pod uwagę fazę wyścigu i wysoką pozycję Kwiatkowskiego w klasyfikacji generalnej. Po upadku Contadora, gdy peleton zwolnił, przewaga ucieczki wzrosła, ale nikt nie zamierzał  podarować żółtej koszulki jedenastemu kolarzowi ubiegłorocznej Wielkiej Pętli. Cóż, mamy rok 2014 a nie 2006. Kwiatkowski to nie Floyd Landis, Wogezy to nie Alpy a do tego już raczej nikt nie spędza nocy przed decydującym atakiem z plastrem nasączonym testosteronem przyklejonym w intymnym miejscu. Tony Martin zapewnił punkty na górskich premiach ?Purito? Rodriguezowi, Omega Pharma Quick Step z pewnością zrobiła świetną akcję wizerunkową, ale Kwiatkowski stracił koszulkę najlepszego młodzieżowca oraz miejsce w pierwszej dziesiątce. Może jednak lepiej, by skupił się na próbie walki o zwycięstwo etapowe?

    Bez chwili oddechu

    Najbliższe cztery dni to ciągła jazda po górach. Jutro na kolarzy czeka blisko 190km do Oyonnax a ostatnie 50km etapu przypominać będzie zmagania w Wogezach (cztery premie 3 i 4 kategorii i kilka wzniesień bez kategorii). Czwartkowy odcinek do Saint Etienne również ?wejdzie w nogi?, choć niewykluczone scenariusze to zarówno ucieczka kolarzy z większymi stratami jak i sprint z peletonu. Piątek to już nie przelewki - finisz na premii najwyższej kategorii (HC) w Chamrousse a sobota to poprawka z ?dachem touru?, czyli przełęczą Izoard (2360m) i metą na premii pierwszej kategorii w Risoul. Dopiero w niedzielę, przed dniem przerwy dane będzie peletonowi przejechać w pełni płaski odcinek z Tallard do Nimes. Niby łatwo, ale za to aż 222km.

  • Krajobraz po bitwie

    Pierwszy tydzień Tour de France anonsowano jako najtrudniejszy od lat. Wykorzystał to Vincenzo Nibali, który już przed wjazdem w góry jest liderem i ma sporą przewagę nad konkurentami. Peleton jest poobijany, zmęczony, ale i żądny rewanżu na Włochu.

    152 kilometry w ulewnym deszczu, z wiatrem w plecy, w bardzo wysokim tempie (średnia prędkość ponad 45km/h!) przyczyniły się do selekcji w grupie oraz licznych kraks i defektów. Jeśli brać pod uwagę styl jazdy jako wskaźnik formy, Nibali jedzie po wygraną w całym wyścigu. Tyle, że deszcz, wiatr i bruk są elementem dodatkowym a nie głównym daniem Touru i należy o tym pamiętać. Mimo to, już pierwszych pięć dni daje pewien obraz sytuacji, zatem pokuszę się o małą syntezę.

    Gerraint Thomas pomaga Richiemu Porte w pogoni za Nibalim

    1. Team Sky - niech żyje król

    Chris Froome przystąpił do brukowanego etapu z siniakami i otarciami, do tego z nadgarstkiem w stabilizatorze. Zanim jeszcze peleton dojechał do pierwszego sektora kocich łbów, obrońca tytuły już miał na koncie kolejne upadki i siedział w teamowym aucie zwożącym go z trasy. Po chwilowej konsternacji, jego zastępca, Richie Porte otrząsnął się z szoku i wziął sprawy w swoje ręce. Jako jedyny z kolarzy, którzy zostali w głównej grupie po ataku Nibalego, zabrał się za odrabianie strat. Czy powtórzy się sytuacja z ubiegłorocznego Giro, gdy po wycofaniu się Wigginsa, Rigoberto Uran zajął drugie miejsce za Vincenzo Nibalim? Jeśli Porte, który nota bene miał sporo problemów w tym sezonie, sprawdzi się w roli lidera, grupa Sky, poza wyjściem obronną ręką z nieudanego Touru będzie miała kolejny kłopot w postaci dalszej rywalizacji o miano numeru jeden w ekipie.
    Rywale się wywracali a Nibali zdobywał przewagę

    2. Profesor Nibali

    Astana i jej lider pojechali ten etap tak, jakby urodzili się we Flandrii, a zimą nie robili nic innego tylko ścigali się w przełajach. Pokazali nie tylko moc i świetną współpracę, ale też rozsądek i determinację. Nibali jechał z przodu, ale na brukach trzymał bezpieczny dystans do poprzedzającego go kolarza, dzięki czemu uniknął przykrych przygód. Lieuwe Westra nadawał znakomite tempo, a gdy trzeba było również sam lider włączał się do pracy. Każdy błąd rywali przekuwali w budowanie swojej przewagi i choć etap wygrał Lars Boom z Belkinu, Astana jest zdecydowanym zwycięzcą etapu. Przed Wogezami, Alpami i Pirenejami przewaga Nibalego prezentuje się następująco: 1. Vincenzo Nibali ? 4. Michał Kwiatkowski +50? 6. Jurgen Van Den Broeck +1?45? 8. Richie Porte +1?54? 9. Andrew Talansky +2?5? 10. Alejandro Valverde +2?11? 11. Romain Bardet ,, 12. Tejay Van Garderen ,, 13. Rui Costa ,, 15. Thibaut Pinot +2?25? 18. Bauke Mollema +2?27? 19. Alberto Contador +2?37? 24. Jean-Christophe Peraud +3?29? 27. Haimar Zubeldia +3?59? 29. Chris Horner +4?13? 35. Pierre Rolland +5?18? 43. Frank Schleck +9?12? Dzięki temu Włoch może kontrolować sytuację, a trzeba przyznać, że powinno go wraz z kolegami na to stać. Główny przyboczny, Jakob Fuglsang był już siódmy w Tourze i jedenasty w Vuelcie, zatem szansa, że Nibali zostanie sam w górach jest niewielka. Jeśli wspomnieć o cennych zawodnikach jak Scarponi i Kangert, notowania lidera rosną jeszcze bardziej. Nawet, jeśli w tym sezonie nie prezentował się w górach tak dobrze jak Alberto Contador, muszę przypomnieć jeden fakt: podczas wygranego Giro d?Italia 2013 Nibali, na kluczowych podjazdach jechał tempem Froome?a czy Quintany na Tour de France.
    Alberto Contador stracił najwięcej czasu na brukach północnej Francji

    3. Wszyscy muszą atakować

    Dwie czy trzy minuty to sporo, ale z drugiej strony można to odrobić jednym lub dwoma atakami. Alberto Contador, największy, poza oczywiście Froomem, przegrany wczorajszego etapu, potrafi znakomicie odnaleźć się w takiej sytuacji. Grupa zdeterminowanych do walki rywali jest duża i wyrównana a do tego brak obrońcy tytułu sprawił, że warto będzie ryzykować. Mimo wycofania się Froome?a to nadal może być piękny Tour. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, teraz będzie tylko ciekawiej!
    Michał Kwiatkowski od dziś na biało

    4. Michał Kwiatkowski i jego szanse

    Bardzo podoba mi się, w jaki sposób o Polaku piszą zagraniczne media. ?Kwiato? jest doceniany jako kandydat do wygrania klasyfikacji młodzieżowej. Już dziś jedzie w białej koszulce (Peter Sagan prowadzący w tej kategorii lideruje również w klasyfikacji punktowej, przywdział więc zieleń). Rywali pozostało mu realnie trzech: Thibaut Pinot, Romain Bardet i Tom Dumoulin. Polskie gazety pompują balon oczekiwań, widząc Kwiatkowskiego na podium Touru, zachodnie media zadają uzasadnione pytanie, czy wytrzyma tempo w wysokich górach. Mimo świetnego sezonu, póki co Polak prezentuje się raczej jako specjalista górzystych klasyków niż wybitny wspinacz, który na wysokości 2000m n.p.m. jest w stanie jechać z najlepszymi. Koszulka lidera już raczej mu uciekła, za to szanse na etap, wygranie klasyfikacji młodzieżowej i dobre miejsce w klasyfikacji generalnej nadal ma, tym bardziej, że mimo defektu jest jednym z wygranych bitwy na brukach. Najbliższy sprawdzian dla Kwiatkowskiego już w sobotę na stromym, ale krótkim podjeździe do mety w Gérardmer La Mauselaine. Dziś i jutro etapy dla sprinterów (choć niewykluczone ściganie na rantach), zaś od soboty do poniedziałku ciekawe, górzyste etapy w Wogezach.

  • Tour w skrócie

    Tour w skrócie

    Tłumy przy trasie, kraksa Cavendisha i żółta koszulka dla Nibalego. Tour de France w Wielkiej Brytanii wystartował z rozmachem.

    Ironia losu

    Mark Cavendish miał wygrać etap do Harrogate i zdobyć choćby na kilkanaście godzin żółtą koszulkę. Podobno podporządkował cały sezon temu jednemu dniu. Nic dziwnego, ?Manx Man? jeszcze nigdy nie był liderem Tour de France a jeśli do regulaminu wyścigu nie wrócą bonifikaty na premiach lotnych i metach etapów najbliższą okazję będzie miał najwcześniej za dwa lata. Za rok wyścig rozpocznie się w Utrechcie od 13km jazdy na czas, zatem szansa by sprinter objął prowadzenie jest nikła.

    Ostatnie metry pierwszego etapu były trudniejsze niż wszyscy się spodziewali. Niewielkie nachylenie szosy sprawiło, że finisz wymagał więcej mocy i choć koledzy z drużyny doprowadzili Cavendisha do linii 500m przed metą, Brytyjczyk spalił się psychicznie. Widząc, że nie odjeżdża rywalom, zaczął się przepychać, wpadł w Simona Gerransa, runął na asfalt i zwichnął bark. Stan zdrowia zmusił go do wycofania się z wyścigu i sześciotygodniowej pauzy. Zakrojona na wielką skalę akcja wizerunkowa legła w gruzach. Specjalny kask Cavendisha pomalowany w brytyjskie barwy miał reklamować fundację zbierającą datki na poszkodowanych i niepełnosprawnych żołnierzy. Tymczasem to niedoszły bohater będzie przez najbliższe dni chodził z ręką na temblaku niczym powstaniec styczniowy.

    Zobacz galerię z drugiego etapu Tour de France:

     

     

    Eksportowy sukces

    Wydawało się, że wizyta Giro d?Italia w Irlandii to szczyt możliwości w kwestii popularności kolarstwa na Wyspach. Tymczasem Brytyjczycy fetują trzydniową obecność Tour de France w swoim kraju z jeszcze większym entuzjaznem. Niemal każdy metr szosy, którą jadą kolarze jest obstawiony szpalerem widzów. Górzysty etap do Sheffield zgromadził tłumy niczym z pirenejskich przełęczy. Tak wielkie zainteresowanie Tourem stawia nowe wyzwania przed organizatorami wyścigu. Póki co nie doszło do żadnego poważnego incydentu, ale jazda w tłumie 70km/h coraz mniej zaczyna podobać się kolarzom. Tym bardziej, że kibice fetują peleton na wiele sposobów, w tym robiąc sobie ?selfies? stojąc tyłem do drogi. Wcześniej czy później ktoś wpadnie pod koła i oby stało się to na podjeździe przy niewielkiej prędkości. Z drugiej strony nie można ustawić 200km barierek – urok kolarstwa to właśnie bezpośredni kontakt widzów z zawodnikami. Tak czy inaczej popularność kolarstwa w Wielkiej Brytanii i Irlandii przechodzi najśmielsze oczekiwania.

    Tłumy kibiców przy szosach w Yorkshire. Fot. Dave Haygarth, flickr, CC BY 2.0
    Tłumy kibiców przy szosach w Yorkshire. Fot. Dave Haygarth, flickr, CC BY 2.0

     

    Zdeterminowany Nibali

    Można pytać po co i zastanawiać się nad sensem akcji Vincenzo Nibalego. Dwie sekundy to niewiele a żółta koszulka obciąża jej posiadacza (konferencje prasowe, zwiększone zainteresowanie mediów, dodatkowe kontrole antydopingowe) oraz kolegów z drużyny (konieczność prowadzenia peletonu). Mimo to Włoch zdecydował się na śmiały atak w końcówce drugiego etapu, sięgnął po zwycięstwo i prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Odcinek do Sheffield liczył ponad 3300m przewyższenia i zgodnie z zapowiedziami był niczym wiosenny klasyk w Ardenach. Kolejne podjazdy dokonały selekcji w peletonie, na ostatnich kilometrach na czele pozostała niewielka, wyselekcjonowana grupa najmocniejszych zawodników. Do akcji weszli Froome i Contador sprawdzając swoje możliwości krótkimi szarpnięciami. Inaczej niż na Criterium di Dauphine, tempo konkurentów wytrzymał Vincenzo Nibali a następnie ?poprawił? wzbudzając konsternację w grupie liderów. Peter Sagan, który przyjaźni się z Włochem od czasów jazdy w ekipie Liquigas nie rozpoczął pogoni, Froome patrzył się na Contadora a Nibali zyskał kilkadziesiąt metrów przewagi. Jeśli przyjąć początek wyścigu jako sprawdzian formy, Włoch potwierdził swoje aspiracje i zamknął usta wątpiącym w jego dyspozycję. Nie zapominajmy też, że, cytując klasyka, ?liczy się każda sekunda?. Nawet jeśli zaledwie dwie to nikła zaliczka, jednak przewaga, choćby taktyczna, już teraz jest po stronie Nibalego i zespołu Astana.

    Przestrzeń dla Kwiatkowskiego

    Kontuzja Cavendisha psuje plany zespołu Omega Pharma Quick Step. Zobaczymy, jak teraz rozwiążą kwestię walki o wygrane etapowe. Czy Manx Mana zastąpi ktoś z jego ?pociągu? (Petacchi, Renshaw?), czy może więcej miejsca i wsparcia dostanie polski kolarz. Oczywiście ?Kwiato? nie może rywalizować z klasycznymi sprinterami na płaskich etapach, ale brak Cavendisha powinien zapewnić Polakowi większe wsparcie na pozostałych odcinkach. O tym, że jest w formie, przekonaliśmy się na mecie w Sheffield, gdzie co prawda za Nibalim i Van Avermaetem, ale pokonał Petera Sagana i zajął trzecie miejsce. To wciąż nie jest upragnione zwycięstwo, ale wygląda na to, że doczekamy się go wcześniej niż później.

    Co dalej?

    Dziś sprinterski etap z Cambridge do Londynu alias Londres. Swoją drogą, zabawnie wyglądają angielskie nazwy pisane po francusku lub z francuską manierą na oficjalnych profilach wyścigu, ale cóż, takie prawo właściciela. Bez dnia przerwy kolarze zostaną przetransportowani do północnej Francji i wyruszą w stronę Lille. A już we środę czekają na nich bruki znane z Paryż-Roubaix na etapie z Ypres do Arenbergu.

     

    Zdjęcie okładkowe: peleton TdF w Yorkshire, fot. Dave Haygarth, flickr CC BY 2.0

  • TdF: Czy możliwa jest niespodzianka?

    Rok temu mało kto zakładał inny scenariusz, niż wygrana Chrisa Froome?a i ekipy Sky. Dziś sytuacja się zmieniła: Brytyjski zespół i obrońca tytułu, choć są najpoważniejszymi kandydatami do zwycięstwa, równie dobrze mogą przegrać wyścig i żółtą koszulkę.

    Miguel Indurain a następnie Lance Armstrong przyzwyczaili nas do długiego panowania na tronie Touru. Po zakończeniu ery Hiszpana/Baska, w czwartym roku pojawił się Amerykanin, który zdominował wyścig na siedem długich lat. Kolejne sezony to przeplatane wygrane Alberto Contadora (był najszybszy trzykrotnie, z czego raz tytuł przyznano Andy?emu Schleckowi po pozytywnym wyniku kontroli antydopingowej). Okresy długiej dominacji nie są czymś oczywistym w historii Wielkiej Pętli. Poza wspomnianą na wstępie dwójką, czterokrotnie z rzędu triumfowali Merckx i Anquetil a trzy razy Bobet.

    Gdy rok temu Froome i Porte rozbili rywali na podjeździe Ax3 Domaines a następnie ?poprawili? na Mt Ventoux, de facto zabezpieczając wygraną Froome?a, zaczęto wieszczyć wieloletnią dominację ?Białego Kenijczyka? i jego drużyny. Alberto Contador wydawał się słaby i niewiele wskazywało, by miał powrócić do najwyższej dyspozycji. Nairo Quintana wciąż jest bardzo młody a Vincenzo Nibalego z niewiadomych powodów wciąż nieco się lekceważy. Połączenie siły faworyta z teoretyczną słabością konkurentów miało zapewnić Sky przynajmniej kilka sezonów na czele klasyfikacji Touru.

    Kolarstwo jest bardzo wymierną dyscypliną sportu, w której niespodzianki rzadko się zdarzają, zwłaszcza w wyścigach wieloetapowych. Moc na progu i jej stosunek do masy kolarza w teorii mogą dać odpowiedź na to, kto stanie na podium. Co więcej, przypadki, gdy forma jakiegoś zawodnika eksploduje znienacka są sprawą nietypową. Jeśli już, talent objawia się na innych imprezach: Giro, Vuelcie, mniejszych etapówkach czy klasykach. Tour to Tour i rządzi się swoimi prawami.

    Przyglądając się układowi sił przed tegoroczną Wielką Pętlą, muszę jednak stwierdzić, że zapowiada się niezwykle otwarty wyścig. Trasa jest wymagająca i nie preferuje żadnego z pretendentów. Niemal każdy z kandydatów posiada silną i zdeterminowaną drużynę, w tej kwestii ciężko wskazać zespół, który miałby wyraźną przewagę nad rywalami. Tak samo łatwo jak mocne strony, można wskazać słabości poszczególnych liderów.

    I tak: Froome broni tytułu, jest jednym z najmocniejszych w górach oraz na czas, ale ma gorszy sezon niż rok temu, mocno poobijał się na Criterium du Dauphine, jego pomocnicy borykają się z nierówną formą a drużyna nękana jest węwnętrznymi konfliktami. Contador ma znakomity rok, jest najbardziej doświadczony i zarazem bezkompromisowy a do tego powraca do dyspozycji, jaką prezentował przed dopingowymi problemami. Z drugiej strony tuż przed Tourem z jego ekipy wypadł główny pomocnik, Roman Kreuziger a sam lider jest pod presją wyniku. Z kolei Vincenzo Nibali to kolarz, który na poprzednim Giro podjeżdżał tym tempem co Froome na Tourze, ale następnie przegrał Vueltę z Chrisem Hornerem a w tym sezonie formę buduje bardzo powoli, póki co ustępując rywalom w głównych sprawdzianach.

    Tradycyjne grono ?czarnych koni?, jak zawsze jest liczne: Talansky, Van Den Broeck, Van Garderen, Valverde, Mollema, Kruijswijk, Costa czy Pinot także ma sporo argumentów za jak i przeciw. Biorąc pod uwagę, że pierwszy tydzień wyścigu wymagał będzie sporo uwagi (pagórki, wiatr i bruki), już po etapie do Arenbergu kilku kolarzy wykreślimy z tej listy.

    Scenariuszy jest wiele, przełamanie dwuletniej dominacji Sky całkiem prawdopodobne, choć może nadejść z innej, niż się powszechnie spodziewamy strony. Lubując się w pojedynkach, jako najbardziej spektakularnej i tradycyjnej formie rywalizacji o żółtą koszulkę, trudno w tym roku wskazać jednoznacznie finałową parę. Froome-Contador? Możliwe. Froome-Nibali? A jakże! Nibali-Talansky? Kto wie? Jeśli więc w tytule pytam o niespodziankę, za taką uznam konwencjonalny przebieg wyścigu z zakończonym sukcesem atakiem Sky na La Planche des Belle Filles (10 etap, pierwszy poważniejszy finisz pod górę) i dalszą kontrolę sytuacji aż do finałowej jazdy na czas. Liczę na częstsze zmiany prowadzenia i więcej bliskich konfrtontacji. Stawka jest wyrównana, jak nie była dawno a tym razem organizator zapewnił kolarzom interesującą scenerię rywalizacji.