Tag: Maja Włoszczowska

  • Poniedziałkowy skrót#21

    Poniedziałkowy skrót#21

    Rafał Majka wygrał Tour de Pologne. Sięgnięcie do najgłębszych rezerw energetycznych opłaciło się. Jest teraz prawdziwym liderem i już wkrótce może zostać wielkim mistrzem. Nie zapominajmy jednak o Przemysławie Niemcu, kolarzach CCC Polsat Polkowice i Reprezentacji Polski.

    Tour de Majka

    Kariera Rafała Majki rozpędziła się na dobre. Po obiecujących wynikach w Giro d?Italia (6 i 7 miejsce rok po roku), drugim miejscu w Milano-Torino, trzecim w Giro di Lombardia i czwartym w Criterium International nastąpiła eksplozja jego formy. Dwa wygrane etapy Tour de France oraz klasyfikacja górska przyniosły zmianę w sposobie jazdy, pewność siebie, skłonność do ataków i dojrzałość taktyczną. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że rok temu na analogicznej trasie, Majka Tour de Pologne by przegrał. Teraz nie tylko potrafił atakować w górach i obronić się na czasówce, ale miał 100% wsparcie drużyny. Po naszym wyścigu nie pozostały żadne wątpliwości: pozycja Majki w ekipie Tinkoff-Saxo jest bardzo mocna. Na Tour de France Michael Rogers i Nicolas Roche a w Polsce Oliver Zaugg wykonali dla niego rewelacyjną pracę. To utytułowani kolarze z solidnym dorobkiem a jednak z pełnym poświęceniem jechali na naszego zawodnika.

    Aby nie rozpisywać się zanadto w tym miejscu, wspomnę tylko o jeszcze jednej myśli. Bjarne Riis kilka lat temu miał w swojej drużynie inną, wschodzącą gwiazdę. Andy Schleck po wygraniu klasyfikacji młodzieżowej Giro d?Italia nigdy w pełni nie zrealizował swojego potencjału. Tour de France wygrał po dyskwalifikacji Contadora, ale tak naprawdę nie stał się wielkim zwycięzcą. Wydaje się, że tym razem ekipa Tinkoff-Saxo kuje żelazo, póki jest gorące. Majka będąc na fali szybko zmienia się z nadziei w prawdziwego lidera i doświadcza tego, czego nie doświadczył Schleck. Nawet, jeśli Tour de Pologne nie jest najważniejszym wyścigiem w kalendarzu, zmierzenie się z presją kibiców, mediów i własnych oczekiwań to niezwykła lekcja, która zaprocentuje w przyszłości. Zaprezentowany styl pokazuje, że Rafał Majka jest nie tylko obiecującym zawodnikiem, ale ma predyspozycje do bycia realnym mistrzem.

    Maciej Paterski najlepszym góralem TdP
     

    Liga Europejska

    To temat na większy wpis, mam nadzieję rozwinąć go w najbliższych dniach. Porównania do piłkarzy zawsze są czerstwe, ale w tym momencie ciężko się powstrzymać. CCC Polsat Polkowice to w teorii ?druga liga? drużyn zawodowych. Niektórzy kolarze reprezentacji Polski to liga ?trzecia?. Chciałbym, aby nasi piłkarze prezentowali tak wysoki poziom sportowy jak kolarze. Szukając analogii, 11 miejsce Rutkiewicza po solidnej - jak zawsze - jeździe w górach, koszulka najlepszego górala Macieja Paterskiego, znkomita czasówka Mateusza Taciaka i aktywna jazda pozostałych kolarzy w pomarańczowych oraz biało-czerwonych koszulkach to niczym dojście dowolnego klubu do ćwierćfinały Ligi Europy. Nie wolno również zapominać o Przemysławie Niemcu. Doświadczony zawodnik Lampre-Merida zajął w Tour de Pologne świetne, 5. miejsce. Rozpuszczeni ostanim wysypem znakomitych wyników nieco zapominamy, że to jeden z najlepszych polskich rezultatów w wyścigu World Tour, dający sporo punktów w rankingu oraz zwiastujący wysoką dyspozycję. Mam nadzieję, że to dopiero zapowiedź dobrej jazdy na Vuelcie!
    Catharine Pendrell wygrywa Puchar Świata XC w Windham

    Świetna Włoszczowska, solidna Solus-Miśkowicz

    Amerykańskie Windham gościło w ten weekend kolarzy górskich. Do zakończenia zmagań w Pucharze Świata została jeszcze jedna eliminacja, we francuskim Meribel za dwa tygodnie. Z kolei za cztery w Norwegii rozegrane zostaną mistrzostwa świata. Forma Mai Włoszczowskiej wydaje się zwyżkować. Tydzień temu w Mont Saint Anne była dziesiąta, wczoraj w Windham już szósta. Przed finałem ciągle zachowuje szanse na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej (choć Catharine Pendrell będzie dogonić trudno: zwyciężczyni z Windham ma nad Polką 100 punktów przewagi). Wiadomo już, że tegoroczny Puchar zabierze do domu koleżanka Mai z drużyny Liv, Jolanda Neff. Cieszy również bardzo dobra postawa Katarzyny Solus-Miśkowicz. Zawodniczka Krossa dojechała do mety czternasta, z 3?23? za Pendrell i raptem 1?38? za Włoszczowską. Za nią uplasowały się m.in. Katerina Nash, Elisabeth Osl czy Julie Bresset. To już jest ścisła czołówka, z którą Polka po raz kolejny w tym roku rywalizuje jak z równymi sobie!
    Nino Schurter zjeżdżał jak natchniony
    O ile wyścig kobiet był emocjonujący nie tylko ze względy na walkę w szpicy, ale i obecność naszych zawodniczek, o tyle mężczyźni dali popis jako taki. Nino Schurter i Julien Absalon jechali ?ile fabryka dała? od startu do mety. Było to o tyle ciekawe, że Szwajcar uciekał na zjazdach, następnie Francuz nadrabiał straty na podjeździe. Miłośnicy technikaliów mają po tym wyścigu ciekawe pole do rozważań. Absalon jako jeden z nielicznych w czołówce jechał na hardtailu, Schurter oraz kolega Absalona z ekipy BMC, Lukas Fluckinger na fullach. Wygląda na to, że wybór roweru w pełni amortyzowanego był w Windham lepszym rozwiązaniem. Jest to ciekawe o tyle, że na tle innych eliminacji, trasa nie wyglądała na szczególnie karkołomną. Mimo drugiej z rzędu przegranej z Schurterem, Absalon jest o krok od wygrania klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ma 210 punktów przewagi, podczas finałowych zawodów wystarczy więc, że dojedzie do mety na czwartym miejscu.

  • Wtorkowy skrót

    Wtorkowy skrót

    Tour po dniu przerwy rusza w Pireneje. Rafał Majka walczy o koszulkę w grochy, ale to nie wszystkie ważne wydarzenia. Wyciągam z cienia te, które Wielka Pętla przykryła swoją okazałością.

    Mistrzostwa Polski XC

    Marek Konwa i Maja Włoszczowska obronili tytuły w elicie. Żadne zaskoczenie, oboje to czołowi zawodnicy mocnych ekip zagranicznych a sama Maja jest gwiazdą światowego formatu. Interesująco wygląda sytuacja tuż za nimi. Katarzyna Solus-Miśkowicz przyjechała na metę z niewielką stratą i potwierdziła, że ma naprawdę bardzo dobry sezon. Również Bartłomiej Wawak, ostatnio specjalizujący się w maratonach nie miał dużej straty do Konwy a trzeba pamiętać, że jest od aktualnego mistrza młodszy (to wciąż orlik, i w tej kategorii zdobył tytuł). Częste zagraniczne starty większej grupy kolarzy i kolarek górskich zaczynają procentować. Możliwe, że istniejące status quo wkrótce zostanie zaburzone, czołówka będzie szersza, bardziej otwarta a wyniki krajowych wyścigów mniej przewidywalne. O to chodzi i na to czekamy, to jedyna droga rozwoju.

    Niestety chcąc dorównać innym, trzeba nadganiać dystans bardziej kompleksowo. Do Żerkowa nie dotarłem, ale porównując frekwencję kibiców na mecie wyścigów elity mężczyzn w Polsce i Czechach widać jak na dłoni, że przed nami jeszcze długa droga.

    Czechy, Jaroslav Kulhavy wjeżdża na metę w szpalerze widzów
    Polska. Marek Konwa #nikogo

    CCC Polsat Polkowice bardzo dobrze w Rumunii

    Kategoria 2.1 to cenne źródło punktów do rankingu Europe Tour. ?Cycki? drugi rok z rzędu ładują swoje konto zdobyczą upolowaną na Sibiu Cycling Tour. Rok temu Davide Rebellin zwyciężył w tej trzydniowej etapówce, tym razem włoski weteran był drugi a czwarte miejsce dołożył Bronislau Samoilau. Tym samym polska drużyna jest już na czwartym miejscu w rankingu europejskim i wyprzedza m.in. Netapp Endura, IAM Cycling czy Bardiani CSF. Nieźle!

    Thüringen Rundfahrt der Frauen

    Taką samą kategorię co Sibiu Cycling Tour miała etapówka w Turyngii, w której z sukcesami ścigało się kilka polskich kolarek. Na starcie nie brakowało gwiazd (m.in. Elizabeth Armistead) a wśród nich Anna Plichta (TKK Pacyifc Toruń) zajęła bardzo dobre, ósme miejsce. Wyniki poszczególnych etapów znajdziecie np. w rowery.org. Warto wspomnieć, że to impreza z wieloletnią historią, organizowana jest od 1986r.

    Polacy atakują Transalp

    W czasie Tour de France każde wydarzenie kolarskie pozostaje w cieniu. Tymczasem Transalp to jeden z najbardziej spektakularnych wyścigów etapowych MTB, matka wszystkich imprez tego typu. Cóż z tego, skoro organizowane od 1998r wydarzenie nie ma nawet swojego hasła na anglojęzycznej wikipedii (!!!!), facebookowy fanpage ma mniej ?lajków? niż wiele polskich blogów rowerowych a wyników próżno szukać na stronie głównej cyclingnews.com. Za relacjonowanie wyścigu wzięli się za to dobrzy ludzie z mtb-xc.pl, a jest co relacjonować, ponieważ nie tylko na trasie z Niemiec do Włoch (siedem etapów z Oberammergau do Riva del Garda) ściga się elita mtb. Hannes Genze, Karl Platt, Stefan Sahm, Markus Kaufman czy Sally Bigham. Z Polski m.in Aleksander Dorożała, Dariusz Mirosław czy Wojciech Szczotka i Grzegorz Kubaczka po dwóch dniach jadą na zapleczu ścisłej czołówki.

    Nowi sponsorzy

    Zainteresowanie kolarstwem towarzyszące Tour de France sprzyja natłokowi komunikatów prasowych. To świetny czas, by poinformować świat o podpisaniu umowy z nowym mecenasem. A nuż jakiś stażysta pomyli się i wiadomość trafi do mainstreamowych mediów albo wręcz, na fali entuzjazmu związanego z sukcesami kolarzy z konkretnego kraju, zostanie tam zamieszczona celowo! Szczególnie dni wolne wykorzystywane są do zwoływania konferencji prasowych. I tak grupa Ralpha Denka zamiast przez NetApp i Endurę od przyszłego roku będzie sposnorowana przez producenta kuchenek Bora. Holendrzy, sieroty po Rabobanku obecnie wspierane przez Belkin w sezonie 2015 ścigać się będą za pieniądze narodowej loterii oraz organizacji BrandLoyalty, która finansuje również team łyżwiarzy szybkich. Z kolei Omega Pharma - Quickstep po raz kolejny zmienia nazwę, ale sponsor pozostaje ten sam. Koncern farmaceutyczny w przyszłym roku będzie promował swoją kolejną markę, tym razem suplementów dla sportowców Ettix. W przeszłości kolarze reklamowali już na koszulkach testy ciążowe i preparaty na chrapanie, wydaje się, że Omega Pharma w końcu zacznie docierać do odpowiedniego targetu. Znalezienie zastępstwa dla Shimano zapowiada też drużyna sponsorowana obecnie właśnie przez Japończyków i Gianta, a której liderem jest Marcel Kittel.

    Finał Touru tuż tuż

    Kolarze już są na trasie z Carcassonne do Bagnares de Luchon. Po drodze czeka na nich Port de Bales, premia najwyższej kategorii, gdzie Rafał Majka będzie rywalizował z ?Purito? Rodriguezem o koszulkę najlepszego górala. Jutro i pojutrze decydujące o klasyfikacji generalnej odcinki w Pirenejach z finiszami na podjazdach w Saint Lary Soulan i Hautacam. Szczególnie ten pierwszy jawi się polskim kibicom jako kolejna szansa na wygraną etapową. Skoro Majka jest w gazie a 21 lat temu wygrywał tam Zenon Jaskuła, nawiązanie do jego sukcesu byłoby piękną historią. Choć naturalnym jest, że ciężar gatunkowy takie wydarzenia byłby dla nas nie do przecenienia, najważniejsze będzie się działo między Vincenzo Nibalim i jego rywalami. Włoch nie może pozwolić sobie na dzień słabości, Alejandro Valverde, Tejay Van Garderen oraz Francuzi: Pinot, Barder i Peraud czekają na jego potknięcie, równocześnie rywwalizując między sobą o podium. Trzy dni w górach mogą wiele zmienić, każdy z pretendentów będzie chciał zyskać jak największą zaliczkę przed sobotnią jazdą indywidualną na czas. Będzie się działo!

  • Nie przegap w ten weekend – górskie konfrontacje

    Rigoberto Uran po świetnej jeździe na czas stał się kandydatem numer 1 do zwycięstwa w Giro d?Italia. Rafał Majka zaskoczył wszystkich dobrą postawą w tejże próbie indywidualnej i umocnił się na trzecim stopniu podium. Tymczasem do Novego Mesta zjechali najlepsi kolarze górscy: Puchar Świata wrócił do Europy. Plan na weekend wygląda więc bardzo intensywnie.

    Co wiemy po czasówce?

    Zapowiadając #Giro napisałem, że naturalną drogą dla Rigoberto Urana jest walka o zwycięstwo. Był już siódmy i drugi. Każde miejsce poniżej pierwszego byłoby więc regresem. Mimo to, w przedwyścigowych rozważaniach Uran lądował zawsze jako ?ten trzeci?, w tle dla rywalizacji młody Quintana - doświadczony Evans. Tymczasem po raz pierwszy w roli pełnoprawnego lidera drużyny, Rigoberto zbudował wyśmienitą dyspozycję, pierwszą część wyścigu przejechał uważnie i bez większych problemów a podczas górzystej jazdy na czas we czwartek zbudował solidną przewagę nad rywalami. Teraz to nie Evans a Uran może pozwolić sobie na defensywną jazdę. Jest to o tyle możliwe, że pozostali kolarze z ekipy Omega Pharma Quick Step są równie dobrze przygotowani co ich numer jeden. De Gendt, Brambilla i Poels świetnie pojechali czasówkę, pokazali moc i determinację. Nawet w razie kłopotów Urana powinni dać radę opanować sytuację w peletonie.
    W podobnej sytuacji jest Rafał Majka. Trzecie miejsce to rewelacja, w kontekście ewentualnego spadku formy Evansa możliwy jest awans na drugi stopień podium. Co więcej, tak jak lider wyścigu, Polak ma znakomitych przybocznych w dobrej formie (Roche, Rogers). Atak kolarzy, którzy muszą to zrobić, jeśli myślą o satysfakcjonującym ich rezultacie: Evansa, Pozzovivo i Quintany, paradoksalnie może ułatwić jazdę Majce. Nie musi ścigać wszystkich, za to może wykorzystać sytuację do zyskiwania przewagi nad kolejnymi rywalami na zmianę. Ten weekend to dwa ciężkie, górskie etapy. W sobotę kolarze zmierzą się ze stworzoną przez Pantaniego legendą podjazdu do sanktuarium Oropa (poprzedzonego dodatkowo dwiema górskimi premiami) zaś w niedzielę wzniesienie Montecampione zakończy etap liczący aż 225km. Oba odcinki będą ciekawym porównaniem kolarstwa drugiej dekady XXIw z czasami ?ery EPO?. Czy zawodnicy będący pod ciągłą kontrolą i bez możliwości ?radosnego? manipulowania swoją krwią stworzą równie wielki spektakl co Pantani z Tonkovem?

    Jak to robią Czesi?

    Nove Mesto na Morave to jeden z ważniejszych ośrodków sportów outdoorowych w Europie. Liczy zaledwie 10 tysięcy mieszkańców, za to położone jest w centrum kontynentu. Gościło już Tour de Ski, biatlonowe mistrzostwa świata a od kilku lat regularnie przyjmuje puchar świata w kolarstwie górskim. W tym roku zainauguruje europejską część tego prestiżowego cyklu. Trasa jest widowiskowa, z licznymi elementami technicznymi, wielu zawodników wskazuje ją jako swoją ulubioną. Czy Julien Absalon pobije kolejny rekord zwycięstw, czy też może pokona go, powracający do formy faworyt gospodarzy, Jaroslav Kulhavy? Jak spisze się Maja Włoszczowska? W zawodach Bundesligi Polka była ?zaledwie? piąta, jednak powiedzmy sobie szczerze, dla kolarki tej klasy celem mogą być wyłącznie imprezy najwyższej klasy, takie właśnie jak Puchar Świata. Trzeba jednak pamiętać, że w znakomitej dyspozycji jest jej młodsza koleżanka z klubu, Jolanda Naef. Maja za to zaoferowała swoim kibicom darmową wycieczkę do Novego Mesta. Zobaczymy, ilu chętnych pojedzie wspierać naszą gwiazdę. Na Pucharze Świata Polaków będzie wielu. Kluby i zawodnicy, którzy poważniej traktują starty w cross country wybrali się do Czech niemal w komplecie. Cieszy liczna obsada w młodszych kategoriach wiekowych. Warto śledzic relacje i wyniki. Ci, którzy zbierają doświadczenie na zawodach tej rangi już jako juniorzy, mogą w przyszłości decydować o obliczu kolarstwa górskiego nie tylko w kraju, ale i na świecie!

    Maratonowa konfrontacja

    Interesująco zapowiada się porównanie dwóch serii maratonów mtb. Bikemaraton w Wałbrzychu rozegrany zostanie w sobotę, MTB Marathon w Karpaczu w niedzielę. Ta druga impreza uchodzi za szczególnie trudną, wymagającą i ?górską?, ta pierwsza jest dla niej ciekawą alternatywą. Obie lokalizacje mają wieloletnią tradycję i, w różnych konfiguracjach goszczą kolarzy długodystansowych niemal od początku tej konkurencji w Polsce. Tym bardziej interesujące jest, jak będzie przebiegała rywalizacja na obu maratonach, którzy zawodnicy i które drużyny wybiorą dany wyścig i czy znajdą się śmiałkowie, którzy połączą te dwa starty w jeden, hardcorowy weekend. Szansa na osiągnięcie dobrych rezultatów jest tym większa, że czołówka rodzimego MTB będzie się ścigała na Pucharze Świata w Czechach.

  • Nie przegap w ten weekend – powtórki

    Sezon na powtórki czas zacząć. Liege-Bastogne-Liege to pasjonujący klasyk, ale lepiej samemu się upodlić na wyścigu niż ślęczeć przed telewizorem.

    Ze wszystkich wydarzeń nadchodzącego weekendu, ardeński monument jest z pewnością najważniejszy. Na starcie same tuzy, po drodze wiele pięknych i wymagających podjazdów. Wśród kandydatów do czołowych lokat Michał Kwiatkowski. Do tego Alejandro Valverde stoi przed szansą trzeciego zwycięstwa w tym prestiżowym wyścigu. Kolejny argument, by obejrzeć relację to okrągły jubileusz. Organizowana od 1892r ?Staruszka? rozegrana będzie po raz setny.

      Cóż z tego, skoro spora część z nas w niedzielne popołudnie będzie z dala od ekranów. Natłok zawodów w ten weekend powoduje, że oglądanie czegokolwiek w TV nieco mija się z celem. Szansę mają więc tylko ci, którzy wybiorą start w sobotę a niedzielę poświęcą na poranny rozjazd po wyścigu.
      Do wyboru jest m.in warszawska Skandia, otwocki Poland Bike, wielkopolskie Kaczmarek Electric oraz Volvo Powerade MTB Marathon. Szczegóły w ?kalendarzowym updejcie? na mtb-xc.pl. Ja zwrócę tylko uwagę na ciekawy fakt: mtb marathon został wypisany z kalendarza PZKol, zatem, przynajmniej w teorii, zawodnicy z licencjami nie mogą tam startować. Szansa na większą zdobycz punktową dla amatorów rośnie, zobaczymy też, jak w praktyce respektowane są przepisy.
      Prawdziwi zawodowcy w ten weekend będą ścigać się nie na maratonach a na Pucharze Świata XC. Ci, którym zależy na punktach zmuszeni zostali do podróży aż na Antypody. Australijskie Cairns to wbrew pozorom miejscówka mocno zakorzeniona w tradycji mtb. Już w 1996r rozegrano tam mistrzostwa świata. Ciekawostką jest, że wyścig wygrał wtedy Jerome Chiotti, jednak Francuz w wydanej nieco później autobiografii przyznał się do dopingu i złoto po latach przypadło Thomasowi Frischknechtowi. Legendarny Szwajcar nigdy bezpośrednio nie wygrał tytułu w XC, za to pod koniec kariery dwukrotnie wygywał tęczową koszulkę w maratonie. To były złote czasy mtb, teraz w tak dalekie zakątki świata wybierają się tylko najbardziej zdeterminowani zawodnicy. Mamy szczęście, że Maja Włoszczowska jeździ w jednym z najlepszych teamów na świecie, dzięki czemu ma pełny program startów. Polska zawodniczka jest aktualnym numerem 2 w rankingu UCI a w inaugurującej pucharowe zmagania eliminacji w Pietermaritzburgu zajęła trzecie miejsce. Trzymamy więc kciuki, relację na żywo będzie można zobaczyć na redbull.tv. Niestety różnica czasu (8 godzin do przodu) nie ułatwia sprawy. [caption id="attachment_3271" align="aligncenter" width="212"]Puchar Tarnowa MTB 2014 Puchar Tarnowa MTB 2014[/caption] Na tle Pucharu Świata i innych, ważnych wydarzeń, lokalne ściganie niekoniecznie zasługuje na uwagę, ale wspomnę też o wyścigu, w którym startuję w niedzielę. Puchar Tarnowa jest dobrze znany sporej grupie fanów mtb, z praktyki lub choćby ze słyszenia. Zawody mają charakter regionalny, przez co pierwsze doświadczenia zdobywało tam wielu dobrych kolarzy. Trasy zawodów są średnio trudne, na tle imprez z kalendarza UCI nawet łatwe. Dzięki temu spróbować swoich sił może niemal każdy, czołówka robi swoje tempo, początkujący mogą szlifować technikę i motywację. Całość jest przewidywalna, organizowana na solidnym poziomie, co ważne, z myślą o uczestnikach. Niezmienny harmonogram, losowanie drobnych, ale przydatnych upominków, posiłek regeneracyjny itd. Swoisty ewenement: ten skromny i często marginalizowany cykl zawodów zostanie w tym roku rozegrany po raz dwudziesty. Niewiele jest w kraju imprez sportowych z taką tradycją!

  • Nie przegap w ten weekend – bruk vs kurz

    Nie przegap w ten weekend – bruk vs kurz

    Paryż – Roubaix to wyścig-legenda. Najbardziej szalona impreza w kalendarzu World Tour. Nic nie może się z nią równać, a jednak to nie jedyne ważne wydarzenie nadchodzącego weekendu.

    Dla wielu kibiców to nie ubiegłotygodniowa Flandria a właśnie ?Piekło Północy? jest synonimem klasyku. Tak naprawdę, poza legendą, Paryż – Roubaix nie ma nic wspólnego z innymi kolarskimi monumentami. To ostatnia ostoja stylu vintage, swoistego wariactwa, które z niewiadomych przyczyn pozostało w corocznym harmonogramie. Impreza, której wygranie automatycznie wpisuje kolarza na karty historii tej dyscypliny.

    Jadąc z Paryża do Roubaix, zawodowy, komercyjny, kolorowy peleton co chwilę zbacza z drogi by zanurzyć się w historii: sportu, regionu, Francji i Europy. Postgórnicza okolica borykająca się z wieloma problemami raz do roku ożywa, tak jak ożywają wspomnienia o dawnych mistrzach i bohaterach pierwszej wojny światowej. Nie one są jednak najważniejsze a bruk. Wśród pól północnej Francji ukryte są wyłożone nim drogi, po których peleton zmuszony jest przejechać, i które stają się areną jednego z najdziwiniejszych widowisk, jakie cyklicznie oglądają fani sportu.

     

    W tym roku na trasie liczącej 257km na bruk kolarze wjadą 28 razy. Arenberg, Mons-en-Pevele i Carrefour de l?Arbre to najsłynniejsze z odcinków prowadzących po kocich łbach, na których najczęściej dokonuje się selekcja.

    Fabian Cancellara, opromieniony zwycięstwem we Flandrii będzie próbował ustrzelić historyczny dublet: jeszcze nikomu ta sztuka nie udała się trzy razy. Forma, jaką Szwajcar zaprezentował tydzień temu sugeruje, że jest to możliwe. Z drugiej strony Tom Boonen z pomocnikami ekipy Omega Pharma Quick Step są rządni rewanżu. Jak zawsze wiele zależy od pogody. W przypadku deszczu Paryż-Roubaix zmienia się w błotną rzeźnię. Znakiem czasów jest, że od dwunastu lat podczas ?Piekła Północy? nie padało. W kwietniu. W północnej Francji!

    Relacja na żywo z wyścigu będzie m.in. w Eurosporcie.

    Szalone Paryż-Roubaix, w którym kolarze jeżdżąc po dziurach, błocie i w kurzu jest ekstremum szosowej odmiany wczynowej jazdy rowerem . Tymczasem zawodnicy specjalizujący się w olimpijskiej wersji mtb od kilku lat zmagają się z innym szaleństwem. Trasy najważniejszych zawodów cross-country robią się coraz bardziej wymagające technicznie. Rewolucja w sprzęcie, wprowadzenie większych kół, sprawiła, że na trasach pojawiają się coraz bardziej wymyślne utrudnienia. Odziani tylko w kaski wagi piórkowej i obcisłą lycrę kolarze skaczą, jeżdżą po głazach, nie omijają fragmentów tras zawodów konkurencji grawitacyjnych.

    W ten weekend w południowoafrykańskim Pietermaritzburgu rusza seria najbardziej prestiżowych wyścigów: Puchar Świata. Oczy polskich kibiców kierują się oczywiście w stronę Mai Włoszczowskiej, która jest jedną z faworytek całego sezonu. Trzeba uczciwie przyznać, że nie tylko z powodu Mai te zawody będą pasjonujące. MTB, męskie, kobiece, jak również jego odmiany jeszcze bardziej ekstremalne niż xc stoją na bardzo wysokim i wyrównanym poziomie. Dobrze zrealizowany przekaz TV – a o to od niedawna dba Red Bull udostępniając relację na żywo w Internecie z dobrym komentarzem ekspertów – daje możliwość docenienia kunsztu i mocy herosów kolarstwa górskiego.
    W sobotę juniorzy, kobiety i elita mężczyzn ścigać się będą w downhillu, w niedzielę młodzieżowcy, panie i panowie w cross country.

     

    Michał Kwiatkowski stracił kilka sekund na królewskim etapie Dookoła Kraju Basków. To drugi raz w tym sezonie, gdy młody lider Omega Pharma odstał od najlepszych kolarzy w górach. W przeciwieństwie do Tirreno – Adriatico, różnica była bardzo mała i Polak nadal pozostaje w grze o podium, tym bardziej, że w sobotę finał wyścigu, który powinien mu bardzo pasować: górzysta, 25km jazda indywiduana na czas. Trzymamy kciuki!

    Podobnie jak wielu z was, w ten weekend na dobre rozpoczynam sezon startowy. Trochę żałuję, najbardziej Paryż-Roubaix. Emocje, jakich dostarcza oglądanie tego wyścigu na żywo są niepowtarzalne. Z wielu propozycji, które anonsuje np. mtb-xc? nie wybieram żadnej. Sprawdzę, jak wygląda Puchar Słowcji XC. Po powrocie podzielę się wrażeniami. To może być ciekawe doświadczenie.

    Zdjęcie okładkowe, bruki Roubaix: fot. tetedelacourse, flickr, cc by sa 2.0

  • Oswajanie z sukcesem

    Wychodzi na to, że mamy gwiazdy sportu. Nie, nie tylko te nasze, lokalne, którymi tylko my się interesujemy. Polscy zawodnicy w różnorakich dyscyplinach rozdają karty na najważniejszych imprezach w każdym zakątku świata. Chyba pora, żeby się z tym oswoić.

    Zanim będzie o kolarstwie (w końcu to blog głównie o tym), krótkie zestawienie z innych dyscyplin.

    Agnieszka Radwańska – od kilku lat top10 tenisowych rankingów. Justyna Kowalczyk – co roku z medalem najważniejszej imprezy sezonu w biegach narciarskich. Kamil Stoch, dwukrotny złoty medalista Igrzysk Olimpijskich i prawdopodobny triumfator Pucharu Świata w skokach. Robert Kubica, mistrz świata WRC2, zakontraktowany kierowca czołowego teamu fabrycznego w rajdach samochodowych. Krzysztof Hołowczyc – regularnie uznawany za faworyta rajdu Dakar, na koncie kilka miejsc w czołowej dziesiątce morderczego automaratonu. Tomasz Majewski – lekkoatletyczny multimedalista przewodzący solidnej kadrze ?królowej sportu?. Robert Lewandowski – jeden z najskuteczniejszych piłkarzy Europy.

    Tak się złożyło, że doczekaliśmy się chwili, w której również polscy kolarze należą do ścisłej światowej czołówki. Maja Włoszczowska to jedna z najjaśniejśniej świecących gwiazd kolarstwa górskiego. Liderka fabrycznej ekipy lidera rynku wśród producentów rowerów, seryjna medalistka mistrzostw świata. Podobnie wygląda sytuacja Katarzyny Pawłowskiej, która trzy lata z rzędu zdobywa medale na torze. Z kolei Rafał Majka, Przemysław Niemiec i Michał Kwiatkowski to kolarze, którzy zakończyli sezon 2013 z rekordowymi dla naszego kolarstwa wynikami, czego efektem jest pozycja w ich ekipach w tym roku. Co więcej, zespoły Saxo-Tinkoff, Lampre-Merida i Omega Pharma Quick Step należą do ścisłego grona światowej elity. W tym momencie przeszliśmy od stanu, gdy garstkę entuzjastów cieszyła obecność w ucieczka na wyścigach drugiej kategorii, o ile te rozgrywane były w zachodniej Europie do stanu, gdy również w zachodniej Europie o ?naszych? piszą najważniejsze sportowe media.

    Sęk w tym, by nauczyć się tej nowej rzeczywistości. Oczywiście każde zwycięstwo cieszy, ale od największych gwiazd oczekuje się najlepszych rezultatów. Nie chodzi o wywieranie presji czy ?pompowanie balonu?. Jeśli zawodnik nie tylko ma potencjał, ale też potwierdza go swoimi wynikami, znaczy to tyle, że właśnie z tego należy go rozliczać. Zatem, jeśli Maja Włoszczowska zajęła czwarte miejsce w cypryjskim Sunshine Cup, nie ma ani tragedii ani powodu do radości. Jej czas przyjdzie wkrótce, gdy elita będzie rywalizowała o punkty Pucharu Świata. Z drugiej strony fajnie, że Kornel Osicki w nowych barwach Krossa startował w całym cyklu zawodów na wyspie Afrodyty. Dzięki nim będzie mu łatwiej na innych międzynarodowych zawodach, podobnie jak kolarzom JBG2, którzy dobrze pojechali w etapówce w Andaluzji.
    Na tle wygranej Kwiatkowskiego w Strade Bianche, siódme miejsce Bartłomieja Matysiaka w Classica Almeria może wydawać się mało istotne, ale podobnie: kolarz CCC Polsat Polkowice ugrał dobry wynik w niezłym wyścigu, zdobywając punkty dla siebie i dla drużyny. Jeden rezultat nierówny drugiemu, ale z każdego można się cieszyć, dobierając właściwie wagę do treści, z każdego zrobić dobrego newsa. Podobnie jak z niepowodzeń: sezon jest długi, każdy zawodnik ma wiele zadań i wiele celów. Grono profesjonalistów: od tych wybitnych po solidnych, którym możemy kibicować przy różnych okazjach zrobiło się spore. Na tyle spore, że jest to świetna okazja by doceniać tych nie tylko z pierwszych stron gazet.

  • Mało nas

    Maja Włoszczowska odpadła w plebiscycie Onetu na najlepszego sportowca ubiegłego roku. Po wygraniu pojedynku z pięściarzem Andrzejem Fonfarą, większe uznanie zyskał kolejny rywal, zawodnik mieszanych sztuk walki, Mamed Chalidow.

    Do głosowania na Włoszczowską zachęcała od kilku dni większość rowerowych fanpejdż na facebooku. W weekend Dzień Dobry TVN wyemitował reportaż o kolarce z Jeleniej Góry. Mimo wizerunku miłej, sympatycznej, dobrze wykształconej a do tego niezwykle utalentowanej i utytułowanej sportsmenki, Maja nie spotkała się z sympatią czytelników Onetu.

    Szczerze mówiąc, nie wiem dokładnie, kim jest Mamed Chalidow. Jego nazwisko kojarzę z reklam kolejnych wieczorów KSW, których bywa gwiazdą. Nie ujmując niczego samemu zawodnikowi, wszak każdemu sportowcowi należy się szacunek, zarówno dyscyplina, którą uprawia jak i jego dokonania nie mogą się równać z portfolio Włoszczowskiej. Pozostając przy argumentach możliwie racjonalnych, kolarstwo górskie od prawie dwudziestu lat jest dyscypliną olimpijską a nasza kolarka od dekady jest międzynarodową gwiazdą tego sportu. W ubiegłym sezonie zajęła czwarte miejsce w pucharze świata a podczas mistrzostw globu wywalczyła srebrny medal (czwarty w karierze). Chalidow jest mistrzem komercyjnych imprez organizowanch przez Polsat, gdzie bohaterami są zazwyczaj emerytowani atleci lub przedstawiciele innych profesji (np. modeling), często zaniedbani fizycznie, z nadwagą itd.

    mamed (1)

    Chcąc pojechać po bandzie, mogę też sięgnąć po argument, że przy wielu swoich zaletach, Maja dodatkowo uznawana jest za atrakcyjną kobietę, zatem w konkursie popularności powinno być to kolejnym atutem.

    Tymczasem w dalszej grze pozostaje zawodnik MMA. Zaiste, fanów kolarstwa musi być bardzo niewielu, skoro ponieśliśmy porażkę w tego typu zabawie. I nie ma co zwalać, że jest zima i taki mamy klimat, a rowery w tym czasie idą w odstawkę.  Nawet, jeśli plebiscyt Onetu nie jest szczególnie prestiżowy i jest tylko rozrywkową grą, wnioski są raczej przykre: mało nas i jesteśmy słabo zorganizowani.

    Aby kronikarskiemu obowiązkowi stało się za dość, muszę napisać, że w pierwszej rundzie zabawy odpadła również Katarzyna Pawłowska. Jest to jednak łatwiej wytłumaczalne: kolarka torowa uprawia jeszcze bardziej niszową konkurencję niż Maja a do tego jej rywalem był będący na wznoszącej fali: zarówno popularności jak i wymiernie poważnych sportowych sukcesów Robert Kubica.

    Głosować w kolejnych parach oraz dalszych etapach rozgrywki można na stronie Plebiscytu

     

     

     

    Follow my blog with Bloglovin

  • Gdzie są reklamy z kolarzami?

    Maja Włoszczowska została została jedną z twarzy kampanii USP Zdrowie. Występuje w niej prywatnie, jako mistrzyni świata. Wiele firm inwestuje spore pieniądze w sport wyczynowy, ale rzadko kiedy zaangażowanie wychodzi poza wymianę logotypów, przelewów i faktur.


    Reklama USP Zdrowie z Mają Włoszczowską

    Włoszczowska wcześniej rzadko pojawiała się w reklamach. Choć od lat jest jednym z najlepszych polskich sportwców i najbardziej utytułowanym kolarzem jej potencjał nie był wykorzystywany. Lotto i PZU, pierwsi duzi sponsorzy w naszym kolarstwie górskim korzystali na regularnych wizytach kolarek w studiu olimpijskim TVP przed Igrzyskami w Atenach. Sponsoring Hallsa to kompletna klapa. Choć finansowana przez markę grupa zawodowa osiągnęła cel: medal Włoszczowskiej i miejsce top10 Aleksandry Dawidowicz w Pekinie, po największym sukcesie firma wycofała wsparcie dla zawodniczek. Kolejne cztery lata pieniądze zapewniał głównie Dariusz Miłek. W tym czasie Włoszczowska została mistrzynią świata a firma CCC stanęła na wysokości zadania, chwaląc się tym sukcesem w wizerunkowym spocie emitowanym w telewizji.


    Reklama CCC z Mają Włoszczowską

    Aby wyczerpać temat, nasza najlepsza kolarka wystąpiła również w kampanii marki Scott, na rowerach której sięgała po największe sukcesy. Na tym właściwie kończy się historia reklam z polskimi kolarzami. Czy to efemeryczni sponsorzy, którzy płacą (lub nie) przez kilka miesięcy czy też wieloletni partnerzy, sponsoring w polskim sporcie sprowadza się do najprostszych działań. Wsparcie dla wyczynowców albo dla młodzieży nie musi prowadzić wprost do zwiększenia sprzedaży – może również być elementem budowania wizerunku (ciekawy artykuł na The Inner Ring o tym, dlaczego na koszulkach zawodowców znajdują się nazwy takie jak Astana czy MTN). Aby osiągnąć jeden z tych celów, potrzeba czegoś więcej, niż wymiany logotypów. Aby spojrzeć szerzej, nie tylko na kolarstwo, podobny schemat można zaobserwować niemal w każdej dyscyplinie sportu. Prezes TS Wisła, jednego z największych polskich klubów (15 sekcji różnych dyscyplin, ponad 1500 osób, w tym judo, brydż czy strzelectwo) żali się na pustki w kasie i niewielkie dotacje ze strony samorządu. Potencjalnym sponsorom proponuje bannery w hali oraz logotypy na koszulkach zawodników. Tylko wybitnie zdolny sprzedawca będzie w stanie przedstawić potencjalnemu sponsorowi korzyści płynące z umieszczenia jego logotypu na strzelnicy, chyba, że kilkanaście tysięcy złotych na sekcję przekaże rodzic-przedsiębiorca jednego z wychowanków klubu.

    Wycofanie się Banku BGŻ to gorący temat w polskim kolarstwie. W tekstach ekspertów dominuje ton gorzko-dziękczynny. Instytucja finansowa przez kilka lat finansowała grupę zawodową, firmowała swoim logotypem tor w Pruszkowie, ale była również obecna podczas imprez kolarskich dla zawodowców i amatorów oraz wspierała sport masowy: zespół maratończyków. Będąc w strukturach Rabobanku, który przez wiele lat kompleksowo dotował holenderskie kolarstwo, trudno się dziwić, że i u nas BGŻ zaangażował się w sposób korporacyjno-profesjonalny. Korporacje podlegają jednak swoim prawom, bank przechodzi do innej grupy kapitałowej (BNP Paribas) i zrywa z kolarstwem niemal z dnia na dzień. Czy na kilkuletnich wydatkach wygrał, czy przegrał, tego nie wiem. Miło, że w trudnych czasach dla polskiego kolarstwa organizacja inwestowała w sport, zamiast płacić celebrycie. Z drugiej strony szkoda, że kolarze nie stali się w tym okresie stałym elementem budującym wizerunek instytucji, która się z nim wiązała. BGŻ reklamowały wiewiórki. Co stało na przeszkodzie, by w czasach, gdy istniała grupa zawodowa, nakręcić spot z kolarzami?

    Wiewiórka z reklamy BGŻ
    Wiewiórka z reklamy BGŻ

    Nie wiem kto, i czy w ogóle ktoś, zajmie miejsce banku w polskim kolarstwie. Tak naprawdę to nie jest drogi sport ani też (dla korporacji) wielkie pieniądze, które trzeba zainwestować. Budżety kampanii z Szymonem Majewskim czy gwiazdami banku BZ WBK wystarczyłyby z naddatkiem na grupę kontynentalną a może nawet pro kontynentalną. Mecenasów mamy wystarczającą ilość. Niektórzy nawet nie wiedzą, ile kosztuje ich wspieranie sportu i czy przynosi jakiś zysk. Stroje teamowe w każdym sklepie rowerowym, sylwetki kolarzy witające klientów w placówkach firmy, sportowe akcenty na eventach, dobra obecność w internecie, wreszcie wizerunkowa kampania w telewizji. To zwiększy koszty, ale w końcu się zwróci.

  • Gorycka vs Dawidowicz: medialna histeria

    Gorycka vs Dawidowicz: medialna histeria

    Nieobecność Mai Włoszczowskiej i Aleksandry Dawidowicz na kieleckich mistrzostwach kraju w XCO to apogeum histerii wokół kadry olimpijskiej i polityki Polskiego Związku Kolarskiego. Związkowi miażdżąca krytyka należy się jak najbardziej, podobnie jak konstruktywne propozycje zmian. Histeria, wyrażona m.in. bannerem o kibicowaniu Pauli Goryckiej, w istniejących realiach jest kompletnie bez sensu.

    Poniższy tekst, co ważne, to jedynie zbiór hipotez i sugestii, które można wyciągnąć na podstawie ogólnodostępnych faktów. Publikuję go z czystej ciekawości, czy ktoś jest skłonny zgodzić się z takim tokiem myślenia.

    Na początku trzeba nieco się rozejrzeć i spojrzeć nie tylko na sytuację teraźniejszą, ale i w przeszłość. W przypadku kolarstwa górskiego de facto nigdy nie było ?Projektu Londyn?. Od sezonu 2007 praktycznie jedynym projektem jest ?Projekt Maja?. Już przed Pekinem postawiono wszystko na medal Mai Włoszczowskiej, m.in. w imię tego na Igrzyska pojechała Aleksandra Dawidowicz. Wówczas zdolna orliczka i, co ważne, przyjaciółka Mai. Nie wnikając w kulisy i plotki, istotne w tym wszystkim jest jedno. Maja była przygotowana rewelacyjnie, miała zapewnione optymalne warunki, zarówno sportowe jak i pozasportowe. Zdobyła medal a Dawidowicz przyjechała dziesiąta.

    Dziesiąte miejsce na Igrzyskach Olimpijskich brzmi dumnie, prawda? Trzeba przyznać, że młodsza z Polek pojechała bardzo dobry wyścig. Równocześnie należy pamiętać o dość istotnym fakcie. Na IO startuje wyraźnie mniej zawodników, w tym zawodników z czołówki niż podczas imprez Pucharu Świata. Nie zmienia to jednak sytuacji, że ?dycha? na IO to imponujący wpis w CV, na bazie którego można próbować budować dalszą karierę, szczególnie będąc młodym zawodnikiem. Zwłaszcza w kraju, gdzie szeroko pojęta kultura sportu stoi na tak niskim poziomie jak u nas, wynik przywieziony z Igrzysk daje dużo więcej niż regularnie potwierdzana dyspozycja na prestiżowych, ale mniej eksponowanych imprezach. Z drugiej strony przykład odejścia marki Halls od sponsorowania grupy kolarskiej po świetnym wyniku obu reprezentantek w Pekinie pokazuje, że nie wszystko jest tak oczywiste, jakby się wydawało. Sytuacja, w której srebrna medalistka po największym sukcesie w karierze – i z perspektywą na kolejne – traci sponsora powinien być zapisany w podręcznikach marketingu jako przykład perfekcyjnego strzału w stopę.

    W każdym razie, przy okazji szans na dobry wynik w Londynie, trzeba pamiętać, że przed taką szansą stoją teraz nie tylko panie, ale też Marek Konwa i Piotr Brzózka.  Choć obaj są młodzi a wśród mężczyzn czołówka jest szersza i bardziej wyrównana, także tam najsilniejsze reprezentacje (np. Szwajcarzy) muszą prowadzić ciasną selekcję i rezygnować z wystawienia wielu znakomitych kolarzy. Zatem sporo miejsc na zapleczu ściśle pojmowanej szpicy się zwalnia i można spróbować o nie powalczyć.

    Aby jednak unikać dygresji, wracam do właściwego tematu. Po rewelacyjnym wyniku obu Polek w Pekinie wiadomo było, że jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, zarówno Maja jak i Ola są murowanymi kandydatkami do występu w Londynie. Jeśli chodzi o Maję, sytuacja jest jasna. W tym momencie trudno mówić o niej jako ?najlepszej polskiej kolarce?, ponieważ Włoszczowska jest kilka poziomów wyżej. To gwiazda światowego mtb, medalistka olimpijska, mistrzyni i multimedalistka mistrzostw świata. Jedyne, czego jej brakuje w portfolio to przejeżdżonego na wysokim poziomie całego sezonu w Pucharze Świata, ale i na to ma jeszcze czas, wszak ciągle jest młoda! W tym miejscu trzeba jasno zaznaczyć: Maja do Londynu jedzie walczyć o złoto. Dla sportowca tej klasy i z takim dorobkiem brak medalu będzie porażką. Taką jak choćby dla Rafaela Nadala odpadnięcie z tegorocznego Wimbledonu. To nie jest ?wywieranie presji?. To konsekwencja bycia czołową specjalistką imprez mistrzowskich w ostatniej dekadzie!

    Jeśli zaś chodzi o Dawidowicz, to sytuację można porównać do walki bokserskiej o tytuł mistrza świata. By zdobyć pas, pretendent musi być wyraźnie lepszy od aktualnego czempiona. Chcąc jak najbardziej uniknąć przykrych i niepewnych argumentów osobistych należy przyznać jedno. Żadna z zawodniczek w sezonach 2009-2012 nie weszła na dłużej na wyraźnie wyższy poziom sportowy od Aleksandry Dawidowicz. Trudno mówić ?co by było gdyby? Anna Szafraniec miała mniej pecha i unikała kontuzji. Te się jej jednak przytrafiały więc argumentów zabrakło.

    Elementem nieprzewidywanym, choć nie do końca, we wcześniejszym planie było pojawienie się Pauli Goryckiej. Zawodniczki z pewnością utalentowanej i pracowitej, która? no właśnie, która kontynuuje dobre tradycje w rodzimym XCO ? wydaniu kobiecym. Nasze juniorki i orliczki niemal od początku obecności tej dyscypliny w Polsce, szybko sięgają po dobre rezultaty na arenie międzynarodowej. Gorycka jest kolejną z nich, być może już wkrótce następczynią i rywalką Włoszczowskiej. O tym przekonamy się w nadchodzących latach, wszak to dopiero Maja wchodzi w najlepszy wiek dla kolarza a Paula ledwie co kończy przygodę ze ściganiem w kategoriach młodzieżowych.

    I znów, abstrahując od niezmiernie skomplikowanych kwestii osobistych, również w tym przypadku trudno znaleźć argument, by to Paula a nie Ola jechała do Londynu.  Zawodniczce, która ma realne szanse na obronę dziesiątej lokaty (regularne miejsca w okolicach 20. na Pucharze Świata dają szansę na top10 IO) przeciwstawiana jest zdolna i perspektywiczna, ale ciągle ?orliczka?. Realnych argumentów brak poza jednym z gatunku ?a może by dać jej szansę?.

    Na koniec wreszcie dwie sprawy, które podgrzały opinię publiczną w ostatnich tygodniach: Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Polski. Z Moskwy Gorycka przywiozła srebro w U-23, Włoszczowska i Dawidowicz pojechały w elicie ? jak na nie – kiepsko. Trzeba w tym miejscu pamiętać, że prestiż Mistrzostw Europy, szczególnie w roku olimpijskim, do tego rozgrywanych na dwa miesiące przed kluczowym startem sezonu jest dyskusyjny. Tym bardziej w momencie, w którym większość federacji zakończyła już selekcję. Podobnie sprawa wygląda z mistrzostwami kraju. Być może nieobecność olimpijek to zabieg taktyczno-psychologiczny by uniknąć konfrontacji. Tyle, że do IO pozostał miesiąc i niekoniecznie oznacza to, że kadra musi w tym czasie startować i cokolwiek komukolwiek udowadniać. Rozliczenie przygotowań przyjdzie po Londynie. Odpuszczenie startu, który miałby wyłącznie charakter treningowy jest jak najbardziej wytłumaczalne.

    Po argumentach racjonalnych czas na pytania i komentarz. O skandalicznych kulisach prezentowania systemu kryteriów selekcji do kadry IO wszyscy wiemy. Ba, wspominają o nich nie tylko niszowe, rowerowe media, ale także mainstream: np. onet czy gazeta.pl. Trzeba jasno powiedzieć: pojawienie się kryteriów zostało wymuszone na związku przez wspomniane, głównie niszowe media rowerowe. Kryteria od początku bzdurne, skandaliczne i oderwane od rzeczywistości, które zrobiły więcej złego niż dobrego. Pardon, zyskał na tym Marek Konwa, który by je wypełnić ścigał się w Pucharze Świata elity, dzielnie zbierał punkty na innych, prestiżowych imprezach, dzięki czemu jest obecnie na 24 miejscu w rankingu UCI elity (przez chwilę był nawet 19.). Jak odbije się to na jego dalszej karierze ? nie wiadomo, miejmy nadzieję, że w dłuższej perspektywie rozwinęło go to a nie ?zabiło?. Wszak, podobnie jak Gorycka nominalnie wciąż jest ?młodzieżowcem?! Paula nie poszła jego śladem i choć również regularnie ścigała się w Pucharze, to jednak nie z elitą a z orliczkami (co wykluczyło ją z walki o miejsce w kadrze na Londyn). Pojawia się wątpliwość podobna co w przypadku Marka: czy nie spowolniło to jej rozwoju, ale z drugiej strony czy nie jest to jednak bardziej naturalna i zdrowa droga.

    Co ciekawe, istniejący system (bez oficjalnych minimów, kryteriów, standardów) skutecznie funkcjonował przez lata. Dopiero gdy Maja Włoszczowska, grupa CCC i Polski Związek Kolarski zrezygnowali z usług Andrzeja Piątka, ten upomniał się o swoje w realiach, które sam współtworzył i które w sytuacji monopolu, gdzie odgrywał istotną rolę, sprawdzały się znakomicie. Ponieważ były wyniki a nie było wystarczająco zdeterminowanych chętnych, by ów system rozbić, nikt nie zwracał uwagi na istniejącą patologię, której przykładem była wspomniana na samym początku selekcja na IO w Pekinie. Czemu wszystko działało tak a nie inaczej? Trudno stwierdzić, ale obecnie widać jak zdolnym PRowcem jest Andrzej Piątek. ?Rozwód? z Włoszczowską, CCC i  PZKol właściwie wygrał, zdobywając sympatię mediów i kibiców. Podobnie wygląda sprawa z eliminacjami olimpijskimi, czego ostatecznym wyrazem jest banner na kieleckich mistrzostwach (choć sam w sobie jest słaby i kojarzy się co najwyżej ze szkolnymi przezywankami ). Niestety, mimo teoretycznych zmian w Polskim Związku Kolarskim wszystko pozostało po staremu. Problemy i niejasności jak były, tak są, nie tylko wokół kadry mtb, ale również szosowej czy torowej.

    Tak czy  inaczej, tego, co się stało zmienić już się nie da. Do Londynu jadą Włoszczowska oraz Dawidowicz, z czym merytorycznie trudno polemizować. Natomiast smród, jaki powstał wokół będzie unosił się jeszcze długo.  Do Igrzysk w Rio droga daleka. Do tego czasu możliwa jest sytuacja, że pretendentów do kadry będzie więcej. Nie tylko wśród kobiet jak i wśród mężczyzn. To ważne, bo tym razem, choć nasi reprezentanci są bardzo młodzi, byli pewniakami. A co gdyby kilka dobrych wyników zdobył choćby ścigający się w Norwegii Maciej Dombrowski? Albo z formą wystrzelił ktoś z drugiego szeregu. Też musiałby zmagać się z ogłoszonymi post-factum kryteriami?

    Cross country wydaje się odradzać. Pojawiają się wyścigi wyższej kategorii, trasy zaczynają znów być wymagające. Rośnie zainteresowanie zawodników, za nimi podążają rowerowe media. Jest szansa, że wkrótce znów wyrosną perspektywiczni zawodnicy. Należy pamiętać, że Włoszczowska, Dawidowicz, Szafraniec, Konwa czy Brzózka zaczynali swoją przygodę na Grand Prix MTB Lang Teamu, zanim jeszcze wyścigi te stały się karykaturą samych siebie.

    Co można zatem zrobić w takiej sytuacji? Np. przetestować system kryteriów przy okazji przyszłorocznych mistrzostw świata. Ogłosić je, dajmy na to w listopadzie a następnie konsekwentnie zrealizować. Można przy tym m.in. zastanowić się nad tym, czy warto zmuszać młodzieżowców do rywalizacji z elitą. A także nad wieloma innymi sprawami, ale myślę, że są tęższe głowy niż moja, które są w stanie podjąć odpowiednie decyzje :-)

    Ważne, by ta opcja, która zostanie wybrana była realizowana konsekwentnie i zgodnie z poszanowaniem jeśli nie prawa, to choćby dobrych obyczajów. Bo póki co właśnie tego ostatniego elementu zabrakło najbardziej.

  • 12 Wydarzeń 2011r. Srebro Włoszczowskiej

    12 Wydarzeń 2011r. Srebro Włoszczowskiej

    Zdobyć medal mistrzostw świata mimo defektu to duża sztuka. Mając do tego na sobie wzrok wszystkich kibiców i dziennikarzy w kraju? Klasa. Maja Włoszczowska udowodniła, że jest najwyższej próby specjalistką od walki o podium najważniejszych imprez.

    Można zawodniczkę z Jeleniej Góry merytorycznie krytykować za to, że od lat nie podejmuje walki o Puchar Świata. Można kręcić nosem na sposób, w jaki wywróciła do góry nogami status quo w rodzimym mtb. Wreszcie można ją szczerze dissować za wypowiedzi względem Andrzeja Piątka. Trzeba jej jednak uczciwie przyznać, że staje się wybitną specjalistką od imprez mistrzowskich.

    Rok po zdobyciu tęczowej koszulki w Val di Sole Mt Saint Anne, mając za sobą sezon-huśtawkę i zmianę trenera kilka tygodni wcześniej pojechała jeden z najlepszych wyścigów w karierze. Nie dość, że była znakomicie przygotowana fizycznie, to jeszcze wyjątkowo dobrze radziła sobie z techniką jazdy. Bardzo możliwe, że potrzebowałaby mniej niż okrążenia, by dogonić i prześcignąć Catharine Pendrell. Pogoń, w jaką Polka rzuciła się po defekcie była zaiste imponująca. Trochę szkoda, że pech (lub błąd) odebrał jej szansę na zwycięstwo, ale i tak za wyścig w Champery należą się Włoszczowskiej wielkie brawa.

    Oprócz zmian personalnych (Galiński – Piątek) trzeba pamiętać o jeszcze jednej istotnej różnicy, która być może przyczyniła się do sukcesu. To zmiana roweru na „twentyninera”. Polska zawodniczka współpracując ze Scottem promuje sprzęt na większych kołach i idzie jej to bardzo dobrze. Z mierzalnym wynikiem sportowym trudno polemizować, zatem jej srebro na mistrzostwach świata to również uwiarygodnienie idei dużych kół.

    W kwestii Scotta trzeba jeszcze wspomnieć uczestnictwo Mai w ogólnoświatowej kampanii reklamowej tego producenta. To kolejna zmiana i znak, że zawodniczka wypływa na szersze wody. Choć kampanię prywatnie uznaję za seksistowską (z trzech określeń: „performance-strenght-beauty” Maja dostała „beauty” obiektywnie będąc najlepszym sportowcem w stajni Scotta, zatem to jej należy się „performance”) jest ona wyraźnym krokiem w stronę rozwoju kariery polskiej kolarki.

    Na koniec jeszcze kilka słów o „Maja Race”, czyli firmowanym przez zawodniczkę wyścigu w Jeleniej Górze. Przejęty organizacyjnie przez Lang Team, wzbogacony o kryterium na malowniczym, zabytkowym rynku, z dobrą oprawą medialną ma wszystko by wpisać się do kalendarza ciekawych imprez nie tylko polskich ale i europejskich.

    Wygląda więc na to, że sezon 2011 był dla Mai Włoszczowskiej trudny, ale ostatecznie owocny. Przed nią wielkie wyzwanie związane ze startem na Igrzyskach w Londynie. Wtedy też przyjdzie czas na rozliczanie podjętych decyzji. Póki co, choć jak wspomniałem we wstępie, można jej sporo zarzucać, broni się wynikami na imprezach mistrzowskich. To naprawdę wiele.

    Video tym razem na zewnątrz – na stronach TVP Sport: Maja Włoszczowska zdobywa srebrny medal na mistrzostwach  świata w Champery.

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej