Tag: podsumowania

  • Od sezonu do sezonu

    Od sezonu do sezonu

    Wraz z prezentacją Tour de France 2022, zmierzamy od podsumowania sezonu 2021: obfitującego w ekscytujące rekordy i wzruszające powroty do przewidywania wydarzeń w kolejnym roku. 

    Każdy koniec wielkiego touru to tak naprawdę początek kolejnego. Każdy “monument” otwiera drogę do historii, które towarzyszyć będą wyścigom klasycznym rok później. 

    Rozwój, rewanż, rozczarowanie, motywacja czy ambicja powodują, że choć kolarstwo rozpatrujemy z podziałem na kolejne sezony, tak naprawdę mamy do czynienia z ciągłą narracją.

    Problemy obu płci

    Francuzi zaprezentowali trasę kolejnej Wielkiej Pętli już w połowie października. Dodając do męskiego Tour de France powracający Tour de France kobiet, lato przyszłego roku będzie zdominowane przez ASO. Zdecydowanie najmocniejszą organizację w świecie zawodowego kolarstwa.

    Marka “Tour de France” to w oczach szerszej publiczności synonim sportu rowerowego. Włączenie ośmiodniowej etapówki do portfolio francuskiej korporacji to milowy krok w rozwoju kobiecego kolarstwa. Na jego efekty trzeba będzie oczywiście poczekać, ale jest szansa, że krócej niż w  tym momencie może nam się wydawać. 

    I tak, owszem, problemy niedofinansowania, niewystarczającego wyeksponowania i inne wciąż pozostają, ale bez zaangażowania ASO byłoby wciąż niezmiernie daleko do ich rozwiązania. 

    Choć z perspektywy kobiecego peletonu kłopoty, z którymi boryka się kolarstwo męskie wydają się błahe, jednak przechodząc płynnie od podsumowania do zapowiedzi kolejnego sezonu nie mogę zapomnieć o dwóch kwestiach.

    Po pierwsze kolejny rok z rzędu mamy w World Tourze zespół będący na granicy upadku. Przez kilka sezonów żyliśmy w niepewności dotyczącej przyszłości zespołu Jonathana Vaughtersa, rok temu pożegnaliśmy team Jima Ochowicza, który w ostatniej inkarnacji sponsorowany był przez polską firmę obuwniczą CCC. Tym razem blisko zakończenia działalności jest Qhubeka. 

    Projekt o tyle ciekawy, że mający w tle ideę charytatywną. W środku sezonu 2021 “uratowany” przez związanego z rynkiem kryptowalut sponsora, który dość szybko rozmyślił się i przestał regulować swoje zobowiązania. 

    Sponsorzy o wątpliwej reputacji

    Takich przygód zawodowe kolarstwo doświadczało już wielokrotnie a rozwiązania jak nie było, tak nie ma. Sponsorów wspierających sport rowerowy na realnie rynkowych warunkach jest niewielu. Trend, który za to pogłębia się, to obecność państw i organizacji o wątpliwej reputacji, wykorzystujących zawodowy peleton do poprawienia swojego wizerunku i odwrócenia uwagi od popełnionych występków. 

    Co do zasady bowiem sponsorzy zespołów world tourowych albo łamią prawa człowieka, albo są na bakier z ekologią i, cóż, wszyscy się na to godzimy. 

    Owi mecenasi gwarantują bowiem pewną stabilność finansową, w przeciwieństwie do technologicznych jednorożców czy kapryśnych przemysłowców, którzy przychodzą równie szybko i spektakularnie co z kolarstwem się żegnają. 

    Związani na lata

    Osiągnięta bez wyrzutów sumienia stabilność skutkuje istotną zmianą. Młodzi, utalentowani i znakomicie rokujący zawodnicy podpisują z drużynami kontrakty nie tylko lukratywne, ale przede wszystkim wieloletnie.

    Z UAE Team Emirates Tadej Pogacar będzie związany do roku 2027 (będzie miał wtedy 29 lat), podobnie jak Joao Almeida. Remco Evenepoel będzie reprezentował zespół Patricka Lefevere’a do 2026 a Jakob Fuglsang z grupą Israel Start-up Nation ma współpracować przez trzy sezony, do swojego 39 roku życia. Choć pojawiają się pogłoski o możliwym rozwiązaniu kontraktu Egana Bernala z Ineosem, Kolumbijczyk póki co jest zobowiązany do jazdy w brytyjskim teamie do 2025r. Ta data znajduje się również w porozumieniu Mathieu van der Poela z Alpecin-Fenix a także młodego Juana Ayuso z UAE. 

    Na tym tle dwuletnia przygoda Petera Sagana i jego świty z zespołem TotalEnergies wydaje się przelotnym romansem. 

    Tymczasem to wydarzenie o wiele bardziej doniosłe. Trzykrotny mistrz świata nie jest już najbardziej skutecznym zawodnikiem w peletonie, który czego nie dotknął, zmieniał w złoto/zieleń. Ekipa Bora-Hansgrohe stała się jednak dzięki niemu poważnym, liczącym się graczem a jej pozycja ma istotne znaczenie w ponownym rozwoju niemieckiego kolarstwa. 

    Sagan wraz z Maciejem Bodnarem, Danielem Ossem i rowerami Specialized odchodzi do TotalEnergies, francuskiej drużyny bez licencji World Tour. Droga, którą nieco wcześniej podążył Nairo Quintana (zmieniając Movistar na Arkea Samsic) nie wydaje się już tak egzotyczna. 

    Więcej niż zwycięstwa

    Co więcej, zespół Alpecin-Fenix pokazał, że można z powodzeniem “oszukać system”: nie mieć zobowiązań wynikających z przynależności do World Touru a równocześnie zbudować skuteczną drużynę. Ekipa ta jest już zdecydowanie czymś więcej niż “teamem van der Poela”. Tim Merlier i Jasper Philipsen zwyciężali bowiem po dziewięć razy (MVDP – osiem).  Wygląda też, że swój potencjał skutecznie zrealizował w niej Ben Tullet, który od przyszłego roku będzie jeździł w Ineosie. 

    Sam van der Poel był z kolei jedną z kluczowych postaci sezonu 2021. Najpierw obronił tytuł mistrza świata w przełajach, następnie w imponującym stylu wygrał Strade Bianche, dostarczył wielkich emocji ścigając się z Alaphilippem i van Aertem na etapach Tirreno Adriatico i przesiadł się na rower górski by wygrać dwa wyścigi XCC na pucharach świata. Następnie wrócił na szosę, dał pokaz charyzmy na rozpoczynających Tour de France etapach, co zaowocowało emocjonalnym zdobyciem żółtej koszulki i historią z upamiętnieniem jego dziadka, Raymonda Poulidora. Kolejna przesiadka na mtb zaowocowała spektakularną porażką na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Memiczny upadek nie ostudził jednak zapału Holendra, który wrócił na szosę, zbudował formę na końcówkę sezonu zwieńczonego trzecią lokatą w Paryż-Roubaix. 

    MVDP to poniekąd symbol współczesnego kolarstwa. Ściga się cały rok, nie unika wyzwań, na rowerze prezentuje sportowy charakter. Co więcej, nie jest w tym osamotniony. W kolarstwie drugiej dekady XXIw obserwujemy bowiem festiwal talentów, ale też paradę ekscytujących osobowości. 

    Czasy, gdy twarzą peletonu był osamotniony Peter Sagan czy wyróżniający się z tłumu, puszący się niczym paw Mario Cipollini mamy za sobą.

    Co więcej, odchodzimy od klasycznej konwencji “pojedynków”. Armstrong vs Ullrich, Boonen kontra Cancellara (by nie sięgać do najbardziej ikonicznych potyczek sprzed 50 i więcej lat) to przeszłość. 

    Zarówno w klasykach jak i w wyścigach etapowych obserwujemy bezprecedensowo dużą grupę kolarzy zarówno z ponadprzeciętnym talentem, zmysłem taktycznym, ale i odwagą.

    Nie sposób wymieniać kolejnych wyścigów, na których działy się rzeczy wielkie. Choć kolarzem sezonu jest oczywiście Tadej Pogacar, to gdzie nie spojrzeć obserwowaliśmy wydarzenia, o których jeszcze kilka lat temu mogliśmy tylko marzyć. 

    • Wygrana czasówki, sprintu na Polach Elizejskich i etapu z Mont Ventoux przez van Aerta? Proszę uprzejmie. 
    • Kolejne rekordy tempa podjeżdżania w wykonaniu Bernala, Yatesa, Vingegaarda, Carapaza, Pogacara czy Roglica? Zaliczone.
    • Wieczny pomocnik, Damiano Caruso stający na podium Giro d’Italia? Jest!
    • Genialne powroty Marka Cavendisha i Fabio Jacobsena? Aż ciężko wskazać, który był bardziej wzruszający.
    • Dominacja Ineosu w wyścigach tygodniowych? Rzecz zdecydowanie warta zauważenia.
    • Tour de France i dwa monumenty w jednym sezonie w wykonaniu 24 latka? Mamy to!
    • Huśtawka emocji, upadków i triumfów Primoza Roglica? Jak on to zniósł???
    • Sensacyjna Anna Kiesenhofer, mocarny Ganna i złoty Carapaz? Zapamiętamy to na długo.
    • Froome walczący o powrót do formy, pożegnania z peletonem Tonego Martina, Anny van der Breggen, Alaphilippe broniący tytułu mistrza świata i wiele, wiele, wiele innych. 

    2022? Jestem podekscytowany i zaniepokojony

    Historii, które w tym sezonie zasługują na osobne opisanie było bez liku a co najważniejsze, większość z nich zapowiada ciąg dalszy.

    Bo choć dominacja Pogacara wydaje się trudna do obalenia a Słoweniec najlepszym kolarzem w peletonie, po tak udanym sezonie jak 2021 musi sobie postawić nowe wyzwania. 

    Poniekąd robią to za niego organizatorzy Tour de France, odważnie prezentując trasę z legendarnymi podjazdami. Po tym, gdy Egan Bernal ustanawiał najlepsze czasy na Zoncolanie i Giau, Pogacar zadziwił nas swoim rajdem przez przełęcze Romme i Colombiere, Vingegaard i Lopez byli  niezmiernie szybcy na Mont Ventoux, pora na Alpe d’Huez.

    Czy zatem na kultowych serpentynach zostanie poprawiony czas Pantanieg i Armstronga? A jeśli nie, to może przynajmniej Landisa czy Klodena? Choć Alpe d’Huez zobaczymy w połowie wyścigu, etap, na którym zostanie podjechane zapowiada się na bardzo wymagający.

    Ostatnie dokonania Pogacara, Bernala czy Roglica wskazują, że prędkość podjeżdżania na poziomie 1740m/h w takich okolicznościach jest możliwa. A to oznacza, że by złamać granicę 39 minut i pojawić się w pierwszej dziesiątce najszybszych rezultatów trzeba będzie na koniec liczącego 166km etapu, zaliczając po drodze Galibier i Croix de Fer, wygenerować ok 6,2W/kg. 

    Trudne, ale nie niemożliwe a równocześnie rozpoczynające na nowo dyskusję o dopingu we współczesnym kolarstwie. 

    Po ewidentnym załamaniu tempa jazdy w 2011r, gdy system paszportów biologicznych niewątpliwie wstrząsnął zawodowym peletonem, ten stopniowo zaczął odrabiać straty.

    Choć “marginal gains” stały się frazesem, w ciągu dziesięciu lat kolarstwo doświadczyło prawdziwych rewolucji: technologicznych, dietetycznych, treningowych, logistycznych i innych. 

    Te zdecydowanie wpływają na przebieg rywalizacji. Z jednej strony przyspieszając kolarzy, z drugiej pogłębiając różnice między bogatymi a biednymi. 

    Niestety poza niewątpliwym postępem, który popycha nie tylko sport wyczynowy, ale całą branżę rowerową, kolarstwo wciąż nie uwalnia się od duchów przeszłości. Stąd też trudno w pełni podziwiać to znakomite, być może najlepsze, najbardziej utalentowane i zdecydowanie najbardziej profesjonalne w historii pokolenie wiedząc, że za jego sukcesami wciąż stoją ludzie, którzy sami przyjmowali i podawali niemal nieograniczone ilości “twardego” dopingu. 

    Zatem choć wśród wielkich wyzwań, przed którymi stoi zawodowy sport wymienia się ekonomię i ekologię, należy przede wszystkim domagać się otwartości i transparentności. 

    Szukając więc swoich bohaterów sezonu 2021 i wybierając idoli sezonu 2022 proponuję wybierać tych, którzy wnoszą do peletonu coś więcej niż piękną jazdę i kolejne zwycięstwa. 

  • Kolarski 2018

    Kolarski 2018

    Wygląda na to, że przeżywamy właśnie złoty wiek światowego kolarstwa. Poziom sportowy jest niezmiernie wysoki, stawka wyrównana jak nigdy a wyścigi rozgrywane są niezmiernie ofensywnie. Gorzej jest w Polsce, gdzie energii mamy sporo, ale wciąż trzeba zmagać się z ?przejściowymi trudnościami?. Oto podsumowanie kolarskiego roku 2018, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej.

    Aresztowanie Andrzeja P.

    Szara eminencja Polskiego Związku Kolarskiego, twórca sukcesów kadry kolarzy górskich w tym Mai Włoszczowskiej (mistrzostwo świata w cross country i maratonie, srebrny medal olimpijski), dyrektor sportowy, twórca grup zawodowych, trener kadr został aresztowany na wniosek prokuratury w sprawie o przestępstwa seksualne. Według doniesień prasowych Andrzej P. może być również oskarżony o nadużycia finansowe, powracającym motywem jest też organizowanie przez niego systemu dopingowego. Pytań pojawia się wiele, spora część z nich krąży w środowisku kolarskim od wielu lat. Jeśli choć część z zarzutów zostanie potwierdzona, kluczowa jest odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego Andrzej P. stał się tak wpływową postacią w Polskim Związku Kolarskim.

    Dariusz Miłek ratuje Jima Ochowicza

    Śmierć Andy?ego Rihsa przyspieszyła decyzję firmy BMC o zakończeniu finansowania zawodowej grupy z licencją World Tour. Gdy wydawało się, że ta utytułowana ekipa przestanie istnieć a spora część kluczowych zawodników podpisała kontrakty z konkurencyjnymi zespołami, niczym rycerz na białym koniu pojawił się Dariusz Miłek, który postanowił nie tylko uratować klub Jima Ochowicza i uczynić Grega van Avermaeta jedynym liderem nowego ?CCC Pro Cycling Team?, ale też sprawił, że marzenie tysięcy polskich kibiców stanie się faktem. W 2019r drużyna z licencją naszego kraju wystartuje w Tour de France! To, czy nowy projekt Miłka okaże się sukcesem czy porażką zależy od niego samego. Właściciel wielu marek obuwniczych dał się poznać jako trudny partner (wielu dobrym kolarzom było nie po drodze z ekipą CCC, miał również wyraźny udział w eskalacji kryzysu w PZKol), konserwatywny inwestor (dotychczasowa polityka transferowa była raczej przyczyną rozczarowań niż entuzjazmu kibiców) i pasjonat-mecenas bardziej niż sponsor. Obecność niemieckich, szwajcarskich i włoskich marek korporacji Miłka na nowych strojach CCC Team może wskazywać, że wejście na poziom World Touru to faktycznie element szerszego planu ekspansji obuwniczego imperium z Polski na zachodnich rynkach. Miejmy więc nadzieję, że Dariusz Miłek będzie traktował swój projekt jak biznes i nie stanie się Olegiem Tinkowem zawodowego peletonu.

    Szymon Sajnok mistrzem świata

    Sponsoring CCC grupy World Tour to nie tylko polska flaga w tabelach wyników. To również przyspieszony awans do elity światowego kolarstwa. Paweł Bernas, Kamil Gradek, Łukasz Owsian i przede wszystkim Szymon Sajnok będą w sezonie 2019 ścigali się w najważniejszych wyścigach sezonu (w składzie CCC znajdzie się również Łukasz Wiśniowski z ekipy Sky). Z całym szacunkiem dla pozostałej czwórki, to właśnie obecność Sajnoka w peletonie World Touru budzi największe emocje. Ten zaledwie dwudziestojednoletni zawodnik wiosną został mistrzem świata w torowym wieloboju – omnium. W ten sposób nie tylko potwierdził, że lata inwestycji w torową kadrę oraz nieszczęsny obiekt w Pruszkowie miały sens, ale dał nadzieję na pojawienie się wśród zawodowców kolejnego, polskiegio kolarza wielkiego formatu. Fernando Gaviria, Elia Viviani, Mark Cavendish czy Bryan Coquard do znakomici szosowcy, którzy odnosili sukcesy w omnium na mistrzostwach świata czy Igrzyskach Olimpijskich. Jeśli w teamie CCC Sajnok dostanie szansę rozwoju podobną do nich, będzie nie tylko pretendował do medalu w Tokio, ale też do wielu sukcesów na szosach całego świata.

    Degrengolada w PZKol

    Niestety cała grupa uzdolnionych torowców, na których konsekwentnie stawiały kolejne zarządy Polskiego Związku Kolarskiego może mieć poważne problemy przez indolencję i degrengoladę, jakie na dobre rozgościły się w Pruszkowie. Fakt, że PZKol zajmuje się de facto wyłącznie szkoleniem torowców można by jakoś przeboleć, ale kolejne wybory, odwołania, dymisje, konflikt z ministerstwem sportu, afera Andrzeja P. niespłacane długi, niezwołane zjazdy, ewakuacja niemal wszystkich sponsorów, nieuregulowane kwestie podatkowe, organizacyjne i proceduralne powodują, że Polski Związek Kolarski de facto nie istnieje. Co więcej, ministerialne finansowanie szkolenia czy to za pośrednictwem komitetu olimpijskiego czy też jednego z regionów pokazują, że istnienie ?centrali? jest zbędne. Tym bardziej, że gdy owa ?centrala? zabiera się do pracy, jedyne, co potrafi, to niedopilinowanie terminów skutkujące brakiem finansowania na wyjazd młodzieży na imprezę mistrzowską w kolarstwie górskim. Z tej perspektywy torowe mistrzostwa świata 2019, które wbrew wszystkiemu zostaną rozegrane na zadłużonym pruszkowskim torze będą równie stosowne co występ klauna na stypie.

    Emocjonujący Tour de Pologne. W końcu

    Czy Tour de Pologne nareszcie ma swoje miejsce nie tylko w kalendarzu, sercach kibiców, ale też w harmonogramie czołówki zawodowców? Miejmy nadzieję, ponieważ tegoroczny wyścig Czesława Langa był nad wyraz udany i emocjonujący nie tylko ze względu na wygraną Michała Kwiatkowskiego. Z ?Kwiato? o zwycięstwo walczyli w tym roku Simon Yates i Thibaut Pinot. Wygląda na to, że TdP staje się realnie istotnym elementem przygotowań do hiszpańskiej Vuelty, tak jak Criterium du Dauphine dla Tour de France i Tour of the Alps dla Giro d?Italia. Choć ma swój ?urok? (maksymalna komercjalizacja połączona z finansowaniem z publicznych środków, skumulowanie trasy niemal wyłącznie w Małopolsce i na Górnym Śląsku, łopatologiczny PR i marketing), ze sportowego punktu wyścig był sukcesem.

    Świetny sezon Michała Kwiatkowskiego

    Wygrana w klasyfikacji generalnej Tirreno-Adriatico, zwycięstwo w Tour de Pologne do którego doprowadziły dwa sukcesy na etapach, wygrany prolog Criterium du Dauphine, trzy dni w koszulce lidera Vuelta a Espana, wygrana w Volta a Algarve, mistrzostwo Polski ze startu wspólnego oraz czwarte miejsce w mistrzostwach świata w jeździe indywidualnej na czas. Jeśli dołożymy do tego fakt, że ?Kwiato? po raz kolejny był kluczowym pomocnikiem w wygrywającym Tour de France Teamie Sky można jego sezon ocenić tylko na ?piątkę?. Jasne, byłoby miło, gdyby wszystkie te sukcesy Polak odnosił w ?fajniejszej? ekipie, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Wydaje się też, że wraz ze zbliżaniem się do ?trzydziestki? Kwiatkowski będzie specjalizował się w wyścigach etapowych, co jeszcze niedawno nie było tak oczywiste. Skuteczna jazda na czas i coraz lepsza jazda w górach zaczną zapewne przeważać nad szybkością i dynamiką. To co jednak wyróżnia Kwiatkowskiego spośród innych gwiazd zawodowego peletonu to niebywałe wyczucie sytuacji i kolarska inteligencja, które są nie do zastąpienia w trudnych sytuacjach.

    Jeden tour to za mało

    Chris Froome wygrał Giro i był trzeci w Tour de France, Tom Dumoulin był drugi w Giro, Tourze i w mistrzostwach świata w jeździe na czas. Miguel Angel Lopez stanął na trzecim stopniu podium Giro i Vuelty a Simon Yates wygrał Vueltę, prowadzenie w Giro d?Italia oddając zaledwie trzy dni przed końcem wyścigu. Sezon 2018 stał pod znakiem kolarzy wytrzymałych,utrzymujących wysoką dyspozycję przez dłuższy czas. Jeszcze dekadę temu, gdy ktoś ścigał się o różową koszulkę, nie istniał przed i po Giro. Bohaterowie Touru pojawiali się na chwilę podczas Liege-Bastogne-Liege, trafiali lub nie z formą na lipiec a Vuelta była nagrodą pocieszenia dla walczących o kontrakty niedobitków. Z szerszej perspektywy niewykluczone, że właśnie obserwujemy złoty wiek zawodowego kolarstwa, w którym największe sukcesy osiąga się po śmiałych akcjach a gwiazdy są w centrum uwagi przez wiele miesięcy nie tylko ze względu na nazwisko, ale też to, co faktycznie prezentują na szosie. Ba, nawet Geraint Thomas, który teoretycznie wygrał Tour de France jadąc defensywnie chroniony przez kolegów z drużyny na najwyższym stopniu podium w Paryżu stanął po zwycięstwach etapowych na podjazdach La Rosiere i Alpe d?Huez niczym rasowy góral, choć jest przecież byłym torowcem.

    Nibali wygrywa Mediolan – Sanremo

    Jeśli zwycięzca wielkiego touru jest najlepszy w ?wiosennych mistrzostwach świata?, to mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową. Ostatnim takim kolarzem był Laurent Jalabert. Jedynymi, którzy wygrali wszystkie trzy wielkie toury i ?Primaverę? byli Vincenzo Nibali, Eddy Merckx i Felice Gimondi. Tę trójkę łączy również zwycięstwo w Giro di Lombardia. Czy to znaczy, że Vincenzo Nibali jest jednym z najlepszych kolarzy w historii? Cóż, można szukać argumentów za i przeciw, wskazywać, że Włoch w wielkich tourach nie mierzył się bezpośrednio z najlepszymi konkurentami swoich czasów, ale ostatecznie zwycięzcy są na mecie a nie w przedstartowych rozważaniach, więc wiele wskazuje na to, że tak. ?Rekin z Messyny? to postać zdecydowanie wybitna. Patrząc na sezon 2018 jako całość, zakończona powodzeniem solowa akcja Nibalego to pewien symbol. Zmniejszone o jednego zawodnika drużyny (w klasykach i mniejszych etapówkach do siedmiu, w wielkich tourach do ośmiu kolarzy) do pewnego stopnia przyczyniły się do odblokowania rywalizacji i przynajmniej kilku akcji, które przejdą do historii tego sportu. I tylko żal, że w trakcie podjazdu na Alpe d?Huez przewrócił go kibic-idiota łamiąc nie tylko kręgosłup Nibalego, ale też sporą część jego sezonu.

    Salbutamol i Finestre

    Jeśli ktoś miał zapisać się w kronikach kolarstwa solowym rajdem przez kilkadziesiąt kilometrów dającym zwycięstwo w wielkim tourze, to mało kto jako kandydata do podjęcia takiego ryzyka wskazałby Chrisa Froome?a. Tymczasem Brytyjczyk zaskoczył wszystkich jazdą, do opisania której pasuje jedynie niepoprawna kalka z angielskiego. To było po prostu ?epickie?. Jednym atakiem na 80km przed metą 19. etapu Giro d?Italia Froome z nawiązką odrobił straty z wcześniejszej fazy wyścigu, wygrał swój trzeci wielki tour z rzędu i otworzył sobie drogę do legendarnego dubletu. Ta jednak została dla niego zamknięta w lipcu nie tylko przez pokonanego we Włoszech Toma Dumoulina, ale przede wszystkim przez klubowego kolegę, Gerainta Thomasa. Tak czy inaczej Froome wygrywając różową koszulkę wszedł do elitarnego grona zwycięzców wszystkich trzech wielkich tourów. Stało się tak jednak nie tylko dzięki bezkompromisowej postawie na rowerze, ale też dzięki skuteczności prawników teamu Sky, którzy wybronili go przed dyskwalifikacją za nadużycie salbutamolu podczas Vuelta a Espana 2017.

    Śmiałość

    Wspomniałem już Nibalego i Froome?a, nie mogę nie wspomnieć Simona Yatesa. Brytyjczyk szarżował na Giro wygrywając w świetnym stylu trzy etapy, za co zapłacił kryzysem na Finestre i porażką w całym wyścigu. Na Vuelcie ?pojechał po swoje?, chwalony za odrobienie lekcji i przyspieszony kurs kolarskiej dojrzałości. Tyle tylko, że w Hiszpanii również jechał ofensywnie, choć nieco rozważniej. Na Tourze długich akcji próbowali kolarze LottoNL Jumbo, po solowej akcji piękne zwycięstwo etapowe na Col de Portet zaliczył Nairo Quintana. W ?monumentach? solowe wygrane stały się udziałem Nibalego, Nikiego Terpstry w Ronde van Vallenderen, Boba Jungelsa w Liege-Bastogne-Liege a Giro di Lombardia padło łupem samotnie atakującego Thibaut Pinot. W Paryż-Roubaix Peter Sagan ograł na finiszu Silvana Dilliera a kolejna grupka pościgowa na słynny velodrom dotarła po minucie. To był rok ucieczek, rok śmiałków i zdecydowanie sezon ?ścigania typu vintage? a kolarze zapisali sporo stron w kronikach swojego sportu czymś więcej niż tylko suchymi tabelami wyników.

    Młodość

    Vuelta a Espana 2018 nie dość, że przyniosła wygraną Simona Yatesa, to jeszcze wyraźnie odmłodziła czołówkę wielkich tourów. Yates ma 26 lat, drugi w Madrycie Enric Mas 23 a Miguel Angel Lopez 24 lata. Jak co kilka sezonów już wkrótce doświadczymy zmiany warty w zawodowym peletonie. Froome już jest ?starym mistrzem?, Sagan czy Kwiatkowski mimo imponującego dorobku dopiero wchodzą w najlepszy wiek dla kolarzy a za ich plecami już czają się o pięć lat młodsze roczniki wielkich talentów. Tak to już jest w sporcie, w życiu, wszędzie, ale tegoroczna Vuelta była pewnego rodzaju symbolem, który przypomina o czasie, który płynie dla wszystkich, tylko nie dla?

    Alejandro Valverde

    Zdobyć tęczową koszulkę w wieku 38 lat za dwunastym podejściem to wyjątkowy wyczyn. Alejandro Valverde był faworytem zawsze, gdy stawał na starcie wyścigu o tęczową koszulkę. Zdobywał medale, często był tam, gdzie powinien w decydujących momentach, ale zawsze czegoś brakowało. Gdy ogłoszono, że czempionat 2018 zostanie rozegrany na wyjątkowo górzystej trasie, która odsieje sprinterów czy też specjalistów wyścigów klasycznych, notowania Valverde automatycznie wzrosły. Choć na wiosnę Julian Alaphilippe pokonał go w końcu na Mur de Huy a pod koniec hiszpańskiej Vuelty Hiszpan tracił formę, odbudował ją przed Innsbruckiem gdzie obronił się przed Bardetem i Woodsem na ekstremalnie stromym podjeździe Höll, wytrzymał psychicznie pojawienie się w czołówce goniącego na zjazdach Dumoulina a następnie zrobił to, co potrafi najlepiej. Jako najlepszy sprinter wśród górali wygrał finisz i w końcu został mistrzem świata. Mimo aroganckiego milczenia w sprawie swojej dopingowej przeszłości, Valverde jest kochany przez tysiące fanów na całym świecie a w swojej rodzinnej Murcji został po powrocie z Austrii powitany niczym papież.

    Cross country na fali

    Ekstremalizujące się cross country w mijającym roku było na ?antenie? RedBull TV oglądane chętniej niż spektakularne zawody zjazdowe. Stało się tak mimo kolejnego sezonu pod znakiem Nino Schurtera. Szwajcar zdominował puchar świata i po raz siódmy zdobył mistrzostwo świata w XC. Fakt, że zrobił to podczas imprezy rozgrywanej w swoim kraju, w szwajcarskim Lanzerheide niewątpliwie pomógł mu w zdobycia tytułu ?sportowca roku? i pokonania takich postaci jak Roger Federer i Dario Cologna.

    Multidyscyplinarni

    Do tego, że co jakiś czas zawodnicy z jednej odmiany kolarstwa zaliczają gościnne występ w innej już się przyzwyczailiśmy. Wygląda na to, że takie wyskoki są i będą coraz częstsze, czy to ze względu na interesy sponsorów, zajawki samych sportowców czy wreszcie ich potrzebę ciągłego rozwoju. Na trasach kolejnych imprez pojawiają się dodatkowe atrakcje, bruk, polne i szutrowe drogi. Technika jazdy, umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach i reagowania na niestandardowe okoliczności są więc w cenie. Zawodowi szosowcy startują w wyścigach mtb, po sezonie organizują sobie bikepackingowe wyprawy a z kolei w drugą stronę następuje transfer świeżej krwi. Czołowi przełajowcy w poszukiwaniu sławy i pieniędzy zasilają zawodowy peleton od lat, by wymienić tylko Zdenka Stybara i Larsa Booma. Trzykrotny mistrz świata, Wout van Aert tak bardzo chce dołączyć do zespołu LottoNL Jumbo, że po długich bojach rozwiązał kontrakt z dotychczasowym pracodawcą, Verandas Willems – Crelan i od marca 2019 będzie reprezentantem grupy World Touru.

    Sagan oddaje tęczową koszulkę, ale i tak jest wielki

    Po trzech latach w stroju mistrza świata Peter Sagan nie nastawiał się na obronę tytułu w sezonie 2018. Choć w trakcie wielkich tourów był w stanie całkiem dobrze radzić sobie na trasach górskich etapów, czy to jadąc na własne konto czy pomagając kolegom z drużyny, runda w Innsbrucku była dla niego zdecydowanie za ciężka. Skupił się więc na kampanii wiosennych klasyków oraz Tour de France. Zaowocowało to zwycięstwem w Paryż – Roubaix, dzięki czemu skompletował dwa brukowane monumenty jako urzędujący mistrz świata (w 2016 zwyciężył w Ronde van Vlaanderen). Z kolei w lipcu, nie tylko dzięki regularności, ale też dzięki trzem etapowym zwycięstwom wygrał szóstą w karierze zieloną koszulkę najlepszego kolarza w klasyfikacji punktowej. Zrównał się więc z Erikiem Zabelem i jest tylko o krok od objęcia samodzielnego, z dużym prawdopodobieństwem niepobijalnego w dającej się przewidzieć przyszłości, samodzielnego rekordu. Sezon zakończył z ośmioma zwycięstwami (należy wspomnieć jeszcze to w Gandawa – Wevelgem) a co istotne osiągnął to mimo niełatwego roku w życiu osobistym. Sagan rozstał się bowiem z dopiero co poślubioną żoną, Katariną, matką ich wspólnego syna, rocznego Marlona. Być może ten fakt skłonił go by wspomnieć o możliwej karierze poza szosą ze względu na zbyt dużą ilość dni, jakie zawodowiec musi spędzać na wyścigach i zgrupowaniach. Cóż, cena sławy, a słowacki mistrz jest niewątpliwie największym gwiazdorem światowego kolarstwa od czasów Mario Cipolliniego, jest wielka.

    Polityka korporacji

    Jeśli już mowa o cenie, to po pierwsze, utrzymanie projektu, jakim jest Team Sky nie jest tanie. Budżet około 40 milionów Euro rocznie to niemało, nie tylko jak na standardy kolarskie, gdzie jest to więcej niż ma ktokolwiek inny, ale sportowe w ogóle. Jeśli ktoś śledzi kino superbohaterskie, zauważył już wcześniej, że koncern medialny Sky może zmienić właściciela. Na skutek polityki największych studiów filmowych na świecie Fox trafił pod skrzydła Disneya a co za tym idzie X-meni zapewne zostaną włączeniu do ?MCU?, natomiast Sky jest przejmowany przez COMCAST. Dla Amerykanów, których roczny dochód to 18 miliardów dolarów, czterdzieści milionów to okruszki. Decyzja o wycofaniu się ze sponsorowania drużyny kolarskiej, która wygrała osiem wielkich tourów od 2012r oraz każdy, worldtourowy wyścig etapowy poza Eneco Tour musi mieć inne podłoże niż finansowe. Być może moloch nie ma głowy, by zajmować się takimi drobiazgami, być może też stwierdzono, że cele marketingowe dla Sky zostały już osiągnięte. Albo też, biorąc pod uwagę, że rynek amerykański jest bardziej wrażliwy na różnego rodzaju skandale, nie chce mieć nic wspólnego z kontrowersjami okołodopingowymi, arogancją Dave?a Brailsforda, chamstwem i rasizmem Gianiego Moscona, kibicami oblewającymi Chrisa Froome?a (a co za tym idzie logo firmy) moczem, tajemniczymi paczkami, które według jakby na to nie patrzeć szlachcica, Bradleya Wigginsa zawierały nie testosteron dla niego a dildo dla jego szefa?
    Dave Brailsford ma realnie jeszcze pięć miesięcy na znalezienie zastępstwa za Sky. Część jego gwiazd może podpisać nowe kontrakty już podczas Giro d?Italia. Czy znajdzie się ktoś, kto zechce sfinansować milionowe pensje pomocników Froome?a oraz fanaberie związane z ?filozofią marginal gains?? Jim Ochowicz został cudem uratowany przez Dariusza Miłka, Patrick Lefevere do ostatniej chwili łatał dziury w budżecie i porozumiał się z firmą Decuninck (producent okien). Perturbacje finansowo – organizacyjne Sky (a trzeba pamiętać, że koncern medialny jest nie tylko sponsorem, ale de facto właścicielem zespołu) mogą wywołać niespotykany ruch na rynku transferowym już od wiosny 2019.

    Kolarstwo w mainstreamie

    Mam wrażenie, że rok 2018 był przełomowy dla obecności kolarstwa w polskich mediach, zarówno ?mainstreamowych? jak i specjalistycznych. Duże portale zaczęły regularnie publikować obszerniejsze materiały skupiające się na czymś więcej niż tylko wyniki Polaków i ewentualne ?pompowanie balonika? przed najważniejszymi imprezami. Spora w tym zasługa nie tylko dobrych wyników naszych worldtourowców w ostatnich sezonach, afery Andrzeja P, degrengolady w PZKol i inwestycji Dariusza Miłka. Kolejni autorzy dołączają do grona piszących o kolarstwie, pojawiają się podcasty, kolarstwo ma dedykowaną sobie audycję w sportowym radiu a media rowerowe szukając sposobów na wyróżnienie się wśród konkurencji wzorują się na autorach zagranicznych i publikują większą ilość materiałów autorskich. Zapewne do wszystkiego trzeba dorosnąć i siłą rzeczy prezentowany przekaz musi być bardziej przystępny by dotrzeć do grupy szerszej niż tylko ci najbardziej zaangażowani fani, swoje trzy grosze dodają także pisane pod wyszukiwarki i clickbite tytuły i leady, ale i tak jest nieźle. Poziom kolarskiego dyskursu zaczyna doganiać poziom sportowy zawodników, kolejny krok to poziom komentarzy pisanych przez kibiców.

    Na to akurat ja narzekać nie mogę, ponieważ jesteście gronem wyjątkowych czytelników, zatem dziękuję Wam wszystkim za wspólne śledzenie wydarzeń z rowerowego światka w ostatnich 12 miesiącach. I do zobaczenia wkrótce :)

    Zdjęcie okładkowe: louis tricot on Unsplash

  • Kolarski 2015: Listopad i Grudzień

    Kolarski 2015: Listopad i Grudzień

    Bez wyścigów, za to z wieloma wydarzeniami ?na zapleczu? kolarstwa. Sezon 2015 kończy się dywagacjami o przyszłości tego sportu, pojawiają się nowi sponsorzy i nowe perspektywy.

    Oleg Tinkow odejdzie z kolarstwa?

    Wizjoner i wichrzyciel zarazem, rosyjski bogacz Oleg Tinkow zapowiedział, że po sezonie 2016 kończy z finansowaniem kolarstwa. Twierdzi, że nie udało mu się wpłynąć na UCI i całe środowisko by ten sport zmienił się w komercyjny, dochodowy show. Sam ?utopił? w zespole, który przejął od Bjarne Riisa ok. 60 milionów euro. Po skończeniu przygody z kolarstwem swoje usługi finansowe będzie reklamował tradycyjnymi spotami w telewizji.

    Jeśli jego obietnica się spełni, wyścigi rowerowe zostaną pozbawione kolejnej wyrazistej i charyzmatycznej postaci. Być może nie wszystko, co Tinkow mówi  ma sens, ale spora część jego intuicji jest słuszna. Tak czy inaczej będzie go brakować w peletonie i na twitterze.

    Spory wokół reformy kolarstwa

    Według Tinkowa kolarstwo nie zmienia się tak szybko jak powinno. Plany reformy: kalendarza, hierarchii drużyn zawodowych czy przyznawania licencji tkwią w martwym punkcie. Propozycje UCI spotkały się z ostrą krytyką, głównie ze strony właścicieli Tour de France, czyli korporacji ASO. Francuzi zapowiadają wycofanie swoich wyścigu z cyklu World Tour, grożą secesją, równocześnie nie podając atrakcyjnej alternatywy dla rozwiązań UCI.

    To nie pierwsza taka sytuacja. Zbliżonej sytuacji doświadczaliśmy gdy rodził się Pro Tour. Wtedy też właściciele najbardziej prestiżowych i tradycyjnych imprez próbowali rodzajem szantażu forsować swoje interesy. Efekt był taki, że kolarstwo traciło na wizerunku a w najważniejszych imprezach i tak ścigali się najlepsi. Teraz sytuacja wygląda podobnie.

    Degradacja Tour de Pologne

    Pewne zmiany zachodzą już teraz. Przetasowano klasyfikację wyścigów na skutek czego w nowym rankingu Tour de Pologne traci swoją pozycję, dotychczas równą z innymi etapówkami World Touru. Teraz nasz wyścig będzie traktowany na równi z Dookoła Kraju Basków czy Volta a Catalunya, ale niżej niż np. Tour Down Under. Sam nowy ranking ma sens, powraca bowiem do systemu, w którym liczone były punkty ze wszystkich imprez UCI, bez podziału na World Tour czy Toury Kontynentalne (zamiast tego, by poznać realną ?moc? poszczególnych kolarzy trzeba było odwoływać się do nieoficjalnych klasyfikacji jak CQ Ranking). World Ranking to de facto przywrócenie sytuacji sprzed reformy Pro Tour, będzie on funkcjonował na podobnej zasadzie co rankingi tenisowe. Punkty będą zbierane rok do roku, zatem by utrzymać pozycję trzeba będzie bronić miejsca uzyskanego w danej imprezie w poprzednim sezonie.

    Dane Froome?a

    Chris Froome oficjalnie ujawnił wyniki swoich badań wydolnościowych. Po wycieku plików z podjazdu na Mont Ventoux w 2013r było sporo zamieszania a Brytyjczyk obiecał się przebadać i wyniki podać do wiadomości publicznej. Tak też zrobił i choć wśród największych sceptyków dane budzą pewne wątpliwości, wiele wskazuje na to, że Froome faktycznie nie kłamie. Rezultaty osiągane w laboratorium uzasadniają tempo jazdy na szosie. Punkty odniesienia w postaci paramterów ujawnianych przez innych kolarzy a także prowadzonych niemal po każdym etapie estymacji pokazują, że mamy do czynienia z bardzo utalentowanym, ale nie odbiegającym od ?normy? (jaką jest ścisła czołówka dowolnej konkurencji wytrzymałościowej), organizmem.

    Nowi sponsorzy

    Mimo przepychanek między UCI a ASO, wydaje się, że w kolarstwie dzieje się lepiej. Pojawiają się nowe marki, które chcą się promować przy pomocy sportu rowerowego. Lidl i Segafredo wchodzą jako sponsorzy Etixx-Quickstep i Treka. Z kolei w Polsce Orlen ze swoją marką Verva inwestuje w zespół Active Jet, dzięki czemu w sezonie 2016 będziemy mieli dwie drużyny (pierwszą jest CCC Sprandi Polkowice) w gronie ekip Pro Continental. Choć ekipa Sky będzie kończyła współpracę z Jaguarem i Raphą, z pewnością na ich miejsce pojawią się nowe, prestiżowe korporacje, które zwiążą się z brytyjskim zespołem. Nietypowych pojazdów seriwsowych w peletonie World Touru jednak nie zabraknie. Giant-Alpecin będzie w przyszłym sezonie poruszał się samochodami Mini. Z kolei wspomniana Rapha wraz z niemieckim Canyonem tworzy i wspiera jedną z mocniejszych ekip kobiecych. Generalnie rzecz ujmując wydaje się, że jest więc całkiem nieźle a kolarstwo zaczyna być atrakcyjne nie tylko dla szalonych mecenasów, ale i dla myślących komercyjnie sponsorów. Tą właśnie, optymistyczną myślą kończę podsumowania sezonu 2016.

  • Kolarski 2015: Październik

    Kolarski 2015: Październik

    Niby już offseason, ale jeszcze niektórzy ścigają się na wysokim poziomie. Oficjalnie otwarte okno transferowe potwierdza wcześniejsze przecieki, ale i zaskakuje intrygującymi rozstrzygnięciami. W tle ścigają się przedstawiciele mniej eksponowanych konkurencji kolarskich, np. torowcy.

    Nibali uratował swój sezon

    Czwarte miejsce w Tour de France i obroniony tytuł mistrza Włoch to nieco mało dla kolarza formatu Vincenzo Nibalego. Co więcej, próba odbudowy formy i wizerunku na trasie Vuelta a Espana zakończyła się skandalem. Nibali został wykluczony z wyścigu po tym, gdy był nielegalnie holowany przez samochód serwisowy swojej drużyny. W związku z brakiem dni startowych, lider Astany budował formę na mistrzostwa świata na klasykach w swojej ojczyźnie. Jak już wiemy nowym właścicielem tęczowej koszulki został Peter Sagan, Nibalemu zaś została tylko jedna szansa na uratowanie sezonu.

    Giro di Lombardia to ostatni ?monument? i przedostatnie ważne wydarzenie w kolarskim kalendarzu. W tym roku na trasie wyścigu znów znalazł się wymagający podjazd Muro di Sormano a przed metą w Como znalazło się wiele ciężkich podjazdów. To jednak nie one zadecydowały o losach ?Lombardii?. Nibali, słynący ze znakomitych umiejętności zjazdowych w popisowym stylu zaatakował prezentując właśnie ten, być może swój największy, atut. Do mety dotarł samotnie a gdy przecinał ?kreskę?, do jego koszulki mistrza Włoch niespodziewanie przykleiła się chorągiewka w narodowych barwach.

    Nibali, który w przeszłości kilkukrotnie próbował wygrać jeden z ?monumentów? (Liege-Bastogne-Liege lub Mediolan-Sanremo) zamknął niezbyt udany sezon wzruszającą wygraną. W ten sposób znalazł się w gronie wybitnych kolarzy, którzy na swoim koncie mają trzy wielkie toury oraz tradycyjny klasyk. Jedyne, co ratuje tę imprezę, to transmisja w Eurosporcie, ale brak gwiazd na starcie.

    Paryż-Tours na równi pochyłej

    Bez obecności w World Tourze i na ostatnim miejscu w europejskim kalendarzu, jeden z najbardziej zasłużonych dla kolarstwa klasyków, czyli Paryż-Tours z roku na rok traci na znaczeniu. Szkoda, bo to piękna impreza o ciekawej trasie, która choć płaska, często daje szansę ambitnym uciekinierom. W przeszłości wydarzyło się tam wiele fascynujących historii. Tegoroczna wygrana Matteo Tosatto, cóż, jest ważna chyba tylko dla niego samego.

    ?Worek medali?

    Torowe mistrzostwa Europy interesują jeszcze mniejszą grupę kibiców niż zwycięstwo Tosatto w Paryż-Tours. Były jednak ważne dla naszej kadry narodowej, która szykuje się do podboju Rio de Janeiro w czasie przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich. Z Grenchen (tak, to ten tor na którym rekordy godzinne bili Jens Voigt i Rohan Dennis) Polacy przywieźli pięć medali: złote Katarzyny Pawłowskiej i Wojciecha Pszczolarskiego w wyścigu punktowym, srebrny męskiej drużyny sprinterów (Drejgier, Sarnecki, Maksel) oraz brązowe Damiana Zielińskiego w sprincie indywidualnym i Adriana Teklińskiego w Scratchu. Miejmy nadzieję, że rzucenie niemal wszystkich sił właśnie na tor zwróci się w Rio, skąd nasi reprezentanci przywiozą kilka krążków. Byłoby szkoda, gdyby przy takim zaangażowaniu coś poszło nie tak.

    Najgłośniejsze transfery

    Marcel Kittel przechodzi z Gianta do Etixx-Quickstep, którą w związku z tym dodatkowo wesprze niemiecka sieć dyskontów Lidl. Spod skrzydeł Patricka Lefevere?a odchodzi z kolei Michał Kwiatkowski wraz ze swoim wiernym giermkiem i imiennikiem, Gołasiem. Na rynku sprinterskim w ogóle panuje spory ruch, ponieważ Mark Cavendish i jego główny rozprowadzający, Mark Renshaw przechodzą do MTN Qhubecka, a dzięki ich punktom oraz nowemu sponsorowi, Dimension Data, zespół awansuje do World Touru. Ze Sky do BMC odchodzi Richie Porte, gdzie uzupełni lukę po Cadelu Evansie, z kolei z Astany do Sky wędruje Mikel Landa. W związku z licznymi przetasowaniami, sezon 2016 prezentuje się intrygująco.

    Giro czy Tour?

    Zaprezentowane trasy dwóch najważniejszych wyścigów trzytygodniowych dają spore pole do taktycznego przygotowania całego sezonu. 2016 to bowiem rok olimpijski, zatem niektórzy zawodnicy, którzy będą chcieli powalczyć o medal na górzystej trasie w Rio wyjątkowo potraktują Tour treningowo, pierwszy szczyt formy przygotowując na Giro. Tak chce postąpić Vincenzo Nibali. Z kolei Chris Froome wierzy, że wystarczy mu sił, by po ciężkim Tourze zachować dyspozycję na Igrzyska. Ciekawostką jest dawno nie widziana w Wielkiej Pętli stricte górska czasówka.

    Wielka Pętla w sezonie 2016 będzie bez brukowanych niespodzianek, zobaczymy za to Mont Ventoux, bardzo ciężki etap w Pirenejach i kilka nowości w Alpach. Z kolei Giro kusi bardziej uniwersalnych kolarzy większą ilością kilometrów jazdy na czas a organizatorzy znów liczą na szczęście, planując prowadzić peleton w maju na wysokości ponad 2500m (choćby przez przełęcze Bonette, Lombarda czy Agnello).

  • Kolarski 2015: Wrzesień

    Kolarski 2015: Wrzesień

    Rafał Majka po 22 latach ?odczarował? dla Polski podium wielkiego Touru zajmując trzecie miejsce w Vuelta a Espana. Z kolei Peter Sagan w końcu zanotował swoje Wielkie Zwycięstwo wygrywając mistrzostwa świata w Richmond. Te wszystkie osiągnięcia bledną jednak przy Pauline Ferrand-Prevot, która w ciągu roku zdobyła cztery tęczowe koszulki, co więcej, w różnych, kolarskich konkurencjach.

    Konsekwencja górą

    Rafał Majka podczas Vuelty jechał nieco defensywnie, ale kilka jego ataków mogło się podobać. Co ważne, zaprezentował taktyczną dojrzałość i skuteczność, poparte wysoką dyspozycją. Choć nieco poniżej (także swoich) oczekiwań pojechał na czas, w ciągu całych trzech tygodni hiszpańskiego touru spisywał się znakomicie. Gdy na ostatnim górskim etapie ekipa Astany ostatecznie rozprawiała się z Tomem Dumoulinem, Majka także wziął sprawy w swoje ręce. Wraz z Nairo Quintaną odjechał z peletonu, razem przeskoczyli do ucieczki, gdzie czekali na nich pomocnicy i w ten sposób Polak wspiął się na podium wyścigu. Niewiele zabrakło by tym ruchem ograł też ?Purito? Rodrigueza, ale trzecie miejsce na mecie w Madrycie i tak jest super.

    Cały wyścig padł łupem Fabio Aru. Włoch wiele zawdzięcza Michelowi Landzie, swojemu górskiemu superpomocnikowi. Nierówna jazda Aru, tak w konkretnych imprezach jak i w czasie całego sezonu budzi pewne wątpliwości co do źródeł eksplozji formy, ale przynajmniej nie można mu zarzucić, że unika konfrontacji i jeździ zachowawczo. Dzięki temu ma na swoim koncie drugie miejsce w Giro d?Italia i pierwsze w Vuelta a Espana w jednym sezonie.

    Tom Dumoulin, choć ostatecznie poległ i wypadł nawet z pierwszej piątki klasyfikacji generalnej, uznawany jest za objawienie sezonu i bohatera Vuelty. Jeden, dwóch górskich pomocników w składzie ekipy Giant Alpecin i kto wie, może to Holender byłby zwycięzcą całego wyścigu.

    Ferrand-Prevot legendą

    Mistrzostwa świata mtb rozegrano w Andorze, większość wyścigów odbywała się przy paskudnej pogodzie. Maja Włoszczowska miała nieco problemów technicznych, ale zdołała ukończyć wyścig elity kobiet na szóstym miejscu. Monika Żur dobrze poradziła sobie wśród orliczek (7. lokata) a Marek Konwa, mimo nienajlepszego ustawienia na starcie zdołał awansować do trzeciej dziesiątki wyścigu mężczyzn, gdzie Nino Schurter zbliżył się do Juliena Absalona i dzięki czwartej tęczowej koszulce przegrywa z Francuzem już tylko 4:5 biorąc pod uwagę zdobyte tęczowe koszulki. Bohaterką mistrzostw i być może najlepszym kolarzem sezonu 2015 w ogóle była rodaczka Absalona, Pauline Ferrand-Prevot. W ciągu roku wygrała cztery tytułu mistrzowskie: na szosie (w Ponferradzie, październik 2014), w przełajach (w Taborze, zima 2015) a w Vallnord triumfowała z kolegami z drużyny w sztafecie a następnie indywidualnie sięgnęła po ?tęczę? w elicie kobiet. Ferrand-Prevot jest prawdziwym, kolarskim omnibusem i jedną z najważniejszych postaci we współczesnym kolarstwie. Pomyślcie tylko, jak wielką gwiazdą byłby mężczyzna z takim dorobkiem.

    Polacy na szosie

    Katarzyna Pawłowska ze srebrem i Katarzyna Niewiadoma z brązem, podobnie jak Michał Kwiatkowski to efekt jazdy Polaków w zespołach Boels Dolmans, Rabo Liv i Etixx-Quickstep podczas mistrzostw świata w Richmond. Jazda drużynowa nie daje tęczowej koszulki, ale obecność w składzie najlepszych ekip zawodowych potwierdza klasę naszych kolarek i kolarzy. Co więcej, Niewiadoma zajęła siódme a ?Kwiato? ósme miejsce w wyścigach ze startu wspólnego a Maciej Bodnar i Marcin Białobłocki zmieścili się w pierwszej dziesiątce jazdy indywidualnej na czas.

    Sagan w końcu wielki

    Wszystkich przyćmił jednak Peter Sagan. Słowach, który od wielu miesięcy szukał ważnego zwycięstwa. Formę i pewność siebie (choć leżał w kraksie) odbudował na trasie hiszpańskiej Vuelty. Na mistrzostwach w Richmond, mimo skromnej drużyny, pojechał po mistrzowsku. Wyczekał, przyczaił się a gdy trzeba bezkompromisowo zaatakował. Znów ważnym elementem decydującym o tęczowej koszulce były zjazdy, a lekko prowadząca w górę szosa do mety musiała być dla Słowaka bardzo bolesna. To był jednak jego dzień i nawet wypięty z pedału but nie przeszkodził mu w odniesieniu pięknego zwycięstwa. Od tego momentu Sagan stara się jak może, by godnie nosić tęczową koszulkę. Największym wyzwaniem będzie dla niego jazda w wiosennych klasykach, gdzie zmierzy się z rolą faworyta, dodatkowo oznaczonego symbolami mistrza świata.

  • Kolarski 2015: sierpień

    Kolarski 2015: sierpień

    Jeden z najbardziej intensywnych miesięcy w kolarskim kalendarzu obfitował w emocjonujące wydarzenia. Od Tour de Pologne po hiszpańską Vueltę trudno było nadążyć ze śledzeniem rowerowych newsów.

    Pięć minut bohaterów drugiego planu

    Lubię, gdy zawodnicy na co dzień pozostający w cieniu mają szansę zaprezentować pełnię swoich możliwości i choć na chwilę stają się gwiazdami sportu. Tegoroczny Tour de Pologne przyniósł momenty radości Maciejowi Bodnarowi, który po całodziennej ucieczce wygrał etap w Nowym Sączu oraz Marcinowi Białobłockiemu, zawodnikowi kontynentalnej ekipy One Pro Cycling, który w barwach reprezentacji narodowej wygrał finałową czasówkę na ulicach krakowskiego Starego Miasta. Co więcej, klasyfikację generalną (w końcu) wygrał kolarz Movistaru, Jon Izagirre. Bask wcześniej trzykrotnie próbował wygrać Tour de Pologne. Ten solidny pomocnik, dobry w górach i skutecznie jeżdżący na czas w końcu doczekał się swojej szansy. Ogólnie rzecz ujmując TdP 2015 nie był szczególnie porywającym widowiskiem. Trzeba być szczególnie oddanym fanem, by pasjonować się rywalizacją mniej znanych zawodników. Dla nich samych dobry wynik w wyścigu World Touru to z pewnością cenna sprawa, kibice jednak woleliby w głównych rolach oglądać największe gwiazdy.

    Warto więc zaznaczyć, że formę przed Vuelta a Espana budował na naszych szosach Fabio Aru (5. miejsce) a póki zdrowie dopisywało show dla kibiców robił jadący w tęczowej koszulce mistrza świata Michał Kwiatkowski. Realnie rzecz ujmując, wyścig uratowali właśnie Bodnar, Białobłocki i jadący jeden dzień w koszulce lidera Kamil Zieliński.

    Ściganie za Oceanem

    Tymczasem w USA podobnie nieciekawie co Tour de Pologne wypadł Tour od Utah. Wygrany przez Joe Dombrowskiego wyścig zapisał się w pamięci głównie z powodu fatalnej kraksy z udziałem Matta Brammeira, który na jednym ze zjazdów dosłownie wbił się w drzwi samochodu technicznego (nota bene Porsche) zespołu Airgas Safeway.

    W ogóle tegoroczne lato stało pod znakiem kraks z udziałem pojazdów kolumny wyścigu. Greg Van Avermaet przegrał Classica San Sebastian staranowany przez motocykl (wyścig wygrał młody Adam Yates), na etapie Touru podobny los spotkał Jakoba Fuglsanga a na Vuelcie Petera Sagana.

    W temacie wyścigów za Oceanem, dużo lepiej niż Tour of Utah wyglądał w tym roku USA Pro Cycling Challenge. Kolejne, cenne zwycięstwo zaliczył Rohan Dennis (po Tour Down Under, rekordzie godzinnym i czasówce na Tour de France). Warto zwrócić uwagę, że pierwszy etap tego wyścigu wygrał Taylor Phinney, który powrócił do ścigania po niemal rocznej przerwie spowodowanej złamaniem nogi na mistrzostwach USA 2014.

    Mistrzowie sprintu

    Z natłoku wyścigów warto wyłuskać fakt wygranej etapowej Toma Boonena podczas Eneco Tour. Doświadczony Belg zdołał zwyciężyć po finiszu z peletonu, ogrywając wielu młodszych i w teorii szybszych rywali. Z kolei Andre Greipel potwierdził wysoką formę z Tour de France wygrywając klasyk w Hamburgu. Po lipcowym ?dołku? właściwą dyspozycję odzyskał Alexander Kristoff, który pierwszy minął linię mety klasyku w Plouay. Była to jego dwudziesta wygrana w sezonie, dzięki czemu Norweg został najskuteczniejszym kolarzem sezonu 2015.

    Trzeci, nie najmniej ważny

    Vuelta a Espana, trzeci wielki tour sezonu, często uznawany za wyścig pocieszenia, w tym roku zapowiadał się znakomicie. Na starcie stanęli Chris Froome, Nairo Quintana, Vincenzo Nibali i Fabio Aru. My liczyliśmy na dobry występ Rafała Majki, ale Polak powoli wchodził we właściwy rytm po przerwie, jaką zaplanował po Tour de France.

    Jak co roku hiszpańska trzytygodniówka oferowała wiele ciekawych podjazdów, stromych ?ścianek? na których kończyły się kolejne etapy. Początkowo imponującą formę Toma Dumoulina nieco zlekceważono, a okazało się, że Holender z ekipy Gianta napędzi strachu kolarzom uznawanym za faworytów.

    Nie pierwszy raz w swojej karierze pecha miał Chris Froome. Brytyjczyk, który mimochodem chciał wygrać dwa wielkie toury w jednym sezonie zaczynał odzyskiwać świeżość po wygranym Tour de France, jednak upadł, złamał stopę i wycofał się z wyścigu. Patrząc na jego jazdę (zanim doznał kontuzji zajmował ósme miejsce z niewielką stratą do Dumoulina) można się spodziewać, że wcześniej ktoś wygra w jednym roku Tour i Vueltę niż Giro i Tour. To z pewnością zachęci przynajmniej kilka gwiazd do podjęcia takiej próby i tym samym podniesie prestiż hiszpańskiego wyścigu.

    Tegoroczna Vuelta zostanie zapamiętana również z powodu kontrowersji związanych z Vincenzo Nibalim. Włoch, który został za grupą liderów gdy peleton podzielił się po kraksie postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i rozpędził się trzymając samochodu technicznego. Zachowanie to, dalekie od ducha fair play, zostało zarejestrowane przez kamery i zawodnik w atmosferze skandalu został wykluczony z wyścigu.

    Zdjęcie okładkowe: Hernán Pi?era, Flickr, CC BY SA 2.0

  • Kolarski 2015: Lipiec

    Kolarski 2015: Lipiec

    Gdy rekord godzinny został ustanowiony na wystarczająco wysokim poziomie, nie pozostało nic innego jak skupić się na Tour de France. ?Wielka Pętla? co roku zawłaszcza sobie kolarski lipiec.

    Fantastyczna czwórka

    Już dawno na starcie wielkiego touru nie było tylu gwiazd. Alberto Contador, Chris Froome, Vincenzo Nibali i Nairo Quintana mieli zagwarantować najwyższy poziom rywalizacji. Każdy z nich miał coś do udowodnienia, każdy też dysponował umiejętnościami, potencjałem i wsparciem by ten wyścig wygrać. Bogactwo postaci drugoplanowych, świetnych kolarzy czekających na swoje pięć minut, również imponowało. W połączeniu z wyjątkowo górzystą trasą zapowiadało się wielkie widowisko.

    Było jak zawsze

    Wielkie oczekiwania zweryfikował pierwszy tydzień wyścigu. Będący hołdem dla wyścigów klasycznych (etapy w Ardenach, na Bruku i w północnej Francji) zniszczył marzenia wielu pretendentów podczas bolesnych kraks. Na uwagę zasługują dwie wygrane etapowe Andre Greipela, zwycięstwo Marka Cavendisha oraz wyjątkowo uważna jazda Chrisa Froome?a.

    Brytyjczyk od początku zachowywał czujność, liderem został już po wygranym przez ?Purito? Rodrigueza etapie z metą na Mur de Huy. Choć koszulkę oddał na kilka dni, odzyskał ją po etapie jazdy drużynowej na czas (wygranej przez BMC) a następnie zrobił to, czego nikt się nie spodziewał a równocześnie nikogo nie zaskoczył.

    Pierwszy etap z metą na podjeździe: La Pierre-Saint Martin zakończył spekulacje co do możliwego dubletu Contadora czy obrony tytułu przez Nibalego. Tak jak w 2013 na Ax3-Domaines, Team Sky rozłożył rywali na łopatki. Praca całego zespołu, imponująca forma pomocników (Geraint Thomas zadziwił świat swoją jazdą pod górę) i mistrzowskie wykończenie w wykonaniu samego Froome?a de facto zamknęło sprawę wygranej w wyścigu.

    Tempo, jakie zaprezentowali kolarze Sky po raz kolejny wzbudziło wiele kontrowersji i emocji. Brytyjczycy pojechali bowiem na granicy ludzkich możilwości.

    Froome kiedyś się na tym potknie

    Taktyka znana z sezonu 2013 okazała się skuteczna: Froome ostatecznie wygrał wyścig i obronił żółtą koszulkę. Z dnia na dzień tracił jednak formę a tę zyskiwał Nairo Quintana. Niewiele zabrakło, by Kolumbijczyk z zespołu Movistar złamał lidera i wygrał wyścig. Dla całej rywalizacji kluczowe okazały się straty, jakie Quintana poniósł w pierwszym, ?klasycznym? tygodniu wyścigu. Po drugim, wietrznym etapie z Utrechtu do Zeelandii Kolumbijczyk tracił już do Froome?a 2?27?. Na mecie w Paryżu było to tylko 1?12?.

    Etapowe rekompensaty

    Vincenzo Nibali, Thibaut Pinot i Romain Bardet bez szans na pokonanie Froome?a czy nawiązanie rywalizacji z kolarzami Movistaru o pozostałe miejsca na podium szukali swoich szans na uratowanie wyścigu na wybranych etapach. Popisali się imponującymi atakami, dzięki czemu na ich koncie znalazły się piękne zwycięstwa w ważnych dla kolarstwa miejscach. Szkoda tylko, że Nibali nie poczekał kilku chwil, by odjechać grupie liderów w momencie, gdy Froome wyjaśnił już swoje problemy techniczne, ale z perspektywy czasu to mało znaczący detal.
    Swoją chwilę chwały miał też Rafał Majka. Gdy okazało się, że Alberto Contador nie ma szans na ?dublet?, Polak zabrał się do ucieczki na etapie ze słynną przełęczą Tourmalet i drugi rok z rzędu wygrał górski etap Tour de France.

    Pogoń za marzeniami

    Peter Sagan, choć wygrał czwartą w karierze zieloną koszulkę zwycięzcy klasyfikacji punktowej, nie wygrał żadnego etapu. Słowak szukał swojej szansy niemal na każdym kilometrze trasy, finiszował, atakował, zabierał się w ucieczki, nawet walczył w górach. Wszystko to bezskutecznie. Z jednej strony wzbudziło to pytania o zasadność klasyfikacji ?sprinterskiej?, której nie wygrywa najlepszy sprinter wyścigu (Andre Greipel do dwóch zwycięstw w pierwszej fazie Touru dołożył prestiżową wygraną na Polach Elizejskich), z drugiej przydało Saganowi wiele sympatii kibiców.

    Inną postacią, która przez wiele lat ścigała swoje marzenie był Alejandro Valverde. Doświadczony Hiszpan przez niemal całą swoją karierę próbował stanąć na podium Tour de France. Osiągnął to w końcu mając 35 lat, do tego aktywnie wspomagając młodszego kolegę z drużyny, Nairo Quintanę w walce o zwycięstwo (jak już wiadomo, było blisko).

    Zmęczenie zabiło dublet

    Na koniec muszę wspomnieć o Alberto Contadorze. Hiszpan podjął planową próbę połączenia wygranej w Giro d?Italia z Tour de France. Pierwszą część zadania wykonał, drugiej nie podołał. Na francuskich szosach jechał w czołówce, ale wyraźnie brakowało mu i mocy i świeżości by włączyć się do walki choćby o podium. Piąte miejsce to wciąż świetny rezultat, ale Contadorowi zdecydowanie chodziło o coś innego. W tym roku nie był w stanie choćby na chwilę zagrozić Froome?owi. Ciężkie Giro, w którym każdego dnia musiał zmagać się z dominującą drużyną Astany a także doznana w czasie włoskiego touru kontuzja barku nie pozostały bez konsekwencji. W związku z tym, w anonsowanym jako ostatni w gronie zawodowców sezonie 2016, Contador wszystkie siły skupi na ?Wielkiej Pętli?. Na kolejnego śmiałka, który podejmie się legendarnego wyzwania będziemy musieli poczekać przynajmniej kilka lat.

    I taki to był Tour. Apogeum kolejnego sezonu zostało zapisane w kronikach sportu. Choć co roku niemal taki sam, wyścig znów dostarczył nam nową historię i tak jak zawsze pozostawił z pytaniem, co po tak wielkich emocjach zrobić z resztą kolarskiego sezonu.

    Zdjęcie okładkowe: Vishwas Krishna, flickr CC BY 2.0

  • Kolarski 2015: Czerwiec

    Kolarski 2015: Czerwiec

    Miesiąc oddechu, w którym trudno o chwilę odpoczynku. Między Giro a Tourem dzieje się tak wiele, że ciężko nadążyć za śledzeniem najważniejszych wydarzeń. Oto kluczowe fakty kolarskiego czerwca.

    Rekord nie na wieki

    Bradley Wiggins osiągnął swój cel. Po kilkumiesięcznych przygotowaniach pobił rekord godzinny i to o prawie 1,6km. Na początku czerwca na londyńskim torze Lee Valley Velo Park pierwszy brytyjski zwycięzca Tour de France w 60 minut przejechał 54,526km. Choć przez cały dystans poruszał się jak w zegarku, wynik jest nieco rozczarowujący, przynajmniej dla niego. Marzeniem ?Sir Wiggo? było przekroczenie bariery 55km i ustanowienie rekordu, który będzie ?wieczny?. Tymczasem 54,5 to rezultat rewelacyjny, ale nie zamyka historii jazdy godzinnej. Być może nie od razu, ale za kilkanaście miesięcy znajdzie się śmiałek, który poprawi osiągnięcie Wigginsa. Co ciekawe, próba ta miała być szczytowym osiągnięciem filozofii ?marginal gains? (kolarz zgolił brodę, jechał na specjalnym rowerze przygotowanym we współpracy z Jaguarem, wiele godzin testował w tunelu aerodynamicznym), lecz? nie była. Zmiana pogody w Londynie i wyższe ciśnienie atmosferyczne spowolniły Wigginsa i odebrały mu nieco prędkości. Tak czy inaczej, bijąc rekord Brytyjczyk ze swoimi złotymi medalami olimpijskimi na torze (3x) i w jeździe na czas, wygranym Tourem, Paryż-Nicea, Criterium du Dauphine, Tour de Romandie i rekordem godzinnym jest jedną z najwybitniejszych postaci w historii kolarstwa.

    Przedtourowe próby

    Tour de Suisse i Criterium du Dauphine to jak co roku najważniejsze manewry przed Wielką Pętlą. W 2014 Alberto Contador i Chris Froome stworzyli piękne widowisko we Francji, tym razem Hiszpan zbierał siły po Giro d?Italia i jedyny start, jak zaliczył to Route du Sud, gdzie z powodzeniem zmierzył się z Nairo Quintaną. Na trasie Criterium du Dauphine Froome rywalizował z Tejayem van Garderenem. Amerykanin z BMC dzielnie stawiał opór Brytyjczykowi ze Sky, ale ostatecznie mu uległ. Nierówną formę zaprezentował Vicnenzo Nibali, co postawiło pod poważnym znakiem zapytania jego szanse na obronę tytułu w lipcu. Zaimponował za to Romain Bardet, który popisał się odważnym rajdem na etapie do Pra Loup.

    Z kolei w Szwajcarii dobrze radził sobie Thibaut Pinot, który uzyskał rewelacyjny czas na podjeździe w Solden. Cały wyścig wygrał jednak kolarz Katiuszy, Simon Spilak. Po raz kolejny równą dyspozycję zaprezentował Rafał Majka – ucieszyła przede wszystkim jego postawa w czasówce.

    Nie pierwszy raz potwierdziła się prawda, że kto błyszczy w czerwcu ma problemy na trasie Touru. Van Garderen, Bardet czy Pinot po obiecujących testach w Criterium du Dauphine i Tour de Suisse mieli sporo problemów w Tour de France. Bardet zdołał tam wygrać etap, ale dziewiąte miejsce i 16 minut straty do Froome?a to zdecydowanie poniżej jego oczekiwań. Van Garderen ?Wielkiej Pętli? w ogóle nie ukończył a Pinot uratował swój Tour zwycięstwem na Alpe d?Huez.

    Niewiadoma gwiazdą kobiecego peletonu

    Katarzyna Niewiadoma znakomicie spisała się podczas Igrzysk Europejskich rozgrywanych w azerbejdżańskim Baku, gdzie zdobyła srebro w wyścigu szosowym ze startu wspólnego. Do tego dołożyła wygraną w etapówce Euskal Emmakumen Birra i drugie miejsce w klasyku Durango-Durango. Bez względu na to, jak oceniacie prestiż ?Igrzysk Europejskich?, regularna obecność naszej zawodniczki w czołówce, na równi z utytułowanymi i doświadczonymi kolarkami bardzo cieszy.

    Wspomniane ?Igrzyska? były też jednym z jaśniejszych punktów sezonu Mai Włoszczowskiej. Nasza kolarka górska, która w sezonie 2015 rozpoczęła współpracę z polską grupą Kross zdobyła w Baku brązowy medal w wyścigu cross country.

    Z kolei Marek Konwa wygrał wyścig kategorii HC w Jeleniej Górze firmowany właśnie przez Maję. To o tyle ważne, że najlepszy polski kolarz XC w tym roku nie jeździł w grupie zawodowej i powracał do formy po nieco słabszym czasie w swojej karierze. Wygrana z kilkoma mocnymi rywalami i spory zastrzyk punktów były dla niego ważnym wydarzeniem.

    Przy okazji dokonań polskich kolarzy mtb na arenie międzynarodowej warto też wspomnieć o 12 miejscu Michaliny Ziółkowskiej na mistrzostwach świata w maratonie. Zawodniczka teamu Volkswagena po raz kolejny pokazała, że w tej konkurencji można śmiało zaliczyć ją do szerokiej czołówki.

    Niespodziewany mistrz

    Marcin Białobłocki, który od kilku sezonów ścigał się w brytyjskich klubach przyjechał na Mistrzostwa Polski do Sobótki i wygrał w jeździe indywidualnej na czas. Ten rezultat, przez wielu przyjęty ze sporym zaskoczeniem, dał mu przepustkę do kadry na Tour de Pologne a następnie na mistrzostwa świata. Białobłocki pokazał imponującą moc a biorąc pod uwagę, że jego ekipa, One Pro Cycling w sezonie 2016 awansowała do grona zespołów ?prokontynentalnych?, w przyszłym roku zapewne częściej o nim usłyszymy.

    Wspomniany w majowym podsumowaniu Tomasz Marczyński po raz trzeci w karierze został mistrzem kraju w wyścigu ze startu wspólnego. Zmagania o koszulkę z orłem zostały w tym roku przygotowane przez Lang Team, imprezę transmitowała telewizja, niestety jakość przekazu była na żenującym poziomie.

    Zdjęcie okładkowe: Andrew, flickr, CC BY 2.0

  • Kolarski 2015: Kwiecień

    Kolarski 2015: Kwiecień

    Defensywna jazda na przemian z imponującymi atakami. Kolejne, kolarskie rekordy i jak co roku wiele wyjątkowych chwil w czasie sezonu klasyków. Do tego piękna wygrana Michała Kwiatkowskiego w koszulce mistrza świata. Kwiecień 2015 był świetnym miesiącem dla fanów wyścigów rowerowych.

    Świetny Kristoff, ale to Valverde i Degenkolb piszą historię

    Niezmiernie trudno jest wybrać najlepszego kolarza wiosennych klasyków. Bo czy ma to być Alexander Kristoff, który zwyciężył w Dookoła Flandrii, Scheldeprijs i ?Trzech dniach De Panne? (to etapówka, ale de facto dla kolarzy klasycznych) oraz był drugi w Mediolan-Sanremo?

    A może John Degenkolb, który nie tylko wygrał dwa ?monumenty?: Mediolan-Sanremo właśnie oraz Paryż-Roubaix, ale też w ?Piekle Północy? wykazał się ofensywną jazdą oraz mistrzowską taktyką?

    A co z Alejandro Valverde, który konsekwentnie podbija statystyki w Ardenach. W tym roku powiększył swoje konto o trzecie zwycięstwa w Walońskiej Strzale oraz Liege-Bastogne-Liege oraz drugą lokatę w Amstel Gold Race?

    W tym porównaniu istotne jest jedno. O ile kariera Valverde, mimo wszystko powoli będzie zmierzała do końca (w nadchodzącym sezonie Hiszpan będzie miał 36 lat, jego pierwsze i najświeższe sukcesy w ardeńskich klasykach dzieli dziewięć lat), o tyle Kristoff i Degenkolb to teraźniejszość i przyszłość wyścigów na bruku. W 2016r będą mieli odpowiednio 27 i 29 lat i właśnie weszli w kolarski ?wiek męski?. Wydają się być naturalnymi następcami Toma Boonena i Fabiana Cancellary. Ciekawe, czy znajdzie się rywal, który im dorówna?

    Niespełniony Sagan

    Sezon 2016 będzie dla Petera Sagana zupełnie inny niż wszystkie poprzednie. Słowak będzie jeździł w koszulce mistrza świata. Czy to doda mu to sił czy też obarczy słynną ?klątwą tęczowej koszulki? nie wiadomo. Z pewnością jednak Sagan będzie starał się jeszcze bardziej,  by w końcu wygrać jeden z wiosennych monumentów.

    W kontekście sezonu 2015 trzeba pamiętać, że mimo dobrej dyspozycji nie zawsze wszystko się udaje. W tym roku Sagan zmagał się z niemocą na trasach klasyków. Za nieskuteczną jazdę spotkała go spora krytyka, zarówno ze strony szefa, czyli Olega Tinkowa, dziennikarzy jak i fanów. Można śmiało stwierdzić, że kolejne niepowodzenia były etapem dojrzewania Sagana jako sportowca i bez nieudanej wiosny oraz szaleńczych poszukiwań wygranej etapowej podczas Tour de France, Słowak nie zostałby jesienią mistrzem świata.

    Kwiato w tęczy wygrywa Amstel Gold Race

    Wygrana w Amstel Gold Race zamyka usta ewentualnym krytykom Michała Kwiatkowskiego. Zwycięstwo w prestiżowym klasyku po dojrzałej jeździe powoduje, że niemoc w drugiej części sezonu schodzi na dalszy plan. Triumfy w tęczowej koszulce mistrza świata nigdy nie przychodzą łatwo, dlatego są tym bardziej cenne. Biorąc pod uwagę, że w marcu ?Kwiato? wygrał prolog Paryż-Nicea i w klasyfikacji generalnej zajął drugie miejsce, następnie w ?Dookoła Kraju Basków? był ósmy i wygrał Amstel Gold Race, wiosnę w jego wykonaniu śmiało można uznać za znakomitą.

    Słabsza niż rok wcześniej postawa w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege nie była problemem dla jego drużyny, Etixx-Quicstep. W szeregeach dowodzonych przez Patricka Lefevere?a pojawiła się bowiem nowa gwiazda. Francuz Julian Alaphilippe przebojem wdarł się do czołówki specjalistów górzystych klasyków. W sezonie 2016 będzie następcą i rywalem Kwiatkowskiego.

    Bradley Wiggins żegna się z szosą

    Zwycięzca Tour de France 2012, przygotowujący się do pobicia rekordu godzinnego postawił sobie ambitny cel wygrania Paryż-Roubaix. Byłaby to historia bezprecedensowa w ostatnich latach, ponieważ współcześnie specjaliści wielkich tourów rzadko kiedy goszczą na brukach.

    Po dziewiątym miejscu rok temu Sir Wiggo poczuł się na siłach by powalczyć o granitową kostkę, jaką dostaje zwycięzca Piekła Północy. Ponieważ Brytyjczyk wprost deklarował, po co startuje, był bacznie obserwowany i pilnowany przez swoich rywali. W połączeniu z imponującą formą Kristoffa i problemami zdrowotnymi Sagana, zabetonowało to rywalizację i dopiero w końcówce John Degenkolb wziął sprawy w swoje ręce by śmiałym ruchem sięgnąć po zwycięstwo.

    Wiggins, który został w grupie faworytów mimo porażki (18. miejsce) pożegnał się z regularną karierą szosową w dobrym stylu. Podjął ambitne wyzwanie i podobnie jak Alberto Contador poruszył wyobraźnię wielu fanów kolarstwa.