Wygląda na to, że przeżywamy właśnie złoty wiek światowego kolarstwa. Poziom sportowy jest niezmiernie wysoki, stawka wyrównana jak nigdy a wyścigi rozgrywane są niezmiernie ofensywnie. Gorzej jest w Polsce, gdzie energii mamy sporo, ale wciąż trzeba zmagać się z “przejściowymi trudnościami”. Oto podsumowanie kolarskiego roku 2018, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej.

Aresztowanie Andrzeja P.

Szara eminencja Polskiego Związku Kolarskiego, twórca sukcesów kadry kolarzy górskich w tym Mai Włoszczowskiej (mistrzostwo świata w cross country i maratonie, srebrny medal olimpijski), dyrektor sportowy, twórca grup zawodowych, trener kadr został aresztowany na wniosek prokuratury w sprawie o przestępstwa seksualne. Według doniesień prasowych Andrzej P. może być również oskarżony o nadużycia finansowe, powracającym motywem jest też organizowanie przez niego systemu dopingowego. Pytań pojawia się wiele, spora część z nich krąży w środowisku kolarskim od wielu lat. Jeśli choć część z zarzutów zostanie potwierdzona, kluczowa jest odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego Andrzej P. stał się tak wpływową postacią w Polskim Związku Kolarskim.

Dariusz Miłek ratuje Jima Ochowicza

https://twitter.com/CCCProTeam/status/1073630919376949248

Śmierć Andy’ego Rihsa przyspieszyła decyzję firmy BMC o zakończeniu finansowania zawodowej grupy z licencją World Tour. Gdy wydawało się, że ta utytułowana ekipa przestanie istnieć a spora część kluczowych zawodników podpisała kontrakty z konkurencyjnymi zespołami, niczym rycerz na białym koniu pojawił się Dariusz Miłek, który postanowił nie tylko uratować klub Jima Ochowicza i uczynić Grega van Avermaeta jedynym liderem nowego “CCC Pro Cycling Team”, ale też sprawił, że marzenie tysięcy polskich kibiców stanie się faktem. W 2019r drużyna z licencją naszego kraju wystartuje w Tour de France! To, czy nowy projekt Miłka okaże się sukcesem czy porażką zależy od niego samego. Właściciel wielu marek obuwniczych dał się poznać jako trudny partner (wielu dobrym kolarzom było nie po drodze z ekipą CCC, miał również wyraźny udział w eskalacji kryzysu w PZKol), konserwatywny inwestor (dotychczasowa polityka transferowa była raczej przyczyną rozczarowań niż entuzjazmu kibiców) i pasjonat-mecenas bardziej niż sponsor. Obecność niemieckich, szwajcarskich i włoskich marek korporacji Miłka na nowych strojach CCC Team może wskazywać, że wejście na poziom World Touru to faktycznie element szerszego planu ekspansji obuwniczego imperium z Polski na zachodnich rynkach. Miejmy więc nadzieję, że Dariusz Miłek będzie traktował swój projekt jak biznes i nie stanie się Olegiem Tinkowem zawodowego peletonu.

Szymon Sajnok mistrzem świata

https://twitter.com/UCI_Track/status/1033017849982398466

Sponsoring CCC grupy World Tour to nie tylko polska flaga w tabelach wyników. To również przyspieszony awans do elity światowego kolarstwa. Paweł Bernas, Kamil Gradek, Łukasz Owsian i przede wszystkim Szymon Sajnok będą w sezonie 2019 ścigali się w najważniejszych wyścigach sezonu (w składzie CCC znajdzie się również Łukasz Wiśniowski z ekipy Sky). Z całym szacunkiem dla pozostałej czwórki, to właśnie obecność Sajnoka w peletonie World Touru budzi największe emocje. Ten zaledwie dwudziestojednoletni zawodnik wiosną został mistrzem świata w torowym wieloboju – omnium. W ten sposób nie tylko potwierdził, że lata inwestycji w torową kadrę oraz nieszczęsny obiekt w Pruszkowie miały sens, ale dał nadzieję na pojawienie się wśród zawodowców kolejnego, polskiegio kolarza wielkiego formatu. Fernando Gaviria, Elia Viviani, Mark Cavendish czy Bryan Coquard do znakomici szosowcy, którzy odnosili sukcesy w omnium na mistrzostwach świata czy Igrzyskach Olimpijskich. Jeśli w teamie CCC Sajnok dostanie szansę rozwoju podobną do nich, będzie nie tylko pretendował do medalu w Tokio, ale też do wielu sukcesów na szosach całego świata.

Degrengolada w PZKol

Niestety cała grupa uzdolnionych torowców, na których konsekwentnie stawiały kolejne zarządy Polskiego Związku Kolarskiego może mieć poważne problemy przez indolencję i degrengoladę, jakie na dobre rozgościły się w Pruszkowie. Fakt, że PZKol zajmuje się de facto wyłącznie szkoleniem torowców można by jakoś przeboleć, ale kolejne wybory, odwołania, dymisje, konflikt z ministerstwem sportu, afera Andrzeja P. niespłacane długi, niezwołane zjazdy, ewakuacja niemal wszystkich sponsorów, nieuregulowane kwestie podatkowe, organizacyjne i proceduralne powodują, że Polski Związek Kolarski de facto nie istnieje. Co więcej, ministerialne finansowanie szkolenia czy to za pośrednictwem komitetu olimpijskiego czy też jednego z regionów pokazują, że istnienie “centrali” jest zbędne. Tym bardziej, że gdy owa “centrala” zabiera się do pracy, jedyne, co potrafi, to niedopilinowanie terminów skutkujące brakiem finansowania na wyjazd młodzieży na imprezę mistrzowską w kolarstwie górskim. Z tej perspektywy torowe mistrzostwa świata 2019, które wbrew wszystkiemu zostaną rozegrane na zadłużonym pruszkowskim torze będą równie stosowne co występ klauna na stypie.

Emocjonujący Tour de Pologne. W końcu

https://twitter.com/Tour_de_Pologne/status/1028002585733750784

Czy Tour de Pologne nareszcie ma swoje miejsce nie tylko w kalendarzu, sercach kibiców, ale też w harmonogramie czołówki zawodowców? Miejmy nadzieję, ponieważ tegoroczny wyścig Czesława Langa był nad wyraz udany i emocjonujący nie tylko ze względu na wygraną Michała Kwiatkowskiego. Z “Kwiato” o zwycięstwo walczyli w tym roku Simon Yates i Thibaut Pinot. Wygląda na to, że TdP staje się realnie istotnym elementem przygotowań do hiszpańskiej Vuelty, tak jak Criterium du Dauphine dla Tour de France i Tour of the Alps dla Giro d’Italia. Choć ma swój “urok” (maksymalna komercjalizacja połączona z finansowaniem z publicznych środków, skumulowanie trasy niemal wyłącznie w Małopolsce i na Górnym Śląsku, łopatologiczny PR i marketing), ze sportowego punktu wyścig był sukcesem.

Świetny sezon Michała Kwiatkowskiego

Wygrana w klasyfikacji generalnej Tirreno-Adriatico, zwycięstwo w Tour de Pologne do którego doprowadziły dwa sukcesy na etapach, wygrany prolog Criterium du Dauphine, trzy dni w koszulce lidera Vuelta a Espana, wygrana w Volta a Algarve, mistrzostwo Polski ze startu wspólnego oraz czwarte miejsce w mistrzostwach świata w jeździe indywidualnej na czas. Jeśli dołożymy do tego fakt, że “Kwiato” po raz kolejny był kluczowym pomocnikiem w wygrywającym Tour de France Teamie Sky można jego sezon ocenić tylko na “piątkę”. Jasne, byłoby miło, gdyby wszystkie te sukcesy Polak odnosił w “fajniejszej” ekipie, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Wydaje się też, że wraz ze zbliżaniem się do “trzydziestki” Kwiatkowski będzie specjalizował się w wyścigach etapowych, co jeszcze niedawno nie było tak oczywiste. Skuteczna jazda na czas i coraz lepsza jazda w górach zaczną zapewne przeważać nad szybkością i dynamiką. To co jednak wyróżnia Kwiatkowskiego spośród innych gwiazd zawodowego peletonu to niebywałe wyczucie sytuacji i kolarska inteligencja, które są nie do zastąpienia w trudnych sytuacjach.

Jeden tour to za mało

Chris Froome wygrał Giro i był trzeci w Tour de France, Tom Dumoulin był drugi w Giro, Tourze i w mistrzostwach świata w jeździe na czas. Miguel Angel Lopez stanął na trzecim stopniu podium Giro i Vuelty a Simon Yates wygrał Vueltę, prowadzenie w Giro d’Italia oddając zaledwie trzy dni przed końcem wyścigu. Sezon 2018 stał pod znakiem kolarzy wytrzymałych,utrzymujących wysoką dyspozycję przez dłuższy czas. Jeszcze dekadę temu, gdy ktoś ścigał się o różową koszulkę, nie istniał przed i po Giro. Bohaterowie Touru pojawiali się na chwilę podczas Liege-Bastogne-Liege, trafiali lub nie z formą na lipiec a Vuelta była nagrodą pocieszenia dla walczących o kontrakty niedobitków. Z szerszej perspektywy niewykluczone, że właśnie obserwujemy złoty wiek zawodowego kolarstwa, w którym największe sukcesy osiąga się po śmiałych akcjach a gwiazdy są w centrum uwagi przez wiele miesięcy nie tylko ze względu na nazwisko, ale też to, co faktycznie prezentują na szosie. Ba, nawet Geraint Thomas, który teoretycznie wygrał Tour de France jadąc defensywnie chroniony przez kolegów z drużyny na najwyższym stopniu podium w Paryżu stanął po zwycięstwach etapowych na podjazdach La Rosiere i Alpe d’Huez niczym rasowy góral, choć jest przecież byłym torowcem.

Nibali wygrywa Mediolan – Sanremo

https://twitter.com/Milano_Sanremo/status/1062638826428993537

Jeśli zwycięzca wielkiego touru jest najlepszy w “wiosennych mistrzostwach świata”, to mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową. Ostatnim takim kolarzem był Laurent Jalabert. Jedynymi, którzy wygrali wszystkie trzy wielkie toury i “Primaverę” byli Vincenzo Nibali, Eddy Merckx i Felice Gimondi. Tę trójkę łączy również zwycięstwo w Giro di Lombardia. Czy to znaczy, że Vincenzo Nibali jest jednym z najlepszych kolarzy w historii? Cóż, można szukać argumentów za i przeciw, wskazywać, że Włoch w wielkich tourach nie mierzył się bezpośrednio z najlepszymi konkurentami swoich czasów, ale ostatecznie zwycięzcy są na mecie a nie w przedstartowych rozważaniach, więc wiele wskazuje na to, że tak. “Rekin z Messyny” to postać zdecydowanie wybitna. Patrząc na sezon 2018 jako całość, zakończona powodzeniem solowa akcja Nibalego to pewien symbol. Zmniejszone o jednego zawodnika drużyny (w klasykach i mniejszych etapówkach do siedmiu, w wielkich tourach do ośmiu kolarzy) do pewnego stopnia przyczyniły się do odblokowania rywalizacji i przynajmniej kilku akcji, które przejdą do historii tego sportu. I tylko żal, że w trakcie podjazdu na Alpe d’Huez przewrócił go kibic-idiota łamiąc nie tylko kręgosłup Nibalego, ale też sporą część jego sezonu.

Salbutamol i Finestre

Jeśli ktoś miał zapisać się w kronikach kolarstwa solowym rajdem przez kilkadziesiąt kilometrów dającym zwycięstwo w wielkim tourze, to mało kto jako kandydata do podjęcia takiego ryzyka wskazałby Chrisa Froome’a. Tymczasem Brytyjczyk zaskoczył wszystkich jazdą, do opisania której pasuje jedynie niepoprawna kalka z angielskiego. To było po prostu “epickie”. Jednym atakiem na 80km przed metą 19. etapu Giro d’Italia Froome z nawiązką odrobił straty z wcześniejszej fazy wyścigu, wygrał swój trzeci wielki tour z rzędu i otworzył sobie drogę do legendarnego dubletu. Ta jednak została dla niego zamknięta w lipcu nie tylko przez pokonanego we Włoszech Toma Dumoulina, ale przede wszystkim przez klubowego kolegę, Gerainta Thomasa. Tak czy inaczej Froome wygrywając różową koszulkę wszedł do elitarnego grona zwycięzców wszystkich trzech wielkich tourów. Stało się tak jednak nie tylko dzięki bezkompromisowej postawie na rowerze, ale też dzięki skuteczności prawników teamu Sky, którzy wybronili go przed dyskwalifikacją za nadużycie salbutamolu podczas Vuelta a Espana 2017.

Śmiałość

Wspomniałem już Nibalego i Froome’a, nie mogę nie wspomnieć Simona Yatesa. Brytyjczyk szarżował na Giro wygrywając w świetnym stylu trzy etapy, za co zapłacił kryzysem na Finestre i porażką w całym wyścigu. Na Vuelcie “pojechał po swoje”, chwalony za odrobienie lekcji i przyspieszony kurs kolarskiej dojrzałości. Tyle tylko, że w Hiszpanii również jechał ofensywnie, choć nieco rozważniej. Na Tourze długich akcji próbowali kolarze LottoNL Jumbo, po solowej akcji piękne zwycięstwo etapowe na Col de Portet zaliczył Nairo Quintana. W “monumentach” solowe wygrane stały się udziałem Nibalego, Nikiego Terpstry w Ronde van Vallenderen, Boba Jungelsa w Liege-Bastogne-Liege a Giro di Lombardia padło łupem samotnie atakującego Thibaut Pinot. W Paryż-Roubaix Peter Sagan ograł na finiszu Silvana Dilliera a kolejna grupka pościgowa na słynny velodrom dotarła po minucie. To był rok ucieczek, rok śmiałków i zdecydowanie sezon “ścigania typu vintage” a kolarze zapisali sporo stron w kronikach swojego sportu czymś więcej niż tylko suchymi tabelami wyników.

Młodość

Vuelta a Espana 2018 nie dość, że przyniosła wygraną Simona Yatesa, to jeszcze wyraźnie odmłodziła czołówkę wielkich tourów. Yates ma 26 lat, drugi w Madrycie Enric Mas 23 a Miguel Angel Lopez 24 lata. Jak co kilka sezonów już wkrótce doświadczymy zmiany warty w zawodowym peletonie. Froome już jest “starym mistrzem”, Sagan czy Kwiatkowski mimo imponującego dorobku dopiero wchodzą w najlepszy wiek dla kolarzy a za ich plecami już czają się o pięć lat młodsze roczniki wielkich talentów. Tak to już jest w sporcie, w życiu, wszędzie, ale tegoroczna Vuelta była pewnego rodzaju symbolem, który przypomina o czasie, który płynie dla wszystkich, tylko nie dla…

Alejandro Valverde

https://twitter.com/gerebit0/status/1047160289173667840

Zdobyć tęczową koszulkę w wieku 38 lat za dwunastym podejściem to wyjątkowy wyczyn. Alejandro Valverde był faworytem zawsze, gdy stawał na starcie wyścigu o tęczową koszulkę. Zdobywał medale, często był tam, gdzie powinien w decydujących momentach, ale zawsze czegoś brakowało. Gdy ogłoszono, że czempionat 2018 zostanie rozegrany na wyjątkowo górzystej trasie, która odsieje sprinterów czy też specjalistów wyścigów klasycznych, notowania Valverde automatycznie wzrosły. Choć na wiosnę Julian Alaphilippe pokonał go w końcu na Mur de Huy a pod koniec hiszpańskiej Vuelty Hiszpan tracił formę, odbudował ją przed Innsbruckiem gdzie obronił się przed Bardetem i Woodsem na ekstremalnie stromym podjeździe Höll, wytrzymał psychicznie pojawienie się w czołówce goniącego na zjazdach Dumoulina a następnie zrobił to, co potrafi najlepiej. Jako najlepszy sprinter wśród górali wygrał finisz i w końcu został mistrzem świata. Mimo aroganckiego milczenia w sprawie swojej dopingowej przeszłości, Valverde jest kochany przez tysiące fanów na całym świecie a w swojej rodzinnej Murcji został po powrocie z Austrii powitany niczym papież.

Cross country na fali

Ekstremalizujące się cross country w mijającym roku było na “antenie” RedBull TV oglądane chętniej niż spektakularne zawody zjazdowe. Stało się tak mimo kolejnego sezonu pod znakiem Nino Schurtera. Szwajcar zdominował puchar świata i po raz siódmy zdobył mistrzostwo świata w XC. Fakt, że zrobił to podczas imprezy rozgrywanej w swoim kraju, w szwajcarskim Lanzerheide niewątpliwie pomógł mu w zdobycia tytułu “sportowca roku” i pokonania takich postaci jak Roger Federer i Dario Cologna.

Multidyscyplinarni

Do tego, że co jakiś czas zawodnicy z jednej odmiany kolarstwa zaliczają gościnne występ w innej już się przyzwyczailiśmy. Wygląda na to, że takie wyskoki są i będą coraz częstsze, czy to ze względu na interesy sponsorów, zajawki samych sportowców czy wreszcie ich potrzebę ciągłego rozwoju. Na trasach kolejnych imprez pojawiają się dodatkowe atrakcje, bruk, polne i szutrowe drogi. Technika jazdy, umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach i reagowania na niestandardowe okoliczności są więc w cenie. Zawodowi szosowcy startują w wyścigach mtb, po sezonie organizują sobie bikepackingowe wyprawy a z kolei w drugą stronę następuje transfer świeżej krwi. Czołowi przełajowcy w poszukiwaniu sławy i pieniędzy zasilają zawodowy peleton od lat, by wymienić tylko Zdenka Stybara i Larsa Booma. Trzykrotny mistrz świata, Wout van Aert tak bardzo chce dołączyć do zespołu LottoNL Jumbo, że po długich bojach rozwiązał kontrakt z dotychczasowym pracodawcą, Verandas Willems – Crelan i od marca 2019 będzie reprezentantem grupy World Touru.

Sagan oddaje tęczową koszulkę, ale i tak jest wielki

https://twitter.com/roweryorg/status/983003120287576065

Po trzech latach w stroju mistrza świata Peter Sagan nie nastawiał się na obronę tytułu w sezonie 2018. Choć w trakcie wielkich tourów był w stanie całkiem dobrze radzić sobie na trasach górskich etapów, czy to jadąc na własne konto czy pomagając kolegom z drużyny, runda w Innsbrucku była dla niego zdecydowanie za ciężka. Skupił się więc na kampanii wiosennych klasyków oraz Tour de France. Zaowocowało to zwycięstwem w Paryż – Roubaix, dzięki czemu skompletował dwa brukowane monumenty jako urzędujący mistrz świata (w 2016 zwyciężył w Ronde van Vlaanderen). Z kolei w lipcu, nie tylko dzięki regularności, ale też dzięki trzem etapowym zwycięstwom wygrał szóstą w karierze zieloną koszulkę najlepszego kolarza w klasyfikacji punktowej. Zrównał się więc z Erikiem Zabelem i jest tylko o krok od objęcia samodzielnego, z dużym prawdopodobieństwem niepobijalnego w dającej się przewidzieć przyszłości, samodzielnego rekordu. Sezon zakończył z ośmioma zwycięstwami (należy wspomnieć jeszcze to w Gandawa – Wevelgem) a co istotne osiągnął to mimo niełatwego roku w życiu osobistym. Sagan rozstał się bowiem z dopiero co poślubioną żoną, Katariną, matką ich wspólnego syna, rocznego Marlona. Być może ten fakt skłonił go by wspomnieć o możliwej karierze poza szosą ze względu na zbyt dużą ilość dni, jakie zawodowiec musi spędzać na wyścigach i zgrupowaniach. Cóż, cena sławy, a słowacki mistrz jest niewątpliwie największym gwiazdorem światowego kolarstwa od czasów Mario Cipolliniego, jest wielka.

Polityka korporacji

Jeśli już mowa o cenie, to po pierwsze, utrzymanie projektu, jakim jest Team Sky nie jest tanie. Budżet około 40 milionów Euro rocznie to niemało, nie tylko jak na standardy kolarskie, gdzie jest to więcej niż ma ktokolwiek inny, ale sportowe w ogóle. Jeśli ktoś śledzi kino superbohaterskie, zauważył już wcześniej, że koncern medialny Sky może zmienić właściciela. Na skutek polityki największych studiów filmowych na świecie Fox trafił pod skrzydła Disneya a co za tym idzie X-meni zapewne zostaną włączeniu do “MCU”, natomiast Sky jest przejmowany przez COMCAST. Dla Amerykanów, których roczny dochód to 18 miliardów dolarów, czterdzieści milionów to okruszki. Decyzja o wycofaniu się ze sponsorowania drużyny kolarskiej, która wygrała osiem wielkich tourów od 2012r oraz każdy, worldtourowy wyścig etapowy poza Eneco Tour musi mieć inne podłoże niż finansowe. Być może moloch nie ma głowy, by zajmować się takimi drobiazgami, być może też stwierdzono, że cele marketingowe dla Sky zostały już osiągnięte. Albo też, biorąc pod uwagę, że rynek amerykański jest bardziej wrażliwy na różnego rodzaju skandale, nie chce mieć nic wspólnego z kontrowersjami okołodopingowymi, arogancją Dave’a Brailsforda, chamstwem i rasizmem Gianiego Moscona, kibicami oblewającymi Chrisa Froome’a (a co za tym idzie logo firmy) moczem, tajemniczymi paczkami, które według jakby na to nie patrzeć szlachcica, Bradleya Wigginsa zawierały nie testosteron dla niego a dildo dla jego szefa…
Dave Brailsford ma realnie jeszcze pięć miesięcy na znalezienie zastępstwa za Sky. Część jego gwiazd może podpisać nowe kontrakty już podczas Giro d’Italia. Czy znajdzie się ktoś, kto zechce sfinansować milionowe pensje pomocników Froome’a oraz fanaberie związane z “filozofią marginal gains”? Jim Ochowicz został cudem uratowany przez Dariusza Miłka, Patrick Lefevere do ostatniej chwili łatał dziury w budżecie i porozumiał się z firmą Decuninck (producent okien). Perturbacje finansowo – organizacyjne Sky (a trzeba pamiętać, że koncern medialny jest nie tylko sponsorem, ale de facto właścicielem zespołu) mogą wywołać niespotykany ruch na rynku transferowym już od wiosny 2019.

Kolarstwo w mainstreamie

Mam wrażenie, że rok 2018 był przełomowy dla obecności kolarstwa w polskich mediach, zarówno “mainstreamowych” jak i specjalistycznych. Duże portale zaczęły regularnie publikować obszerniejsze materiały skupiające się na czymś więcej niż tylko wyniki Polaków i ewentualne “pompowanie balonika” przed najważniejszymi imprezami. Spora w tym zasługa nie tylko dobrych wyników naszych worldtourowców w ostatnich sezonach, afery Andrzeja P, degrengolady w PZKol i inwestycji Dariusza Miłka. Kolejni autorzy dołączają do grona piszących o kolarstwie, pojawiają się podcasty, kolarstwo ma dedykowaną sobie audycję w sportowym radiu a media rowerowe szukając sposobów na wyróżnienie się wśród konkurencji wzorują się na autorach zagranicznych i publikują większą ilość materiałów autorskich. Zapewne do wszystkiego trzeba dorosnąć i siłą rzeczy prezentowany przekaz musi być bardziej przystępny by dotrzeć do grupy szerszej niż tylko ci najbardziej zaangażowani fani, swoje trzy grosze dodają także pisane pod wyszukiwarki i clickbite tytuły i leady, ale i tak jest nieźle. Poziom kolarskiego dyskursu zaczyna doganiać poziom sportowy zawodników, kolejny krok to poziom komentarzy pisanych przez kibiców.

Na to akurat ja narzekać nie mogę, ponieważ jesteście gronem wyjątkowych czytelników, zatem dziękuję Wam wszystkim za wspólne śledzenie wydarzeń z rowerowego światka w ostatnich 12 miesiącach. I do zobaczenia wkrótce :)

Zdjęcie okładkowe: louis tricot on Unsplash

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments