Tyler Hamilton podobno jest miłym gościem. Drugi kolarz Giro d’Italia, czwarty Tour de France, złoty medalista olimpijski. Giermek, przyjaciel a później rywal Lance’a Armstronga. Lubiany przez kolegów. Wrażliwy i sympatyczny. Równolegle, pierwszy w historii zawodnik odarty z zaszczytów po pozytywnym teście na transfuzję krwi. Wraz z Danielem Coylem, wybitnym dziennikarzem, spisał i wydał swoje wspomnienia w formie książki “Wyścig Tajemnic”. Czy mimo odrażającego procederu, który uprawiał jestem nadal w stanie patrzeć na Tylera Hamiltona z sympatią?

Okładka książki "Wyścig Tajemnic".
Okładka książki “Wyścig Tajemnic”. • fot. własne

Gdyby nie całokształt postaci, na usta cisnęłoby się jedno stwierdzenie. Hamilton napisał książkę i publicznie się “wyspowiadał” z dwóch powodów: z zemsty i dla pieniędzy. Bez tej książki oraz bez współpracy z Amerykańską Agencją Antydipingową (WADA) Lance Armstrong prawdopodobnie nadal byłby siedmiokrotnym zwycięzcą Tour de France. Spora część wspomnień zawartych w “Wyścigu Tajemnic” dotyczy właśnie Armstronga. Hamilton nie pisze o nim jednak wyłącznie jak o sportowym oszuście. Przedstawiona historia relacji między przyjaciółmi, wspólnikami, wreszcie rywalami i wrogami rzuca szersze światło na jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w dziejach nowożytnego sportu. Mam wrażenie, że nawet we własnych wspomnieniach Hamilton pozostaje w cieniu “Bossa”. To chyba najbardziej przykry element całej tej historii.

Abstrahując od powodów, dlaczego Armstrong zdecydydował się zbudować swoją quasi-przestępczą organizację, można przyjrzeć się metodom, jak to osiągnął i w jaki sposób był tak bardzo skuteczny przez siedem lat pod rząd. Czy Lance to psychopata (a chcąc być zgodnym z terminologią, osoba o osobowości dysscocjalnej)? Być może. Jeśli wyjątkowa charyzma, umiejętność wpływu na innych granicząca z rodzajem uwodzenia w połączeniu z nieliczeniem się z kosztami, utylitarnym traktowaniem współpracowników, partnerów i przyjaciół oraz stosowaniem przemocy wystarczają, by to udowodnić, to tak. Tyler Hamilton z Danielem Coylem nie stawiają takiej tezy, ale czytając o relacji Armstronga – mistrza z Hamiltonem – uczniem do takich wniosków można dojść. Co więcej, gdy któryś z podwładnych, tak jak autor “Wyścigu Tajemnic” zaczynał, mimo nierównych szans (Armstrong pewne substancje czy metody pozostawiał wyłącznie dla siebie) zbliżać się poziomem do Lance’a, stawał się persona non grata, odchodził (często będąc do tego zmuszonym) a następnie w nie do końca jasnych okolicznościach wpadał na dopingu.

Cały schemat, jeśli prześledzić kariery Armstronga oraz jego pomocników, z perspektywy czasu jest widoczny i bez książki Hamiltona. Wiele przesłanek o takim właśnie przebiegu wydarzeń pojawiało się w trakcie czynnej kariery byłego, siedmiokrotnego triumfatora Tour de France. Do znanych lub możliwych do wydedukowania faktów z dziejów ekipy US Postal, Tyler Hamilton dodaje jednak coś więcej. Opowida o współpracy i relacjach z dwojgiem specjalistów, którzy wprowadzili na szczyt wielu profesjonalnych sportowców: Eufemiano Fuentesem i Luigi Cecchinim. Obaj bezkompromisowi, obaj niezwykle skuteczni. Ten pierwszy to “wcielone zło”, cyniczny i bezczelny gwiazdor świata dopingu. Ten drugi to tylko i aż trener, który prowadził wybitnych atletów, jednak zachował czyste ręce. To nie on podawał, ordynował i dostarczał zabronione środki. Owszem, znał ich działanie na wylot, jednak skupiał się na układaniu morderczych planów ćwiczeń dla swoich podopiecznych.


Tyler Hamilton ze złamanym obojczykiem walczy na trasie Tour de France

Duet Fuentes-Cecchini doprowadził Hamiltona do punktu, w którym ten stał się idolem wielu kibiców. Poturbowany, ze złamanym obojczykiem, amerykański kolarz rywalizował z najlepszymi. Dodatkowo, choć z Armstrongiem nie było mu już po drodze, grał wobec niego fair. Przynajmniej w części dotyczącej zachowania na szosie. Nie umniejaszając jego heroizmowi, przed kluczowymi etapami oraz by lepiej znosić jazdę z kontuzją, Hamilton robił bowiem to, co wszyscy. Przetaczał krew. Sytuacja powtórzyła się rok później, gdzie oprócz złamanych kości kolarz zmagał się z chorobą ukochanego psa. Dysonans jest spory, ponieważ ten, twardy jak skała z jednej i niezmiernie wrażliwy z drugiej strony człowiek podjął wiele lat wcześniej wybór. Chciał dojść na szczyt, wygrać Tour de France i by to zrobić musiał się dopingować. Czy gdyby nie Armstrong i jego otoczenie, zrezygnowałby z tego?

Niewątpliwie Tyler Hamilton był talentem sporego formatu i bez niedozwolonego wspomagania. Świadczą o tym rezulataty osiągane “na czysto”, przed i po okresie gdy współpracował z Michele Ferrarim a następnie z Eufemiano Fuentesem. Nie był również człowiekiem pazernym na zaszczyty i pieniądze. Mimo licznych problemów osobistych (doping i związane z nim nielegalne procedury przysłużyły się jego tendencjom do depresji), nie popadł nigdy w tarapaty finansowe, również jego życie prywatne i sposób, w jaki o nim opowiada sugerują, że jest raczej przyzwoitym człowiekiem.

Pytanie więc, gdzie popełnił błąd? Dlaczego w pewnym momencie nie powiedział “stop”, jak Christophe Bassons czy Jonathan Vaughters? Przerost ambicji? A może jego autodestrukcyjne zapędy? Z pewnością można powiedzieć tylko jedno. Tyler Hamilton to zarówno dziecko jak i ofiara panujących na przełomie wieków zwyczajów panujących w sporcie wyczynowym. Warunków, w których doping, przez niewydolne procedury był niemal niewykrywalny a przez panującą wśród zawodników kulturę akceptowany, tolerowany a nawet propagowany. Specyficznego wyścigu biochemicznych zbrojeń, w którym przewodzili Lance Armstrong i Johann Bruyneel. “Wyścigu Tajemnic”, w którym wszyscy przegrali.

Książkę autorstwa Daniela Coyle’a i Tylera Hamiltona przeczytałem dzięki uprzejmości wydawnictwa Sine Qua Non

Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 06.04.2013

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments