Kategoria: natemat.pl

  • Nie dajmy sobie zabrać świetnej, kolarskiej wiosny

    Nie dajmy sobie zabrać świetnej, kolarskiej wiosny

    Afera bidonowa, zabroniona jazda w pozycji aerodynamicznej, odwołany Paryż-Roubaix i zamieszanie wokół przyszłości Petera Sagana tworzą szum, który zagłusza rewelacyjny początek kolarskiego sezonu 2021. 

    Embed from Getty Images

    Najlepsza wiosna od lat?

    Właściwie każdy wyścig, który oglądamy w tym roku jest świetny. Dwa rozegrane monumenty: Mediolan – San Remo oraz Ronde van Vlaanderen zakończyły się niespodziewanymi, lecz zasłużonymi zwycięstwami Jaspera Stuyvena oraz Kasper Asgreena. 

    Wielcy faworyci: Mathieu van der Poel i Wout van Aert choć bez monumentów, ale również kończą pierwszą część wiosny z cennymi wynikami na koncie. Obie wygrane, w Strade Bianche i w Gandawa-Wevelgem zostały osiągnięte po imponującej jeździe i finiszach z doborowej stawki asów. 

    Obecność MVDP i WvA w każdej imprezie, w której brali udział wpływała na jazdę innych drużyn. Obaj wybitni kolarze z przełajowym rodowodem choć konkurujący ze sobą, stali wspólnie po drugiej stronie barykady niż reszta peletonu. 

    Ekipy AG2r – Citroen, Ineos Grenadiers, Total – Direct Energie, Trek-Segafredo i przede wszystkim Deceuninck – Quickstep ścigały się uwzględniając pozycję, formę i sposób jazdy van der Poel i van Aerta. 

    Czy van Aert i van der Poel przeszarżowali, walcząc jak wściekli w Tirreno-Adriatico odpowiednio o etapy i klasyfikację generalną? Być może, co widać było w drugiej części kampanii klasyków, gdzie niewątpliwie brakowało im nieco świeżości. Natomiast znów, dzięki ich postawie, włoska etapówka była najciekawszą od lat. Zatem zamiast narzekać na brak ich dominacji w klasykach trzeba raczej im podziękować za wpływ, jaki mieli na cały pierwszy akt sezonu.

    Embed from Getty Images

    Zwycięska wataha

    Najmocniejsze ekipy podzieliły wiosenne łupy między sobą, choć trzeba przyznać, że po raz kolejny mistrzem taktyki okazali się podopieczni Patricka Lefevere’a/

    Deceunink-Quickstep wygrywali cztery razy:

    Davide Ballerini w Omloop Het Nieuwsblad, Kasper Asgreen w E3 oraz Dookoła Flandrii i Sam Bennett w de Panne. Mimo porażki w Scheldeprijs (drugie miejsce Bennetta), warto podkreślić powrót do formy Marka Cavendisha, który w tym wyścigu zajął trzecią lokatę. 

    Dla Alpecin-Fenix van der Poel zwyciężył w Strade Bianche, Jsper Philipsen w Scheldeprijs ale musimy też pamiętać, że Tim Merlier był pierwszy w Le Samyn, Breden Koksijde i GP Jean-Pierre Monseré. Mniejszy kaliber, ale to wciąż zawodowe, ważne imprezy. Dla drużyny, która nie ma licencji World Touru to wyniki imponujące. 

    Trek Segafredo mimo przerwy związanej z pozytywnymi testami na covid, mają na koncie monument, czyli Mediolan-San Remo po śmiałym ataku Stuyvena i Kuurne-Bruksela-Kuurne Pedersena. A dodatkowo, choć to nieco inny klimat, Trofeo Laigueglia Mollemy.

    Ineos Grenadiers, choć przez sporą część wiosny szarżował Tom Pidcock, wracają z bruków z wygraną doświadczonego Dylana van Baarle w Dwars Door Vlaanderen. 

    Na koniec wreszcie, Jumbo Visma i Wout van Aert spisali się świetnie podczas Gandawa-Wevelgem. 

    Embed from Getty Images

    Złoty wiek kolarstwa – także w klasykach

    W kontekście narracji całego sezonu, jesiennej kumulacji mistrzostw świata we Flandrii i przełożonego Paryż-Roubaix oraz kolejnych lat wygląda to bardzo obiecująco. Choć oczywiście żal z nieobecności “Piekła Północy” wiosną, zwłaszcza przy prognozowanych opadach deszczu jest niezmierny. 

    Przede wszystkim, podobnie jak w wielkich tourach odchodzimy od klasycznej historii kolarskich pojedynków. Grono pretendentów jest wyrównane i szerokie. Młodzież dojrzewa bardzo szybko a każde z tegorocznych zwycięstw było poprzedzone konsekwentnym budowaniem pozycji, doświadczenia i formy w poprzednich sezonach. 

    Obserwujemy “złoty wiek kolarstwa”, sytuację, w której na starcie każdego wyścigu staje znakomicie przygotowana, doświadczona, zmotywowana, bardzo szeroka grupa kolarzy i niemal każdego dnia ściga się jakby jutra miało nie być. 

    Właściwie każda impreza, czy to worldtourowa czy nieco niższej kategorii jest świętem sportu i fascynującym widowiskiem niemal od startu do mety.

    Aż żal patrzeć, że te znakomite widowiska rozgrywane są bez kibiców przy trasach. Rozentuzjazmowana publiczność zawsze jest dodatkowym czynnikiem motywującym atletów, ale też, nie ukrywajmy tego, potrafi wprowadzić dodatkowy, losowy element chaosu. 

    Kto wie, jak kolarze, którzy przez rok rywalizują w ciszy zareagują, gdy znów będą pokonywać kluczowe segmenty wyścigów w towarzystwie wrzawy, wyciągniętych rąk i zasłaniających szosę flag?

    Tak czy inaczej powodów do ekscytacji związanych z kolarską wiosną jest bez liku. I aż szkoda, że równocześnie pojawia się wystarczająco wiele zdarzeń, które przykrywają sport jako taki. 

    Embed from Getty Images

    Trudności i kontrowersje

    Mamy więc nowe przepisy UCI skupiające się na bezpieczeństwie i ekologii. Jedne dobre, choćby te dotyczące poprawy jakości barierek, których poprawione wersje już były testowane. 

    Inne kontrowersyjne, jak te zabraniające jazdy w bardziej aerodynamicznej, choć bardziej ryzykownej pozycji. I wreszcie te, które w założeniu sensowne, dotyczące zakazu śmiecenia, jednak w egzekucji zmieniające się w parodię zabraniającą rzucenia kibicom bidonu. Efekt jest taki, że dostajemy festiwal dyskwalifikacji i kar a największym absurdem jest ten, w którym na zawodniczkę relegowaną z kobiecego Ronde van Vlaanderen nakładana jest kara wyższa niż nagroda za zwycięstwo.

    Arogancka i zagrażająca innym jazda Nacera Bouhanniego spotyka się ze zdecydowaną reakcją rywali z peletonu a federacja wzywa go na przesłuchanie i planuje większą karę, co powinno przyczynić się do ukrócenia takiego zachowania na szosie. Równocześnie francuski kolarz staje się obiektem nagonki ze strony fanów, którzy wykorzystują jego recydywę nie do potępienia bandyckiej jazdy a do rasistowskiego hejtu.

    Wynaturzenia nie tylko przykrywają świetną rywalizację i wysiłek kolarzy, ale też obracają społeczność przeciwko ideom, stojącym za wprowadzanymi innowacjami.

    Kolarstwo nie jest ekologicznym sportem. Więcej bidonów ląduje w rowach niż zbieranych jest przez dzieci z miejscowości przez które przejeżdżają wyścigi a imitujący pozycję “super tuck” młodzicy mogą ulegać wypadkom. 

    Wraz z ekscytacją potencjalnym transferem Petera Sagana do Deceuninck – Quickstep i pięcioletnim kontraktem Remco Evenepoela trzeba pamiętać o dysproporcjach w zarobkach czy budżetach grup.

    Ale, hej, nawet, jeśli są jakieś potknięcia, kolarstwo AD 2021 ma potencjał nieobserwowany od lat. A przed nami Ardeny, Giro i kolejne wyścigi, których nie mogę się doczekać!

    Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Marco Alpozzi, materiały prasowe RCS

  • Cztery polskie momenty

    Cztery polskie momenty

    Nie pamiętam roku, w którym polscy kolarze zawodowi byliby tak widoczni wśród światowej elity. Wybrałem cztery akcje, które uznaję za najbardziej symboliczne. Przemysław Niemiec, Rafał Majka, Michał Kwiatkowski oraz Bartosz Huzarski to bohaterowie minionego sezonu.

    Choć zabrakło indywidualnego zwycięstwa, świetna jazda naszych eksportowych kolarzy przyniosła efekt: możliwość wystawienia aż dziewięcioosobowej reprezentacji podczas jesiennych mistrzostw świata. Od klasyków, przez prestiżowe wyścigi tygodniowe, po wielkie toury polscy kolarze niemal zawsze byli w czołówce i często mieli znaczący wpływ na przebieg rywalizacji. Albo sami atakowali i walczyli o najwyższe lokaty, albo zabierali się w ucieczki, albo pracowali na swoich liderów. Pobili też kilka nieoficjalnych ?rekordów polski? w najważniejszych imprezach sezonu.

    Bartosz Huzarski

    Bartosz Huzarski ? fot. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Od wczesnej wiosny wysoką dyspozycję prezentował Michał Kwiatkowski. Ten dwudziestotrzyletni zawodnik kojarzony był raczej z dobrą jazdą na czas niż z wielkimi górami, tymczasem okazało się, że potrafi łączyć obie te specjalności. W minionym sezonie był jednym z najbardziej kompletnych kolarzy zawodowego peletonu. Do dwóch wymienionych umiejętności dokłada jeszcze bardzo dobry finisz oraz, co nietypowe, znakomicie radzi sobie na bruku. O ile drugie miejsce w portugalskim Volta a Algarve było miłym akcentem na początek sezonu, o tyle czwarte miejsce w Tirreno Adriatico, gdzie przetrwał w górach z największymi tuzami było już sporym zaskoczeniem. Kwiatkowski najbardziej zaimponował jednak we Flandrii. Choć jeden z najważnieszych klasyków sezonu zakończył w trzeciej grupie na cztedziestym miejscu, jego akcja została zauważona i doceniona przez właściwie wszystkich kolarskich ekspertów. Polak jechał we wczesnej ucieczce a gdy śmiałkowie zostali dogonieni przez atakujących faworytów: Cancellarę i Sagana, Kwiatkowski jako jedyny był w stanie dotrzymywać im tempa. Być może, gdyby taktyka jego grupy była inna, już we ?Flandryjskiej Piękności? zająłby czołową lokatę. I mimo, że już wa tygodnie później w Amstel Gold Race oraz Walońskiej Strzale był odpowiednio i czwarty i piąty, to właśnie akcja z Flandrii zasługuje na szczególne uznanie.


    Michał Kwiatkowski bohaterem Dookoła Flandrii

    Na eksplozję popularności Kwiatkowski musiał jednak poczekać do lipca. To wtedy, podczas Tour de France na kolarstwo zwracają uwagę osoby, które na co dzień nie interesują się tą dyscypliną. W świeżo zdobytej koszulce mistrza kraju, mając oprócz swoich celów za zadanie pomoc Markowi Cavendishowi, Polak zaskoczył świetną dyspozycją. Gdy Cavendish odpadał na podjazdach, ?Kwiato? dwukrotnie finiszował trzeci na etapach. W tym na najbardziej emocjonującym, wiodącym przez Pireneje, gdzie peleton został rozbity śmiałą akcją kolarzy grupy Movistar a Chris Froome musiał samotnie bronić się przed licznymi atakami rywali. Kwiatkowski przetrwał ten dzień by w końcówce samemu poszukać swojej szansy i zająć trzecie miejsce na mecie. Ostatecznie cały wyścig skończył na 11 miejscu i trzecim w klasyfikacji młodzieżowej. Wisienką na torcie była wygrana, wraz z kolegami z drużyny Omega Pharma Quick Step, w jeździe na czas podczas mistrzostw świata we Florencji.

    O Michale Kwiatowskim było zdecydowanie najgłośniej, ale na uwagę zasługuje również Przemysław Niemiec. Losy tego zawodnika układały się nietypowo. Dopiero w wieku trzydziestu jeden lat zaczął się ścigać w gronie najlepszych kolarzy świata – wcześniej był liderem w drugoligowych ekipach włoskich i odnosił wiele sukcesów, ale na mniejszych wyścigach. W tym roku, mając już trzydzieści trzy lata, pokazał pełnię swoich możliwości w wyścigach etapowych. Zajął 9. miejsce w Tirreno Adriatico, 7. w Volta a Catalunya oraz 6 w Giro del Trentino. Już samo to wystarczyłoby do zaliczenia sezonu do udanych, tymczasem szczyt formy Niemiec zbudował na Giro d?Italia. We włoskim tourze nie był liderem swojej drużyny: nominalną jedynkę wiózł na plecach Michele Scarponi. Mimo, że polski zawodnik musiał mu pomagać, niejednokrotnie sam był silniejszy od swojego kapitana. Dwukrotnie zajmował trzecie miejsca na górskich etapach a ostatecznie zajął świetne, szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. To najlepszy wynik w historii polskiego kolarstwa w tym wyścigu i drugi, po trzeciej lokacie Zeonana Jaskuły w Tour de France 1993 w wielkich tourach. Najbliżej upragnionego i wyczekiwanego od dwudziestu lat zwycięstwa etapowego (w 1993 właśnie Jaskuła triumfował na pirenejskim etapie Wielkiej Pętli) Niemiec był na szesnastym etapie Giro, gdy wziął sprawy w swoje ręce i z dwoma rywalami w końcówce uciekł z grupy faworytów. Niestety przegrał na finiszu i tak jak dwa dni wcześniej na
    Przemysław Niemiec bije polski rekord w Giro d’Italia

    W tym samym Giro d?Italia świetnie radził sobie Rafał Majka. To drugi, obok Kwiatkowskiego wielki talent młodego pokolenia. Na etapie kończącym się na podjeździe Galibier, gdzie Przemysław Niemiec był trzeci, Majka przyjechał czwarty. W całym wyścigu rywalizował o pozycję najlepszego młodzieżowca z Kolumbijczykiem, Carlosem Betancurem. Gdyby nie Przemysław Niemiec, wynik Majki byłby najlepszym polskim rezultatem w historii Giro a tak, jego siódma lokata znajduje się w kronikach w drugim wierszu. Mimo świetnej jazdy we Włoszech a także walki o podium Tour de Pologne w lipcu (był liderem przez trzy dni i zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej), młody zawodnik z podkrakowskich Zegartowic zapisał się w hisotrii polskiego kolarstwa jesienią. Po dobrej jeździe w Vuelta a Espana zbudował kolejny szczyt formy i błysnął w jesiennych klasykach. Najpierw zajął drugie miejsce w wyścigu Mediolan-Turynby następnie, po mistrzostwach świata stanąć na trzecim stopniu podium Giro di Lombardia. To wielki sukces, wyścig w Lombardii zaliczany jest do grona pięciu tzw. ?Monumentów?, najstarszych i najbardziej prestiżowych wyścigów jednodniowych na świecie.


    Rafał Majka zajmuje trzecie miejsce w klasku w Lombardii

    Wśród imponujących wyników znalazło się też miejsce dla zawodnika, który co prawda nie przyjechał do mety wyścigu w ścisłej czołówce, ale za to przeprowadził jedną z ciekawszych akcji sezonu. Bartosz Huzarski to jeden z naszych najbardziej doświadczonych kolarzy, który choć reprezentuje barwy drużyny Pro Continental (zatem na zapleczu światowej elity), często startuje w wyścigach najwyższej rangi. W tym roku dobrą dyspozycję zaczął sygnalizować w drugiej części sezonu. Zdobył najwięcej punktów w klasyfikacji najaktywniejszych podczas Tour de Pologne, a na hiszpańskiej Vuelcie zajął trzecie miejsce na jednym z pirenejskich etapów. Na mistrzostwach świata pokazał to, z czego słynie. Jego kariera zawodowa rozpoczęła się w 2003r. od heroicznej ucieczki zakończonej zwycięstwem na etapie wyścigu pokoju. Podczas czempionatu we Florencji, dekadę później, zrobił coś podobnego: przed peletonem spędził niemal cały dzień. Najpierw z kilkoma innymi kolarzami a w końcówce samotnie, by zostać dościgniętym przez peleton na dwa okrążenia przed metą. Ponieważ na tego typu imprezach rozstrzygnięcia czasami zaskakaują wszystkich: i zawodników i kibiców, mimo niepowodzenia taka próba spotkała się z szerokim uznaniem a kibicom przyniosła wiele emocji!


    Heroiczna akcja Bartosza Huzarskiego podczas mistrzostw świata

    Michał Kwiatkowski we Flandrii, Przemysław Niemiec na Giro d?Italia ze szczególnym uwzględnieniem 16. etapu, Rafał Majka w Lombardii oraz Bartosz Huzarski na mistrzostwach świata to cztery polskie momenty sezonu 2013, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Dodatkowe, piąte wyróżnienie przyznaję mistrzostwom polski w Sobótce. Być może na fali dobrych wyników w klasykach i wielkich tourach, być może w rosnącej popularności Tour de Pologne oraz imprez masowych, mistrzostwa przebiły się do mainstreamu. Wspomniały o nich ogólnopolskie media, na wysokości stanęły również portale branżowe. Zawody były szeroko relacjonowane a przy trasie pojawiło się sporo kibiców, co nie jest takie oczywiste w przypadku wydarzeń sportowych nie dotyczących gier zespołowych.


    Kolarskie Mistrzostwa Polski w końcu zdobyły zainteresowanie kibiców

    W rankingu World Tour Rafał Majka został sklasyfikowany na 20, Michał Kwiatkowski na 23 a Przemysław Niemiec na 42 miejscu. W klasyfikacji narodowej Polska uplasowała się na 11 lokacie. To imponujące rezultaty.

    Gorzej jest, gdy popatrzymy na zaplecze. Choć o dobrym występie na mistrzostwach świata juniorów, kobiet i młodzieżowców pisałem niedawno, baza, jaką są ekipy ?Pro Continental? nie wygląda tak różowo. W pierwszej setce rankingu ?Europe Tour? znajduje się jedynie Bartłomiej Matysiak. Drużyna, którą reprezentuje, czyli CCC Polsat Polkowice została sklasyfikowana na ósmym miejscu, tyle, że gros punktów i najbardziej wartościowych wyników zawdzięcza włoskiemu weteranowi, Davide Rebellinowi. Kolejne polskie grupy oraz polscy zawodnicy zajmują odległe pozycje.

    Uczucia po sezonie 2013 mam więc mocno ambiwalentne. Z jednej strony emocje, jakie przyniosła rewelacyjna jazda kilku zawodników w ścisłej światowej elicie, z drugiej poczucie, że gdy z jakiegoś powodu będą mieli mniej udany sezon, wrócimy do stanu sprzed kilku lat, gdy musieliśmy z lupą szukać polskich nazwisk w wynikach średniej rangi imprez na zachodzie Europy. Trzecim elementem, który dla równowagi napawa dozą optymizmu, są kolejni młodzi zawodnicy, którzy zaczynają kariery w zagranicznych drużynach z perspektywami awansu do najlepszych ekip World Tour lub tuż na ich bezpośrednie zaplecze. Pojawiają się też inicjatywy, które będą próbowały wykorzystać popularność, jaką zdobyli w tym roku nasi eksportowi zawodnicy. UKS Copernicus, Akademia Michała Kwiatkowskiego jest pierwsza. Czy będą następne?

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 28.10.2013

  • Czesław Lang zrobi show!

    Do prezentacji trasy 71. Tour de Pologne zostało jeszcze nieco czasu, ale już teraz pierwsze zapowiedzi są interesujące. Do ostatniego etapu, decydującej o losach wyścigu jazdy indywidualnej na czas, kolarze ruszą z Wawelu!

    Imprezy kolarskie często szukają ciekawych pretekstów, by zajrzeć w wybrane rejony kraju. Przyszłoroczny Tour de France ma upamiętniać ofiary Pierwszej Wojny Światowej, stąd też prawdopodobnie peleton zawita w okolice Ypres. Giro d?Italia uhonoruje Marco Pantaniego, zatem kolarze będą wspinali się na podjazdy, gdzie Włoch odnosił swoje największe triumfy. Tour de Pologne 2013 był poświęcony Janowi Pawłowi II. W 2014 będziemy celebrowali dekadę przynależności naszego kraju do Unii Europejskiej.

    Peleton Tour de Pologne na krakowskim rynku

    Peleton Tour de Pologne na krakowskim rynku ? fot. Marek Tyniec, CC BY SA 3.0

    Zgodnie z pierwszymi informacjami, przyszłoroczny Wyścig Dookoła Polski faktycznie zwiedzi większą część kraju. Kolarze przejadą z Trójmiasta przez Wielkopolskę, Śląsk aż w Tatry by ściganie zakończyć w Krakowie. Trudno spodziewać się górskich fajerwerków, ale średniej wielkości podjazdy oraz zapowiedziana próba indywidualna na czas może zachęcić do udziału wiele znakomitości.

    Perspektywa startu finałowego etapu na Wawelu wydaje się być szczególnie ekscytująca. Od strony sportowej Tour de Pologne nie będzie nigdy więcej tym, czym jest. Tygodniowym wyścigiem, gdzie doświadczenie zdobywają utalentowani, lecz mniej znani kolarze a największe gwiazdy przyjeżdżają raczej budować formę niż ścigać się o laury. Zamiast łudzić kibiców iluzją wielkiego touru, można im dać ciekawą rywalizację znakomitych sportowców a do tego pięknie ją opakować. Co więcej, pokazać to opakowanie całemu światu.

    Cieszę się, ponieważ uważam, że mamy się czym pochwalić. Jeśli zgodnie z zapowiedzią wyścig wystartuje w Trójmieście i uhonoruje ?Solidarność?, ruch, który znacząco wpłynął na wygląd tej części Europy a zakończy się na zamku z tysiącletnią historią, to mimo braku Alp czy Pirenejów kamery telewizyjne będą miały co pokazać a komentatorzy o czym opowiedzieć. Jedyna obawa dotyczy możliwości TVP, ale mam nadzieję, że po gromach, które spadły na nią w tym roku, w przyszłym w końcu stanie na wysokości zadania. Cieszę się też, ponieważ pierwszy raz od dłuższego czasu nie muszę patrzeć na pomysły Czesława Langa krytycznie, albo na siłę przekonywać się do entuzjazmu.

    Umowa na kolejnych pięć lat z Krakowem wprowadza element stałości. Charakter, o zbudowanie którego wyścig cały czas walczy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że na Rynku a także na podhalańskich podjazdach zawodnikom towarzyszy coraz większa grupa kibiców. Tak, ludzie chcą oglądać kolarstwo, zatem jeśli dodatkowo zaprosić ich w piękne miejsca, wartość wydarzenia rośnie. Bez potrzeby udawania, ze Tour de Pologne jest czymś więcej niż jest rzeczywiście, przyszłoroczny wyścig zapowiada się świetnie i, co najważniejsze, z klasą. I tego będę się trzymał!

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 23.10.2013

  • Rui Costa, kolarski mistrz świata też kiedyś był juniorem

    Portugalczyk wcale nie jest takim niespodziewanym mistrzem, jak mogłoby się wydawać. Nie tylko ma za sobą kilkanaście miesięcy obfitujących w znakomite wyniki, ale też historię bardzo obiecujących występów w młodszych kategoriach wiekowych.

    Mistrzostwa we Florencji były dla kolarzy jednym z większych wyzwań sezonu. Wymagająca trasa w połączeniu z koszmarnymi warunkami atmosferycznymi zmieniły wyścig w szkołę przetrwania. Najwybitniejsi zawodnicy pokotem kładli się na śliskim asfalcie. Twitter huczał od wypowiedzi typu ?cieszę się, że wyszedłem z tego cało?.

    Sytuację na trasie najlepiej obrazuje ten klip:

    Mistrzostwa świata to nietypowy wyścig, ponieważ kolarze rywalizują w barwach drużyn narodowych a nie zawodowych (jak na co dzień). Układ sił jest inny, do tego dochodzą ambicje wielu gwiazd zgromadzonych w poszczególnych ekipach. Zdarza się więc, że po szansę sięgnie zawodnik będący w świetnej dyspozycji, który wykorzysta błędy taktyczne faworytów. Tak właśnie pojechał Rui Costa. Portugalczyk ograł Hiszpanów: Joaquima Rodrigueza oraz Alejandro Valverde i sięgnął po tęczową koszulkę, w której dumnie będzie jeździł przez kolejny rok.

    Nowy czempion ma dwadzieścia sześć lat i jego kariera nabiera coraz większego rozpędu. Dwa lata z rzędu wygrywał Tour de Suisse, ciężki, tygodniowy wyścig będący jednym ze sprawdzianów formy przed Tour de France. W ?Wielkiej Pętli? pełnił zawsze rolę pomocnika w zespole Movistar, ale potrafił godzić to ze swoimi ambicjami. W 2011 roku wygrał etap, w 2012 był 18. w klasyfikacji generalnej a w tym sezonie zabłysnął triumfując na dwóch odcinkach. Największym sukcesem kariery (do zeszłej niedzieli, gdy został mistrzem świata) było wygranie dziewiętnastego etapu tegorocznego Touru. Rui Costa spędził cały dzień w ucieczce, na trasie prowadzącej przez najsłynniejsze alpejskie przełęcze. W końcówce jeszcze przyspieszył i na Col de la Croix de Fer podjechał najszybciej w historii by kilkanaście minut później samotnie minąć linię mety!

    W drugiej części sezonu Costa odbudowywał organizm i przygotował się do jesiennych mistrzostw świata. Pojechał do Kanady, gdzie w dwóch wyścigach jednodniowych zaprezentował wysoką, równą dyspozycję. We Florencji jechał czujnie, znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, wykorzystał niezdecycydowanie Hiszpanów a tuż przed linią mety był zdecydowanie silniejszy od Rodrigueza.

    Dwadzieścia sześć lat to świetny wiek, by odnosić wielkie sukcesy a równocześnie, dla sportowca wytrzymałościowego, dopiero początek kariery. Aktualny mistrz świata w czołówce najlepszych zawodowców jeździ jednak od samego początku. Pierwsze szlify zdobywał w prestiżowych, ale krótszych wyścigach, takich jak np. 4 dni Dunkierki. Później piął się coraz wyżej, dostając wolną rękę w coraz ważniejszych imprezach. Po tegorocznym Tour de France podpisał kontrakt z włoską drużyną Lampre i w lipcu 2014 będzie liderem włoskiego zespołu podczas najważniego wydarzenia kolarskiego świata.

    Rui Costa na trasie Tour de France 2011
    Rui Costa na trasie Tour de France 2011?fot. Petit Brun, Flickr, licencja CC BY SA 2.0

    Zanim wszedł na salony, pokazywał spory potencjał jeszcze, gdy był młodzieżowcem. Wyścigi takie jak Tour de l?Avenir czy Giro delle Regioni to tradycyjnie poligon dla młodych talentów do dwudziestu trzech lat. Kolarze, którzy tam zabłysną, później często zostają gwiazdami dorosłego peletonu. U progu kariery Costa w Tour de l?Avenir był drugi a Giro delle Regioni wygrał. Co więcej, podczas mistrzostw świata młodzieżowców plasował się w pierwszej piątce.

    Wielu medalistów kategorii juniorskich i młodzieżowych robi później wielką karierę w elicie. By nie szukać daleko, Vincenzo Nibali, Fabian Cancellara, Marcel Kittel czy Michał Kwiatkowski byli medalistami mistrzostw świata juniorów a Carlos Betancur, Rohan Dennis czy Gerald Ciolek stawali na podium wśród ?orlików? (do 23 lat). Kariera Mai Włoszczowskiej również zaczęła się bardzo wcześnie: mając 21 lat była 6. na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach, jej obecnie największa rywalka, Julie Bresset, aktualna mistrzyni świata i olimpijska urodziła się w 1989r!

    Tegoroczny sezon przyniósł sukcesy wielu polskich kolarzy. Od wczesnej wiosny do jesieni są oni obecni w czołówce najważniejszych wyścigów. Część z nich, jak Michał Kwiatkowski czy Rafał Majka niemal od początku międzynarodowej kariery jeździ w najlepszych grupach. Inni, jak Przemysław Niemiec czy Bartosz Huzarski musieli czekać, aż będą po drugiej stronie ?trzydziestki? by regularnie rywalizować ze światową szpicą. Ich następcy również rywalizowali we Florencji. Wśród juniorów w pierwszej, wyselekcjonowanej grupie faworytów, zajmując miejsca w top20 przyjechali Gracjan Szeląg i Piotr Konwa. W jeździe na czas ten sam Piotr Konwa oraz Michał Paluta również zmieścili się w pierwszej dwudziestce, podobnie jak Szymon Rekita wśród młodzieżowców. W top20 znalazła się również juniorka, Agata Drozdek. Nie są to może rezultaty, o których napisałyby gazety, ale wszyscy nasi reprezentanci w młodszych kategoriach pojechali przynajmniej solidnie. Trzeba pamiętać, że w sporcie, w którym kariera trwa kilkanaście lat a najlepsze efekty wieloletni trening przynosi około trzydziestego roku życia, spektakularne rezultaty za młodu nie zawsze przekładają się na zwycięstwa w elicie. Z drugiej strony juniorowi, nie tylko z dobrymi wynikami badań wydolnościowych, ale i z bogatym portfolio łatwiej znaleźć dobry klub za granicą. Czy nasi juniorzy, którzy startowali we Florencji za cztery lata podążą śladami Kwiatkowskiego i Majki nie wiadomo. Sukcesy tych pierwszych to znakomita okazja, by ci drudzy dostali więcej wsparcia na miejscu. To jest ten moment!

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 04.10.2013

  • Weteran wygrywa wielki tour

    Czy czterdziestodwulatek ma prawo wygrać trzytygodniowy wyścig? Czy to możliwe, by kolarze znów tak bardzo przyspieszyli? Jakie są granice ludzkich możliwości? Vuelta a Espana zakończyła się niespodziewanym zwycięstwem weterana Chrisa Hornera, który po drodze, w imponującym stylu, wygrał dwa etapy i pobił kilka rekordów.

    Amerykanin z ekipy RadioShack Leopard przyjechał do Hiszpanii z jasnym celem. Chciał wygrać klasyfikację generalną. Pozostali faworyci w przedwyściowych wypowiedziach o swoich szansach wyrażali się asekuracyjnie. Horner wprost mierzył w czerwoną koszulkę lidera, ale mało kto w to wierzył. Nie dość, że po czterdziestce kolarze zazwyczaj są już na sportowej emeryturze, to jeszcze w portfolio zawodnika z Oregonu miejsce w pierwszej dziesiątce wielkiego touru widniało tylko raz (9/10 miejsce Tour de France 2010)! Owszem, zwyciężał w tygodniowych etapówkach, owszem, zdarzało mu się jeździć naprawdę dobrze, ale mimo wszystko trudno było rozpatrywać go w kontekście innym niż walki o zwycięstwo na jednym z górskich etapów. Co więcej, w pierwszej części tego sezonu zmagał się z kontuzją kolana. Mimo to, choć bez ?jedynki? na końcu numeru startowego, oznaczającej liderowanie swojej drużynie, Horner stanął na starcie Vuelty w dyspozycji życia.

    Wydawało się, że w pierwszym tygodniu wyścigu faworyci dadzą się wyszumieć kolarzom, którzy później nie będą liczyli się w klasyfikacji generalnej. Jednak już od samego początku koszulka lidera przechodziła z rąk to rąk zawodników ze ścisłej czołówki. Vincenzo Nibali, Chris Horner i Nicolas Roche jechali aktywnie, pilnując by nie stracić zbyt wielu sekund na krótkich, lecz stromych finiszach pod górę. Bohaterem pierwszej części wyścigu był również Daniel Moreno, który upolował dwa zwycięstwa etapowe. Kolarzem, który najrówniej jechał w górach był jednak Horner. W unikatowym dla siebie stylu, większą część najtrudniejszych odcinków pokonywał stojąc na pedałach, notował najlepsze czasy z grupy faworytów.


    Ostatnie kilometry wspinaczki na Alto de?l Angliru

    Tak było do końca zmagań. Horner regularnie zyskiwał czas nad najgroźniejszymi rywalami. Vincenzo Nibali zdobył przewagę jedynie po jeździe indywidualnej na czas. W ostatnim tygodniu wyścigu Amerykanin był nie do zatrzymania. Na trzech ostatnich podjazdach: Pena Cabarga, Alto Naranco oraz Alto de?l Angliru złamał opór Nibalego i odzyskał prowadzenie w wyścigu. Włoch walczył do końca, na przerażającym stromizną Angliru przyspieszał przynajmniej pięć razy a i tak to Horner na mecie był przed nim.

    http://cyclingtips.com.au/2013/09/the-vuelta-a-espana-through-the-lens-of-kei-tsuji/

    Zobacz koniecznie galerię zdjęć z wyścigu w magazynie Cyclingtips

    W tym miejscu zaczynają się kontrowersje. Na kluczowych wzniesieniach, zwłaszcza pod koniec wyścigu, gdy jego dyspozycja rosła, Horner notował rewelacyjne czasy. Na Pena Cabarga pobił rekord a na Angliru zanotował drugi rezultat w historii. Ponieważ w tym roku wśród kibiców i komentatorów niezmiernie popularną rozrywką jest szacowanie mocy generowanej przez zawodników, pojawiły się sugestie, że wyniki Amerykanina są na granicy ludzkich możliwości. W połączeniu z zaawansowanym – jak na wyczynowego sportowca – wiekiem oraz przebiegiem kariery, która nie obfitowała w wielkie sukcesy, od razu pojawiły się oskarżenia o doping. Sprawy nie ułatwił sam zainteresowany, który tuż po zakończeniu wyścigu (co ważne, zgodnie z regułami) zgłosił w systemieADAMS zmianę miejsca pobytu, wsiadł w samolot i wrócił do Stanów. Przez to nie został dodatkowo skontrolowany przez urzędników USADA (Amerykańska Komisja Antydopingowa). I tu kolejna uwaga: kontrolerzy UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) kilkukrotnie pobierali od Hornera próbki podczas ostatnich trzech dni wyścigu, zatem chęć sprawdzenia go przez USADA to działanie ponadprogramowe.

    Chris Horner był zdecydowanie najmocniejszym kolarzem tegorocznego wyścigu dookoła Hiszpanii. Dodatkowo jego jazda była bardzo efektowna. Tyle, że jego przewaga nad rywalami, choć jednoznaczna, była bardzo niewielka. Pokonani: Nibali, Rodriguez i Valverde kluczowe podjazdy pokonywali tylko odrobinę wolniej niż Amerykanin, także notując rewelacyjne czasy, generując wysoką moc i uzyskując świetny współczynnik mocy do masy ciała. Podobnie było podczas Tour de France (Chris Froome i Nairo Quintana, jadący też we Vuelcie Rodriguez) i Giro d?Italia (Nibali czy Carlos Betancur). Drużyna Hornera, Radioshack – Leopard ujawniła dane dotyczące mocy z jednego z pierwszych górskich etapów. W porównaniu z szacunkami kibiców, wartości są nieco niższe, choć nadal znakomite. Skoro Horner pojechał tak dobrze a tuż za nim znajdowało się jeszcze kilku zawodników, wniosek jest jeden. Vuelta a Espana, tak jak wiele innych wyścigów w tym sezonie, stała na rewelacyjnie wysokim poziomie sportowym. Jeśli więc mieć pretensje, to nie do Hornera a do całej grupy kolarzy, którzy odnoszą sukcesy na trasach najważniejszych imprez. Owszem, Amerykanin jest zdecydowanie starszy, ale z drugiej strony Rodriguez, Valverde, Evans, Basso czy Wiggins to sportowcy, których organizmy w teorii powinny mieć już podobnie słabsze parametry w stosunku do Nibalego, Quintany czy Froome?a.

    Czy mamy znowu do czynienia z kolarstwem dwóch prędkości? Nie wiem. Na tle faworytów klasyfikacji generalnej, imponujący walecznością młodzi Francuzi (Barguil, Geniez i Ellisonde), wygrywający górskie etapy po długich ucieczkach, jechali bardzo powoli. Wolałbym jednak, by najpierw zamiast powszechnego stwierdzenia ?wszyscy znów biorą!? pojawiało się pytanie ?dlaczego tak szybko jeżdżą??.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 17.09.2013

  • W 11 podjazdów dookoła Hiszpanii

    W 11 podjazdów dookoła Hiszpanii

    Hiszpanie zwariowali. Na trasie rozpoczynającego się w sobotę trzeciego wielkiego touru sezonu – Vuelta a Espana przygotowali aż jedenaście etapów z metą na podjeździe. Zapowiada się dziwny, nieprzewidywalny i niezmiernie męczący wyścig.

    Iberyjskie eksperymenty

    Vuelta a Espana od wielu lat szuka swojej tożsamości. To najmłodszy i najmniej prestiżowy z trzech wielkich tourów. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku termin trzytygodniowego wyścigu został przełożony z wiosny na późne lato. Od tego czasu Hiszpanie nie konkurują już z Włochami, za to problemem dla organizatorów stało się zachęcenie zmęczonych długim sezonem kolarzy do podjęcia kolejnego, poważnego wyzwania w ciągu roku. Imprezie nie sprzyja też aura. Wypalone słońcem hiszpańskie krajobrazy budzą bardziej respekt niż podziw, przy trasach i przed telewizorami rywalizację śledzi mniej kibiców niż podczas Giro d?Italia i Tour de France. W poszukiwaniu prestiżu i widowni, Vuelta szuka nowych, często kontrowersyjnych rozwiązań. Wprowadzając ekstremalnie strome, brutalne podjazdy takie jak Alto de l? Angliru zapoczątkowano swoisty wyścig zbrojeń polegający na tym, by zawodowy peleton wjechał w miejsca tradycyjnie dla niego niedostępne. Sytuacja, w której najwybitniejsi kolarze muszą do swoich rowerów szosowych zakładać przełożenia rodem z rowerów górskich pobudza wyobraźnię kibiców, ale z drugiej strony zawęża grono chętnych do walki o podium w całym wyścigu.


    Chris Froome i Juan Jose Cobo na podjeździe Pena Cabarga, Vuelta a Espana 2011

    Ostatecznie Vuelta popadła w tarapaty finansowe co zakończyło się przejęciem udziałów przez ASO, organizatora Tour de France. Na start przyciąga nie tylko kolarzy, którzy celują w zywcięstwo w klasyfikacji generalnej, ale też tych, którzy przyjeżdżają do Hiszpanii trenować przed rozgrywanymi kilka dni później mistrzostwami świata. Tak czy inaczej, eksperymenty trwają dalej, czego wyrazem jest trasa hiszpańskiego touru 2013.

    Trasa Vuelta a Espana 2013; 24 sierpnia - 15 września

    Trasa Vuelta a Espana 2013; 24 sierpnia – 15 września ? www.lavuelta.com

    ?Igrzyska śmierci?
    Aby nie dublować treści w internecie, polecam poręczne omówienie trasy wyścigu na szosa.rowery.org. W ramach komentarza mogę napisać jedno: to będzie masakra. Zależnie od tego, jak liczyć, znajdziemy około jedenastu etapów z metą na podjeździe. Poza Pirenejami nie są to wzniesienia bardzo wysokie, ale za to niemal za każdym razem ekstremalnie strome. W połączeniu z bonifikatami czasowymi, na mecie każdego odcinka zapowiada się walka niemal każdego dnia. Pytanie, kto jest w stanie wytrzymać takie napięcie przez trzy tygodnie ścigania, zarówno jeśli chodzi o liderów, pomocników jak i dyrektorów sportowych. Dokładając do tego zmęczenie sezonem, dla większości faworytów będzie to drugi wielki tour w roku, należy spodziewać się wielu nietypowych rozstrzygnięć. Istnieje też druga możliwość, w której kolarze będą jechali defensywnie, oszczędzając siły na najcięższe próby, częściej oddając szanse uciekinierom.

    Patrząc na listę startową dość łatwo wytypować faworytów. Vincenzo Nibali (Włochy, Astana) to prawdopodobnie najmocniejszy obecnie, obok Chrisa Froome?a, kolarz etapowy. Czy jednak będzie skupiał się na walce o czerwoną koszulkę lidera, czy też może postawi na trening przed mistrzostwami świata, nie wiadomo. Z kolei dwóch Hiszpanów: Alejandro Valverde (Movistar) i Joaquim Rodriguez (Katiusza) ma za sobą wyczerpujący Tour de France. Tyle, że obaj kolarze ukończyli ?Wielką Pętle? w dobrej dyspozycji, szczyt formy osiągając pod koniec zmagań. Liczne, krótkie i strome finisze oraz bonifikaty czasowe preferują dynamicznego Rodrigueza Pytanie, ile zawodnik o przydomku ?Purito? zachowa sił.


    Juan Jose Cobo, Chris Froome i Bradley Wiggins na Alto de l?Angliru, Vuelta Espana 2011

    Zmęczony po Tourze może być również Holender Bauke Mollema z Belkinu, za to dobrą formę powinni zaprezentować Kolumbijczycy: Carlos Betancur (Ag2r) oraz Rigoberto Uran (Sky). Niewiadomą jest postawa weteranów: Ivana Basso (Włochy, Cannondale) czy Samuela Sancheza (Hiszpania, Euskaltel Euskadi). Ze względu na ?wariacką? charakterystykę wyścigu może się okazać, że niespodziewanie do walki o czołowe pozycje włączy się ktoś spoza typowanej przed startem grupy ścisłych faworytów.

    #renesanspolskiegokolarstwa

    W Hiszpanii wystartuje pięciu Polaków: Rafał Majka (Saxo Tinkoff), Sylwester Szmyd (Movistar), Maciej Paterski (Cannondale), Tomasz Marczyński (Vacansolei DCM) oraz Bartosz Huzarski (Netapp Endura). O ich szansach i wcześniejszym przebiegu sezonu można przeczytać w Przeglądzie Sportowym. W tym roku polscy kolarze rozpieszczają kibiców. W wiosennych klasykach i Tour de France świetnie jechał Michał Kwiatkowski. Rafał Majka rewelacyjnie pojechał włoskie Giro oraz Tour de Pologne. Przemysław Niemiec ustanowił polski rekord w Giro d?Italia (6. miejsce) oraz znakomicie zaprezentował się w prestiżowych, tygodniowych wyścigach etapowych. Powoli zaczynam się przyzwyczajać, że nasi kolarze odgrywają kluczowe role w najważniejszych imprezach sezonu. Nie wiem, czy Rafał Majka będzie w stanie powtórzyć jazdę z włoskiego Giro (7. miejsce): w ekipie Saxo – Tinkoff jest czterech potencjalnych liderów a sam Majka jest zawodnikiem na tyle młodym, że niekoniecznie musi walczyć w dwóch wielkich tourach w sezonie. Nie wiem też czy Bartosz Huzarski podoła celowi, który sobie postawił, czyli walce w klasyfikacji generalnej. Niewiadomą jest również pozycja Sylwestra Szmyda i Macieja Paterskiego, którzy tradycyjnie będą pełnili role pomocnicze w swoich ekipach. Wreszcie zespół Tomasza Marczyńskiego po tym sezonie kończy działalność, zatem zawodnicy tej drużyny są pod sporą presją poszukiwania pracodawcy na kolejny rok. Mimo to wierzę, że będziemy mogli pasjonować się jazdą całej piątki, trzymać kciuki gdy będą walczyć o etapowe zwycięstwa i rywalizować z najlepszymi kolarzami świata o dobre miejsce w końcowej klasyfikacji. Bo właściwie dlaczego to miałoby się nie wydarzyć?

    Nie przegap etapów:

    2. Alto Do Monte Da Groba (25.08, niedziela) – pierwszy górski finisz już na drugim etapie wyścigu!
    8-10. Trzy strome finisze w Andaluzji (31.08-02.09, sobota – poniedziałek).
    15. Pirenejski klasyk (08.09, niedziela)
    18. Pena Cabarga (12.09, czwartek)
    20. Alto de L´Angliru (14.09, sobota)

    Faworyci:

    *****
    Vincenzo Nibali
    ****
    Joaquim Rodriguez, Alejandro Valverde
    ***
    Bauke Mollema, Carlos Betancur, Samuel Sanchez, Rigoberto Uran
    **
    Rafał Majka, Roman Kreuziger,
    *
    Ivan Basso, Michele Scarponi

    Klasyfikacje:
    Generalna: czerwona koszulka
    Punktowa: zielona koszulka (uwaga, na Vuelcie etapy górskie punktowane są tak samo jak płaskie, zatem wygra ją prawdopodobnie kolarz będący wysoko w klasyikacji generalnej a nie sprinter)
    Górska: Koszulka w granatowe kropki
    Kombinowana: biała koszulka (wyrgywa ją zawodnik będący najwyżej w pozostałych trzech klasyfikacjach)
    Drużynowa: liczy się do niej suma czasów trzech najlepszych kolarzy drużyny na każdym z etapów

    Pula nagród: niespełna 1,1mln Euro

     

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 23.08.2013

  • Odzyskany entuzjazm

    Największy żal miałem nie w związku z telenowelą wokół sprawy Lance?a Armstronga, ale do Aleberto Contadora. To właśnie jego dopingowa wpadka, prawdopodobnie dużo poważniejsza niż ostateczny wyrok spowodowała, że kibicowanie kolarzom przestało mnie cieszyć. Tegoroczny sezon, od klasyków po Tour de France sprawił, że może nie wierzę w 100% czysty sport, ale do każdego kolejnego wyścigu podchodzę z ostrożnym entuzjazmem.

    Jeden z młodych kolarzy grupy Argos, przedstawiciel nowego pokolenia sportowców, którzy otwarcie mówią o dopingu
    Jeden z młodych kolarzy grupy Argos, przedstawiciel nowego pokolenia sportowców, którzy otwarcie mówią o dopingu ? facebook.com/xouted, fot. własne, CC BY SA 3.0

    Paranauka w służbie kibica

    Transmisje telewizyjne realizowane na wysokim poziomie, aktywność zawodników i dyrektorów sportowych na twiterze, profile w portalach społecznościowych takich jak Garmin Connect czy Strava powodują, że dostęp do danych: mocy, tętna czy tempa wspinaczki mają wszyscy. Stąd też sporą część czasu kibice poświęcają, zamiast na emocje związane z rywalizacją kolarzy, na analizę pracy przez nich wykonywanej. Dlatego mniej więcej do połowy Tour de France trwała dyskusja dotycząca potencjalnego dopingu Chrisa Froome?a oraz jego pomocników z drużyny Sky. Już sam styl jazdy był spektakularny, ale to szacunki dotyczące tempa na podjazdach Ax3 Domaines oraz Mont Ventoux najbardziej przywodziły na myśl wyniki uzyskiwane przez Armstronga i jego rywali w ?epoce EPO?.

    Suche liczby bez kontekstu są świetnym polem do nadużyć czy pomówień. Nie chcę w tym miejscu bronić Chrisa Froome?a czy Richiego Porte, nie zamierzam również nikogo oskarżać. Bardziej niż na poszczególnych zawodnikach i uzyskiwanych przez nich rezultatach lepiej skupić się na widocznych tendencjach. Po dwóch latach spowolnienia, zawodowy peleton wyraźnie przyspieszył. Średnia prędkość zwycięzcy Tour de France była piątą najwyższą w historii. A warto zauważyć, że oglądaliśmy jedną z bardziej górzystych ?Wielkich Pętli? w ostatnich latach! Majowe Giro d?Italia było, z powodu niespodziewanego ataku zimy, okrojone z podjazdów, stąd też Vincenzo Nibali zwyciężył z drugą najwyższą średnią prędkością w dziejach wyścigu. Najszybszy od niemal pięćdziesięciu lat był także Fabian Cancellara na trasie legendarnego klasyku z Paryża do Roubaix.

    Vincenzo Nibali, jeden z najmocniejszych kolarzy w zawodowym peletonie podczas jazdy na czas w Wieliczce
    Vincenzo Nibali, jeden z najmocniejszych kolarzy w zawodowym peletonie podczas jazdy na czas w Wieliczce?facbook.com/xouted, fot. własne CC BY SA 3.0

    Co ciekawe, podczas niedawno zakończonego Touru najmocniejszy pod górę był nie, będący pod ostrzałem mediów Froome, ale Nairo Quintana na ostatnim podjeździe wyścigu! Zarówno filigranowy, stworzony do wspinaczki Kolumbijczyk jak i zwycięzca całego Tour de France osiągali rezultaty zbliżone do tych, które prezentowali podczas Giro d?Italia Vincenzo Nibali czy Carlos Betancur, zatem wbrew pozorom nie są kosmicznym ewenementem. O tym, jak wysoki poziom prezentują zawodnicy świadczy również jazda Laurensa Ten Dama. Holender z grupy Belkin w pierwszej fazie wyścigu jechał w pierwszej dziesiątce, lecz całą rywalizację zakończył na trzynastej pozycji i niemal codziennie udostępniał swoje dane w portalu Strava. Już rezultaty osiągane przez kolarza, który raczej odpadał z grupy faworytów niż decydował o losach wyścigu mieszczą się w górnych strefach ocenianych przez ekspertów jako granica ludzkich możliwości. Bohaterowie walczący o podium do owych granic niebezpiecznie się zbliżają.

    Technologia w służbie sportowców

    Trauma po Armstrongu, Ullrichu, aferach Festiny, Puerto czy Oil for Drugs spowodowały, że wszędzie szukamy spisku, zapominając o podstawowych elementach. Dekada w sporcie to przepaść. Szczególnie w takim, gdzie poza fizycznymi możliwościami zawodników liczy się sprzęt. Aerodynamika, ergonomia, dopasowanie pozycji zmniejszają kolarzom zużycie energii nawet o kilkadziesiąt Wattów. Na tle klubów piłkarskich budżety zawodowych ekip kolarskich są śmiesznie małe (najlepsze z drużyn operują kilkunastoma milionami Euro), ale i tak pozwalają na wiele. Aerodynamiczne kaski, ultralekkie i przewiewne stroje, poszukiwanie luk w przepisach umożliwiających obejście restrykcyjnych reguł dotyczących budowy rowerów. Do tego wszechobecny monitoring niemal wszystkich parametrów fizjologicznych. Nigdy w historii kolarstwo nie było tak zaawanoswane technologicznie, nigdy też zawodnicy nie mieli tak komfortowych warunków pracy. Jeśli napiszę, że obecnie sprzęt, który amator można kupić w markecie sportowym za równowartość dwóch średnich krajowych jeszcze dziesięć lat temu był dostępny wyłącznie dla kilku kolarzy na świecie, nie będzie w tym przesady.

    Rower do jazdy na czas Bradleya Wigginsa. Drużyna Sky jest liderem w poszukiwaniu nowatorskich rozwiązań technologicznych i treningowych
    Rower do jazdy na czas Bradleya Wigginsa. Drużyna Sky jest liderem w poszukiwaniu nowatorskich rozwiązań technologicznych i treningowych?facebook.com/xouted/ fot. własne CC BY SA 3.0

    W takich warunkach, otoczeni opieką fizjologów, biomechaników, projektantów i programistów kolarze muszą przyspieszać, nawet w warunkach najlepiej działającego systemu antydopingowego. Z drugiej strony, ujawnione w aferze Armstronga mechanizmy oszukiwania kontrolerów każą pohamować optymizm, ale rzut oka na zaplecze, jakim dysponowały najlepsze ekipy podczas choćby naszego Tour de Pologne, skłania do refleksji, że tym razem za tempem peletonu stoi nie tylko chemia oraz fizjologia, ale wiele więcej gałęzi różnych nauk.

    Bez show nie byłoby entuzjazmu

    Suche dane: prędkość, moc, tempo podjeżdżania to pole do ekscytacji dla koneserów. Tego lata najważniejszy jest dla mnie inny czynnik, który w połączeniu z klimatem walki z dopingiem wpłynął na ciepłe emocje, jakimi znów obdarzyłem kolarstwo. Zawodnicy grają w otwarte karty, szukają niemal każdej okazji do ataku, zdobycia przewagi nad rywalami. Podczas Tour de France Chris Froome zbudował szokująco wysoką formę na pierwszą fazę wyścigu, w drugiej musiał bronić się przed szarżującymi rywalami. Contador, Rodriguez, Quintana, przez chwilę również kolarze ekipy Belkin atakowali gdzie tylko mogli. W górach, na wietrze, podczas jazdy na czas. Zagrywki taktyczne, jazda drużynowa, zmiany rowerów, izolowanie lidera od jego przybocznych. Każdy etap Wielkiej Pętli był polem bitwy. Mimo dominacji Froome?a i ekipy Sky, byłem do końca trzymany w niepewności, wyczekując co będzie się działo za każdym kolejnym zakrętem, na każdym wzniesieniu i na każdym szaleńczym zjeździe.

    Rafał Majka, nie dość, że "nasz", to jeszcze bardzo młody zawodnik, przyszłość kolarstwa
    Rafał Majka, nie dość, że „nasz”, to jeszcze bardzo młody zawodnik, przyszłość kolarstwa?facebook.com/xouted, fot. własne CC BY SA 3.0

    W nieco mniejszej skali, ale podobnych wrażeń dostarczył mi Tour de Pologne. W obu przypadkach smaku dodaje fakt, że po wielu latach posuchy, od kilkunastu miesięcy w głównych rolach oglądam Polaków. Jak wielkim nie byłbym entuzjastą kolarstwa i jak wielu godzin rocznie bym mu nie poświęcałbym, inaczej ogląda się sport, w którym oprócz obcych Basków, Walonów czy Brytyjczyków o czołowe lokaty rywalizują ?nasi?. W połączeniu z odważną i agresywną jazdą oraz ze świadomością, jak wysoki poziom prezentują, dostaję dodatkowy bodziec by śledzić kolejne relacje.

    Na koniec zostaje niepokój. A co, jeśli znów oglądam oszustwo? A co, jeśli po raz kolejny serwowany show jest efektem nieetycznych eksperymentów ocierającej się o mafię grupy karierowiczów? Z podobnymi problemami, co kolarstwo kilka lat temu, borykają się obecnie inne dyscypliny sportu. Lekkoatletyka, tenis, zaczyna się wspominać o dopingu w piłce nożnej. Kolarze ze swoją przeszłością, traumą afer, będąc obecnie pod kontrolą najbardziej rygorystycznych badań i przepisów otwarcie mówią o etyce pracy, wyzwaniach i wyborach, jakie stawia przed ludźmi wyczynowy sport. Mimo całego zaplecza technologicznego i wielu elementów, które go dehumanizują, sami bohaterowie są bardziej ludzcy i bliżsi niż kiedykolwiek.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 21.08.2013

  • Kibicowałem Tour de Pologne

    Wziąłem wolny dzień w pracy. Spędziłem kilka dobrych godzin przed ekranem komputera i telewizora. Poświęciłem sobotnie popołudnie by zobaczyć na żywo jazdę na czas w Wieliczce. Wiem jedno: Tour de Pologne może być pięknym świętem sportu. Szkoda, że jubileuszowy, siedemdziesiąty wyścig zostawił tak wiele mieszanych uczuć.

    Start 3. etapu Tour de Pologne, krakowski rynek
    Start 3. etapu Tour de Pologne, krakowski rynek ? fot. Marek Tyniec jr. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Wyścig z klasą
    Najpierw będą plusy. Tych jest sporo. 70. Tour de Pologne dostarczył pięknych, sportowych wrażeń. Rywalizacja o czołowe lokaty trwała od pierwszego, do ostatniego etapu. O emocje zadbali wszyscy uczestnicy. Polacy, bo Rafał Majka dzielnie walczył w klasyfikacji generalnej a Bartosz Huzarski i Tomasz Marczyński zbierali punkty na premiach, ostatecznie stając do dekoracji jako najbardziej aktywny i najlepiej jeżdżący w górach kolarz. Gwiazdy światowego peletonu, bo Bradley Wiggins i Fabian Cancellara świetnie pokazali się podczas finałowej jazdy na czas. Słowa uznania należą się też tym, którzy przez większość sezonu pełnią inne role a w Polsce dostali swoją szansę: Pieter Weening, Christophe Riblon, Jon Izagirre czy Sergio Henao wraz ze wspomnianym Rafałem Majką do ostatnich kilometrów ostatniego etapu trzymali nas w niepewności, który z nich zostanie zwycięzcą całego wyścigu. Słowa uznania należą się też kolarzom grupy BMC: Taylor Phinney i Thor Hushovd w pięknym stylu wygrali w sumie trzy etapy.

    Bradley Wiggins na trasie jazdy na czas w Wieliczce
    Bradley Wiggins na trasie jazdy na czas w Wieliczce?fot. Marek Tyniec jr. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Choć wyścig rozpoczął się we Włoszech i już na wstępie zaserwowano kolarzom legendarne podjazdy w Dolomitach, losy klasyfikacji generalnej rozstrzygnęły się w Polsce. Podhalański etap z prejazdem przez Ząb, Gliczarów i Bukowinę był świetny, pełen ataków i zakończył się zmianą lidera. Kolejne zmiany w klasyfikacji przyniosła jazda na czas z Wieliczki do Krakowa i choć Rafał Majka stracił miejsce na podium, to i tak pokazał wielką klasę na tle najlepszych na świecie specjalistów w tej dyscyplinie. Sporą zasługę w podniesieniu poziomu atrakcyjności zmagań kolarzy miało okrojenie składów drużyn do sześciu zawodników. Eksperyment Lang Temu i Międzynarodowej Federacji Kolarskiej się powiódł. Piękne etapowe zwycięstwa Phinneya, Riblona i Atapumy były możliwe m.in. dzięki temu, że najmocniejszym drużynom było trudniej niż zazwyczaj kontrolować sytuację w peletonie.

    W przypadku kolarstwa, równie ważna co rywalizacja kolarzy jest sceneria. Z perspektywy kilku dni od zakończenia wyścigu pokuszę się o stwierdzenie, że zarówno pod względem sportowym jak i krajoznawczym, wizyta Tour de Pologne we Włoszech nie wniosła zbyt wiele. Losy wyścigu zdecydowały się w Bukowinie i Krakowie a Tatry czy krakowski Rynek prezentują się równie dobrze co najpiękniejsze miejsca, pokazywane przez realizatorów transmisji z wyścigów w całej Europie. Mamy piękne góry, odrestaurowane zabytki i nowe drogi. Do tego, co równie ważne, trzy miliony ludzi, którzy przez tydzień stali przy trasie i dopingowali kolarzy. To sympatyczne, budujące i napawające sporym entuzjazmem. Krótko mówiąc: sukces!

    Tomasz Marczyński na trasie jazdy na czas w Wieliczce
    Tomasz Marczyński na trasie jazdy na czas w Wieliczce?fot. Marek Tyniec jr. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Mentalne disco polo
    Wiosną, po prezentacji trasy 70. Tour de Pologne zastanawiałem się, czy można z takim sukcesem polemizować. Po zakończeniu wyścigu uważam, że nie tylko można, ale i trzeba. Dlaczego? Bo wszyscy nie tylko zasłużyliśmy, co również dojrzeliśmy do tego, by Nasz Wyścig był prawdziwym świętem. Rewelacyjne wyniki polskich kolarzy, którzy od zeszłego sezonu regularnie notują czołowe wyniki zrobiły swoje. Zainteresowanie wyczynową jazdą rowerem rośnie, Kwiatkowski czy Majka wyrastają na nowe gwiazdy rodzimego sportu. W wyścigu dla amatorów, mimo horrendalnej opłaty startowej bierze udział 1300 entuzjastów kolarstwa. Przy szosach stoją szpalery ludzi a na podjeździe w Gliczarowie nie ma może tłumu jak podczas Tour de France, ale na zawodowców czeka entuzjastycznie pokrzykujący tłum. Tymczasem transmisje TVP z Tour de Pologne oglądało prawie 300tyś mniej widzów niż rok temu!

    Wizyta wyścigu we Włoszech wiązała się z przekroczeniem wielu granic. Nie tylko tych międzypaństwowych, ale przede wszystkim granic komercji. Tour de Pologne to sukces, także sukces finansowy. Bez tego wymiaru nie istniałby i bez stabilności ekonomicznej imprezy Czesława Langa nie moglibyśmy mówić o widocznym ożywieniu w polskim kolarstwie oraz zainteresowaniu rowerami. Nie wierzę jednak, że w roku 2013 jesteśmy skazani na jarmarczny marketing, agresywny product placement i przysłaniające wszystko: krajobraz, zabytki i samych kolarzy materiały reklamowe. Określenie ?Tour de Balon? weszło już na dobre do języka kibiców kolarskich w kraju. Mam nadzieję, że nie wyszło dalej. Swoje dołożyła również Telewizja Publiczna, oferując poziom przekazu na poziomie przypominającym Wyścig Pokoju w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W połączeniu z wciskanym na każdym kroku marketingiem w miejsce informacji o sytuacji na trasie dostaliśmy obraz produktu z dolnych półek dyskontu zamiast z delikatesów premium. Ratunek przyszedł z importu: Krzysztof Wyrzykowski niczym Christophe Riblon zbudował wysoką formę podczas Tour de France i w trakcie polskich etapów błyskotliwie przykrył niedostatki sygnału TVP. Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast podziwiać podhalański krajobraz i komentować jazdę Rafała Majki, ci z dziennikarzy, którzy w ogóle zwrócili uwagę na Tour de Pologne wytykali niską jakość relacji i brak dostępu do informacji (bieżące newsy na twitterze pochodziły od prywatnego entuzjasty a nie od organizatora!). W tym kontekście może to nawet lepiej, że opiniotwórczy, zagraniczni blogerzy i portale nie poświęcili wiele uwagi naszemu wyścigowi. Wyścigowi, którym chcemy się cieszyć, który chcemy podziwiać i wspierać. Trzy miliony kibiców nie może się mylić. Tyle, że te trzy miliony potrafią myśleć i długo nie dadzą nabierać się na marketingowe chwyty sprzed dwóch dekad. Płynące z głośników ?Ona tańczy dla mnie? wyraża więcej niż tysiące znaków wylanych przez zatroskanych kibiców i dziennikarzy. Disco polo można traktować ironicznie, postironicznie lub w dowolny inny sposób. Ale prestiżu na nim się nie zbuduje.

    Panie Czesławie, skoro postanowił Pan pokazać Włochom Tour de Pologne, dlaczego równocześnie pokazał im Pan mentalny ?Weekend? a nie ?Brodkę??

    Zwycięzcy etapów:
    1. Madonna di Campiglio: Diego Ulissi
    2. Przełęcz Pordoi: Christophe Riblon
    3. Rzeszów: Thor Hushovd
    4. Katowice: Taylor Phinney
    5. Zakopane: Thor Hushovd
    6. Bukowina Tatrzańska: Darwin Atapuma
    7. Kraków: Bradley Wiggins

    Klasyfikacja generalna:

    1. Pieter Weening Orica GreenEdge 31h 58′ 07″
    2. Jon Izagirre Euskaltel Euskadi + 13″
    3. Christophe Riblon Ag2r La Mondiale + 16″
    4. Rafał Majka Saxo Bank Tinkoff + 26″
    5. Sergio Henao Sky Pro Cycling + 51″

    Klasyfikacja punktowa:
    Rafał Majka Saxo Bank Tinkoff

    Klasyfikacja górska:
    Tomasz Marczyński Vacansolei DCM

    Klasyfikacja najaktywniejszych:
    Bartosz Huzarski Netapp Endura

    Klasyfikacja drużynowa
    Radioshack – Leopard

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 08.08.2013

  • Kibicuj Tour de Pologne ? przewodnik dla początkujących

    Dziś we włoskim Trydencie startuje Tour de Pologne. Po raz siedemdziesiąty kolarze z całego świata ścigać się będą w wyścigu dookoła Polski. Dlaczego więc wyruszają Włoch? Czy Polacy mają w tym wyścigu jakieś szanse? Jak ważna jest to impreza? Czy to naprawdę ?kolarska liga mistrzów?? Dlaczego przez najbliższy tydzień TVP tyle czasu poświęci panom kręcącym na rowerach? I co o właściwie w tym wszystkim chodzi.

    tourdepologne.pl

    Co to za wyścig?
    Tour de Pologne to jeden z najstarszych kolarskich wyścigów etapowych na świecie. Po raz pierwszy rozegrany został w 1928 roku. Przez wiele lat był w cieniu Wyścigu Pokoju, ale przez polskich zawodników zwycięstwo w nim było bardzo cenione. Wygrywali go m.in. Feliks Więcek, Stanisław Szozda, Tadeusz Mytnik czy Czesław Lang. To właśnie Lang, nasz pierwszy kolarz zawodowy, po zakończeniu kariery sportowej, w pierwszych latach transformacji ustrojowej przejął organizację wyścigu i przekwalifikował go z imprezy amatorskiej na taką dla profesjonalistów.

    Od 1993 do 2004r Tour de Pologne zyskiwał coraz większe uznanie w oczach Międzynarodowej Unii Kolarskiej, co wyrażało się w przyznawaniu mu coraz wyższej kategorii. W 2005r światowe kolarstwo przeszło gruntowną reformę i od tego czasu nasz wyścig jest punktowany najwyżej wśród podobnych mu imprez tygodniowych. W ciągu roku kolarze rywalizują bowiem w różnych typach zawodów. Bezsprzecznie najważniejsze z nich są trzy wielkie Toury. Trzytygodniowe, niezmiernie wymagające: Giro ?d Italia, Tour de France oraz Vuelta Espana. Wysoko punktowane i cenione są również tzw. ?klasyki?, czyli jednodniowe wyścigi z wielką tradycją i historią, takie jak wiosenne Mediolan-Sanremo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege oraz jesienny Giro di Lombardia.

    Co roku jesienią rozgrywane są również mistrzostwa świata, zbliżone swoich charakterem do Klasyków. Do tego w kalendarzu znajduje się kilka prestiżowych tygodniówek: np. Paryż-Nicea, Dookoła Szwajcarii, Dookoła Kraju Basków i kilka innych. Nie są one tak eksponowane jak Wielkie Toury, ale to nadal jedne z najważniejszych kolarskich wydarzeń sezonu. To właśnie w tym gronie od 2005 roku znajduje się Tour de Pologne.


    Spot promujący 70. Tour de Pologne

    Czy to naprawdę ?kolarska liga mistrzów??
    Slogan, który przylgnął do Tour de Pologne, wedle którego nasz wyścig to ?kolarska liga mistrzów? jest nośny, ale błędny. W kalendarzu znajduje się kilka imprez ważniejszych, kilka równorzędnych oraz bardzo wiele zdecydowanie mniej ważnych. Każdy z najbardziej prestiżowych wyścigów, takich jak nasz, ma swoje miejsce w kalendarzu i określony cel. Niektóre, jak Paryż-Nicea czy Tirreno- Adriatico otwierają sezon. Inne, jak Criterium du Dauphine czy Tour de Suisse, przygotowują do Tour de France. Kilka lat temu Tour de Pologne był jednym ze sprawdzianów przed mistrzostwami świata, obecnie zmienił termin i wiele wskazuje, że stanie się głównym testem przed Vuelta Espana.

    Miejscem, gdzie najwybitniejsi kolarze trenują przed trzytygodniowym tourem, a ton rywalizacji często nadają zawodnicy młodsi, którzy zdobywają doświadczenie w najwyżej punktowanych wyścigach. Wiele wielkich gwiazd światowego peletonu pierwsze sukcesy odnosiło właśnie podczas Tour de Pologne, warto wspomnieć choćby Alberto Contadora czy Petera Sagana. Rewelacyjny sprinter, Marcel Kittel, który wygrał cztery etapy na właśnie zakończonym Tour de France, dwa sezony temu, jako dwudziestotrzylatek wygrał również cztery etapy w Polsce.

    Krótko mówiąc, Tour de Pologne to nie jest najważniejszy wyścig w sezonie, ale sukcesywnie zdobywa prestiż i znaczenie w kalendarzu. Jest przykładem sukcesu organizacyjnego i pora nauczyć cieszyć się nim bez zbędnego zadęcia. Nie trzeba mówić o ?lidze mistrzów?, skoro to ?po prostu? najwyższa rangą cyklicznie organizowana impreza sportowa w kraju!

    Po co z Włoch, skoro można by z Gdańska?
    70. Tour de Pologne jest, jak na wyścig tygodniowy, wydarzeniem dość nietypowym. Dwa pierwsze etapy zostaną rozegrane we włoskim Trydencie. Następnie peleton dostanie dzień przerwy, zostanie samolotami przewieziony do Krakowa i kolejne pięć etapów rozegranych zostanie na południu Polski. Nie ukrywam, to rozwiązanie dziwne i bezprecedensowe. Tego typu rozwiązania stosują zazwyczaj organizatorzy wyścigów trzytygodniowych, na krótszych zazwyczaj nie ma na to czasu ani środków. Tu warto wrócić do postaci organizatora wyścigu, Czesława Langa. Spora część jego kariery zawodowej, zarówno jako sportowca a później biznesmena związana jest właśnie z Włochami. Oczywiście wizyta w Trydencie ma swój wymiar komercyjny, ale Lang wielokrotnie wspomina o tym, że jego marzeniem było, by pokazać kibicom prawdziwe góry.

    Skoro pojawiła się możliwość, by zrealizować swoje marzenia, to czemu z tego nie skorzystać? Zapewne to jednorazowa historia, która może otworzyć drogę do dalszej promocji wyścigu, a co za tym idzie polskiego kolarstwa. Narzekanie? Zostawmy to na później. W zamian proponuję cieszyć się, że mamy w kraju na tyle sprawnego organizatora, który raz na jakiś czas jest w stanie zaskoczyć nas kosztowną i atrakcyjną fanaberią.

    Całą trasę oraz harmonogram wyścigu najlepiej zobaczyć na oficjalnej stronie 70. Tour de Pologne

    Kto to właściwie jest ten Nibali?
    Drugą, po starcie we Włoszech innowacją, jest okrojenie składów drużyn do sześciu zawodników. To o dwóch mniej, niż w konkurencyjnych wyścigach. Celem takiego rozwiązania ma być zwiększnie rywalizacji najmocniejszych kolarzy poprzez ograniczenie możliwości kontrolowania sytuacji przez ich pomocników. Ze względu na bardzo selektywną trasę oraz kończącą całość długą jazdę indywidualną na czas, w tym roku w Tour de Pologne startuje absolutna elita zawodowego peletonu.

    Ekipie Astana przewodzić będzie Vincenzo Nibali. Zwycięzca Giro d?Italia, w pierwszej części sezonu prezentujący moc zbliżoną do tej, jaką Chris Froome zniszczył konkurentów podczas Tour de France. Jego rywalem powinien być Bradley Wiggins, ubiegłoroczny zwycięzca ?Wielkiej Pętli?, który tej wiosny nie dał rady Nibalemu we Włoszech a teraz wraca do wysokiej dyspozycji. Jeśli straci w Dolomitach, będzie to odrabiał podczas finałowej czasówki z Wieliczki do Krakowa. Nominalnym liderem Sky został jednak nie on a Kolumbijczyk Henao. Na liście startowej znaleźć można jeszcze wiele gwiazd, m.in. Fabiana Cancellarę czy Ivana Basso. Dla Nibalego głównym celem drugiej części sezonu jest jednak nie Tour de Pologne a hiszpańska Vuelta oraz mistrzostwa świata.

    Do walki o tęczową koszulkę (na czas lub indywidualnie) szykują się również Wiggins i Cancellara. Niewykluczone więc, że zamiast gwiazd, o zwycięstwo w Polsce będą rywalizowali zawodnicy o mniej głośnych nazwiskach. Nie znaczy to jednak, że najsławniejsi kolarze traktują TdP po macoszemu. Taka jest właśnie rola nieco mniejszych wyścigów w kalendarzu. Zawodowcy dzielą sezon na części i w każdej z nich swoją szansę dostaje kto inny. Nawet najwybitniejsi sportowcy nie są przecież w stanie utrzymać szczytowej formy przez czas dłuższy niż kilka tygodni.

    Lista startowa 70. Tour de Pologne

    Czy ?biało-czerwoni? wygrają?
    To pytanie pojawia się co roku. Czy tym razem któryś z ?naszych? powalczy o żółtą koszulkę lub choćby etap? Tegoroczne wyniki skłaniają do optymizmu. Na starcie staną Rafał Majka (Saxo Tinkoff) oraz Przemysław Niemiec (Lampre Merida), którzy rewelacyjnie pojechali Giro d?Italia. Nie można zapominać o Sylwestrze Szmydzie (Movistar), który nie wystartował w Tour de France a włoskie podjazdy to dla niego idealna sceneria by powalczyć o czołowe lokaty. W ekipie Netapp Endura pojedzie Bartosz Huzarski, w Vacansolei Tomasz Marczyński a w Cannondale Maciej Paterski. Michał Kwiatkowski odpoczywa po Tour de France, ale w tym samym zespole: Omega Pharma ? Quick Step pojedzie Michał Gołaś. Co więcej, po przerwie, na zaplecze zawodowej elity wróciła drużyna CCC Polsat Polkowice, dzięki czemu Czesław Lang mógł przyznać jej dziką kartę (liderem będzie doświadczony Włoch Davide Rebellin).

    Oprócz tego na starcie stanie reprezentacja Polski, złożona głównie z młodych, perspektywicznych kolarzy. Takiego urodzaju jeszcze w Tour de Pologne jeszcze nie mieliśmy. W tym sezonie ?nasi? są rewelacją w zawodowym peletonie. Tym śmielej można szukać nadziei na sukcesy. Wraz ze zwiększonym zainteresowaniem mediów, po cichu liczę, że za wynikami naszych gwiazd rozwinie się moda nie tylko na aktywny wypoczynek rowerowy, ale też z większą przychylnością sponsorów spotkają się kluby szkolące młodzież.

    ?Biało-czerownym? może pomóc kolejna nowinka w regulaminie wyścigu. Tak jak na dawnym Wyścigu Pokoju na każdym z etapów do zdobycia będzie wiele bonifikat czasowych. Najaktywniejszy zawodnik, który zdobędzie najwięcej punktów na premiach lotnych i górskich zyska trzydzieści sekund do klasyfikacji generalnej! To spora szansa dla uciekinierów a właśnie w tej roli często w ostatnich latach najlepiej spisywali się polscy kolarze.

    Klasyfikacja generalna, premiowana żółtą koszulką jest oczywiście najważniejsza. Zwycięzcą zostanie zawodnik, który uzyska najkrótszy czas na wszystkich etapach, pomniejszony o zdobywane bonifikaty. Oprócz niej w białej koszulce pojedzie zawodnik, który uzbiera najwięcej punktów na metach etapów, w różowej ten, który najczęściej będzie meldował się na szczytach podjazdów a w biało-czerwonej zawodnik najaktywniejszy.

    Relacje i transmisje
    Wyścigi kolarskie żyją dzięki mediom. Najważniejsze imprezy świata zostały powołane przez właścicieli tytułów prasowych. Obecnie kluczową rolę odgrywa telewizja. Współpraca z TVP to jedno z najważniejszych ogniw sukcesu Tour de Pologne. Także w tym roku Telewizja Publiczna dostarczy codziennie kilka godzin relacji. Dla tych, którzy bardziej interesują się kolarstwem i oczekują bardziej fachowego komentarza dostępne są również transmisje w Eurosporcie.

    Sportowe święto
    Powoli przychodzi czas, aby nauczyć się kibicować i przeżywać wielkie imprezy sportowe. Tour de Pologne to jedna z nich. Dla większości z nas dostępna na wyciągnięcie ręki. Gwiazdy sportu, media z całego świata, piękna, letnia pogoda. Czy to nie dobra okazja, by stanąć przy szosie i dopingować sportowców? Cóż z tego, że kilka miast będzie przez kilka godzin wyłączonych z ruchu? Francuzi, Włosi, Brytyjczycy potrafią świętować, gdy pod ich oknami przejeżdżają kolarze czy biegną maratończycy. Tour de Pologne to świetny wyścig, znakomite widowisko sportowe i przykład biznesowego sukcesu. Czy jest lepsza moment, by dać się porwać entuzjazmowi?

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 27.07.2013