Kategoria: Klasyki

  • Ściganie na cmentarzu

    Ściganie na cmentarzu

    Gandawa – Wevelgem upamiętnia poległych ?Na Polach Flandrii?. Paryż-Roubaix nazwany został ?Piekłem Północy? nie ze względu na trudności czekające na kolarzy a na zniszczony po I Wojnie Światowej krajobraz, który przemierzał peleton. Wiosenne klasyki mają w sobie nie tylko sportowy, ale też bardziej doniosły, historyczny kontekst.

    W 2015r, sto lat po tym, gdy kanadyjski żołnierz, lekarz i poeta, John McCrae opublikował swój ikoniczny wiersz ?In Flanders Fields?, do nazwy wyścigu Gandawa – Wevelgem dodano tytuł tego właśnie utworu. Zawody stają się więc nie tylko memoriałem ku czci ofiar, są też jedyną, o której wiem, imprezą sportową, która w nazwie ma nie markę sponsora a tytuł poezji.

    In Flanders Fields (1921) page 1.png
    By John McCrae and Ernest Clegg – JP2 zip data at fieldsinflanders00mccrrich archive.org, Domena publiczna, Link

    Choć na przełomie marca i kwietnia maki jeszcze nie kwitną na polach Flandrii, szosy, brukowane a także polne dukty, na których rywalizują kolarze, przecinają teren, będący jednym z największych cmentarzy w Europie.

    Front zachodni w czasie I Wojny Światowej ze swoimi, ciągnącymi się przez te właśnie pola, wielokilometrowymi liniami okopów to jeden z modelowych przykładów pokazujących absurdy i bezsens konfliktów zbrojnych (w samych bitwach pod Ypres zginęło ponad milion ludzi).

    Kolejni młodzi ludzie byli rzucani do ataków równych niemal pewnej śmierci, to właśnie tam po raz pierwszy w historii użyto gazów bojowych a po wszystkim jedyne, co zostało, to ?Ziemia jałowa?.

    Paryż – Roubaix w 1919r zwycięzca, Henri Pelisier, określił mianem nie wyścigu a pielgrzymki a gdy przemierzający trasą klasyku dziennikarze zobaczyli obraz zniszczeń, jakie zostawiła po sobie wojna, nie byli w stanie użyć innego określenia niż właśnie ?piekło?.

    Kemmelberg, jeden z kluczowych podjazdów wyścigu Gandawa-Wevelgem był miejscem szczególnie ciężkich walk, zwłaszcza pod koniec wojny. U stóp wzgórza znajduje się cmentarz, na którym spoczywa 5000 francuskich żołnierzy.

    Wzniesienie jest pokonywane kilkukrotnie a między dwiema ostatnimi próbami dodatkowo do trasy włączono odcinki polnych dróg, przy których zimą 1914r doszło do niecodziennych wydarzeń ?rozejmu bożonarodzeniowego?, w czasie którego Brytyjczycy i Niemcy wyszli z okopów by wspólnie świętować na ziemi niczyjej.


    Faktem jest, że w kulturze anglosaskiej czy frankofońskiej I Wojna Światowa i jej ofiary mają zupełnie inne miejsce niż w naszej. Gdy na liniach między okopami we Flandrii i północnej Francji ginęły setki tysięcy żołnierzy, my walczyliśmy o swoją niepodległość, stąd też i na całkowicie inne aspekty konfliktu zwracamy uwagę czy to w kulturze, czy na lekcjach historii.

    Tak czy inaczej, kultywowanie pamięci przy pomocy zawodów sportowych ma długą tradycję i tam i tu.

    Także my mamy całkiem sporo różnego rodzaju ?memoriałów?. Dla kolarzy pierwszym skojarzeniem może być wyścig Szlakiem Walk Majora Hubala, ale warto też wspomnieć o szczególnym charakterze etapu Giro d?Italia 2014 z metą na Montecassino. I tam i we Flandrii czerwone maki wiążą się ze szczególną symboliką.

  • Czas silnych mężczyzn

    Czas silnych mężczyzn

    Wiosenne wyścigi na bruku to szczególny czas kolarskiego sezonu. To wtedy do głosu dochodzą silni, dobrzy technicznie i wytrzymali kolarze. Ci, którzy są w stanie utrzymać rower na kocich łbach a gdy trzeba, nacisnąć na pedały tak mocno, by mimo wymagającej nawierzchni zgubić rywali i zadziwić krzyczących przy trasie kibiców.

    Tytuł nie zawiera w sobie dyskryminacji ze względu na płeć, czy to biologiczną, czy kulturową. Zwyczajnie w rywalizacji Sagana, Van Avermaerta, Kristoffa, Degenkolba czy wcześniej Cancellary, Boonena, Musseuwa i Van Petegema jest nawet nie ?coś? a sporo czystej, fizycznej, wręcz zwierzęcej siły.

    Te kilkuminotowe, powtarzane co chwilę wysiłki, ataki, tempo i walka o pozycje czy to na wzgórzach Flandrii czy to na polnych drogach w okolicach Roubaix to pokaz godny walk gladiatorów w rzymskich amfiteatrach.

    Owszem, liczy się taktyka, liczy się wsparcie drużyny, ale gdy przychodzi decydujący moment, mistrz sam musi wznieść się na wyżyny, i przyłożyć do pedałów tak wielką siłę, by pokonać i grawitację i nierówności terenu i sprawić, by rywali bolało bardziej niż jego.

    Jasne, na górskich etapach wielkich tourów zdarza się, że oglądamy podobny spektakl, jednak jest on po pierwsze bardziej rozłożony w czasie, po drugie, bezwzględna moc generowana przez kolarzy jest o wiele mniejsza.

    Jeśli dołożymy do tego konieczność przetaczania roweru przez kolejne kostki granitu czy też bazaltu, wymuszającą pracę całego ciała, kontrolę kierunku jazdy i przyczepności, dostajemy spektakl ociekający adrenaliną i testosteronem bardziej niż ring MMA po całonocnej gali.

    W tym miejscu trzeba pamiętać, że w harmonogramie brukowanych klasyków samej jazdy po bruku jest stosunkowo niewiele. Nie więcej niż ?, dokładając do tego, również wymagające drogi z betonowych płyt, wciąż większość dystansu prowadzi po asfaltach.

    Te są jednak często pokryte nawiezioną z pól ziemią, wąskie, z głębokimi rowami melioracyjnymi po bokach. Do tego za każdym zakrętem zmienia się wiatr, trakt jest wąski a chętnych do jazdy na czele grupy w każdej chwili przynajmniej kilkudziesięciu.

    Szansa, że dostaniemy ekscytujący spektakl jest zatem bardzo duża. Wiosenne klasyki to jedna z najciekawszych części kolarskiego sezonu. I właśnie zmierzamy do jego apogeum.

    Rozkład jazdy na najbliższe dni:

    24.03, piątek: Record Bank E3 Harelbeke
    26.03, niedziela: Gandawa-Wevelgem
    28-30.03, wtorek-czwartek: 3 Dni de Panne-Koksijde
    02.04, niedziela: Ronde van Vlaanderen
    05.04, środa: Scheldeprijs
    09.04, niedziela: Paryż-Roubaix

    PS: Na brukach ścigają się również panie:

    26.03, niedziela: Gandawa-Wevelgem
    02.04, niedziela: Ronde van Vlaanderen

    Zdjęcie okładkowe: filip bossuyt, flickr, CC BY 2.0

     

  • Loverove 23.03.2017

    Loverove 23.03.2017

    Loverove na czwartek ze sporym zestawem kolarskich newsów, specjalnie dla Was!

    1. Sto dni prezesa


    Dariusz Banaszek przewodzi Polskiemu Związkowi Kolarskiemu już ponad trzy miesiące. Naszosie.pl prezentuje więc rozmowę z Prezesem po przysłowiowych „stu dniach” urzędowania, czyli czasie, po którym zwykło robić się pierwsze podsumowanie rządów nowego premiera. Rozmowę możecie przeczytać tutaj. A teraz najważniejsze: co Wy sądzicie o porządkach w PZKol?

    2. Sylwester Szmyd o wygranej Kwiato

    „Sylwas” rozkręca się w roli blogera rowery.org. Tym razem komentuje wygraną Michała Kwiatkowskiego w Mediolan Sanremo. Obserwacje zawodowca są zawsze w cenie, możecie je przeczytać tutaj.

    3. Co mam w kieszeni?

    To pytanie było kluczowe dla pewnego uniwersum fantasy, ale w tym przypadku nie chodzi ani o biżuterię ani o stwory o kudłatych stopach a o zawartość kieszonek w rowerowej koszulce. Od kilku tygodni Jakub Dominik z blog.bobiko.pl odpytuje rowerowych blogerów o to, co ze sobą wożą. Padło i na mnie, zatem voila, oto zestaw, który mam przy sobie na co dzień i od święta. W sensie na wyścigach.

    4. Brukowane klasyki to nie tylko jazda po bruku!

    Wczoraj po znakomitej jeździe drużynowej ekipy Quick Step, zwycięzcą Dwars Door Vlaanderen został Yves Lampaert. Równie zadowolony co triumfator był jego kolega z ekipy, drugi na mecie Philippe Gilbert, którego forma związana z jazdą po bruku ewidentnie rośnie. Były mistrz świata celuje ze szczytem dyspozycji na Ronde van Vlaanderen i trzeba będzie na niego uważać.

    Teraz jednak ważna uwaga. Brukowane klasyki to nie tylko jazda po bruku, i asfalcie. To także, charakterystyczne dla tych rejonów Belgii drogi z betonowych płyt. Nawierzchnia na nich jest bardziej chropowata, co chwilę przejeżdża się przez łączenia, na środku znajduje się ciągła przerwa a segmenty często są ułożone pod kątem. To dodatkowa trudność, którą często można przeoczyć, a która również jest elementem selekcji.

    Więcej na temat betonowych dróg kilka lat temu napisał niezawodny The Inner Ring.

  • Michał Kwiatkowski wygrywa Mediolan-Sanremo. I ma sposób na Sagana!

    Michał Kwiatkowski wygrywa Mediolan-Sanremo. I ma sposób na Sagana!

    Po siedmiu godzinach jazdy o zwycięstwie w pierwszym ?monumencie? sezonu 2017 zadecydowały centymetry. Michał Kwiatkowski, dosłownym rzutem na taśmę pokonał mistrza świata, Petera Sagana.

    Sagan – showman, Kwiato – zwycięzca

    Nazwijmy rzecz po imieniu. Wyścig otworzył właśnie Sagan, który imponującym atakiem oderwał się od peletonu na ostatnim wzniesieniu dnia, czyli Poggio. Wydawało się, że czołowa grupa zostanie doprowadzona do mety na Via Roma przez mocne ekipy sprinterów, które, niczym team Sky w Tour de France ?zabetonowały? rywalizację.

    Tymczasem Sagan rzucił na szalę wszystkie siły, zrobił kilka metrów różnicy a gdy dołączyli do niego Michał Kwiatkowski i Julian Alaphilippe, przewaga nad peletonem zaczęła rosnąć.

    Ponieważ trzej panowie potrafią znakomicie zjeżdżać, pędząc z Poggio zyskali kolejne sekundy, co wystarczyło do rozegrania finiszu we własnym gronie. Choć to Sagan wydawał się być najmocniejszy, Kwiatkowski zdołał go doścignąć a na ostatnich metrach ?wystawić koło? i sięgnąć po zwycięstwo w jednym z najbardziej prestiżowych wyścigów sezonu, nie bez powodu nazywanym ?wiosennymi mistrzostwami świata”.

    https://twitter.com/TeamSky/status/843142022898864134

    Generacja herosów

    Zdjęcie z finiszu, na którym Kwiatkowski, Sagan i Alaphilippe walczą o wygraną w Mediolan-Sanremo już teraz trzeba uznać za jednego z faworytów w plebiscytach na najlepszą, kolarską fotografię sezonu.

    Nie tylko ze względu na sam, rewelacyjny kadr przedstawiający walczących bark w bark gladiatorów szosy, ale przede wszystkim na jego symboliczny wymiar.

    Kolarze, którzy tej wiosny stanęli na podium ?Primavery? należą do tego samego, ekstremalnie utalentowanego pokolenia, które przejmuje dowodzenie w zawodowym peletonie. Sagan i ?Kwiato? to rocznik 1990, Alaphilippe 1992. Są dynamiczni, są skuteczni i dzięki nim nie musimy się martwić o to, kto zastąpi odchodzących na emeryturę mistrzów wyścigów klasycznych.

    Portfolio Kwiatkowskiego

    Polak z teamu Sky był już mistrzem świata ze startu wspólnego a także w drużynowej jeździe na czas. Dwukrotnie wygrał Strade Bianche, i po razie E3 Harelbeke oraz Amstel Gold Race. Stał na podium Walońskiej Strzały i Liege-Bastogne-Liege. Jest szybki, dobrze jeździ na czas, potrafi sobie poradzić w terenie górzystym. Do tego świetnie radzi sobie na zjazdach i w terenie wymagającym ponadprzeciętnych umiejętności: na bruku i szutrze.

    Kolarz kompletny? A jakże! Tacy właśnie wygrywają w najważniejszych Klasykach, co ?Kwiato? raz za razem potwierdza.

    Czy to znaczy, że marzenia o dobrym wyniku w wielkim tourze należy odłożyć na półkę? Po 11. lokacie w Tour de France (2013) opcji dobrej jazdy w trzytygodniówce nie można wykluczyć, pytanie tylko, czy warto i czy trzeba, skoro już teraz dorobek Kwiatkowskiego w Klasykach jest tak imponujący. Być może to właśnie jest jego powołanie, dar od Boga, którego nie warto trwonić na górskie etapówki.

    https://twitter.com/bikeworldnews/status/713500803483348993

    Co więcej, Kwiatkowski ewidentnie znalazł sposób na pokonanie Petera Sagana. Był już od niego lepszy w Strade Bianche, w E3 Harelbeke i teraz w Mediolan-Sanremo. Kto wie, może po erze pojedynków Boonen-Cancellara kolejna dekada będzie pamiętana jako czas potyczek Kwiatkowskiego z Saganem?

    https://twitter.com/oufeh/status/843160556978757633

    Sagan pod presją

    Na koniec jeszcze kilka słów o drugim na mecie, Peterze Saganie. Słowak, który kolejny rok z rzędu jeździ w koszulce mistrza świata, nie pierwszy raz w tym sezonie pokazał wielką moc.

    Jest godnym następcą czempionów z przeszłości. Ma charyzmę, nie boi się brać spraw w swoje ręce ryzykować i? przegrywać. Można śmiało stwierdzić, że na trasie Mediolan-Sanremo był najmocniejszy, i tak jak wielokrotnie w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach wziął ciężar otworzenia rywalizacji na swoje barki. Tym razem się nie udało, zapewne uda się w przyszłości. Najbliższy cel to Ronde Van Vlaanderen, gdzie znów oczy całego, kolarskiego świata będą zwrócone na pochodzącego z Żyliny mistrza świata.

    PS Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale właściwie na samej linii mety, łańcuch w rowerze Sagana zaczął opuszczać należne mu miejsce na dużej zębatce. To niesamowite, że na tym poziomie wyczynu, w erze ?marginal gains?, w sprzęcie wartym grube tysiące euro zdarzają się takie rzeczy!

    Zdjęcie okładkowe: Photo LaPresse/ Gian Mattia D’Alberto March 18, 2017 Sanremo (Italy) Sport Cycling Race Milano – Sanremo

  • Mediolan – Sanremo: Dojadą, czy nie dojadą?

    Mediolan – Sanremo: Dojadą, czy nie dojadą?

    ?Primavera? to jeden z tych wyścigów, podczas których niemal do końca ktoś próbuje atakować a i tak o wyniku rozstrzyga finisz z większej grupy. Jak będzie w tym roku?

    Najdłuższy wyścig w kalendarzu, prawie 300km w tym niespełna 2000m przewyższenia. Niewielkie górki w końcówce rozgrywane w wysokim tempie, po siedmiu godzinach jazdy są w stanie wymusić selekcję w peletonie.

    Cipressa i Poggio to dwa podjazdy, które na większości polskich wyścigów byłyby poważnymi premiami górskimi, ale na tle innych wzniesień w World Tourze to zaledwie ?zmarszczki?.

    Cipressa rozpoczyna się po 270km a Poggio po 282km jazdy. W życiu tyle nie przejechałem w ciągu jednego dnia i stawiam, że spora część z Was również nie?

    Mimo to, 5650m o średniej stromiźnie 4,1 Cipressy i zaledwie 3700m i 3,7% Poggio to wartości, które nawet amator jest w stanie pokonać ?z blatu? (niekoniecznie po 300km). Niewykluczone, że w kontekście wszystkich umiejętności niezbędnych w kolarskim fachu, od samych podjazdów bardziej wymagający jest zjazd z Poggio do mety: z ciasnymi zakrętami, rozgrywany zawsze w wysokim tempie.

    Tak czy inaczej, ponieważ oba wzniesienia usytuowane są w niewielkiej odległości od finiszu (ze szczytu Poggio na ?kreskę? jest zaledwie 4,4km) to idealne miejsce do ataku: czy to po zwycięstwo czy też mającego za zadanie wprowadzić zamieszanie w szeregach przeciwników.

    Biorąc pod uwagę, że dla zawodowego, nawet zmęczonego czasem w siodle, kolarza Cipressa i Poggio to pestka, zazwyczaj na szczycie ostatniego podjazdu wyścigu melduje się spora grupa a na zjeździe i ostatnim, płaskim odcinku dołączają kolejni. Na skutek tego o zwycięstwo walczą sprinterzy.

    Arnaud Demare of FDJ cycling team jubilates on his arrival to the finish line of Milano-Sanremo 2016, 19 March 2016. ANSA/CLAUDIO PERI – materiały prasowe RCS

    Owszem, w ostatecznym rozrachunku liczą się inne elementy niż szybkość jako taka. Ważne jest, by z liderem do mety zmierzali pomocnicy, którzy ułatwią mu zajęcie pozycji i skuteczny sprint. Do tego, po prawie siedmiu godzinach jazdy, nie każdy jest w stanie wykrzesać z siebie tyle energii, co w końcówce etapu liczącego np. 170km. Cipressa i Poggio, pokonywane zazwyczaj w mocnym tempie, dodatkowo drenują energii, a jeśli ktoś się zagapił, stracił miejsce w grupie i kontakt z czołówką, traci ją także na dołączenie do szpicy peletonu.

    Po takiej pogoni trudno oczekiwać skutecznego finiszu, chyba, że jak Arnaud Demare, zwycięzca z 2016r, dystans po kraksie nadrobi się w nieco magiczny sposób.

    Czynnikiem minimalizującym szanse skutecznego dotarcia do mety przed dużą grupą jest, rosnąca z roku na rok, siła najbogatszych drużyn. Czołowe teamy naszpikowane są gwiazdami, które są w stanie utrzymać peleton w ryzach, skasować niemal każdy atak specjalistów wyścigów klasycznych czy nawet ?górali? szukających szansy na Cipressie lub Poggio .

    Czy to oznacza, że rozstrzygnięcie jest łatwe do przewidzenia a o zwycięstwo walczyć będą Sagan, Demare, Bouhanni czy Gaviria (lub ktoś z tuzina pozostałych pretendentów)? Cóż, i tak i nie. Przysłowiowe ?100m przewagi na szczycie Poggio? połączone z efektem zaskoczenia, brawurowym zjazdem i wielką mocą w płaskiej końcówce może przynieść pierwsze miejsce zdobyte z przewagą kilku metrów nad peletonem.

    Zatem pytanie ?dojadą czy nie dojadą? będzie nam towarzyszyło, jak co roku, przez całą relację. Od wczesnej ucieczki zawiązanej na przełęczy Turchino, po ostatnie metry Via Roma. Niby scenariusz jak co roku, ale jakie emocje!


    Transmisja z wyścigu na żywo w Eurosporcie 2, w sobotę, 18.03.2017 od godz. 14.30. Do tego przyda się tekstowa relacja live.cyclingnews.com oraz twitter z hasztagiem #MSR17

    Zdjęcie okładkowe: Ciclisti sulla salita della Poggio con i banner dello sponsor Changing Diabetes durane la Milano-Sanremo 2016, 19 March 2016. ANSA – Tim De Waele, materiały prasowe RCS

  • Co wiemy po otwarciu sezonu klasyków?

    Co wiemy po otwarciu sezonu klasyków?

    Gwiazdorzy klasyków: Greg van Avermaet i Peter Sagan zdominowali belgijskie otwarcie sezonu. Skoro już teraz błyszczą, co będzie się działo za kilka tygodni?

    Wiecznie drudzy grają pierwsze skrzypce

    Van Avermaet ma 32 lata, Sagan 27. Przez długi czas byli uznawani za ?wiecznie drugich?. Co oczywiście nie było prawdą, bo odnosili ważne zwycięstwa, ale brakowało w ich portfolio spektakularnych sukcesów. Na szczęście ostatnio Sagan został dwa razy z rzędu mistrzem świata a w międzyczasie wygrał Ronde van Vlaanderen. Van Avermaetowi wciąż brakuje na koncie ?monumentu?, ale za to został mistrzem olimpijskim.

    Ponieważ, w teorii, ich czas i cele to Mediolan-Sanremo i Ronde van Vlaanderen, podczas otwarcia klasyków w Belgii jeszcze nie powinni być w najwyższej formie. Tymczasem zdominowali weekend, dzieląc między sobą zwycięstwa w sobotę i w niedzielę.

    Kto chce pracować z Saganem?

    Gdy za młodu Peter Sagan kilkakrotnie wygrywał wychodząc z koła lokomotywy-Fabiana Cancellary, teraz często sam spotyka się z sytuacją, gdy rywale nie chcą z nim pracować. Zapewne teraz mało kto pamięta jego nienajlepszy styl z początków kariery. Raczej moc, dominacja i skuteczność Słowaka skłaniają konkurentów do takiej taktyki.

    W związku z tym, na finiszu sobotniego Omloop Het Nieuwsblad, Saganowi faktycznie zabrakło sił, by pokonać Van Avermaeta. Dla porównania, w niedzielę do mety pomknął jakby dzień wcześniej zaliczył tylko regeneracyjną przejażdżkę na kawkę a nie solidną porcję ścigania na bruku.

    Nielegalne chodniki

    Choć teoretycznie jazda poza szosą jest zabroniona, jadąca po zwycięstwo w Omloop Het Nieuwsblad grupka chętnie korzystała z poboczy i chodników. Marc Sergeant z Lotto-Soudal i Dirk Demol z Trek Segafredo oprotestowali jazdę kolarzy z podium, jednak bezskutecznie.

    Można się spodziewać, że na kolejnych, brukowanych wyścigach takich sytuacji: zarówno naginania przepisów jak i protestów będzie więcej.

    Szczyt za wcześnie?

    Najważniejsze pytanie, to czy Sagan i Van Avermaet nie wystrzelili z formą zbyt wcześnie. Jakby na to nie patrzeć, w przeszłości gwiazdy, które wygrywały tak wcześnie, później zajmowały dalsze miejsca na trasach monumentów. Tom Boonen miał kłopoty żołądkowe, Tony Martin upadł i doznał kontuzji, w kraksie leżał też Kristoff, a młody Stuyven był aktywny, ale nieskuteczny.

    Czy to znaczy, że za trzy, cztery tygodnie mistrz świata i mistrz olimpijski będą z taką samą łatwością dzielić i rządzić na trasach najważniejszych klasyków? Być może, ale z pewnością ich rywale będą bardziej czujni. I mocniejsi.

    Już widać szutry. I góry!

    Pierwsze przetarcie za kolarzami. Teraz na horyzoncie już czekają toskańskie ?białe drogi?. To jeden z nielicznych nowych wyścigów, ?wymyślonych? w XXIw na bazie sentymentu do ?kolarstwa w stylu vintage?, który porwał serca i kibiców i kolarzy. Błyskawiczna kariera, prestiż i awans do world touru, dobre miejsce w kalendarzu, spektakularna trasa i lokalizacja, to wszystko łączy się w znakomitą całość. Na starcie pojawi się oczywiście Sagan, ale też Michał Kwiatkowski i wiele innych sław.

    Strade Bianche zostanie rozegrany w sobotę, 04.03 a już w niedzielę, 05.03 rusza ?wyścig ku słońcu?, czyli Paryż-Nicea. Jedna z moich ulubionych etapówek, która, choć czasami jeszcze śnieżna i mroźna, wyraźnie pokazuje, że kolarska wiosna faktycznie nadeszła!

  • Prolog sezonu – tak, to teraz!

    Prolog sezonu – tak, to teraz!

    Co tworzy wyścig kolarski? Trasa, miejsce w kalendarzu, tradycja, warunki pogodowe i możliwie duża grupa zmotywowanych do walki o zwycięstwo zawodników. Choć sezon trwa już od kilku tygodni, te kryteria spełniają dopiero, otwierające sezon europejskich jednodniówek, Omloop Het Nieuwsblad oraz Kuurne-Bruksela-Kuurne. Proszę Państwa, zaczynamy!

    Australia, Emiraty Arabskie, Argentyna, ale nawet Portugalia i Andaluzja. Wszystkie dotychczasowe wyścigi miały charakter mocno treningowy. Owszem, kilku zawodników na każdym z nich prezentowało niezłą dyspozycję, ale tak czy inaczej styczniowe i lutowe imprezy, póki co są tylko środkiem do celu.

    Ten cel, to najważniejsze etapówki i klasyki w Europie. I sezon na nie zaczyna się teraz.

    https://twitter.com/OmloopHNB/status/835036597808672768

    Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne to tradycyjny start sezonu jednodniówek, sprawdziany formy przed Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix, jednak na tyle prestiżowe, że wiele drużyn przywozi na start swoje pierwsze składy.

    Owszem, często jest tak, że najsilniejsze ekipy celujące z formą na przełom marca i kwietnia albo ponoszą porażkę, albo formalni liderzy ustępują miejsca mniej utytułowanym dublerom. Zarówno bardziej pagórkowaty Omloop, jak i preferujący dobrze radzących sobie na bruku sprinterów K-B-K to często poligon doświadczalny dla przyszłych gwiazd wyścigów klasycznych.

    Mimo wszystko trudno jest utrzymywać najwyższą formę przez ponad miesiąc, dlatego też ten, kto wygrywa w otwarciu belgijskiego sezonu rzadko kiedy zwycięża też w Ronde Van Vlaanderen czy Paryż Roubaix.

    Nie zmienia to faktu, że ściganie w obu imprezach jest zawsze na wysokim poziomie. Póki co Omloop Het Nieuwsblad nigdy nie wygrał Tom Boonen, Fabian Cancellara czy Peter Sagan. Za to triumfowali tam Philippe Gilbert (wkrótce potem zdominował mniej brukowane, za to bardziej górzyste klasyki), Nick Nuyens (wygrał Flandrię) a nieco wcześniej Peter van Petegem czy Johan Museeuw.

    Ze względu na niepewne warunki atmosferyczne i wczesną porę roku zdarza się, że belgijski weekend klasyków jest torpedowany np. przez śnieżycę i któryś z wyścigów jest odwoływany. Trudne warunki atmosferyczne są jednym z elementów ścigania na północy Europy, wiatr czy deszcz są takim samym elementem utrudniającym rywalizację co bruk i podjazdy.

    Ponieważ nie wszyscy są jeszcze w optymalnej dyspozycji, zdarza się, że choć w decydujących momentach przewagę liczebną zdobywają przedstawiciele jednej lub dwóch drużyn a to po zwycięstwo sięga ktoś inny: często młodszy, dla którego dobry występ na początku sezonu jest przepustką do wielkiej kariery.

    Jakby na to nie patrzeć, chcąc wygrać na belgijskich brukach, trzeba być ekstremalnie dobrym kolarzem. Nawet, jeśli Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne, to wciąż tylko prolog sezonu, to jednak prolog, którego wyniki już o czymś świadczą. Nie tylko nad wynikami, ale i nad przebiegiem obu imprez warto się zatem pochylić, śledząc w kolejnych tygodniach sezonach najsłynniejsze ?monumenty?.

    Zwróć uwagę na:

    • Na trasie sobotniego Omloop Het Nieuwsblad znajduje się 14 podjazdów i 10 odcinków brukowanych.
    • Omloop Het Nieuwsblad ma również swoją wersję kobiecą
    • Tom Boonen w ten weekend zaczyna swoje pożegnanie z klasykami i zawodowym ściganiem. Jego ostatnim celem będzie Paryż-Roubaix w kwietniu
    • Będziemy mogli obserwować rywalizację mistrza olimpijskiego: Grega Van Avermaeta z mistrzem świata, Peterem Saganem. Jeśli przegrany kilka tygodni później zwycięży w San Remo, Flandrii lub Roubaix, z pewnością zapomni o lutowej porażce
    • Ze względu na mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, Eurosport oferuje tylko powtórkę z Omloop, za to w niedzielę K-B-K przez godzinę powinien być na żywo.
    • Symbolem Kuurne-Bruksela-Kuurne jest osiołek i taką właśnie maskotkę zwycięzca dostaje na podium

     

    Zdjęcie okładkowe: Tourofjamtland, flickr, CC BY SA 2.0.

  • Emocjonalna Lombardia

    Emocjonalna Lombardia

    Koniec sezonu, bywa, że i koniec kariery. Jak przekuć porażki czy też, jeśli wolicie, doświadczenia, w sukces? Ten jeszcze jeden dzień mobilizacji i przejście do historii kolarstwa stoi otworem. Giro di Lombardia, ostatni ?monument? sezonu to wyjątkowy wyścig.

    Mistrz ratuje sezon

    Rok temu, po nieudanej próbie obrony tytułu w Tour de France i po kompromitującej relegacji z peletonu Vuelta a Espana za holowanie się na klamce samochodu technicznego, Vincenzo Nibali miał tę jedną, ostatnią szansę, by uratować sezon 2015.

    Na wygraną w ?monumencie? polował od lat. Śmiałymi atakami próbował wygrać Liege-Bastogne-Liege, nieobce były mu także harce na trasie Mediolan-San Remo. Mimo to, zawsze trafiał się ktoś lepszy od niego. W Lombardii pojechał jak mistrz, atakując na zjazdach, niespełna 20km przed finiszem. Przekraczając linię mety do stroju Nibalego przykleiła się chorągiewka w barwach włoskiej flagi. Dość powiedzieć, że był to jeden z najbardziej symbolicznych momentów sezonu 2015. W ten sposób Vincenzo stał się jednym z nielicznych kolarzy, którzy wygrali wszystkie wielkie toury oraz jeden z klasycznych ?monumentów?.

    Zwycięstwo we łzach

    Triumf w wielkim wyścigu w koszulce mistrza świata to sytuacja wyjątkowa. W sezonie 2006 Paolo Bettini był już w gruncie rzeczy kolarzem spełnionym. Rok wcześniej wygrał właśnie Giro di Lombardia a oprócz tego miał na koncie dwa zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege, triumf w Mediolan-San Remo, mistrzostwo olimpijskie, etapy TdF, Giro d?Italia i Vuelta a Espana oraz wiele innych wyścigów.

    Jesienią, po przetarciu na trasie Vuelty, przy pomocy zdyscyplinowanych kolegów z drużyny zorganizowanej przez Franco Balleriniego sięgnął po swoją pierwszą, tęczową koszulkę podczas mistrzostw świata w Salzburgu. Radość ze zdobytego tytułu nie trwała zbyt długo. Kilka dni później w wypadku samochodowym zginął brat Bettiniego, Sauro. Włoski mistrz był blisko zakończenia kariery, ale zebrał siły, stanął na trasie ?Lombardii? i płacząc minął linię mety na pierwszym miejscu.

    Rewanż

    Daniel Martin jest kolarzem z rodziny o wielkich, mistrzowskich tradycjach. To siostrzeniec Stephena Roche?a, zawodnika, który może pochwalić się wygraniem kolarskiego ?Wielkiego Szlema?: Giro, Touru i Mistrzostwa Świata w jednym sezonie (1987).

    Od początku swojej kariery ?dobrze się zapowiadał?, lecz często brakowało mu odrobiny szczęścia, by wygrać coś naprawdę ważnego. W końcu w 2013r przełamał się i wygrał Liege-Bastogne-Liege. Rok później (2014) był o krok od powtórzenia tego sukcesu (a wygranie ?Staruszki? dwa lata z rzędu to spory wyczyn!), lecz na ostatnim zakręcie upadł, ślizgając się na zabrudzonym asfalcie. Na domiar złego musiał wycofać się z Giro d?Italia startującego w Irlandii Północnej. Po kraksie na trasie drużynowej czasówki ze złamanym obojczykiem nie wjechał nawet do Irlandii, kraju, który wybrał na swoją ojczyznę.

    Martin zdołał jednak odbudować formę na koniec sezonu, tak jak wielu kolarzy złapał formę na trasie Vuelta a Espana (7. miejsce, najlepsze jakie osiągnął w wielkich tourach). Z ?Lombardią? miał zdecydowanie niewyrównane rachunki. W poprzedniej edycji walkowerem oddał trzecią lokatę Rafałowi Majce, upadając niedaleko przed metą (ach te jego ciągłe perypetie). Mimo to niezrażony przystąpił do walki o wygraną, w końcówce zachował zimną krew i wygrał Giro di Lombardia 2014. W ten sposób zaliczył drugą wygraną w kolarskim ?monumencie?, wziął rewanż i za wcześniejszą porażkę we Włoszech i za pech w Belgii. Być może daleko mu jeszcze do osiągnięć innych, irlandzkich gwiazd: Roche?a i Seana Kelly?ego, ale widniejące w CV Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia to naprawdę ?coś?.

    Nowy sezon, nowa historia

    W tym roku z zawodowym peletonem (być może, bo pogłoski o nowym kontrakcie zaczęły się niedawno pojawiać) pożegna się Joaquim ?Purito? Rodriguez. Dla hiszpańskiego kolarza, jednego z najlepszych zawodników etapowych, który nigdy nie wygrał wielkiego touru, trzeci triumf w Lombardii byłby pięknym zamknięciem kariery.

    Tak jak rok temu Vicnenzo Nibali, tak tym razem nieudany sezon chce pozytywnym akcentem zakończyć Fabio Aru.

    Na dublet L-B-L liczy Wout Poels, coś dla siebie i dla swojego kraju będą chcieli ugrać młodzi Francuzi: Warren Barguil i Romain Bardet. Nie licząc Arnaud Demare, który w tym roku w kontrowersyjnych okolicznościach wygrał Mediolan-San Remo, ?trójkolorowi? nie wygrywali bowiem w monumentach od 1997r, gdy w Lombardii najszybszy był Laurent Jalabert.

    Sezon 2016 to 111. Giro di Lombardia. Wyścig ten po raz pierwszy został rozegrany w 1905r, jako jeden z nielicznych ma w swojej historii tylko dwa lata przerwy (1943, 44). Licząca 240km trasa z Como do Bergamo preferuje zawodników dobrze jeżdżących w górach. W peletonie pojadą kolarze CCC Sprandi Polkowice a relację od 15.45 w sobotę (01.10) przeprowadzi Eurosport.

    Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe RCS, fot. ANSA/ANGELO CARCONI

  • Wiosenne Klasyki 2016

    Wiosenne Klasyki 2016

    Wiele niespodzianek, ale czy sensacji? Kto był największą gwiazdą a kto największym przegranym sezonu wiosennych klasyków? Kogo zapamiętamy najlepiej, a o kim wkrótce zapomnimy? Najważniejsze wydarzenia tegorocznych wyścigów jednodniowych w przystępnym podsumowaniu.

    Klątwa? Jaka klątwa!

    Pierwsze miejsce w Ronde Van Vlaanderen, pierwsze w Gandawa-Wevelgem, drugie w Omloop Het Nieuwsblad oraz E3 Harelbeke, czwarte w Strade Bianche, siódme w Kuurne-Bruksela-Kuurne, jedenaste w Paryż-Roubaix i dwunaste w Mediolan-Sanremo to bilans Petera Sagana jeżdżącego w tym roku w koszulce mistrza świata. Krótko mówiąc, choć Słowak nie przebił wiosny 2006 w wykonaniu Toma Boonena, zaliczył najbardziej udaną kampanię jednodniówek w swojej karierze. Wygrał upragniony monument, dołożył do tego wygraną w kolejnym wyścigu World Touru. Indywidualnie Peter Sagan jest zdecydowanie zwycięzcą wiosennych klasyków 2016.

    Sky rządzi już nie tylko w etapówkach

    Tak jak na wygraną w monumencie czekał Sagan, tak czekali fani oraz kierownictwo brytyjskiej ekipy Sky. Za sprawą Wouta Poelsa upolowali Liege-Bastogne-Liege. Z kolei Michał Kwiatkowski wygrał E3 Harelbeke a Elia Viviani był najlepszy na jednym z etapów 3 Dni de Panne. Tak, wiem, to etapówka, ale z racji terminu i nawierzchni (bruki) wpisuje się w sezon klasyków. Do tego Ben Swift stanął na drugim stopniu podium w Mediolan-Sanremo a Ian Stannard był trzeci w Paryż-Roubaix. Biorąc pod uwagę, że równolegle skład ?górali? ze Sky z powodzeniem walczył w najważniejszych tygodniówkach jak Dookoła Kraju Basków, Dookoła Katalonii, Paryż-Nicea, Giro del Trentino i Tirreno-Adriatico, trudno obecnie wskazać lepszą i bardziej kompletną drużynę.

    https://twitter.com/EurosportAUS/status/720372772682092547

    Weterani robią show

    Fabian Cancellara zbudował tej wiosny wyśmienitą formę. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że był mocny jak za najlepszych lat swojej zawodowej kariery. Dyspozycji starczyło jednak ?tylko? na wygranie Strade Bianche, znakomity, choć przegrany pojedynek z Peterem Saganem we Flandrii, czwarte miejsce w E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem oraz? upadki na brukach Paryż-Roubaix.

    Inne emocje towarzyszyły powrotowi na szczyt przez Toma Boonena. Belg, odwieczny rywal Cancellary mógł po zeszłorocznej kontuzji pożegnać się z peletonem, ale kolejnymi startami odbudował nie tylko formę, ale też waleczność i charyzmę. Niewiele zabrakło, by wygrał Paryż-Roubaix, ale najważniejsze jest to, że znalazł w sobie dość entuzjazmu, by odłożyć plany zakończenia kariery przynajmniej o rok.

    Równie doświadczony co Cancellara i Boonen, choć zupełnie nie tak utytułowany jest najbardziej niespodziewany bohater sezonu klasyków. Mathew Hayman z Orica-Greenedge przez lata dobrze radził sobie na brukach Paryż-Roubaix, ale na swój dzień czekał do trzydziestego ósmego roku życia. W ?Piekle Północy? pojechał jak mistrz, wytrzymał tempo, odcinki po kocich łbach i kolejne ataki faworyzowanych rywali. Na torze w Roubaix ograł Boonena niczym młodzika, na podium dostał słynną, granitową kostkę oraz miejsce w kronikach kolarstwa.

    W rolę weterana zupełnie nie chce uwierzyć Alejandro Valverde. Hiszpan, tylko dwa lata młodszy od Haymana pobił rekord zwycięstw w Walońskiej Strzale i choć w Liege-Bastogne-Liege nie odegrał znaczącej roli, jego wiosna jest więcej niż rozliczona. Trudno wyobrazić sobie, by w nieodległej przyszłości ktokolwiek mógł wyrównać rekord Valverde, zatem przez wiele lat „Piti” aka „Bala” będzie wspominany przy okazji wyścigu kończącego się na słynnym Mur de Huy.

    Kolejne pokolenie na horyzoncie

    Petr Vakoc (23 lata, wygrana Brabancka Strzała) i Jesper Stuyven (24, imponujące zwycięstwo w Kuurne-Bruksela-Kuurne) to być może przyszłe, wielkie gwiazdy odpowiednio Ardeńskiego Tryptyku i buków Flandrii. Obaj są młodzi, odważni, mocni i jeżdżą w znakomitych drużynach. Co ważne, w przeciwieństwie do wielu kolarzy uznawanych za ?nadzieje klasyków?, już teraz zaliczyli cenne zwycięstwa, co oznacza tyle, że są nie tylko utalentowani, ale potrafią być skuteczni. Jak rozwiną się ich kariery, pokaże oczywiście czas, ale póki co należy ich bacznie obserwować już nie w roli pretendentów czy ?czarnych koni?, ale faworytów.

    Najlepsze wrażenie artystyczne

    Sep Vanmarcke był najlepiej jeżdżącym po bruku kolarzem na trasie najbardziej brukowanego wyścigu sezonu, czyli Paryż-Roubaix. Mimo to nie zajął miejsca na podium, dlatego też należy mu się wyróżnienie za jazdą po kocich łbach i emocje, jakie dzięki niemu przeżywaliśmy na trasie ?Piekła Północy?. Na osłodę pozostaje mu trzecie miejsce na trasie Ronde Van Vlaanderen, ale bliżej wygranej był jednak w Paryż-Roubaix.

    Podsumowując wiosnę należy wspomnieć również o Marcelu Kittelu, który wygrywając po raz czwarty wyścig Scheldeprijs został rekordzistą tego mniej znanego, ale prestiżowego klasyku. Niemiec zdecydowanie odnalazł się w ekipie Etixx-Quickstep: w tym sezonie ma już na koncie osiem zwycięstw. Co ważne, dzięki niemu i wspomnianemu już Vakocowi, podopieczni Patricka Lefevere?a kończą sezon klasyków z tarczą. Boonenowi w Paryż-Roubaix, oraz Danowi Martinowi i Julianowi Alaphilippe?owi w Walońskiej Strzale zabrakło skuteczności, zatem kolarze grupy-specjalisty jednodniówek muszą się zadowolić wygranymi w mniejszych imprezach.

    Na koniec trzy słowa należą się Enrico Gasparotto. Włoch wygrał, uznawany za stosunkowo mało ciekawy, Amstel Gold Race, powtarzając swój wynik z sezonu 2012. W tym kontekście ważne są dwa elementy. Po pierwsze, Gasparotto jeździ w zespole ?drugiej dywizji? (Pro Continental): Wanty?Groupe Gobert, która w Amstel Gold Race startowała z dziką kartą a nieczęsto się zdarza, że kolarze spoza World Touru wygrywają najważniejsze wyścigi. Drugim, bardziej doniosłym faktem jest dedykacja zwycięstwa pamięci Antoine Demoitié, klubowego kolegi Gasparotto, który zmarł po tym, gdy najechał na niego motocykl podczas wyścigu Gandawa-Wevelgem.

    Magik wiosny

    Sposób, w jaki Arnaud Demare po upadku u podnóża Cipressy dogonił czołówkę pozostaje nieznany. Francuz z ekipy FDJ, uznany sprinter i specjalista klasyków, zdołał odrobić stratę, a na finiszu uniknąć kraksy Fernando Gavirii i dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom wygrał Mediolan-San Remo. Być może dzień z taką porcją szczęścia nie zdarzy mu się nigdy więcej w karierze. Mimo kontrowersji nie można odbierać Demare talentu czy szybkości, ale w jego wygranej w tegorocznej ?Primawerze? musiały maczać palce jakieś obce siły.

    I tyle byłoby tegorocznych klasyków. Z zawrotną prędkością zmieniamy obiekt zainteresowania na wyścigi etapowe. Niby latem jest jeszcze kilka ciekawych jednodniówek, a jesienią czeka na kolarzy ostatni z ?monumentów? czyli Lombardia, ale to, co najważniejsze w tej dziedzinie już się wydarzyło.

    A jakie są Wasze najlepsze wspomnienia z tegorocznej, kolarskiej wiosny?