Kategoria: Klasyki

  • Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kolejny świetny klasyk pełen emocji. Amstel Gold Race 2017 był wyścigiem, w którym gwiazdy zaczęły ostre ściganie na wiele kilometrów przed metą. Michał Kwiatkowski nieznacznie przegrał z Philippem Gilbertem a nowa trasa sprawdziła się znakomicie.

    Gra w otwarte karty

    Strade Bianche Michał Kwiatkowski wygrał ?na solo? odjeżdżając kilkanaście kilometrów przed finiszem. W Mediolan-Sanremo Peter Sagan skutecznie przełamał schemat ostatnich lat z powodzeniem atakując na Poggio (no dobrze, prawie z powodzeniem, bo na kresce ubiegł go Kwiato, ale ważne jest to, że do mety dojechała ucieczka). We Flandrii Philippe Gilbert samotnie uciekał przez ponad 50km a w Paryż-Roubaix Greg van Avermaet również w czołówce znalazł się dość daleko od słynnego velodromu, na którym kolarze ścigają się o zwycięstwo.

    Nie inaczej było w Amstel Gold Race, gdzie niespełna 40km przed metą selekcji dokonał m.in. właśnie Gilbert.

    Tej wiosny mamy więc festiwal otwartego ścigania, gry w otwarte karty, ofensywnej jazdy, śmiałych akcji i sporego ryzyka. Nawet, jeśli Walońska Strzała czy Liege-Bastogne-Liege zostaną rozegrane bardziej konserwatywnie, tegoroczny sezon klasyków już teraz można podsumować jako jeden z najciekawszych w tej dekadzie.

    Najmocniejsi przegrywają?

    Taki przebieg wyścigów powoduje z kolei, że często pierwszy linię mety mija nie zawodnik robiący wrażenie najmocniejszego na trasie, a ten, który w odpowiednim momencie zachował się najlepiej. Sagan, ze swoją zwierzęcą mocą został ograny przez ?Kwiato? w San Remo, ten sam Sagan i Greg van Avermaet musieli uznać wyższość bardziej zdeterminowanego Gilberta we Flandrii.

    W Paryż-Roubaix najwięcej ?pod nogą? miał chyba faktycznie Van Avermaet, ale nie brakowało wiele, by i tam przegrał z taktyczną jazdą kolarzy Etixx-Quick Step.

    Na trasie Amstel Gold Race najlepiej prezentował się z kolei Kwiatkowski, który mimo chwili zawahania zdołał dołączyć do decydującej ucieczki a następnie miał istotny udział w zdobyciu przez nią bezpiecznej przewagi. W końcówce wraz z Gilbertem odjechał rywalom, na finiszu przyspieszył, już witał się z gąską i? przegrał z Belgiem, który lepiej ocenił i swoje możliwości i kierunek wiatru.

    Pan Cauberg najlepszy na nowej trasie

    Znakiem firmowym Philippe?a Gilberta zawsze były niezwykle dynamiczne ataki na krótkich podjazdach. Na Caubergu, gdzie rozgrywał się Amstel Gold Race w ten sposób wygrał wyścig trzy razy, po takiej samej akcji zwyciężył również w mistrzostwach świata rozgrywanych w tym samym miejscu.

    Podobne przyspieszenie, choć na wiele kilometrów przed metą, dało mu przewagę we Flandrii a w tegorocznym AGR, na zmienionej trasie, pojechał niczym na Caubergu, tylko kilka wzniesień wcześniej.

    Cztery wygrane ?piwne wyścigi? to co prawda jeszcze nie rekord (pięć triumfów ma na swoim koncie Holender Jan Raas, który dominował w tej imprezie w latach 1977-82), ale i tak imponujący wyczyn, zwłaszcza w połączeniu ze zwycięstwem we Flandrii w jednym sezonie (tak jak Raas w ?79 i Merckx w ?75) oraz wcześniejszą serią czterech triumfów w górzystych klasykach (Brabancka Strzała, AGR, Walońska Strzała i Liege-Bastogne-Liege w 11 dni w 2011r).

    Gilbert to jeden z moich ulubionych kolarzy i choć plotka głosi, że tym, co go napędza są głównie pieniądze (największe sukcesy ma odnosić w latach, gdy nie ma jeszcze zapewnionego kontraktu na kolejny sezon), jest niewątpliwie jednym z najlepszych, najbardziej wszechstronnych i skutecznych specjalistów wyścigów klasycznych w historii.

    A śledzenie wyczynów herosów zawsze jest pasjonujące.

    https://twitter.com/WM3ProCycling/status/853614106775105536

    Dobry wyścig kobiet

    Kilka godzin przed ?Kwiato? na podium Amstel Gold Race stanęła Katarzyna Niewiadoma. Ściganie kobiet było równie ciekawe, co mężczyzn i mogliśmy je śledzić, przynajmniej online, w Eurosporcie.

    Zawody pań zdecydowanie dojrzewają, choć trzeba przyznać, że, głównie ze względów finansowych, jeszcze bardziej niż w męskim peletonie, przewaga najbogatszych grup jest wyraźnie widoczna.

    Na szczęście nasza gwiazda jeździ w jednym z najlepszych zespołów (WM3 Pro Cycling), który śmiało na nią stawia w prestiżowych wyścigach. Ten sezon ma świetny: była już druga w Strade Bianche, siódma w Ronde van Drenthe, ósma w Trofeo Alfredo Binda i Ronde van Vlaanderen a teraz trzecia w Amstel Gold Race. Na Walońską Strzałą i Liege-Bastogne-Liege patrzymy więc z nadzieją, bo choć rywalki ma mocne a w końcówkach ewidentnie jeszcze brakuje jej skuteczności, to i tak jeździ świetnie.

    Dać się ograć dwóm, bardziej doświadczonym i utytułowanym konkurentkom z jednej ekipy (Van Der Breggen i Deignan – dawniej Armitstead) to żaden wstyd, za to wywalczyć miejsce na podium po finiszu z wyselekcjonowanej grupki na koniec ważnego klasyku to sukces.

    Trzeba pamiętać, że w ostatnich latach nasi kolarze mocno nas rozpuścili swoimi wynikami, a przecież regularne stawanie na podium wyścigów World Touru to naprawdę spora rzecz!

  • Van Avermaet ma swoją historię

    Van Avermaet ma swoją historię

    Po latach dobijania się do elity największych, kolarskich mistrzów, Greg Van Avermaet w końcu zrealizował marzenia. Genialną wiosną zbudował sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.

    Świetny, doświadczony zawodnik z wieloma znakomitymi miejscami na koncie, za to bez spektakularnych zwycięstw. Owszem, Paryż-Tours, etap Vuelta a Espana a rok temu klasyfikacja generalna Tirreno-Adriatico, etap Tour de France, kilka dni w koszulce lidera a następnie mistrzostwo olimpijskie to niezłe portfolio, ale do Avermaeta, przylgnęła opinia kolarza niespełnionego i ?wiecznie drugiego?.

    Co więcej, gdzieś po drodze pojawiły się też oskarżenia o doping. Kolarz miał po pierwsze stosować sterydy, bez dokumentu TUE, a także stosować ?terapię ozonową? zalecaną przez lekarza Chrisa Mertensa, oskarżanego o świadczenie usług dopingowych dla kolarzy. Ostatecznie Van Avermaet został wiosną 2015r oczyszczony z zarzutów, jest niewinny, może ścigać się dalej a sprawy nie było, choć z Mertensem w kontakcie faktycznie był. Nie stwierdzono jednak, aby miał zabronione środki lub metody.

    Z mojego punktu widzenia, przełomem dla ?GVA? był Tour de France 2016. To właśnie tam Belg (a konkretniej Flamand, urodzony w 1985r w Lokeren) zbudował dyspozycję, która umożliwiła mu walkę w wyścigu o olimpijskie złoto. To podczas Wielkiej Pętli Van Avermaet nie tylko na jednym z etapów ograł późniejszego ?króla gór?, Rafała Majkę, ale też obronił zdobytą w Masywie Centralnym koszulkę lidera na etapie w Pirenejach.

    Po takim przetarciu mógł śmiało myśleć o walce z ?góralami? na trasie Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Choć miał trochę szczęścia (na ostatnim zjeździe upadli Vincenzo Nibali i Sergio Henao), to jednak fakt, że złoto na rundzie, która preferowała wątłych wspinaczy wygrał kolarz kojarzony z jazdą po bruku był symptomatyczny.

    Z perspektywy czasu i zakończonej spektakularnym sukcesem kampanii wiosennych klasyków w sezonie 2017, mistrzostwo z Rio nabiera dodatkowej wartości. Imponująca seria trwająca ponad miesiąc, w której Van Avermaet wygrywał kolejno w Omloop Het Nieuwsblad, E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem i Paryż-Roubaix to zestaw wyjątkowy, porównywalny tylko z największymi triumfami Boonena, Cancellary, Van Petegema czy mistrzów z odleglejszej przeszłości. A, powiedzmy sobie szczerze, trudno sobie wyobrazić Boonena, nawet z czasów jego świetności, wygrywającego na takiej trasie jak w Rio!

    Co więcej, ustanowiony rekord średniej prędkości w Paryż-Roubaix to przepustka do ?wieczności?. Biorąc pod uwagę, że poprzedni, najlepszy rezultat pochodził z lat ?60 XXw, szansa, że nazwisko Van Avermaeta będzie co roku wymieniane przez wiele sezonów jest spora.

    Zarówno Belg jak i jego drużyna BMC bardzo długo czekali na zwycięstwo w ?monumencie?. GVA po raz pierwszy na podium brukowanego klasyku (E3 Harelbeke) stanął w 2008r. Z kolei sama BMC istnieje od 2007r i w tym czasie polowała na najważniejsze klasyki a to przy pomocy Thora Hushovda a to przy pomocy Philippe?a Gilberta. Tymczasem Gilbert, choć wcześniej wygrywał w Lombardii i Liege-Bastogne-Liege kolejny monument do swojego portfolio (tegoroczny Ronde Van Vlaanderen) dopisał po odejściu z BMC. I dopiero genialne przebudzenie Van Avermaeta dało zespołowi finansowanemu przez Andy?ego Rihsa i kierowanego przez Jima Ochowicza upragniony triumf.

    Kariera zwycięzcy Paryż-Roubaix 2017 jak i historia zespołu BMC pokazują, jak powolny ?zwrot z inwestycji?, czy to sponsoringu czy też pracy włożonej w trening i zdobywanie doświadczenia może dotyczyć sportu takiego jak kolarstwo.

    Tak czy inaczej, tegoroczna wiosna należy do BMC i GVA i jako taka zostanie zapamiętana.

    Zdjęcie okładkowe: Jérémy-Günther-Heinz Jähnick, wikimedia commons, CC BY SA 3.0

  • Paryż Roubaix jest wow

    Paryż Roubaix jest wow

    Paryż Roubaix to Tour de France wyścigów klasycznych. Szaleńcza gonitwa po brukach, nośny przydomek ?Piekła Północy?, dogodny termin łączący się z początkiem sezonu rowerowego dają efekt rozpoznawalności wśród szerszej publiczności. Krótko mówiąc, Paryż Roubaix jest ?wow?.

    Kolarstwo to prosty sport dla prostych ludzi. Trzeba mieć mocną nogę, paru kolegów do pomocy i umieć przezwyciężyć nieco bólu by minąć linię mety na pierwszym miejscu. Albo przynajmniej do niej dotrzeć.

    Problem zaczyna się, gdy spojrzymy na dyscyplinę jako całość. Im dalej w las, tym więcej drzew i sprawa się komplikuje. Toury, etapówki, kategorie, klasyfikacje, grochy, tęcze, góry, sprinty, pociągi, pomocnicy, klasyki, monumenty i czort jeden wie, co jeszcze.

    No bo jak to jest, że skoro taki Sagan, Kittel czy Cavendish wygrywa prawie codziennie, to w klasyfikacji generalnej zajmuje setne miejsce? A jeśli Majka to król gór, to czemu szybciej wspina się Froome? A ?Kwiato? skoro taki świetny i jest mistrzem świata, to czemu wygrywa tylko dwa, trzy razy w roku? Jeśli do tego dołożymy takie niuanse jak etapy jazdy na czas, ograniczenia związane ze sprzętem, znajdujące się w kolumnie wyścigu pojazdy, fanów wchodzących kolarzom pod koła? robi się niezłe zamieszanie.

    Paryż-Roubaix to prosta sprawa i rozwiązuje te wszystkie problemy. To żywe nawiązanie do historii kolarstwa, przypomnienie, jak wyścigi rowerowe wyglądały u zarania. Vintage jest modne a sentymentom poddają się wszyscy, czy tego chcą, czy nie chcą. Wszak ?kiedyś, to były czasy?, czyż nie?

    Kolarz, który pierwszy melduje się na słynnym velodromie w Roubaix, to zazwyczaj po prostu najmocniejszy wśród tych, którzy kilka godzin wcześniej stanęli na starcie w podparyskim Compiegne (no dobrze, to pierwszy minus dla tego wyścigu, skoro nazywa się Paryż-Roubaix, mógłby się zaczynać przy wieży Eiffla).

    W ogóle, klasa zwycięzcy ?Piekła Północy? jest trudna do podważenia. Bo nawet, jeśli to postać mniej eksponowana, jak Mathew Hayman, Servais Knaven czy Johan Vansummeren, trudno mówić, by którykolwiek z nich wygrał ?fuksem? (tu pewnie włączą się eksperci wspominający a to Nikiego Terpstrę a to zamknięty przejazd kolejowy a to czyjś defekt).

    Ba, zdarza się nawet, że zawiązana wkrótce po starcie ?ucieczka dnia? dojeżdża do mety, odpada więc zastanawianie się nad tym, po co w ogóle ci szaleńcy jadą tyle godzin przed peletonem, by i tak na kilka kilometrów przed metą dać się złapać przez rozpędzoną grupę jak na prawie każdym etapie wielkiego touru.

    Schodząc na jeszcze niższy poziom abstrakcji, każdy, kto ma rower wie, że po bruku jeździ się trudniej niż po asfalcie. Wystarczy rzut oka na ekran telewizora by zobaczyć, że to, z czym walczą uczestnicy wyścigu to nie zwykła, wykostkowana promenada, tylko polna droga, na którą ktoś, kiedyś wysypał trochę kamieni. I po tych, nieregularnych głazach mkną goście na rowerach wyposażonych w cienkie oponki. To działa na wyobraźnię nawet kibica „Pooolskii Białooo Czerwoonych”, któremu kiedyś szwagier dał się karnąć na kolarzówce.

    No i do tego ta nazwa? To nic, że ?Piekło Północy? nawiązuje nie do kocich łbów i wysiłku, jaki trzeba włożyć w pokonanie trasy słynnego klasyku, a do zniszczeń wojennych, które dotknęły ten region. Ważne, że przydomek jest spektakularny i zwiastuje coś ekstremalnego.

    Paryż – Roubaix, choć jest ekstrawagancją w kalendarzu, wyjątkowym festiwalem i żywym pomnikiem tego sportu, to równocześnie kolarstwo w stanie czystym: kumulacja symboliki, emocji i prostoty typowych dla wyścigów rowerowych. I za to go kochamy.

    Zdjęcie okładkowe: Ludlum123, flickr, CC BY 2.0

  • Piękne historie w Paryż-Roubaix?

    Piękne historie w Paryż-Roubaix?

    Czasem ważniejsze niż odpowiedź na pytanie ?kto wygra wyścig? jest to, co zwycięstwo będzie oznaczało dla triumfatora. Paryż-Roubaix jest imprezą, podczas której pisane są wyjątkowe historie. Zobaczmy, czyja będzie najciekawsza w tym roku.

    Boonen, Boonen i jeszcze raz Boonen

    To oczywiste, ale jakże wyczekiwane. Pożegnanie ?Tornado Toma? z wyścigiem, któremu zawdzięcza tak wiele i, który to wyścig jemu zawdzięcza niemal tyle samo. Ostatni start, pożegnalne tournee pełne wzruszeń i emocji. Tom Boonen jest tej wiosny mocny i skoncentrowany. Zbudował wysoką formę, której póki co używał do wypracowania zwycięstw kolegów z ekipy. Gdyby udało mu się wygrać, bez względu na styl: czy to po samotnej akcji czy po finiszu z większej grupki, byłby niedoścignionym rekordzistą ?Piekła Północy?. Jego poprzednicy: Fabian Cancellara, Johan Musseuw czy Peter van Petegem żegnali się z Paryż-Roubaix pechowo, zatem nawet miejsce na podium, choć nie tak spektakularne, byłoby wyjątkową sprawą.

    Mistrz świata wygrywający najważniejszy klasyk

    Wszystkie niepowodzenia, wpadki i upadki Petera Sagana tej wiosny poszłyby w niepamięć, gdyby wygrał tegoroczne Paryż-Roubaix. Dodatkowo zaliczyłby dwa zwycięstwa w ?monumentach? w koszulce mistrza świata: rok temu we Flandrii i w tym roku w P-R. Słowak z jednej strony będzie pod presją ?rozliczenia? kampanii klasyków, z drugiej oczy wszystkich będą skierowane na Boonena i ekipę Quick Step. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Sagan nie ma najsilniejszej drużyny, co jest często czynnikiem decydującym o porażce na brukach. Również historia jego startów w tym wyścigu nie napawa optymizmem: najwyższe miejsce, jakie zajął na velodromie w Roubaix to 6. (w 2014r). Zwycięstwo będzie ważnym punktem budowania legendy Petera Sagana nie tylko jako wielkiej gwiazdy, ale i mistrza godnego postawienia w jednym rzędzie z herosami przeszłości.

    Ex przełajowcy czekający na swoją szansę

    Zdenek Stybar i Lars Boom to byli, przełajowi mistrzowie świata, którzy z powodzeniem radzą sobie w szosowym peletonie. Wiosenne klasyki i trudne warunki to ich naturalne środowisko. To tam mogą wykazać się umiejętnościami nabytymi w cyclocrossie. Obaj zajmowali miejsca w czołówce Paryż-Roubaix i innych, brukowanych klasyków, Stybar stał nawet na podium w Roubaix. Z kolei Boom wygrał deszczowy etap Tour de France 2014 rozgrywany na zbliżonej trasie, do tego w koszmarnych warunkach atmosferycznych. Obaj odnosili też sukcesy w Eneco Tour, wykorzystującym brukowane drogi. Być może mieliby większe szanse, gdyby było zimno i mokro, ale w zapowiadanych warunkach również mogą zaskoczyć rywali.

    Bodnar, Stannard?

    Czy każdy może być Servaisem Knavenem, Stuartem O?Gradym albo Matthew Haymanem? Wygrana kolarza z drugiego szeregu, który przez większą część sezonu pomaga swojemu liderowi, a nawet ma to robić na trasie z Paryża do Roubaix wcale nie zdarza się tak rzadko. To szczególnie wzruszający moment, gdy taka postać sięga po największy sukces w swojej karierze, choć nikt na nią nie liczył i nikt na nią nie stawiał. Nikt też nie podważa jego jakości, ponieważ ekskluzywni pomocnicy to równie dobrzy kolarze co ci zajmujący pierwsze strony gazet. Kiedy uśmiech losu, palec boży albo zagrywka taktyczna daje im szansę, walczą jak lwy o wyjątkowe trofeum, jakim jest kawałek granitu wręczany zwycięzcy Paryż-Roubaix. Często to jedno z nielicznych, jakie mają w swojej kolekcji, którego zazdrościć mogą im najbardziej utytułowani rywale.

    Cierpliwi łowcy

    Greg van Avermaet wciąż czeka na swój ?monument?. Andre Greipel, który w swojej karierze nawygrywał się już sporo, podczas brukowanych klasyków przemienia się ze sprintera w wytrwałego twardziela szukającego sposobu na historyczny triumf. Na starcie zabraknie kontuzjowanego Sepa Vanmarcke, za to będą Matti Breschel, Sebastian Langeveld czy Sylvain Chavanell. Każdy z nich ma swoje porachunki z klasykami, każdy z nich teoretycznie może być ?czarnym koniem? wyścigu. Dla każdego z nich wygrana byłaby ukoronowaniem pięknej kariery zawodowca.

    W kolarstwie świetne jest to, że choć kalendarz co roku wygląda podobnie a trasy rozgrywanych cyklicznie zawodów, zwłaszcza ?klasyków?, ?monumentów? są niemal identyczne, każdy przejazd peletonu to nowa historia.

    Kontekst wielu lat kariery, sezonu, kontuzji, wcześniejszych sukcesów i porażek, charakteru zawodnika i jego, często bardzo emocjonalnego stosunku do danej imprezy powoduje, że niektóre zwycięstwa nabierają szczególnego charakteru i zapamiętujemy je na zawsze.

    Zdjęcie okładkowe: bram_souffreau, flickr, CC BY SA 2.o

  • Jak oglądać Ronde Van Vlaanderen?

    Jak oglądać Ronde Van Vlaanderen?

    W niedzielę święto kolarstwa, drugi ?monument? sezonu, ?Dookoła Flandrii?. To festiwal bruku, stromych, wyrastających tuż za zakrętem wzniesień i tysięcy podekscytowanych kibiców.

    Scenariusz większości ważnych wyścigów jest zbliżony. Wkrótce po starcie zawiązuje się ?ucieczka dnia? w której jadą mniej znani zawodnicy, szukający swojej szansy na dojechanie do mety a przynajmniej na pokazanie się przed kamerami telewizji.

    Nie jest to ani proste ani łatwe. Jeśli oglądaliście wyścigi transmitowane w całości, widać, jak wiele dzieje się na pierwszych kilometrach. Jak mocne jest tempo i jak wielu jest chętnych do zabrania się w taki odjazd.

    Tym bardziej, że oprócz klasycznych śmiałków szukających szansy i sławy, do gry dołączają się pomocnicy faworytów.

    Szczególnie w klasykach ma to spore znaczenie, ponieważ może dać przewagę taktyczną w późniejszej fazie wyścigu, gdy peleton zacznie doganiać uciekinierów.

    Następnie przez kilkadziesiąt kilometrów mamy względny spokój. Przewaga czołówki utrzymuje się w kontrolowanych granicach kilku minut. Gdy trasa i tempo robią się bardziej selektywne, zaczyna się zabawa.

    Brukowane klasyki to ciągłe zmiany nawierzchni, szerokości drogi i wiatru. Bardzo duże znaczenie ma zatem, by w kluczowych momentach znajdować się blisko czoła grupy. Zdarza się, że przez nieuwagę, upadek zawodnika pozycję wcześniej czy kraksę można stracić kontakt z czujniejszymi rywalami, którzy, gdy tylko to zauważą, mocniej nacisną na pedały i zdobędą przewagę.

    Ważna uwaga: podjazdy we Flandrii mają od kilkuset metrów do 2,5km długości i średnią stromiznę od ok. 4 do 12-13%. Tyle tylko, że maksymalne wartości przekraczają czasem 20% a do tego najbardziej znane wzniesienia mają brukowaną nawierzchnię. W połączeniu ze stromizną i niewielką szerokością, to idealne miejsce do selekcji i ataku. Większość z nich ma w nazwie ?berg?, w czasie tramisji TV kolejne ?bergi? są opisane w postaci czytelnych grafik zawierających długość i stromiznę wspinaczki.

    Podczas Ronde van Vlaanderen 2017 pierwsza taka atrakcja, Oude Kwaremont usytuowana jest na 114km liczącej w sumie 260km trasy. Na dojeździe możemy spodziewać się wyższego tempa i przegrupowań w peletonie.

    Pierwszy raz, zależnie od uzyskanej średniej prędkości, kolarze pojawią się tam między 13:17 a 13:40. Transmisja w Eurosporcie rozpoczyna się 13:45.

    Kolejnych 50 kilometrów to następujące po sobie wzniesienia. Jest ich sześć, nazwanych i oznaczonych na mapie, ale nie dajcie się zmylić. Trasa właściwie pozbawiona jest płaskich odcinków, nieustająco prowadzi w górę lub w dół.

    Na 165km wyrasta słynny Muur-Kapelmuur, przywrócony na trasę Ronde Van Vlaanderen, na którym w przeszłości decydowały się losy wyścigu. Teraz będzie raczej pierwszą, poważniejszą próbą przeprowadzenia selekcji i zgubienia pomocników rywali. Niewykluczone, że w ucieczkę spróbują pojechać ?dublerzy?, mocni kolarze, którzy będą szachowali konkurencyjne zespoły.

    Tym bardziej, że trasa nie odpuszcza ani na moment. Po Muurze oznaczono dwa podjazdy poprzedzające charakterystyczną dla ostatnich edycji ?Flandrii? kumulację: Oude Kwaremontu z Paterbergiem.

    Na 55km przed metą zawodnicy wjadą na rundę, w skład której wchodzą Koppenberg, Steenbeekdries, Taaienberg, Kruisberg i jeszcze raz Kwaremont z Paterbergiem a do tego kilka nieoznaczonych wzniesień.

    To jest moment, kiedy koniecznie musicie przejąć kontrolę nad pilotem telewizora, ponieważ kończą się podchody i zaczyna decydująca rozgrywka.

    W wyścigach kolarskich najlepsze jest to, że choć scenariusz w teorii może być napisany wcześniej, drobny czynnik może wszystko wywrócić do góry nogami.

    Gdy w tym roku podczas Mediolan-Sanremo wydawało się, że Team Sky, niczym na Tour de France skutecznie zabetonował rywalizację, sprawy w swoje ręce wziął Peter Sagan. A gdy wydawało się, że Słowak jest najmocniejszy, na finiszu sprytnie ograł go Michał Kwiatkowski.

    Końcówka ?Primavery? dała nam kilkanaście minut wielkich emocji. ?Flandria? co sezon oferuje rollercoaster wrażeń przynajmniej przez kilka godzin. Nawet, jeśli stawka jest wyrównana, charakter trasy powoduje, że koncentrację i czujność trzeba zachowywać na wiele kilometrów przed metą. Choć ?murowanych faworytów? jest zaledwie kilku i oczy wszystkich będą skierowane głównie na Sagana i Van Avermaeta, grono rywali chcących im spłatać psikusa jest wyrównane i mocne.

    Już od pierwszego przejazdu przez Kwaremont każde, mocniejsze naciśnięcie na pedały może mieć poważne konsekwencje, każda ucieczka przynieść niespodziewany efekt a jeśli do tego kolarze zdecydują się podjąć ryzyko i pojechać ofensywnie, możemy spodziewać się pięknego spektaklu.

    Zatem, odpowiadając na tytułowe pytanie ?Jak oglądać Ronde van Vlaanderen? powiem krótko: z entuzjazmem!

    Zdjęcie okładkowe: Louise Ireland, flickr, CC BY 2.0

  • Lew (z) Flandrii

    Lew (z) Flandrii

    Belgijscy kolarze specjalizujący się w wiosennych klasykach a pochodzący z Flandrii często zyskują przydomek ?Lwa?. Lew powiewa również na tysiącach flag widocznych przy trasach brukowanych wyścigów. Co oznacza ten symbol i jakie jest jego pochodzenie?

    Najważniejsza informacja dotyczy ustroju politycznego Belgii. To monarchia konstytucyjna, która jest federacją złożoną z trzech regionów autonomicznych: Flandrii, Walonii i Regionu Stołecznego Brukseli. Równocześnie funkcjonują z nimi wspólnoty językowe: francuska, flamandzka i niemiecka (wschodnia część Walonii). Bruksela zaś, jako stolica, jest dwujęzyczna. Monarcha tytułuje się królem nie Belgii a Belgów.

    Z kolarskiego punktu widzenia i rozgrywanych w tym kraju wyścigów, warto zwrócić też uwagę na Prowincje (odpowiednik naszych województw). Zachodnia Flandria, Brabancja, Liege czy Namur mają swoje imprezy, podkreślające lokalny patriotyzm.

    Ronde van Vlaanderen, jeden z ?monumentów? sportu rowerowego, uznawany za najpiękniejszy z klasyków, będący esencją kolarstwa, ponieważ wygrać może go jedynie kolarz kompletny: dobrze jeżdżący po bruku, sprawnie podjeżdżający, wytrzymały i szybki, zrodził się właśnie jako wyraz dumy narodowej Flamandów.

    Pokręcona trasa wyścigu oddaje ideę, jaka stała za jego powstaniem. Ronde van Vlaanderen, czyli ?Dookoła Flandrii? nie miał wcale okrążyć regionu a odwiedzić jak najwięcej jego zakątków.

    Podobnie jak w przypadku innych imprez kolarskich, tak i RVV zrodził się z myśli dziennikarza-pasjonata, pod patronatem wydawnictwa-właściciela poczytnego dziennika. Niczym Tour de France i l?Auto, Giro d?Italia i La Gazzetta dello Sport, Ronde van Vlaanderen został powołany do życia (w 1912r) przez magazyn SportWereld, obecnie należącego do Het Nieuwsblad, gazety znanej jako sponsor tytularny wczesnowiosennego Omloop (Het Niewusblad właśnie).

    Odiel Defraeye.jpg
    By Fotograaf onbekend/Unknown photographer. Collectie SPAARNESTAD PHOTO – http://www.spaarnestadphoto.nl (Fotonummer SFA001012915), Public Domain, Link

    Inicjatorem rywalizacji na flandryjskich drogach był młody aktywista i dziennikarz, Karel Van Wijnendaele a impreza odpowiedzą na fakt, że choć jedyny, duży wyścig w Belgii był rozgrywany we francuskojęzycznej Walonii (Liege-Bastogne-Liege), Tour de France 1912 został wygrany nie przez Walona a przez Flamanda, Odile?a Defraye?a.

    Sam Van Wijnendaele był niewątpliwie nacjonalistą, swoje poglądy przełożył jednak na zbudowanie idei ?Flamanda? jako silnego kolarza pochodzącego ?z ludu?, który wyrósł na wielkiego mistrza.

    Menen - Border crossing 1 cropped.jpg
    By The original uploader was Filibertus at West Flemish WikipediaFile:Menen – Border crossing 1.jpg, CC BY-SA 3.0, Link

    Gdy przyjrzycie się flagom, które powiewają przy trasie wiosennych klasyków, odwróćcie na chwilę wzrok od pędzącego peletonu i przyjrzyjcie się detalom.

    Oficjalny symbol Flandrii to czarny lew na żółtym tle. Lew ma jednak czerwony język i pazury. Ten pozbawiony kolorowych elementów jest używany (w skrócie) przez zwolenników flamandzkiej niepodległości. Wahadło historii wychyliło się bowiem w drugą stronę i obecnie to Flandria jest wyraźnie bogatsza od francuskojęzycznej Walonii, odwrotnie niż 100 lat temu gdy powstawał najpiękniejszy z kolarskich klasyków. Część Flamandów chce wykorzystać tę okazję do oddzielenia się od biedniejszego regionu.

    Paris-Roubaix-16

    Sam symbol zaś jest efektem, a jakże, twórczości romantycznego pisarza (cóż my byśmy zrobili bez naszych Słowackich i Mickiewiczów) Hendrika Conscience’a i jego powieści zatytułowanego ?Lew z Flandrii?. Powieści, opisującej wielkie czyny i waleczność Flamandów w starciach z Francuzami.

    Skoro więc lew to męstwo, siła i szlachetność, nic dziwnego, że chętnie został zaadoptowany przez twardych, odpornych na ból i zmęczenie wojowników, których orężem jest po prostu rower.

    Zdjęcie okładkowe: Matheus Katharus, wikimedia commons, CC BY SA 4.0

  • Co to są kolarskie monumenty?

    Co to są kolarskie monumenty?

    Wśród wielu, kolarskich wyścigów jednodniowych najważniejszych jest pięć. To „monumenty”, nazwa która przyjęła się niedawno, ale bardzo dobrze oddaje charakter najbardziej prestiżowych klasyków. Czym są i dlaczego zasłużyły na miano „pomników”?

    Kolarstwo to dyscyplina celebrująca swoją tradycję. Choć XXIw jest czasem globalizacji tego sportu a w kalendarzu pojawiają się i zyskują na znaczeniu imprezy rozgrywane poza Europą, matecznikiem wyścigów rowerowych są Włochy, Francja, kraje Beneluksu oraz Hiszpania.

    To w nich rozgrywano pierwsze zawody, to z nich pochodzą najwięksi mistrzowie w historii, tam powstawały manufaktury produkujące najlepsze rowery czy osprzęt i działały legendarne kluby.

    Wyścigi jednodniowe, zwyczajowo nazywamy „Klasykami”. To przydomek, który jeszcze kilkanaście lat temu był, mniej więcej, odpowiednikiem właśnie obecnych „monumentów”: wyścigów najstarszych, z największą tradycją i w jakiś sposób wyjątkowych.

    Ich dystans to zazwyczaj 250km lub więcej, trasa często prowadzi przez lokalizacje nawiązujące do historii regionu i samego kolarstwa. W przeszłości wygrywali je najwięksi mistrzowie a obecnie to na nie przygotowują formę gwiazd zawodowego peletonu.

    Wraz ze zmianami w wyczynowym kolarstwie i zapotrzebowaniem rynku zaczęto organizować kolejne „jednodniówki”, często równie ciekawe, ale bez całego bagażu doświadczeń, emocji i wysiłku pozostawionego na ich trasach. Nazywano je „semi” czy też „pół” klasykami.

    Wprowadzenie najpierw Pucharu Świata a następnie Pro Touru i World Touru spowodowało, że hierarchia w kolarskim kalendarzu i tradycji zaczęła się rozmywać.

    „Klasykami” zaczęto nazywać wyścigi, które wraz ze swoim rozwojem i reformami samego kolarstwa zyskały na znaczeniu jak np. Gandawa-Wevelgem, E3 Harelbeke, „wymyślone” właściwie od zera Strade Bianche czy imprezy w Kanadzie. W World Tourze część z nich jest nawet zrównana z „monumentami” możliwymi do zdobycia punktami do rankingu.

    Dla uhonorowania tradycji, pięć najbardziej prestiżowych imprez wywyższono do miana „pomników” kolarstwa.

    Są to:

    • Mediolan-Sanremo, nazywany „Primavera”, „La Classicissima” lub „Wiosennymi Mistrzostwami Świata”, organizowany od 1907r, najdłuższy wyścig w roku (zwyczajowo ok. 300km)
    • Ronde van Vlaanderen, „Flandryjska Piękność”, organizowany od 1913, prowadzi przez wzgórza i brukowane drogi Flandrii
    • Paryż-Roubaix, „Piekło Północy”, „Królowa Klasyków”, organizowany od 1896r, część trasy prowadzi po bruku
    • Liege-Bastogne-Liege, „Dziekanka” czy też „Staruszka”, organizowany od 1892r, rozgrywany na górzystych szosach Ardenów
    • Giro di Lombardia, „Wyścig Spadających Liści”, organizowany od 1905r, prowadzi peleton przez matecznik kolarstwa, odwiedza Madonna del Ghisallo, sanktuarium Matki Boskiej Patronki Kolarzy.

    Co ciekawe, w kalendarzu znajdziemy starsze jednodniówki, np. Paryż – Tours, który przez zmiany w kalendarzu traci na znaczeniu a funkcjonuje od 1896r, Paryż – Bruksela (od 1893) czy Scheldeprijs (pierwszy raz zorganizowany w 1907r), jednak rozgrywany na nie dość selektywnej trasie i w środku tygodnia, by „zarobić” na swoją legendę.

    Charakterystyczne dla monumentów jest bowiem, że w swojej kategorii są najbardziej wymagającymi imprezami. Mediolan-Sanremo jest najdłuższy, Liege-Bastogne-Liege prowadzi przez najtrudniejsze wzniesienia Ardenów, podobnie jak Ronde van Vlaanderen przez najbardziej spektakularne „bergi” (podjazdy) we Flandrii. Z kolei Paryż-Roubaix jest unikatowy, tamtejsze bruki są bardziej wymagające niż jakiekolwiek inne a Lombardia mogłaby śmiało konkurować z górskimi etapami wielkich tourów.

    Ten zestaw, łączący historię, tradycję, trudność trasy i poziom sportowy powoduje, że Monumenty są najjaśniejszymi punktami kolarskiego sezonu. Zwycięstwo w nich daje miejsce w sportowym panteonie.

    Zdjęcie okładkowe: tetedelacourse, flickr, cc by sa 2.0.

  • Loverove 29.03.2017

    Loverove 29.03.2017

    Loverove na środę, specjalnie dla Was:

    1. 4F sponsorem PZKol

    Polski Związek Kolarski nawiązał partnerstwo z marką 4F. Kadrowicze będą teraz startowali w strojach dostarczanych przez podkrakowską firmę, jak również w oficjalnych sytuacjach zaprezentują się w „Casualowych” ubraniach przygotowanych przez 4F.

    W tym miejscu warto wspomnieć, że w latach 2012-2015 marka ta była sponsorem tytularnym zawodowej grupy mtb prowadzonej przez obecnego dyrektora sportowego PZKol, Andrzeja Piątka a sam dyrektor był następnie „ambasadorem” 4F.

    Miejmy nadzieję, że współpraca marki z kadrą polskich kolarzy pozytywnie wpłynie na ofertę strojów rowerowych dostępnych w jej salonach a zawodnikom będzie wygodnie w nowych wdziankach.

    2. Poznaj najsławniejsze „bergi”

    Czyli podjazdy we Flandrii. Koppenberg, Oude Kwaremont, Paterberg, słynny Muur Van Geraardsbergen i inne, zasłużone dla wiosennych klasyków miejsca. Zdjęcia i historię każdego z tych wzniesień znajdziecie tutaj.

    3. Jak jeździć po bruku?

    Prosty wideoporadnik od Cycling Weekly prezentujący tajniki jazdy po kocich łbach. Tak na wypadek, gdyby przyszła wam ochota poczuć się jak we Flandrii:

    4. Reklama dnia

    Podłogi Quick Step są twarde i wytrzymałe, niczym Niki Terpstra, który robi „planka”. Proste, minimalistyczne, skuteczne. Bora – uczcie się ;)

  • Loverove 27.03.2017

    Loverove 27.03.2017

    Poweekendowy przegląd kolarskich newsów: wideo, newsy, komentarze… Działo się, oj działo!

    1. Dwa razy van Avermaet

    W piątek ograł Gilberta, w niedzielę zgubił Sagana. Greg Van Avermaet długo czekał na eksplozję formy na trasach brukowanych klasyków i w końcu się doczekał. Mistrz Olimpijski będzie miał w tym roku w maju 32 lata i choć często był stawiany w roli faworyta, często trafiał na rywali silniejszych od siebie.

    Tej wiosny jest wyjątkowo skuteczny. Wygrał Omloop Het Nieuwsblad, był drugi w Strade Bianche a w ostatni weekend w znakomitym stylu triumfował na trasie E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem. Za tydzień podczas Ronde van Vlaanderen oczy wszystkich i fanów i konkurentów będą skierowane właśnie na niego.

    Na galerie z brukowanego weekendu czekamy. Gdy tylko się pojawią, to dobrze wiecie, że je Wam podlinkuję :)

    2. Bartek Wawak w top formie

    https://www.instagram.com/p/BSImrD0gqA5

    Otwarcie sezonu XCO w „europie środkowej”, czyli Kamptall Klassik dla Bartka Wawaka! Mistrz Polski reprezentujący Kross Racing Team znakomicie otwiera sezon, wygrywając wyścig kategorii 1 (czyli jednej z najwyższych, o kategoriach wyścigów mtb będzie wkrótce na blogu). W wyścigu elity mężczyzn wystartowało ponad 80 zawodników. Klubowy kolega Wawaka, Fabian Giger był ósmy, a pozostali Polacy zajęli odpowiednio: Marek Konwa 10, Adrian Brzózka 16, Jakub Zamroźniak 24 (i 5 w U23), Mariusz Kozak 30, Bartosz Janowski 34, Filip Helta 38, Wojtek Halejak 40, Marceli Bogusławski 41, Krzysztof Łukasik 42, Maciek Jeziorski 45, Bogdan Czarnota 49, Mikołaj Dziewa 59, Szymon Biel 62 i Łukasz Klimaszewski 63 miejsce. Bogactwo :)

    Wśród pań najszybsza z Polek była Aleksandra Podgórska (7. miejsce, wygrała Barbara Benko z Węgier), 9. była Paula Gorycka, 13. Katarzyna Solus – Miśkowicz, 16. Gabriela Wojtyła, 17. Rita Malinkiewicz, 18. Michalina Ziółkowska, 19. Iwona Kurczab, 23. Małgorzata Mazurek, 24. Patrycja Piotrowska i 25. Marlena Droździok.

    Najlepszy z polskich juniorów to zwycięzca swojej kategorii Mateusz Nieboras a wśród juniorek Patrycja Świerczyńska była szósta. Ufff… :)

    3. Cape Epic 2017, czyli osiem dni w osiem minut

    Nino Schurter i Matthias Stirnemann z wyraźną przewagą (ponad 8′) wygrali z Christophem Sauserem i Jaroslavem Kulhavym najważniejszą etapówkę mtb w sezonie i równocześnie ważny element przygotowań do pucharu świata XCO. Wśród mastersów zwyciężyli „emeryci z szosy”, czyli Cadel Evans i George Hincapie a wśród pań Esther Suss i Jennie Stenerhag. W etapówkach, zwłaszcza tych rozgrywanych w egzotycznych lokalizacjach, na równi z rywalizacją sportową liczy się też sceneria. Zatem warto rzucić okiem na wideo podsumowujące całą imprezę. Jest spektakularne!

    4. Żale Sagana

    Mistrz Świata zaczyna mieć dość sytuacji, w której rywale nie chcą z nim współpracować. O ile po Mediolan-Sanremo tylko wspomniał, że Michał Kwiatkowski jest mu winny kilka piw, o tyle po Gandawa-Wevelgem nie owijał w bawełnę i wprost skrytykował Nikiego Terpstrę i pozostałych kolarzy Quick Stepu za brak kooperacji. Owszem, Greg Van Avermaet jest w genialnej dyspozycji, ale fakt, że wszyscy patrzą się na to, co zrobi Słowak nieco ułatwia mu zadanie. Tak czy inaczej, sukcesy Van Avermaeta trochę odwracają uwagę od postaci Sagana, zatem w najbliższą niedzielę, na trasie Ronde Van Vlaanderen szanse powinny się nieco wyrównać.

    5. Indolencja Teamu Sky

    Kolejny raz ekipa Movistar i Alberto Contador zgubili Chrisa Froome’a i Team Sky. Rok temu na Vuelta a Espana, Brytyjczyk przegapiając wczesny atak rywali przegrał cały wyścig z Nairo Quintaną. Tym razem na trasie Volta a Catalunya była jeszcze gorzej. Na sobotnim, górskim etapie Froome i Geraint Thomas, który miał być liderem Sky na tej imprezie przespali sprawę na zjazdach z pierwszej premii i zostali z tyłu za ponad pięćdziesięcioosobową czołówką, do mety docierając 26 minut za zwycięzcą, Darylem Impeyem.

    https://twitter.com/Movistar_Team/status/846004786709311488

    Cały wyścig pewnie wygrał Alejandro Valverde, Rafał Majka, jeszcze bez błysku, ale dość równo i pewnie (a przede wszystkim bez takiej wpadki jak Froome) ukończył zmagania na 11. miejscu.

    https://twitter.com/TeamSky/status/845708581248929792

    Filozfia marginal gains, zaświadczenia o wykluczeniu terapeutycznym na stosowanie leków na astmę i najnowszy sprzęt nie pomogą, gdy ekipa regularnie gubi się w kluczowych momentach.

    6. Solidne ściganie w Gandawa-Wevelgem kobiet

    Lotta Lepistö po finiszu z dużej grupy wygrała Gandawa-Wevelgem pań. Zawodniczki miały do pokonania 145km z elementami brukowanych dróg. Po drodze wspinały się m.in. na Kemmelberg, dzięki czemu było sporo ścigania i ataków. Mimo to, żadnej nie udało się osiągnąć przewagi, jak w wyścigu mężczyzn. Lepistö wygrała dosłownie o „błysk szprychy” a skrót rywalizacji możecie zobaczyć poniżej:

    A zwyciężczynię możecie bliżej poznać dzięki śledzeniu jej profilu na twitterze: