Filmy

  • Worek medali

    Worek medali

    Czy jesteśmy kolarską potęgą? Patrząc na facebookowy fanpage Polskiego Związku Kolarskiego oraz regularne wpisy w social mediach Dyrektora Sportowego Andrzeja Piątka, wygląda na to, że tak.

    Rzućmy okiem na najważniejsze wyniki polskich kolarzy w sezonie 2015.

    Trzecie miejsce w Vuelta a Espana (Rafał Majka), pierwsze w Amstel Gold Race (Michał Kwiatkowski), wygrane etapy Tour de France (Majka), Paryż-Nicea (Kwiatkowski), Tour de Pologne (Maciej Bodnar, Marcin Białobłocki) i Volta a Catalunya (Maciej Paterski). Wygrany wyścig dookoła Maroka i brzegiem Morza Czarnego (Tomasz Marczyński). Zwycięstwo w mistrzostwach Flandrii (Michał Gołaś), wyścigu dookoła Chorwacji (Paterski) oraz Volta ao Alentejo (Paweł Bernaś).

    Siódme miejsce Katarzyny Niewiadomej, ósme Kwiatkowskiego (oboje ze startu wspólnego), ósme Bodnara i dziewiąte Białobłockiego (jazda indywidualna na czas), drugie Kwiatkowskiego (z ekipą Etixx-Quickstep) i Katarzyny Pawłowskiej (z Boels Dolmans) oraz trzecie Niewiadomej (z Rabo Liv) w jeździe drużynowe oraz brązowy medal Agnieszki Skalniak w kategorii juniorek podczas szosowych mistrzostw świata w Richmond.

    Dwa złote medale mistrzostw Europy na torze (Katarzyna Pawłowska, Wojciech Pszczolarski), srebrny medal drużyny, dwa medale brązowe (Adrian Tekliński, Damian Zieliński).

    Srebro Igrzysk Europejskich w Baku Niewiadomej ze startu wspólnego, brąz Mai Włoszczowskiej w cross country tamże.

    Brąz Moniki Żur w mistrzostwach Europy XC U23.

    Mistrzostwo Europy Niewiadomej w szosowym wyścigu U23 oraz Alana Banaszka wśród juniorów oraz Agnieszki Skalniak na czas na mistrzostwach Europy.

    Tęczowa koszulka Joanny Ciszewskiej w mistrzostwach świata mtb 12h solo.

    Warto też wspomnieć o występie CCC Sprandi Polkowice w Giro d?Italia czy Szymona Godźka w RedBull Rampage.

    Jeśli coś przeoczyłem, to proszę podrzućcie w komentarzu :)

    Wygląda to wszystko nad wyraz imponująco, czyż nie?

    Czy to znaczy, że jesteśmy kolarską potęgą, nacją, z której zawodników zawsze należy traktować jako murowanych faworytów dowolnej imprezy? Cóż? też nie.

    Co zatem mamy? Przede wszystkim mamy fundusze z Ministerstwa Sportu, które finansuje olimpijskie konkurencje rokujące na sukces podczas Igrzysk w Rio. Po drugie mamy niesławny tor w Pruszkowie, który przyczynił się niemal do bankructwa Polskiego Związku Kolarskiego, nieogrzewany o mało co nie zgnił, ale wygląda na to, że mimo rozlicznych perturbacji staje się bazą dla reprezentacji narodowej i umożliwia szkolenie kolejnych grup kolarzy. Również kilka klubów oraz SMSów, które pracują z młodzieżą, zawodową grupę Pro Continental CCC Sprandi Polkowice (której właściciel równolegle wspiera finansowo Związek) oraz trzy kontynentalne i trzy zarejestrowane w UCI zespoły MTB. W sezonie 2015 kontrakty z grupami World Tour miało podpisanych siedmiu Polaków.

    Z drugiej strony w kalendarzu UCI, poza Tour de Pologne, wszystkie polskie wyścigi szosowe mają kategorię .2, czyli najniższą możliwą (i tak będzie w sezonie 2016), tylko jedna impreza mtb miała kategorię międzynarodową (za to była to HC dla wyścigu Mai Włoszczowskiej), na torowe zawody rozgrywane w Pruszkowie przychodzi nie więcej niż kilku kibiców. Popularność maratonów mtb czy szosowych nie przekłada się na drastyczny wzrost młodzieży w klubach, gdzie jeśli zapytacie o finanse, to jakoś dają sobie radę, ale, cóż, mogłoby być lepiej.

    Wsparcie dla polskiego kolarstwa coraz bardziej widoczne jest w mainstreamowych mediach. Za ekipą CCC Sprandi Polkowice oraz reprezentacją Polski jeździ ekipa Telewizji Publicznej, artykuły pojawiają się w gazetach oraz portalach. W większości przypadków dotyczą wyników jako takich i choć te są ważne, kolarze i same kluby wciąż nie dają zbyt wielu pozasportowych argumentów, by pozyskać większe środku z prywatnych firm.

    W wielu kwestiach wciąż jesteśmy na początku drogi. Jeśli przewiniecie ten tekst na samą górę i pobieżnie przejrzycie listę wyników, to zobaczycie, że to nienajgorszy kapitał początkowy. Co będzie dalej? Cóż? zobaczymy.

  • Ivan Basso

    Ivan Basso

    Dwukrotny zwycięzca Giro d?Italia, drugi kolarz Tour de France 2005 w wieku 38 lat zakończył karierę. Postać mało widowiskowa, mocno dyskusyjna a jednak lubiana przez kibiców. Będziecie tęsknić za Ivanem Basso?

    2006

    Pierwszy raz od 1998r włoski kolarz ma nie tylko szansę wygrać Tour de France, ale i postarać się o osiągnięcie mitycznego celu: dubletu Giro-Tour. Ivan Basso będący wówczas liderem drużyny Bjarne Riisa zdemolował rywali na trasie swojego narodowego wyścigu. Przewaga, jaką uzyskał w górach została dodatkowo poparta skuteczną jazdą na czas i niezachwianą regularnością. Problemy zdrowotne, jakie pokrzyżowały plany Basso rok wcześniej ominęły go i mimo wielu ciężkich, górskich etapów, Włoch szykował się do startu w Wielkiej Pętli.

    W dwóch poprzednich sezonach Ivan Basso był realnie jedynym kolarzem, który utrzymywał tempo Lance?a Armstronga na najważniejszych podjazdach Tour de France. Po zakończeniu kariery przez Amerykanina wydawał się, mimo zmęczenia na trasie Giro, najpewniejszym typem do wygrania Wielkiej Pętli.

    Tymczasem wydarzyła się katastrofa. Hiszpańska Guardia Civil przeprowadziła śledztwo pod kryptonimem ?Operation Puerto?. Celem był hematolog Eufemiano Fuentes, który zajmował się wspomaganiem wydolności zawodowych sportowców: piłkarzy, tenisistów, lekkoatletów i kolarzy. Spora część profesjonalnego peletonu korzystała z jego usług i planów farmakologiczno-treningowych. Fuentes, tak jak Michele Ferrari czy wiedeńskie laboratorium Human Plasma proponował i dostarczał atletom EPO, hormon wzrostu, testosteron i przeprowadzał transfuzje krwi. Ivan Basso był jednym z jego klientów, choć w oficjalnych dokumentach znajdziemy zapiski, wedle których dopiero przymierzał się do skonsumowania efektów współpracy z Fuentesem. Wszak wyniki wszystkich testów antydopingowych były negatywne.

    W Tourze 2006 Basso więc nie wystartował, a ekipa CSC, prowadzona przez – nie bójmy się teraz tego powiedzieć – hipokrytę Bjarne Riisa zrezygnowała z usług Włocha. Kolarz trafił więc pod skrzydła ekipy, która nie miała problemów moralnych z zatrudnianiem kolarzy lubujących się w manipulacjach krwią, czyli Discovery Channel z Johanem Bruynellem jako dyrektorem sportowym.

    Ponieważ Włosi do sprawy Fuentesa podeszli poważnie, Basso musiał zrezygnować z jazdy dla Bruynella, przed Włoskim Komitetem Olimpijskim przyznał się do współpracy z hiszpańskim lekarzem. Został zdyskwalifikowany a jego licencja została przywrócona w październiku 2008.

    Liquigas

    Drużyną, z którą związał się Basso po powrocie z banicji była prowadzona przez Roberto Amadio Liquigas. W zmieniającej się rzeczywistości włoski kolarz skupił się na odzyskaniu formy a plany podboju francuskich szos odłożył na później.

    Do swojej dyspozycji dostał solidnych pomocników a także sporą porcję zaufania ze strony kierownictwa drużyny. Pierwsze Giro d?Italia było dla Basso trudne. Nie wytrzymywał tempa Danilo di Luca?i w górach, na czas odstawał od Denisa Mienszowa. Choć po latach i wielu innych dopingowych aferach w wynikach wyścigu widnieje na trzeciej pozycji, w bezpośredniej rywalizacji Giro d?Italia ukończył na piątym miejscu. Nieco lepiej spisał się na trasie hiszpańskiej Vuelty, którą ukończył jako czwarty.

    Rok później było już wyraźnie lepiej. Choć już nie w tak dominującym stylu, to jednak zdołał wygrać Giro d?Italia. Co więcej, triumfował na królewskim etapie z metą na morderczym podjeździe Zoncolan. Jazda Basso zmieniła się. Włoch, który nidgy nie grzeszył dynamiką, jeszcze bardziej skupił się na systematycznym, równym, mocnym tempie i wsparciu drużyny. Jednym z kluczowych ogniw w zwycięskiej ekipie był Sylwester Szmyd, który pilotował Basso na najtrudniejszych, górskich etapach nie tylko Giro, ale i innych wyścigów.

    Kolejne lata okazały się ciężką próbą zarówno dla Basso jak i jego pomocników. Lider Liquigasu, choć nadal mocny, nie był w stanie sprostać młodszym rywalom, z których część uczyła się kolarstwa już w ?czystszych? warunkach. Mimo to nadal pozostawał w gronie liczących się pretendentów na trasie wielkich tourów. Choć miewał przebłyski, do najszybszych w górach rywali tracił coraz więcej czasu.

    Ekskluzywny pomocnik

    Tak jak wszystko ma swój koniec, tak i kariera Basso zaczęła przygasać. Nie skorzystał jednak z okazji, by fuzję Liquigasu z Garmin-Sharp wykorzystać do odwieszenia roweru na hak. Postanowił wrócić tam, skąd przyszedł (nie, nie do Fassa Bortolo, Giancarlo Ferretti od dawna nie prowadzi żadnej grupy kolarskiej), czyli do Bjarne Riisa. Tyle tylko, że Duńczyk w swojej drużynie przestał mieć cokolwiek do powiedzenia a Oleg Tinkow zwolnił go w marcu tego roku. Basso miał być kluczową postacią w planie, którego sam nie był w stanie zrealizować – ?dubletu? będącego marzeniem Alberto Contadora.

    W czasie Giro d?Italia Włoch, choć dyskretnie, był zawsze tam gdzie trzeba. W najważniejszym momencie oddał liderowi koło, gdy Astana atakowała u podnóża Mortirolo.

    Ponieważ zwycięskiego składu się nie zmienia, Basso miał również przejechać z Contadorem Wielką Pętlę. Po kraksie na jednym w pierwszych etapów odniesiona kontuzja skierowała go na szczegółowe badania, które wykazały, że Włoch choruje na raka jądra. Co oczywiste, wycofał się z wyścigu i poddał leczeniu, które zakończyło się powodzeniem. Contador Tour przegrał a Basso, choć wrócił na rower, postanowił zakończyć karierę.

    Sam tłumaczy to nie chorobą a faktem, że jego dyspozycja jest coraz słabsza. Cóż, lata lecą, i Basso sam dobrze wie, że nawet zwycięstwa etapowe mogą już być poza jego zasięgiem. Postanowił pozostać przy kolarstwie i będzie pełnił kierowniczą funkcję w zespole Olega Tinkowa.

    Ciekawostki

    • Jednym z dowodów w sprawie Operation Puerto były imiona zwierząt domowych, które służyły za kryptonimy dla sportowców. Ivan Basso w słynnym notesie Eufemiano Fuentesa figurował jak Brillo, ponieważ tak nazywał się jego pies.
    • Siostra kolarza, Elisa w pewnym okresie swojego życia była sławna z rozbieranych zdjęć. Sprawę tę przyćmiła jej dopingowa działalność. W 2010r została przez Włoski Komitet Olimpijski uznana za osobę niepożądaną na imprezach sportowych. Jej mężem, zatem szwagrem Ivana jest Eddy Mazzoleni, trzeci kolarz Giro d?Italia 2007, bohater innej afery ?Oil for drugs?.
    • Inwestycją, którą Ivan Basso traktuje jako sposób na dostatnią emeryturę jest? plantacja borówek.
  • Sagan ma swoje wielkie zwycięstwo

    Sagan ma swoje wielkie zwycięstwo

    Uważany za wielki talent, który ciągle ma problem z odniesieniem ważnego zwycięstwa, Peter Sagan wygrywając mistrzostwa świata w Richmond zamyka usta krytykom a jego kariera wkracza w kolejną fazę.

    Na początku przyjrzyjmy się dokonaniom Słowaka w sezonie 2015.

    Etap Tirreno-Adriatico, dwa etapy Tour of California wraz z klasyfikacją generalną, dwa etapy Tour de Suisse, podwójne mistrzostwo kraju, klasyfikacja punktowa Tour de France (czwarta z rzędu) i etap Vuelta a Espana. Do tego 4. miejsce w Mediolan-Sanremo oraz Dookoła Flandrii i pięć drugich miejsc na etapach Tour de France. 10 zwycięstw daje mu szóste miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych kolarzy sezonu oraz szóste miejsce w CQ Rankingu.

    We wcześniejszych latach wygrywał też Gandawa-Wevelgem, E3 Harelbeke, GP Montrealu, Tour de Pologne oraz Brabancką Strzałę. Stawał również na podium Mediolan-Sanremo i Dookoła Flandrii.

    To imponujący dorobek, ale szef Sagana, Oleg Tinkow, podobnie jak kibice oraz dziennikarze oczekiwali więcej. Wysoki kontrakt (prawdopodobnie 4 miliony Euro) połączony z brakiem spektakularnych sukcesów w wiosennych klasykach był szczególnie frustrujący dla rosyjskiego milionera, właściciela grupy Tinkoff-Saxo.

    Niemoc Sagana podczas Tour de France, gdzie wykazywał się heroizmem nawet na górskich etapach doczekała się anegdotycznego statusu.

    Podczas hiszpańskiej Vuelty Słowak zdołał wygrać jeden z etapów, ale z rywalizacji wycofał się po kraksie z motocyklem kolumny wyścigu. Start w Hiszpanii był jednak dla niego kluczowy w budowie formy na mistrzostwa świata.

    Trasa w Richmond w teorii była odpowiednia dla Sagana, zatem należał on do grona faworytów. Pewnym problemem była niewielka liczebność słowackiej drużyny: do pomocy miał jedynie swojego brata Juraja oraz Michala Kolara.

    Paradoksalnie być może właśnie to stało się jednym ze źródeł sukcesu. Gdy reprezentanci innych ekip nawzajem kasowali swoje akcje a kolejni faworyci odpalali dynamiczne ataki w finałowej fazie wyścigu, Sagan cierpliwie czekał.

    Skoczył raz, zdobywając minimalną przewagę po czym popisał się swoimi umiejętnościami zjazdowymi a następnie wytrzymał tempo na lekko wznoszącym się do mety, ostatnim odcinku trasy. Nie przeszkodził mu nawet wypięty z pedału but ani fakt, że na ?duszącej? końcówce mięśnie musiały palić go ponadprzeciętnie. Obronił się przed pogonią i w rewelacyjnym stylu zdobył mistrzostwo świata.

    Tęczowa koszulka trafiła w ręce zawodnika, który jest jedną z bardziej wyrazistych postaci we współczesnym peletonie. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że od czasów Mario Cipolliniego nie było kolarza o tak ekscentrycznej ekspresji, który niemal w każdej wypowiedzi czy zachowaniu potrafi wzbudzić kontrowersję, uśmiech i pobudzić emocje fanów.

    Skuteczność (wbrew opiniom udowodnioną w zestawieniu na początku wpisu) łączy z poczuciem humoru (bywa, że nie najwyższych lotów) i specyficznym poczuciem smaku. Biorąc pod uwagę, że ostatnio w kolarstwie brakuje silnych osobowości, trudno się dziwić, że chcąc nie chcąc, Sagan jest gwiazdą.

    Jest też zawodnikiem, który może oprzeć się ?klątwie tęczowej koszulki?. Owszem, w nadchodzących miesiącach będzie zmagał się ze wszystkimi utrudnieniami, jakie spotykają każdego mistrza świata. W jego przypadku charakterystyczny stój i wiążące się z nim obowiązki mogą być jednak elementem, który odwróci losy jego kariery.

    Czy pierwsze, prawdziwie wielkie zwycięstwo będzie pierwszym z serii? Przed Saganem Mediolan-Sanremo czy Dookoła Flandrii, wyścigi, w których już stawał na podium i które przegrywał przez niefortunne decyzje na trasie. Wydaje się, że sezon 2015 był dla Słowaka przełomowy. Kolejne porażki podczas Tour de France sprawiły, że choć odrobinę dojrzał, czego wyrazem była jazda w Richmond.

  • Urok drużynówki

    Urok drużynówki

    Mistrzostwa Świata w Kolarstwie Szosowym rozpoczynają się od spektakularnych prób w jeździe drużynowej na czas. Ta piękna konkurencja przeżywa pewien renesans.

    Tradycja wyścigów drużynowych jest długa. Na Igrzyskach Olimpijskich debiutowały jeszcze przed I Wojną Światową. Na Mistrzostwach Świata, w wydaniu narodowym drużynowa czasówka była obecna od 1962 do 1994r. Wówczas klasycznym dystansem było 100km a zespoły startowały w czteroosobowych składach. W sezonie 2012, po dłuższej przerwie wprowadzono ją do programu mistrzostw w wersji dla zespołów zawodowych. Obecnie drużynowe czasówki są krótsze (ok 50-60km) a każda grupa reprezentowana jest przez sześciu kolarzy.

    Był czas, gdy Polacy byli dominującą siłą w jeździe drużynowej. W latach 1972, 1976 i 1988 (ten wyścig oglądałem mając nieco ponad cztery lata!) zdobywali srebrne medale na Igrzyskach Olimpijskich. Z kolei w 1973 i 1975 napędzani przez Szurkowskiego, Szozdę i Mytnika (oraz z Lisem lub Nowickim) zdobywali złoty medal na mistrzostwach świata.

    Po reaktywacji w wydaniu dla zawodowców Michał Kwiatkowski wraz z drużyną Etixx-Quickstep zdobywał złoto i brąz.

    W czym tkwi magia drużynowej czasówki? Przede wszystkim chodzi o prędkość. Kolarze skupieni na podkręcaniu tempa podczas godzinnej próby są w stanie pędzić grubo ponad 50km/h. Biorąc pod uwagę, że jadą w odległości zaledwie kilku centymetrów od siebie w pozycji, która niekoniecznie ułatwia szybką zmianę kierunku, nie trzeba być specjalistą, by docenić ich kunszt.

    Dodatkowo, podczas drużynówki jak na dłoni widać to, co w czasie etapów ze startu wspólnego czasami może umknąć mniej wprawnemu widzowi, czyli pracę zespołową. Nie raz i nie dwa w czasie Tour de France jazda drużynowa przekreślała szanse ?górali? jadących w słabszych ekipach. To właśnie na sile drużyny grupy i skutecznej jeździe zespołowej w dużej mierze swoją dominację zbudował Lance Armstrong.

    Obecnie część zespołów zawodowych specjalizuje się w takich próbach. Orica Greenedge, ekipa stworzona w oparciu o kolarzy z przeszłością torową czy Etixx-Quickstep z wielokrotnym mistrzem świata w jeździe indywidualnej, Tonym Martinem wielokrotnie toczyły pojedynki podczas wielkich tourów. Dla klubu, który nie walczy o klasyfikację generalną, drużynówka w pierwszej fazie wyścigu to znakomita okazja by zdobyć koszulkę lidera oraz nieco rozgłosu.

    Ekipy takie jak Sky, Astana, Movistar czy BMC w naturalny sposób wchodzą do grona faworytów prób zespołowych. Budując ekipę, która skutecznie będzie prowadzić lidera przez trzy tygodnie Touru czy Vuelty musi być uniwersalna, mocna i zgrana a co za tym idzie z dużym prawdopodobieństwem sprawdzi się również w jeździe na czas.

    W tym roku podczas mistrzostw świata w Richmond drużynowa czasówka będzie konkurencją otwierającą zmagania o zestawy medali i tęczowych koszulek. W niedzielę na rundzie liczącej 38,8km oraz 240m przewyższenia będą rywalizowały zespoły kobiece (od 17.30 naszego czasu) i męskie (od 19.20). W składach ekip męskich wstępnie anonsowani są Michał Kwiatkowski w Etixx-Quickstep oraz Maciej Bodnar w Tinkoff-Saxo, który znakomicie pojechał czasówkę podczas Vuelta a Espana. Z kolei wśród pań prawdopodobnie zobaczymy Katarzynę Pawłowską (Boels Dolmans), Eugenię Bujak (BTC Lubljana) oraz Katarzynę Niewiadomą (Rabo Liv). Zarówno panowie jak i panie mają szansę na medale.

  • Ludzie małej wiary

    Ludzie małej wiary

    Rafał Majka na podium Vuelta a Espana. Spodziewaliście się tego? A wierzyliście, że tak będzie?

    To nie był przypadek

    Liderem drużyny takiej jak Tinkoff-Saxo nie zostaje się przypadkowo. Rafał Majka miał już na swoim koncie bardzo dobre występy w Giro d?Italia (7. i 6. miejsce w klasyfikacji generalnej), obiecującą, choć nieudaną batalię w hiszpańskiej Vuelcie (19. lokata) a swoją pozycję jako znaczącego gracza umocnił zwycięstwami na górskich etapach Tour de France (dwa rok temu i jedno w tym sezonie).

    Tempo jazdy, jakie prezentował pokonując alpejskie przełęcze we Francji i Włoszech stawia go gronie ścisłej czołówki zawodników specjalizujących się w wyścigach etapowych. Solidna postawa w jeździe indywidualnej na czas (np. rok temu w Giro d?Italia czy w wygranym Tour de Pologne a także w tym sezonie w Tour de Suisse) sugeruje, że Polak ma potencjał nie tylko do pojedynczych sukcesów, ale że należy się z nim liczyć w klasyfikacji generalnej.

    Przetrwać pierwszy tydzień

    Początkowe dni wielkich tourów zawsze są nerwowe. Motywacja jest wtedy ogromna, każdy chce być z przodu unikając strat, szukając szans na etapowe zwycięstwo, obejmując prowadzenie w klasyfikacji czy zdobywając jedną z koszulek. Kraksy i problemy czyhają na każdego. ?Górale? o drobnej posturze są wtedy szczególnie narażeni na straty.

    W tym roku po jednym z karamboli za peletonem został Vincezno Nibali by następnie próbować ścigać grupę trzymając się samochodu technicznego, za co został wykluczony z wyścigu przez komisję sędziowską. Do półmetka Vuelty nie dotrwali kontuzjowani: Chris Froome, Tejay Van Garderen, Przemysław Niemiec, czy Daniel Martin. Pecha miało również wielu innych zawodników, w tym Peter Sagan (potrącony przez motocykl) a Kris Boeckmans przez wiele dni przebywał w stanie sztucznej śpiączki.

    Rafał Majka przetrwał najbardziej newralgiczne chwile bez większych strat. Ponieważ nie ścigał się od Tour de France, pierwszy finisz na podjeździe (już na drugim etapie) nieco go zaskoczył, ale gdy tylko odzyskał rytm, było już tylko lepiej.

    Niezniszczalny Holender

    Jeśli ktoś był rewelacją tej Vuelty, to Tom Dumoulin. Lider Giant-Alpecin kontuzjowany wycofał się z Tour de France, ale zdołał się wykurować i przyjechać do Hiszpanii. Zaskoczył wszystkich świetną postawą na dynamicznych, górskich finiszach pierwszej części wyścigu. Na Cumbre du Sol pokonał Chrisa Froome?a i Joaquima Rodriguza, którzy na stromych ?ściankach? prowadzących do mety zazwyczaj spisują się znakomicie. Choć zdobytą koszulkę lidera oddał w Pirenejach Fabio Aru, odzyskał ją po indywidualnej czasówce.

    Dwudziestopięciletni Holender jechał mądrze, ekonomicznie a gdy trzeba potrafił nadrabiać nad rywalami (nawet dwa dni przed końcem zyskał 3 sekundy nad Fabio Aru). Realnie rzecz ujmując, Dumoulin nie poległ – potrzeba było w sumie kilkudziesięciu kolarzy z Astany, Movistaru, Tinkoff-Saxo, Katiuszy i Orica-Greenedge by go odizolować a następnie dzięki znajdującym się w ucieczkach pomocnikom na dobre zgubić. Na ostatnim etapie Dumoulinowi zabrakło zaledwie dziewięciu sekund i kilku mocniejszych obrotów korbą choćby jednego ?gregario? (niestety, wszyscy już byli z tyłu) by dogonić Aru, Majkę i Rodrigueza.

    https://instagram.com/p/7kZ1gYzSpN/

    O włos od zwycięstwa?

    Gdy pisałem, że Rafał Majka może wygrać Vueltę, spotkałem się z głosami niedowierzania. Tymczasem w zaistniałej sytuacji, przy niewielkich różnicach Polak mógł skończyć równie dobrze pierwszy co siódmy. Ostatecznie do drugiego Joaquima Rodrigueza zabrakło mu 12 sekund a nad czwartym, Nairo Quintaną utrzymał półminutową przewagę. Teoretycznie Fabio Aru był poza zasięgiem, ale Włoch w czasie trzech tygodni przeżywał wiele trudnych chwil. Jego zwycięstwo jest ewidentnym efektem pracy całego zespołu, kto wie czy nie bardziej niż triumf Teamu Sky w Tour de France.

    Jeśli czegoś żal, to z pewnością pierwszego etapu z metą na podjeździe oraz indywidualnej czasówki. Chyba sam Majka po tej próbie spodziewał się więcej, choć z drugiej strony jak na typowego ?górala? pojechał przyzwoicie. Mogę się założyć, że w zimie Polak spędzi nieco czasu w tunelu aerodynamicznym i już podczas Giro d?Italia straty z czasówki nie będą w jego przypadku decydowały o wyniku całego wyścigu.

    W tym miejscu trzeba też podkreślić znaczenie pracy pomocników Majki. Jak na zawodników wspierających pretendenta do podium byli tam gdzie trzeba i kiedy trzeba i choć nie aż tak widoczni jak rywale z Astany, odegrali ważną rolę w sukcesie naszego kolarza.

    Co dalej z pokoleniem młodych-zdolnych?

    Fabio Aru ma 25 lat. Podobnie Tom Dumoulin, Nairo Quintana czy Esteban Chaves. Rafał Majka na podium Vuelty wskoczył w dniu swoich 26. urodzin. Joaquim Rodriguez i Alejandro Valverde to dla odmiany weterani zawodowego peletonu. Sytuacja jest jasna: pokolenie młodych, niezwykle zdolnych kolarzy wchodzi właśnie w sportowy ?wiek męski? i zaczyna decydować o losach najważniejszych wyścigów. Za rok karierę kończy Alberto Contador, Chris Froome i Vincenzo Nibali, trzydziestolatkowie już wkrótce będą ?starcami?, których młode pokolenie będzie próbowało na dobre zrzucić z tronu.

    Tyle tylko, że Aru, Majka czy Dumoulin a także pomocnik Aru, Bask Landa (jak również nieobecni w Hiszpanii Francuzi: Pinot oraz Bardet) muszą uzbroić się w cierpliwość. By myśleć o podium Tour de France powinni jeździć pod górę jeszcze szybciej a także (nie licząc Dumoulina) poprawić umiejętność jazdy na czas. Poza Nairo Quintaną żaden z nich nie pędził w tym roku w tym tempie co Froome na podjeździe La Pierre-Saint Martin. W sezonie 2015 różnica między Giro i Vuetlą a Tour de France była większa niż w latach ubiegłych.

    Tak czy inaczej, w każdym kolejnym wielkim tourze Rafał Majka, jeśli na jego koszule znajdzie się numer ?1?, będzie zaliczany do grona faworytów. To nie jest tak, że zostanie dominatorem trzytygodniowych wyścigów. Równie dobrze w ciągu najbliższych 5 lat może wygrać dwie Vuelty, Tour i Giro jak i ?zledwie? jeszcze raz stanąć na podium któregoś z tych wyścigów.

    Tak jak Michał Kwiatkowski w ardeńskich klasykach, tak i Majka w etapówkach jest w ścisłej czołówce najmocniejszych kolarzy na świecie. Sport jednak ma to do siebie, że lubi zaskakiwać i nawet zaprogramowane i wyliczone najlepszymi algorytmami zwycięstwo może się nie ziścić.

    Obaj Polacy są zdecydowanie zawodnikami, na których warto stawiać i, co najważniejsze, warto w nich wierzyć. Mają bowiem wszystko, by odnosić sukcesy. Udowodnili to już nie raz.

  • W dniu przerwy w obronie kolarzy

    W dniu przerwy w obronie kolarzy

    Tryptyk górskich etapów skutecznie ?zabetonował? nie tylko nogi kolarzy jadących w peletonie Vuelta a Espana, ale też ich skłonność do ofensywnej jazdy. Mimo to decydujące podjazdy czołówka pojechała w bardzo wysokim tempie. Wyścig rozgrywany jest więc w trybie ekonomicznym, co prowokuje głosy krytyki. Nieuzasadnionej!

    Trzy odcinki skumulowały przewyższenie o sumie ponad 12000 metrów. Sam etap poniedziałkowy zmusił kolarzy do pokonania prawie 5000m. Mimo to, najszybszy z grupy faworytów, Joaquim ?Purito? Rodriguez finałowy podjazd pokonał w tempie 1850m/h (niespełna 25 minut), czyli, przekładając z języka fizjologów na nasze, ekstremalnie szybko.

    Trudno się dziwić, że przy tak skonstruowanej trasie, nawet najlepsi górale oszczędzają siły na kluczowe momenty. Jakkolwiek mocni by nie byli, wychylanie się wcześniej jest ze sportowego punktu widzenia samobójstwem. Po niemal sześciu godzinach spędzonych na rowerze, pod koniec drugiego tygodnia ścigania, po 4000m w pionie i w momencie, gdy grupę równym, bardzo mocnym tempem prowadzi nie kto inny, tylko jeden z najlepiej jeżdżących pod górę kolarzy (Mikel Landa) jedyne, co można zrobić to trzymać koło.

    Tempo czołówki na etapie do Alto Ermita de Alba było porównywalne z tym, jakie na najbardziej spektakularnych odcinkach Tour de France prezentowali Chris Froome czy Nairo Quintana. Wyraźny wyskok ponad to, co oglądaliśmy, mógłby oznaczać tylko jedno: doping.

    Byli już tacy kolarze, którzy na zboczach Zoncolanu czy Angliru hasali niczym dzikie kozice, ale jeśli mnie pamięć nie myli, każdy z nich, czy to Heras, czy Ricco czy di Luca (i wielu, wielu innych) kończył z zarzutami o manipulowanie swoją krwią.

    Wracając do Vuelta a Espana 2015, wyścig faktycznie rozgrywany jest w stylu defensywnym. Purito Rodriguez, Fabio Aru i Rafał Majka próbują zgubić Toma Dumoulina i zyskują nad nim kolejne sekundy.

    Cały kolarski świat zastanawia się, ile Holender odrobi podczas wtorkowej czasówki w Burgos. To niespełna 38km, głównie w płaskim terenie, gdzie zawodnik Giant-Alpecin może (a zgodnie z prawami fizyki nawet powinien) nadrobić nad ?góralami? około dwóch minut.

    Polscy kibice głowią się nad szansami Rafała Majki. To, że przegra z Tomem Dumoulinem jest niemal pewne, pytanie natomiast, czy zdoła odrobić 1,5 minuty do Rodrigueza i Aru? Wbrew pozorom nie jest to niemożliwe. Lider Tinkoff-Saxo pokazał już kilka razy, że jest więcej niż tylko ?góralem?. Rok temu na Tour de Pologne i w tym sezonie na Tour de Suisse płaskie, długie czasówki pojechał więcej niż przyzwoicie co sugeruje, że utrzymanie miejsca na podium jest realne.

    W powszechnej opinii po czasówce wyścig będzie rozstrzygnięty i skończony. Jeśli jednak różnice będą niewielkie, kto wie, czy odcinki do Avili (z dynamiczną końcówką ulicami zabytkowego miasta), Riazy (z premią górską 1. kategorii 14km przed metą) a przede wszystkim do Cercedilli (z czterema ciężkimi podjazdami, w tym ostatnim 20km przed metą) nie spowodują kryzysu któregoś z faworytów.

    Po tak ciężkim i obfitującym w górskie trudności wyścigu nie spodziewałbym się jednak fajerwerków. Biorąc pod uwagę najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli niewielkich różnic decydujących o miejscu na podium, nikt nie będzie zanadto się wychylał.

    Rafał Majka, mimo formy i poświęcenia jakie prezentuje Paweł Poljański ma za słabą drużynę, by myśleć o przełamaniu Astany. Purito Rodriguez ma w zanadrzu swój największy atut, czyli wytrzymałość w ciężkich końcówkach, Fabio Aru swą chimeryczność zamaskuje pracą kolegów z zespołu a Tom Dumoulin będzie robił to, co do tej pory, czyli minimalizował straty.

    Możemy narzekać na sposób, w jaki rozgrywana jest tegoroczna Vuelta, ale pamiętajmy, że po pierwsze kolarze jadą bardzo szybko, po drugie nie są idiotami. Podium wielkiego touru to prestiż, pieniądze i ?ustawienie? kariery na najbliższych kilka lat. Fizjologii się nie da oszukać (legalnie) a w przypadku zawodników, z których każdemu sukces bardzo by się przydał, trudno spodziewać się heroicznych, spektakluarnych akcji, o których będą wspominały kroniki. Zwłaszcza, jeśli przy bardzo wyrównanym poziomie wszyscy od wielu dni jadą na limicie swoich możliwości.

  • A może to Rafał Majka wygra Vueltę?

    A może to Rafał Majka wygra Vueltę?

    Hiszpański wielki tour wkracza w decydującą fazę. Przed kolarzami trzy etapy z finiszami na podjazdach a po dniu przerwy czasówka. Rafał Majka jedzie coraz lepiej – czy możliwe jest, aby wygrał cały wyścig?

    Pod ewidentną presją jest tylko jeden kolarz: Fabio Aru. Włoch póki co spisuje się znakomicie, dwukrotnie był najmocniejszy w grupie faworytów, w tym na królewskim etapie w Andorze. Równocześnie przytrafiła mu się drobna wpadka na etapie dziewiątym, gdzie stracił kilka sekund do Purito Rodrigueza.

    Lider Astany drugi raz w tym roku jest najważniejszym zawodnikiem w swojej drużynie. Giro d?Italia przegrał z Alberto Contadorem, Vuelta jest więc dla niego istotnym celem i być może przełomowym momentem w karierze. Jeśli wygra, w przyszłości powinien pójść za ciosem i celować jeszcze wyżej. Jeśli przegra – kto wie, jak potoczą się jego dalsze losy. Mimo młodego wieku uznawany jest za wielki talent, prowadzi bogatą i mocną drużynę w kolejnym ważnym wyścigu. Oczekiwanie weryfikacji pokładanych w nim nadziei spoczywa więc na barkach kolarza i nie wierzę, by nie odczuwał presji. Biorąc pod uwagę fakt, że w dotychczasowych startach w wielkich tourach dni znakomite przeplatał z wyraźnie słabszymi, prowadzenie w klasyfikacji generalnej na półmetku Vuelty o niczym jeszcze nie świadczy.

    vae14 vae15vae16

    Tegoroczny hiszpański tour został skonstruowany nietypowo. Największe trudności zaplanowano na środkową fazę wyścigu. Po etapie w Andorze, najbliższe trzy dni to ciężkie odcinki w Kantabrii i Asturii. Ta okolica słynie z wymagających podjazdów, które co prawda nie prowadzą na duże wysokości bezwzględne, jednak są strome i zaskakujące.

    Każdy z tych etapów kończy się podjazdem, zatem są to miejsca, gdzie niewątpliwie powstaną wyraźne różnice między kolarzami z czołówki, nawet zakładając, że ci pojadą defensywnie. Dodatkowo po dniu przerwy (we wtorek w Burgos), we środę rozegrana zostanie jazda indywidualna na czas o długości 38,7km.

    Kolejne dni również będą niełatwe, zwłaszcza czwartek i sobota zapowiadają się ciekawie, ale co do zasady sytuacja powinna być rozstrzygnięta najdalej po czasówce.

    Fabio Aru ma póki co pół minuty przewagi nad Joaquimem ?Purito? Rodriguezem oraz Tomem Dumoulinem. Pierwszy z nich, kolarz Katiuszy, stoi przed być może ostatnią w karierze szansą wygrania wielkiego touru. Jest doświadczony, niezmiernie wytrzymały i choć już nie tak dynamiczny jak kiedyś, wielokrotnie udowadniał, że jest w stanie przez całe trzy tygodnie utrzymywać bardzo wysoką dyspozycję. Prawdopodobnie to jego więc najbardziej musi obawiać się Fabio Aru tym bardziej, że do pomocy: zarówno fizycznej jak i taktycznej ?Purito? ma Daniego Moreno, który w ?generalce? traci raptem 1,5 minuty więcej.

    Z kolei Dumoulin, choć teoretycznie jest słabszy w górach, póki co radzi sobie znakomicie i traci niewiele a w kontekście czasówki nawet ponad minuta straty jest dla niego do odrobienia. Zwłaszcza do kolarza takiego, jak Fabio Aru.

    Grupę pościgową otwiera Rafał Majka. Zajmuje obecnie czwartą pozycję ze stratą 1?28? do Aru. Kolejni kolarze: Esteban Chaves, Alejandro Valverde, wspomniany już Moreno oraz Mikel Nieve mieszczą się w trzydziestu sekundach. Dziewiąty, Nairo Quintana nie tylko traci już do Aru ponad trzy minuty, to jeszcze ma problemy ze zdrowiem.

    Biorąc pod uwagę cztery ciężkie etapy, de facto każdy z pierwszej siódemki może jeszcze stanąć na podium a nawet wygrać całą Vueltę! Rafał Majka jest w znakomitej formie, ma stosunkowo niewiele dni wyścigowych w nogach. Co zatem stoi na przeszkodzie, by to on triumfował w Madrycie?

    Zwłaszcza polscy komentatorzy obawiają się takich sądów, ale postawmy sprawę jasno: Rafał Majka może pokonać i Aru i Rodrigueza i Dumoulina. Ubiegłoroczny Tour de Pologne pokazał, że lider Tinkoff-Saxo potrafi dobrze pojechać na czas, w teorii więc ten element daje mu przewagę nad większością rywali poza Dumoulinem. Z kolei na dłuższych podjazdach spisuje się lepiej od Holendra. Valverde, choć nigdy nie można go lekceważyć, wydaje się że w tym roku najlepsze co miał, pokazał na Tourze, Moreno mimo wszystko wspiera Purito Rodrigueza a Nieve to ?rezerwowy? lider Sky, po wycofaniu się Chrisa Froome?a.

    Co więcej, Rafał Majka wielokrotnie udowadniał już (na Giro i dwa razy na Tourze), że tempo jazdy dające wygraną w górach jest w jego zasięgu. Póki co nie przytrafiały mu się też spektakularne kryzysy, potrafi umiejętnie minimalizować straty a etapowe zwycięstwa w Wielkiej Pętli zmieniły go w skutecznego zwycięzcę.

    Pewnym problemem może być fakt, że drużyna Majki jedzie w osłabionym składzie. Peter Sagan i Sergio Paulinho zostali staranowani przez motocykle obsługi wyścigu. Siedmioosobowemu składowi trudniej jest kontrolować sytuację niż dziewięcioosobowej ekipie.

    Aby zachować pełną jasność: Rafał Majka może zarówno ten wyścig wygrać jak i skończyć go np. na szóstym miejscu. 1?28: straty do Fabio Aru i 1?01? do Joaquima Rodrigueza to sporo, zwłaszcza w kontekście siły, jaką dysponują ich drużyny: Astana i Katiusza. Równocześnie Polak ma dość argumentów by myśleć o ataku na podium, w tym na jego najwyższy stopień. Jest równorzędnym rywalem dla kolarzy znajdujących zaraz przed i zaraz za nim w klasyfikacji generalnej, jego potencjał i możliwości są znane i wystarczające a dyspozycja w ostatnich dniach wskazuje, że to jest właśnie ten wyścig, gdzie ma szansę na wielki wynik.

    Zatem, cytując klasyków ?nie bójmy się słów? i nazwijmy sprawę po imieniu: Rafał Majka może (choć nie musi) wygrać Vuelta a Espana 2015.

  • Tęczowa mantra

    Tęczowa mantra

    „Mamy mistrza świata? jest najczęściej pojawiającym się stwierdzeniem gdy mowa o odradzaniu się polskiego kolarstwa. Tyle tylko, że zawodowcy niezbyt często bronią tytuł, co zatem się stanie, gdy za dwa miesiące tęczowej koszulki już mieć nie będziemy?

    Aktualny sezon ?Kwiato? przebiega podobnie do zeszłego. Po udanej wiośnie, zwieńczonej wygraną w Amstel Gold Race, Tour de France wyszedł mu gorzej. Teraz zbiera siły na ostatnie wyścigi: kanadyjskie klasyki i mistrzostwa świata. Rafał Majka wygrał etap na Tourze, ale globalnie zabrakło punktów (m.in. z Tour de Pologne), by w walce o obronę tęczowej koszulki wystawić reprezentację równie liczną co rok temu w Ponferradzie. Zamiast dziewiątki pojedzie szóstka, co walkę o tytuł utrudnia, ale nie uniemożliwia.

    Ta sytuacja pokazuje jednak coś innego: wciąż nie jesteśmy dominującą siłą w kolarstwie a mimo spektakularnych sukcesów mają one charakter jednostkowy. Paradoksalnie ?tęcza? Kwiatkowskiego i ?grochy? Majki były raczej wyrazem pewnego ożywienia, które pojawiło się już wcześniej i ciężkiej pracy nielicznych klubów niż efektem ?renesansu polskiego kolarstwa?.

    Schodząc poziom niżej cieszy postawa ekipy CCC Sprandi Polkowice, która zaliczana jest do ścisłej czołówki drużyn prokontynentalnych i jako taka godnie jedzie w imprezach World Tour a w niższych rangą wyścigach skutecznie spełnia funkcję faworyta.

    Lokalne podwórko wygląda mniej więcej podobnie od kilku lat i tu ożywienia jako takiego zanadto nie widać, z drugiej strony nasze kluby dostarczają kolejnych zawodników do młodzieżówek najlepszych teamów zagranicznych.

    Idąc dalej, na szosach całego kraju widać kolarzy. O każdej porze dnia a nawet nocy, latem, zimą, w deszczu i słońcu. I znów, to raczej sytuacja, która zbiegła się w czasie z tęczową koszulką ?Kwiato? niż jej efekt. Nie wierzę, że nagle tysiące ludzi sięgnęły do kieszeni, z powodu tego, że Polak zdobył tęczową koszulką. Jasne, to pomaga, bo i o kolarstwie jest więcej w mainstreamowych mediach i konkretne marki mogły popuścić pasa w kwestiach marketingowych. Tyle tylko, że popularność czy też odrodzenie szosy dotarła do nas z wyraźnym opóźnieniem w stosunku do światowych trendów (w kolejce czekają przełaje jako sport, fatbike jako forma rekreacji i wiele innych), za to równocześnie z ewidentnym zainteresowaniem aktywnością fizyczną jako taką.

    Można się śmiać z ?Tour de Pologne Amatorów?, ale 1700 startujących robi wrażenie, biorąc pod uwagę fakt, że w wakacyjny weekend już sam dojazd w okolice Zakopanego jest sporym wyzwaniem. Ponad 130 juniorów i 40 juniorów w mistrzostwach Polski na szosie oraz 43 juniorów i 16 juniorek w mtb również napawa optymizmem, podobnie jak wyniki naszej młodzieży na torze.

    Mistrzostwo świata nie było efektem ?samospełniającej się przepowiedni?. Nadzwyczajnie utalentowany organizm nie przepadł w czasie selekcji, dostał wsparcie w swoim klubie a sam wykazał się determinacją do osiągnięcia sukcesu. Co więcej, obok niego można było zgromadzić kolejnych ośmiu zawodowców, którzy prezentowali na tyle wysoki poziom sportowy, by przełamać silniejsze drużyny, kontrolować wyścig i doprowadzić „Kwiato” do tęczowej koszulki.

    Kolejne miesiące po zdobyciu mistrzostwa obfitowały w stwierdzenia, zapewnienia, plany i marzenia poważnych rozmiarów. Jeśli chociaż 15% z nich stanie się rzeczywistością, być może kolejna tęczowa koszulka pojawi się w naszym kraju wcześniej niż później. I niekoniecznie wygra ją ten sam zawodnik!

  • Młodzi, zdolni

    Młodzi, zdolni

    W ostatnich tygodniach mamy wysyp medali i znakomitych wyników uzyskanych przez naszych młodych kolarzy. Czy obecni mistrzowie mogą się nie martwić o swoich następców?

    Na przełomie lipca i sierpnia rozegrano szosowe mistrzostwa Europy (Tartu, Estonia). W kolarstwie nie jest to najważniejsza impreza sezonu, ale dla młodszych kategorii wiekowych jest to z pewnością dobra okazja, by nauczyć się budować szczyt formy na konkretne zawody a przy tym sprawdzić rezultaty w otoczeniu międzynarodowych rywali.

    Jeśli udaje się przy tym osiągnąć dobre wyniki, można mówić o nie tylko o sukcesie, ale też o potencjale, który przy sprzyjających okolicznościach zostanie przekuty w udaną karierę seniorską.

    Katarzyna Niewiadoma jest wschodzącą gwiazdą kobiecego kolarstwa. Reprezentuje jedną z najlepszych grup (Rabo Liv), jest wszechstronną zawodniczką dobrze radzącą sobie w górach. Czołowa postać rankingu UCI (w lipcu zajmowała 16. miejsce, po wygranych mistrzostwach Europy awansowała na 9.) była faworytką i w 100% wywiązała się z powierzonego zadania. Biorąc pod uwagę, że w tym roku triumfowała już w klasyku Euskal Emakumeen Bira, była piąta w Walońskiej Strzale, druga w ?Igrzyskach Europejskich? czy piąta w kobiecym Giro d?Italia, już teraz możemy śmiało o niej mówić jak o jednej z najważniejszych osobistości damskiego peletonu.

    Sprawa jest o tyle ważna, że Niewiadoma ma zaledwie 21 lat, zatem cała sportowa przyszłość przed nią. Co ciekawe, swoją karierę zaczynała w WLKS Krakus, tym samym klubie i u tego samego trenera (Zbigniew Klęk) co Rafał Majka, Tomasz Marczyński czy Karol Domagalski.

    Podczas mistrzostw Europy dobrze spisali się także nasi juniorzy. Złoty medal w wyścigi ze startu wspólnego zdobył Alan Banaszek a w wyścigu orlików Adrian Banaszek był dziewiąty. Pozostali nasi reprezentanci również pojechali dobrze, większość z nich dotarła do mety w głównej grupie, bez większych strat do zwycięzców.

    Jakby tego było mało, Agnieszka Skalniak zwyciężyła w gronie juniorek podczas jazdy indywidualnej na czas.

    Z gwiazdami młodszych kategorii wiekowych oczywiście bywa różnie. Sytuacja życiowa, zdrowie, studia, praca, inne priorytety wpływają na rozwój kariery sportowej w równym stopniu co dostęp do zaplecza technicznego i finansowego. Jeśli jednak nic złego się nie wydarzy, wygląda na to, że przez najbliższych kilka lat nie musimy się martwić o dopływ świeżej krwi do seniorskiego kolarstwa.

    Co więcej, sztandarowa konkurencja Polskiego Związku Kolarskiego, czyli tor, również zaczyna rodzić owoce. Dla zmagających się z ciążącym nad Związkiem długiem powstałym przy budowie i zagospodarowaniu obiektu w Pruszkowie, musi to być wielka ulga.

    Już teraz wiadomo, że z mistrzostw świata juniorów przywozimy brązowy medal w sprincie drużynowym mężczyzn (Mateusz Miłek, Marcin Czyszczewski i Michał Lewandowski) oraz złoto w wyścigu punktowym kobiet (Daria Pikulik – potencjalna następczyni dwukrotnej mistrzyni seniorek w pokrewnym Scratchu, Katarzyny Pawłowskiej).

    Choć kolarstwo torowe to spora nisza, nie budząca takiego zainteresowania czy emocji jak szosa, jest istotne choćby z punktu widzenia klasyfikacji medalowej na Igrzyskach Olimpijskich. Na szosie można zdobyć medale w 4 konkurencjach (wyścig ze startu wspólnego oraz jazda na czas kobiet i mężczyzn), w mtb w 2 (cross country), podobnie jak w BMX a na torze aż w 10! Biorąc pod uwagę procedury finansowania sportu wyczynowego z budżetu państwa, trudno się dziwić, że PZKol stawia na tor. Trzeba również pamiętać, że z jazdy po drewnianym owalu wywodzi się wielu mistrzów w innych dyscyplinach, podstawy wydolnościowe jakie daje trening torowy sprawdzają się w późniejszej karierze np. szosowej.

    Na koniec muszę też wspomnieć o mtb. Nie tylko ze względu na to, że to odmiana kolarstwa, którą osobiście darzę największym sentymentem, ale też na fakt, że przez lata to nasze ?bikerki?: Maja Włoszczowska, Anna Szafraniec, Magda Sadłecka i Ola Dawidowicz były twarzą polskiego kolarstwa jako takiego.

    W austriackim Grazu na mistrzostwach Europy Młodzików oraz Juniorów Młodszych Polskę reprezentowały dwa kluby: Mitutoyo Dema PWR oraz Warszawski Klub Kolarski. Choć reprezentanci nie przywieźli medali, ważne jest, że dzięki wysiłkowi swoich zespołów młodzież mogła zdobyć doświadczenie na zawodach, które w dużej mierze miały charakter szkoleniowy. To cenne, ponieważ gdy za chwilę wejdą do starszych kategorii (junior i wyżej), ściganie na spektakularnych trasa współczesnego XCO, choćby w Czechach czy Niemczech będzie dla nich mniejszym szokiem.

    Uff? tyle wymieniania sukcesów naszej młodzieży. Przepraszam, jeśli kogoś pominąłem, ale w gąszczu sukcesów łatwo się zgubić! Jak widzicie na ekranie monitora wygląda to imponująco. Biorąc pod uwagę, że reprezentacja kraju pochodzi z selekcji, sukcesy juniorów czy młodzieżowców powinny świadczyć o powstającym systemie szkolenia.

    Być może nie wszystko jeszcze funkcjonuje tak, jak powinno być. Wciąż nieliczne kluby na co dzień muszą zmagać się z wieloma problemami, podobnie jak liczący każdą złotówkę Związek. Zaplecza w postaci chętnych do rozpoczęcia przygody z kolarstwem wcale nie ma tak wielu, choć rzut oka na listy Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży czy Mini Tour de Pologne może napawać optymizmem. Przybywa również zdobywających nowe kompetencje trenerów i instruktorów a także szkółek kolarskich firmowanych przez naszych zawodowców (Kwiatkowski, Huzarski). Kluczową sprawą, jak zawsze, są oczywiście finanse. Worki medali, czy ?miejsc punktowanych? to nie wszystko, ale zdecydowanie pomagają w negocjacjach z potencjalnymi sponsorami.