Tag: życie

  • Fajna zmiana

    Fajna zmiana

    Jeszcze kilka lat temu, gdy wybierałem się na przejażdżkę w czasie świąteczno-noworocznym na podmiejskich drogach byłem, nie licząc niezniszczalnej ekipy mastersów, sam. Teraz, czy to w lesie, na szosie, czy bieżni, wszyscy uprawiają jakiś sport.

    Przymrozki i brak opadów sprawiły, że dawno w grudniu nie jeździłem tyle na rowerze górskim. To sama przyjemność pośmigać po suchych, twardych ścieżkach niczym w środku lata.

    Bez względu na to, czy była to Wigilia, Boże Narodzenie czy Sylwester, krakowski Las Wolski był pełny. Pełne były też Błonia, a patrząc na Stravę równie tłoczno było na lokalnych szosach.

    Jeśli spojrzycie na swój facebookowy ?timeline?, zobaczycie, że kolejne osoby wrzucające swoje infografiki z Veloviewer przejechały ponad 10000km w sezonie. Rzecz nie do pomyślenia kilka lat temu.

    Suplementacja, trener, wspólna grupa treningowa, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt startów w sezonie? wszyscy jesteśmy sportowcami wyczynowymi.

    Jasne, to wciąż amatorstwo, ale amatorstwo mocno zaangażowane. Ze sporymi wydatkami, ze doniosłą liczbą spędzonych na rowerze, bieżni, w lesie, na siłowni godzin. Ze zgrupowaniami, dietą i wyraźnym piętnem odciśniętym na życiu codziennym.

    Nawet, jeśli ekstrapoluję na podstawie własnych doświadczeń, trend tak czy inaczej może zauważyć każdy z nas. Limit miejsc na kolejne, sportowe imprezy masowe jest regularnie sprzedawany w ciągu kilkunastu minut. Wybierając się na trening przy dowolnej pogodzie, o każdej porze dnia i nocy, można spotkać sobie podobnych entuzjastów.

    Oczywiście, duża część społeczeństwa wciąż się nie rusza, ale ta, dla której ważniejsze są nowe buty do biegania, wyjazd na zgrupowanie czy budżet na kilka maratonów rowerowych od nowego telewizora jest wyraźnie dostrzegalna.

    To najfajniesza zmiana ?społeczno-polityczna?, jaka zaszła w ostatnich latach. Pokazuje, że trochę się wzbogaciliśmy, przynajmniej część z nas. Na tyle, że w hierarchii potrzeb dbałość o zdrowie, potrzeba aktywności fizycznej i rywalizacji sportowej awansowała przed łatwiejsze formy rozrywki.

    Co z tego wyjdzie, czy zostanie skonsumowane zarówno przez biznes, ministerstwo edukacji i służbę zdrowia, to już zupełnie inna kwestia. Ale tak czy inaczej, miło jest zobaczyć, że sport jako pomysł na spędzenie wolnego czasu nie jest już dziwactwem i fanaberią :)

  • Nie musisz się ruszać z domu by startować w wyścigach?

    Nie musisz się ruszać z domu by startować w wyścigach?

    Nie, nie chodzi o zawody na trenażerach. Kształtujący się kalendarz masowych imprez rowerowych na sezon 2017 pokazuje, że można będzie zaliczyć i kilkanaście startów niemal nie ruszając się z domu!

    Benzyna jest droga. Autostrady są drogie. Noclegi kosztują. A przecież trzeba jeszcze zapłacić trenerowi, kupić odżywki i ?zaktualizować? rower do najnowszej wersji… Po co więc szarpać się wiele godzin za kółkiem, tracić czas i pieniądze po to tylko, by pościgać się w ?takim samym? wyścigu na drugim końcu Polski, skoro można osiągnąć to 20, 50, 100, maksymalnie 200km od domu?

    Nie wiem, czy pamiętacie, ale dekadę temu, gdy rynek maratonów mtb w naszym kraju dopiero się kształtował, najwięksi organizatorzy proponowali swoim klientom odwiedzenie Gór, Pogórz, Nizin, Pojezierzy i Wybrzeża. W programie obowiązkowo znajdowała się jedna lub dwie eliminacje na obrzeżach metropolii, jakiś ?górski hardcore? oraz kilka uniwersalnych imprez w łatwiejszym lub trudniejszym terenie, zależnie od tego, co proponowali sponsorzy, gminy czy też skąd pochodziła większa grupa uczestników.

    Obecnie najpopularniejsza seria maratonów, czyli Bike Maraton mieści się w czterech sąsiadujących ze sobą województwach: Małopolskim, Śląskim, Opolskim i Dolnośląskim, sytuując swoje imprezy wzdłuż starej części autostrady A4. Geograficznie rzecz ujmując, podobny zasięg, tyle, że na wschód od Wisły ma wciąż uznawana za ?regionalną? seria Cyklokarpaty.

    Właściwie każdy z ?makroregionów?, a bywa, że i każde z województw, daje mieszkańcom szansę na rywalizowanie w satysfakcjonującej liczbie imprez rowerowych.

    Miałem się rozpisać analizując co większe cykle maratonów, ale zestawienie planów najważniejszych serii znajdziecie w mtb-xc.pl. Dobra robota, zachęcam do przeglądnięcia.

    Serie ?regionalne? puchną, oferując po kilkanaście eliminacji. W sezonie 2016 do dalszych podróży zachęcała de facto wyłącznie ?Mazovia? (od Mazur po Podhale) oraz Lang Team.

    Cała sprawa ma dwa aspekty: towarzyski oraz sportowy. Realnie rzecz ujmując, jest całkiem prawdopodobne, że czołówka poszczególnych serii maratonów nigdy się ze sobą nie spotka. W ten sposób można żyć w błogiej nieświadomości z tytułem króla swojego podwórka nawet przez wiele sezonów, nie wchodząc w interakcje z kolarzami z sąsiedniego regionu. Mając zobowiązania wobec klubu czy też sponsora, zbierać punkty do generalki lub dwóch, bez pojęcia, co dzieje się za miedzą.

    Z pewnym rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy przez kilka lat robiliśmy autem po kilkanaście tysięcy kilometrów, na wyścigach w różnych zakątkach kraju spotykając regularnie podobnych sobie pasjonatów z drugiego końca Polski.

    Teraz, cóż, teraz nie ma takiej potrzeby. Powiedzmy sobie szczerze, nie będę jechał z Krakowa pod Poznań, skoro taki sam wyścig mogę zaliczyć koło Tarnowa.

    Motywacją, by wyjść ze swojego własnego ?grajdołka? może być albo wysoka ranga zawodów, czyli Puchar lub Mistrzostwa Polski, pula nagród lub jakiś element, który powoduje, że dana impreza jest unikatowa w skali kraju. Zazwyczaj chodzi o trasę, bo szczerze mówiąc rzadko spotykam zawodników, którzy łączą start ze zwiedzaniem. Jeśli już, to z kilkudniowym pobytem związanym z zaliczeniem okolicznych ścieżek/singletracków pasma górskiego lub kolejnego wyścigu.

    Stawiam, że większość userów konkretnych serii maratonów jest z nich zadowolona. Takie mamy czasy, że radosna amatorka w organizacji wyścigów rowerowych w większości przypadków minęła.

    Choć kalendarz 2017 do tego nie zachęca, może układając swój plan na najbliższy sezon warto wziąć pod uwagę wycieczkę w nieznane? Wybrać się na weekend w góry, posmakować jazdy w większym peletonie albo poznać miejsca, które były ?białymi plamami? na naszej mapie rowerowych wypadów? ?Generalka? to nie wszystko a i konfrontacja z zawodnikami w nieznanych koszulkach może być czymś rozwijającym.

  • Jedyny przewodnik po prezentach dla kolarza

    Jedyny przewodnik po prezentach dla kolarza

    Kolarz też człowiek. Spraw mu lub jej przyjemność i przygotuj idealny prezent, który da odrobinę radości. Zobacz, co Mikołaj, Aniołek czy inne Dzieciątko powinno przynieść zapalonemu rowerzyście w tym świątecznym czasie.

    najlepsze-prezenty

    T-shirt bez napisów

    Twój kolarz/kolarka na co dzień żyje w świecie logotypów. Wychodzi na trening, jest ?obrandowany? a to własnymi sponsorami a to swojej ulubionej grupy zawodowej. Jedzie na wyścig a tam w ramach gratisu dostaje ?pamiątkową koszulkę?. Ma ich już całą szafę, po kilku użyciach są tak sprane, że kończą jako szmaty do łańcucha. Rowerowe slogany towarzyszą mu/jej na każdym kroku. Zamiast dokładać następny kamyczek do tej, wątpliwej wartości, kolekcji, pokuś się o coś dyskretnego, wysokiej jakości, miłego w dotyku. Z ekologicznej bawełny, najlepiej uszyte u nas w kraju albo gdzieś nieopodal.

    Jeśli już musisz, rowerowa alternatywa jest oczywista: koszulka z rowerem, logo ulubionej firmy czy też napisem ?JESTEM KOLARZEM?. Uszyta przez małe dzieci w Bangladeszu.

    Współczesna literatura doceniona przez krytykę

    Jeśli ktoś cały rok się spieszy między pracą, szkołą, treningiem a zawodami, czyta głównie rowerowe portale, przegląda kolarskie zdjęcia a jeszcze niedawno dzień zaczynał od zestawu newsów w loverove, dobrym pomysłem będzie chwila oddechu. Z książką. O ludziach. W sensie, nie o kolarzach. Nie o sportowcach. Taką, w której można się zanurzyć na więcej niż kilka chwil. Wywiad z Andrzejem Stasiukiem? Zadie Smith lub Hanya Yanagihara? Zobacz, co jest wysoko na listach sprzedaży, ale nie jest poradnikiem, teen fantasy lub popem o wampirach. Kolarz też człowiek, często dość inteligentny. Doceń to!

    Koniecznie chcesz kupić coś rowerowego? Wybierz bezpiecznie: biografię Czesława Langa, Eddy?ego Merckxa lub Mai Włoszczowskiej albo coś w tym stylu. Po jednym przeczytaniu wyleci z Kindle?a

    Wizyta u golibrody. Albo inna przyjemność dla ciała

    Smar za paznokciami, siniaki, podrapane ręce? Cóż, może chociaż w ?czasie świątecznym? warto na moment od tego odejść. Chwila przyjemności należy się każdemu. Także kolarzowi. Jeśli to mężczyzna, zajmij mu kolejkę w jednym z tych modnych salonów, gdzie brodaci i wytatuowani ?barberzy? zabraniają wstępu ?lepszym połowom? swoich klientów. Już tydzień później będzie mógł przystrzyc swój zarost. Jeśli to kobieta, zapytaj jej koleżanek. I tak nie masz pojęcia o tych wszystkich, drogich i wyrafinowanych zabiegach, którym poddają się chadzające w garsonkach pracownice korporacji finansowych.

    A photo posted by @buttercuttermofo on

    Nadal chcesz w to brnąć? Zafunduj swojemu kolarzowi/kolarce badania wydolnościowe, bikefitting lub masaż.

    Gustowna filiżanka do kawy

    Mamy ten sam casus, co w przypadku ciuchów. Kolarze uwielbiają kawę, więc szansa sukcesu jest spora. Każdy chce być ?euro pro? i pić espresso z ładnej filiżanki. Dobra porcelana uznanej marki albo coś z rękodzieła sprawi sporo przyjemności. Do tego paczka wysokiej jakości ziaren z lokalnej palarni a jeśli masz większy budżet, aeropress, chemex lub włoska kawiarka. Prezent niemal idealny!

    Serio? No dobra, zawsze możesz kupić chiński kubas ?I <3 my bike?. I do tego słoik kawy rozpuszczalnej.

    Dobre jedzenie

    Takie, na które sam/a się nie zdecyduje. Ładnie podane, może być zdrowe, może być niezdrowe, co tam uważasz za stosowne. Pamiętaj tylko, żeby to nie był ani makaron ani owsianka. Bo ile można. Słowo na dziś: „comfort food”.

    https://www.instagram.com/p/BNJmpetj1w4/

    Wiaderko z białkiem, słoik witamin albo pudełko żeli energetycznych pod choinką nie będzie prezentować się zbyt dobrze, ale cóż. Tak też się da.

    Sylwester w kinie/teatrze

    Po pierwsze po takiej imprezie kolarz następnego dnia może iść na noworoczny trening. Nie zapije a sam ?event? skończy się koło pierwszej, maksymalnie drugiej w nocy. Po drugie, dostanie szansę spędzić wieczór w sposób, na który w ciągu sezonu nie ma czasu. Po trzecie wreszcie, będzie to miła odmiana od relacji z wyścigów, filmików Global Cycling Network i testów rowerów. Do tego na taką okazję warto się ubrać w coś innego niż tenisówki i dres. Same zalety!

    A jeśli wiesz, że kolarz/kolarka nie wysiedzi w miejscu tych kilku godzin, nie ma sponsora i chcesz mu/jej nieco ulżyć, zamiast biletu na ?trochę kultury? możesz się szarpnąć na wpisowe na maraton czy etapówkę.

  • Oczywiście, że jest zła pogoda na rower

    Oczywiście, że jest zła pogoda na rower

    Znane powiedzenia o tym, że nie ma złej pogody na rower, są tylko złe ubrania, ewentualnie że pogoda na rower jest tylko dobra lub bardzo dobra to bzdurka. Są takie dni, gdy rower lepiej zostawić w spokoju i zająć się czymś innym.

    Kolarze to twardziele, a nawet jeśli w głębi duszy nie, to i tak presja społeczna robi swoje. Zasada numer 9 z zestawu rozpowszechnianego przez Velominati wyraźnie wskazuje, że jazda w trudnych warunkach jest cnotą samą w sobie.

    Cóż, jak mówi inny, tym razem polski slogan ?Trening musi zostać odbyty?. Deszcz, mróz czy upał, nie ma co wymiękać, tylko zapierdalać jeździć.

    Przychodzi jednak taki dzień, gdy aura naprawdę staje się niekorzystna a wyjście na rower zwyczajnie traci sens. Jasne, nawet trening w wichurze czy przy trzaskającym mrozie może być w ten czy w inny sposób korzystny, budujący a przy odpowiednim podejściu nawet przyjemny. No dobra, nie przyjemny, ale koniec końców zostawiających pozytywne wspomnienia, nastrój i poprawiający morale.

    Mówię o sytuacji, gdy bilans zysków i strat robi się zwyczajnie niekorzystny a jazda staje się szkodliwa dla zdrowia lub zwyczajnie niebezpieczna. I nie mam tu na myśli kontrolowanego podejmowania ryzyka na ekstremalnych szlakach, tylko narażania się na wypadek w sytuacji, gdy bez uszczerbku na honorze można w tym samy czasie wykonać równie dobrą pracę, dobrze się bawić i nie narażać na kłopoty.

    Dla szosowca problematycznym tematem będzie np. gołoledź. Wtedy naprawdę lepiej zostawić szosówkę w domu i, jeśli ma się się taką możliwość, pojeździć rowerem górskim albo przełajowym w terenie.

    Czasem potrafi sypnąć śniegiem na tyle, że zarówno drogi jak i leśne ścieżki będą nieprzejezdne. Wtedy lepiej pobiegać, na nogach albo na nartach lub pójść na wycieczkę. Podobnie wygląda sprawa, gdy chwyci ponadprogramowo mocny mróz. Są temperatury, na które nie ma ubrań kolarskich, chyba, że myślimy co najwyżej o kilkudziesięciominutowej przejażdżce. Przy dużym mrozie trening przestaje mieć sens a jazda turystyczna zaczyna być zwyczajnie przykrym doświadczeniem.

    https://www.instagram.com/p/BAK66d1J_CQ/

    Jeśli uważacie, że użycie takiego zamiennika to zły pomysł, to weźcie przykład z najlepszych. Całe szczęście mamy social media a czołowi kolarze dzielą się z nami wrażeniami z treningów. Np. Maja Włoszczowska zamiast marznąć na rowerze poszła w góry i nie sądzę, by wyszła na tym źle. Wielu kolarzy zimą biega na nartach, chodzi na rakietach albo buduje wydolność na skiturach. Bardzo sensownie napisał o tym niedawno Robert Banach, którego linkowałem w jednym z wydań Loverove.

    A co, jeśli musisz wykonać ćwiczenie na wysokiej intensywności, jest połowa marca i nie ma przebacz, musisz wsiąść na rower? Przy marznącym deszczu, temperaturze ledwo tylko przekraczającej zero stopni, śliskiej szosie nie tylko nie wykonasz właściwie treningu, bo tętno nie osiągnie odpowiedniej wartości a i mocy nie rozwiniesz takiej jak trzeba, ale też nierozgrzane mięśnie będą bardziej podatne na kontuzję. Wtedy zostaje trenażer, z którym wcześniej czy później i tak trzeba będzie się przeprosić.

    https://www.instagram.com/p/BAjapyhEcqY/

    Najważniejsza kwestia to ta, że próg odporności na zimno, czy umiejętności techniczne umożliwiające jazdę w trudnych warunkach każdy ma inne. To sprawa mocno indywidualna, wiele zależy również od kontekstu.

    UCI wprowadzając swój ?Extreme Weather Protocol? nie ustaliła sztywnych reguł. Komisja decydująca o tym, czy wyścig należy skrócić, odwołać albo kontynuować zbiera się w sytuacji, gdy zdrowie i bezpieczeństwo kolarzy mogą być zagrożone a następnie, zależnie od rozwoju sytuacji ocenia co zrobić dalej.

    Zdrowy rozsądek i jakkolwiek refleksyjne podejście do sprawy to podstawa. Wychodzenie ze strefy komfortu by poprawić swoje wyniki to jedno, ale nie ma zbyt wiele wspólnego z  bezsensownym zgrywaniem twardziela na pokaz.

    ZOSTAŃ PATRONEM XOUTED

    O tym, co to jest Patronite, do czego służy i czemu właściwie proszę Was o wsparcie przeczytacie tutaj. A klikając w banner poniżej możecie zobaczyć mój profil i zrobić zrzutę na dobrą treść o kolarstwie:

  • Jak uzbroić rower na zimę?

    Jak uzbroić rower na zimę?

    Moja szosówka to uniwersalny rower treningowy. Nic wyrafinowanego. Pewnie podobną ma większość z Was. Gdy zbliża się zima uzbrajam ją tak, by bezpiecznie i bezproblemowo przejeździć kolejne miesiące.

    Pełne błotniki

    To absolutna podstawa. Bez względu na to, czy masz jeden rower, czy dodatkową treningówkę, która na stałe przystosowana jest do jazdy w trudniejszych warunkach. Pełne błotniki to suche stopy, suchy tyłek i czysta twarz kolegi, który jedzie za tobą. Do współczesnych szosówek dostępne są właściwie tylko dwie opcje: SKS Race Blade oraz Crud Racer. Od biedy można próbować montować klasyczne błotniki wymagające gwintowanych oczek w ramie, przy pomocy przejściówek, zipów czy srebrnej taśmy. Najłatwiej będą mieli właściciele rowerów mtb o kołach 26?. Z kołami 29? będzie trudniej.

    Tak czy inaczej, każde z tych rozwiązań ma głównie wady. Błotniki to irytujący dodatek do roweru, zawodny, zwiększający masę i opór aerodynamiczny, ale niezbędny. Kupując błotniki nie myśl o tym, że przepłacasz za kilka kawałków tworzywa, lecz o tym, że nabywasz suche stopy, nieprzeziębiony pęcherz i szansę na treningi w grupie.

    ZIMOWY
    Rower szosowy uzbrojony na zimę

    Zimowe opony

    Czyli nieco szersze, bardziej odporne na przebicie i zużycie oraz z nacięciami odprowadzającymi wodę. Jeśli przez cały sezon jeździsz na 23mm, załóż 25mm. Jeśli na 25mm, przerzuć się na 28mm (o ile zmieszczą się w twoim rowerze i będą współpracowały z błotnikami). Gdy jest mokro a na drogach zalega żwir i śmieci, o wiele łatwiej o defekt – niewielkie, ostre przedmioty wchodzą w oponę jak w masło.

    Wybierz więc modele przeznaczone do treningu a nie do ścigania, w jakiś sposób wzmocnione. Ultralekkie slicki zostaw sobie na lato. Kontroluj też stan opon – ewentualne nacięcia, powbijany w gumę żwir itp. mogą skrócić twój trening a nie ma nic gorszego niż zmienianie dętki na mrozie, będąc wcześniej solidnie rozgrzanym.

    Jeśli jeździsz ?góralem? po szosie, po prostu nie zakładaj na zimę najbardziej wytartych i zużytych opon z lata. Niemal dowolna, terenowa guma poradzi sobie w większości warunków pod warunkiem, że cokolwiek z niej zostało.

    Processed with VSCO with a5 preset
    Zimowe oponki na szosę

    Mocne koła

    Skoro już jesteśmy w tych okolicach, warto wspomnieć o całych kołach. Większość gotowych rowerów ma koła niższej klasy niż reszta osprzętu. Są mniej odchudzone, pochodzą z tańszych grup lub linii produktów. W przypadku szosówek to zazwyczaj pierwszy element, który bierzemy pod uwagę przy ewentualnym ?upgradzie?. Dzięki takiej zmianie nawet średniej klasy rower stanie się żwawszy a przyjemność z jazdy wzrośnie.

    Stare koła będą w sam raz na zimę. Popularne modele Mavica, Shimano czy Fulcrum są ciężkie, ale bardzo mocne, odporne na jazdę po dziurach, które zimą pojawiają się już po pierwszych przymrozkach. Problemem jest zużycie obręczy. Kupno oryginalnych jest skomplikowane i niezbyt opłacalne, dlatego najlepszym pomysłem są nie koła systemowe a klasyczne, złożone z oddzielnych komponentów, łatwe w serwisie i niedrogie w naprawie.

    Processed with VSCO with c1 preset
    Stare koła dobrze sprawdzą się zimą

    Oświetlenie

    Jeśli tak jak ja jeździsz rano, zaczynasz trening po ciemku. Jeśli po południu, niemal cały wykonujesz po zapadnięciu zmroku. Nawet będąc szczęściarzem, który może wyjść na rower w południe nie raz trafisz na dzień tak ponury i mglisty, że włączenie lampek będzie konieczne. Zrób miejsce na kierownicy, zamontuj uchwyty i sprawdzaj stan baterii. Zależnie od pory dnia, długości treningu i twoich potrzeb załatwisz sprawę albo za kilkadziesiąt albo za kilkaset złotych. Tak czy inaczej, pamiętaj o tym, żeby być widocznym.

    Bidon termiczny

    Możliwość wzięcia łyku ciepłego płynu po pół godziny mroźnej przejażdżki jest bezcenna. Szansa, by po dwóch godzinach nadal móc nawodnić organizm to być albo nie być, zarówno tego dnia jak i w kolejne. Choć ćwiczymy w niskich temperaturach, organizm nadal traci wodę i minerały. Niezamarzający napój to nieprzeziębione gardło i utrzymanie wydolności przez cały czas trwania treningu. Tańszy bidon-termos po prostu zabezpieczy izotonik przed zmianą w sorbet, droższy utrzyma przyjemne ciepło, o ile oczywiście wlejemy do niego płyn we właściwej temperaturze.

    Torebka podsiodłowa i pompka

    Z torebką na co dzień jeżdżą nawet zawodowcy, więc to żaden obciach. Po prostu nie kupuj takiej, do której zmieści się kilogram ziemniaków. Wystarczą dwie dętki, łyżki, scyzoryk z imbusami i skuwacz. Dzięki temu wcześniej czy później wrócisz z każdej przejażdżki. Pompkę przyczep pod koszykiem bidonu albo schowaj do kieszeni. Jednak im mniej rzeczy na plecach, tym lepsze działanie ?oddychających ciuchów?, więc torebkę warto wozić pod siodełkiem.

  • Dlaczego nie startuję w przełajach?

    Dlaczego nie startuję w przełajach?

    Mamy kolejny sezon CX. Wiele wyścigów organizowanych jest rzut beretem od mojego domu. A ja nie startuję.

    Z dekadę temu, gdy o cyclocrossie pamiętała ostatnia garstka zapaleńców spod Częstochowy, Zielonej Góry i może z Pomorza, widząc, co się dzieje ?zagranico? wprowadziłem tematykę przełajową do bikeWorld.pl. To była typowa, zimowa ?zapchajdziura?, wyniki i kilka słów o najważniejszych imprezach na świecie. W lokalnych mediach rowerowych byliśmy pierwsi. Teraz o przełajach obowiązkowo piszą wszyscy. Wyścigi błotniaków do pewnego stopnia stają się modne a rower przełajowy to dobry pomysł na narzędzie zimowych treningów. Mimo to od kilku lat na zawodach CX okazjonalnie pojawiam się tylko jako kibic.

      Pierwszy powód, dla którego omijam aktywne uczestnictwo to:

    Nie mam roweru

    Nawet, jeśli w kategoriach emeryckich dopuszczone jest startowanie na rowerze mtb (obowiązkowo na wąskich oponkach), to nie jest to samo. To tak, jakby w lipcu trenować góralem na szosie. Można, ale po co. Jasne, wyścig, to wyścig, liczy się wysiłek, rywalizacja i emocje. Tyle, że sporą częścią tej zabawy jest właśnie sprzęt. Szybka, sztywna, zwinna przełajówka dostarcza specyficznych wrażeń z jazdy. Nawet ?uprzełajowiony? góral nie zbliża się do odczuć, jakie daje rower cx. Owszem, koszty są tu pewnym ograniczeniem, z drugiej strony dla chcącego nic trudnego. Większym problemem niż cena nowej przełajówki jest ten:

    Gdzie trzymać to całe badziewie?

    https://instagram.com/p/9DvUBWA6Fk/ Mam dwa ?górale? i szosówkę. Moja szanowna małżonka tak samo. Pojemność dwupokojowego mieszkania jest ograniczona. Pasja pasją, ale wynajmowanie hangaru, by pomieścić sprzęt to lekka przesada. I tak większość salonu zajmują nam rzeczy rowerowe. Bo przecież sam rower to nie wszystko. Cenny jest także czas niezbędny na utrzymanie sprzętu w godnym stanie technicznym. Jakkolwiek przełaje nie byłyby fajne, priorytetem dla mnie jest jazda mtb. Latem. Z tym wiąże się kolejny element układanki, czyli:

    Potrzebuję odpoczynku

    Dwadzieścia startów od kwietnia do października mi wystarczyło. Może pod koniec nie czułem się jak trup, ale kilkanaście dni relaksu należy się każdemu. Owszem, przełaje są świetnym bodźcem treningowych, rozwijają fizycznie i technicznie, ale z drugiej strony tylko nieliczni zawodnicy są w stanie wytrzymywać ciągłą mobilizację przez cały rok. W październiku wolę jeździć na wycieczki i jeść słodycze a w listopadzie zacząć spokojnie ?wysiadywać? godziny na szosie niż wprowadzać się w stan koncentracji związanej ze startem w zawodach. Z drugiej strony? https://vimeo.com/35204081

    Przełaje wciąż kuszą

    Nawet, jeśli dyspozycja daleka jest od tej w sezonie, idea żwawego pomykania po polnych i leśnych drogach czy spotkania z kolegami na piaszczystej rundzie gdzieś na jurze jest kusząca. Pojawiające się wszędzie, ?zajawkowe? wideo z zawodów CX, klimatyczne zdjęcia przejażdżek w mglistym pejzażu i poradniki bunny hopów robią swoje. Przełaj to obecnie nie tylko sport, ale i sposób na przetrwanie jesieni i zimy. Pomysł na dostarczenie ekscytującej przyjemności w czasie, gdy za oknem szaro, buro a do wykonania są głównie jednostajne treningi i myśli o nowym sezonie. Z różnych pomysłów, które branża rowerowa wdrożyła w ostatnich latach, odkurzenie cyclocrossu jako sposobu na dodatkowy dochód producentów sprzętu był jednym z fajniejszych. Znając życie, gdy tylko ogarnę jakiś rower, wcześniej czy później dołożę do swojego kalendarza kilka wyścigów CX. Z salonu trzeba będzie wynieść stół i zmienić pralkę na jakiś model przemysłowy, by poradzić sobie z kolejnymi stertami ubłoconych ciuchów, ale cóż. ?Pasja nie wybiera? ;) Zdjęcie okładkowe: Sébastien Gasser, flickr CC BY ND 2.0

    TWOJA MARKA W XOUTED? ZOBACZ, JAK TO ZROBIĆ!

  • Top 5 pomysłów na offseason

    Top 5 pomysłów na offseason

    Przez ostatnich kilka miesięcy myślałeś/łaś tylko o wyścigach? XC, maratony, etapówki, szosa? Pora odpocząć. Zawodowcy w tym czasie jadą na wakacje w tradycyjnym tego stopnia znaczeniu. Amator większość urlopu wykorzystał by latem jeździć na rowerze. Jak zagospodarować najbliższych kilka tygodni?

    1. Nie rób nic

    Po prostu. Zrób sobie kilka dni wolnego. Zapomnij o rowerze, zjedz dobry obiad, idź na pączka, piwo i do kina. Odśwież zaniedbane w sezonie znajomości, albo po prostu wejdź pod koc z książką i herbatą. Odpoczynku potrzebuje nie tylko twoje ciało, ale i umysł.

    2. Jedź na wycieczkę

    No dobrze, ale ileż można nic nie robić. W terenie jest jeszcze sucho, boczne szosy nie są śliskie ani zabłocone. Poeksploruj, poszukaj, jedź w miejsca, gdzie cię jeszcze nie było. Znaleziska z jesiennych wycieczek wykorzystasz na treningach w nowym sezonie. A nawet jeśli nie, to zawsze po prostu spędzisz trochę czasu na rowerze zwyczajnie sobie kręcąc:)

    photo-1441716844725-09cedc13a4e7

    3. Idź w góry

    Piesze wycieczki, czy to w formie tradycyjnej czy też żwawszej, czyli marszobiegu to sama przyjemność. Tatry lub Beskidy o tej porze roku są piękne a nawet czas, gdy twoja dyspozycja jest nieco niższa nie powoduje, że zaplanowana trasa będzie męcząca. Miesiące spędzone na rowerze sprawią, że górski trekking będzie dla ciebie prawdziwą przyjemnością. Pamiętaj tylko, że dzień już jest krótki a nieco wyżej może być ślisko.

    4. Przygotuj sprzęt

    Jeśli bardzo za nim tęsknisz, zadbaj o swój sprzęt Zrób przegląd roweru startowego. Łożyska, linki, pancerze, klocki, amortyzacja – wszystko co trzeba, aby na wiosnę po prostu wytrzeć z kurzu i pojechać na wyścig. Treningówkę sprawdź i przystosuj do zimy: szersze opony, błotniki, gęstsza oliwka do łańcucha zapewnią komfort i bezpieczeństwo w nadchodzących miesiącach. Zrób wszystko tak, by gdy przyjdzie na to pora móc się skupić na jeździe a nie na walce ze sprzętem.

    cycling-659778_1280

    5. Przełaj to nowa czerń

    Ostatnio to najbardziej oklepana propozycja, ale cóż, musi się tu pojawić. Cyclocross to nowa-starta moda, która wróciła napędzana entuzjazmem Anglosasów i interesami firm rowerowych. Możesz potraktować przełaj jako odskocznię od nużących treningów na szosie, sposób na podtrzymanie dyspozycji albo nowe doświadczenie, które rozwinie cię jako kolarza. Jedyny problem to dodatkowy wydatek na sprzęt i jego utrzymanie.

    TWOJA MARKA NA BLOGU XOUTED?
    ZOBACZ, JAK TO ZROBIĆ!

  • Jakby co, to mam też konto na Instagramie

    Jakby co, to mam też konto na Instagramie

    Kilka miesięcy temu reaktywowałem mój instagram. To było dość proste – wystarczyło zmienić telefon na taki, który ma niezupełnie porysowany obiektyw. Cóż, wożenie komórki w kieszonce koszulki rowerowej jest mordercze dla elektroniki, jakkolwiek odporna w założeniu by nie była ;)

    Tak czy inaczej, instagramuję dość regularnie, zatem zapraszam do obserwowania mojego profilu https://instagram.com/xouted/. Widget z miniaturkami znajdziecie też w prawej kolumnie bloga :)

    Próbka tego, co tam znajdziecie:

    Widoczki z przejażdżek

    https://instagram.com/p/8U4jppEcj_/

    https://instagram.com/p/75tpVgkcnd/

    https://instagram.com/p/7m2G9pEcp5/

    Fotki z zawodów

    https://instagram.com/p/72V93akckc/

    https://instagram.com/p/6vIxfekcvM/

    https://instagram.com/p/56-2Qbkcr-/

    Zdjęcia z miasta, jestę nie tylko kolarzę, ale i commuterem

    https://instagram.com/p/6pBz9Xkckm/

    https://instagram.com/p/7cTbyOEcjM/

    https://instagram.com/p/5gsVjNEcr5/

    Obowiązkowe selfiaczki i zdjęcia kierownicy

    https://instagram.com/p/6mPyk9EchG/

    Aleberto, kolarskiego psa

    https://instagram.com/p/7Fgd4aEcrX/

    Żarcie (zazwyczaj z pracy)

    https://instagram.com/p/7sF5hHkcgz/

    I wiele innych, okołorowerowych klimatów

    https://instagram.com/p/70dYLBkckb/

    Wpadajcie :)

  • Kiedy kończy się sezon?

    Kiedy kończy się sezon?

    Czy pierwszy dzień jesieni to koniec sezonu kolarskiego? Kiedy kończy się pora na rower a zaczyna czas słodkiego lenistwa?

    Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, ilu zainteresowanych. Na przykład Alberto Contador zakończył swój sezon startowy zaraz po Tour de France. W ?baku? Hiszpana zostało na tyle niewiele paliwa, że dalsze starty nie miały już sensu.

    Mark Cavendish miał się ścigać w Richmond o koszulkę mistrza świata, ale kontuzja z Tour of Britain okazała się być na tyle poważna, że ten znakomity sprinter również postanowił poświęcić się regeneracji i choć jest nieco rozczarowany tym faktem, z pewnością nie cierpi tak jak Chris Froome, którego złamana stopa doprowadza do szaleństwa. Zwycięzca Tour de France chciałby jeszcze co nieco w tym sezonie pokręcić, ale wciąż nie może wsiąść na rower.

    Realnie rzecz ujmując, sezon zawodowców skończy się po Giro di Lombardia oraz Paryż-Tours. Kolarze MTB w zasadzie najważniejsze mają już za sobą na przełomie sierpnia i września – po mistrzostwach świata, ale wczesna jesień to dobra pora na zbieranie punktów do rankingu UCI.

    Do głosu dochodzą też przełajowcy. Najbliższe miesiące będą stały pod znakiem ścigania w błocie a już od stycznia na szosy powróci zawodowy peleton startując w Australii, Ameryce Południowej czy na Półwyspie Arabskim.

    W ostatnich latach branża rowerowa dba, by zainteresowanie kolarstwem trwało cały rok. Renesans przełajów, rowery typu fat bike przeznaczone do jazdy na śniegu, co raz większa promocja zgrupowań w ciepłych krajach. To wszystko powoduje, że sezon kolarski czy też rowerowy faktycznie trwa bez przerwy.

    Jasne, można zawsze mówić, że pogoda na rower jest dobra lub bardzo dobra, ale pomysł, by mimo wszystko różnicować aktywności w poszczególnych porach roku ma sens. Październik to idealna pora na niezobowiązujące wycieczki i wyścigi o bardziej towarzyskim charakterze. Przełaj może być ciekawym bodźcem i kolejną rowerową ?zajawką? a fat bike rozrywką motywującą do eksploracji terenu niedostępnego zimą na zwykłym sprzęcie.

    Najważniejsze jest jednak, by w tym wszystkim się nie zatracić. Każdy potrzebuje odpoczynku, zebrania sił i odzyskania energii. Bez względu na to, czy jest Contadorem czy początkującym maratończykiem stawiającym pierwsze kroki na leśnych ścieżkach.

    Miłej jesieni. Bawcie się dobrze!