Tag: zdrowie

  • Jakie znaczenie mają wybory dla rowerzystów i kolarzy?

    Jakie znaczenie mają wybory dla rowerzystów i kolarzy?

    Rozpoczynający się maraton kolejnych elekcji może znacząco wpłynąć na to gdzie, w jakich warunkach i jak bezpiecznie będziemy jeździć, startować i trenować.

    Sport, rekreacja, urbanistyka, ekologia, bezpieczeństwo ruchu drogowego. Na każdym z tych pól spierają się grupy interesów reprezentowane przez partie, komitety wyborcze czy indywidualnych kandydatów.

    Od jesieni 2018 do wiosny 2020 wybierzemy kolejno: samorządowców, parlamentarzystów europejskich, posłów i senatorów oraz prezydenta Polski.

    Rower zarówno jako element zrównoważonego transportu, forma rekreacji a kolarstwo jako sport masowy, wyczynowy i olimpijski są obecne w dyskursie prowadzonym w ramach kolejnych kampanii wyborczych.

    Jeśli wydaje Wam się, że to tylko kwestia obietnic związanych z budową kolejnych kilometrów ścieżek rowerowych, nic bardziej mylnego. Od rezultatów rozpoczynającego się maratonu wyborczego zależy nie tylko z jakiej infrastruktury będziemy korzystać dojeżdżając do pracy czy szkoły, ale też czy wystartujemy w lokalnych zawodach a także jakie finansowanie otrzyma kadra narodowa, czy szkółki, w których trenuje kolarska młodzież.

    Tematów okołorowerowych w kolejnych, politycznych starciach jest wiele.

    Wspomniane „ścieżki” czy też infrastruktura wiążą się z poprawą jakości życia w miastach: mniejszymi korkami, większym bezpieczeństwem, czystszym powietrzem. Jedni kandydaci wolą uśmiechać się do kierowców, inni są ewidentnie „eko-prorowerowi”, jeszcze inni pamiętają też o transporcie zbiorowym. W kampaniach samorządowych obietnice kolejnych kilometrów ścieżek padają często. Infrastruktura rowerowa to jednak nie tylko duże miasta i nie tylko funkcja komunikacyjna.

    Powstająca na niespotykaną do tej pory skalę sieć tras turystycznych np. na wałach rzecznych, infrastruktura sportowa czy sportowo-turystyczna (bike parki, kompleksy singletracków, pumptracki, tory bmx itd), to wszystko kosztuje grube miliony a decyzja o budowie może wiązać się z rozwojem nie tylko pojedynczej miejscowości ale wręcz całego regionu.

    Wizerunek miejsca dobrego do życia, rekreacji czy uprawiania sportu jest obecnie bezcenny a zyski z tak poczynionych inwestycji mogą procentować latami. Z punktu widzenia jednostki-rowerzysty to poprawa indywidualnego komfortu, z szerszej perspektywy to decyzja w 100% polityczna.

    W budżetach partycypacyjnych kolejnych gmin co roku sporo projektów dotyczy infrastruktury rekreacyjnej. Choć wszyscy narzekamy na permanentny brak czasu, właściwie każdy kawałek nowej ścieżki, czy to rowerowej, biegowej, rolkarskiej, siłownia na świeżym powietrzu, zrewitalizowany park czy jakikolwiek inny teren tego typu od razu zapełnia się mieszkańcami aktywnie spędzającymi wolne chwile.

    O tym, czy pieniądze samorządu: miejskie, gminne, powiatowe lub wojewódzkie zostaną wydane na poprawę jakości naszego życia czy np. kolejny pomnik możemy zdecydować właśnie przy urnie wyborczej.

    Podobnie ma się sprawa z klubami sportowymi oraz imprezami, czy to masowymi czy wyczynowymi. Udział samorządów w organizacji zawodów kolarskich: od poziomu World Touru (czyli Tour de Pologne) przez popularne serie maratonów po przysłowiowy „Puchar Wójta” jest ogromny. Organizatorzy komercyjni przywożą swoje wyścigi tam, gdzie dostają więcej, czy to w gotówce czy to w barterze. Z kolei wiele imprez wyczynowych bez udziału finansowego lub choćby życzliwości gmin zwyczajnie by się nie odbyła.

    Nie wolno też zapominać o samych zawodnikach i klubach. Tam dotacja, stypendium czy nagroda od lokalnych władz to często być albo nie być: szkółki, klubu a bywa, że i kariery dobrze zapowiadającego się sportowca.

    Z kolei „patronat honorowy” marszałka województwa, prezydenta czy ministra to nie tylko prestiż, ale też szansa na notkę w prasie, wspomnienie w radiu i możliwość pozyskania funduszy.

    Organizacja imprez to również  konieczność uzyskania pozwoleń w zarządach zieleni, nadleśnictwach, zarządach dróg oraz policji.

    Teoretycznie Służba Cywilna powinna być bezstronna, ale po każdych wyborach w urzędach decydujących nie tylko o finansowaniu, ale też o formalnej zgodzie na przeprowadzenie zawodów sportowych następuje rotacja.

    Idąc szczebel wyżej, Minister Sportu i Turystyki ma wpływ na to, która dyscyplina sportu będzie „strategicznie” dotowana z budżetu państwa a która jest skazana na łaskę sponsorów pozapaństwowych.

    Warto zwrócić uwagę, że wiele wydarzeń, klubów czy kadr narodowych jest finansowana nie tylko przez Ministerstwo Sportu, ale również przez spółki skarbu państwa, gdzie decyzje zapadają często bez względu na argumenty biznesowe.

    Kryzys w Polskim Związku Kolarskim, choć mocno związany z kwestiami personalnymi i starciami frakcji wewnątrz tej organizacji, miał również aspekt polityczny. Zaangażowanie Ministra Sportu, wycofanie się marki Orlen, finansowanie przez Polski Komitet Olimpijski. Krótko mówiąc czysta polityka i to na dość wysokim szczeblu.

    Schodząc nieco niżej, wracając znów na poziom doświadczeń indywidualnych i komfortu prywatnego życia, czym innym jak nie polityką są wpływy środowiska myśliwych i związane z tym np. problemy z spędzaniem czasu na terenach leśnych?

    To wszystko można sprawdzić: jakie decyzje w sprawie infrastruktury rowerowej: komunikacyjnej, rekreacyjnej czy sportowej podejmował wasz prezydent, burmistrz czy wójt, rada miasta czy gminy. Nad czym dyskutowano w sejmiku wojewódzkim, jak nad projektami zmian w prawie o ruchu drogowym głosowali posłowie, czy wojewodowie byli przychylni nowym projektom, z którym lobby bratał się minister sportu, środowiska, edukacji czy szkolnictwa wyższego.

    Wreszcie, z jakimi inicjatywami ustawodawczymi wyszła „głowa państwa” i jak kontrolowała np. zmiany w prawie o ruchu drogowym. Choć ostatnie kadencje przyzwyczaiły nas do pasywnej prezydentury, można sobie wyobrazić, że otoczony ekspertami prezydent inicjuje dyskusję o bezpieczeństwie pieszych i rowerzystów lub zaczyna aktywnie działać w tematyce zdrowia publicznego, choćby prowadząc kampanię ograniczania otyłości wśród młodzieży. Co więcej, przestrzeń dla siebie może w takich działaniach znaleźć także „pierwsza dama”, np. współpracując z organizacjami pozarządowymi.

    Oczywiście rower, sport i rekreacja to nie jedyne aspekty życia, na które wpływ ma wynik wyborów.

    Wysokość podatków, jakość świadczeń zdrowotnych, wizerunek kraju na arenie międzynarodowej czy bezpieczeństwo zapewne są wyżej na liście priorytetów.

    Ale cóż, to blog dla kolarzy, dla wielu z nas ten właśnie, „rowerowy” aspekt życia to spora część codzienności, dobrego samopoczucia i szeroko pojętego komfortu.

    Więc wybierajmy z głową :)

  • Jedz normalnie – chipsy z jarmużu

    Jedz normalnie – chipsy z jarmużu

    Jedz normalnie po raz kolejny niebezpiecznie skręca w stronę „hipster bullshit”. Jarmuż jest zdrowy, jarmuż jest modny, jest lokalny zatem wszyscy „eko-socjal-demo-tolerancyjni” jedzą jarmuż. W wersji, którą proponuję można go potraktować jako alternatywne „śmieciowe jedzenie” dla sportowca na wiecznej diecie.

    Chipsy to zło. Ale za to kuszą smakiem soli, tłuszczu i glutaminianu sodu. Jarmuż, jak już wiadomo, to samo dobro. W 100g znajdziesz raptem 30kcal, za to sporo witamin i wapnia. Jesienią jest na niego urodzaj, można więc, podążając za trendami, poeksperymentować z tym kuzynem kapusty i przyrządzić go w jakiejś nieoczywistej formie.

    jarmuz-chipsy (2 of 4)

    Za wielki pęczek zapłaciłem dwa złote. Liście trzeba uważnie opłukać – w strzępiatych krawędziach łatwo ukrywają się resztki ziemi i różne inne paprochy – a następnie solidnie strzepnąć i osuszyć. Grube łodygi wycinam a to, co pozostaje tnę na kawałki dogodnej wielkości, powiedzmy 4x4cm. Jeśli trafią się grubsze żyłki liścia, delikatnie ścinam ich twardsze części.

    jarmuz-chipsy (1 of 4)

    Piekarnik nagrzewam do ok. 200 stopni i włączam termoobieg. Na blachę wyłożoną papierem kładę liście tak, by równomiernie ją pokryły jedną warstwą. Nie ma się co przejmować i stresować. Kawałki jarmużu nie muszą być od siebie ani poodsuwane ani specjalnie mocno osuszone. I tak po pięciu – siedmiu minutach będą wypieczone na chrupiące chipsy.

    Przygotowanie właściwie w tym miejscu można skończyć. Tyle, że większość przepisów sugeruje, by przed upieczeniem jarmuż posypać przyprawami, solą i skropić oliwą. Próbowałem tego, ale ostatnio zrobiłem chipsy bez żadnych dodatków, za to zrobiłem do nich prosty sos, który całkiem dobrze z nimi zagrał.

    jarmuz-chipsy (3 of 4)

    Na rozgrzaną patelnię wlałem łyżkę oliwy, wsypałem łyżeczkę pieprzu cayenne, po dwie łyżki utartego selera i marchewki oraz pół ząbku czosnku. Wszystko zeszkliłem, dodałem zawartość puszki pomidorów i ok. 5 minut poddusiłem wszystko razem. Następnie przełożyłem do miseczki i zaatakowałem blenderem, by uzyskać jednolitą masę. Sos do chipsów był gotowy.

    jarmuz-chipsy (4 of 4)

    Tak naprawdę nie rozumiem popularności jarmużu. Może i jest zdrowy, ale tak czy inaczej trąca kiepsko zrobioną kapustą. Jarmużowe chipsy dają radę pod warunkiem, że zaoferujemy do nich coś o intensywnym i ciekawym smaku. Stąd też propozycja akceptowalnego pod względem składu sosu. Zatem werdykt jest prosty: fajne danie na imprezę, jeśli zależy Ci na ograniczeniu kalorii i pewnej dozie lansu. Jeśli masz to w nosie, kup normalne chipsy. Goście będą równie zadowoleni a Ty się nie napracujesz ;)

  • Jedz normalnie – pesto z rukoli

    Jedz normalnie – pesto z rukoli

    Jeszcze przez jakieś 1,5 miesiąca będę miał regularny dostęp do świeżej rukoli. Najchętniej zjadam ją w postaci zbliżonej do pesto. Cenię sobie nie tylko smak, ale i fakt, że mam kontrolę nad tym, z czego jest zrobione.

    Rukola to kolejny element kuchni, który od dłuższego czasu cieszy się wyjątkową popularnością. W większości knajp podają ją niemal do wszystkiego. Niewielkie listki są bardzo aromatyczne, zaostrzają smak sałatek i ładnie dekorują. W związku z tym, na przekór wszystkiemu należy ją zmielić i przyprawić.

    pesto-z-rukoli (1 of 5)

    Zioła i sałaty kupuję regularnie u miłego pana na krakowskim Placu na Stawach. Nie są zbyt piękne, ale za to możliwie naturalne a przy tym wybór jest ogromny. Używam zarówno klasycznej rukoli (Eruca vesicaria) jak i kilku jej odmian. Na potrzeby porcji pesto kupuję dwa pęczki.

    Obcinam grubsze łodyżki a następnie liście dokładnie płuczę. Skoro są ?eko?, można albo wierzyć, że jest na nich nieco ziemi i ekhm, nawozu, bo tak są uprawiane, albo założyć, że po transporcie z chińskiej fabryki zostały oprószone mieszanką gleby w celu wkręcenia naiwnego klienta. Tak czy inaczej, lepiej, żeby nic nie chrzęściło między zębami.

    pesto-z-rukoli (2 of 5)

    Gdy rukola będzie sobie obciekała z wody, biorę po dwie łyżki: pestek słonecznika (łuskanych przez sikorki), dyni (obieranych przez zające) oraz niesolonych, ekologicznych orzeszków ziemnych (rozłupywanych przez uwolnione z cyrku, emerytowane słonice). Prażę kilka chwil na suchej patelni. Gdy się zarumienią, mają zdecydowanie więcej smaku.

    pesto-z-rukoli (3 of 5)

    Liście rukoli drobno siekam i przekładam do wysokiego naczynia. Siekam również orzeszki i pestki, by nie zniszczyć do reszty kupionego w dyskoncie, chińskiego blendera. Mniejsze części będzie zdecydowanie łatwiej pociąć. Dodaję rozgnieciony ząbek czosnku, łyżeczkę pieprzu cayenne i łyżeczkę soli. Na koniec najważniejsze, czyli dobra oliwa. Trzy łyżki stołowe powinny wystarczyć. Od jej jakości i aromatu w dużej mierze będzie zależeć smak naszej pasty. Wszystko razem tnę przez kilka minut do uzsykania niemal jednolitej masy. Przekładam do miseczki i odstawiam na chwilę do lodówki, by smak się ułożył.

    pesto-z-rukoli (4 of 5)

    Tak przygotowane pesto idealnie nadaje się jako smarowidło do grzanek, można też oczywiście użyć go klasycznie do makaronu lub np. nadzienie roladek z kurczaka. Ponieważ i tak jest z nim trochę roboty, preferuję jedzenie świeżego, właśnie z grzanką.

    pesto-z-rukoli (5 of 5)

    Z takich proporcji dostajemy mniej więcej tyle pesto, ile mieści się w gotowym słoiczku (ok. 200g). Jest tak samo kaloryczne (ok. 730kcal, 28g białek, 57g tłuszczy i 27g węglowodanów – ile sobie nałożysz na kanapkę, to twoje), natomiast nie ma w sobie całej masy syfu w postaci konserwantów i wzmacniaczy smaku.

  • Jedz normalnie – zapieczona polenta

    Jedz normalnie – zapieczona polenta

    Polenta to typowe „biedajedzenie”, znane w wielu krajach świata pod różnymi nazwami. W bliższych nam okolicach zwie się mamałygą. Papka z kaszy kukurydzianej poza tym, że jest pożywna, łatwo przyjmuje wiele smaków, co daje sporo możliwości.

    Kolejna zaleta to brak zawartości glutenu, ostatnimi czasy sprawa coraz bardziej istotna. Jedyna wada to czasochłonność. To typowe dla prostych, tanich a równocześnie wartościowych potraw.

    By zrobić zapiekaną polentę, która podana wygląda jak ciasteczko potrzebne będą:

    – Szklanka kaszy kukurydzianej
    – Kilka łyżek jogurtu
    – Pomidor
    – Niewielka cukinia

    polenta (1 of 3)

    Do gotującej się, osolonej wody (1 3/4l) wsypuję kaszkę i zaczynam mieszać. Mieszam często, bo żółta drobnica chętnie przywiera do garnka, ale przy odrobinie uwagi na szczęście nie jest łatwo ją przypalić. Proporcja 1 3/4l na szklankę kaszki jest w sam raz do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Mieszam i gotuję przez około pół godziny. W tym czasie płyn zostanie wchłonięty i uzyskam gęstą, choć nie rozgotowaną masę.

    Tak przygotowaną mamałygę przelewam do naczynia żaroodpornego, które wykładam papierem do pieczenia.

    W międzyczasie kroję niewielką cukinię w cienkie plasterki i podpiekam na patelni grillowej.

    Na polentę nakładam kilka kleksów jogurtu naturalnego, następnie układam na nich cukinię oraz pokrojonego w 1/8 pomidora. Zapiekam w temperaturze 200°C, dzięki czemu pomidor nabierze charakterystycznego, słodko-kwaśnego smaku a z mamałygi odparuje reszta płynu. Gotową, przestudzoną polentę łatwo jest kroić w kwadratowe kawałki a użycie papieru do pieczenia chroni przed koniecznością oskrobywania naczynia :). Przed podaniem dekoruję listkiem bazylii, delikatnie solę i posypuję odrobiną świeżo zmielonego pieprzu.

    polenta (2 of 3)

    Pieczona polenta smakuje i na ciepło i na zimno, można ją łatwo zabrać do pracy na „lunch” czy drugie śniadanie. Do tego ma stosunkowo niewiele kalorii (szklanka, z której po ugotowaniu otrzymujemy 8 kawałków ma ok. 580kcal, 14g białek, 3h tłuszczy i 123g węglowodanów) i jest niezłym „wypełniaczem”.

     

  • Jedz normalnie – krwista botwinka

    Jedz normalnie – krwista botwinka

    Jeszcze przez parę dni młode buraki będą pyszne, słodkie i chrupiące. Nie pozostaje więc nic innego, niż spożywać je w dużych ilościach. Są smaczne, a do tego dobrze robią na krew. Zwłaszcza, jeśli zostaną zjedzone na surowo.

    Aby wydobyć z botwinki  wszystko, co najsmaczniejsze, przyda się dodatek dobrego sera. W tym wypadku jest to świeży bundz i oscypek, myślę, że dobrze sprawdzi się inny, aromatyczny i możliwie naturalny. Któryś z korycińskich także powinien dać radę.

    Młode buraki delikatnie obieram i kroję w jak najcieńsze plasterki. Im ostrzejszy nóż, tym lepszy będzie efekt. Układam na talerzu, pomiędzy dając równie cienkie plasterki sera (nie za wiele, ma być do smaku a nie o smaku sera). Posypuję sporą ilością posiekanego, świeżego koperku, oraz kilkoma liśćmi fioletowej bazylii. Skrapiam oliwą, octem balsamicznym i grubo mielę kilka ziarenek kolorowego pieprzu. Na koniec daję szczyptę soli. Całość zostawiam na godzinkę w lodówce, aby smak się nieco ułożył.

    krwista-botwinka (3 of 3)

    Takie drugie śniadanie można by pretensjonalnie nazwać ?carpaccio z młodych buraków w towarzystwie owczego sera pod chmurką z koperku? ;-), ale tego nie zrobię, bo i po co. W zamian za to życzę smacznego. Buraki są fajne!

    „Nutrition facts”: 100g surowego buraka to 38kcal, ~10g węglowodanów, niecałe 2g białek i 2g błonnika. 30g owczego sera to ok. 120kcal, 9g białek i 9g tłuszczy. Łyżka oliwy daje ok. 85kcal i 9g tłuszczy. Koperek i bazylia są głównie do smaku i dla ozdoby.

  • Jedz normalnie – wiosenna frittata

    Jedz normalnie – wiosenna frittata

    Nie wiem, czy dostępna zielenina jest nadal całkiem chemiczna, ale trudno, nie mogłem się powstrzymać. Świeży szpinak i cukinia wylądowały w śniadaniowej frittacie.

    Dzisiejsza propozycja to jeden z pomysłów na to, jak jeść jajka, by się nie znudziły. Frittata to rodzaj omletu, powoli pieczonego na wolnym ogniu, wzbogaconego o – najchętniej sezonowe – dodatki. Pewnie pojawi się tu w jeszcze kilku wersjach, ale zacząć trzeba od możliwie klasycznej.

    Udało mi się kupić naprawdę wielki pęczek szpinaku. Na tyle duży, że podzieliłem go na dwie porcje. Dokładnie opłukane liście pociąłem na nieco mniejsze kawałki. Małą cukinię przekroiłem wzdłuż i zrobiłem półtalarki. Do tego krążki szalotki do smaku. Wszystko wrzucam na patelnię z rozgrzaną oliwą, dodaję odrobinę czegoś ostrego i szklę.

    wiosenna-frittata (3 of 3)

    Cztery jajka dokładnie miksuję ze szczyptą soli i gałki muszkatołowej, może być również kilka ziarenek świeżo zmielonego, kolorowego pieprzu. Staram się wykazać cierpliwością, żeby masa była dobrze napowietrzona.

    Zmniejszam ogień pod zieleniną na patelni i zalewam jajkami. I czekam. Ogień powinien być naprawdę niewielki. Nie powinno się przypalić a równocześnie całość powinna się ładnie ściąć. Aby ułatwić sprawę, patelnię przykrywam. To nie jest zachowanie zgodne z kanonami, ale bardzo upraszcza cały proces. W zasadzie frittatę powinno się obrócić na drugą stronę, ale dzięki przykryciu ładnie się zapieka także od góry.

    Gotowy jajeczno-warzywny placek można pokroić w trójkąty, prezentuje się wtedy bardzo ładnie. Jednak zazwyczaj dzielę go na pół. Wtedy każda z dwóch osób dostaje po dwa jajka i trochę jarzyn. W sam raz na śniadanie :)

  • Jedz normalnie – indyk ze szpinakiem w cieście drożdżowym

    Jedz normalnie – indyk ze szpinakiem w cieście drożdżowym

    Drób to popularne wśród sportowców źródło białka. Jest łatwy w obróbce i niedrogi. Co prawda ten, który większość z nas kupuje pochodzi z przemysłowej produkcji, ale na to niewiele da się poradzić. Filet z indyka można podawać na tysiąc sposobów, najczęściej kolarze jedzą go z ryżem. Proponuję coś innego, wygodnego w formie do zabrania np. jako posiłek do pracy.

    Mięso wypłukałem, osuszyłem, oczyściłem i pokroiłem w cienkie plastry. Wrzuciłem na patelnię, chwilkę podsmażyłem, dodałem marchewkę i ząbek czosnku. Podlałem wodą i zacząłem dusić.

    zapiekanka-z-indyka (1 of 1)

    Wraz z wiosną pojawił się świeży szpinak. Jeszcze spod folii, ale zdecydowanie bardziej jadalny niż ten sprzedawany zimą. Udało mi się dostać pokaźnych rozmiarów pęczek. Dodałem go więc do duszącego się mięsa z marchewką, doprawiłem pieprzem cayenne i kolendrą. Po kilkunastu minutach odrobinę posoliłem. Całość obróbki trwała około pół godziny.

    zapiekanka-z-indyka (1 of 1)-2

    W międzyczasie przygotowałem ciasto drożdżowe, tym razem najprostsze jak się da. Drożdże posypałem szczyptą cukru, zalałem ciepłym mlekiem, odstawiłem na chwilę i wyrobiłem z mąką. Zostawiłem na ok. 1,5h by wyrosło.

    Następnie podzieliłem na dwie części w proporcji 1:3, każdą z nich cienko rozwałkowałem na okrągły placek. Większym wyłożyłem formę do tarty, wyciągając ciasto na brzegi. Nałożyłem mięsno-jarzynowy farsz i przykryłem drugim, mniejszym plackiem, zlepiając oba ze sobą.

    Włożyłem do nagrzanego na 200 stopni piekarnika, po pół godziny zapiekanka była gotowa.

    zapiekanka-z-indyka (1 of 1)-3

    Ciasto:

    ? paczki drożdży
    dwie szklanki mąki
    ? szklanki mleka
    odrobina soli

    Do Środka:

    ok. 500g fileta z indyka
    wiązka szpinaku
    marchewka
    ząbek czosnku
    pieprz cayenne
    świeżo zmielona kolendra

    Z formy do tarty wychodzi sześć sporych kawałków. Jeden jest wystarczający na bardzo solidne drugie śniadanie lub ?lunch?. Dwa to obiad. Można jeść na zimno lub powtórnie podpieczone.

    W dwóch kawałkach znajdziesz ok: 600kcal, 45g białka, 11g tłuszczy, 72g węglowodanów.

  • Jedz normalnie – posiłki regeneracyjne

    Jedz normalnie – posiłki regeneracyjne

    To ten czas. Przechodzimy z biernego kibicowania kolarzom na czynne starty w zawodach. Po wyścigu dobrze jest coś zjeść. Najlepiej, aby było pożywne, zdrowe i niesłodkie. Żele, batony i węglowodany w płynie przyjmowane w trakcie jazdy powodują, że sama myśl o cukrze powoduje nieprzyjemną reakcję organizmu.

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – klasyczna kiełbaska, przynajmniej ładnie wypieczona

    Nie wiem, co będę jadł po wyścigach w tym roku. Pewnie nie raz i nie dwa skuszę się na rarytasy, które organizatorzy przygotowali dla zawodników. Taki gest dobrej woli w rewanżu za przybycie i opłatę startową. W ciągu ponad dwudziestu lat przygody z mtb, na palcach jednej ręki mogę wymienić posiłki regeneracyjne, które miały sens.

    Ugotowanie i przechowanie przez kilka godzin makaronu, by nie stał się rozgotowaną breją nie jest proste. Podobnie jak zrobienie sosu, który składa się z czegoś innego niż parówek i rozwodnionego koncentratu pomidorowego. Zamiast skomplikowanych w obróbce i – jak się okazuje – kosztownych dań, dostajemy często bigos, grochówkę lub pieczoną kiełbasę. Zazwyczaj jest to tłuste i średnio jadalne.

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – żurek, tłusty, z jajkiem (tyle dobrze) i podejrzaną wędliną

    Czasem bywa, że organizator się postara i posiłek jest smaczny, ba, nawet wygląda zachęcająco. Mimo to i tak daleko mu do wymogów jedzenia, które powinno się przyswoić po intensywnym i długotrwałym wysiłku.

    Rozgrzeszenie należy się lokalnym społecznikom, którzy robią wyścigi z niewielkim budżetem, a ich celem nie jest komercyjny zysk. Co ciekawe, często to oni wypadają lepiej na tle firm żyjących z imprez masowych. Przynajmniej się starają.

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb, makaron zaskakująco mało rozgotowany, z mielonym mięsem, ale nie mogło zabraknąć parówki!
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb, makaron zaskakująco mało rozgotowany, ale za to z sosem na bazie mielonki i parówek

    Kłopot mają nie tylko ?normalsi?, ale też wegetarianie. Bywa, że pozostaje im zjedzenie suchej bułki z musztardą. Często spotykają się z kompletnym niezrozumieniem swoich potrzeb a swoistym hitem stało się stwierdzenie ?może pan to zjeść, w tym klopsie nie ma za wiele mięsa?.

    Realnie rzecz ujmując i patrząc na serwowane posiłku, pomysł na bycie ?wege?, może być po prostu bezpieczniejszy dla żołądka.

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb - żurek, wersja oszczędnościowa
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – żurek, wersja oszczędnościowa

    Innym tematem są wyścigi etapowe. Wspomnienia wiążą się z poczuciem, że o mnie zadbano. Wszak procent tych, którzy dojadą do mety kolejnego dnia wpływa na zadowolenie klientów. Usatysfakcjonowani i syci wrócą za rok, głodni i z sensacjami – nie. Dobre wyżywienie na etapówce jest więc istotne i z tego co sam pamiętam sprzed lat, jak i wiem z bardziej aktualnych relacji, jest nieźle.

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – Słowacy mają gest: do wyboru bryndzowe haluszki lub gulasz, Kofola, Piwo lub Piwo bez alkoholu

    Problem z posiłkiem przed i postartowym jest wbrew pozorom spory. Gdyby kłopotliwy był sam dobór dań w menu, można by na sprawę przymknąć oko. Nie słyszałem co prawda, by ktoś się zatruł makaronową breją serwowaną ?na bloczek? po zawodach, ale już z jedzeniem w drodze do domu bywa różnie. Stąd też częstym widokiem są samochody z rowerami mającymi nieodpięte jeszcze numery startowe, zaparkowane rzędem przed przydrożnym McDonaldsem.

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb

    Ten tekst powstał już jakiś czas temu, niektórzy organizatorzy poprawili swój standard, inni, choć może się to wydać trudne, temat odpuścili jeszcze bardziej. Poniżej znajdziecie jeszcze kilka zdjęć „powyścigowej paszy”. Jeśli macie swoje obrazki, wrzućcie w komentarzach :)

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb - ten bigos był smaczny a w składzie miał sporo niezłej jakości mięsa
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – ten bigos był smaczny a w składzie miał sporo niezłej jakości mięsa
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – „lekkostrawna” fasolka po bretońsku, uszlachetniona, a jakże, parówkami

     

    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb
    Posiłek regeneracyjny po zawodach mtb – kolejna wersja bigosu

     

  • Jedz normalnie – skoro Belgia, to frytki

    Jedz normalnie – skoro Belgia, to frytki

    Nieustająco zachęcam do oglądania brukowanych klasyków, wczoraj zaproponowałem, by samemu pojeździć po kocich łbach. Aby w pełni wpisać się w klimat wyścigów w Niderlandach, niezbędne są też frytki!

    To narodowa potrawa w Belgii, Holandii czy północnej Francji. Podawane z różnymi sosami, smażone w głębokim tłuszczu, krojone w słupki ziemniaki są pyszne. Z drugiej strony to śmierć i zło (no dobrze, jeśli zjesz je od czasu do czasu zapewne nic się nie stanie).

    Postanowiłem więc nieco ucywilizować frytki i choć efekt końcowy różni się od oryginału, wydaje mi się, że to całkiem sensowna propozycja.

    frytki (1 of 3)

    Na solidną porcję dla dwóch osób użyłem:

    Po trzy sztuki:
    Ziemniaków
    Pietruszki
    Marchewki
    Buraków

    Trochę oleju
    Tymianek
    Pieprz

    frytki (2 of 3)

    Jarzyny obrałem i pokroiłem w słupki. Wszystkie poza burakami przełożyłem do miski, zalałem porcją oleju (ok. 3 łyżek), solidnie posypałem tymiankiem i wymieszałem. Z burakami zrobiłem podobnie (zamiast tymianku użyłem świeżo zmielonego pieprzu) a ponieważ farbują, włożyłem je do osobnego naczynia. Wszystko włożyłem do lodówki i poszedłem na rower. W tym czasie jarzyny przejęły nieco smaku przypraw.

    Następnie piekarnik nagrzałem do 200 stopni i upiekłem moje ?frytki?. Doprowadzenie ich do stanu chrupiącego zajęło nieco ponad pół godziny.

    Do frytek, poza solą, wskazany jest jakiś sos. Zrobiłem dwa. Jeden bardzo prostu, drugi nieco mniej, ale oba robi się łącznie w 10 minut.

    Jasny składa się z:
    Połowy jogurtu naturalnego
    Dwóch łyżek musztardy
    Pieprzu
    Posiekanego czosnku (spory ząbek lub dwa mniejsze)

    Składniki mieszam w blenderze i zostawiam na chwilę, by smak się ułożył

    Pomarańczowy sos, zamiast ketchupu, robię z:
    Kawałka startej marchewki
    Połowy posiekanej szalotki
    Mieszanki suszonych pomidorów, czosnku i bazylii,

    które to razem szklę na oliwie a następnie dodaję do nich pomidory z puszki. Doprawiam szczyptą pieprzu cayenne i chwilę duszę. Odstawiam z ognia, przekładam do kubka blendera i miksuję na gładki sos a następnie zagotuję jeszcze chwilę, by nieco odparował i zgęstniał.

    frytki (3 of 3)

    Jarzynowe ?frytki? z domowym sosem są przede wszystkim mniej tłuste i mniej przetworzone od gotowych odpowiedników, smażonych w tradycyjny sposób. Fakt, przygotowanie zajmuje nieco czasu (zwłaszcza pieczenie) i pochłania więcej energii, ale efekt jest więcej niż satysfakcjonujacy.