Tag: Polskie Kolarstwo

  • Bartek Wawak: gdy stajesz na starcie, jedyne, co masz zrobić, to walczyć jak gladiator.

    Bartek Wawak: gdy stajesz na starcie, jedyne, co masz zrobić, to walczyć jak gladiator.

    Czy żeby zostać mistrzem Polski trzeba wyjeżdżać na zgrupowania w ciepłe kraje? Ile godzin należy wysiedzieć na szosie, by skutecznie rywalizować w cross country? Jak to jest ścigać się w Pucharze Świata XCO? Bartek Wawak opowiada o życiu profesjonalnego kolarza górskiego.

    Choć nie pojechał na Igrzyska do Rio, sezon 2016 zakończył z kilkoma cennymi sukcesami na koncie. W swoim pierwszym sezonie jako zawodnik elity zdobył mistrzostwo kraju, pierwszy raz zajął też miejsce w top30 Pucharu Świata XCO seniorów.

    Reprezentuje Kross Racing Team, jedną z nielicznych grup z licencją UCI Elite MTB Team. Choć pochodzi z Beskidów, na co dzień mieszka i trenuje w Krakowie, dzięki czemu udało nam się spotkać w styczniowe, poniedziałkowe popołudnie.

    Marek Tyniec: Poniedziałki masz wolne?
    Bartek Wawak: Raczej nie, dzisiaj musiałem sobie tak ustalić dzień, żeby się z tobą zdążyć spotkać. Musiałem jeszcze pojechać z kotem do weterynarza.

    MT: A zazwyczaj?
    BW: To różnie. Wszystko zależy od tego, jak wypadają treningi.

    MT: Czyli ile godzin dziennie jesteś w pracy? Wliczając w to, że np. teraz też właściwie jesteś w pracy.
    BW: To zależy, ale najczęściej tak około czterech godzin jeżdżę na rowerze. W tym momencie to jest w sam raz.

    MT: A jak ogarniasz całą resztę? Czyli jedzenie, serwis? Wasza grupa to grupa zawodowa, ale każdy mieszka i pracuje gdzie indziej, zatem musisz to sobie zorganizować sam…
    BW: Moja narzeczona nie przepada za mięsem, więc muszę się trochę do niej dostosować. Staramy się wszystko tak zrobić, żeby posiłki były odpowiednio wartościowe, wzbogacone o witaminy i minerały.

    MT: Jesteście wege?
    BW: Nie, rybka jest.

    MT: Pytam, bo właściwie, jakby się zastanowić, to jedzenie też jest twoją pracą…
    BW: No ale, jakbyś tak wyliczał, to mógłbyś powiedzieć, że dojście do pracy też jest twoją pracą

    MT: Trochę tak
    BW: Ale nikt ci za to nie płaci a mi za jedzenie.

    MT: Zgadza się, ale np. utrzymanie masy ciała wchodzi w zakres twoich obowiązków
    BW: Wiesz co, wydaje mi się, że to bardziej działa na szosie. Jednak oni muszą bardziej trzymać wagę na jakimś, określonym poziomie. W mtb to też jest ważne, ale nie aż tak.

    MT: A jak sobie radzisz z serwisem? Robisz sam, czy korzystasz z czyjejś pomocy?
    BW: Mam to szczęście, że Hubert Grzebinoga jest w Krakowie, więc on mnie trochę w tym wyręcza.

    MT: To ile masz rowerów w domu?
    BW: Aktualnie? Trzy. Teraz tylko te do treningu: jeden enduro, szosa i góral, sztywny.

    MT: Któryś jest z błotnikami?
    BW: No oczywiście, każdy!

    MT: Pytam o takie rzeczy, bo was, kolarzy zawodowych, profesjonalnych czy jakby tego nie nazywać jest zaledwie kilku, łącznie szosowych i górskich.
    BW: To zależy, kogo chcesz tak nazwać, czy tego, kto w ten sposób pracuje, czy hobbystę-pasjonata?

    MT: Jakby tego nie liczyć i nazywać, to jest bardzo niewielka grupa zawodowa. Może kilkadziesiąt osób w sumie.
    BW: Jeśli tak na to patrzeć, to się zgadza. Generalnie kolarz w Polsce nie ma lekko. Jednak, nawet jeśli nie weźmiesz pod uwagę tych posiłków, których nie będę liczył, czasu na kolarstwo poświęcasz sporo. Musisz sobie zaplanować cały dzień, bo tyle to wszystko zajmuje. A jeszcze teraz, zimą, nie wyjedziesz na rower o dowolnej porze. Akurat jestem jednym z tych zawodników, którzy zimą zostają w kraju…

    MT: ?no właśnie, dlaczego?
    BW: Bo mam wszystko pod ręką. Nie potrzebuję nigdzie jechać. Gdy już gdzieś jadę, muszę szukać tracków, żeby zaplanować te kilka dni trenowania. A tak to, jak jestem na miejscu, wiem, gdzie co mam, w każdej chwili mogę coś załatwić, jeśli jest taka potrzeba. Jest to dla mnie mniejszym obciążeniem.

    MT: Miejsce, które sobie wybrałeś do życia i do trenowania jest dość nietypowe. Mimo wszystko kolarstwo górskie nie kojarzy się z milionowymi aglomeracjami.
    BW: Kraków nie jest złym miejscem dla kolarza górskiego, choćby ze względu na to, że mamy Lasek Wolski. Jest tu jeszcze parę miejsc w okolicy, gdzie mieszka kilku dobrych kolarzy, chociażby Sławek Łukasik. Downhillowiec w mieście to może trochę zabawne, ale jak widać się da i to całkiem dobrze.

    MT: A co z powietrzem i smogiem?
    BW: Wszędzie jest takie samo. Jakbym mieszkał tam, skąd pochodzę (Bielsko, przyp. MT), to mógłbym mieć nawet trochę gorsze warunki pod tym względem. Ale tak naprawdę mieszkam na obrzeżach Krakowa, więc gdy wyjeżdżam na trening, to nie jestem za długo w mieście z tym powietrzem.

    MT: Możesz powiedzieć, kto jest twoim trenerem?
    BW: Na szosie może tego tak nie widać, odnośnie metod treningowych, ale w mtb, jeśli chcesz robić progres, musisz cały czas coś zmieniać, szukać nowych rozwiązań. Intensywność treningów i samych wyścigów jest zupełnie inna. Więc odpowiadając na pytanie, trenuję siebie sam.

    MT: To stąd się bierze twoja przewaga? Że cały czas coś zmieniasz? Bo dość dawno nie było takiej sytuacji, żebyś w Polsce z kimś przegrał.
    BW: Nie wiem, czy to jest moja przewaga. Podchodzę do tego w ten sposób, że mam kontrolę nad tym, co robię. Nie do końca uznaję to, że trener, który mi pisze plany treningowe, będzie wiedział, jak się w danym momencie czuję i czy te treningi naprawdę na mnie działają. To w sumie przerabiałem jeszcze z Markiem Galińskim, sam mi to mówił, że nie każdy trening może dawać progres. Każdy jest inny. Ja się na pewno w ten sposób lepiej czuję.

    MT: Wspomniałeś Marka Galińskiego. Pracowaliście razem zaraz na początku twojej kariery…
    BW: ?zanim to się stało, jeździłem w Sokole Kęty, to był mój pierwszy klub i tam trenerem był Piotr Karkoszka, a potem wskoczyłem od razu do Marka. I to były 3-4 lata takiej ścisłej współpracy. A teraz zawsze znajduję jakieś nowe informacje, które przekładają się na efekty.

    MT: W bardzo młodym wieku trafiłeś najpierw do jednej, potem do drugiej grupy zawodowej. Teraz masz wciąż niewiele, bo rocznikowo 24 lata. Myślisz, że mógłbyś być kimś innym, niż kolarzem?
    BW: Nie wiem, na pewno chciałbym być przedsiębiorcą. To jest mój drugi cel w życiu, nie tylko kolarstwo. Ciężko mi teraz powiedzieć, na pewno chciałbym skończyć studia. Jest wiele osób, które to robi, łącząc sport z uczelnią, ale nie do końca jestem do tego przekonany. Jednak nie poświęcasz w 100% uwagi jednej rzeczy. Jej dzielenie jest dla mnie pewnym utrudnieniem. Dla innych tak jest lepiej, np. gdy sobie nie radzą ze stresem, mogą np. czas po treningu czy przed wyścigiem poświęcić na naukę. I jakoś im dzień mija, nie przejmując się obowiązkami. Ja się zaliczam do tych, którzy muszą się skupić na jednej rzeczy.

    MT: Czyli ty teraz skupiasz się na kolarstwie. A konkretnie na cross-country, i tylko na cross-country?
    BW: Aktualnie tak, ale może uda się wystartować też w kilku maratonach.

    MT: Na początku zrobiłeś kilka super wyników w maratonach. Jako młody orlik byłeś szósty na mistrzostwach świata. I pewnie, gdybyś chciał to kontynuować, to mógłbyś należeć do ścisłej czołówki. Pierwsza dziesiątka czy pierwsza piątka na świecie, nawet w mniej popularnej dyscyplinie, to jest fajnie. A na Pucharze Świata XCO, jeśli się załapiesz do pierwszej trzydziestki, to jest to twój najlepszy wynik w sezonie. Jaka jest twoja motywacja, żeby sobie samemu robić tak pod górkę?
    BW: To są dwie różne dyscypliny. Możliwe, że było mi łatwiej przygotować się do dłuższego, ale mniej intensywnego wyścigu niż do bardziej intensywnego, na dużej mocy. Jednak potrzebuję trochę czasu, żeby się przełamywać i osiągać to co chcę. W maratonie, jeśli masz trochę sił w nogach i trochę szczęścia, to możesz to dobrze rozegrać. Trochę jak na szosie. Póki będę mógł, to będę się ścigał w xc, chociaż chętnie bym też pojeździł w etapówkach, może niekoniecznie w pojedynczych maratonach.

    MT: W sezonie 2016 byłeś 27. na Pucharze Świata w Kanadzie. Prawda jest taka, że bardzo niewielu zawodników jest w stanie zrobić taki wynik. Chociaż w tabelkach takie 27. miejsce wygląda słabo, ale realnie rzecz ujmując, to elita. Jak to jest, tam się dostać, osiągnąć taki poziom?
    BW: Z perspektywy lat, pamiętam jeszcze swój pierwszy start w Pucharze, w Offenburgu, gdzie tych zawodników w elicie stało na starcie 250 i to co się działo na rozbiegówce, gdy rowery latały w powietrzu, teraz tych kolarzy jest mniej. W Czechach i w Albstadt jest może 130 i to jest najwięcej.

    MT: Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, to nawet to 30 czy 40 miejsce to jest wciąż czołówka. Żeby to zrobić, trzeba być prze mocnym…
    BW: Czy ja wiem. Na pewno tu 40, tam 30, gdzie indziej 27 miejsce. Z roku na rok to jest jakiś progres. Coś się dzieje i jest szansa, że będę się w stanie przebić wyżej.

    MT: A jak myślisz, jak wysoko możesz dojść? W tym roku. Albo w najbliższych latach?
    BW: Myślę, że tak, żebym jeździł cały czas w tej pierwszej dwudziestce czy może piętnastce Pucharu Świata, to potrzebuję jeszcze 2-3 lata. To jest jednak duża różnica między tymi zawodnikami ze ścisłej czołówki a resztą.

    MT: W sumie masz punkt odniesienia u siebie w grupie, czyli Fabiana Gigera, który w tej czołówce jest.
    BW: No jest? W tym roku chciałbym być cały czas w tej ?25?, ?30?, żeby z niej nie wypadać. Chciałbym się też w rankingu przebić do pierwszej trzydziestki.

    MT: Wtedy byłoby łatwiej?
    BW: Jest dużo łatwiej!

    MT: Jaka to jest różnica? Bo dużo się mówi, że polscy kolarze nie mają punktów UCI, w związku z tym stoją na końcu i przez to jest im trudniej.
    BW: Chociaż nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem tego, co robi Polski Związek Kolarski, to jednak uważam, że w kolarstwie jest podobnie jak np. przy budowaniu firmy. Wszyscy obwiniają Związek, a żeby coś stworzyć, musisz samemu zainwestować. Tak naprawdę, każdy powinien też dać coś z siebie. Każdy kolarz, czy wcześniej każdy rodzic, bo to oni są często pierwszymi sponsorami, tak było też w moim wypadku. Można się zebrać w kilka osób, wynająć busa i jechać na wyścig, chociażby do Czech. I już tam można zdobywać punkty. Jest parę osób w Polsce, które tak działają: Żabiński, Bieniasz, Gierczak.

    MT: Ale póki co, w elicie, tych punktów nie macie za wiele. Jaka jest różnica startu na Pucharze Świata z ostatnich rzędów a powiedzmy ze środka stawki?
    BW: Tak szczerze, to między końcem a środkiem nie ma różnicy. Ale powiedzmy między 50 a 30 miejscem jest już ogromna. Startując z 50, jeśli nie uda ci się przebić a początek trasy jest wąski, to niestety, ale bucik. Z górki, pod górkę? i tak tracisz czas. Dwie, trzy minuty, tylko na pierwszej rundzie. A męczysz się tak samo albo i bardziej. Kilka razy miałem okazję startować z pierwszej trzydziestki to już jesteś w stanie pojechać na swoim poziomie cały wyścig, wytrzymać do końca i nie tracić miejsc.


    MT: To jest bardzo deprymujące, gdy wiesz, że stoisz na starcie i czekają cię dwie godziny takiego szarpania się, i niewiele możesz na to poradzić?
    BW: W takich momentach bardzo ważna jest głowa. Nie ma się co załamywać. Tutaj mistrzynią jest Kasia Solus. To jest jednak wyścig i trzeba jechać. Czasem się uda przebić, czasem nie i potem już jedziesz tylko po to, żeby przejechać. I jedyne, co może zostać, to satysfakcja taką, jaką miałem w La Bresse, że przynajmniej na zjeździe, sprawdzałem na Stravie, byłem najszybszy.

    MT: A propos. Dużo ćwiczysz technikę?
    BW: Na pewno muszę trochę w tym roku to nadrobić. Nie powiedziałbym, że to jest moja mocna strona. Cały czas widzę na wyścigach, że na technicznych odcinkach tracę czas. Na drobnych elementach. Np. na szybkich zakrętach, podobnych do tych w przełajach.

    MT: Jak wiele, przy tym jak obecnie wyglądają trasy XC trzeba poświęcać treningowi techniki, jazdę w terenie a nie tylko na budowanie parametrów fizjologicznych?
    BW: Z perspektywy lat, wcześniej trenowałem więcej na szosie, tak teraz powinno być na odwrót. Jak najwięcej spędzać czasu na rowerze górskim, na którym można przecież zrobić to samo co na szosie. A przecież pozycja jest inna, ułożenie rąk, inaczej rozkłada się ciężar, inaczej pracujesz ciałem. Właściwie każdy trening możesz zrobić na górskim rowerze. W sumie, Szwajcarzy tak trenują i mają efekty. Też zmieniły się trasy, ich długość. Kiedyś w elicie jechało się 2-2,5 godziny. Było to trochę podobne w charakterze do maratonu. No i są oczywiście trudniejsze. Teraz tylko Albstadt jest taką oldschoolową trasą. I to jest ulubiona trasa Fabiana (Gigera), on tam zawsze najlepiej sobie radzi.
    Teraz, przez trudność tras, ograniczyła się liczba zawodników, zostali tylko ci, którzy są w stanie na nich jakoś poradzić. A równocześnie to zawęża specjalizację i jeśli ktoś jeździ XC, to skupia się na nim. Zdecydowanie nie każdy sobie poradzi na trasie Pucharu Świata.

    MT: Cóż, nie każdy sobie poradzi na trasie Pucharu Polski…
    BW: …no właśnie, a jeszcze parę lat temu często było słychać narzekania ?taki zjazd, kto to zjedzie?, tak było chyba na mistrzostwach Polski.

    MT: No właśnie. Mistrzostwa Polski w tym roku będą w Warszawie. Co sądzisz o tym pomyśle?
    BW: Nie wiem, jak reszta, ja się cieszę. Jeśli trasa będzie tam, gdzie był Lang, to jest całkiem ciekawa. Trochę podjazdów, skoków, band. Wystarczy.

    MT: W tym roku mistrzostwa to będzie Wawak kontra Konwa, czy myślisz, że ktoś jeszcze się włączy do rywalizacji?
    BW: Nie wiem, ciężko mi powiedzieć, co kto robi przez zimę. Jezior może sobie dobrze poradzić, Kawalec może znowu wyskoczyć, ktoś z JBG2. Może się ktoś pojawić, komu przypasuje trasa i będzie miał dzień.

    MT: A z kolarzy górskich regularnie ścigających się w Polsce, kto jest najlepszy?
    BW: Dla mnie zawsze będzie to Marek Galiński.

    MT: Czemu tak rzadko ścigasz się w Polsce.
    BW: Bo nie mam z tego punktów. Sezon może być długi, ale nie ma na to czasu. Nie ma też kontaktu z zawodnikami czołówki światowej. To jest inna jazda, inne przepychanie się, wszystko jest inne.

    MT: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, to było na prezentacji waszej grupy, w 2016 zimą, tak realnie myślałeś jeszcze, że wystartujesz na Igrzyskach w Rio? Czy już czułeś że jest posprzątane i nic z tego?
    BW: Liczyłem, że jakoś się uda. Ja zbierałem punkty tyle, ile mogłem. Pojechałem wszystkie wyścigi, które miałem pojechać i próbowałem punktować. Drugą osobą, która miała to robić był Marek Konwa. I jeśli ktoś, kto miał jechać do Grecji czy Turcji na wyścigi, gdzie można dość łatwo zebrać sporo punktów mówi przez Olimpiadą, że musi się przygotować do sezonu? Dobra, rozumiem to, bo ja też się chcę przygotować do sezonu, ale jeśli mamy walczyć o to miejsce na Igrzyska, to jednak trzeba trochę plany pozmieniać i jako trening traktować te wyścigi, na których musimy zbierać punkty. Żeby chociaż jeden z nas mógł jechać. Mi to już w pewnym momencie było obojętne, który z nas, ale żeby nie było takiej siary, jak wyszła. Takiej sytuacji, że nikt nie jedzie nie powinno być, ale ktoś musi zbierać punkty. Jedna osoba ich tyle nie zbierze, co trzy z innego kraju. Chyba, że się jest Nino Schurterem.

    MT: Myślisz, że po ciężkiej wiośnie, gdybyś jednak pojechał do Rio, to by coś zmieniło?
    BW: Fajnie by było pojechać ?zbierać doświadczenie?, ale już na Olimpiadzie według mnie się tego nie robi.

    MT: Teoretycznie za cztery lata będzie łatwiej. Prawdopodobnie będziemy mieli więcej wyścigów w kalendarzu UCI, nawet jeśli nie najwyżej punktowanych, to zawsze trochę…
    BW: Ale wciąż jedna osoba tego nie pociągnie. No i każdy chce podnosić swój poziom, czyli jednak ważne jest podnoszenie poziomu sportowego a nie jeżdżenie ?po ogórach?.

    MT: To ciekawe, bo jednak trochę żyjemy w takim świecie rządzonym przez liczby, statystyki i rankingi. A ty mówisz, że w sumie, to bardziej się liczy poziom sportowy zawodnika.
    BW: Statystyki liczą się pewnie dla Związku. Związek chce wysłać jak najwięcej zawodników na Igrzyska. A my nie jesteśmy nawet w pierwszej dziesiątce, więc musimy szukać miejsc, żeby zbierać punkty. Czyli jeździć po małych wyścigach, w tej Grecji czy Turcji. Bo jadąc na Puchar Szwajcarii, to jest taki mały Puchar Świata i tam już pierwsza dziesiątka, to sami świetni zawodnicy.

    BW: A może ty byś coś powiedział o Związku? Co sądzisz o wynikach wyborów?
    MT: Ja mam powiedzieć? Chyba najważniejsze będzie to, z kim prezes Banaszek będzie na co dzień współpracował. Ja mam na pewno o wiele mniej wspólnego ze Związkiem niż ty? Właśnie, ile ty masz właściwie wspólnego z PZKol, tak na co dzień?

    BW: Tyle, że jeżdżę na mistrzostwa w stroju kadry.

    MT: Aw jaki sposób Ciebie dotyczy sprawa wyboru trenera kadry narodowej?
    BW: W? żaden?

    MT: No ale było wiele zamieszania wokół tego, równocześnie was, kolarzy elity, jest właściwie kilku, jak to na ciebie wpływa?
    BW: Patrząc z mojej perspektywy podział na kadrę juniorów i młodzieżowców, poświęcanie większej ilości czasu młodszym zawodnikom było dobrym pomysłem. Czasem zostają hasła, które się usłyszało w tym czasie.

    Pamiętam, gdy byłem jeszcze w SMSie, przyjechał do nas trener Krawczyk i opowiadał o tym, jak to jest na olimpiadzie. Że jak już stajesz na starcie, to jedyne, co możesz i musisz zrobić, to walczyć jak gladiator. To bardzo dobre podejście. Jak już stajesz na starcie, to potem już walczysz do końca i nigdy się nie możesz poddać. Może to nie jest wiele, ale to jest motywujące i zostaje w głowie.

    Co aktualnie robi Bartek Wawak możecie śledzić na jego facebookowym fanpage https://www.facebook.com/BartWawak/, twitterze https://twitter.com/kolarz1  oraz na instagramie https://www.instagram.com/bwawak1/

    Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe Kross Racing Team

  • PZKol – robisz to źle…

    PZKol – robisz to źle…

    W sezonie 2016 Polski Związek Kolarski zrzeszył w swoich szeregach niespełna 4000 zawodników. Choć zanotowaliśmy wzrost członkostwa, kolarzy wyczynowych wciąż jest mało. O wiele za mało.

    Przede wszystkim cieszy fakt, że na stronie PZKol już po raz trzeci możemy na początku nowego roku przeanalizować statystyki licencjonowanych członków Związku. Transparentność i dostęp do informacji to dobra praktyka i dobrze, że jest ona kontynuowana a dane, zamiast schowane w segregatorze są podane do wiadomości publicznej.

    Poniżej znajdziecie porównanie z podziałem na kategorie wiekowe i płeć sezonów 2014, 15 i 16.

     

    Jak widać, w ciągu dwóch lat przybyło nas 327 osób. Co ciekawe, największy przyrost zanotowały? kategorie Elita i U23.

    Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, skąd się on wziął. Dwa razy więcej zrzeszonych w PZKol, dorosłych ludzi powinno być gdzieś widać. Tymczasem frekwencja np. na szosowych mistrzostwach kraju elity od lat jest mniej więcej stała i oscyluje w okolicy 80 uczestników. W MTB jest to ok. 50-60 osób.

    Zatem albo mamy do czynienia z błędem w liczeniu w tym lub w poprzednich latach, albo licencję elity niespodziewanie wyrobili sobie amatorzy, którzy startowali tylko na szczeblu lokalnym, albo mamy na stanie jakieś ?martwe dusze?. W grę wchodziłaby też rejestracja kilku zagranicznych grup zawodowych w Polsce, ale przecież tego raczej byśmy nie przeoczyli.

    Tyle tylko, że ze względu na rozpatrywany wolumen, nie warto zawracać sobie tym głowę.

    Problem jest inny. W latach 2014-2016 Polski Związek Kolarski zanotował zaledwie 10% wzrost zarejestrowanych zawodników.

    Nie można tego ocenić inaczej niż jako dotkliwą porażkę.

    Przypomnijmy: sezon 2014 to rok, w którym Rafał Majka był 6. w Giro d?Italia, wygrał dwa etapy Tour de France i klasyfikację na najlepszego górala ?Wielkiej Pętli? oraz ku uciesze tłumów triumfował w Tour de Pologne a Michał Kwiatkowski został mistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego!

    Następnie w 2015 Majka był trzeci na Vuelcie (drugie w historii, polskie podium Wielkiego Touru!) i wygrał etap na Tour de France a ?Kwiato? zwyciężył w Amstel Gold Race.

    Kolarstwo miało sporo czasu antenowego, ?jedynki? gazet i portali, zaczął również działać Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa, ruszył też program szkółek kolarskich z, podobno, masowym naborem dzieci i młodzieży.

    I co? I nic?

    Rok 2016 powinien być już tym, w którym teoretycznie widać pierwsze ożywienie w liczbie członków-zawodników zrzeszonych PZKol.

    Tymczasem żaków, młodzików i juniorów młodszych jest de facto tylu, ilu było wcześniej.

    Przy okazji Igrzysk Olimpijskich a następnie przedwyborczego tournee wiele słyszeliśmy o wzorowaniu się na Brytyjczykach, o Systemie Szkolenia i o Sukcesie Polskiego Kolarstwa.

    Fakt faktem, skuteczność szkolenia i selekcji mamy bardzo wysoką, skoro kolejny rok z rzędu byliśmy w stanie wycisnąć z tak niewielkiej grupy ludzi kilkadziesiąt medali imprez mistrzowskich właściwie we wszystkich konkurencjach i kategoriach.

    https://twitter.com/TeamGB/status/801334514832261120

    Jeśli miałbym jednak ocenić sytuację, to nie widzę tu żadnego wzorowania się na wspomnianych Brytyjczykach, którzy między Igrzyskami w Londynie i Rio de Janeiro pozyskali? 75 tysięcy nowych członków. Samych, aktywnych zawodników przybyło ponad 30 tysięcy.

    My zaczynamy od o wiele skromniejszych wartości, dlatego podwojenie, czy też potrojenie liczby zawodników powinno, przy sukcesach, obecności w mediach i pozytywnym klimacie tworzonym przez wyjątkowo sympatyczny wizerunek, wymienianych jednym tchem Kwiatkowskiego, Majki, Włoszczowskiej i Niewiadomej, przyjść właściwie samo.

    Dwa medale olimpijskie w Rio, kolejne sukcesy naszych gwiazd jeszcze w 2016r powinny spowodować masowy nabór do szkółek, setki sprzedanych licencji cyklosportu i formalizację dziesiątek grup ?amatorskich? startujących w maratonach. Tymczasem nadal stoimy w miejscu i niewiele wskazuje na to, by sezon 2017 był pod tym względem inny.

    Dlatego, ?nie bójmy się słów? i nazwijmy sprawę po imieniu. Polski Związku Kolarski, czy też, żeby nie rozpraszać odpowiedzialności, Zarządzie Polskiego Związku Kolarskiego (tak, wiem, że były wybory i zmiany, ale mamy ciągłość instytucjonalną): ROBISZ TO ŹLE!

    ZOSTAŃ PATRONEM XOUTED

    O tym, co to jest Patronite, do czego służy i czemu właściwie proszę Was o wsparcie przeczytacie tutaj. A klikając w banner poniżej możecie zobaczyć mój profil i zrobić zrzutę na dobrą treść o kolarstwie:
    Zostań patronem XOUTED patronite.pl/xouted

  • CCC Sprandi Polkowice na Giro d?Italia 2017 – kolejna szansa!

    CCC Sprandi Polkowice na Giro d?Italia 2017 – kolejna szansa!

    2003, 2015, 2017. Polska grupa zawodowa sponsorowana przez Dariusza Miłka została po raz trzeci zaproszona do udziału w Giro d?Italia. Jak kolarzom w pomarańczowych strojach powiedzie się w tym roku?

    W sezonie 2003, polski zespół pozyskał do składu Pawła Tonkowa. Rosjanin, zwycięzca Giro 1996 był wówczas u kresu kariery, ale zapowiadał walkę o czołowe lokaty. Był też poważnym argumentem stojącym za zaproszeniem grupy do udziału we włoskim tourze.

    Pomysł z Tonkowem okazał się niewypałem, ale barw CCC godnie reprezentował Dariusz Baranowski, który zajął na trasie 12. a po wykluczeniu Raimondasa Rumsasa 11. miejsce w klasyfikacji generalnej. Dalsze, ale wciąż dobre lokaty zajęli Tomasz Brożyna (31->30), Radosław Romanik (33->32) i Piotr Chmielewski (49-48) a we wczesnej fazie wyścigu sporo zamieszania na finiszach robił Łotysz Andris Nauduzs. Ogólnie rzecz ujmując, choć zawody ukończyło tylko czterech kolarzy CCC, wyścig w ich wykonaniu był całkiem udany.

    Nieco inaczej potoczyły się losy występu ekipy CCC w sezonie 2015. Dobre rezultaty w wiosennych wyścigach: postawa w Mediolan-Sanremo i Amstel Gold Race, etapowe zwycięstwo Macieja Paterskiego w Volta a Catlunya zaostrzyły apetyty kibiców.

    Patrząc na wyniki Giro d?Italia 2015, start CCC był w tej imprezie niepowodzeniem. Tyle tylko, że mogło być zupełnie inaczej, gdyby wyścig był rozgrywany w odmiennym stylu. Permanentna wojna Alberto Contadora z kolarzami Astany sprawiła, że regularnie zabierający się w ucieczki kolarze polskiej ekipy wrócili z Włoch z niczym. Najwyżej sklasyfikowany w klasyfikacji generalnej Sylwester Szmyd był 45, a zawodnicy w pomarańczowych strojach wystąpili w roli przysłowiowych ?Dzielnych Francuzów?. Czyli odegrali rolę w porywach drugoplanową.

    Kolarstwo ma to do siebie, że niemal każdy wyścig co roku wygląda inaczej. Drużyna CCC Sprandi Polkowice nie ma tym razem zaproszenia do startu ani w Mediolan-San Remo ani w Tirreno-Adriatico. Karierę zakończył Sylwester Szmyd, nie ma też już Davide Rebellina.

    Najstarszym kolarzem jest Marcin Białobłocki. Ciekawe, czy wystartuje a jeśli tak, czy dotrwa do czasówek, podczas których powinien pokazać się z dobrej strony.

    Większość drużyny jest młoda, wliczając w to silny zastęp Czechów oraz kilka nadziei naszego kolarstwa, a naturalnym kandydatem na lidera wydaje się być Maciej Paterski.

    Biorąc pod uwagę zapowiadaną, bardzo silną obsadę gwiazd zawodowego peletonu deklarujących walkę o zwycięstwo, naturalną drogą dla CCC wydaje się być polowanie na zwycięstwa etapowe. Zarówno w górach jak i w terenie pagórkowatym sukces jest możliwy, choć jak to w wielkim tourze, chętnych do osiągnięcia takiego celu każdego dnia jest ponad stu.

    Dla zagranicznych fanów kolarstwa ?dzika karta? na setne, jubileuszowe Giro dla polskiej ekipy jest z pewnością zaskoczeniem. Pozostałych trzech uczestników spoza world touru: Bardiani CSF, Willier-Triestina i Gazprom to typy dość przewidywalne. Za zaproszeniem CCC Sprandi Polkowice stoją więc w dużej mierze kwestie nie tylko sportowe, ale i biznesowe.

    Podczas wiosennych wyścigów organizowanych przez RCS warto będzie wypatrywać bannerów Sprandi, ale bez względu na kulisy sprawy, zawsze lepiej ogląda się wielki tour, jeśli jedzie w nim polska drużyna. Ot, taki współczesny przejaw patriotyzmu.

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: polskie momenty

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: polskie momenty

    Były medale, koszulki, piękne zwycięstwa. Sezon 2016 dla polskiego kolarstwa to właściwie nieustające pasmo sukcesów!

    Nie, nie chodzi tu o przerzucanie się liczbą zdobytych medali. Nie chodzi też o czcze ?dmuchanie balonu?. Zawodnicy i zawodniczki ścigający się z polską licencją po prostu zrobili kawał świetnej roboty!

    Numer jeden to zdecydowanie Rafał Majka. W sezon wszedł spokojnie, choć pokazał dobrą formą w San Luis i Andaluzji. Pierwszy, ważny cel sezonu, czyli Giro d?Italia może zapisać na swoim koncie jako sukces. Po pierwsze, poprawił swoje najlepsze osiągnięcia w tym wyścigu. Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej to znakomity rezultat. Po drugie, niewiele zabrakło do podium. Owszem, Majka na Giro jechał dość zachowawczo, ale biorąc pod uwagę przebieg wyścigu i fakt, że o miejscach na podium decydowała kumulacja zmęczenia, popełnionych lub niepopełnionych błędów a przede wszystkim wytrzymałość, była to słuszna taktyka. A jeśli ktoś marudzi, że to mało, to, hej, Rafał Majka zajął piąte miejsce w Giro d?Italia!

    Następnym krokiem było zdobycie tytułu mistrza Polski i choć ekipa Tinkoff nie postarała się o ładną koszulkę dla naszego czempiona, taki strój na starcie Tour de France to zawsze dobra wiadomość. Tym bardziej, że lider Majki, Alberto Contador po raz kolejny zawiódł i Polak mógł się skupić na walce o drugą w swojej karierze ?koszulkę w grochy? i tytuł najlepszego górala Wielkiej Pętli. Choć tym razem osiągnął to bez zwycięstwa etapowego, przez wiele dni dzielnie zbierał punkty i walczył o wygraną, miejsce na podium w Paryżu oraz o? formę przed Igrzyskami w Rio de Janeiro.

    Trasa w Rio została bowiem zaprojektowana dla ?górali? i Majka był jednym z tych kolarzy, którzy w sezonie 2016 postawili na walkę o olimpijskie złoto. Przy pomocy kolegów z reprezentacji znalazł się we właściwym czasie we właściwym miejscu, w odjeździe wraz z Henao i Nibalim. Cudem uniknął upadku na niebezpiecznych zjazdach a następnie pomknął do mety po medal. Złoto było o włos, jednak w płaskim terenie Majkę doścignęło dwóch mocniejszych w takich warunkach zawodników. Tak czy inaczej, Rafał Majka zdobył brązowy medal Igrzysk Olimpijskich, co w połączeniu z piątym miejscem w Giro oraz tytułem najlepszego ?górala TdF jest zestawem imponującym.

    Z Rio wiąże się oczywiście postać Mai Włoszczowskiej. Nasza multimedalistka mistrzostw świata i wicemistrzyni olimpijska z Pekinu jest specjalistką w budowaniu formy na najważniejsze imprezy. Do Rio przygotowywała się bardzo sumiennie, dochodząc do najwyższej dyspozycji w dokładnie zaplanowanym momencie. Uniknęła pecha i wpadek, które często towarzyszą jej w czasie niemal całej kariery i zdobyła swoje drugie srebro Igrzysk Olimpijskich. A że przegrała z Jenny Rissveds, cóż, szkoda, ale taki jest sport a dwa wicemistrzostwa olimpijskie na przestrzeni ośmiu lat to piękny wynik!

    Nieco w cieniu tych dokonań stoi sezon Michała Kwiatkowskiego. Po przejściu do teamu Sky obiecywaliśmy sobie wiele. Okazało się, że ?Kwiato? nie stał się nagle ?wybitnym góralem?, za to po raz kolejny błysnął na brukach. Wygrana w E3 Harelbeke po dwójkowej akcji z Peterem Saganem (nieczęsto zdarza się, by dwóch kolejnych mistrzów świata walczyło o wygraną w prestiżowym klasyku zaliczanym do World Touru) to jeden z jaśniejszych punktów tegorocznej, kolarskiej wiosny.

    Jeszcze bardziej niedocaniana jest wygrana Eugenii Bujak w, również worldtourowym, tyle, że kobiecym, klasyku GP de Plouay. Jasne, dokonania Katrzyny Niewiadomej sprawiają, że to ona jest niekwestionowaną liderką i największą gwiazdą polskiego kolarstwa kobiecego, ale po pierwsze, Bujak to również świetna zawodniczka, po drugie jej wygrana w Plouay nie była w żadnym wypadku przypadkowa a po trzecie, to jeden z najważniejszych sukcesów polskiego kolarstwa w tym sezonie a polskiego kolarstwa kobiecego w ogóle.

    Z kolei wspomniana Niewiadoma zaliczyła świetny rok: zajęła szóste miejsce na Igrzyskach w Rio w wyścigu ze startu wspólnego, była druga w Strade Bianche, druga w Mistrzostwach Europy, siódma w Giro Rosa i Trofeo Alfredo Binda oraz wygrała kobiece Giro del Trentino. A co najistotniejsze, staje się rozpoznawalna, popularna, doczekała się swojego ?blogowego kącika? na stronie UCI i jest regularnie wymieniana wśród największych nadziei kobiecego kolarstwa jako takiego.

    W roku olimpijskim tytuł mistrzyni świata w konkurencji nieolimpijskiej schodzi nieco na dalszy plan, ale trzeba też wspomnieć o Katarzynie Pawłowskiej. Nawet, jeśli nie została zabrana do Rio (choćby jako ważne ogniwo drużyny w wyścigu na dochodzenie), to i tak trzecia w karierze tęczowa koszulka (tym razem w wyścigu punktowym, wcześniej dwa razy wygrywała w Scratchu) to duża sprawa. Nie mam pojęcia, dlaczego nie jesteśmy w stanie bardziej docenić tego faktu, bo jeśli ktoś zostaje w swojej karierze mistrzem świata trzykrotnie, to zasługuje na wejście do ?hall of fame? przynajmniej we własnym kraju!

    Cichym bohaterem sezonu 2016 jest też Maciej Bodnar. Ekskluzywny pomocnik Petera Sagana po raz kolejny zaliczył bolesny upadek (złamał szczękę na treningu przed Ronde Van Vlaanderen), ale dość szybko doszedł do formy. Jego ucieczka z Peterem Saganem, Chrisem Froomem i Geraintem Thomasem na 11. etapie Tour de France to jedna z bardziej spektakularnych akcji sezonu 2016. Następnie Bodnar świetnie spisał się podczas olimpijskiej czasówki w Rio de Janeiro, gdzie zajął 6. miejsce a na koniec sezonu w mistrzostwach świata na czas, w Katarze był czwarty.

    Co jeszcze? Była drama wokół polskich torowców w Rio i niezłe, szóste miejsce Damiana Zielińskiego w Keirinie. Był bardzo dobry występ Anny Harkowskiej na igrzyskach paraolimpijskich (srebro), Rafała Wilka (złoto i srebro)  oraz Iwony Podkościelnej i Aleksandry Tecław (złoto w tandemie), sporo dobrych wyników w kategoriach juniorskich i młodzieżowych czy mistrzostwo Europy Sławka Łukasika w downhillu.

    No i były też wybory w PZKol, które elektryzowały sporą część środowiska kolarskiego w kraju. Całe szczęście, że nie na świecie. Bo o wizerunek na arenie międzynarodowej zadbali po prostu nasi zawodowcy!

  • Szanowny Panie Prezesie

    Szanowny Panie Prezesie

    Bez względu na wynik wyborów w Polskim Związku Kolarskim, zarówno prezes jak i zarząd będą mieli sporo pracy. Wyzwań jest wiele, zatem do dzieła!

    Najważniejsze pytanie dotyczy tego, jakie ma być kolarstwo w Polsce? Czy ma być elitarne czy masowe? Historia, rodowód i tradycja, ale też praktyka wskazują na masowy charakter sportu rowerowego. Wydaje się więc, że odpowiedzieć można tylko w jeden sposób, oznacza to jednak szereg zmian, które powinny zajść w Polskim Związku Kolarskim jako takim.

    Trzeba pamiętać, że Związki Sportowe to Stowarzyszenia. Nawet, jeśli nie można być członkiem ani ?centrali? ani związków okręgowych indywidualnie lecz wyłącznie za pośrednictwem klubu, tak czy inaczej proponowałbym maksymalną inkluzywność i otwartość. Wszak wszystkie ?NGOsy?, do których zalicza się i PZKol to elementy szeroko pojętego społeczeństwa obywatelskiego, bazujące na zaangażowaniu i współuczestnictwie.

    Zarówno liczba klubów jak i liczba wydanych w każdym roku przez Związek licencji dla zawodników jest niewspółmiernie niska w stosunku do liczby osób jeżdżących na rowerze, zainteresowanych kolarstwem jako dyscypliną sportu czy też wreszcie czynnie je uprawiających.

    Wśród tysięcy dorosłych osób regularnie uczestniczących w zawodach kolarskich (oficjalnych jak i tych, które zgodnie z przepisami nie są niczym innym jak piknikiem sportowym) licencję Polskiego Związku Kolarskiego ma zaledwie garstka. Tymczasem zrzeszenie w Związku powinno odbywać się za pomocą kilku kliknięć i jednego przelewu równoznacznego z zawarciem ubezpieczenia na korzystnych warunkach.

    Być może wzorujemy się na Brytyjczykach, ale pamiętajmy, że w ich Związku, British Cycling, zrzeszonych jest w ten czy w inny sposób 125 tysięcy ludzi. W Polsce jest to nieco ponad 3500 tysiąca. I, co ważne, pod koniec każdego roku ci właśnie Brytyjczycy prowadzą sporą kampanię reklamową zachęcającą do członkostwa. Tymczasem u nas licencję mają najbardziej zdeterminowane jednostki.

    A masowe członkostwo to nie tylko coroczny dopływ gotówki, mogący sięgać milionów złotych. To także znakomite narzędzie do budowy wizerunku.

    A ten, cóż, jest kiepski, czego wyrazem są nieustające problemy finansowe zarówno samego Związku, klubów jak i organizatorów imprez ?wyczynowych?.

    Nawet najlepiej napisany program szkoleniowy, pieniądze z budżetu, czy to krajowego czy samorządowego jak również przekazywane przez sponsorów, nie przyniosą trwałego efektu w postaci dużej grupy wysokiej klasy zawodników, jeśli selekcja będzie dokonywana spośród zaledwie dziesiątek czy setek młodych sportowców.

    Należy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego, mimo mistrzostwa świata Michała Kwiatkowskiego, dwóch medali olimpijskich Mai Włoszczowskiej (a od Pekinu minęło już osiem lat!), dwóch tytułów najlepszego ?górala? Tour de France Rafała Majki, poza Tour de Pologne i wyścigiem Mai Włoszczowskiej następuje raczej degradacja wyścigów organizowanych w Polsce niż ich rozwój i promocja?

    Gdzie są sponsorzy korporacyjni (a nie ci utrzymujący kolarstwo wyłącznie w związku ze swoją pasją)? Gdzie są transmisje w ogólnopolskiej telewizji? Materiały prasowe? Dlaczego media rowerowe z własnej woli chętniej piszą o amatorskich imprezach komercyjnych niż o imprezach z kalendarza PZKol? Czemu ich organizatorzy nie widzą ani interesu ani potrzeby by wpisywać je do oficjalnego kalendarza?

    Od Związku, który jest czymś więcej niż tylko księgowym rozdzielającym środku z Ministerstwa Sportu należałoby oczekiwać aktywności w budowaniu wizerunku kolarstwa, pomocy przy pozyskiwaniu sponsorów, patronatów ogólnokrajowych mediów, czy też wsparcia o charakterze ?proceduralno-administracyjnym?.

    Sytuacja, w której przez kilka lat nie mieliśmy wyścigu szosowego kategorii .1 czy też .HC, gdy imprezy mtb mające jakąkolwiek kategorię międzynarodową można policzyć na palcach jednej ręki zdecydowanie nie jest stanem pożądanym, podobnie jak fakt, że w wielu konkurencjach kolarskich istnienie lub nie rozgrywek na najwyższym poziomie (szosowa Pro Liga, Puchar Polski MTB) zależy od grupy pasjonatów a nie jest wpisane w plan pracy Zarządu.

    Jeśli wychowamy pokolenie zdolnych i ambitnych zawodników w ramach Narodowego Programu Rozwoju Kolarstwa, jeśli system kadr: juniorskich i młodzieżowych będzie przejmował i kształcił kolejnych atletów, oni muszą mieć gdzie się ścigać!

    Idąc dalej, kolarstwo może być znakomitym produktem. Także ta jego odmiana, na którą najbardziej stawia Związek, czyli kolarstwo torowe. Rozumiem argumentację, wedle której nacisk na tor jest obowiązkowy. Model finansowania polskiego sportu związany jest z występami na Igrzyskach Olimpijskich. Realia są jakie są i nie pozostawiają wiele miejsca do interpretacji.

    Czy to jednak oznacza, że tor ma być wyizolowaną dyscypliną dla garstki wyczynowców, którą interesują się wyłącznie oni i ich rodziny? Wspomnieni Brytyjczycy, na których mamy się wzorować zrobili z kolarstwa torowego znakomity show, który oglądają tłumy, gdy tymczasem u nas nawet najważniejsze imprezy w Pruszkowie gromadzą znikomą publiczność.

    A przecież kultura jazdy na rowerach z ostrym kołem na świecie przeżywa renesans niemal zbliżony do tego, który dotyczy przełajów.

    Może pora na wyjście do ludzi? Rewitalizację, renowację czy wręcz odbudowę zaniedbanych i zniszczonych obiektów, aby faktycznie polskie kolarstwo stało torem, jeśli już nie może stać innymi konkurencjami kolarskimi? Organizację otwartych imprez, szkolenia i wreszcie, spotkania z naszymi gwiazdami. Bo poza nazwiskami, które wymieniane są jednym tchem: Kwiatkowski, Majka, Włoszczowska, Niewiadoma, mamy jeszcze jedną wielką gwiazdę światowego kolarstwa, multimedalistkę mistrzostw świata właśnie na torze, Katarzynę Pawłowską.

    A co z pozostałą infrastrukturą? Trasami Enduro, zjazdowymi, pumptrackami, rundami do uprawiania cyclocrossu, ścieżkami, na których trenują młodzi kolarze a kontakt z kolarstwem wyczynowym nawiązują amatorzy? Pomoc przy ich budowie, opieka administracyjna i formalna, legalizacja takich budowli powinna również znaleźć się na liście zadań Związku.

    Jeśli mamy, brzydkie słowo, ?zdyskontować? sukcesy naszych gwiazd, potrzebna jest aktywność, aktywność i jeszcze raz aktywność.

    Owszem, Związek wciąż ma długi, owszem, wiele spraw kuleje, ale z drugiej strony, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach, widoczne jest pewne ożywienie. Została postawiona baza pod dalsze działania i rozwój a co najważniejsze, co trzeba powtarzać do skutku, sukcesy naszych zawodowców oraz obiecujące wyniki reprezentantów młodszych kategorii wiekowych to niepowtarzalna szansa.

    Zatem, Szanowny Panie Prezesie, wybrany na nową kadencję, życzę (i oczekuję) przede wszystkim odwagi i rozmachu. Jak sądzę nie tylko ja.

  • Loverove 09.12.2016

    Loverove 09.12.2016

    Loverove na piątek. Tym razem na poważnie.

    1. Weekend wyborczy

    Tak, to jest ten weekend. Już jutro poznamy nowego prezesa Polskiego Związku Kolarskiego. Kandydują: obecny prezes, Wacław Skarul oraz Dariusz Banaszek, Andrzej Domin i Andrzej Kita. Kawał dobrej roboty wykonała ekipa mtb-xc.pl, przepytując kandydatów na temat oceny i ich planów wobec kolarstwa górskiego.

    Ich wypowiedzi znajdziecie w osobnych wpisach:

    – Darek Banaszek – http://bit.ly/2goP5zi
    – Andrzej Domin – http://bit.ly/2gGddvf
    – Andrzej Kita – http://bit.ly/2gfgrEP
    – Wacław Skarul – http://bit.ly/2h0H58k

    A ja swoje trzy grosze w temacie wyborów dorzucę po południu.

    2. Chaos w UCI

    BRIAN COOKSON.jpg
    By Humpty77Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

    Cóż, możemy czasem ponarzekać sobie na PZKol, ale przykład idzie z góry. UCI, czyli nadrzędnej federacja kolarska zajmującej się organizacją niemal całego sportu rowerowego na świecie daleko jest do „dobrych praktyk” zarówno w kwestii wprowadzania nowych regulacji i przepisów jak i komunikacji. Jeszcze kilka dni temu organizatorzy największych imprez szosowych, wielkich tourów i klasyków, podjęli decyzję o zmniejszeniu liczby zawodników w drużynach. Tymczasem UCI ustami swojego prezesa, Briana Cooksona twierdzi, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Dla równowagi, szef RCS Sport, czyli Giro d’Italia, Mauro Vegni uważa, że jak najbardziej w jego wyścigach pojedzie mniejsza liczba kolarzy. Całe to zamieszanie uderza w samych zawodników, ich drużyny i sponsorów. Do pierwszego wyścigu cyklu World Tour 2017 pozostało zaledwie… 39 dni.

    3. Marne 30 milionów funtów…

    Brytyjskie kolarstwo ma problem. Ponieważ tamtejszy sport jest w dużej części finansowany przez narodową loterię, zmniejszenie wypływów ze sprzedanych kuponów skutkuje ograniczeniem dotacji na sport. W związku z tym będzie 9% mniejsze finansowanie a co za tym idzie, dotacja dla British Cycling wyniesie… 30 milionów funtów w czasie przygotowań do Igrzysk w Tokio 2020. To nieco mniej niż w czasie przygotowań do Rio, gdy budżet wynosił nieco ponad 30 milionów funtów. Dla porównania, między Sydney a Atenami British Cycling dostało 5,4mln. Dodatkowo federacja kolarska na Wyspach była sponsorowana przez korporację medialną Sky, której miejsce będzie zastępował bank HSBC.

    W Rio de Janeiro brytyjscy kolarze zdobyli 12 medali, co było 18% liczby wszystkich zdobytych przez poddanych Królowej krążków. W tamtejszym związku kolarskim zrzeszonych jest 125tys. członków.

    4. Droga na skróty

    Teoretycznie w sporcie, by osiągnąć sukces, trzeba czasu. Mimo wszystko ekipa GCN proponuje zestaw treningów, które powinny dość szybko podnieść wasze osiągi:

  • PZKol i OZKole w Internecie

    PZKol i OZKole w Internecie

    Jak Polski Związek Kolarski komunikuje się ze światem? Czy na stronach internetowych centrali oraz związków okręgowych można znaleźć aktualne informacje? Zobaczcie, co warto dodać do „ulubionych” i polubić na facebooku.

    Ogólna uwaga to ta, że jest lepiej, niż można by się spodziewać. Wbrew pozorom zarówno PZKol jak i większość regionalnych oddziałów dba o komunikację w internecie, choć wydawałoby się, że jest inaczej. Wpis oczywiście będzie aktualizowany wraz z postępami, jakie Związek i Regiony będą (mam nadzieję) sukcesywnie robić w tej materii.

    Polski Związek Kolarski

    http://www.pzkol.pl/
    https://www.facebook.com/PZKol/
    https://twitter.com/PZKolarski


    PZKol w cyfrowej rzeczywistości funkcjonuje całkiem nieźle. Choć strona pzkol.pl domaga się odświeżenia (m.in nie jest responsywna, czyli nie dostosowuje się do wyświetlaczy o różnych rozdzielczościach oraz do urządzeń mobilnych), najważniejsze jest to, że od dłuższego czasu dostarcza aktualnych informacji. Właściwie na bieżąco dodawane tam są wyniki z rozgrywanych wyścigów znajdujących się w oficjalnym kalendarzu, znajdziecie tam również przepisy i komunikaty. Co jak co, obecne władze pchnęły temat komunikacji via www mocno do przodu. Nieco gorzej jest z facebookiem, który serwuje informacje nieco wybiórczo. Mimo to i tak centrala prezentuje się w tej dziedzinie przyzwoicie. Po wyborach jesienią 2016 konto na twitterze zaczęło być aktywnym kanałem komunikacji.

    Dolnośląski Związek Kolarski

    http://www.dzkol.pl/
    https://www.facebook.com/dzkol/

    Zarówno strona jak i facebookowy profil DZKolu zasługują na pochwałę. Są aktualizowane, strona jest reponsywna a facebookowy profil żyje bardziej niż niejednego portalu kolarskiego. Co więcej, choć DZKol i tak prezentował się nieźle, na wiosnę 2017 odświeżył swoją stronę, która jest teraz najlepszą spośród wszystkich wizytówek regionalnych oddziałów PZKol.

    Kujawsko-Pomorski Związek Kolarski

    http://kpzkol.pl.tl/
    https://www.facebook.com/kpzkol


    Choć zarówno www jak i facebookowy fanpage są wizualnymi koszmarkami, macierzysty region Michała Kwiatkowskiego komunikuje się regularnie, zamieszcza wyniki imprez i najważniejsze komunikaty. Mimo to, zęby bolą, gdy się na to patrzy.

    Okręgowy Związek Kolarski w Łodzi

    http://www.lozkol.pl/
    https://www.facebook.com/Okręgowy-Związek-Kolarski-w-Łodzi-794255210653105

    Łódzka strona rozjeżdża się tu i ówdzie, nie jest również responsywna. Mimo to zawiera wszystko co trzeba, podobnie jak facebookowy profil tamtejszego OZKol.

    Okręgowy Związek Kolarski w Lublinie

    http://ozkol.lublin.pl/

    Strona lubelskiego ozkol jest responsywna i przy bliższym poznaniu jest aktualna, zawiera komunikaty i wyniki wyścigów. Aktywności na facebooku póki co brak.

    Lubuski Regionalny Związek Kolarski

    https://www.facebook.com/Lubuski-Regionalny-Zwi%C4%85zek-Kolarski-1101397476640144/


    Od ostatniego przeglądu, okręg lubuski doczekał się strony na facebooku, przy pomocy której regionalne władze komunikują się z użytkownikami. To oznacza, że tamtejszy OZKol po raz pierwszy zaistniał w internecie.

    Małopolski Związek Kolarski

    http://mzkol.pl/
    https://www.facebook.com/mzkol.krakow/

    MZKol, czyli „mój” okręgowy związek w miarę skutecznie funkcjonuje online. Strona internetowa niestety nie jest responsywna, za to poza wynikami czy przepisami zawiera bieżące komunikaty i aktualizacje kalendarza, wszystko jest terminowo i sprawnie. Facebookowy fanpage nie jest najbardziej żywym w kolarskich internetach, jest jednak technicznym kanałem do komunikacji w regionie.

    Mazowiecko-Warszawski związek kolarski

    http://www.mwzkol.pl/
    https://www.facebook.com/mwzkol/


    Szału nie ma, bo nie jest responsywnie, za to jest czysto, schludnie i aktualnie. Facebook również „żyje” i prezentuje większość oficjalnych wydarzeń kolarskich z Warszawy i okolic. Zatem stolica na plus, zwłaszcza na tle pozostałych regionów.

    Opolski Związek Kolarski

    http://ozkol.pl/
    https://www.facebook.com/opolskizwiazekkolarski/

    Opole w internecie prezentuje swoje kolarstwo mniej więcej na tym poziomie co Warszawa, a co więcej, od ostatniego przeglądu sytuacji zaistniało na facebooku. Strona, choć nieresponsywna, jest jednak aktualna i czytelna. Z racji nazwy regionu ma bardzo „generyczną” domenę, po prostu ozkol.pl

    Podkarpacki Okręgowy Związek Kolarski

    Niestety Podkarpacie jest ostoją ery precyfrowej. A szkoda.

    Podlaski Regionalny Związek Kolarski

    Podobnie sprawy mają się z Podlasiem.

    Pomorski Związek Kolarski

    http://www.pomzkol.com/
    https://www.facebook.com/pomzkol

    Coś złego stało się z domeną Pomorskiego Związku Kolarskiego, która obecnie linkuje do… chińskiej strony. Facebookowy profil niestety przestał być aktualizowany wiosną 2016. Ale istnieje, co nie zmienia faktu, że to trochę wstyd.

    Śląski Związek Kolarski

    http://www.slzkol.pl/
    https://www.facebook.com/Śląski-Związek-Kolarski-705719062796279/


    Śląsk doczekał się swojej domeny, po jesiennych wyborach strona jest częściej aktualizowana, podobnie jak założony po tym fakcie facebookowy profil. Komunikacyjnie wszystko więc idzie w dobrą stronę.

    Świętokrzyski Regionalny Związek Kolarski

    https://www.facebook.com/srzkol/


    Do niedawna Świętokrzyskie było białą plamą na mapie kolarskiego internetu, ale od października 2016 jest obecne na facebooku. I dobrze, tak łatwiej zacząć, tym bardziej, że profil jest aktualizowany i służy do przekazywania komunikatów i wiadomości przez okręg. Tak trzymać.

    Warmińsko-Mazurski Związek Kolarski

    http://kolarstwo-wm.vot.pl/
    https://www.facebook.com/WMZKol/

    Warmia i Mazury mają i swoją stronę www i swój fanpage na facebooku. Strona jest archaiczna i nie ma dedykowanej domeny, za to jest aktualizowana, w przeciwieństwie do profilu facebookowego, który zatrzymał się w czasie pod koniec zeszłego roku.

    Wielkopolski Związek Kolarski

    http://www.wzkol.pl/
    https://www.facebook.com/wzkol/

    Patrząc na stronę OZKolu można przenieść się w przeszłość, do początków XXIw. Na szczęście znajdziemy na niej aktualne komunikaty a wielkopolski region jest bardzo aktywny na swoim profilu facebookowym. Tam dowiecie się o bieżących wydarzeniach, często trafia się nawet po kilka postów dziennie!

    Zachodniopomorski Związek Kolarski

    http://www.zzkol.cba.pl/
    https://www.facebook.com/zzkol

    Szczecińskie kolarstwo ma jedną z najbardziej archaicznych i najmniej czytelnych stron, jakie widziałem od dłuższego czasu. Mimo to jest zaskakująco aktualna, podobnie jak tamtejszy profil na facebooku.

    Pozostałe, istotne linki związane z PZKol

    Po pierwsze, Kolegium Sędziów PZKol. Tam znajdziecie przepisy oraz informacje o tym, czym zajmują się nasi sędziowie. Zaskakująco wartościowa strona jak na jej wygląd.

    http://kspzkol.pl/

    Po drugie strona Andrzeja Godlewskiego. To tam można odszukać archiwalne wyniki z wielu wyścigów, nawet z lat ’90 XXw.

    http://godlewski-sport.cba.pl/

    Po trzecie e-zawody.pl, czyli system zapisów i wyników online, głównie na imprezy z Małopolski.

    Po czwarte, Prezes PZKol – Dariusz Banaszek oraz Dyrektor Sportowy – Andrzej Piątek na twitterze.

    i po piąte – strona Komisji MTB przy PZKol, równoznaczna ze stroną Pucharu Polski XCO oraz Pucharu Polski w Maratonie https://pucharmtb.pl/, Komisja Masters http://www.kmpzkol.pl/, oraz Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa.

     

  • Loverove 24.11.2016

    Loverove 24.11.2016

    Czwartkowe loverove z nad wyraz „jakościowym contentem” o kolarstwie.

    1. Amerykanka w Belgii

    Kolejna odsłona „Strava Stories”, tym razem na zdjęciach poznajemy przygodę Elle Anderson z przełajowymi zawodami Koppenbergcross. Trzyma klimat. Jak zawsze ;)

    2. Stare vs nowe

    Czym się różni rower full suspension z 1992r od szczytu techniki 2016? GMBN prezentuje porównanie modeli Trek 9000 i Canyon Lux CF.

    3. Ku pamięci

    W najbliższą sobotę, z inicjatywy Leszka Sibilskiego i Wacława Skarula, zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca kolarzy torowych, którzy zginęli 13 marca 1978 roku w katastrofie lotniczej w Bułgarii.


    Z tej okazji polecam Wam kawał dobrego dziennikarstwa, czyli historię naszych torowców i tajemniczego wypadku opisaną przez Jakuba Zimocha z rowery.org

  • Polskie Kolarstwo Torowe między Rio 2016 a Tokio 2020

    Polskie Kolarstwo Torowe między Rio 2016 a Tokio 2020

    Polskie Kolarstwo stoi torem. Taka jest przynajmniej oficjalna wykładnia prezentowana przez PZKol. W tym miejscu możecie śledzić postępy naszych torowców między Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro 2016 a Tokio 2020.

    Po co to zestawienie? Już tłumaczę!

    Kolarstwo jako takie ma istotny wpływ na klasyfikację medalową Igrzysk Olimpijskich. Obecnie w programie IO znajduje się dziewięć konkurencji kolarskich: dwie na szosie, po jednej w MTB i BMX i aż pięć na torze. To oznacza, że kobiety i mężczyźni uprawiający wyczynową jazdę na rowerze walczą o osiemnaście kompletów medali.

    Spora część finansowania polskiego sportu opiera się o dotacje przyznawane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki a te zależą od wyników uzyskiwanych na Igrzyskach Olimpijskich: medali oraz tak zwanych ?miejsc punktowanych? (czyli w pierwszej ósemce).

    Polski Związek Kolarski został przez jednego z poprzednich prezesów ?obciążony? posagiem w postaci obiektu w Pruszkowie. Nowoczesny, drewniany tor znajdujący się w hali ze stosownym zapleczem zadłużył Związek na wiele lat. Równocześnie cała infrastruktura jest bazą, na której odbudowywane jest nasze kolarstwo torowe.

    Przynajmniej kilka nacji stworzyło systemy szkolenia oparte właśnie o tor. Z toru wywodzą się zarówno znakomici, co oczywiste, torowcy, ale też kolarze szosowi wszelkich specjalizacji: od sprinterów przez ?czasowców? po faworytów wielkich tourów.

    Do Rio de Janeiro wysłaliśmy reprezentację na przyzwoitym poziomie. Nasi kolarze rywalizowali w sprincie drużynowym, indywidualnym i keirinie (mężczyźni) oraz wyścigu na 4000m oraz omnium (kobiety). Najlepszym wynikiem była szósta lokata Damiana Zielińskiego w keirnie.

    Brytyjczycy, na których teoretycznie się wzorujemy zdobyli na torze w Rio 11 medali. To 16,4% wszystkich krążków, jakie przywieźli z Brazylii. Sześć złotych medali zdobytych przez torowców to 22,2% tego, co poddani Królowej ugrali na ostatnich Igrzyskach.

    Polskie kolarstwo torowe budowane jest w oparciu o obiekt w Pruszkowie oraz Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa. Efekty kilkuletniej pracy mają być widoczne na następnych Igrzyskach Olimpijskich, czyli w Tokio w 2020r.

    Poniżej znajdziecie zestawienie wyników naszych kolarzy na mistrzostwach świata 2015,2016 oraz Igrzyskach w Rio a także na Pucharach Świata od sezonu 2016/17.

    Podczas Pucharów i Mistrzostw Świata rozgrywanych jest więcej konkurencji niż podczas Igrzysk. Ponieważ w polskim sporcie liczą się ?tylko igrzyska?, skupiamy się na konkurencjach olimpijskich.

    W przypadku imprez mistrzowskich znajdziecie nazwiska i rezultaty zwycięzców oraz najlepsze rezultaty uzyskane przez Polaków. W przypadku Pucharu Świata zapisane zostają tylko rezultaty najlepszych reprezentantów naszego kraju.

    W tych konkurencjach, w których o wyniku decyduje pomiar czasu (4000m w drużynie, sprint, sprint drużynowy) znajdziecie czasy, które będzie można porównywać między kolejnymi imprezami i latami (wraz z dokładaniem kolejnych danych pojawią się wykresy). To najlepszy sposób, by monitorować postępy.

    Należy w tym miejscu wspomnieć, że choć kolarstwo torowe jest bardzo wymierne, poszczególne obiekty różnią się między sobą, znajdują się na różnej wysokości nad poziomem morza a na wyniki ma wpływ też pogoda na zewnątrz hali (ciśnienie atmosferyczne).

    W keirnie i omnium znajdziecie tylko zapisane miejsca.

    Zatem miłej analizy i zachęcam Was do wspólnego wyciągania wniosków.

    4000m drużynowo

    Komentarz: Drużyna, która potrafiła zajmować dobre miejsca w wyścigach przed Igrzyskami w Rio na imprezie docelowej niestety nie wspięła się na wyżyny swoich możliwości. Warto jednak zaznaczyć, że w Brazylii w składzie nie znalazła się Katarzyna Pawłowska, z którą zespół wcześniej notował najlepsze wyniki. Po IO drużyna kobiet została znacząco odmłodzona, zbudowaliśmy też perspektywiczny zespół męski.

    Sprint Indywidualny

    Komentarz: W Rio naszym sprinterom nie poszło, zarówno indywidualnie jak i w drużynie. Jesienią 2016 znakomite rezultaty na Pucharze Świata notuje Kamil Kuczyński. Uzyskiwane przez niego rezultaty są jednak póki słabsze od tych, które dają medale na imprezach mistrzowskich. Póki co w elicie nie mamy kobiet, które byłyby w stanie rywalizować na poziomie międzynarodowym.

    Sprint drużynowy

    Komentarz: W drużynie sytuacja jest podobna jak indywidualnie. Dodatkowo po Rio skład odmłodzono, będziemy się więc przyglądali postępom naszych sprinterów. Póki co w elicie nie mamy kobiet, które byłyby w stanie rywalizować na poziomie międzynarodowym.

    Keirin

    Komentarz: Damian Zieliński w finale keirinu w Rio walczył dzielnie i po dwóch powtórzonych startach zajął szóste miejsce. Zobaczymy, czy z grupy sprinterów uda się wyłonić zawodnika, który będzie w stanie nawiązać do tego rezultatu. Póki co w elicie nie mamy kobiet, które byłyby w stanie rywalizować na poziomie międzynarodowym.

    Omnium

    Komentarz: W Rio w torowym wieloboju rywalizowały gwiazdy kolarstwa szosowego: Elia Viviani, Mark Cavendish czy Fernando Gaviria. W reprezentacji Polski obserwowaliśmy ?dramę? związaną z odsunięciem od startu Małgorzaty Wojtyry i zastąpienie jej przez młodszą Darię Pikulik.

    Po Igrzyskach zmieniono formułę Omnium, usunięto z programu 1km/500m (mężczyźni/kobiety) ze startu zatrzymanego, 4000m/3000m (m/k) indywidualnie oraz ?okrążenie na czas?, wprowadzono za to ?Wyścig Tempo?. Oznacza to, że w programie wieloboju są teraz wyłącznie wyścigi wytrzymałościowe, preferujące zawodników przypominających charakterystyką szosowych sprinterów:

    – Scratch
    – Wyścig eliminacyjny (?australijski?)
    – Wyścig tempo
    – Wyścig punktowy

    PS. W tabelkach raczej nie powinno być błędów, ale jesteśmy tylko ludźmi, więc jakby co, to dawajcie znać :)