Bez względu na wynik wyborów w Polskim Związku Kolarskim, zarówno prezes jak i zarząd będą mieli sporo pracy. Wyzwań jest wiele, zatem do dzieła!

Najważniejsze pytanie dotyczy tego, jakie ma być kolarstwo w Polsce? Czy ma być elitarne czy masowe? Historia, rodowód i tradycja, ale też praktyka wskazują na masowy charakter sportu rowerowego. Wydaje się więc, że odpowiedzieć można tylko w jeden sposób, oznacza to jednak szereg zmian, które powinny zajść w Polskim Związku Kolarskim jako takim.

Trzeba pamiętać, że Związki Sportowe to Stowarzyszenia. Nawet, jeśli nie można być członkiem ani “centrali” ani związków okręgowych indywidualnie lecz wyłącznie za pośrednictwem klubu, tak czy inaczej proponowałbym maksymalną inkluzywność i otwartość. Wszak wszystkie “NGOsy”, do których zalicza się i PZKol to elementy szeroko pojętego społeczeństwa obywatelskiego, bazujące na zaangażowaniu i współuczestnictwie.

Zarówno liczba klubów jak i liczba wydanych w każdym roku przez Związek licencji dla zawodników jest niewspółmiernie niska w stosunku do liczby osób jeżdżących na rowerze, zainteresowanych kolarstwem jako dyscypliną sportu czy też wreszcie czynnie je uprawiających.

Wśród tysięcy dorosłych osób regularnie uczestniczących w zawodach kolarskich (oficjalnych jak i tych, które zgodnie z przepisami nie są niczym innym jak piknikiem sportowym) licencję Polskiego Związku Kolarskiego ma zaledwie garstka. Tymczasem zrzeszenie w Związku powinno odbywać się za pomocą kilku kliknięć i jednego przelewu równoznacznego z zawarciem ubezpieczenia na korzystnych warunkach.

Być może wzorujemy się na Brytyjczykach, ale pamiętajmy, że w ich Związku, British Cycling, zrzeszonych jest w ten czy w inny sposób 125 tysięcy ludzi. W Polsce jest to nieco ponad 3500 tysiąca. I, co ważne, pod koniec każdego roku ci właśnie Brytyjczycy prowadzą sporą kampanię reklamową zachęcającą do członkostwa. Tymczasem u nas licencję mają najbardziej zdeterminowane jednostki.

A masowe członkostwo to nie tylko coroczny dopływ gotówki, mogący sięgać milionów złotych. To także znakomite narzędzie do budowy wizerunku.

A ten, cóż, jest kiepski, czego wyrazem są nieustające problemy finansowe zarówno samego Związku, klubów jak i organizatorów imprez “wyczynowych”.

Nawet najlepiej napisany program szkoleniowy, pieniądze z budżetu, czy to krajowego czy samorządowego jak również przekazywane przez sponsorów, nie przyniosą trwałego efektu w postaci dużej grupy wysokiej klasy zawodników, jeśli selekcja będzie dokonywana spośród zaledwie dziesiątek czy setek młodych sportowców.

Należy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego, mimo mistrzostwa świata Michała Kwiatkowskiego, dwóch medali olimpijskich Mai Włoszczowskiej (a od Pekinu minęło już osiem lat!), dwóch tytułów najlepszego “górala” Tour de France Rafała Majki, poza Tour de Pologne i wyścigiem Mai Włoszczowskiej następuje raczej degradacja wyścigów organizowanych w Polsce niż ich rozwój i promocja?

Gdzie są sponsorzy korporacyjni (a nie ci utrzymujący kolarstwo wyłącznie w związku ze swoją pasją)? Gdzie są transmisje w ogólnopolskiej telewizji? Materiały prasowe? Dlaczego media rowerowe z własnej woli chętniej piszą o amatorskich imprezach komercyjnych niż o imprezach z kalendarza PZKol? Czemu ich organizatorzy nie widzą ani interesu ani potrzeby by wpisywać je do oficjalnego kalendarza?

Od Związku, który jest czymś więcej niż tylko księgowym rozdzielającym środku z Ministerstwa Sportu należałoby oczekiwać aktywności w budowaniu wizerunku kolarstwa, pomocy przy pozyskiwaniu sponsorów, patronatów ogólnokrajowych mediów, czy też wsparcia o charakterze “proceduralno-administracyjnym”.

Sytuacja, w której przez kilka lat nie mieliśmy wyścigu szosowego kategorii .1 czy też .HC, gdy imprezy mtb mające jakąkolwiek kategorię międzynarodową można policzyć na palcach jednej ręki zdecydowanie nie jest stanem pożądanym, podobnie jak fakt, że w wielu konkurencjach kolarskich istnienie lub nie rozgrywek na najwyższym poziomie (szosowa Pro Liga, Puchar Polski MTB) zależy od grupy pasjonatów a nie jest wpisane w plan pracy Zarządu.

Jeśli wychowamy pokolenie zdolnych i ambitnych zawodników w ramach Narodowego Programu Rozwoju Kolarstwa, jeśli system kadr: juniorskich i młodzieżowych będzie przejmował i kształcił kolejnych atletów, oni muszą mieć gdzie się ścigać!

Idąc dalej, kolarstwo może być znakomitym produktem. Także ta jego odmiana, na którą najbardziej stawia Związek, czyli kolarstwo torowe. Rozumiem argumentację, wedle której nacisk na tor jest obowiązkowy. Model finansowania polskiego sportu związany jest z występami na Igrzyskach Olimpijskich. Realia są jakie są i nie pozostawiają wiele miejsca do interpretacji.

Czy to jednak oznacza, że tor ma być wyizolowaną dyscypliną dla garstki wyczynowców, którą interesują się wyłącznie oni i ich rodziny? Wspomnieni Brytyjczycy, na których mamy się wzorować zrobili z kolarstwa torowego znakomity show, który oglądają tłumy, gdy tymczasem u nas nawet najważniejsze imprezy w Pruszkowie gromadzą znikomą publiczność.

A przecież kultura jazdy na rowerach z ostrym kołem na świecie przeżywa renesans niemal zbliżony do tego, który dotyczy przełajów.

Może pora na wyjście do ludzi? Rewitalizację, renowację czy wręcz odbudowę zaniedbanych i zniszczonych obiektów, aby faktycznie polskie kolarstwo stało torem, jeśli już nie może stać innymi konkurencjami kolarskimi? Organizację otwartych imprez, szkolenia i wreszcie, spotkania z naszymi gwiazdami. Bo poza nazwiskami, które wymieniane są jednym tchem: Kwiatkowski, Majka, Włoszczowska, Niewiadoma, mamy jeszcze jedną wielką gwiazdę światowego kolarstwa, multimedalistkę mistrzostw świata właśnie na torze, Katarzynę Pawłowską.

A co z pozostałą infrastrukturą? Trasami Enduro, zjazdowymi, pumptrackami, rundami do uprawiania cyclocrossu, ścieżkami, na których trenują młodzi kolarze a kontakt z kolarstwem wyczynowym nawiązują amatorzy? Pomoc przy ich budowie, opieka administracyjna i formalna, legalizacja takich budowli powinna również znaleźć się na liście zadań Związku.

Jeśli mamy, brzydkie słowo, “zdyskontować” sukcesy naszych gwiazd, potrzebna jest aktywność, aktywność i jeszcze raz aktywność.

Owszem, Związek wciąż ma długi, owszem, wiele spraw kuleje, ale z drugiej strony, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach, widoczne jest pewne ożywienie. Została postawiona baza pod dalsze działania i rozwój a co najważniejsze, co trzeba powtarzać do skutku, sukcesy naszych zawodowców oraz obiecujące wyniki reprezentantów młodszych kategorii wiekowych to niepowtarzalna szansa.

Zatem, Szanowny Panie Prezesie, wybrany na nową kadencję, życzę (i oczekuję) przede wszystkim odwagi i rozmachu. Jak sądzę nie tylko ja.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments