Tag: Peter Sagan

  • Sagan dowcipniś

    Sagan dowcipniś

    Możesz być daleko od szczytowej formy, ale jeśli nazywasz się Peter Sagan, zawsze znajdziesz sposób, by zaakcentować swoją indywidualność.

    Wielka Nadzieja Słowaków ostatnio ma problemy ze skutecznością. Publicznie wezwany na dywanik przez Olega Tinkowa za brak satysfakcjonujących wyników Sagan nie traci humoru. Niewybredne żarty to jego znak rozpoznawczy.

    Jeśli w wieku 25 lat masz na koncie trzy zielone koszulki najlepszego sprintera Tour de France, kilka wygranych klasyków a w kieszeni wielomilionowy kontrakt z jedną z najlepszych grup zawodowych świata nic dziwnego, że możesz odczuwać presję.

    Peter Sagan w tym roku wygrał tylko raz, podczas Tirreno-Adriatico i był to jego pierwszy triumf od czerwca 2014 (zieloną koszulkę Wielkiej Pętli wygrał dzięki regularności a nie sukcesom na kolejnych etapach).

    Jak co roku, po kampanii wiosennych klasyków, w poszukiwaniu formy wybrał się na Tour of California, gdzie do tej pory wygrywał aż 11 razy. Tyle tylko, że tym razem nie idzie mu zbyt dobrze. Przegrywa z Markiem Cavendishem a gdy już jest pierwszy z peletonu, do mety przed grupą dojeżdża uciekinier. Jedyne, co więc pozostaje Słowakowi to cierpliwość i odrobina dystansu do siebie i otaczającego świata.

    Cóż więc można zrobić? Przyprawić rogi zwycięskiemu koledze:

    Peter Sagan znany jest z niestandardowych zachowań. Od czasów Mario Cipolliniego niewielu było kolarzy, którzy tak prowokacyjnie jak Słowak eksponowaliby swoje ego. Jego znakiem firmowym jest ?wheelie?, jazda na jednym kole. Robi to zarówno na górskich etapach, gdy przyjeżdża na metę daleko za liderami:

    Jak i na mecie wygranych przez siebie Klasyków:

    Jeśli jednak mu nie idzie (tak jak w Kalifornii), zwraca na siebie uwagę szczypiąc hostessę, co po wyścigu E3 Prijs wywołało spore poruszenie w świecie i kolarstwa i mediów.

    Gest, który spotkał się ze sporą krytyką równocześnie zainspirował organizatorów wyścigu do kontrowersyjnej kampanii reklamowej, z której jednak musieli się wycofać pod naporem argumentów feministek i zwyczajnie kulturalnych ludzi.

    Poza błazenadą, Sagan jest przede wszystkim kolarzem. Gdy zwycięża, akcentuje to spektakularnymi ?cieszynkami?, z których najbardziej znaną jest ?Hulk?:

    Ten rodzaj celebrowania wygranej dał słowackiemu zawodnikowi jak i marce Cannondale okazję do zbudowania cennego marketingowo wizerunku. Superbohaterskie alter ego to samograj jeśli chodzi o koszulki

    https://twitter.com/Martindbeaulieu/status/464872499373932545

    czy malowanie rowerów:

    https://twitter.com/cherry_bike/status/353173904321302528

    Nawet, jeśli Sagan póki co nie błyszczy a Oleg Tinkow zapowiada, że w lipcu zaprzęgnie go do pociągu pomagającego Alberto Contadorowi, szansa, że ?kolarski Hulk? wygra czwartą koszulkę najlepszego sprintera Tour de France jest całkiem spora. Motywacją jest choćby jego wyraźne upodobanie do koloru zielonego.

    Jeśli myślicie, że Peter Sagan to tylko szybka jazda na rowerze i kontrowersyjna, choć niemal nienaganna stylówa, mylicie się. Każdy kiedyś zalicza wtopę, jak choćby ta reklama? syropu z topinamburu:

    Zdjęcie okładkowe: Piotr Drabik, flickr, CC BY 2.0

  • Ciężki los superbohatera

    Ciężki los superbohatera

    Sagan, Van Avermaet, Vanmarcke i wielu innych. Tak jak co roku: przegrani, niespełnieni, bez błysku. Wyścigi klasyczne to brutalne współzawodnictwo, jednak to nic w porównaniu z bezkompromisową oceną, jaka spotyka kolarzy tuż za linią mety.

    To pewnie nie będzie popularny tekst, ale jakoś muszę z tym żyć. Nie będzie w nim łatwych stwierdzeń i krytycznych ocen. Nikt się nie skończył, nikt nie zawiódł a wszyscy zmieścili się w oczekiwaniach.

    Największy problem ma z pewnością Peter Sagan. Urodzony w 1990r już u progu zawodowej kariery zanotował wiele znakomitych wyników. Mistrz Słowacji łączy w sobie cechy sprintera z umiejętnościami jazdy po bruku oraz pagórkach. Jest zatem niemal archetypicznym kolarzem klasycznym. Do tego posiada świetną technikę jazdy a w pierwszych latach wśród profesjonalistów prezentował się jako zdecydowany i bezkompromisowy indywidualista. Trzy zwycięstwa w klasyfikacji punktowej Tour de France, wygrane klasyki: E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem, Brabancka Strzała i GP Montrealu oraz niezliczone etapy i klasyfikacje wyścigów wielodniowych to jednak mało. Oczekiwania wobec Sagana są o wiele większe: kolarz z takim potencjałem powinien przecież seryjnie wygrywać ?Monumenty?, przynajmniej trzy pierwsze w sezonie: Mediolan-Sanremo, Flandrię i Paryż-Roubaix. Miejsce na podium rozlicza go ze startu, ale nie budzi entuzjazmu, lokata poza ?pudłem? traktowana jest jako porażka.

    https://twitter.com/BMCProTeam/status/584051442924814336

    Dla odmiany Greg Van Avermaet to zawodnik bardziej doświadczony. W tym roku dobije do ?trzydziestki? a od kilkunastu miesięcy jest niemal równorzędnym liderem w zespole BMC, obok Philippe?a Gilberta. Jego jedynym, ważnym zwycięstwem jest póki co Paryż-Tours w 2013r, za to od lat znajduje się w czołówce większości istotnych klasyków. W tym sezonie świetnie pokazał się na trasie Ronde van Vlaanderen, ale przegapił kluczową ucieczkę Kristoffa i Terpstry.  Na finiszu był za to w stanie ograć Sagana, co dało mu trzeci stopień podium. Van Avermaet często jest chwalony za prezentowaną dyspozycję. Zwłaszcza anglojęzyczne media są w stanie docenić zawodnika w dobrej formie, równocześnie jednak nie zostawiając suchej nitki na kimś, kto po raz kolejny otarł się o zwycięstwo, nie będąc w stanie wykonać decydującego o wygranej ruchu.

    Zarówno Sagan jak i Van Avermaet będą wymieniani w gronie pretendentów Paryż-Roubaix, tyle, że z wyraźnym naciskiem na ich porażki a nie imponujące portfolio. W nieco innej sytuacji jest Sep Vanmarcke, który jest kolarzem zdecydowanie mniej uniwersalnym niż wspomniana wcześniej dwójka. To typowy, lokalny bohater, którego sezon de facto kończy się w najbliższą niedzielę. Dwudziestosześcioletni Belg oczywiście nie przestanie się ścigać w połowie kwietnia, ale jego żywiołem zdecydowanie są flamandzkie bruki: tam czuje się najlepiej i właściwie tylko tam znajduje największą motywację do walki o laury. Cóż z tego, skoro tak jak w przypadku Van Avermaeta i Sagana jego portfolio pełne jest pięknych rezultatów, w których niestety brakuje takich, gdzie obok nazwy wyścigu widnieje cyfra ?1?. To kolarz z olbrzymim potencjałem, ale jak długo można ?dobrze się zapowiadać?? Przecież w końcu trzeba udowodnić, że pokładane nadzieje, wyrażane m.in. wysokością kontraktu i zaufaniem kibiców nie są na wyrost! Być może już wkrótce presja z Vanmarcke?a zostanie zdjęta. Belgijscy psychofani mają na celowniku kolejną, wschodzącą gwiazdę. Tiesj Benoot mając zaledwie dwadzieścia jeden lat ukończył ?Flandrię? na piątym miejscu. Ktoś taki wkrótce powinien ją wygrać!

    Nie lepiej mają też zwycięzcy. Niki Terpstra po wygranej w zeszłorocznym Paryż-Roubaix będzie stawiany jako faworyt ?Piekła Północy? do końca swojej kariery. Tegoroczne, drugie miejsce w Dookoła Flandrii to w jego wykonaniu zaledwie minimum przyzwoitości, wobec niemożliwego do pokonania Kristoffa. Drużna, której przewodzi, Etixx-Quickstep, jak na swoje standardy ma fatalną wiosnę, presja spoczywająca na Terpstrze i jego kolegach przed startem w Paryż-Roubaix będzie ogromna. Kuurne-Bruksela-Kuurne wygrany przez Marka Cavendisha i Strade Bianche, który padł łupem Zdenka Stybara to dla ?cesarza bruków?, menadżera Patricka Lefevre?a zdecydowanie zbyt mało. A może nie tyle dla niego, co dla kibiców jego drużyny. Seryjni zwycięzcy klasyków północy w sezonach, gdy nie są w stanie wygrać choćby jednego, ważnego wyścigu na brukach, są poddawani miażdżącej krytyce.

    Myślicie, że Alexander Kristoff, nowo kreowana gwiazda jednodniówek będzie miał łatwiej? Jeśli przegra Paryż-Roubaix, nic się nie stanie – wiosnę ma więcej niż rozliczoną. Flandria, Scheldeprijs i 3 Dni De Panne oraz etap Paryż-Nicea a także drugie miejsce w Mediolan-Sanremo czynią z niego zwycięzcę kolarskiej wiosny. Niech tylko norweski zawodnik nie trafi z formą na Tour de France, gdzie nie będzie w stanie wygrać choćby jednego etapu a kolejny sezon zakończy z kilkoma miejscami na podium w miejsce prestiżowych triumfów, wtedy miano herosa zostanie mu szybko odebrane.

    Pamiętacie jeszcze genialny rok Philippe?a Gilberta? Od jesieni 2010 do lata 2011 niemal wszystko, czego dotknął zamieniało się złoto. Po seryjnie wygrywanych klasykach i etapach najważniejszych wyścigów, nawet mistrzostwo świata w 2012r zostało potraktowane jedynie jako ?uratowanie sezonu?. W podobnej sytuacji był nie raz Tom Boonen, by przywołać również 2011r i jego wygraną w Gandawa-Wevelgem, za którą nie poszły ani Paryż-Roubaix ani Flandria. Nawet w tym roku, rewelacyjnie dysponowany Geraint Thomas po spektakularnej jeździe w E3 Harelbeke i niemal równie dobrym występie w Gandawa-Wevelgem, przyjeżdżając do mety Flandrii w drugiej grupie został okrzyknięty przegranym, wraz z całą drużyną Sky.

    Sęk w tym, że kolarzy na najwyższym poziomie jest więcej niż najbardziej prestiżowych wyścigów. Nawet biorąc pod uwagę ilość zmiennych: pogody, sprzętu czy dni startowych w sezonie, nie dla wszystkich starczy miejsc na podium, o zwycięstwach nie wspominając.

    Zdjęcie okładkowe: Mark Anderson, flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#36 – co by było gdyby

    Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni stoi pod znakiem gdybania. Mediolan-Sanremo zakończył się sprintem z grupy poprzedzonym kraksą kilku ważnych postaci na zjeździe. Tymczasem w RPA Andrzej Kaiser i Dariusz Mirosław ukończyli Cape Epic na świetnym, 21. miejscu open i 18. w elicie.

    Gdyby Gilbert, Kwiato i Ciolek nie upadli?

    Ostatnie kilometry ?Primavery? przebiegały według sprawdzonego scenariusza. Ataki na Cipressie i Poggio przerzedziły peleton, w którym równocześnie o pozycję walczyli sprinterzy. Luca Paolini kolejny raz w karierze wykonał tytaniczną pracę dla lidera swojego zespołu (tym razem był to Alxander Kristoff z Katiuszy) a Philippe Gilbert, Greg van Avermaet czy Gerraint Thomas rozpoczęli harce. Tyle tylko, że Gilbert upadł na ostatnim zjeździe a wraz z nim leżeli Michał Kwiatkowski czy Zdenek Stybar. Z walki o dobre lokaty wykluczeni zostali więc dynamiczni, odważnie zjeżdżający i dość szybcy kolarze, którzy co prawda nie mogą się równać w walce ?na kreskę? ze sprinterami, ale mogli wprowadzić więcej zamieszania w samej końcówce. Wyeliminowanie kilku kolarzy tego typu sprawiło, że Degenkolb, Kristoff czy Matthews dostali chwilę czasu na powrót do szpicy i rozegranie finiszu między sobą.

    Gdyby Sagan oszczędzał siły?

    Słowacki kolarz był bardzo aktywny na ostatnich kilometrach wyścigu. Na Poggio jechał uważnie, pilnując koła rywali, również na zjeździe poczynał sobie bardzo ambitnie a na niecałe 2km przed metą spróbował solowej akcji. Ewidentnie czuł się tego dnia mocny, ponieważ mimo spalenia sporej porcji kalorii podczas tej szarpaniny zdołał finiszować na czwartym miejscu. Sagan musi być bardzo głodny sukcesu, ale odrobina spokoju z pewnością by mu nie zaszkodziła. Niewykluczone, że gdy peleton zacznie regularnie ścigać się na brukach, Słowakowi wystarczy mocy, by w końcu wygrać jeden z Monumentów.

    Gdyby Kristoff był mniej pewny siebie?

    Alexander Kristoff, ubiegłoroczny zwycięzca Mediolan-Sanremo również musiał czuć się świetnie. Poggio wjechał w czołówce, prowadzony przez przepychającego twarde przełożenie Paoliniego. Ten sam Włoch świetnie rozprowadził Kristoffa na finiszu, jednak Norweg rozpoczął sprint nieco za wcześnie. Rywale go doścignęli, dużo mniej widoczny na poprzedzających końcowy sprint kilometrach John Degenkolb skorzystał z rozprowadzenia rywali.

    Gdyby na trasie była Pompeiana?

    Bardziej stromy i nieco dłuższy niż Cipressa i Poggio podjazd w przyszłym roku (jeśli znów ziemia nie osunie się na szosę) zostanie włączony do trasy wyścigu właśnie między tymi dwoma, klasycznymi wzniesieniami. Zabraknie zatem odcinka wzdłuż wybrzeża, na którym peleton rozpędza się, kasuje ucieczki i daje szansę sprinterom na powrót do czoła grupy. Dzięki temu do ostatnich metrów o zwycięstwo walczą kolarze różnych specjalizacji. Dodanie kolejnej górki zwiększy szanse ?górali? nad sprinterami. Niewykluczone, że Degenkolb czy Kristoff mieli w tym roku ostatnią szansę na zwycięstwo. Pytanie, czy za rok z Pompeianą poradzi sobie Sagan?

    Gdyby cofnąć czas o siedem-osiem lat

    Zjeżdżając z włoskiej szosy na południowoafrykańskie bezdroża należy nagrodzić solidnymi brawami zespół Specialized Vimar Martombike, czyli Andrzeja Kaisera i Dariusza Mirosława. Polacy w najbardziej prestiżowej etapówce mtb zajęli świetne, 21. miejsce open i 18. w elicie (ulegli trzem zespołom mastersów, wśród których byli m.in. Bart Brentjens i Daniele Nardello). To znakomity wynik, ale na usta ciśnie się pytanie, co by było, gdyby Andrzej Kaiser miał szansę pościgania się z najlepszymi, górskimi zawodowcami kilka lat wcześniej, gdy z dużym zapasem czasu wygrywał polskie etapówki.

  • Poniedziałkowy skrót#7

    Rafał Majka czwarty w Criterium Internationl, to główny polski akcent weekendu. Peter Sagan pokonany w Gandawa – Wevelgem, to główne wydarzenie międzynarodowe.

    Zacznę właśnie od Criterium International – relację z tego wyścigu wybrałem do oglądania w niedzielne popołudnie. Po sobotniej czasówce sytuacja w klasyfikacji generalnej była otwarta – różnice czasu w czołówce pozostawały niewielkie, natomiast faworytem wydawał się być J.C. Peraud. Były kolarz górski dobrze radzi sobie w próbach indywidualnych a przy tym potrafi zaatakować na finałowych podjazdach. Col de l’Ospedale, którym kończył się cały wyścig to długi i wymagający finisz pod górę, zatem liczyłem, ze Rafał Majka, który do Peraud tracił niewiele pokaże się z dobrej strony i ugra cenny wynik. Tak też było. Kolarze Tinkoff – Saxo nadawali tempo u podnóża podjazdu, grupa liderów topniała w gdy na około 5km przed metą na czele zostało zaledwie kilku kolarzy rozpoczęły się ataki.

    Polak ruszał w pogoń za Frankiem Schleckiem i Tiago Machado, sam jednak nie zaryzykował ani razu. Szkoda, jak sam wspomniał w wywiadzie był to błąd taktyczny. Na wypłaszczeniu w końcówce odjechali Mathias Frank i Peraud: Frank po etap, Peraud po wyścig. Rafał Majka dojechał piąty a w klasyfikacji generalnej zajął czwarte miejsce. Mimo niedawnej kontuzji na Paryż-Nicea (nadal jechał z taśmami na łokciu) pokazał dobrą formę. Czwarte miejsce w Criterium International, wyścigu bardzo prestiżowym i cenionym jako sprawdzian formy dla kolarzy etapowych, to świetny wynik i znakomita prognoza przed Giro d?Italia. Błędy taktyczne to cenna nauka – lepiej teraz niż w maju!

    W Katalonii zakończyła się tamtejsza ?Volta?, jeden z najstarszych, nadal organizowanych wyścigów kolarskich. Przez cały tydzień zawodnicy zmagali się ze złą pogodą, z pewnością nie pozostało to bez wpływu na wyniki i przebieg rywalizacji. Całość wygrał Joaquim ?Purito? Rodriguez, potencjał w wyścigach etapowych potwierdził Tejay van Garderen (trzecie miejsce), jak zawsze ambicją popisał się Contador (druga lokata) a Chris Froome i Nairo Quintana nie prezenentują jeszcze równej formy. Ten drugi ma ewidentnie problem z jazdą w trudniejszych warunkach atmosferycznych, biorąc pod uwagę, że na Giro, które ma być jego głównym celem, często zdarzają się zimne i deszczowe dni, wyścig dookoła Włoch będzie dla niego wyjątkowym wyzwaniem. W Katalonii startowali też kolarze CCC Polsat Pokolwice. W klasyfikacji generalnej zajęli niskie lokaty, natomiast zabierali się do ucieczek na niemal każdym etapie. Tomasz Marczyński uzbierał nieco punktów w klasyfikacji górskiej a w sobotę i niedzielę Marek Rutkiewicz i Maciej Paterski finiszowali odpowiednio na piątej i czwartej pozycji. Można sarkać, że słabo, z drugiej strony, skoro nie jechali na ?generalkę?, walka w ucieczkach z niezłym wynikiem na wyścigu klasy World Tour jest cenną sprawą i tego będę się trzymał.

    Na północy Europy na dobre rozpoczął się sezon zawodów w jeździe po bruku. Peter Sagan, wciąż młoda, wschodząca gwiazda klasyków w piątek rozbił rywali na wyścigu E3 Harelbeke. Ze względu na podobieństwo trasy, to ważny sprawdzian przed Ronde Van Vlaanderen. Triumf tym cenniejszy, że w końcówce Słowak jechał przeciwko dwóm rywalom z drużyny Omega Pharma Quick Step i obu ograł na finiszu! Zaledwie dwa dni później na trasie z Gandawy do Wevelgem Sagan musiał uznać wyższość Johna Dagenkolba i Arnauda Demare. Spora grupa znakomitych sprinterów przetrwała Kemmelberg, Sagan zdołał więc zająć ?tylko? trzecie miejsce. Trzeba pamiętać, że wciąż jest bardzo młodym kolarzem (24 lata). Liczne zwycięstwa przyzywczaiły nas do stawiania go w roli faworyta. Wielu zawodników, nawet świetnie się zapowiadających, musiało jednak czekać na sukcesy w najważniejszych klasykach do bardziej dojrzałego wieku.

    A propos młodych kolarzy, Łukasz Wiśniowski, jeżdżący w ?młodzieżówce? Omega Pharma Quick Step, czyli Ettix narobił nam apetytu na wygranie Tour de Normandie. To wyścig niższej kategorii, ale w przeszłości triumfowali tam m.in tacy kolarze jak Thor Hushovd czy Thomas Dekker. Wiśniowski wygrał etap, do niedzielnego odcinka przystąpił w koszulce lidera, ale ani on, ani jego koledzy z drużyny nie byli w stanie przeciwstawić się licznej ucieczce. Polak ostatecznie zajął 15 miejsce w klasyfikacji generalnej, ale pokazał spory potencjał.

     

    Swoje pięć minut w miniony weekend miały także kobiety. Do Pucharu Świata zaliczany był włoski wyścig Trofeo Alfredo Binda. Szwedka Emma Johansson była najszybsza na finiszu, z licznej (10!) grupy Polek, Eugenia Bujak była najlepsza, zajmując dobre, dwunaste miejsce.

    Gdyby tego było mało, do Austrii na pierwszy ważny wyścig MTB w Europie Środkowej, Kamptal Klassic pojechał cały autokar naszych ?górali?. To wyścig pierwszej kategorii w klasyfikacji UCI, tradycyjnie wybierany jako rozpoczęcie sezonu przez Niemców, Austriaków, Czechów a także Polaków. Dobrze pojechały zawodniczki Krossa: Anna Szafraniec była druga (za Blazą Klemencic) a Katarzyna Solus-Miśkowiec czwarta (za Terezą Hurikovą), a Aleksandra Dawidowicz (SGR) ósma. W elicie mężczyzn Marek Konwa był ósmy. W zawodach, poza zawodnikami Krossa i SGR Srebrna Góra startowali także kolarze i kolarki Sante BSA Whistle, KS Luboń Skomielna Biała, JBG2, Integral Collections i kilku innych. Słowem, większość polskiej czołówki. Z jednej strony to dobrze, że startują za granicą, z drugiej pojawia się pytanie, czy np. za tydzień wyścig podobnej klasy, gdzie z ?naszymi? ścigałaby się czołówka sąsiadów nie mógłby a nawet nie powinien cyklicznie odbywać się w Polsce? Na koniec, by ?poniedziałkowy skrót? był kompletny kilka słów o Cape Epic. Ten znakomity wyścig etapowy padł łupem niemiecko-czeskiego zespołu Robert Mennen-Kristian Hynek. Sauser, Schurter i inne wielkie gwiazdy światowego mtb nie dały rady ekipie Topeak Ergon. Marcin Piecuch i Dariusz Mirosław (Vimar Martombike Eska) ostatecznie na 53. miejscu open i 42. w swojej kategorii

  • 68. Tour de Pologne? Było nieźle!

    68. Tour de Pologne? Było nieźle!

    Tour jest tylko jeden. To Tour de France. Nasz Tour de Pologne nigdy go ani nie dogoni ani nie zastąpi. Patrząc na zakończony właśnie Wyścig, wygląda na to, że powoli zadamawia się w światowej elicie. Jestem ciekaw, czy Wasze spostrzeżenia po tegorocznym TdP pokrywają się z moimi.

    Polacy

    Oczekiwania były większe. Jak na ostatnie lata spory urodzaj rodzimych zawodników: zawodowcy z ProTouru (Lampre, Liquigas, Saxo Bank, Vacansolei), start polskiej ekipy (CCC Polsat) a do tego kadra narodowa. Efekty? Liczne ucieczki, koszulka najaktywniejszego (Kurek), koszulka najlepszego górala (Gołaś) i dwóch zawodników w top10. Do tego obiecujący talent (Paweł Cieślik) na horyzoncie. Nieźle, naprawdę nieźle. Na plus zaliczyć trzeba też postawę Bartosza Huzarskiego, który jak przystało na kapitana Kadry został najwyżej sklasyfikowanym Polakiem (7. Lokata) a gdy było trzeba dawał szansę młodym.

    Na minus, mimo rozlicznych prób, postawę grupy CCC. Można mówić, że próbowali, że byli aktywni i że są grupą Pro Continental, więc słabszą niż elita światowego kolarstwa. Marek Rutkiewicz po raz kolejny próbował wygrać wyścig i po raz kolejny w taki sam sposób ? brawurowym atakiem na mokrym zjeździe. Po raz kolejny taka taktyka nie przyniosła rezultatu. Tomasz Marczyński  próbował wygrać etap i gdyby nie to, że cały czas był utrzymywany jako backup dla Rutkiewicza w kwestii walki o ?generalkę? być może miałby na to szansę. Tym samym CCC zakończyło wyścig ze sporym zwrotem z obecności w mediach, ale bez realnego sukcesu sportowego.

    Czy aby na pewno? Być może problemem jest postrzeganie Tour de Pologne jako czegoś gorszego a tymczasem to wyścig klasy World Tour. Punktowany tak samo jak inne tygodniowe etapówki. Jeszcze do niedawna 9. miejsce Sylwestra Szmyda w Tour de Romandie traktowaliśmy jako sukces. Zatem siódme miejsce Huzarskiego i 10. Rutkiewicza to niezłe wpisy do ich własnego portfolio. Co nie zmienia faktu, że nadal czekamy na zwycięstwa ważniejsze niż poboczne klasyfikacje. Jeśli nie generalka to choćby etap. Stać nas na to, tylko może trzeba nieco zmienić priorytety.

    Zagraniczne gwiazdy

    Peter Sagan to wschodząca gwiazda światowego kolarstwa. Podobno podczas testów w Liquigasie zaprezentował potencjał fizjologiczny, jakiego dawno nie widziano u zawodowego kolarza. Jest mocny, jest szybki i ma instynkt zwycięzcy. Jest bardzo młody (rocznik 1990) a już może rywalizować ze światową elitą. Niektórzy widzą w nim następcę Gilberta, ale ponieważ wywodzi się z MTB, kto wie, może będzie następcą Evansa? Z niecierpliwością czekam, co pokaże podczas hiszpańskiej Vuelty, choć tam będzie głównie wspierał Nibalego w walce o obronę tytułu. Fakt, że Nibali zostawił sporo zdrowia na podhalańskich szosach pilotując Słowaka w walce o zwycięstwo pokazuje, że wierzy w niego i kierownictwo ekipy i jego koledzy z ekipy.

    Kolejny plus to Daniel Martin. Ubiegłoroczny zwycięzca na poważnie wziął sobie do serca fakt, że wystartował z numerem jeden na koszulce. Nie udało mu się, ale walczył do końca pokazując, że wysoko ceni sobie wynik na Tour de Pologne.

    O finiszach Marcela Kittela powiedziano już niemal wszystko, teraz czas, by znakomitą dyspozycję pokazaną w Polsce potwierdził kolejny level wyżej ? w starciu z elitą światowego sprintu.

    Szczególnie zmotywowana była ekipa Vacansolei, miejsca 3 (Marcato) i 4 (Poels) w klasyfikacji końcowej, Michał Gołaś najlepszy góralem i aktywne uczestnictwo w każdym finiszu. Choć była to ekipa bez wielkich nazwisk w składzie, zdecydowanie uczestniczyła w kreowaniu losów wyścigu. Może to dobry wzór dla naszego CCC?

    Kto zawiódł? Lampre (ale podobno Scarponi i Niemiec trenowali tu przed Vueltą) i naszpikowana gwiazdami (di Luca, Paolini, Pozzato) Katusha. Więcej można się też było spodziewać po Astanie.

    Trasa

    Wielkich gór w Polsce nie mamy, ale z dostępnego materiału wyciśnięto całkiem sporo. Inna sprawa, co ze swoją areną zrobili sami zawodnicy. Peter Sagan nieźle jeździ po górach, więc czekając do ostatnich kilometrów trudno myśleć o tym, że można go zgubić. Przy wyrównanym poziomie współczesnej czołówki, trzeba podejmować więcej prób, być może mniej schematycznych by myśleć o zmęczeniu lub zaskoczeniu rywali. Rundy w miastach? Cóż, w Warszawie czy Krakowie uzasadnione, zwłaszcza, że dookoła sporo elementów charakterystycznych. Etapy w Zagłębiu i Katowicach były do siebie tak podobne, że trudno znaleźć dla nich wytłumaczenie inne niż tylko komercyjne. W telewizji najładniej zaprezentował się Cieszyn. Okrążenia z brukowanym podjazdem, do tego piękna architektura w tle to dobre połączenie. Przy coraz lepszej jakości polskich dróg (plus robione w ostatniej chwili poprawki i remonty) i zmianie koncepcji dwóch środkowych etapów dostajemy trasę może nie porywającą, ale godną klasy imprezy.

    Ewentualne propozycje? (Zaznaczmy, że realne i odłóżmy marzenia o przełęczy karkonoskiej na kolejne dziesięciolecie). Zmiana warszawskiego etapu na nośną medialnie drużynową czasówkę oraz korekta na pierwszym etapie tatrzańskim. Zamiast ciężkiego sprintu pod Krokwią finałowy podjazd na Gubałówkę. Bardziej selektywny a i lepiej rozpoznawalny. Co o tym sądzicie?

    TVP

    Na koniec słówko o poziomie relacji w mediach. Telewizja Publiczna zrobiła spory krok na przód. Komentatorski duet Piotr Sobczyński ? Wacław Skarul sprawdził się nieźle nie irytując kibiców i dając dość informacji laikom. Gdyby tylko wyciąć to, co poza samą relacją, byłoby zupełnie w porządku. Do tego Cieszyn, Kraków, Warszawa, Będzin, Dąbrowa Górnicza wyglądały godnie a podhalańskie pejzaże ujmująco. Popracować trzeba nad infografikami i światłem. Późno popołudniowe słońce wyraźne sprawiało realizatorom sporo problemów, ani TVP ani Eurosport nie radziły sobie z ustawieniem kontrastu, choć prezentowały sygnał nieco odmiennie.