Tag: Media

  • 6 procent rowerowych entuzjastów

    6 procent rowerowych entuzjastów

    Zaledwie sześć procent uczniów i pracowników dociera do swojego miejsca przeznaczenia na rowerze. W niespełna czterdziestomilionowym kraju jest nas zatem milion. Badanie wykonane przez TNS Polska zostało zlecone przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

    Oznacza to tylko jedno: rowerowymi ?dojeżdżaczami? (po raz kolejny zapytam, czy macie jakieś lepsze określenie na ?commutera??) są de facto zdeterminowani entuzjaści. Choć z perspektywy centrum Krakowa wydaje się, że cyklistów, nawet zimą jest sporo, twarde dane mówią co innego. 70% uczniów, studentów i pracowników porusza się samochodami lub komunikacją zbiorową.

    Zgodnie z wynikami badania miejski rowerzysta jest całkowicie ?przeciętny?, nie wyróżnia się statusem materialnym, czy zobowiązaniami rodzinnymi spośród innych uczestników ruchu w mieście, choć faktycznie rzadziej posiada samochód.

    Głównymi przeciwnościami, z którymi mierzą się rowerowi ?dojeżdżacze? są ?niekorzystne warunki pogodowe (zdecydowany lider rankingu), niewygoda związana z ubiorem oraz obawa o własne bezpieczeństwo?.

    Z kolei miejscy rowersi najbardziej cenią sobie ?przyjemność z jazdy oraz dbałość o zdrowie i kondycję fizyczną (za ważne uznaje je ponad 90 proc. osób)?.

    To ciekawe, ponieważ sam, jeszcze od czasów liceum korzystam z roweru jako środka komunikacji w mieście i przyjemność oraz zdrowie postawiłbym bardzo daleko w hierarchii pozytywnych aspektów tego procederu.

    Podstawowe zalety jazdy rowerem w mieście są trzy:

    • oszczędność pieniędzy
    • oszczędność czasu (omijanie korków i problemów z parkowaniem)
    • maksymalna elastyczność i niezależność

    Dla zdrowia, kondycji i przyjemności jeżdżę zanim wsiądę na „mieszczucha„.

    Poruszanie się w krakowskim smogu (a nie jest to problem wyłącznie CK miasta) ze zdrowiem nie ma zbyt wiele wspólnego, podobnie jak jazdę zatłoczonymi ulicami (a coraz częściej zatłoczonymi drogami dla rowerów) trudno nazwać przyjemną.

    Jeśli zaś chodzi o wspomniane 6% rowerzystów, to korzystając z własnych, anegdotycznych pomiarów, wygląda na to, że się zgadza. W każdej z firm, w których pracowałem, stanowiłem mniej więcej te 6%. Jestem ciekaw, jak to wygląda u Was?

    Co ciekawe, nadal niewielka grupa osób chce dołączyć do grupy miejskich rowerzystów. Taką możliwość dopuszcza 20% ankietowanych.

    Fakt, że Ministerstwo Sportu i Turystyki zleciło takie badanie cieszy. To może oznaczać większe zainteresowanie tematyką rowerową. Warto w tym miejscu podkreślić, że w naszych realiach Polski Związek Kolarski, działający zgodnie z Ustawą o Sporcie skupia się niemal wyłącznie na kolarstwie wyczynowym.

    Tymczasem British Cycling, federacja, którą można postawić za wzór, zajmuje się całością ruchu rowerowego w Wielkiej Brytanii: od celującego w olimpijskie złoto Bradleya Wigginsa, przez amatorów mtb a na drogach rowerowych w małych miejscowościach kończąc.

    Co więcej, ciekawą rolę odgrywają też media. Mam wrażenie, że naszą prasę rowerową (zarówno elektroniczną jak i tradycyjną) dość łatwo można podzielić na ?sportową? i ?miejsko-turystyczną?. By znów spojrzeć na Brytyjczyków, tamtejsze portale i wydawnictwa pochylają się nad większością aspektów cyklizmu. Za przykład weźmy zdobywający coraz większą popularność portal road.cc, który dostarcza newsy zarówno ze świata zawodowców jak i informuje o wypadkach z udziałem rowerzystów, kradzieżach czy też planach urbanistów dotyczących rozwiązań komunikacyjnych.

    Wygląda więc na to, że zanim rower jako środek transportu a nie fanaberia grupy entuzjastów stanie się powszechny, musi jeszcze upłynąć wiele czasu.

  • Kolarski ?Puchar UEFA?

    Kolarski ?Puchar UEFA?

    Współczuję wszystkim dziennikarzom, którzy będą w tym roku tłumaczyli, gdzie w kolarskiej hierarchii znajduje się Tour de Pologne i co się stało z ?Kolarską Ligą Mistrzów?.

    Od 2005r, gdy Międzynarodowa Unia Kolarska zreformowała swój kalendarz, Tour de Pologne zanotował bezprecedensowy awans i został zrównany z najważniejszymi, tygodniowymi wyścigami etapowymi na świecie. Zaliczony do Pro a następnie World Touru stanął w jednym szeregu z Paryż-Nicea, Tour de Suisse, Criterium du Dauphine czy Tirreno-Adriatico.

    Wraz z Pro Tourem pojawiła się w polskich mediach, inspirowana oficjalnymi komunikatami organizatorów Tour de Pologne narracja o ?Kolarskiej Lidze Mistrzów?, której uczestnikiem był nasz wyścig.

    World Tour istnieje nadal, ale ?Kolarskiej Ligi Mistrzów?, czyli elitarnego grona najważniejszych wyścigów już nie ma. Kolejna reforma wprowadzając UCI World Ranking zmieniła punktację, dzieląc wyścigi World Touru na cztery kategorie. Najwyżej w hierarchii znajduje się Tour de France, za nim razem Giro d?Italia i Vuelta a Espana a następnie pozostałe imprezy etapowe i jednodniowe podzielone na dwie kategorie. Tour de Pologne znalazł się w niższej z nich.

    To nadal jest wysoko punktowany i ważny wyścig i nadal można na nim zdobyć więcej (punktów i pieniędzy) niż na wielu cenionych etapówkach we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii, USA czy Niderlandach, ale z pewnością nie jest to ?Liga Mistrzów?. Owszem, obligatoryjnie będą przyjeżdżały do nas ekipy Pro Team, zgodnie z zasadami World Touru, ale trudno zakładać, by z automatu przywoziły do Polski największe gwiazdy.

    Tak się działo do tej pory i nowa hierarchia właściwie odwzorowuje stan faktyczny. Owszem, można się zżymać, ze wyżej niż Polska, Katalonia czy Kraj Basków znajdują się Tour Down Under oraz kanadyjskie klasyki – tu zapewne główną rolę odegrały kwestie marketingowe, ale miejsce TdP tam gdzie wyścig ten został zakwalifikowany wydaje się być właściwe.

    Tour de Pologne nigdy nie był ?Kolarską Ligą Mistrzów?. Trzymając się analogii piłkarskich, był to ?Puchar UEFA?, czy jak kto woli, zgodnie z bieżącą nomenklaturą ?Liga Europejska UEFA?. Rozgrywki dla bardzo dobrych drużyn, które jednak nie zdołały się zakwalifikować do najbardziej prestiżowych rozgrywek. Dla jednych to ważny cel i maksimum możliwości, dla innych nagroda pocieszenia lub też, przy podejściu merkantylnym, źródło finansowania dalszego rozwoju.

    Co jest jednak ważne w przypadku piłki nożnej, tam nikt nie ściemnia, że Liga Europejska jest ważniejsza od Ligi Mistrzów. Komentatorzy, kibice i sami sportowcy doceniają prestiż rozgrywek. Awans do 1/8 a nawet 1/16 finału jakiejkolwiek polskiej drużyny uznawany jest za sukces.

    Wydaje się, że nikt nie ma z tym problemu, by uznać drugie co do ważności rozgrywki za wydarzenie istotne i prestiżowe. W przypadku wyścigu kolarskiego potrzebna była wyraźnie zawyżająca realia komunikacja.

    Co zatem zrobią biedni Maciej Kurzajewski, Paulina Chylewska Piotr Sobczyński czy Sebastian Szczęsny (o ile i po redakcji sportowej nie przejedzie walec ?dobrej zmiany?) – nie mam pojęcia. Jak przedstawią ?degradację? TdP, opiszą nowy ranking UCI i miejsce w nim naszego wyścigu? Czy znajdą nową analogię do innej dyscypliny sportu czy może zaczną przedstawiać sprawy takimi, jakimi są?

    Ja takiego kłopotu mieć nie będę. Od czasu, gdy niezależnie piszę tego bloga, o Tour de Pologne piszę wprost, jako o dobrym wyścigu z potencjałem, któremu jednak nieco brakuje do najbardziej prestiżowych i eksponowanych imprez na świecie. Nie widzę nic złego w tym, że mamy solidną i profesjonalną imprezę, która z wielu powodów nie będzie tym samym co największe, ?legendarne? wydarzenia w kolarstwie a równocześnie broni się w wielu innych elementach i ma sporo zalet.

    Zdjęcie okładkowe: Christophe Karaba, wikimedia commons, CC BY 2.0

  • Oleg Tinkow Ma Talent

    Oleg Tinkow Ma Talent

    Gdyby tak zorganizować ?talent show? dla menadżerów grup kolarskich, większość nie przeszłaby eliminacji. Przykładowy juror z gatunku Kuby Wojewódzkiego do kolejnych etapów z chęcią przepuszczałby tylko jednego: Olega Tinkowa. Rosjanin, który właśnie zapowiedział, że za 12 miesięcy wycofa się z bike businessu z pewnością jest, używając właściwej dla takich programów terminologii, ?jakiś?.

    Publiczna kreacja Tinkowa jest co do zasady irytująca. Właściciel zespołu Tinkoff-Saxo to chimeryczny, arogancki, roszczeniowy, bezczelny i niezmiernie ekspansywny typ. Co chwilę wrzuca na twitterze kolejne ?bomby?, domaga się zmian w kolarstwie i atencji dla swoich zawodników.

    Prezentuje się jako absolutny władca, od swoich kolarzy domaga się wyników, potrafi skrytykować największe gwiazdy zarówno ze swojego składu jak i z drużyn konkurencyjnych.

    Choć można Tinkowa uważać za niezrównoważonego a może nawet i szalonego, Rosjanin przede wszystkim jest pasjonatem kolarstwa a po drugie ma wizję. Wiele wskazuje na to, że jego idee pozostaną wyłącznie w sferze luźnych rozważań, ponieważ nasz bohater zadeklarował, że po sezonie 2016 wycofuje się z finansowania kolarstwa.

    Wedle różnych szacunków Tinkow w sport zainwestował ok. 60 milionów Euro. Twierdzi, że to mu się zwróciło, ale od roku 2017 będzie reklamował swoją firmę, Tinkoff Credit Systems w bardziej tradycyjny sposób, czyli spotami w telewizji.

    Czy do tego czasu zaskoczy nas kolejnym ciekawym pomysłem, który będzie można wziąć pod uwagę? Przynajmniej kilka z dotychczasowych miało sens i daleko im było do majaków wariata, raczej skupiały się na próbach zmiany kolarstwa w atrakcyjny produkt na rynku wydarzeń sportowych.

    https://twitter.com/olegtinkov/status/674904409772572672

    Największa gwiazda Tinkowa, Alberto Contador, jako jeden z nielicznych kolarzy podjął próbę zmierzenia się z legendarnym wyzwaniem, czyli zwycięstwem w  Giro d?Italia i Tour de France w jednym sezonie. Hiszpan wygrał we Włoszech, by stanąć na podium w Paryżu ewidentnie brakło mu sił, mimo to zdołał ukończyć wyścig na piątym miejscu. Jego szef był zadowolony, wokół próby Contadora działo się wiele, ?dublet? jest bowiem wyjątkowym osiągnięciem w kolarstwie i jako taki pobudza wyobraźnię fanów oraz dziennikarzy.

    Przy tej okazji, prowokując Froome?a czy Nibalego do podobnego działania, Tinkow zwrócił uwagę na fakt, że na starcie wielu wyścigów brakuje najlepszych kolarzy. By nie szukać daleko, można wskazać choćby Tour de Pologne, ale bywa, że z podobnym problemem zmagają się inne, ważne etapówki czy klasyki z tradycją.

    Idąc tym tropem problemem jest oglądalność kolarstwa. Hasztag #nikogo staje się faktem. Część imprez przykuwa uwagę wyłącznie garstki zapaleńców, stąd też jakość transmisji TV bywa niewystarczająca.

    Nawet jeśli przed odbiornikami zasiadają miliony widzów, sami kolarze wprost nie czerpią z tego zysków. Owszem, zadowoleni są sponsorzy – ich logotypy przewijają się na ekranach i inwestycja w sport się zwraca, natomiast drużyny nie partycypują w zyskach stacji, wypracowanych de facto przez kolarzy.

    Wyścigi rowerowe, na co Tinkow w swoim, prowokacyjnym stylu zwracał wiele razy uwagę  nie są atrakcyjnym produktem marketingowym, przez co skazane są na takich jak on, chimerycznych i zamożnych inwestorów. Andy Rhis, właściciel BMC wciąż chce się w to bawić, choć chętnie znalazłby wspólnika. Flavio Becca, luksemburski biznesmen z branży nieruchomości dość szybko opuścił projekt Leopard zbudowany wokół braci Schleck. Astana i Katiusza działają de facto w oparciu o pieniądze kolejnych bogaczy z byłego ZSRR a część ekip (jak Orica Greenedge) ma na swoich koszulkach nazwy, które właściwie oznaczają ?tu jest miejsce dla twojej marki?. Inne, jak niesławny projekt Fernando Alonso zwyczajnie nie weszły nawet w fazę, którą można by nazwać start-upem.

    https://twitter.com/olegtinkov/status/621371788723912704

    Trudno powiedzieć, że Tinkow ze swoim trudnym charakterem rozwiązał którykolwiek z problemów, na który zwracał uwagę. Jego wybryki sprawiały jednak, że kolarstwo częściej trafiało do mediów, nie tylko tych sportowych. Współczesne wyścigi rowerowe cierpią na poważny deficyt charyzmatycznych postaci. Młode pokolenie zawodników jest z pewnością profesjonalne, ale też i śmiertelnie nudne. Jeden Peter Sagan sytuacji nie uratuje. Odejście (czy w formie sprzedaży czy nawet porzucenia) Olega Tinkowa z kolarstwa może spowodować, że w ślad za nim pójdą kolejni mecenasi a bez charyzmatycznej postaci Rosyjskiego biznesmena za sterami większości grup zawodowych będą zasiadali technokraci, którym znudzeni sponsorzy w końcu zakręcą kurek z pieniędzmi. Za niezrównoważonym Tinkowem zatęskni wtedy wielu jego obecnych krytyków.

  • Jakie będzie kolarstwo w 2020r?

    Jakie będzie kolarstwo w 2020r?

    Reforma kalendarza, pomysły na ograniczenie liczebności drużyn w wielkich tourach, coraz częstsze pomysły eksportu wyścigów w mniej tradycyjne rejony. Dyskusja trwa, ciekawe, gdzie nas zaprowadzi.

    W Barcelonie debatowano nad dalszym kształtem World Touru. To z pewnością ważka kwestia dla drużyn zawodowych i organizatorów wyścigów. Stabilność i przejrzystość procesu licencjonowania, gwarantowane uczestnictwo w najważniejszych imprezach, związane z tym koszty i zyski, to wszystko ma znaczenie.

    Aby nie było wątpliwości, UCI jest otwarta także na głosy kibiców. Po objęciu posady przewodniczącego Federacji przez Briana Cooksona, zainteresowani fani mogli wypowiedzieć się w dostępnej ankiecie na tematy, które sami uważają za ważne.

    Trzeba przyznać, że w ostatnich latach sama UCI jak i całe kolarstwo przechodzi wyraźną modernizację. Unia pod rządami Cooksona lepiej komunikuje się ze światem: zarówno strona internetowa jak i ?media społecznościowe? są aktualizowane, komunikaty publikowane bez zbędnej zwłoki, te pozytywne jak i dotyczące trudniejszych spraw (doping).

    Powszechny dostęp do kamer HD zmienia relacje telewizyjne (lub internetowe), wzbogacając je o obrazy ?z wnętrza peletonu?, samochodów technicznych a dziennikarze coraz chętniej zaglądają na zaplecze: do autobusów, ciężarówek serwisowych czy hoteli.

    BRIAN COOKSON.jpg
    BRIAN COOKSON” by Humpty77Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons.

    W tyle wciąż są organizatorzy wyścigów. WWW części imprez wyglądają niczym sprzed dekady a gdyby nie niezależne serwisy i twitter, trudno byłoby doszukać się wyników czy multimediów.

    Podobnie ma się sprawa z zespołami. Niektóre poza oczywistą aktywnością, jaką są starty w zawodach, stały się dostarczycielami wysokiej jakości, angażujących treści.

    Z roku na rok sezon wydłuża się o kolejne tygodnie. Zawodowcy zaczynają ścigać się już w połowie stycznia, kończą w połowie października. Nieznoszące pustki media niegdyś ?martwe? trzy miesiące wykorzystują do promocji przełajów.

    Mimo to, kolarstwo szosowe wciąż pozostaje ostoją konserwatyzmu. W 2015r kobiety ledwo przebijają się ze swoim głosem i własną aktywnością do szerszej publiczności a wszystkie najważniejsze imprezy rozgrywane są w Europie.

    Popularność, jaką wyścigi rowerowe zdobywają w krajach anglosaskich nieco równoważy przewagę Starego Kontynentu, ale Tour Down Under, Tour of California czy Tour of Britain to wciąż druga liga, nawet na tle teoretycznie niżej notowanych, ale mających większą tradycję imprez we Włoszech czy Francji.

    Interesy sponsorów i branży rowerowej wskazują jednak wyraźnie, że już wkrótce przynajmniej kilka stosunkowo nowych imprez będzie lepiej obsadzona i bardziej emocjonująca niż część wyścigów europejskich. Sztuczne pomysły UCI by eksportować kolarstwo np. do Chin nie przebijają się tak dobrze jak działania producentów sprzętu czy zewnętrznych sponsorów, którzy mocno angażują się w rozwój imprez w USA czy Australii. Nie bez znaczenia jest też kapitał szejków z Półwyspu Arabskiego, którzy chętnie ściągają do siebie gwiazdy sportu.

    W ten sposób, raczej wcześniej niż później jeden z wielkich tourów wystartuje w Omanie, Katarze a może w Waszyngtonie a zimowe ściganie w Emiratach będzie punktowane na równi z Paryż-Nicea czy Tour de Suisse.

    W związku z tym, i z rosnącymi kosztami uczestnictwa i logistyki, musi dojść do porozumienia w kwestii podziału zysków z praw do transmisji TV, o mocniejszą reprezentację i wpływ na wydarzenia będą walczyć nie tylko UCI, organizatorzy wyścigów, ale także grupy zawodowe i zrzeszający się w związki sami kolarze.

    Pytanie, czy w obliczu zmian na świecie stuletnie ?monumenty?: Mediolan-Sanremo, Paryż-Roubaix czy Giro di Lombardia przestaną pobudzać wyobraźnię? Nie sądzę. Czy Tour de France z ośmioosobowymi drużynami będzie mniej pasjonujący niż z obecnie? Raczej nie. Z pewnością w ciągu najbliższych pięciu lat wiele się zmieni, ale pewne elementy pozostaną stałe. Flandryjski bruk weryfikujący umiejętności i siłę największych gwiazd i miliony fanów na alpejskich przełęczach niełatwo odsunąć w przeszłość. Nawet, jeśli kolarstwo stanie się bardziej globalne, egalitarne i jeszcze bardziej komercyjne.

  • A może jesteśmy zbyt nudni?

    A może jesteśmy zbyt nudni?

    Jakkolwiek kolarstwo nie zdobywałoby popularności, wciąż jest nas za mało. Zwłaszcza, gdy chodzi o różnego rodzaju plebiscyty.

    Rok zaczął się obiecująco. Michał Kwiatkowski zajął trzecie miejsce w zestawieniu Przeglądu Sportowego. Rafał Majka w tym samym głosowaniu publiczności był siódmy. Rok wcześniej Maja Włoszczowska odpadła w internetowej ankiecie Onetu. Najlepszej polskiej kolarce górskiej do podium w plebiscycie Przeglądu Sportowego nie wystarczyły takiej dokonania jak mistrzostwo świata czy wicemistrzostwo olimpijskie.

    Ostatniej zimy rowerowi blogerzy dość ambitnie podeszli do konkursu na ?Blog Roku?. W głosowaniu SMSowym zarówno ja jak i Łukasz Gumowski ze swoim projektem Rovver otarliśmy się o finał. By wejść do top10 zabrakło nam zaledwie paru głosów: mnie w kategorii blogów profesjonalnych, Łukaszowi w kategorii ?Pasje?.

    Latem o sfinansowanie wyjazdu na mistrzostwa świata Adventure Racing w głosowaniu organizowanym przez Idee Kaffee również ?o błysk szprychy? przegrała Justyna Frączek ze swoją drużyną.

    Teraz do finału ?Nagrody Alchemika? nie weszła Joanna Ciszewska, mistrzyni świata mtb 12h solo. Co ciekawe, zawodniczka zadeklarowała, że nagrodę (20 tysięcy złotych) podzieli między kolarskie projekty: ścieżki enduro czy wsparcie dla juniorów ścigających się w xc. Jej również do zakwalifikowania się do części ocenianej przez jurorów zabrakło niewiele.

    W każdym z tych przypadków, zarówno dotyczących gwiazd sportu wyczyczynowego jak i pasjonatów w ten czy w inny sposób związanych z kolarstwem, zaangażowanie rowerowej społeczności było naprawdę spore. Sam przy głosowaniu na ?Blog Roku? (wymagającym, sporego jak na takie sytuacje wysiłku, czyli wysłania płatnego SMSa) spotkałem się z niespodziewaną dawką życzliwości i wsparcia. A mimo to zabrakło.

    Nie wiem, czy wciąż jest nas za mało czy może kolarstwo jako takie zwyczajnie nie budzi wystarczających emocji. Nie pobudza wyobraźni na tyle, by nie tylko fani, przyjaciele, znajomi i życzliwe im osoby wsparły rowerowy projekt, zawodnika czy twórcę. Finansowanie Idde Kaffee wygrali triathloniści, większe zaangażowanie wzbudziły blogi o e-papierosach, używanych samochodach czy rękodziele. Maja Włoszczowska w pojedynku na popularność uległa zawodnikowi MMA a do finału ?Alchemika? weszli podróżnicy i artyści.

    I teraz pytanie: czy to kolarstwo jest zbyt nudne, zbyt trudne do opowiedzenia, za mało dynamiczne i po prostu ?zbyt zwykłe? czy może to my: zawodnicy i twórcy mamy za mało charyzmy by przebić się do mainstreamu i przekonać nowe twarze, że to co robimy naprawdę jest takie fajne?

  • Przewodnik po mediach rowerowych

    Przewodnik po mediach rowerowych

    Brytyjczycy co roku przyznają nagrody dla najlepszych mediów rowerowych. Nasz rynek jest na to trochę za mały, więc w zamian proponuję Wam przewodnik po tym, co warto o rowerach i kolarstwie czytać po polsku.

    Rok temu pokusiłem się o własne wyróżnienia, wzorując się na kategoriach Cycling Media Awards. W ciągu ostatnich 12 miesięcy boom na kolarstwo trwa na Wyspach na dobre, w związku z czym CMA rozrosły się, ja dla odmiany po prostu pokażę Wam najbardziej wartościowe źródła kolarskich treści, bez podziału na kategorie.

    Brutalna prawda jest taka, że w porównaniu z zagranicznymi, z polskich źródeł korzystam w znikomym stopniu. O tym, gdzie śledzę kolarstwo pisałem całkiem niedawno. Mimo pewnej posuchy, z czystym sumieniem mogę polecić niektóre rodzime produkcje, projekty i przedsięwzięcia.

    Zacznę nieco nietypowo, bo od mainstreamu a nie mediów stricte rowerowych. Agora i ich portal sport.pl od dłuższego czasu inwestuje w treści kolarskie. Zamieszczają nie tylko newsy, ale też niezłej jakości artykuły. Paweł Gadzała z rowery.org dostarcza treści dla bardziej obeznanych czytelników, natomiast dziennikarze ?ogólnosportowi? Radosław Leniarski i Paweł Wilkowicz w przystępny sposób piszą dla okazjonalnych kibiców kolarstwa. Ich teksty nie tylko nie przynoszą wstydu, ale też mogą być ciekawe dla bardziej doświadczonych fanów zawodowego peletonu. Naprawdę duży plus dla Gazeta.pl. Może nie jest to jeszcze poziom ?Guardiana?, ale dobre, autorskie materiały to zdecydowana ?wartość dodana? do wszechobecie przeklejanych wyników i informacji prasowych.

    Trudno stwierdzić, czy strona Eurosportu to ?mainstream? czy media specjalistyczne. Z jednej strony relacje z wyścigów w telewizji, z drugiej ?portal? znajdujący się w strukturach Onetu, który co do zasady jest przestrzenią udostępniającą gotowce. Mimo to, od czasu do czas trafi się tam niezły wywiad.

    Jeśli już mowa o telewizji i Eurosporcie, to bez względu na to, jakimi uczuciami darzycie komentatorów tej stacji, poziom zarówno ?wizji? jak i ?fonii? jest od lat na stałym, wysokim poziomie. W relacjonowanie kolarstwa zaczyna bawić się Polsat przy użyciu swoich sportowych anten, ale, cóż, przed nimi jeszcze wiele lat nauki.

    W kwestii samej ?fonii? wspomnieć należy też o ?Jeszcze Więcej Sportu?, czyli audycji Przemysława Iwańczyka w Tok FM oraz ?Trzeciej Stronie Medalu? w radiowej trójce. Informacje, komentarze, czasem wypowiedzi ekspertów pojawiają się tam nie tylko przy okazji sukcesów Polaków, ale też, gdy na świecie dzieje się coś ważnego. Nie znajdziecie tam newsów z Pucharu Świata MTB, ale wielkie toury czy wiosenne klasyki to tematy obowiązkowe w szanujących się programach sportowych.

    Dociekliwi kibice po większą porcję treści kolarskich muszą udać się do specjalistów. Wydarzeniem sezonu jest z pewnością pojawienie się na rynku ?papierowego? magazynu Szosa. Jest on o tyle ciekawy, że w przeciwieństwie do pozostałych tytułów nie skupia się na sprzęcie i jego parametrach a na ludziach i ich historiach. Mam wrażenie, że spora część tradycyjnych mediów rowerowych pozostała mentalnie jeśli nie w poprzednim stuleciu, to przynajmniej w poprzedniej dekadzie.

    Nie jestem przekonany, czy prezentacje kolejnych modeli, przetwarzanie newsów oraz specyfikacji technicznych w sytuacji, gdy zarówno opinie jak i twarde dane na bieżąco pojawiają się online jest obecnie najlepszym pomysłem. Stąd też ?Szosa?, która poszukuje w kolarstwie czegoś więcej niż prostej konsumpcji jest powiewem świeżości.

    W tym miejscu trzeba też wspomnieć o rowery.org. Najstarszy polski ?portal? kolarski przeszedł mocną transformację. Obok materiałów stricte informacyjnych coraz więcej tam publicystyki, autorskich materiałów, wywiadów oraz recenzji książek oraz filmów. Krótko mówiąc, jeśli chcecie poczytać o kolarstwie a nie tylko przeglądnąć newsy, które wcześniej pojawiły się na twitterze, to jest właściwe miejsce.

    Z kolei mtb-xc.pl skutecznie zagospodarowuje rodzimą scenę mtb. Choć możecie mieć mieszane uczucia w związku z momentami prowokacyjnym językiem autorów, którzy próbują wpływać na rodzime mtb oraz Polski Związek Kolarski (m.in. animując Puchar Polski w Maratonie MTB oraz domagając się większej transparentności w działaniach PZKol), trzeba im przyznać jedno: wykonują mrówczą pracę co tydzień gromadząc wyniki imprez mtb a także udostępniając przestrzeń do wolnej wypowiedzi dla zawodników. Dla wielu z nich jest to jedyne miejsce, gdzie bez bzdur w rodzaju patronatów i czczej wymiany logotypów mogą podzielić się swoimi wrażeniami z wyścigów i zapewnić minimum widoczności online swoim sponsorom. Nowością jest również próba wejścia na rynek wideo z kolarskim vlogiem. W 2015 trudno nazywać taki ruch ?odważnym?, ale musimy pamiętać, jak bardzo konserwatywne jest środowisko rowerowe.

    W stosunku do zeszłego roku muszę też odnotować pozytywną zmianę, jaka zaszła w Velonews.pl. Choć to ?portal rowerowy? w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, praca, jaką wkłada Mateusz Zoń jest widoczna a treści, które prezentuje on i jego zespół coraz lepsze i bardziej różnorodne.

    Nie mogę też pominąć rodzimego giganta, czyli bikeWorld.pl. Największy byt w polskim, rowerowym internecie, jak każdy dużych rozmiarów organizm zmienia się powoli. Ale się zmienia, głównie śledząc pojawiające się trendy. Stąd też m.in. więcej komentarzy zawodników czy zestawień wyników. Do tego stały dopływ nowości sprzętowych, choć w tej kwestii, tak jak w przypadku ?prasy papierowej? należy się spodziewać dość tradycyjnego podejścia.

    Podejścia nietradycyjnego można by spodziewać się za to śledząc kolarskie blogi. Najpopularniejsze wybrali czytelnicy mtb-xc.pl, podsumowanie możecie znaleźć w tym wideo:

    Z mojego punktu widzenia nie jest już tak różowo. Trudno jest wskazać projekty, które trzymają równy poziom przez dłuższy czas. Problemem naszej rowerowej blogosfery jest z pewnością brak systematyczności. Wschodzącą gwiazdą sezonu 2015 jest z pewnością Michał Lalik i jego 1enduro.pl, de facto jedyny blog o tematyce stricte mtb. Dodatkowo w odświeżający sposób prezentuje kwestie sprzętowe. Z kolei bardziej osobisty charakter mają refleksje Anny Tkocz w jej projekcie 25/7. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to kolejna, rowerowa efemeryda. Do pewnego stopnia w moje ślady, czyli analiz kolarstwa wyczynowego idzie Lucjan Owsianka w domenie zwij.pl. Autorzy, których polecałem przy okazji np. Share Week czy Blog Day, czyli Krzysztof Suchomski i jego Reflektorbossa.pl oraz Łukasz Gumowski i Rovver.pl ostatnio milczą. A szkoda.

    I to by było właściwie na tyle.Trochę się uzbierało, choć jak to mówią ?szału nie ma?. Mimo wszystko to miłe, że od czasu do czasu można rzucić okiem na jakieś dobre, rowerowe treści tworzone po polsku.

  • Gdzie śledzę kolarstwo?

    Gdzie śledzę kolarstwo?

    Czasy się zmieniają, relacja telewizyjna jest jednym z ostatnich źródeł informacji o bieżących wydarzeniach. Z resztą, czy to na informacji najbardziej nam zależy? Podsumowując sezon na różne sposoby zauważyłem, że ?newsy? coraz bardziej tracą priorytet na rzecz innych materiałów.

    Nic nie zastąpi emocji, których dostarczają sportowcy ?tu i teraz?. Relacja na żywo to najlepszy sposób, by śledzić poczynania kolarzy, lepsza nawet od kibicowania przy trasie. Ma ono w sobie wiele uroku i jest świetnym doświadczeniem, ale jeśli interesuje was faktyczny przebieg rywalizacji, lepiej zasiąść przed ekranem.

    Walczący do ostatnich metrów trasy w Richmond Peter Sagan, szalony pościg Contadora na przełęczy Mortirolo, Rafał Majka wspinający się na podium Vuelty, ?Kwiato? trzymający koło na Caubergu czy bezkompromisowa jazda Degenkolba na trasie do Roubaix to z pewnością jedne z najbardziej emocjonujących momentów sezonu 2015.

    Większość wyścigów, choć ciekawa, nie oferuje takiej porcji wrażeń, ważne jest tylko kto, gdzie i kiedy. Uzupełnieniem a bywa, że i zastępstwem obrazu jest dla mnie twitter. Strumień wiadomości najszybciej dostarcza informacji o składzie ucieczek, kraksach, wynikach premii, tempie i wielu innych wydarzeniach w peletonie, także z imprez nietransmitowanych przez telewizję. Wiadomości z pierwszej ręki, komentarze samych zainteresowanych i kilka niekwestionowanych gwiazd (Oleg Tinkow, Jonathan Vaughters, Rogoberto Uran czy Mark Cavendish) ubarwiają przekaz.

    Poza tym, że korzystam z twittera, oczywiście oglądam relacje na żywo na rozmaitych ekranach (Eurosport, TVP, Polsat Sport w TV oraz streamingi), niezastąpione są również powtórki i skróty (legalne oraz nie) na youtube.

    Jeśli nie śledziłem wydarzeń na twitterze, wyników szukam w dwóch miejscach: na cyclingnews oraz rowery.org. Bardzo rzadko sprawdzam strony konkretnych wyścigów. W większości wypadków są fatalnie zaprojektowane i trudo ich używać.

    Tekstowych relacji post factum właściwie nie czytam, zwłaszcza tych długich. Dużo ciekawsze są wszystkie materiały dodatkowe i właśnie w tym miejscu wchodzimy na teren, na którym następuje największa zmiana w stosunku do tego, co jeszcze mieliśmy do dyspozycji kilkanaście miesięcy temu.

    Pierwszy element to rewelacyjne zdjęcia. Cyclingtips czy Strava prezentują imponujące galerie najwyższej jakości. To nie tylko portrety kolarzy z ucieczki i uniesione ręce zwycięzcy na mecie, ale prawdziwe fotoreportaże pokazujące cały kontekst wyścigu. Znacie te galerie dobrze, gdy tylko znajduję coś ciekawego, ląduje w porannym Loverove. Obrazy faktycznie znaczą więcej niż tysiąc słów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że tej klasy zdjęcia są o wiele ciekawsze niż powtórki wideo.

    Do tego dochodzą wywiady i publicystyka. Miesięcznik Pro Cycling wyznaczył standard, który następnie, dzięki wspólnemu wydawcy trafił do cyclingnews i rozprzestrzenił się po innych mediach. Pogłębione materiały, które odpowiadają na pytania początkujących i wyczerpują potrzeby wieloletnich fanów, napisane dobrym językiem to ?jakościowa treść?, z której przyjemnie korzystać.

    Swój kamyczek do ogródka dorzucają też Australijczycy z Cyclingtips, którzy co jakiś czas publikują reportaże, prezentują historie i wygłaszają opinie. Każdej z tych form daleko jest do informacyjnej, ?portalowej? sieczki znanej z polskich mediów mainstreamowych.

    Ostatnim elementem układanki są blogi, na czele z The Inner Ring. Anonimowy autor analizuje i objaśnia kolarstwo na poziomie, którego nie prezentuje nikt inny. Jego teksty pełne są niuansów, na które trudno samemu zwrócić uwagę a równocześnie starają się nie komplikować spraw, skutecznie zdobywając uznanie czytelników.

    Jeśli miałbym podzielić czas, który poświęcam śledzeniu wydarzeń kolarskich, to właśnie te wszystkie elementy dodatkowe zajmują go więcej niż same relacje z wyścigów. Świeże, intrygujące i poszerzające światopogląd, autorskie materiały to nowa jakość w mediach rowerowych. Powoli pojawiają się też po polsku, ale o tym będzie osobny wpis :)

  • Kolarskie ?nie lubię?

    Kolarskie ?nie lubię?

    Przymiarki do facebookowego ?nie lubię? są w toku. Podobno ma to być ?przycisk empatii?, do użycia przy wydarzeniach, które trudno ?polubić?. Kiedy kliknięcie „kciuka w dół” będzie uzasadnione w rowerowych internetach?

    Wypadki

    To oczywiste. Kolarskie kraksy, choć często trafiają do ?WATTS?, czyli montażu ?zabawnych? scen przygotowanego przez Eurosport, są przykre. No dobrze, są przykre w 95% przypadków. Pozostałych 5%, gdy bohater wyszedł z sytuacji obronną ręką faktycznie bywa śmiesznych. Wiele karamboli kończy się jednak złamaniami a bywa, że jeszcze gorzej!

    Problemy ze zdrowiem

    Aktywni w social mediach kolarze czasami chorują. W czasie Tour de France u Ivana Basso zdiagnozowano nowotwór. Choć zawodnik znów siedzi na rowerze, ?lubienie? wiadomości o jego problemach to nie był najlepszy pomysł.

    Doping

    Kolejna oczywista oczywistość. W tym wypadku empatię łatwo zmienić w hejt. Poza wyjątkowymi okolicznościami sprawa jest jasna. Nikt nie chce oszustów w sporcie. Klikanie ?lubię to? pod wiadomościami o dopingu? Chyba nie…

    Bezrobocie

    W czasach, gdy niełatwo o sponsora jest więcej dobrych zawodników niż miejsc w profesjonalnych ekipach. Chris Horner kilkukrotnie zmagał się z tym problemem aż w końcu zakotwiczył w mało znanej ekipie ?trzeciej dywizji? Airgas Safeway. Tomasz Marczyński również miewał problemy z kontraktem, podobnie jak wielu innych, znakomitych kolarzy.

    Źle zorganizowane zawody

    Błędnie oznaczona trasa, pilot kierujący peleton w złą stronę, żenujące nagrody, posiłek regeneracyjny gorszy niż dla trzody? od World Touru po Puchar Wójta Gminy zdarzają się wtopy. Uczestnicy chętnie dzielą się takimi wrażeniami na fejsiku. Idealny moment, by kliknąć ?diss?.

    Fair Play schowane do kieszeni

    Atak w strefie bufetu, skrócenie trasy, odjazd w momencie neutralizacji, holowanie za samochodem? Kolarze to jednak ludzie i zdarza im się naginać zasady. Trudno to ?lubić?, czyż nie?

    Bijatyka na wyścigu

    No dobra, dający sobie w twarz panowie o wątłej posturze, dodatkowo odziani w kolorową lycrę wyglądają zabawnie. Mimo wszystko miejsce rąk kolarza jest na kierownicy.

    Kradzież sprzętu

    Rowery giną zawodowcom: na metach etapów, z ciężarówek, dachów samochodów serwisowych a czasem złodzieje napadają na magazyny ekip. Na co dzień cierpią też amatorzy, dla których szosówka, ?góral? czy ukochane ?ostre? są często wynikiem wielomiesięcznych a bywa, że i wieloletnich oszczędności oraz wyrzeczeń.

    A jakie jeszcze okołorowerowe sytuacje do ?nielubienia? przychodzą Wam do głowy?

  • Zróbmy rebranding PZKol

    Zróbmy rebranding PZKol

    Nowe logo Międzynarodowej Unii Kolarskiej ma wyrażać zmiany, które zachodzą wewnątrz federacji. Zadaniem odświeżonego pakietu identyfikacji wizualnej ma być także poprawa komunikacji z kibicami oraz sponsorami. A gdyby tak popracować nad wizerunkiem Polskiego Związku Kolarskiego?

    Żeby nie było wątpliwości: UCI zebrała sporo krytyki za zmianę logo. Użytkownicy twittera ocenili, że jest to działanie zastępcze w obliczu problemów z dopingiem, korupcją i biurokracją. Częściowo mają rację, ale z drugiej strony trzeba oddać Federacji, że w ostatnich miesiącach wykonała sporą pracę, zwłaszcza w obszarze komunikacji i transparentności.

    uci-olduci-new

    Dostęp do informacji jest łatwiejszy, Unia aktywnie działa w social mediach, ich strona jest aktualna i przejrzysta, komunikaty trafiają terminowo do odbiorców a kanał youtube udostępnia darmowe transmisje z imprez mistrzowskich oraz prób rekordu godzinnego.

    ?Wieszanie psów? na Polskim Związku Kolarskim jest łatwe i do pewnego stopnia modne. Cóż, zadłużona i próbująca wyjść z zapaści instytucja boryka się z wieloma problemami. Jeśli UCI miewa kłopoty z komunikacją, to PZKol jest pod tym względem jeszcze bardziej upośledzony.

    Równocześnie trzeba docenić starania. Strona Związku, w przeciwieństwie do stanu sprzed choćby dwóch lat, jest aktualizowana. Dostępne są bieżące regulaminy, przepisy, kalendarze, ale też wyniki i rankingi. Jeszcze niedawno o takiej sytuacji można było tylko pomarzyć. Wbrew pozorom wykonano sporą pracę w dziedzinie komunikacji i należy to docenić.

    Tyle tylko, że wciąż raz na jakiś czas zdarza się ?wtopa?. Ostatnią jest zamieszczenie informacji o kadrze reprezentującej kraj na mistrzostwach świata w maratonie dopiero w momencie, gdy zawodnicy znaleźli się we Włoszech a jeden z portali z własnej inicjatywy zaczął dopytywać o powołania i ostatnie zmiany w składzie.

    Powiedzmy sobie szczerze: wizerunek PZKol leży i kwiczy. Jeśli przyjrzeć się bliżej, wykonywana jest żmudna, i co całkiem skuteczna praca nad poprawą sytuacji finansowej, sportowej i organizacyjnej. Proces oddłużania trwa, pojawiają się projekty związane ze szkoleniem młodzieży, reaktywacją Pucharów Kraju, na zawody międzynarodowe wysyłani są kolejni zawodnicy, także w konkurencjach nieolimpijskich (a co za tym idzie mniej dochodowych).

    pzkol-logo pzkol

    Choć rebranding jest procesem kosztownym, wbrew pozorom to jest właśnie moment, w którym Związek go potrzebuje. Nowa symbolika, która wyrazi nie tylko samą zmianę, ale też stojące za nią idee: przejrzystość, komunikację, otwartość i prostotę.

    W miejsce niejasnej symboliki użyjmy prostego, współczesnego fontu. Jedynym nawiązaniem do tradycji niech pozostanie charakterystyczny dla strojów reprezentacji narodowej (nota bene znakomity, ponadczasowy projekt świetnie widoczny w peletonie mistrzostw świata), czerwony pas. I to wszystko. Powyżej znajdziecie szybki szkic zrobiony w GIMPie. Profesjonalista zapewne dopracowałby tę ideę i dorobiłby resztę identyfikacji wizualnej, albo zaprezentował swój, zupełnie inny projekt.

    Logo organizacji nie zmienia się z nudów. UCI odświeża wizerunek, bo sama Federacja przechodzi proces trudnej transformacji. Dla PZKol nowy znak graficzny mógłby być dodatkowym bodźcem dla dalszych prac.