Tag: Media

  • Rowerowy atak w telewizji

    Rowerowy atak w telewizji

    Dziś rano spora część bloku reklamowego w przerwie telewizji śniadaniowej wypełniły reklamy rowerów! Sportowych, miejskich, rekreacyjnych? Producenci wyraźnie chcą, by ?na dwa kółka? w końcu wsiedli absolutnie wszyscy.

    Kwietniowy powrót zimy dosłownie sprowadził mnie do parteru i zamiast na rozjazd po świąteczny nabijaniu kilometrów w górach w spokoju ćwiczyłem na podłodze. Rzucając okiem na włączony w tle telewizorek w przerwie ?Dzień dobry TVN? zauważyłem, że jednym z bloków reklamowych zawładnęły rowery.

    Najpierw zaprezentował się Carrefour ze swoim rowerem miejskim za kilkaset złotych. Miło, kolorowo i wiosennie. Niestety nie trafiłem nigdzie na wideo, ale sprzęt ewidentnie adresowany jest do kobiet chcących połączyć dojazd do pracy czy zakupy z ruchem na świeżym powietrzu. Ot, taki zestaw lajfstajlowych stereotypów, ale biorąc pod uwagę prostotę oferowanego sprzętu i niedumpingową cenę, można stwierdzić, że ?markeciak? nie różni się niczym od najprostszej damki sprzedawanej w sklepach rowerowych.

    Następnie na scenę wkroczył Decathlon ze swoim hitem, czyli Btwinem 520. To prawdopodobnie najciekawszy sprzęt, jaki można kupić za 1299zł. Reklama jest z gatunku tych, które ewidentnie pobudzają wyobraźnię i zachęcają do zrobienia kroku w stronę bardziej zaawansowanej jazdy. Zobaczcie zresztą sami (zamieszczam włoską wersję, która poza jednym detalem jest taka sama jak polska):

    https://www.youtube.com/watch?v=OXg8Fo4a6hg

    (dla porównania polska wersja, poniżej:

    )

    Czy na ?520? można regularnie jeździć w takim terenie i tempie jak to zaprezentowano w spocie, trudno ocenić. Obiegowa opinia głosi, że to całkiem sensowny sprzęt. Uwagę zwraca jedynie cena, niższa we Włoszech niż w Polsce. No ale cóż, oni są w kryzysie a u nas kraj mlekiem i miodem płynący, więc nas stać ;).

    Na koniec do gry wszedł Romet, który, pokazuje różne modele i style jazdy, ale główny przekaz jest na wskroś patriotyczny. To ?nasze-polskie? rowery. Raczej nie ma tu za wiele sentymentu do tradycji marki, całość w dość sztampowy sposób prezentuje uśmiechniętych, młodych ludzi z wielkiego miasta lubiących aktywnie spędzać czas. Tak czy inaczej, producent spotu stawia na rower jako element ?lajfstajlu?, co dobrze wpisuje się w czas antenowy, w którym reklamę obejrzałem.

    https://www.youtube.com/watch?v=NTsLiV8JtY4

    Połowa bloku reklamowego wykupionego przez marki rowerowe w przerwie ?Dzień Dobry TVN?, programu adresowanego do ?biurowej klasy średniej? to nie przypadek. Producenci musieli poczuć krew, skoro ogłaszają się w telewizji.

    Co więcej, w Telewizji Publicznej od kilku tygodni możemy oglądać ?Magazyn kolarski?, od patrzenia na który co prawda nieco bolą zęby (archiwum odcinków znajdzicie na http://sport.tvp.pl/29365496/magazyn-kolarski), no ale jego obecność to symptom ożywienia w około rowerowych tematach.

    Możemy się spodziewać, że gdy tylko wyjdzie słońce, o ?miłośnikach dwóch kółek? (tak samo zgrany slogan jak ?białe szaleństwo? w odniesieniu do narciarstwa) będziemy słyszeć wszędzie i od wszystkich.

    Czy to dobrze? Tak. Nawet, jeśli tu i ówdzie pojawi się jakaś mniejsza lub większa bzdurka, skoro rowery goszczą w telewizorku, to znaczy, że idziemy we właściwym kierunku. Bo to wciąż o wiele, wiele większy budżet niż w prasie, o internecie nie wspominając. Skoro więc ?się ogląda? a w domyśle również ?się sprzedaje? to nie pozostaje nic innego, niż się cieszyć.

    I tak właśnie zamierzam. No chyba, że ktoś bardzo podpadnie ;)

    PS a najlepszą póki co reklamę dla kolarzy prezentuje Eurosport. Ze swoim hasłem ?home of cycling? w kilkudziesięciu sekundach znakomicie wyjaśnia, o co chodzi w całej tej zabawie.

  • Najpopularniejsze media rowerowe 2017 – raport

    Najpopularniejsze media rowerowe 2017 – raport

    Portale, czasopisma, blogi, vlogi? Jak wygląda rynek mediów rowerowych w Polsce? Postanowiłem to sprawdzić.

    Pomiary

    Od sierpnia 2016 do lutego 2017 gromadziłem dane dotyczące ruchu na stronach internetowych przy użyciu narzędzia SimilarWeb. O ile można mieć wątpliwości co do wartości bezwzględnych podawanych przez tę usługę, o tyle dobrze sprawdza się przy porównaniach. Zatem można dzięki niej ocenić, która strona gromadzi więcej ruchu a która mniej. Posiłkowałem się również narzędziem dla marketingowców internetowych, czyli komercyjną wersją Moz.

    Mrówcza praca przyniosła efekt w postaci tego raportu. To krótki przewodnik po polskich mediach rowerowych, tych największych, najbardziej poczytnych, oglądanych i najbardziej popularnych.

    Branża rowerowa na tle innych mediów

    Razem wzięte media rowerowe gromadzą miesięcznie tyle ruchu, co popularny serwis o nowych technologiach, Antyweb.pl oraz mniej więcej 10-15% ruchu co wybrane serwisy sportowe np. sport.pl czy eurosport.onet.pl a także około 1-2% tego co poszczególne ?portale horyzontalne?.

    Najpopularniejszy portal rowerowy gromadzi około ? publiczności najpopularniejszego portalu o bieganiu.

    Najwięksi

    W branży rowerowej bezwzględnie największy ruch gromadzi? forum. A konkretnie forumrowerowe.org. To na swój sposób fascynujące, że w erze mediów społecznościowych klasyczny ?board? wciąż jest najpopularniejszym źródłem informacji o rowerach.

    Peleton mediów rozumianych klasycznie otwiera bikeWorld.pl. To największy gracz na rynku, kompleksowa propozycja zarówno dla fanów sportu, poszukujących wiedzy i nowości z zakresu sprzętu, treningu czy turystyki.

    Numerem dwa jest, i tu spora niespodzianka, wRower.pl. Jedno z najstarszych mediów rowerowych w kraju, bazujące w dużej mierze na wypracowanej przez lata pozycji w wyszukiwarkach.

    Niemal ex aequo z wRowerem plasuje się portal naszosie.pl. To głównie medium informacyjne, skupiające się, jak sama nazwa wskazuje, na kolarstwie szosowym, szczególnie w wydaniu wyczynowym.

    Czwartą pozycję zajmuje pierwszy blog w tym zestawieniu. To Rowerowe Porady, którego twórcą jest Łukasz Przechodzeń. Autorska strona, prezentuje dokładnie to, co ma w nazwie, swoje treści kierując szczególnie do początkujących użytkowników rowerów.

    Pierwszą piątkę zamyka najstarszy w kraju portal o kolarstwie, rowery.org, który po odświeżeniu wizerunku wyróżnia się wśród pozostałych mediów kolarskich nie tylko sferą informacyjną, ale i pogłębionymi treściami, wzorowanymi na zagranicznych trendach.

    Top 8 polskich portali rowerowych

    Wydzielając z rankingu tylko strony, które można jasno sklasyfikować jako ?portale? czy też ?magazyny? prezentuję pierwszą ósemkę, niczym w wynikach z wyścigu kolarskiego i pierwszą ósemkę na Igrzyskach Olimpijskich dającą finansowanie związkom sportowym z Ministerstwa Sportu i Turystyki.

    1. Bikeworld.pl
    2. Wrower.pl
    3. Naszosie.pl
    4. Rowery.org
    5. Polskanarowery.sport.pl
    6. Emtb.pl
    7. Dh-zone.com
    8. Mtb-xc.pl

    Ponieważ emtb.pl w dużej mierze opiera swoją pozycję na obecności forum, warto dodać dziewiątą pozycję, którą zajmuje czasnarower.pl, również mający elementy portalu społecznościowego.

    Polska Na Rowery niewątpliwie korzysta z premii, jaką jest przynależność do grupy gazeta.pl. Z kolei dh-zone i mtb-xc.pl to portale specjalistyczne, skupiające się na określonej odmianie kolarstwa: mtb, odpowiednio w wydaniu ekstremalnym i wytrzymałościowym.

    Ze względu na ograniczenia narzędzi, którymi dysponowałem w zestawieniu brak rowerowej strony Red Bulla, choć niewykluczone, że również korzysta ona nie tylko z viralowego ruchu nakręcanego przez atrakcyjne wideo, ale także z siły, jaką daje marka sama w sobie.

    Top 8 polskich blogów rowerowych

    Blogi rowerowe, nie będące ?dzienniczkami treningowymi? to pewnego rodzaju nowość na, konserwatywnym, rynku krajowych mediów rowerowych. Pisane przez pasjonatów i specjalistów są ciekawą alternatywą dla portali. Pierwsza ósemka prezentuje się następująco:

    1. Rowerowe Porady – Łukasz Przechodzeń
    2. Kołem Się Toczy – Karol Werner
    3. Trasy Masy – Marek Masalski
    4. 1enduro – Michał Lalik
    5. Xouted – Marek Tyniec
    6. Blogrowerowy.pl – Content marketing firmy Velo
    7. Hop Cycling – Maciej Hop
    8. Znajkraj – Szymon Nitka

    Ważna uwaga to ta, że blog Rowerowe Porady bez większych problemów konkuruje z dużymi portalami. Spora tu zasługa umiejętnego doboru tematyki, za co, z punktu widzenia specjalisty marketingu internetowego należą się autorowi duże brawa.

    Drugi, najpopularniejszy blog, to z kolei klasyczna propozycja podróżniczo-lifestylowa. Autor Kołem Się Toczy, Karol Werner, podobnie jak Łukasz Przechodzień to de facto jedyni autorzy związani z rowerami, rozpoznawalni i znani w środowisku blogosfery i poza branżą rowerową.

    W zestawieniu znajdziecie też dwie, inne propozycje dla fanów turystyki rowerowej: to Trasy Masy oraz Znajkraj.

    Dla zainteresowanych kolarstwem jako takim: ekstremalnym, wyczynowym i amatorskim fachowymi propozycjami będą odpowiednio: 1enduro Michała Lalika, Xouted Marka Tyńca i Hop Cycling Macieja Hopa. 1enduro jest również stroną rowerową, która w ostatnim półroczu najszybciej zdobywała popularność.

    Wymienieni na liście blogerzy wolumenem ruchu śmiało konkurują ze średniej wielkości portalami.

    Media tradycyjne

    W przypadku mediów tradycyjnych trzeba wziąć pod uwagę nie tylko ruch internetowy, ale też nakład. Ten deklarowany jest na poziomie 7-25tys, zależnie od wydawnictwa, nie jest równy sprzedaży ani czytelnictwu. W większości przypadków czasopisma rowerowe w kraju ukazują się przez 10 miesięcy w roku.

    Stricte w internecie kolejność jest następująca:

    1. Bikeboard
    2. Bike
    3. Rowertour
    4. Magazyn Rowerowy
    5. Szosa

    Co ważne, bikeBoard, jako obecny zarówno na papierze jak i online najdłużej w stawce, plasuje się w top10 ruchu na polskich stronach rowerowych w ogóle.

    Wideo

    Rowerowe wideo po polsku jest w powijakach. Trudno znaleźć choćby namiastkę klasy, merytoryki oraz pomysłowości, które oferuje angielskojęzyczny Global Cycling Network. Dominuje sprzęt, proste porady i średnia jakość realizacji. Zdarzają się również, modne ?dramy?.

    Pod względem ilości subskrypcji wybijają się:

    1. Szajbajk (35k)
    2. United Cyclists (22k)
    3. Rowerowe Porady (12,5k)
    4. Dobrerowery.pl (10k)
    5. onthebike.com (8,5k)

    Liczby są niezłe, natomiast na tle twórczości bardziej tradycyjnej, autorzy rowerowego wideo wypadają jednak blado, jest tu więc spora przestrzeń do zagospodarowania przez kreatywnego, fachowego i doświadczonego w dziedzinie wideo pasjonata rowerów i kolarstwa.

    Słowa kluczowe

    W wynikach wyszukiwania na frazę ?Rower? najlepiej pozycjonowany jest handel rowerami. Wśród mediów rowerowych najwyżej znajdziemy Polska Na Rowery.

    Fraza ?portal rowerowy? to prowadzenie bikeworld.pl, ?magazyn rowerowy? generycznie wygrywa Magazyn Rowerowy, ?strona o rowerach? to z kolei wrower.pl, ?kolarstwo? na pierwszym miejscu wyświetla Eurosport, ?blog rowerowy? to zwycięstwo Rowerowych Porad a ?blog kolarski? to Xouted.

    Najwięksi na facebooku

    Jeśli wziąć pod uwagę rozmiary rowerowych ?fanpage?y?, liderem jest, nie będący de facto ?medium? ?Kocham Rower? (prawie 200tys ?lajków?). Liczną grupę fanów gromadzi również 43ride (ponad 85tys.), Bikeworld (ponad 80tys.), Bike (ponad 55tys) oraz szybko rosnący dzięki magii telewizji i charyzmy prowadzących profil Kolarstwo w Eurosporcie (55tys.)

    W mediach społecznościowych ważne jest oczywiście zaangażowanie, wyraźnie widać trend przenoszenia się niektórych autorów z www wprost do social mediów i działania głównie na facebooku, gdzie o wiele bardziej wchodzą w interakcję z odbiorcami.

    Wnioski i podsumowanie

    Choć ten raport jest daleki od badań i pomiarów, które przygotowują profesjonalne firmy parające się analityką internetową i marketingową, daje pewien obraz mediów rowerowych w kraju.

    Te, suche liczby, bazujące na szacunkach narzędzi do marketingu internetowego pokazują popularność poszczególnych portali i autorów, bez względu na jakość prezentowanych treści.

    Algorytmy wyszukiwarek i mediów społecznościowych premiują treści popularne i choć w ostatnich latach jakość opublikowanego w sieci materiału nabiera znaczenia, przy wąskim i specjalistycznym targetowaniu, jakim charakteryzują się media rowerowe, warto również brać pod uwagę nie tylko czynniki statystyczne, ale też merytoryczne. Na ten temat przygotuję jednak osobny, już nie raport a subiektywny ranking.

    Zachęcam do wyciągania wniosków, jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach.

  • Loverove 20.03.2017

    Loverove 20.03.2017

    Loverove na poniedziałek, specjalnie dla Was:

    1. Jak Świat przyjął wygraną „Kwiato”?

    Kamil Stoch trochę przyćmił sukces Michała Kwiatkowskiego, ale i tak kolarz znalazł miejsce na dzisiejszej okładce „Przeglądu Sportowego”

    Obecność piłkarza Ekstraklasy należy przemilczeć ;)

    Bardzo dobrą robotę (jak zawsze) wykonała ekipa rowery.org, przygotowując zestawienie „jedynek” sportowych gazet oraz portali kolarskich komentujących wygraną „Kwiato” w Mediolan-Sanremo.

    2. Plakat dnia, czyli rusza Volta a Catalunya

    Froome, Valverde, Yates, Bardet, Contador a do tego Rafał Majka i ekipa CCC Sprandi Polkowice z Maciejem Paterskim. Siedem etapów, w zasadzie każdy z nich mniej lub bardziej górzysty. Dwa finisze na podjazdach i jedna, dość długa (41km) jazda drużynowa na czas. Oto Volta a Catalunya 2017. Transmisje codziennie na żywo w Eurosporcie około 15.30 a jak co roku Katalończycy mają dla nas wyjątkowy plakat:

    3. Co mają zawodowcy, czego nie będziesz mieć Ty?

    Profesjonalny peleton w większości jeździ na sprzęcie, który każdy, odpowiednio zamożny rowerzysta może kupić w swoim, ulubionym sklepie. Są jednak wyjątki, które dostępne są wyłącznie dla zawodowców. Oto niektóre z nich:

    4. Polki wysoko w Trofeo Alfredo Binda

    Eugenia Bujak siódma a Katarzyna Niewiadoma ósma – taki jest bilans polskich zawodniczek w trzeciej eliminacji kobiecego World Touru, czyli Trofeo Alfredo Binda. Wygrała Amerykanka Coryn Rivera z teamu Sunweb. Skrót wyścigu możecie obejrzeć poniżej:

    Liderką World Touru jest Elisa Longo-Borghini, Katarzyna Niewiadoma zajmuje piątą lokatę. A Coryn Riverę możecie śledzić na twitterze:

    W zawodach juniorek siódme miejsce zajęła Marta Jaskulska.

    5. Dzięki za ten weekend!

    Podziękowania należą się przede wszystkim Michałowi Kwiatkowskiemu, który dostarczył nam wielkich emocji wygrywając Mediolan-Sanremo. A ja przy tej okazji dziękuję Wam za sporą atencję, którą obdarzyliście wpisy na blogu, które wyprodukowałem po tym wydarzeniu. Mam nadzieję, że się Wam podobały :) Oby więcej takich okazji!

    Jeśli przegapiliście, możecie przeczytać je tutaj:

     

  • Sztab treneralny

    Sztab treneralny

    Chcąc nadać powagi zabawom chłopców i dziewczynek ganiających za piłką, okładających się po twarzach i kręcących na rowerkach, dodajemy do relacji z zawodów terminologię wojenną. Nasi bohaterowie atakują, są w odwrocie, eksplodują i rozbijają w pył przeciwników. Za ich sukcesy odpowiada generalicja: sztab złożony z wybitnych strategów.

    ?Sztab szkoleniowy? został spopularyzowany wraz z eksplozją, wybuchem, wystrzałem (i inne około pirotechniczne określenia) formy Adama Małysza. To wówczas oprócz trenera kadry, Apoloniusza Tajnera pojawił się psycholog, Jan Blecharz oraz fizjolog, Jerzy Żołądź.

    Apoloniusz Tajner
    By Łukasz PieczyrakPraca własna, CC BY-SA 3.0, Link

    Współczesny sport wymaga profesjonalizmu i maksymalnego skupienia w każdym, nawet najdrobniejszym aspekcie. By to osiągnąć, buduje się zespoły, w których za kolejne elementy odpowiadają wybitni specjaliści.

    Kto inny smaruje narty do kroku klasycznego a kto inny do ?łyżwy?. Mechanik odpowiedzialny za wymianę lewego, przedniego koła bolidu F1 trenuje do upadłego tę, określoną sekwencję ruchów by dojść do perfekcji. Psycholog motywuje lub uspokaja, fizjolog oznacza progi wydolnościowe a inżynier poprawia detale w tunelu aerodynamicznym.

    Zaangażowane technologie, wiedza, środki i zasoby często faktycznie mają sporo wspólnego z wojskiem czy awiacją a procedury z nowoczesnymi organizacjami komercyjnymi.

    Mimo wszystko nasze zamiłowanie do wojskowości jest nieco przytłaczające. Bo co innego najnowsze włókno węglowe, zapożyczone z Boeinga a co innego cieknąca krew, pot i łzy, z którymi sportowcy walczą na plażach Normandii.

    The main members of the cast of Blackadder Goes Forth are seated in the production's World War I trench set. Seated in the centre is Stephen Fry as General Melchett, incongrously wearing red officer's mess dress and holding a sherry. Tim McInnerny as Captain Darling and Hugh Laurie as Lieutenant George stand beside him in green officers' uniforms. Most prominent in the picture is Rowan Atkinson as Captain Blackadder, wearing his captain's uniform. To his right is Tony Robinson as Baldrick, wearing a moth-eaten private's uniform, his cap angled off-centre. George is the only one smiling.
    Link

    Skoro mamy wojnę, ci, którzy kierują operacją, z pewnością noszą oficerskie pagony. Przywykliśmy więc do tego, że o zespole stojącym za sukcesem zawodnika nie mówimy inaczej niż właśnie ?sztab?.

    A to oznacza hierarchię, przemoc i bezwzględne podporządkowanie.

    David Brailsford.jpg
    By Extracted by Rambo’s Revenge (talk) 18:01, 18 December 2008 (UTC) – ?
    This file has been extracted from another file: Tudor Brailsford Sutton.jpg
    , Public Domain, Link

    Angielski ?team? w naszym języku ?zespół? jest o tyle lepszy od nadużywanego ?sztabu?, że stawia na udział wielu, mniej lub bardziej równouprawnionych podmiotów, które wspólnie budują sukces.

    Kto pracował, tworzył, współdziałał w takim organizmie wie, że doświadczenie dobrej kooperacji jest niezwykle cenne i budujące.

    Tymczasem uwielbienie dla autorytarnego modelu z generałem-szefem sztabu na czele nieustająco mnie zaskakuje. Prym wiodą w nim dziennikarze telewizyjni, dla których wszystkowiedzący trener jest autorem, ojcem, matką i patronem sukcesu. Przy okazji również jedynym winnym porażki, ale to już temat na inną okazję.

  • Brakujące miliony

    Brakujące miliony

    Zawodowe grupy kolarskie borykają się z problemami finansowymi. Spora część z nich to ?projekty? żyjące z pieniędzy entuzjastów a nie z realnego sponsoringu. A co by się stało, gdyby do budżetów dorzucił się ktoś jeszcze?

    W skrócie wygląda to tak, że kluby są jeżdżącymi agencjami reklamowymi. Wynajmują swoją powierzchnię i nazwę potencjalnym chętnym, w zamian za stosowne opłaty. Reklamodawca dostaje w ten sposób miejsce na antenie telewizyjnej, w prasie i internecie a także ?w outdoorze? w trakcie trwania samych wyścigów. Problemy wizerunkowe, brak wyników lub też zawirowania na rynku powodują, że często strumień gotówki wysycha.

    Tymczasem porównajmy strukturę przychodów najbogatszej grupy kolarskiej, brytyjskiego Team Sky z najbogatszym zespołem angielskiej Premier League:

    Przychody Teamu Sky to 24,4mln ?, kasa Manchesteru United zasilana jest kwotą 395,2mln ?, zatem mówimy o pieniądzach 16 (szesnaście!) razy większych.

    Mimo to, najważniejsza różnica to nie całość kwoty a jej struktura.

    Kolarstwo utrzymuje się wyłącznie ze środków przeznaczanych przez sponsorów. Tymczasem piłkarze na tym źródle bazują wyłącznie w połowie. Owszem, gros pieniędzy wiąże się ze specyfiką dyscypliny. Klub posiada lub też użytkuje obiekt (stadion), z którego czerpie niemałe profity. Nie tylko ze sprzedaży biletów, ale też z wynajmu powierzchni biurowej czy też konferencyjnej, handluje również pamiątkami i swoim wizerunkiem.

    Ponieważ kolarze ścigają się w otwartym terenie, trudno byłoby biletować stanie w szczerym polu, choć z drugiej strony taki model stosowany jest podczas rajdów samochodowych, które sposobem kibicowania przypominają kolarstwo.

    Nie w tym jednak rzecz. Prawie 30% dochodu, czyli sto milionów funtów Manchester United dostaje od stacji telewizyjnych za to, że widzowie telewizyjni na całym świecie chcą oglądać zawodników tego klubu.

    Niejeden, ciężki do rozwiązania kryzys powstał w związku z wysokością oraz podziałem pieniędzy, jakie stacje TV mają przekazywać klubom, federacjom czy związkom klubów.

    Co ważne, o ile marki takie jak ManU pewnie poradziłyby sobie bez tego zastrzyku, o tyle dla wielu, mniejszych zespołów o nie tak silnej marce, pieniądze płynące ze stacji TV to być albo nie być.

    A teraz wyobraźmy sobie, że zespoły kolarskie porozumiewają się z organizatorami wyścigów, federacjami narodowymi oraz właścicielami praw do transmisji i co roku na ich konta wpływa, powiedzmy 20% ich budżetu. Dla Teamu Sky byłoby to ok. 6mln?, dla Ag2r ok 3mln?. Dla mniejszych zespołów, spoza World Touru, regularny zastrzyk nawet kilkuset tysięcy ? byłby bezcenny, przy rozsądnym gospodarowaniu zapewniający bezpieczeństwo np. w przypadku problemów z jednym ze sponsorów.

    Czy stacje telewizyjne chciałyby się podzielić pieniędzmi z kolarzami to już inna kwestia. Siła i popularność piłki nożnej jest niepodważalna. Korporacje medialne często dopłacają do prawa transmitowania najważniejszych imprez, byleby tylko mieć w swoim portfolio kluczowe mecze.

    Dla porównania finał Ligi Mistrzów 2015 oglądało ok. 180mln ludzi na całym świecie. Tour de France jest teoretycznie trzecim, najchętniej oglądanym widowiskiem sportowym, po Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej. Zsumowana widownia to podobno 3,9 miliarda osób, ale liczone jest to dla całości wyścigu.

    Finałowy etap Tour de Pologne 2015 oglądało 1,1mln widzów, bywa, że widownia wyścigu przekracza 2mln siedzących przed telewizorami fanów sportu. Mecz Legii Warszawa z Realem Madryt w TVP oglądało 4,2mln osób.

    Tak czy inaczej, głosy pochodzące z wewnątrz peletonu: od właścicieli ekip, dyrektorów sportowych czy co bardziej charyzmatycznych kolarzy są słuszne. Sport rowerowy potrzebuje zmian związanych z modelem finansowania. Bazowanie wyłącznie na sponsorach jest w obecnych czasach coraz trudniejsze.

  • Kolarski Eddie Orzeł

    Kolarski Eddie Orzeł

    Tak to już jest na Igrzyskach, że zawsze znajdzie się jakiś bohater drugiego planu, który skradnie show największym gwiazdom. W Rio jednym z nich jest Dan Craven z Namibii.

    Dzięki sympatycznej aparycji hipstera Craven jest niezmiernie popularny w kolarskich internetach. Nie tylko kolarskich, ponieważ jego postać stała się memem.

    Do Rio pojechał jako jeden z dziesięciu reprezentantów swojego kraju. Szosowego wyścigu ze startu wspólnego nie ukończył a w czasówce, cóż, w czasówce był ostatni. Do Brazylii nie zabrał nawet roweru do jazdy na czas. Namibia dostała miejsce w stawce w ostatniej chwili, po tym, gdy wielu kolarzy zrezygnowało z uczestnictwa w olimpijskiej ITT. W związki z tym przed swoim występem Craven pytał fanów na twitterze, czy w ogóle ma startować.

    Metę osiągnął z ostatnim rezultatem, 15 minut za Fabianem Cancellarą, ale już tylko 11 sekund za Ahmetem Orkenem z Turcji, który jechał w kombinezonie i na właściwym sprzęcie oraz 5 i pół minuty za Edvalde Boassonem Hagenem. Nie dał się również dogonić Duńczykowi Christopherowi Juulowi Jensenowi, co postawił sobie za sportowy cel tej próby.

    Tyle tylko, że choć w Rio Craven wystąpił w roli ?comic relief?, daleko mu do postaci takich jak słynny skoczek narciarski, Eddie ?Orzeł? Edwards czy Éric ?Węgorz? Moussambani.

    To całkiem niezły kolarz, na pewno lepszy niż Ty czy ja i większość tych, których znamy osobiście. Choć w tym sezonie ściga się dla izraelskiego ?Cycling Academy Team? (ekipa z licencją kontynentalną), to przez dwa lata był członkiem Teamu Europcar jeżdżącego z licencją Pro Continental, regularnie startującego w Tour de France i najważniejszych klasykach.

    Nawet, jeśli niektóre zespoły w związku z interesami sponsorów podpisują kontrakty z kolarzami z określonych rejonów świata w imię marketingu, by startować w grupie Pro Continental trzeba prezentować naprawdę wysoki poziom sportowy, bez względu na ?punkty za pochodzenie?.

    Z resztą Craven potrafił wygrać etap na niezłym wyścigu Vuelta a Castilia y Leon czy skończyć ?Igrzyska Wspólnoty Brytyjskiej? w top10, przed Davidem Millarem.

    Dla Cravena jazda w olimpijskiej czasówce nie była spełnieniem marzeń, raczej rodzajem artystycznego performance?u.

    Jak sam stwierdził, chciał dać swojemu krajowi – Namibii – chwilę sławy, takiej, jaką otrzymać można tylko w trakcie Igrzysk Olimpijskich. I zdecydowanie mu się to udało!

    Namibijczyka możecie śledzić na twitterze stravie. A tutaj jest oficjalne konto twitterowe słynnej brody kolarza.

  • Halo, halo! Tu Helikopter!

    Halo, halo! Tu Helikopter!

    Na Igrzyska Olimpijskie jeżdżą najlepsi. Wyjazd do Rio to dla każdego sportowca spełnienie marzeń a często cel całego, dotychczasowego życia. W zawodach ze startu wspólnego nasi kolarze szosowi zaprezentowali się świetnie. Niestety nie można tego powiedzieć o komentatorach Telewizji Polskiej.

    Wyścigi rowerowe to nie jest sport narodowy w kraju nad Wisłą. Równocześnie nie jest to też całkowita nisza. Od tradycji Wyścigu Pokoju przez sukcesy zawodniczek ścigających się w MTB po Tour de Pologne kolarstwo obecne jest zarówno w powszechnej świadomości jak i w mediach.

    Co więcej, według badania TNS z 2015r (zatem całkiem świeżego), jazda na rowerze to najpopularniejszy rodzaj aktywności fizycznej w Polsce. Co trzeci obywatel uprawia jakiś sport trzy razy w tygodniu. 53% z tej grupy wskazuje kolarstwo, czy też ?rowerowanie? jako podstawowy rodzaj wykonywanych ćwiczeń.

    Oczywiście, gdy przychodzi do oglądalności, zaangażowania w kibicowanie sportowcom, wyścigi szosowe przegrywają z wieloma innymi dyscyplinami, ale co roku Tour de Pologne gromadzi ok. dwumilionową widownię a transmisje z Tour de France, w niedostępnym przecież powszechnie Eurosporcie średnio ogląda 250tys a bywa, że i prawie milion ludzi.

    Pytanie więc, dlaczego Telewizja Publiczna tych wszystkich widzów, nas, Ciebie, Panią, Pana, mnie traktuje tak fatalnie?

    To, czym jesteśmy traktowani przy każdym Tour de Pologne jest wśród kibiców kolarstwa rodzajem anegdoty. Niestety w związku z indolencją komentatorów, duży wysiłek i jeszcze większy potencjał najlepszego czasu antenowego milionowej widowni jest marnowany.

    Ani ja, ani prawdopodobnie Wy, czyli regularni czytelnicy tego bloga, nie jesteśmy ?targetem? komentatorów TVP. W większości przypadków możemy się obyć bez komentarza.

    Eurosport po polsku oglądam wyłącznie dla przyjemności słuchania sprawdzonej ekipy: Tomasza Jarońskiego, Krzysztofa Wyrzykowskiego i Adama Probosza, którzy dodatkowo w tym roku znakomicie ?pojechali po zmianach? z Dariuszem Baranowskim.

    ?Casualowi widzowie?: rodzina, znajomi, koledzy z pracy, śledzą Tour de France między innymi ze względu na nich. Jasne ?die-hard? fani zawsze znajdą powód, żeby się przyczepić a ekipie Eurosportu, tak jak każdemu – wszak jesteśmy tylko ludźmi – zdarzają się pomyłki lub wpadki. Nie w tym jednak rzecz. Ten zespół, w czasie wyścigów, poza tym, że opowiada nam o historii, geografii, czy statystykach sportowych, tłumaczy kibicom kolarstwo.

    Niestety, tego nie robi ani Piotr Sobczyński, ani Sebastian Szczęsny, ani nie robią prowadzący studio, zarówno Tour de Pologne jak i Igrzysk Olimpijskich. Owszem, komentatorzy TVP ?coś tam? wiedzą, niestety sprowadza się to do kilku wyświechtanych frazesów.

    „Siła peletonu jest wielka, Rafał Majka to wyśmienity góral a kolarze mają specjalnie wpinane w pedały buty”. Kropka.

    Drodzy Panowie, komentatorzy kolarstwa w TVP. Nie oczekuję, że mówiąc do masowego odbiorcy zaczniecie rozprawiać o stosunku mocy do masy, przełożeniach czy szczegółach aerodynamiki, ale np. mając w czasie Tour de Pologne dostęp do niezmiernie wartościowych danych dostarczanych przez organizację Velon jedyne co robiliście, to je odczytywaliście.

    To jest telewizja, nie radio, i dokładnie widzimy, co się dzieje na trasie. Waszym zadaniem jest wytłumaczenie, dlaczego. A niestety wasz opis rzeczywistości  bardzo często jest błędny. Mylicie zawodników, drużyny, mylicie kolarzy atakujących z tymi, którzy odpadają od grupy. Często nie macie nawet pojęcia, w którym miejscu trasy znajduje się peleton, nawet jeśli wyścig rozgrywany jest (tak jak TdP czy IO) na rundach z kilkoma charakterystycznymi punktami.

    To jest Telewizja Publiczna, wy pojechaliście na Igrzyska Olimpijskie, najważniejsze wydarzenie sportowe na świecie a zwyczajnie nie przygotowaliście się do pracy. Choć macie ?misję?.

    Tak, wiem, w Rio są ciężkie warunki pracy. Chris Boardman, by móc korzystać z monitora na swoim stanowisku komentatorskim musiał zbudować daszek z kartonów. Tym się jednak różni BBC od TVP, że w Rio korzysta z doświadczenia Boardmana który może o kolarstwie powiedzieć coś więcej niż jest zawarte w dostarczonym tuż przed wyścigiem briefie.

    Swój stosunek do kolarstwa a może do sportu w ogóle pokazała także Anita Werner, która w ?Faktach po faktach? TVN indagowała Rafała Majkę. Nasz brązowy medalista dopiero co wysiadł z samolotu i musiał zmierzyć się z pytaniami w rodzaju ?czy było ciężko?.

    Serio? Nie miała Pani o co zapytać jednego z najlepszych kolarzy na świecie? Wszyscy wiemy, że było ciężko. Widzieliśmy to, widzieliśmy jak Rafał cierpiał i jak ?szedł w trupa?. Widzieli to nawet ci kibice, którzy kolarstwo oglądają wyłącznie od święta.

    Co ciekawe, na tle takich popisów nieźle wypadają materiały, które telewizje, w tym TVP dostarczają przy okazji wyścigów. Kroniki, mini reportaże a nawet wejścia w telewizjach śniadaniowych zaskakująco dają radę. Jest trochę informacji, jest trochę ciekawostek i, co ważne, nie ma wielu błędów.

    Czy to oznacza, że relacjonowanie kolarstwa na żywo jest takie trudne? Cóż, być może. Jest wiele niuansów, potrzeba trochę wiedzy technicznej, taktycznej, a zawodnicy w kaskach i schowani za okularami są do siebie bardzo podobni. Mimo wszystko wyścigi rowerowe to nie jest fizyka kwantowa, czego dowodem jest choćby ich popularność.

    Zdając sobie sprawę z braków wiedzy o innych dyscyplinach, dociera do mnie, że oglądając pływaków, szermierzy czy zapaśników mogę być podobnie robiony w trąbę co miliony widzów, którzy kibicowali Rafałowi Majce w jego drodze po brązowy medal olimpijski. Ludzie, tak ogólnie, my wszyscy, uprawiamy sport. Biegamy, jeździmy na rowerach, startujemy w triathlonach. I co do zasady mamy pojęcie, na czym to polega. Nie traktujcie więc nas z pogardą. Gdy kupuję wadliwy produkt, korzystam z gwarancji i domagam się wymiany. Gdy szewc źle naprawi mi buty, idę do niego z reklamacją.

    To właśnie jest taka reklamacja. Reklamacja fatalnie wykonanej usługi. 

    Na tych Igrzyskach jest jeszcze trochę kolarstwa. Jest jazda na czas, są konkurencje torowe a na zakończenie Igrzysk o medal powalczy Maja Włoszczowska. Naprawdę, jest jeszcze trochę czasu, by się poprawić. Postarajcie się!

  • Wyścig kolarski to coś więcej niż sama trasa

    Wyścig kolarski to coś więcej niż sama trasa

    Byłem na Pucharze Polski XCO w Tuchowie*. Dobry wyścig, solidne ściganie, choć akurat nie do końca poszło po mojej myśli. Ogólnie rzecz ujmując, zawody kolejny rok z rzędu zbierają pozytywne oceny zawodników. I właściwie tylko zawodników.

    *Zawody realnie rozgrywają się w innej miejscowości, a raczej na granicy dwóch nieodległych od Tuchowa wsi: Lubaszowej i Siedlisk, natomiast patronem tytularnym jest Burmistrz Tuchowa, stąd nazwa zawodów.

    Aby nie było wątpliwości: na wyścig organizowany przez rodzinę Hudyków i firmowany przez klub Bieniasz Bike przyjechałem chętnie i chętnie przyjadę za rok. Możliwość pościgania się na imprezie wyższej rangi, zatem z mocniejszą obsadą, na rundzie wymagającej sporych umiejętności technicznych, do tego stosunkowo blisko domu jest dla mnie niezwykle cenna. Lubię jeździć na rowerze i lubię startować w dobrych wyścigach, więc do Tuchowa jest mi po drodze.

    Doceniam też wysiłek, jaki lokalni organizatorzy podejmują, by impreza ta w ogóle się odbyła. Co więcej, problemy, z jakimi się borykają są wspólne dla wielu klubów i lokalnych działaczy czy też entuzjastów, którzy podejmują się przygotowania zawodów mtb na poziomie wyższym niż podwórkowy.

    Wiem również, że w sytuacji, w której często do ostatniej chwili trwa walka o dopięcie budżetu, zorganizowanie dodatkowych kilku tysięcy złotych by zapewnić zawodnikom podstawowe świadczenia, elementy, o których napiszę wydadzą się zbędne, absurdalne lub tak odległe od bieżących problemów, że ich wspomnienie można potraktować jako obelgę.

    Tyle tylko, że skoro podejmowany jest wysiłek reaktywowania krajowej sceny cross country (choć problem dotyczy nie tylko XCO, jest wiele wspólnych elementów z maratonami), to warto pomyśleć trochę szerzej.

    Ogólnie rzecz ujmując, wyścigi rowerowe organizowane są dla zawodników. W przypadku cross country, dla zawodników wyczynowych. To ci, którzy i tak przyjadą do danej miejscowości, wystartują, wygrają, przegrają, wrócą do domu. Jeśli impreza znajdzie się w stosownym kalendarzu, wrócą tam za rok.

    Dla zawodnika liczy się trasa, kibel, taśmy, sprawne przeprowadzenie rywalizacji, trzymanie się harmonogramu, kasa za miejsca na podium. Jeśli jego twarz pojawi się w jakiejś relacji wideo, to już w ogóle będzie w siódmym niebie. Tyle.

    Gdy rzucę okiem na wyścigi, w których od kilku lat biorę udział, mogę śmiało powiedzieć, że to dostaję. W większości przypadków wracam do domu zadowolony, bez względu na indywidualne doświadczenie zawodnika, czyli na wynik, straty w sprzęcie czy zdrowiu.

    Krótko mówiąc, jest ok, i tak też było w trzy razy w Tuchowie, wiele razy w Spytkowicach, na Mistrzostwach Polski w Sławnie, Pucharze Polski w Skomielnej i na kilkudziesięciu innych imprezach.

    Tyle tylko, że wszystkie te imprezy interesują mnie, moją żonę i paru znajomych, którzy przyjeżdżają na nie w tym samym celu co my.

    I teraz przechodzimy do sedna. Bo wyścigi te często w żaden sposób nie interesują ludzi mieszkających trzy domy od trasy, nie interesują ani lokalnej społeczności jako takiej, ani nawet lokalnej społeczności rowerowo-kolarskiej. Nie wiedzą o nich sąsiedzi z wsi obok a dla np. maratończyków z sąsiedniego województwa to absolutnie obcy temat i nie ich sprawa.

    Być może trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, ale gdy jadę na zawody na Słowację, to tam w wyścig, zwłaszcza ten organizowany przez lokalny klub, zaangażowana jest cała miejscowość. Od księdza przez dzieci ze szkoły po zespół muzyczny. Imprezą żyją prawie wszyscy, nie tylko rodziny zawodników rywalizujących na trasie.

    Nie wiem, czym jest to spowodowane, ale do dziś towarzyszą mi wspomnienia z maratonowych etapówek rozgrywanych na polsko-czeskim czy też polsko-słowackim pograniczu. Doping, pokrzykiwania, drewniane terkotki magicznie pojawiały się za południową granicą, dokładnie było wiadomo, kiedy, ten sam przecież, las przestawał być polski a zaczynał być czeski, choć zgodnie z zasadami strefy Schengen to co w takich miejscach oddziela dwa państwa od siebie jest sprawą mocno umowną.

    Być może Czechom czy Słowakom nie przeszkadza fakt, że muszą ubrać trekkingowe buty i by pokrzyczeć na kolarzy muszą pójść do lasu. Nam najwidoczniej tak. Wydaje się, że wiele zależy od lokalizacji imprezy a by nie szukać daleko, za przykład podam? Tour de Pologne.

    Kilka lat temu, gdy wyścig Czesława Langa kończył się etapem sprinterskim przy krakowskich Błoniach, byłem w stanie na 10 minut przed finiszem stanąć niemal w dowolnym miejscu przy linii mety. Bez akredytacji, bez identyfikatora, jako zwykły, anonimowy kibic kolarstwa. Finał wyścigu World Touru interesował może nie przysłowiowe #nikogo, ale garstkę fanów i kilku przypadkowych przechodniów. Przeniesienie ostatniego etapu na krakowski Rynek i zmiana formatu na czasówkę sprawiły, że centralny punkt starego miasta na kilka dobrych godzin staje się rewelacyjnym, kolarskim stadionem. Tętniącym życiem, pełnym kibiców, z atmosferą buzująca od sportowych emocji. Na którym, by znaleźć dogodne miejsce do obserwacji zawodników trzeba ustawić się kilka godzin wcześniej.

    Jako zawodnik nie mam nic przeciwko parkingom na łąkach, wyścigom organizowanych przy leśniczówkach, w kamieniołomach czy na polanach. Jeśli da radę przywieźć tam podstawową infrastrukturę, wszystko jest w porządku, zwłaszcza, gdy imprezę prowadzi klub z danej miejscowości a lokalni społecznicy stają na głowie, by wszystko dopiąć na ostatni guzik.

    Mimo wszystko zawody ze strefą startu i mety na deptaku górskiego uzdrowiska czy choćby wykorzystujące infrastrukturę boiska lub amfiteatru będącego jednym z centralnych punktów miejscowości jeszcze dekadę temu były pewnym standardem. I mam wrażenie, że prezentowały się całkiem dobrze. Pytanie, czy w obecnej sytuacji jesteśmy w stanie do takiego modelu wrócić?

    Kolejna sprawa to marketing. Tak, wiem, że jest ciężko. Wiem, że brakuje kasy na podstawowe świadczenia. Zatem mówienie o stronie internetowej, relacji tv, reklamie w mediach, patronacie wykraczjącym poza lokalny tygodnik, jakiejkolwiek kampanii outdoorowej jest często na wyrost. Co więcej zdarza się, że nie jest to tylko kwestia pieniędzy, ale też zasobów ludzkich. Skoro wszysycy zainteresowani zajęci są ?twardymi? sprawami organizacyjnymi na takie ?bzdury? jak komunikacja nie ma czasu ani miejsca.

    Gdy jednak okazuje się, że o imprezie nie wie pracownik stacji benzynowej dwa kilometry od miejsca rozgrywania zawodów, informacji o wyścigu trzeba szukać w stworzonym na szybko evencie na facebooku (to i tak spory postęp) a media rowerowe jedyne co chcą zrobić, to przekleić wynik ze strony PZKol to znaczy nie mniej nie więcej, że mamy ogromną przestrzeń do działania.

    Nie mówię, że kluby mają myśleć o organizacji wyścigów w swoich miejscowościach na zasadach komercyjnych, ale nie wątpię, że czas i praca (przede wszystkim) oraz nawet niewielkie w skali budżetu imprezy pieniądze wydane na promocję i komunikację, wrócą za rok czy dwa a za trzy wyścig nie będzie uzależniony wyłącznie od tak niepewnej sprawy jak dotacja z gminy i wsparcie przedsiębiorcy-wujka jednego z kolarzy. Stanie się elementem charakterystycznym dla danej miejscowości, stałym punktem w kalendarzu, na który czeka spora część społeczności i który nie musi cały czas walczyć o finansowe przetrwanie.

    Jasne, zawody cross country to nie jest tak pasjonujące wydarzenie jak mecz piłkarskiej okręgówki, ale myślę, że skoro mamy już ten Puchar Polski i jeśli chcemy go mieć nadal w kolejnych latach a co więcej, aspirujemy, by przynajmniej kilka jego eliminacji umożliwiało zbieranie punktów do rankingu UCI (co równa się przyjazdowi paru zagranicznych zawodników) to warto pomyśleć nie tylko o taśmach, kiblu i strażakach stojących przy trasie, ale też o paru innych elementach. Niekoniecznie trzy dni po zawodach. Wystarczy gdzieś na początku października.

    Organizujesz zawody rowerowe? Masz problem z komunikacją, stroną internetową, materiałami prasowymi? Chętnie Ci pomogę. Sprawdź XO MEDIA

  • Gdy słyszę rowerzystów, nie wierzę w wiadomości

    Gdy słyszę rowerzystów, nie wierzę w wiadomości

    Wiosna. Rowerzyści wychodzą z nor, wyciągają swój sprzęt z piwnic i balkonów. Oblegają serwisy, kupują lampki, ubierają krótkie spodnie. Media łapią temat i zapraszają rowerowych ekspertów, którzy udzielają ponadczasowych porad. Gdy ich słucham, obawiam się o jakość jakichkolwiek innych wiadomości i głoszonych opinii.

    Znane przysłowie głosi: ?Gdy wiem, jakim jestem inżynierem, boję się iść do lekarza?. Gdy oglądam, słucham lub czytam rowerowych ekspertów zapraszanych przez telewizje śniadaniowe, prowadzących popołudniowe audycje w radiu czy udzielających wywiadów tygodnikom, zastanawiam się nad wartością, jaką niosą podobne wystąpienia specjalistów od finansów, polityki zagranicznej lub sztuki współczesnej. Czyli wszystkich tych dziedzin, o których wiem, że są, znam podstawową terminologię, ale zdaję się na opinię teoretycznie lepszych od siebie.

    Jasne, mechanicy rowerowi mogą w nieskończoność przywoływać ?kwiatki? takie jak łańcuchy kompletnie zapaćkane smarem stałym, obręcze lub tarcze hamulcowe popsikane WD-40 (bo hamulce piszczały), dospawane rury sterowe itd a kwiecień i maj to dla nich równocześnie czas żniw i załamywania urobionych po łokcie rąk.

    Nie zmienia to jednak faktu, że rower jako taki jest urządzeniem prostym a zasady rządzące zarówno jazdą rekreacyjną, kolarstwem wyczynowym jak i podstawowym użytkowaniem sprzętu są nad wyraz proste.

    Być może tak działa magia telewizji, czy też magia mediów w ogóle, że publicznie staramy się być mądrzejsi, niż jesteśmy w rzeczywistości. Albo, niczym policjant z drogówki opisujący kolizję, ubieramy proste zdarzenie w wyszukane słowa by nadać sprawie urzędowej powagi.

    Tak czy inaczej, rowerowi eksperci (w tym ci z mediów rowerowych i rowerowi blogerzy) plotą bzdury na prawo i lewo oraz robią z igły widły zarówno z powodu tremy jak i własnej indolencji.

    Możemy więc się nasłuchać mitów o wielkości ram, kupnie rowerów używanych, sposobach konserwacji poszczególnych podzespołów oraz wyższości jednych rozwiązań nad drugimi. I jak to w przypadku ekspertów, każdy ma inne zdanie, w związku z czym zamiast informacji dostajemy mało wartościowy szum.

    Słuchając i czytając tych wszystkich wynurzeń nabieram jeszcze większego szacunku do komentatorów kolarstwa w Eurosporcie. Choć ich praca z pewnością nie spełnia wszystkich oczekiwań najbardziej zaangażowanych fanów wyścigów rowerowych, potrafią prosto i jasno przedstawić sytuację na trasie, przybliżyć najważniejsze zasady i wspomnieć historię bez uciekania w banał. Bo niby kolarstwo to prosty sport dla prostych ludzi a rower to nieskomplikowane urządzenie, ale prosto o nim mówić wcale nie jest tak łatwo.