Tag: Klasyki

  • Lew (z) Flandrii

    Lew (z) Flandrii

    Belgijscy kolarze specjalizujący się w wiosennych klasykach a pochodzący z Flandrii często zyskują przydomek ?Lwa?. Lew powiewa również na tysiącach flag widocznych przy trasach brukowanych wyścigów. Co oznacza ten symbol i jakie jest jego pochodzenie?

    Najważniejsza informacja dotyczy ustroju politycznego Belgii. To monarchia konstytucyjna, która jest federacją złożoną z trzech regionów autonomicznych: Flandrii, Walonii i Regionu Stołecznego Brukseli. Równocześnie funkcjonują z nimi wspólnoty językowe: francuska, flamandzka i niemiecka (wschodnia część Walonii). Bruksela zaś, jako stolica, jest dwujęzyczna. Monarcha tytułuje się królem nie Belgii a Belgów.

    Z kolarskiego punktu widzenia i rozgrywanych w tym kraju wyścigów, warto zwrócić też uwagę na Prowincje (odpowiednik naszych województw). Zachodnia Flandria, Brabancja, Liege czy Namur mają swoje imprezy, podkreślające lokalny patriotyzm.

    Ronde van Vlaanderen, jeden z ?monumentów? sportu rowerowego, uznawany za najpiękniejszy z klasyków, będący esencją kolarstwa, ponieważ wygrać może go jedynie kolarz kompletny: dobrze jeżdżący po bruku, sprawnie podjeżdżający, wytrzymały i szybki, zrodził się właśnie jako wyraz dumy narodowej Flamandów.

    Pokręcona trasa wyścigu oddaje ideę, jaka stała za jego powstaniem. Ronde van Vlaanderen, czyli ?Dookoła Flandrii? nie miał wcale okrążyć regionu a odwiedzić jak najwięcej jego zakątków.

    Podobnie jak w przypadku innych imprez kolarskich, tak i RVV zrodził się z myśli dziennikarza-pasjonata, pod patronatem wydawnictwa-właściciela poczytnego dziennika. Niczym Tour de France i l?Auto, Giro d?Italia i La Gazzetta dello Sport, Ronde van Vlaanderen został powołany do życia (w 1912r) przez magazyn SportWereld, obecnie należącego do Het Nieuwsblad, gazety znanej jako sponsor tytularny wczesnowiosennego Omloop (Het Niewusblad właśnie).

    Odiel Defraeye.jpg
    By Fotograaf onbekend/Unknown photographer. Collectie SPAARNESTAD PHOTO – http://www.spaarnestadphoto.nl (Fotonummer SFA001012915), Public Domain, Link

    Inicjatorem rywalizacji na flandryjskich drogach był młody aktywista i dziennikarz, Karel Van Wijnendaele a impreza odpowiedzą na fakt, że choć jedyny, duży wyścig w Belgii był rozgrywany we francuskojęzycznej Walonii (Liege-Bastogne-Liege), Tour de France 1912 został wygrany nie przez Walona a przez Flamanda, Odile?a Defraye?a.

    Sam Van Wijnendaele był niewątpliwie nacjonalistą, swoje poglądy przełożył jednak na zbudowanie idei ?Flamanda? jako silnego kolarza pochodzącego ?z ludu?, który wyrósł na wielkiego mistrza.

    Menen - Border crossing 1 cropped.jpg
    By The original uploader was Filibertus at West Flemish WikipediaFile:Menen – Border crossing 1.jpg, CC BY-SA 3.0, Link

    Gdy przyjrzycie się flagom, które powiewają przy trasie wiosennych klasyków, odwróćcie na chwilę wzrok od pędzącego peletonu i przyjrzyjcie się detalom.

    Oficjalny symbol Flandrii to czarny lew na żółtym tle. Lew ma jednak czerwony język i pazury. Ten pozbawiony kolorowych elementów jest używany (w skrócie) przez zwolenników flamandzkiej niepodległości. Wahadło historii wychyliło się bowiem w drugą stronę i obecnie to Flandria jest wyraźnie bogatsza od francuskojęzycznej Walonii, odwrotnie niż 100 lat temu gdy powstawał najpiękniejszy z kolarskich klasyków. Część Flamandów chce wykorzystać tę okazję do oddzielenia się od biedniejszego regionu.

    Paris-Roubaix-16

    Sam symbol zaś jest efektem, a jakże, twórczości romantycznego pisarza (cóż my byśmy zrobili bez naszych Słowackich i Mickiewiczów) Hendrika Conscience’a i jego powieści zatytułowanego ?Lew z Flandrii?. Powieści, opisującej wielkie czyny i waleczność Flamandów w starciach z Francuzami.

    Skoro więc lew to męstwo, siła i szlachetność, nic dziwnego, że chętnie został zaadoptowany przez twardych, odpornych na ból i zmęczenie wojowników, których orężem jest po prostu rower.

    Zdjęcie okładkowe: Matheus Katharus, wikimedia commons, CC BY SA 4.0

  • Co to są kolarskie monumenty?

    Co to są kolarskie monumenty?

    Wśród wielu, kolarskich wyścigów jednodniowych najważniejszych jest pięć. To „monumenty”, nazwa która przyjęła się niedawno, ale bardzo dobrze oddaje charakter najbardziej prestiżowych klasyków. Czym są i dlaczego zasłużyły na miano „pomników”?

    Kolarstwo to dyscyplina celebrująca swoją tradycję. Choć XXIw jest czasem globalizacji tego sportu a w kalendarzu pojawiają się i zyskują na znaczeniu imprezy rozgrywane poza Europą, matecznikiem wyścigów rowerowych są Włochy, Francja, kraje Beneluksu oraz Hiszpania.

    To w nich rozgrywano pierwsze zawody, to z nich pochodzą najwięksi mistrzowie w historii, tam powstawały manufaktury produkujące najlepsze rowery czy osprzęt i działały legendarne kluby.

    Wyścigi jednodniowe, zwyczajowo nazywamy „Klasykami”. To przydomek, który jeszcze kilkanaście lat temu był, mniej więcej, odpowiednikiem właśnie obecnych „monumentów”: wyścigów najstarszych, z największą tradycją i w jakiś sposób wyjątkowych.

    Ich dystans to zazwyczaj 250km lub więcej, trasa często prowadzi przez lokalizacje nawiązujące do historii regionu i samego kolarstwa. W przeszłości wygrywali je najwięksi mistrzowie a obecnie to na nie przygotowują formę gwiazd zawodowego peletonu.

    Wraz ze zmianami w wyczynowym kolarstwie i zapotrzebowaniem rynku zaczęto organizować kolejne „jednodniówki”, często równie ciekawe, ale bez całego bagażu doświadczeń, emocji i wysiłku pozostawionego na ich trasach. Nazywano je „semi” czy też „pół” klasykami.

    Wprowadzenie najpierw Pucharu Świata a następnie Pro Touru i World Touru spowodowało, że hierarchia w kolarskim kalendarzu i tradycji zaczęła się rozmywać.

    „Klasykami” zaczęto nazywać wyścigi, które wraz ze swoim rozwojem i reformami samego kolarstwa zyskały na znaczeniu jak np. Gandawa-Wevelgem, E3 Harelbeke, „wymyślone” właściwie od zera Strade Bianche czy imprezy w Kanadzie. W World Tourze część z nich jest nawet zrównana z „monumentami” możliwymi do zdobycia punktami do rankingu.

    Dla uhonorowania tradycji, pięć najbardziej prestiżowych imprez wywyższono do miana „pomników” kolarstwa.

    Są to:

    • Mediolan-Sanremo, nazywany „Primavera”, „La Classicissima” lub „Wiosennymi Mistrzostwami Świata”, organizowany od 1907r, najdłuższy wyścig w roku (zwyczajowo ok. 300km)
    • Ronde van Vlaanderen, „Flandryjska Piękność”, organizowany od 1913, prowadzi przez wzgórza i brukowane drogi Flandrii
    • Paryż-Roubaix, „Piekło Północy”, „Królowa Klasyków”, organizowany od 1896r, część trasy prowadzi po bruku
    • Liege-Bastogne-Liege, „Dziekanka” czy też „Staruszka”, organizowany od 1892r, rozgrywany na górzystych szosach Ardenów
    • Giro di Lombardia, „Wyścig Spadających Liści”, organizowany od 1905r, prowadzi peleton przez matecznik kolarstwa, odwiedza Madonna del Ghisallo, sanktuarium Matki Boskiej Patronki Kolarzy.

    Co ciekawe, w kalendarzu znajdziemy starsze jednodniówki, np. Paryż – Tours, który przez zmiany w kalendarzu traci na znaczeniu a funkcjonuje od 1896r, Paryż – Bruksela (od 1893) czy Scheldeprijs (pierwszy raz zorganizowany w 1907r), jednak rozgrywany na nie dość selektywnej trasie i w środku tygodnia, by „zarobić” na swoją legendę.

    Charakterystyczne dla monumentów jest bowiem, że w swojej kategorii są najbardziej wymagającymi imprezami. Mediolan-Sanremo jest najdłuższy, Liege-Bastogne-Liege prowadzi przez najtrudniejsze wzniesienia Ardenów, podobnie jak Ronde van Vlaanderen przez najbardziej spektakularne „bergi” (podjazdy) we Flandrii. Z kolei Paryż-Roubaix jest unikatowy, tamtejsze bruki są bardziej wymagające niż jakiekolwiek inne a Lombardia mogłaby śmiało konkurować z górskimi etapami wielkich tourów.

    Ten zestaw, łączący historię, tradycję, trudność trasy i poziom sportowy powoduje, że Monumenty są najjaśniejszymi punktami kolarskiego sezonu. Zwycięstwo w nich daje miejsce w sportowym panteonie.

    Zdjęcie okładkowe: tetedelacourse, flickr, cc by sa 2.0.

  • Loverove 29.03.2017

    Loverove 29.03.2017

    Loverove na środę, specjalnie dla Was:

    1. 4F sponsorem PZKol

    Polski Związek Kolarski nawiązał partnerstwo z marką 4F. Kadrowicze będą teraz startowali w strojach dostarczanych przez podkrakowską firmę, jak również w oficjalnych sytuacjach zaprezentują się w „Casualowych” ubraniach przygotowanych przez 4F.

    W tym miejscu warto wspomnieć, że w latach 2012-2015 marka ta była sponsorem tytularnym zawodowej grupy mtb prowadzonej przez obecnego dyrektora sportowego PZKol, Andrzeja Piątka a sam dyrektor był następnie „ambasadorem” 4F.

    Miejmy nadzieję, że współpraca marki z kadrą polskich kolarzy pozytywnie wpłynie na ofertę strojów rowerowych dostępnych w jej salonach a zawodnikom będzie wygodnie w nowych wdziankach.

    2. Poznaj najsławniejsze „bergi”

    Czyli podjazdy we Flandrii. Koppenberg, Oude Kwaremont, Paterberg, słynny Muur Van Geraardsbergen i inne, zasłużone dla wiosennych klasyków miejsca. Zdjęcia i historię każdego z tych wzniesień znajdziecie tutaj.

    3. Jak jeździć po bruku?

    Prosty wideoporadnik od Cycling Weekly prezentujący tajniki jazdy po kocich łbach. Tak na wypadek, gdyby przyszła wam ochota poczuć się jak we Flandrii:

    4. Reklama dnia

    Podłogi Quick Step są twarde i wytrzymałe, niczym Niki Terpstra, który robi „planka”. Proste, minimalistyczne, skuteczne. Bora – uczcie się ;)

  • Loverove 27.03.2017

    Loverove 27.03.2017

    Poweekendowy przegląd kolarskich newsów: wideo, newsy, komentarze… Działo się, oj działo!

    1. Dwa razy van Avermaet

    W piątek ograł Gilberta, w niedzielę zgubił Sagana. Greg Van Avermaet długo czekał na eksplozję formy na trasach brukowanych klasyków i w końcu się doczekał. Mistrz Olimpijski będzie miał w tym roku w maju 32 lata i choć często był stawiany w roli faworyta, często trafiał na rywali silniejszych od siebie.

    Tej wiosny jest wyjątkowo skuteczny. Wygrał Omloop Het Nieuwsblad, był drugi w Strade Bianche a w ostatni weekend w znakomitym stylu triumfował na trasie E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem. Za tydzień podczas Ronde van Vlaanderen oczy wszystkich i fanów i konkurentów będą skierowane właśnie na niego.

    Na galerie z brukowanego weekendu czekamy. Gdy tylko się pojawią, to dobrze wiecie, że je Wam podlinkuję :)

    2. Bartek Wawak w top formie

    https://www.instagram.com/p/BSImrD0gqA5

    Otwarcie sezonu XCO w „europie środkowej”, czyli Kamptall Klassik dla Bartka Wawaka! Mistrz Polski reprezentujący Kross Racing Team znakomicie otwiera sezon, wygrywając wyścig kategorii 1 (czyli jednej z najwyższych, o kategoriach wyścigów mtb będzie wkrótce na blogu). W wyścigu elity mężczyzn wystartowało ponad 80 zawodników. Klubowy kolega Wawaka, Fabian Giger był ósmy, a pozostali Polacy zajęli odpowiednio: Marek Konwa 10, Adrian Brzózka 16, Jakub Zamroźniak 24 (i 5 w U23), Mariusz Kozak 30, Bartosz Janowski 34, Filip Helta 38, Wojtek Halejak 40, Marceli Bogusławski 41, Krzysztof Łukasik 42, Maciek Jeziorski 45, Bogdan Czarnota 49, Mikołaj Dziewa 59, Szymon Biel 62 i Łukasz Klimaszewski 63 miejsce. Bogactwo :)

    Wśród pań najszybsza z Polek była Aleksandra Podgórska (7. miejsce, wygrała Barbara Benko z Węgier), 9. była Paula Gorycka, 13. Katarzyna Solus – Miśkowicz, 16. Gabriela Wojtyła, 17. Rita Malinkiewicz, 18. Michalina Ziółkowska, 19. Iwona Kurczab, 23. Małgorzata Mazurek, 24. Patrycja Piotrowska i 25. Marlena Droździok.

    Najlepszy z polskich juniorów to zwycięzca swojej kategorii Mateusz Nieboras a wśród juniorek Patrycja Świerczyńska była szósta. Ufff… :)

    3. Cape Epic 2017, czyli osiem dni w osiem minut

    Nino Schurter i Matthias Stirnemann z wyraźną przewagą (ponad 8′) wygrali z Christophem Sauserem i Jaroslavem Kulhavym najważniejszą etapówkę mtb w sezonie i równocześnie ważny element przygotowań do pucharu świata XCO. Wśród mastersów zwyciężyli „emeryci z szosy”, czyli Cadel Evans i George Hincapie a wśród pań Esther Suss i Jennie Stenerhag. W etapówkach, zwłaszcza tych rozgrywanych w egzotycznych lokalizacjach, na równi z rywalizacją sportową liczy się też sceneria. Zatem warto rzucić okiem na wideo podsumowujące całą imprezę. Jest spektakularne!

    4. Żale Sagana

    Mistrz Świata zaczyna mieć dość sytuacji, w której rywale nie chcą z nim współpracować. O ile po Mediolan-Sanremo tylko wspomniał, że Michał Kwiatkowski jest mu winny kilka piw, o tyle po Gandawa-Wevelgem nie owijał w bawełnę i wprost skrytykował Nikiego Terpstrę i pozostałych kolarzy Quick Stepu za brak kooperacji. Owszem, Greg Van Avermaet jest w genialnej dyspozycji, ale fakt, że wszyscy patrzą się na to, co zrobi Słowak nieco ułatwia mu zadanie. Tak czy inaczej, sukcesy Van Avermaeta trochę odwracają uwagę od postaci Sagana, zatem w najbliższą niedzielę, na trasie Ronde Van Vlaanderen szanse powinny się nieco wyrównać.

    5. Indolencja Teamu Sky

    Kolejny raz ekipa Movistar i Alberto Contador zgubili Chrisa Froome’a i Team Sky. Rok temu na Vuelta a Espana, Brytyjczyk przegapiając wczesny atak rywali przegrał cały wyścig z Nairo Quintaną. Tym razem na trasie Volta a Catalunya była jeszcze gorzej. Na sobotnim, górskim etapie Froome i Geraint Thomas, który miał być liderem Sky na tej imprezie przespali sprawę na zjazdach z pierwszej premii i zostali z tyłu za ponad pięćdziesięcioosobową czołówką, do mety docierając 26 minut za zwycięzcą, Darylem Impeyem.

    https://twitter.com/Movistar_Team/status/846004786709311488

    Cały wyścig pewnie wygrał Alejandro Valverde, Rafał Majka, jeszcze bez błysku, ale dość równo i pewnie (a przede wszystkim bez takiej wpadki jak Froome) ukończył zmagania na 11. miejscu.

    https://twitter.com/TeamSky/status/845708581248929792

    Filozfia marginal gains, zaświadczenia o wykluczeniu terapeutycznym na stosowanie leków na astmę i najnowszy sprzęt nie pomogą, gdy ekipa regularnie gubi się w kluczowych momentach.

    6. Solidne ściganie w Gandawa-Wevelgem kobiet

    Lotta Lepistö po finiszu z dużej grupy wygrała Gandawa-Wevelgem pań. Zawodniczki miały do pokonania 145km z elementami brukowanych dróg. Po drodze wspinały się m.in. na Kemmelberg, dzięki czemu było sporo ścigania i ataków. Mimo to, żadnej nie udało się osiągnąć przewagi, jak w wyścigu mężczyzn. Lepistö wygrała dosłownie o „błysk szprychy” a skrót rywalizacji możecie zobaczyć poniżej:

    A zwyciężczynię możecie bliżej poznać dzięki śledzeniu jej profilu na twitterze:

  • Ściganie na cmentarzu

    Ściganie na cmentarzu

    Gandawa – Wevelgem upamiętnia poległych ?Na Polach Flandrii?. Paryż-Roubaix nazwany został ?Piekłem Północy? nie ze względu na trudności czekające na kolarzy a na zniszczony po I Wojnie Światowej krajobraz, który przemierzał peleton. Wiosenne klasyki mają w sobie nie tylko sportowy, ale też bardziej doniosły, historyczny kontekst.

    W 2015r, sto lat po tym, gdy kanadyjski żołnierz, lekarz i poeta, John McCrae opublikował swój ikoniczny wiersz ?In Flanders Fields?, do nazwy wyścigu Gandawa – Wevelgem dodano tytuł tego właśnie utworu. Zawody stają się więc nie tylko memoriałem ku czci ofiar, są też jedyną, o której wiem, imprezą sportową, która w nazwie ma nie markę sponsora a tytuł poezji.

    In Flanders Fields (1921) page 1.png
    By John McCrae and Ernest Clegg – JP2 zip data at fieldsinflanders00mccrrich archive.org, Domena publiczna, Link

    Choć na przełomie marca i kwietnia maki jeszcze nie kwitną na polach Flandrii, szosy, brukowane a także polne dukty, na których rywalizują kolarze, przecinają teren, będący jednym z największych cmentarzy w Europie.

    Front zachodni w czasie I Wojny Światowej ze swoimi, ciągnącymi się przez te właśnie pola, wielokilometrowymi liniami okopów to jeden z modelowych przykładów pokazujących absurdy i bezsens konfliktów zbrojnych (w samych bitwach pod Ypres zginęło ponad milion ludzi).

    Kolejni młodzi ludzie byli rzucani do ataków równych niemal pewnej śmierci, to właśnie tam po raz pierwszy w historii użyto gazów bojowych a po wszystkim jedyne, co zostało, to ?Ziemia jałowa?.

    Paryż – Roubaix w 1919r zwycięzca, Henri Pelisier, określił mianem nie wyścigu a pielgrzymki a gdy przemierzający trasą klasyku dziennikarze zobaczyli obraz zniszczeń, jakie zostawiła po sobie wojna, nie byli w stanie użyć innego określenia niż właśnie ?piekło?.

    Kemmelberg, jeden z kluczowych podjazdów wyścigu Gandawa-Wevelgem był miejscem szczególnie ciężkich walk, zwłaszcza pod koniec wojny. U stóp wzgórza znajduje się cmentarz, na którym spoczywa 5000 francuskich żołnierzy.

    Wzniesienie jest pokonywane kilkukrotnie a między dwiema ostatnimi próbami dodatkowo do trasy włączono odcinki polnych dróg, przy których zimą 1914r doszło do niecodziennych wydarzeń ?rozejmu bożonarodzeniowego?, w czasie którego Brytyjczycy i Niemcy wyszli z okopów by wspólnie świętować na ziemi niczyjej.


    Faktem jest, że w kulturze anglosaskiej czy frankofońskiej I Wojna Światowa i jej ofiary mają zupełnie inne miejsce niż w naszej. Gdy na liniach między okopami we Flandrii i północnej Francji ginęły setki tysięcy żołnierzy, my walczyliśmy o swoją niepodległość, stąd też i na całkowicie inne aspekty konfliktu zwracamy uwagę czy to w kulturze, czy na lekcjach historii.

    Tak czy inaczej, kultywowanie pamięci przy pomocy zawodów sportowych ma długą tradycję i tam i tu.

    Także my mamy całkiem sporo różnego rodzaju ?memoriałów?. Dla kolarzy pierwszym skojarzeniem może być wyścig Szlakiem Walk Majora Hubala, ale warto też wspomnieć o szczególnym charakterze etapu Giro d?Italia 2014 z metą na Montecassino. I tam i we Flandrii czerwone maki wiążą się ze szczególną symboliką.

  • Czas silnych mężczyzn

    Czas silnych mężczyzn

    Wiosenne wyścigi na bruku to szczególny czas kolarskiego sezonu. To wtedy do głosu dochodzą silni, dobrzy technicznie i wytrzymali kolarze. Ci, którzy są w stanie utrzymać rower na kocich łbach a gdy trzeba, nacisnąć na pedały tak mocno, by mimo wymagającej nawierzchni zgubić rywali i zadziwić krzyczących przy trasie kibiców.

    Tytuł nie zawiera w sobie dyskryminacji ze względu na płeć, czy to biologiczną, czy kulturową. Zwyczajnie w rywalizacji Sagana, Van Avermaerta, Kristoffa, Degenkolba czy wcześniej Cancellary, Boonena, Musseuwa i Van Petegema jest nawet nie ?coś? a sporo czystej, fizycznej, wręcz zwierzęcej siły.

    Te kilkuminotowe, powtarzane co chwilę wysiłki, ataki, tempo i walka o pozycje czy to na wzgórzach Flandrii czy to na polnych drogach w okolicach Roubaix to pokaz godny walk gladiatorów w rzymskich amfiteatrach.

    Owszem, liczy się taktyka, liczy się wsparcie drużyny, ale gdy przychodzi decydujący moment, mistrz sam musi wznieść się na wyżyny, i przyłożyć do pedałów tak wielką siłę, by pokonać i grawitację i nierówności terenu i sprawić, by rywali bolało bardziej niż jego.

    Jasne, na górskich etapach wielkich tourów zdarza się, że oglądamy podobny spektakl, jednak jest on po pierwsze bardziej rozłożony w czasie, po drugie, bezwzględna moc generowana przez kolarzy jest o wiele mniejsza.

    Jeśli dołożymy do tego konieczność przetaczania roweru przez kolejne kostki granitu czy też bazaltu, wymuszającą pracę całego ciała, kontrolę kierunku jazdy i przyczepności, dostajemy spektakl ociekający adrenaliną i testosteronem bardziej niż ring MMA po całonocnej gali.

    W tym miejscu trzeba pamiętać, że w harmonogramie brukowanych klasyków samej jazdy po bruku jest stosunkowo niewiele. Nie więcej niż ?, dokładając do tego, również wymagające drogi z betonowych płyt, wciąż większość dystansu prowadzi po asfaltach.

    Te są jednak często pokryte nawiezioną z pól ziemią, wąskie, z głębokimi rowami melioracyjnymi po bokach. Do tego za każdym zakrętem zmienia się wiatr, trakt jest wąski a chętnych do jazdy na czele grupy w każdej chwili przynajmniej kilkudziesięciu.

    Szansa, że dostaniemy ekscytujący spektakl jest zatem bardzo duża. Wiosenne klasyki to jedna z najciekawszych części kolarskiego sezonu. I właśnie zmierzamy do jego apogeum.

    Rozkład jazdy na najbliższe dni:

    24.03, piątek: Record Bank E3 Harelbeke
    26.03, niedziela: Gandawa-Wevelgem
    28-30.03, wtorek-czwartek: 3 Dni de Panne-Koksijde
    02.04, niedziela: Ronde van Vlaanderen
    05.04, środa: Scheldeprijs
    09.04, niedziela: Paryż-Roubaix

    PS: Na brukach ścigają się również panie:

    26.03, niedziela: Gandawa-Wevelgem
    02.04, niedziela: Ronde van Vlaanderen

    Zdjęcie okładkowe: filip bossuyt, flickr, CC BY 2.0

     

  • Loverove 23.03.2017

    Loverove 23.03.2017

    Loverove na czwartek ze sporym zestawem kolarskich newsów, specjalnie dla Was!

    1. Sto dni prezesa


    Dariusz Banaszek przewodzi Polskiemu Związkowi Kolarskiemu już ponad trzy miesiące. Naszosie.pl prezentuje więc rozmowę z Prezesem po przysłowiowych „stu dniach” urzędowania, czyli czasie, po którym zwykło robić się pierwsze podsumowanie rządów nowego premiera. Rozmowę możecie przeczytać tutaj. A teraz najważniejsze: co Wy sądzicie o porządkach w PZKol?

    2. Sylwester Szmyd o wygranej Kwiato

    „Sylwas” rozkręca się w roli blogera rowery.org. Tym razem komentuje wygraną Michała Kwiatkowskiego w Mediolan Sanremo. Obserwacje zawodowca są zawsze w cenie, możecie je przeczytać tutaj.

    3. Co mam w kieszeni?

    To pytanie było kluczowe dla pewnego uniwersum fantasy, ale w tym przypadku nie chodzi ani o biżuterię ani o stwory o kudłatych stopach a o zawartość kieszonek w rowerowej koszulce. Od kilku tygodni Jakub Dominik z blog.bobiko.pl odpytuje rowerowych blogerów o to, co ze sobą wożą. Padło i na mnie, zatem voila, oto zestaw, który mam przy sobie na co dzień i od święta. W sensie na wyścigach.

    4. Brukowane klasyki to nie tylko jazda po bruku!

    Wczoraj po znakomitej jeździe drużynowej ekipy Quick Step, zwycięzcą Dwars Door Vlaanderen został Yves Lampaert. Równie zadowolony co triumfator był jego kolega z ekipy, drugi na mecie Philippe Gilbert, którego forma związana z jazdą po bruku ewidentnie rośnie. Były mistrz świata celuje ze szczytem dyspozycji na Ronde van Vlaanderen i trzeba będzie na niego uważać.

    Teraz jednak ważna uwaga. Brukowane klasyki to nie tylko jazda po bruku, i asfalcie. To także, charakterystyczne dla tych rejonów Belgii drogi z betonowych płyt. Nawierzchnia na nich jest bardziej chropowata, co chwilę przejeżdża się przez łączenia, na środku znajduje się ciągła przerwa a segmenty często są ułożone pod kątem. To dodatkowa trudność, którą często można przeoczyć, a która również jest elementem selekcji.

    Więcej na temat betonowych dróg kilka lat temu napisał niezawodny The Inner Ring.

  • Michał Kwiatkowski wygrywa Mediolan-Sanremo. I ma sposób na Sagana!

    Michał Kwiatkowski wygrywa Mediolan-Sanremo. I ma sposób na Sagana!

    Po siedmiu godzinach jazdy o zwycięstwie w pierwszym ?monumencie? sezonu 2017 zadecydowały centymetry. Michał Kwiatkowski, dosłownym rzutem na taśmę pokonał mistrza świata, Petera Sagana.

    Sagan – showman, Kwiato – zwycięzca

    Nazwijmy rzecz po imieniu. Wyścig otworzył właśnie Sagan, który imponującym atakiem oderwał się od peletonu na ostatnim wzniesieniu dnia, czyli Poggio. Wydawało się, że czołowa grupa zostanie doprowadzona do mety na Via Roma przez mocne ekipy sprinterów, które, niczym team Sky w Tour de France ?zabetonowały? rywalizację.

    Tymczasem Sagan rzucił na szalę wszystkie siły, zrobił kilka metrów różnicy a gdy dołączyli do niego Michał Kwiatkowski i Julian Alaphilippe, przewaga nad peletonem zaczęła rosnąć.

    Ponieważ trzej panowie potrafią znakomicie zjeżdżać, pędząc z Poggio zyskali kolejne sekundy, co wystarczyło do rozegrania finiszu we własnym gronie. Choć to Sagan wydawał się być najmocniejszy, Kwiatkowski zdołał go doścignąć a na ostatnich metrach ?wystawić koło? i sięgnąć po zwycięstwo w jednym z najbardziej prestiżowych wyścigów sezonu, nie bez powodu nazywanym ?wiosennymi mistrzostwami świata”.

    https://twitter.com/TeamSky/status/843142022898864134

    Generacja herosów

    Zdjęcie z finiszu, na którym Kwiatkowski, Sagan i Alaphilippe walczą o wygraną w Mediolan-Sanremo już teraz trzeba uznać za jednego z faworytów w plebiscytach na najlepszą, kolarską fotografię sezonu.

    Nie tylko ze względu na sam, rewelacyjny kadr przedstawiający walczących bark w bark gladiatorów szosy, ale przede wszystkim na jego symboliczny wymiar.

    Kolarze, którzy tej wiosny stanęli na podium ?Primavery? należą do tego samego, ekstremalnie utalentowanego pokolenia, które przejmuje dowodzenie w zawodowym peletonie. Sagan i ?Kwiato? to rocznik 1990, Alaphilippe 1992. Są dynamiczni, są skuteczni i dzięki nim nie musimy się martwić o to, kto zastąpi odchodzących na emeryturę mistrzów wyścigów klasycznych.

    Portfolio Kwiatkowskiego

    Polak z teamu Sky był już mistrzem świata ze startu wspólnego a także w drużynowej jeździe na czas. Dwukrotnie wygrał Strade Bianche, i po razie E3 Harelbeke oraz Amstel Gold Race. Stał na podium Walońskiej Strzały i Liege-Bastogne-Liege. Jest szybki, dobrze jeździ na czas, potrafi sobie poradzić w terenie górzystym. Do tego świetnie radzi sobie na zjazdach i w terenie wymagającym ponadprzeciętnych umiejętności: na bruku i szutrze.

    Kolarz kompletny? A jakże! Tacy właśnie wygrywają w najważniejszych Klasykach, co ?Kwiato? raz za razem potwierdza.

    Czy to znaczy, że marzenia o dobrym wyniku w wielkim tourze należy odłożyć na półkę? Po 11. lokacie w Tour de France (2013) opcji dobrej jazdy w trzytygodniówce nie można wykluczyć, pytanie tylko, czy warto i czy trzeba, skoro już teraz dorobek Kwiatkowskiego w Klasykach jest tak imponujący. Być może to właśnie jest jego powołanie, dar od Boga, którego nie warto trwonić na górskie etapówki.

    https://twitter.com/bikeworldnews/status/713500803483348993

    Co więcej, Kwiatkowski ewidentnie znalazł sposób na pokonanie Petera Sagana. Był już od niego lepszy w Strade Bianche, w E3 Harelbeke i teraz w Mediolan-Sanremo. Kto wie, może po erze pojedynków Boonen-Cancellara kolejna dekada będzie pamiętana jako czas potyczek Kwiatkowskiego z Saganem?

    https://twitter.com/oufeh/status/843160556978757633

    Sagan pod presją

    Na koniec jeszcze kilka słów o drugim na mecie, Peterze Saganie. Słowak, który kolejny rok z rzędu jeździ w koszulce mistrza świata, nie pierwszy raz w tym sezonie pokazał wielką moc.

    Jest godnym następcą czempionów z przeszłości. Ma charyzmę, nie boi się brać spraw w swoje ręce ryzykować i? przegrywać. Można śmiało stwierdzić, że na trasie Mediolan-Sanremo był najmocniejszy, i tak jak wielokrotnie w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach wziął ciężar otworzenia rywalizacji na swoje barki. Tym razem się nie udało, zapewne uda się w przyszłości. Najbliższy cel to Ronde Van Vlaanderen, gdzie znów oczy całego, kolarskiego świata będą zwrócone na pochodzącego z Żyliny mistrza świata.

    PS Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale właściwie na samej linii mety, łańcuch w rowerze Sagana zaczął opuszczać należne mu miejsce na dużej zębatce. To niesamowite, że na tym poziomie wyczynu, w erze ?marginal gains?, w sprzęcie wartym grube tysiące euro zdarzają się takie rzeczy!

    Zdjęcie okładkowe: Photo LaPresse/ Gian Mattia D’Alberto March 18, 2017 Sanremo (Italy) Sport Cycling Race Milano – Sanremo

  • Mediolan – Sanremo: Dojadą, czy nie dojadą?

    Mediolan – Sanremo: Dojadą, czy nie dojadą?

    ?Primavera? to jeden z tych wyścigów, podczas których niemal do końca ktoś próbuje atakować a i tak o wyniku rozstrzyga finisz z większej grupy. Jak będzie w tym roku?

    Najdłuższy wyścig w kalendarzu, prawie 300km w tym niespełna 2000m przewyższenia. Niewielkie górki w końcówce rozgrywane w wysokim tempie, po siedmiu godzinach jazdy są w stanie wymusić selekcję w peletonie.

    Cipressa i Poggio to dwa podjazdy, które na większości polskich wyścigów byłyby poważnymi premiami górskimi, ale na tle innych wzniesień w World Tourze to zaledwie ?zmarszczki?.

    Cipressa rozpoczyna się po 270km a Poggio po 282km jazdy. W życiu tyle nie przejechałem w ciągu jednego dnia i stawiam, że spora część z Was również nie?

    Mimo to, 5650m o średniej stromiźnie 4,1 Cipressy i zaledwie 3700m i 3,7% Poggio to wartości, które nawet amator jest w stanie pokonać ?z blatu? (niekoniecznie po 300km). Niewykluczone, że w kontekście wszystkich umiejętności niezbędnych w kolarskim fachu, od samych podjazdów bardziej wymagający jest zjazd z Poggio do mety: z ciasnymi zakrętami, rozgrywany zawsze w wysokim tempie.

    Tak czy inaczej, ponieważ oba wzniesienia usytuowane są w niewielkiej odległości od finiszu (ze szczytu Poggio na ?kreskę? jest zaledwie 4,4km) to idealne miejsce do ataku: czy to po zwycięstwo czy też mającego za zadanie wprowadzić zamieszanie w szeregach przeciwników.

    Biorąc pod uwagę, że dla zawodowego, nawet zmęczonego czasem w siodle, kolarza Cipressa i Poggio to pestka, zazwyczaj na szczycie ostatniego podjazdu wyścigu melduje się spora grupa a na zjeździe i ostatnim, płaskim odcinku dołączają kolejni. Na skutek tego o zwycięstwo walczą sprinterzy.

    Arnaud Demare of FDJ cycling team jubilates on his arrival to the finish line of Milano-Sanremo 2016, 19 March 2016. ANSA/CLAUDIO PERI – materiały prasowe RCS

    Owszem, w ostatecznym rozrachunku liczą się inne elementy niż szybkość jako taka. Ważne jest, by z liderem do mety zmierzali pomocnicy, którzy ułatwią mu zajęcie pozycji i skuteczny sprint. Do tego, po prawie siedmiu godzinach jazdy, nie każdy jest w stanie wykrzesać z siebie tyle energii, co w końcówce etapu liczącego np. 170km. Cipressa i Poggio, pokonywane zazwyczaj w mocnym tempie, dodatkowo drenują energii, a jeśli ktoś się zagapił, stracił miejsce w grupie i kontakt z czołówką, traci ją także na dołączenie do szpicy peletonu.

    Po takiej pogoni trudno oczekiwać skutecznego finiszu, chyba, że jak Arnaud Demare, zwycięzca z 2016r, dystans po kraksie nadrobi się w nieco magiczny sposób.

    Czynnikiem minimalizującym szanse skutecznego dotarcia do mety przed dużą grupą jest, rosnąca z roku na rok, siła najbogatszych drużyn. Czołowe teamy naszpikowane są gwiazdami, które są w stanie utrzymać peleton w ryzach, skasować niemal każdy atak specjalistów wyścigów klasycznych czy nawet ?górali? szukających szansy na Cipressie lub Poggio .

    Czy to oznacza, że rozstrzygnięcie jest łatwe do przewidzenia a o zwycięstwo walczyć będą Sagan, Demare, Bouhanni czy Gaviria (lub ktoś z tuzina pozostałych pretendentów)? Cóż, i tak i nie. Przysłowiowe ?100m przewagi na szczycie Poggio? połączone z efektem zaskoczenia, brawurowym zjazdem i wielką mocą w płaskiej końcówce może przynieść pierwsze miejsce zdobyte z przewagą kilku metrów nad peletonem.

    Zatem pytanie ?dojadą czy nie dojadą? będzie nam towarzyszyło, jak co roku, przez całą relację. Od wczesnej ucieczki zawiązanej na przełęczy Turchino, po ostatnie metry Via Roma. Niby scenariusz jak co roku, ale jakie emocje!


    Transmisja z wyścigu na żywo w Eurosporcie 2, w sobotę, 18.03.2017 od godz. 14.30. Do tego przyda się tekstowa relacja live.cyclingnews.com oraz twitter z hasztagiem #MSR17

    Zdjęcie okładkowe: Ciclisti sulla salita della Poggio con i banner dello sponsor Changing Diabetes durane la Milano-Sanremo 2016, 19 March 2016. ANSA – Tim De Waele, materiały prasowe RCS