Tag: Klasyki

  • Co wiemy po otwarciu sezonu klasyków?

    Co wiemy po otwarciu sezonu klasyków?

    Gwiazdorzy klasyków: Greg van Avermaet i Peter Sagan zdominowali belgijskie otwarcie sezonu. Skoro już teraz błyszczą, co będzie się działo za kilka tygodni?

    Wiecznie drudzy grają pierwsze skrzypce

    Van Avermaet ma 32 lata, Sagan 27. Przez długi czas byli uznawani za ?wiecznie drugich?. Co oczywiście nie było prawdą, bo odnosili ważne zwycięstwa, ale brakowało w ich portfolio spektakularnych sukcesów. Na szczęście ostatnio Sagan został dwa razy z rzędu mistrzem świata a w międzyczasie wygrał Ronde van Vlaanderen. Van Avermaetowi wciąż brakuje na koncie ?monumentu?, ale za to został mistrzem olimpijskim.

    Ponieważ, w teorii, ich czas i cele to Mediolan-Sanremo i Ronde van Vlaanderen, podczas otwarcia klasyków w Belgii jeszcze nie powinni być w najwyższej formie. Tymczasem zdominowali weekend, dzieląc między sobą zwycięstwa w sobotę i w niedzielę.

    Kto chce pracować z Saganem?

    Gdy za młodu Peter Sagan kilkakrotnie wygrywał wychodząc z koła lokomotywy-Fabiana Cancellary, teraz często sam spotyka się z sytuacją, gdy rywale nie chcą z nim pracować. Zapewne teraz mało kto pamięta jego nienajlepszy styl z początków kariery. Raczej moc, dominacja i skuteczność Słowaka skłaniają konkurentów do takiej taktyki.

    W związku z tym, na finiszu sobotniego Omloop Het Nieuwsblad, Saganowi faktycznie zabrakło sił, by pokonać Van Avermaeta. Dla porównania, w niedzielę do mety pomknął jakby dzień wcześniej zaliczył tylko regeneracyjną przejażdżkę na kawkę a nie solidną porcję ścigania na bruku.

    Nielegalne chodniki

    Choć teoretycznie jazda poza szosą jest zabroniona, jadąca po zwycięstwo w Omloop Het Nieuwsblad grupka chętnie korzystała z poboczy i chodników. Marc Sergeant z Lotto-Soudal i Dirk Demol z Trek Segafredo oprotestowali jazdę kolarzy z podium, jednak bezskutecznie.

    Można się spodziewać, że na kolejnych, brukowanych wyścigach takich sytuacji: zarówno naginania przepisów jak i protestów będzie więcej.

    Szczyt za wcześnie?

    Najważniejsze pytanie, to czy Sagan i Van Avermaet nie wystrzelili z formą zbyt wcześnie. Jakby na to nie patrzeć, w przeszłości gwiazdy, które wygrywały tak wcześnie, później zajmowały dalsze miejsca na trasach monumentów. Tom Boonen miał kłopoty żołądkowe, Tony Martin upadł i doznał kontuzji, w kraksie leżał też Kristoff, a młody Stuyven był aktywny, ale nieskuteczny.

    Czy to znaczy, że za trzy, cztery tygodnie mistrz świata i mistrz olimpijski będą z taką samą łatwością dzielić i rządzić na trasach najważniejszych klasyków? Być może, ale z pewnością ich rywale będą bardziej czujni. I mocniejsi.

    Już widać szutry. I góry!

    Pierwsze przetarcie za kolarzami. Teraz na horyzoncie już czekają toskańskie ?białe drogi?. To jeden z nielicznych nowych wyścigów, ?wymyślonych? w XXIw na bazie sentymentu do ?kolarstwa w stylu vintage?, który porwał serca i kibiców i kolarzy. Błyskawiczna kariera, prestiż i awans do world touru, dobre miejsce w kalendarzu, spektakularna trasa i lokalizacja, to wszystko łączy się w znakomitą całość. Na starcie pojawi się oczywiście Sagan, ale też Michał Kwiatkowski i wiele innych sław.

    Strade Bianche zostanie rozegrany w sobotę, 04.03 a już w niedzielę, 05.03 rusza ?wyścig ku słońcu?, czyli Paryż-Nicea. Jedna z moich ulubionych etapówek, która, choć czasami jeszcze śnieżna i mroźna, wyraźnie pokazuje, że kolarska wiosna faktycznie nadeszła!

  • Prolog sezonu – tak, to teraz!

    Prolog sezonu – tak, to teraz!

    Co tworzy wyścig kolarski? Trasa, miejsce w kalendarzu, tradycja, warunki pogodowe i możliwie duża grupa zmotywowanych do walki o zwycięstwo zawodników. Choć sezon trwa już od kilku tygodni, te kryteria spełniają dopiero, otwierające sezon europejskich jednodniówek, Omloop Het Nieuwsblad oraz Kuurne-Bruksela-Kuurne. Proszę Państwa, zaczynamy!

    Australia, Emiraty Arabskie, Argentyna, ale nawet Portugalia i Andaluzja. Wszystkie dotychczasowe wyścigi miały charakter mocno treningowy. Owszem, kilku zawodników na każdym z nich prezentowało niezłą dyspozycję, ale tak czy inaczej styczniowe i lutowe imprezy, póki co są tylko środkiem do celu.

    Ten cel, to najważniejsze etapówki i klasyki w Europie. I sezon na nie zaczyna się teraz.

    https://twitter.com/OmloopHNB/status/835036597808672768

    Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne to tradycyjny start sezonu jednodniówek, sprawdziany formy przed Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix, jednak na tyle prestiżowe, że wiele drużyn przywozi na start swoje pierwsze składy.

    Owszem, często jest tak, że najsilniejsze ekipy celujące z formą na przełom marca i kwietnia albo ponoszą porażkę, albo formalni liderzy ustępują miejsca mniej utytułowanym dublerom. Zarówno bardziej pagórkowaty Omloop, jak i preferujący dobrze radzących sobie na bruku sprinterów K-B-K to często poligon doświadczalny dla przyszłych gwiazd wyścigów klasycznych.

    Mimo wszystko trudno jest utrzymywać najwyższą formę przez ponad miesiąc, dlatego też ten, kto wygrywa w otwarciu belgijskiego sezonu rzadko kiedy zwycięża też w Ronde Van Vlaanderen czy Paryż Roubaix.

    Nie zmienia to faktu, że ściganie w obu imprezach jest zawsze na wysokim poziomie. Póki co Omloop Het Nieuwsblad nigdy nie wygrał Tom Boonen, Fabian Cancellara czy Peter Sagan. Za to triumfowali tam Philippe Gilbert (wkrótce potem zdominował mniej brukowane, za to bardziej górzyste klasyki), Nick Nuyens (wygrał Flandrię) a nieco wcześniej Peter van Petegem czy Johan Museeuw.

    Ze względu na niepewne warunki atmosferyczne i wczesną porę roku zdarza się, że belgijski weekend klasyków jest torpedowany np. przez śnieżycę i któryś z wyścigów jest odwoływany. Trudne warunki atmosferyczne są jednym z elementów ścigania na północy Europy, wiatr czy deszcz są takim samym elementem utrudniającym rywalizację co bruk i podjazdy.

    Ponieważ nie wszyscy są jeszcze w optymalnej dyspozycji, zdarza się, że choć w decydujących momentach przewagę liczebną zdobywają przedstawiciele jednej lub dwóch drużyn a to po zwycięstwo sięga ktoś inny: często młodszy, dla którego dobry występ na początku sezonu jest przepustką do wielkiej kariery.

    Jakby na to nie patrzeć, chcąc wygrać na belgijskich brukach, trzeba być ekstremalnie dobrym kolarzem. Nawet, jeśli Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne, to wciąż tylko prolog sezonu, to jednak prolog, którego wyniki już o czymś świadczą. Nie tylko nad wynikami, ale i nad przebiegiem obu imprez warto się zatem pochylić, śledząc w kolejnych tygodniach sezonach najsłynniejsze ?monumenty?.

    Zwróć uwagę na:

    • Na trasie sobotniego Omloop Het Nieuwsblad znajduje się 14 podjazdów i 10 odcinków brukowanych.
    • Omloop Het Nieuwsblad ma również swoją wersję kobiecą
    • Tom Boonen w ten weekend zaczyna swoje pożegnanie z klasykami i zawodowym ściganiem. Jego ostatnim celem będzie Paryż-Roubaix w kwietniu
    • Będziemy mogli obserwować rywalizację mistrza olimpijskiego: Grega Van Avermaeta z mistrzem świata, Peterem Saganem. Jeśli przegrany kilka tygodni później zwycięży w San Remo, Flandrii lub Roubaix, z pewnością zapomni o lutowej porażce
    • Ze względu na mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, Eurosport oferuje tylko powtórkę z Omloop, za to w niedzielę K-B-K przez godzinę powinien być na żywo.
    • Symbolem Kuurne-Bruksela-Kuurne jest osiołek i taką właśnie maskotkę zwycięzca dostaje na podium

     

    Zdjęcie okładkowe: Tourofjamtland, flickr, CC BY SA 2.0.

  • Emocjonalna Lombardia

    Emocjonalna Lombardia

    Koniec sezonu, bywa, że i koniec kariery. Jak przekuć porażki czy też, jeśli wolicie, doświadczenia, w sukces? Ten jeszcze jeden dzień mobilizacji i przejście do historii kolarstwa stoi otworem. Giro di Lombardia, ostatni ?monument? sezonu to wyjątkowy wyścig.

    Mistrz ratuje sezon

    Rok temu, po nieudanej próbie obrony tytułu w Tour de France i po kompromitującej relegacji z peletonu Vuelta a Espana za holowanie się na klamce samochodu technicznego, Vincenzo Nibali miał tę jedną, ostatnią szansę, by uratować sezon 2015.

    Na wygraną w ?monumencie? polował od lat. Śmiałymi atakami próbował wygrać Liege-Bastogne-Liege, nieobce były mu także harce na trasie Mediolan-San Remo. Mimo to, zawsze trafiał się ktoś lepszy od niego. W Lombardii pojechał jak mistrz, atakując na zjazdach, niespełna 20km przed finiszem. Przekraczając linię mety do stroju Nibalego przykleiła się chorągiewka w barwach włoskiej flagi. Dość powiedzieć, że był to jeden z najbardziej symbolicznych momentów sezonu 2015. W ten sposób Vincenzo stał się jednym z nielicznych kolarzy, którzy wygrali wszystkie wielkie toury oraz jeden z klasycznych ?monumentów?.

    Zwycięstwo we łzach

    Triumf w wielkim wyścigu w koszulce mistrza świata to sytuacja wyjątkowa. W sezonie 2006 Paolo Bettini był już w gruncie rzeczy kolarzem spełnionym. Rok wcześniej wygrał właśnie Giro di Lombardia a oprócz tego miał na koncie dwa zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege, triumf w Mediolan-San Remo, mistrzostwo olimpijskie, etapy TdF, Giro d?Italia i Vuelta a Espana oraz wiele innych wyścigów.

    Jesienią, po przetarciu na trasie Vuelty, przy pomocy zdyscyplinowanych kolegów z drużyny zorganizowanej przez Franco Balleriniego sięgnął po swoją pierwszą, tęczową koszulkę podczas mistrzostw świata w Salzburgu. Radość ze zdobytego tytułu nie trwała zbyt długo. Kilka dni później w wypadku samochodowym zginął brat Bettiniego, Sauro. Włoski mistrz był blisko zakończenia kariery, ale zebrał siły, stanął na trasie ?Lombardii? i płacząc minął linię mety na pierwszym miejscu.

    Rewanż

    Daniel Martin jest kolarzem z rodziny o wielkich, mistrzowskich tradycjach. To siostrzeniec Stephena Roche?a, zawodnika, który może pochwalić się wygraniem kolarskiego ?Wielkiego Szlema?: Giro, Touru i Mistrzostwa Świata w jednym sezonie (1987).

    Od początku swojej kariery ?dobrze się zapowiadał?, lecz często brakowało mu odrobiny szczęścia, by wygrać coś naprawdę ważnego. W końcu w 2013r przełamał się i wygrał Liege-Bastogne-Liege. Rok później (2014) był o krok od powtórzenia tego sukcesu (a wygranie ?Staruszki? dwa lata z rzędu to spory wyczyn!), lecz na ostatnim zakręcie upadł, ślizgając się na zabrudzonym asfalcie. Na domiar złego musiał wycofać się z Giro d?Italia startującego w Irlandii Północnej. Po kraksie na trasie drużynowej czasówki ze złamanym obojczykiem nie wjechał nawet do Irlandii, kraju, który wybrał na swoją ojczyznę.

    Martin zdołał jednak odbudować formę na koniec sezonu, tak jak wielu kolarzy złapał formę na trasie Vuelta a Espana (7. miejsce, najlepsze jakie osiągnął w wielkich tourach). Z ?Lombardią? miał zdecydowanie niewyrównane rachunki. W poprzedniej edycji walkowerem oddał trzecią lokatę Rafałowi Majce, upadając niedaleko przed metą (ach te jego ciągłe perypetie). Mimo to niezrażony przystąpił do walki o wygraną, w końcówce zachował zimną krew i wygrał Giro di Lombardia 2014. W ten sposób zaliczył drugą wygraną w kolarskim ?monumencie?, wziął rewanż i za wcześniejszą porażkę we Włoszech i za pech w Belgii. Być może daleko mu jeszcze do osiągnięć innych, irlandzkich gwiazd: Roche?a i Seana Kelly?ego, ale widniejące w CV Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia to naprawdę ?coś?.

    Nowy sezon, nowa historia

    W tym roku z zawodowym peletonem (być może, bo pogłoski o nowym kontrakcie zaczęły się niedawno pojawiać) pożegna się Joaquim ?Purito? Rodriguez. Dla hiszpańskiego kolarza, jednego z najlepszych zawodników etapowych, który nigdy nie wygrał wielkiego touru, trzeci triumf w Lombardii byłby pięknym zamknięciem kariery.

    Tak jak rok temu Vicnenzo Nibali, tak tym razem nieudany sezon chce pozytywnym akcentem zakończyć Fabio Aru.

    Na dublet L-B-L liczy Wout Poels, coś dla siebie i dla swojego kraju będą chcieli ugrać młodzi Francuzi: Warren Barguil i Romain Bardet. Nie licząc Arnaud Demare, który w tym roku w kontrowersyjnych okolicznościach wygrał Mediolan-San Remo, ?trójkolorowi? nie wygrywali bowiem w monumentach od 1997r, gdy w Lombardii najszybszy był Laurent Jalabert.

    Sezon 2016 to 111. Giro di Lombardia. Wyścig ten po raz pierwszy został rozegrany w 1905r, jako jeden z nielicznych ma w swojej historii tylko dwa lata przerwy (1943, 44). Licząca 240km trasa z Como do Bergamo preferuje zawodników dobrze jeżdżących w górach. W peletonie pojadą kolarze CCC Sprandi Polkowice a relację od 15.45 w sobotę (01.10) przeprowadzi Eurosport.

    Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe RCS, fot. ANSA/ANGELO CARCONI

  • Wiosenne Klasyki 2016

    Wiosenne Klasyki 2016

    Wiele niespodzianek, ale czy sensacji? Kto był największą gwiazdą a kto największym przegranym sezonu wiosennych klasyków? Kogo zapamiętamy najlepiej, a o kim wkrótce zapomnimy? Najważniejsze wydarzenia tegorocznych wyścigów jednodniowych w przystępnym podsumowaniu.

    Klątwa? Jaka klątwa!

    Pierwsze miejsce w Ronde Van Vlaanderen, pierwsze w Gandawa-Wevelgem, drugie w Omloop Het Nieuwsblad oraz E3 Harelbeke, czwarte w Strade Bianche, siódme w Kuurne-Bruksela-Kuurne, jedenaste w Paryż-Roubaix i dwunaste w Mediolan-Sanremo to bilans Petera Sagana jeżdżącego w tym roku w koszulce mistrza świata. Krótko mówiąc, choć Słowak nie przebił wiosny 2006 w wykonaniu Toma Boonena, zaliczył najbardziej udaną kampanię jednodniówek w swojej karierze. Wygrał upragniony monument, dołożył do tego wygraną w kolejnym wyścigu World Touru. Indywidualnie Peter Sagan jest zdecydowanie zwycięzcą wiosennych klasyków 2016.

    Sky rządzi już nie tylko w etapówkach

    Tak jak na wygraną w monumencie czekał Sagan, tak czekali fani oraz kierownictwo brytyjskiej ekipy Sky. Za sprawą Wouta Poelsa upolowali Liege-Bastogne-Liege. Z kolei Michał Kwiatkowski wygrał E3 Harelbeke a Elia Viviani był najlepszy na jednym z etapów 3 Dni de Panne. Tak, wiem, to etapówka, ale z racji terminu i nawierzchni (bruki) wpisuje się w sezon klasyków. Do tego Ben Swift stanął na drugim stopniu podium w Mediolan-Sanremo a Ian Stannard był trzeci w Paryż-Roubaix. Biorąc pod uwagę, że równolegle skład ?górali? ze Sky z powodzeniem walczył w najważniejszych tygodniówkach jak Dookoła Kraju Basków, Dookoła Katalonii, Paryż-Nicea, Giro del Trentino i Tirreno-Adriatico, trudno obecnie wskazać lepszą i bardziej kompletną drużynę.

    https://twitter.com/EurosportAUS/status/720372772682092547

    Weterani robią show

    Fabian Cancellara zbudował tej wiosny wyśmienitą formę. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że był mocny jak za najlepszych lat swojej zawodowej kariery. Dyspozycji starczyło jednak ?tylko? na wygranie Strade Bianche, znakomity, choć przegrany pojedynek z Peterem Saganem we Flandrii, czwarte miejsce w E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem oraz? upadki na brukach Paryż-Roubaix.

    Inne emocje towarzyszyły powrotowi na szczyt przez Toma Boonena. Belg, odwieczny rywal Cancellary mógł po zeszłorocznej kontuzji pożegnać się z peletonem, ale kolejnymi startami odbudował nie tylko formę, ale też waleczność i charyzmę. Niewiele zabrakło, by wygrał Paryż-Roubaix, ale najważniejsze jest to, że znalazł w sobie dość entuzjazmu, by odłożyć plany zakończenia kariery przynajmniej o rok.

    Równie doświadczony co Cancellara i Boonen, choć zupełnie nie tak utytułowany jest najbardziej niespodziewany bohater sezonu klasyków. Mathew Hayman z Orica-Greenedge przez lata dobrze radził sobie na brukach Paryż-Roubaix, ale na swój dzień czekał do trzydziestego ósmego roku życia. W ?Piekle Północy? pojechał jak mistrz, wytrzymał tempo, odcinki po kocich łbach i kolejne ataki faworyzowanych rywali. Na torze w Roubaix ograł Boonena niczym młodzika, na podium dostał słynną, granitową kostkę oraz miejsce w kronikach kolarstwa.

    W rolę weterana zupełnie nie chce uwierzyć Alejandro Valverde. Hiszpan, tylko dwa lata młodszy od Haymana pobił rekord zwycięstw w Walońskiej Strzale i choć w Liege-Bastogne-Liege nie odegrał znaczącej roli, jego wiosna jest więcej niż rozliczona. Trudno wyobrazić sobie, by w nieodległej przyszłości ktokolwiek mógł wyrównać rekord Valverde, zatem przez wiele lat „Piti” aka „Bala” będzie wspominany przy okazji wyścigu kończącego się na słynnym Mur de Huy.

    Kolejne pokolenie na horyzoncie

    Petr Vakoc (23 lata, wygrana Brabancka Strzała) i Jesper Stuyven (24, imponujące zwycięstwo w Kuurne-Bruksela-Kuurne) to być może przyszłe, wielkie gwiazdy odpowiednio Ardeńskiego Tryptyku i buków Flandrii. Obaj są młodzi, odważni, mocni i jeżdżą w znakomitych drużynach. Co ważne, w przeciwieństwie do wielu kolarzy uznawanych za ?nadzieje klasyków?, już teraz zaliczyli cenne zwycięstwa, co oznacza tyle, że są nie tylko utalentowani, ale potrafią być skuteczni. Jak rozwiną się ich kariery, pokaże oczywiście czas, ale póki co należy ich bacznie obserwować już nie w roli pretendentów czy ?czarnych koni?, ale faworytów.

    Najlepsze wrażenie artystyczne

    Sep Vanmarcke był najlepiej jeżdżącym po bruku kolarzem na trasie najbardziej brukowanego wyścigu sezonu, czyli Paryż-Roubaix. Mimo to nie zajął miejsca na podium, dlatego też należy mu się wyróżnienie za jazdą po kocich łbach i emocje, jakie dzięki niemu przeżywaliśmy na trasie ?Piekła Północy?. Na osłodę pozostaje mu trzecie miejsce na trasie Ronde Van Vlaanderen, ale bliżej wygranej był jednak w Paryż-Roubaix.

    Podsumowując wiosnę należy wspomnieć również o Marcelu Kittelu, który wygrywając po raz czwarty wyścig Scheldeprijs został rekordzistą tego mniej znanego, ale prestiżowego klasyku. Niemiec zdecydowanie odnalazł się w ekipie Etixx-Quickstep: w tym sezonie ma już na koncie osiem zwycięstw. Co ważne, dzięki niemu i wspomnianemu już Vakocowi, podopieczni Patricka Lefevere?a kończą sezon klasyków z tarczą. Boonenowi w Paryż-Roubaix, oraz Danowi Martinowi i Julianowi Alaphilippe?owi w Walońskiej Strzale zabrakło skuteczności, zatem kolarze grupy-specjalisty jednodniówek muszą się zadowolić wygranymi w mniejszych imprezach.

    Na koniec trzy słowa należą się Enrico Gasparotto. Włoch wygrał, uznawany za stosunkowo mało ciekawy, Amstel Gold Race, powtarzając swój wynik z sezonu 2012. W tym kontekście ważne są dwa elementy. Po pierwsze, Gasparotto jeździ w zespole ?drugiej dywizji? (Pro Continental): Wanty?Groupe Gobert, która w Amstel Gold Race startowała z dziką kartą a nieczęsto się zdarza, że kolarze spoza World Touru wygrywają najważniejsze wyścigi. Drugim, bardziej doniosłym faktem jest dedykacja zwycięstwa pamięci Antoine Demoitié, klubowego kolegi Gasparotto, który zmarł po tym, gdy najechał na niego motocykl podczas wyścigu Gandawa-Wevelgem.

    Magik wiosny

    Sposób, w jaki Arnaud Demare po upadku u podnóża Cipressy dogonił czołówkę pozostaje nieznany. Francuz z ekipy FDJ, uznany sprinter i specjalista klasyków, zdołał odrobić stratę, a na finiszu uniknąć kraksy Fernando Gavirii i dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom wygrał Mediolan-San Remo. Być może dzień z taką porcją szczęścia nie zdarzy mu się nigdy więcej w karierze. Mimo kontrowersji nie można odbierać Demare talentu czy szybkości, ale w jego wygranej w tegorocznej ?Primawerze? musiały maczać palce jakieś obce siły.

    I tyle byłoby tegorocznych klasyków. Z zawrotną prędkością zmieniamy obiekt zainteresowania na wyścigi etapowe. Niby latem jest jeszcze kilka ciekawych jednodniówek, a jesienią czeka na kolarzy ostatni z ?monumentów? czyli Lombardia, ale to, co najważniejsze w tej dziedzinie już się wydarzyło.

    A jakie są Wasze najlepsze wspomnienia z tegorocznej, kolarskiej wiosny?

  • Poniedziałkowy skrót#47

    Poniedziałkowy skrót#47

    Weekend pełen sportowych wrażeń zasługuje na podsumowanie i komentarz. Działo się wiele i wiele pozytywnych emocji dostarczyli nam polscy kolarze. Prowadzę Was na skróty od Ardenów przez Turcję aż po Australię.

    To takie wyścigi ?przechodzą do historii?

    Weźmy jeden z najważniejszych Klasyków w kalendarzu. Zmodyfikujmy jego trasę tak, by była jeszcze bardziej wymagająca a na koniec, niespodziewanie, zaatakujmy peleton załamaniem pogody. Jeśli kolarze, mimo tak trudnych warunków pojadą agresywnie, dostaniemy dokładnie takie zawody, jakie Anglosasi nazywają ?epic? a po polsku możemy opisać je słowem ?wiekopomne?.

    Liege-Bastogne-Liege 2016 faktycznie ?przeszedł do historii?, nie dlatego, że się odbył, ale dlatego, że ten wyścig o randze ?Monumentu? zgromadził wszystkie elementy wymienione powyżej.

    Klasyczna trasa została w tym roku wzbogacona o jeszcze jeden, nietypowy dla tego rejonu, brukowany podjazd a kwietniowy nawrót zimy sprawił, że od startu zawodnicy musieli włożyć sporo wysiłku nie tylko w jazdę, ale też w utrzymanie się na szosie i na samych rowerach.

    ?Staruszka?, ?Dziekanka? czy też jak to zaproponowaliście w komentarzach ?Tetryczka?, czyli najstarszy z wiosennych klasyków miał być głównym celem Michała Kwiatkowskiego. Polak rozliczył początek sezonu nieco wcześniej, wygraną w E3 Harelbeke. W Ardenach nie wiodło mu się zbyt dobrze, ale na trasie z Liege przez Bastogne do Liege w decydującym momencie przypuścił atak, który idealnie ułożył końcówkę dla drużynowego kolegi, Wouta Poelsa.

    To właśnie ?Kwiato? a także Carlos Betancur i Andrej Grivko na niespełna 20km przed metą otworzyli wyścig trzymany wcześniej w ryzach przez zawodników Etixx-Quickstep i Movistaru.

    https://www.youtube.com/watch?v=ipzRC5kIIE0

    Kluczowa selekcja nastąpiła na dodanym w tym roku podjeździe Cote de la Rue Naniot. Ta niepozorna uliczka 3km przed metą była miejscem szarży czwórki kolarzy, którzy rozegrali między sobą finisz. Michel Albasini był najmocniejszy pod górę, ale to Poels najlepiej rozłożył siły i wygrał pierwszy monument dla siebie, ale co chyba ważniejsze, dla drużyny Sky, która długo czekała na taki sukces. Trzecie miejsce zajął były mistrz świata, Rui Costa a czwarte weteran, Samuel Sanchez (to samo miejsce zajął w L-B-L w? 2004r).

    Faworyzowany Alejandro Valverde dojechał do mety 16 a Julian Alaphilippe był 23. Michał Kwiatkowski zajął 36. lokatę.

    Sezon ?Kwiato? jest póki co zagadką. Polak po przejściu do Teamu Sky wizualnie stracił na masie, w związku z czym najlepszy rezultat uzyskał? na bruku. W Ardenach nie błyszczał, za to pojedzie w Tour de Romandie. Co wykluje się z tych eksperymentów, zobaczymy pod koniec roku, tak czy inaczej, Kwiatkowski ma na swoim koncie wygrane E3 i ósmą lokatę w Tirreno-Adritatico.
    Nieco martwi upadek na trasie L-B-L Rafała Majki w kontekście zbliżającego się Giro d?Italia. Lider ekipy Tinkoff na włoski tour sprawdzi swoją formę (i potłuczenia) na trasie Tour de Romandie. Miejmy nadzieję, że zimno i kraksa w Ardenach nie wpłynął na jego dyspozycję podczas Giro.

    Wielką niewiadomą właśnie w kontekście Giro jest dyspozycja Vincenzo Nibalego. Zawiódł w Giro del Trentino, zawiódł w Liege-Bastogne-Liege, pytanie, czy jest zmęczony treningami czy gdzieś popełnił błąd? Oba te wyścigi padły łupem kolarzy Sky: w L-B-L wygrał Poels a w Trentino faworyt Giro, Mikel Landa.

    https://www.instagram.com/p/BElw7MQJhq1/

    Odważny i skuteczny Przemysław Niemiec

    Presidential Tour of Turkey ma kategorię 2.HC, czyli najwyższą poza World Tourem. Oferuje ciekawą, górzystą trasę a organizatorzy podejmują wiele starań, by wypromować ściganie w kraju Erdogana.

    Nieco niespodziewanie, po serii śmiałych ataków i mimo pewnych perturbacji (chwilowa neutralizacja po sporej kraksie) polski kolarz z ekipy Lampre-Merida samotnie minął linię mety, choć inauguracja tureckiego ścigania miała być raczej przeznaczona dla sprinterów.

    Niemiec do Turcji pojechał by złapać wyścigowy rytm przed Giro d?Italia. Zapowiada obronę koszulki lidera, wygrana w wysoko punktowanym wyścigu byłaby z pewnością ładnym wpisem w CV doświadczonego kolarza.

    Warto również zauważyć dobrą postawę Grzegorza Stępniaka z CCC Sprandi Polkowice, który finiszował czwarty z peletonu.

    https://twitter.com/Tour_of_Croatia/status/723500751142682624

    Pierwszy udany start ?pomarańczowych?

    Dla kolarzy CCC Sprandi Polkowice początek sezonu 2016 był zdecydowanie mniej udany niż 2015, gdy etapowe zwycięstwo w Katalonii zaliczył Maciej Paterski a on, Davide Rebellin i Grega Bole zaliczyli kilka dobrych wyników w prestiżowych wyścigach.

    Zdominowany przez Paterskiego rok temu wyścig Dookoła Chorwacji tym razem wygrał Matij Kvasina (Chorwat z tureckiej grupy Synergy Baku), ale trzecie i czwarte miejsce zajęli ?pomarańczowi?: Victor de la Parte i Felix Grossschartner.

    Sagan leżał, juniorzy punktowali

    Wspomniałem już o tym w porannym loverove, teraz tylko przypomnę. Peter Sagan na kilkanaście dni wrócił do mtb. W austriackim Grazu na wyścigu 1. kategorii jechał mocno, ale rozbił się na jednym ze zjazdów. W tym samym miejscu ścigała się polska kadra juniorów, dziewczyny do kraju przywiozą nieco punktów do rankingu.

    Z kolei Marek Konwa wybrał się na zawody do węgierskiego Pilisszántó, gdzie był siódmy. Na tym samym wyścigu Katarzyna Solus-Miśkowicz była 2. a Paula Gorycka 3.

    Gdyby tylko zawody Pucharu Polski w Białymstoku miały choć drugą kategorię UCI (węgierski wyścig miał 1.), Konwa za pierwsze czy drugie miejsce w kraju zyskałby więcej punktów do rankingu niż za siódme na Węgrzech.

    A tak, mistrz naszego kraju ścigał się u poddanych Orbana, z kolei większość kolarzy JBG-2 startowała na maratonie UCI oraz w XC drugiej kategorii w Rumunii.

    W związku z tym, niezła frekwencja ponad 200 osób (36 to mastersi i amatorzy) na Pucharze Polski organizowanym przez lokalny UKS ?Wygoda? oraz lokalnych działaczy nieco ucierpiała nie tylko na ilości, ale i na jakości.

    Tak czy inaczej, Puchar to Puchar i ci, którzy tam się pojawili z pewnością cenią sobie możliwość rywalizacji o prestiż i nagrody finansowe. W elicie mężczyzn triumfował Filip Helta a w kategorii pań najlepsza była Aleksandra Podgórska.

    Gdzie zmierza XCO?

    Puchar Świata w australijskim Cairns stał pod znakiem, czy raczej w cieniu opuszczanej szytcy Juliena Absalona. Utytułowany Francuz zajął w swoim wyścigu 3. miejsce mimo defektu opony. Uwagę rowerowego światka zwróciła jednak nie jego pogoń za Nino Schurterem a fakt, że Absalon użył ?myk myka?.

    W kategorii kobiet wygrała Anika Langvad a Polki nie startowały. Z kolei Bartłomiej Wawak zajął 40. miejsce. Czy to dobrze, czy to niedobrze oceńcie sami, ale w stosunku do zawodników, którzy nie startowali w Australii będzie w trochę lepszej sytuacji na starcie w maju w Albstadt.

    Kolega Wawaka z temu Krossa, Fabian Giger pojechał w Cairns świetny wyścig, zajął w inauguracji Pucharu Świata świetne, ósme miejsce. Cóż z tego, skoro w stawce był? szóstym Szwajcarem. To mocno utrudnia realizację marzeń o wyjeździe na Igrzyska do Rio i równocześnie pokazuje, jaką potęgą w XCO są Helweci.

  • Dziwni zwycięzcy Liege-Bastogne-Liege

    Dziwni zwycięzcy Liege-Bastogne-Liege

    Jeden z pięciu ?monumentów? kolarstwa, ?Staruszka?, wyścig z wielką tradycją, bardzo wymagający i selektywny a mimo to zdarzają się w nim niespodzianki. Wielu wybitnych kolarzy było o włos od zwycięstwa, ale wygrywali inni. Mniej znani lub teoretycznie w gorszej formie.

    Od lat ?90 XXw zawodnicy finiszują na przedmieściach Liege, w Ans. Do mety prowadzi niewielki podjazd, 300 przed kreską kolarze wjeżdżają na szeroką aleję i muszą wytrzymać prowadzący lekko pod górę sprint.

    Trasa pełna wniesień o łącznym przewyższeniu sięgającym 4000m powoduje, że w ostatnich latach zawodnicy jadą defensywnie, oszczędzając energię na ostatnie górki.

    W 2014r do uciekających Giampaolo Caruso i Domenico Pozzovivo tuż przed metą doskoczył Daniel Martin, ale wywrócił się na ostatnim wirażu. Zaraz za jego plecami jechała rozpędzona czołówka, z której najszybszy był Simon Gerrans. Mało kto spodziewał się, że masywnie zbudowany Australijczyk przejedzie przez Ardeny w pierwszej grupie i wytrzyma ataki górali w końcówce. Tymczasem w stawce, która dojechała do Ans zachował najwięcej sił a przy tym był najlepszym sprinterem, zatem po wpadce Martina z łatwością ograł rywali. W ten sposób stał się jednym z nielicznych kolarzy (współcześnie zdołał zrobić to jeszcze Paolo Bettini), który wygrał i L-B-L i Mediolan-San Remo (uczynił to w 2012r).

    Dwa lata wcześniej, w 2012r, śmiałym atakiem 20km przed metą popisał się Vincenzo Nibali. Wówczas reprezentujący Liquigas i marzący o wygranej w monumencie Włoch został pokonany przez jadącego zaskakująco mocno Maxima Iglińskiego. Kazacha z Astany długo nie pokazywali realizatorzy relacji tv, zresztą mało kto wierzył, że Nibali da się dogonić. Tymczasem Igliński z łatwością wyprzedził ?Rekina? i wygrał monument. Dwa lata później został złapany na EPO. Pytanie, jak wyglądało jego sumienie w i skład krwi w sezonie 2012 pozostaje otwarte.

    Intrygująco prezentuje się również wygrana Alexandra Winokurowa. W 2010r Kazach odjechał od grupy faworytów na zjazdach z Côte de la Roche aux Faucons i do mety zmierzał z Aleksandrem Kołobniewem z Katiuszy. Na finiszu ograł mniej doświadczonego Rosjanina. Wydawało się, że ?Wino? pięknym zwycięstwem odkupi przynajmniej część dopingowych win. Tyle tylko, że obaj zawodnicy podejrzewani są o ustawienie wyniku. Winokurow przelał swojemu koledze-rywalowi w sumie 150tys euro a w mailach, które obaj panowie wymieniali po wyścigu pojawiają się sugestie, że Kołobniew oddał ?Wino? wygraną w ?Staruszce?.

    Mniej kontrowersji budzi zwycięstwo z 2005r, choć styl, w jakim ?Wino? wówczas po nie sięgnął jest imponujący. Dwójkowy atak (z Jensem Voigtem) 72km przed metą to coś, co we współczesnym kolarstwie zdarza się nieczęsto a udaje jeszcze rzadziej. Na tym tle rajd Andy?ego Schlecka z 2009r (atak na 20km przed kreską) wydaje się być wydarzeniem miałkim, choć był to najjaśniejszy punkt w karierze Luksemburczyka. Ba, nawet gwiazdor ?ery EPO?, Frank Vandenbroucke po swój triumf w ?Staruszce? w sezonie 2009 pojechał atakując 40km (na Col de la Redoute) przed Ans.

    Z tymi, kontrowersyjnymi czasami wiąże się również triumf Tylera Hamiltona w 2003r. Amerykanin w trudnych, deszczowych warunkach sięgnął po zwycięstwo pokonując innych bohaterów jednego z najbardziej dramatycznych Tour de France pierwszej dekady XXIw, który miał nadejść latem tamtego roku. W pobitym polu zostali Iban Mayo, Ivan Basso, wściekły Lance Armstrong finiszował na 20 miejscu a jeszcze nieco otyły Jan Ullrich na 29. Choć obecnie L-B-L postrzegamy głównie przez pryzmat specjalistów wyścigów klasycznych, trzeba pamiętać, że wielokrotnie był to poligon dla faworytów wielkich tourów i podczas edycji 2003 oczy fanów były skierowane właśnie na nich.

    Na koniec warto przypomnieć nietypową sytuację z sezonu 2002. Bardzo mocna ekipa Mapei zaliczyła wtedy ?dublet?. Paolo Bettiniemu w zwycięstwie pomógł Stefano Garzelli, obaj kolarze wjechali na metę w Ans wznosząc ręce w geście triumfu. Zaledwie trzy tygodnie później w tym samym miejscu kończył się etap Giro d?Italia. Role się odwróciły i dzięki pracy Bettiniego Garzelli sięgnął po zwycięstwo etapowe i prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Cały szkopuł tkwi w tym, że z owego Giro Garzelli wyleciał za doping.

    Zdjęcie okładkowe, końcówka podjazdu w Ans, fot. Jérémy-Günther-Heinz Jähnick, wikimedia commons, cc by sa 3.0

  • Rekord z odrobiną ambiwalencji

    Rekord z odrobiną ambiwalencji

    Wśród 78 zwycięstw zawodowych w karierze Alejandro Valverde cztery są wyjątkowe. Od 20 kwietnia 2016 hiszpański kolarz jest bowiem samodzielnym rekordzistą Walońskiej Strzały, jednego z najważniejszych wyścigów jednodniowych. Póki co nie widać zawodnika, który mógłby choćby wyrównać to osiągnięcie.

    Valverde do kolarz wyjątkowy. Jako jeden z nielicznych skutecznie rywalizował na najwyższym poziomie w czasach powszechnego stosowania środków dopingujących a jeszcze lepiej radzi sobie w erze paszportów biologicznych i systemu ADAMS.

    Zaczynał karierę pod okiem Vicente Beldy w grupie Kelme, ścigał się z Armstrongiem, Herasem, Contadorem i Froomem. Łączy szybkość na finiszy z jazdą w górach a przy tym potrafi nieźle pojechać na czas. Zawodnik kompletny, który marząc o wielkich tourach, największe sukcesy odnosi w górzystych wyścigach klasycznych.

    Mur de Huy, gdzie finiszuje peleton uczestników ?Walońskiej Strzały? to podjazd idealny dla Valverde. Stromy, kilkuminutowy z ostatnimi metrami nieco bardziej płaskimi, gdzie zakwaszony do granic możliwości organizm trzeba zmusić do kolejnych kilku chwil wysiłku. To właśnie tam nasz bohater regularnie dystansuje rywali. Mogą mieć najlepszy plan, przewagę liczebną i znakomitą formę. I tak Valverde jest pierwszy na szczycie.

    Hiszpan jest szczególnie odporny na takie obciążenia, ale też poznał rzadką sztukę utrzymywania wysokiej dyspozycji przez długi czas. Od lat jest w świetnej formie od lutego do października i w zasadzie o każdej porze roku należy traktować go jako faworyta imprez, w których decyduje się startować.

    Na jego postaci cieniem kładzie się fakt współpracy z Eufemiano Fuentesem. Słynny hematolog, specjalizujący się w poprawianiu parametrów krwi sportowców, główna postać afery ?Operacion Puerto? przechowywał torebki z krwią Valverde. Kolarz długo zaprzeczał współpracy, ostatecznie podczas Tour de France 2008 próbkę pobrali Włosi gdy wyścig gościł na ich terenie i dzięki testowi DNA połączyli ją z trefną krwią z lodówki Fuentesa.

    Prowadzący Valverde przez większość kariery dyrektor sportowy ekipy Movistar (wcześniej Caiise d?Epargne, Illes Baleares oraz Banesto – kolejne nazwy sponsorów), Eusebio Unzue, okazał pełne wsparcie w czasie dyskwalifikacji. Kolarz, który w notatkach Fuentesa widniał pod pseudonimem ?Piti? a przez wiernych fanów nazywany jest ?Bala? powrócił do ścigania w sezonie 2012.

    Przymusowa przerwa właściwie nie odcisnęła na nim piętna. Co więcej, po chwili niezbędnej do rozruchu, Valverde wszedł na jeszcze wyższy poziom. Doczekał się upragnionego podium Tour de France, powtórzył zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege oraz Clasica San Sebastian i sięgnął po trzy z rzędu Walońskie Strzały. Wraz z sukcesem w Huy z sezonu 2006 dają mu one samodzielny rekordy w tym belgijskim klasyku i stałe miejsce w kronikach kolarstwa.

    Jakkolwiek niewątpliwa, dopingowa przeszłość Hiszpana budzi ambiwalentne uczucia, trzeba mu przyznać jedno. Valverde zawsze był błyskotliwy na szosie, niezmiernie skuteczny a po powrocie z banicji jeździ jak prawdziwy mistrz. Co więcej, właściwie nie widać, by swoje piętno odciskał na nim czas. Owszem, zawsze można pytać, czy to nie wcześniej stosowany doping tak wpłynął na organizm kolarza, ale większość jego rówieśników (Alejandro Valverde urodził się 25.04.1980r) nie tylko nie odnalazła się w realiach ?czystszego? kolarstwa, ale też po prostu zakończyła już kariery.

    W sezonie 2016 nieco zmienił swój kalendarz startów. Zadebiutuje w Giro d?Italia (to ostatni z wielkich tourów, w którym jeszcze nic nie osiągnął: hiszpańską Vueltę wygrał i pięć razy stał na podium, w TdF był trzeci), oraz spróbuje zdobyć medal olimpijski. Złoto w Rio de Janeiro mogłoby mu zrekompensować brak tęczowej koszulki mistrza świata, na którą bezskutecznie poluje przez całą swoją karierę.

    Zdjęcie okładkowe: Mur de Huy, bikerroel, flickr, domena publiczna

  • Kto pojedzie w takim wyścigu?

    Kto pojedzie w takim wyścigu?

    Bruki Roubaix są legendarne. Tro Bro Leon fascynuje swoją wiejską egzotyką. Strade Bianche przypomina o tym, jak kolarstwo wyglądało sto lat temu. U nas też są i kocie łby i szutry i mnóstwo polnych dróg. Więc teraz wyobraź sobie, że w Twojej okolicy organizowany jest taki ?vintage wyścig?. Czy weźmiesz na niego swoją wymuskaną, karbonową szosówkę na kołach za dyszkę?

    Czym innym jest oglądanie zawodowców na sponsorowanym sprzęcie, którzy męczą się w ekstremalnych warunkach a czym innym podjęcie takiego wyzwania samemu. Potencjalne straty, wymierne koszty uszkodzonego czy zużytego sprzętu mogą dotkliwie zaboleć nie tylko amatora.

    Profesjonalnych grup kolarskich z niemal nieograniczonym budżetem jest zaledwie kilka. Następnych kilka ma się dobrze i jest hojnie wspierana przez producentów sprzętu. Jednak nawet w World Tourze a już z pewnością w gronie zespołów Pro Continental, dla większości takie nietypowe, pełne dziur, błota i nierówności gry i zabawy na świeżym powietrzu w sezonie nie mogą pojawiać się zbyt często.

    Czasem patrzę na kalendarz wyścigów w Polsce, następnie patrzę na mapę i znów na kalendarz. I myślę sobie, że szkoda, wielka szkoda, że nie mamy takiego, szalonego wyścigu jak Tro Bro Leon u siebie. A potem przychodzi refleksja, że dla grup zawodowych i klubów o napiętych budżetach byłoby to zabójstwo. Tym bardziej, że i kibiców przy trasie i relacji w TV pewnie by nie było.

    Z resztą, co tu dużo mówić, ?lubuskie Roubaix?, czyli ?Piekło Przytoku? na starcie gromadzi sporą część uczestników na rowerach górskich a nie na szosówkach czy przełajówkach. Z kolei gros imprez mtb to płaskie lub prawie płaskie wyścigi rozgrywane przy dobrej pogodzie. Zaledwie kilkanaście maratonów rozgrywanych jest w górach a te, podczas których spadnie deszcz, jak to ładnie prezentuje się w komunikatach prasowych, ?przechodzi do historii?.

    Na takich imprezach obowiązuje zazwyczaj zasada: ?trzy godziny zabawy = trzy dni roboty z rowerem?. Jeśli nie ma do wymiany linek, pancerzy i przynajmniej kilku łożysk, to znaczy, że nie było ekstremy.

    Więc tak patrzę na możliwości fajnych, aspirujących do miana Klasyków czy Gran Fondo zawodów np. na Warmii i wiem, że to nierealne zarówno dla zawodowców jak i dla amatorów. Bo wciąż jesteśmy na etapie, że intrygujące projekty sportowe potrzebują albo czasu i cierpliwości albo sporego kompromisu z masowym odbiorcą.

    Na szaleństwo porwą się albo niezamożni szaleńcy, których jest kilku, albo posiadacze grubego portfela znudzeni imprezami dla plebsu, którzy zwyczajnie mogą sobie na nie od czasu do czasu pozwolić.

  • Pagórki. Bardzo dużo pagórków.

    Pagórki. Bardzo dużo pagórków.

    Wzgórze Cauberg, najważniejszy podjazd Amstel Gold Race ma 137m wysokości, Mur de Huy, gdzie kolarze cierpią podczas Walońskiej Strzały wznosi się na 121m a Côte de la Redoute, ?kultowy? podjazd Liege-Bastogne-Liege to ?szczyt? sięgający 292m n.p.m. Choć Limburgia i Ardeny to co najwyżej pogórze, trasy Ardeńskiego Tryptyku są bardziej mordercze niż najbardziej górskie z górskich maratonów, w których startowaliście.

    Wyobraźcie sobie najbardziej hardcorową imprezę kolarską w Polsce w sezonie 2015. Weźmy na tapetę taki np. maraton w Wiśle, gdzie do pokonania było 60km i 3000m w pionie. Albo Tatra Road Race, gdzie na 120km była podobna suma przewyższeń. Etapy MTB Trophy też mają mniej więcej tyle samo podjazdów. Każda z tych imprez rozgrywa się w górach, ale to wszystko mało w porównaniu z zaledwie ?pagórkowatymi? klasykami w Holandii i Belgii, które będą przykuwały naszą uwagę przez najbliższe dni.

    To wyjątkowy moment w sezonie. Niemal z dnia na dzień pozostawiamy w cieniu dużych chłopców, którzy przez ostanie tygodnie walczyli na brukach Flandrii i północnej Francji i przerzucamy atencję na równie dynamiczne, choć zupełnie inne w charakterze wyścigi, których bohaterami będą wychudzeni ?górale? i lżejsi, ale wciąż wytrzymali i szybcy sprinterzy.

    Wyobraźcie sobie przejażdżkę rollercoasterem, trwającą kilkadziesiąt sekund, gdzie wagoniki co chwilę spadają z zawrotną prędkością, biorą zakręt a na kolejnych wzniesieniach nagła zmiana przeciążenia powoduje, że żołądek podchodzi wam do gardła. A teraz przenieście te wrażenia na pięć-sześć godzin jazdy rowerem po wąskich szosach wśród pól i miasteczek, pełnych progów zwalniających, skrzyżowań i rond. W przerwach dołóżcie podjazdy o stromiznach przekraczających 10% pokonywane w tempie wyścigowym i macie gotowy przepis na ?Ardeński Tryptyk?.

    Aby zobrazować to jeszcze lepiej, rzućcie okiem na Stravę Michała Kwiatkowksiego. Profil Amstel Gold Race znajdziecie tutaj, Walońskiej Strzały tutaj a Liege-Bastogne-Liege tutaj. Kolejne wyścigi mają przewyższenie ok. 3650, 3150 i 4270m. Krótkie odcinki płaskiego terenu znajdują się właściwie wyłącznie na Liege-Bastogne-Liege. Całość to ponad 700km jazdy niczym na rollercoasterze, ciągle ?góra-dół-prawo-lewo-uwaga-na-rondo?.

    Średnia prędkość, z jaką peleton pokonuje taką trasę to ok. 40km/h a bywa, że po drodze o szerokości dwóch metrów kolarze pędzą i 90km/h, bezkompromisowo ścigając rywali, którzy uciekli chwilę wcześniej wściekle atakując na jednej ze ?ścian?.

    Jasne, Paryż-Roubaix to jest szaleństwo i jeden z najbardziej ?wariackich? wyścigów w sezonie, ale to, co się dzieje w Ardenach nie jest wiele niżej na skali ryzyka, wysiłku i potrzebnych umiejętności jazdy na rowerze.

    Amstel Gold Race już w tę niedzielę, 17.04 (relacja w Eurosporcie od 15:00), Walońska Strzała w najbliższą środę, 20.04 (od 14:30) a Liege-Bastogne-Liege w kolejną niedzielę, 24.04 (od 14:00).