Tag: Klasyki

  • Premia za odwagę

    Premia za odwagę

    Wiosenne klasyki w sezonie 2018 wygrywają w większości kolarze szukający swojej szansy w śmiałych atakach inicjowanych wiele kilometrów przed metą. To spełnienie snów kibiców marzących o powrocie do czasów znanych z archiwów i biografii mistrzów z przeszłości. ?Ścigania w stylu vinatge? mamy tyle, że zaczyna zwyczajnie powszednieć!

    Bardet z Van Aertem oraz kontrujący Benoot na Strade Bianche uciekają faworytom przez niemal 50km w wyścigu, w którym praktycznie od początku peleton dzieli się i rwie.

    Specjalista wielkich tourów, Vincenzo Nibali po ataku na Poggio gubi sprinterów i zwycięża w Mediolan-Sanremo.

    Niki Terpstra powtarza rajd Philippe?a Gilberta sprzed roku i po solowej, liczącej ok. 30km akcji zwycięża w swoim drugim w karierze monumencie. Gdyby nie fakt, że podczas E3 Harelbeke kilka dni wcześniej wraz z klubowym kolegą Yvesem Lampaertem uciekał przez kilometrów 65 można by się poczuć zaskoczonym.

    Z kolei na Paryż-Roubaix odwagą wykazuje się Peter Sagan, przyspieszając między odcinkami bruku, gubi rywali, dogania ucieczkę i wygrywa wyścig pokonując na finiszu Sylvana Dilliera, który w ?ucieczce dnia? jechał od samego początku tegorocznego ?piekła północy?.

    Niemal podczas każdego z klasyków (nie licząc Mediolan-Sanremo, który ma swoją, unikatową specyfikę i narrację) próby poważniejszych akcji przeprowadzanych przez największe gwiazdy rozpoczynają się nawet 100km przed metą.

    Owszem, przy wyrównanej stawce efekty są różne, czasem, jak podczas Strade Bianche Valverde, Kwiatkowski i Sagan tak bardzo oglądają się na siebie, że korzysta na tym ktoś inny. Nawet, jeśli do mety, jak w Gandawa-Wevelgem dojeżdża większa grupa, po drodze obserwujemy sporo akcji. Są emocje, jest suspens i świetnie się to ogląda.

    A jeśli dołożymy do tego ?pogodową masakrę? jak na Strade Bianche czy Dwars Door Vlaanderen dostajemy pełen pakiet kolarstwa heroicznego.

    Kontrargumentem może być niewątpliwa przewaga, jaką w tym roku nad resztą peletonu posiadali kolarze Quick Step. Gwiazdom belgijskiej ekipy prowadzonej przez ?geniusza bruków?, Patricka Lefevere?a udało się pogodzić interesy i zagrać do jednej bramki. Niewątpliwie pomocne było w tym przejście na sportową emeryturę Toma Boonena, dzięki czemu Terpstra, Lampaert, ale też Gilbert i Stybar mogli pokazać nie tylko moc i przewagę liczebną, ale przede wszystkim odwagę.

    Bo można mówić co się chce, ale zakładając, że szanse poszczególnych zespołów są mniej więcej wyrównane i za żadnym z tegorocznych ?zwycięstw w stylu vintage? nie kryje się ponury sekret, by zwyciężyć w najważniejszym klasyku po solowej akcji rozpoczętej kilkadziesiąt kilometrów przed metą albo rzucić wyzwanie rozpędzającemu się peletonowi na Poggio zwyczajnie trzeba mieć jaja.

    Ileż to razy w niedalekiej przeszłości obserwowaliśmy Paryż-Roubaix w którym faworyci tak długo ?grali w szachy? zamiast jechać, że o zwycięstwie decydował finisz z peletonu. A w Mediolan-Sanremo wydawało się, że przy obecnym poziomie czołowych grup zawodowych niemożliwe będzie przełamanie hegemonii sprinterów. Tymczasem drugi rok z rzędu zwycięzca zdobywa przewagę po ataku na Poggio.

    Czy sukces Sagana, Terpstry czy Benoota można przypisywać pasywności oglądających się na siebie rywali? Cóż, po pierwsze mogli się nie oglądać a po drugie w grupie zawsze jest więcej interesów niż tylko te Van Avermaerta, Valverde, Kwiatkowskiego czy Sagana.

    Wygranie monumentu czy też ważnego klasyku po kilkudziesięciu kilometrach ucieczki to wielka rzecz i trudno mówić w takim wypadku o szczęściu. Jeśli już, to tylko w kwestii uniknięcia defektu, co tym razem udało się Saganowi, trapionemu w przeszłości przez liczne perypetie na trasie z Paryża do Roubaix. Ale poza szczęściem, trzeba być piekielnie mocnym, zagryźć zęby, cisnąć, cisnąć i jeszcze raz cisnąć. I wierzyć, że tych z tyłu boli tak samo. Albo i bardziej.

    Być może jedną z przyczyn zwiększonej skuteczności uciekinierów jest fakt, że od tego roku o jedną osobę okrojono składy startujące w najważniejszych wyścigach. Siedmiu w miejsce ośmiu kolarzy to mniej par nóg do pracy, zarówno w skali jednej drużyny jak i całego peletonu. To także mniej pomocników w stosunku do liderów, na których barkach spoczywa większa odpowiedzialność. Może być też tak, że zawodowcy wkrótce rozgryzą system i sytuacja wróci do stanu sprzed redukcji stanu osobowego, ale póki co wygląda na to, że nieco łatwiej jest zakończyć sukcesem ambitną akcję.

    Jeśli okaże się, że w najbardziej zablokowanych w ostatnich latach klasykach w Ardenach, Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege również coś się zmieni i zobaczymy bardziej otwartą rywalizację, będę pod dużym wrażeniem. Póki co po prostu cieszę się, że oglądałem dobre ściganie, zaskakujące, pełne zwrotów akcji i emocji.

    Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Fabio Ferrari , materiały prasowe RCS

  • Co przyniesie kolarski 2018?

    Co przyniesie kolarski 2018?

    Nowy rok, nowe historie. Niemal każdy wyścig zostanie rozegrany w inny sposób, a nawet, jeśli zwycięzcy będą ci sami co w latach ubiegłych, po drodze doświadczymy świeżych emocji. Kontekst ma jednak kolosalne znaczenie, zobaczmy więc, co czeka kolarzy w sezonie 2018 i jakie czynniki będą miały na to wpływ.

    Rozwiązanie sprawy Froome?a?

    Od szybkiego podjęcia decyzji, co zrobić z pozytywnym wynikiem kontroli antydopingowej Chrisa Froome?a podczas ubiegłorocznej Vuelta a Espana zależy wiele narracji sezonu 2018. Najważniejsze to uniknąć sytuacji, która była udziałem Alberto Contadora w roku 2011, gdy jego start i zwycięstwo w Giro d?Italia uznano za niebyłe, ponieważ werdykt w sprawie śladowych ilości klenbuterolu w pobranej od niego próbce niemal rok wcześniej, zapadł zbyt późno.

    Jeśli Froome zostanie ukarany i odebrane zostanie mu zwycięstwo w Vuelcie, Vincenzo Nibali będzie tylko o krok – jedną wygraną w Tour de France by sięgnąć po imponujący, dwukrotny triumf w każdym z trzech wielkich tourów. Jeśli natomiast Froome zostanie uniewinniony, sam będzie mógł zrobić coś wyjątkowego: wygrać trzy a może nawet cztery wielkie toury z rzędu, dokładając do tego dublet Giro-Tour.

    Ostatecznym terminem dla WADA i UCI na zdecydowanie, co zrobić z niemal dwukrotnie przekroczonym poziomem salbutamolu w próbce moczu Chrisa Froome?a jest koniec kwietnia. Miejmy nadzieję, że tym razem sportowe władze staną na wysokości zadania. A jeśli przed rozpoczęciem Giro pozostaną jakieś wątpliwości, sam Froome i Team Sky zrezygnują ze startu dla dobra całego kolarstwa.

    Warto zwrócić uwagę, że przedstawiciele środowiska kolarzy zawodowych coraz częściej wypowiadają się negatywnie o ewentualnym uniewinnieniu Brytyjczyka. Jeśli do niego dojdzie, Team Sky będzie jeszcze mniej lubiany niż jest obecnie.

    Dublet Dumoulina?

    Nerwowa atmosfera wokół Froome?a otwiera drogę dla Toma Dumoulina. Holender zapowiedział, że chce obronić tytuł zwycięzcy Giro d?Italia. Jeśli mu się to uda, lider drużyny Sunweb rozważa start w Tour de France i walki o ?dublet?. Będzie się działo!

    Czekając na przełom

    Grono kolarzy, którzy czekają na swoje pięć minut jest bardzo szerokie. Zarówno w wielkich tourach, tygodniowych etapówkach jak i w klasykach. Z jednej strony mamy utytułowanych zawodników, którzy potrzebują postawić kropkę nad ?i?, by potwierdzić swoją klasę i wielkość, z drugiej postaci po przejściach, z trzeciej wielkie talenty zasługujące na wielkie zwycięstwa.

    Nairo Quintana potrzebuje wygranej w Tour de France. Richie Porte wymiernego sukcesu w wielkim tourze. Fabio Aru powrotu do formy, która dała mu drugie miejsce w Giro i wygraną w Vuelcie. Rafał Majka udanego Tour de France, Geraint Thomas jakiegokolwiek wielkiego touru bez dnia kryzysu i bez kraksy. Mikel Landa chce udowodnić, że jest pełnoprawnym pretendentem do walki o żółtą, różową lub czerwoną koszulkę. Utalentowane pokolenie francuskich kolarzy z Thibautem Pinotem, Warrenem Barguilem i Romainem Bardetem przebiera nogami by w końcu wygrać trzytygodniowy wyścig.

    Z kolei w klasykach Julian Alaphilippe będzie chciał zdetronizować ?niezniszczalnego? Alejandro Valverde w Ardenach, na odrodzenie czekają John Degenkolb i Alexander Kristoff. Złą karmę, którą poniekąd sam na siebie ściąga musi przełamać Nacer Bouhanni a po kontuzji do formy powrócić pragnie Mark Cavendish.

    Mistrzostwa Świata dla ?górali?

    Po serii wyścigów o tęczową koszulkę preferujących albo sprinterów albo specjalistów wyścigów klasycznych przyszła pora na trasę czempionatu zaprojektowaną dla ?górali?. To może być ostatnia szansa dla Alejandro Valverde by sięgnąć po upragniony tytuł, zęby na wyścig w Innsbrucku ostrzy sobie Vincenzo Nibali. Przy sprzyjających okolicznościach o dobry wynik mogą pokusić się tam również Polacy: Rafał Majka czy Michał Kwiatkowski.

    Owszem, do końca września jeszcze sporo czasu, ale trzeba przyznać, że tegoroczne mistrzostwa zapowiadają się wyjątkowo i powinny być ciekawą odmianą od obserwowanego w ostatnich latach schematu.

    Drugi monument Sagana?

    Trzy mistrzostwa świata z rzędu, realnie brak perspektywy na czwarte (z powodu opisanego powyżej), przerwana passa w walce o zieloną koszulkę Tour de France? to wszystko powoduje, że Peter Sagan powinien skupić się na walce o najważniejsze, wiosenne cele. W mnogości sukcesów zaskakujące jest, że Słowak do tej pory zwyciężył tylko w jednym ?monumencie?.

    Spośród pięciu, najbardziej cenionych wyścigów jednodniowych trzy: Mediolan-San Remo, Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix są jak najbardziej w jego zasięgu. Sagan jest obecnie największą, a kto wie, może realnie jedyną, prawdziwą gwiazdą zawodowego kolarstwa. Jego sukces byłby dobrym bodźcem dla przeżywającego niełatwe chwile sportu.

    Porządki w PZKol

    ?Afera medialna?, potyczki z ministrem sportu, utrata sponsorów, nadzwyczajny zjazd delegatów, zmiany w składzie zarządu i wreszcie sprawa w prokuraturze mająca wyjaśnić nieprawidłowości w latach 2010-2017. Polskie kolarstwo stojące u progu ?złotego wieku? zamiast zrobić krok w przyszłość, robi krok w przepaść.

    Co więcej, nawet biorąc poprawkę na krnąbrność prezesa Banaszka, w tym momencie większość kart mają gracze poza Polskim Związkiem Kolarskim.

    Jeśli rozpocząłem to zestawienie od wskazania, że szybkość działania UCI i WADA w sprawie Chrisa Froome?a będą miały kolosalne znaczenie dla światowego kolarstwa, tak w przypadku kolarstwa polskiego niezmiernie istotne będzie sprawne działania warszawskiej prokuratury. Biorąc pod uwagę, że finansowanie sportu w naszym kraju opiera się o pieniądze z budżetu państwa, wszelkie niejasności trzeba rozwiać jak najwcześniej, by zapewnić zawodnikom i zawodniczkom komfort przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 2020r.

    Zdjęcie okładkowe: Tom Dumoulin, Giro d’Italia, fot. materiały prasowe RCS, Foto LaPresse – Gian Mattia D’Alberto

  • Kwiatkowski ma sezon życia i wygrywa w San Sebastian

    Kwiatkowski ma sezon życia i wygrywa w San Sebastian

    Po rewelacyjnej wiośnie i po świetnie przejechanym Tour de France Michał Kwiatkowski wykorzystał kolejną szansę na znakomity wynik. Wykorzystując formę z ?Wielkiej Pętli? oraz pracę kolegów z drużyny Sky w dobrym stylu wygrał ważny wyścig jednodniowy – rozgrywany w Kraju Basków Clasica San Sebastian.

    Choć kolarskie ?klasyki? nieodłącznie kojarzą się z wiosną, ściganie w jednodniówkach nie kończy się wraz z wjazdem ostatniego zawodnika na welodrom w Roubaix. W dalszej części sezonu, zdominowanej przez imprezy etapowe i wielkie toury również jest sporo ciekawych jednodniówek.

    O ile przy wielu wyścigach pojawia się wątpliwość, czy nazywać je ?klasykami?, Clasica San Sebastian ma ?klasyk? nie tylko w nazwie, ale jest też tradycyjnym elementem kolarskiego kalendarza od wczesnych lat ?80 XXw.

    Kraj Basków to ważny region dla naszego sportu, skąd pochodzi wielu wielkich mistrzów, gdzie rozgrywane są prestiżowe imprezy oraz gdzie siedziby ma wiele firm z branży rowerowej. Dla samych Basków kolarstwo to element wyrażania dumy narodowej, ważnej ze względu na ich niepodległościowe ambicje.

    Podobnie jak wiosenna etapówka, ?Dookoła Kraju Basków? tak i Clasica San Sebastian to zawody dla dobrze jeżdżących po górach a przy tym dynamicznych, potrafiących nie tylko przetrwać tempo na stromych wzniesieniach, ale też dysponujących dobrym finiszem. Nie bez znaczenia jest też umiejętność sprawnego zjeżdżania. Z opisu wygląda więc jak wyścig niemal zaprojektowany z myślą o Michale Kwiatkowskim.

    W przeszłości wygrywali tam albo kolarze specjalizujący się w górzystych klasykach: np. Paolo Bettini, Philippe Gilbert czy Alejandro Valverde. To także impreza, w której jeden z nielicznych triumfów w jednodniówkach zaliczył Lance Armstrong.

    W ostatnich latach Clasica San Sebastian to konfrontacja kolarzy, którzy wracają do ścigania na najwyższym poziomie po chwili oddechu niezbędnym po intensywnej wiośnie oraz tymi, którzy mają w nogach dopiero co zakończoną ?Wielką Pętlę?.

    https://twitter.com/TeamSky/status/891354172238557184

    Kwiatkowski w tym roku zaliczył świetną, długą wiosnę, okraszoną wygranymi w Strade Bianche, ?monumencie? Mediolan-Sanremo oraz podiami w Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege. Następnie odsapnął tylko przez moment, by pokazać rosnącą dyspozycję na trasie Criteirum du Dauphine i wygrać mistrzostwo Polski w jeździe indywidualnej na czas.

    W trakcie Tour de France był kluczowym pomocnikiem Chrisa Froome?a, budzącym uznanie fanów i ekspertów na całym świecie nie tylko swoją mocą, tempem, które nadawał w najtrudniejszych momentach wyścigu, ale też spokojem, taktyczną dojrzałością i pełnym poświęceniem dla swojego lidera. Tylko jednej sekundy zabrakło mu do etapowego zwycięstwa podczas czasówki w Marsylii, gdzie ubiegł go Maciej Bodnar, ale, tak jak wtedy napisałem, dla Bodnara było to piękne ukoronowanie kariery i najpiękniejszy jej moment a na Kwiatkowskiego wciąż czekało wiele zwycięstw.

    Kolejne przyszło zaledwie kilka dni później podczas prestiżowego klasyku w Kraju Basków. Polak z ekipy Sky pokazał na nim wszystkie swoje atuty. W górach trzymał się z najlepszymi a nawet, jeśli na chwilę odstał, potrafił odrobić stratę dzięki brawurowo pokonywanym zjazdom. A na finiszu nie pierwszy raz zachował zimną krew, skorzystał z pracy Mikela Landy (nota bene Baska), wyczekał do odpowiedniego momentu z atakiem i linię mety minął z wyraźną przewagą nad Tonym Gallopinem.

    Dzięki wygranej w San Sebastian portfolio zwycięstw Kwiatkowskiego w wyścigach klasycznych już teraz wygląda imponująco: mistrzostwo świata, Mediolan-Sanremo, Amstel Gold Race, E3 Harlbeke, dwa razy Strade Bianche i teraz Clasica San Sebastian. Co będzie następne?

  • To oni wygrali wiosnę 2017

    To oni wygrali wiosnę 2017

    Wraz z Liege-Bastogne-Liege kończy się kolarska wiosna. Wyścigi klasyczne ustępują etapówkom. Żegnamy bruki, żegnamy Ardeny, szutry i tym podobne wynalazki. Kilka postaci zalicza tę część sezonu jako wyjątkowo udaną. Kto? Zobaczcie sami.

    Greg van Avermaet

    To był zdecydowanie czas mistrza olimpijskiego. Belg, który do tej pory odnosił sukcesy głównie w mniej prestiżowych wyścigach, po zdobyciu złota w Rio nabrał apetytu na więcej. Wygrał Omloop Het Nieuwsblad, E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem i upragniony monument, Paryż-Roubaix. Co ważne dla budowania własnej legendy, w „Piekle Północy” triumfował po defekcie i spektakularnym pościgu za czołówką.

    Do tego był blisko podium w Dookoła Flandrii a także utrzymał dyspozycję (choć już nie skuteczność) w ?ardeńskim tryptyku?, jak mało który zwycięzca z bruków, podjął próbę walki na bardziej górzystych trasach. Wiosna 2017 stała bez dwóch zdań pod znakiem GvA.

    Philippe Gilbert

    Wielka forma i przełamanie passy budzą emocje podobne jak powrót do mistrzostwa po dłuższej przerwie. Philippe Gilbert nie tylko nawiązał do swoich największych sukcesów, wygrywając po raz czwarty Amstel Gold Race, ale też zrealizował swoje wielkie marzenie, czyli triumf w Ronde Van Vlaanderen.

    Co ważne, obie wygrane odniósł po śmiałych atakach na wiele kilometrów przed metą. Jego rajd na trasie RVV jest jednym z najjaśniejszych punktów tego sezonu. Być może, mając świadomość, że Van Avermaet jest od niego szybszy na finiszu (pokonał go w bezpośredniej walce na mecie E3), Gilbert decydował się na ryzyko, które nie tylko jemu się opłaciło, ale też przyniosło nam wielu emocji.

    Szkoda, że kontuzja doznana na trasie Amstel Gold Race wykluczyła go ze startu w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege. Być może utrudniłby życie Alejandro Valverde i jego pomocnikom.

    Michał Kwiatkowski

    ?Kwiato? to połączenie historii GvA i Gilberta, choć polski kolarz jest od nich o dobrych kilka lat młodszy. Po nienajlepszych kilkunastu miesiącach reprezentant teamu Sky w pięknym stylu, po raz drugi w karierze, wygrał Strade Bianche. Następnie ograł Petera Sagana na finiszu Mediolan-Sanremo, co jest, obok mistrzostwa świata największym sukcesem w jego karierze. Po przerwie odbudował dyspozycję i błyszczał w Ardenach, choć do pełnego spełnienia zabrakło trochę szczęścia i trochę innych, niż podejmowane na trasie decyzji.

    Tak czy inaczej, drugie miejsce w Amstel Gold Race, siódme w Walońskiej Strzale i trzecie w Liege-Bastogne-Liege, to w połączeniu z marcowymi wygranymi piękne podsumowanie wiosny w wykonaniu Kwiatkowskiego i najlepsze otwarcie sezonu.

    Alejandro Valverde

    Hiszpan, którego śmiało można nazywać ?weteranem szos? (w wieku 37 lat mógłby bez przeszkód startować w kategorii ?masters?) wygrał trzy, górzyste etapówki: w Andaluzji, Katalonii i Kraju Basków, co było tylko krokiem do sukcesów w Ardenach.

    Piąta (i czwarta z rzędu!) wygrana w Walońskiej Strzale (jest samotnym rekordzistą z wynikiem, którego pobicie trudno sobie wyobrazić) oraz czwarta w Liege-Bastogne-Liege (ma ich tyle samo co Moreno Argentin, do wyrównania osiągnięcia Merckxa brakuje mu ?tylko? jednego zwycięstwa) to wielki sukces nie tylko ze względu na same statystyki, ale i na styl.

    W preferowanym przez siebie terenie Valverde wydaje się być nie do zatrzymania. Wszyscy wiedzą, jak rozegra wyścig, jak szybko pojedzie w końcówce i co trzeba zrobić, by go pokonać a mimo to linię mety w Huy i w Ans jako pierwszy mija właśnie on.

    Quick Step Floors – praca zbiorowa

    Kolarze grupy kierowanej przez Patricka Lefevere?a nie zeszli z podium wyścigów klasycznych od Mediolan-Sanremo. Gdyby nie Philippe Gilbert, zapewne ta wiosna zostałaby uznana za porażkę w ich wykonaniu (pierwsze miejsce Kittela i rekord – 5- zwycięstw w Scheldeprijs oraz Lampaerta w Dwars door Vlaanderen to za mało dla grupy o tak wielkiej specjalizacji i ambicjach), ale na szczęście dzięki jego, wspomnianym już, śmiałym akcjom kończą wiosnę z monumentem w postaci Ronde van Vlaanderen oraz cennym Amstel Gold Race.

    Co prawda Daniel Martin nie znalazł sposobu na Valverde w Ardenach, ale trzeba pamiętać, że kontuzje wykluczyły z udziału w górzystych klasykach i Gilberta i, trzeciego w Sanremo, Juliana Alaphillipe?a.

    Do tego spory udział w sukcesach kolegów miał Tom Boonen, którego pożegnalne tournee zakończyło się na velodromie w Roubaix, gdzie o włos z van Avermaetem przegrał Zdenek Stybar.

    O ile w poprzednich sezonach kolarze Quick Stepu często gubili się w najtrudniejszych momentach wiosennych klasyków, o tyle sezon 2017 rozegrali wyśmienicie, zatem należy im się wyróżnienie za pracę zespołową.

    Van der Breggen, Deignan i Niewiadoma

    W tym roku kobiety dostały swój, pełnowymiarowy ?ardeński tryptyk?. Co ciekawe, podium każdego z wyścigów: Amstel Gold Race, Walońskiej Strzały i, zorganizowanego po raz pierwszy, 125 lat po inauguracyjnej, męskiej edycji, Liege-Bastogne-Liege wyglądało dokładnie tak samo: Anna van der Breggen przed Lizzie Deignan i Katarzyną Niewiadomą.

    Polka, niczym Dan Martin na Alejandro Valverde, nie znalazła sposobu, by samotnie pokonać dwie rywalki z grupy Boels-Dolmans, ale warto pamiętać, że wcześniej stała jeszcze na drugim stopniu podium Strade Bianche.

    Na wyróżnienie w damskim peletonie zasługuje też Coryn Rivera, która wygrała Trofeo Alfredo Binda i Ronde Van Vlaanderen (gdzie Niewiadoma była ósma).

    Ponieważ mogliśmy oglądać głównie skróty kobiecych wyścigów i musimy bazować bardziej na relacjach tekstowych, trudno na jednoznaczną ocenę, ale wygląda na to, że zawody pań były tej wiosny nie tylko ciekawe, ale i na wysokim poziomie sportowym.

    Kto wygrał kolarską wiosnę 2017?

    View Results

    Loading ... Loading …
  • Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kolejny świetny klasyk pełen emocji. Amstel Gold Race 2017 był wyścigiem, w którym gwiazdy zaczęły ostre ściganie na wiele kilometrów przed metą. Michał Kwiatkowski nieznacznie przegrał z Philippem Gilbertem a nowa trasa sprawdziła się znakomicie.

    Gra w otwarte karty

    Strade Bianche Michał Kwiatkowski wygrał ?na solo? odjeżdżając kilkanaście kilometrów przed finiszem. W Mediolan-Sanremo Peter Sagan skutecznie przełamał schemat ostatnich lat z powodzeniem atakując na Poggio (no dobrze, prawie z powodzeniem, bo na kresce ubiegł go Kwiato, ale ważne jest to, że do mety dojechała ucieczka). We Flandrii Philippe Gilbert samotnie uciekał przez ponad 50km a w Paryż-Roubaix Greg van Avermaet również w czołówce znalazł się dość daleko od słynnego velodromu, na którym kolarze ścigają się o zwycięstwo.

    Nie inaczej było w Amstel Gold Race, gdzie niespełna 40km przed metą selekcji dokonał m.in. właśnie Gilbert.

    Tej wiosny mamy więc festiwal otwartego ścigania, gry w otwarte karty, ofensywnej jazdy, śmiałych akcji i sporego ryzyka. Nawet, jeśli Walońska Strzała czy Liege-Bastogne-Liege zostaną rozegrane bardziej konserwatywnie, tegoroczny sezon klasyków już teraz można podsumować jako jeden z najciekawszych w tej dekadzie.

    Najmocniejsi przegrywają?

    Taki przebieg wyścigów powoduje z kolei, że często pierwszy linię mety mija nie zawodnik robiący wrażenie najmocniejszego na trasie, a ten, który w odpowiednim momencie zachował się najlepiej. Sagan, ze swoją zwierzęcą mocą został ograny przez ?Kwiato? w San Remo, ten sam Sagan i Greg van Avermaet musieli uznać wyższość bardziej zdeterminowanego Gilberta we Flandrii.

    W Paryż-Roubaix najwięcej ?pod nogą? miał chyba faktycznie Van Avermaet, ale nie brakowało wiele, by i tam przegrał z taktyczną jazdą kolarzy Etixx-Quick Step.

    Na trasie Amstel Gold Race najlepiej prezentował się z kolei Kwiatkowski, który mimo chwili zawahania zdołał dołączyć do decydującej ucieczki a następnie miał istotny udział w zdobyciu przez nią bezpiecznej przewagi. W końcówce wraz z Gilbertem odjechał rywalom, na finiszu przyspieszył, już witał się z gąską i? przegrał z Belgiem, który lepiej ocenił i swoje możliwości i kierunek wiatru.

    Pan Cauberg najlepszy na nowej trasie

    Znakiem firmowym Philippe?a Gilberta zawsze były niezwykle dynamiczne ataki na krótkich podjazdach. Na Caubergu, gdzie rozgrywał się Amstel Gold Race w ten sposób wygrał wyścig trzy razy, po takiej samej akcji zwyciężył również w mistrzostwach świata rozgrywanych w tym samym miejscu.

    Podobne przyspieszenie, choć na wiele kilometrów przed metą, dało mu przewagę we Flandrii a w tegorocznym AGR, na zmienionej trasie, pojechał niczym na Caubergu, tylko kilka wzniesień wcześniej.

    Cztery wygrane ?piwne wyścigi? to co prawda jeszcze nie rekord (pięć triumfów ma na swoim koncie Holender Jan Raas, który dominował w tej imprezie w latach 1977-82), ale i tak imponujący wyczyn, zwłaszcza w połączeniu ze zwycięstwem we Flandrii w jednym sezonie (tak jak Raas w ?79 i Merckx w ?75) oraz wcześniejszą serią czterech triumfów w górzystych klasykach (Brabancka Strzała, AGR, Walońska Strzała i Liege-Bastogne-Liege w 11 dni w 2011r).

    Gilbert to jeden z moich ulubionych kolarzy i choć plotka głosi, że tym, co go napędza są głównie pieniądze (największe sukcesy ma odnosić w latach, gdy nie ma jeszcze zapewnionego kontraktu na kolejny sezon), jest niewątpliwie jednym z najlepszych, najbardziej wszechstronnych i skutecznych specjalistów wyścigów klasycznych w historii.

    A śledzenie wyczynów herosów zawsze jest pasjonujące.

    https://twitter.com/WM3ProCycling/status/853614106775105536

    Dobry wyścig kobiet

    Kilka godzin przed ?Kwiato? na podium Amstel Gold Race stanęła Katarzyna Niewiadoma. Ściganie kobiet było równie ciekawe, co mężczyzn i mogliśmy je śledzić, przynajmniej online, w Eurosporcie.

    Zawody pań zdecydowanie dojrzewają, choć trzeba przyznać, że, głównie ze względów finansowych, jeszcze bardziej niż w męskim peletonie, przewaga najbogatszych grup jest wyraźnie widoczna.

    Na szczęście nasza gwiazda jeździ w jednym z najlepszych zespołów (WM3 Pro Cycling), który śmiało na nią stawia w prestiżowych wyścigach. Ten sezon ma świetny: była już druga w Strade Bianche, siódma w Ronde van Drenthe, ósma w Trofeo Alfredo Binda i Ronde van Vlaanderen a teraz trzecia w Amstel Gold Race. Na Walońską Strzałą i Liege-Bastogne-Liege patrzymy więc z nadzieją, bo choć rywalki ma mocne a w końcówkach ewidentnie jeszcze brakuje jej skuteczności, to i tak jeździ świetnie.

    Dać się ograć dwóm, bardziej doświadczonym i utytułowanym konkurentkom z jednej ekipy (Van Der Breggen i Deignan – dawniej Armitstead) to żaden wstyd, za to wywalczyć miejsce na podium po finiszu z wyselekcjonowanej grupki na koniec ważnego klasyku to sukces.

    Trzeba pamiętać, że w ostatnich latach nasi kolarze mocno nas rozpuścili swoimi wynikami, a przecież regularne stawanie na podium wyścigów World Touru to naprawdę spora rzecz!

  • Van Avermaet ma swoją historię

    Van Avermaet ma swoją historię

    Po latach dobijania się do elity największych, kolarskich mistrzów, Greg Van Avermaet w końcu zrealizował marzenia. Genialną wiosną zbudował sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.

    Świetny, doświadczony zawodnik z wieloma znakomitymi miejscami na koncie, za to bez spektakularnych zwycięstw. Owszem, Paryż-Tours, etap Vuelta a Espana a rok temu klasyfikacja generalna Tirreno-Adriatico, etap Tour de France, kilka dni w koszulce lidera a następnie mistrzostwo olimpijskie to niezłe portfolio, ale do Avermaeta, przylgnęła opinia kolarza niespełnionego i ?wiecznie drugiego?.

    Co więcej, gdzieś po drodze pojawiły się też oskarżenia o doping. Kolarz miał po pierwsze stosować sterydy, bez dokumentu TUE, a także stosować ?terapię ozonową? zalecaną przez lekarza Chrisa Mertensa, oskarżanego o świadczenie usług dopingowych dla kolarzy. Ostatecznie Van Avermaet został wiosną 2015r oczyszczony z zarzutów, jest niewinny, może ścigać się dalej a sprawy nie było, choć z Mertensem w kontakcie faktycznie był. Nie stwierdzono jednak, aby miał zabronione środki lub metody.

    Z mojego punktu widzenia, przełomem dla ?GVA? był Tour de France 2016. To właśnie tam Belg (a konkretniej Flamand, urodzony w 1985r w Lokeren) zbudował dyspozycję, która umożliwiła mu walkę w wyścigu o olimpijskie złoto. To podczas Wielkiej Pętli Van Avermaet nie tylko na jednym z etapów ograł późniejszego ?króla gór?, Rafała Majkę, ale też obronił zdobytą w Masywie Centralnym koszulkę lidera na etapie w Pirenejach.

    Po takim przetarciu mógł śmiało myśleć o walce z ?góralami? na trasie Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Choć miał trochę szczęścia (na ostatnim zjeździe upadli Vincenzo Nibali i Sergio Henao), to jednak fakt, że złoto na rundzie, która preferowała wątłych wspinaczy wygrał kolarz kojarzony z jazdą po bruku był symptomatyczny.

    Z perspektywy czasu i zakończonej spektakularnym sukcesem kampanii wiosennych klasyków w sezonie 2017, mistrzostwo z Rio nabiera dodatkowej wartości. Imponująca seria trwająca ponad miesiąc, w której Van Avermaet wygrywał kolejno w Omloop Het Nieuwsblad, E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem i Paryż-Roubaix to zestaw wyjątkowy, porównywalny tylko z największymi triumfami Boonena, Cancellary, Van Petegema czy mistrzów z odleglejszej przeszłości. A, powiedzmy sobie szczerze, trudno sobie wyobrazić Boonena, nawet z czasów jego świetności, wygrywającego na takiej trasie jak w Rio!

    Co więcej, ustanowiony rekord średniej prędkości w Paryż-Roubaix to przepustka do ?wieczności?. Biorąc pod uwagę, że poprzedni, najlepszy rezultat pochodził z lat ?60 XXw, szansa, że nazwisko Van Avermaeta będzie co roku wymieniane przez wiele sezonów jest spora.

    Zarówno Belg jak i jego drużyna BMC bardzo długo czekali na zwycięstwo w ?monumencie?. GVA po raz pierwszy na podium brukowanego klasyku (E3 Harelbeke) stanął w 2008r. Z kolei sama BMC istnieje od 2007r i w tym czasie polowała na najważniejsze klasyki a to przy pomocy Thora Hushovda a to przy pomocy Philippe?a Gilberta. Tymczasem Gilbert, choć wcześniej wygrywał w Lombardii i Liege-Bastogne-Liege kolejny monument do swojego portfolio (tegoroczny Ronde Van Vlaanderen) dopisał po odejściu z BMC. I dopiero genialne przebudzenie Van Avermaeta dało zespołowi finansowanemu przez Andy?ego Rihsa i kierowanego przez Jima Ochowicza upragniony triumf.

    Kariera zwycięzcy Paryż-Roubaix 2017 jak i historia zespołu BMC pokazują, jak powolny ?zwrot z inwestycji?, czy to sponsoringu czy też pracy włożonej w trening i zdobywanie doświadczenia może dotyczyć sportu takiego jak kolarstwo.

    Tak czy inaczej, tegoroczna wiosna należy do BMC i GVA i jako taka zostanie zapamiętana.

    Zdjęcie okładkowe: Jérémy-Günther-Heinz Jähnick, wikimedia commons, CC BY SA 3.0

  • Paryż Roubaix jest wow

    Paryż Roubaix jest wow

    Paryż Roubaix to Tour de France wyścigów klasycznych. Szaleńcza gonitwa po brukach, nośny przydomek ?Piekła Północy?, dogodny termin łączący się z początkiem sezonu rowerowego dają efekt rozpoznawalności wśród szerszej publiczności. Krótko mówiąc, Paryż Roubaix jest ?wow?.

    Kolarstwo to prosty sport dla prostych ludzi. Trzeba mieć mocną nogę, paru kolegów do pomocy i umieć przezwyciężyć nieco bólu by minąć linię mety na pierwszym miejscu. Albo przynajmniej do niej dotrzeć.

    Problem zaczyna się, gdy spojrzymy na dyscyplinę jako całość. Im dalej w las, tym więcej drzew i sprawa się komplikuje. Toury, etapówki, kategorie, klasyfikacje, grochy, tęcze, góry, sprinty, pociągi, pomocnicy, klasyki, monumenty i czort jeden wie, co jeszcze.

    No bo jak to jest, że skoro taki Sagan, Kittel czy Cavendish wygrywa prawie codziennie, to w klasyfikacji generalnej zajmuje setne miejsce? A jeśli Majka to król gór, to czemu szybciej wspina się Froome? A ?Kwiato? skoro taki świetny i jest mistrzem świata, to czemu wygrywa tylko dwa, trzy razy w roku? Jeśli do tego dołożymy takie niuanse jak etapy jazdy na czas, ograniczenia związane ze sprzętem, znajdujące się w kolumnie wyścigu pojazdy, fanów wchodzących kolarzom pod koła? robi się niezłe zamieszanie.

    Paryż-Roubaix to prosta sprawa i rozwiązuje te wszystkie problemy. To żywe nawiązanie do historii kolarstwa, przypomnienie, jak wyścigi rowerowe wyglądały u zarania. Vintage jest modne a sentymentom poddają się wszyscy, czy tego chcą, czy nie chcą. Wszak ?kiedyś, to były czasy?, czyż nie?

    Kolarz, który pierwszy melduje się na słynnym velodromie w Roubaix, to zazwyczaj po prostu najmocniejszy wśród tych, którzy kilka godzin wcześniej stanęli na starcie w podparyskim Compiegne (no dobrze, to pierwszy minus dla tego wyścigu, skoro nazywa się Paryż-Roubaix, mógłby się zaczynać przy wieży Eiffla).

    W ogóle, klasa zwycięzcy ?Piekła Północy? jest trudna do podważenia. Bo nawet, jeśli to postać mniej eksponowana, jak Mathew Hayman, Servais Knaven czy Johan Vansummeren, trudno mówić, by którykolwiek z nich wygrał ?fuksem? (tu pewnie włączą się eksperci wspominający a to Nikiego Terpstrę a to zamknięty przejazd kolejowy a to czyjś defekt).

    Ba, zdarza się nawet, że zawiązana wkrótce po starcie ?ucieczka dnia? dojeżdża do mety, odpada więc zastanawianie się nad tym, po co w ogóle ci szaleńcy jadą tyle godzin przed peletonem, by i tak na kilka kilometrów przed metą dać się złapać przez rozpędzoną grupę jak na prawie każdym etapie wielkiego touru.

    Schodząc na jeszcze niższy poziom abstrakcji, każdy, kto ma rower wie, że po bruku jeździ się trudniej niż po asfalcie. Wystarczy rzut oka na ekran telewizora by zobaczyć, że to, z czym walczą uczestnicy wyścigu to nie zwykła, wykostkowana promenada, tylko polna droga, na którą ktoś, kiedyś wysypał trochę kamieni. I po tych, nieregularnych głazach mkną goście na rowerach wyposażonych w cienkie oponki. To działa na wyobraźnię nawet kibica „Pooolskii Białooo Czerwoonych”, któremu kiedyś szwagier dał się karnąć na kolarzówce.

    No i do tego ta nazwa? To nic, że ?Piekło Północy? nawiązuje nie do kocich łbów i wysiłku, jaki trzeba włożyć w pokonanie trasy słynnego klasyku, a do zniszczeń wojennych, które dotknęły ten region. Ważne, że przydomek jest spektakularny i zwiastuje coś ekstremalnego.

    Paryż – Roubaix, choć jest ekstrawagancją w kalendarzu, wyjątkowym festiwalem i żywym pomnikiem tego sportu, to równocześnie kolarstwo w stanie czystym: kumulacja symboliki, emocji i prostoty typowych dla wyścigów rowerowych. I za to go kochamy.

    Zdjęcie okładkowe: Ludlum123, flickr, CC BY 2.0

  • Piękne historie w Paryż-Roubaix?

    Piękne historie w Paryż-Roubaix?

    Czasem ważniejsze niż odpowiedź na pytanie ?kto wygra wyścig? jest to, co zwycięstwo będzie oznaczało dla triumfatora. Paryż-Roubaix jest imprezą, podczas której pisane są wyjątkowe historie. Zobaczmy, czyja będzie najciekawsza w tym roku.

    Boonen, Boonen i jeszcze raz Boonen

    To oczywiste, ale jakże wyczekiwane. Pożegnanie ?Tornado Toma? z wyścigiem, któremu zawdzięcza tak wiele i, który to wyścig jemu zawdzięcza niemal tyle samo. Ostatni start, pożegnalne tournee pełne wzruszeń i emocji. Tom Boonen jest tej wiosny mocny i skoncentrowany. Zbudował wysoką formę, której póki co używał do wypracowania zwycięstw kolegów z ekipy. Gdyby udało mu się wygrać, bez względu na styl: czy to po samotnej akcji czy po finiszu z większej grupki, byłby niedoścignionym rekordzistą ?Piekła Północy?. Jego poprzednicy: Fabian Cancellara, Johan Musseuw czy Peter van Petegem żegnali się z Paryż-Roubaix pechowo, zatem nawet miejsce na podium, choć nie tak spektakularne, byłoby wyjątkową sprawą.

    Mistrz świata wygrywający najważniejszy klasyk

    Wszystkie niepowodzenia, wpadki i upadki Petera Sagana tej wiosny poszłyby w niepamięć, gdyby wygrał tegoroczne Paryż-Roubaix. Dodatkowo zaliczyłby dwa zwycięstwa w ?monumentach? w koszulce mistrza świata: rok temu we Flandrii i w tym roku w P-R. Słowak z jednej strony będzie pod presją ?rozliczenia? kampanii klasyków, z drugiej oczy wszystkich będą skierowane na Boonena i ekipę Quick Step. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Sagan nie ma najsilniejszej drużyny, co jest często czynnikiem decydującym o porażce na brukach. Również historia jego startów w tym wyścigu nie napawa optymizmem: najwyższe miejsce, jakie zajął na velodromie w Roubaix to 6. (w 2014r). Zwycięstwo będzie ważnym punktem budowania legendy Petera Sagana nie tylko jako wielkiej gwiazdy, ale i mistrza godnego postawienia w jednym rzędzie z herosami przeszłości.

    Ex przełajowcy czekający na swoją szansę

    Zdenek Stybar i Lars Boom to byli, przełajowi mistrzowie świata, którzy z powodzeniem radzą sobie w szosowym peletonie. Wiosenne klasyki i trudne warunki to ich naturalne środowisko. To tam mogą wykazać się umiejętnościami nabytymi w cyclocrossie. Obaj zajmowali miejsca w czołówce Paryż-Roubaix i innych, brukowanych klasyków, Stybar stał nawet na podium w Roubaix. Z kolei Boom wygrał deszczowy etap Tour de France 2014 rozgrywany na zbliżonej trasie, do tego w koszmarnych warunkach atmosferycznych. Obaj odnosili też sukcesy w Eneco Tour, wykorzystującym brukowane drogi. Być może mieliby większe szanse, gdyby było zimno i mokro, ale w zapowiadanych warunkach również mogą zaskoczyć rywali.

    Bodnar, Stannard?

    Czy każdy może być Servaisem Knavenem, Stuartem O?Gradym albo Matthew Haymanem? Wygrana kolarza z drugiego szeregu, który przez większą część sezonu pomaga swojemu liderowi, a nawet ma to robić na trasie z Paryża do Roubaix wcale nie zdarza się tak rzadko. To szczególnie wzruszający moment, gdy taka postać sięga po największy sukces w swojej karierze, choć nikt na nią nie liczył i nikt na nią nie stawiał. Nikt też nie podważa jego jakości, ponieważ ekskluzywni pomocnicy to równie dobrzy kolarze co ci zajmujący pierwsze strony gazet. Kiedy uśmiech losu, palec boży albo zagrywka taktyczna daje im szansę, walczą jak lwy o wyjątkowe trofeum, jakim jest kawałek granitu wręczany zwycięzcy Paryż-Roubaix. Często to jedno z nielicznych, jakie mają w swojej kolekcji, którego zazdrościć mogą im najbardziej utytułowani rywale.

    Cierpliwi łowcy

    Greg van Avermaet wciąż czeka na swój ?monument?. Andre Greipel, który w swojej karierze nawygrywał się już sporo, podczas brukowanych klasyków przemienia się ze sprintera w wytrwałego twardziela szukającego sposobu na historyczny triumf. Na starcie zabraknie kontuzjowanego Sepa Vanmarcke, za to będą Matti Breschel, Sebastian Langeveld czy Sylvain Chavanell. Każdy z nich ma swoje porachunki z klasykami, każdy z nich teoretycznie może być ?czarnym koniem? wyścigu. Dla każdego z nich wygrana byłaby ukoronowaniem pięknej kariery zawodowca.

    W kolarstwie świetne jest to, że choć kalendarz co roku wygląda podobnie a trasy rozgrywanych cyklicznie zawodów, zwłaszcza ?klasyków?, ?monumentów? są niemal identyczne, każdy przejazd peletonu to nowa historia.

    Kontekst wielu lat kariery, sezonu, kontuzji, wcześniejszych sukcesów i porażek, charakteru zawodnika i jego, często bardzo emocjonalnego stosunku do danej imprezy powoduje, że niektóre zwycięstwa nabierają szczególnego charakteru i zapamiętujemy je na zawsze.

    Zdjęcie okładkowe: bram_souffreau, flickr, CC BY SA 2.o

  • Jak oglądać Ronde Van Vlaanderen?

    Jak oglądać Ronde Van Vlaanderen?

    W niedzielę święto kolarstwa, drugi ?monument? sezonu, ?Dookoła Flandrii?. To festiwal bruku, stromych, wyrastających tuż za zakrętem wzniesień i tysięcy podekscytowanych kibiców.

    Scenariusz większości ważnych wyścigów jest zbliżony. Wkrótce po starcie zawiązuje się ?ucieczka dnia? w której jadą mniej znani zawodnicy, szukający swojej szansy na dojechanie do mety a przynajmniej na pokazanie się przed kamerami telewizji.

    Nie jest to ani proste ani łatwe. Jeśli oglądaliście wyścigi transmitowane w całości, widać, jak wiele dzieje się na pierwszych kilometrach. Jak mocne jest tempo i jak wielu jest chętnych do zabrania się w taki odjazd.

    Tym bardziej, że oprócz klasycznych śmiałków szukających szansy i sławy, do gry dołączają się pomocnicy faworytów.

    Szczególnie w klasykach ma to spore znaczenie, ponieważ może dać przewagę taktyczną w późniejszej fazie wyścigu, gdy peleton zacznie doganiać uciekinierów.

    Następnie przez kilkadziesiąt kilometrów mamy względny spokój. Przewaga czołówki utrzymuje się w kontrolowanych granicach kilku minut. Gdy trasa i tempo robią się bardziej selektywne, zaczyna się zabawa.

    Brukowane klasyki to ciągłe zmiany nawierzchni, szerokości drogi i wiatru. Bardzo duże znaczenie ma zatem, by w kluczowych momentach znajdować się blisko czoła grupy. Zdarza się, że przez nieuwagę, upadek zawodnika pozycję wcześniej czy kraksę można stracić kontakt z czujniejszymi rywalami, którzy, gdy tylko to zauważą, mocniej nacisną na pedały i zdobędą przewagę.

    Ważna uwaga: podjazdy we Flandrii mają od kilkuset metrów do 2,5km długości i średnią stromiznę od ok. 4 do 12-13%. Tyle tylko, że maksymalne wartości przekraczają czasem 20% a do tego najbardziej znane wzniesienia mają brukowaną nawierzchnię. W połączeniu ze stromizną i niewielką szerokością, to idealne miejsce do selekcji i ataku. Większość z nich ma w nazwie ?berg?, w czasie tramisji TV kolejne ?bergi? są opisane w postaci czytelnych grafik zawierających długość i stromiznę wspinaczki.

    Podczas Ronde van Vlaanderen 2017 pierwsza taka atrakcja, Oude Kwaremont usytuowana jest na 114km liczącej w sumie 260km trasy. Na dojeździe możemy spodziewać się wyższego tempa i przegrupowań w peletonie.

    Pierwszy raz, zależnie od uzyskanej średniej prędkości, kolarze pojawią się tam między 13:17 a 13:40. Transmisja w Eurosporcie rozpoczyna się 13:45.

    Kolejnych 50 kilometrów to następujące po sobie wzniesienia. Jest ich sześć, nazwanych i oznaczonych na mapie, ale nie dajcie się zmylić. Trasa właściwie pozbawiona jest płaskich odcinków, nieustająco prowadzi w górę lub w dół.

    Na 165km wyrasta słynny Muur-Kapelmuur, przywrócony na trasę Ronde Van Vlaanderen, na którym w przeszłości decydowały się losy wyścigu. Teraz będzie raczej pierwszą, poważniejszą próbą przeprowadzenia selekcji i zgubienia pomocników rywali. Niewykluczone, że w ucieczkę spróbują pojechać ?dublerzy?, mocni kolarze, którzy będą szachowali konkurencyjne zespoły.

    Tym bardziej, że trasa nie odpuszcza ani na moment. Po Muurze oznaczono dwa podjazdy poprzedzające charakterystyczną dla ostatnich edycji ?Flandrii? kumulację: Oude Kwaremontu z Paterbergiem.

    Na 55km przed metą zawodnicy wjadą na rundę, w skład której wchodzą Koppenberg, Steenbeekdries, Taaienberg, Kruisberg i jeszcze raz Kwaremont z Paterbergiem a do tego kilka nieoznaczonych wzniesień.

    To jest moment, kiedy koniecznie musicie przejąć kontrolę nad pilotem telewizora, ponieważ kończą się podchody i zaczyna decydująca rozgrywka.

    W wyścigach kolarskich najlepsze jest to, że choć scenariusz w teorii może być napisany wcześniej, drobny czynnik może wszystko wywrócić do góry nogami.

    Gdy w tym roku podczas Mediolan-Sanremo wydawało się, że Team Sky, niczym na Tour de France skutecznie zabetonował rywalizację, sprawy w swoje ręce wziął Peter Sagan. A gdy wydawało się, że Słowak jest najmocniejszy, na finiszu sprytnie ograł go Michał Kwiatkowski.

    Końcówka ?Primavery? dała nam kilkanaście minut wielkich emocji. ?Flandria? co sezon oferuje rollercoaster wrażeń przynajmniej przez kilka godzin. Nawet, jeśli stawka jest wyrównana, charakter trasy powoduje, że koncentrację i czujność trzeba zachowywać na wiele kilometrów przed metą. Choć ?murowanych faworytów? jest zaledwie kilku i oczy wszystkich będą skierowane głównie na Sagana i Van Avermaeta, grono rywali chcących im spłatać psikusa jest wyrównane i mocne.

    Już od pierwszego przejazdu przez Kwaremont każde, mocniejsze naciśnięcie na pedały może mieć poważne konsekwencje, każda ucieczka przynieść niespodziewany efekt a jeśli do tego kolarze zdecydują się podjąć ryzyko i pojechać ofensywnie, możemy spodziewać się pięknego spektaklu.

    Zatem, odpowiadając na tytułowe pytanie ?Jak oglądać Ronde van Vlaanderen? powiem krótko: z entuzjazmem!

    Zdjęcie okładkowe: Louise Ireland, flickr, CC BY 2.0