Tag: Cadel Evans

  • Kolarski 2015: Styczeń

    Kolarski 2015: Styczeń

    Do końca roku pozostało już niewiele dni. Pora więc na telesfora przypomnienie najważniejszych wydarzeń mijającego sezonu. Zatem by zbędnie nie przedłużać, zaczynamy od stycznia. Nawet w środku zimy sporo się działo!

    Cadel Evans żegna się z peletonem

    Zwycięzca Tour de France, mistrz świata, po raz ostatni stanął na starcie wyścigu World Tour właśnie w styczniu. Kolarz ekipy BMC tuż przed swoimi 38. urodzinami wystartował w Tour Down Under. Evans zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, równocześnie pomagając swojemu młodszemu rodakowi i koledze z drużyny, Rohanowi Dennisowi wygrać cały wyścig. Kilka dni później oficjalnie zakończył karierę na starcie Great Ocean Race, imprezy, której sam patronuje. Nieustająco będę przypominał, że Cadel Evans poważne ściganie rozpoczynał w pucharze świata mtb. Jego przygoda z szosą była dość burzliwa. Australijczyk, choć był klasowym zawodnikiem, długo czekał na największe sukcesy. Mistrzostwo świata wygrał mając 32 lata, Walońską Strzałę 33 a Tour de France 34 (jest jednym z pięciu najstarszych zwycięzców Wielkiej Pętli). Tak późne sukcesy można połączyć z procesem oczyszczania kolarstwa z nieograniczonego stosowania dopingu. Przez lata Evans uchodził za zawodnika, który jeździł ?na czysto?.

    Dobre wiadomości płynące z Polski

    Grupa CCC Sprandi Polkowice (po wielu latach telewizja Polsat przestała być sponsorem tytularnym zespołu) dostała zaproszenie do startu w Giro d?Italia. Z perspektywy czasu wiemy, że nie było to najważniejsze wydarzenie dla polskiej ekipy – udany sezon na arenie między narodowej wieńczą wyniki w innych wyścigach. Mimo to dzika karta na wielki tour to zawsze spory prestiż, obecność w mediach i większe zainteresowanie.

    Drugim newsem stycznia związanym z polskim kolarstwem było podpisanie przez Maję Włoszczowską kontraktu z polskim teamem Krossa. Zespół zarejestrowany w UCI jako drużyna zawodowa z multimedalistką mistrzostw świata na czele zapowiedział bogaty i ambitny program startów na całym świecie.

    Fernando Gaviria

    Kto? Niespełna 21 letni Kolumbijczyk w imponującym stylu wygrał dwa etapy argentyńskiego wyścigu Tour de San Luis, pokonując m.in. Marka Cavendisha. To nieczęsta sytuacja, gdy de facto amator wygrywa z asami World Touru. Nic więc dziwnego, że młody zawodnik szybko znalazł angaż w jednej z najlepszych drużyn świata, właściwie ?wygryzając? Cavendisha z Etixx-Quickstep. W sezonie 2016 Gaviria będzie jednym z liderów belgijskiego teamu, wraz z Marcelem Kittelem decydując o sprinterskim obliczu tego zespołu. Wciąż jest młody i jego kariera może potoczyć się różnie, natomiast warto pamiętać, że pierwsze, ważne sukcesy na szosie odnosił właśnie w styczniu 2015.

    Jack Bobridge przegrywa z ?godziną?

    Znakomity, lecz wyraźnie za mocny początek próby sprawił, że Jack Bobridge nie pobił rekordu godzinnego należącego wówczas to Matthiasa Brandle. Australijczyk do ?godziny? podszedł 31 stycznia na torze w Melbourne, mając za sobą ?przetarcie? w Tour Down Under (wygrał tam pierwszy etap i klasyfikację górską). Na torze w Melbourne ewidentnie przesadził z motywacją. Za rewelacyjne czasy okrążeń w pierwszej części próby zapłacił wyraźnym spadkiem formy po 64 z zaplanowanych 208 okrążeń. Do rekordu zabrakło mu 500m (pokonał dystans 51,3km), co jednak wystarczyło do rekordu Australii.

    Zdjęcie okładkowe: Tourism Victoria, flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót #33

    Sezon szosowy rozpoczęty, przełajowy prawie zakończony. Gwiazdy sprawdzają nogę, kolarze na dorobku pracują na nazwisko.

    Zmiana warty w Australii

    Cadel Evans pożegnał się z World Tourem, w tym sezonie na starcie oficjalnych zawodów stanie jeszcze tylko raz: podczas firmowanego własnym nazwiskiem Ocean Race za kilka dni. Jego przygoda z wyczynowym kolarstwem dobiega końca. Zaczynał ją jako zawodnik mtb, później próbował rywalizować z kolarzami ?Ery EPO? i dopiero w latach, gdy doping zaczynał być ograniczany przyszły jego najlepsze wyniki. Został mistrzem świata (2009) a następnie w 2011r zwyciężył w Tour de France jako jeden z pięciu najstarszych kolarzy w historii. W kolejnych sezonach utrzymywał się w dobrej formie, ale nie był już w stanie walczyć o zwycięstwo wielkiego touru. Karierę kończy mając 38 lat, pozostając w niezłej dyspozycji.

    Tour Down Under 2015 rozpoczął kolejny sezon World Touru. Dla Evansa był to ostatni wyścig na takim poziomie, zatem były mistrz świata przygotował się do niego nad wyraz starannie. W mocno obsadzonej stawce zdołał zająć trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, co już samo w sobie jest sporym osiągnięciem. Co ważne, na trasie doszło do swoistego przekazania sukcesji w australijskim kolarstwie. Tygodniową etapówkę wygrał młodszy kolega Evansa z drużyny BMC, Rohan Dennis. Ten dwudziestopięciolatek to znakomity specjalista jazdy na czas o sporym potencjale związanym z wyścigami etapowymi. Kto wie, może już niedługo będzie w stanie walczyć o czołowe lokaty wielkich tourów, skoro na swoim koncie ma już dobre wyniki w Criterium du Dauphine czy Tour of California. Australijczycy w ogóle mogą czuć się spokojni o przyszłość swojego kolarstwa. Dennis jest w awangardzie młodego pokolenia, z kolei pokolenie średnie godnie reprezentuje, pochodzący z Tasmanii Richie Porte. Po niezbyt udanym sezonie 2014, kolarz ekipy Sky dobrze rozpoczął nowy rok i w Tour Down Under rozdzielił na końcowym podium Dennisa i Evansa, zatem gospodarze zdominowali czołówkę klasyfikacji generalnej.

    Zaskakująca Argentyna

    San Luis konkuruje z Tour Down Under, jednak pod wieloma względami nie dorównuje australijskiej imprezie. Mimo to, część gwiazd sezon rozpoczyna właśnie w Argentynie. W tym roku kolarze zmagali się z obfitymi opadami deszczu i nienajlepszą organizacją. Co więcej, zawodnicy celujący z formą w najważniejsze wyścigi w Europie zostali zaskoczeni przez gospodarzy. Mark Cavendish wygrał finisz z peletonu dopiero za trzecim razem, dwukrotnie uznając wyższość młodego Kolumbijczyka, Fernando Gavirii. Z kolei Nairo Quintana został pokonany przez mało znanych Daniela Diaza i Rodolfo Torresa. Dla obu gwiazdorów start w San Luis był rodzajem przetarcia i zapewne dużo ważniejsza była konfrontacja z rywalami, z którymi będą ścigać się na co dzień za kilka i kilkanaście tygodni. Mogą jednak myśleć o startach w Europie z pewną dozą spokoju, podobnie jak Michał Kwiatkowski, drugi podczas finałowej czasówki i Przemysław Niemiec, trzynasty w klasyfikacji generalnej. Szczególną uwagę zwraca wynik ?Kwiato?, który wysoką dyspozycję zaprezentował w bardzo wczesnej fazie sezonu.

    Epilog błotniaków

    Szosowcy zaczynają sezon, przełajowcy kończą. Ostatnie zawody Pucharu Świata rozegrano w niedzielę w Hoogerheide. Zwyciężył Mathieu Van Der Poel, zaś klasyfikację generalną na swoje konto zapisał Kevin Pauwels. Za tydzień w czeskim Taborze specjaliści i specjalistki cyclocrossu będą walczyć o medale i tęczowe koszulki. Sezon 2014/2015 jest wyraźnie przejściowym w najnowszej historii przełajów. Pokolenie młodych kolarzy doszło do głosu i zaczyna rozdawać karty. Co więcej, dyscyplina zdobywa coraz większą popularność i zagarnia coraz więcej miejsca w mediach rowerowych. Równocześnie pojawiają się kolejne pogłoski o mniej lub bardziej zorganizowanym procederze dopingowym wśród ?błotniaków?. To wszystko sprawiło, że w tym sezonie nie przykuwały mojej uwagi zbyt mocno. Nie przeszkodzi mi to jednak zaplanować następnego weekendu tak, by śledzić mistrzostwa świata.

    Roman nie skłamał?

    Czeski kolarz, Roman Kreuziger, który od dłuższego czasu boryka się z wyjaśnieniem nieprawidłowości w swoim paszporcie biologicznym postanowił dostarczyć argumentu za swoją niewinnością. Dał się przebadać przy pomocy wariografu. Miał odpowiadać na pytania dotyczące stosowania EPO i przetaczania krwi. Oczywiście zaprzeczył a wariograf i specjalista obsługujący to urządzenie potwierdzili jego zeznanie. Trzeba pamiętać, że Kreuziger zaburzenia parametrów krwi podczas Giro d?Italia 2011 i Tour de France 2012 tłumaczy przyjmowaniem leku na niedoczynność tarczycy. Nie zdziwiłbym się, gdyby większość z Was nie wierzyła czeskiemu kolarzowi, ale cała sprawa pokazuje, że system antydopingowy wciąż działa na wątłych podstawach a przypadki będące jakkolwiek nieoczywiste dają pole do bardzo różnych interpretacji.

    Wideo okładkowe: Rohan Dennis wygrywa trzeci etap Tour Down Under i obejmuje prowadzenie w klasyfikacji generalnej wyścigu

  • L?verove 25.09.2014

    L?verove 25.09.2014

    Loverove, edycja ekspresowa (gdyż jestem w trakcie przeprowadzki):

    1. Jesteście na Bike Expo w Kielcach?

    Ja nie ;). Ale jest np. redekacja magazynu Bike i relacjonuje pierwszy dzień imprezy. Trudno się dziwić, że robi to również Magazyn Rowerowy.

    2. Cadel Evans zakończy karierę

    Pierwszego lutego. 

    Poza tym, że był mistrzem świata, wygrał Walońską Strzałę oraz Tour de France, zasłynął z dbałości o swojego pieska:

    3. Jak trenować z pomiarem mocy?

    Global Cycling Network zawsze pomocni. Serio, niesamowita robota, ilość świetnego contentu dostarczanego przez GCN powala.

  • Blast from the past – Cadel Evans w MTB

    Czasy, gdy Puchar Świata MTB transmitował Eurosport a głównym źródłem informacji były zagraniczne miesięczniki odeszły w przeszłość. Koniec lat dziewięćdziesiątych należał do młodego Australijczyka, Cadela Evansa, który teraz, jako weteran, walczy o wygraną w Giro d?Italia.

    Kilkanaście lat temu wyścigom XC bliżej było do obecnych maratonów niż bieżącej ewolucji zawodów w formacie olimpijskim. Kolarze często rywalizowali przez dwie i pół godziny a na starcie stawał prawdziwy tłum. Dyscyplina traktowana ciągle jako swoista nowinka przyciągała zainteresowanie kibiców, mediów, hojnych sponsorów i wreszcie samych zawodników, a Puchar Świata (firmowany przez Grundiga) składał się z ośmiu eliminacji rozrzuconych po całym świecie.

    Cadel Evans został obdarzony przez naturę wyjątkowymi parametrami fizjologicznymi. Dzięki temu trafił do centralnego systemu szkolenia. Gdy Puchar Świata w 1994r zawitał do Australii, przyszły zwycięzca Tour de France, jako siedemnastolatek zaliczył swój debiut w międzynarodowych zawodach. Trzy sezony później, mając zaledwie dwadzieścia lat, przejeździł pełny pucharowy sezon, zdobył trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, po drodze wygrywając dwa wyścigi!

    Sezon 1998 rozpoczął już w nowych barwach. Team Diamond Backa zmienił na jedną z najlepszych wówczas drużyn na świecie: Volvo-Cannondale. Już wtedy Evans skazany był na rolę outsidera, z którą później wiele razy odgrywał na szosie: samotnie zmagał się z silną grupą Francuzów skupionych wokół teamu Sunn. Jego najważniejszym rywalem był Miguel Martinez, starszy zaledwie o rok, ale bardziej utytułowany (jako raptem dwudziestolatek zdobył brąz na Igrzyskach w Atlancie). Choć Evans dwukrotnie był lepszy w klasyfikacji łącznej pucharu świata, na najważniejszych imprezach przegrywał z Martinezem. Niewysoki Francuz był w stanie zdobyć tęczową koszulkę i olimpijskie złoto w Sydney. W 1999r mistrzostwo świata zdobył z kolei inny wielki rywal Australijczyka, Michael Rasmussen.

    O tym, na jak wysokim poziomie stało ówczesne mtb, niech świadczy fakt, że spora część czołówki została skuszona do przejścia na szosę. Evans, Martinez, Dario Cioni, Philip Meirheaghe czy Rasmussen trafili do klasowych zespołów z zamiarem podbicia zawodowego peletonu. Evans jeżdżący dla Cannondale?a łatwo wpasował się w drużynę wspieraną przez tego producenta rowerów, czyli Saeco. Trzeba przyznać, że nie miał łatwo. Choć u progu kariery został przebadany przez ?doktora zło? Michele Ferrariego, uchodzi za kolarza, który wystrzegał się dopingu. Lata 2001-2006 były więc dla niego wyjątkowo trudne. Mimo fenomenalnego organizmu nie nadążał za rywalami o sztucznie poprawionych parametrach krwi a w grupie Telekom zmagał się z dopingowym ostracyzmem. Dopiero częściowe oczyszczenie kolarstwa pozwoliło mu sięgnąć po najwyższe laury. W 2009r, dziesięć lat po zakończeniu regularnej kariery w mtb wygrał upragnioną koszulkę mistrza świata, dwa lata później wygrał Tour de France. Teraz, mając na karku 37 wiosen celuje w ?Maglia Rosa? i póki co jedzie tak, jak lider i faworyt jechać powinien. Dzisiejsza jazda indywidualna na czas częściowo odpowie, czy faktycznie jest w stanie zwyciężyć w Giro.

     

    Na filmie u góry relacja z zawodów Pucharu Świata w 1998r rozgrywanych w Portugalii.

  • Nie przegap w ten weekend – kraina deszczowców

    Cadel Evans nieco niespodziewanie zyskał sporą przewagę nad głównymi rywalami i już podczas weekendowych etapów w Apeninach może przejść do defensywy. Tymczasem u nas jeden z najważniejszych wyścigów mtb w sezonie: Akademickie Mistrzostwa Polski.

    #Giro

    Wielkie toury często zaczynają się nerwowo, często też kilku przedwyścigowych pretendentów do tronu żegna się z zawodami już w pierwszym tygodniu. Tegoroczne Giro póki co jest deszczowe, nie tylko w Irlandii, deszcz siąpi także na południu Włoch. Nie jadą więc już Daniel Martin i ?Purito? Rodriguez a wielu liderów ekip poniosło straty: czasu i zdrowia. To za wcześnie, by mówić, ze Cadel Evans ma już wygraną w kieszeni, natomiast to dobry moment, by powiedzieć, że Australijczyk jedzie tak, jakby ten wyścig faktycznie chciał wygrać. Podobnie było podczas Tour de France 2011, gdy m.in Alberto Contador tracił sekundy w chaosie pierwszych etapów a Evans zawsze trzymał się na czele peletonu. Tak jest i teraz, każdego dnia, mniej więcej na 20 kilometrów przed metą, drużyna BMC walczy o pozycje z przodu grupy, chroniąc swojego lidera. Póki co udaje im się to znakomicie. Australijczyk uniknął wywrotki na ulicach Bari, podobnie jak wczoraj u podnóża Monte Cassino.

    Gdy większość zawodników poległa na jednym z rond, Evans z kilkoma przybocznymi oraz liderem wyścigu, Matthewsem z Orica-Greenedge zostali sami i jedyne co mogli zrobić, to jechać do mety. Sprawa oczywiście budzi sporo kontrowersji, pojawiają się pytania, czy czołówka nie powinna poczekać, a jeśli tak, to na kogo. Tak czy inaczej Matthews wygrał etap a Evans zyskał przynajmniej 50 sekund nad rywalami. Rafał Majka, który także leżał w kraksie początkowo napędził nam strachu – ponieważ do mety dojechał na rowerze kolegi z drużyny, przez dłuższy czas nie było go w wynikach.

    Dziś peleton będzie lizał rany na pagórkowatym etapie do Foligno, możliwa jest ucieczka, choć sprinterzy z FDJ (Bouhanni) i Cannondale (Viviani) chętnie pościgają się, zanim peleton na kilka dni zagości w Apeninach. Sobota i niedziela to już nie pagórki a góry. Dwa finisze na solidnych wzniesieniach: Montecoppiolo oraz Sestola, do tego w sobotę ?treningowa górka Pantaniego?, czyli Carpegna. Rywale Evansa powinni podjąć próbę odrabiania strat, z drugiej strony pytanie, jak będą się czuli. Siniaki, szlify i potłuczenia z Monte Cassino mogą dawać się we znaki jeszcze przez kilka dni!

    Póki co klasyfikacja liderów prezentuje się następująco:

    2. Cadel Evans (Aus) BMC +21
    3. Rigoberto Uran (Col) Omega Pharma-QuickStep +1:18
    4. Rafal Majka (Pol) Tinkoff-Saxo +1:25
    9. Ivan Basso (Ita) Cannondale
    11. Nairo Quintana (Col) Movistar +2:08
    12: Wilco Kelderman (Ned) Belkin +2:11
    14. Domenico Pozzovivo (Ita) AG2R-La Mondiale +2:11
    17. Michele Scarponi (Ita) Astana +2:28
    32. Przemyslaw Niemiec (Pol) Lampre-Merida +3:41
    48. Daniel Moreno (Spa) Katusha +5:46
    60. Joaquim Rodríguez (Spa) Katusha +9:40 – wycofany ze złamanym żebrem i palcem
    80. Nicolas Roche (Irl) Tinkoff-Saxo +15:55
    106: Julian Arredondo (Col) Trek Factory Racing +19:50

    Dobra wiadomość to czwarte miejsce Rafała Majki. Zła to jego potłuczenia oraz strata Przemysława Niemca.

    AMP

    Akademickie Mistrzostwa Polski w kolarstwie górskim miały różne momenty w swojej historii. Bywało, ze ocierały się o kuriozum, bywało też, że był to naprawdę solidny wyścig. Gdy impreza zakotwiczyła w Jeleniej Górze na trasie Mai Włoszczowskiej, zrobiło się poważnie. To już nie tylko wyścig o stypendia i punkty do rankingów uczelni, ale prawdziwe XC, do tego w doborowej obsadzie i z niespotykaną gdzie indziej frekwencją. Uczelnie szukają możliwości, by zebrać skład, który liczyłby się w klasyfikacji zespołowej, ale trzeba pamiętać, że weryfikacja uczestników jest szczegółowa, opisana procedurami i bezwzględna. Pieczątki, indeksy, zaświadczenia – ?panie z dziekanatu? mogą napsuć krwi nieuważnym lub kombinującym nawet na zawodach rowerowych.

    Ponieważ większość młodych zawodników jest zapisana na jakąś uczelnię, obsada wyścigów będzie zacna. Równocześnie z zawodowcami staną na starcie osoby, które do Jeleniej Góry zostaną przywiezione w komplecie z robionymi na szybko koszulkami uczelnianymi, by tylko ukończyć wyścig i zapewnić punkty szkole. Impreza jest trzydniowa: w piątek zapisy i wspomniana weryfikacja uczestników, w sobotę czasówka decydująca o ustawieniu na starcie we właściwych zawodach, które rozegrane zostaną w niedzielę. Pomiędzy startami to, co studenci lubią najbardziej: nawet ci ortodoksyjnie nastawieni do higieny życia sportowca często dają się ponieść emocjom. Poza AMP dostępnych jest kilka imprez masowych, m.in. maraton Cylokarpat w Wojniczu, Kaczmarek Electric w Sulechowie czy Mazovia w Piasecznie. W wielu miejscach kraju od kilku dni pada, więc będzie zabawnie. A ja jadę sprawdzić, jak wyglądają Mistrzostwa Słowacji w maratonie. To będzie raptem mój drugi wyścig długodystansowy od powrotu na rower i jeden z nielicznych w błocie. Mam tremę ;)

  • 12 Wydarzeń 2011r. Evans wygrywa Tour de France

    12 Wydarzeń 2011r. Evans wygrywa Tour de France

    To było najpiękniejsze, najbardziej zasłużone i najciężej wypracowane zwycięstwo w wielkim tourze, jakie oglądałem od kiedy świadomie interesuję się kolarstwem. W moim prywatnym rankingu wydarzeń sezonu 2011 pierwsze miejsce zajmuje Cadel Evans i jego droga na podium w Paryżu.

    Pechowy, wiecznie drugi (lub nawet dalej), jeżdżący pasywnie i asekurancko. A do tego brzydko. To częste opinie, z jakimi można było się spotkać gdy padało nazwisko Australijczyka. Ze sportowym rodowodem w mtb zabłysnął jako jednodniowy lider Giro d’Italia by następnie ponieść bolesną porażkę. Nie mógł odnaleźć się w świecie, gdzie rządziła erytropoetyna, testosteron i hormon wzrostu. Do głosu stopniowo dochodził wraz z rozwojem systemu wzmożonych kontroli (ADAMS) oraz paszportów biologicznych. Równocześnie ewoluował jako zawodnik. Trenując pod opieką Aldo Sassiego dojrzał i stał się walczącym o najwyższe cele profesjonalistą.

    Dwukrotnie był blisko wygranej, jednak znajdowali się silniejsi od niego. Zmiana w postawie Evansa zaszła, gdy w Mendrisio po śmiałym ataku zdobył koszulkę mistrza świata. Następnie, ku zdumieniu wielu kibiców i ekspertów przeszedł do ekipy BMC. Stał się skutecznym zwycięzcą, gdy trzeba biorącym sprawy w swoje ręce.

    Sezon 2011 miał znakomity. W swoim zwyczaju ścigał się od wczesnej wiosny. Zwyciężał w Tirreno Adriatico oraz Tour de Romandie. Na Criterium du Dauphine zamiast walczyć o wygraną, budował formę przed Tourem a i tak był drugi. Start w „Delfinacie” był istotnym elementem przygotowań. W przeciwieństwie do swoich głównych rywali, z którymi miesiąc później walczył w Wielkiej Pętli w warunkach bojowych zapoznał się z trasą czasówki. Tą samą trasą, na której ostatecznie pokonał Andy’ego Schlecka i wygrał Tour de France.

    Na starcie najważniejszego w sezonie wyścigu stanął w najwyższej dyspozycji, do tego niezmiernie skoncentrowany. Miał pełne wsparcie kolegów z drużyny BMC. Kierowani przez doświadczonego George’a Hincapiego pomocnicy, nawet na pozornie nieistotnych etapach przejmowali inicjatywę w peletonie 20km przed metą. Dzięki temu Evans nie tylko uniknął kłopotów, jakie przytrafiły się Contadorowi a także wykluczyły Wigginsa, Vinokourowa i Van Den Broecka. Przed wjazdem w wysokie góry zyskał nawet cenne sekundy przewagi nad Schleckami i Contadorem. Będąc pewnym swojej jazdy na czas mógł kontrolować sytuację.

    Gdy liderzy przez Pireneje przejechali na remis a Evans po raz kolejny krytykowany był za pasywną jazdę, udowodnił malkontentom, że byli w błędzie. „Nowy” Cadel Evans zyskał minutę i dziewięć sekund po brawurowej akcji z Contadorem i Sanchezem na zjeździe do Gap. Raptem dwa razy tyle Andy Schleck nadrobił nad nim swoim, słynnym już, rajdem przez Izoard i Galibier. Tam też Australijczyk po raz kolejny pokazał, jak bardzo zależy mu na wygraniu Touru. Pomny porażki sprzed trzech sezonów zminimalizował starty i de facto jako jedyny konkurent młodszego z luksemburskich braci pozostał w grze o wygraną.

    Dzień później musiał zmierzyć się z jedną z największych traum swojej kariery – pechem. Defekty na Galibier, gdy Contador i Andy Schleck wściekle atakowali tym razem nie złamały Australijczyka. Zachował zimną krew i przed metą dogonił zmęczonych rywali. Dzięki doświadczeniu i taktyce był minimalnie mniej zmęczony i na finałowej czasówce zmiażdżył rywali. W tym miejscu po raz drugi trzeba wspomnieć fakt, że w przeciwieństwie to Schlecka już wcześniej ścigał się na trasie decydującej o wszystkim próby.

    Prawdopodobnie nie minę się z prawdą, jeśli napiszę, iż w tym roku Cadel Evans stał przed ostatnią realną szansą wygrania Tour de France. W kolejnym sezonie będzie miał już 35 lat a Alberto Contador nie będzie tak zmęczony jak w 2011r. Wielkich mistrzów poznaje się po tym, że potrafią wykorzystywać okazje. Evans dość już w karierze przegrał a w przeciwieństwie do wielu zawodników z przeszłości, porażki te przekuł w doświadczenie. Wiedząc, że taka szansa może się już więcej nie powtórzyć wykonał wszystkie działania niezbędne by odnieść sukces. Tym razem nie popełnił błędów i był w 100% skuteczny.

    Na koniec, już całkiem prywatnie dodam, że ważna dla mnie jest nie tylko historia sukcesu australijskiego kolarza. Cenię jego wrażliwość społeczną, bezkompromisowość w stosunku do mediów, oraz wielce prawdopodobny brak związków z przemysłem dopingowym. Do tego jest zawodnikiem, który zaczynał od mtb w złotej erze tej dyscypliny a jego rywalizację z koalicją francuskich bikerów śledziłem sam próbując swoich sił w xc (zapewne stąd mam do niego sentyment). Choć nie ma cech celebryty, jeśli miałbym kogoś wskazywać jako materiał na sportowego idola, byłby to właśnie on. Ten, który wygrał Tour de France dopiero wtedy, gdy po latach jazdy w anormalnie wysokim tempie, wyścig wyraźnie zwolnił.

    Cadel Evans na podium Tour de France 2011:

    Evans vs Andy Schleck, decydująca czasówka:

    Evans, Contador i Sanchez atakują w deszczu na zjazdach do Gap:

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora
    3. Porażka Leopard Trek
    2. Śmierć
    1. Evans wygrywa Tour de France

  • Obiecują współpracować

    Obiecują współpracować

    Transferowa, kolarska saga zakończona. Philipe Gilbert po miesiącu przecieków w mediach potwierdził, że od przyszłego sezonu będzie jeździł w grupie BMC. Z Cadelem Evansem i Thorem Hushovdem stworzą prawdziwy dream team.

    Ok, to nie był tak żenujący spektakl jak w przypadku transferu Christiano Ronaldo z Manchesteru United do Realu Madryt, ale mimo wszystko miesiąc oświadczeń w rodzaju ?wiem, ale nie powiem? oraz ?ciągle jeszcze się zastanawiam? był już nieco męczący. Trudno przypuszczać, by Gilberta skusiło coś innego niż lukratywny kontrakt finansowany przez Andy Rihsa. Od strony sportowej w Omega Pharma ? Lotto było mu bowiem dobrze. Był zdecydowanym liderem drużyny, miał ją oddaną do pomocy niemal w każdej sytuacji. Nawet, jeśli musiał czasem dzielić się z Van Den Broeckiem czy Greipelem i tak to on był numerem jeden.

    Teraz przechodzi do ekipy, która w tym roku również miała jednego lidera. Cadel Evans wygrał Tour de France w dużej mierze dzięki znakomitej jeździe swoich kolegów. Było to szczególnie widoczne w pierwszej, nerwowej części wyścigu, gdy BMC pod wodzą Hincapiego bezpiecznie przeprowadzała Australijczyka przez ostatnie kilometry etapów dyktując tempo i trzymając swojego faworyta na czele stawki. Na górzystych etapach w Bretanii czy Masywie Centralnym Evans rywalizował właśnie z Gilbertem, którego pomocnicy jechali w podobny sposób.

    Walka o etapy to nie jedyny punkt, w którym Evans i Gilbert wchodzą sobie w drogę. Obaj panowie ścigają się również w ardeńskich klasykach, są m.in. zwycięzcami Walońskiej Strzały z dwóch ostatnich sezonów (2010 Evans ? Gilbert był szósty, 2011 Gilbert). Podobno Evans ma wspomóc Belga właśnie w Ardenach a ten ma mu się odwdzięczyć pracą podczas Tour de France. Belg zapowiada również, że chce się od Australijczyka uczyć. Czyżby w przyszłości planował (jednak) podjąć próbę walki w dłuższych i bardziej wymagających etapówkach?

    Kolejny kłopot to przyjście do BMC Thora Hushovda. On również walczy o etapy w Tourze (pozycję lidera w pierwszym tygodniu bronił m.in. przed Evansem i Gilbertem, wraz z Gilbertem rywalizował i ścigał w klasyfikacji punktowej Cavendisha, gdyby nie wchodzili sobie w drogę, brytyjski sprinter miałby większy problem). Ich drogi krzyżują się także we Flandrii oraz Paryż ? Roubaix. Choć Gilbert do tej pory nie celował w ?Piekło Północy? zapowiada, że chciałby wygrać wszystkie pięć ?monumentów?, do kompletu brakuje mu właśnie Roubaix i Mediolan ? Sanremo, które są od wielu lat na liście życzeń Norwega.

    W tym kontekście mniejszym, ale cały czas problemem jest obecność Grega Van Avermaeta, który do BMC odszedł z Lotto by? uniknąć rywalizacji z Gilbertem w klasykach. Jako zawodnik ciągle na dorobku w tym roku w ardeńskiej kampanii spisał się bardzo dobrze, ale na Tour nie został zabrany ? jako nie włączony do składu ścigał się w tym czasie w Austrii.

    Na tę klęskę urodzaju można popatrzeć z nieco innej strony. Otóż wszyscy trzej wielcy mistrzowie: Evans, Gilbert i Hushovd deklarują, że są kolegami, ba nawet się przyjaźnią. W związku z tym ma być im łatwo wspólnie dograć cele sezonu, podzielić się wyścigami i obdarzyć wzajemnym wsparciem. Norwegowi i Belgowi zdarza się nawet razem trenować, stąd też faktycznie taki tandem na brukach może się nieźle sprawdzić. Z kolei Evans, jako z natury miły gość  również nie widzi problemu.

    Czy faktycznie problemu nie ma? Cóż, swego czasu niemiecki Team Telekom również próbował zbudować drużynę gwiazd i kompletnie nic z tego nie wyszło. Podobnie nie najlepiej dzieje się w Radioshack. Tyle, że tam nadmiar liderów dotyczy lub dotyczył kolarzy niemal tej samej specjalności. John Lelangue, manager zespołu BMC buduje za to bardzo szeroki skład, w którym interesy faworytów zachodzą na siebie tylko częściowo. Jeśli tylko mecenasowi (wszak trudno przypuszczać, by za milionowe transfery płacił bezpośrednio niszowy producent rowerów!) nie znudzi się łożenie na kolarskie gwiazdy, jedyny kłopot może polegać na rozsądnym ułożeniu kalendarza dla każdego z liderów. A skład? Cóż, może okazać się nawet za mały. Liderom: w górach, na brukach, na wietrze pomagają różni kolarze. Limit dla ekipy Pro Team to 28 ludzi.

    Na koniec jeszcze jedna uwaga. Evans jako kolarz etapowy pościga się pewnie jeszcze góra dwa sezony. Hushovd jako ?klasyk? trzy lub cztery. Gilbert jest od nich kilka lat młodszy. Jeśli panowie dojdą do porozumienia, wszyscy mogą faktycznie na współpracy zyskać. A przy okazji wychować godnych następców. W kolejce czeka bowiem wspomniany Van Avermaet, Taylor Phinney (dopiero uczy się profesjonalizmu, teraz naprawdę będzie miał od kogo) czy też Adam Blythe, który prawdopodobnie również opuści Lotto w ślad za Gilbertem. Dla liderów będzie to z pewnością czas próby charakterów i? test ego!

    Philipe Gilbert (1), Cadel Evans (2) i Thor Hushovd (3) rywalizują o zwycięstwo na pierwszym etapie Tour de France

  • Adam Hansen ? z mtb na szosę

    Adam Hansen ? z mtb na szosę

    Z australijskim kolarzem chciałem porozmawiać już kilka lat temu. Dla mnie jest przede wszystkim dwukrotnym zwycięzcą Crocodile Trophy, jednej z najcięższych etapówek mtb. Od 2007r jeździ w topowych drużynach szosowych i jest pomocnikiem swoich liderów.

    Z Adamem Hansenem rozmawiałem przed startem piątego etapu 68. Tour de Pologne, Zakopane-Zakopane. Mając w pamięci komentarze wokół roli, jaką pełni m.in. Sylwester Szmyd w grupie Liquigas zapytałem mojego rozmówcę o jego stosunek do pracy dla innych kolarzy. A także o to, co sądzi o nieśmiertelnych ?Rundach Langa?, którymi kończą się wszystkie etapy naszego wyścigu.

    Marek Tyniec: Kiedy ostatni raz jeździłeś na rowerze górskim?
    Adam Hansen: (śmiech) Och, dość dawno temu. Chociaż nie, byłem dwa tygodnie temu na treningu mtb. Czasami trenuję na rowerze górskim, ale się nie ścigam. Właściwie ostatnim moim wyścigiem było Crocodile Trophy (2005, przyp. mt), później jeszcze startowałem w Alpen Tour, ale wycofałem się po pierwszym etapie na skutek upadku.

    Zawsze chciałem z tobą porozmawiać właśnie o Crocodile Trophy. Ale teraz jesteś zawodowym szosowcem i jeździsz jako pomocnik liderów swojej drużyny. Właściwie to jest dobre nawiązanie, ponieważ przyjechałeś do Polski a polscy kibice mają spory problem z tym, że nasz najlepszy kolarz, Sylwester Szmyd jest właśnie pomocnikiem. Jak ty się czujesz w takiej roli?
    Cóż, to trudne pytanie. Z punktu widzenia sportowca to całkiem dobry układ. Jeździsz w profesjonalnej drużynie, co powoduje, że twoja praca jest o wiele prostsza. To zespół zajmuje się znajdowaniem sponsorów i organizacją drużyny. W mtb masz zazwyczaj indywidualny sponsoring i wiele rzeczy jest na twojej głowie. Kolarstwo szosowe jest oczywiście w ogóle bardziej zorganizowane, zatem każdy ma swoje zadania do wykonania.

    No dobrze, ale co z twoimi prywatnymi ambicjami?
    Z tym jest zawsze problem. Zwłaszcza, że jestem Australijczykiem i nie jeżdżę w australijskiej drużynie, tylko w belgijskiej. Więc muszę się liczyć z tym, że zawsze zawodnicy z Belgii będą stawiani przede mną. Oczywiście czasami dostaję swoją szansę, ale dzieje się tak bardzo rzadko. W sumie bycie pomocnikiem lidera to nie jest taka zła rzecz. Jadąc na wyścig wiesz, co masz robić. Jeśli się dobrze wywiążesz ze swojego zadania, zespół jest z ciebie zadowolony. Jeśli zespół jest zadowolony, proponuje ci kontrakt na kolejny rok i tak dalej.

    W takim razie jakie są twoje zadania tutaj, na Tour de Pologne?
    Na płaskich etapach pomagam Adamowi Blythe, naszemu sprinterowi. Jak na młodego, rozwijającego się zawodnika idzie mu całkiem nieźle. Na drugim etapie przyjechał w pierwszej dziesiątce. Oprócz tego naszym liderem jest Jan Bakelands, zawodnik z Belgii, w miarę swoich możliwości będę mu pomagał na kolejnych etapach.

    Blythe jest rozwijającym się zawodnikiem (21 lat). W sumie ty też jesteś ciągle młody, może nie bardzo (30), ale ciągle możesz poprawiać swoje możliwości.
    To prawda. Do Polski przyjechałem jednak pomóc młodszym kolegom oraz zbudować formę przed Vuelta Espana, który jest jednym z moich głównych celów w sezonie.

    Co planujesz tam osiągnąć?
    Będę tam wspierał Jurgena Van Den Broecka, naszą gwiazdę na wielkie toury. Podczas Vuelty jest kilka etapów, gdzie będzie bardzo potrzebował mojej pomocy, więc ciężko będzie szukać możliwości szansy dla samego siebie.

    Wracając trochę do tematu kolarstwa górskiego, czy chciałbyś jeszcze kiedyś pościgać się w mtb?
    Jasne!

    Ale jako profesjonalista, czy tak jak niektórzy eks szosowcy dopiero na sportowej emeryturze, w kategorii masters?
    Właściwie, to chciałem pojechać znowu w Crocodile Trophy już w zeszłym roku, ale mój poprzedni zespół ? HTC nie pozwolił mi na to. W przyszłości zdecydowanie będę chciał spróbować jeszcze raz. Myślałem nawet o tym, żeby wystartować w tym sezonie, zobaczę, jak ułożą się moje starty w dalszej jego części. Problem z łączeniem mtb z szosą jest taki, że na szosie mamy bardzo wiele dni startowych. Kontrakt mam z drużyną szosową Omega Pharma Lotto i płacą mi za ściganie się na szosie. Do tego dochodzi możliwość ewentualnej kontuzji. Tak jak powiedziałem, chętnie wystartuję w Crocodile Trophy, ale to zależy od tego czy będę jechał Giro di Lombardia.

    Gdy kilka lat temu usłyszałem, że na stałe przechodzisz na szosę ucieszyłem się. Potem byłem jednak trochę zdziwiony. ?Górale? zazwyczaj dobrze czują się w górach a ty raczej rozprowadzasz sprinterów.
    Tak, to może wydawać się dziwne, ale z drugiej strony kolarze mtb są bardziej uniwersalni. Posiadają sporą wytrzymałość siłową i dobrze znoszą wysokie obciążenia. Przez to często są też dobrymi czasowcami. A od tego jest niedaleko do dyktowania tempa na płaskich etapach. W MTB nie musisz mieć dobrego przyspieszenia, ale jesteś w stanie rozkręcić niezłe tempo, co jest przydatne przy rozprowadzaniu sprintera. To dość cenna umiejętność.

    A co sądzisz o naszym wyścigu, jak ci się podoba trasa, szczególnie rundy w miastach?
    (uśmiech) Rozmawialiśmy nawet o tym z kolegami ostatniego wieczora. Dla kibiców to z pewnością jest spora atrakcja?

    …a dla was?
    ?cóż? dla kibiców to z pewnością jest spora atrakcja (śmiech). No dobrze, jeśli mam poszukać zalet, to miło jest jechać przy dopingu ludzi stojących przy trasie, w miastach jest ich więcej. I oczywiście możemy się lepiej zapoznać z finiszem. Jeśli runda jest dobra i bezpieczna, to dobrze, całkiem fajnie można przejechać taki etap. Jeśli jest wymagająca i jest na niej jakiś podjazd, wtedy łatwiej dokonać selekcji, ale i łatwiej się pogubić. Tak naprawdę to jest mi obojętne, czy etap kończy się rundami czy nie.

    Czego spodziewasz się w ciągu najbliższych dwóch dni?  Znasz nasze podjazdy? Niektóre są całkiem strome.
    Tak, słyszałem, że może być dość ciężko. Ale nie obawiam się tego.

    Czy myślisz, że Peter Sagan może obronić koszulkę lidera?
    Nie ma zbyt wielu powodów, dla których miałoby mu się to nie udać (Hansen nie pomylił się zbyt wiele, Sagan dobrze poradził sobie w górach)

    Planujesz tu przyjechać w przyszłym roku?
    Tak, to dobry wyścig. Podoba mi się i pasuje do kalendarza.

    A czy wiesz już, w jakiej drużynie będziesz jeździł w kolejnym sezonie? Twoja grupa przechodzi transformację, prowadzisz już jakieś rozmowy?
    Sprawa jest ciągle otwarta właśnie ze względu na to, że Omega Pharma i Lotto rozchodzą się. Nie jesteśmy więc pewni co dalej, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będziemy wiedzieli więcej.

    Jesteś jednak na tyle cenionym pracownikiem, że nie powinieneś mieć kłopotów z podpisaniem kontraktu?
    Zgadza się, mam kilka propozycji z różnych drużyn, ale też chętnie zostałbym tu gdzie jestem, zwłaszcza że część ekipy pozostaje razem i management chciałby nas zatrzymać.

    Na koniec chciałbym zapytać o Cadela Evansa. Obaj macie podobne korzenie: australijsko-mountainbikeowe. Czy jego popularność w jakiś sposób przekłada się też na ciebie? Czy ktoś mówi: o, jest kolejny ?Aussie?, który przeszedł z mtb na szosę, może on też będzie wygrywał wielkie toury?
    Tak, kilka osób mnie o to pytało i właściwie ty też właśnie to robisz. A odpowiadając szerzej. Przechodząc z mtb na szosę, twoje ciało jest bardziej, hmm? proporcjonalne. Mamy mocniejsze górne partie ciała. W sumie to pomaga na szosie, gdy nie jest się tak filigranowym. Przejście z mtb na szosę wydaje się być łatwiejsze niż zaczynanie na szosie od zera.

    A ile teraz ważysz? (przy wzroście 183cm)
    W tej chwili 77kg

    Nie widać, ale to całkiem sporo.
    Heh, dzięki. Ale za to mam sporo siły.

    Adam Hansen poszedł jeszcze na chwilę do teamowego autobusu. Jak na kogoś, kto przez kolejne dwa dni ma pokonać niemal trzydzieści podjazdów uchodzących za jedne z trudniejszych w tym kraju, wyglądał na całkiem zrelaksowanego. Etapy 5. i 6. ukończył w środku stawki.

  • Cadel Evans – Pan Wrażliwy

    Cadel Evans – Pan Wrażliwy

    Cadel Evans w swojej karierze przegrał dość. Dopiero mistrzostwo świata odmieniło jego karierę. Zdobył pewność siebie, zmienił styl jazdy. Przy okazji rywale nieco zwolnili. Tym samym zbliżając się do końca przygody z zawodowstwem, został zwycięzcą Tour de France. Na przekór niemal wszystkim.

    Komentator Eurosportu, Krzysztof Wyrzykowski od lat krytykuje Evansa za to, że ten nie atakuje w sposób spektakularny, jeździ defensywnie, ba, nawet za to, że brzydko siedzi na rowerze. Cóż, dziennikarze niekoniecznie muszą lubić Australijczyka. Odpędza ich, rozpycha się i każe uważać na swojego psa. Do tego wszystko wskazuje na to, że nie bierze niedozwolonych środków. Jest więc nudny i niemiły. I taki śmie być faworytem a nawet zdobywać żółtą koszulkę?

    Evans w czasie swojej kariery nie mógł liczyć zbyt często na pomoc. Jako kolarz mtb, jeszcze będąc bardzo młodym zawodnikiem, rywalizował z koalicją Francuzów, którzy raczej uskuteczniali praktyki znane z szosowej grupy Festina niż ucieleśniali ducha „czystego mtb”. Odchodząc z kolarstwa górskiego na szosę trafił do grupy Mapei, gdzie spotkał go najpierw wielki sukces w postaci zdobycia koszulki lidera Giro d’Italia na słynnej Marmoladzie by dzień później zmagać się z goryczą porażki kompletnie „ujechany” przez rywali. Kontrakt z Telekomem to dalsze rozczarowania. Choć był mocny, nie startował w najważniejszych imprezach. Biorąc pod uwagę informacje, jakie o nim posiadamy, nie dziwi to, skoro również niemiecka ekipa w sposób zorganizowany („Konwój Reński”) nielegalnie wspomagała swoich kolarzy. W kolejnej drużynie, Lotto, nie miał dość wsparcia ze strony swoich pomocników.

    Wsparcie miał więc głównie ze strony trenera i mentora, Aldo Sassiego. Nieżyjący już Włoch skupiał się na przygotowaniu fizycznym i motywacji a nie na wspomaganiu. To on, przez wiele lat kierując karierą Australijczyka, doprowadził go do tytułu mistrza świata w 2009r. To był przełom w karierze naszego bohatera, po którym, w tęczowej koszulce wygrał m.in. Walońską Strzałę.

    Historię z tego roku znamy doskonale. Evans ma świetny sezon od samego początku. Wygrał dwie mniejsze, ale prestiżowe etapówki (Tirreno Adriatico i Tour de Romandie) a Dauphine Libere przejechał w dobrej dyspozycji na drugim miejscu. Na starcie Touru stanął wyjątkowo zdeterminowany i dobrze przygotowany. Wyczuli to jego koledzy z ekipy BMC, i znakomicie przeprowadzili przez pierwszą, nerwową część wyścigu. A potem? Pomny poprzednich porażek, Cadel nie patrzył na nikogo, tylko sam brał się do pracy. Ścigał, kontrolował, atakował. Na koniec pojechał rewelacyjną czasówkę, dzięki czemu wygrał.

    Jako postać, która wygrała Tour, gdy ten stał się bardziej ludzki, sam jest również wielowymiarowy. Niezmiernie twardy i zawzięty, gdy walczy o pozycję na trasie. Wrażliwy na mecie i często sfrustrowany gdy jest pod presją ze strony mediów. Równocześnie nie pozbawiony autoironii, o czym świadczyła sprzedaż koszulek, z jego najsłynniejszym bon-motem. Cóż, Cadel jest wrażliwy, więc i troszczy się o swojego pupila. A że jakiś dziennikarzyna nie patrzy pod nogi, to trzeba mu o tym dosadnie przypomnieć.

    Za to wszystko Australia oszalała na jego punkcie. Miejscowa prasa rozpisuje się na temat zwycięstwa czystego kolarstwa. Sam Evans jest raczej powściągliwy w tym temacie. Do przejścia na szosę namówił go m.in Michele Ferrari, a w międzyczasie sam zawodnik miał kontakt z kolarzami i drużynami, które do czystych nie należały. Przez większość czasu był jednak outsiderem, pozostającym poza głównym układem. Tour wygrał dopiero, gdy zawodnicy zwolnili średnio o 2km/h a kluczowe podjazdy zaczęli pokonywać o 3-5 minut wolniej. Z perspektywy czasu trudno się więc dziwić jego zatargom z prasą, małomówności czy mocno zniechęconej minie.

    Ważniejsze porażki Cadela Evansa:

    • Siódme miejsce podczas Igrzysk Olimpijskich w Sydney 2000, w czasie, gdy był obrońcą Pucharu Świata
    • Utrata różowej koszulki i koszmarny kryzys na dwa dni przed końcem Giro d’Italia 2002
    • Niedopuszczenie do składu na Tour de France przez Team Telekom w 2004 (w zamian za to wygrał Tour of Austria)
    • Minimalna przegrana z Alberto Contadorem podczas Tour de France 2007
    • Przegrana „wygranego” Tour de France z Carlosem Sastre w 2008
    • Trzecie miejsce w hiszpańskiej Vuelcie 2009, starta dystansu do czołówki po defekcie w kluczowym momencie wyścigu
    • Piąte miejsce w Giro d’Italia 2010, mimo wygranego etapu i liderowania przez dwa dni
    • Kontuzja w Tour de France 2010, gdy startował jako mistrz świata i był liderem wyścigu przez jeden dzień

    Ważniejsze wygrane Cadela Evansa:

    • Dwukrotne zwycięstwo w Pucharze Świata MTB (1998, 1999)
    • Dwa drugie miejsca w Tour de France (1997, 1998), mimo jazdy w wyraźnie słabszej niż rywale drużynie
    • Mistrzostwo Świata ze startu wspólnego 2009
    • Walońska Strzała 2010 w koszulce Mistrza Świata
    • Dwie wygrane w Tour de Romandie, wygrana w Tirreno Adriatico
    • Wygrana w Tour de France 2011 okraszona zwycięstwem etapowym

    Poniżej „the best of” medialnych występów Cadela Evansa