Kategoria: Jedz normalnie

  • Kawowy snobizm w praktyce

    Kawowy snobizm w praktyce

    Znaczenie kawy w kolarskiej kulturze jest niepodważalne. To nie tylko źródło stymulującej kofeiny, ale też chwila przyjemności przed, po lub w trakcie treningu. Poza tym, espresso nieodwołalnie kojarzy się z Włochami a przecież każdy zaangażowany rowers marzy o tym, by być niczym Mario Cipollini.

    Po co pić złą kawę, skoro można pić dobrą? O tym, jak zostać kawowym snobem, pardon, koneserem pisałem wiosną. A jak to wygląda w praktyce?

     

    http://instagram.com/p/x2W-MDkcrk/

    Sęk w tym, że dostęp do dobrego espresso nie jest łatwy. Sprzęt konieczny do przygotowania kosztuje więcej, niż twój nowy, wymarzony, carbonowy rower. Odpowiednie ziarna dostępne są raptem w kilku, może kilkunastu miejscach w kraju a i lokali, gdzie można napić się jakościowego naparu jest jak na lekarstwo (jeśli już pijam „na mieście” to w Karmie lub gdy jestem w okolicach Espresso Bike). Dobrym pomysłem jest więc zwrócenie oczu ku alternatywie. Na ekspresie ciśnieniowym świat się nie kończy.

    http://instagram.com/p/x2W4WikcrY/

    Na co dzień korzystam z kawiarki, ostatnio dostałem też w prezencie aeropress. Dzięki tym dwóm urządzeniom nawet, gdy nie mam jakiejś szczególnie dobrej kawy, mogę pić napój o wyraźnie określonym smaku a co więcej, dodać do codzienności odrobinę miłego rytuału. W kawiarce kawa niby robi się sama, ale trzeba jej pilnować, by się nie zagotowała. Staram się też od razu schłodzić czajniczek, żeby przerwać ekstrakcję, gdy tylko pojawią się pierwsze oznaki bulgotania. Aeropress to z kolei nieco więcej zabawy związanej z czasem zaparzania, ilością kawy, wody, mieszaniem i czym tam chcę. Najfajniejsze jest to, że w obu przypadkach mam wpływ na to, co piję a jeśli dodatkowo zadbam o szczegóły (podgrzana filiżanka!), dostaję nie tylko porcję kofeiny i odrobinę cierpkiej goryczy, ale faktyczną chwilę przyjemności.

    Żeby nie było, gdy jestem w podróży, na stacji zamawiam latte w tekturowym kubku, którą mocno słodzę i też jest dobrze, ale to temat na inną opowieść ;)

  • Jedz normalnie – jaglany bakłażan

    Jedz normalnie – jaglany bakłażan

    W poszukiwaniu przekąski do pracy alias lunchu sięgam po dania, którymi trudno się upaćkać. Przy tym mają dać mi miłą chwilę przerwy, do czego najlepiej nadają się rzeczy sezonowe i jakkolwiek inne od posiłków dowożonych w styropianowych pojemnikach. Stąd pomysł na jesiennego bakłażana z kaszą jaglaną.

    baklazan-jaglana (1 of 5)

    Do przygotowania grillowanych rolek potrzebuję:

    Jednego bakłażana
    ok. 50g dobrej szynki
    garści suszonych pomidorów (suchych, nie z zalewy)
    świeżych ziół
    niecałej szklanki kaszy jaglanej

    Bakłażan ma nienajlepszą opinię ze względu na charakterystyczną goryczkę. Zazwyczaj się tym nie przejmuję, ponieważ skoro coś jest gorzkie, to lepiej to wykorzystać niż usuwać, ale tym razem korzystam ze sprawdzonego sposobu, czyli odrobiny soli, która wyciąga ten posmak. Posypuję nią plastry bakłażana, którego tnę nie grubiej niż 1cm (staram się zbliżyć do 0,5cm) i odstawiam na mniej więcej pół godziny.

    baklazan-jaglana (2 of 5)

    W tym czasie do wrzącej wody (ok. 0,7l) wsypuję niecałą szklankę kaszy jaglanej i gotuję przez mniej więcej 20 minut. Kaszka zwiększy objętość i wchłonie płyn. Gdy tak się stanie, wyłączam gaz, przykrywam i zostawiam garnek na kuchence.

    Suszone pomidory zalewam ciepłą wodą by nieco zmiękły, następnie odsączam i drobno siekam. Szynkę kroję w drobną kostkę. Siekam również zioła. Późną jesienią, gdy jeszcze mamy dostęp do dobrych bakłażanów o świeże, naturalne zioła coraz trudniej, ale miałem jeszcze trochę rozmarynu i melisy. Taki, dość nietypowy zestaw zagrał ze wszystkim rewelacyjnie!

    baklazan-jaglana (3 of 5)

    Na rozgrzaną patelnię wrzucam pokrojoną szynkę i pomidory, chwilkę prażę i dorzucam kaszę jaglaną. Dokładnie mieszam i dodaję posiekane zioła, by wszystko przeszło smakiem. Po 3-4 minutach nadzienie jest gotowe, więc odstawiam je na bok. Ponieważ zarówno szynka jak i pomidory są słone, nie solę ani kaszy przy gotowaniu, ani farszu, gdy już składniki są połączone.

    baklazan-jaglana (4 of 5)

    Bakłażana płuczę z soli i osuszam. Sól sprawiła, że nie jest gorzki, ale zostawiła trochę swojego smaku, więc jest to kolejny argument za tym, by jej więcej do niczego nie dodawać. Plastry kładę na mocno rozgrzaną patelnię grillową i przypiekam po ok. 3 minuty z każdej strony. Zawijam w nie jaglany farsz i gotowe. Tak zrobione rolki najlepsze są świeże, dają radę również podgrzane w firmowej mikrofalówce ;)

    baklazan-jaglana (5 of 5)
    Z jednego, średniej wielkości bakłażana i takich proporcji robię porcję dla dwóch osób. Każda z nich spożyje w ten sposób ok. 380kcal, 13g białek, 11g tłuszczy (większość pochodzi z szynki i odrobiny oliwy) oraz 52g węglowodanów.

     

  • Jedz normalnie – chipsy z jarmużu

    Jedz normalnie – chipsy z jarmużu

    Jedz normalnie po raz kolejny niebezpiecznie skręca w stronę „hipster bullshit”. Jarmuż jest zdrowy, jarmuż jest modny, jest lokalny zatem wszyscy „eko-socjal-demo-tolerancyjni” jedzą jarmuż. W wersji, którą proponuję można go potraktować jako alternatywne „śmieciowe jedzenie” dla sportowca na wiecznej diecie.

    Chipsy to zło. Ale za to kuszą smakiem soli, tłuszczu i glutaminianu sodu. Jarmuż, jak już wiadomo, to samo dobro. W 100g znajdziesz raptem 30kcal, za to sporo witamin i wapnia. Jesienią jest na niego urodzaj, można więc, podążając za trendami, poeksperymentować z tym kuzynem kapusty i przyrządzić go w jakiejś nieoczywistej formie.

    jarmuz-chipsy (2 of 4)

    Za wielki pęczek zapłaciłem dwa złote. Liście trzeba uważnie opłukać – w strzępiatych krawędziach łatwo ukrywają się resztki ziemi i różne inne paprochy – a następnie solidnie strzepnąć i osuszyć. Grube łodygi wycinam a to, co pozostaje tnę na kawałki dogodnej wielkości, powiedzmy 4x4cm. Jeśli trafią się grubsze żyłki liścia, delikatnie ścinam ich twardsze części.

    jarmuz-chipsy (1 of 4)

    Piekarnik nagrzewam do ok. 200 stopni i włączam termoobieg. Na blachę wyłożoną papierem kładę liście tak, by równomiernie ją pokryły jedną warstwą. Nie ma się co przejmować i stresować. Kawałki jarmużu nie muszą być od siebie ani poodsuwane ani specjalnie mocno osuszone. I tak po pięciu – siedmiu minutach będą wypieczone na chrupiące chipsy.

    Przygotowanie właściwie w tym miejscu można skończyć. Tyle, że większość przepisów sugeruje, by przed upieczeniem jarmuż posypać przyprawami, solą i skropić oliwą. Próbowałem tego, ale ostatnio zrobiłem chipsy bez żadnych dodatków, za to zrobiłem do nich prosty sos, który całkiem dobrze z nimi zagrał.

    jarmuz-chipsy (3 of 4)

    Na rozgrzaną patelnię wlałem łyżkę oliwy, wsypałem łyżeczkę pieprzu cayenne, po dwie łyżki utartego selera i marchewki oraz pół ząbku czosnku. Wszystko zeszkliłem, dodałem zawartość puszki pomidorów i ok. 5 minut poddusiłem wszystko razem. Następnie przełożyłem do miseczki i zaatakowałem blenderem, by uzyskać jednolitą masę. Sos do chipsów był gotowy.

    jarmuz-chipsy (4 of 4)

    Tak naprawdę nie rozumiem popularności jarmużu. Może i jest zdrowy, ale tak czy inaczej trąca kiepsko zrobioną kapustą. Jarmużowe chipsy dają radę pod warunkiem, że zaoferujemy do nich coś o intensywnym i ciekawym smaku. Stąd też propozycja akceptowalnego pod względem składu sosu. Zatem werdykt jest prosty: fajne danie na imprezę, jeśli zależy Ci na ograniczeniu kalorii i pewnej dozie lansu. Jeśli masz to w nosie, kup normalne chipsy. Goście będą równie zadowoleni a Ty się nie napracujesz ;)

  • Jedz normalnie – Listopadowa zupa cebulowa

    Jedz normalnie – Listopadowa zupa cebulowa

    Zupa w chłodny dzień to jest to. Rozgrzewa i sprawia, że robi się ciepło na ciele i umyśle. Zupa cebulowa jest jedną z moich ulubionych. To bardzo proste danie, które ma w sobie wiele smaku a do tego kojarzy mi się z jesienią.

    Już sam przygotowanie zupy ma charakter bakteriobójczy. Obranie i pokrojenie w plasterki kilograma cebuli odkaża wszystko w promieniu pięciu metrów, co ma niewątpliwe zalety, gdy wokół czyhają wirusy grypy. Jest to jednak drugi etap. Zanim zaczniesz obficie łzawić, najpierw obierz i pokrój na kawałki jarzynę, na której ugotujesz bulion.

    zupa-cebulowa (2 of 4)

    Na dno sporego garnka wlej dwie łyżki oliwy i na niej zeszklij przygotowaną marchewkę, pietruszkę, selera, pora (pamiętaj, żeby porządnie go wypłukać) i co tam masz w zestawie „na zupę”. Po chwili dolej wody i gotuj pół-przykryte na małym ogniu. Lubię intensywny smak, więc dorzucam dwa liście laurowe, kilka kulek ziela angielskiego, łyżeczkę ziaren pieprzu (zazwyczaj kolorowego) i łyżeczkę kminku. Solę dopiero po jakimś czasie, nieznacznie, nie więcej niż małą łyżeczkę.

    zupa-cebulowa (3 of 4)

    Gdy bulion spokojnie sobie mruga, zabieram się za cebulę. Obieram i kroję w średniej grubości plastry. Rozgniatam i siekam też dwa ząbki czosnku i wszystko razem ląduje na patelni, gdzie czeka już rozgrzana oliwa. Niemal od razu zmniejszam ogień, bo mimo sporej ilości soku, który momentalnie puszcza cebula łatwo jest ją przypalić. Proces karmelizowania cebuli wymaga to odrobiny uwagi i częstego mieszania. Potrwa jakieś pół godziny, by cebula zyskała charakterystyczny, słodkawy posmak.

    Pod koniec smażenia cebuli odcedzam bulion a jarzyny wykorzystam później do sałatki. Zbrązowioną cebulę przekładam do garnka z płynem, wykorzystując kilka łyżek zupy do odklejenia resztek od patelni.

    Zupę cebulową gotuję zazwyczaj w dwulitrowym garnku, dolewam więc wody niemal do pełna i zagotowuję. Następnie dodaję solidną porcję tymianku, który wsypując rozcieram w dłoniach. Tym razem miałem też świeży rozmaryn, więc chętnie skorzystałem z okazji i posiekałem kilka charakterystycznych „szpilek”, które dodają ciekawego aromatu. Na koniec mielę kolorowy pieprz, dodają łyżeczkę soli oraz, jeśli mam, kieliszek wytrawnego wina. W teorii powinno być białe, ale czerwone sprawia, że zupa staje się bardziej szara. W ten sposób pasuje do ponurego listopada oraz idei ?biedajedzenia?.

    zupa-cebulowa (4 of 4)

    Trudno mi oszacować wartość odżywczą takiej zupy. Większość kalorii pochodzi z użytej oliwy. Można założyć, że w jednej porcji zjesz jej ok. łyżki (jakieś 80kcal, 9g tłuszczy). Kilogram cebuli ma ok 300kcal i 70g węglowodanów. Tak naprawdę wiele zależy od tego, ile i jakich grzanek zjesz razem z zupą i czy zapieczesz je saute, czy z serem.

  • Jedz normalnie – krokiety z zielonymi pomidorami

    Jedz normalnie – krokiety z zielonymi pomidorami

    Pomidorowe szaleństwo trwa w najlepsze. W końcu mamy najfajniejszą porę roku! Zanim się z nimi pożegnamy i jedyne, co pozostanie przez długie, złe miesiące to wspomnienie zapachu, można wybrać najciekawsze, czyli zielone, ugrillować i zawinąć w krokiety.

    zielone-pomidory (1 of 7)

    Aby pomidorom nie było smutno, będziemy je jedli z marchewką i kalarepą. Będzie więc słodko-kwaśno, czyli tak, jak smakuje jesień.

    Jarzyny obieram i tnę w sporej wielkości słupki. Na zdjęciu powyżej znajdziecie cukinię, ale postanowiłem z niej zrezygnować, by nie mieszać za bardzo smaków. Poza tym wystarczy, że nieco pestek ma pomidor, nie chciałem dokładać kolejnych z cukinii.

    zielone-pomidory (2 of 7)

    Marchewkę i kalarepę zalewam oliwą, dodaję posiekaną, świeżą kolendrę (bardzo pasuje do marchewki), dodaję kilka kropel octu balsamicznego i pieprz ziołowy. Zostawiam w lodówce na ok. 20 minut, następnie zawijam wszystko w folię i kładę na patelni grillowej by się nieco przypiekło.

    zielone-pomidory (3 of 7)

    Grilluję również głównego bohatera dnia, czyli zielone pomidory (pokrojone w plastry, razem ze skórką). Tym samym danie robi się nieco popkulturowe, w związku z popularnym w erze wypożyczalni wideo filmem „Smażone zielone pomidory”. Ogólnie rzecz ujmując, nieco podpieczone, zielone pomidory zyskują odrobinę słodkości, tracą cierpkość, nieco miękną, ale się nie rozpadają. Po obróceniu, posypuję je solę.

    zielone-pomidory (4 of 7)

     

    Naleśniki robię według proporcji podanych tutaj (pół litra mleka dwie szklanki mąki, jajko, szczypta soli, można dodać łyżkę oleju, by ciasto było bardziej elastyczne). To żadna filozofia a placki nie są wysuszone, łatwo też zrobić je odpowiednio cienkie. Na rozłożony naleśnik nakładam kilka pasków marchewki i kalarepy, dodaję pomidory i kilka kostek sera. Idealnie sprawdził się bundz z czosnkiem niedźwiedzim. Nieco zaostrzył i wzmocnił smak całości. Naleśnika przygotowuję jak krokiet, a więc zakładając brzegi do środka a dopiero potem zwijając. Taki pakiet podpiekam jeszcze chwilę na patelni grillowej, by ser nico się rozpuścił a na wierzchu pojawiły się charakterystyczne paski i gotowe.

     

    zielone-pomidory (5 of 7)

     

    zielone-pomidory (6 of 7)

    Wypadałoby na koniec podać wartości odżywcze. Nie zrobiłem tego przy ostatnich naleśnikach, więc teraz mam pod górkę i muszę policzyć. Zatem:

    Z podanych proporcji wychodzi ok 12 naleśników, duża porcja, czyli cztery placki mają ok. 450kcal, 17g białek, 8g tłuszczy i 23g węglowodanów. Jarzynowe nadzienie, które w nich znajdziecie to ok. 175kcal, 12g białek, 7g tłuszczy i 30g węglowodanów.

  • Jedz normalnie – młody jasiek z pomidorami

    Jedz normalnie – młody jasiek z pomidorami

    Młodej fasoli nie trzeba moczyć, jest o wiele bardziej delikatna i lekkostrawna niż „zimowy” jasiek. Nie pozostaje nic innego, jak sezonowo rzucić się na tę bombę węglowodanowo-białkową i czym prędzej przygotować coś na obiad.

    fasolka (1 of 4)

    Dla świętego spokoju ok. 70dkg, która jeszcze nie zdążyła wyschnąć i jest lekko zielona gotuję z majerankiem. Dzięki niemu jasiek będzie nie tylko doprawiony charakterystycznym aromatem, ale cała potrawa stanie się wzdęcioodporna. Młodej fasolce wystarczy nie więcej niż 25 minut od momentu wrzucenia na lekko osolony wrzątek.

    fasolka (2 of 4)

     

    Równolegle przygotowuję sos. Pięć, sześć „jajowatych” pomidorów sparzam, obieram ze skórki i kroję na mniejsze części, usuwając przy okazji część pestek. Pora (jeden duży lub dwa mniejsze) nacinam wzdłuż i dokładnie płuczę, by ziemia nie chrzęściła między zębami. Następnie kroję w paski. Siekam ząbek czosnku i wszystko wrzucam na rozgrzaną oliwę, by pomidory się rozpiekły i nieco odparowały a por zmiękł. Po 10 minutach lekko solę i doprawiam szczyptą pieprzu cayenne, by nie było mdłe.

    fasolka (4 of 4)

     

    Ugotowaną „al dente” fasolkę odcedzam i przekładam do naczynia żaroodpornego, następnie zalewam pomidorowo-porowym sosem i zapiekam pół godziny pod przykryciem w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Chcąc dodatkowo zaostrzyć sprawę, można całość posypać startym parmezanem, ale nie jest to konieczne. Świeża fasolka i wrześniowe pomidory mają na tyle swojego aromatu, że nie warto go zaburzać niepotrzebnym dodatkiem. To zostawmy sobie na zimę.

    Z ok. 70dkg jaśka i ok. kilograma pomidorów dostajemy solidne, cztery-pięć porcji. Jedna będzie prawdziwą bombą: to aż 615kcal, 40g białek, 6g tłuszczy i 120g węglowodanów! Pamiętajcie jednak, że fasola nie zawiera wszystkich niezbędnych aminokwasów. Pomimo tego jest cennym i urozmaicającym dietę składnikiem. Ma niski indeks glikemiczny oraz zawiera sporo błonnika. Przez większą część roku jest uciążliwa w obróbce (konieczność wcześniejszego namoczenia), ale właśnie teraz jest jej czas.

  • Jedz normalnie – domowy ajwar

    Jedz normalnie – domowy ajwar

    Paprykowo-bakłażanową pastę można kupować przez cały rok. Właściwie jest ok, jedna z firm produkuje ją w wersji z bardzo przyzwoitym składem i w sumie można się nią co jakiś czas posiłkować. Samodzielne przygotowanie ajwaru, choć nieco pracochłonne, daje bardzo przyjemny efekt.

    Świat taniej i dojrzałej papryki właśnie stanął przed nami otworem. To najlepsze tygodnie, by cieszyć się niemal nieograniczonym dostępem do kolorowych yyy? jagód. Jagód? Serio?

    ajwar (1 of 5)

    No w każdym razie wrześniowa papryka jest najlepsza a do tego najtańsza. W związku z tym nie ma problemu z zakupem większej ilości w celu przetworzenia na sos, który pasuje jako dodatek do mięsa albo sera. O ostatecznym smaku decyduję zawsze w trakcie przyrządzania. Czasami wolę bardziej ostry, czasami bardziej słodki, zależnie od nastroju. Najważniejszym składnikiem jest oczywiście papryka, około kilograma. Do tego jeden bakłażan, dwa ząbki czosnku, jedna cebula, dwie łyżki dobrej oliwy i przyprawy.

    ajwar (2 of 5)

    Przygotowanie zaczynam od bakłażana. Odcinam zielony ogonek, kroję na pół, lekko solę i odkładam na bok. Włączam piekarnik i rozgrzewam do 220 stopni. Papryki kroję na połówki i usuwam nasiona. Obieram dwa ząbki czosnku oraz cebulę (kroję ją na 4 części). Jeśli mam ochotę na bardziej wyrazisty smak, dodaję jedną, ostrą papryczkę, na którą również jest teraz sezon.

    Po ok. 20 minutach bakłażan ?spoci się? od soli, spłukuję go więc i razem z pozostałymi jarzynami kładę na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Taki zestaw spędzi w piekarniku na ok. 25 minut. W tym czasie skórki papryki i bakłażana ładnie się przypieką.

    ajwar (4 of 5)

    Mocno zarumienione papryki i całą resztę wyciągam, by przestygły. Wciąż ciepłe, ale już nie gorące obieram, co mimo upieczenia nie jest takie łatwe. Z połówek bakłażana wyjmuję pestki a resztę wycinam ze skórki łyżeczką. Pieczony miąższ bakłażana nie jest szczególnie efektowny a w konsystencji przypomina rozdeptanego ślimaka, ale cóż, czego się nie robi dla smaku.

    Tym bardziej nie jest to problem, że wszystko razem ląduje w naczyniu i razem z oliwą jest miksowane blenderem na jednolitą masę. Dodaję nieco soli dla wydobycia większej ilości aromatu i przyprawiam mieloną kolendrą. Przekładam do miseczki i zostawiam przynajmniej na kilka chwil, by smak się ułożył. Gotowy sos można przechowywać przez kilka dni w lodówce, dobrym pomysłem jest też przełożenie do słoiczków i zapasteryzowanie.

    ajwar (5 of 5)

    Z wymienionych proporcji (ok, kilogram papryki i jeden, średniej wielkości bakłażan) otrzymuję ok. 350-400ml ajwaru. Będzie on miał ok. 520kcal, 17g białek, 24g tłuszczy (jeśli chcesz mniej, daj łyżkę oliwy zamiast dwóch) i 90g węglowodanów w całej porcji. Na kanapkę wystarczy łyżeczka. W związku z obróbką termiczną, większość witaminy C, w którą papryka jest wyjątkowo bogata odlatuje do atmosfery.

  • Jedz normalnie – pesto z rukoli

    Jedz normalnie – pesto z rukoli

    Jeszcze przez jakieś 1,5 miesiąca będę miał regularny dostęp do świeżej rukoli. Najchętniej zjadam ją w postaci zbliżonej do pesto. Cenię sobie nie tylko smak, ale i fakt, że mam kontrolę nad tym, z czego jest zrobione.

    Rukola to kolejny element kuchni, który od dłuższego czasu cieszy się wyjątkową popularnością. W większości knajp podają ją niemal do wszystkiego. Niewielkie listki są bardzo aromatyczne, zaostrzają smak sałatek i ładnie dekorują. W związku z tym, na przekór wszystkiemu należy ją zmielić i przyprawić.

    pesto-z-rukoli (1 of 5)

    Zioła i sałaty kupuję regularnie u miłego pana na krakowskim Placu na Stawach. Nie są zbyt piękne, ale za to możliwie naturalne a przy tym wybór jest ogromny. Używam zarówno klasycznej rukoli (Eruca vesicaria) jak i kilku jej odmian. Na potrzeby porcji pesto kupuję dwa pęczki.

    Obcinam grubsze łodyżki a następnie liście dokładnie płuczę. Skoro są ?eko?, można albo wierzyć, że jest na nich nieco ziemi i ekhm, nawozu, bo tak są uprawiane, albo założyć, że po transporcie z chińskiej fabryki zostały oprószone mieszanką gleby w celu wkręcenia naiwnego klienta. Tak czy inaczej, lepiej, żeby nic nie chrzęściło między zębami.

    pesto-z-rukoli (2 of 5)

    Gdy rukola będzie sobie obciekała z wody, biorę po dwie łyżki: pestek słonecznika (łuskanych przez sikorki), dyni (obieranych przez zające) oraz niesolonych, ekologicznych orzeszków ziemnych (rozłupywanych przez uwolnione z cyrku, emerytowane słonice). Prażę kilka chwil na suchej patelni. Gdy się zarumienią, mają zdecydowanie więcej smaku.

    pesto-z-rukoli (3 of 5)

    Liście rukoli drobno siekam i przekładam do wysokiego naczynia. Siekam również orzeszki i pestki, by nie zniszczyć do reszty kupionego w dyskoncie, chińskiego blendera. Mniejsze części będzie zdecydowanie łatwiej pociąć. Dodaję rozgnieciony ząbek czosnku, łyżeczkę pieprzu cayenne i łyżeczkę soli. Na koniec najważniejsze, czyli dobra oliwa. Trzy łyżki stołowe powinny wystarczyć. Od jej jakości i aromatu w dużej mierze będzie zależeć smak naszej pasty. Wszystko razem tnę przez kilka minut do uzsykania niemal jednolitej masy. Przekładam do miseczki i odstawiam na chwilę do lodówki, by smak się ułożył.

    pesto-z-rukoli (4 of 5)

    Tak przygotowane pesto idealnie nadaje się jako smarowidło do grzanek, można też oczywiście użyć go klasycznie do makaronu lub np. nadzienie roladek z kurczaka. Ponieważ i tak jest z nim trochę roboty, preferuję jedzenie świeżego, właśnie z grzanką.

    pesto-z-rukoli (5 of 5)

    Z takich proporcji dostajemy mniej więcej tyle pesto, ile mieści się w gotowym słoiczku (ok. 200g). Jest tak samo kaloryczne (ok. 730kcal, 28g białek, 57g tłuszczy i 27g węglowodanów – ile sobie nałożysz na kanapkę, to twoje), natomiast nie ma w sobie całej masy syfu w postaci konserwantów i wzmacniaczy smaku.

  • Jedz normalnie – ogórkowy chłodnik

    Jedz normalnie – ogórkowy chłodnik

    ?Co innego latem, gdy kwitnie ogórek./ Bo latem to co innego:/ każdy owad może tentego/ i w ogóle?. Idealna rzecz na upał, taki jak dziś. Ogórkowy chłodnik.

    Smak lipcowego ogórka to sprawa warta poważnego potraktowania. Z drugiej strony trudno ogórka brać na serio. Aby nadać mu nieco powagi, proponuję nobilitować zielonego kolegę do formy chłodniku.

    chlodnik (1 of 3)

    Aby przygotować miłą zupkę, będą potrzebne:

    – duży jogurt naturalny
    – ?kg ogórków
    – kawałek selera naciowego
    – ząbek czosnku
    – pół pęczka koperku
    – szczypta soli
    – pieprz cayenne
    – jeśli są pod ręką, to kilka listków świeżej mięty

    chlodnik (3 of 3)

    Ogórki obieram, jeśli mi się chce, to wycinam pestki, ale niekoniecznie. Młode ogórki nie będą gorzkie, więc po co marnować ich fragmenty. Gałązkę selera naciowego obieram z włókien, kroję w drobne kawałki i wszystko razem wrzucam do wysokiego naczynia. Siekam ząbek czosnku oraz umyty koperek pozbawiony grubszych części. Dodaję jogurt, miętę, sól, pieprz cayenne i traktuję blenderem aż wszystko się ładnie połączy. Zostawiam w lodówce na kilka godzin. Dobrze, by smak się ułożył a całość porządnie schłodziła.

    Nalewam do miseczek i dekoruję gałązką koperku. Robię grzanki z bagietki, które skrapiam oliwą. Orzeźwiająca zupka jest gotowa do podania.

    Jedna porcja chłodniku zawiera ok. 110kcal, 15g węglowodanów, 5g białek, 3g tłuszczy. Reszta zależy od ilości grzanek, które dodatkowo zjesz.