Kategoria: Jedz normalnie

  • Jedz normalnie – Omelette du Fromage

    Jedz normalnie – Omelette du Fromage

    Jest żółty, niczym koszulka lidera. Jest z serem, wszak we Francji jest ich ponad 300 gatunków, więc dlatego tak trudno nią rządzić. Wreszcie, ma błąd w nazwie i jest 100% popkulturowym posiłkiem.

    Pamiętacie odcinek „Laboratorium Dextera”, gdy główny bohater chciał na skróty nauczyć się francuskiego? Płyta (sic!) się zacięła i jedyne, co główny bohater był w stanie powiedzieć, to „Omelette du Fromage”. Mimo, że błędna (podobno powinno być „au” w miejsce „du”), ta fraza wyrażana w języku miłości daje mu sukces i sławę. Omlet z serem szybko stał się memem a odcinek „The Big Cheese” jest jednym z najlepszych wśród przygód małego geniusza.

    https://www.youtube.com/watch?v=TZXXlX3Z22A

    Aby przyrządzić smaczny „Omelette du fromage” potrzebujesz:

    – dwóch jajek
    – odrobiny masła
    – soli, gałki muszkatołowej, świeżo zmielonego pieprzu
    – odrobiny dobrego sera
    – szczypiorku

    Jajka rozbełtaj i przypraw. Rozgrzej patelnię i rozpuść masło. Oczywiście możesz użyć oleju lub oliwy, ale na maśle będzie smaczniej. A odrobina raz na jakiś czas cię nie zabije. Wylej jajka na patelnię, rozprowadź a następnie zmniejsz ogień.

    Pokrój lub utrzyj ser. Może być twardy i ostry jak Grana Padano czy Gruyere (w tej kategorii preferuję nasz oscypek). Może być aromatyczny i miękki. Pokrojony w kostkę bundz jest do tego idealny. Tym razem miałem w lodówce krowio-kozią fetę.

    Gdy jajka nieco się zetną, dodaję kilka kawałków sera i składam omlet i dosmażam dosłownie kilkadziesiąt sekund. Przekładam na talerz, posypuję sporą ilością szczypiorku i voila, jestem Francuzem ;), choć nieco oszukanym.

    Wartości odżywcze: Ok. 300kcal, 20g białek, 23g tłuszczy.

  • Jedz normalnie – zapieczona polenta

    Jedz normalnie – zapieczona polenta

    Polenta to typowe „biedajedzenie”, znane w wielu krajach świata pod różnymi nazwami. W bliższych nam okolicach zwie się mamałygą. Papka z kaszy kukurydzianej poza tym, że jest pożywna, łatwo przyjmuje wiele smaków, co daje sporo możliwości.

    Kolejna zaleta to brak zawartości glutenu, ostatnimi czasy sprawa coraz bardziej istotna. Jedyna wada to czasochłonność. To typowe dla prostych, tanich a równocześnie wartościowych potraw.

    By zrobić zapiekaną polentę, która podana wygląda jak ciasteczko potrzebne będą:

    – Szklanka kaszy kukurydzianej
    – Kilka łyżek jogurtu
    – Pomidor
    – Niewielka cukinia

    polenta (1 of 3)

    Do gotującej się, osolonej wody (1 3/4l) wsypuję kaszkę i zaczynam mieszać. Mieszam często, bo żółta drobnica chętnie przywiera do garnka, ale przy odrobinie uwagi na szczęście nie jest łatwo ją przypalić. Proporcja 1 3/4l na szklankę kaszki jest w sam raz do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Mieszam i gotuję przez około pół godziny. W tym czasie płyn zostanie wchłonięty i uzyskam gęstą, choć nie rozgotowaną masę.

    Tak przygotowaną mamałygę przelewam do naczynia żaroodpornego, które wykładam papierem do pieczenia.

    W międzyczasie kroję niewielką cukinię w cienkie plasterki i podpiekam na patelni grillowej.

    Na polentę nakładam kilka kleksów jogurtu naturalnego, następnie układam na nich cukinię oraz pokrojonego w 1/8 pomidora. Zapiekam w temperaturze 200°C, dzięki czemu pomidor nabierze charakterystycznego, słodko-kwaśnego smaku a z mamałygi odparuje reszta płynu. Gotową, przestudzoną polentę łatwo jest kroić w kwadratowe kawałki a użycie papieru do pieczenia chroni przed koniecznością oskrobywania naczynia :). Przed podaniem dekoruję listkiem bazylii, delikatnie solę i posypuję odrobiną świeżo zmielonego pieprzu.

    polenta (2 of 3)

    Pieczona polenta smakuje i na ciepło i na zimno, można ją łatwo zabrać do pracy na „lunch” czy drugie śniadanie. Do tego ma stosunkowo niewiele kalorii (szklanka, z której po ugotowaniu otrzymujemy 8 kawałków ma ok. 580kcal, 14g białek, 3h tłuszczy i 123g węglowodanów) i jest niezłym „wypełniaczem”.

     

  • Jedz normalnie – krwista botwinka

    Jedz normalnie – krwista botwinka

    Jeszcze przez parę dni młode buraki będą pyszne, słodkie i chrupiące. Nie pozostaje więc nic innego, niż spożywać je w dużych ilościach. Są smaczne, a do tego dobrze robią na krew. Zwłaszcza, jeśli zostaną zjedzone na surowo.

    Aby wydobyć z botwinki  wszystko, co najsmaczniejsze, przyda się dodatek dobrego sera. W tym wypadku jest to świeży bundz i oscypek, myślę, że dobrze sprawdzi się inny, aromatyczny i możliwie naturalny. Któryś z korycińskich także powinien dać radę.

    Młode buraki delikatnie obieram i kroję w jak najcieńsze plasterki. Im ostrzejszy nóż, tym lepszy będzie efekt. Układam na talerzu, pomiędzy dając równie cienkie plasterki sera (nie za wiele, ma być do smaku a nie o smaku sera). Posypuję sporą ilością posiekanego, świeżego koperku, oraz kilkoma liśćmi fioletowej bazylii. Skrapiam oliwą, octem balsamicznym i grubo mielę kilka ziarenek kolorowego pieprzu. Na koniec daję szczyptę soli. Całość zostawiam na godzinkę w lodówce, aby smak się nieco ułożył.

    krwista-botwinka (3 of 3)

    Takie drugie śniadanie można by pretensjonalnie nazwać ?carpaccio z młodych buraków w towarzystwie owczego sera pod chmurką z koperku? ;-), ale tego nie zrobię, bo i po co. W zamian za to życzę smacznego. Buraki są fajne!

    „Nutrition facts”: 100g surowego buraka to 38kcal, ~10g węglowodanów, niecałe 2g białek i 2g błonnika. 30g owczego sera to ok. 120kcal, 9g białek i 9g tłuszczy. Łyżka oliwy daje ok. 85kcal i 9g tłuszczy. Koperek i bazylia są głównie do smaku i dla ozdoby.

  • Piwny snobizm w 5 krokach

    Piwny snobizm w 5 krokach

    Kawa to konieczność przed przejażdżką, to już ustaliliśmy. A co po jeździe? Zwłaszcza, gdy żar leje się z nieba? Zimne piwko oczywiście.

    Niezawodny wideoporadnik ?Jak być kolarzem górskim? w 13. punkcie radzi ?Zostań piwnym snobem?. Tak jak właściwie przyrządzone espresso, tak i odpowiednie piwo jest nieodłączną częścią zabawy w kolarza.

    1. Eurolager twój wróg

    Jeśli do tej pory po treningu podjeżdżałeś pod ulubioną knajpkę, zamawiałeś ?jedno lane?, wykładałeś nogi na stół i cieszyłeś się złocistym napojem w promieniach zachodzącego słońca, musisz z tym skończyć. Zmień lokal albo porozmawiaj z właścicielem. Prawdziwy piwny snob nigdy nie skala swego podniebienia efektem masowej produkcji, rozlewanym w wielkiej fabryce do milionów beczek. Uważaj też na podróbki – duże browary w pogoni za trendem na ?piwa rzemieślnicze? próbują sprzedawać ?limitowane? serie, które choć aromatyzowane na modłę szlachetniejszych napojów, nadal są tylko atrapą.

    2. Im większa nisza, tym lepiej

    Kilku producentów mniejszych browarów odniosło rynkowy sukces. W poszukiwaniu zysków zaczęli warzyć więcej piwa, przez co efekt końcowy zaczął upodabniać się do produkcji światowych gigantów. Krótkie serie przyrządzane przez małych producentów lub browary kontraktowe cechuje zazwyczaj użycie nietypowych słodów oraz nieoczywistych sposobów fermentacji. Efekty są często zaskakujące. Zabawa jest lepsza o tyle, że często na kolejną dostawę trzeba czekać nawet kilka miesięcy, w czasie których będziesz próbować kolejnych wynalazków.

    Chmiel, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0
    Chmiel, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0

    3. Szukaj smaków

    Ale, IPA, AIPA, Stout, Weissbier i inne dziwne nazwy mają swoje uzasadnienie. Po pewnym czasie zaczniesz się obracać w swoim ulubionym klimacie, ale nie bój się ryzykować i poszukiwać. Smak, zapach czy konsystencja nawet teoretycznie tych samych gatunków, ale pochodzących od różnych producentów potrafią zaskoczyć. Poza wynalazkami, szukaj piw typowych dla danego regionu. Mniejsi producenci zaczynają wracać do dawnych receptur, ich eksperymenty często prowadzą do intrygujących efektów.

    Słód, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0
    Słód, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0

    4. Skróć ślad ekologiczny

    O ile w przypadku kawy jest to trudne, w przypadku piwa jest możliwe do osiągnięcia. Pij piwa produkowane najdalej sto kilometrów od domu a w podróży szukaj lokalnych produktów.
    Choć belgijskie, czeskie, amerykańskie czy nawet palestyńskie wynalazki kuszą w coraz większej ilości sklepów, poznawanie miejscowego kolorytu i kultury to zdecydowanie lepszy pomysł. Nie zwiększasz emisji CO2 do atmosfery, twoje podatki zostają na miejscu, ludzie mają pracę a Ty uchodzisz za patriotę. Zobacz, ile pozytywów może mieć wychylenie jednego browarka ;)

    Fot: CC BY 2.0 2009 J. Ronald Lee /flickr
    Fot: CC BY 2.0 2009 J. Ronald Lee /flickr

    5. Rozpocznij własną produkcję

    Najwyższy stopień wtajemniczenia. Połączenie magii, chemii, rzemiosła i mody. Początki pewnie będą trudne, podobnie jak zdobycie odpowiednich słodów czy chmielu, ale satysfakcja z wypicia własnoręcznie przygotowanego napoju musi być wielka. Jeszcze nie próbowałem, ale kto wie?

    Łączenie piwa i kolarstwa nie jest takie oczywiste. Nowe przepisy Prawa o Ruchu Drogowym dopuszczają jazdę rowerem pod niewielkim wpływem, ale nawet nie w tym rzecz. Przejeżdżając rocznie odpowiednią ilość kilometrów i tak nie będziesz w stanie wypić zbyt wiele. To dobrze, bo nawet, jeśli piwo ma wiele zalet, dostarcza minerałów, witamin i węglowodanów, alkohol nie działa pozytywnie na dyspozycję fizyczną. Ograniczenie ilości śmiało można więc przekuć w skupienie się na jakości i zostać pełnoprawnym, piwnym snobem.

    Zdjęcie okładkowe, „Amber Ale” fot. Michael Fajardo / flickr CC BY 2.0

    Zobacz też „Jak zostać kawowym snobem w pięciu krokach”

  • Jedz normalnie – rabarbarowe śniadanie

    Jedz normalnie – rabarbarowe śniadanie

    Jestem fanem rabarbaru. Od kilku tygodni jem go w drożdżówkach, robię dżem a w wolnej chwili ugotuję kompot. Tym razem czerwone łodygi stały się bohaterami śniadania.

    Z połowy wiązki rabarbaru ściągam skórkę, następnie kroję go na ok. dwucentymetrowe kawałki. Do głębokiej patelni wlewam dwie szklanki wody, podgrzewam i rozpuszczam w niej cukier waniliowy. Wrzucam rabarbar i rozpiekam pod przykryciem na marmoladkę. Zajmie to około 15 minut, wanilina doda tylko odrobinę posmaku, rabarbarowy dżem będzie w dominującej części kwaśny.

    rabarbar (1 of 2)

    Tak przygotowany rabarbar nakładam na cienką kromkę dobrego, ciemnego chleba. Na wierzch daję cienki plaster białej, możliwie dobrej, mozarelli (bawolej) i zapiekam aż się zrumieni.

    Dekoruję listkami świeżej rukoli, polewam łyżeczką miodu i posypuję świeżo, dość grubo zmielonym, kolorowym pieprzem.

    rabarbar (2 of 2)

    Całość jest słodko-kwaśno-ostra. Sezonowe śniadanie w sam raz do porannej kawy. Jest dość pożywne, w zależności od użytego pieczywa dwie, syte grzanki dostarczają 525kcal, 91g węglowodanów, 19g białek i 16g tłuszczy. Niby dużo, ale smakuje mi na tyle,że w ramach drobnych przyjemności czasem można zjeść więcej niż mniej :)

     

  • Zostań kawowym snobem w 5 krokach

    Zostań kawowym snobem w 5 krokach

    Jednym z elementów zabawy w wyczynowego kolarza jest rytualne picie kawy. Prawdziwy kolarz to przecież Włoch a Włoch w życiu, poza jazdą na rowerze, poprawianiem fryzury i byciem karmionym przez matkę, zajmuje się piciem kawy.

    Pamiętasz ten filmik?

    Nie daj się wprowadzić w błąd. Anglosasi wypaczyli wiele spraw, na których znać może się wyłącznie prawdziwy Europejczyk. Aby zostać kawowym snobem lepiej postępować jak następuje:

    1. Pij wyłącznie czarną

    Kawa z mlekiem, cukrem czy syropem smakowym to nie kawa. To miły napój, który może poprawić nastrój (kofeina, tłuszcz i cukier poruszą ośrodki w mózgu odpowiedzialne za przyjemność i sympatyczne pobudzenie), ale nie kawa. Każdy dodatek zaburzy odbiór szlachetnego naparu. Pozbawi go właściwego smaku, zapachu i konsystencji. Chcesz być Włochem? Pij espresso!

    2. Zapomnij o popularnych markach

    ?Jacobs, Pedros czy Nescafe? można spożywać wyłącznie w chwilach słabości, zasypiając za biurkiem, lub co gorsza za kierownicą. Gotowe mieszanki niewiadomego pochodzenia przyrządzone pod uniwersalny gust: lekko gorzkie, mało kwaśne, dość mocne. Idealne, by wlać mleko i posłodzić. Tym samym charakteryzują się kawy z sieciówek: Starbucks, Costa, BP czy McDonalds. Jeśli chcesz być kawowym snobem, najlepiej, jeśli będziesz zamawiał niewielkie porcje w palarni i sam mielił w drogim młynku. „Od biedy” zostają niszowe marki z wyraźnie zaznaczoną na opakowaniu datą palenia i pakowania kawy.

    3. Idź na cupping

    Próbowanie i testowanie różnych kaw oferują często palarnie lub wybrane kawiarnie. Można się tam dowiedzieć podstawowych informacji o kawie, a także o tym, że poza ?gorzka i mocna? kawa bywa czekoladowa, cytrusowa, karmelowa czy ziemista. Kwaśna, cierpka, słodka. Oleista lub rzadka. Do tego będziesz dziwnie siorbać, wąchać, wdychać i wypełniać formularze. Po tym doświadczeniu życie nie będzie już takie samo.

     

    Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0
    Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0

    4. Dowiedz się, co to fair trade

    Plantacja zbliżona do naturalnych warunków, w jakich rośnie kawa, nie niszcząca okolicznych lasów, do tego pracownicy godnie wynagradzani i chronieni przepisami przed wykorzystywaniem to cenne elementy zabawy w kawowego snoba. Jeśli już coś i tak jest naszym zbytkiem, niech będzie zbytkiem etycznym. Do tego dochodzą również kwestie pragmatyczne. Kawa pochodząca z jednej, ściśle określonej plantacji będzie różniła się od innej, oddalonej choćby o kilkadziesiąt kilometrów. Specjaliści, tak jak sommelierzy, są w stanie odróżnić napary przyrządzone z ziaren pochodzących z tego samego powiatu. Na początek możesz spróbować pobawić się w rozróżnianie kontynentów pochodzenia.

    IMG_20140417_085239

    5. Eksperymentuj z zaparzaniem

    Tani ekspres ciśnieniowy zabije twoją kawę. Spali, wyzuje z olejków eterycznych i zrobi z niej płyn jak ze stacji benzynowej. Kawiarka, drip, aeropress, tygielek do parzenia po turecku to dobre i ekonomiczne sposoby by cieszyć się wysokiej jakości naparem. Co więcej, ta sama kawa przygotowana w każdym z tych urządzeń będzie smakowała inaczej.

    Tak naprawdę nie ma co przesadzać. Dobra kawa to miły dodatek do codzienności. Odrobina wiedzy nikomu jeszcze nie zaszkodziła, podobnie jak pewna staranność w przyrządzaniu ulubionego napoju. Skoro coś może być dobre niewielkim nakładem energii, warto się postatać. Z każdym hobby wiąże się jednak ryzyko obsesji. 100% kawowy snob skazany jest na picie kawy w jednym miejscu w mieście, wydatki na sprzęt, ziarna, społeczną alienację i śmieszność.

    Jak wygląda kawowy snobizm w praktyce, przeczytaj tutaj.

    Zdjęcie okładkowe: Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0

    TWOJA MARKA W XOUTED?
    ZOBACZ, JAK TO ZROBIĆ!

  • Jedz normalnie – ostre naleśniki ze szpinakiem

    Jedz normalnie – ostre naleśniki ze szpinakiem

    Danie zgrane do bólu, ale trudno mu się oprzeć, gdy wielkie pęczki świeżego szpinaku atakują z każdego straganu. Ponieważ jest sezonowe, spełnia kryteria „jedz normalnie” a do tego nieco je urozmaiciłem.

    Buro-zielona papka zaprawiona śmietaną i czosnkiem to przekleństwo z dzieciństwa. Odpowiednio przyrządzone, zielone liście przeżywają renesans, gdy już jesteśmy dorośli. Wokół szpinaku urosło wiele mitów, m.in. o gigantycznych ilościach żelaza, które ma zawierać, ale mimo to jest on niezłym źródłem witamin i minerałów. Choć mam do niego sporo szczerych i ciepłych uczuć, nie należy przesadzać. Zawarte  szczawiany nie zabiją ani nie uszkodzą stawów przy okazjonalnym spożyciu, ale regularne, długotrwałe i nadmierne dostarczanie może być jednak szkodliwe. Tak jak niemal wszystkich substancji zawartych w każdym innym składniku ;-)

    nalesnik-szpinak (1 of 4)

    Aby nie przedłużać, mój pomysł na naleśniki ze szpinakiem prezentuje się następująco:

    Na 12 sztuk potrzebne będą:

    – Pół litra mleka
    – Dwie szklanki mąki
    – Jajko
    – Szczypta soli

    Taka proporcja pozwoli na uzyskanie elastycznego ciasta, z którego wyjdą smaczne placki. Smażę je na płaskiej patelni minimalnie posmarowanej kilkoma kroplami oleju. Ciasto jest możliwie jak najprostsze i w tym tkwi tajemnica jego sukcesu. Zamiast białej mąki można użyć razowej lub gryczanej, zmienią się wtedy proporcje potrzebne do uzyskania właściwej konsystencji. Składniki miksuję dość długo, by ciasto było jak najlepiej napowietrzone. Dzięki temu naleśniki będą elastyczne.

    A co do środka?

    Oczywiście szpinak. Na 12 naleśników spokojnie wystarczy pół obecnie sprzedawanego pęczka. Liście dokładnie płuczę i odcinam końcówki. Szklę na oliwie z dodatkiem sporej ilości pieprzu cayenne. Bardzo fajnie komponuje się z zielonymi liśćmi, wydobywa ich smak a nie dominuje jak czosnek. Nie solę.

    nalesnik-szpinak (2 of 4)

    Na suchej patelni prażę płatki owsiane, pestki słonecznika, dyni i niesolone orzeszki ziemne. Gdy lekko się zrumienią wrzucam je do kubka i miksuję razem z „serkiem kanapkowym typu feta” i dwiema łyżkami jogurtu naturalnego na gładką masę.

    nalesnik-szpinak (3 of 4)

    Nią właśnie smaruję naleśniki a następnie na środku kładę kilka liści szpinaku i zawijam. Masa jest słona od serka a szpinak ostry, co razem dobrze się uzupełnia. Dodatkowo uprażone orzeszki z płatkami sprawiają, że całość nie jest nudna.

  • Jedz normalnie – wiosenna frittata

    Jedz normalnie – wiosenna frittata

    Nie wiem, czy dostępna zielenina jest nadal całkiem chemiczna, ale trudno, nie mogłem się powstrzymać. Świeży szpinak i cukinia wylądowały w śniadaniowej frittacie.

    Dzisiejsza propozycja to jeden z pomysłów na to, jak jeść jajka, by się nie znudziły. Frittata to rodzaj omletu, powoli pieczonego na wolnym ogniu, wzbogaconego o – najchętniej sezonowe – dodatki. Pewnie pojawi się tu w jeszcze kilku wersjach, ale zacząć trzeba od możliwie klasycznej.

    Udało mi się kupić naprawdę wielki pęczek szpinaku. Na tyle duży, że podzieliłem go na dwie porcje. Dokładnie opłukane liście pociąłem na nieco mniejsze kawałki. Małą cukinię przekroiłem wzdłuż i zrobiłem półtalarki. Do tego krążki szalotki do smaku. Wszystko wrzucam na patelnię z rozgrzaną oliwą, dodaję odrobinę czegoś ostrego i szklę.

    wiosenna-frittata (3 of 3)

    Cztery jajka dokładnie miksuję ze szczyptą soli i gałki muszkatołowej, może być również kilka ziarenek świeżo zmielonego, kolorowego pieprzu. Staram się wykazać cierpliwością, żeby masa była dobrze napowietrzona.

    Zmniejszam ogień pod zieleniną na patelni i zalewam jajkami. I czekam. Ogień powinien być naprawdę niewielki. Nie powinno się przypalić a równocześnie całość powinna się ładnie ściąć. Aby ułatwić sprawę, patelnię przykrywam. To nie jest zachowanie zgodne z kanonami, ale bardzo upraszcza cały proces. W zasadzie frittatę powinno się obrócić na drugą stronę, ale dzięki przykryciu ładnie się zapieka także od góry.

    Gotowy jajeczno-warzywny placek można pokroić w trójkąty, prezentuje się wtedy bardzo ładnie. Jednak zazwyczaj dzielę go na pół. Wtedy każda z dwóch osób dostaje po dwa jajka i trochę jarzyn. W sam raz na śniadanie :)

  • Jedz normalnie – indyk ze szpinakiem w cieście drożdżowym

    Jedz normalnie – indyk ze szpinakiem w cieście drożdżowym

    Drób to popularne wśród sportowców źródło białka. Jest łatwy w obróbce i niedrogi. Co prawda ten, który większość z nas kupuje pochodzi z przemysłowej produkcji, ale na to niewiele da się poradzić. Filet z indyka można podawać na tysiąc sposobów, najczęściej kolarze jedzą go z ryżem. Proponuję coś innego, wygodnego w formie do zabrania np. jako posiłek do pracy.

    Mięso wypłukałem, osuszyłem, oczyściłem i pokroiłem w cienkie plastry. Wrzuciłem na patelnię, chwilkę podsmażyłem, dodałem marchewkę i ząbek czosnku. Podlałem wodą i zacząłem dusić.

    zapiekanka-z-indyka (1 of 1)

    Wraz z wiosną pojawił się świeży szpinak. Jeszcze spod folii, ale zdecydowanie bardziej jadalny niż ten sprzedawany zimą. Udało mi się dostać pokaźnych rozmiarów pęczek. Dodałem go więc do duszącego się mięsa z marchewką, doprawiłem pieprzem cayenne i kolendrą. Po kilkunastu minutach odrobinę posoliłem. Całość obróbki trwała około pół godziny.

    zapiekanka-z-indyka (1 of 1)-2

    W międzyczasie przygotowałem ciasto drożdżowe, tym razem najprostsze jak się da. Drożdże posypałem szczyptą cukru, zalałem ciepłym mlekiem, odstawiłem na chwilę i wyrobiłem z mąką. Zostawiłem na ok. 1,5h by wyrosło.

    Następnie podzieliłem na dwie części w proporcji 1:3, każdą z nich cienko rozwałkowałem na okrągły placek. Większym wyłożyłem formę do tarty, wyciągając ciasto na brzegi. Nałożyłem mięsno-jarzynowy farsz i przykryłem drugim, mniejszym plackiem, zlepiając oba ze sobą.

    Włożyłem do nagrzanego na 200 stopni piekarnika, po pół godziny zapiekanka była gotowa.

    zapiekanka-z-indyka (1 of 1)-3

    Ciasto:

    ? paczki drożdży
    dwie szklanki mąki
    ? szklanki mleka
    odrobina soli

    Do Środka:

    ok. 500g fileta z indyka
    wiązka szpinaku
    marchewka
    ząbek czosnku
    pieprz cayenne
    świeżo zmielona kolendra

    Z formy do tarty wychodzi sześć sporych kawałków. Jeden jest wystarczający na bardzo solidne drugie śniadanie lub ?lunch?. Dwa to obiad. Można jeść na zimno lub powtórnie podpieczone.

    W dwóch kawałkach znajdziesz ok: 600kcal, 45g białka, 11g tłuszczy, 72g węglowodanów.