Recenzje

Brittany Runs a Marathon

Motywy, by zająć się sportem są różne. To banał, ale tak, każda z tysięcy osób biorących udział w imprezach masowych ma swoją historię. Dla tytułowej Brittany start w maratonie nowojorskim to, a jakże, szansa na doprowadzenie własnego życia do porządku.

Uprzedzając fakty: to oczywiste, że Brittany w końcu pobiegnie w maratonie i “ogarnie się”. 

Skoro zaczyna swoją drogę jako wyraźnie otyła imprezowiczka, tuż przed “trzydziestką”, meandrująca bez celu przez kolejne wieczory u boku bardziej atrakcyjnej i popularnej koleżanki, happy end jest po prostu obowiązkowy. 

Nie w tym jednak rzecz, gdzie docieramy, ale co dzieje się po drodze. A po drodze oglądamy sprawnie napisany i dobrze zagrany (główne role grają Jillian Bell, Michaela Watkins i Utkarsh Ambudkar) komediodramat, w którym akcję do przodu popychają kolejne etapy zaangażowania w sport. 

Plakat filmu Brittany Runs a Marathon

Mamy więc małe zwycięstwa i porażki Brittany “z samą sobą”. Bo Brittany ma trudny charakter i zaburzone poczucie własnej wartości, które odbudowuje uczestnicząc w mitycznym wydarzeniu, jakim jest słynny bieg ulicami Nowego Jorku. 

Samotna przez większość życia poznaje biegaczy, którzy stają się jej przyjaciółmi, stabilizuje masę ciała na normalnym, zdrowym poziomie, mniej pije i lepiej je. Spotyka się z przy tym z brakiem zrozumienia czy szyderstwami, lecz nie przeszkadza jej to w dążeniu do celu. Jak w wielu przypadkach zaczyna nawet obsesyjnie trenować, ale i z tej opresji wychodzi zwycięsko. 

Choć udział w wymarzonym biegu jest oczywiście momentem kulminacyjnym, na plus całej historii (inspirowanej postacią znajomej reżysera) należy zapisać, że nie samo bieganie odmienia życie Brittany. Ostatecznie “ogarnia się” nie przez sport sam w sobie a dzięki otwarciu na rodzinę i przyjaciół. 

Przez to zamiast prymitywnej, inspirującej do znudzenia, patetycznej historii oglądamy momentami zabawny “indie-filmik” o życiu nowojorskich trzydziestolatków. Tyle, że zamiast sztuki, reklamy czy kawiarni w tle mamy bieganie. 

“Brittany Runs a Marathon” to zatem niegłupia i lekkostrawna rozrywka, która przy okazji odpowiada na pytanie, po co setki tysięcy ludzi na całym świecie każdego dnia wciskają się w lycrę i idą na trening. A raczej, dlaczego zrobiła to jedna z 50 tysięcy osób, które wystartowały w maratonie nowojorskim. 

Brittany Runs a Marathon

Reż. Paul Downs Colaizzo
Amazon Studios, 2019
103 minuty.

Film obejrzałem na Amazonie, przy okazji subskrybcji Amazon Prime. Kolejna korzyść z drugiego sezonu The Boys ;)

Related posts
Recenzje

Rising Phoenix. Jak Feniks.

Z premierą w terminie (przełożonych) Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio nowy dokument Netflixa, “Jak Fenix” nie tylko przybliża historię ruchu paraolimpijskiego lecz przede wszystkim inspiruje i wzrusza przedstawiając losy najsprawniejszych ze sportowców.
Read more
Recenzje

Rower z Pekinu

Azjatyckie kino pokazujące trudne życie najniższych warstw społecznych tamtejszych wielkich miast, tym razem z punktu widzenia kuriera rowerowego.
Read more
In mind

Sport jako “niezbędna potrzeba życiowa”.

Nie trzeba pandemii koronawirusa, frenetycznego szturmu na zwifta i trenażery a następnie leśne ścieżki, polne drogi oraz podmiejskie szosy by zobaczyć, że ruch, aktywność i sport zaczęły odgrywać znaczącą rolę w naszym życiu. Po prostu teraz widać to wyraźniej.
Read more

1 Comment

Comments are closed.