Tag: filmy o sporcie

  • Challengers

    Challengers

    Luca Guadagnino, włoski prowokator a zarazem ulubieniec światowej krytyki swoim “Challengers” z Zendayą w roli głównej nobilituje kino sportowe. 

    Jestem fanem filmów sportowych. Jestem fanem Luki Guadagnino. Jestem fanem Zendayi. Co mogło więc pójść źle? Spoiler alert: wszystko poszło dobrze. 

    “Challengers” to (gra słów zamierzona) trójkąt kina sportowego, artystycznego i romansu. Niegłupie kino rozrywkowe z autorskim sznytem twórcy, który nie stroni od homoerotycznych motywów i wizualnych eksperymentów. 

    W skrócie: Tashi Duncan (Zendaya) to utalentowana tenisistka, która niedługo przed rozpoczęciem kariery zawodowej doznaje kontuzji wykluczającej ją z profesjonalnego uprawania sportu. Pozostaje jednak przy dyscyplinie, która jest dla niej więcej niż sportem, pasją czy pomysłem na karierę. Tenis to jej życie. Wiąże się więc na dobre i na złe: jako trenerka i żona z Artem (Mike Faist): jednym z pary przyjaciół, z którymi romansowała jako nastolatka. 

    Przez serię retrospekcji obserwujemy historię relacji między Tashi, Artem, Patrickiem (Josh O’Connor) a tenisem. Wyczynowy sport jest tu kontekstem, katalizatorem, początkiem i końcem całej tej, banalnej w sumie, opowieści.

    Każdy ma tu jakąś agendę, swoje niedokończone interesy: z przyjacielem, kochankiem czy pozycją w rankingu. Trzeba wiele energii i koncentracji do walki o wielkiego szlema, zarobienie na rachunki grając w podrzędnych turniejach czy udowodnienie światu, że choć los złamał karierę, nie złamał ducha. A mimo to bohaterowie dodatkowo wikłają się w emocjonalne gierki, jakby mało im było ekscytacji związanej z życiem mniej lub bardziej profesjonalnych graczy. 

    Czy postaci da się lubić? Nie. Czy są one perfekcyjnie napisane? Cóż, też nie. Czy ich historia jest w jakiś sposób wyjątkowa? Raczej nie odbiega od pewnej celebryckiej średniej.

    Dramaty są wielkie, wzruszenia głębokie, kariery większe niż życie a upadki bolesne. Brzmi jak kicz? Troszkę. 

    Ale jak to się ogląda! Montaż, soundtrack (hipnotyzująca ścieżka Trenta Reznora i Atticusa Rossa), innowacyjne ujęcia podczas decydującego o losach bohaterów meczu, nawiązania do kina artystycznego, kina akcji, ale też do anime, trochę czarnego humoru i sporo erotycznego napięcia. 

    Guadagnino inspiruje się kinem gatunkowym (filmy sportowe to, jakby na to nie patrzeć często produkcje “klasy B”), eksploatuje je do granic możliwości i przetwarza w swój autorski sposób. Europejski mistrz arthouse’u pokazuje więc, że kino sportowe może być i świetną rozrywką i propozycją dla koneserów. Czapki z głów. 

    Challengers (2024)
    reż. Luca Guadagnino
    2h11’

    Film obejrzałem w kwietniu 2024 w krakowskim Kinie pod Baranami.

  • Sweat

    Sweat

    “Sweat” Magnusa von Horna to kilka zaskakująco celnych obserwacji dotyczących życia fitnessowych influencerów. To także kolejny przykład niezłego filmu, który wykorzystuje sport do skomentowania otaczającej nas rzeczywistości. 

    Sylwia, główna bohaterka grana przez Magdalenę Koleśnik, to aspirująca influencerka w branży fitness. Z sześciuset tysiącami followersów w mediach społecznościowych jest nieco mniej znana niż Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska. Kamieniem milowym w jej karierze ma być wizyta w “Dzień Dobry TVN”. 

    Zanim to się jednak wydarzy, przeżyjemy z nią kilka dość intensywnych dni. Sylwia będzie zmagała się ze stalkerem, skonfrontuje swój sukces zawodowy z rzeczywistością podczas tradycyjnego, rodzinnego spotkania a sławę i priorytety prowadzącej zdrowy tryb życia gwiazdy z problemami dawno niewidzianej koleżanki ze szkoły. 

    Równocześnie poprowadzi event w galerii handlowej, nagra kilka motywacyjnych instastories, wypije smoothie i zamieści parę obowiązkowych materiałów “we współpracy”.

    Zderzenie social medialnej kreacji z “prawdziwym życiem” zarysowano wyraźnie, tak jak daleko jest jaskrawemu różowi legginsów do burości mieszkania w bloku a zimnemu narcyzmowi głównej bohaterki do jej głęboko skrywanej wrażliwości.

    Plakat filmu "Sweat"

    Wydawałoby się, że to banał i oczywistość, ale, cóż, taki już urok małych, kameralnych filmów. Sprawna realizacja, dobre zdjęcia i przyzwoite aktorstwo sprawiają, że “Sweat” ogląda się równie dobrze co “Córkę trenera”. 

    Wygląda więc na to, że życie sportowca jest tym elementem polskiego kina, który sprawdza się jako temat opowieści o współczesnym życiu (w miarę) młodych ludzi. 

    Być może to efekt zmiany, którą widać niemal na każdym kroku. Wszak aktywność fizyczna wpisała się na stałe w nasz krajobraz. Z przyjemnością obserwuję więc jej obecność również w produkowanych obecnie filmach. 

    Co więcej, tych, które ogląda się nie tylko bez poczucia zażenowania, ale wręcz z pewną przyjemnością czy satysfakcją. 

    “Sweat”
    Reż. Magnus von Horn
    Polska/Szwecja 2020
    105’

    Film w styczniu 2022 obejrzałem na VOD e-kinopodbaranami.pl

  • Slalom

    Slalom

    Historia młodej narciarki uwikłanej w toksyczny związek z trenerem. Francuski film “Slalom” to kolejny ważny głos w dyskusji o molestowaniu i nadużyciach w świecie sportu. 

    Pełnometrażowy debiut Charlène Favier zyskał na tyle uznania, by zostać wyselekcjonowanym do pokazów w kategorii “First Features” podczas ubiegłorocznego (odwołanego) festiwalu w Cannes. 

    Mimo pewnych wad scenariusza, broni się nie tylko jako znak czasów i głos w dyskusji #metoo, tym razem ze świata sportu. 

    W trudnej, głównej roli nastoletniej Lyz dobrze radzi sobie Noée Abita, do tego mamy piękne zdjęcia oraz sporo obserwacji dotyczących treningu, motywacji i kosztów sukcesu.

    Na drodze do niego towarzyszymy utalentowanej zawodniczce uprawiającej narciarstwo alpejskie. Choć w teorii ma łączyć szkołę z treningami w klubie, w praktyce jej życie skupione jest na sporcie. 

    Będąc w trudnej sytuacji rodzinnej, odrzuca relacje zarówno z matką jak i z rówieśnikami i wchodzi w romans z dwukrotnie starszym od siebie trenerem. 

    Fred jest szkoleniowcem wymagającym, szorstkim i brutalnym. Jego podopieczni osiągają jednak sukcesy a mimo początkowych trudności Lyz staje się jego ulubienicą. Od wsparcia i szczególnej uwagi jest już tylko krok do wątpliwego moralnie związku i nadużyć seksualnych.

    “Jak zawsze” bowiem w takiej relacji strony nie są równe. Różnica wieku to jedno, ale równie istotne są trudna sytuacja emocjonalna zawodniczki, typowe dla sportu hierarchia i autorytet, obietnice sukcesu, świetlanej przyszłości, wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie czy bardziej pragmatyczne dostęp do sprzętu czy sponsorów.

    Bez względu na to, czy mówimy o szkole artystycznej czy klubie sportowym, zasady są podobne. Nawet biorąc pod uwagę, że początkowo fascynacja może być obustronna, ostatecznie to mentor zawłaszcza świat młodej, wchodzącej w dorosłość adeptki, zdobywa nad nią władzę i doprowadza do sytuacji, gdy ta jest od niego całkowicie zależna. 

    Jako obraz patologicznej relacji zawodniczki z trenerem lepiej sprawdza się “Mała Królowa”, bazujący na historii kanadyjskiej kolarki Geneviève Jeanson. “Slalom” mimo pewnych niedociągnięć scenariusza ma za to nieco większe ambicje stricte filmowe. Jest lepiej sfotografowany, lepiej zagrany i bliżej mu do bardziej uniwersalnego dramatu niż paradokumentu dla społeczności rowerowej. 

    Polecam zatem nie tylko czekającym na rozstrzygnięcie procesu Andrzeja P., śledzącym nadużycia w brytyjskim kolarstwie czy na polskich uczelniach artystycznych. 

    “Slalom”
    reż. Charlène Favier
    92’, Francja 2020

    W kwietniu 2021 “Slalom” obejrzałem na platformie VOD krakowskiego Kina pod Baranami

  • Brittany Runs a Marathon

    Brittany Runs a Marathon

    Motywy, by zająć się sportem są różne. To banał, ale tak, każda z tysięcy osób biorących udział w imprezach masowych ma swoją historię. Dla tytułowej Brittany start w maratonie nowojorskim to, a jakże, szansa na doprowadzenie własnego życia do porządku.

    Uprzedzając fakty: to oczywiste, że Brittany w końcu pobiegnie w maratonie i “ogarnie się”. 

    Skoro zaczyna swoją drogę jako wyraźnie otyła imprezowiczka, tuż przed “trzydziestką”, meandrująca bez celu przez kolejne wieczory u boku bardziej atrakcyjnej i popularnej koleżanki, happy end jest po prostu obowiązkowy. 

    Nie w tym jednak rzecz, gdzie docieramy, ale co dzieje się po drodze. A po drodze oglądamy sprawnie napisany i dobrze zagrany (główne role grają Jillian Bell, Michaela Watkins i Utkarsh Ambudkar) komediodramat, w którym akcję do przodu popychają kolejne etapy zaangażowania w sport. 

    Plakat filmu Brittany Runs a Marathon

    Mamy więc małe zwycięstwa i porażki Brittany “z samą sobą”. Bo Brittany ma trudny charakter i zaburzone poczucie własnej wartości, które odbudowuje uczestnicząc w mitycznym wydarzeniu, jakim jest słynny bieg ulicami Nowego Jorku. 

    Samotna przez większość życia poznaje biegaczy, którzy stają się jej przyjaciółmi, stabilizuje masę ciała na normalnym, zdrowym poziomie, mniej pije i lepiej je. Spotyka się z przy tym z brakiem zrozumienia czy szyderstwami, lecz nie przeszkadza jej to w dążeniu do celu. Jak w wielu przypadkach zaczyna nawet obsesyjnie trenować, ale i z tej opresji wychodzi zwycięsko. 

    Choć udział w wymarzonym biegu jest oczywiście momentem kulminacyjnym, na plus całej historii (inspirowanej postacią znajomej reżysera) należy zapisać, że nie samo bieganie odmienia życie Brittany. Ostatecznie “ogarnia się” nie przez sport sam w sobie a dzięki otwarciu na rodzinę i przyjaciół. 

    Przez to zamiast prymitywnej, inspirującej do znudzenia, patetycznej historii oglądamy momentami zabawny “indie-filmik” o życiu nowojorskich trzydziestolatków. Tyle, że zamiast sztuki, reklamy czy kawiarni w tle mamy bieganie. 

    “Brittany Runs a Marathon” to zatem niegłupia i lekkostrawna rozrywka, która przy okazji odpowiada na pytanie, po co setki tysięcy ludzi na całym świecie każdego dnia wciskają się w lycrę i idą na trening. A raczej, dlaczego zrobiła to jedna z 50 tysięcy osób, które wystartowały w maratonie nowojorskim. 

    Brittany Runs a Marathon

    Reż. Paul Downs Colaizzo
    Amazon Studios, 2019
    103 minuty.

    Film obejrzałem na Amazonie, przy okazji subskrybcji Amazon Prime. Kolejna korzyść z drugiego sezonu The Boys ;)

  • Rising Phoenix. Jak Feniks.

    Rising Phoenix. Jak Feniks.

    Z premierą w terminie (przełożonych) Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio nowy dokument Netflixa, “Jak Fenix” nie tylko przybliża historię ruchu paraolimpijskiego lecz przede wszystkim inspiruje i wzrusza przedstawiając losy najsprawniejszych ze sportowców. 

    Netflix znowu to zrobił. Po znakomitym “Ikarze” czy kontrowersyjnych “The Game Changers” przygotował kolejny film, który dzięki swojej formie chce zmieniać świat.

    Sport paraolimpijski walczy o miejsce w masowej świadomości. Kolejne Igrzyska, gromadzą publiczność zafascynowaną wyjątkową sprawnością niepełnosprawnych atletów. 

    Choć szczególną rolę odegrały te z Londynu, największy do tej pory sukces całego ruchu, ważniejsze prawdopodobnie były ostatnie z rozegranych, czyli Rio 2016. Trudności finansowe i groźba odwołania imprezy mogła zakończyć sport paraolimpijski, budowany od lat ‘40 XXw przez Ludwiga Guttmanna. 

    Plakat filmu "Jak Fenix" przedstawia ujęcia paraolimpijczyków z lotu ptaka.

    Historia to jedno, ale w dobrym dokumencie najważniejsi są ludzie. 

    “Jak Fenix” daje nam szansę poznania dziewięciorga sportowców: florecistki, rugbysty, łucznika, pływaczki, lekkoatletów oraz przedstawicielki podnoszenia ciężarów, którzy mimo niepełnosprawności, nabytych lub wrodzonych, są bardziej sprawni niż większość z nas.

    Mimo różnego rodzaju trudności każdy z nich jest wybitnym atletą a każda z opowieści jest fascynująca. 

    Imponuje też sfera wizualna dokumentu Iana Bonhôte’a i Petera Ettedgui. Tradycyjne dla tego typu obrazów wypowiedzi oraz materiały archiwalne zmontowane są z ujęciami nakręconymi specjalnie na potrzeby filmu. Dodano bowiem szereg kadrów, prezentujących sportowców w szczególny sposób.

    Siła, szybkość, gracja i koordynacja, odwzorowujące sceny z zawodów w wyizolowanym otoczeniu, pokazujące muskulaturę i dosłownie olimpijski poziom wytrenowania sprawiają, że trudno myśleć o bohaterach filmu jako o “niepełnosprawnych”. 

    Piękno i elegancja zdjęć stoją w służbie upodmiotowienia paraolimpijczyków jako pełnoprawnych członków sportowej społeczności. 

    Ich historie, losy naznaczone chorobami, wojną, ubóstwem czy dyskryminacją pokazują nie tylko zwycięstwo ducha nad materią, ale przede wszystkim siłę, jaką niesie za sobą sport. 

    “Rising Phoenix” (pol. “Jak Feniks”)
    reż. Ian Bonhôte, Peter Ettedgui
    106′
    Netflix 2020

  • Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Jeśli śledząc wielkie toury poddajecie w wątpliwość taktykę poszczególnych zespołów lub krytykujecie dyspozycję zawodników, “Zaskakujący dzień” to pozycja obowiązkowa do obejrzenia. Po trzech godzinach z dyrektorami sportowymi i kolarzami Movistaru kolarstwo zawodowe nie będzie już dla was takie samo. 

    Sześć półgodzinnych odcinków prowadzi nas przez najważniejsze momenty sezonu 2019 w wykonaniu hiszpańskiego zespołu. Dla Movistaru, drużyny z czterdziestoletnią tradycją, zawsze najważniejsze były wielkie toury. 

    W każdym z nich podopieczni Eusebio Unzue rywalizowali nie tylko z konkurencyjnymi zespołami, ale też wewnątrz własnego teamu. 

    Obserwujemy więc nie tylko pojedynki na szosie, ale też starcia charakterów: Mikela Landy, Richarda Carapaza, Nairo Quintany, Alejandro Valverde i Marca Solera a także dyrektorów sportowych, którzy są równoprawnymi bohaterami tej opowieści. Wspomniany Unzue, Jose Vicente Garcia Acosta, Jose Luis Arieta, Pablo Lastras i Max Sciandri dają możliwość zrozumienia niektórych wydarzeń, których świadkami byliśmy śledząc wyścigi w relacjach Eurosportu. 

    Movistar jest bowiem zespołem, który często jest krytykowany za złą taktykę, niezrozumiałe decyzje personalne czy kontrowersyjne zachowania w peletonie z łamaniem niektórych ważnych, acz niepisanych zasad włącznie. 

    Wielu zarówno kibiców jak i zawodowych czy pół zawodowych komentatorów kolarstwa w swoich ocenach kieruje się trudnym do zrozumienia przeświadczeniem o nieomylności menadżerów drużyn oraz nadludzkich możliwościach samych sportowców. 

    Tymczasem “Niespodziewany dzień” pokazuje, że mimo doświadczenia i profesjonalizmu błędy zdarzają się każdemu, wahania formy przytrafiają się niezależnie od wcześniejszych planów i przygotowań a przedsięwzięcie, jakim jest wielki tour to niemal żywy, dynamiczny organizm, który potrafi zaskoczyć największych wyjadaczy. 

    Mnogość zmiennych: od trudnych do przewidzenia ludzkich emocji po niezależne siebie siły natury powodują, że wiele kwestii trzeba rozwiązywać w ciągu kilku chwil, równocześnie patrząc w ekran monitora, prowadząc samochód w zatłoczonej kolumnie wyścigu i podając bidony.

    Krótko mówiąc ten serial, choć mocno niszowy i pozornie przeznaczony dla najbardziej zaangażowanych fanów kolarstwa powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto poświęca godziny przed ekranem na śledzenie sportu rowerowego. A zwłaszcza dla tych, którzy następnie na ten temat publicznie się wypowiadają. 

    “Zaskakujący dzień” 
    Reż. Jose Larraza, Marc Pons
    6 odcinków (22-39’)
    Serial w marcu 2020 jest dostępny na platformie Netflix

    PS “Zaskakujący dzień” dostępny jest po hiszpańsku z polskimi napisami. Niestety napisy są na poziomie tłumaczenia przez niezbyt zaawansowany, automatyczny translator. Poza tym drobnym mankamentem to świetna sprawa. Obraz jest znakomicie sfotografowany i zmontowany a zarówno twórcom jak i samej ekipie Movistar należą się gratulacje za bezkompromisowe podejście do tematu. To mogła być niewiele wnosząca hagiografia Eusebio Unzue czy Alejandro Valverde a dostaliśmy nieunikający kontrowersji, szczery obraz dynamiczny niczym najlepsze etapy wielkich tourów.

    A teraz jeszcze mały SPOILER
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Nigdy wcześniej nie widzieliście Nairo Quintany, który tak często by się uśmiechał. Serio!

  • The Game Changers

    The Game Changers

    Podobno ten film skłonił Chrisa Froome’a do zmiany diety na roślinną. “The Game Changers” prezentuje zalety weganizmu dla sportowców, zarówno zawodowych jak i amatorów. 

    Uwaga, The Game Changers to wegepropaganda!

    Trudno nazwać ten film dokumentem – to raczej sprawnie wykonany materiał propagandowy. Swoimi nazwiskami firmują go nawróceni roślinożercy: Arnold Schwarzenegger, Lewis Hamilton czy Novak Djokovic. 

    Równolegle z potwierdzonymi przez lata wynikami badań dotyczących chorób układu krążenia pokazuje wiele pomiarów czy nawet zabaw nie mających wiele wspólnego z nauką. Takich jak zaprezentowanie zmętnionego tłuszczem osocza czy porównywanie erekcji po spożyciu mięsnego i roślinnego posiłku. 

    Wszystko to dla wzmocnienia przekazu o korzyściach zmiany diety dla roślinną.

    Miło, lekko i przyjemnie

    The Game Changers ma miły i lekki charakter, niczym zbilansowana dieta bezmięsna. Kwestie etyczne związane ze zjadaniem zwierząt, podobnie jak ekologiczny aspekt przemysłowej hodowli są jedynie zasygnalizowane. 

    Tematem materiału jest zobrazowanie tezy, że dieta wegańska korzystnie wpływa nie tylko na zdrowie, ale pomaga poprawiać osiągnięcia w różnych odmianach sportu. 

    Mamy więc historie ultrabiegacza, kolarki torowej, strongmana, crossfitowca, futbolistów czy kontuzjowanego reprezentanta sztuk walki, który równocześnie jest narratorem.

    W każdym z przypadków efektem zmiany diety są lepsze wyniki sportowe bez uszczerbku na zdrowiu a wręcz przy poprawie jego ogólnego stanu.

    Dobra robota w słusznej sprawie?

    W 2020r wegetarianizm czy weganizm nie jest dziwactwem. Stał się stylem życia czy nawet modą. 

    Dla wielu osób “niejedzenie mięsa” jest oczywistością z wielu względów: etycznych, zdrowotnych czy towarzyskich. 

    The Game Changers w temacie zalet diety roślinnej nie odkrywa Ameryki, natomiast dzięki przyjaznej formie daje szansę na oswojenie się z tematem co bardziej konserwatywnym jednostkom. 

    Jeśli interesujecie się sportem nie tylko od strony kibica, ale też sami jesteście aktywni, może być dla was ciekawym punktem wyjścia do przeanalizowania swojej diety. A poza tym zapewnia kilkadziesiąt minut niezłej rozrywki. 

    The Game Changers, USA 2018
    Reżyseria: Louie Psihoios
    88’
    Film dostępny jest na Netflixie (stan na luty 2020)

  • Córka trenera

    Córka trenera

    Trochę kino o dorastaniu a trochę film drogi. Do tego historia ojca trenującego nastolatkę w realiach jednej z popularnych dyscyplin sportu. Choć „Córka Trenera” jest o tenisie, znajdziecie w nim wiele smaczków, które spotykacie na co dzień samemu startując w zawodach.

    Łukasz Grzegorzek stworzył kameralny, wizualnie zgrabny „indie-filmik„, który spotkał się z pozytywnym przyjęciem krytyków. Choć często kwalifikowany jest jako „dramat” a bohaterowie od czasu do czasu na siebie krzykną lub uronią łzę, oglądamy małą historię, pozornie bez większego znaczenia. Taką, która przydarzyła się każdemu z nas. Lub przynajmniej mogła się przydarzyć.

    Ktoś o czymś marzy, ktoś się rozczarowuje, jest też odrobina romansu i paru kolorowych bohaterów drugoplanowych. Ot, życie. 

    „Córka Trenera” ma kilka zalet: sensowny scenariusz, bezpretensjonalność, ładne zdjęcia i budzących pewne zainteresowanie bohaterów nieźle zagranych przez dobrze dobraną obsadę (m.in Jacek Braciak, Agata Buzek oraz Karolina Bruchnicka i Bartłomiej Kowalski). 

    Zalicza się więc do, wciąż nielicznych, polskich produkcji, które można obejrzeć bez poczucia, że twórca nami gardzi a swój film zrobił wyłącznie dla pieniędzy. 

    Jeśli lubicie takie kino, to polecam, jeśli nie, to nie stracicie za wiele. Tak czy inaczej nie pisałbym o nim gdyby nie fakt, że historia, którą opowiada dzieje się w świecie sportu. 

    Nie wiem, jak „Córka Trenera” odwzorowuje realia polskiego, juniorskiego tenisa natomiast mogę śmiało powiedzieć, że niesie ze sobą wiele obserwacji, których każdy z nas doświadcza lub doświadczał na co dzień rywalizując w swojej ulubionej dyscyplinie sportu.

    Plastikowe pucharki i listy wyników rozwiewane przez wiatr? Zaliczone. Dekoracja zwycięzców oklaskiwana wyłącznie przez trenerów lub rodziców? Jest. Pracownik urzędu wręczający trofea w zastępstwie nieobecnego burmistrza? Mamy to!

    Noclegi w podrzędnych kwaterach, podróże z zawodów na zawody leciwym busem, treningi gdzie popadnie, bo co by się nie działo przecież „muszą zostać odbyte”… a przy tym dbałość o dietę, niewyleczone kontuzje i gasnące marzenia o wynikach, karierze lub jakiejkolwiek innej formie pozostania przy sporcie, wokół którego zbudowane jest życie. Bohaterów filmu lub po prostu nasze. 

    Można jeszcze poruszyć temat perspektyw, jakie mają młodzi ludzie wchodzący w dorosłość, zarówno tę życiową i tę sportową. Przyszłości, której wizji w wyczynie zazwyczaj nie ma o ile nie jest się w wąskim gronie najbardziej utalentowanych i zamożnych jednostek. 

    Ponieważ jednak „Córka Trenera” jest sama w sobie małym, bezpretensjonalnym filmikiem, sam też nie powinienem uderzać w zbyt poważny ton, zatem w tym miejscu się zatrzymam i mimo kilku drobnych niedociągnięć po prostu go polecę. 

    „Córka Trenera”, 2018
    Reżyseria: Łukasz Grzegorzek
    90 minut. 
    Film miał premierę kinową wiosną 2019; w listopadzie 2019 jest dostępny w HBO Go.

  • Der Läufer. Biegacz.

    Der Läufer. Biegacz.

    Historia mocno zaburzonego człowieka, który równocześnie jest wyczynowym biegaczem z nadziejami na udział w Igrzyskach Olimpijskich to przykład filmu sportowego, który odchodzi od utartych schematów tego typu kina.

    Pełnometrażowy debiut szwajcarskiego reżysera, Hannesa Baumgartnera jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. W przeciwieństwie do większości gatunkowych filmów o tematyce sportowej nie jest schematyczną produkcją „klasy B” lecz aspiruje do nagród na prestiżowych festiwalach.

    Ze zwiastunów i zapowiedzi możemy dowiedzieć się, że „Biegacz” opowiada o losach Jonasa Widmera. To utalentowany zawodnik, idol lokalnej społeczności w Bernie, zwycięzca imprezy, w której startuje się w stroju wojskowym. Jonas trenuje w klubie, wyniki kolejnych sprawdzianów i badań wskazują, że ma szansę awansować do Igrzysk Olimpijskich, gdzie chce wystartować w maratonie.

    Choć zarówno w sporcie jak i w życiu osobistym odnosi kolejne sukcesy (ma ciekawą pracę, jest w stałym związku), równocześnie zmaga się z poważnymi traumami. Wychowywał się w rodzinie zastępczej a jego brat popełnił samobójstwo.

    Nie radząc sobie z problemami, wieczorami zaczyna napadać na kobiety, co ułatwia mu umiejętność szybkiej ucieczki z miejsca rabunku.

    W filmie Baumgartnera dostajemy nieco retrospekcji, znajdziemy w nich także sekwencje snów głównego bohatera. Całość jest jednak prostą historią pokazującą kolejne etapy eskalacji jego problemów.

    Obserwujemy kilka poziomów dramatu. Trudne są zarówno treningi, porażki, kontuzje Jonasa, jego bezradność związana z wydarzeniami z przeszłości jak i wreszcie popełniane przez niego kolejne przestępstwa.

    Wszystko jest jednak zagrane na niskim poziomie intensywności co podkreślają zdjęcia w charakterystycznych, pozbawionych nasycenia kolorach i brak ścieżki dźwiękowej (mając w pamięci tradycyjne filmy sportowe wyobraźcie sobie sceny treningu bez inspirującej muzyki).

    Nie jest to może wielkie kino, za to kolejny przykład na to, że można opowiedzieć historię biegacza w sposób autorski, unikając utartych schematów. Dzięki odejściu od kina gatunkowego, sport wyczynowy staje się pełnoprawną częścią kultury, pretekstem do dyskusji nad rolą wychowania, socjalizacji, toksyczną męskością, militaryzacją społeczeństwa czy zaburzeniami psychicznymi. Jest tłem solidnego, europejskiego dramatu, jedną ze składowych kameralnej historii, która, zależnie od wrażliwości odbiorcy, mniej lub bardziej będzie oddziaływać na jego emocje.

    Hannes Baumgartner
    „Der Laufer”. Polski tytuł „Biegacz”, można go też spotkać pod angielskim „Midnight Runner”
    Szwajcaria, 88 minut.
    Film był prezentowany np. podczas festiwalu Off Camera, obecnie (październik 2019) jest dostępny w HBO Go i tam też go obejrzałem.