Rok: 2013

  • Grand Canyon AL 8.9 – entry level dla wymagających

    Aluminiowy hardtail na kołach 29?. Sprzęt ze średniej półki do xc i maratonów. Popularny temat, mimo obecności na rynku od kilku lat, „tłentynajnery” ciągle budzą ciekawość. Jeżdżę na nim od wiosny, wystartowałem w kilkunastu wyścigach. Powrót na trasy zawodów mtb zaliczyłem, sprzęt się sprawdził. Poniżej recenzja.

    Dlaczego Canyon?

    Miałem ograniczony budżet. Okolice 6500PLN to było absolutne maksimum moich możliwości. Okazało się, że nawet na przecenach trudno znaleźć rower, który bez większych inwestycji pozwoli stanąć na starcie zawodów. Choć na rynku jest multum firm i modeli w tym przedziale, sprzętu, który realnie nadaje się do takich zastosowań jest niewiele. Canyon od początku był na czele listy faworytów do zakupu. W dopuszczalnym budżecie oferował najwięcej, w tym nowoczesną ramę o dobrej, sportowej geometrii oraz wszystkich rozwiązaniach, które prawdopodobnie na dłużej zadomowią się na rynku (główka ramy o zmiennej średnicy, suport na pressfit, sztywne osie kół, wewnętrzne prowadzenie linek oraz przednią przerzutka direct mount). Do tego osprzęt, który sprawdza się w amatorskim ściganiu. Nie bez znaczenia była też możliwość płatności kartą kredytową.

    Grand Canyon AL 8.9

    Na czym Canyon oszczędził?

    Atrakcyjna cena Canyona bierze się w dużej mierze z modelu dystrybucji. Rower kupuje się bezpośrednio od producenta, zatem odpada koszt transportu do sklepu oraz jego marża. Czy poza tym elementem firma gdzieś oszczędza? Klasa wyposażenie zachowuje niezbędny balans. Tańsze są: sztyca (Canyon), kaseta (SLX) i łańcuch (KMC), przednia przerzutka (X.7) oraz korba (SRAM S1400). Co do zasady nie upośledzają pracy, są za to nieco cięższe. Biorąc pod uwagę cenę całości, u konkurencji często te elementy pochodzą z jeszcze niższej grupy. Gdzie więc oszczędności? Na myśl przychodzi lakier. Jest delikatny i nałożono go po prostu mało. Ok, byłem przyzwyczajony do najwyższej klasy roboty wykonywanej przez Storcka, ale mimo wszystko po kilku miesiącach jazdy rama jest wizualnie podmęczona i jesienią będę musiał o nią zadbać: solidnie wyczyścić, uzupełnić zarysowania i otarcia a na koniec potraktować woskiem czy innym preparatem.

    Co jest fajne?

    Rama z serii Grand Canyon AL jest super. Ma dobrą geometrię (tylny trójkąt 438mm), wspomniane wcześniej nowinki techniczne, wzbudzające zaufanie, masywne przekroje rur tam gdzie wymagana jest sztywność oraz delikatniejsze tam, gdzie aluminium jest w stanie zapewnić jakikolwiek komfort. Do tego ma efektowny slooping. Z cennych drobiazgów, główna rura jest zabezpieczona od dołu ochronną naklejką, pancerze przy główce ramy gumowymi nakładkami a chainstay dodawanym w komplecie neoprenem. Fajne jest też wyposażenie. Szału nie ma, ale przerzutka i manetki X.9, hamulce Elixir 5, Rock Shox SID, mostek i kierownica Ritchey WCS, dobre stery Cane Creek 40 oraz koła Mavic Crossride to bardzo solidna średnia półka, która działa w każdych warunkach na wysokim poziomie. Od topowych modeli różni się głównie wagą. Pełną specyfikację modelu 2013 można znaleźć np. tu.

    Grand Canyon AL 8.9

    Z pudełka

    Niemcy to Niemcy. Po wyjęciu roweru z kartonu (trochę drogi, ale faktycznie solidny), pięć dni po tym, gdy obciążona została moja karta, wystarczyło założyć koła, przykręcić kierownicę, pedały, dopasować pozycję i jechać. Wszystko było wyregulowane i sprawdzone. Szok. W komplecie znalazłem jeszcze pompkę do amortyzatora oraz prosty klucz dynamometryczny z wszystkimi końcówkami niezbędnymi do złożenia i późniejszej regulacji sprzętu. Firmę kosztuje to grosze a jest wyraźną ?wartością dodaną? dla użytkownika. W rowerze wymieniłem dwa elementy: siodełko (na lżejsze) i chwyty Ergon na owijkę (z tego samego powodu). Z pedałami Shimano 540 całość w rozmiarze M waży ok. 11,3kg.

    Jazda

    Canyona kupiłem z jednego powodu: chciałem znowu się ścigać. Wybrałem zawody cross country, ponieważ w odległości ok 100km od domu mogę startować co tydzień – dwa, nie wydając worka pieniędzy na benzynę. Dodatkowo XC to sport w czystej postaci. Stawiając sobie jasny cel: jeździć jak najszybciej liczę na to, że sprawniej nauczę się znów poruszać na rowerze górskim. Dwie serie zawodów: Puchar Szlaku Solnego oraz Puchar Tarnowa uzupełniłem pojedynczymi wyścigami na Śląsku. Aby sezon był kompletny, w drugiej jego części podjąłem też próbę zmierzenia się z trasą dwóch maratonów: szybkiego w podkrakowskich Michałowicach oraz prawdziwie górskiego, na Słowacji.

    Grand Canyon AL 8.9

    Początkowe obawy, poza moja formą, budziły dwa elementy nowego roweru: dostępne przełożenie oraz opony. Canyon zdecydował się zastosować zestaw zębatek 22-36 z przodu oraz 11-36 z tyłu. Przy kole 29? najtwardsze przełożenie odpowiada zestawowi 11-40 z roweru 26?. Ku mojemu zdziwieniu, na takim komplecie da się jeździć, do tego całkiem sprawnie. Nawet najbardziej strome podjazdy stają się dostępne, w dół, o ile nie jest to kilkukilometrowy, stromy asfalt przełożenie również daje radę. Obawy okazały się więc bezpodstawne.
    W trakcie użytkowania na jaw wyszedł natomiast inny mankament. Przednie przerzutki SRAM nie słyną z dobrej pracy. Zastosowane X.7 dodatkowo ma problem ze współpracą z małymi zębatkami, trudno ją wyregulować i łańcuch często wypada na zewnątrz. Na maratonie, gdzie jedzie się spokojniej i jest odrobinę więcej czasu nie jest to problemem. W XC na tej przypadłości tracę nieco czasu a krańcowym przypadkiem był jeden z wyścigów, którego nie ukończyłem z powodu zaplątania i pogięcia łańcucha.

    Schwalbe nigdy nie było moim ulubionym producentem opon, Canyon zaproponował zestaw Racing Ralph plus Rocket Ron w rozmiarze 29×2,25?. Choć jest to model ?tubeless ready?, w kołach znajdują się dętki. Po początkowym stresie stwierdziłem, że balon jest na tyle duży, by bez większych obaw z dętkami jeździć na ?bezdętkowym? ciśnieniu. W XC takie rozwiązanie daje radę, na maratonie ze strachu przed dobiciem omijałem kamienie. W kontekście regularnych startów w zawodach długodystansowych przejście na bezdętki jest jednym z priorytetów.
    Fakt, że jeżdżę na kołach ważących ponad dwa kilogramy nie przeszkadza, ale to raczej efekt entuzjazmu związanego z powrotem na rower. Lekkie, szybkie i dobrze zaplecione koła bez dętek dadzą Canyonowi drugie życie. Liczę, że w ten sposób wydobędę z tej ramy pełny potencjał. Póki co Crossride?y dają radę i cieszę się, że tak jak reszta roweru są sprzętem bezobsługowym.

    To nie jest 29er

    Pytanie o to, jak jeździ mi się na rowerze z kołami 29? towarzyszy mi od początku sezonu. Za każdym razem odpowiadam, że nie wiem ;). Po czteroletniej przerwie kupiłem rower, czy raczej system, wyposażony w rozwojowe rozwiązania, który w perspektywie kilku sezonów będzie żywy a nie martwy. To, a nie konkretna ideologia, stało za jego wyborem. Na przełomie marca i kwietnia wsiadłem więc na rower i zacząłem swoją przygodę z mtb od nowa.

    Grand Canyon AL 8.9
    Grand Canyon AL 8.9 – po wyjęciu przedniego koła 29er mieści się pod prysznicem ;)

    Canyon jeździ tak, jak powinien jeździć rower do ścigania. Jest zwinny, skręca, gdzie chcę (dobrze jest go mocniej pochylić), świetnie radzi sobie z nierównościami. Mimo zostawienia dwóch podkładek pod mostkiem, nie ma najmniejszego problemu z odrywaniem przedniego koła nawet na największych stromiznach pod górę. Równocześnie czuję się bardzo bezpiecznie na odcinkach prowadzących w dół. Wysunięcie się za siodełko jest łatwe, również balans ciałem na technicznych fragmentach Canyon przyjmuje z ochotą. Pomocny jest wysoko zawieszony suport: w koleinach i przesmykach między kamieniami zapewnia sporo komfortu psychicznego. Straty czasowe, które regularnie notuję na zjazdach, wiążą się bardziej z moim brakiem objeżdżenia niż z niedoskonałościami sprzętu.

    Zatem gdy ktoś chce znać moją opinię o ?jeździe na 29erze?, za każdym razem stwierdzam, że mam po prostu dobry rower. Nie wiem, czy to dobry dwudziestodziewięciocalowiec. Na moje potrzeby: amatorskiego ścigania w xc (i okazjonalnie maratonach) to po prostu sprzęt o adekwatnych możliwościach. Bardzo sprawny, nowoczesny, niezawodny, oferujący wiele więcej niż sugerowałaby to cena.

    Grand Canyon AL 8.9

    Na koniec uwaga o jedynej wpadce z doborem osprzętu, właściwie niezależna od Canyona. Problem jest powszechny i dotyczy manetki Rock Shoxa PushLock, która jest kompletnie nieodporna na błoto. Plastikowe zapadki wymagają ciągłego czyszczenia a i tak po pierwszym zabrudzeniu działanie dalekie jest od fabrycznego. Biorąc pod uwagę, że większość użytkowników się na to skarży, przy ilości testowanych rowerów z tym elementem, problem powinien wypłynąć w którejś z wcześniejszych recenzji.

    W przyszłym roku

    Na targach we Friedrichschafen Canyon właśnie prezentuje kolekcję 2014. Modele z ramą taką jak w moim rowerze dostają przedrostek ?SLX?, wszystkie są z widelcami Foxa oraz na osprzęcie Shimano. Dostają też o 4mm krótszy tył! 434mm to mniej niż w większości fulli XC o kołach 26?. Niestety tylko najwyższy model, AL SLX 9.9 za 7800PLN, pełnej grupie XT oraz kołach DT Spline M1700 będzie miał ?normalną? korbę z przełożeniem 24-38. Niższe modele wyposażono w zestaw 22-30-40. Sprzęt o tak dużym, sportowym potencjale zasługuje na to, by prosto z pudełka postawić go na starcie zawodów. Trójtarcz to w obecnych czasach, mimo wszystko, propozycja dla turysty.

  • W 11 podjazdów dookoła Hiszpanii

    W 11 podjazdów dookoła Hiszpanii

    Hiszpanie zwariowali. Na trasie rozpoczynającego się w sobotę trzeciego wielkiego touru sezonu – Vuelta a Espana przygotowali aż jedenaście etapów z metą na podjeździe. Zapowiada się dziwny, nieprzewidywalny i niezmiernie męczący wyścig.

    Iberyjskie eksperymenty

    Vuelta a Espana od wielu lat szuka swojej tożsamości. To najmłodszy i najmniej prestiżowy z trzech wielkich tourów. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku termin trzytygodniowego wyścigu został przełożony z wiosny na późne lato. Od tego czasu Hiszpanie nie konkurują już z Włochami, za to problemem dla organizatorów stało się zachęcenie zmęczonych długim sezonem kolarzy do podjęcia kolejnego, poważnego wyzwania w ciągu roku. Imprezie nie sprzyja też aura. Wypalone słońcem hiszpańskie krajobrazy budzą bardziej respekt niż podziw, przy trasach i przed telewizorami rywalizację śledzi mniej kibiców niż podczas Giro d?Italia i Tour de France. W poszukiwaniu prestiżu i widowni, Vuelta szuka nowych, często kontrowersyjnych rozwiązań. Wprowadzając ekstremalnie strome, brutalne podjazdy takie jak Alto de l? Angliru zapoczątkowano swoisty wyścig zbrojeń polegający na tym, by zawodowy peleton wjechał w miejsca tradycyjnie dla niego niedostępne. Sytuacja, w której najwybitniejsi kolarze muszą do swoich rowerów szosowych zakładać przełożenia rodem z rowerów górskich pobudza wyobraźnię kibiców, ale z drugiej strony zawęża grono chętnych do walki o podium w całym wyścigu.


    Chris Froome i Juan Jose Cobo na podjeździe Pena Cabarga, Vuelta a Espana 2011

    Ostatecznie Vuelta popadła w tarapaty finansowe co zakończyło się przejęciem udziałów przez ASO, organizatora Tour de France. Na start przyciąga nie tylko kolarzy, którzy celują w zywcięstwo w klasyfikacji generalnej, ale też tych, którzy przyjeżdżają do Hiszpanii trenować przed rozgrywanymi kilka dni później mistrzostwami świata. Tak czy inaczej, eksperymenty trwają dalej, czego wyrazem jest trasa hiszpańskiego touru 2013.

    Trasa Vuelta a Espana 2013; 24 sierpnia - 15 września

    Trasa Vuelta a Espana 2013; 24 sierpnia – 15 września ? www.lavuelta.com

    ?Igrzyska śmierci?
    Aby nie dublować treści w internecie, polecam poręczne omówienie trasy wyścigu na szosa.rowery.org. W ramach komentarza mogę napisać jedno: to będzie masakra. Zależnie od tego, jak liczyć, znajdziemy około jedenastu etapów z metą na podjeździe. Poza Pirenejami nie są to wzniesienia bardzo wysokie, ale za to niemal za każdym razem ekstremalnie strome. W połączeniu z bonifikatami czasowymi, na mecie każdego odcinka zapowiada się walka niemal każdego dnia. Pytanie, kto jest w stanie wytrzymać takie napięcie przez trzy tygodnie ścigania, zarówno jeśli chodzi o liderów, pomocników jak i dyrektorów sportowych. Dokładając do tego zmęczenie sezonem, dla większości faworytów będzie to drugi wielki tour w roku, należy spodziewać się wielu nietypowych rozstrzygnięć. Istnieje też druga możliwość, w której kolarze będą jechali defensywnie, oszczędzając siły na najcięższe próby, częściej oddając szanse uciekinierom.

    Patrząc na listę startową dość łatwo wytypować faworytów. Vincenzo Nibali (Włochy, Astana) to prawdopodobnie najmocniejszy obecnie, obok Chrisa Froome?a, kolarz etapowy. Czy jednak będzie skupiał się na walce o czerwoną koszulkę lidera, czy też może postawi na trening przed mistrzostwami świata, nie wiadomo. Z kolei dwóch Hiszpanów: Alejandro Valverde (Movistar) i Joaquim Rodriguez (Katiusza) ma za sobą wyczerpujący Tour de France. Tyle, że obaj kolarze ukończyli ?Wielką Pętle? w dobrej dyspozycji, szczyt formy osiągając pod koniec zmagań. Liczne, krótkie i strome finisze oraz bonifikaty czasowe preferują dynamicznego Rodrigueza Pytanie, ile zawodnik o przydomku ?Purito? zachowa sił.


    Juan Jose Cobo, Chris Froome i Bradley Wiggins na Alto de l?Angliru, Vuelta Espana 2011

    Zmęczony po Tourze może być również Holender Bauke Mollema z Belkinu, za to dobrą formę powinni zaprezentować Kolumbijczycy: Carlos Betancur (Ag2r) oraz Rigoberto Uran (Sky). Niewiadomą jest postawa weteranów: Ivana Basso (Włochy, Cannondale) czy Samuela Sancheza (Hiszpania, Euskaltel Euskadi). Ze względu na ?wariacką? charakterystykę wyścigu może się okazać, że niespodziewanie do walki o czołowe pozycje włączy się ktoś spoza typowanej przed startem grupy ścisłych faworytów.

    #renesanspolskiegokolarstwa

    W Hiszpanii wystartuje pięciu Polaków: Rafał Majka (Saxo Tinkoff), Sylwester Szmyd (Movistar), Maciej Paterski (Cannondale), Tomasz Marczyński (Vacansolei DCM) oraz Bartosz Huzarski (Netapp Endura). O ich szansach i wcześniejszym przebiegu sezonu można przeczytać w Przeglądzie Sportowym. W tym roku polscy kolarze rozpieszczają kibiców. W wiosennych klasykach i Tour de France świetnie jechał Michał Kwiatkowski. Rafał Majka rewelacyjnie pojechał włoskie Giro oraz Tour de Pologne. Przemysław Niemiec ustanowił polski rekord w Giro d?Italia (6. miejsce) oraz znakomicie zaprezentował się w prestiżowych, tygodniowych wyścigach etapowych. Powoli zaczynam się przyzwyczajać, że nasi kolarze odgrywają kluczowe role w najważniejszych imprezach sezonu. Nie wiem, czy Rafał Majka będzie w stanie powtórzyć jazdę z włoskiego Giro (7. miejsce): w ekipie Saxo – Tinkoff jest czterech potencjalnych liderów a sam Majka jest zawodnikiem na tyle młodym, że niekoniecznie musi walczyć w dwóch wielkich tourach w sezonie. Nie wiem też czy Bartosz Huzarski podoła celowi, który sobie postawił, czyli walce w klasyfikacji generalnej. Niewiadomą jest również pozycja Sylwestra Szmyda i Macieja Paterskiego, którzy tradycyjnie będą pełnili role pomocnicze w swoich ekipach. Wreszcie zespół Tomasza Marczyńskiego po tym sezonie kończy działalność, zatem zawodnicy tej drużyny są pod sporą presją poszukiwania pracodawcy na kolejny rok. Mimo to wierzę, że będziemy mogli pasjonować się jazdą całej piątki, trzymać kciuki gdy będą walczyć o etapowe zwycięstwa i rywalizować z najlepszymi kolarzami świata o dobre miejsce w końcowej klasyfikacji. Bo właściwie dlaczego to miałoby się nie wydarzyć?

    Nie przegap etapów:

    2. Alto Do Monte Da Groba (25.08, niedziela) – pierwszy górski finisz już na drugim etapie wyścigu!
    8-10. Trzy strome finisze w Andaluzji (31.08-02.09, sobota – poniedziałek).
    15. Pirenejski klasyk (08.09, niedziela)
    18. Pena Cabarga (12.09, czwartek)
    20. Alto de L´Angliru (14.09, sobota)

    Faworyci:

    *****
    Vincenzo Nibali
    ****
    Joaquim Rodriguez, Alejandro Valverde
    ***
    Bauke Mollema, Carlos Betancur, Samuel Sanchez, Rigoberto Uran
    **
    Rafał Majka, Roman Kreuziger,
    *
    Ivan Basso, Michele Scarponi

    Klasyfikacje:
    Generalna: czerwona koszulka
    Punktowa: zielona koszulka (uwaga, na Vuelcie etapy górskie punktowane są tak samo jak płaskie, zatem wygra ją prawdopodobnie kolarz będący wysoko w klasyikacji generalnej a nie sprinter)
    Górska: Koszulka w granatowe kropki
    Kombinowana: biała koszulka (wyrgywa ją zawodnik będący najwyżej w pozostałych trzech klasyfikacjach)
    Drużynowa: liczy się do niej suma czasów trzech najlepszych kolarzy drużyny na każdym z etapów

    Pula nagród: niespełna 1,1mln Euro

     

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 23.08.2013

  • Odzyskany entuzjazm

    Największy żal miałem nie w związku z telenowelą wokół sprawy Lance?a Armstronga, ale do Aleberto Contadora. To właśnie jego dopingowa wpadka, prawdopodobnie dużo poważniejsza niż ostateczny wyrok spowodowała, że kibicowanie kolarzom przestało mnie cieszyć. Tegoroczny sezon, od klasyków po Tour de France sprawił, że może nie wierzę w 100% czysty sport, ale do każdego kolejnego wyścigu podchodzę z ostrożnym entuzjazmem.

    Jeden z młodych kolarzy grupy Argos, przedstawiciel nowego pokolenia sportowców, którzy otwarcie mówią o dopingu
    Jeden z młodych kolarzy grupy Argos, przedstawiciel nowego pokolenia sportowców, którzy otwarcie mówią o dopingu ? facebook.com/xouted, fot. własne, CC BY SA 3.0

    Paranauka w służbie kibica

    Transmisje telewizyjne realizowane na wysokim poziomie, aktywność zawodników i dyrektorów sportowych na twiterze, profile w portalach społecznościowych takich jak Garmin Connect czy Strava powodują, że dostęp do danych: mocy, tętna czy tempa wspinaczki mają wszyscy. Stąd też sporą część czasu kibice poświęcają, zamiast na emocje związane z rywalizacją kolarzy, na analizę pracy przez nich wykonywanej. Dlatego mniej więcej do połowy Tour de France trwała dyskusja dotycząca potencjalnego dopingu Chrisa Froome?a oraz jego pomocników z drużyny Sky. Już sam styl jazdy był spektakularny, ale to szacunki dotyczące tempa na podjazdach Ax3 Domaines oraz Mont Ventoux najbardziej przywodziły na myśl wyniki uzyskiwane przez Armstronga i jego rywali w ?epoce EPO?.

    Suche liczby bez kontekstu są świetnym polem do nadużyć czy pomówień. Nie chcę w tym miejscu bronić Chrisa Froome?a czy Richiego Porte, nie zamierzam również nikogo oskarżać. Bardziej niż na poszczególnych zawodnikach i uzyskiwanych przez nich rezultatach lepiej skupić się na widocznych tendencjach. Po dwóch latach spowolnienia, zawodowy peleton wyraźnie przyspieszył. Średnia prędkość zwycięzcy Tour de France była piątą najwyższą w historii. A warto zauważyć, że oglądaliśmy jedną z bardziej górzystych ?Wielkich Pętli? w ostatnich latach! Majowe Giro d?Italia było, z powodu niespodziewanego ataku zimy, okrojone z podjazdów, stąd też Vincenzo Nibali zwyciężył z drugą najwyższą średnią prędkością w dziejach wyścigu. Najszybszy od niemal pięćdziesięciu lat był także Fabian Cancellara na trasie legendarnego klasyku z Paryża do Roubaix.

    Vincenzo Nibali, jeden z najmocniejszych kolarzy w zawodowym peletonie podczas jazdy na czas w Wieliczce
    Vincenzo Nibali, jeden z najmocniejszych kolarzy w zawodowym peletonie podczas jazdy na czas w Wieliczce?facbook.com/xouted, fot. własne CC BY SA 3.0

    Co ciekawe, podczas niedawno zakończonego Touru najmocniejszy pod górę był nie, będący pod ostrzałem mediów Froome, ale Nairo Quintana na ostatnim podjeździe wyścigu! Zarówno filigranowy, stworzony do wspinaczki Kolumbijczyk jak i zwycięzca całego Tour de France osiągali rezultaty zbliżone do tych, które prezentowali podczas Giro d?Italia Vincenzo Nibali czy Carlos Betancur, zatem wbrew pozorom nie są kosmicznym ewenementem. O tym, jak wysoki poziom prezentują zawodnicy świadczy również jazda Laurensa Ten Dama. Holender z grupy Belkin w pierwszej fazie wyścigu jechał w pierwszej dziesiątce, lecz całą rywalizację zakończył na trzynastej pozycji i niemal codziennie udostępniał swoje dane w portalu Strava. Już rezultaty osiągane przez kolarza, który raczej odpadał z grupy faworytów niż decydował o losach wyścigu mieszczą się w górnych strefach ocenianych przez ekspertów jako granica ludzkich możliwości. Bohaterowie walczący o podium do owych granic niebezpiecznie się zbliżają.

    Technologia w służbie sportowców

    Trauma po Armstrongu, Ullrichu, aferach Festiny, Puerto czy Oil for Drugs spowodowały, że wszędzie szukamy spisku, zapominając o podstawowych elementach. Dekada w sporcie to przepaść. Szczególnie w takim, gdzie poza fizycznymi możliwościami zawodników liczy się sprzęt. Aerodynamika, ergonomia, dopasowanie pozycji zmniejszają kolarzom zużycie energii nawet o kilkadziesiąt Wattów. Na tle klubów piłkarskich budżety zawodowych ekip kolarskich są śmiesznie małe (najlepsze z drużyn operują kilkunastoma milionami Euro), ale i tak pozwalają na wiele. Aerodynamiczne kaski, ultralekkie i przewiewne stroje, poszukiwanie luk w przepisach umożliwiających obejście restrykcyjnych reguł dotyczących budowy rowerów. Do tego wszechobecny monitoring niemal wszystkich parametrów fizjologicznych. Nigdy w historii kolarstwo nie było tak zaawanoswane technologicznie, nigdy też zawodnicy nie mieli tak komfortowych warunków pracy. Jeśli napiszę, że obecnie sprzęt, który amator można kupić w markecie sportowym za równowartość dwóch średnich krajowych jeszcze dziesięć lat temu był dostępny wyłącznie dla kilku kolarzy na świecie, nie będzie w tym przesady.

    Rower do jazdy na czas Bradleya Wigginsa. Drużyna Sky jest liderem w poszukiwaniu nowatorskich rozwiązań technologicznych i treningowych
    Rower do jazdy na czas Bradleya Wigginsa. Drużyna Sky jest liderem w poszukiwaniu nowatorskich rozwiązań technologicznych i treningowych?facebook.com/xouted/ fot. własne CC BY SA 3.0

    W takich warunkach, otoczeni opieką fizjologów, biomechaników, projektantów i programistów kolarze muszą przyspieszać, nawet w warunkach najlepiej działającego systemu antydopingowego. Z drugiej strony, ujawnione w aferze Armstronga mechanizmy oszukiwania kontrolerów każą pohamować optymizm, ale rzut oka na zaplecze, jakim dysponowały najlepsze ekipy podczas choćby naszego Tour de Pologne, skłania do refleksji, że tym razem za tempem peletonu stoi nie tylko chemia oraz fizjologia, ale wiele więcej gałęzi różnych nauk.

    Bez show nie byłoby entuzjazmu

    Suche dane: prędkość, moc, tempo podjeżdżania to pole do ekscytacji dla koneserów. Tego lata najważniejszy jest dla mnie inny czynnik, który w połączeniu z klimatem walki z dopingiem wpłynął na ciepłe emocje, jakimi znów obdarzyłem kolarstwo. Zawodnicy grają w otwarte karty, szukają niemal każdej okazji do ataku, zdobycia przewagi nad rywalami. Podczas Tour de France Chris Froome zbudował szokująco wysoką formę na pierwszą fazę wyścigu, w drugiej musiał bronić się przed szarżującymi rywalami. Contador, Rodriguez, Quintana, przez chwilę również kolarze ekipy Belkin atakowali gdzie tylko mogli. W górach, na wietrze, podczas jazdy na czas. Zagrywki taktyczne, jazda drużynowa, zmiany rowerów, izolowanie lidera od jego przybocznych. Każdy etap Wielkiej Pętli był polem bitwy. Mimo dominacji Froome?a i ekipy Sky, byłem do końca trzymany w niepewności, wyczekując co będzie się działo za każdym kolejnym zakrętem, na każdym wzniesieniu i na każdym szaleńczym zjeździe.

    Rafał Majka, nie dość, że "nasz", to jeszcze bardzo młody zawodnik, przyszłość kolarstwa
    Rafał Majka, nie dość, że „nasz”, to jeszcze bardzo młody zawodnik, przyszłość kolarstwa?facebook.com/xouted, fot. własne CC BY SA 3.0

    W nieco mniejszej skali, ale podobnych wrażeń dostarczył mi Tour de Pologne. W obu przypadkach smaku dodaje fakt, że po wielu latach posuchy, od kilkunastu miesięcy w głównych rolach oglądam Polaków. Jak wielkim nie byłbym entuzjastą kolarstwa i jak wielu godzin rocznie bym mu nie poświęcałbym, inaczej ogląda się sport, w którym oprócz obcych Basków, Walonów czy Brytyjczyków o czołowe lokaty rywalizują ?nasi?. W połączeniu z odważną i agresywną jazdą oraz ze świadomością, jak wysoki poziom prezentują, dostaję dodatkowy bodziec by śledzić kolejne relacje.

    Na koniec zostaje niepokój. A co, jeśli znów oglądam oszustwo? A co, jeśli po raz kolejny serwowany show jest efektem nieetycznych eksperymentów ocierającej się o mafię grupy karierowiczów? Z podobnymi problemami, co kolarstwo kilka lat temu, borykają się obecnie inne dyscypliny sportu. Lekkoatletyka, tenis, zaczyna się wspominać o dopingu w piłce nożnej. Kolarze ze swoją przeszłością, traumą afer, będąc obecnie pod kontrolą najbardziej rygorystycznych badań i przepisów otwarcie mówią o etyce pracy, wyzwaniach i wyborach, jakie stawia przed ludźmi wyczynowy sport. Mimo całego zaplecza technologicznego i wielu elementów, które go dehumanizują, sami bohaterowie są bardziej ludzcy i bliżsi niż kiedykolwiek.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 21.08.2013

  • Kibicowałem Tour de Pologne

    Wziąłem wolny dzień w pracy. Spędziłem kilka dobrych godzin przed ekranem komputera i telewizora. Poświęciłem sobotnie popołudnie by zobaczyć na żywo jazdę na czas w Wieliczce. Wiem jedno: Tour de Pologne może być pięknym świętem sportu. Szkoda, że jubileuszowy, siedemdziesiąty wyścig zostawił tak wiele mieszanych uczuć.

    Start 3. etapu Tour de Pologne, krakowski rynek
    Start 3. etapu Tour de Pologne, krakowski rynek ? fot. Marek Tyniec jr. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Wyścig z klasą
    Najpierw będą plusy. Tych jest sporo. 70. Tour de Pologne dostarczył pięknych, sportowych wrażeń. Rywalizacja o czołowe lokaty trwała od pierwszego, do ostatniego etapu. O emocje zadbali wszyscy uczestnicy. Polacy, bo Rafał Majka dzielnie walczył w klasyfikacji generalnej a Bartosz Huzarski i Tomasz Marczyński zbierali punkty na premiach, ostatecznie stając do dekoracji jako najbardziej aktywny i najlepiej jeżdżący w górach kolarz. Gwiazdy światowego peletonu, bo Bradley Wiggins i Fabian Cancellara świetnie pokazali się podczas finałowej jazdy na czas. Słowa uznania należą się też tym, którzy przez większość sezonu pełnią inne role a w Polsce dostali swoją szansę: Pieter Weening, Christophe Riblon, Jon Izagirre czy Sergio Henao wraz ze wspomnianym Rafałem Majką do ostatnich kilometrów ostatniego etapu trzymali nas w niepewności, który z nich zostanie zwycięzcą całego wyścigu. Słowa uznania należą się też kolarzom grupy BMC: Taylor Phinney i Thor Hushovd w pięknym stylu wygrali w sumie trzy etapy.

    Bradley Wiggins na trasie jazdy na czas w Wieliczce
    Bradley Wiggins na trasie jazdy na czas w Wieliczce?fot. Marek Tyniec jr. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Choć wyścig rozpoczął się we Włoszech i już na wstępie zaserwowano kolarzom legendarne podjazdy w Dolomitach, losy klasyfikacji generalnej rozstrzygnęły się w Polsce. Podhalański etap z prejazdem przez Ząb, Gliczarów i Bukowinę był świetny, pełen ataków i zakończył się zmianą lidera. Kolejne zmiany w klasyfikacji przyniosła jazda na czas z Wieliczki do Krakowa i choć Rafał Majka stracił miejsce na podium, to i tak pokazał wielką klasę na tle najlepszych na świecie specjalistów w tej dyscyplinie. Sporą zasługę w podniesieniu poziomu atrakcyjności zmagań kolarzy miało okrojenie składów drużyn do sześciu zawodników. Eksperyment Lang Temu i Międzynarodowej Federacji Kolarskiej się powiódł. Piękne etapowe zwycięstwa Phinneya, Riblona i Atapumy były możliwe m.in. dzięki temu, że najmocniejszym drużynom było trudniej niż zazwyczaj kontrolować sytuację w peletonie.

    W przypadku kolarstwa, równie ważna co rywalizacja kolarzy jest sceneria. Z perspektywy kilku dni od zakończenia wyścigu pokuszę się o stwierdzenie, że zarówno pod względem sportowym jak i krajoznawczym, wizyta Tour de Pologne we Włoszech nie wniosła zbyt wiele. Losy wyścigu zdecydowały się w Bukowinie i Krakowie a Tatry czy krakowski Rynek prezentują się równie dobrze co najpiękniejsze miejsca, pokazywane przez realizatorów transmisji z wyścigów w całej Europie. Mamy piękne góry, odrestaurowane zabytki i nowe drogi. Do tego, co równie ważne, trzy miliony ludzi, którzy przez tydzień stali przy trasie i dopingowali kolarzy. To sympatyczne, budujące i napawające sporym entuzjazmem. Krótko mówiąc: sukces!

    Tomasz Marczyński na trasie jazdy na czas w Wieliczce
    Tomasz Marczyński na trasie jazdy na czas w Wieliczce?fot. Marek Tyniec jr. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Mentalne disco polo
    Wiosną, po prezentacji trasy 70. Tour de Pologne zastanawiałem się, czy można z takim sukcesem polemizować. Po zakończeniu wyścigu uważam, że nie tylko można, ale i trzeba. Dlaczego? Bo wszyscy nie tylko zasłużyliśmy, co również dojrzeliśmy do tego, by Nasz Wyścig był prawdziwym świętem. Rewelacyjne wyniki polskich kolarzy, którzy od zeszłego sezonu regularnie notują czołowe wyniki zrobiły swoje. Zainteresowanie wyczynową jazdą rowerem rośnie, Kwiatkowski czy Majka wyrastają na nowe gwiazdy rodzimego sportu. W wyścigu dla amatorów, mimo horrendalnej opłaty startowej bierze udział 1300 entuzjastów kolarstwa. Przy szosach stoją szpalery ludzi a na podjeździe w Gliczarowie nie ma może tłumu jak podczas Tour de France, ale na zawodowców czeka entuzjastycznie pokrzykujący tłum. Tymczasem transmisje TVP z Tour de Pologne oglądało prawie 300tyś mniej widzów niż rok temu!

    Wizyta wyścigu we Włoszech wiązała się z przekroczeniem wielu granic. Nie tylko tych międzypaństwowych, ale przede wszystkim granic komercji. Tour de Pologne to sukces, także sukces finansowy. Bez tego wymiaru nie istniałby i bez stabilności ekonomicznej imprezy Czesława Langa nie moglibyśmy mówić o widocznym ożywieniu w polskim kolarstwie oraz zainteresowaniu rowerami. Nie wierzę jednak, że w roku 2013 jesteśmy skazani na jarmarczny marketing, agresywny product placement i przysłaniające wszystko: krajobraz, zabytki i samych kolarzy materiały reklamowe. Określenie ?Tour de Balon? weszło już na dobre do języka kibiców kolarskich w kraju. Mam nadzieję, że nie wyszło dalej. Swoje dołożyła również Telewizja Publiczna, oferując poziom przekazu na poziomie przypominającym Wyścig Pokoju w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W połączeniu z wciskanym na każdym kroku marketingiem w miejsce informacji o sytuacji na trasie dostaliśmy obraz produktu z dolnych półek dyskontu zamiast z delikatesów premium. Ratunek przyszedł z importu: Krzysztof Wyrzykowski niczym Christophe Riblon zbudował wysoką formę podczas Tour de France i w trakcie polskich etapów błyskotliwie przykrył niedostatki sygnału TVP. Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast podziwiać podhalański krajobraz i komentować jazdę Rafała Majki, ci z dziennikarzy, którzy w ogóle zwrócili uwagę na Tour de Pologne wytykali niską jakość relacji i brak dostępu do informacji (bieżące newsy na twitterze pochodziły od prywatnego entuzjasty a nie od organizatora!). W tym kontekście może to nawet lepiej, że opiniotwórczy, zagraniczni blogerzy i portale nie poświęcili wiele uwagi naszemu wyścigowi. Wyścigowi, którym chcemy się cieszyć, który chcemy podziwiać i wspierać. Trzy miliony kibiców nie może się mylić. Tyle, że te trzy miliony potrafią myśleć i długo nie dadzą nabierać się na marketingowe chwyty sprzed dwóch dekad. Płynące z głośników ?Ona tańczy dla mnie? wyraża więcej niż tysiące znaków wylanych przez zatroskanych kibiców i dziennikarzy. Disco polo można traktować ironicznie, postironicznie lub w dowolny inny sposób. Ale prestiżu na nim się nie zbuduje.

    Panie Czesławie, skoro postanowił Pan pokazać Włochom Tour de Pologne, dlaczego równocześnie pokazał im Pan mentalny ?Weekend? a nie ?Brodkę??

    Zwycięzcy etapów:
    1. Madonna di Campiglio: Diego Ulissi
    2. Przełęcz Pordoi: Christophe Riblon
    3. Rzeszów: Thor Hushovd
    4. Katowice: Taylor Phinney
    5. Zakopane: Thor Hushovd
    6. Bukowina Tatrzańska: Darwin Atapuma
    7. Kraków: Bradley Wiggins

    Klasyfikacja generalna:

    1. Pieter Weening Orica GreenEdge 31h 58′ 07″
    2. Jon Izagirre Euskaltel Euskadi + 13″
    3. Christophe Riblon Ag2r La Mondiale + 16″
    4. Rafał Majka Saxo Bank Tinkoff + 26″
    5. Sergio Henao Sky Pro Cycling + 51″

    Klasyfikacja punktowa:
    Rafał Majka Saxo Bank Tinkoff

    Klasyfikacja górska:
    Tomasz Marczyński Vacansolei DCM

    Klasyfikacja najaktywniejszych:
    Bartosz Huzarski Netapp Endura

    Klasyfikacja drużynowa
    Radioshack – Leopard

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 08.08.2013

  • Kibicuj Tour de Pologne ? przewodnik dla początkujących

    Dziś we włoskim Trydencie startuje Tour de Pologne. Po raz siedemdziesiąty kolarze z całego świata ścigać się będą w wyścigu dookoła Polski. Dlaczego więc wyruszają Włoch? Czy Polacy mają w tym wyścigu jakieś szanse? Jak ważna jest to impreza? Czy to naprawdę ?kolarska liga mistrzów?? Dlaczego przez najbliższy tydzień TVP tyle czasu poświęci panom kręcącym na rowerach? I co o właściwie w tym wszystkim chodzi.

    tourdepologne.pl

    Co to za wyścig?
    Tour de Pologne to jeden z najstarszych kolarskich wyścigów etapowych na świecie. Po raz pierwszy rozegrany został w 1928 roku. Przez wiele lat był w cieniu Wyścigu Pokoju, ale przez polskich zawodników zwycięstwo w nim było bardzo cenione. Wygrywali go m.in. Feliks Więcek, Stanisław Szozda, Tadeusz Mytnik czy Czesław Lang. To właśnie Lang, nasz pierwszy kolarz zawodowy, po zakończeniu kariery sportowej, w pierwszych latach transformacji ustrojowej przejął organizację wyścigu i przekwalifikował go z imprezy amatorskiej na taką dla profesjonalistów.

    Od 1993 do 2004r Tour de Pologne zyskiwał coraz większe uznanie w oczach Międzynarodowej Unii Kolarskiej, co wyrażało się w przyznawaniu mu coraz wyższej kategorii. W 2005r światowe kolarstwo przeszło gruntowną reformę i od tego czasu nasz wyścig jest punktowany najwyżej wśród podobnych mu imprez tygodniowych. W ciągu roku kolarze rywalizują bowiem w różnych typach zawodów. Bezsprzecznie najważniejsze z nich są trzy wielkie Toury. Trzytygodniowe, niezmiernie wymagające: Giro ?d Italia, Tour de France oraz Vuelta Espana. Wysoko punktowane i cenione są również tzw. ?klasyki?, czyli jednodniowe wyścigi z wielką tradycją i historią, takie jak wiosenne Mediolan-Sanremo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege oraz jesienny Giro di Lombardia.

    Co roku jesienią rozgrywane są również mistrzostwa świata, zbliżone swoich charakterem do Klasyków. Do tego w kalendarzu znajduje się kilka prestiżowych tygodniówek: np. Paryż-Nicea, Dookoła Szwajcarii, Dookoła Kraju Basków i kilka innych. Nie są one tak eksponowane jak Wielkie Toury, ale to nadal jedne z najważniejszych kolarskich wydarzeń sezonu. To właśnie w tym gronie od 2005 roku znajduje się Tour de Pologne.


    Spot promujący 70. Tour de Pologne

    Czy to naprawdę ?kolarska liga mistrzów??
    Slogan, który przylgnął do Tour de Pologne, wedle którego nasz wyścig to ?kolarska liga mistrzów? jest nośny, ale błędny. W kalendarzu znajduje się kilka imprez ważniejszych, kilka równorzędnych oraz bardzo wiele zdecydowanie mniej ważnych. Każdy z najbardziej prestiżowych wyścigów, takich jak nasz, ma swoje miejsce w kalendarzu i określony cel. Niektóre, jak Paryż-Nicea czy Tirreno- Adriatico otwierają sezon. Inne, jak Criterium du Dauphine czy Tour de Suisse, przygotowują do Tour de France. Kilka lat temu Tour de Pologne był jednym ze sprawdzianów przed mistrzostwami świata, obecnie zmienił termin i wiele wskazuje, że stanie się głównym testem przed Vuelta Espana.

    Miejscem, gdzie najwybitniejsi kolarze trenują przed trzytygodniowym tourem, a ton rywalizacji często nadają zawodnicy młodsi, którzy zdobywają doświadczenie w najwyżej punktowanych wyścigach. Wiele wielkich gwiazd światowego peletonu pierwsze sukcesy odnosiło właśnie podczas Tour de Pologne, warto wspomnieć choćby Alberto Contadora czy Petera Sagana. Rewelacyjny sprinter, Marcel Kittel, który wygrał cztery etapy na właśnie zakończonym Tour de France, dwa sezony temu, jako dwudziestotrzylatek wygrał również cztery etapy w Polsce.

    Krótko mówiąc, Tour de Pologne to nie jest najważniejszy wyścig w sezonie, ale sukcesywnie zdobywa prestiż i znaczenie w kalendarzu. Jest przykładem sukcesu organizacyjnego i pora nauczyć cieszyć się nim bez zbędnego zadęcia. Nie trzeba mówić o ?lidze mistrzów?, skoro to ?po prostu? najwyższa rangą cyklicznie organizowana impreza sportowa w kraju!

    Po co z Włoch, skoro można by z Gdańska?
    70. Tour de Pologne jest, jak na wyścig tygodniowy, wydarzeniem dość nietypowym. Dwa pierwsze etapy zostaną rozegrane we włoskim Trydencie. Następnie peleton dostanie dzień przerwy, zostanie samolotami przewieziony do Krakowa i kolejne pięć etapów rozegranych zostanie na południu Polski. Nie ukrywam, to rozwiązanie dziwne i bezprecedensowe. Tego typu rozwiązania stosują zazwyczaj organizatorzy wyścigów trzytygodniowych, na krótszych zazwyczaj nie ma na to czasu ani środków. Tu warto wrócić do postaci organizatora wyścigu, Czesława Langa. Spora część jego kariery zawodowej, zarówno jako sportowca a później biznesmena związana jest właśnie z Włochami. Oczywiście wizyta w Trydencie ma swój wymiar komercyjny, ale Lang wielokrotnie wspomina o tym, że jego marzeniem było, by pokazać kibicom prawdziwe góry.

    Skoro pojawiła się możliwość, by zrealizować swoje marzenia, to czemu z tego nie skorzystać? Zapewne to jednorazowa historia, która może otworzyć drogę do dalszej promocji wyścigu, a co za tym idzie polskiego kolarstwa. Narzekanie? Zostawmy to na później. W zamian proponuję cieszyć się, że mamy w kraju na tyle sprawnego organizatora, który raz na jakiś czas jest w stanie zaskoczyć nas kosztowną i atrakcyjną fanaberią.

    Całą trasę oraz harmonogram wyścigu najlepiej zobaczyć na oficjalnej stronie 70. Tour de Pologne

    Kto to właściwie jest ten Nibali?
    Drugą, po starcie we Włoszech innowacją, jest okrojenie składów drużyn do sześciu zawodników. To o dwóch mniej, niż w konkurencyjnych wyścigach. Celem takiego rozwiązania ma być zwiększnie rywalizacji najmocniejszych kolarzy poprzez ograniczenie możliwości kontrolowania sytuacji przez ich pomocników. Ze względu na bardzo selektywną trasę oraz kończącą całość długą jazdę indywidualną na czas, w tym roku w Tour de Pologne startuje absolutna elita zawodowego peletonu.

    Ekipie Astana przewodzić będzie Vincenzo Nibali. Zwycięzca Giro d?Italia, w pierwszej części sezonu prezentujący moc zbliżoną do tej, jaką Chris Froome zniszczył konkurentów podczas Tour de France. Jego rywalem powinien być Bradley Wiggins, ubiegłoroczny zwycięzca ?Wielkiej Pętli?, który tej wiosny nie dał rady Nibalemu we Włoszech a teraz wraca do wysokiej dyspozycji. Jeśli straci w Dolomitach, będzie to odrabiał podczas finałowej czasówki z Wieliczki do Krakowa. Nominalnym liderem Sky został jednak nie on a Kolumbijczyk Henao. Na liście startowej znaleźć można jeszcze wiele gwiazd, m.in. Fabiana Cancellarę czy Ivana Basso. Dla Nibalego głównym celem drugiej części sezonu jest jednak nie Tour de Pologne a hiszpańska Vuelta oraz mistrzostwa świata.

    Do walki o tęczową koszulkę (na czas lub indywidualnie) szykują się również Wiggins i Cancellara. Niewykluczone więc, że zamiast gwiazd, o zwycięstwo w Polsce będą rywalizowali zawodnicy o mniej głośnych nazwiskach. Nie znaczy to jednak, że najsławniejsi kolarze traktują TdP po macoszemu. Taka jest właśnie rola nieco mniejszych wyścigów w kalendarzu. Zawodowcy dzielą sezon na części i w każdej z nich swoją szansę dostaje kto inny. Nawet najwybitniejsi sportowcy nie są przecież w stanie utrzymać szczytowej formy przez czas dłuższy niż kilka tygodni.

    Lista startowa 70. Tour de Pologne

    Czy ?biało-czerwoni? wygrają?
    To pytanie pojawia się co roku. Czy tym razem któryś z ?naszych? powalczy o żółtą koszulkę lub choćby etap? Tegoroczne wyniki skłaniają do optymizmu. Na starcie staną Rafał Majka (Saxo Tinkoff) oraz Przemysław Niemiec (Lampre Merida), którzy rewelacyjnie pojechali Giro d?Italia. Nie można zapominać o Sylwestrze Szmydzie (Movistar), który nie wystartował w Tour de France a włoskie podjazdy to dla niego idealna sceneria by powalczyć o czołowe lokaty. W ekipie Netapp Endura pojedzie Bartosz Huzarski, w Vacansolei Tomasz Marczyński a w Cannondale Maciej Paterski. Michał Kwiatkowski odpoczywa po Tour de France, ale w tym samym zespole: Omega Pharma ? Quick Step pojedzie Michał Gołaś. Co więcej, po przerwie, na zaplecze zawodowej elity wróciła drużyna CCC Polsat Polkowice, dzięki czemu Czesław Lang mógł przyznać jej dziką kartę (liderem będzie doświadczony Włoch Davide Rebellin).

    Oprócz tego na starcie stanie reprezentacja Polski, złożona głównie z młodych, perspektywicznych kolarzy. Takiego urodzaju jeszcze w Tour de Pologne jeszcze nie mieliśmy. W tym sezonie ?nasi? są rewelacją w zawodowym peletonie. Tym śmielej można szukać nadziei na sukcesy. Wraz ze zwiększonym zainteresowaniem mediów, po cichu liczę, że za wynikami naszych gwiazd rozwinie się moda nie tylko na aktywny wypoczynek rowerowy, ale też z większą przychylnością sponsorów spotkają się kluby szkolące młodzież.

    ?Biało-czerownym? może pomóc kolejna nowinka w regulaminie wyścigu. Tak jak na dawnym Wyścigu Pokoju na każdym z etapów do zdobycia będzie wiele bonifikat czasowych. Najaktywniejszy zawodnik, który zdobędzie najwięcej punktów na premiach lotnych i górskich zyska trzydzieści sekund do klasyfikacji generalnej! To spora szansa dla uciekinierów a właśnie w tej roli często w ostatnich latach najlepiej spisywali się polscy kolarze.

    Klasyfikacja generalna, premiowana żółtą koszulką jest oczywiście najważniejsza. Zwycięzcą zostanie zawodnik, który uzyska najkrótszy czas na wszystkich etapach, pomniejszony o zdobywane bonifikaty. Oprócz niej w białej koszulce pojedzie zawodnik, który uzbiera najwięcej punktów na metach etapów, w różowej ten, który najczęściej będzie meldował się na szczytach podjazdów a w biało-czerwonej zawodnik najaktywniejszy.

    Relacje i transmisje
    Wyścigi kolarskie żyją dzięki mediom. Najważniejsze imprezy świata zostały powołane przez właścicieli tytułów prasowych. Obecnie kluczową rolę odgrywa telewizja. Współpraca z TVP to jedno z najważniejszych ogniw sukcesu Tour de Pologne. Także w tym roku Telewizja Publiczna dostarczy codziennie kilka godzin relacji. Dla tych, którzy bardziej interesują się kolarstwem i oczekują bardziej fachowego komentarza dostępne są również transmisje w Eurosporcie.

    Sportowe święto
    Powoli przychodzi czas, aby nauczyć się kibicować i przeżywać wielkie imprezy sportowe. Tour de Pologne to jedna z nich. Dla większości z nas dostępna na wyciągnięcie ręki. Gwiazdy sportu, media z całego świata, piękna, letnia pogoda. Czy to nie dobra okazja, by stanąć przy szosie i dopingować sportowców? Cóż z tego, że kilka miast będzie przez kilka godzin wyłączonych z ruchu? Francuzi, Włosi, Brytyjczycy potrafią świętować, gdy pod ich oknami przejeżdżają kolarze czy biegną maratończycy. Tour de Pologne to świetny wyścig, znakomite widowisko sportowe i przykład biznesowego sukcesu. Czy jest lepsza moment, by dać się porwać entuzjazmowi?

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 27.07.2013

  • Contador przegrywa, ale nie poddaje się

    To był niezwykły tydzień na Tour de France. Rywale Chrisa Froome?a znów przyparli go do muru by na koniec polec po rewelacyjnym ataku Brytyjczyka na zboczach słynnej Mont Ventoux. Coraz większą uwagę skupia też na sobie Michał Kwiatkowski, który jedzie powyżej wszelkich oczekiwań. A przecież najwięcej wrażeń dopiero przed nami!

    Chris Froome jest najmocniejszym kolarzem wyścigu. Lider drużyny Sky trzykrotnie pokazał, że jest w niezwykle wysokiej dyspozycji. Przewaga, jaką uzyskał w Pirenejach została powiększona podczas jazdy indywidualnej na czas w malowniczej scenerii Mont Saint Michelle oraz po ataku na legendarnej Mont Ventoux. Brytyjczyk jest skuteczny niczym najwięksi mistrzowie z przeszłości, do tego jest głodny zwycięstw i chętnie szuka konfrontacji z rywalami. Podczas samotnej walki z czasem ustąpił tylko mistrzowi świata, Tonemu Martinowi (Niemiec nie liczy się w klasyfikacji generalnej). Bezpośredni konkurenci Froome?a byli w Mont Saint Michelle bez szans, tracąc do niego przynajmniej minutę! Kolejny cios lider wyścigu zadał w Prowansji, gdzie atakując na niemal osiem kilometrów przed szczytem Mont Ventoux nie pozostawił złudzeń Alberto Contadorowi, w pobitym polu zostawiając również ambitnie jadącego Nairo Quintanę z Kolumbii.


    Walka faworytów na zboczach Mont Ventoux

    Skoro Froome jest póki co nie do pokonania w starciu jeden na jeden, rywale próbują wygrać z nim taktyką. Etap czternasty, który miał być przejazdem przez równiny przeznaczonym dla dzielnych uciekinierów gonionych przez drużyny sprinterów, zmienił się w pole bitwy o żółtą koszulkę lidera. Boczny wiatr podzielił grupę na wiele części. Pecha miał Alejandro Valverde, który zmagał się z defektem w momencie, gdy czołówka zaczęła nadawać szaleńcze tempo. Będący w życiowej dyspozycji Hiszpan wypadł z gry o zwycięstwo i jedyne co mu teraz pozostało, to pomoc młodszemu koledze z drużyny (Quintana) oraz walka o zwycięstwo etapowe. Gdy wydawało się, że peleton nasycił się zgubieniem Valverde, do ataku przystąpiła drużyna Saxo-Tinkoff. Alberto Contador i jego koledzy pod wodzą Michaela Rogersa uciekli na ponad minutę bezbronnemu, bo pozbawionemu wsparcia zespołu, Froome?owi. Trzydziestokilometrowa gonitwa na płaskim terenie przyniosła więcej emocji niż niejeden górski etap!

    Atak Saxo-Tinkoff na 14. etapie – zobacz wideo

    Cóż z tego, skoro dwa dni później Froome z nawiązką nadrobił stratę w górach. Najważniejsze jest jednak, że mimo przewagi, jego rywale nadal próbują i szukają sposobu by do końca walczyć o zwycięstwo. Już w Pirenejach Sky i ich lider zostali poddani ciężkiej próbie. Tam udało im się obronić, w drugim tygodniu wyścigu ponieśli starty, co będzie w najtrudniejszym, trzecim? Tym bardziej, że z „pociągu” Froome?a odpadł kolejny pomocnik a siła drużyn konkurencyjnych wydaje się być większa.

    Świetna rywalizacja ginie nieco w cieniu demonów, jakie niesie ze sobą dopingowa przeszłość tego sportu. Dostęp do mediów sprawia, że nim kolarze zdążą dojechać do hoteli, internet pełen jest szacunków, obliczeń, analiz i porównań, które mają potwierdzić lub obalić stosowanie przez lidera i jego pomocników niedozwolonego wspomagania. Stawka zawodników walczących o czołowe miejsca jest bardzo wyrównana (kolarze z miejsc 2-7 mieszczą się w nieco ponad dwóch minutach), jedynie Froome, będąc ponad cztery minuty z przodu wyraźnie od nich odstaje. Jego atak z ekstremalnie wysoką kadencją porównywany jest do wyczynów niesławnego Lance?a Armstronga.


    Froome odjeżdża Contadorowi niczym samochód rajdowy (włącz dźwięk)

    Dyspozycja Brytyjczyka faktycznie może budzić podejrzenia. Nie odbiega jednak od tej, którą popisywał się Vincenzo Nibali podczas Giro d?Italia. Drużyna Sky, choć momentami bardzo mocna, nie dominuje w peletonie tak, jak robili to pomocnicy Armstronga. Również rywale Froome?a, mimo, że tracą już sporo czasu, nie są psychicznie tak zdominowani jak pretendenci za czasów ?bossa?. Na koniec wreszcie, lider wyścigu w ciągu doby po triumfie na Mont Ventoux został trzykrotnie poddany kontroli antydopingowej a jego próbki będą niezależnie badały laboratoria w Chatenay-Malabry oraz w Kolonii – najskuteczniejsze w wykrywaniu poważnych afer w ostatnich latach. Wszystkie te elementy dają nadzieję na uczciwą grę. Podejrzenia są niestety ceną, którą kolarstwo płaci za lata poważnych zaniedbań w walce z dopingiem. Obecnie trudno wskazać inną dyscyplinę, w której próbom wyeliminowania niedozwolonego wspomagania poświęcało by się tyle środków i energii.

    O tym, jak wyrównany jest poziom wyścigu świadczą niewielkie różnice. Dziesiąte miejsce po dwóch tygodniach rywalizacji zajmuje Michał Kwiatkowski. Będąc drugim w klasyfikacji młodzieżowej, traci do Froome?a niespełna osiem minut a do wicelidera, Bauke Mollemy mniej niż cztery! Polak jest jedną z rewelacji wyścigu i choć Nairo Quintana odebrał mu białą koszulkę najlepszego kolarza do lat 25, ?Kwiato? nadal jest w grze! Mimo świetnej postawy, trudno spodziewać się, by na trzech, niezmiernie wymagających górskich etapach (od czwartku do soboty) dał radę Kolumbijczykowi. Z drugiej strony dziś etap do Gap, z niebezpiecznym zjazdem do mety, oraz środowa jazda na czas w Embrun. Te dwa dni faworyzują Polaka. Możliwy jest również scenariusz, w którym jeden z zawodników nie da rady: obaj są bardzo młodzi i niekoniecznie muszą przejechać cały wielki tour bez dnia słabości.

    Nairo Quintana krańcowo wyczerpany po zajęciu drugiego miejsca na mecie 15. etapu – zobacz wideo

    Niewiele traci do nich Andrew Talansky. W pierwszej fazie wyścigi nie imponował w górach, ale ma już za sobą doświadczenie walki o czołowe lokaty w hiszpańskiej Vuelcie i również on może włączyć się do walki o białą koszulkę. Tak czy inaczej, trzymajmy kciuki za Michała Kwiatkowskiego: dziś i jutro ma realną szansę na czołowe lokaty. W kolejnych dniach życzmy mu dużo zdrowia, by przetrwał w jak najlepszej kondycji morderczą końcówkę wyścigu.

    Do soboty włącznie nie ma już bowiem ani jednego dnia, który można przegapić. Dziś kolarze finiszują w Gap, gdzie tuż przed metą wjadą na premię drugiej kategorii. We środę rywalizować będą na trasie 32km górzystej jazdy na czas w Embrun. Czwartkowy etap jest szczególny. Setny Tour de France honoruje swój jubileusz obecnością na trasie wyścigu i Mont Ventoux i l?Alpe d?Huez. Giganta Prowansji poskromił Chris Froome, czy przypieczętuje triumf w wyścigu na najsłynniejszym podjeździe w Alpach? Zadanie przed nim trudne, nie dość, że kolarze słynne 21 zakrętów pod górę pokonają dwukrotnie, to jeszcze między podjazdami wyzwanie stanowić będzie niebezpieczny zjazd z przełęczy Sarenne. Jakby tego było mało, dzień później peleton czeka kolejny ciężki etap. Do pokonania m.in. przełęcze Glandon, Madeleine oraz Croix de Fer (tuż przed metą). Jeśli rywale myślą o przyparciu Froome?a do muru, to idealnie nadają się zjazdy z Sarenne oraz piątkowy etap do Grand Bonard. Contador i szukający etapowego zwycięstwa Valverde mogą wprowadzić sporo zamieszania. Szczególnie liczę właśnie na Contadora. Hiszpan wielokrotnie pokazywał, że nawet stojąc na straconej pozycji, jest skory do podjęcia ryzyka. Pokazał to w 2011r na przełęczy Galibier (gdzie ostatecznie przegrał), pokazał rok temu na hiszpańskiej Vuelcie (odważny atak dał mu zwycięstwo, mimo, że niekoniecznie był najmocniejszym kolarzem wyścigu). Podczas tegorocznego Touru już raz spróbował, atakując Froome?a na wietrze. Czy powtórzy to w Alpach?

    Jakby tego było mało, w sobotę na zawodników czeka ostatni górski finisz podczas krótkiego, ale intensywnego etapu wokół Annency. Nawet, jeśli do tej pory pozycja Chrisa Froome?a wydaje się być niezagrożona, ostatni tydzień wyścigu to tak wiele trudności, że każde rozwiązanie jest jeszcze możliwe. Tegoroczny Tour zaskakuje co chwilę, kto wie, co przyniosą najbliższe dni!

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 16.07.2013

  • Sponsor z głową [Wideo sponsorowane]

    Pamiętacie reklamy Skody towarzyszące Tour de France? Te, w których samochody są katowane na równi z kolarzami? To już dziesięć lat, gdy czeskie auta służą zawodnikom podczas Wielkiej Pętli. Oprócz dostarczenia sprzętu i wydania sporej ilości pieniędzy, Skoda robi coś więcej.

    Lubię zbiegi okoliczności. Kilka dni temu przeczytałem tekst na niezastąpionym The Inner Ring  obrazujący blaski i cienie sponsoringu w kolarstwie. Wczoraj dostałem propozycję napisania tekstu związanego z kampanią Skody, która od dziesięciu lat jest oficjalnym partnerem Tour de France.

    Michał Kwiatkowski, fot. Wikimedia Commons CC BY SA 3.0 Georges Seguin
    Michał Kwiatkowski, fot. Wikimedia Commons CC BY SA 3.0 Georges Seguin

    Wspieranie wyścigu to dobry sposób na obecność w sporcie, często mniej ryzykowny niż bezpośrednie opłacanie grupy zawodowej. Podczas Touru sędziowie, samochody pomocy neutralnej oraz niektóre zespoły używają Octavii i Superbów. Do tego biała koszulka najlepszego młodzieżowca, o którą walczy Michał Kwiatkowsk,i to właśnie koszulka Skody. Dostarczenie sprzętu, ufundowanie nagród, obstawienie trasy bannerami i balonami. Czy można zrobić coś jeszcze?

    Kampania opiera się na pokazaniu tego, co dzieje się na zapleczu Tour de France. Bohaterami są jednak nie tylko samochody, ale i ludzie. Nowy spot jest jeszcze bardziej brutalny i napakowany emocjami niż poprzednie. W trzydziestu sekundach dostajemy ?the best of?, które uważni kibice znają z przekroju całego sezonu. Serwis roweru ?w locie?, krowy na drodze, wizyta poza trasą. Na koniec serwis i konserwacja.

    Portal Skoda-cycling dodaje coś więcej. Codzienne komentarze eksperta, Stephena Roche?a to ciekawy bonus. Do tego dostajemy kilka tekstów, które składają mały hołd niewidocznym w relacjach tv bohaterom Touru: mechanikom, masażystom, kierowcom, kucharzom, dyrektorom sportowym. Tym, którzy przez trzy tygodnie wyścigu pracują niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę. Spot Skody to tylko wycinek pracy kierowcy teamowego auta. Najbardziej emocjonujący, ale oprócz dwustu kilometrów etapu do przejechania jest jeszcze droga z hotelu na start i z mety do hotelu. Podobną pracę wykonuje obsługa autobusów drużyny, często nadkładając wiele kilometrów objazdami wokół etapów. To ciężkie zadanie, wymagające wielu godzin maksymalnej koncentracji.

    Aby całość była kompletna, Skoda dokłada kolejny element. Oprócz obecności wśród profesjonalistów, jest również sponsorem popularnej w Czechach serii imprez masowych, maratonów Kolo Pro Zivot. W oficjalnym komunikacie  doceniane jest zaangażowanie amatorów, ich staranie o podnoszenie poziomu sportowego. Owszem, całość to marketing, ale z klasą. Polscy sponsorzy drużyn, klubów, imprez wyczynowych i masowych mają skąd brać przykład. Jasne, można wydać worek pieniędzy, sprawdzić obecność w relacji podczas Tour de Pologne, podsumować akcję i odejść. Można się też zaangażować i podjąć próbę budowania wizerunku wokół sportu: wyczynowego lub masowego. To ryzykowne i wymagające wielu lat współpracy, ale możliwe.

    Post sponsored by Skoda:
    Dostałem propozycję napisania tekstu wspierającego kampanię Skody. Czeski producent samochodów to wieloletni sponsor kolarstwa, do tego nie tylko wydaje pieniądze, ale też stara się wokół mecenatu budować dodatkową wartość. O reklamach przy okazji Touru pisałem z resztą w 2011r. Nie miałem więc oporów, żeby i tym razem dodać coś od siebie.

  • Wybierz XC

    W kwietniu po czterech latach przerwy znowu stanąłem na starcie zawodów mtb. Wybrałem cross country a nie maraton. Powrót do źródeł i dobra lekcja na przyszłość w jednym. Pomyślałem, że skoro chcę lepiej jeździć na rowerze, to właśnie XC jest właściwą drogą.

    Motywację miałem prostą: spróbować, czy jestem w stanie przygotować się do sezonu i rywalizować z zawodnikami. Trzydziestka stuknęła mi ponad rok temu, zatem stałem się pełnoprawnym mastersem. Cóż, czas płynie nieubłaganie, tak samo dla wszystkich. Nadal uważam, że dzielenie zawodników na dwie kategorie wiekowe w, teoretycznie, najlepszym momencie kariery jest pomysłem dziwnym, ale tak jest i już. Mając lat 31 traktuję więc starty z mastersami jako alternatywę dla braku kategorii amatorskich. Nie ma się co oszukiwać, rywalizacja na poważnych zawodach z elitą wymaga gigantycznego nakładu czasu i środków.

    Gdy regularnie startowałem w maratonach, mając lat dwadzieściakilka, okazjonalne starty w xc kończyły się głównie walką o ukończenie wyścigu nie będąc zdublowanym. Ponieważ był to czas, gdy w kalendarzu ciągle obecne było Grand Prix MTB Czesława Langa (z różnymi nazwami sponsorów tytularnych), łatwo było oddzielić chłopców od mężczyzn, ziarno od plew i tak dalej. Kilkukrotne próby kończyły się dla mnie szybkim dublem lub ?DNFem?. Z resztą, napięty harmonogram maratonowy oraz zobowiązania z nim związane nie zachęcały do dalszych prób. Jedynie w sezonach, w których byłem w stanie rywalizować z top10 kategorii na maratonach, dawałem radę jakkolwiek godnie zaprezentować się na regionalnych imprezach xc.

    Konieczność skompletowania sprzętu, nawet na poziomie ?entry level? sprawiła, że budżet, którym dysponuję jest napięty. W takim razie kolejne założenie to: jeżdżę na zawody nie wymagające noclegu, najlepiej nie dalej niż 100km od domu. Dokładając do tego fakt, że wpisowe na zawodach cross country zazwyczaj nie przekracza 20pln, zabierając ze sobą kolegę mieszczę się w siedemdziesięciu złotych. Ponieważ wyścigi są krótsze, nawet jeżeli jest błoto, po kilku startach sprzęt wymaga standardowej konserwacji a nie generalnego remontu. Póki co same plusy.

    Wybrałem dwie serie zawodów: Puchar Tarnowa oraz Puchar Szlaku Solnego. Obie ze sporą tradycją, poziomem sportowym zawodników oraz charakterystyką tras, które są w stanie zweryfikować możliwości aspirującego rowerzysty (po czteroletniej przerwie trudno stawać na starcie z innym podejściem :-). Okazjonalnie uzupełniam je imprezami na Śląsku lub w Zagłębiu. Od połowy kwietnia do końca czerwca startowałem raptem siedem razy. Mało, ale jak na początek wystarczy.

    Co zastałem na miejscu? Po pierwsze, fajnie jest spotkać starych znajomych. Dosłownie starych, ponieważ spora grupa zawodników, z którymi przez wiele lat ścigałem się na maratonach, teraz wiedzie żywot mniej lub bardziej ustatkowanych mastersów. Po drugie, owi mastersi jeżdżą całkiem szybko. Owszem, wyścigi są krótkie (trwają maksymalnie godzinę i dziesięć minut), ale tempo jazdy czołówki nie odbiega zasadniczo od tego prezentowanego przez elitę. Po trzecie wreszcie (które za chwilę rozwinę), dostaję dokładnie to, co chciałem.

    Cross country to zawody stricte sportowe. O mniejszym lub wyższym poziomie wyczynu, ale nastawione na jasny cel: wyłonić najlepszych zawodników. Odpadają więc spory o to, kto jest kolarzem, kto jest turystą, szlachtą czy trzepakiem. Każdy, kto staje na starcie, ciśnie ile może, bo właśnie po to pofatygował się do Skomielnej, Tarnowa czy Będzina. Jeśli wsiadam na rower z myślą, by trenować, to chcę, by nastąpiła weryfikacja. Oprócz dywagacji na temat rywali odpadają również dywagacje na temat trasy. Każdy z wyścigów sprawdzał moje umiejętności kolarza górskiego, co szczególnie dotkliwie odczuwam podczas Pucharu Szlaku Solnego. Co ważne, mimo, że rundy są wymagające fizycznie i technicznie, nie są ?przegięte?. Choć wyścigi rozgrywane w górach (lub na pogórzu ;) ) oferują zawsze świetny klimat (fani ?Pure MTB? nie mogą mieć nic do zarzucenia), również w pozornie łatwym terenie można wytyczyć kilkukilometrowe okrążenie, które będzie odpowiednio wymagające, czego przykładem był majowy ?Hołda Race? w chorzowskim parku. Ponieważ różnice czasowe między zawodnikami są małe, nawet chwila dekoncentracji, niewielki błąd, zagapienie się lub odpuszczenie tempa powodują spadek o kilka miejsc. Z kolei konieczność pokonywania każdej trudności kilka razy daje szansę poprawy na każdym kolejnym okrążeniu. Jeśli więc myślisz o tym, by doskonalić swoje umiejętności, start w xc jest do tego idealnym poligonem doświadczalnym.

    O tym, że jest to dobra droga rozwoju świadczy prosty fakt. Jest bardzo niewielu jest wyczynowych kolarzy, którzy zaczynali przygodę ze sportem od maratonów. Obecność dzieci i młodzieży: młodzików, juniorów młodszych i juniorów (a także startujących ku uciesze rodziców maluchów) to kuźnia i selekcja talentów.
    Komercyjne imprezy masowe są z założenia organizowane dla zamożnej, uprzywilejowanej klasy średniej. Mają przez to o wiele bardziej zróżnicowany charakter i cel. Z drugiej strony, zwłaszcza dla kategorii ?M2? start w maratonie to dużo więcej pozytywnych wrażeń i brak frustracji związanej z bezpośrednią konfrontacją z czołówką regionu czy kraju. Bycie zdublowanym po czterdziestu minutach jazdy nigdy nie należy do przyjemności, zwłaszcza, gdy jako alternatywę ma się możliwość kilkugodzinnej rywalizacji ze sporą grupą równych sobie. Nie oznacza to, że nie warto próbować sił w xc. Nie trzeba rzucać się na głęboką wodę. w kalendarzu jest wiele imprez oferujących osobny start dla kategorii bez licencji albo po prostu takich, które przyciągają na start mniejsze grono półprofesjonalnych chartów. Rywalizację, dobrą, choć inną niż na maratonach zabawę i gwarancję rozwoju sportowego dostaniesz gratis. Warto samemu sprawdzić. Polecam :)

    PS Po ukończeniu swojego wyścigu zazwyczaj robię zdjęcia pozostałym kategoriom. Są jak najbardziej amatorskie (robię ja Alfą 100), ale stanowią dokumentację dla innych zawodników a dla mnie miłą chwilą relaksu. Możesz je zobaczyć na moim facebooku.

  • Tour de France zaskoczył nawet ekspertów

    Zaczęło się od tkwiącego na linii mety autobusu i wielkiej kraksy, skończyło na bezprecedensowym ataku na pozycję lidera wyścigu. Pierwszy tydzień wyścigu dookoła Francji to całkowite szaleństwo pełne skrajnych emocji. Dla polskich kibiców dodatkowym bodźcem była świetna jazda Michała Kwiatkowskiego.

    Cichy jubileusz
    Jak na wyjątkową rocznicę, tegoroczny Tour świętuje bardzo dyskretnie. Dekadę temu, gdy ?Wielka Pętla? obchodziła stulecie było to wydarzenie doniosłe i radosne. Z powodu dwóch wojen światowych nie rozegrano dziesięciu wyścigów, zatem po raz setny zawodnicy wyruszyli na trasę w tym roku. Owszem, wystartowali na słonecznej Korsyce, ale brak jest entuzjazmu radosnego święta, który towarzyszył Tourowi w 2003r. Za to zamiast festynu przygotowano bardzo wymagającą trasę, której zwieńczeniem będą trudności w ostatnim tygodniu zmagań.


    Autobus Orica Green Edge uwięziony na linii mety

    Pierwsze dni Touru są zawsze nerwowe. Kolarze w szczytowej formie, każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Górzysty teren Korsyki, wąskie drogi i wysokie tempo sprawiły, że zawodnicy co chwilę leżeli w kraksach. Tym razem odpadł tylko jeden z faworytów: Belg Jurgen Van Den Broeck wycofał się z kontuzją kolana. Sporo kłopotów mieli też organizatorzy. Już pierwszego dnia musieli poradzić sobie z autobusem ekipy Orica Green Edge, który utkwił w bramie na linii mety. Australijski zespół to jedni z największych wygranych pierwszego tygodnia: etap indywidualnie (Simon Gerrans), drużynowo (jazda na czas) oraz cztery dni w koszulce lidera (Gerrans i Daryl Impey, pierwszy kolarz z Afryki, który jechał w maillot jaune).

    Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji
    Bardzo wcześnie, bo już ósmego dnia peleton wjechał w wysokie góry. Na pierwszym pirenejskim etapie drużyna Sky zdemolowała rywali. Mordercze tempo na dwóch podjazdach zaowocowało dubletem na mecie: Chris Froome i Richie Porte przyjechali z wyraźna przewagą nad resztą stawki. Komentatorzy, kibice i eksperci jeszcze w czasie, gdy Froome pędził do mety zaczęli mieć poważne wątpliwości. Brytyjczyk pokonał finałowe wzniesienie niewiarygodnie szybko, wyrównując dokonanie Jana Ullricha sprzed dekady. Podejrzenia o doping pojawiły się błyskawicznie, przykre doświadczenia poprzedniej ery kolarstwa nauczyły wszystkich, że tego typu dominacja musi budzić wątpliwości. Ten sezon jest pierwszym po kilkuletniej przerwie, gdy kolarze znów jeżdżą wyraźnie szybciej: Fabian Canellara podczas Paryż-Roubaix oraz Vincezno Nibali na Giro d?Italia również wznieśli się na dawno nie widziany poziom.


    Peter Kennaugh wypada za trasę na dziewiątym etapie

    Gdy po budzącym kontrowersje pokazie siły Tour został uznany za rozstrzygnięty, już kolejnego dnia zobaczyliśmy rozgrywkę bez precedensu. Najeżony górskimi podjazdami drugi z pirenejskich etapów, przez który ekipa Sky miała przeprowadzić peleton równym, mocnym tempem dokonując selekcji w końcówce, zamienił się w pole bitwy. Rywale Chrisa Froome?a od startu ruszyli do ataku.

    Efekt: Riche Porte wypadł z pierwszej dziesiątki, stracił wiele czasu i jeszcze więcej sił, Peter Kannaugh wylądował w rowie i poobijany ledwo dojechał do mety a krańcowo zmęczony Wasil Kiryjenka nie zmieścił się w limicie czasu. Do tego ekipa Movistar kilkukrotnie sprawdzała dyspozycję Froome?a atakami Nairo Quintany, najlepszego młodzieżowca wyścigu.

    Krótko mówiąc, nikt: Chris Froome, jego dyrektor Dave Brailsford, a także komentatorzy i kibice nie spodziewali się hiszpańskiej inkwizycji. Alejandro Valverde i jego koledzy z Movistaru pokazali, że nie złożyli broni. Do formy dochodzi również Alberto Contador, nieźle wygląda Andy Schleck, dobrą dyspozycję zaprezentowali Holendrzy z drużyny Belkin. Wyścig jest wciąż otwarty i taki będzie nadal, nawet jeśli Froome powiększy przewagę podczas środowej czasówki. Gdyby nie dwuznaczości związane z przykrymi doświadczeniami dopingowej historii kolarstwa, pirenejski weekend byłby przykładem na piękno sportu, w którym szanse mają wszyscy, dopóki tylko próbują.

    Rewelacja z Polski
    Michał Kwiatkowski miał świetną wiosnę, brylował w wyścigach klasycznych oraz krótkich etapówkach. Choć nie wygrał żadnego z najważniejszych wyścigów, pokazał się jako kolarz najwyższych lotów. Na Tour de France przyjechał zbierać doświadczenie. Idzie mu więcej niż dobrze. Nie tylko pomaga supersprinterowi, Markowi Cavendishowi, ale gdy ten nie ma możliwości walki na finiszu, sam szuka swoich szans. Co więcej, kolarz, który jednego dnia walczy na ostatnich metrach płaskiego z Peterem Saganem by następnie przetrwać w Pirenejach i próbować swoich sił z Joaquimem Rodriguezem, najszybszym z „górali”, jest swoistym fenomenem. Najbliższy tydzień to dla niego ciężka praca w służbie Cavendishowi, ale Kwiatkowski indywidualnie dostarczy nam wielu dodatkowych emocji.


    Michał Kwiatkowski po dziewiątym etapie

    W kwestii walki o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca sam zainteresowany wypowiada się raczej sceptycznie. Jesteśmy spragnieni sukcesów polskich sportowców i trzeba przyznać, że w wielu komentarzach entuzjazm wszystkich nas ponosi. Michał Kwiatkowski jest świetnym kolarzem, który ma rewelacyjny sezon. Brak kropki nad ?i? w postaci prestiżowego zwycięstwa to dobra okazja by docenić klasę sportowca nie tylko wtedy gdy wygrywa.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 09.07.2013