Rok: 2013

  • Herosi sponsorowani

    Zestaw logotypów na koszulce, dobra cena na modne okulary, adres internetowy widniejący przy nazwisku na liście wyników. Ile jesteś w stanie poświęcić, by znaleźć się w gronie zawodników sponsorowanych? Co to zmieni?

    Użytkownik behance.net, Roberto Vergati Santos oznaczył logotypami sponsorów sylwetki znanych superbohaterów. Batman i robin w strojach od Nike, Superman w eksluzywnym wdzianku od Luis Vuiton, Iron Man w służbie McDonald?s, Hulk i Flash doładowani napojami energetycznymi. Tony Stark jest nie tylko super bohaterem, ale i super bogaczem. Czy musi reklamować hamburgery, bo brak mu na paliwo do Audi R8 albo by dorobić do emerytury? Może zamiast aspektu finansowego, współpraca z globalną marką to kolejny element, którym próbuje nasycić swoje ego.

    Sponsored Heroes fot. Roberto Vergati Santos / behance.net/versa / CC BY-NC-ND 3.0
    fot. Roberto Vergati Santos / behance.net/versa / CC BY-NC-ND 3.0

    Sport wiąże się nie tylko z wysiłkiem, ale i z kosztami. Roczny budżet na start w zawodach rowerowych czy nawet biegowych to przynajmniej kilka tysięcy złotych, nie wspominając o grubszych inwestycjach w sprzęt czy okazjonalnych wizytach u lekarzy specjalistów. Nie oszukujmy się, co do zasady sportowe imprezy dla amatorów organizowane są z myślą o klasie średniej i wyżej.

    W pewnym momencie dochodzisz do momentu, gdy wykonana praca zwraca się w postaci osiąganych rezultatów. Z uczestnika stajesz się zawodnikiem, twoje nazwisko pojawia się na pierwszej stronie listy wyników, stajesz na dekoracji lub nawet na podium. ?Cześć? wymieniasz nie tylko ze znajomymi, ale z ludźmi, których ledwo kojarzysz z widzenia lub w ogóle. Chcesz się dalej rozwijać, zatem albo samemu szukasz wsparcia, albo ktoś z własnej woli oferuje ci współpracę. Dostajesz koszulkę, wpisowe, parę żeli i rabat na sprzęt. Jeśli jesteś dobry, wpadnie ci jeszcze kilka gratisów, czasem bonus w postaci ryczałtu na paliwo. Otrzymując to wszystko jesteś w wąskiej grupie ludzi, którzy do swojej pasji dokładają niewiele więcej niż czas i mały kawałek pensji.

    Sponsored Heroes fot. Roberto Vergati Santos / behance.net/versa / CC BY-NC-ND 3.0
    fot. Roberto Vergati Santos / behance.net/versa / CC BY-NC-ND 3.0
    Sponsored Heroes fot. Roberto Vergati Santos / behance.net/versa / CC BY-NC-ND 3.0
    fot. Roberto Vergati Santos / behance.net/versa / CC BY-NC-ND 3.0

    Za koszulką z logotypem kryje się jednak coś więcej. To spory zestaw zobowiązań, wyrażony choćby w napiętym kalendarzu startów. Z kilku maratonów w sezonie robi się cała klasyfikacja generalna. Pojawiają się wycieczki w najodleglejsze zakątki kraju w pogoni za punktami, w solidarności z kolegami z drużyny w imię jakiejś wspólnej idei. Choć nadal jesteś amatorem i cieszy cię to, co robisz, starty z czystej zajawki stają się obowiązkiem. I jeśli nie należysz do ścisłej elity, wybranych, niezmiernie pracowitych jednostek obdarzonym talentem fizjologicznym i szczęściem we współpracy marketingowej, na koniec sezonu w twoim budżecie jak była wielka dziura, tak jest nadal. Jeśli mocniej się zastanowisz, jesteś jak Iron Man z logo McDonald?s na piersi. Co do zasady stać cię na twoją zabawę w sportowca, sponsor to jej kolejny element, który powoduje, że wydaje się być bardziej poważną.

    Fabian Cancellara xouted.com CC BY SA 3.0
    xouted.com CC BY SA 3.0

    Czym innym jest wsparcie kierowane do klubów, które zajmują się szkoleniem młodych zawodników. Choć zazwyczaj i tak spora część kosztów (zakup sprzętu) spoczywa na rodzicach, to jednak kilka czy kilkanaście tysięcy złotych dotacji złożonych przez – zazwyczaj lokalnych – przedsiębiorców robi różnicę. Jeśli zdjąć ze stroju Fabiana Cancellary wszystkie logotypy, przestanie wygrywać. Jeśli lokalny sklep rowerowy, warsztat samochodowy i hurtownia budowlana przestaną dokładać się do budżetu Uczniowskiego Klubu Sportowego, juniorzy młodsi nie pojadą na ogólnopolskie zawody i być może kolejny talent nie dostanie swojej szansy na rozwój. A co się stanie, jeśli dwudziesto, trzydziesto czy czterdziesto latek nie dostanie paru stówek miesięcznie na swoje hobby? Nic, co najwyżej, będzie musiał wziąć nadgodziny w pracy, ale co do zasady wszystko będzie bez zmian.

  • Rok rekordów

    Kolarstwo szosowe to sport bez oficjalnych rekordów. Zmienność warunków atmosferycznych, mnogość dostępnych rozstrzygnięć, różnorodna konfiguracja trasy.Mimo, że często wygrywa najsilniejszy, rzadko można porównać wyniki z kolejnych lat. Miniony sezon obfitował jednak w wiele wydarzeń, jeśli nie rekordowych, to przynajmniej wyjątkowych.

    Czytaj więcej…

  • Cztery polskie momenty

    Cztery polskie momenty

    Nie pamiętam roku, w którym polscy kolarze zawodowi byliby tak widoczni wśród światowej elity. Wybrałem cztery akcje, które uznaję za najbardziej symboliczne. Przemysław Niemiec, Rafał Majka, Michał Kwiatkowski oraz Bartosz Huzarski to bohaterowie minionego sezonu.

    Choć zabrakło indywidualnego zwycięstwa, świetna jazda naszych eksportowych kolarzy przyniosła efekt: możliwość wystawienia aż dziewięcioosobowej reprezentacji podczas jesiennych mistrzostw świata. Od klasyków, przez prestiżowe wyścigi tygodniowe, po wielkie toury polscy kolarze niemal zawsze byli w czołówce i często mieli znaczący wpływ na przebieg rywalizacji. Albo sami atakowali i walczyli o najwyższe lokaty, albo zabierali się w ucieczki, albo pracowali na swoich liderów. Pobili też kilka nieoficjalnych ?rekordów polski? w najważniejszych imprezach sezonu.

    Bartosz Huzarski

    Bartosz Huzarski ? fot. facebook.com/xouted CC BY SA 3.0

    Od wczesnej wiosny wysoką dyspozycję prezentował Michał Kwiatkowski. Ten dwudziestotrzyletni zawodnik kojarzony był raczej z dobrą jazdą na czas niż z wielkimi górami, tymczasem okazało się, że potrafi łączyć obie te specjalności. W minionym sezonie był jednym z najbardziej kompletnych kolarzy zawodowego peletonu. Do dwóch wymienionych umiejętności dokłada jeszcze bardzo dobry finisz oraz, co nietypowe, znakomicie radzi sobie na bruku. O ile drugie miejsce w portugalskim Volta a Algarve było miłym akcentem na początek sezonu, o tyle czwarte miejsce w Tirreno Adriatico, gdzie przetrwał w górach z największymi tuzami było już sporym zaskoczeniem. Kwiatkowski najbardziej zaimponował jednak we Flandrii. Choć jeden z najważnieszych klasyków sezonu zakończył w trzeciej grupie na cztedziestym miejscu, jego akcja została zauważona i doceniona przez właściwie wszystkich kolarskich ekspertów. Polak jechał we wczesnej ucieczce a gdy śmiałkowie zostali dogonieni przez atakujących faworytów: Cancellarę i Sagana, Kwiatkowski jako jedyny był w stanie dotrzymywać im tempa. Być może, gdyby taktyka jego grupy była inna, już we ?Flandryjskiej Piękności? zająłby czołową lokatę. I mimo, że już wa tygodnie później w Amstel Gold Race oraz Walońskiej Strzale był odpowiednio i czwarty i piąty, to właśnie akcja z Flandrii zasługuje na szczególne uznanie.


    Michał Kwiatkowski bohaterem Dookoła Flandrii

    Na eksplozję popularności Kwiatkowski musiał jednak poczekać do lipca. To wtedy, podczas Tour de France na kolarstwo zwracają uwagę osoby, które na co dzień nie interesują się tą dyscypliną. W świeżo zdobytej koszulce mistrza kraju, mając oprócz swoich celów za zadanie pomoc Markowi Cavendishowi, Polak zaskoczył świetną dyspozycją. Gdy Cavendish odpadał na podjazdach, ?Kwiato? dwukrotnie finiszował trzeci na etapach. W tym na najbardziej emocjonującym, wiodącym przez Pireneje, gdzie peleton został rozbity śmiałą akcją kolarzy grupy Movistar a Chris Froome musiał samotnie bronić się przed licznymi atakami rywali. Kwiatkowski przetrwał ten dzień by w końcówce samemu poszukać swojej szansy i zająć trzecie miejsce na mecie. Ostatecznie cały wyścig skończył na 11 miejscu i trzecim w klasyfikacji młodzieżowej. Wisienką na torcie była wygrana, wraz z kolegami z drużyny Omega Pharma Quick Step, w jeździe na czas podczas mistrzostw świata we Florencji.

    O Michale Kwiatowskim było zdecydowanie najgłośniej, ale na uwagę zasługuje również Przemysław Niemiec. Losy tego zawodnika układały się nietypowo. Dopiero w wieku trzydziestu jeden lat zaczął się ścigać w gronie najlepszych kolarzy świata – wcześniej był liderem w drugoligowych ekipach włoskich i odnosił wiele sukcesów, ale na mniejszych wyścigach. W tym roku, mając już trzydzieści trzy lata, pokazał pełnię swoich możliwości w wyścigach etapowych. Zajął 9. miejsce w Tirreno Adriatico, 7. w Volta a Catalunya oraz 6 w Giro del Trentino. Już samo to wystarczyłoby do zaliczenia sezonu do udanych, tymczasem szczyt formy Niemiec zbudował na Giro d?Italia. We włoskim tourze nie był liderem swojej drużyny: nominalną jedynkę wiózł na plecach Michele Scarponi. Mimo, że polski zawodnik musiał mu pomagać, niejednokrotnie sam był silniejszy od swojego kapitana. Dwukrotnie zajmował trzecie miejsca na górskich etapach a ostatecznie zajął świetne, szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. To najlepszy wynik w historii polskiego kolarstwa w tym wyścigu i drugi, po trzeciej lokacie Zeonana Jaskuły w Tour de France 1993 w wielkich tourach. Najbliżej upragnionego i wyczekiwanego od dwudziestu lat zwycięstwa etapowego (w 1993 właśnie Jaskuła triumfował na pirenejskim etapie Wielkiej Pętli) Niemiec był na szesnastym etapie Giro, gdy wziął sprawy w swoje ręce i z dwoma rywalami w końcówce uciekł z grupy faworytów. Niestety przegrał na finiszu i tak jak dwa dni wcześniej na
    Przemysław Niemiec bije polski rekord w Giro d’Italia

    W tym samym Giro d?Italia świetnie radził sobie Rafał Majka. To drugi, obok Kwiatkowskiego wielki talent młodego pokolenia. Na etapie kończącym się na podjeździe Galibier, gdzie Przemysław Niemiec był trzeci, Majka przyjechał czwarty. W całym wyścigu rywalizował o pozycję najlepszego młodzieżowca z Kolumbijczykiem, Carlosem Betancurem. Gdyby nie Przemysław Niemiec, wynik Majki byłby najlepszym polskim rezultatem w historii Giro a tak, jego siódma lokata znajduje się w kronikach w drugim wierszu. Mimo świetnej jazdy we Włoszech a także walki o podium Tour de Pologne w lipcu (był liderem przez trzy dni i zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej), młody zawodnik z podkrakowskich Zegartowic zapisał się w hisotrii polskiego kolarstwa jesienią. Po dobrej jeździe w Vuelta a Espana zbudował kolejny szczyt formy i błysnął w jesiennych klasykach. Najpierw zajął drugie miejsce w wyścigu Mediolan-Turynby następnie, po mistrzostwach świata stanąć na trzecim stopniu podium Giro di Lombardia. To wielki sukces, wyścig w Lombardii zaliczany jest do grona pięciu tzw. ?Monumentów?, najstarszych i najbardziej prestiżowych wyścigów jednodniowych na świecie.


    Rafał Majka zajmuje trzecie miejsce w klasku w Lombardii

    Wśród imponujących wyników znalazło się też miejsce dla zawodnika, który co prawda nie przyjechał do mety wyścigu w ścisłej czołówce, ale za to przeprowadził jedną z ciekawszych akcji sezonu. Bartosz Huzarski to jeden z naszych najbardziej doświadczonych kolarzy, który choć reprezentuje barwy drużyny Pro Continental (zatem na zapleczu światowej elity), często startuje w wyścigach najwyższej rangi. W tym roku dobrą dyspozycję zaczął sygnalizować w drugiej części sezonu. Zdobył najwięcej punktów w klasyfikacji najaktywniejszych podczas Tour de Pologne, a na hiszpańskiej Vuelcie zajął trzecie miejsce na jednym z pirenejskich etapów. Na mistrzostwach świata pokazał to, z czego słynie. Jego kariera zawodowa rozpoczęła się w 2003r. od heroicznej ucieczki zakończonej zwycięstwem na etapie wyścigu pokoju. Podczas czempionatu we Florencji, dekadę później, zrobił coś podobnego: przed peletonem spędził niemal cały dzień. Najpierw z kilkoma innymi kolarzami a w końcówce samotnie, by zostać dościgniętym przez peleton na dwa okrążenia przed metą. Ponieważ na tego typu imprezach rozstrzygnięcia czasami zaskakaują wszystkich: i zawodników i kibiców, mimo niepowodzenia taka próba spotkała się z szerokim uznaniem a kibicom przyniosła wiele emocji!


    Heroiczna akcja Bartosza Huzarskiego podczas mistrzostw świata

    Michał Kwiatkowski we Flandrii, Przemysław Niemiec na Giro d?Italia ze szczególnym uwzględnieniem 16. etapu, Rafał Majka w Lombardii oraz Bartosz Huzarski na mistrzostwach świata to cztery polskie momenty sezonu 2013, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Dodatkowe, piąte wyróżnienie przyznaję mistrzostwom polski w Sobótce. Być może na fali dobrych wyników w klasykach i wielkich tourach, być może w rosnącej popularności Tour de Pologne oraz imprez masowych, mistrzostwa przebiły się do mainstreamu. Wspomniały o nich ogólnopolskie media, na wysokości stanęły również portale branżowe. Zawody były szeroko relacjonowane a przy trasie pojawiło się sporo kibiców, co nie jest takie oczywiste w przypadku wydarzeń sportowych nie dotyczących gier zespołowych.


    Kolarskie Mistrzostwa Polski w końcu zdobyły zainteresowanie kibiców

    W rankingu World Tour Rafał Majka został sklasyfikowany na 20, Michał Kwiatkowski na 23 a Przemysław Niemiec na 42 miejscu. W klasyfikacji narodowej Polska uplasowała się na 11 lokacie. To imponujące rezultaty.

    Gorzej jest, gdy popatrzymy na zaplecze. Choć o dobrym występie na mistrzostwach świata juniorów, kobiet i młodzieżowców pisałem niedawno, baza, jaką są ekipy ?Pro Continental? nie wygląda tak różowo. W pierwszej setce rankingu ?Europe Tour? znajduje się jedynie Bartłomiej Matysiak. Drużyna, którą reprezentuje, czyli CCC Polsat Polkowice została sklasyfikowana na ósmym miejscu, tyle, że gros punktów i najbardziej wartościowych wyników zawdzięcza włoskiemu weteranowi, Davide Rebellinowi. Kolejne polskie grupy oraz polscy zawodnicy zajmują odległe pozycje.

    Uczucia po sezonie 2013 mam więc mocno ambiwalentne. Z jednej strony emocje, jakie przyniosła rewelacyjna jazda kilku zawodników w ścisłej światowej elicie, z drugiej poczucie, że gdy z jakiegoś powodu będą mieli mniej udany sezon, wrócimy do stanu sprzed kilku lat, gdy musieliśmy z lupą szukać polskich nazwisk w wynikach średniej rangi imprez na zachodzie Europy. Trzecim elementem, który dla równowagi napawa dozą optymizmu, są kolejni młodzi zawodnicy, którzy zaczynają kariery w zagranicznych drużynach z perspektywami awansu do najlepszych ekip World Tour lub tuż na ich bezpośrednie zaplecze. Pojawiają się też inicjatywy, które będą próbowały wykorzystać popularność, jaką zdobyli w tym roku nasi eksportowi zawodnicy. UKS Copernicus, Akademia Michała Kwiatkowskiego jest pierwsza. Czy będą następne?

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 28.10.2013

  • Czesław Lang zrobi show!

    Do prezentacji trasy 71. Tour de Pologne zostało jeszcze nieco czasu, ale już teraz pierwsze zapowiedzi są interesujące. Do ostatniego etapu, decydującej o losach wyścigu jazdy indywidualnej na czas, kolarze ruszą z Wawelu!

    Imprezy kolarskie często szukają ciekawych pretekstów, by zajrzeć w wybrane rejony kraju. Przyszłoroczny Tour de France ma upamiętniać ofiary Pierwszej Wojny Światowej, stąd też prawdopodobnie peleton zawita w okolice Ypres. Giro d?Italia uhonoruje Marco Pantaniego, zatem kolarze będą wspinali się na podjazdy, gdzie Włoch odnosił swoje największe triumfy. Tour de Pologne 2013 był poświęcony Janowi Pawłowi II. W 2014 będziemy celebrowali dekadę przynależności naszego kraju do Unii Europejskiej.

    Peleton Tour de Pologne na krakowskim rynku

    Peleton Tour de Pologne na krakowskim rynku ? fot. Marek Tyniec, CC BY SA 3.0

    Zgodnie z pierwszymi informacjami, przyszłoroczny Wyścig Dookoła Polski faktycznie zwiedzi większą część kraju. Kolarze przejadą z Trójmiasta przez Wielkopolskę, Śląsk aż w Tatry by ściganie zakończyć w Krakowie. Trudno spodziewać się górskich fajerwerków, ale średniej wielkości podjazdy oraz zapowiedziana próba indywidualna na czas może zachęcić do udziału wiele znakomitości.

    Perspektywa startu finałowego etapu na Wawelu wydaje się być szczególnie ekscytująca. Od strony sportowej Tour de Pologne nie będzie nigdy więcej tym, czym jest. Tygodniowym wyścigiem, gdzie doświadczenie zdobywają utalentowani, lecz mniej znani kolarze a największe gwiazdy przyjeżdżają raczej budować formę niż ścigać się o laury. Zamiast łudzić kibiców iluzją wielkiego touru, można im dać ciekawą rywalizację znakomitych sportowców a do tego pięknie ją opakować. Co więcej, pokazać to opakowanie całemu światu.

    Cieszę się, ponieważ uważam, że mamy się czym pochwalić. Jeśli zgodnie z zapowiedzią wyścig wystartuje w Trójmieście i uhonoruje ?Solidarność?, ruch, który znacząco wpłynął na wygląd tej części Europy a zakończy się na zamku z tysiącletnią historią, to mimo braku Alp czy Pirenejów kamery telewizyjne będą miały co pokazać a komentatorzy o czym opowiedzieć. Jedyna obawa dotyczy możliwości TVP, ale mam nadzieję, że po gromach, które spadły na nią w tym roku, w przyszłym w końcu stanie na wysokości zadania. Cieszę się też, ponieważ pierwszy raz od dłuższego czasu nie muszę patrzeć na pomysły Czesława Langa krytycznie, albo na siłę przekonywać się do entuzjazmu.

    Umowa na kolejnych pięć lat z Krakowem wprowadza element stałości. Charakter, o zbudowanie którego wyścig cały czas walczy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że na Rynku a także na podhalańskich podjazdach zawodnikom towarzyszy coraz większa grupa kibiców. Tak, ludzie chcą oglądać kolarstwo, zatem jeśli dodatkowo zaprosić ich w piękne miejsca, wartość wydarzenia rośnie. Bez potrzeby udawania, ze Tour de Pologne jest czymś więcej niż jest rzeczywiście, przyszłoroczny wyścig zapowiada się świetnie i, co najważniejsze, z klasą. I tego będę się trzymał!

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 23.10.2013

  • Sezon ogórkowy

    Wróciłem na rower i wystartowałem w kilkunastu wyścigach. Głównie XC, do tego dwa maratony. Naprawdę za tym tęskniłem, to świetne doświadczenie, polecam każdemu. Przy okazji rozejrzałem się po krajowej scenie mtb. Zamiast klasycznego podsumowania sezonu, garść wrażeń.

    Nie wiem, ile osób brało w tym roku udział w zawodach. Być może magazyn bikeBoard znów policzy ilość ?osobostartów? w maratonach. Temu, kto wklei wszystkich do Excela, usunie duplikaty i wyciągnie wnioski należy się sława, chwała i należna cześć od branży rowerowej. Wiem natomiast, że tak jak w latach ubiegłych, zainteresowanych regularnymi startami, rywalizacją o czołowe lokaty i zbieraniem punktów do klasyfikacji generalnych była garstka.

    Puchar Szlaku Solnego 2013

    Połączyłem zawodników w sportowym ?wieku produkcyjnym?, czyli między 20 a 40 rokiem życia i sprawdziłem, ilu z nich znalazło się ponad kreską, oznaczającą wymaganą ilość startów do bycia sklasyfikowanym w ?generalce? (na właściwym maratonom dystansie Giga). W najtrudniejszej lidze, MTB Marathon, było to 38 mężczyzn i 6 kobiet. W najbardziej popularnej serii imprez, która odwiedza góry, czyli Bikemaraton, dzielnych mężczyzn było 36 zaś kobiet jest 19 (panie na dystansie Mega).

    W Pucharze Polski (w większości w ramach cyklu Skandia) na liście widnieje 27 nazwisk męskich i 6 żeńskich. Podobnie sprawa wygląda na wielu mniejszych seriach maratonów oraz na wyścigach cross country. Osób zdeterminowanych na tyle, by przez cały sezon regularnie walczyć o punkty jest więc niewiele.

    Nie oszukujmy się, niemal wszyscy to amatorzy. Nawet czołowi kolarze górscy rywalizujący na krajowych trasach nie żyją z jazdy rowerem. Właściwie każdy ma źródło dochodu, które zabezpiecza jego poboczne potrzeby, takie jak dach nad głową i pożywienie. Podstawowe, czyli jazdę w wyścigach, najlepszym zapewniają sponsorzy, średni nieco do tego interesu dokładają a słabsi większość budżetu startowo – treningowego pokrywają z własnej kieszeni.

    Skandia Maraton 2013

    Z drugiej strony, aby stanąć na podium, choćby w regionalnych zawodach, trzeba być przygotowanym. Kilkuset kolarzy górskich codziennie wsiada na rower z myślą, by zrealizować swój cel. Wygrana, pierwsza piątka, pierwsza dziesiątka. Dekoracja, puchar, medal, dyplom. O nagrodach celowo nie wspominam, choć bywa, że to one decydują przy ustalaniu indywidualnego planu startów.

    Mamy więc listę zwycięzców i dekorowanych. Sam skorzystałem z takiej możliwości. Wracając w tym sezonie na rower wybrałem dwie serie zawodów i liczyłem po cichu, że będę w nich w stanie rywalizować z kolegami o miejsca w czołówce. Efektem było podium w klasyfikacji generalnej regionalnego cyklu zawodów XC. Wiem, że gdyby jeden z konkurentów inaczej ułożył swój kalendarz, byłbym nie trzeci a czwarty. Ponieważ tego nie zrobił, udało się i jestem trzeci na podwórku. On jest za to pierwszy na swoim.

    W sezonie są trzy faktycznie ważne wyścigi. Mistrzostwa Polski w XC, w Maratonie oraz wyścig Mai Włoszczowskiej. Reszta ma mniejsze znaczenie. Bo czym jest maraton, który choć trudny, nie przyciąga na start więcej niż kilku zawodników. Albo czym jest Puchar Polski, który choć daje pieniądze, punkty i obecność w telewizji jest powszechnie krytykowany i kontestowany przez wyczynowych kolarzy. Nie widzę powodu, by narzekać na to, że tego samego dnia prawnik z Warszawy jedzie 500km na maraton w Sudety, student z Podkarpacia 50km do pobliskiej miejscowości na xc a aspirujący zawodnik ze Śląska na Puchar Czech. Tak chcieli, to sprawia im największą przyjemność i uważają, że jest to dla nich najlepsze.

    Puchar Tarnowa 2013

    Szkoda tylko, że tak mało jest imprez, które byłyby czymś więcej niż ?ogórkiem?. O ile trudno mieć pretensje do komercyjnych, prywatnych firm, które szukają klientów wpłacających wpisowe, o tyle Polski Związek Kolarski mógłby wykazać się większą uwagą przy ustalaniu kalendarza. Pokrywające się terminy amatorskich imprez nie szkodzą nikomu. Dorośli, zamożni ludzie mogą sami podejmować wybory, których jedyną konsekwencją będzie co najwyżej utrata części potencjalnych wrażeń, jakie dostarczają im weekendowe wypady na wyścigi. Sytuacja, gdy kluby szkolące młodzież muszą rezygnować z ważnych imprez, których jest jak na lekarstwo, bo w tym czasie rozgrywane są np. mistrzostwa regionu to większy problem. Tym bardziej, że zawodów dla kolarzy wyczynowych jest jak na lekarstwo, zatem zajmujący się nimi Związek powinien wykazać się większą uwagą. Tak, by zamiast sezonu ogórkowego z kilkoma świetlanymi akcentami przedstawić propozycję, która sprawi, że częściej na linii startu pojawiać się będzie nie dwóch a pięciu równorzędnej klasy sportowców. Pretendenci do medali imprez mistrzowskich powinni mieć możliwość wspólnej rywalizacji częściej niż trzy, cztery razy w sezonie. Bo to i lepiej dla nich i lepiej dla kibiców i lepiej dla organizatorów zawodów.

    Puchar Tarnowa 2013

    Ponieważ bycie medalistą póki co mi nie grozi, własny, przyszłoroczny kalendarz startów ułożę tak, by znów fajnie spędzić kilkanaście weekendów od kwietnia do października. Mieć motywację do treningów, spotkać znajomych, dobrze się pościgać. Złapać sporo pozytywnej energii, którą dostarcza mi udział w zawodach. Przeżyć coś ciekawego, doświadczyć czegoś nowego, poszukać nowych wyzwań. Może coś wygrać, może coś przegrać. Ponieważ i tak cała ta zabawa ma wymiar czysto osobisty i wpływa głównie na moje własne dobre samopoczucie, nie zamierzam się przejmować tym, czy pan X dogada się z panem Y co do terminów, nagród i lokalizacji. I tak będę miał do wyboru kilkadziesiąt imprez, zdecyduję się na te, które z wyżej wymienionych powodów będą dla mnie, prywatnie i osobiście, najcenniejsze.

  • Rui Costa, kolarski mistrz świata też kiedyś był juniorem

    Portugalczyk wcale nie jest takim niespodziewanym mistrzem, jak mogłoby się wydawać. Nie tylko ma za sobą kilkanaście miesięcy obfitujących w znakomite wyniki, ale też historię bardzo obiecujących występów w młodszych kategoriach wiekowych.

    Mistrzostwa we Florencji były dla kolarzy jednym z większych wyzwań sezonu. Wymagająca trasa w połączeniu z koszmarnymi warunkami atmosferycznymi zmieniły wyścig w szkołę przetrwania. Najwybitniejsi zawodnicy pokotem kładli się na śliskim asfalcie. Twitter huczał od wypowiedzi typu ?cieszę się, że wyszedłem z tego cało?.

    Sytuację na trasie najlepiej obrazuje ten klip:

    Mistrzostwa świata to nietypowy wyścig, ponieważ kolarze rywalizują w barwach drużyn narodowych a nie zawodowych (jak na co dzień). Układ sił jest inny, do tego dochodzą ambicje wielu gwiazd zgromadzonych w poszczególnych ekipach. Zdarza się więc, że po szansę sięgnie zawodnik będący w świetnej dyspozycji, który wykorzysta błędy taktyczne faworytów. Tak właśnie pojechał Rui Costa. Portugalczyk ograł Hiszpanów: Joaquima Rodrigueza oraz Alejandro Valverde i sięgnął po tęczową koszulkę, w której dumnie będzie jeździł przez kolejny rok.

    Nowy czempion ma dwadzieścia sześć lat i jego kariera nabiera coraz większego rozpędu. Dwa lata z rzędu wygrywał Tour de Suisse, ciężki, tygodniowy wyścig będący jednym ze sprawdzianów formy przed Tour de France. W ?Wielkiej Pętli? pełnił zawsze rolę pomocnika w zespole Movistar, ale potrafił godzić to ze swoimi ambicjami. W 2011 roku wygrał etap, w 2012 był 18. w klasyfikacji generalnej a w tym sezonie zabłysnął triumfując na dwóch odcinkach. Największym sukcesem kariery (do zeszłej niedzieli, gdy został mistrzem świata) było wygranie dziewiętnastego etapu tegorocznego Touru. Rui Costa spędził cały dzień w ucieczce, na trasie prowadzącej przez najsłynniejsze alpejskie przełęcze. W końcówce jeszcze przyspieszył i na Col de la Croix de Fer podjechał najszybciej w historii by kilkanaście minut później samotnie minąć linię mety!

    W drugiej części sezonu Costa odbudowywał organizm i przygotował się do jesiennych mistrzostw świata. Pojechał do Kanady, gdzie w dwóch wyścigach jednodniowych zaprezentował wysoką, równą dyspozycję. We Florencji jechał czujnie, znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, wykorzystał niezdecycydowanie Hiszpanów a tuż przed linią mety był zdecydowanie silniejszy od Rodrigueza.

    Dwadzieścia sześć lat to świetny wiek, by odnosić wielkie sukcesy a równocześnie, dla sportowca wytrzymałościowego, dopiero początek kariery. Aktualny mistrz świata w czołówce najlepszych zawodowców jeździ jednak od samego początku. Pierwsze szlify zdobywał w prestiżowych, ale krótszych wyścigach, takich jak np. 4 dni Dunkierki. Później piął się coraz wyżej, dostając wolną rękę w coraz ważniejszych imprezach. Po tegorocznym Tour de France podpisał kontrakt z włoską drużyną Lampre i w lipcu 2014 będzie liderem włoskiego zespołu podczas najważniego wydarzenia kolarskiego świata.

    Rui Costa na trasie Tour de France 2011
    Rui Costa na trasie Tour de France 2011?fot. Petit Brun, Flickr, licencja CC BY SA 2.0

    Zanim wszedł na salony, pokazywał spory potencjał jeszcze, gdy był młodzieżowcem. Wyścigi takie jak Tour de l?Avenir czy Giro delle Regioni to tradycyjnie poligon dla młodych talentów do dwudziestu trzech lat. Kolarze, którzy tam zabłysną, później często zostają gwiazdami dorosłego peletonu. U progu kariery Costa w Tour de l?Avenir był drugi a Giro delle Regioni wygrał. Co więcej, podczas mistrzostw świata młodzieżowców plasował się w pierwszej piątce.

    Wielu medalistów kategorii juniorskich i młodzieżowych robi później wielką karierę w elicie. By nie szukać daleko, Vincenzo Nibali, Fabian Cancellara, Marcel Kittel czy Michał Kwiatkowski byli medalistami mistrzostw świata juniorów a Carlos Betancur, Rohan Dennis czy Gerald Ciolek stawali na podium wśród ?orlików? (do 23 lat). Kariera Mai Włoszczowskiej również zaczęła się bardzo wcześnie: mając 21 lat była 6. na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach, jej obecnie największa rywalka, Julie Bresset, aktualna mistrzyni świata i olimpijska urodziła się w 1989r!

    Tegoroczny sezon przyniósł sukcesy wielu polskich kolarzy. Od wczesnej wiosny do jesieni są oni obecni w czołówce najważniejszych wyścigów. Część z nich, jak Michał Kwiatkowski czy Rafał Majka niemal od początku międzynarodowej kariery jeździ w najlepszych grupach. Inni, jak Przemysław Niemiec czy Bartosz Huzarski musieli czekać, aż będą po drugiej stronie ?trzydziestki? by regularnie rywalizować ze światową szpicą. Ich następcy również rywalizowali we Florencji. Wśród juniorów w pierwszej, wyselekcjonowanej grupie faworytów, zajmując miejsca w top20 przyjechali Gracjan Szeląg i Piotr Konwa. W jeździe na czas ten sam Piotr Konwa oraz Michał Paluta również zmieścili się w pierwszej dwudziestce, podobnie jak Szymon Rekita wśród młodzieżowców. W top20 znalazła się również juniorka, Agata Drozdek. Nie są to może rezultaty, o których napisałyby gazety, ale wszyscy nasi reprezentanci w młodszych kategoriach pojechali przynajmniej solidnie. Trzeba pamiętać, że w sporcie, w którym kariera trwa kilkanaście lat a najlepsze efekty wieloletni trening przynosi około trzydziestego roku życia, spektakularne rezultaty za młodu nie zawsze przekładają się na zwycięstwa w elicie. Z drugiej strony juniorowi, nie tylko z dobrymi wynikami badań wydolnościowych, ale i z bogatym portfolio łatwiej znaleźć dobry klub za granicą. Czy nasi juniorzy, którzy startowali we Florencji za cztery lata podążą śladami Kwiatkowskiego i Majki nie wiadomo. Sukcesy tych pierwszych to znakomita okazja, by ci drudzy dostali więcej wsparcia na miejscu. To jest ten moment!

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 04.10.2013

  • Perfekcyjny off-season

    Nie będę pisał ?rzuć pracę, żyj chwilą, wyrusz na koniec świata w piękne miejsce?. Napiszę: tu jest fajnie, pogoda jest świetna, przypomnij sobie, gdzie lubisz jeździć najbardziej.

    Ściganie zakończone. Punkty podliczone, klasyfikacje zamknięte. Nawet segmenty na Stravie już nie kuszą, mimo, że po drodze jest premia pierwszej kategorii. Tymczasem góry jak stały tak stoją i czekają. Jesień od kilku lat jest piękna. I sucha. To ważne, bo po sezonie ostatnia rzecz, na którą mam ochotę, to walka z dogorywającym od błota sprzętem. W tym roku miałem szczęście. Trzy czwarte startów była w dobrych warunkach. Obyło się bez zniszczeń i nadmiernej eksploatacji. Nikt mi nie wmówi, że prawdziwe, ?koszerne? kolarstwo górskie to walka z oblepiającym wszystko syfem, trzy godziny jazdy i kolejny tydzień czyszczenia roweru.

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

    Po drodze są borówki, jeżyny i fajne widoczki. Można sobie wejść na wierzę widokową, bo to, czy tętno spadnie czy skoczy nie ma szczególnego znaczenia. Po prostu do niczego się nie zmuszać. A wyjeżdżona przez sezon noga sprawi, że zmęczyć można się nie za bardzo, tak w sam raz, żeby było przyjemnie. Jeśli ścigant szuka?Pure MTB?, to znajdzie je właśnie teraz a nie podążając za strzałkami znakującymi trasę zawodów.

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

    Moja ulubiona wycieczka to: Szczawnica – Prehyba – Złomisty Wierch – Radziejowa – Wielki Rogacz – Obidza – Szczawnica. Wychodzi niecałe 40km i 1300m w pionie. Po drodze jest trochę stromo i trochę technicznie i dobrych 10km jedzie się powyżej 1000m n.p.m. Jeśli mam ochotę, to mogę zahaczyć jeszcze o Durbaszkę i Palenicę. Tym razem było chłodno, więc z Jaworek zjechałem prosto do Szczawnicy. Tracka GPS nie zamieszczam. Fajnie jest samemu popatrzeć na mapę, wybrać szlaki i po prostu pojechać przed siebie. Rundka w sam raz, by było przyjemnie, bez zarzynki i bez pośpiechu. 100km od domu. 90 minut jazdy samochodem dobrą drogą. Nie spiesząc się nie spaliłem za wiele benzyny. A jeśli będę chciał, pojadę do Zawoi. Albo w okoliczne dolinki. Albo do lasku wolskiego. Kraków jest fajny. Daje tyle możliwości!

    Pure MTB - Szczawnica

    Pure MTB - Szczawnica

  • Weteran wygrywa wielki tour

    Czy czterdziestodwulatek ma prawo wygrać trzytygodniowy wyścig? Czy to możliwe, by kolarze znów tak bardzo przyspieszyli? Jakie są granice ludzkich możliwości? Vuelta a Espana zakończyła się niespodziewanym zwycięstwem weterana Chrisa Hornera, który po drodze, w imponującym stylu, wygrał dwa etapy i pobił kilka rekordów.

    Amerykanin z ekipy RadioShack Leopard przyjechał do Hiszpanii z jasnym celem. Chciał wygrać klasyfikację generalną. Pozostali faworyci w przedwyściowych wypowiedziach o swoich szansach wyrażali się asekuracyjnie. Horner wprost mierzył w czerwoną koszulkę lidera, ale mało kto w to wierzył. Nie dość, że po czterdziestce kolarze zazwyczaj są już na sportowej emeryturze, to jeszcze w portfolio zawodnika z Oregonu miejsce w pierwszej dziesiątce wielkiego touru widniało tylko raz (9/10 miejsce Tour de France 2010)! Owszem, zwyciężał w tygodniowych etapówkach, owszem, zdarzało mu się jeździć naprawdę dobrze, ale mimo wszystko trudno było rozpatrywać go w kontekście innym niż walki o zwycięstwo na jednym z górskich etapów. Co więcej, w pierwszej części tego sezonu zmagał się z kontuzją kolana. Mimo to, choć bez ?jedynki? na końcu numeru startowego, oznaczającej liderowanie swojej drużynie, Horner stanął na starcie Vuelty w dyspozycji życia.

    Wydawało się, że w pierwszym tygodniu wyścigu faworyci dadzą się wyszumieć kolarzom, którzy później nie będą liczyli się w klasyfikacji generalnej. Jednak już od samego początku koszulka lidera przechodziła z rąk to rąk zawodników ze ścisłej czołówki. Vincenzo Nibali, Chris Horner i Nicolas Roche jechali aktywnie, pilnując by nie stracić zbyt wielu sekund na krótkich, lecz stromych finiszach pod górę. Bohaterem pierwszej części wyścigu był również Daniel Moreno, który upolował dwa zwycięstwa etapowe. Kolarzem, który najrówniej jechał w górach był jednak Horner. W unikatowym dla siebie stylu, większą część najtrudniejszych odcinków pokonywał stojąc na pedałach, notował najlepsze czasy z grupy faworytów.


    Ostatnie kilometry wspinaczki na Alto de?l Angliru

    Tak było do końca zmagań. Horner regularnie zyskiwał czas nad najgroźniejszymi rywalami. Vincenzo Nibali zdobył przewagę jedynie po jeździe indywidualnej na czas. W ostatnim tygodniu wyścigu Amerykanin był nie do zatrzymania. Na trzech ostatnich podjazdach: Pena Cabarga, Alto Naranco oraz Alto de?l Angliru złamał opór Nibalego i odzyskał prowadzenie w wyścigu. Włoch walczył do końca, na przerażającym stromizną Angliru przyspieszał przynajmniej pięć razy a i tak to Horner na mecie był przed nim.

    http://cyclingtips.com.au/2013/09/the-vuelta-a-espana-through-the-lens-of-kei-tsuji/

    Zobacz koniecznie galerię zdjęć z wyścigu w magazynie Cyclingtips

    W tym miejscu zaczynają się kontrowersje. Na kluczowych wzniesieniach, zwłaszcza pod koniec wyścigu, gdy jego dyspozycja rosła, Horner notował rewelacyjne czasy. Na Pena Cabarga pobił rekord a na Angliru zanotował drugi rezultat w historii. Ponieważ w tym roku wśród kibiców i komentatorów niezmiernie popularną rozrywką jest szacowanie mocy generowanej przez zawodników, pojawiły się sugestie, że wyniki Amerykanina są na granicy ludzkich możliwości. W połączeniu z zaawansowanym – jak na wyczynowego sportowca – wiekiem oraz przebiegiem kariery, która nie obfitowała w wielkie sukcesy, od razu pojawiły się oskarżenia o doping. Sprawy nie ułatwił sam zainteresowany, który tuż po zakończeniu wyścigu (co ważne, zgodnie z regułami) zgłosił w systemieADAMS zmianę miejsca pobytu, wsiadł w samolot i wrócił do Stanów. Przez to nie został dodatkowo skontrolowany przez urzędników USADA (Amerykańska Komisja Antydopingowa). I tu kolejna uwaga: kontrolerzy UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) kilkukrotnie pobierali od Hornera próbki podczas ostatnich trzech dni wyścigu, zatem chęć sprawdzenia go przez USADA to działanie ponadprogramowe.

    Chris Horner był zdecydowanie najmocniejszym kolarzem tegorocznego wyścigu dookoła Hiszpanii. Dodatkowo jego jazda była bardzo efektowna. Tyle, że jego przewaga nad rywalami, choć jednoznaczna, była bardzo niewielka. Pokonani: Nibali, Rodriguez i Valverde kluczowe podjazdy pokonywali tylko odrobinę wolniej niż Amerykanin, także notując rewelacyjne czasy, generując wysoką moc i uzyskując świetny współczynnik mocy do masy ciała. Podobnie było podczas Tour de France (Chris Froome i Nairo Quintana, jadący też we Vuelcie Rodriguez) i Giro d?Italia (Nibali czy Carlos Betancur). Drużyna Hornera, Radioshack – Leopard ujawniła dane dotyczące mocy z jednego z pierwszych górskich etapów. W porównaniu z szacunkami kibiców, wartości są nieco niższe, choć nadal znakomite. Skoro Horner pojechał tak dobrze a tuż za nim znajdowało się jeszcze kilku zawodników, wniosek jest jeden. Vuelta a Espana, tak jak wiele innych wyścigów w tym sezonie, stała na rewelacyjnie wysokim poziomie sportowym. Jeśli więc mieć pretensje, to nie do Hornera a do całej grupy kolarzy, którzy odnoszą sukcesy na trasach najważniejszych imprez. Owszem, Amerykanin jest zdecydowanie starszy, ale z drugiej strony Rodriguez, Valverde, Evans, Basso czy Wiggins to sportowcy, których organizmy w teorii powinny mieć już podobnie słabsze parametry w stosunku do Nibalego, Quintany czy Froome?a.

    Czy mamy znowu do czynienia z kolarstwem dwóch prędkości? Nie wiem. Na tle faworytów klasyfikacji generalnej, imponujący walecznością młodzi Francuzi (Barguil, Geniez i Ellisonde), wygrywający górskie etapy po długich ucieczkach, jechali bardzo powoli. Wolałbym jednak, by najpierw zamiast powszechnego stwierdzenia ?wszyscy znów biorą!? pojawiało się pytanie ?dlaczego tak szybko jeżdżą??.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 17.09.2013

  • Ass Savers SmartAss. No to cóż, że ze Szwecji.

    To będzie tylko kilka słów o bardzo prostym przedmiocie. Ass Savers SmartAss to kawałek przyciętego, kolorowego tworzywa, zakładany pod siodełko roweru w deszczowe dni. Nie robi nic, poza ochroną niewielkiego fragmentu ciała przed wodą, piaskiem i błotem. Tylko tyle.

    Błotniczek został zaprojektowany i wyprodukowany w Szwecji. Jest wycięty z jednego kawałka polipropylenu. Jak zapewniają ?Ass Savers?, może być w 100% poddany recyklingowi. Jednym ruchem zakłada się go pod siodełko, dzięki czemu nawet podczas jazdy w ulewie kilkanaście centymetrów kwadratowych ciała, wrażliwych na otarcia, pozostaje suchych. Prostota, ekologia i dobry design. Dołożyć gotowanego z koperkiem łososia i mamy Skandynawię w pigułce ;)

    Jak używać ?SmartAssa? najlepiej zobaczyć na filmie:

    ?Ass savera? wypatrzyłem w relacji TV podczas tegorocznego Mediolan – Sanremo . Rozgrywany w koszmarnych warunkach wyścig skłonił zawodowców do przyczepienia błotniczków o masie 15g. Chyba byli zadowoleni. Kilka dni później namówiłem kolegów na zakup i my również jesteśmy zadowoleni :-)

    Co jeszcze? Błotniczek wydaje się trwały. Używałem go zarówno na szosie jak i w rowerze górskim. Na treningach i zawodach XC. Co więcej, przeżył podróż na bagażniku samochodowym zakładanym na klapę, zatem w poprzek do kierunku jazdy i nie odpadł. Po zamocowaniu trzyma się stabilnie, za to nadal łatwo go przełożyć z roweru do roweru. Jak działa? Po jeździe nie jest się mniej brudnym, za to wkładka w spodenkach jest bardziej sucha i bez wbitego w nią piasku. Komfort wzrasta. Mogę śmiało powiedzieć, że to jedno z najlepiej wydany 8? na akcesoria rowerowe w mojej wieloletniej przygodzie z kolarstwem. Przy zakupie trzech sztuk przesyłka od producenta jest gratis. Do wyboru jest dziesięć wersji kolorystycznych, ja zdecydowałem się na lubiany przez siebie różowy.

    asssavers

    Więcej info na stronie Ass Savers. Ten tekst jest niesponsorowany, niedotowany i w ogóle. Rano wychodząc na przejażdżkę zaczęło padać. Byłem zniechęcony. Przypomniałem sobie, że wiosną jeździłem z magicznym, szwedzkim błotniczkiem. Założyłem. Wróciłem z suchym tyłkiem.