Tag: Słowacja

  • Prawdopodobnie najfajniejszy maraton w okolicy

    Prawdopodobnie najfajniejszy maraton w okolicy

    Sobota, 20.08, Granc Petrovce na Słowacji. Całkiem niedaleko od granicy. Świetna trasa dla fanów prawdziwego MTB, wjazd na 1200m n.p.m, szutrowe podjazdy, zjazdy singletrackami i wszystko, co najlepsze w słowackich maratonach, czyli 9. Kralovski Maraton.

    To jest szczere, niekomercyjne zaproszenie, motywowane wyłącznie moją sympatią do samej imprezy, jej organizatorów i przede wszystkim do Was. Bo nie polecałbym czegoś, co jest niefajne. A Kralovski Maraton jest po prostu turbo fajny.

    A teraz konkrety:

    Do wyboru są trzy dystanse:

    80km/3000m przewyższenia
    45km/1500m przewyższenia
    23km/400m przewyższenia

    O jeździe na ?80? lub ?45? kilometrów będzie można zdecydować w trakcie zawodów. ?23? trzeba zadeklarować wcześniej.

    Najwyższym punktem trasy jest Smrekovica, kopiec wysoki na 1200m, najwyższy szczyt pasma Branisko.

    Na Kralovskim Maratonie jeździmy głównie po szutrowych drogach, ale tylko w górę. W dół prowadzą bardziej techniczne ścieżki z elementami singletracków. Jest sporo wyzwań, ale i sporo zabawy. Po kilku latach trasa została nieco zmodyfikowana, jest bardziej kompaktowa, ale nadal oferuje wszystko to, co w mtb najlepszego.

    Słowackie maratony nieco różnią się od polskich. Uczestników jest nieco mniej, ale ściganie o czołowe lokaty jest na podobnie wysokim poziomie. Mimo to wszystko rozgrywa się spokojniej i w bardzo przyjaznej atmosferze.

    Do tego i na bufetach i na mecie czeka dobre jedzenie a standardem jest szatnia czy prysznice. To taki drobiazg, o którym u nas często się zapomina.

    kralovski-maraton

    Jeśli myślicie o spędzeniu weekendu z rodziną lub przyjaciółmi a nie tylko o rowerowym napieraniu, to Kralovski Maraton jest idealnym pomysłem na tego typu wypad. Zaraz obok miejsca startu znajduje się Spiski Hrad, jeden z największych średniowiecznych kompleksów zamkowych w Europie. Niedaleko jest też do Levocy, malowniczej miejscowości z pięknym rynkiem i zachowanym systemem murów obronnych.

    Na słowackim Spiszu noclegi są niedrogie, góry piękne a maraton rewelacyjny. Jadę tam czwarty raz z rzędu, dlatego i Was do tego serdecznie namawiam.

    A jeśli macie w aucie miejsce, to możecie zabrać kolegę lub koleżankę zajawioną na Enduro. Dzień po maratonie będą zawody właśnie dla fanów enduro, z kilkoma, bardzo ciekawymi OSami. Będą to Mistrzostwa Słowacji, a skoro odwołano Mistrzostwa Polski, to pomysł na start w Granc Petrovcach nasuwa się sam :)

    Więcej szczegółów znajdziecie na stronie:
    http://www.kralovskymaraton.sk/

    Zapisy przez stronę:
    https://cyklo.sao-tatry.sk/index.php?menu=103&l=sk&arok=2016&cisl_preteku=100
    Do 19.08 wpisowe wynosi ?20, ale w przeciwieństwie do Polski, o wysokości kwoty decyduje data zgłoszenia. Zatem po wypełnieniu formularza można zapłacić gotówką w biurze a nie martwić się zagranicznym przelewem i przewalutowaniem :)

  • Loverove 29.10.2015

    Loverove 29.10.2015

    Czwartkowe loverove: klimatyczne wideo ze słowackich Tatr, Chris Froome w spódnicy oraz świetne wideo promujące rozsądną jazdę na rowerze.

    1. Tuż za naszą granicą

    Słowackie Tatry w stylu Enduro. Imponujące, mocne, inspirujące wideo od naszych południowych sąsiadów.

    2. Łucznik dnia

    Wielu zawodników przy okazji organizowanego przez ASO Saitama Criterium zapoznaje się z elementami japońskiej kultury. Np. Chris Froome przywdział tradycyjny strój i uczył się strzelać z łuku.

    3. Ile żyć ma kolarz?

    Nawet jeśli kiedyś byłeś mistrzem świata jak Thor Hushovd, pamiętaj: nie jesteś kotem! Rewelacyjna reklamówka norweskiego zarządu dróg, zobaczcie:

    https://www.youtube.com/watch?v=D_W4xE7_7TI

  • Doświadczenie uczestnika

    Doświadczenie uczestnika

    Na całość wrażeń, jakie pozostają po starcie w zawodach rowerowych składa się wiele elementów. Jeśli wracam do domu z poczuciem dobrze spędzonego czasu, chętnie wpiszę imprezę do kalendarza na kolejny sezon. Wygląda na to, że Bikemaraton Sulovske Skaly stanie się moim stałym punktem programu.

    To trzecie zawody w okolicy Żyliny, na które wybrałem się w tym roku. Cross country w Turcianskich Teplicach oraz maraton Marikowską Doliną powtórzyłem w tym sezonie po pozytywnych doświadczeniach z 2014r. Tak jak poprzednio, tak i tym razem wróciłem z nich zadowolony.

    https://instagram.com/p/4Iz_Pfkcsy/

    Do Sulova miałem wybrać się już rok temu, ale ostatecznie debiut w tej imprezie zaliczyłem dopiero w miniony weekend. Bikemaraton Sulovskie Skaly jest imprezą wyjątkową, ponieważ istnieje nieprzerwanie od 17 lat! Tak jak większość zawodów na Słowacji, za organizacją stoi lokalny klub (w tym wypadku SCK Cyklo Tour) a nie komercyjna firma zajmująca się produkcją kolejnych, rowerowych wydarzeń.

    Choć o jakości imprezy nie świadczą gratisy rozdawane przez organizatora i jego sponsorów, w ?pakiecie startowym? (kosztującym, zależnie od terminu zgłoszenia – nie wpłaty – 13-21?) znalazłem, poza numerem startowym z chipem i zipami żel i baton energetyczny, bidon oraz skarpetki. Nieźle. Nie chodzi tu o merkantylne przeliczanie, ale jeśli dostaję rzeczy, które mają określoną wartość i zwyczajnie mogę ich użyć, czuję, że dostawca usługi, jaką jest maraton, zwyczajnie o mnie pomyślał.

    https://instagram.com/p/4RronukcrU/

    Ogólnie rzecz ujmując poczucie troski ze strony słowackich organizatorów jest tym, co skłania mnie do podróży w stronę sąsiedniego kraju, korzystając ze wszystkich dobrodziejstw, jakie daje strefa Schengen.

    Trasa sulowskiego maratonu jest w przeważającej części atechniczna, ale na jednym z podjazdów singletrackiem pojawia się skalny stopień. Co w tym wypadku robi ogranizator? Deleguje tam ludzi, którzy pomagają wnieść rower. Jasne, mógłbym go tam wtaszczyć sam, i nic by się nie stało, ale taka pomoc połączona z życzliwym dopigniem powoduje, że od razu czuję się lepiej.

    Podobnie wjeżdżając do kolejnych miejscowości w dolinach rozdzielających podjazdy, skrzyżowania zabezpieczają wolontariusze z chorągiewkami, wskazując właściwą drogę. Na 48km ?połówce maratonu? znajdują się cztery dobrze zaopatrzone bufety. Wjeżdżając w teren, trasa oznakowana jest perfekcyjnie, nawet na szerokich pastwiskach od razu widać właściwy azymut.

    https://instagram.com/p/4KiSaaEcge/

    Na mecie czeka uczciwa porcja ryżu z mięsem i warzywami oraz kofola lub piwo, podane w higienicznych warunkach. Jest gdzie usiąść, jest się gdzie umyć i załatwić. Do tego w miasteczku zawodów stoiska sponsorów nie dość, że są ciekawie zaopatrzone, to jeszcze oferują naprawdę promocyjne ceny.

    W tle na żywo gra zespół, który choć nieco przypomina czeski Banjo Band robi fajny klimat, w przeciwieństwie do popularnej u nas rąbanki uniemożliwiającej normalną rozmowę ze znajomymi. Oczekiwanie na dekorację i tombolę uatrakcyjniają pokazy trialu.

    Krótko mówiąc: na trasie było konkretne ściganie. Seria Skoda Bike Open Tour oferuje niezłe nagrody i wysokim poziom sportowy. Po wyścigu, dzięki ładnej okolicy Sulovskich Skał i zaangażowaniu organizatora panowała atmosfera przyjemnego, letniego pikniku.

    sulovsky

    Na ile kojarzę słowacki, komentarze po zawodach są pozytywne. Trudno się dziwić, naprawdę było świetnie. Stawiam jednak, że gdyby maraton rozgrywany był w Polsce, reakcje byłyby zgoła inne. Na ?moim? dystansie 48km było 1640m przewyższenia (dane zgadzały się z opisem niemal co do metra), 5km przed metą pojawiły się informacje o pozostającej do mety odległości. Większość trasy wiodła szutrami i polami. Zmęczyłem się solidnie, nie tylko fizycznie, ale też utrzymując koncentrację na szybkich zjazdach. Miłośnicy ?Pure MTB? z pewnością byliby zawiedzeni. Skoro jednak maraton w Sulowskich Skałach organizowany jest od 17 lat, przynajmniej dla Słowaków musi być wystarczająco atrakcyjny, skoro wzięło w nim udział około 900 osób. Całkiem sporo jak na kraj liczący niespełna 5,5 miliona mieszkańców.

    Jeśli kogoś to interesuje, do mety dojechałem na 18. miejscu open, 8 w kategorii 30-39 lat (wyniki tutaj).

  • Jak to robią Słowacy #2 – Mistrzostwa Słowacji w Maratonie

    Jak to robią Słowacy #2 – Mistrzostwa Słowacji w Maratonie

    Mając w pamięci dobre doświadczenia z zeszłego roku, postanowiłem kontynuować eksplorację słowackich zawodów MTB. Tym razem wybór padł na Skoda FC Mararton w miejscowości Dolná Mariková. Były to równocześnie mistrzostwa Słowacji XCM.

    Motywacja

    Nie samym XC człowiek żyje. Choć po powrocie na rower startuję głównie w cross country, do maratonów nadal mam spory sentyment. To inny rodzaj jazdy a przy tym możliwość, w wyścigowym tempie, poznania większej ilości ciekawych szlaków. Poszukując zawodów do kalendarza, zwróciłem oczy na Słowację z kilku powodów. Mam blisko – przynajmniej kilka razy w roku mogę wystartować w odległości maksymalnie 200km od domu. Koszty uczestnictwa (wpisowe) są porównywalne z Polską a do tego większość imprez rozgrywa się w górach. O maratonie organizowanym przez FC Team słyszałem od znajomych, jako o wydarzeniu wartym sprawdzenia. Pozostało tylko zapłacić, wsiąść w auto i samemu doświadczyć.

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-006

    Trasa

    Dolná Mariková leży mniej więcej w połowie drogi między Żyliną a Trenczynem, czyli niedaleko od przejść granicznych w Zwardoniu czy Jasnowicach. A właściwie ich pozostałości, Schengen ułatwia wyjazdy na zagraniczne zawody, o czym warto pamiętać choćby przy okazji zbliżających się Eurowyborów. Okolica jest ładna, ale miejscowość otaczają raczej wzgórza niż góry. Maratończycy mogą wybierać między trzema dystansami: 20, 40 i 62km, z przewyższeniami odpowiednio około: 350, 950 i 1600m. W sumie żaden hardcore, ale też nie płasko. Co jest jednak bardziej istotne, spora część każdej z rund (trasa ma układ ?koniczyny?, tylko krótkie odcinki są powtarzane) prowadzi leśnymi singletrackami pełnymi korzeni. Tym razem pogoda się udała, było ciepło, ale w tygodniu poprzedzającym 17.05.2014 sporo padało. Ścieżki stały się więc bardzo śliskie i błotniste. Ilość asfaltu na trasie była ograniczona do minimum, w zasadzie po twardym jechaliśmy tylko wyjeżdżając i wracając do miejscowości.

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-004

    Mistrzostwa

    Gdy u nas sezon dopiero się rozkręca, Słowacy swoje mistrzostwa kraju rozgrywają dość wcześnie. W połowie maja wszyscy są już w formie, ale jeszcze nie zmęczeni. Czołówka naszych sąsiadów z południa jest mocna i szeroka, choć nazwiska nie są tak dobrze znane jak choćby Czechów. Martin Haring, Michal Lami czy Milan Barenyi to uznani zawodnicy ze sporym doświadczeniem międzynarodowym. Lami to 29. zawodnik rankingu UCI, dla porównania Marek Konwa w najnowszym zestawieniu zajmuje 39. miejsce. Słowaczki na tle Polek wypadają dużo gorzej, ale o to nie trudno, nasze MTB od wielu lat stoi wynikami kobiet. W mistrzostwach wystartował również Karel Hartl, znany również z tras polskich maratonów Czech. O medale zawodnicy walczyli na najdłuższym dystansie 64km (realnie było odrobinę mniej). Zwycięzca, Martin Haring, potrzebował na pokonanie trasy 2h55?. Pełne wyniki znajdziecie tu. Najszybsza wśród kobiet, Michaela Malarikova (najwyżej sklasyfikowana w rankingu UCI Słowaczka) jechała 3h50?. Dla ortodoksów same cyfry mogą wyglądać słabo, ale jak się okazuje nie trzeba zakatować zawodników na śmierć, by mistrzostwa uznać za udane. Zamiast ?pure hardcoru? było wiele elementów wymagających, ale dostępnych dla choćby odrobinę zaprawionego w bojach fana mtb.

    Drobne różnice

    Zawodów nie ukończyłem. Na 35km urwałem łańcuch, a że do mety dystansu mega było jeszcze 5km po płaskim, kulturalnie poinformowałem sędziego o swoim wycofaniu. Do tego momentu jechałem średnio (15-20 open w stawce mistrzostw Słowacji). Nie jestem przyzwyczajony do maratonowego sposobu ścigania, odwykłem od potrzeby kontrolowania tempa i rozkładania sił. Mimo ?DNFa? wróciłem do domu z bardzo pozytywnymi wrażeniami. To kolejne słowackie zawody, w których uczestnictwo było po prostu przyjemne. Tamtejsze wyścigi stawiają na pierwszym miejscu zawodnika, to miła odmiana!

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-005

    Szczególnie dobre wrażenie robi oznakowanie trasy. Nie ma miliona strzałek, setek wykrzykników i trupich czaszek na zjazdach a mimo to wyjątkowo trudno o pomyłkę czy niebezpieczną sytuację. Poza oznaczeniem właściwej drogi, fałszywe odgałęzienia sygnalizowane są widocznym symbolem ?X?. Wystające korzenie były pomalowane na pomarańczowo, urwiska przy singletrackach otaśmowane a dziury, kałuże bez dna i wykroty, w których, wpadając na szybkości można się połamać, również odpowiednio wyeksponowane. Do tego spora grupa ludzi w kamizelkach, na rozjazdach, przy drogach oraz przy trudniejszych technicznie odcinkach w lesie. Bufety rozsądnie rozmieszczone a za nimi na bieżąco ktoś sprząta kubki i papierki. Wydaje się, że to oczywistości, ale w takich warunkach można po prostu skupić się na jeździe i cieszyć fajną trasą dającą wiele przyjemności.

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-003

    Na Słowacji standardem jest dostęp do pryszniców po zawodach, tak było i tym razem. Również mycie rowerów zorganizowano sensownie, kolejka cały czas była taka sama i czas oczekiwania nie przekraczał kilku minut. Rowery z błota płukali strażacy, wodą pod rozsądnym ciśnieniem nie rozwalającym łożysk.

      Mój ulubiony ostatnio temat, czyli posiłek regeneracyjny był bardzo w porządku. Solidna porcja ryżu z warzywami i mięsem (nie mylić z popularną u nas rozgotowaną parówką), do tego ogórek. Niezbyt efektowne, ale smaczne, nietłuste i przygotowane z dbałością. Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-002 Słowacy sporą uwagę przywiązują do zawodów dla dzieci. W tym roku przy maratonach pojawia się mini-xc "Detska Tour Petra Sagana" dla zawodników od 9-16 lat. Na najmłodszych czekał za to dmuchany zamek, boisko do unihokeja itd. Podchodzących do startu stricte merkantylnie spieszę poinformować, że za 12 lub 16? (zależnie od terminu wpłaty) w pakiecie startowym otrzymywało się żel oraz baton Nutrendu (ok. 10PLN) oraz dętkę Kellysa, zatem mniej więcej ? opłaty wróciła do uczestnika w formie gratisów. Po dekoracji przewidziana była tombola z fajnymi nagrodami, niestety z tego, co wiem, ceremonia była dość mocno rozwleczona w czasie. Dla równowagi od spraw przyziemnych, elementem dość egzotycznym było błogosławieństwo udzielone przez lokalnego księdza. Startowaliśmy przy kościele, na kilka chwil przed (punktualnym co do minuty) startem wyszedł do nas kapłan i życzył powodzenia. Do domu wróciłem więc jako usatysfakcjonowany klient. Już teraz myślę o kolejnych startach na Słowacji, z pewnością zaliczę jeszcze Sulovsky Maraton, chcę wrócić również na Kralovsky poprowadzony u stóp Spiskiego Hradu (byłem rok temu, rewelacja!), niedaleko mam również do Dolnego Kubina, Słowackiego Raju i na Horal Auto. Za rok chcę po raz kolejny przyjechać do Marikovej, choćby dlatego, że przez defekt ominął mnie najfajniejszy fragment trasy zawierający jeszcze więcej singletracków niż na średniej rundzie. Krótko mówiąc, jeśli chcecie spróbować maratonowego ścigania w innych, by nie powiedzieć lepszych warunkach, do tego stosunkowo niedaleko i za przystępną cenę - wybierzcie się na Słowację. Za zgodą organizatora użyłem zdjęć, których autorem jest Martin Vojtuš 

  • Jak to robią Słowacy?

    Jak to robią Słowacy?

    Na fali pozytywnych wspomnień z ubiegłorocznego startu w Kralovskim Maratonie postanowiłem sprawdzić, co nasi południowi sąsiedzi mają do zaoferowania w temacie cross country. Okazją do tego była pierwsza eliminacja Pucharu Słowacji.

    O tamtejszych maratonach przyjdzie jeszcze okazja napisać, tym bardziej, że zamierzam w najbliższych miesiącach zgłębić ten temat. Jednorazowa wizyta w sierpniu sprawiła, że byłem pełen entuzjazmu do słowackich imprez rowerowych. Zawody w Granč Petrovce zaoferowały mi więcej, niż większość maratonów, w których startowałem przed kilkuletnią przerwą. Pomyślałem więc, że XC musi być równie fajne.

    Turieckap 2014

    Turčianske Teplice to znane uzdrowisko u podnóża Wielkiej Fatry. Turystyczna miejscowość, której centralnym punktem są aquapark, spa i nieco zaniedbany park, przed sezonem świeciły pustkami. Przyjazd 250 kolarzy (w tym dzieci) mógłby być dla miasta pewnym wydarzeniem (zawody rozegrano zaledwie kilka minut od centrum), ale, podobnie jak u nas, trudno było liczyć na tłumy kibiców. Część mieszkańców pofatygowała się jednak by przyjrzeć się zmaganiom zawodników.

    Na niewielkim, zalesionym wzgórzu wytyczono ok. 4,5km rundę, najmłodsze kategorie wiekowe jechały jej krótszą wersję. Najmniejsze dzieci mogły szlifować umiejętności na prostym torze przeszkód zbudowanym z kilku pachołków, desek i paru metrów taśmy.

    Turieckap 2014

    Właściwa trasa prowadziła głównie singletrackami, ścieżki były szybkie i usłane pewną ilością korzeni. Zgodnie z zapowiedzią organizatora, przewyższenie na jednej rundzie wynosiło ok. 160m. Z drobnych różnic, pozytywnie zaskoczyło wyraźne oznaczenie rund dla poszczególnych kategorii: to bardzo ułatwia zapoznanie. Trasa była niemal w pełni naturalna, sztuczne elementy to nieco nadbudowane fragmenty singletracków. Nie było skoczni ani przywiezionych na ciężarówkach ?rock gardenów?. Pierwszy start minimalnie się opóźnił, poza tym wszystko działało zgodnie z harmonogramem, bez większych problemów.

    W najważniejszych kategoriach ścigało się 26 mężczyzn (Elita plus Orlik), 10 kobiet, 22 juniorów oraz 6 juniorek. Do Turčianskich Teplic przyjechała spora grupa kolarzy z południowej Polski, w tym Marek Konwa, zawodnicy z Podhala oraz ekipa Bieniasz Teamu. Pojawiło się również kilku Czechów na czele z Karelem Hartlem. W zależności od punktu widzenia, zawody można nazwać od ogórka po prestiżowe wydarzenie. Wyniki można znaleźć tu. Tak czy inaczej, choć nie wpisany do międzynarodowego kalendarza UCI, wyścig Turieckap był inauguracją Pucharu Słowacji 2014 (przy okazji w ramach wpisowego każdy otrzymywał terminarz imprez wydany przez tamtejszą federację).

    Turieckap 2014

    Tego samego dnia w Polsce rozgrywało się kilka imprez masowych – maratonów, amatorskie XC na południu kraju, m.in. w Brzyskach i Wodzisławiu oraz Puchar Polski XC w Białymstoku. Puchar Polski ma postać szczątkową. Jest połowa kwietnia a w kalendarzu nadal widnieją puste pola przy zaplanowanych datach. ?Rusza Peleton? oraz ?Góry Świętokrzyskie MTB Cup? to jedyne ?zaklepane? wyścigi. Aby nie było wątpliwości, Słowacy również mają problemy ze znalezieniem finansowania swoich zawodów. Mimo to w odpowiednim momencie zamknęli terminarz i w ich wyścigach regularnie rywalizować będzie krajowa czołówka. Zaplanowanych jest siedem eliminacji, kalendarz znajduje się na stronie tamtejszej federacji.

    Turieckap 2014

    Turieckap nie różnił się niczym od poszczególnych eliminacji Pucharu Szlaku Solnego, w których startowałem przez cały ubiegły sezon. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nasz regionalny cykl organizowany jest z nieco większym rozmachem. Podobnie jak kilka innych, wartościowych serii imprez mógłby spokojnie zostać opatrzony stosowną symboliką i z niewiele większym budżetem zapraszać do siebie krajową, a nie regionalną czołówkę. Słowacy tak mogli zrobić, czemu nie możemy my? Czy prowadzenie oficjalnej punktacji przez Związek wymaga tak wiele wysiłku? Dlaczego mistrz Polski wybiera start za południową granicą a nie w pucharze swojego kraju? Gdybym w Turciańskich Teplicach zobaczył coś, co jest klasę wyżej niż nasze, regionalne XC, być może odpowiedź byłaby prostsza. Puchar Słowacji zapowiada się jednak jako normalna seria zawodów, jakich samych mamy przynajmniej kilka. Czy w tej sytuacji ktoś potrafi odpowiedzieć na moje pytania?

    Więcej zdjęć jest w albumie na facebooku.