Tag: recenzja

  • Rower z Pekinu

    Rower z Pekinu

    Azjatyckie kino pokazujące trudne życie najniższych warstw społecznych tamtejszych wielkich miast, tym razem z punktu widzenia kuriera rowerowego. 

    Zwiastun filmu „Rower z Pekinu”

    Pekin z roku 2001, gdy powstawał film Xiaoshuai Wang to zupełnie inne miasto niż współcześnie. Choćby z tego powodu, że w pogoni za modernizacją i statusem społecznym Chińczycy przesiedli się do samochodów do tego stopnia, że niektóre miasta europejskie są bardziej zroweryzowane niż niegdysiejsza stolica roweru. 

    Oglądając najnowsze azjatyckie obrazy, które przebiły się do mainstreamu: koreański “Parasite” czy japoński “Złodziejaszki” wiele wskazuje na to, że rozwarstwienie społeczne wciąż ma się tam świetnie a zaangażowani społecznie artyści chętnie sięgają po nie jako temat swoich wypowiedzi. 

    “Rower z Pekinu” to historia chłopaka z prowincji, który przyjeżdża do Pekinu do pracy. Pełen odwagi i zapału zostaje kurierem rowerowym, wykonując pracę nieudolnie, lecz z pełnym poświęceniem. 

    Na swojej drodze spotyka rówieśnika, z którym wchodzi w konflikt o tytułowy rower. Jednoślad jest dla jednego narzędziem pracy i szansą na awans społeczny, dla drugiego spełnieniem dziecięcych marzeń i aspiracji.

    Brud, biedę i upokorzenie oglądamy w niemal każdym ujęciu a choć problemy bohaterów wiążą się z popularnym motywem jakim jest wchodzenie w dorosłość, eskalacja młodzieńczego konfliktu może być metaforą problemów toczących społeczeństwa szybko rozwijających się gospodarek.

    Nawiązania do klasycznych “Złodziei Rowerów” De Siki nasuwają się same a przykry realizm historii zasłużył na Grand Prix jury festiwalu filmowego w Berlinie w 2001r. 

    Dla tych, których mniej interesuje aspekt społeczny historii a po prostu śledzą rowerowe akcenty w kulturze, smaczkiem będzie product placement Meridy. Na rowerach tej firmy jeżdżą zarówno kurierzy przedsiębiorstwa, w którym zatrudnia się nasz bohater jak i lokalny “gang” modnych chłopaków imponujących głównemu antagoniście. 

    “Rower z Pekinu”

    Reż. Wang Xiaoshuai
    109’
    Francja/Chiny/Tajwan 2001


    Film w sierpniu 2001 obejrzałem w TVP Kultura. Śledźcie program, by trafić na ewentualne powtórki.

    Przeczytaj recenzje filmów i książek kolarskich.

  • The Plant-Based Cyclist, czyli kolarz roślinożerca.

    The Plant-Based Cyclist, czyli kolarz roślinożerca.

    Wydany przez GCN poradnik Nigela Mitchella to wartościowa pozycja dla wszystkich kolarzy, nie tylko tych, którzy myślą o rozpoczęciu przygody z dietą roślinną. 

    Od trzech lat razem z żoną eliminujemy z diety kolejne produkty zwierzęce. Zaczęliśmy od mięsa, następnie wykluczyliśmy ryby oraz sporą część nabiału. Do weganizmu nam jeszcze daleko, kolejne etapy wiążą się, poza kwestiami etycznymi, głównie z poszukiwaniem ulepszeń codziennego jadłospisu.

    Oboje trenujemy co roku ok. 600 godzin, właściwe odżywianie jest niewątpliwie istotnym elementem nie tylko poprawy osiągów sportowych, ale przede wszystkim dobrego samopoczucia i zdrowia. 

    Po “The Plant-Based Cyclist” chciałem sięgnąć już wcześniej, ale zwyczajnie nie mogłem, ponieważ pierwszy nakład sprzedał się dość szybko. 

    Nigel Mitchell od kilku lat współpracuje z popularnym kanałem Global Cycling Network

    Autor “Kolarza-roślinożercy”, Nigel Mitchell obecnie jest dietetykiem zespołu Education First, wcześniej podobną funkcję pełnił w teamie Sky oraz w British Cycling. Możecie go znać z występów na kanale GCN, gdzie prezentuje przepisy a także uchyla rąbka tajemnicy żywienia w zawodowym kolarstwie. 

    Mitchell nie tylko dba o wyczynowych sportowców, swoją karierę rozpoczynał jako dietetyk kliniczny. Dzięki temu łączy doświadczenia zdobyte w zawodowym peletonie z podstawami naukowymi. 

    Zapoczątkował też wiele trendów, które obecnie stają się standardem w menu naszych idoli. Jeśli śledzicie kolarstwo zawodowe trochę uważniej, zauważycie jak bardzo w ciągu ostatniej dekady zmieniły się posiłki spożywane choćby w czasie wielkich tourów. 

    Przygotowując “The Plant-Based Cyclist” sam testował na sobie dietę roślinną przez 12 tygodni, by móc lepiej doradzać zawodnikom, którzy chcą zrezygnować z pokarmów zwierzęcych. 

    Spoglądając na wydany przez Global Cycling Network poradnik, okaże się, że tak naprawdę to bardzo solidna pozycja o dietetyce żywieniu kolarzy w ogóle, zarówno wyczynowych jak i amatorów. “Roślinność” jest istotnym, ale de facto dodatkiem do głównej treści.

    Posiłkując się wiedzą i doświadczeniem Mitchell wskazuje, jak zorganizować dietę, odstawiając w mięso oraz inne produkty pochodzenia zwierzęcego. Jak poradzić sobie z zapotrzebowaniem na białko, mikro i makro elementy, jaka jest rola poszczególnych składników odżywczych oraz kiedy posiłkować się suplementacją. 

    W książce, jak to w poradniku, znajdziemy wiele ilustracji a także 23 przepisy. Całość, poza sporą dawką wiedzy może być traktowana przede wszystkimi jako inspiracja do własnych eksperymentów. Co ważne, jeśli drażniła was nachalna propaganda w paradokumencie “The Game Changers”, tu jej brak. To po prostu solidny poradnik, nie tylko dla sportowców-wegetarian. Tylko tyle i aż tyle!

    Ogólnie więc polecam, choć za 15GBP + koszty przesyłki miło byłoby dostać książkę w twardej oprawie. 

    The Plant-Based Cyclist
    Nigel Mitchell
    GCN 2019

  • La Grand-Messe. Święty wyścig.

    La Grand-Messe. Święty wyścig.

    Tour de France z punktu widzenia francuskich emerytów, którzy spędzają wakacje na jednym z zakrętów przełęczy Izoard. W tym nietypowym, kolarskim dokumencie samego kolarstwa jest jak na lekarstwo. Ale sam “Święty wyścig” jest obrazem po prostu uroczym.

    Poznajemy kilkoro kibiców, którzy co roku parkują swoje kampery na jednym z podjazdów przy trasie Wielkiej Pętli. Nie przyjeżdżają tam dzień przed wyścigiem, o nie. 

    Ci sympatyczni starsi państwo w swoich mobilnych domach przez niema, dwa tygodnie mieszkają na wysokości powyżej 2m n.p.m., kilka kilometrów przed metą 18. etapu Tour de France 2017.

    Twórcy dokumentu, Méryl Fortunat-Rossi i Valéry Rosier są z nimi cały ten czas, towarzyszą w codziennych czynnościach: poszukiwaniu sygnału tv, gotowaniu, spacerach i oczywiście niewielkich imprezach przy muzyce. 

    Sam wyścig jest bardzo odległym tłem. Nasi bohaterowie mają już swoje lata i swoje przeżyli, ale mimo lepszych i gorszych chwil, co roku przyjeżdżają na Tour by w ten sposób spędzić urlop. 

    I właściwie to tyle. Nic mniej, nic więcej a mimo to “Święty wyścig” jest na swój sposób uroczy i optymistyczny.

    Tour de France to jedna z największych imprez sportowych na świecie i najchętniej oglądana na żywo. “Na arenie”, czyli po prostu przy francuskich szosach co roku walczących o sławę kolarzy dopingują miliony ludzi. 

    Ten skromny dokument nie komentuje patosu wyścigu, nie szuka też przyczyn kulturowego fenomenu, jakim jest „Wielka Pętla”. Za to pokazuje jego fragment: ludzi, którzy tak samo jak Froome czy Bardet tworzą to unikatowe święto. 

    “Święty wyścig”, La Grand-Messe


    Belgia 2018
    70 minut
    W czerwcu 2020 film obejrzałem w HBO Go

  • Marco Pantani. Ostatni Podjazd.

    Marco Pantani. Ostatni Podjazd.

    W ogromie reporterskiej pracy, którą wykonał Matt Rendell opisując życie, karierę i śmierć Marco Pantaniego największą wartość mają te słowa, które nie przekonają nieprzekonanych, ale są rzadko spotykane w kolarskich mediach. Te, które boleśnie nazywają rzeczy po imieniu. 

    Wydawnictwo SQN specjalizujące się w sportowych biografiach tym razem sięgnęło po obszerną i gatunkowo ciężką biografię Marco Pantaniego. 

    Matt Rendell pierwszą edycję tej opowieści ukończył w 2006r, następnie rozszerzył ją o fakty związane z wynikami śledztw po śmierci kolarza w roku 2016. Polskie tłumaczenie ukazuje się w 2020, 21 lat po słynnym wyrzuceniu kolarza z Giro d’Italia i 16 po jego tragicznym odejściu. 

    W tym momencie większość zawartych w niej informacji trudno uznać za szokującą, natomiast niewątpliwie, tak jak w swoim posłowiu pisze Adam Probosz, nagromadzenie takiej ilości trudnych informacji jest zwyczajne bolesne, zwłaszcza dla kogoś, kto wciąż uważa Pantaniego za sportowego idola. 

    Rendell prowadzi swoją opowieść chronologicznie nie tylko podążając za losami Pantaniego, ale też w najmniej chwalebne części biografii kolarza wprowadza nas równolegle z tym, jak sam odkrywał kolejne fakty. 

    I tak pierwsze triumfy “Pirata” poznajemy jako wydarzenia o wadze stricte sportowej by dopiero w dalszej części dowiedzieć się, że stał za nimi najpoważniejszy doping, który towarzyszył Włochowi niemal od początku zawodowej kariery (a możliwe, że nawet wcześniej). 

    Najcięższe działa autor wytacza w epilogu, nazywając wprost sukcesy herosów “ery epo” fantomowymi a emocje, których dostarczał nam Pantani podobnie poddanymi terapii dopingowej jak sam kolarz. 

    Obcowanie z detalami upadku człowieka zmagającego się z zaburzeniami psychicznymi, nałogiem jak i przedstawionego bez szczególnie pozytywnych cech charakteru może być dla wielu fanów szokiem. 

    Osobiście od wielu lat podzielam większość poglądów Rendella, ale nie spodziewam się, by licząca 400 stron lektura zdobyła wielką popularność na naszym rynku. Dlatego tym bardziej składam wyrazy uznania dla wydawnictwa za pochylenie się nad docenionym przez krytykę, jednak niełatwym w odbiorze materiałem. 

    Matt Rendell, “Marco Pantani. Ostatni Podjazd”

    408 stron
    Wydawnictwo SQN, Kraków 2020
    Książkę kupiłem w formacie .mobi na stronie wydawnictwa w maju 2020 za 27,51zł

  • Coureur (Wyścig). Kolarstwo bardzo mroczne.

    Coureur (Wyścig). Kolarstwo bardzo mroczne.

    Częściowo autobiograficzny film Kennetha Merckena “Coureur” (pol. “Wyścig”) to “the best of” patologii w wyczynowym kolarstwie początków XXIw. 

    Słyszeliście kiedyś o takim zawodniku jak Kenneth Mercken? Nie? W porządku, ja też nie. Jego największym osiągnięciem było mistrzostwo Belgii w jednej z młodszych kategorii wiekowych a szczytem kariery kontrakt z kontynentalną drużyną Flandria. 

    W pewnym momencie życia stwierdził, że zamiast zawodowcem na szosie chce być reżyserem. Skończył szkołę filmową a efektem nowej pasji jest pełnometrażowy debiut “Coureur”.

    To częściowo autobiograficzna historia przedstawiająca doświadczenia Merckena jako utalentowanego zawodnika rozpoczynającego “dorosłe” ściganie w półzawodowej grupie we Włoszech. 

    Plakat filmu "Coureur", pol. "Wyścig"
    Plakat filmu „Coureur”, pol. „Wyścig”

    Ponieważ akcja rozgrywa się na początku XXIw (przed 2005r), dostajemy syntezę opowieści, wywiadów, książek o nielegalnym wspomaganiu: od testosteronu przez stymulanty, hormon wzrostu a kończąc na epo. 

    Biorą wszyscy, wszystko, niemal bez kontroli i konsekwencji. 

    Drugi aspekt “Wyścigu” (pod takim tytułem film dostępny jest w Polsce) to konflikt pokoleń. Główny bohater jest synem kolarza, mierzy się więc z rodzinną tradycją i oczekiwaniami ojca.

    Relacje młodego Felixa, alter ego reżysera i scenarzysty, niemal z wszystkimi są trudne. Z rodzicami, z kolegami, z trenerami, ze znajomymi. Mierzy się z presją wyników, nieznajomością języka, adaptacją w nowym otoczeniu, trenerem-tyranem czy z nadpobudliwymi kolegami z drużyny. 

    Każdy z tych elementów był już wcześniejopisywany w wielu miejscach, zazwyczaj w wywiadach lub książkach “skruszonych” dopingowiczów. 

    Podane razem, w formie wizualnej, z dużą dozą dosłowności powodują, że przygoda z wyczynowym kolarstwem zamiast spełnieniem marzeń staje się wyłącznie ponurą drogą przez cierpienie, wyrzeczenia, konflikty i upokorzenia. 

    Choć całość nie jest ani szczególnie odkrywcza ani wyjątkowo dobrze zagrana, trzeba oddać twórcom, że wykonali solidną pracę odwzorowując realia sportu rowerowego. 

    Mimo, że obecnie tematyka nie szokuje tak bardzo jak jeszcze kilka lat temu, Kenneth Mercken musiał wykazać się pewną odwagą pokazując wiele kwestii, które wciąż objęte są zmową milczenia. Podobnie wygląda sprawa jego osobistych rozliczeń z ojcem, stanowiących równorzędny wątek całej opowieści. 

    Coureur” (pol. Wyścig). Belgia 2018
    Reż. Kenneth Mercken
    92 minuty

    W marcu 2020 film można obejrzeć w HBO Go.

  • Córka trenera

    Córka trenera

    Trochę kino o dorastaniu a trochę film drogi. Do tego historia ojca trenującego nastolatkę w realiach jednej z popularnych dyscyplin sportu. Choć „Córka Trenera” jest o tenisie, znajdziecie w nim wiele smaczków, które spotykacie na co dzień samemu startując w zawodach.

    Łukasz Grzegorzek stworzył kameralny, wizualnie zgrabny „indie-filmik„, który spotkał się z pozytywnym przyjęciem krytyków. Choć często kwalifikowany jest jako „dramat” a bohaterowie od czasu do czasu na siebie krzykną lub uronią łzę, oglądamy małą historię, pozornie bez większego znaczenia. Taką, która przydarzyła się każdemu z nas. Lub przynajmniej mogła się przydarzyć.

    Ktoś o czymś marzy, ktoś się rozczarowuje, jest też odrobina romansu i paru kolorowych bohaterów drugoplanowych. Ot, życie. 

    „Córka Trenera” ma kilka zalet: sensowny scenariusz, bezpretensjonalność, ładne zdjęcia i budzących pewne zainteresowanie bohaterów nieźle zagranych przez dobrze dobraną obsadę (m.in Jacek Braciak, Agata Buzek oraz Karolina Bruchnicka i Bartłomiej Kowalski). 

    Zalicza się więc do, wciąż nielicznych, polskich produkcji, które można obejrzeć bez poczucia, że twórca nami gardzi a swój film zrobił wyłącznie dla pieniędzy. 

    Jeśli lubicie takie kino, to polecam, jeśli nie, to nie stracicie za wiele. Tak czy inaczej nie pisałbym o nim gdyby nie fakt, że historia, którą opowiada dzieje się w świecie sportu. 

    Nie wiem, jak „Córka Trenera” odwzorowuje realia polskiego, juniorskiego tenisa natomiast mogę śmiało powiedzieć, że niesie ze sobą wiele obserwacji, których każdy z nas doświadcza lub doświadczał na co dzień rywalizując w swojej ulubionej dyscyplinie sportu.

    Plastikowe pucharki i listy wyników rozwiewane przez wiatr? Zaliczone. Dekoracja zwycięzców oklaskiwana wyłącznie przez trenerów lub rodziców? Jest. Pracownik urzędu wręczający trofea w zastępstwie nieobecnego burmistrza? Mamy to!

    Noclegi w podrzędnych kwaterach, podróże z zawodów na zawody leciwym busem, treningi gdzie popadnie, bo co by się nie działo przecież „muszą zostać odbyte”… a przy tym dbałość o dietę, niewyleczone kontuzje i gasnące marzenia o wynikach, karierze lub jakiejkolwiek innej formie pozostania przy sporcie, wokół którego zbudowane jest życie. Bohaterów filmu lub po prostu nasze. 

    Można jeszcze poruszyć temat perspektyw, jakie mają młodzi ludzie wchodzący w dorosłość, zarówno tę życiową i tę sportową. Przyszłości, której wizji w wyczynie zazwyczaj nie ma o ile nie jest się w wąskim gronie najbardziej utalentowanych i zamożnych jednostek. 

    Ponieważ jednak „Córka Trenera” jest sama w sobie małym, bezpretensjonalnym filmikiem, sam też nie powinienem uderzać w zbyt poważny ton, zatem w tym miejscu się zatrzymam i mimo kilku drobnych niedociągnięć po prostu go polecę. 

    „Córka Trenera”, 2018
    Reżyseria: Łukasz Grzegorzek
    90 minut. 
    Film miał premierę kinową wiosną 2019; w listopadzie 2019 jest dostępny w HBO Go.

  • Der Läufer. Biegacz.

    Der Läufer. Biegacz.

    Historia mocno zaburzonego człowieka, który równocześnie jest wyczynowym biegaczem z nadziejami na udział w Igrzyskach Olimpijskich to przykład filmu sportowego, który odchodzi od utartych schematów tego typu kina.

    Pełnometrażowy debiut szwajcarskiego reżysera, Hannesa Baumgartnera jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. W przeciwieństwie do większości gatunkowych filmów o tematyce sportowej nie jest schematyczną produkcją „klasy B” lecz aspiruje do nagród na prestiżowych festiwalach.

    Ze zwiastunów i zapowiedzi możemy dowiedzieć się, że „Biegacz” opowiada o losach Jonasa Widmera. To utalentowany zawodnik, idol lokalnej społeczności w Bernie, zwycięzca imprezy, w której startuje się w stroju wojskowym. Jonas trenuje w klubie, wyniki kolejnych sprawdzianów i badań wskazują, że ma szansę awansować do Igrzysk Olimpijskich, gdzie chce wystartować w maratonie.

    Choć zarówno w sporcie jak i w życiu osobistym odnosi kolejne sukcesy (ma ciekawą pracę, jest w stałym związku), równocześnie zmaga się z poważnymi traumami. Wychowywał się w rodzinie zastępczej a jego brat popełnił samobójstwo.

    Nie radząc sobie z problemami, wieczorami zaczyna napadać na kobiety, co ułatwia mu umiejętność szybkiej ucieczki z miejsca rabunku.

    W filmie Baumgartnera dostajemy nieco retrospekcji, znajdziemy w nich także sekwencje snów głównego bohatera. Całość jest jednak prostą historią pokazującą kolejne etapy eskalacji jego problemów.

    Obserwujemy kilka poziomów dramatu. Trudne są zarówno treningi, porażki, kontuzje Jonasa, jego bezradność związana z wydarzeniami z przeszłości jak i wreszcie popełniane przez niego kolejne przestępstwa.

    Wszystko jest jednak zagrane na niskim poziomie intensywności co podkreślają zdjęcia w charakterystycznych, pozbawionych nasycenia kolorach i brak ścieżki dźwiękowej (mając w pamięci tradycyjne filmy sportowe wyobraźcie sobie sceny treningu bez inspirującej muzyki).

    Nie jest to może wielkie kino, za to kolejny przykład na to, że można opowiedzieć historię biegacza w sposób autorski, unikając utartych schematów. Dzięki odejściu od kina gatunkowego, sport wyczynowy staje się pełnoprawną częścią kultury, pretekstem do dyskusji nad rolą wychowania, socjalizacji, toksyczną męskością, militaryzacją społeczeństwa czy zaburzeniami psychicznymi. Jest tłem solidnego, europejskiego dramatu, jedną ze składowych kameralnej historii, która, zależnie od wrażliwości odbiorcy, mniej lub bardziej będzie oddziaływać na jego emocje.

    Hannes Baumgartner
    „Der Laufer”. Polski tytuł „Biegacz”, można go też spotkać pod angielskim „Midnight Runner”
    Szwajcaria, 88 minut.
    Film był prezentowany np. podczas festiwalu Off Camera, obecnie (październik 2019) jest dostępny w HBO Go i tam też go obejrzałem.

  • Ryszard Szurkowski. Wyścig.

    Ryszard Szurkowski. Wyścig.

    Biografia wciąż najwybitniejszego polskiego kolarza to nie tylko jego wspomnienia z wypełnionej sukcesami kariery sportowej. Część dochodu zostanie przeznaczona na rehabilitację po poważnym wypadku, jakiemu Szurkowski uległ podczas jednego z amatorskich wyścigów, którymi wciąż cieszy się wiele lat po zakończeniu profesjonalnego uprawiania sportu.

    Przejdę od razu do rzeczy. Gdyby nie fakt, że za tym wydawnictwem stoi właśnie cel charytatywny, z pewnością bym go nie polecił. A tak, można oddać mistrzowi co mistrzowskie. Wszak przez wiele lat swoją postawą na szosie, jak i później w roli trenera sprawiał wiele radości kibicom żyjącym w niełatwych realiach „Polski Ludowej”, zatem wsparcie Ryszarda Szurkowskiego w trudnych chwilach jest pewnego rodzaju obowiązkiem (a jeżeli chcecie wydatniej dołożyć się do jego leczenia, możecie to zrobić tutaj).

    Ryszard Szurkowski - osiągnięcia sportowe
    Ryszard Szurkowski – osiągnięcia sportowe

    Cztery zwycięstwa w Wyścigu Pokoju, indywidualne mistrzostwo i wicemistrzostwo świata indywidualnie i dwa złota drużynowo oraz dwa srebra olimpijskie w drużynie. Ryszard Szurkowski może nie był „polskim Merckxem”, ale prawie.

    „Wyścig” to de facto opis jego największych sukcesów sportowych (a także kilku porażek) i… niewiele więcej. Na całość składają się trzy elementy: fragmenty książki „Być liderem” z 1983r autorstwa Krzysztofa Wyrzykowskiego, rozmów przeprowadzonych współcześnie oraz „dzienników” Szurkowskiego publikowanych w trakcie Wyścigu Pokoju (zatem nasz mistrz był pierwszym w kraju kolarskim blogerem ;) ).

    Efekt jest taki, że o tych samych faktach, często w bardzo zbliżonej formie, czytamy trzykrotnie. Biorąc pod uwagę, że zarówno sam bohater jak i indagujący go dziennikarze nie wchodzą zbytnio w szczegóły, dostajemy rodzaj kroniki sportowej z lat ’60, ’70 i ’80 XXw, w której nazwiska, miejsca i daty zlewają się w jedno. Dodatkiem mającym nadać nieco kontekstu są wyróżnione, krótkie wypowiedzi kolarzy, których Szurkowski wymienia w swoich wspomnieniach.

    Być może dla czytelników pamiętających emocje związane z rywalizacją polskiej kadry z „zaprzyjaźnionymi” reprezentacjami ZSRR i NRD podczas Wyścigu Pokoju będzie to powrót do czasów młodości, przez co przychylniej spojrzą na taką formę, choćby przez sam sentyment.

    Choć wydawałoby się, że sportowiec z tak licznymi sukcesami będzie po latach usatysfakcjonowany przebiegiem swojej kariery, w wielu miejscach nawet nie odczuwalny a wręcz wyrażany wprost jest rodzaj żalu czy nawet pretensji. Do okoliczności, do rywali czy działaczy.

    Ponieważ Szurkowski w swojej biografii raczej opowiada o swoich wynikach niż o sobie, wnioskować można tylko po pewnych tropach, które wskazują, że jest człowiekiem niezmiernie wymagającym, tak od siebie (co tłumaczyłoby poczucie niedosytu) jak i od innych (co może być odpowiedzią na pytanie o źródło licznych, dziwnych wypowiedzi i ocen, które znajdziemy w mediach).

    Powiedziałbym, że być może to właśnie jest powód słabości tej książki. Mistrz peletonu narzucił swoją narrację, w której zabrakło miejsca np. na większe osadzenie w realiach epoki, które przybliżyłoby jego historię współczesnemu czytelnikowi. Nie spodziewałem się, że to kiedykolwiek napiszę, ale zdecydowanie lepiej zrobił to Czesław Lang w biograficznej części swoich wspomnień (tutaj moja recenzja).

    Zakładam jednak, że wydanie „Wyścigu” akurat w tym momencie i formie wynika z potrzeby chwili, związanej z trudną sytuacją, jaką po wypadku na Gran Fondo w Kolonii znalazł się Ryszard Szurkowski. Raczej więc dla wydawnictwa SQN należą się gratulacje, bo to kolejna kolarska pozycja w ich portfolio. Nawet, jeśli, realnie rzecz ujmując, dość kiepska.

    Ryszard Szurkowski. Wyścig.
    Wydawnictwo SQN 2019
    Ryszard Szurkowski, Krzysztof Wyrzykowski, Kamil Wolnicki
    356 stron
    Wydanie elektroniczne kupiłem za 27,99zł

    PS. Ryszard Szurkowski do legenda Wyścigu Pokoju. Sam jestem jednym z ostatnich roczników, które pasjonowały się rywalizacją w tym „amatorskim odpowiedniku Tour de France”. Ile pamiętam z „Course de la Paix” możecie przeczytać TUTAJ.

  • Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Zamiast triumfalnego pożegnania na Polach Elizejskich, David Millar w swoim ostatnim sezonie doświadczył kumulacji trudności, z jakimi na co dzień zmaga się zawodowy kolarz. Dokument ?Time Trial? pokazuje wszystko, co zazwyczaj jest pomijane w telewizyjnych relacjach z kolejnych wyścigów.

    Bardzo chciałem obejrzeć ten film. David Millar jest jedną z moich ulubionych postaci w profesjonalnym kolarstwie. To jeden z tych zawodników, którzy w obliczu dopingowej wpadki zamiast chować głowę w piasek lub opowiadać głodne kawałki postanowili coś zmienić.

    Szkot był jednym z cudownych dzieci ?ery EPO?. Podczas czasówki na Tour de France pokonał samego Armstronga, zdobył też tęczową koszulkę mistrza świata w jeździe indywidualnej. ?Afera Cofidisu? odmieniła jego karierę. Po powrocie z dwuletniej dyskwalifikacji Millar nie tylko stał się orędownikiem czystego kolarstwa, ale też odnalazł się w nowej rzeczywistości odnosząc kolejne, choć już nie tak spektakularne sukcesy.

    W sezonie 2014 postanowił zakończyć wyczynową karierę i właśnie w tym, trudnym dla każdego sportowca czasie, towarzyszy mu autor filmu ?Time Trial?, Finlay Pretsell.

    Plan był taki, by wraz z Millarem odbyć ostatnie tournee, zwieńczone trzynastym uczestnictwem w Tour de France. Sam kolarz planował celebrować swoje pożegnanie. M.in. sponsorująca go firma Fi?z:k na każdy z wyścigów przygotowała specjalne buty, unikatową grafiką nawiązujące do kolejnych imprez.

    Niestety życie bywa brutalne a sport bywa okrutny jeszcze bardziej. Zamiast cieszyć się sławą, Millar przeżywał trudne chwile niemiłosiernie męcząc się podczas następujących po sobie wyścigów. Mimo problemów, zdołał jeszcze przejechać hiszpańską Vueltę i jesienią zakończył karierę podczas organizowanego przez lokalny klub uphillu.

    ?Time Trial? wbrew polskiemu tytułowi nie opisuje specjalizacji Millara, czyli jazdy indywidualnej na czas. Jest za to historią, która jak żadna inna do tej pory odkrywa kulisy zawodowego kolarstwa. Mamy więc nieocenzurowane rozmowy dyrektorów sportowych w teamowym samochodzie, wymiany zdań przed snem w hotelowych pokojach czy smalltalki w peletonie.

    Film Pretsella jest obrazem o kolarzu, o kolarstwie i niemal wyłącznie dla kolarzy. Nie znajdziemy w nim właściwie żadnej ekspozycji. Bardziej niż słowem operuje obrazem, często skupiając się na brutalnej i bolesnej stronie tego sportu. Gdy sam Millar mówi wprost do kamery, jego wypowiedzi najczęściej są dosadne lub przepełnione goryczą.

    Tak jak odwagi wymagała antydopingowa krucjata ?skruszonego? kolarza, tak i występ w poruszającym filmie musiał wiązać się z pewnego rodzaju heroizmem. Kolejny raz szkocki zawodnik złamał liczne, obowiązujące w peletonie tabu, wprowadzając fanów tam, gdzie zazwyczaj nie mają wstępu.

    Nie wiem, co o takim podejściu sądzą byli czy obecni kolarze zawodowi. Wiem natomiast, że choć ?Time Trial? nie jest pozbawiony wad, ale ponieważ zamiast hagiografii, okrągłych słów napisanych przez ghostwritera czy specjalistę od wizerunku dostaliśmy bombę prawdziwych emocji, jest po prostu bezcenny.

    Time Trial (polski tytuł ?Czasówka. Próba charakteru?)
    reż. Finlay Pretsell
    Wielka Brytania 2017
    Film obejrzałem podczas festiwalu Off Camera, w legalnej dystrybucji dostępny jest np. na Amazon Prime na itunes.