Alejadnro Valverde nigdy nie był moim ulubionym kolarzem. W “Erze EPO” nie rozumiałem jego wszechstronności, która często odbierała mu skuteczność. W czasie zawieszenia w związku z aferą Puerto uznałem, że sukcesy odnosił dzięki niedozwolonego wspomaganiu. Dopiero po powrocie z dyskwalifikacji, z każdym kolejnym sezonem doceniałem jego klasę.

Wielka Nadzieja Hiszpanów z początków XXIw. Szybki, dynamiczny, świetny w górach i skuteczny na finiszach. Mimo śmiałego wejścia do świata zawodowców Valverde przegrywał w górach z najlepszymi góralami, brakowało mu mocy w jeździe na czas a finisze z grupy padały jego łupem, gdy klasyczni sprinterzy odpadali wcześniej na jakimś pagórku. Można by powiedzieć, że to idealna charakterystyka dla kolarza klasycznego i w takiej roli Alejdandro spełniał się znakomicie.

Wchodząc w kolarski “wiek męski”, jako dwudziestosześciolatek podbił Ardeny wygrywając Walońską Strzałę i Liege-Bastogne-Liege. Było mu jednak mało. Hiszpanie ciągle pamiętali o Miguelu Indurainie i oczekiwali, że wkrótce będą mogli pochwalić się jego następcą. Na szczęście dla Valverde wkrótce rozbłysła gwiazda Alberto Contadora, mimo to marzenie o wygranej w wielkim tourze pozostało.

Swój cel osiągnął w 2009r, wygrywając przed własną publicznością na trasie Vuelta a Espana. Dzięki temu mógł poczuć się spełniony i pozbyć statusu “wiecznie drugiego”, który przylgnął do niego mimo całego wachlarza zwycięstw w krótszych wyścigach.

Radość nie trwała długo. Imię psa kolarza, “Piti”, było pseudonimem, jakiego Valverde używał przy kontaktach z Eufemiano Fuentesem, co udowodnili dzięki podstępnie przeprowadzonemu testowi DNA Włosi (skorzystali z próbki pobranej podczas jednego z etapów Tour de France przebiegających przez ich teren). Po długiej batalii dyscyplinarno-administracyjnej hiszpańskiemu kolarzowi zabrano rezulataty uzyskane w 2010r, a w 2011 przymusowo pauzował.

Wieloletni pracodawca, ekipa Movistar poczekał na niego, umożliwił trenowanie w okresie zawieszenia i zaufał po powrocie na szosę. Od tego momentu Valverde stał się nieco innym kolarzem. Doświadczony przez sport i życie nie zrezygnował ze swoich ambicji, równocześnie potrafiąc odpuścić gdy trzeba lub pomóc kolegom z drużyny.

Nie przeszkodziło mu nawet pojawienie się młodszego rywala wewnątrz własnej grupy. Nairo Quintana, jeden z najlepszych górali we współczesnym peletonie pokojowo koegzystuje z Valverde, który gdy jadą razem potrafi znaleźć miejsce dla siebie a gdy trzeba zastąpić Kolumbijczyka w roli jedynego lidera zespołu. To ciekawy przykład współpracy dwóch różnych, świetnych sportowców z wielkim potencjałem i ambicjami.

Co więcej, poza wszechstronnością, znakiem charakterystycznym naszego bohatera stała się wyjątkowa wytrzymałość i odporność. Potrafi wygrywać od wczesnej wiosny do pełnej jesieni, co zapewniło mu nie tylko liczne triumfy w klasykach i etapówkach, ale też wygraną w klasyfikacji generalnej World Tour 2014.

W najbliższy piątek, 25 kwietnia Alejandro Valverde będzie obchodził 35 urodziny. Mimo to, od początku sezonu był w stanie wygrać wyścig na Majorce, trzy etapy Volta a Catalunya (dało mu to drugie miejsce w klasyfikacji generalnej), był trzeci w Strade Bianche, drugi w Amstel Gold Race a wczoraj, po raz trzeci w karierze zwyciężył w Walońskiej Strzale (za rok będzie mógł zostać samodzielnym liderem z czterema triumfami na koncie). Jest więc faworytem Liege-Bastogne-Liege a patrząc na łatwość, z jaką ograł rywali na Mur de Huy trudno wskazać kogoś, kto mógłby go pokonać na trasie niedzielnego “monumentu”.

Wideo okładkowe przedstawia wygraną Valverde w tegorocznej Walońskiej Strzale

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments