Tag: Igrzyska Rio

  • Olimpijska mantra

    Olimpijska mantra

    Dla wielu zawodników Igrzyska Olimpijskie są jedyną szansą na chwilę sławy i niezłe pieniądze. W systemie polskiego sportu rezultaty osiągnięte na IO często decydują o być albo nie być przez kolejnych kilka lat. Dla samych atletów, dla ich klubów a nawet dla całych związków.

    Takich problemów nie mają tenisiści czy piłkarze. W przypadku kolarzy, w miarę stabilną pozycję mają zawodnicy reprezentujący grupy World Tour lub najbogatszych ekip Pro Continental. Komercyjny wymiar turniejów Wielkiego Szlema, piłkarskiej ligi mistrzów czy Tour de France powoduje, że rywalizacja na Igrzyskach Olimpijskich wiąże się z prestiżem, honorami lub osobistym spełnieniem, niekoniecznie zaś z przymusem podporządkowania wynikowi podczas jednego dnia zawodów niemal całego życia.

    Wspomniany tenis jest przykładem dyscypliny, w której na Igrzyskach szansa na medal jest większa niż w czasie sporego procenta rozgrywanych co roku turniejów. Z kolei np. dla biegaczy średnio czy długodystansowych walka o olimpijskie złoto to niemal kompletnie inna konkurencja. Bez ?pacemakerów?, bez teamów zgromadzonych wokół jednej czy dwóch gwiazd czasy często są przeciętne, za to większą rolę odgrywa doświadczenie i taktyka.

    Dla odmiany np. w pływaniu, na okazję Igrzysk buduje się specjalne, ?szybkie? baseny, co cztery lata technologia idzie do przodu umożliwiając osiągnięcie jeszcze lepszych rezultatów. Również producenci strojów, nawet w obliczu ścisłych regulacji, prześcigają się w minimalizowaniu oporów i poprawianiu szans swoich zawodników na olimpijskie laury.

    Igrzyska to dla sporej części członków olimpijskiej rodziny czas, ten jeden raz na cztery lata, a dla poszczególnych sportowców zdarza się że jedyny raz w całej karierze, gdy o ich dokonaniach dowiaduje się ktokolwiek poza kolegami i rodziną.

    Zapaśnicy, szermierze, kajakarze, judocy czy łucznicy trafiają na kilka minut na główną antenę Telewizji Publicznej. Jeśli zdobędą medal, dostają nie tylko stypendium i państwową emeryturę, ale często trafiają do wyróżnionego grona w plebiscycie ?Przeglądu Sportowego?, zdarza się, że wystąpią w reklamie.

    Od medali, ale też tzw. ?miejsc punktowanych? zależy finansowanie danego związku sportowego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Czym są mityczne ?miejsca punktowane?? To pozycje z miejsc od 1. do 8. czyli często równoznaczne z zakwalifikowaniem się do finału lub półfinału danej konkurencji. Świadczą one o wysokim poziomie sportowym, przynależności do ścisłej czołówki i jako takie często lepiej wyrażają potencjał kraju w danej dyscyplinie niż medal zdobyty przez wyjątkowo utalentowaną jednostkę.

    Polscy kolarze jadą do Rio z różnymi celami. Przykładem zawodniczki, która przez większość swojej kariery skupia się na przygotowywaniu szczytów formy na najważniejsze imprezy docelowe jest Maja Włoszczowska. Po srebrnym medalu z Pekinu i pechu przed IO w Londynie, nasza reprezentantka znów jest w gronie najważniejszych pretendentek do podium.

    Ze względu na charakterystykę kwalifikacji olimpijskich i poważnego ograniczenia liczby uczestniczek, szansę na nawiązanie do znakomitych (dwa razy top10) wyników Aleksandry Dawidowicz ma Katarzyna Solus-Miśkowicz. Druga dziesiątka mistrzostw świata czy trzecia Pucharu Śwuata na Igrzyskach może dać cenne dla naszego kolarstwa ?miejsce punktowane?.

    Konikiem Polskiego Związku Kolarskiego są torowcy. Nie ma się czemu dziwić, ponieważ na torze czeka dziesięć kompletów medali i tyle samo zestawów ?miejsc punktowanych?. Dla Związku, który wciąż spłaca źle zaplanowaną wiele lat temu inwestycję, jaką jest tor w Pruszkowie, dobry występ przedstawicieli właśnie tej odmiany kolarstwa to wielka szansa.

    W Rio nasi reprezentanci: Damian Zieliński, Rafał Sarnecki i Krzysztof Maksel będą rywalizowali w konkurencjach sprinterskich. Wszyscy pojadą w sprincie drużynowym. Zieliński oprócz tego w sprincie indywidualnym i keirinie, Sarnecki w sprincie indywidualnym a Maksel w Keirinie.

    Z kolei panie pojadą w drużynie w wyścigu na dochodzenie (Edyta Jasińska, Justyna Kaczkowska, Daria Pikulik, Natalia Rutkowska i Małgorzata Wojtyra) a sama Małgorzata Wojtyra będzie rywalizowała w Omnium, czyli kolarskim wieloboju.

    W sumie polscy torowcy mają więc pięć szans by powalczyć o dobre rezultaty. Sytuacja jest bowiem podobna do tej w mtb. Wymagające kwalifikacje powodują, że paradoksalnie, mając już zapewniony start na Igrzyskach szanse na dobry wynik (niekoniecznie medal, ale na ?miejsce punktowane? właśnie) są większe niż np. podczas Pucharu Świata.

    Na koniec zostawiłem szosę, gdzie mamy, poza Mają Włoszczowską z mtb i Katarzyną Pawłowską specjalizującą się w nieobecnych (poza byciem częścią Omnium) konkurencjach torowych, największe gwiazdy kolarstwa.

    Michał Kwiatkowski to zeszłoroczny mistrz świata i zwycięzca dwóch, prestiżowych klasyków cyklu World Tour. Rafał Majka to wielokrotny triumfator górskich etapów Tour de France, trzeci kolarz Vuelta a Espana i piąty Giro d?Italia. Ich pomocnicy, odpowiednio Michał Gołaś i Maciej Bodnar to jedni z najbardziej cenionych specjalistów tej roboty w zawodowym peletonie a do tego Bodnar to znakomity ?czasowiec?.

    Z kolei Katarzyna Niewiadoma jest jedną z najbardziej obiecujących zawodniczek młodego pokolenia w zdobywającym coraz większą popularność i profesjonalizującym się szosowym kolarstwie kobiecym. Od 2014r jeździ w zespole Rabo Liv, drużynie, która na zmianę z konkurencyjną Boels-Dolmans zajmuje pierwsze miejsce w światowych rankingach i w której jeżdżą największe gwiazdy kobiecego peletonu: Marianne Vos, Anna van der Breggen czy Pauline Ferrand Prevot. Partnerki Niewiadomej z reprezentacji: Anna Jasińska (Ale Cipollini) i Anna Plichta (BTC City Lubljana) to także przedstawicielki mocnych ekip zawodowych, które regularnie notują dobre wyniki w ważnych wyścigach z kalendarza międzynarodowego.

    Oznacza to, że w kolarstwie szosowym, które na Igrzyskach zasadniczo różni się od tego, do czego przyzwyczajeni są profesjonaliści (m.in. o wiele mniejsze drużyny) powinniśmy spodziewać się dobrych rezultatów. Nasi reprezentanci i reprezentantki to ścisła światowa czołówka. Tyle tylko, że do Rio, gdzie trasa opisywana jest jako bardzo wymagająca, selektywna i preferująca organizmy dobrze spisujące się w górach, wybierają się wszyscy najwięksi specjaliści.

    Czy medale są możliwe? Tak. Czy powrót ?na tarczy? może się wydarzyć? Z podobnym prawdopodobieństwem, co ?miejsce punktowane? czy nawet podium. W przypadku szosy wiele zależy po prostu od tego, jak ułoży się wyścig.

    Co jest istotne, to, że cała reprezentacja polskich kolarzy w Rio jedzie nie tylko dla siebie. Każdy medal, każde, ?mityczne miejsce punktowane? jest na wagę złota. Nawet, jeśli nie przepadacie za wizerunkiem Polskiego Związku Kolarskiego, czy nie zgadzacie się z polityką tego czy innego działacza, dobre wyniki kadry w Rio to przyszłość dla kolejnego pokolenia zawodników, które czeka na wejście do światowej elity.

    Choć osobiście wolałbym, żeby stabilność finansową, ciągłość szkolenia, regularne starty na arenie międzynarodowej juniorów czy młodzieżowców gwarantowały inne działania Związku, to właśnie nasze gwiazdy szosy, mtb oraz solidna kadra torowców wprost pracują na swoich następców.

    Krótko mówiąc, te kilka dni w Rio ma znaczenie dla naszego kolarstwa podobne znaczenie, jak dla większości dyscyplin nie będących piłką nożną. Czyli wszystkich tych, które na co dzień zmagają się z problemami małego wyeksponowania w mediach i niedoborami wsparcia ze strony sponsorów.

    Zdjęcie okładkowe: Joe Hunt, flickr CC BY 2.0

  • Nie przegap: Kolarstwo na Igrzyskach w Rio

    Nie przegap: Kolarstwo na Igrzyskach w Rio

    Zaczynamy święto sportu, komercji i polityki. Kolejne Igrzyska Olimpijskie, cel życia dla wielu zawodników tym razem goszczą w brazylijskim Rio de Janeiro. W kolarstwie, które obecne jest na letnich IO od samego początku, czyli od 1896r, do rozdania jest aż 18 kompletów medali. Więcej czeka tylko na lekkoatletów i pływaków.

    Podczas pierwszych, nowożytnych Igrzysk w Atenach kolarze ścigali się w wyścigu szosowym a także na torze: w sprincie, czasówce, zawodach na 100km (300 okrążeń!) oraz dwunastogodzinnych (brzmi ekstremalnie, czyż nie?).

    Od tego czasu wiele się zmieniło, tak w sporcie w ogóle jak i w samym kolarstwie. Wiele konkurencji, przez lata uznawanych za tradycyjne wyparowało (jak np. jazda drużynowa na czas, w której Polacy zdobywali medale), w ich miejsce pojawiły się nowe, bardziej kojarzone z ?Extreme Games?, jak mtb czy bmx.

    Co zatem czeka nas, kibiców kolarstwa, podczas najbliższych tygodni w czasie Igrzysk XXXI Olimpiady w Rio de Janeiro?

    Szosa

    W Brazylii przygotowano wymagającą i selektywną trasę, zawierającą w sobie i bruk i podjazdy. Po rekonesansie przyjęło się stwierdzenie, że będzie to jeden z nielicznych wyścigów o tytuł (czy to na IO czy na mistrzostwach świata) preferujący klasycznych ?górali?.

    Jak będzie w rzeczywistości, zobaczymy, ponieważ podczas Igrzysk warunki rywalizacji są nieco inne niż na większości wyścigów w kalendarzu. Drużyny są mniejsze, nie ma łączności radiowej z dyrektorami sportowymi, do tego w peletonie znajduje się spora grupa zawodników z krajów, gdzie kolarstwo jest co najwyżej półzawodowe. Te wszystkie elementy dodają pewien element losowości, ale i tak w rywalizacji o medale prawdopodobnie będą liczyć się największe gwiazdy profesjonalnego peletonu.

    W Rio mężczyźni i kobiety będą się ścigali w wyścigach ze startu wspólnego:

    W sobotę 06.08 rozegrane zostaną zawody panów a w niedzielę 07.08 pań. Istotnym czynnikiem będzie temperatura, prawdopodobnie walka o medale będzie się toczyła w sporym upale.

    Kluczowe rozstrzygnięcia zaplanowane są mniej więcej na 20-21.00 naszego czasu w sobotę i 20.30-21.30 w niedzielę.

    Z kolei jazda indywidualna na czas, zarówno kobiet jak i mężczyzn zaplanowana jest na środę, 10.08.

    Tor

    Jazda po drewnianym owalu to konik Polskiego Związku Kolarskiego, ale nie tylko. Na kolarstwo torowe od lat stawiają m.in. Brytyjczycy, Australijczycy, Niemcy czy Francuzi. Chris Hoy, multimedalista olimpijski, poddany Królowej Elżbiety za swoje osiągnięcia został szlachcicem, wywodzący się z toru Bradley Wiggins wygrał Tour de France a wielu australijskich torowców z powodzeniem kontynuowało kariery na szosie.

    Podczas Igrzysk liczba konkurencji jest ograniczona i skupia się raczej na widowiskowych konkurencjach sprinterskich. Brak jest kilometrowej czasówki, scratchu, wyścigu punktowego czy jazdy indywidualnej na dochodzenie. A właściwie są, tyle, że nie nagradzane oddzielnie a zgrupowane w kolarskim ?wieloboju? czyli Omnium.

    Kolarstwo torowe na Igrzyskach to jedna z tych dyscyplin, które w ciągu kilku dni są nobilitowane i awansują do ?mainstreamu?. O ile ?szosa? nie ma problemów z popularnością, o tyle ?tor?, choć w niektórych krajach popularny, cieszy się mniejszą widownią i atencją mediów. Igrzyska to szansa dla torowców na zdobycie populanrości, sławy i rozpoznawalności na szerszą skalę.

    Dlatego też rywalizacja o medale jest szczególnie interesująca i właściwie dla każdego z uczestników to najważniejszy moment w karierze.

    Emocje związane z wyścigami torowymi będzie można przeżywać aż przez niemal tydzień: od czwartku 11. sierpnia do wtorku, 16. sierpnia.

    Najważniejsze wydarzenia, czyli finały kolejnych konkurencji zaplanowano na:

    • finał sprintu drużynowego mężczyzn, czwartek 11.08 (ok. 23.20)
    • finał wyścigu drużynowego na dochodzenie mężczyzn, piątek 12.08 (ok. 23.30)
    • finał sprintu drużynowego kobiet, piątek 12.08 (ok. 23.00)
    • finał keirinu kobiet, sobota 13.08 (ok. 22.30)
    • finał drużynowego wyścigu na dochodzenie kobiet, sobota 13.08 (ok. 22.10)
    • finał sprintu mężczyzn, niedziela 14.08 (ok. 22.00)
    • koniec omnium mężczyzn, poniedziałek 15.08 (ok. 22.20)
    • finał keirinu mężczyzn, wtorek 16.08 (ok. 23.20)
    • koniec omnium kobiet, wtorek 16.08 (ok. 22.05)
    • finał sprintu kobiet, wtorek 16.08 (ok. 22.40)

    BMX

    BMX Racing to konkurencja rodem z ?extreme games?, goszcząca na Igrzyskach Olimpijskich od 2008r. Tory są faktycznie esktremalne a sama rywalizacja pasjonująca i przerażająca zarazem. Wciąż nie mam pojęcia, jakim cudem konserwatywna UCI i jeszcze bardziej konserwatywny Komitet Olimpijski zdecydowały się na obecność BMXów na IO, ale fakt jest faktem: także ekstremaliści mogą walczyć o olimpijskie medale.

    Finały zawodów kobiet i mężczyzn zaplanowane są na wieczór (ok. 20.00) w piątek, 19.08.

    MTB XCO

    Największa, kolarska nadzieja medalowa Polski, czyli Maja Włoszczowska będzie startowała w wyścigu cross-country w sobotę, 20.08 ok. godziny 17.30 polskiego czasu. Z kolei Peter Sagan, szosowy mistrz świata swoją obecnością nobilituje wyścig mężczyzn w niedzielę o tej samej porze.

    https://www.instagram.com/p/BIJgpmvjRUf/

    MTB na Igrzyskach jest nietypowe. Trasy są nieco inne niż podczas Pucharu czy Mistrzostw Świata. Ta w Rio niemal w całości jest szutrowa, za to upstrzona rozmaitymi, sztucznymi przeszkodami. Mniejsze reprezentacje najmocniejszych krajów (Francji, Szwajcarii), które dominują w całym sezonie dają szansę na zakręcenie się wokół miejsc medalowych czy ?punktowanych? zawodnikom lub zawodniczkom na co dzień zajmujących lokaty w drugiej czy nawet trzeciej dziesiątce. Z drugiej strony stricte o złoto jest trudniej niż kiedykolwiek. Igrzyska to z pewnością najważniejsze wydarzenie w świecie MTB.

    To tyle wprowadzenia do tematyki kolarstwa na Igrzyskach w Rio. O szansach Polaków w kolejnych startach i bliżej o konkretnych wyścigach będę pisał na kilka chwil przed ich rozgrywaniem.

    Tam, gdzie będą startowali nasi reprezentanci, możecie spodziewać się relacji na żywo w TVP oraz na SPORT.TVP.PL. Jak poradzą sobie komentatorzy: Marek Rudziński, Sebastian Szczęsny i Piotr Sobczyński budzi równie wielkie emocje co występ naszych kolarzy!

    Zdjęcie okładkowe: Mike Vondran, flickr, CC BY 2.0

  • Tour czy Igrzyska?

    Tour czy Igrzyska?

    Czy droga do olimpijskiego złota prowadzi przez francuskie szosy? Tegoroczny Tour de France jest mocno górzysty i zapowiada się wyjątkowo wyczerpująco. Ostatni etap ?Wielkiej Pętli? od wyścigu szosowego w Rio de Janeiro dzieli zaledwie 13 dni. To może być pierwszy raz od wielu lat, gdy część kolarzy pojedzie w Tourze nie po wynik a po formę.

    Wygląda na to, że jednym z nielicznych kolarzy, który póki co nie wspomina o Rio i stawia wszystko na Tour jest Alberto Contador. Hiszpan, który ostatni raz triumfował we Francji w 2009r (tak, to już siedem lat!) a rok później był najszybszy na trasie, ale tytuł odebrano po tym, gdy w jego krwi znaleziono ślady klenbuterolu, chce ?wrócić po swoje?.

    Od czasu ostatniego zwycięstwa dwukrotnie próbował zmierzyć się z legendą mitycznego ?dubletu?, czyli wygrania Giro i Touru w jednym sezonie. Również dwukrotnie chciał pokonać Chrisa Froome?a i team Sky. Obie próby zakończyły się niepowodzeniem.

    Dlatego też dla Contadora liczy się tylko żółta koszulka, której zdobyciu podporządkował cały sezon. Zapewne jego dalsze plany będą zależały od tego, w jakiej kondycji, fizycznej i psychicznej zakończy Tour de France.

    Skąd w ogóle pomysł, by patrzeć na faworytów Wielkiej Pętli jako na potencjalnych medalistów Igrzysk Olimpijskich? Przecież zazwyczaj tego typu wyścigi są zaplanowane dla zawodników specjalizujących się w wyścigach klasycznych. Szybkich, dynamicznych, potrafiących sobie poradzić w nietypowych warunkach i niekoniecznie z pełną obstawą licznej drużyny.

    W Rio de Janeiro ułożono trasę, która mimo fragmenu po bruku będzie sprzyjała przede wszystkim ?góralom?. W teorii jest na tyle selektywna, że Peter Sagan, który przecież jest w stanie radzić sobie w pofałdowanym terenie, zrezygnował ze startu na szosie na rzecz MTB!

    Dwa tygodnie dzielące Tour od Rio powodują, że nawet jeśli zmęczeni, to i tak najlepsi górale powinni ciągle być w formie po trzech tygodniach ścigania we Francji.

    O tym, że utrzymanie dyspozycji między TdF a IO jest możliwe, przekonaliśmy się w 2012r, gdy Bradley Wiggins najpierw wygrał żółtą koszulkę a dziewięć dni później był najszybszy w jeździe indywidualnej na czas w Londynie. Co ważne, Chris Froome, który nie tylko był drugi we Francji, ale też pomagał Sir Wiggo na górskich etapach, w olimpijskiej czasówce wywalczył brąz.

    Zawodnikiem, który liczy na ewentualne ?combo? jest właśnie Froome, choć trzeba pamiętać, że w swoim portfolio nie ma de facto żadnych osiągnięć w wyścigach jednodniowych. Co więcej, jeśli nie powiedzie mu się ze startu wspólnego, druga szansa, czyli czasówka czeka na niego trzy dni później. Ale to już jest całkiem sporo czasu od kluczowych etapów Tour de France i w wyższej formie mogą być specjaliści celujący z formą w ten konkretny dzień.

    Swego rodzaju ?dream team? do Brazylii planują wysłać Kolumbijczycy. Nairo Quintana (Movistar), Esteban Chaves (Orica GreenEdge), Rigoberto Urán (Cannondale), Sergio Luis Henao (Team Sky) i Miguel Ángel López (Astana) to nie tylko świetni górale, dynamiczni i odważni kolarze najwyższej klasy. Jest im również bliżej do brazylisjkiego klimatu i aklimatyzacja, nawet po powrocie z Europy powinna im sprawić mniejszą trudność. Co więcej, Quintana zapowiada, że formę buduje tak, jak rok temu, zatem ze szczytem bliżej końca niż początku Tour de France, zatem jeśli się nie pomyli, może być tak, że w walce o olimpijskie złoto będzie nie do zatrzymania.

    Zawodnikiem, który, przynajmniej w teorii jedzie Tour de France po to, by przygotować się do startu w Rio jest Vincenzo Nibali. Włoch z trudem, choć ostatecznie przekonująco wygrał Giro d?Italia i na ?Wielkiej Pętli? obiecuje pomagać swojemu młodszemu koledze z drużyny i rodakowi, Fabio Aru. Aru ma mu się odwdzięczyć właśnie na Igrzyskach, gdzie ma pracować dla Nibalego. Choć obecnie chyba nikt nie wyobraża sobie, by Nibali właśnie w tym sezonie wygrał dublet Giro-Tour, to gdzieś z tyłu głowy pojawia mi się myśl, że Włoch podejmie taką próbę. Jeśli nie, na Rio powinien być gotowy i kto wie, czy to właśnie nie on będzie wtedy faworytem do złota.

    Ciekawym przypadkiem jest sytuacja Marka Cavendisha oraz Petera Sagana. Obaj kolarze będą podczas Touru walczyli o etapowe zwycięstwa a Sagan prawdopodobnie o piątą z rzędu zieloną koszulkę. Do Rio jadą jednak po medale w innych kolarskich konkurencjach: Cavendish na torze a Sagan w MTB. W związku z tym ich kalendarz wygląda nieco inaczej. Brytyjski sprinter ma być w Rio członkiem drużyny jadącej w wyścigu na dochodzenie, wraz z inną, wielką gwiazdą, Bradleyem Wigginsem. Finał tej konkurencji zaplanowany jest na 12 sierpnia. Niewykluczone więc, że Cavendish nieco wcześniej wycofa się z Tour de France.

    Z kolei Sagan swój start w XCO ma zaplanowany na 20 sierpnia, zatem prawie miesiąc po zakończeniu TdF. Tyle tylko, że choć jego występ w Rio elektryzuje światek MTB, realnie rzecz ujmując, szanse na medal Słowak ma niewielkie.

    Interesująco zapowiada się występ reprezentantów Polski. Nasz najlepszy ?góral?, Rafał Majka ma za sobą dobre Giro d?Italia, do Francji jedzie pomóc Alberto Contadorowi i być może powalczyć na jednym z górskich etapów. Potrafi jeździć ciężkie klasyki (dobrze spisywał się w kończących sezon wyścigach we Włoszech) a po przejechanym nie w roli lidera Tourze powinien być w optymalnej formie a jego nogi będą kręciły się w wyścigowym rytmie.

    Dla kontrastu, Michał Kwiatkowski nie będzie sobie wypruwał żył pomagając Chrisowi Froome?owi, tylko potrenuje a następnie, ze wsparciem Michała Gołasia sprawdzi formę w Tour de Pologne. Zeszłoroczny mistrz świata może więc pokusić się o zbudowanie szczytu formy na ten, jeden, konkretny dzień i jeśli tylko poradzi sobie z podjazdami w Rio, dzięki świeżości ma szansę sprawić sporą niespodziankę.

  • Po co Saganowi Igrzyska?

    Po co Saganowi Igrzyska?

    Peter Sagan, szosowy mistrz świata ze startu wspólnego, na Igrzyskach Olimpisjkch w Rio de Janeiro wystartuje w konkurencji cross country na rowerze górskim. Zabiera jedyne miejsce w reprezentacji rodakom: Michalowi Lamiemu lub Martinowi Haringowi. Co oznacza start największej gwiazdy kolarstwa w XCO? Jakie są medalowe szanse Sagana?

    Pomysł Petera Sagana nie jest całkiem oderwany od rzeczywistości. U progu kariery Słowak startował w mtb, odnosił nawet spore sukcesy: w 2008r (czyli osiem lat temu) zdobył mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy juniorów w XCO oraz srebro mistrzostw świata w przełajach. W kolejnych sezonach skupił się jednak na szosie, stając się jedną z najjaśniej świecących gwiazd tego sportu. Znany jest nie tylko ze znakomitych rezultatów (w wieku zaledwie 26 lat ma na swoim koncie mistrzostwo świata, Ronde van Vlaanderen, cztery wygrane ?zielone koszulki? najlepszego sprintera Tour de France oraz osiem etapów wielkich tourów), ale też z charyzmy i specyficznego poczucia humoru.

    Po udanej kampanii wiosennych klasyków w tym roku i po zapoznaniu się z charakterem trasy wyścigu szosowego w Rio, Peter Sagan stwierdził, że chce zaryzykować powrót do korzeni, czyli start w mtb. Runda szosowa jest dla niego za trudna, odbierając szanse na dobry wynik, na który Słowak liczy w XCO.

    https://www.youtube.com/watch?v=X7tCBZIokyg

    A conto startu na Igrzyskach Sagan spróbował swoich sił w dwóch wyścigach: w Austrii i Czechach w przerwie między klasykami a przygotowaniami do dalszej części sezonu. Poszło mu średnio, choć widać było potencjał, jaki drzemie w organizmie zawodnika.

    O technikę mistrza nie ma się co obawiać: mimo kilometrów spędzanych na szosie nadal potrafi znakomicie poradzić sobie z trudnościami terenu a i trasa w Rio, choć wymagająca, daleka jest od znanych z Pucharu Świata hardkorów.

    Jeśli Słowak w Rio zmieści się choćby w top10 wyścigu XCO, będzie to mimo wszystko spora niespodzianka. Nawet, jeśli na Igrzyskach paradoksalnie jest nieco łatwiej o dobry rezultat niż na np. Pucharze Świata (ze względu na ograniczoną liczbę startujących, by nie szukać daleko, zamiast sześciu niesamowicie mocnych Szwajcarów, będzie ich tylko trzech), słuszne są obawy, że Saganowi zabraknie specyficzności w przygotowaniach. W wyścigu mtb wystartuje zaledwie cztery tygodnie po Tour de France i choć z pewnością jego ?silnik? tlenowy będzie więcej niż wystarczający, może mu zabraknąć typowej dla współczesnego cross country dynamiki. O tym, że w stawce specjalistów XC nie jest łatwo przekonuje się w tym roku wybitny przełajowiec Mathieu van der Poel.

    Można powiedzieć, że w tej sytuacji cierpią ?właściwi? reprezentanci Słowacji w XC: Michal Lami i Martin Haring, zajmujący odpowiednio 32 i 95 miejsce w rankingu UCI, są przewidziani do rezerwy a Haring pojedzie na szosie. Kto wie, może przy sprzyjających wiatrach Lami mógłby się zakręcić w okolicach top15, czyli uzyskać wynik, który jest realny w przypadku Sagana.

    Tyle tylko, że już sam start szosowego mistrza świata w ?niszowej? odmianie kolarstwa jaką jest XCO nobilituje kolarstwo górskie i zwraca na nie większą uwagę niż rekordzista Julien Absalon czy jego wielki rywal Nino Schurter.

    Pomysł słowackiej super-gwiazdy, jakkolwiek kontrowersyjny a decyzja słowackiego związku kolarskiego jakkolwiek niesprawiedliwa dla ?etatowych? zawodników XC robi więcej dla mtb niż wiele lat promocji przez Red Bulla czy samą UCI. Dzięki swojemu kaprysowi, blask reflektorów skierowanych zazwyczaj na niego, spłynie na pozostałych ?górali? startujących w Rio. Znając Sagana, możemy się spodziewać kolejnych filmików, zdjęć, wywiadów i reportaży, zatem kolarstwo górskie zagości w mediach: kolarskich, szosowych, mtbike?owych a co najważniejsze, tych ?ogólnych?, mainstreamowych.

    Zarówno dla samego kolarza jak i dla dyscypliny, którą wybiera to zatem spore wydarzenie. Jeśli, jakimś cudem, Sagan zdobyłby w Rio medal w XCO, byłaby to wielka sprawa, potwierdzenie znanej już klasy zawodnika i nawiązanie do stylu dawnych mistrzów, którzy chętnie ścigali się w wielu odmianach kolarstwa. Pod tym względem wyścigi rowerowe w Rio będą szczególne, ponieważ na torze o medale chcą walczyć Bradley Wiggins i Mark Cavendish, inni wybitni przedstawiciele ?szosy?. Wygląda więc na to, że kolarstwo czeka dobry czas i choć dla specjalistów XCO czy toru decyzje gwiazd zawodowego peletonu są trudnym wyzwaniem, wygląda na to, że docelowo większość na nich skorzysta.

  • Gdzieś popełniliśmy błąd

    Gdzieś popełniliśmy błąd

    Dwie kobiety i żadnego mężczyzny. Tak będzie wyglądała reprezentacja polskich kolarzy górskich na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Nadrzędny cel funkcjonowania kadry narodowej w ostatnim czteroleciu został więc zrealizowany w połowie. Lub niezrealizowany.

    Pierwszy raz na IO wyścig cross country pojawił się 20 lat temu. Do Atlanty w 1996 pojechali Marek Galiński (miał wówczas 22 lata) i Sławomir Barul zajęli dalekie miejsca (odpowiednio 29 i 36, ostatnie). W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że zwycięzca, Bart Brentejns jechał 2h15? zaś Barul? trzy godziny bez sześciu minut. Ówczesne cross country miało więcej wspólnego ze współczesnymi maratonami niż ekstremalnym XCO na którym zawodnicy muszą skakać i przedzierać się przez ?rock gardeny?.

    W Sydney w sezonie 2000 wystartował samotny Galiński i do mety dojechał na 21 lokacie.

    Przed Atenami 2004 wiele mówiło się o medalowych szansach młodych i utalentowanych zawodniczek: Mai Włoszczowskiej, Annie Szafraniec i Magdalenie Sadłeckiej. Szóste (Włoszczowska) i jedenaste (Szafraniec) miejsca przyjęto z mieszanymi uczuciami biorąc pod uwagę że dziewczyny wpisały się w świadomość kibiców jako niemal pewniaki do podium dzięki regularnej obecności w telewizji. Na ich tle Galiński wypadł ?blado? dojeżdżając na czternastym miejscu, co jednak biorąc pod uwagę poziom męskiego cross country było osiągnięciem całkiem zacnym. Drugi z reprezentantów Polski, Marcin Karczyński był 24, co przeszło w zasadzie bez echa. Dwanaście lat później, czyli dziś pewnie nie pogardzilibyśmy takim wynikiem?

    Pekin 2008 to oczywiście srebro Mai Włoszczowskiej i świetne, dziesiąte miejsce Aleksandry Dawidowicz oraz trzynaste Galińskiego.

    Przed Londynem 2012 dramat przeżyła Maja Włoszczowska, którą kontuzja wykluczyła z uczestnictwa w Igrzyskach. Na wysokości zadania stanęła za to Dawidowicz, która w tabelach widnieje jako siódma. Paula Gorycka zajęła 22. lokatę. Wśród mężczyzn Marek Konwa nawiązał do wyników Galińskiego przyjeżdżając na 16. miejscu (zaledwie trzy i pół minuty za ?złotym? Jarosławem Kulhavym), Piotr Brzózka był 32.

    Tyle historii. Dwadzieścia lat obecności polskich kolarzy górskich na Igrzyskach Olimpijskich na jednej stronie zoptymalizowanego maszynopisu.

    W Rio de Janeiro po raz pierwszy w historii naszych występów na IO nie pojedzie kolarz górski, mężczyzna. Odpowiedzialność za wynik spada realnie na barki Mai Włoszczowskiej, jedynego obecnie polskiego kolarza górskiego zaliczanego do światowej czołówki.

    Jeszcze w trakcie zmierzającej do końca kariery Marka Galińskiego (?Diabeł? oddał koszulkę mistrza Polski Konwie w 2012r, w wieku 38 lat) realnie nie było widać na horyzoncie jego następcy (Galiński stawał na podium zawodów Pucharu Świata, zajął piąte miejsce w mistrzostwach świata) nie licząc tegoż Konwy, który poza zmaganiem się z realiami polskiego kolarstwa i przechodzenia z kategorii młodzieżowej do elity musiał odczuwać presję bycia ?jedyną nadzieją? naszego mtb.

    Wynik Konwy w Londynie (16.), który choć nie był mitycznym ?miejscem punktowanym? był całkiem przyzwoity. Był też, jak wiele innych wyników w polskim kolarstwie czy też sporcie w ogóle, wynikiem przypadkowym. Nie w sensie samego zawodnika, bo ten wówczas prezentował odpowiedni poziom, ale dlatego, że w razie jego niepowodzenia zostawaliśmy z niczym.

    I tak się stało teraz. Gorszy okres Konwy, dopiero zbierający doświadczenie Wawak i brak jakiegokolwiek zaplecza sprawił, że wywalczenie choćby jednej nominacji było bardzo trudne, by nie powiedzieć nierealne.

    Jasne, możemy odczuwać ?schadenfreude? z faktu, że męskiej nominacji nie uzyskali też Brytyjczycy, ale nie o to chodzi.

    Co więcej, jeśli spojrzymy na potencjalne następczynie Mai Włoszczowskiej, również nie jest dobrze. Nasza multimedalistka mistrzostw świata może jeszcze ścigać się na wysokim poziomie jeszcze przez ładnych kilka lat, ale póki co, przy niej czy też za jej plecami nie wyrosła druga czy też trzecia równorzędna reprezentantka, choć jest lepiej niż w przypadku mężczyzn. Monika Żur, Aleksandra Podgórska, Marlena Droździok, czy Rita Malinkiewicz wciąż są młode i mają pewien potencjał. Nawet jeśli nie na medale mistrzostw świata elity czy Igrzysk Olimpijskich, to na regularne przynoszenie reprezentacji wystarczającej liczby punktów by zachować ciągłość szkolenia oraz obecność na najważniejszych imprezach, podobnie jak bardziej doświadczone Katarzyna Solus-Miśkowicz czy Aleksandra Dawidowicz lub Paula Gorycka.

    W przeszłości, czasach, gdy polskie mtb rosło lub utrzymywało się na wysokim poziomie międzynarodowym, sporą część punktów, które dawały nie tylko nominacje na Igrzyska, ale też np. lepszą pozycję na starcie zawodów pucharu czy mistrzostw świata zawodnicy zdobywali w Polsce. Grand Prix MTB organizowane przez Lang Team oferowało kilka wyścigów pierwszej kategorii UCI. Po przeniesieniu zainteresowania Czesława Langa i jego ekipy na imprezy masowe powstała próżnia. Czy jednak odpowiedzialność, tak jak odpowiedzialność za medal, powinna ciążyć na jednej, jakby na to nie patrzeć komercyjnie działającej firmie? Nie sądzę…

    Z kolei na gruncie organizacyjnym wiele sezonów gdy de facto kadra narodowa równała się jednej grupie zawodowej przyczyniło się do powstania luki pokoleniowej w szkoleniu.

    Ciekawostką jest, że obecnie dyrektor sportowy PZKol a przez wiele lat trener kadry mtb, Andrzej Piątek, autor wielu sukcesów i medali (co ważne i o czym nie wolno zapominać), obecnie publicznie umywa ręce od problemów mtb:

    równocześnie regularnie wyliczając miejsca w rankingach i zdobyte medale, swoją działalnością PR oraz w social mediach budując wizerunek polskiego kolarstwa jako niemal światowej potęgi.

    Tymczasem mtb, cóż, mtb powoli się odbudowuje. Drugi sezon z rzędu funkcjonuje w miarę jednolicie zorganizowany Puchar Polski w XCO. Do imprezy z kalendarza UCI sygnowanej przez Maję Włoszczowską dołączyła druga (?Górale na Start), po latach przerwy będziemy również mieli oficjalny, międzynarodowy maraton. Zorganizowano kolejne szczeble szkolenia, potencjalnych, przyszłych kadrowiczów. Nie mamy jeszcze przedstawicieli elity, ale na szerokiej bazie juniorów i orlików możemy coś zbudować. Jeśli nie za dwa lata to za cztery czy za sześć.

    Rzecz w tym, by poza potencjalną jedną czy drugą gwiazdą, wchodzący w sportową dorosłość zawodnicy nie musieli startować z ostatnich rzędów na międzynarodowych imprezach, mogli zdobywać nie tylko doświadczenie, ale i cenne punkty w kraju a kolejni kolarze górscy widzieli sens pozostania w cross country zamiast przechodzenia na szosę, do enduro czy do pracy w lokalnym sklepie rowerowym.

    Jasne, jeśli popatrzycie na wyniki i statystyki, to z tej perspektywy okaże się, że niewiele się zmieniło. Juniorów nie przybyło, rezultatów na arenie międzynarodowej brak. Pozytywistycznie rozumiana praca organiczna ma jednak to do siebie, że nie tylko jest niewdzięczna, ale też i na jej ewentualne efekty trzeba poczekać.

    Nie wiem, czy doczekamy się męskiego reprezentanta na Igrzyskach w Tokio. Szczerze mówiąc, choć od wyników na IO w sporej części zależy finansowanie polskiego sportu jako takiego, nie przykładam do tego szczególnej wagi. Przez cztery lata między Atenami a Pekinem, kolejne cztery między Pekinem a Londynem i przez kolejne cztery między Londynem a Rio słyszałem mantrę o znaczeniu Igrzysk i tym, jedynym, celu któremu wszystko jest podporządkowane. Teraz zamiast pięciu (jak Szwajcarzy czy Francuzi) szans medalowych w Rio mamy jedną (wierzę, że po wiosennych problemach zdrowotnych Maja Włoszczowska wróci do formy i korzystając z wieloletniego doświadczenia zbuduje szczyt formy na olimpijski finał) a w Tokio prawdopodobnie nie będziemy mieli żadnej.

    Czy to znaczy, że możemy zaorać polskie mtb jako takie i gdy Maja Włoszczowska zakończy za kilka lat karierę długo czekać na swoją ?Justynę Kowalczyk?, która na kolejną dekadę odwróci naszą uwagę od realnych problemów? Czy też lepiej dać cross country wsparcie, bo mimo wszystko na to zasługuje. Mam na myśli wsparcie organizacyjne (tak, tak, Polski Związek Kolarski), finansowe, medialne, ale też po prostu dobre słowo, którego wyraźne obecnie brakuje.

  • A co, jeśli w Rio nie będzie medalu?

    A co, jeśli w Rio nie będzie medalu?

    Kolejna Olimpiada (czas między Igrzyskami) dobiega końca. Ostatnie przygotowania do zawodów w Rio de Janeiro skłaniają do zapytania o potencjał medalowy polskich kolarzy. Ile krążków możemy przywieźć z Brazylii? Kto ma na to największą szansę? I co się stanie, jeśli plan budowy kolarskiej potęgi nie wypali?

    18 kompletów, 54 medale

    Więcej krążków podczas Igrzysk w Rio będzie można zdobyć tylko w pływaniu (34 zestawy) i ?królowej sportu?, czyli lekkoatletyce (47). Tyle samo co rowerzyści dostaną zapaśnicy i gimnastycy. Samo kolarstwo dzieli zaszczyty na tor: 10, szosę: 4, mtb i bmx: po 2. Nic więc dziwnego, że olimpijskie konkurencje kolarskie znalazły się na priorytetowej liście Ministerstwa Sportu i Turystyki. W sezonie 2015 z budżetu państwa do Polskiego Związku Kolarskiego przekazano w ramach ?Programu dofinansowania zadań związanych z przygotowaniem w 2015 r. kadry narodowej do udziału w igrzyskach olimpijskich, igrzyskach paraolimpijskich, igrzyskach głuchych, mistrzostwach świata i Europy ze środków FRKF? (FRKF to Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej) 750tys. złotych (link), 700tys. latem jesienią i 5 milionów wiosną (link). Czy to dużo czy to mało oceńcie sami, najwyraźniej na tyle nas stać. PZLA (lekkoatleci) otrzymali w ramach tego programu ok. 13mln, Narciarze 7,5mln, Wioślarze ok 8mln. W kolarstwie spory potencjał widzą więc nie tylko pasjonaci, ale też decydenci.

    Kto te medale może zdobyć

    Wskazywanie pewniaków na dziesięć miesięcy przed zawodami sportowymi to sprawa śliska. Z drugiej strony kolarstwo jako takie jest dyscypliną dość wymierną. Ze względu na jej wytrzymałościowy charakter, do mistrzostwa dochodzi się latami. Choć oczywiście zdarzają się niespodzianki, często przedwyścigowe typowania potwierdzają się na mecie.

    Jeśli miałbym więc przewidzieć, kto z polskiej reprezentacji kolarskiej przywiezie z Brazylii medal, w pierwszej kolejności będzie to Katarzyna Pawłowska. Dwukrotna mistrzyni świata (2012,13, wicemistrzyni 2014) w scratchu, aktualna mistrzyni Europy w wyścigu punktowym (to pokrewne konkurencje), do tego dobrze radząca sobie na szosie jest gwiazdą toru a dzięki swojemu doświadczeniu ma spore szanse na wyróżniający wynik w Rio. Scratch i wyścig punktowy niosą ze sobą pewną dozę chaosu, mimo to wierzę, że Pawłowska poradzi sobie ze stresem i po medal sięgnie, może nawet w olimpijskim „omnium”, czyli wieloboju (zawierają się w nim sractch i punktowy, Pawłowska ma na swoim koncie brąz ME 2012 i coraz lepiej jeździ na czas).

    Typem numer dwa jest Maja Włoszczowska. Srebrna medalistka z Pekinu (2008), mistrzyni świata (2010), multimedalistka mistrzostw świata w cross country. Patrząc na to, co w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach wyczyniają Jolanda Neff i Pauline Ferrand-Prevot trudno myśleć o Polce jako kandydatce do złota, ale trzeba pamiętać o jednym: Włoszczowska przez całą swoją karierę udowodniła, że przygotowanie szczytu formy przed imprezą docelową opanowała do perfekcji.

    Pewną niespodzianką, choć nie totalnym zaskoczeniem może być medal Katarzyny Niewiadomej lub Rafała Majki w szosowym wyścigu ze startu wspólnego. Górska powinna sprzyjać ich charakterystyce. Jeśli Michał Kwiatkowski, tak jak wielu jego poprzedników w teamie Sky przejdzie metamorfozę i zacznie hasać na podjazdach niczym Geraint Thomas, również mistrza świata z Ponferrady nie można wykluczyć z grona faworytów, tym bardziej, że Liege-Bastogne-Liege, Walońska Strzała i Amstel Gold Race gdzie stawał na podium równają ze sobą specjalistów klasyków z ?góralami? i tak też może wyglądać walka o olimpijskie złoto.

    Według dostępnej wiedzy, wyników, statystyk i przebiegu karier, medal zdobyty przez kogoś innego trzeba będzie zaliczyć do grona tych, od których rozpoczyna się wielka kariera danego sportowca. Owszem, Igrzyska znają takie przypadki, zatem niewykluczone, że z kadry naszych torowców wyłoni się gwiazda światowego formatu porównywalna np. z Katarzyną Pawłowską. Małgorzata Wojtyra czy drużyna sprinterów dają nadzieję na dobry wynik, pytanie czy szczytem ich możliwości jest ?miejsce punktowane? czy podium?

    A co, jeśli będą mocniejsi?

    Jeszcze przed IO w Londynie słyszeliśmy, że już wtedy ruszyły przygotowania do Rio. W tym czasie właściwie każdy start polskich kolarzy torowych i mtb był anonsowany jako element układanki, która ma być skończona w Brazylii. Z szosowcami sprawa jest nieco inna. To konkurencja w dużej mierze zawodowa, z imprezami, które prestiżem i finansami przewyższają Igrzyska. O ile jeszcze dla kobiet złoto robi różnicę, dla mężczyzn jest jednym z celów, porównywalnym z rozdawaną co roku tęczową koszulką.

    Mam wrażenie, że tegoroczny ?worek medali? zdobyty przez polskich kolarzy w komunikacji Polskiego Związku Kolarskiego był mało ważny. Istotne było, że na horyzoncie mamy Rio a osiągane wyniki potwierdzają nasze szanse na olimpijskie laury. Mistrzostwa Europy? Droga do Rio. Puchary Świata? Droga do Rio. Mistrzostwa Świata? Co tam, przecież jest Rio.

    Owszem, model finansowania polskiego sportu opiera się na wynikach osiąganych podczas Igrzysk. To one decydują o funduszach z ministerstwa, to one też dają indywidualnym sportowcom świadczenie, które w naszych realiach jest nie do przecenienia: emeryturę, która po latach kariery nie pozostawiających miejsca na oszczędności, inwestycje, edukację czy budowanie sieci kontaktów biznesowych, może się okazać nie tylko gratyfikacją, ale i ratunkiem dla wyniszczonego wyczynem organizmu sportowca.

    Mimo wszystko Igrzyska to jedno a codzienność to drugie. Nawet, jeśli Puchar Świata czy Mistrzostwa Europy w niektórych konkurencjach są mniej prestiżowe, to wciąż ważne cele, o które walczą sportowcy w czasie Olimpiady (wspomnianego we wstępie czasu między Igrzyskami). Ba, dla tych, którzy nie zostali obdarzeni przez stwórcę lub przodków (zależnie od wyznawanych wartości) odpowiednimi predyspozycjami, dobre miejsce na mniejszej, lecz wciąż ważnej imprezie może być szczytowym osiągnięciem kariery. Co więcej, to na regularnej obecności w czołówce, nie tylko w czasie Igrzysk, można próbować budować swoją – indywidualną lub grupową – wartość wizerunkową przekuwaną później na wsparcie sponsorów.

    Mam wrażenie, że w naszej rzeczywistości IO swoim cieniem przysłaniają wszystko, co poza nimi. Sukcesy nieolimpijskie tracą ważność, by nie powiedzieć, że są wręcz deprecjonowane. Zawodnicy bez szans na członkostwo w kadrze lub uprawiający konkurencje spoza rodziny olimpijskiej są często zdani na własną przedsiębiorczość w kwestii pozyskiwania finansowania na swoją działalność. Owszem, możemy powiedzieć, że uprawianie sportu to fanaberia, ale warto pamiętać o społecznych, pozytywnych konsekwencjach aktywności fizycznej, w tym wyczynowej.

    Katarzyna Pawłowska i Maja Włoszczowska pojadą do Brazylii ze sporymi szansami, ale, przy całej sympatii połączonej z racjonalnymi argumentami może się okazać, że wrócą bez medalu. I co wtedy? Czy całe czterolecie, ?droga do Rio? na której wywalczyły wiele znakomitych wyników będzie bez znaczenia? Czy szosowcy, którzy w ostatnich sezonach przebojem weszli do światowej czołówki będą gorszymi kolarzami? A co z torowcami, rosnącymi w siłę, ale wciąż goniącymi największe gwiazdy czy zawodnikami mtb, którzy punktów do kwalifikacji do Rio będą musieli na gwałt szukać wiosną, co, jeśli da ostatecznie jedno miejsce dla mężczyzny, nie pozostanie bez wpływu na formę osiągniętą latem.

    O przełajowcach czy przedstawicielach konkurencji grawitacyjnych nawet nie wspominam. Na nich Igrzyska wpływają w ten sposób, że dobrze wiedzą, by głównie polegać na samych sobie.

    Zdjęcie okładkowe: Shawn Carpenter, flickr, cc by sa 2.0