Tag: Igrzyska Rio

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: Igrzyska Olimpijskie

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: Igrzyska Olimpijskie

    Do walki o olimpijskie medale stanęli najlepsi kolarze na świecie. W dyscyplinie, która ma swój, zawodowy, kalendarz, swój rytm i swoją tradycję to nie jest takie oczywiste. Wyścigi kolarskie, we wszystkich konkurencjach, były jednym z najjaśniejszych punktów Igrzysk w Rio de Janeiro

    Kolarstwo jest obecne na IO od początku ich nowożytnego istnienia. Sportowcy rywalizowali na rowerach na każdych, kolejnych zawodach, począwszy od 1896r.

    W międzyczasie wiele się zmieniło. Kolarstwo stało się zawodowe, pojawiły się nowe dyscypliny, inne odesłano do archiwum (na pierwszych IO ścigano się w zawodach dwunastogodzinnych!).

    Tak czy inaczej, jeszcze niedawno do wyścigu o złoto, przynajmniej na szosie, wiele gwiazd miało ambiwalentny stosunek. Igrzyska w Rio pokazały, że medal jest równie cenny co tęczowa koszulka czy mający stuletnią tradycję klasyk. Do Brazylii przyjechali niemal wszyscy, dopasowując swój sezon do tego, jednego startu.

    Igrzyska to także szansa dla mniej eksponowanych kolarskich dyscyplin, by dotrzeć do szerszej publiczności. Swoje pięć minut dostały kobiety, ich rywalizacja była równie emocjonująca co wyścigi mężczyzn, co pokazało, że to tylko kwestia czasu, by damski peleton cieszył się taką popularnością co ten z Froomem, Nibalim i Majką.

    Zawody na torze były świetne, padały kolejne rekordy, pogoń Bradleya Wigginsa za zamykającym jego karierę złotem czy rywalizacja Cavendisha z Vivianim w omnium to znakomita promocja jazdy po owalu.

    Z kolei w mtb mieliśmy z jednej strony zainteresowanie wokół startu Petera Sagana, z drugiej popis największej gwiazdy, Nino Schurtera oraz pojawienie się nowej, Jenny Rissveds.

    Były też BMXy, dla wielu widzów jedyna szansa, by poznać i polubić tę odmianę wyścigów rowerowych, które kojarzą się z zabawą dla dzieci a tak naprawdę są połączeniem dwóch światów: olimpizmu i extreme games.

    Igrzyska w Rio to także szczególny czas dla polskich kibiców. Nasi kolarze zaprezentowali się rewelacyjnie. Maja Włoszczowska i Rafał Majka wygrali medale, dające finansowanie z ministerstwa sportu na najbliższe lata dla Polskiego Związku Kolarskiego.

    Katarzyna Niewiadoma i Maciej Bodnar dołożyli swoje miejsca w czołówce. Ich postawa nie była niespodzianką, ale przyjemnie patrzyło się na kolejne, polskie nazwiska wśród najlepszych kolarzy  świata. Torowcy również zaprezentowali się nieźle, choć w tym przypadku więcej niż samej jazdy było niepotrzebnych słów i presji ze strony mediów oraz sportowych władz.

    Zarówno występy Polaków jak i pozostałe momenty związane z kolarstwem na igrzyskach w Rio to była po prostu świetna promocja naszego ulubionego sportu. I dlatego Rio 2016 zasługuje na specjalne wyróżnienie wśród wydarzeń kończącego się roku.

  • Polskie kolarstwo w Rio. I po Rio.

    Polskie kolarstwo w Rio. I po Rio.

    Sportowo? Świetnie! Wizerunkowo? Kiepsko. Dwa medale, trzy szóste miejsca a do tego sporo wpadek w mediach. Co nam zostaje po Igrzyskach w Rio: radość czy niesmak?

    Rewelacyjni szosowcy

    Rafał Majka przy wsparciu Michała Kwiatkowskiego, Macieja Bodnara i Michała Gołasia najpierw był tam, gdzie trzeba, następnie przejął inicjatywę, cudem uniknął groźnego upadku, był o włos o złota by skończyć olimpijski wyścig ze startu wspólnego z brązowym medalem.

    Tak dobrze nie było od czasów głębokiej zimnej wojny i srebra Czesława Langa w Moskwie w 1980r. Majka po dobrze przejechanym Giro d?Italia, po wywalczeniu koszulki w grochy na Tour de France pojechał na Igrzyska z zamiarem walki o medal. Trasa preferująca ?górali? dała co prawda wygraną specjaliście klasyków, ale ważny jest styl, w jakim Polak znalazł się w sytuacji medalowej. Był tam gdzie trzeba i kiedy trzeba. W kluczowym momencie rozpędzony przez Michała Kwiatkowskiego kontrolował atak Henao i Nibalego a gdy ci ?wykruszyli się? na zjazdach, miał już otwartą drogę do podium.

    Tak jak w Ponferradzie, gdy Polacy w decydujących chwilach wyścigu nadawali ton rywalizacji, tak i w Rio cały zespół pojechał koncertowo a lider należycie wykończył pracę kolegów. Kolejny raz Piotr Wadecki tak poprowadził zawodników jeżdżących na co dzień w różnych grupach zawodowych, by na koniec dnia cieszyć się sukcesem. Przypomina to trochę rolę, jaką dla kadry Włoch odgrywał Franco Ballerini, którego kolarze czterokrotnie wygrywali mistrzostwo świata i raz igrzyska olimpijskie.

    Dzień po Rafale Majce do boju ruszyła Katarzyna Niewiadoma wspierana przez Małgorzatę Jasińską i Annę Plichtę. Scenariusz wyścigu kobiet był podobny do rywalizacji mężczyzn. W roli Majki dościgniętego tuż przed metą wystąpiła Mara Abott, natomiast, co dla nas ważne, Niewiadoma finiszowała w grupie pościgowej i zajęła świetne, szóste miejsce.

    W jeździe na czas paniom nie poszło już tak dobrze, natomiast wynik życia osiągnął Maciej Bodnar, który na nie do końca pasującej mu trasie zajął szóste miejsce w stawce najmocniejszych specjalistów świata. Do medalu zabrakło mu 48 sekund, czyli mniej niż trzeciemu w klasyfikacji, Chrisowi Froome?owi do złota.

    Rzutem na taśmę dobrze na torze

    Następnie przyszła pora na tor. To odmiana kolarstwa, która przynosi najwięcej szans medalowych i jako taka jest faworyzowana przez Polski Związek Kolarski. W Rio byliśmy reprezentowani w pięciu na dziesięć możliwych konkurencji, trzech męskich (sprint indywidualny i drużynowy oraz keirin) oraz dwóch kobiecych (wyścig drużynowy na 4000m oraz omnium).

    Ważnym aspektem torowej rywalizacji na Igrzyskach jest proces kwalifikacji. Często trudniej dostać się na IO niż uzyskać wynik na samej imprezie docelowej. Patrząc na uzyskiwane przez Polaków rezultaty wiele wskazuje na to, że spora część posiadanej energii poszła właśnie na kwalifikacje. Zarówno sprinterzy jak i drużyna kobiet jeździli porównywalnie z mistrzostwami świata w Londynie a w Rio, by liczyć się w walce o medale trzeba było pobijać rekordy życiowe, co często oznaczało rekordy olimpijskie lub rekordy globu.

    Rzutem na taśmę kadrę torowców rozliczył startujący w keirinie Damian Zieliński, który awansował do finału. Po powtarzanym dwa razy starcie zajął szóste miejsce, co jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Olimpijski finał to zawsze olimpijski finał i przedstawiciele wielu innych dyscyplin mogą go zazdrościć naszemu torowcowi.

    Srebrna Maja

    Niedocenianie Mai Włoszczowskiej w kontekście jej startów w imprezach mistrzowskich jest nie na miejscu. Nasza reprezentantka potrafi zmobilizować wszystkie siły do walki o medale. Ma pięć indywidualnych miejsc na podium mistrzostw świata (w tym pierwsze) oraz dwa srebra Igrzysk Olimpijskich. Biorąc pod uwagę, jak mocna i wyrównana jest stawka w kobiecym cross-country, drugie miejsce z Rio to kolejny, wielki sukces Mai Włoszczowskiej. Tym bardziej, że na topie utrzymuje się wiele sezonów, w przeciwieństwie do efemeryd, które wystrzeliwują z formą na raptem kilka chwil.

    Trudno powiedzieć, czy Katarzyna Solus-Miśkowicz byłaby w stanie nawiązać do wyników Aleksandry Dawidowicz i zakręcić się w okolicach pierwszej dziesiątki. Upadek tuż przed zawodami i złamany obojczyk sprawiły, że nigdy się tego nie dowiemy. Anne Terpstra, która nieznacznie przegrywała z Solus-Miśkowicz w europejskich rundach Pucharu Świata w Rio była 15 a Tanja Zaklej 13. Zawodniczki z top10 na Igrzyskach to już raczej stawka poza zasięgiem naszej kolarki.

    Historyczny moment

    Poprzednie medale nasi kolarze zdobywali na Igrzyskach w 2008r (Maja Włoszczowska), 1988r (drużyna w szosowej jeździe na czas), 1980r (Czesław Lang), 1976 (drużyna w jeździe na czas oraz Mieczysław Nowicki w wyścigu ze startu wspólnego), 1972r (drużyna oraz Andrzej Bek i Benedykt Kocot na tandemie na torze) oraz w 1924r (wyścig drużynowy na dochodzenie).

    W połączeniu z finałem w keirinie, szóstymi miejscami Niewiadomej i Bodnara, dwa medale: Majki i Włoszczowskiej dają obraz najlepszych igrzysk w wykonaniu polskich kolarzy w ogóle.

    W tabeli medalowej kolarstwa na Igrzyskach w Rio Polska zajęła 13. miejsce, razem z Australią. Srebro Włoszczowskiej i brąz Majki dają nam przewagę nad takimi tuzami jak Czesi, Francuzi czy Hiszpanie. Bez medali kolarzy w ogólnej klasyfikacji Igrzysk w Rio Polska spadłaby z 33. na 38. pozycję.

    Tyle dobrego.

    tabela-medalowa-kolarstwo-rio

    Wpadka goni wpadkę

    Zaczęło się tak naprawdę jeszcze sporo przed Igrzyskami, gdy wiadomo było, że szanse na wysłanie męskiego przedstawiciela w mtb są znikome. Nie udało się nam zakwalifikować, w związku z tym honoru rodzimego cross-country na ważnej imprezie musiały bronić panie.

    Następnie Katarzyna Pawłowska, gwiazda toru i szosy wyraziła, choć nieco niejasno, swoją dezaprobatę dla faktu, że nie znalazła się w składzie kadry jadącej do Rio. Z perspektywy czasu wiadomo, że jej obecność z pewnością by nie zaszkodziła, biorąc pod uwagę nie najlepszy występ naszej drużyny w wyścigu na dochodzenie, zakończony doścignięciem przez Nowozelandki i dyskwalifikacją związaną ze złamaniem procedur przy wyprzedzaniu przez konkurencyjny zespół. To ważne o tyle, że Polki dobre wyniki na mistrzostwach świata notowały właśnie w składzie z Pawłowską.

    Idąc dalej, po brązowym medalu Rafała Majki głupstwo w jednym z wywiadów palnął Zbigniew Klęk, który przeoczył pomoc, jaką naszemu ?góralowi? służył Michał Kwiatkowski. Sprawę chętnie podchwyciły media, jak zawsze lubujące się w poszukiwaniu konfliktów i kontrowersji. Klęk ostatecznie przeprosił, generalnie rzecz ujmując nic się wielkiego nie stało, do sprawy dobrze podszedł też sam ?Kwiato? pokazując, jak właściwie zachować się w mediach społecznościowych.

    Dyskwalifikacja drużyny na torze była tylko początkiem dramatów, jakie rozgrywały się wokół olimpijskiego owalu. Wiele kontrowersji wzbudziło wykluczenie z omnium – kolarskiego wieloboju – Małgorzaty Wojtyry. Zamiast niej, bez większych sukcesów, pojechała młoda Daria Pikulik. Jasne, takie rzeczy się zdarzają a pewne niesnaski dotyczące selekcji pojawiały się nawet u służących w kolarstwie za wzór Brytyjczyków. Tyle tylko, że całą sprawę załatwiono paskudnie, Wojtyra, która wywalczyła dla Polski kwalifikację olimpijską do Rio została zabrana przez Związek na przykrą wycieczkę, przy wyborze reprezentantki w omnium zabrakło nie tylko transparentności i przestrzegania wewnętrznych procedur Związku, ale przede wszystkim klasy i przyzwoitości.

    Na koniec zmagań torowców obserwowaliśmy przedziwny przebieg finału keirinu, w którym dwa razy powtarzano start, składano protesty i wiele wskazuje na to, że sędziowie przymknęli oko na wykroczenie popełnione przez brytyjskiego multimedalistę, Jasona Kenny?ego. Potencjalnie pasjonująca walka o medale z udziałem Polaka, Damiana Zielińskiego zmieniła się w farsę, podobnie jak medialne tourne dyrektora sportowego PZKol, który przez kolejne dni opowiadał o tym, jak bardzo zostaliśmy skrzywdzeni.

    Jakby tego było mało, tuż przed wyścigiem mtb kontuzji doznała Katarzyna Solus-Miśkowicz. Upadek na ekstremalnej trasie w Rio zakończył się złamanym obojczykiem. Biorąc pod uwagę, jak wyglądają rundy, po których muszą się ścigać zawodniczki i zawodnicy mtb taką ewentualność trzeba, niestety, brać pod uwagę. Stąd też publiczny żal Moniki Żur, która miała oficjalny status rezerwowej, a z tej funkcji wywiązać się nie mogła. Zorganizowanie na ostatnią chwilę biletu do Brazylii faktycznie było niemal niemożliwe, więc niby wszystko jest ok (poza tym, że sama zawodniczka straciła szansę na występ na IO a reprezentacja na drugą kolarkę na starcie), ale, tak jak w innych sytuacjach, niesmak pozostał.

    Medialny paradoks

    Wyniki sportowe skutecznie przysłoniły gąszcz wpadek. Aby nie było wątpliwości, swoje chwile niesławy mieli też pływacy czy lekkoatleci, ale to jest blog w pierwszej kolejności o kolarstwie, więc nie będę się ekscytował tym, że inni mają gorzej.

    Co ciekawe, zarówno Wacław Skarul, który występował jako ekspert-komentator w czasie wyścigów torowych jak i Andrzej Piątek zapraszany przy okazji wszystkich kolarskich wydarzeń do warszawskiego studia TVP spisali się więcej niż dobrze. Jasne, wymienianie kolejnych medali juniorów na torze, czy powtarzanie krzywdy z keirinu było nieco męczące, ale ?władza? całkiem nieźle przybliżała casualowym widzom tajniki kolarstwa wyczynowego. Niestety komentarz zajmującego się rowerami redaktora TVP w Rio był na koszmarnie niskim poziomie, zatem tyle dla nas dobrze, że w tej materii Prezes z Dyrektorem stanęli na wysokości zadania.

    Medialna skuteczność jest o tyle intrygująca, że ilość negatywnych treści nagromadzona wokół kolarstwa w czasie Igrzysk była spora a mimo to sport rowerowy z Brazylii wraca zwycięsko, zwłaszcza w masowej świadomości. Widzów (a było ich wielu, wyścigi szosowe były najpopularniej oglądanymi zawodami w internetowym kanale TVP Sport oraz zmieściły się w top10 konkurencji na antenie ogólnej) interesują przede wszystkim wyniki, a te nasi kolarze mieli świetne. Wzruszenia, emocje i piękne chwile dają poczucie, że jest dobrze. A co z tym dalej zrobić, to już temat na inną okazję.

  • Kto może uwolnić się od Igrzysk?

    Kto może uwolnić się od Igrzysk?

    Brytyjscy torowcy wchodzą na szczyt co cztery lata, zaskakując świat kolejnymi rekordami. Nino Schurter w ciągu dziewięciu sezonów zdobył trzy olimpijskie medale, ale oprócz tego na spółkę z Julienem Absalonem zdominował Puchar i Mistrzostwa globu. Greg Van Avermaet choć ?złoty?, ma jeszcze wiele do udowodnienia. Dla każdego Igrzyska są czym innym i znaczą co innego.

    Zawodowcy, mężczyźni, ścigający się cały sezon w World Tourze Igrzyska traktują raczej jako dodatek, wyróżnienie a bywa, że i szczególny honor związany z reprezentowaniem kraju na ogólnoświatowym święcie sportu.

    Trudno jednak postawić znak równości między nietypowym wyścigiem o mistrzostwo olimpijskie a posiadającym wiekową tradycję monumentem takim jak Paryż-Roubaix czy Mediolan-Sanremo.

    Jasne, nie można powiedzieć, że Greg Van Avermaet, mistrz z Rio de Janeiro to słaby kolarz. Belg jest czołową postacią wyścigów klasycznych, potrafi walczyć w tygodniowych etapówkach oraz wygrywać odcinki wielkich tourów. Mimo to olimpijskie złoto to pewnego rodzaju zamiennik. W klasykach wciąż jest niespełniony, mimo 31 lat wciąż nie wygrał Ronde Van Vlaanderen (stał dwa razy na podium), Gandawa-Wevelgem, E3 Harelbeke czy Paryż-Roubaix. Jego największym sukcesem były więc do tej pory zwycięstwa w Paryż-Tours i Omloop Het Nieuwsblad. Trochę mało jak na Belga z mistrzowskimi aspiracjami. Z pewnością więc, mimo złotego medalu, po każdym nieudanym, czyli niewygranym starcie będzie pytany o to, kiedy w końcu wygra coś ważnego na brukach.

    Z kolei dla Fabiana Cancellary mistrzostwo olimpijskie w jeździe na czas to piękne zakończenie kariery, w której brakuje jedynie indywidualnego tytułu mistrza świata ze startu wspólnego. Szwajcar zamknął klamrą lata od Pekinu do Rio w czasie których zaliczył m.in. dwa dublety Flandria-Roubaix, potrafił nadal wygrywać na czas i był jedną z najważniejszych postaci w peletonie. Symboliczne, nieco niespodziewane zwycięstwo w Rio to koniec jego historii, moment piękny i wzruszający zarazem.

    O ile dla mężczyzn szosa na igrzyskach to głównie wymiar symboliczny, o tyle w kolarstwie kobiecym medale olimpijskie to trofea o większym znaczeniu. Damski peleton nie jest ani tak eksponowany, ani tak medialnie ?dopieszczony? ani też, przede wszystkim, tak dofinansowany jak męski.

    Impreza mistrzowska, pokazywana przez wszystkie telewizje świata to okazja do promocji zarówno kobiecego kolarstwa jako takiego, ale też własnego nazwiska.

    W Rio, zwłaszcza ze startu wspólnego, dostaliśmy wielkie emocje, wysoki poziom sportowy a co za tym idzie dowód, że kobiece kolarstwo może być równie interesujące co męskie. A zatem zasługuje na większą uwagę niż codzienne pozostawanie w cieniu męskiego peletonu. Anna van der Breggen potwierdziła, że jest jedną z największych gwiazd damskiego kolarstwa, nas z kolei cieszy, że ważną rolę w wyścigu odegrały Polki na czele z Katarzyną Niewiadomą.

    Z jazdą na czas nie było już tak dobrze. Złoto zdobyła Kristin Armstrong, która powróciła do sportu z emerytury i w cuglach wygrała próbę indywidualną w Rio. Srebro Olgi Zabielińskiej, Rosjanki niedawno jeszcze zawieszonej za doping budzi spore kontrowersje, zatem kobiece kolarstwo szosowe wraca z Rio wzmocnione, choć nie bez uszczerbku na wizerunku.

    Po szosie przyszedł czas na tor. Tor, którym zawładnęli Brytyjczycy. Zdobyli 6 z 12 możliwych tytułów, pobili też dwa rekordy świata i dwa olimpijskie. To przypadek tyle imponujący co intrygujący. W czasie czteroletniego czasu między Igrzyskami, przez purystów nazywanego Olimpiadą, Brytyjczycy, owszem, są zaliczani do czołówki, ale zazwyczaj przegrywają z Australijczykami, Nowozelandczykami czy Francuzami.

    Wszystkie siły zachowują na tydzień zmagań o olimpijskie medale. Forma, sprzęt, masa ciała, wszystko jest na najwyższym poziomie wyczynu. Efekt? Dominacja, wątpliwości, kontrowersje, ale przede wszystkim zawłaszczenie sobie tej odmiany kolarstwa.

    Bradley Wiggins wygrywając złoto na czwartych, kolejnych Igrzyskach Olimpijskich stał się jednym z najwybitniejszych kolarzy w historii. Jason Kenny, nawet jeśli nagiął przepisy w keirinie, z trzema tytułami z Rio jest sześciokrotnym mistrzem olimpijskim a Laura Trott z dwoma sukcesami w Brazylii ma ich na koncie cztery. Australijczycy, Francuzi, Holendrzy, Duńczycy, Niemcy czy Chińczycy byli dla nich tłem. Podobnie jak Polacy.

    Gdyby nie bite przez Brytyjczyków rekordy, można by mieć wątpliwości, kto jest lepszy. Czy ten, kto przez kilka sezonów dominuje na torach całego świata, czy ten, kto raz na jakiś (konkretnie cztery lata) wzbija się ponad wszystkich. Fakt bycia najszybszym na naszej małej planecie wyrażony rekordem wątpliwości te rozwiewa. Tym bardziej, że choćby czasy osiągnięte w wyścigu na dochodzenie podczas Igrzysk w Londynie wytrzymały próbę czasu i zostały poprawione dopiero w Rio.

    Na koniec zostawiłem mtb. W wyścigach na rowerach górskich wydarzyło się wiele. Po pierwsze, kolarzem spełnionym stał się Nino Schurter. Wielkrotny mistrz świata, zdobywca Pucharu Świata miał już brąz i srebro, teraz ma jeszcze złoto. W wieku trzydziestu lat de facto nic już nie musi. Osiągnął wszystko, co mógł i w takich sytuacjach zawsze intrygujące jest, jak dalej będzie prowadził swoją karierę.

    Na drugim biegunie jest Jenny Rissveds. Wschodząca gwiazda cross country w Rio wygrała pierwszy seniorski tytuł w olimpijskiej odmianie mtb. Tu sprawa wygląda nieco inaczej, ponieważ w ostatnich sezonach mieliśmy wysyp wielkich talentów w kobiecym XCO, które jednak nie ustabilizowały formy na tyle, by stwierdzić, czy są tylko efemerydą, czy też zdominują cross country na wiele lat.

    Srebrna i brązowa medalistka, czyli Maja Włoszczowska i Catharine Pendrel to przykłady właśnie takich, długo świecących gwiazd. Polka z Kanadyjką wielokrotnie konkurowały o tęczową koszulkę mistrzyni świata i choć nie są takimi dominatorkami jak Schurter, podobnie jak on właściwie nic nikomu nie muszą już udowadniać. Medale w Rio to kolejny, piękny wpis w ich imponującym, sportowym CV.

    Start Petera Sagana w wyścigu mtb zamiast na szosie pokazuje natomiast, że mistrz świata może pozwolić sobie na taką fanaberię i zaryzykować porażkę, ponieważ dla niego IO nie są najważniejszym wydarzeniem w karierze. Jasne, nikt nie powie, że Słowak pojechał w Rio ?dla jaj?, tym bardziej, że w wyścigu ze startu wspólnego triumfował jego rywal z wyścigów klasycznych (co sugerowałoby, że sam Sagan również byłby w stanie wygrać), ale rodzaj artystycznego performance?u, jaki wykonał wskazuje, że kto jak kto, ale on Igrzysk nie potrzebuje.

    Zdjęcie okładkowe: Philip Pryke, flickr, cc by 2.0

  • Kto się nie rozwija?

    Kto się nie rozwija?

    O ponad metr jak Anita Włodarczyk w rzucie młotem albo o 0,15s jak Wayde van Niekerk w biegu na 400m. O 0,8% jak Almaz Ayana na 10000m albo o 0,6% jak Team GB z Bradleyem Wigginsem w kolarskim wyścigu na 4km. Kolejni herosi ustanawiają kolejne rekordy. Postęp w sporcie wyczynowym jest nieustający.

    W idealnym świecie

    Ceterum censeo Carthaginem delendam esse. Załóżmy, że we współczesnym sporcie, przynajmniej w części dyscyplin walka z dopingiem odnosi sukces. Albo przynajmniej ogranicza niedozwolone wspomaganie na tyle, że nie ma ono znaczącego wpływu na osiągane przez zawodników rezultaty.

    W takim, idealnym, świecie kolejne rekordy będą ustanawiane. Z pokolenia na pokolenie lepiej potrafimy identyfikować utalentowane jednostki, które mają wszelkie predyspozycje: fizyczne i psychiczne, by odnosić sukces. Z dekady na dekadę kolejni naukowcy opracowują nowe metody treningowe a bagaż doświadczeń trenerów-praktyków przekazywany z ust do ust również rośnie.

    Pierwszy element układanki, czyli właściwy dobór zawodników sam z siebie daje odpowiedni potencjał do bicia rekordów. Drugi, czyli rozwój metod treningowych powoduje, że z takiego samego potencjału możemy uzyskać lepsze wyniki.

    Fizjologia vs wydajność

    Wysyp rekordów uzyskiwanych przez pływaków na każdych, kolejnych imprezach mistrzowskich budzi respekt. Obecnie zawodnicy i zawodniczki są w wodzie szybsi niż za czasów ?magicznych? strojów nazywanych ?skórą rekina?, dzięki którym ustanowiono ponad 130 nowych rekordów.

    Poruszanie się w wodzie jest wciąż dość nieefektywne. Dzięki temu choćby minimalne korekty w technice pływania mogą przynieść, w ramach określonego przepisami stylu, wyraźną przewagę. To zdecydowanie więcej niż słynne ?zyski marginalne? w kolarstwie. To przepaść i wciąż potencjał niemal nieograniczony.

    Z kolei w kolarstwie, dyscyplinie która wytrwale walczy z dopingiem, tempo również rośnie, choć nie tak dramatycznie jak w pływaniu. Kolarze zawsze doskonalili sprzęt, ale obecnie do osiągania najlepszych rezultatów poszukuje się usprawnień w najmniejszych możliwych elementach.

    Klucze do sukcesu są trzy. Pierwszy to aerodynamika, która odgrywa niebagatelne znaczenie przy prędkościach, jakie osiągają kolarze. 62,6km/h na dystansie 4km uzyskane przez brytyjską drużyną pod wodzą Bradleya Wigginsa robi wrażenie. To wartość, przy której powiewający pasek od kasku czy za bardzo odchylony łokieć powodują straty mogące kosztować medal lub rekord.

    Drugi element to opory toczenia: zarówno opon jak i łożysk. Ceramiczne kulki i bieżnie, ogumienie o dobranym idealnie ciśnieniu i szerokości właściwej co do milimetra umożliwiają zaoszczędzić sporo energii. Jeśli dzięki wymianie wszystkich łożysk na ?szybsze?, zastosowaniu odpowiedniego oleju do łańcucha i stosownych wartości ciśnienia w szytkach można osiągnąć tę samą prędkość generując 15W mniej, to na najwyższym poziomie mistrzostwa z takiej szansy nie wolno nie skorzystać.

    Trzeci, to nieco tak jak w pływaniu, ekonomika ruchu. Rozwój nauki związanej z doborem najbardziej efektywnej pozycji na rowerze, nie tylko pod kątem aerodynamiki, ale też ergonomii i jak najlepszego wykorzystania możliwości organizmu przeżywa niezwykły rozkwit.

    Największy problem stanowią dyscypliny najmniej zależne od sprzętu. Lekkoatletyka: rzuty, biegi i skoki są teoretycznie najbardziej skupione na osiągnięciach człowieka jako takiego. Można wspomnieć piekielnie szybkich biegaczy, którzy poruszali się ?brzydko? i niepoprawnie technicznie a mimo to bijących kolejne rekordy. Można też wspomnieć poruszających się pięknie, podręcznikowo, a mimo to wolniejszych.

    Owszem, również tu technologia ma znaczenie: szybsze bieżnie, tak jak szybsze baseny czy szybszy lód na torach łyżwiarskich odgrywają ważną rolę w poprawianiu wyników, lecz trudno sobie wyobrazić, by umożliwiało to aż taki wielki progres wyników.

    Stąd też rekord Etiopki Almaz Ayana?i w biegu na 10000m budzi wielkie kontrowersje. Zawodniczka o 14 sekund poprawiła bowiem wynik Chinki Wang Junxia, która w swojej karierze stosowała doping. To tak, jakby podczas współczesnego Tour de France ktoś pojechał szybciej na Alpe d?Huez niż stosujący EPO Marco Pantani.

    Co wiedzą Brytyjczycy?

    Dominacja brytyjskich kolarzy torowych podczas Igrzysk w Rio de Janeiro jest imponująca. Tyle tylko, że tak jak w przypadku wielu innych konkurencji, nie tylko oni jeżdżą szybciej. Niesamowicie wysokie tempo prezentują również ich rywale.

    We wspomnianym biegu na 10000m Ayana pobiła rekord świata, ale rekordy życiowe i jedne z najlepszych rezultatów w historii ustanawiały też jej rywalki. Etiopka była po prostu najszybszą z szybkich.

    Drużyna Brytyjczyków rekord świata poprawiała w Rio dwukrotnie. Co ważne, swój własny rekord ustanowiony cztery lata temu w Londynie. Tyle tylko, że srebrni medaliści, Australijczycy również byli szybsi niż stary rekord, niestety dla nich Wiggins i spółka byli jeszcze mocniejsi, bardziej efektywni i aerodynamiczni.

    W podobnej sytuacji co Australijczycy, w kobiecym wyścigu drużynowym znalazły się Amerykanki. Im nie pomogły nawet nietypowe rowery z napędem umieszczonym, dla zmniejszenia oporów, po lewej stronie.

    Wygląda na to, że spośród wszystkich specjalistów, klucz do sukcesu znaleźli zawodnicy i inżynierowie zrzeszeni w Bristish Cycling. Anonsowane jako ?najszybsze?, zaprojektowane specjalnie na Igrzyska rowery Cervelo faktycznie takimi się okazały.

    W Rio dla Brytyjczyków po raz kolejny idealnie trafiono z każdą składową sukcesu w dyscyplinie, w której tych, decydujących składowych jest możliwie wiele. Fizjologia, selekcja, aerodynamika, ergonomia, lata doświadczenia i skupienie na jednym, jedynym celu zaowocowały oczekiwaną dominacją.

    Tu trudno mówić o fenomenie takim jak Usain Bolt, Michael Phelps czy Anita Włodarczyk. Drużyna, która biła rekord świata w Rio jest tylko w 50% powtarzalna ze złotym składem z Londynu. Wymiana kolejnych trybów maszyny nie powoduje zatrzymania całości mechanizmu. Dobrze zaprojektowany system funkcjonuje niemal bez zarzutu. Nie przeszkodziły mu nawet niesnaski, dyskusje związane z selekcją czy oskarżenia o mobbing.

    Ciągły rozwój, poszukiwanie kolejnych usprawnień to jedyny klucz do sukcesu. Na najwyższym poziomie wyczynu, zwłaszcza tam, gdzie poziom jest wyśrubowany do granic ludzkich możliwości a konkurencja silna i wyrównana, nie można liczyć na szczęście.

  • Kolarski Eddie Orzeł

    Kolarski Eddie Orzeł

    Tak to już jest na Igrzyskach, że zawsze znajdzie się jakiś bohater drugiego planu, który skradnie show największym gwiazdom. W Rio jednym z nich jest Dan Craven z Namibii.

    Dzięki sympatycznej aparycji hipstera Craven jest niezmiernie popularny w kolarskich internetach. Nie tylko kolarskich, ponieważ jego postać stała się memem.

    Do Rio pojechał jako jeden z dziesięciu reprezentantów swojego kraju. Szosowego wyścigu ze startu wspólnego nie ukończył a w czasówce, cóż, w czasówce był ostatni. Do Brazylii nie zabrał nawet roweru do jazdy na czas. Namibia dostała miejsce w stawce w ostatniej chwili, po tym, gdy wielu kolarzy zrezygnowało z uczestnictwa w olimpijskiej ITT. W związki z tym przed swoim występem Craven pytał fanów na twitterze, czy w ogóle ma startować.

    Metę osiągnął z ostatnim rezultatem, 15 minut za Fabianem Cancellarą, ale już tylko 11 sekund za Ahmetem Orkenem z Turcji, który jechał w kombinezonie i na właściwym sprzęcie oraz 5 i pół minuty za Edvalde Boassonem Hagenem. Nie dał się również dogonić Duńczykowi Christopherowi Juulowi Jensenowi, co postawił sobie za sportowy cel tej próby.

    Tyle tylko, że choć w Rio Craven wystąpił w roli ?comic relief?, daleko mu do postaci takich jak słynny skoczek narciarski, Eddie ?Orzeł? Edwards czy Éric ?Węgorz? Moussambani.

    To całkiem niezły kolarz, na pewno lepszy niż Ty czy ja i większość tych, których znamy osobiście. Choć w tym sezonie ściga się dla izraelskiego ?Cycling Academy Team? (ekipa z licencją kontynentalną), to przez dwa lata był członkiem Teamu Europcar jeżdżącego z licencją Pro Continental, regularnie startującego w Tour de France i najważniejszych klasykach.

    Nawet, jeśli niektóre zespoły w związku z interesami sponsorów podpisują kontrakty z kolarzami z określonych rejonów świata w imię marketingu, by startować w grupie Pro Continental trzeba prezentować naprawdę wysoki poziom sportowy, bez względu na ?punkty za pochodzenie?.

    Z resztą Craven potrafił wygrać etap na niezłym wyścigu Vuelta a Castilia y Leon czy skończyć ?Igrzyska Wspólnoty Brytyjskiej? w top10, przed Davidem Millarem.

    Dla Cravena jazda w olimpijskiej czasówce nie była spełnieniem marzeń, raczej rodzajem artystycznego performance?u.

    Jak sam stwierdził, chciał dać swojemu krajowi – Namibii – chwilę sławy, takiej, jaką otrzymać można tylko w trakcie Igrzysk Olimpijskich. I zdecydowanie mu się to udało!

    Namibijczyka możecie śledzić na twitterze stravie. A tutaj jest oficjalne konto twitterowe słynnej brody kolarza.

  • Gigant

    Gigant

    Fabian Cancellara kończy karierę olimpijskim złotem. Gdy wydawało się, że wycieczka do Rio będzie jedynie jego rundą honorową, Szwajcar przygotował dyspozycję niczym za swoich najlepszych lat i zmiażdżył konkurentów w jeździe indywidualnej na czas.

    To nie będzie hagiografia ?Spartakusa?. W obecnych czasach uznanie jakiegokolwiek sportowca za świętego to sprawa bardzo ryzykowna. Biorąc pod uwagę, kiedy Fabian Cancellara zaczynał karierę, odnosił pierwsze sukcesy, z kim rywalizował i w jakich zespołach jeździł, trzeba mieć się na baczności.

    Swój pierwszy etap w Tour de France Szwajcar wygrał w 2004r. Pierwsze z czterech mistrzostw świata to rok 2006, wygrana w Mediolan-San Remo 2008, ?dublety? Ronde Van Vlaanderen – Paryż Roubaix to 2010 i 2013.

    Pierwsza dekada XXIw to nie był czas dla „czystych” kolarzy a ekipy Fassa Bortolo czy CSC, których barwy reprezentował, nie słynęły z ?czystości?.

    Mimo to wokół Cancellary rzadko pojawiały się dopingowe pomówienia. Nawet pseudonim ?Luigi? na liście Eufemiano Fuentesa w ?Operation Puerto? ostatecznie został przypisany nie jemu lecz Thomasowi Dekkerowi.

    Cieniem na imponującej karierze Fabiana Cancellary kładzie się więc jedynie podejrzenie o ?motodoping?. Imponujące ataki na trasie brukowanych klasyków i dominujący styl jazdy wzbudziły pogłoski, wedle których Szwajcar miał być jednym z pierwszych stosujących ukryte ?doładowanie? w swoim rowerze. Szczególna troska, jaką Cancellara obdarzał sprzęt nie pomogła w uciszeniu krytyków a na youtube do dzisiaj można znaleźć filmiki próbujące udowodnić, że z rowerem ?Spartakusa? było coś nie tak.

    Trochę dziwnie zaczynać opowieść o wybitnym sportowcu od wzmianki o jego potencjalnych oszustwach, ale cóż, pokolenia atletów zapracowały na takie podejście.

    Tak czy inaczej, teraz już bez przeszkód możemy się skupić na przebiegu kariery Fabiana Cancellary.

    Jej największym wyróżnikiem nie jest nawet imponujący zbiór zwycięstw w najważniejszych wyścigach na świecie. Są bowiem kolarze, którzy seryjnie wygrywają określony typ zawodów: sprinty z peletonu, wielkie toury czy brukowane klasyki.

    W przypadku Cancellary najważniejsza jest wszechstronność, która stała się główną składową jego mistrzostwa.

    Ewolucja od specjalisty prologów czy też krótkich czasówek przez dominatora jazdy indywidualnej na czas po wybitnego kolarza klasycznego jest imponująca.

    Ba, już w obrębie samych klasyków współcześnie trudno znaleźć kolarza, który byłby w stanie rywalizować na tym samym poziomie i w Mediolan-San Remo i w Ronde Van Vlaanderen i w Paryż-Roubaix. A Cancellara nie tylko ma na swoim koncie zwycięstwa w każdym z tych wyścigów, ale też trzykrotnie stawał na podium tych monumentów w jednym sezonie, dwa razy notując wygraną przynajmniej w jednym z nich. To zaiste imponujące.

    Co więcej, Szwajcar potrafił też wygrywać w kolejnym, nietypowym wyścigu, aspirującym do miana klasyku, czyli Strade Bianche. Włoska impreza prowadząca pagórkowatymi, szutrowymi drogami Toskanii padła jego łupem aż trzykrotnie. Dzięki temu jeden z sektorów ?białych dróg? został poświęcony Cancellarze a ?Spartakus? na zawsze będzie częścią historii tego, konkretnego wyścigu.

    Jakby tego było mało, istotne jest nie tylko bogate portfolio Cancellary, ale styl, w jakim sięgał po zwycięstwa. Potrafił zaskoczyć sprinterów długim finiszem ?z kilometra? a jego mocy nie był się w stanie przeciwstawić nawet rozpędzony do granic możliwości peleton. Uciekał też z grupy faworytów na długo przed metą lub też niszczył najpoważniejszego rywala w bezpośrednim pojedynku ?jeden na jeden?.

    Tak jak w karierze każdego sportowca, tak i w karierze Fabiana Cancellary zdarzały się trudne momenty. W kolejnych kraksach Szwajcar łamał obojczyki czy uszkodził jeden z kręgów, ale zawsze wracał w równie dobrej formie co przed kontuzją.

    Sezon 2016 zapowiedział jako swój ostatni. Choć wczesną wiosną wygrał Strade Bianche, kampania klasyków nie poszła po jego myśli. Wyrazem niepowodzenia pecha był upadek na torze, już za metą Paryż-Roubaix, ?runda honorowa?, rozumiana i dosłownie i w przenośni była daleka od takiej, jaką Szwajcar mógł sobie wymarzyć.

    Do Rio de Janeiro jechał raczej jako outsider niż faworyt. Wyścig ze startu wspólnego był dla niego zbyt górzysty a w jeździe na czas uwaga ekspertów była skierowana na młodszych rywali. O Cancellarze wspominało się raczej przez grzeczność, bo przecież nie wolno zapomnieć o wielkim mistrzu, który jednak już przeszedł do historii. A przynajmniej tak nam się wydawało, ponieważ Szwajcar na olimpijską czasówkę jeszcze raz zbudował najwyższą dyspozycję.

    Pojechał tak, jak za swoich najlepszych lat. Pokazał nie tylko wielką moc, ale i niemal nienaganny styl oraz technikę. To elementy za które cenieni są specjaliści od czasów Jacquesa Anquetila. Ze sceny schodzi co prawda już po szczytowych chwilach swojej kariery, ale jako wielki mistrz i ikona kolarstwa XXIw. A może i ikona kolarstwa w ogóle.

  • Halo, halo! Tu Helikopter!

    Halo, halo! Tu Helikopter!

    Na Igrzyska Olimpijskie jeżdżą najlepsi. Wyjazd do Rio to dla każdego sportowca spełnienie marzeń a często cel całego, dotychczasowego życia. W zawodach ze startu wspólnego nasi kolarze szosowi zaprezentowali się świetnie. Niestety nie można tego powiedzieć o komentatorach Telewizji Polskiej.

    Wyścigi rowerowe to nie jest sport narodowy w kraju nad Wisłą. Równocześnie nie jest to też całkowita nisza. Od tradycji Wyścigu Pokoju przez sukcesy zawodniczek ścigających się w MTB po Tour de Pologne kolarstwo obecne jest zarówno w powszechnej świadomości jak i w mediach.

    Co więcej, według badania TNS z 2015r (zatem całkiem świeżego), jazda na rowerze to najpopularniejszy rodzaj aktywności fizycznej w Polsce. Co trzeci obywatel uprawia jakiś sport trzy razy w tygodniu. 53% z tej grupy wskazuje kolarstwo, czy też ?rowerowanie? jako podstawowy rodzaj wykonywanych ćwiczeń.

    Oczywiście, gdy przychodzi do oglądalności, zaangażowania w kibicowanie sportowcom, wyścigi szosowe przegrywają z wieloma innymi dyscyplinami, ale co roku Tour de Pologne gromadzi ok. dwumilionową widownię a transmisje z Tour de France, w niedostępnym przecież powszechnie Eurosporcie średnio ogląda 250tys a bywa, że i prawie milion ludzi.

    Pytanie więc, dlaczego Telewizja Publiczna tych wszystkich widzów, nas, Ciebie, Panią, Pana, mnie traktuje tak fatalnie?

    To, czym jesteśmy traktowani przy każdym Tour de Pologne jest wśród kibiców kolarstwa rodzajem anegdoty. Niestety w związku z indolencją komentatorów, duży wysiłek i jeszcze większy potencjał najlepszego czasu antenowego milionowej widowni jest marnowany.

    Ani ja, ani prawdopodobnie Wy, czyli regularni czytelnicy tego bloga, nie jesteśmy ?targetem? komentatorów TVP. W większości przypadków możemy się obyć bez komentarza.

    Eurosport po polsku oglądam wyłącznie dla przyjemności słuchania sprawdzonej ekipy: Tomasza Jarońskiego, Krzysztofa Wyrzykowskiego i Adama Probosza, którzy dodatkowo w tym roku znakomicie ?pojechali po zmianach? z Dariuszem Baranowskim.

    ?Casualowi widzowie?: rodzina, znajomi, koledzy z pracy, śledzą Tour de France między innymi ze względu na nich. Jasne ?die-hard? fani zawsze znajdą powód, żeby się przyczepić a ekipie Eurosportu, tak jak każdemu – wszak jesteśmy tylko ludźmi – zdarzają się pomyłki lub wpadki. Nie w tym jednak rzecz. Ten zespół, w czasie wyścigów, poza tym, że opowiada nam o historii, geografii, czy statystykach sportowych, tłumaczy kibicom kolarstwo.

    Niestety, tego nie robi ani Piotr Sobczyński, ani Sebastian Szczęsny, ani nie robią prowadzący studio, zarówno Tour de Pologne jak i Igrzysk Olimpijskich. Owszem, komentatorzy TVP ?coś tam? wiedzą, niestety sprowadza się to do kilku wyświechtanych frazesów.

    „Siła peletonu jest wielka, Rafał Majka to wyśmienity góral a kolarze mają specjalnie wpinane w pedały buty”. Kropka.

    Drodzy Panowie, komentatorzy kolarstwa w TVP. Nie oczekuję, że mówiąc do masowego odbiorcy zaczniecie rozprawiać o stosunku mocy do masy, przełożeniach czy szczegółach aerodynamiki, ale np. mając w czasie Tour de Pologne dostęp do niezmiernie wartościowych danych dostarczanych przez organizację Velon jedyne co robiliście, to je odczytywaliście.

    To jest telewizja, nie radio, i dokładnie widzimy, co się dzieje na trasie. Waszym zadaniem jest wytłumaczenie, dlaczego. A niestety wasz opis rzeczywistości  bardzo często jest błędny. Mylicie zawodników, drużyny, mylicie kolarzy atakujących z tymi, którzy odpadają od grupy. Często nie macie nawet pojęcia, w którym miejscu trasy znajduje się peleton, nawet jeśli wyścig rozgrywany jest (tak jak TdP czy IO) na rundach z kilkoma charakterystycznymi punktami.

    To jest Telewizja Publiczna, wy pojechaliście na Igrzyska Olimpijskie, najważniejsze wydarzenie sportowe na świecie a zwyczajnie nie przygotowaliście się do pracy. Choć macie ?misję?.

    Tak, wiem, w Rio są ciężkie warunki pracy. Chris Boardman, by móc korzystać z monitora na swoim stanowisku komentatorskim musiał zbudować daszek z kartonów. Tym się jednak różni BBC od TVP, że w Rio korzysta z doświadczenia Boardmana który może o kolarstwie powiedzieć coś więcej niż jest zawarte w dostarczonym tuż przed wyścigiem briefie.

    Swój stosunek do kolarstwa a może do sportu w ogóle pokazała także Anita Werner, która w ?Faktach po faktach? TVN indagowała Rafała Majkę. Nasz brązowy medalista dopiero co wysiadł z samolotu i musiał zmierzyć się z pytaniami w rodzaju ?czy było ciężko?.

    Serio? Nie miała Pani o co zapytać jednego z najlepszych kolarzy na świecie? Wszyscy wiemy, że było ciężko. Widzieliśmy to, widzieliśmy jak Rafał cierpiał i jak ?szedł w trupa?. Widzieli to nawet ci kibice, którzy kolarstwo oglądają wyłącznie od święta.

    Co ciekawe, na tle takich popisów nieźle wypadają materiały, które telewizje, w tym TVP dostarczają przy okazji wyścigów. Kroniki, mini reportaże a nawet wejścia w telewizjach śniadaniowych zaskakująco dają radę. Jest trochę informacji, jest trochę ciekawostek i, co ważne, nie ma wielu błędów.

    Czy to oznacza, że relacjonowanie kolarstwa na żywo jest takie trudne? Cóż, być może. Jest wiele niuansów, potrzeba trochę wiedzy technicznej, taktycznej, a zawodnicy w kaskach i schowani za okularami są do siebie bardzo podobni. Mimo wszystko wyścigi rowerowe to nie jest fizyka kwantowa, czego dowodem jest choćby ich popularność.

    Zdając sobie sprawę z braków wiedzy o innych dyscyplinach, dociera do mnie, że oglądając pływaków, szermierzy czy zapaśników mogę być podobnie robiony w trąbę co miliony widzów, którzy kibicowali Rafałowi Majce w jego drodze po brązowy medal olimpijski. Ludzie, tak ogólnie, my wszyscy, uprawiamy sport. Biegamy, jeździmy na rowerach, startujemy w triathlonach. I co do zasady mamy pojęcie, na czym to polega. Nie traktujcie więc nas z pogardą. Gdy kupuję wadliwy produkt, korzystam z gwarancji i domagam się wymiany. Gdy szewc źle naprawi mi buty, idę do niego z reklamacją.

    To właśnie jest taka reklamacja. Reklamacja fatalnie wykonanej usługi. 

    Na tych Igrzyskach jest jeszcze trochę kolarstwa. Jest jazda na czas, są konkurencje torowe a na zakończenie Igrzysk o medal powalczy Maja Włoszczowska. Naprawdę, jest jeszcze trochę czasu, by się poprawić. Postarajcie się!

  • Rafał Majka Superstar

    Rafał Majka Superstar

    Zaplanowany dla ?górali? wyścig o olimpijskie medale w Rio de Janeiro wygrał specjalista wiosennych klasyków. Rafał Majka był najskuteczniejszym z grona ?wspinaczy? i po świetnej jeździe całej drużyny sięgnął po brązowy medal. Mamy kolejny, rewelacyjny wynik polskiego kolarza!

    Kawał zdrowia zostawił dla Majki Michał Kwiatkowski. Tak jak dwa lata temu w Ponferradzie, gdy ?Kwiato? sięgał po tęczową koszulkę mistrza świata, tak i w Rio medal Majki jest efektem świetnej pracy całej drużyny.

    Nie byłoby oczywiście olimpijskiego brązu, gdyby sam Majka nie wziął w końcówce sprawy w swoje ręce, nie pokazał świetnej formy, dojrzałości taktycznej i nie miał odrobiny szczęścia. Na ostatnim podjeździe kontrolował ruchy faworyzowanego Vincenzo Nibalego, sam jechał aktywnie a w kluczowym momencie uniknął kraksy.

    Na finiszu niewiele mógł zdziałać przeciwko szybszym i mocniejszym na płaskim terenie rywalom, ale przez cały dzień zrobił dość, by znaleźć się w grupie walczącej o medale.

    Zarówno Majka jak i jego koledzy z zespołu: Kwiatkowski, Maciej Bodnar i Michał Gołaś od startu do mety decydowali o obliczu rywalizacji. ?Kwiato? szachował rywali obecnością w taktycznej ucieczce, Gołaś i Bodnar pilnowali Majki a ten w kluczowych momentach zachował się tak, jak na prawdziwego lidera przystało.

    Mamy więc medal i to jest wielka sprawa. Kolejny ważny sukces polskiego kolarza. Po Mistrzostwie Świata Kwiatkowskiego, po etapach Tour de France i tytułach najlepszego ?górala? Majki, po świetnej jeździe Przemysława Niemca w Giro i Vuelcie, klasycznych sukcesach ?Kwiato? i podium Vuelty dla Majki doczekaliśmy się pierwszego od 1988r podium olimpijskiego w kolarstwie szosowym.

    Emocje wokół jazdy Polaków to jedno. Drugie to przebieg rywalizacji i rozstrzygnięcie walki o złoto.

    Greg Van Avermaet uznawany za kolarza częściowo niespełnionego ma w końcu swój wielki sukces. Belg, który bezskutecznie próbuje od wielu lat wygrać jeden z ?monumentów? w tym roku świetnie jechał w Tour de France, był przez kilka dni liderem, uciekał i walczył w górach.

    Droga do podium w Rio zdecydowanie wiodła przez francuskie szosy. Medale zdobyli zawodnicy, którzy na ?Wielkiej Pętli? co prawda nie ścigali się o wygraną w klasyfikacji generalnej, ale odcisnęli piętno na przebiegu najważniejszego touru sezonu.

    Co ważne, zarówno Majka jak i srebrny medalista, Jakob Fuglsang, przejechali już w tym roku i Tour i Giro a Nibali, który pechowo upadł w końcówce potraktował Tour de France jako specyficzny rodzaj przedolimpijskiego zgrupowania.

    Komentując Igrzyska w Rio trzeba też wspomnieć o trasie, która ewidentnie nie przystawała jakością do imprezy tej rangi. Kolarze, i to nie byle jacy kolarze, łapali defekty i przewracali się, co miało niebagatelny wpływ na losy wyścigu. Gdyby CPA czy też inne organizacje zrzeszające zawodowców były silniejsze, organizatorzy olimpijskiego wyścigu mieliby ciężkie życie. A tak, cóż, wiemy, że kolarze to twardy naród, ale nie pierwszy raz fatalne traktowanie ich zdrowia i wysiłku bez żadnego szacunku daje do myślenia.

    Tak czy inaczej, jak mawiają ?szczęście sprzyja lepszym?. Rafał Majka i jego koledzy byli lepsi, mocniejsi, sprawniejsi, czego efektem jest brązowy medal polskiego kolarza! To tym cenniejsze osiągniecie, że do Rio pojechały niemal wszystkie gwiazdy zawodowego peletonu.

    Rywalizacja o olimpijskie medale stała się ważnym wydarzeniem w kalendarzu. Zwycięski Greg Van Avermaet, dla którego złoto to kluczowy moment kariery, będzie zapewne mocno celebrował zdobyty tytuł. I dobrze. Kolarstwo tego potrzebuje!

    Jak potoczył się wyścig:

    Najlepsza taktyka? Przyspieszyć od startu, utrzymać tempo a następnie mocno zafiniszować. Reprezentacja polskich kolarzy w Rio de Janeiro wdrożyła w życie właśnie ten plan. Efekt? W najbardziej prestiżowej konkurencji, szosowym wyścigu ze startu wspólnego Rafał Majka zdobył brązowy medal!

    Zaraz po starcie w ucieczkę zabrał się Michał Kwiatkowski. Wiele kilometrów jechał w niewielkiej grupce, która początkowo odpuszczona, dość szybko została złapana przez peleton na kilkuminutową ?smycz?. ?Kwiato?, Michel Albasini i czy Simon Geschke to nie są zawodnicy, którym w wyścigu o medale ktokolwiek chciałby podarować zbyt dużą przewagę.

    Z tyłu wbrew pozorom działo się sporo. Rafał Majka był bezpieczny dzięki towarzystwu Macieja Bodnara i Michała Gołasia. To był bardzo ważny czas, ponieważ w Rio kolarze mieli ciężkie warunki pracy. Co chwilę ktoś łapał defekt, co chwilę ktoś się wywracał na niebezpiecznej trasie o nieprzystającej do rangi wyścigu jakości nawierzchni. Obecność dwóch, mocnych i zaufanych pomocników była więc w takich chwilach bezcenna.

    Gdy wyścig wkroczył w kluczową fazę, na ostatnich, najcięższych rundach prowadzących przez wzniesienie Vista Chinesa, po całym dniu w ucieczce Michał Kwiatkowski był jeszcze w stanie podkręcić tempo i swoją pracą oddając Majce wiele zdrowia, zostawił lidera naszej reprezentacji w grupie, z której miała rozegrać się walka o medale.

    Przewagę liczebną mieli Włosi. A właściwie nie Włosi, lecz Vincenzo Nibali, który był otoczony nie tylko kadrowiczami (wielką pracę wykonał Caruso, dług z Tour de France względem starszego lidera spłacał Fabio Aru), ale i kolarzami Astany, reprezentującymi w Rio swoje barwy narodowe.

    Majka pilnował Nibalego, jechał czujnie i aktywnie. Na szczycie ostatniego podjazdu wraz z Nibalim i Sergio Henao mknął po medal.

    I wtedy, na karkołomnych zjazdach, na których wcześniej upadł już Richie Porte z trasy wyleciał najlepiej radzący sobie w takim terenie kolarz w peletonie. Szanse faworyta, Vincenzo Nibalego prysły w jednym momencie gdy Włoch wraz Kolumbijczykiem Henao znaleźli się na asfalcie.

    Instynktownie reagujący Majka ominął ich i w tym momencie to on jechał po złoto!

    Greg Van Avermaet i Jakob Fuglsang (mentalnie uwolniwszy się od Nibalego) cisnęli ile mogli, we dwójkę, w płaskim terenie, z lepszą posturą na takie końcówki dogonili Polaka a Van Avermaet, najszybszy z całej trójki pewnie sięgnął po tytuł mistrza olimpijskiego.

    Zmęczony Rafał Majka dojechał trzeci, zdobywając dla Polski brązowy medal, pierwszy na szosie od 1988r.

  • Kto zostanie mistrzem olimpijskim na szosie?

    Kto zostanie mistrzem olimpijskim na szosie?

    Sobota, około 21.00 naszego czasu. Nowy mistrz olimpijski przekracza linię mety kolarskiego wyścigu ze startu wspólnego. Kto nim będzie? Doświadczony weteran, który wkrótce odwiesza rower na hak?Albo wielka gwiazda, która do bogatego portfolio dołoży jeszcze jeden, cenny skalp? A może Polak?

    Scena

    Od wielu miesięcy powtarzamy, że w Rio de Janeiro trasa preferuje ?górali?. Na rozgrzewkę peleton pokona niespełna 40km w płaskim terenie. Następnie zawodnicy wjadą na rundę liczącą 24,8km, na której znajdą się dwa wzniesienia, kilka mniejszych ?hopek? oraz odcinek brukowany. Pierwszy z podjazdów ma 1,3km i średnią stromiznę 9,4%, drugi to 2,1km i 6,8%.

    Po czterech takich okrążeniach kolarze dotrą do najbardziej selektywnej części trasy. Kolejna runda, którą pokonają trzykrotnie to już solidne góry. 8,9km wspinaczki przedzielone jest krótkim odcinkiem w dół. Pierwsze 4km są brutalne, średnia stromizna to 9%, regularnie przekraczająca 12%. Po chwili oddechu zawodnicy będą musieli mocno cisnąć na drugiej, również 4km sekcji o stromiźnie 6%.

    Trzy okrążenia liczące 25km każda doprowadzą tych, którzy przetrwają do mety. Ze szczytu ostatniego pojazdu na finisz prowadzi 6km zjazd oraz 10km odcinek płaski.rio-trasa

    Niemarginalne różnice

    Są dwa elementy, które odróżniają wyścig szosowy na Igrzyskach Olimpijskich od innych, profesjonalnych zawodów kolarskich.

    Po pierwsze, najliczniejsze drużyny (Belgia, Kolumbia, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy) będą liczyły zaledwie pięciu kolarzy. Kolejna grupa (Holandia, Australia, Polska, Niemcy, Francja, Norwegia, Czechy, Portugalia, Słowenia i Szwajcaria) to składy czteroosobowe. Dania może wystawić tylko trzech kolarzy a USA dwóch. W peletonie znajdziemy za to zawodnika z Laosu, Boliwii czy Kosowa.

    Po drugie, zawodnicy nie będą mieli łączności radiowej ze swoimi dyrektorami sportowymi. Wraz z nielicznymi składami oznacza to wyraźnie ograniczone możliwości kontrolowania wyścigu.

    To zdecydowanie zwiększa liczbę dostępnych scenariuszy. Od wczesnej ucieczki ?w stylu vintage? w wykonaniu jednej z gwiazd po niespodziewaną wygraną mniej faworyzowanego kolarza, nadmiernie odpuszczonego przez peleton.

    Mimo to, większość ekspertów wyraźnie wskazuje zawodników, którzy powinni odegrać kluczowe role w walce o medale. Jest to o tyle trudne, że w tym roku wiele znakomitości postawiło na Igrzyska jako jeden z głównych celów sezonu.

    Złoto na emeryturę

    Jest tylko jeden powód, dlaczego nie chciałbym, aby po złoto sięgnął Joaquim ?Purito? Rodriguez albo Alejandro Valverde. Obaj to świetni górale, którzy potrafili w swoich karierach wygrywać ciężkie wyścigi jednodniowe: Rodriguez Giro di Lombardia a Valverde Liege-Bastogne-Liege.

    Mają wielkie doświadczenie, mimo wieku wciąż są piekielnie dynamiczni, potrafią świetnie zjeżdżać i skutecznie finiszować. Brak tęczowej koszulki mistrza świata każdemu z nich olimpijskie złoto zrekompensuje z nawiązką i będzie pięknym zwieńczeniem kariery.

    Tyle tylko, że kolejne cztery lata (w przypadku Rodrigueza) bez złotych insygniów w zawodowym peletonie (Hiszpan po tym sezonie kończy karierę, mistrz z Londynu, Alexander Winokurow po zdobyciu tytułu odwiesił rower na hak) będą sporą stratą dla kolarstwa. Drugi z weteranów, Alejandro Valverde, choć kariery kończyć póki co nie zamierza, to jednak trzeba pamiętać, że nikt nie jest wieczny.

    Kropka nad ?i?

    Chris Froome wygrywający złoty medal olimpijski to byłaby wielka sprawa dla naszego sportu. Nie ma wielu lepszych scenariuszy niż gwiazda osiągająca imponujący, choć mimo wszystko niespodziewany sukces. W Rio Froome nie będzie miał przy sobie ośmiu pomocników z teamu Sky i dostępu ?na żywo? do danych, różnic czasu i wszystkiego, czym dzieli się z nim kierownictwo ekipy podczas Tour de France. Co więcej Brytyjczyk de facto nie istnieje jako faworyt jednodniówek. Mimo wszystko podczas tegorocznej ?Wielkiej Pętli? pokazał, że nie brakuje mu odwagi i że potrafi zaskoczyć rywali nietypowym zagraniem. A to, w połączeniu z jego mocą, może być kluczowym elementem całej układanki.

    W podobnej sytuacji jest Vincenzo Nibali. Wciąż niedoceniany przez niektórych ekspertów, jest jednym z najbardziej utytułowanych kolarzy XXIw. Wygrał wszystkie wielkie toury, w tym dwukrotnie Giro d?Italia a do tego, rok temu, jeden z klasycznych ?monumentów?, czyli Lombardię. Potrafi błyskotliwie zjeżdżać, lubi atakować a tegoroczny kalendarz podporządkował startowi na Igrzyskach. Olimpijskie złoto powinno zamknąć usta wszystkim krytykom Włocha, bo cóż, z faktami i tak imponującym CV zwyczajnie nie będzie się dało dyskutować.

    Scenariusz latynoski

    Najrówniejszą, być może najmocniejszą i najbardziej nieprzewidywalną kadrę przywożą do Rio Kolumbijczycy. Genialne pokolenie kolarzy, pięciu wybitnych reprezentantów, chęć walki, dobra forma i mimo wciąż młodego wieku spore doświadczenie w ważnych wyścigach. Rigoberto Uran, Sergio Heano, Miguel Angel Lopez, Jarlinson Pantano i Esteban Chavez – każdy z nich może wygrać wyścig o złoto. Choć klimat w Kolumbii jest zdecydowanie inny niż w Rio a sami zawodnicy od kilku lat wiele miesięcy spędzają w Europie, to jednak łatwiej będzie im znieść ciężkie warunki pogodowe (temperatura, wilgotność) panujące na olimpijskiej trasie niż kolegom i rywalom ze Starego Kontynentu.

    Stado czarnych koni

    Świetni Fancuzi (góral Bardet, szybki ?klasyk? Alaphilippe), niespełnieni w etapówkach, ale skuteczni w klasykach Holendrzy (Mollema, Poels), teoretyczni pomocnicy Froome?a (Yates, Thomas) i Nibalego (Rosa, Aru), były mistrz świata Rui Costa, zawsze mocny w górach Richie Porte, często równy liderom, ale dla nich pracujący Jakob Fuglsang, czy świetni w górzystych klasykach Daniel Martin i Philippe Gilbert to tylko niektórzy zawodnicy, którzy mogą myśleć o medalu dowolnego koloru.

    Nie wiem nawet, czy można przy ich nazwiskach postawić określenie ?czarny koń?, bo wygrana każdego z nich nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Grono wybitnych kolarzy, którzy mają predyspozycje, by wygrać na tego typu trasie jak ta w Rio de Janeiro jest naprawdę liczne i niemal wszyscy oni podjęli decyzję o starcie na Igrzyskach Olimpijskich.

    Co ważne, w tej grupie są także Polacy.

    https://twitter.com/bikecomesfirst/status/759459683853824000

    Sprawdzony Majka i odrodzenie ?Kwiato??

    Rafał Majka to znakomity ?góral?, który potrafi dobrze pojechać ciężką jednodniówkę. Polak kojarzony jest głownie z występami w wielkich tourach, gdzie sprawdzał się w każdej z możliwych ról: lidera na klasyfikację generalną, pomocnika lub łowcy etapów.

    Trzeba jednak pamiętać, że jeśli jeszcze ściga się jesienią, regularnie odnosi sukcesy we włoskich, górzystych klasykach. Ma na swoim koncie trzecie miejsce w Lombardii i dwa drugie miejsca w Mediolan-Turyn. Teoretycznie jest zmęczony po Giro i Tourze, ale już nie raz pokazywał, że dobrze znosi duże obciążenia i wiele dni startowych.

    Z kolei Michał Kwiatkowski, mistrz świata z 2014r na wysokim poziomie nie ścigał się dość dawno. Deklaruje pomoc Majce, ale jeśli wyścig ułoży się tak, że dane mu będzie np. zaatakować na ostatnim zjeździe, to kto wie, co wydarzy się później.

    Tak czy inaczej, pod opieką dwóch świetnych i uznanych w zawodowym peletonie ?gregario?: Macieja Bodnara i Michała Gołasia, Majka i ?Kwiato? muszą być traktowani jako równi rywale dla Martina, Mollemy a może i Nibalego. Nie dlatego, że są „nasi”, tylko dlatego, że są świetnymi kolarzami. Tak po prostu.

    Biorąc pod uwagę charakter trasy, osobiste sympatie i pozytywnie rozumiany patriotyzm, nie pogniewałbym się za podium w składzie takim, jakie widzieliśmy podczas Giro di Lombardia 2013.

    Czyli Joaquim Rodriguez, Alejandro Valverde i Rafał Majka (czwarty wówczas był Dan Martin). Z naciskiem na to, że chciałbym widzieć złote insygnia mistrza olimpijskiego prezentowane przez aktywnego kolarza a nie tego, który odchodzi na sportową emeryturę.

    Relacje w TVP:

    sobota, 6. sierpnia:
    16:35 ? 17:40 TVP 2
    17:35 ? 19:05 TVP 1
    19:05 ? 20:55 TVP 2