Tag: CCC

  • Pierwszy sezon CCC w World Tourze

    Pierwszy sezon CCC w World Tourze

    Dwudzieste miejsce w rankingu UCI i sześć zwycięstw to dorobek zespołu CCC w sezonie 2019. Przejęcie finansowania zespołu Jima Ochowicza przez Dariusza Miłka skróciło drogę do upragnionego startu polskiej drużyny w Tour de France. Pora więc na ocenę i podsumowanie tegorocznej przygody ekipy CCC w World Tourze.

    Wszystko na barkach Belga

    Jeszcze przed Tour de France 2018 wydawało się, że utytułowany zespół BMC przestanie istnieć. Wraz z ogłoszeniem zakończeniem sponsoringu przez szwajcarskiego producenta rowerów kolejni kolarze podpisywali kontrakty z nowymi pracodawcami. Z ważnych nazwisk na pokładzie został tylko Greg van Avermaet. Gdy Ochowicz i Miłek ogłosili współpracę oznaczającą przetrwanie drużyny zaczęliśmy się zastanawiać, na co stać zespół mający w składzie zaledwie jednego kolarza mogącego zwyciężać w najważniejszych wyścigach. 

    Van Avermaet to wciąż urzędujący mistrz olimpijski, który zaliczył kilka świetnych sezonów z rzędu. To samo w sobie budziło pewne wątpliwości, bo trudno utrzymać się w najwyższej dyspozycji przez kolejne lata, dodatkowo mając przed sobą zmianę sprzętu, słabsze wsparcie pomocników, ogólne perturbacje wiążące się ze zmianą sponsora drużyny oraz presję związaną z byciem jedyną nadzieją na sportowy sukces grupy. 

    Z perspektywy czasu można powiedzieć, że choć ?GvA? miewał lepsze sezony niż 2019 a z pewnością takie, które okraszone były bardziej spektakularnymi sukcesami, ma ten rok rozliczony. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy zawodnik wygrywa prestiżowy klasyk (GP Montrealu), w kolejnych czterech staje na podium (Quebeck, E3, Omloop Het Niewuwsblad i Classica San Sebastian) i ostatecznie zajmuje szóste miejsce w rankingu UCI?

    Owszem, w kluczowych momentach: podczas Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i Tour de France zabrakło mu skuteczności. Ale w ostatecznym rozrachunku zdobył ponad 60% punktów całej drużyny CCC a w rzeczonym rankingu UCI lepsi od niego byli tylko Roglic, Alaphilippe, Fuglsang, Bernal i Valverde. 

    W szkolnej skali można więc jego sezon ocenić na solidną ?czwórkę? a uzasadnić ją można w prosty sposób: choć bywało już lepiej, zarówno bardzo dobrze jak i celująco, to nie ma się czego wstydzić, wszak ?czwórka? to, jak sama nazwa wskazuje ocena ?dobra?. 

    Greg Van Avermaet wygrywa w Montrealu

    Nieskuteczni?

    Z drugim celem ekipy CCC, czyli zwycięstwami na etapach ważnych wyścigów czy to tygodniowych czy też wielkich tourów było już gorzej. Choć kolarze w charakterystycznych, pomarańczowych strojach byli etatowymi uciekinierami, za każdym razem brakowało im a to szczęścia a to ?dnia? by osiągnąć sukces. 

    Szczególnie widoczna była ich nieskuteczność podczas wielkich tourów, gdzie niemal codziennie było widać zawodników CCC przed peletonem, ale na koniec dnia zawsze ktoś jechał lepiej do nich. W tym kolarze ekip startujących z dziką kartą. Tu na przeszkodzie stanęła choćby kontuzja, jakiej podczas Tour de France uległ specjalista takich akcji, Alessandro de Marchi.

    Podobnie było na finiszach z dużej grupy: w top3 zameldowali się tylko Szymon Sajnok na Vuelcie i podczas Tour de Wallonie oraz Jakub Mareczko na Tour de Wallonie i Tour Down Under a także Jonas Koch trzy razy na Österreich-Rundfahrt.  

    Jasnym punktem sezonu 2019 w wykonaniu drużyny CCC była postawa Patricka Bevina. Nowozelandczyk rozpoczął ten rok od zwycięstwa w mistrzostwach swojego kraju w jeździe indywidualnej na czas, następnie dołożył do tego wygraną na etapie Tour Down Under a w kolejnych wyścigach prezentował bardzo solidną dyspozycję w próbach indywidualnych, czego wyrazem były siódme miejsce na czasówce podczas Vuelta a Espana i czwarte na mistrzostwach świata. 

    Dodać trzeba jeszcze wygraną w jeździe drużynowej w Hammer Series w Stavanger. 

    Szymon Sajnok finiszuje w Madrycie podczas Vuelta a Espana

    I właściwie to by było na tyle.

    Realnie rzecz ujmując, drużyna CCC była jednym z najsłabszych zespołów World Touru. Gdyby nie fakt, że licencje przyznawane są na kilka lat a system awansów i spadków wciąż jest w budowie, zespół sponsorowany przez Dariusza Miłka byłby na granicy pożegnania się z elitą światowego kolarstwa (gorzej wypadły Dimension Data i Katiusha – Alpecin, z grona Pro Continental od CCC lepsze były Israel Cycling Academy, Corendon – Circus, Wanty – Gobert i Total – Direct Energie). 

    Bez polskiego sponsora, polskiej licencji a co za tym idzie kilku polskich kolarzy w składzie, średnio zainteresowany kolarstwem kibic nie zwróciłby na ?pomarańczowych? uwagi, może poza kilkoma występami Van Avermaeta. 

    Natomiast obecność kapitału Dariusza Miłka w tym kontekście zmienia wszystko. Wieloletnie zaangażowanie w polskie kolarstwo, częściowe połączenie struktur dawnych BMC i CCC a także istnienie ?Development Team?, w składzie którego jeździło dziesięciu utalentowanych zawodników z naszego kraju powodują, że losy tego, konkretnego projektu śledzimy z wyjątkową uwagą. 

    Krótsza droga do World Touru

    Zapomnijmy na chwilę o tym, że Polski Związek Kolarski jest organizacją specjalnej troski. Że tor w Pruszkowie jest zadłużony, przez co federacji grozi nawet likwidacja. Że owszem, działacze i trenerzy są w stanie znaleźć i wychować utalentowanych kolarzy, ale gdy przychodzi do zarządzania na poziomie ogólnopolskim stają się nagle kompletnie indolentni. O tym, że poza Tour de Pologne i CCC w kraju de facto nie mamy zawodowego kolarstwa szosowego. I tak dalej i tym podobne, nie warto po raz kolejny tego wszystkiego powtarzać.

    Gdy włączymy sobie taki filtr, okaże się, że wychowanek stworzonego w PZKol programu od kategorii juniorskich odnosi sukcesy na torze, czego zwieńczeniem jest mistrzostwo świata w olimpijskiej konkurencji Omnium w 2018r w wieku zaledwie 21 lat. 

    Mowa oczywiście o Szymonie Sajnoku, który wraz z objęciem przez Dariusza Miłka sponsoringu nad worldtourową drużyną Jima Ochowicza przeszedł z prokontynentalnej grupy CCC Sprandi Polkowice do światowej elity. Tam, jako dwudziestodwulatek przejeździł cały sezon, pod koniec którego zadebiutował w wielkim tourze. Vueltę nie tylko ukończył, ale też był w jej trakcie aktywny, uczestniczył w finiszach z peletonu a podczas kończącego zmagania etapu w Madrycie zajął dobre, trzecie miejsce. 

    W sezonie 2020 worldtourową CCC zasilą Kamil Małecki i Michał Paluta z Development Teamu. W kolejce do takiego awansu czekają choćby Stanisław Aniołkowski czy Szymon Tracz.

    Jeżeli dołożymy do tego zaangażowanie CCC S.A. w sponsorowanie kobiecej grupy CCC-Liv, która daje możliwości rozwoju Marcie Lach i Agnieszce Skalniak, inwestycja firmy Dariusza Miłka nabiera o wiele szerszego kontekstu.

    Nie będę udawał, że wiem, jak żyje się kolarzom reprezentujących interesy ?znanego producenta obuwia?. Niewielu sportowców funkcjonujących w zawodowym otoczeniu może sobie pozwolić na publiczne wyrażenie niezadowolenia, zatem to, co pozostaje, to ocena funkcjonowania tego typu projektów po efektach. 

    Marianne Vos i jeden z jej atomowych finiszy

    Teraz będzie tylko lepiej?

    Obecność CCC w zawodowym peletonie w sezonie 2019 to zatem niezły sezon Grega van Avermaeta, 19 zwycięstw Marianne Vos i szansa rozwoju, jaką polski kapitał daje wybranym wychowankom rodzimej myśli szkoleniowej. Bez niego droga do startu w wielkich tourach byłaby dla nich o wiele dłuższa i bardziej wyboista. 

    Sezon 2020 zapowiada się o wiele bardziej różowo pomarańczowo. Kilka dobrych transferów (Trentin, Zakarin, Hirt, Masnada) zdejmie presję z Van Avermaeta, bardziej równomiernie rozłoży akcenty między wyścigami jednodniowymi oraz etapowymi i ogólnie daje perspektywę na kilka naprawdę wartościowych rezultatów. 

    Na koniec dodam jeszcze kilka słów o obecności drużyn CCC w mediach, zarówno tradycyjnych jak i społecznościowych. Jeszcze jako zespół prokontynentalny CCC działała w tej materii dość prężnie. Powiedziałbym nawet, że lepiej niż niektóre zespoły World Touru. Po przejęciu licencji BMC, zarówno ilość i jakość dostarczanych treści jeszcze wzrosła i jeśli miałbym komuś pokazać dobre praktyki komunikacji w sporcie po polsku, to CCC będzie jednym z przykładów. Dodatkowy plus warto przyznać za partnerstwo z UNICEF.

  • Pomarańczowa odsiecz, czyli polski kapitał ratuje drużynę Jima Ochowicza

    Pomarańczowa odsiecz, czyli polski kapitał ratuje drużynę Jima Ochowicza

    Gdy grupa znana dotychczas jako BMC prawie chyliła się ku upadkowi, gdy część gwiazd podpisała już kontrakty z nowymi pracodawcami, gdy wydawało się, że jedyne, co pozostaje to jak najdłużej utrzymać Grega Van Avermaeta w koszulce lidera Tour de France i godnie pożegnać się z peletonem pojawił się on. Cały na pomarańczowo. Dariusz Miłek, producent taniego obuwia z europy środkowej. I zadeklarował, że przejmie finansowanie drużyny.

    Embed from Getty Images

    Filantrop zastąpi filantropa

    Zawodowe grupy kolarskie działają na kilka sposobów. Często są to prywatne ?kluby?, gdzie prezes – właściciel licencji podpisuje kontrakty ze sponsorami, sprzedając im powierzchnię reklamową na strojach, samochodach itd. Przykładem takiego zespołu jest drużyna Eusebio Unzue, która nieprzerwanie funkcjonuje od lat ?80 XXw, zmieniając głównego partnera: Reynolds, Banesto, Illes Baleares, Caisse d?Epargne a obecnie Movistar to kolejne wcielenia tego samego klubu. Najczęściej jest to jeden, duży sponsor tytularny, czasami zdarza się, że nazwa ekipy jest dwuczłonowa, bywa też, że firm, które utrzymują kolarzy jest jeszcze więcej. Generalna zasada jest taka, że im niżej w hierarchii tym więcej mniejszych logotypów na strojach zawodników.

    Równolegle działają ?projekty narodowe?, często tworzone z myślą o rozwoju krajowego czy regionalnego sportu. Przykładem była w przeszłości baskijska drużyna Euskaltel-Euskadi, tak działa kilka drużyn francuskich (np. FDJ) czy holenderska LottoNL – Jumbo, która de facto łączy interesy kolarzy i panczenistów. Sponsorami są często spółki skarbu państwa lub loterie narodowe. W przypadku FDJ, francuska loteria posiada większość udziałów w zespole kierowanym przez Marca Madiot, magazyn czy też ?service course? jak zwykło się określać bazę zawodowego zespołu kolarskiego mieści się w budynkach należących do sponsora. Dzięki tak bliskiej relacji, grupa bez większych przeszkód funkcjonuje od ponad 20 lat.

    Unzue działający jako ?agencja reklamowa? i Madiot ze swoim ?narodowym projektem? mieliby o wiele trudniejsze życie gdyby nie trzeci rodzaj grup kolarskich. ?Projektów? finansowanych przez fascynatów-filantropów, którzy zasilają zawodowy peleton milionami dolarów. Drużyna Leopard stworzona przez luksemburskiego developera z myślą o braciach Schleck, Astana, którą Aleksander Winokourow prowadzi za pieniądze krajowych koncernów ?by Kazachstan rósł w siłę?, Bahrain, będący kaprysem szejka-triathlonisty czy BMC prowadzone przez Jima Ochowicza, ale będące de facto spełnieniem marzeń Andy Rihsa.

    Rihs, który został milionerem dzięki produkcji aparatów słuchowych nie tylko finansował drużynę kolarską (pod nazwą Phonak), ale też kupił amerykańską markę rowerów BMC, doinwestował, rozwinął i uczynił sponsorem tytularnym worldtourowej ekipy prowadzonej przez Jima Ochowicza.

    Cierpliwość nawet największego entuzjasty kiedyś się kończy. Pozyskanie dodatkowych sponsorów (Tag Heuer i Sonova) nie dało stabilności finansowej, a sama firma BMC planowała wygaszenie partnerstwa. Nie bez wpływu były zapewne problemy zdrowotne Rihsa zakończone śmiercią Szwajcara w kwietniu tego roku.

    Embed from Getty Images

    Dariusz Miłek to niewątpliwie pasjonat sportu, który od wielu lat finansuje kolarstwo: szosowe i górskie w formie grup zawodowych jak również ?narodowe? w postaci sponsoringu Polskiego Związku Zawodowego.

    Jeden z najbogatszych Polaków (czołówka list ?Wprost? i ?Forbesa?) majątku dorobił się na handlu i produkcji niedrogiego obuwia. Trudno ocenić, ile realnie od początku XXIw wydał na kolarstwo, bo jak sam często mówi w wywiadach ?dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają?.

    Uzbiera się tego jednak pewnie ze 100mln złotych. Albo więcej.

    Embed from Getty Images

    Gdzie sens, gdzie logika?

    W przypadku BMC, poza filantropią Rihsa można było znaleźć pewne uzasadnienie dla wydawanych przez firmę pieniędzy. Nie wiem, czy reklama ekskluzywnych rowerów poprzez sportowe sukcesy się zwraca, ale jest pewna szansa, że tak.

    Grupa BMC jednak nie grzeszyła zaangażowaniem marketingowym, na tle ekip takich jak Sky, Quick Step, Bora-Hansgrohe czy nawet biedniejszy Cannondale kolarze Ochowicza nie byli w pełni wykorzystywani do wspierania interesów sponsorów.

    Możemy trochę nabijać się z pewnej nieudolności przed kamerą Rafała Majki, ale ?kuchenne rewolucje? Bory, czy zabawne zdjęcia spod prysznica Hansgrohe to przykład włączenia sportowców w wizerunek sponsora.

    Wiele firm czy marek inwestujących w kolarstwo działa jednak bardziej tradycyjnie. Terminem, z którym warto się zapoznać jest ?AVE? czyli ekwiwalent reklamowy.

    Licząc czas ekspozycji logotypów w transmisji TV, powtórzoną wielokrotnie nazwę, publikacje w prasie i internecie, stopki sponsorskie, wiszące przy trasie bannery, jeżdżące po świecie samochody serwisowe itd. okazuje się, że zainwestowane miliony zwracają się z nawiązką.

    Nie bez powodu na samym początku przytoczyłem przykład hiszpańskiej ekipy Eusebio Unzue. Promocja Balerarów (Majorka i okoliczne wyspy) sponsorujących ekipę w latach 2004-2006 była jednorazowym projektem marketingowym. Organizacja turystyczna ogłosiła pełen sukces akcji, szacując kilkukrotny zwrot poniesionej inwestycji.

    W 2013r portal cyclingnews wraz z organizacją Repucom oszacował roczną wartość ekwiwalentu sponsora tytularnego grupy world tour na 88,4 miliony USD. Sam Team Sky wygrywając z Bradleyem Wigginsem Tour de France wygenerował? ponad pół miliarda dolarów ekwiwalentu!

    CCC, choć kojarzy się z tanią marką obuwia jest niczym innym jak korporacją szukającą dróg ekspansji na rynku międzynarodowym. Pasja pasją, ale wierzę, że bazując na samej ekspozycji Dariusz Miłek choć wydaje miliony, zakłada, że inwestycja w zastępstwo za BMC powinna przynieść przynajmniej pięć dolarów z każdego pojedynczego wyłożonego na ten cel.

    https://www.youtube.com/watch?v=WsP1HEHygfU

    Nie samym AVE człowiek żyje

    Nigdy nie ukrywałem, że nie rozumiem niskiej aktywność ekipy CCC w mediach społecznościowych, braku zaangażowania kolarzy w wizerunek firmy, czy to reklamie telewizyjnej, internetowej czy też znikome użycie zawodników w pomarańczowych strojach w visual merchandisingu i POS.

    Z szeroko otwartymi oczami przyglądałem się totalnemu brakowi interakcji firmowego sklepu CCC przy zakopiańskich Krupówkach gdy z tej, jednej z najbardziej znanych ulic handlowych w kraju, startował Tour de Pologne z zespołem Miłka jadącym w worldtourowym peletonie. Jedną, marną reklamę z Mają Włoszczowską w stroju mistrzyni świata mtb można potraktować jako sztandarowy przykład wykorzystanej szansy.

    To nie jest tak, że CCC, ale też i BMC, którego finansowanie Miłek przejmuje, są jakimiś wyjątkami. Spora część ekip nie ma zasobów, budżetu czy pomysłu na zwiększenie zasięgu czy integrację z komunikacją sponsora.

    Team Sky na ?PR i marketing? wydaje rocznie ok. 600 tysięcy funtów, czyli 5% swojego budżetu. Spora część to produkcja materiałów najwyższej jakości, zdjęć, artykułów, wideo, infografik. Kanały społecznościowe Sky to ciągły dopływ angażujących treści. Podobną drogą idzie wiele ekip a dodatkowo niektórzy sponsorzy (jak wspomnieni wcześniej Bora i Hansgrohe czy Specialized) wprost zaprzęgają swoje gwiazdy do działań reklamowych.

    Wydatki na sponsorowanie grupy World Tour z liderem takim jak Greg van Avermaet to przynajmniej cztery-pięć razy więcej niż drużyny na poziomie Pro Continental. Niewykluczone, że sam kontrakt Belga jest wart tyle, ile obecny wkład firmy CCC w drużynę prowadzoną przez Piotra Wadeckiego.

    A to oznacza, że ?producent niedrogiego obuwia? będzie musiał wspiąć się na wyżyny swojej kreatywności, by sponsoring na tym poziomie wyczynu był faktyczną inwestycją a nie chwilowym kaprysem kolejnego pasjonata-filantropa, których kolarstwo widziało już wielu.

    Bogatemu wszystko wolno?

    Teoretycznie Dariusz Miłek, jako człowiek sukcesu, skuteczny biznesmen dysponujący swoimi środkami może wszystko. Wolno mu wydawać nawet i 20 milionów dolarów czy euro rocznie na zabawy czy też marketingowe projekty, o ile na czas i godnie płaci swoim pracownikom czy podwykonawcom.

    Jeśli uważa, że sponsoring worldtourowej grupy będzie dobry dla rozwoju jego firmy – wolna wola. W kolarstwie z pewnością lepiej będzie widzieć pieniądze producenta obuwia niż księcia łamiącego prawa człowieka (przypadek drużyny Bahrain-Merida i jej mecenasa, Nassera bin Hamad Al Khalifa).

    Póki co jednak wejście firmy CCC do World Touru to póki co jedynie klasyczny ?polski akcent?, których często doszukujemy się przy różnych okazjach.

    Być może pamiętacie, ale w 2010 dom maklerski XTB był jednym ze sponsorów zespołu McLaren F1. Oczywiście ze względu na zaangażowanie w kolarstwo obecna sytuacja z CCC budzi moje większe emocje, to jednak charakter obu zdarzeń jest podobny. Polski kapitał jest obecny w elicie światowego sportu, kropka.

    Kolarze w pomarańczowych strojach w Polsce będą mogli bowiem wystartować tylko dwa razy: obligatoryjnie w Tour de Pologne i teoretycznie w ?Szlakiem Walk Majora Hubala?, czyli jedynym w kraju wyścigu z kategorią 2.1. Stawiam, że w związku z awansem swojej firmy do World Touru Miłek dofinansuje ?CCC Tour Grody Piastowskie?, by ?domowy? wyścig umożliwiał start zespołu w tej imprezie. Z dotychczasową kategorią 2.2, tak jak w pozostałych wyścigach w kraju grupa z World Touru zwyczajnie brać udziału nie może.

    Problematyczna jest też obecność w składzie drużyny sponsorowanej przez Miłka a prowadzonej przez Ochowicza polskich kolarzy. Zazwyczaj za pieniędzmi pochodzących z danego kraju idzie zatrudnienie sportowców. W przypadku BMC/CCC największe szanse ma na to  Szymon Sajnok. Po pierwsze jest młody, po drugie ma na swoim koncie mistrzostwo świata na torze.

    Co z resztą pracowników: zarówno kolarzy jak i ich obsługi, nie wiadomo. Jak będzie wyglądał rodzimy peleton bez drużyny na poziomie Pro Continental, czy pogrąży się w odmętach amatorstwa czy może znajdą się firmy chcące wypełnić lukę po kapitale Miłka?

    Powstanie ekipy ?młodzieżowej?, przybudówki teamu z World Touru to oczywiście pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi do głowy, ale ze względu na koszty drużyny raczej z nich obecnie rezygnują niż utrzymują czy powołują nowe do życia. By nie szukać daleko, właśnie BMC wygasiło taki projekt po sezonie 2017.

    Zatem sytuacja, w której komentatorzy Eurosportu będą się przy okazji każdego transmitowanego wyścigu zmagali z pytaniami widzów ?A dlaczego w ekipie CCC nie jadą Polacy? stanie się prawdopodobnie standardem.

    Ponieważ jednak interesem firmy CCC jest ekspansja na rynkach zagranicznych, trudno się temu dziwić a to komu kibicować: polskiemu kapitałowi, polskim sportowcom czy sportowcom, których po prostu lubimy pozostawiam indywidualnym wyborom.

  • CCC Sprandi Polkowice na Giro d?Italia 2017 – kolejna szansa!

    CCC Sprandi Polkowice na Giro d?Italia 2017 – kolejna szansa!

    2003, 2015, 2017. Polska grupa zawodowa sponsorowana przez Dariusza Miłka została po raz trzeci zaproszona do udziału w Giro d?Italia. Jak kolarzom w pomarańczowych strojach powiedzie się w tym roku?

    W sezonie 2003, polski zespół pozyskał do składu Pawła Tonkowa. Rosjanin, zwycięzca Giro 1996 był wówczas u kresu kariery, ale zapowiadał walkę o czołowe lokaty. Był też poważnym argumentem stojącym za zaproszeniem grupy do udziału we włoskim tourze.

    Pomysł z Tonkowem okazał się niewypałem, ale barw CCC godnie reprezentował Dariusz Baranowski, który zajął na trasie 12. a po wykluczeniu Raimondasa Rumsasa 11. miejsce w klasyfikacji generalnej. Dalsze, ale wciąż dobre lokaty zajęli Tomasz Brożyna (31->30), Radosław Romanik (33->32) i Piotr Chmielewski (49-48) a we wczesnej fazie wyścigu sporo zamieszania na finiszach robił Łotysz Andris Nauduzs. Ogólnie rzecz ujmując, choć zawody ukończyło tylko czterech kolarzy CCC, wyścig w ich wykonaniu był całkiem udany.

    Nieco inaczej potoczyły się losy występu ekipy CCC w sezonie 2015. Dobre rezultaty w wiosennych wyścigach: postawa w Mediolan-Sanremo i Amstel Gold Race, etapowe zwycięstwo Macieja Paterskiego w Volta a Catlunya zaostrzyły apetyty kibiców.

    Patrząc na wyniki Giro d?Italia 2015, start CCC był w tej imprezie niepowodzeniem. Tyle tylko, że mogło być zupełnie inaczej, gdyby wyścig był rozgrywany w odmiennym stylu. Permanentna wojna Alberto Contadora z kolarzami Astany sprawiła, że regularnie zabierający się w ucieczki kolarze polskiej ekipy wrócili z Włoch z niczym. Najwyżej sklasyfikowany w klasyfikacji generalnej Sylwester Szmyd był 45, a zawodnicy w pomarańczowych strojach wystąpili w roli przysłowiowych ?Dzielnych Francuzów?. Czyli odegrali rolę w porywach drugoplanową.

    Kolarstwo ma to do siebie, że niemal każdy wyścig co roku wygląda inaczej. Drużyna CCC Sprandi Polkowice nie ma tym razem zaproszenia do startu ani w Mediolan-San Remo ani w Tirreno-Adriatico. Karierę zakończył Sylwester Szmyd, nie ma też już Davide Rebellina.

    Najstarszym kolarzem jest Marcin Białobłocki. Ciekawe, czy wystartuje a jeśli tak, czy dotrwa do czasówek, podczas których powinien pokazać się z dobrej strony.

    Większość drużyny jest młoda, wliczając w to silny zastęp Czechów oraz kilka nadziei naszego kolarstwa, a naturalnym kandydatem na lidera wydaje się być Maciej Paterski.

    Biorąc pod uwagę zapowiadaną, bardzo silną obsadę gwiazd zawodowego peletonu deklarujących walkę o zwycięstwo, naturalną drogą dla CCC wydaje się być polowanie na zwycięstwa etapowe. Zarówno w górach jak i w terenie pagórkowatym sukces jest możliwy, choć jak to w wielkim tourze, chętnych do osiągnięcia takiego celu każdego dnia jest ponad stu.

    Dla zagranicznych fanów kolarstwa ?dzika karta? na setne, jubileuszowe Giro dla polskiej ekipy jest z pewnością zaskoczeniem. Pozostałych trzech uczestników spoza world touru: Bardiani CSF, Willier-Triestina i Gazprom to typy dość przewidywalne. Za zaproszeniem CCC Sprandi Polkowice stoją więc w dużej mierze kwestie nie tylko sportowe, ale i biznesowe.

    Podczas wiosennych wyścigów organizowanych przez RCS warto będzie wypatrywać bannerów Sprandi, ale bez względu na kulisy sprawy, zawsze lepiej ogląda się wielki tour, jeśli jedzie w nim polska drużyna. Ot, taki współczesny przejaw patriotyzmu.

  • Loverove 13.10.2016

    Loverove 13.10.2016

    Loverove na czwartek z dobrym zestawem newsów, specjalnie dla Was:

    1. Sześć sekund do podium

    Maciej Bodnar pojechał znakomitą czasówkę podczas szosowych mistrzostw świata w Katarze. Wytrzymał upał, wytrzymał tempo i niewiele zabrakło (mniej niż 6 sekund) by stanął na podium. Czwarta lokata to najlepszy wynik Polaka w czasówce zawodowców na mistrzostwach świata. Drugi z naszym reprezentantów, Marcin Białobłocki, stracił cenne sekundy po tym, gdy na jednym z rond źle poprowadził go pilot, co spowodowało, że zamiast miejsca w top10 musi zadowolić się 14.

    Skrót czasówki poniżej:

    Jonathan Castroviejo, który pokonał Bodnara w tym roku polował na medal na Igrzyskach Olimpijskich (był czwarty), koło nosa przechodziły mu czasówki na hiszpańskiej Vuelcie czy w Tour de Pologne, zatem również dla niego wynik w Katarze to duży sukces.

    Z kolei Tony Martin dość pewnie pokonał Wasyla Kirienkę, obrońcę tytułu i sięgnął po czwartą w karierze tęczową koszulkę. Po pierwsze, wyrównał rekord Fabiana Cancellary a pamiętajmy, że ma dopiero 31 lat i spore szanse, by ten wynik poprawić w kolejnych latach. Po drugie, i to powinno zainteresować fanów „marginal gains” oraz sprzętu najwyższej klasy, mistrzostwo świata wygrał na kołach wyposażonych w oponki (Specialized Turbo Cotton, z przodu 24mm, z tyłu 26mm) a nie w klasyczne „szytki”, do tej pory uznawane za najszybsze ogumienie, szczególnie w jeździe na czas.

    2. Transfer dnia

    Marcin Białobłocki po dwóch sezonach w ONE Pro Cycling na rok zakotwiczy w CCC Sprandi Polkowice. To dobra wiadomość dla „pomarańczowych”, ponieważ sezon 2015 nie był dla tej drużyny szczególnie udany. Białobłocki to może nie jest łowca zwycięstw, ale daje szansę na kilka niezłych wyników, głównie w czasówkach. Jeżeli CCC utrzyma bogaty program startów, zwłaszcza wiosną, pozyskanie 33-letniego Białobłockiego to okazja na poprawienie bilansu a dla samego zawodnika możliwość wzbogacenie własnego portfolio.

    Białobłocki w sezonie 2016 był wicemistrzem Polski w jeździe na czas a w wyścigach klasy HC zajął 15 miejsce w czasówce podczas „3 dni De Panne” oraz 5. podczas takiej próby na Tour of Denmark. Bardziej owocny był dla niego rok 2015, gdy został mistrzem polski, wygrał czasówkę w Tour de Pologne (a to przecież World Tour!), był 9. na mistrzostwach świata i drugi w Chrono des Nations.

    W tym roku poprawił też rekordy Wielkiej Brytanii Alexa Dowsetta w czasówkach na 10 i 25 mil.

    3. Nikt Was tak nie nauczy przełajów jak Sven Nys

    Podstawowe umiejętności cyclocrossowe prezentuje legenda tego sportu. Prosto i przejrzyście:

    PS Zdjęcie dnia w Bikerumor

    Jedna z moich słit foci zrobiona podczas przejażdżki kilka dni temu, gdy pogoda jeszcze była letnia a nie szarojesienna zostało wyróżnione przez Bikerumor.com jako „Zdjęcie dnia”:

    Po więcej wpadajcie na mój Instagram.

  • Niczym dzielni Francuzi

    Niczym dzielni Francuzi

    CCC Sprandi Polkowice jedzie w Giro d?Italia. Kolejni kolarze drużyny próbują swoich szans w ucieczkach. Póki co bezskutecznie.

    Niemal na każdym etapie włoskiego touru zawodnik w pomarańczowym stroju znajduje się w odjeździe dnia. Swoich sił próbowali już: Maciej Paterski, Sylwester Szmyd, Branislau Samoilau, Marek Rutkiewicz, Nikolay Myhaylov i Łukasz Owsian.

    Niestety akcje, w których uczestniczą albo są dościgane przed metą albo inni śmiałkowie zachowują więcej sił i mkną po zwycięstwo bez towarzystwa ?pomarańczowych?.

    Polska ekipa jedzie wyścig typowy dla zespołów zaproszonych do wielkiego touru z tzw. ?dziką kartą?. Choć w składzie ma kilku mocnych i doświadczonych zawodników, nie bez powodu nie znajduje się wśród grup ?drugiej?, a nie „pierwszej dywizji” (World Touru). Jednym z kryteriów są punkty posiadane przez poszczególnych kolarzy a te zdobywane są poprzez dobre wyniki w prestiżowych imprezach.

    Ten sezon dla CCC Sprandi Polkowice jest bardzo udany. Maciej Paterski wygrał etap w worldtourowym Dookoła Katalonii oraz był ósmy w Amstel Gold Race a do tego dołożył pierwsze miejsce na etapówce w Chorwacji (zaliczając po drodze dwa etapy a Grega Bole jeden). Davide Rebellin zwyciężył na etapie Tour of Turkey zaś cała drużyna była najszybsza podczas czasówki otwierającej Settimana Coppi e Bartali.

    W rankingu CQ, liczącym punkty zdobyte w imprezach wszystkich kategorii, CCC Sprandi Polkowice zajmuje 22. miejsce. 21. lokatę daje im siedem zwycięstw w klasyfikacji rozpatrującej najbardziej skuteczne zespoły świata.

    Udana wiosna zaostrzyła apetyty. Po cichu wszyscy liczyliśmy na dobrą postawę Sylwestra Szmyda w klasyfikacji generalnej i wygraną etapową Macieja Paterskiego. Tymczasem jazda w stylu przysłowiowych ?Dzielnych Francuzów? (ekip gospodarzy zapraszanych do startu w Tour de France ze względu na narodowość a nie poziom sportowy) może być nieco rozczarowująca.

    Żaden z kolarzy CCC nie ma już szans na wysokie miejsce w końcowej klasyfikacji wyścigu, pozostała tylko walka o wygraną etapową, ewentualnie włączenie się do rywalizacji o koszulkę najlepszego górala.

    Z drugiej strony regularne poszukiwanie szansy na etapowy sukces, dużo bardziej eksponowane osiągnięcie niż np. 16. miejsce w ?generalce?, zasługuje na uwagę. Kto nie próbuje, nie ma szans na wygraną i choć póki co efekt jest podobny, zawodnicy Piotra Wadeckiego są przynajmniej bardziej widoczni niż worldtourowcy z Treka czy Gianta.

    Tegoroczne Giro d?Italia dopiero przekroczyło półmetek. Owszem, w wysokich górach kolarzom polskiej ekipy trudniej będzie powalczyć o etap, ale kto wie, szans by zapisać się na kartach historii naszego sportu mają jeszcze kilka. A nawet, jeśli się nie uda, pozostanie poczucie, że wyścigu nie oddali walkowerem.

  • Poniedziałkowy skrót#38

    Poniedziałkowy skrót#38

    Weekend pełen kolarskich wrażeń zachęca do podsumowań i rozliczeń. Wygrani są: Michał Kwiatkowski, Alejandro Valvede, Julian Alaphilippe, Maciej Paterski i ekipa CCC Sprandi Polkowice. Przegrany tylko jeden: dział PR Lang Teamu.

    Wiosna rozliczona

    Michał Kwiatkowski zwyciężył w Amstel Gold Race, później w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege już tak nie błyszczał. Mimo to wiosnę ma niezwykle udaną. Dwa zwycięstwa (czasówka w Paryż-Nicea oraz ?Piwny Wyścig?), trzy drugie miejsca (w klasyfikacji generalnej Volta a Algarve, Paryż-Nicea oraz Dookoła Kraju Basków) to dość, by mistrz świata mógł być zadowolony z odniesionych rezultatów. Owszem, pozostaje nieco przestrzeni do marudzenia, porównując zeszłoroczną kampanię w ardeńskich klasykach do sezonu 2015, ale pamiętajcie, że zwycięstwo to zwycięstwo, które przewyższa wartością miejsca na podium, nawet jeśli tych w 2014 było więcej. Trudno wyrokować, czy ?Kwiato? celował z formą w Amstel Gold Race i kosztem większej skuteczności na dłuższych podjazdach postawił na szybkość, czy też po prostu tak ułożył mu się sezon, dość powiedzieć, że teraz może w spokoju przygotowywać się do pierwszego tygodnia Tour de France.

    Rekordy Valverde

    https://twitter.com/SkyCycling/status/592357077324013568

    Doświadczony Hiszpan wyrównał tej wiosny kilka rekordów. Wygrywając Walońską Strzałę dołączył do grona kolarzy z trzema zwycięstwami na koncie. W Liege-Bastogne-Liege również powiększył swój dorobek do trzech, ale do Merckxa (5) mu jeszcze daleko. Jest za to drugim kolarzem w historii (po Ferdim Kublerze w latach ?50 XXw), który dwukrotnie był pierwszy w obu tych wyścigach w jednym sezonie. Valverde poprzednio zrobił to w 2006r, co jest o tyle ważne, że Kubler swój podwójny dublet ustrzelił rok po roku (1951,52). Hiszpan jest też kolarzem, którego pierwsze i – póki co – ostatnie zwycięstwo w Liege-Bastogne-Liege oddziela od siebie najdłuższy czas (9 lat).

    Paterski na fali

    Maciej Paterski rok temu odszedł z World Tourowego Liquigasu i związał się z ?drugoligową? grupą CCC (wówczas Polsat, teraz Sprandi) Polkowice. Wydawało się, że to dla niego degradacja, tymczasem dzięki wymuszonemu zbiegowi okoliczności zawodnik z pomocnika wyewoluował do skutecznego lidera. Rok temu wygrał etapówkę klasy HC w Norwegii oraz klasyfikację górską worltourowego Tour de Pologne. W tym sezonie zdobył dla siebie i swojej drużyny etap prestiżowej Volta a Catalunya, pięknie pokazał się w ?ardeńskich klasykach? (dwa dziewiąte miejsca: w Brabanckiej Strzale oraz Amstel Gold Race) by kończąc przygotowania do Giro d?Italia zgarnąć niemal wszystko (etap, klasyfikacja generalna, górska i punktowa) podczas mającego kategorią 2.1 Dookoła Chorwacji.

    Co ważne, drużyna CCC Sprandi Polkowice pojechała tę imprezę jako faworyt i w 100% wywiązała się z tej roli. Trzecie miejsce zajął Sylwester Szmyd, szóste Branisłau Samojłau, dziewiąte Marek Rutkiewicz a dziesiąte Grega Bole. Nie chodzi nawet o to, by napawać się wynikami z imprezy o kategorii, jaką jeszcze do niedawna miało kilka polskich etapówek, ale o fakt, że CCC weszła na zdecydowanie wyższy poziom. To czołowa drużyna ?II dywizji? (zespołów Pro Contintental), zarówno pod względem punktów jak i liczby zwycięstw w niemal dowolnym rankingu znajduje się na granicy World Touru. Gdy ściga się w zawodach niższej rangi, decyduje o obliczu rywalizacji, gdy mierzy się z elitą, może być traktowana jako równorzędny przeciwnik.

    Nowa gwiazda na horyzoncie

    Patrick Lefevre zawsze ma ?Plan B?. Gdy w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege Michał Kwiatkowski nie był w stanie nawiązać do wyników z ubiegłego roku, od razu zastąpił go Julian Alaphilippe. Młody (rocznik 1992) Francuz pojechał rewelacyjnie, dwukrotnie finiszując za Alejandro Valverde. Praca Zdenka Stybara na trasie L-B-L nie poszła dzięki temu na marne. Gdyby nie to, że Kwiatkowski sam nadal jest młody, można by mówić o Alaphilippie jako jego potencjalnym następcy. Tymczasem, nie pierwszy raz w swojej karierze, kierownictwo Etixx-Quickstep będzie musiało zmagać się z klęską urodzaju.

    Kontrowersyjna Skandia

    https://twitter.com/1001ptsPL/status/592295107916890112

    Maratony rowerowe organizowane przez Czesława Langa jakie są, każdy widzi. Stawiam, że większość uczestników jest zadowolona ze świadczeń, które otrzymuje. Problem pojawia się, gdy te imprezy o ewidentnie masowym, popularyzującym nawet nie kolarstwo a jazdę rowerem jako taką, mieszane są z kolarstwem wyczynowym. Dochodzi wtedy do takich kuriozów, jak w ostatni weekend w Warszawie, gdzie na absolutnie rekreacyjnej, płaskiej i w dużej części asfaltowej trasie, kolarze mtb, w tym część zawodowców musiała walczyć o kwalifikacje na mistrzostwa Europy. W takim układzie trudno powstrzymać się od sarkastycznych komentarzy, również oficjalne komunikaty organizatora zmieniają się w wewnętrznie sprzeczną, nieprzyswajalną papkę. Głównym pytaniem jest więc wielkie ?dlaczego?, bo raczej nie dla pieniędzy.

  • Heroiczny Paterski

    300km w peletonie Mediolan-Sanremo. Finisz w pierwszej grupie. Chwila przerwy, podróż do Barcelony, start ostry pierwszego etapu Volta a Catalunya. Ucieczka. Premie górskie i sprint po zwycięstwo. Piękna historia, Anglicy nazwaliby ją ?epicką?. By zachować poprawność językową, ja nazwę ją ?heroiczną?.

    Trzeba mieć w sobie coś z antycznego bohatera, by nie tyle zrealizować taki plan, co choćby go wymyślić. Mediolan-Sanremo to jeden z kolarskich ?monumentów?, zazwyczaj najdłuższy wyścig w kalendarzu. W tym roku kolarze sporą część dystansu pokonali w deszczu i temperaturze dalekiej od pokojowej. Gdy nieco przeschli i minęli półmetek, zaczęli poważne ściganie. W trzydziestoosobowej grupie, która pierwsza dotarła na słynną Via Roma utrzymało się dwóch kolarzy CCC Sprandi Polkowice. Słoweniec Grega Bole finiszował 16., Maciej Paterski 22. Być może nie jest to spektakularny rezultat, ale realnie rzecz ujmując jest możliwy do osiągnięcia wyłącznie przez dobrze przygotowanych i bardzo solidnych kolarzy.

    Po wysiłku związanym ze startem w prawdziwym klasyku zawodnik najchętniej oddaje się w ręce masażysty a kolejny start planuje najwcześniej za kilka dnia. Tymczasem Paterski udał się w podróż do Barcelony, by dołączyć do części składu, która właśnie szykowała się do startu w Volta a Catalunya. Ten tygodniowy wyścig również jest wyjątkową imprezą. To trzecia, najstarsza etapówka na świecie i choć w ostatnich latach często zmieniała miejsce w kalendarzu, ze względu na zróżnicowaną, górzystą trasę często jest wybierana przez gwiazdy wielkich tourów jako jeden ze startów testowych. W tym roku ma być polem kolejnej konfrontacji Alberto Contadora i Chrisa Froome?a. Swoje trzy grosze mają również dołożyć Richie Porte, Alejandro Valverde, Tejay Van Garderen, Andrew Talansky, Rigoberto Uran, Przemysław Niemiec i Rafał Majka.

    Grupa CCC Sprandi Polkowice startuje w Katalonii z ?dziką kartą?, mając w składzie m.in. Sylwestra Szmyda i Marka Rutkiewicza. Na pierwszym etapie do ucieczki dnia nieco niespodziewanie z Pierrem Rollandem i Bartem de Clerquiem zabrał się jednak Paterski. Wygrał dwie premie górskie, co zagwarantowało mu prowadzenie w klasyfikacji górskiej i już to dzień po starcie w Mediolan-Sanremo wystarczyłoby na miano wyjątkowego wydarzenia. Peleton nie kwapił się do pogoni, a trójka uciekinierów jechała równym tempem. W końcówce Paterskiego zaczęły łapać kurcze, co kompletnie nie dziwi, skoro miał już za sobą ponad 460km przejechane na rowerze w nieco ponad dobę. Rywale nie zdecydowali się tego wykorzystać, a może po prostu byli zmęczeni, dość powiedzieć, że kolarz CCC ograł ich na finiszu bez większych problemów.

    W ten sposób zgarnął wszystkie koszulki i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Napisał kawałek historii polskiego kolarstwa i swojej grupy zawodowej, która po raz pierwszy zaliczyła zwycięstwo w serii World Tour. Trudno powiedzieć, jak długo będzie bronił pozycji lidera. Nieźle jeździ po górach i bez ?Mediolan-Sanremo? w nogach powinien poradzić sobie na większości etapów katalońskiej Volty. Biorąc jednak pod uwagę, że o wygranie wyścigu będą walczyć największe asy wielkich tourów, w czwartek gdy do mety pod górę w miejscowości La Molina pójdzie największy gaz, może być mu ciężko. Rok temu w tym samym miejscu do „Purito” Rodrigueza stracił dwie i pół minuty, czyli tyle, ile teraz ma przewagi nad Froomem, Contadorem i spółką.

    Bez względu na to, jak zakończy się przygoda Macieja Paterskiego z tegoroczną ?Voltą? jego wygraną etapową zapamiętają fani kolarstwa na całym świecie. To jedna z tych sytuacji, która działają na wyobraźnię, pokazują hart ducha i siłę ciała. W czasach, gdy w wyczynowym sporcie wszystko jest zmierzone i wyliczone do ułamków sekund i gramów, odrobina szaleństwa wymykającego się regułom na długo zostaje w sercach na zawsze.

  • Co to jest MPCC?

    Co to jest MPCC?

    CCC Sprandi Polkowice, najlepsza polska grupa zawodowa, przystąpiła do Ruchu na Rzecz Wiarygodnego Kolarstwa, czyli MPCC. To bardzo dobra wiadomość, która otwiera kolejny rozdział rozwoju drużyny, ale czym właściwie MPCC jest?

    Ruch został powołany w 2007r podczas Tour de France z którego Michael Rasmussen został wycofany po tym, jak w czasie przygotowań do Wielkiej Pętli unikał kontroli antydopingowych a Aleksander Winokurow został wprost przyłapany na niedozwolonym przetaczaniu krwi. Jak sama nazwa wskazuje, Mouvement pour un Cyclisme Crédible ma pomóc w odbudowie wizerunku kolarstwa i wprowadzić wyższe standardy etyczne. Założycielski skład MPCC to sześć francuskich drużyn zawodowych oraz niemiecki Gerolsteiner (którego kolarze rok później będą bohaterami skandalu z nową generacją EPO).

    Kluczowymi założeniami są: zakaz zatrudniania kolarzy z dopingową przeszłością (członkowie MPCC nie mogą podpisywać kontraktów z kolarzami skazanymi za nielegalne wspomaganie jeszcze przez kolejne dwa lata po zakończeniu dyskwalifikacji), odsuwanie od startów zawodników, którzy mają zbyt niski poziom kortyzolu, stosują kortyzon lub wymagają podawania innych środków mogących poprawiać wyniki a będących dozwolonymi na zasadzie TUE (wykluczenie do użycia terapeutycznego) oraz samoczynnie zawieszać cały skład od startów w zawodach w przypadku dwóch pozytywnych wyników kontroli w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Nieco później wprowadzono zasadę zakazu jakichkolwiej injekcji, zawodnicy ekip zrzeszonych w MPCC nie mogą przyjmować drogą dożylną witamin czy też nawadniać się przy pomocy kroplówek.

    Do MPCC należy obecnie większość drużyn World Tour (poza Sky i BMC), duża częśc prokontynentalnych i kontynentalnych. W związku z uczestnictwem w Ruchu, jesienią ubiegłego roku zespół Astana nie wystartował w kończącym sezon wyścigu Tour of Beijing, po tym, gdy dwóch zawodników, czyli bracia Iglińscy, wpadło na EPO. Na podstawie przepisów o niskim poziomie kortyzolu, w hiszpańskiej Vuelcie rok temu nie wystartował Chris Horner, kontrowersje związane z podobnym problemem doknęły również Pierre?a Rollanda i drużynę Europcar.

    Istnienie MPCC pokazuje, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmieniło się kolarstwo. Przede wszystkim zasady wprowadzone przez Ruch stały się powszechne, nawet jeśli nie w formie obowiązującego prawa, to przynajmniej etycznego standardu. Co więcej, część z nich, jak zakaz injekcji, została włączona do oficjalnych zasad antydopingowych UCI. Istotny stał się również straszak w postaci odpowiedzialności zbiorowej za złamanie ?czystości? przez zaledwie dwóch członów zespołu a także konsekwencje związane z problemami przy zatrudnieniu ?brudnego? kolarza. Oczywiście ze względu na nie do końca formalny charakter MPCC, będący w dopingowych tarapatach zawodnicy czy drużyny mogą do pewnego stopnia manewrować i próbować się prześliznąć, jendak co do zasady idea MPCC funkcjonuje całkiem sprawnie.

    W składzie CCC Sprandi Polkowice znajduje się kilku kolarzy, którzy mają za sobą dopingowe lub okołodopingowe przygody. Jest to już jednak przeszłość a w każdym z przypadków kara została odbyta wraz z należytą karencją. Obecność zespołu w MPCC to kolejny krok na drodze profesjonalizacji i uznania ekipy za poważnego gracza na arenie międzynarodowej. Członowstwo w Ruchu to szansa na zaproszenia do większej ilości prestiżowych wyścigów a także argument przy przyznawaniu licencji Pro Continental oraz World Tour.

    Zdjęcie okładkowe: Sport-phot.com/Nicolas Götz

  • Spełnienie marzeń?

    Spełnienie marzeń?

    Renesans polskiego kolarstwa trwa. Po rewelacyjnym sezonie zawodowców na szosie przyszła pora na kolejne sukcesy. Tym razem nie chodzi o wyniki, choć te mam nadzieję będą, a o pogranicze sportu i biznesu. Kross Racing Team ewoluuje w topowy zespół mtb na świecie a ekipa CCC Sprandi Polkowice zapracowała na zaproszenie do startu w Giro d?Italia

    Znając przecieki i pogłoski o dzikiej karcie chciałem poczekać z komentarzem do popołudnia i oficjalnego potwierdzenia. Jeszcze rano wiadomością dnia była prezentacja składu teamu Krossa. O pozyskaniu Bartłomieja Wawaka zespół informował oficjalnie, transfer Włoszczowskiej był tajemnicą poliszynela. Czteroosobowy skład: Anna Szafraniec-Rutkiewicz, Kornel Osicki, Wawak i Włoszczowska to dream team na miarę naszych możliwości. Oznacza przede wszystkim ambicje marki, której przedstawiciele regularnie startując – i odnosząc sukcesy na arenie międzynarodowej – zdecydowanie zwiększy swoją rozpoznawalność na zagranicznych rynkach.

    http://instagram.com/p/yCMooHp_B7/

    Kross dość szybko stał się marketingowym liderem w polskiej branży rowerowej. Za ciągle rozwijaną ofertą, która od chińsko-katalogowej przeistoczyła się w intrygująco-innowacyjną zawsze szły odpowiednie działania reklamowe. Drużyna kolarska towarzyszy marce niemal od początku jej przygody ze sprzętem wyższej jakości. W przypadku Krossa, jako jednego z nielicznych w kraju, zespół został na stałe włączony w komunikację marketingową. Wysokiej jakości wideo, zdjęcia, obecność zawodników w branżowych magazynach, otwarte podejście do tematu social mediów stawiają firmę z Przasnysza w ścisłej czołówce polskiej branży rowerowej. Budowa profesjonalnego teamu mtb, którego jednym z głównych celów nie będą już starty w lokalnych maratonach a w Pucharze Świata XCO pokazuje, że czasy amatorstwa na dobre się skończyły. To świetny pomysł, biorąc pod uwagę jak mało różnorodny jest sprzęt, na którym ścigają się zawodowcy. Dominuje zaledwie kilka marek, Kross będzie wśród nich nowością, zwłaszcza, że z takim składem można być spokojnym o wartościowe, zatem budzące zainteresowanie wyniki. Jedyne pytanie, jakie się w tym miejscu pojawia, to co jeszcze, poza wynikami sportowymi będzie miała do zaoferowania publice drużyna, ale znając dotychczasowe działania, o to się nie martwię. Najlepsi polscy kolarze na rowerach polskiej marki na najważniejszych zawodach na świecie to świetna wiadomość, o której jeszcze nie tak dawno mogliśmy pomarzyć.

    Spełnieniem marzeń jest również dzika karta dla CCC Sprandi Polkowice. Choć – mniej więcej ta drużyna – dwanaście lat temu wzięła już udział właśnie w Giro d?Italia, wkrótce potem nastał poważny kryzys nie tylko zespołu, ale i całego polskiego kolarstwa. Wówczas start w wielkim Tourze był ?kupiony? przez pozyskanie Pawła Tonkowa, byłego zwycięzcę wyścigu, który jednak nie sprawdził się w roli lidera a tę przejął Dariusz Baranowski. Tym razem ?cycki? wyglądają na projekt, który jest systematycznie budowany a możliwość jazdy w peletonie Giro jest raczej konsekwencją licznych działań na przestrzeni ostatnich kilku sezonów. Mimo wszystko to pewne zaskoczenie. We Włoszech nie wystartuje np. Cofidis z Nacerem Bouhannim w składzie, Bora – Argon 18, Europcar, Colombia czy MTN – Qhubeka. To zespoły, w których znajdziemy gwiazdy lub mające dobrą historię startów w Italii. Z drugiej strony nasza ekipa systematycznie zdobywała zaproszenia na ważne imprezy.

     

    Już ubiegłoroczny kalendarz był bardzo uczciwym harmonogramem dla drużyny prokontynentalnej. W tym roku poza Giro pojawi się w nim także Mediolan-Sanremo i Lombardia. W zrównoważony sposób wzmocniony został również skład. Nie wiem, czy pozyskanie eks-dopera, Stefana Schumachera było argumentem za zaproszeniem na Giro, za to Grega Bole i Sylwester Szmyd to pewnego rodzaju gwarancja jazdy na poważnie. Co więcej, Marek Rutkiewicz i Maciej Paterski to kolarze, którzy mogą pokazać się z dobrej strony na najwyższym poziomie kolarstwa, jakim jest wielki tour. Udowodnili to już wielokrotnie. Na koniec wreszcie, weteran Davide Rebellin, który w Giro debiutował? 21 lat temu, choć jest byłym dopingowiczem, od kiedy związał się z CCC, jest stałym bywalcem w ścisłej czołówce większości wyścigów, w których startuje.

    Szansa, by w maju więcej niż trzech Polaków reprezentowało barwy polkowickiej ekipy na włoskich szosach jest niewielka, ale tak czy inaczej jest to kolejny sukces nie tylko naszego sportu, ale i biznesu. Okazało się, że stać nas (nas, w sensie, nieco patetycznie, ?naród?) na zbudowanie stabilnej, profesjonalnej drużyny sportowej, która staje się równa ekipom zachodnim. To kolejny wyraz pewnej normalności, której coraz bardziej doświadczamy. O ile start w Giro 2003 był pewną fanaberią, start w Giro 2015 wydaje się być naturalnym wyrazem wielu tendencji, w tym, często wyśmiewanego, ?skoku cywilizacyjnego?, jaki dokonał się w ostatnich latach.

    Tak samo patrzę na wzmocnioną drużynę Krossa, która, z zachowaniem skali kolarstwa górskiego, ma podobne aspiracje co CCC Sprandi Polkowice. Co więcej, mam nadzieję, że międzynarodowe plany najsilniejszych zespołów wpłyną tym razem na rozwój sceny lokalnej. To oczywiście wymaga czasu, ale zaabsorbownie najlepszych, polskich kolarzy za granicą zostawia przestrzeń na zaprezentowanie swoich umiejętności ?zaplecza? na krajowym podwórku. Ten fakt, w połączeniu z okazjonalnymi konfrontacjami z eksportową elitą, powinien sprzyjać dalszemu podnoszeniu poziomu. Przynajmniej w teorii. Czy tak będzie i co przyniosą zmiany, dowiemy się najwcześniej za rok. Dziś wypada cieszyć się z aspiracji, jakie deklarują nie tylko nasi sportowcy, ale i ich sponsorzy.